Opis

Cruz Delgado, pracownik kopalni diamentów w Brazylii, i Sabrina Brancroft, angielska arystokratka, pokochali się od pierwszego wejrzenia. Jednak ich romans szybko się skończył. Gdy po dziesięciu latach Cruz przyjeżdża do Anglii, sytuacja jest dokładnie odwrotna – on jest milionerem, właścicielem kopalni, a Sabrina z trudem wiąże koniec z końcem. Cruz pada na pomysł, jak odegrać się na Sabrinie za to, że kiedyś go odrzuciła…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 143

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Chantelle Shaw

Droższa niż diamenty

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Wielce szanowny Hugo Ffaulks – przez dwa „f” – był pijany i wymiotował do wazonu. I to nie byle jakiego, jak zauważyła poirytowana Sabrina. Naczynie było wykonane z osiemnastowiecznej angielskiej porcelany i zostało wycenione na tysiąc pięćset funtów przez dom aukcyjny, który katalogował właśnie kolekcję antyków w Eversleigh Hall.

W porównaniu z innymi dziełami sztuki zdobiącymi hol tysiąc pięćset funtów nie stanowiło ogromnej sumy, ale w tej chwili Sabrina potrzebowała każdego grosza; dzięki sprzedaży wazonu mogłaby zapłacić służbie i kowalowi.

Gdyby tylko nie trzeba było podkuwać koni co sześć tygodni. Kowal, rachunki za weterynarza, karma i siano oznaczały, że Monty stawał się wydatkiem, na który nie było jej stać. Rozmawiała ze znanym handlarzem, a ten zapewnił ją, że dostanie dobrą cenę za siedmiolatka czystej krwi, jednak myśl o jego sprzedaży wydawała się nie do zniesienia.

Skupiła uwagę na Hugonie, który próbował dotrzeć do baru wsparty na innym gościu.

‒ Zabierz go do kuchni i daj mu kawy. – Miała ochotę zadzwonić do brygadiera Ffaulksa i poprosić, żeby przyjechał po syna, ale rodzice młodego człowieka zapłacili słono za przyjęcie urodzinowe w Eversleigh Hall. Hugo zjawił się poprzedniego wieczoru z pięćdziesięciorgiem przyjaciół; zamierzali zostać przez cały weekend. Na następny dzień zaplanowano strzelanie do rzutków i wędkowanie.

Tylko dzięki udostępnianiu posiadłości na wesela i inne imprezy mogła pokrywać ogromne koszty utrzymania do chwili powrotu ojca. Jeśli kiedykolwiek wróci, pomyślała i uśmiechnęła się do starszego kamerdynera, który przemierzał sztywno salon.

‒ Lepiej posprzątam ten bałagan, panno Sabrino.

‒ Ja to zrobię, John. Nie wymagam, żebyś sprzątał po moich gościach.

Nie mogła ukryć smutku w głosie. Nie znosiła patrzeć, jak Eversleigh Hall jest traktowany bez szacunku przez ludzi pokroju Hugona, którzy uważali, że dzięki pieniądzom i arystokratycznym tytułom mogą się zachowywać jak zwierzęta, choć była to obraza dla zwierząt, co przyszło jej do głowy, gdy zobaczyła młodą kobietę zapalającą papierosa. Ile razy miała powtarzać, że w tym domu się nie pali?

‒ Wyprowadzę tę młodą damę do ogrodu – mruknął John. – Ma pani gościa. Kilka minut temu przybył niejaki pan Delgado.

Zesztywniała.

‒ Tak się właśnie przedstawił?

‒ W rzeczy samej. To chyba dżentelmen z zagranicy. Pragnie rozmawiać z hrabią Bancroftem.

‒ Moim ojcem!

Wzięła głęboki oddech i przywołała zdrowy rozsądek. Fakt, że ten człowiek nazywał się Delgado, nie musiał oznaczać, że to Cruz. Prawdopodobieństwo było niemal zerowe. Po raz ostatni widziała go przed dziesięciu laty. Data zakończenia ich związku i druga, o tydzień wcześniejsza, kiedy poroniła, wyryły jej się w pamięci. Kwiecień każdego roku był bolesnym miesiącem; na polach pasły się owce, a ptaki budowały gniazda; okolica tętniła nowym życiem, a ona opłakiwała dziecko, które nigdy nie pojawiło się na świecie.

‒ Poprosiłem pana Delgado, żeby zaczekał w bibliotece.

‒ Dziękuję, John.

Przemierzając hol wejściowy, próbowała wziąć się w garść. Najprawdopodobniej tajemniczy gość był jakimś dziennikarzem szukającym informacji o hrabim Bancrofcie. Albo też chodziło o jednego z kredytodawców ojca. W obu przypadkach byłaby bezradna.

Nie miała pojęcia, gdzie przebywa ojciec, a ponieważ uznano go oficjalnie za zaginionego, konta bankowe zamrożono. Sabrina pomyślała o stosach rachunków, które napływały codziennie do posiadłości. Od chwili zniknięcia hrabiego wydawała wszystkie oszczędności na utrzymanie domu, ale wiedziała, że jeśli ojciec nie pojawi się szybko, to będzie zmuszona sprzedać pradawne gniazdo rodzinne.

Tydzień wcześniej, w Brazylii

‒ Musimy zmierzyć się z faktami, Cruz. Stara Betsy jest skończona. Dała nam ostatnie diamenty. Nie ma sensu marnować na nią ani pieniędzy, ani czasu.

Cruz Delgado wlepił spojrzenie oliwkowych oczu w swego przyjaciela i partnera biznesowego, Diega Cazorrę.

‒ Jestem pewien, że Stara Betsy nie ujawniła jeszcze wszystkich sekretów – oznajmił z rozbawieniem.

Nie pamiętał już, czy to on, czy Diego ochrzcił kopalnię diamentów, którą wspólnie zakupili przed sześciu laty, mianem Starej Betsy, ale nazwa przylgnęła.

‒ Twoja wiara, że głębiej pod ziemią znajdują się jeszcze złoża, opiera się na plotkach i pijackiej gadaninie starego górnika. – Diego, przysłaniając oczy dłonią, rozejrzał się po terenie kopalni o powierzchni ośmiuset hektarów.

Ziemia o barwie ochry była twarda jak wypalana glina i poznaczona krzyżującymi się śladami opon wozów ciężarowych. Nad szybem kopalnianym wznosiła się metalowa konstrukcja przypominająca osobliwe dzieło sztuki współczesnej, a obok znajdowały się ogromne wciągarki obsługujące dźwig, którym transportowano ludzi i sprzęt w głąb kopalni. W dali srebrzyła się rzeka, a za nią rozciągał się gęsty zielony las. Wzdłuż brzegu rozwinęła się fabryka, w której odzyskiwano diamenty znalezione w osadach zalegających dno koryta rzecznego, jednak największe kamienie, te o największej wartości, kryły się pod powierzchnią ziemi.

‒ Wierzę w opowieść Josego o innej kopalni albo przynajmniej odnodze tej starej – przyznał Cruz. – Potwierdza ona to, co powiedział mi ojciec przed śmiercią. Że hrabia Bancroft odkrył jakieś prastare rysunki przedstawiające tunele, które biegną znacznie głębiej, niż kopaliśmy dotąd.

Cruz otarł pot z czoła. Tak jak Diego, odznaczał się wysokim wzrostem, a jego muskulatura była efektem wieloletniej pracy pod ziemią. Włosy miał czarne w przeciwieństwie do blond włosów przyjaciela – dowód, że jego ojciec pochodził z Europy, ale Diego wiedział o nim niewiele.

Przyjaźnili się od czasów, gdy jako chłopcy dorastali w cieszącej się złą sławą faweli – slumsach w Belo Horizonte, największym mieście stanu Minas Gerais. Kiedy ojciec Cruza przeniósł się z rodziną do Montes Cralos, by znaleźć tam pracę, ten namówił Diega, by przyłączył się do nich i zatrudnił w kopalni, której właścicielem był angielski hrabia. Pragnęli zbić fortunę, ale upłynęły lata, zanim uśmiechnęło się do nich szczęście, ale w przypadku ojca Cruza zbyt późno.

‒ Próbki geologiczne i badania, które zleciliśmy, niczego nie wykazują – powiedział Diego. – Naprawdę wierzysz w opowieści o opuszczonej kopalni, choć przeczą temu wyniki uzyskane dzięki nowoczesnej technice?

‒ Wierzę w to, co na łożu śmierci przekazał mi ojciec. Kiedy tata znalazł Estrelę Vermelhę, hrabia Bancroft przekonał go, że być może istnieje więcej czerwonych diamentów. Jak utrzymywał ojciec, hrabia pokazał mu, a także staremu górnikowi, mapę zapomnianego fragmentu kopalni, gdzie tunele biegną na głębokości ponad tysiąca metrów.

‒ Ale Bancroft sprzedał kopalnię zaraz po śmierci twojego ojca, spowodowanej wypadkiem. Gdyby jakaś mapa istniała, powinien był ją przekazać nowemu nabywcy. Kiedy zdobyliśmy pieniądze, żeby odkupić od niego sześć lat temu kopalnię, spytałeś właściciela o mapę, a on powiedział, że nic o niej nie wie.

Cruz wzruszył ramionami.

‒ Może hrabia nie wspomniał mu słowem o tej mapie. Pamiętam, że Henry Bancroft był przebiegłym lisem, dbającym tylko o własny interes kosztem ludzi, których zatrudniał. Zawał stropu był skutkiem cięcia kosztów i lekceważenia zasad bezpieczeństwa. Gdy posłał mojego ojca w ten rejon kopalni, podpisał jego wyrok śmierci.

Przed dziesięciu laty Vitor Delgado został pogrzebany pod zwałami kamieni, ale Cruz miał wrażenie, że wydarzyło się to zaledwie wczoraj. Rozgarniał gruz gołymi rękami i dławił się gęstym pyłem. Dopiero po dwóch dniach wydobyli Vitora na powierzchnię – żywego, ale tak zmasakrowanego, że umarł po kilku godzinach z powodu wewnętrznego krwotoku.

Cruz zamknął oczy. Znów był w szpitalu i czuł zapach środków dezynfekcyjnych, słuchając popiskiwań kardiomonitora. Matka i siostra szlochały.

Nie chciał uwierzyć, że Vitor nie wyzdrowieje, choć doktor mruknął, że nie ma nadziei. Cruz przysunął twarz do ust ojca, próbując zrozumieć jego nieskładne słowa.

„Bancroft pokazał mi mapę tuneli wydrążonych wiele lat temu. Wierzy, że są tam czerwone diamenty tak wielkie jak ten, który znalazłem głęboko pod ziemią. Spytaj go, Cruz… spytaj o mapę…”.

Nawet w chwili śmierci Vitor zdradzał obsesję na punkcie diamentów. Coś, co się nazywało diamentową gorączką i mogło uczynić człowieka bogatym.

W przypadku Cruza i Diega marzenie się spełniło.

Po śmierci ojca Cruz wziął na siebie odpowiedzialność za matkę i młodsze siostry. Pracował w kopalni, gdzie brud, pot i ryzyko były wynagradzane przyzwoitą płacą; stać go było na studia wieczorowe.

Po trzech latach, mając dyplom z zarządzania, dostał pracę w prywatnym banku i szybko dowiódł swego geniuszu w sali zarządu. Inni ludzie byli zaskoczeni jego bezwzględną determinacją osiągnięcia sukcesu, ale nie widzieli tego, co widział Cruz w faweli. Nigdy nie zaznali głodu ani strachu; nie mieli pojęcia, że Cruz pragnie sukcesu i pieniędzy, ponieważ wie, jak to jest, kiedy nie ma się nic.

Zaproponowano mu stanowisko w zarządzie banku, a on kupił matce i siostrom dom w zamożnej części miasta. Piął się w górę, ale pragnął więcej. Nie chciał pracować dla banku, tylko być jednym z jego bogatych klientów.

Pamiętał Estrelę Vermelhę – czerwony diament, który jego ojciec znalazł w kopalni Montes Claros. Miał wartość kilku milionów dolarów, ale należał do hrabiego Bancrofta, nie do Vitora. Bogacili się właściciele kopalń, nie zaś ci, którzy czołgali się w tunelach i podkładali ładunki. Więc Cruz zaryzykował i do spółki z Diegiem kupił kopalnię należącą niegdyś do Bancrofta. Ówczesny właściciel uważał ich za szaleńców – nie znalazł tam żadnych cennych kamieni.

Sześć miesięcy później w Starej Betsy odkryto skałę zawierającą diamenty wartości czterystu milionów dolarów. Cruz stał się najcenniejszym klientem baku, w którym kiedyś pracował, założył też prestiżowe przedsiębiorstwo jubilerskie, Delgado Diamonds. Inwestował w różne przedsięwzięcia, ale obaj z przyjacielem pamiętali biedę i głód i wspierali fundację charytatywną, której celem było niesienie pomocy dzieciom z brazylijskich ulic.

‒ Jeśli Bancroft wierzył, że istnieje głębsze złoże, to dlaczego sprzedał kopalnię? Dlaczego nie otworzył tuneli zaznaczonych na mapie? – spytał Diego.

‒ Może zachował ją jako zabezpieczenie, gdyby potrzebował w przyszłości pieniędzy. Każdy właściciel kopalni zapłaciłby za nią fortunę.

‒ Sugerujesz, że powinniśmy ją kupić od hrabiego?

‒ Akurat – warknął Cruz. – Mapa prawnie należy do nas. Tak jak wszelkie dokumenty związane z kopalnią. Bancroft powinien był przekazać mapę kolejnemu właścicielowi, a potem powinna trafić do nas. Złoża są w tej chwili wyczerpane. Masz rację, eksploatacja Starej Betsy nie ma sensu. Ale jeśli istnieje druga kopalnia, to chcę tego, co do nas należy. Dlatego zamierzam pojechać do Eversleigh Hall w Anglii i zażądać, żeby Bancroft przekazał nam mapę.

‒ Niewykluczone, że spotkasz tam Sabrinę. Co ty na to?

Cruz parsknął śmiechem.

‒ Może nawet jej nie poznam po tylu latach. Miała osiemnaście, kiedy przyjechała do Brazylii. Jest na pewno zamężna z jakimś księciem albo lordem. Szacowna lady Sabrina dała jasno do zrozumienia, że nie chce wychodzić za pariasa.

Sabrina nie chciała poślubić górnika przeciskającego się przez tunele jak robak. Nie chciała nawet ich dziecka – brak jakichkolwiek emocji po poronieniu dowodził, że wszystko uważała za błąd.

Przypomniał sobie, jak po raz pierwszy ją zobaczył. Przyjechała odwiedzić ojca i Cruz, przechodząc obok domu hrabiego, był zauroczony jej widokiem, gdy wysiadała z taksówki.

Nie widział jeszcze takiej kobiety. Z tą swoją bladą, niemal przezroczystą skórą i blond włosami wyglądała wręcz nierealnie. Popatrzył na swoje sczerniałe dłonie i plamy potu na koszuli. Lecz lady Sabrina ledwie raczyła go zauważyć. Jakby nie istniał. Przyglądając się, jak wchodzi do domu, poczuł gorącą falę pożądania i ślubował sobie, że sprawi, by ta angielska róża go dostrzegła.

Tak, zrobił wtedy z siebie głupca, ale w wieku dwudziestu czterech lat nie był tak cyniczny jak dziesięć lat później. Pnąc się po szczeblach bogactwa, poznał zasady gry; bawiło go teraz, że może mieć każdą kobietę, która niegdyś uznałaby go za bezwartościowego.

Sabrina go odrzuciła, kiedy miał jej do zaoferowania tylko serce. Ciekawiła go jej reakcja teraz, gdy stać go było na zakup Eversleigh Hall, choć nie sądził, by posiadłość wystawiono kiedykolwiek na sprzedaż. Ten majątek w Surrey, przekazywany z ojca na syna, należał do jej rodziny od ponad pięciuset lat. Jej brat odziedziczyłby go pewnego dnia.

Nie wszystko dało się kupić, ale on w to nie wierzył. Był przekonany, że hrabia sprzeda mu mapę sekretnej kopani. Za odpowiednią sumę.

Co do ponownego spotkania z Sabriną, wzruszył ramionami. Nie myślał o niej od lat, przeszłość go nie interesowała. Liczyła się tylko przyszłość i mapa.

Tytuł oryginału: Mistress of His Revenge

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Chantelle Shaw

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osob rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3395-8

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.