Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dwa tygodnie, które mogą wszystko zmienić.
Podczas ferii zimowych na obozie jeździeckim w Karkonoszach, Zuza ma jedno marzenie – odbudować więź z ojcem. Ale zamiast ciepłych rozmów przy ognisku czekają ją treningi pod okiem surowego trenera, który okazuje się kimś zupełnie innym niż tata, jakiego pamiętała. Każdy dzień w stajni to walka – o równy dosiad, o szacunek, o jedno dobre słowo. Jakby tego było mało przyjaźń Zuzy i Krzyśka coraz bardziej się komplikuje. Seria nieporozumień może zburzyć wszystko, co do tej pory zbudowali. Każdy kolejny dzień na obozie testuje wiarę Zuzy w to, że ten wyjazd nie był tragicznym błędem. Czy jej nadzieje na idealne ferie okażą się fałszywe?
Kontynuuj pełną emocji przygodę z bohaterami, których możesz znać z poprzednich tomów serii „Zaplątane w grzywie” – „Zła przyjaciółka” i „Nowe sojusze”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 263
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktor prowadząca: Katarzyna Kosiek
Redakcja: Elżbieta Wołoszyńska-Wiśniewska
Korekta: Katarzyna Malinowska, Aleksandra Wietocha
Skład i projekt okładki: Radosław Kamiński
Ilustracja okładkowa: Anna Dąbrowska
© Copyright for text by Kamila Majewska, 2026 © Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Warszawa 2026 All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki możliwe są tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
Wydanie I
ISBN 978-83-8388-587-2
Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Przysiadłam na ławce z jednym rękawem kurtki naciągniętym na ramię. Drugi zwisał gdzieś za moimi plecami, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby najpierw nie wyciągnąć telefonu z plecaka. Odblokowałam ekran, kliknęłam w odpowiednią ikonkę i skrzywiłam się nieznacznie.
– Tata w końcu się odezwał? – rzuciła podejrzliwie w moim kierunku Anka, która w przeciwieństwie do mnie była już kompletnie ubrana.
Miała nawet naciągniętą na głowę czapkę z puchatym pomponem, chociaż na dworze wcale nie było jeszcze aż tak zimno.
– Co? – spytałam nieprzytomnie, chociaż pytanie przyjaciółki było bardzo zasadne. Pokręciłam głową. – Nie, chyba dalej nie ma czasu – dodałam niemrawo.
– To co się tak skwasiłaś? I czy mogłabyś, z łaski swojej, się pospieszyć? Zaraz ucieknie nam autobus!
Anka jak zwykle przesadzała. Przecież do autobusu miałyśmy jeszcze z dobre piętnaście minut!
– To Krzysiek. Wczoraj pisałam z nim do późna, ale w pewnym momencie przestał odpisywać. Znowu ma problem z tatą i wydaje mi się, że już nawet nie miał siły się na niego żalić.
– Co tym razem? – Patrycja poprawiła na ramieniu plecak z milionem naszywek i zapuściła żurawia w mój telefon; miała zatroskaną minę.
Po wakacjach Krzyśkowi udało się znacznie poprawić swoje relacje z młodszą siostrą, Marysią, o którą był niewyobrażalnie zazdrosny. Zdobył się na odwagę i powiedział mamie, że bardzo nie pasuje mu to nierówne traktowanie. Obie z Patrycją widziałyśmy, jak go to męczyło, przez to też cierpiała Marysia. Na szczęście było dużo lepiej, chociaż znalezienie porozumienia z surowym i wymagającym tatą, który był wojskowym, nie było już tak łatwe. Ale Krzysiek cały czas próbował.
– Jakiś czas temu znowu namawiał tatę, żeby przyjechał na jego trening, a ten odmówił – prychnęłam i szybko schowałam komórkę do plecaka. – Jest teraz na dwutygodniowych manewrach na poligonie i stwierdził, że po powrocie, nie będzie miał ochoty oglądać, jak jego syn uprawia sport dla dziewczyn.
– Dalej nie pogodził się z tym, że Krzysiek nie zrezygnuje z jeździectwa? – Anka cmoknęła.
– Najwyraźniej. Współczuję mu! Dobrze, że chociaż mama zaczęła bardziej go wspierać w pasji. Nawet zagląda czasem z Marysią do stajni. – Skończyłam się ubierać i szybko wyszłyśmy z szatni, kierując się w stronę wyjścia. Teraz faktycznie mogłyśmy się spóźnić na autobus. – Ja nie wiem, ten człowiek chyba nie ma serca – podjęłam urwany wątek.
Zapięłam kołnierz kurtki, bo na dworze było nieprzyjemnie chłodno przez hulający między budynkami wiatr. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, ale nic nie zapowiadało opadów śniegu, temperatura stale utrzymywała się powyżej zera. Szczerze mówiąc, liczyłam na białe święta, a jeszcze bardziej marzył mi się teren po zaśnieżonych łąkach, ale dopóki mróz nie ścinał podłoża, lepiej się jeździło konno. Byle tylko nie nawiedziły nas deszcze, bo już na jesieni zauważyłam, jak szybko nasz padok, a raczej padok pana Marka, zmienia się w śliskie bagnisko. Oj, tego zdecydowanie nie chciałam!
– I co mu poradziłaś? – Patrycja szturchnęła mnie łokciem, gdy przystanęłyśmy pod wiatą autobusową.
Przez całą drogę szłyśmy w milczeniu, bo wiejący mocno wiatr i tak zagłuszyłby nasze słowa.
– Pewnie, żeby zrobił ojcu wykład o najlepszych jeźdźcach na świecie i pokazał, że jazda konna nie jest tylko dla bab.
– No nie tym razem. – Pokręciłam głową. – Przecież już tego próbował, wyjaśniał, tłumaczył, bez efektu. Po co mu kolejna kłótnia i słowne przepychanki, skoro do jego ojca i tak nic nie dociera.
– Niby racja. Więc co ma zamiar zrobić?
– Już wcześniej mówiłam mu, żeby odpuścił. – Byłam zła na samą myśl o tym, jak okropny bywał ojciec Krzyśka. – Skoro i tak jest na poligonie, to Krzysiek ma świetną okazję, żeby się trochę... zdystansować. No, wiecie. Tym razem nie kruszyć o to kopii, tylko przemilczeć. Dlatego przestał się do niego na razie odzywać.
– Uch, tak jak ty do swojego ojca przez ostatnie cztery lata? – Patrycja pokręciła głową, a Anka parsknęła pod nosem.
Tak, bardzo śmieszne.
Wiedziałam już, że to było głupie zachowanie, ale Krzysiek był w zupełnie innej sytuacji! Zresztą, ja z tatą już sobie wszystko wyjaśniliśmy i byliśmy na dobrej drodze do tego, żeby wszystko odbudować. Po tym, jak zdecydował się kupić Szafira, a ja przełamałam się, żeby dać mu szansę, wszystko powoli zaczynało się zmieniać. Dwa razy udało nam się nawet odwiedzić Szafira w jego nowym domu. A zarazem nowym domu mojego taty. Kowary okazały się leżeć nie tak daleko od naszego miasta. Gdy pierwszy raz pojechałyśmy tam z dziewczynami i moją mamą, byłam tak wszystkim zestresowana, że nie mogłam się skupić na tym, co mnie otacza. Wyściskałyśmy wtedy naszego ulubieńca i napiliśmy się herbaty w domu jeszcze remontowanym przez tatę. Przy kolejnych odwiedzinach w sumie też niewiele zapamiętałam, bo i nie bardzo było co. Tata tłumaczył, że stajnia i wszystko wkoło wciąż jest w rozbudowie i remontach, a ostateczny efekt będziemy mogli podziwiać po Nowym Roku. Trochę nie mogłam się tego doczekać. Żałowałam tylko, że ani razu nie pojechał z nami Krzysiek.
– Bez przesady – burknęłam i mocniej wcisnęłam się w róg przystanku, żeby nie docierały do mnie żadne podmuchy wiatru. – Skoro jesteś taka mądra, to co ty byś mu poradziła?
– Żeby wprost powiedział ojcu, że takie zachowanie i słowa go ranią. – Patrycja uniosła dłoń, jakby przemawiała do całego narodu. – To, że Krzysiek nie wybrał sobie takiej drogi życiowej jak on, nie oznacza, że można z chłopaka kpić albo że odbiera mu to męskość.
– Przecież próbował! Wtedy było jeszcze gorzej. Czas więc na zmianę taktyki. Zresztą, nie mówiłam Krzyśkowi, żeby udawał, że ojciec nie istnieje, a tylko żeby trochę odpuścił i pokazał, że nie ruszają go jego docinki i lekceważenie.
– I w czym to ma pomóc? – zainteresowała się Anka, która do tej pory milczała.
– Nie wiem. – Wzruszyłam ramionami. – Może zobaczy, że Krzysiek się od niego odsuwa i w końcu się ogarnie?
– No to oby tak się stało. Chodźcie, nasz autobus jedzie. – Patrycja wyjrzała na ulicę i kiwnęła na nas ręką.
Niechętnie przystanęłyśmy przy krawężniku. W autobusie było niewiele cieplej niż na dworze. Pewnie jak zwykle zepsuło się ogrzewanie. Chciałam pochuchać sobie w dłonie, ale gdy już miałam to zrobić, z plecaka dobiegł mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.
– To Krzysiek – rzuciłam do dziewczyn i odblokowałam komórkę. – Napisał, że bardzo mi dziękuje i spróbuje tak zrobić. I jeszcze, że... jestem najlepszą przyjaciółką, jaką ma.
Od razu spuściłam nos na kwintę, a na policzki musiał wypłynąć mi rumieniec, bo aż zapiekła mnie skóra. Przyjaciółki od razu to zauważyły, zresztą, trudno było ukryć nutę rozczarowania w moim głosie.
– Przyjaciółką – zauważyła Ania. – Gdzie ten chłopak ma oczy? Serio nie widzi, że wzdychasz do niego już od dawna?
– Dobrze się maskuję. – Odwróciłam twarz do szyby.
To była prawda, którą trudno było mi zaakceptować. Nawet nie wiedziałam, kiedy Krzysiek z wroga stał się kumplem, następnie przeistoczył się w świetnego przyjaciela, a potem... No cóż. Został obiektem moich westchnień. Gdy skończyły się wakacje, nasz kontakt się nie urwał. Wręcz przeciwnie. Dzieliliśmy się ze sobą każdą pierdołą, opowiadaliśmy sobie o tym, jak idą nam jazdy, czy po prostu wymienialiśmy się memami i śmiesznymi filmikami. Wspieraliśmy się i rozbawialiśmy do łez.
Tylko że ja po cichu liczyłam na coś więcej. Stawało się to coraz bardziej nieznośne, a wiadomość, którą dostałam przed chwilą, tylko utwierdziła mnie w tym, że obecna sytuacja się nie zmieni. Byłam przyjaciółką, nikim więcej. Dziewczyną, która jeździła u jego wujka za stodołą, więc raczej nikim interesującym dla kogoś takiego jak on. Chłopaka o aparycji modela i ze świetnie zapowiadającą się karierą jeździecką.
– Szkoda, że sama nie stosujesz się do własnych rad. – Ania popatrzyła na mnie wymownie.
– Co masz na myśli?
– Podobno suszyłaś głowę Krzyśkowi o to, żeby szczerze porozmawiał z mamą...
Przytaknęłam. Pamiętałam. Ba, nawet byłam dumna z tego, że przyłożyłam się do poprawy jego relacji z rodziną. No, poza ojcem, rzecz jasna.
– To dlaczego i ty nie będziesz z nim szczera? Powiedz mu, że ci się podoba!
Wytrzeszczyłam na nią oczy! Wiedziałam, że Ania zazwyczaj unikała tego typu konfrontacji, podobnie przecież było z Pawłem. Bała się do niego zagadać, a co dopiero wyznać, że coś do niego czuje. Czasem nie mogłam nadążyć za swoimi przyjaciółkami.
– Nasze gołąbeczki jako para? – zaświergotała Patrycja. – Marzenie! Ale – uniosła palec z pomalowanym na czarno paznokciem – ja bym wstrzymała konie.
– A to niby dlaczego? – Anka przewróciła oczami, a potem wygrzebała z plecaka paczkę żelków.
Czyżby przeczuwała, że zaraz humor może mi się popsuć na tyle, że będę potrzebowała słodkości na pocieszenie? Przełknęłam głucho ślinę.
– Od wakacji minęło już trochę czasu i Krzysiek nie zrobił żadnego konkretnego ruchu. Może najpierw lepiej byłoby jakoś wybadać sytuację? No wiesz, upewnić się, że coś może między wami być. Jak tak od razu wyskoczysz z wyznaniami, wszystko może się popsuć.
– Bzdura! On żyć bez niej nie może. Sama widzisz, że cały czas z nią pisze!
– Żadna bzdura. – Zgromiłam Anię wzrokiem. Patrycja w moich oczach uchodziła za rozważną i jej logika całkowicie do mnie przemawiała. – Gdyby coś było na rzeczy, to chyba dałby znać? O kurde! Już na zawsze pozostaniemy we friendzone!
– Hej, przecież tego nie powiedziałam! – Patrycja przyciągnęła mnie do siebie ramieniem, a nasze kurtki zaszeleściły. – Po prostu nie podejmuj pochopnych decyzji. Potrzebny nam plan.
– Ciekawe jaki. – Naburmuszyłam się, bo byłam pełna złych przeczuć.
Słowa Patrycji dały mi wiele do myślenia. W zasadzie sama już dawno doszłam do podobnych wniosków, związek z Krzyśkiem powinnam więc zostawić w sferze marzeń. I tak nie miałam powodów do narzekań. Przyjaźniliśmy się, mieliśmy dobry kontakt, zawsze, gdy wpadał do wujka, spędzaliśmy miło czas. Okej, dalej mi dogryzał i nazywał Rusałką, za co nie raz miałam ochotę trzepnąć go w głowę. Ale to i tak było na swój sposób słodkie. Po co było to komplikować? Nawet jeśli kolana na jego widok mi miękły, a błękit jego oczu hipnotyzował na tyle, że czasem gubiłam wątek w rozmowie...
Otrząsnęłam się, bo Patrycja znowu mnie szturchnęła. Dość boleśnie. Brodą wskazała na przystanek, do którego właśnie dojeżdżałyśmy. Autobus zazgrzytał podczas hamowania, a drzwi otworzyły się z głuchym trzaskiem. Gdy wysiadłyśmy, od razu poczułam na twarzy ostry podmuch wiatru.
– Coś wymyślimy, a na razie załatwmy te świąteczne zakupy! Wolę mieć to już z głowy. Ania, kupujesz temu swojemu jakiś prezent? – Patrycja ustawiła się pośrodku i złapała nas pod ramię.
Raźnym krokiem ruszyłyśmy do Galerii Piastów.
– Komu? Antkowi?
– Nie, królowej angielskiej!
– Teraz to raczej królowi...
– Nieistotne, wiesz, o co mi chodzi – powiedziała z rozbrajającym uśmiechem.
Ania od razu zrobiła się czerwona jak burak i wiedziałam, że to wcale nie był wpływ chłodnego powietrza, które uderzyło w nasze twarze po wyjściu z autobusu. Na dworze było już ciemno, latarnie uliczne dosłownie rozbłysły nad naszymi głowami. Szkoda, że miasto nie zostało jeszcze przyozdobione na święta. Wtedy nawet bez śniegu robiło się magicznie. Z powrotem skupiłam się na prowadzonej obok mnie rozmowie.
– A jeśli powiem, że tak, to wytkniesz mi, że to za wcześnie?
Jakiś czas temu Ania zapisała się na dodatkowe zajęcia z angielskiego. Niestety, jak stwierdziła, konie już jej się trochę znudziły. Osobiście uważałam, że za zmianą zainteresowań stał właśnie Antek, chłopak z naszej szkoły. Ania wyczaiła, że jest on miłośnikiem języków obcych, i zapisała się do tej samej szkółki. O dziwo, ich relacja szybko weszła na wyższy poziom. Dużo wyższy niż mój i Krzyśka. Oni się chociaż sobie podobali i mieli co do tego pewność.
– Nie. – Patrycja pokazała jej język. – Wiemy, na czym stoisz – dodała wymownie, na co ja przewróciłam oczami. – Bardziej zastanawiałam się, co się daje na takim etapie znajomości.
Dziewczyny wciągnęły się w dyskusję dotyczącą prezentów dla chłopców. Podzieliły je na kategorie pod względem relacji, która łączyła tych dwoje. Na szczęście ja nie miałam takich prezentowych rozterek. Dziewczynom planowałam kupić książki. Z tym nie powinno być problemu, bo gust czytelniczy miałyśmy podobny. Mamie chciałam podarować bon do spa. Przyda jej się taka chwila relaksu! Tak, dla Krzyśka też miałam coś zaplanowane.
Pozostawał tylko... tata.
Wciąż nie wiedziałam, co lubi. Poza końmi, oczywiście. W sumie widzieliśmy się cztery razy. Dwa razy u niego i dwa razy w Legnicy. Męczyło mnie już to, że zawsze ma inne sprawy na głowie, a czasu dla mnie tyle, co kot napłakał. Myślałam już nawet, że może to zemsta, ponieważ wykluczyłam go ze swojego życia na tak długo, powinnam teraz odpokutować. Oczywiście dziewczyny wyśmiały moje obawy, więc i ja nie brałam już takiego scenariusza pod uwagę.
Jaki przewrotny bywał los! Tyle czasu odpychałam tatę, a gdy już zaczęliśmy wspólny dialog, nie mogłam doczekać się dalszego rozwoju sytuacji. Niech kończy już ten przeklęty remont, który pochłaniał cały jego wolny czas! Sporadyczne rozmowy przez telefon to było dla mnie za mało, tym bardziej że na serio chciałam dać z siebie wszystko i odbudować naszą relację. Tylko na razie nie miałam do tego przestrzeni. Cały czas liczyłam też na to, że może tata zaprosi mnie na któryś dzień świąt, ale się na to nie zapowiadało. Nie odzywał się do mnie od kilku dni. Oczywiście i tak kiełkował we mnie strach, czy w ogóle w przyszłości się dogadamy, ale wolałam go nie podlewać, żeby się niechciany nie rozrósł.
Tata kilka razy już mnie przepraszał i tłumaczył, że na miejscu, w stajni, ma tyle pracy, że czasem zapomina, jak ma na imię, ale obiecywał, że to już nie potrwa długo. Powinnam więc mu wierzyć, być cierpliwa i nie oczekiwać, że rzuci wszystko tylko dlatego, że ja łaskawie zgodziłam się na kontakt.
Ależ byłam z siebie dumna!
Dziewczyny wciąż paplały, nawet nie zauważając mojego chwilowego przygnębienia. Ale to dobrze. Odgoniłam od siebie ponure myśli i skupiłam się na przeglądaniu zawartości sklepowych półek. Tutaj na szczęście niektórzy zaczęli już wprowadzać świąteczny klimat. Wystawy wypełnione były choinkami i sztucznymi prezentami, a witryny wymalowane sztucznym śniegiem. Magicznie!
Uśmiechnęłam się pod nosem. Jeszcze trzy tygodnie i wolne od szkoły! A ojcu kupię świąteczne skarpety. Tak będzie najbezpieczniej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
