Opis

Propozycja zaprojektowania sukni ślubnej dla Larissy Christiakis, siostry greckiego milionera, jest dla Belle wielką szansą. O tym ślubie będą pisać wszystkie gazety. Wreszcie jej mała firma zyska rozgłos. Belle jedzie na wyspę Aurę z wielkimi nadziejami. Niestety, od razu po przybyciu okazuje się, że brat Larissy, Loukas, nie ufa nieznanej projektantce z Londynu. Wyszedł po nią do portu tylko po to, by jej powiedzieć, że zlecił już projekt komuś innemu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 143

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Chantelle Shaw

Suknia dla panny młodej

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Belle Andersen wyłowiła z torebki telefon komórkowy i ponownie przeczytała wiadomość tekstową, w której Larissa Christakis tłumaczyła, jak dostać się na prywatną wyspę jej brata, Loukasa.

„Skoro mój ślub odbędzie się na Aurze, byłoby cudownie, gdybyś tu przyleciała, aby popracować nad projektami mojej sukni ślubnej, czerpiąc natchnienie z cudownego klimatu tego miejsca. Wsiądź na prom w porcie Lavrion w Atenach płynący na wyspę Kea. Daj mi znać, kiedy się zjawisz. Będzie czekała na Ciebie łódka, która zabierze Cię na Aurę”.

Prom dobił do Kei dziesięć minut temu. Ostatni pasażerowie właśnie schodzili z pokładu. Zacumowane wzdłuż pomostu łodzie rybackie unosiły się łagodnie na powierzchni kobaltowego morza, w którym przeglądało się bezchmurne, błękitne niebo. Przy nabrzeżu stały szeregi kwadratowych białych domków z terakotowymi dachami, lśniącymi w słońcu niczym rząd luster, a za nimi w oddali rysowały się zielone wzgórza upstrzone dzikimi kolorowymi kwiatami.

Wrażliwa na piękno Belle podziwiała malowniczą scenerię, lecz po czterogodzinnym locie do Aten oraz równie długim rejsie na Keę chciała już wreszcie dotrzeć na miejsce. Osłaniając dłonią oczy przed słońcem, omiotła wzrokiem okolice portu. Czy już czeka ten człowiek, który ma mnie zabrać na Aurę? – zastanawiała się, po kolei spoglądając na wszystkie znajdujące się w pobliżu osoby. Pasażerowie, którzy przypłynęli razem z nią promem, powoli udawali się w stronę miasta. Na pomoście została już tylko grupka rybaków, lecz żaden z nich nie zwracał na nią uwagi. Belle westchnęła, niezadowolona, że będzie musiała czekać, podniosła swoje walizki i ruszyła w stronę brzegu.

Majowe słońce było miłą odmianą po szarości i chłodzie, które zostawiła w Londynie. Uśmiechnęła się pod nosem, wspominając, jak jej brat Dan zareagował na wiadomość, że Belle spędzi tydzień w pięknej i upalnej Grecji, podczas gdy on zostanie w ich starej, przeciekającej barce na Tamizie.

– Siostrzyczko, pomyśl czasem o mnie, kiedy będziesz imprezować z greckim miliarderem na jego rajskiej wyspie, dobrze? Gdy ty będziesz się wylegiwała w słońcu, ja będę znowu próbował załatać tę łajbę, zanim pojadę do Walii na sesję zdjęciową.

– Będę w pocie czoła pracowała, a nie leżała do góry brzuchem – przypomniała mu Belle. – Nie sadzę też, żebym miała dużo kontaktu z Loukasem Christakisem. Larissa powiedziała, że jej brat większość czasu spędza w ateńskiej siedzibie swojej firmy. Często też podróżuje w interesach po całym świecie. Nawet data ślubu Larissy została dostosowana do jego napiętego grafiku. Podobno ostatni tydzień czerwca to jedyny wolny termin, jakim dysponuje.

Zmarszczyła brwi, krocząc wzdłuż nabrzeża. Larissa często wspominała o swoim bracie. Nie ulegało wątpliwości, że go uwielbiała. Belle miała jednak wrażenie, że Loukas Christakis wcale nie jest takim ideałem. Nie znała go co prawda, ale coś jej mówiło, że jest to człowiek przyzwyczajony do narzucania ludziom własnej woli, a Larissa jest w niego trochę za bardzo zapatrzona i za bardzo mu podporządkowana. To właśnie przez niego suknia ślubna Larissy – oraz sukienki jej druhen – musiały być przygotowane nie w pół roku, co było standardem, tylko w pięć tygodni! Oczywiście nie można było obarczać go winą za to, że pierwsza projektantka, którą zatrudniła Larissa, przeszła podobno nagłe załamanie nerwowe i przepadła bez śladu, ale to właśnie Loukas nalegał, aby nie przesuwać daty ślubu, tym samym narażając siostrę na ogromny stres. Gdy tydzień temu Larissa zjawiła się w salonie ślubnym Wedding Belle, była roztrzęsiona, prawie zrozpaczona. Łamiącym się głosem wyjaśniła swoją sytuację. Belle uspokoiła ją, mówiąc, że zdoła przygotować dla niej suknię. Cały czas jednak zastanawiała się, dlaczego ukochany brat Larissy nie chciał dla jej dobra przesunąć daty ślubu. To byłoby przecież najlepsze rozwiązanie.

Jeszcze nie spotkałam Loukasa Christakisa, pomyślała Belle, wpatrując się w lśniące morze, ale już mi się ten facet nie podoba.

Po chwili naszła ją refleksja, że być może jest nieobiektywna i niesprawiedliwa. Nie może pozwalać, by ogromna niechęć, jaką darzyła uwielbiającego dominować nad wszystkimi Johna Townsenda, czyli człowieka, którego przez wiele lat uważała za swojego ojca, wpływała na jej postrzeganie innych mężczyzn. Brat Larissy w rzeczywistości jest pewnie sympatycznym i czarującym człowiekiem. Tę tezę potwierdzał fakt, że był ulubieńcem pięknych kobiet, z którymi podobno często go widywano. Prasa regularnie drukowała plotki na temat jego bujnego życia towarzyskiego i erotycznego.

Uwagę Belle przyciągnął jakiś błysk w oddali. Zatrzymała się i ujrzała pędzącą w stronę brzegu motorówkę, która z hałasem przecinała taflę wody i pozostawiała za sobą białą smugę morskiej piany. Po kilku chwilach łódź zwolniła, zbliżając się do portu. Wzrok Belle natychmiast przykuł stojący przy sterach motorówki mężczyzna. Zanim zdążyła mu się przyjrzeć, jej serce już zabiło ze zdwojoną siłą.

Owszem, Larissa obiecała, że ktoś po nią przypłynie, ale Belle nie przemknęło nawet przez myśl, że tym kimś będzie sam Loukas Christakis! Jego zdjęcia, które można znaleźć w prasie i internecie, nie mówią całej prawdy o jego wyglądzie, pomyślała oszołomiona. Oczywiście widać na nich jego kruczoczarne, zaczesane do tyłu włosy, ostre rysy twarzy, mocną szczękę i pełne, pięknie wykrojone usta, lecz żadna fotografia nie zdołała uchwycić jego intensywnej aury, męskiego magnetyzmu, który zdawał się mówić: „patrzcie i podziwiajcie”.

– Belle Andersen? – zapytał rzeczowo, gasząc silnik.

Jego głos był niski, głęboki i bardzo męski; podziałał na Belle na bardzo zmysłowym, cielesnym poziomie. Ku swojemu zdumieniu poczuła, że jest podniecona. Jak to możliwe? Nigdy w życiu nie zaznała czegoś podobnego.

– T-tak – wydukała przez ściśnięte gardło, dzięki czemu jej głos zabrzmiał jak skrzek żaby.

Grek zarzucił linę na poler, po czym zeskoczył na pomost.

– Nazywam się Loukas Christakis – oświadczył, idąc ku niej szybkim krokiem. Jak na tak wysokiego i potężnego mężczyznę, poruszał się ze zdumiewającą gracją. Wypłowiałe dżinsy opinały długie i smukłe nogi, obcisły czarny podkoszulek podkreślał muskulaturę ciała, a dekolt w serek odkrywał skrawek brązowej skóry porośniętej czarnymi kręconymi włoskami.

Belle była wręcz oszołomiona jego aparycją. Nigdy w życiu żaden mężczyzna nie zrobił na niej takiego wrażenia. Jej serce waliło jak oszalałe. Zrobiło jej się gorąco, jakby lada chwila miała stanąć w płomieniach. Chciała się odezwać, wygłosić jakiś banalny komentarz na temat pogody, aby rozładować to napięcie, które ją niemal rozsadzało od środka, ale czuła się tak, jakby jej mózg uległ awarii. Żałowała, że Grek ma na nosie okulary przeciwsłoneczne. Widziała w nich bowiem własne zniekształcone odbicie. Mała dziewczynka w wielkim kapeluszu, z rozchylonymi ustami i wybałuszonymi oczami.

Wreszcie opamiętała się, przypomniała o dobrych manierach i wyciągnęła w jego stronę dłoń.

– Miło mi pana poznać, panie Christakis. – Odetchnęła z ulgą, słysząc, że jej głos znowu brzmi normalnie. – Larissa wspominała o panu, gdy odwiedziła mnie w Londynie.

Mężczyzna uścisnął jej dłoń, całkiem mocno, jakby nie miało dla niego znaczenia, że Belle jest kobietą. Z bliska prezentował się jeszcze bardziej imponująco. Górował nad nią niczym pomnik, niemal zasłaniając słońce podświetlające od tyłu jego potężną sylwetkę. Puścił jej rękę, lecz po chwili położył dłoń na jej plecach, przyprawiając ją o lekkie drżenie.

– Ja też się cieszę, panno Andersen – rzucił niedbale zniecierpliwionym tonem. – Muszę z panią porozmawiać. Usiądziemy gdzieś?

Nie czekając na odpowiedź, podniósł większą z jej walizek, wsunął rękę pod jej ramię i zaprowadził do baru po drugiej stronie ulicy, gdzie stoliki ustawione były na chodniku, pod pasiastą markizą. Belle z trudem próbowała dotrzymać mu kroku, niemal biegnąc na swoich ośmiocentymetrowych obcasach. Czuła się jak krnąbrne dziecko ciągnięte przez zniecierpliwionego ojca. Rzuciła mu niezadowolone spojrzenie, lecz zanim zdołała wydobyć z siebie kilka słów protestu czy pretensji, on posadził ją siłą na jednym z krzeseł.

Właściwie poczuła ulgę, że wreszcie usiadła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jest całkiem zmęczona. Widok, jaki ukazał się jej oczom, był prześliczny jak ożywiona pocztówka. Turyści zapewne spędzali tutaj długie godziny, wpatrując się w łódki zacumowane w porcie, płynące po niebie obłoczki i bezkresne morze, lecz ona nie przyjechała na wakacje. Zmarszczyła czoło, przenosząc wzrok na Greka. Zajął miejsce na krześle naprzeciwko niej.

– Czego się pani napije? – Brat Larissy znowu nie czekał na odpowiedź Belle i rzucił kilka szybkich słów po grecku do kelnera, który nagle zmaterializował się obok stolika. Belle zrozumiała tylko słowo retsina, oznaczające greckie wino.

– Dla mnie niech będzie sok owocowy – wtrąciła szybko.

Kelner spojrzał na Loukasa, jakby czekał na pozwolenie, że może przynieść Belle to, co zamówiła. Czyżby greckim mężczyznom nikt nie powiedział, że kobieta jest istotą ludzką? Warknęła pod nosem i zerknęła na zegarek. Obliczyła, że osiem godzin temu opuściła dom, w którym teraz chętnie by się znalazła. Zatęskniła nawet za brzydką pogodą. Było jej duszno i gorąco, czuła się spocona i oblepiona, i nie miała ochoty na towarzystwo mężczyzny z przerośniętym ego. To on popsuł jej humor, który do tej pory był całkiem niezły.

– Panie Christakis, tak naprawdę nie chcę niczego do picia. Chcę za to popłynąć prosto na Aurę. Pana siostra zleciła mi zaprojektowanie sukni ślubnej zaledwie w kilka tygodni. Muszę bezzwłocznie rozpocząć pracę.

Grek zdjął okulary i rzekł poważnym tonem:

– Właśnie o tym chcę z panią porozmawiać.

Jego oczy miały kolor stali i były równie twarde i zimne. Nie dostrzegła w nich ani odrobiny sympatii, nie mówiąc o… czymś więcej. Ogarnęło ją lekkie rozczarowanie, ale po chwili skarciła się w myślach za tak absurdalną reakcję. Dlaczego miałabym mu się spodobać? – zapytała w myślach. Nie uważała siebie za piękność. Swoją urodę oceniała jako bardzo przeciętną. Na pewno nie była w jego typie. Spojrzała na jego twarz, do bólu męską i przystojną. Czarne grube brwi, prosty nos i pełne usta. Popołudniowy zarost jedynie potęgował porażający seksapil.

Wpatrując się w niego, Belle zaczęła śnić na jawie. Jak by to było, gdyby nagle nachylił się i pocałował ją bez pytania? Z dziką pasją zgniótł jej wargi swoimi ustami? Poczuła, że jej policzki pąsowieją. Loukas zmrużył oczy i zatopił w niej przenikliwe spojrzenie. Czyżby odgadł jej myśli? Rumieniec jeszcze bardziej się pogłębił. Ze wstydu miała ochotę wejść pod stolik. Albo zapaść się pod ziemię.

Pocieszała się jedynie myślą, że ten piekielnie atrakcyjny mężczyzna zapewne już przywykł do tego, jak reagują na niego kobiety.

Paskudna sytuacja, pomyślał ponuro Loukas, patrząc na siedzącą naprzeciwko niego kobietę, której policzki barwił lekki rumieniec. Powinno być prostą sprawą poinformować Belle Andersen, że nastąpiła pewna zmiana planów i nie musi już projektować sukni ślubnej dla jego siostry. Oto, co musiał zrobić: wręczyć jej czek opiewający na pokaźną kwotę, aby z okładem pokryć koszty jej podróży, a następnie wsadzić ją na prom odpływający z powrotem do Aten.

Zamiast tego siedział urzeczony jej intensywnie niebieskimi jak dwa bławatki oczami. Dostrzegał w nich coś, co go frapowało. Fascynowało. Nie spodziewał się, że ta kobieta będzie tak wyjątkowo piękna. Całe życie otaczały go urodziwe kobiety. Można powiedzieć, że był koneserem. Umawiał się z top modelkami lub słynnymi bywalczyniami. Gustował w kobietach wysokich, szczupłych i wyrafinowanych. Belle była co prawda filigranowa, delikatna jak laleczka z porcelany, lecz od momentu, gdy ujrzał ją stojącą na nabrzeżu, pochłonęła całą jego uwagę. Teraz nie był w stanie oderwać oczu od jej twarzy. Jej rysy były idealne: te niesamowite niebieskie oczy, mały nosek, wydatne kości policzkowe oraz różowe, kuszące usta. Włosy miała ukryte pod kapeluszem z szerokim rondem, lecz sądząc po jej jasnej karnacji, zapewne była blondynką. Widać było, że, jak przystało na osobę zajmującą się zawodowo modą, bardzo dba o garderobę. Kremowy kapelusz z czarnym wykończeniem był idealne dopasowany do spódnicy i żakietu. Strój wieńczyły czarne lakierowane szpilki oraz średniej wielkości torebka.

Zastanawiał się, czy jej elegancki komplecik, stylizowany na lata pięćdziesiąte, był jej autorską kreacją. Jeśli tak, to niepotrzebnie się martwił, że Belle nie będzie w stanie zaprojektować dla Larissy efektownej, idealnej sukni. Po chwili jednak doszedł do wniosku, że powinien być ostrożny. Belle Andersen to wielka niewiadoma. Spróbował zgromadzić na jej temat jakieś informacje. Przeszukał internet i dowiedział się, że jej firma, Wedding Belle, w ubiegłym roku miała nikłe dochody i dysponowała skromnym kapitałem. Innymi słowy, interes Belle borykał się z kłopotami finansowymi, tak samo jak Demakis Designs, czyli salon mody ślubnej, z którym Larissa wcześniej nawiązała współpracę, co okazało się dużym błędem.

Do ceremonii ślubnej pozostało już tylko pięć tygodni, a Larissa nie miała jeszcze sukni, a nawet jej projektu. Loukas winę za ten stan rzeczy brał na siebie. Gdyby wcześniej sprawdził, kim jest Toula Demakis, odkryłby, że grecka projektantka ma poważne problemy finansowe, a jej interes znajduje się na skraju bankructwa. Kiedy Larissa zatrudniła Toulę, on akurat przebywał za granicą i nie miał pojęcia, że jego naiwna siostra wypłaciła tej przeklętej kobiecie całe honorarium, zanim tamta przystąpiła do pracy.

To miało miejsce pół roku temu. Mijały tygodnie i miesiące, a Toula Demakis wykręcała się coraz bardziej kuriozalnymi wymówkami, tłumacząc, dlaczego suknia nie została jeszcze wykonana. Larissa, niestety, nie mówiła o niczym Loukasowi. Dowiedział się o całej tej historii dopiero wtedy, gdy oszustka zniknęła razem z pieniędzmi.

Nie dało się ukryć, że Larissa popełniła błąd. Zaufała zupełnie obcej osobie. Od dziecka była taka łatwowierna i nieżyciowa… co nie zmieniało faktu, że była dla Loukasa najważniejszą osobą na świecie. Tak, bywał nadopiekuńczy, ale nie uważał tego za coś złego. Po tym, jak projektantka zostawiła Larissę na lodzie, Loukas pocieszał siostrę i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Poprosił swoją przyjaciółkę, znaną na całym świecie kreatorkę mody Jacqueline Jameson, o uszycie sukni dla Larissy. Jacqueline bez wahania odpowiedziała, że z przyjemnością podejmie się tego zadania.

Dopiero wczoraj wieczorem Loukas dowiedział się, że Larissa sama już wybrała nową projektantkę, jakąś młodą, obiecującą artystkę z Londynu, którą odkryła zupełnie przypadkowo. Teraz naszła go refleksja, że może nie powinien podejrzliwie patrzeć na pannę Andersen tylko dlatego, że Toula Demakis okazała się oszustką. Lecz w przeciwieństwie do swojej siostry, Loukas nikomu nie ufał – tego nauczyło go życie i to w bardzo bolesny, brutalny sposób. Ta nauczka okazała się jednak bezcenna zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym. Niewykluczone, że ta angielska projektantka jest godna zaufania – pomyślał obiektywnie – ale ślub zbliżał się wielkimi krokami. Trzeba wykluczyć wszelkie ryzyko. Jacqueline Jameson na pewno spisze się na medal.

Rozparł się wygodniej w krześle i zaczął studiować delikatną twarz Belle. Nieprzeciętnie atrakcyjna kobieta, ocenił w myślach. Nieoczekiwany pociąg fizyczny, który do niej poczuł, był jednak bez znaczenia i nie mógł zmienić jego decyzji. Wiedział, że o niej zapomni, gdy tylko odprowadzi ją na prom płynący z powrotem do Aten.

A jednak szkoda, pomyślał z żalem. Wyobraził sobie ich wspólną, namiętną noc. W innych okolicznościach nie przepuściłby takiej okazji. O, nie, na pewno by nie przepuścił…

Belle myślała tylko o tym, żeby Loukas Christakis przestał się tak na nią gapić. Czuła, że czerwieni się po same uszy. Kiedy kelner przyniósł napoje, chwyciła od razu swoją szklankę. Upiła kilka łyków w nadziei, że zimny sok ostudzi jej rozpalone zmysły.

– A jednak umierała pani z pragnienia.

– Słucham? – Przestraszyła się, że Grek czyta w jej myślach.

– Powiedziała pani, że nie chce niczego do picia.

Ach, o to chodzi, pomyślała z ulgą.

– Cóż, cały dzień spędziłam w podróży.

– Tak, wiem. Obawiam się, że pani fatyga była zbędna. – Jego szare oczy były nieruchome i nieprzeniknione. – Moja siostra wybrała inną projektantkę, aby uszyła jej suknię ślubną, więc musimy podziękować za pani usługi.

Belle wpatrywała się w niego w szoku, trawiąc jego słowa. Wreszcie wydukała:

– Ale…

– Mam nadzieję, że to pokryje pani koszty podróży i zrekompensuje stracony czas – rzekł Grek, wręczając jej świstek papieru.

Belle odruchowo przyjęła czek. Zdumiała się, widząc, że kwota jest sto razy większa niż koszty podróży, lecz uczucie rozczarowania nie ustąpiło.

– Nie rozumiem. Wczoraj dostałam od Larissy esemes. Pisała, że jest bardzo podekscytowana moim przyjazdem. Chce pan powiedzieć, że w międzyczasie zmieniła zdanie?

Dostrzegła na twarzy rozmówcy chwilowe wahanie, lecz gdy się odezwał, jego głos był opanowany i spokojny.

– Obawiam się, że tak.

Belle nie wiedziała, co powiedzieć. Miała wrażenie, że ktoś ją uderzył w głowę ciężkim przedmiotem. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Była oszołomiona wiadomością, że Larissa z jakiegoś powodu się rozmyśliła. Znowu zerknęła na ściskany w dłoniach czek. Cyferki po chwili się rozmyły… Nie płacz, nie jesteś dzieckiem! – strofowała się w myślach. A jednak tak się właśnie poczuła. Jak dziecko, któremu ktoś obiecał cudowny prezent, lecz go nie przyniósł. Belle wiedziała, że to zlecenie było jej wielką szansą na wybicie się, zaistnienie w świecie mody. Ślub Larissy miał być jedną z najgłośniejszych imprez roku, nie tylko w Grecji, ale i całej Europie.

Loukas Christakis należał do czołówki greckich bogaczy; ostatnie raporty wykazały, że awansował do grona miliarderów, co było zdumiewającym osiągnięciem, zważywszy na fakt, że przyszedł na świat w biedniej rodzinie. W ojczyźnie był postrzegany jako bohater narodowy, a w Stanach Zjednoczonych, gdzie od podstaw wybudował swoje imperium finansowe, jako celebryta.

– Nigdy nie spotkałam większości z tych ludzi figurujących na liście gości – wyznała Larissa podczas ich pierwszej rozmowy. – Prawdę mówiąc, wolałabym bardziej kameralną imprezę. Wiem jednak, że Loukas chce, żeby mój ślub był najwspanialszym wydarzeniem w moim życiu, więc nie mogę narzekać.

Wykonanie sukni na tak prestiżowy, medialny ślub przyniosłoby firmie Wedding Belle wielki rozgłos. Belle wiedziała, że to może być początek wielkiej kariery w jej branży. Posypałyby się zamówienia gwarantujące firmie płynność finansową.

Jej rozczarowanie nie brało się jednak tylko ze straconego, lukratywnego interesu. Belle od razu polubiła Larissę i szczerze jej współczuła, dowiedziawszy się, że pierwsza projektanta ją okradła, a przede wszystkim zawiodła. W Londynie Larissa zachwyciła się portfolio Belle, z autentyczną ekscytacją przejrzała kolekcję francuskich koronek, piór marabuta i innych materiałów i dodatków. Urocza Greczynka cieszyła się jak małe dziecko w sklepie z zabawkami. Zaraziła Belle swoim entuzjazmem. Dlaczego więc nagle zmieniła zdanie? To nie miało sensu. Coś tu nie gra, pomyślała Belle.

Zmarszczyła czoło, wspominając słowa Larissy: „Loukas chce, żeby Jacqueline Jameson zrobiła dla mnie suknię, ale ja wolę ciebie”.

Belle oczywiście znała to nazwisko. Jacqueline Jameson była ulubioną projektantką wszystkich światowych sław. Zwłaszcza hollywoodzkie gwiazdy chętnie nosiły jej kreacje. Belle poczuła się mile połechtana, gdy Larissa powiedziała, że jej projekty są ciekawsze i bardziej oryginalne, lecz najwyraźniej w ostatniej chwili zmieniła zdanie.

Albo uległa namowom brata.

Spojrzała podejrzliwie na arogancką twarz siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny. W jego stalowoszarych oczach dostrzegła błysk. Czyżby był zadowolony, że udało mu się przekabacić siostrę? Czy wywierał na nią presję? Z tego, co Belle usłyszała od Larissy, Loukas prawie całkowicie przejął kontrolę nad organizacją ślubu. Zapewne kierowała nim determinacja, by zamienić ceremonię w efektowną demonstrację swojego bogactwa. Suknia uszyta przez znaną na całym świecie projektantkę byłaby w takim razie zupełnie naturalnym wyborem.

Belle uznała, że istnieje tylko jeden sposób, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało. Musiała skontaktować się z Larissą. Wyjęła z torebki telefon komórkowy i od razu dostrzegła, że twarz Loukasa przybrała inny, bardziej napięty wyraz. Jego intensywny wzrok niemal paraliżował jej ruchy.

– Musi pani wykonać jakiś telefon? – zapytał, marszcząc bujne brwi.

– Umówiłam się z pana siostrą na współpracę. – Poczuła ulgę, że jej głos brzmiał normalnie, choć w środku była roztrzęsiona. – Chciałabym tylko usłyszeć od Larissy, że jest zadowolona z tej nagłej zmiany planów. – Wytrzymała twarde spojrzenie Greka i dodała: – Zakładając, że to ona podjęła decyzję, a nie została do niej przez kogoś… zmuszona.

Tytuł oryginału: After the Greek Affair

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Chantelle Shaw

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3386-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.