Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Gminna Biblioteka Publiczna w Kolbudach
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 296
Rok wydania: 1997
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Józefa Kraśnicka
Zanim Gdańskie Wyżyny wróciły do Polski
WYDAWNICTWO DIECEZJALNE
PELPLIN 1997
Sponsorzy wydania:
Burmistrz Pruszcza Gdańskiego
Wojt Pruszcza Gdańskiego
Wojt Suchego Dębu
Wojt Trąbek Wielkich
Wojt Kolbud
Sejmik Samorządowy Wojewodztwa Gdańskiego
Redaktor książki:
Roman Landowski
Projekt okładki i redakcja techniczna:
Łucja Szreder
Skład tekstu:
Marzena Jelińska
Ilustracje pochodzą z archiwum autorki, ze zbiorów Zygmunta Kurka oraz z książki: Edmund Kosiarz Wyzwolenie Polski Północnej 1945
Copyright by © JÓZEFA KROŚNICKA 1997
ISBN 83-85087-55-9
Wydawnictwo DiecezjalnePelplin 1997
Nakład: 1.000 egz.
Objętość: ark. druk. 14,0
Printed in Poland
Drukarnia Wydawnictwa Diecezjalnego w Pelplinie
Skład tekstu rozpoczęto w marcu 1997 r.Druk książki ukończono w lipcu 1997 r.
Pamięci Tych, którzy świadczyli o polskości Ziemi Gdańskiej, zanim myśmy tu przyszli
OD AUTORKI
Książka, którą Czytelnik dostaje dziś do rąk, powstała – w głównym zarysie – dziesięć lat temu, ale wówczas nie było warunków na jej opublikowanie. Przedstawia ona wybrane zagadnienia i fakty z historii Ziemi Gdańskiej w latach 1919 – 1947.
Celem tego opracowania jest przypomnienie wydarzeń z okresu pod względem historycznym należącego do najciekawszych, a jednocześnie najtrudniejszych w tysiącletnich dziejach Gdańska i Wyżyn Gdańskich. Są dowody na to, że ludzie, urodzeni na Ziemi Gdańskiej w ostatnim 50-leciu, mało znają dzieje tej ziemi, w którą wrośli, na której żyją, pracują, wychowują dzieci. A warunki obecne są zupełnie niepodobne do tych sprzed półwiecza.
Ale nie tylko o przekaz historyczny w tej książce chodzi. Przybyłam na Ziemię Gdańską w dziesięć lat po jej powrocie do Polski i chciałaby oddać hołd tym Rodakom, którzy w trudnych i niebezpiecznych czasach pruskiej i hitlerowskiej dominacji dawali świadectwo polskości tej ziemi, narażając się na szykany i najcięższe prześladowania. To im przede wszystkim poświęcona jest ta książka. Dlatego Czytelnik znajdzie w niej wiadomości z dziejów Polonii Gdańskiej z wyeksponowaniem poszczególnych osób ze środowiska polskich kolejarzy, celników, nauczycieli, rolników – działaczy polskich organizacji. Są wśród nich ludzie, którzy swoją postawą i pracą, a w wielu wypadkach śmiercią męczeńską zasłużyli na to, aby nie zginąć w całkowitym zapomnieniu.
Tematyka książki nie jest łatwa. Ale starałam się przedstawić ją w takiej formie, żeby nie nudziła i nie męczyła Czytelnika.
Jednocześnie moja książka jest jeszcze czymś innym, mianowicie jest stanowczym protestem przeciwko rasizmowi i skrajnemu nacjonalizmowi, przeciwko nienawiści, niesprawiedliwości, bezprawiu i przemocy; przeciwko wojnie i ludobójstwu; przeciwko zbrodniom popełnianym w imię przewrotnych ideologii. Jest głosem za poszanowaniem człowieka i jego praw: prawa do życia w pokoju, do osobistego bezpieczeństwa, do godności ludzkiej, prawa do pracy dla zapewnienia egzystencji sobie i rodzinie, do nauki i kultury, do posiadania świadomości narodowej i pielęgnowania tradycji, do wolności sumienia i wyznania. I prawa do wolnej Ojczyzny
Mam nadzieję, że Czytelnik zrozumie moje intencje. I że książka spotka się z życzliwym przyjęciem.
Wszystkim osobom, które zechciały podzielić się ze mną swoją wiedzą na temat Pruszcza i Wyżyn Gdańskich z okresu przedwojennego i z pierwszych lat powojennych, pragnę tą drogą wyrazić moją wdzięczność. Wielu z tych Osób nie ma już, niestety, wśród żyjących, ale Ich nazwiska pozostaną na kartach tej książki.
Szczególne podziękowanie pragnę złożyć Panu Burmistrzowi Miasta Pruszcza Gdańskiego, mgr Waldemarowi Dowgiertowi, za życzliwe ustosunkowanie się do inicjatywy wydania drukiem niniejszego opracowania, za moralne i finansowe poparcie sprawy, oraz Panu mgr Stefanowi Skoniecznemu, Zastępcy Burmistrza ds. Społecznych, który osobiście interesował się moją pracą w czasie jej powstawania i doprowadził do jej publikacji.
ROZDZIAŁ I
Gdańsk Wolnym Miastem
Kiedy jesienią 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, było to państwo bez określonych granic i w większości zajęte jeszcze przez zaborców. Decydujące wtedy o losach Europy, a więc i państwa polskiego, zwycięskie Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone jeszcze w początkach 1919 roku nie miały skrystalizowanych poglądów na sprawę granic Polski. Wszak ponad 120 lat nie było tego państwa na mapach politycznych. Nie było polskich rządów ani armii. W tym czasie dokonywały się na ziemiach polskich przeróżne zmiany etniczne, jako następstwo bądź polityki narodowościowej państw rozbiorczych, bądź toczących się na tych ziemiach wojen.
Podstawowe decyzje odnośnie Polski zapaść miały na konferencji pokojowej w Paryżu, w oparciu o 13 punkt słynnego już wtedy „Orędzia Wilsona” z 8 stycznia 1918 roku. Adekwatne sformułowanie tego punktu brzmiało:
„Powinno być utworzone niepodległe Państwo Polskie, które winno obejmować obszary zamieszkałe przez bezspornie polską ludność, mieć zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza...”.
O ile w początkach 1919 roku, gdy konferencja paryska rozpoczynała obrady (18 I 1919), granice Polski były jeszcze wielką niewiadomą, to jedna rzecz wydawała się Polakom nie ulegać wątpliwości:
Dostęp do morza to przede wszystkim Gdańsk! Miasto, położone u ujścia największej i najbardziej polskiej z polskich rzek, jedyny port w tym rejonie wybrzeża morskiego, związany historycznie z Polską od momentu swego powstania. Nikt w zmartwychwstającej Polsce, ani żaden Polak pozostający na obczyźnie nie wyobrażał sobie, aby mogło być inaczej. Nie wyobrażał sobie tego także Ignacy Paderewski, największy rzecznik sprawy polskiej na Zachodzie, gdy w grudniu 1918 roku przybywał do Polski jako członek polsko-alianckiej misji wojskowej.
Jechał do Warszawy przez Gdańsk i Poznań. 24 grudnia na spotkaniu z witającymi go entuzjastycznie gdańskimi Polakami zapewniał zebranych, że Gdańsk z przyległymi obszarami na pewno zostanie Polsce przyznany traktatem pokojowym. Jednocześnie przestrzegał przed „nieobliczalnymi poczynaniami”, które mogłyby spowodować niepotrzebny rozlew krwi, a sprawie jedynie zaszkodzić. (Jak wiemy, po bytności Paderewskiego w Poznaniu Wielkopolska chwyciła za broń i... przyspieszyła swoje wyzwolenie spod niemieckiego zaboru!).
Sprawa Gdańska zdawała się nie ulegać wątpliwości.
Po wystąpieniu (2911919) na konferencji pokojowej w Paryżu oficjalnego przedstawiciela Polski w osobie Romana Dmowskiego, Rada Najwyższa obradujących tam mocarstw powołała specjalną komisję do spraw polskich. Na jej czele stanął dyplomata francuski, Jules Martin Cambon, stąd nazywano ją potocznie Komisją Cambona. Podstawowym jej zadaniem było opracowanie projektu granic Polski.
Komisja Cambona niezwłocznie rozpoczęła swe niełatwe prace. Na jej ręce Polacy kierowali swoje uwagi, żądania, wnioski i postulaty.
Znawcy tematu twierdzą, że komisja ta dość wnikliwie badała przesyłane do niej noty, dokumenty i materiały i była bezstronna w swoich decyzjach. Odnośnie dostępu Polski do morza zaproponowała ona jako granicę wybrzeże Bałtyku od Słupska do Zalewu Wiślanego wraz z położonym na tej linii portem w Gdańsku. Należy podkreślić, że w sprawie przyznania Polsce ujścia Wisły z Gdańskiem, Komisja Cambona była jednomyślna, a jej decyzja rzeczowo umotywowana w oparciu o przesłanki geograficzne, historyczne i gospodarcze.
Ale Niemcy nie próżnowali w tym czasie. Słali do Wersalu protesty i memoriały przeciwko oderwaniu Gdańska od Rzeszy. W samym Gdańsku i w Berlinie organizowano masowe i krzykliwe manifestacje, domagające się pozostawienia Gdańska w granicach państwa niemieckiego. Oprócz oklepanego, a przeczącego prawdzie argumentu „odwiecznej” niemieckości Gdańska wysuwali inny: w Gdańsku i jego okolicach Polacy stanowią mniejszość narodową, a więc teren ten nie może być im przyznany. Faktem było, że po 125 latach pruskiego panowania w Gdańsku Polacy stanowili mniejszość wśród ludności zamieszkałej u ujścia Wisły. I ten fakt został wykorzystany przy poparciu niechętnego Polsce premiera Wielkiej Brytanii, Dawida Lloyd George’a. W rezultacie zwyciężyła koncepcja Lloyd George’a, aby z Gdańska i jego okolic stworzyć niezależny organizm polityczny: Wolne Miasto Gdańsk, przyznając w nim Polsce pewne uprawnienia (vide: Aneks 1 na końcu książki).
Komisja Cambona, która – po rewizji sprawy – w pełni podtrzymała swoje stanowisko i nadal była jednomyślna w odniesieniu do Gdańska, została rozwiązana, a podjęta przez Główne Mocarstwa decyzja była sprzeczna z jej zdaniem. Ostatecznie przyznano Polsce wybrzeże morskie zawężone do72 km (nie licząc linii brzegowej wzdłuż Helu) – bez ujścia Wisły i bez Gdańska – wbrew wszelkim oczywistym racjom, wbrew logice i rozsądkowi, a także wbrew nadziejom i usilnym staraniom Polaków! Protestowali przeciwko tej decyzji oficjalni przedstawiciele Polski w osobach premiera i ministra spraw zagranicznych Ignacego Paderewskiego i wspomnianego już Romana Dmowskiego. Protestowali delegaci ludności kaszubskiej – Antoni Abraham z Oliwy i Roman Rogala z Kościerzyny, wysłani do Paryża z żądaniem przyłączenia Gdańska i Kaszub do Polski i z protestem przeciwko zaliczaniu Kaszubów do narodowości niemieckiej. Pojechali do Paryża z protestem przedstawiciele Polskiej Rady Ludowej w Gdańsku: doktor Franciszek Kubacz i mecenas Bonifacy Łangowski. Protestowała na licznych wiecach i manifestacjach ludność polska ziemi gdańskiej. Bez skutku. Nie pomogło przychylne Polsce stanowisko premiera Francji, Georges’a Clemanceau.
Lloyd George uzyskał w tym czasie poparcie słabo orientującego się w sprawach europejskich, a zwłaszcza w historii państwa i narodu polskiego, prezydenta Stanów Zjednoczonych i to ostatecznie zadecydowało. Zmartwychwstająca Polska była za słaba, żeby skutecznie przeciwstawić się Anglikom w sprawie Gdańska. W rezultacie ten prapolski port u ujścia królowej polskich rzek, zagrabiony nam przez Prusy podczas drugiego rozbioru Polski (1793) otrzymał status „Wolnego Miasta”, oddanego pod ochronę świeżo powstającej organizacji międzynarodowej, nazwanej Ligą Narodów, a mającej siedzibę w Genewie.
Traktat pokojowy podpisany został w Wersalu 28 czerwca 1919 roku, ratyfikowany przez Polskę 1 września, a wchodził w życie z dniem 10 stycznia 1920 roku. Jednocześnie przez ponad pół roku Gdańsk pozostawał we władaniu Rzeszy Niemieckiej. Niemcy, którzy nie chcieli pogodzić się z utratą Gdańska, wykorzystali ten czas dla wzmocnienia w nim niemczyzny, co uznali za zadanie tym bardziej konieczne, że część ludności niemieckiej gotowa była – nie czekając – przenieść się z terenu przyszłego Wolnego Miasta na teren Rzeszy lub do Prus Wschodnich. Centralne władze niemieckie zadecydowały, aby cały funkcjonujący dotychczas w Gdańsku personel administracyjny pozostał na swoich stanowiskach, nie przerywając pracy. Zalecono, aby pozostali urzędnicy, nauczyciele, kolejarze, celnicy, pracownicy stoczni i portu, a nawet oficerowie – renciści. Na wyższe stanowiska przysłano do Gdańska zaufanych ludzi z Rzeszy. Wśród najbardziej zaufanych był Heinrich Sahm, doświadczony pracownik administracji państwowej, który już od lutego 1919 roku sprawował urząd nadprezydenta (nadburmistrza) Gdańska. Zadaniem jego było utrzymanie niemieckiego charakteru miasta i dokumentowanie na zewnątrz, że Gdańsk jest i ma pozostać niemiecki. W tym celu Sahm, zwolennik hasła: „Hande weg von Danzig!” (Ręce precz od Gdańska! – przyp. red.) organizował wielkie manifestacje proniemieckie.
Np. w marcu 1919 roku w takiej manifestacji wzięło udział około 70 tysięcy Niemców – nie tylko gdańskich, ale także przybyłych z Prus Wschodnich i z Rzeszy, a w kwietniu podobno około 100 tysięcy. Sahm pisał też i wysyłał do Wersalu memoriały w sprawie niemieckości Gdańska. Jednocześnie starał się pomniejszyć liczbę Polaków, mieszkających w rejonie gdańskim, m.in. rugując tych, którzy tu przed wojną nie mieszkali. Zalecał Niemcom gdańskim, aby wymawiali zatrudnionym u nich Polakom pracę, odmawiali dalszego wynajmowania mieszkań. Tymi i innymi formami nacisku chciał zmusić jak największą ilość Polaków do przenoszenia się na teren Polski.
Od 10 stycznia 1920 roku, tj. od momentu wejścia w życie traktatu wersalskiego, do ostatecznego uformowania się Wolnego Miasta, co nastąpiło w listopadzie tegoż roku, Gdańsk był pod zwierzchnictwem Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych. W tym czasie nad suwerennością i bezpieczeństwem Wolnego Miasta czuwały wprowadzone na jego teren z woli Mocarstw oddziały armii angielskiej. Było to kilka tysięcy piechoty i okręty wojenne.
W.M. Gdańsk miało być obszarem zdemilitaryzowanym. Po wielkiej paradzie pożegnalnej, zorganizowanej 22 stycznia 1920 roku, żołnierze niemieccy opuścili teren Gdańska. Ostatnia formacja – regiment huzarów – odeszła 7 lutego. Nad porządkiem wewnątrz Wolnego Miasta miała czuwać policja.
W niezwykłym nastroju upływał gdańskim Polakom luty 1920 roku. Na wiadomość, że wkrótce przybędzie do Gdańska generał Józef Haller ze swoim wojskiem, zarządy wszystkich istniejących na terenie Wolnego Miasta stowarzyszeń polskich zorganizowały w dniu 3 lutego piękną uroczystość: „Powitanie Polski”. Odbyła się ona w gdańskiej Ujeżdżalni1 z udziałem delegacji żołnierzy polskich z orzełkami na czapkach – rogatywkach. Wystąpiły Towarzystwa Śpiewacze „Lutnia”, „Cecylia”, „Moniuszko” i Towarzystwo Orkiestralne z programem pieśni patriotycznych. Mocnymi dźwiękami brzmiała „Warszawianka”. Wszyscy obecni odśpiewali „Rotę”, której tekst był wydrukowany na odwrotnej stronie zaproszeń. Był entuzjazm, była radość, były łzy...
Rzeczywiście w pierwszych dniach lutego wyruszyli z Torunia Hallerczycy, by w imieniu Polski objąć w posiadanie przyznane nam wybrzeże morskie. Oto fragment wspomnień jednego z tych żołnierzy, Stanisława Wojciechowskiego, bosmanmata I Baonu Morskiego (utworzonego w Modlinie w I połowie 1919)2:
„W pierwszych dniach lutego ruszyliśmy na północ, ku morzu. Polskie Koleje Państwowe dostarczyły nam to, co wówczas miały do dyspozycji: wagony towarowe kryte, lecz nie ogrzewane i kilka wagonów odkrytych.
W tych warunkach, przy temperaturze -20° C, wlekliśmy się do Pucka trzy dni. Rankiem trzeciego dnia podróży znaleźliśmy się na granicy WolnegoMiasta Gdańska. Wojska angielskie zablokowały nam tory i nie puszczały naprzód... Rokowania z Anglikami trwały parę godzin... Czekając u progu Gdańska musieliśmy przystać na warunki Anglików. Zgodzili się oni przepuścić nas przez teren Wolnego Miasta, ale bez broni i bez prawa wysiadania. Broń nasza miała być przewieziona innym pociągiem, w parę godzin później. Pojechaliśmy dalej aż do miejscowości Gdańsk – Wrzeszcz. Tu nowa zapora na torach, ale z ciał ludzkich. Ponad dwa tysiące Polaków gdańskich, mężczyzn, kobiet i dzieci, mimo zimy ułożyło się na torach kolejowych i krzyczą do nas: „Nie jedźcie do tej dziury, do Pucka! Tu w Gdańsku jest wasz prastary, piękny port polski! Wysiadajcie!”.
Dusza rwała się, by wysiadać, lecz nie mieliśmy broni. Ostrożni Anglicy zmasowali swoje wojsko i pilnowali nas z bronią gotową do strzału. Staliśmy we Wrzeszczu parę godzin, a na torach kolejowych działy się rozdzierające sceny, gdy Anglicy przemocą usuwali ludność polską z torów”.
Dopiero pod wieczór tego dnia Hallerczycy, „zmęczeni i smutni” przybyli do koszar poniemieckich w Pucku.
10 lutego we wczesnych godzinach rannych przybył do Gdańska pociąg specjalny z Torunia, wiozący generała Hallera, jego sztab i wiele ważnych osobistości. Na dworcu oczekiwał go przedstawiciel Polski w Gdańsku (przybyły tu zaledwie 2 dni wcześniej) Komisarz Generalny R.P., dr Maciej Biesiadecki. Wśród witających był prawnuk Józefa Wybickiego, także Józef Wybicki. Wręczył on generałowi platynowy pierścień dla dokonania aktu zaślubin Polski z Bałtykiem...3.
Tego samego dnia po południu generał Józef Haller i jego marynarze – w obecności ministra spraw wewnętrznych Stanisława Wojciechowskiego, przedstawicieli Sejmu RP, wielu delegacji oraz licznie zgromadzonej ludności kaszubskiej – objęli w posiadanie Rzeczypospolitej wybrzeże morskie. Uroczystość odbyła się w Pucku nad brzegiem zatoki. Przy dźwiękach orkiestry wojskowej i huku 21 salw armatnich nastąpiło wciągnięcie na maszt biało-czerwonej flagi, zanurzenie sztandarów wojskowych w falach morskich i wrzucenie do morza platynowego pierścienia. Po uroczystym nabożeństwie i podniosłym kazaniu księdza Józefa Wryczy4, na brzegu zatoki wbito pamiątkowy słup z wyrzeźbionym napisem: „Roku Pańskiego 1920 dnia 10 lutego Wojsko Polskie z gen. Hallerem na czele objęło w wieczyste posiadanie polskie morze”5.
Po tych uroczystościach do Gdańska przybyła grupa polskich oficerów, aby podjąć prace, związane z przejęciem przez Polskę – zgodnie z artykułem 104 traktatu wersalskiego – portu gdańskiego, kolei i poczty (vide: Aneks 1, Artykuł 104, punkty I.2.3.4.). To przejęcie portu, placówek celnych, kolei itd. odbyło się w zasadzie sprawnie i bezboleśnie: razem z pracownikami. Nie było więc zwolnień grupowych z pracy, bezrobocia, ani wielkiego zamieszania w działaniu tych instytucji. Dopiero przyszłość miała pokazać, co z tego wynikło.
W dniu 11 lutego rozpoczął urzędowanie Wysoki Komisarz Ligi Narodów. Był nim Brytyjczyk Reginald Tower. Rezydując stale w Gdańsku miał obowiązek czuwać nad realizacją i poszanowaniem postanowień traktatu wersalskiego, odnoszących się do Wolnego Miasta Gdańska. Do zadań stałego przedstawiciela Ligi Narodów należało też rozstrzyganie ewentualnych sporów między władzami polskimi i gdańskimi.
Jeszcze w styczniu 1920 roku wszyscy stali mieszkańcy terytorium W.M. Gdańska otrzymali obywatelstwo gdańskie i teoretycznie stali się równi wobec prawa bez względu na pochodzenie, narodowość, język ojczysty, wyznanie itp. Gwarantował to traktat wersalski. Ale faktyczna władza nad Wolnym Miastem nadal spoczywała w rękach niemieckich.
Wielki dramat przeżywała ludność polska z pogranicza W.M. Gdańska z Polską, stanowiąca na tym terenie zwartą większość etniczną.
W niedzielę 29 lutego 1920 roku w dwóch dużych wioskach na Gdańskich Wyżynach: w Wielkich Trąbkach i w Ełganowie, gdzie zdecydowaną większość mieszkańców stanowili Polacy, odbyły się wiece protestacyjne przeciw włączeniu tych terenów w obszar Wolnego Miasta Gdańska, zamiast do Polski, z którą graniczyły. O różnych sprawach i bolączkach mówiono na tych wiecach, ale uchwalone wówczas rezolucje są jednoznaczne.
Oto treść jednej z nich:
„My, zebrani dnia 29 lutego w Wielkich Trąbkach Polacy z ubolewaniem wielkim stwierdzamy, że razem z całą parafią czysto polską pozostać mamy w obrębie Wolnego Miasta Gdańska. Ze względu na to, że ostatnie wybory do rad gminnych wykazały niezbicie, iż większość polska i to znaczna nakazywałaby przyłączyć wioski nasze do Polski, a nie do Wolnego Miasta, protestujemy najmocniej przeciwko pozostawieniu nas nadal pod panowaniem niemieckim i żądamy stanowczo przyłączenia nas do wspólnej naszej macierzy Polski. Na dowód polskości parafji naszej i całej okolicy podajemy, że w ostatnich wyborach do rad gminnych odbytych dnia 14 grudnia 1919 roku oddano: w Wielkich Trąbkach 137 głosów polskich, 35 niemieckich, w Ełganowie 212 głosów polskich, 38 niemieckich, w Kleszczewie 54 głosy polskie, 38 niemieckich, w Postołowie 126 głosów polskich, 57 niemieckich, w Czerniewie 40 głosów polskich.
Zaznaczamy przytem, iż pomiędzy głosami niemieckimi znajduje się jeszcze przynajmniej połowa polskich, oddana na Niemców z powodu obawy przed Niemcami.
Polska Rada Ludowa w Wielkich Trąbkach”6.
Mapka b. Wolnego Miasta Gdańska (1919-1939)
O atmosferze wiecu niech świadczy fakt, że zebrani zorganizowali zbiórkę pieniężną na... pomoc dla Polski!
Podobne wiece odbyły się w kilku innych miejscowościach, położonych wzdłuż prowizorycznej granicy polsko-gdańskiej i polsko-niemieckiej. Niestety! Protesty te, mające prawne podstawy w postanowieniach traktatu wersalskiego, przesłane do Warszawy, nie zostały wykorzystane przez władze polskie jako argumenty do uzyskania korekty granic na korzyść Polski. A możliwość taka istniała, w Genewie bowiem urzędowała Rada Ambasadorów, która władna była pewne zmiany poczynić, mając do tego podstawę w treści 13 punktu Orędzia Wilsona. Nie wysłano ich do Genewy. Włączenie wspomnianych terenów do W.M. Gdańska było zgoła nieporozumieniem.
27 października Rada Ambasadorów zatwierdziła ostatecznie granice Wolnego Miasta, wytyczone przez specjalną komisję i od 15 listopada 1920 roku decyzja o utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska weszła praktycznie w życie.
Obszar W.M. Gdańska wynosił 1.893 km2 i dzielił się na pięć powiatów: dwa miejskie – Gdańsk i Sopoty, oraz trzy wiejskie: Gdańskie Wyżyny, Gdańskie Niziny i Wielkie Żuławy. Na tym terenie znajdowały się cztery miasta: Gdańsk, Sopoty, Nowy Dwór Gdański i Nowy Staw, oraz 315 wsi, wśród nich Pruszcz (ówczesna nazwa: Praust) z około 3,5 tysiącem mieszkańców. Na obszarze W.M. Gdańska mieszkało wówczas około 360 tysięcy ludzi (według spisu z 8 X 1920 r. 356.740 osób). Największe skupisko Polaków było w samym Gdańsku – około 31 tysięcy. Największy procent mieszkańców stanowili Polacy w Sopotach – około 30%. Na terenie wiejskim najwięcej Polaków mieszkało w powiecie Gdańskie Wyżyny.
Ustrój Wolnego Miasta określała konstytucja, opracowana przy współudziale Wysokiego Komisarza Ligi Narodów i uchwalona przez Zgromadzenie Konstytucyjne w dniu 11 sierpnia 1920 roku, a obowiązująca, po zatwierdzeniu jej przez Ligę Narodów w Genewie, od 9 grudnia 1920.
Konstytucja gdańska miała charakter demokratyczny. Zapewniała wszystkim obywatelom Wolnego Miasta: równość wobec prawa, wolność osobistą, prawo pobytu i osiedlana się w dowolnej miejscowości na obszarze W.M. Gdańska, wykonywania zawodu, nabywania nieruchomości, możliwość emigracji do innych krajów, prawo wyrażania swych przekonań, swobodę zgromadzeń, prawo tworzenia związków i stowarzyszeń, nietykalność własności i szereg innych uprawnień. Taka była teoria.
Językiem urzędowym na obszarze Wolnego Miasta pozostał niemiecki.
W oparciu o konstytucję ukształtowały się organa władzy.
Zgromadzenie Konstytucyjne przekształciło się w parlament, zwany Volkstag, oraz dokonało wyboru organu władzy wykonawczej, którym został Senat W.M. Gdańska. Na przewodniczącego Senatu wybrano dotychczasowego nadprezydenta Gdańska, Heinricha Sahma, który cieszył się sympatią
Wysokiego Komisarza Towera. Nie wróżyło to dobrze mniejszościom narodowym w Wolnym Mieście.
Stosunki między Polską a W.M. Gdańskiem regulowały postanowienia traktatu wersalskiego oraz tzw. konwencji paryskiej z listopada 1920 roku. Przyznawały one Polsce szereg specjalnych uprawnień w Wolnym Mieście, Polska miała reprezentować interesy obywateli gdańskich wobec zagranicy. Gdańsk został włączony do polskiego obszaru celnego. Gdańskie koleje podlegały polskiej dyrekcji kolei państwowych. Polska miała prawo korzystać z portu gdańskiego i jego urządzeń. Miała też zapewniony zarząd i nadzór komunikacji pocztowej, telefonicznej i telegraficznej między Polską a portem gdańskim. Uzupełnieniem postanowień, zawartych w traktacie wersalskim i konwencji paryskiej, była umowa polsko-gdańska, podpisana w Warszawie w październiku 1921 roku, a następnie późniejsze szczegółowe umowy zawierane między Polską i władzami W.M. Gdańska oraz decyzje Rady Ligi Narodów. Zdarzały się sytuacje, w których Rada Ligi Narodów musiała interweniować. Np. w sprawie 28 paragrafu polsko-gdańskiej konwencji (paryskiej), która postanawiała, że „Polska ma prawo i będzie mogła importować i eksportować przez Gdańsk towary wszelkiego rodzaju, nie zabronione przez polskie ustawy”. Także broń i amunicję dla powstającej armii polskiej. Otóż Senat gdański robił w tych sprawach trudności. Dopiero Rada Ligi Narodów zdecydowała w 1924 roku, że miejscem dla polskiej składnicy amunicyjnej w Gdańsku będzie półwysep Westerplatte. Półwysep ten miał być przekazany Polsce w wieczystą dzierżawę, a koszty budowy basenu przeładunkowego oraz bocznicy kolejowej, łączącej składnicę z Gdańskiem, miały pokryć po połowie Polska i W.M. Gdańsk.
Realizacja wszelkich decyzji i postanowień odnośnie Polski i Polaków często napotykała opory ze strony władz gdańskich. Powodowało to konieczność uciekania się do interwencji urzędującego w Gdańsku Wysokiego Komisarza Ligi Narodów, a niekiedy bezpośrednio do Rady Ligi w Genewie. Skutki były różne. W miarę upływu czasu coraz częściej niepomyślne dla Polski i Polaków. Władze Gdańska ciągle wysuwały przeróżne kontrargumenty oraz coraz częściej lekceważyły niemiłe im decyzje Ligi Narodów. Wolne Miasto Gdańsk konsekwentnie dążyło do całkowitego wyzwolenia się spod opieki Ligi i spod wszelkich obcych wpływów. A gdy do władzy doszli hitlerowcy z Albertem Forsterem7 na czele (od maja 1933 r., o czym będzie jeszcze mowa), ich celem było całkowite zniemczenie Gdańska i przyłączenie go z powrotem do Rzeszy Niemieckiej.
Przypisy
1 Gdańska „Ujeżdżalnia”, późniejsza Hala Sportowa (Sporthalle), w której gdańszczanie – zarówno Niemcy, jak i Polacy – organizowali spotkania i imprezy o charakterze masowym, znajdowała się w miejscu, gdzie dziś stoi gmach Opery i Filharmonii Bałtyckiej. Po wojnie hala ta nosiła nazwę „Polonia”.
2 Stanisław Wojciechowski: „List z Kanady – w 50 – rocznicę Zaślubin Polski z Morzem”. Dziennik Bałtycki, luty 1970.
3 Daniel Duda: „Powrót Polski nad Bałtyk” – Puck, 1995 r., strony 17-18.
4 Ks. płk Józef Wrycza, ur. w 1884 r. w Zblewie, pow. Starogard, wówczas proboszcz Dywizji Pomorskiej, później przez szereg lat proboszcz parafii Wiele, postać powszechnie znana na Kaszubach i bardzo szanowana. Niezwykle czynny, odważny i niestrudzony działacz społeczny i polityczny, w czasie okupacji organizator ruchu oporu (pseudonim „Rawicz”). Przeżył wojnę, pomimo, że był pilnie poszukiwany przez gestapo. Zmarł w 1961 r. jako proboszcz parafii w Tucholi. Do dziś pamiętają o nim w Wielu.
5 Daniel Duda, op.cit., str. 24 i 42 (fotografia).
6 Tekst rezolucji wg: Stanisław Krzysztof Szwentner – „Polacy z Piekła rodem”, wyd. Gdynia, 1966 r., str. 30.
7 Albert Forster, Bawarczyk, ur. w 1902 r., wcześnie wstąpił do partii hitlerowskiej i został jej działaczem (lektorem). Jego zaangażowanie (w SS miał legitymację nr 168) i jego płomienne przemówienia na wiecach zwróciły na niego uwagę Göringa i Hitlera i ułatwiły mu karierę polityczną. Mając niespełna 28 lat został wybrany posłem do Reichstagu, a w pół roku później (w październiku 1930 r.), będąc dalej posłem Reichstagu, przybył do Gdańska z nominacją Hitlera na komisarycznego wodza partii w Wolnym Mieście Gdańsku. Jego zadaniem było: zaprowadzić dyscyplinę w skłóconej wówczas gdańskiej NSDAP (liczącej 400 członków), rozbudować ją i uaktywnić oraz zapewnić niemieckość Gdańska. W ciągu 9 lat zadanie wykonał, lekceważąc ustawodawstwo gdańskie, wszelkie umowy międzynarodowe i posługując się – wraz z całym podległym sobie aparatem partyjnym – zbrodniczymi metodami w dążeniu do celu. Po wojnie, sądzony przez Polski Najwyższy Trybunał Narodowy w Gdańsku, został 29 kwietnia 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w r. 1950 w Gdańsku przez powieszenie.
ROZDZIAŁ II
Organizacje polskie w Wolnym Mieście Gdańsku
Upadek cesarstwa niemieckiego, bezwarunkowa kapitulacja Niemiec i wyzwolenie Gdańska spod pruskiej niewoli spowodowały wielkie ożywienie życia narodowego Polaków mieszkających u ujścia Wisły. Wznowiły swą zahamowaną przez wojnę działalność organizacje polskie, które powstały jeszcze pod zaborem: towarzystwa ludowe, zespoły śpiewacze, stowarzyszenia kobiet i młodzieży, znajdując teraz korzystniejsze warunki rozwoju. Jednocześnie w Wolnym Mieście Gdańsku masowo zaczęły powstawać nowe organizacje. W połowie lat 30-tych istniało ich ogółem około sześćdziesięciu.
Do najbardziej popularnych, zwłaszcza na terenie wiejskim, należało Polskie Towarzystwo Ludowe Jedność”, założone jeszcze w 1884 roku. Miało ono filie na całym terenie Wolnego Miasta, w tym bardzo aktywne w Ełganowie, Wielkich Trąbkach i Kłodawie. To właśnie członkowie tego Towarzystwa organizowali wiece protestacyjne przeciwko włączeniu obszarów, zamieszkałych w zdecydowanej większości przez Polaków, do Wolnego Miasta zamiast do Polski. Później Towarzystwo .Jedność” rozwinęło działalność w obronie polskiego stanu posiadania i praw Polaków w Gdańsku. Długoletnim prezesem T.L. .Jedność” był Józef Czyżewski.
Dużą rolę odgrywały organizacje oświatowe: „Towarzystwo Czytelni Ludowych” i „Oświata”. Na terenie miejskim działało Towarzystwo Młodzieżowe „Sokół”. Powstało ono też jeszcze w okresie zaborów. Łączyło wychowanie fizyczne z wychowaniem narodowym młodych Polaków, organizując wykłady z języka polskiego, pogadanki i odczyty na temat literatury i historii polskiej. Kobiety polskie już od 1908 roku miały swoją organizację pod nazwą Towarzystwo Polek. Zajmowały się sprawami, które zawsze najbardziej leżą na sercu kobietom: wychowaniem dzieci, działalnością gospodarczą i charytatywną, urządzały kursy pielęgnowania niemowląt, kroju, szycia, haftu, gotowania, organizowały uroczystości o charakterze narodowym, kultywowały polskie tradycje. Znaczna część młodzieży zrzeszona była w Stowarzyszeniach Polskiej Młodzieży Katolickiej – Męskiej i Żeńskiej. Organizowały one kursy języka polskiego, naukę pieśni polskich i chóry kościelne, prowadziły pogadanki na różne interesujące tematy, urządzały imprezy środowiskowe. Kierowane były przez księży z Gdańska, wielkich patriotów i społeczników: Bronisława Komorowskiego, Leona Miszewskiego, Franciszka Rogaczewskiego i Władysława Szymańskiego. Miały swoje filie również na wsi.
Bardzo popularne były Towarzystwa Śpiewacze: „Lutnia”, „Cecylia” i „Moniuszko”. Skupiały one znaczną ilość młodzieży. Prowadziły lekcje śpiewu, organizowały zespoły śpiewacze i chóry. Gdański chór męski „Moniuszko” uświetniał swoimi występami najważniejsze imprezy organizowane przez Polonię gdańską w samym Gdańsku, jak też i w środowiskach wiejskich. „Cecylia” i „Lutnia” działały również na terenie wiejskim. Polskie pieśni narodowo-patriotyczne, religijne i ludowe przyczyniały się do budzenia świadomości narodowej tłumionej pod zaborami, zachęcały do pielęgnowania tradycji polskich, ożywiały uczucia patriotyczne, dodawały otuchy i wzmacniały wolę trwania przy polskości, mimo ucisku i prześladowań.
Dużą popularnością wśród młodzieży cieszyły się kluby sportowe. Największym i najpopularniejszym był Klub Sportowy „Gedania”, założony w 1922 roku. W latach trzydziestych prowadził on ponad 10 sekcji. „Gedania” organizowała treningi, rozgrywki, mecze, rajdy, pokazy gimnastyczne, zawody. Osiągała poważne wyniki w sporcie wyczynowym. Największe sukcesy odnosiła w piłce nożnej, często stając do zawodów ze sportowcami niemieckimi. Jednocześnie prowadziła działalność społeczną i kulturalną w środowisku polskim zarówno w Gdańsku, gdzie miała swoją bazę, jak i na terenie wiejskim, ożywiając poczucie wspólnoty narodowej. Z „Gedanią” współpracowały inne kluby sportowe, wśród nich zwłaszcza Akademicki Związek Sportowy (AZS) i Kolejarski Klub Sportowy (KKS). W tym samym roku, w którym powstała „Gedania”, miłośnicy sportów wodnych zorganizowali Klub Wioślarski z własną przystanią nad Motławą. W dziesięć lat później powstał Polski Klub Morski, który posiadał własną przystań w Nowym Porcie. Organizował on regaty oraz turystykę po Bałtyku, połączoną z odwiedzaniem nadbałtyckich portów. We Wrzeszczu wybudowali Polacy własnymi środkami piękny stadion sportowy z kompleksem urządzeń towarzyszących. Organizowano na nim zawody, mecze, pokazy gimnastyczne, a także różne imprezy masowe, ściągające uczestników z całego terenu Wolnego Miasta.
Mieli też Polacy – jeszcze z czasów przedwojennych – swój związek zawodowy: Zjednoczenie Zawodowe Polskie. W okresie W.M. Gdańska rozwinął on szeroką działalność. Skupiał w oddziałach branżowych ludzi różnych zawodów: pracowników portu, kolejarzy, drogowców, transportowców, robotników rolnych i leśnych, budowlanych itp. Przede wszystkim stawiał sobie za cel ułatwienie Polakom – nie tylko członkom ZZP – znalezienie pracy i zarobku umożliwiającego egzystencję, ale organizował też naukę rzemiosła, różnego rodzaju kursy dokształcające, pozwalające zdobyć kwalifikacje zawodowe, prowadził opiekę prawną dla swych członków, akcję pomocy zimowej dla najbiedniejszych. Prowadził też działalność kulturalno-oświatową (to właśnie z inicjatywy ZZP powstało Towarzystwo Śpiewacze „Moniuszko”). Zjednoczenie Zawodowe Polskie miało bardzo dużo członków. Od roku 1925 na jego czele stał krawiec gdański Antoni Lendzion, jeden z najwybitniejszych działaczy Polonii Gdańskiej. W roku 1929 ZZP z siedzibą w Gdańsku miało 10 filii, z tego połowę w powiecie Gdańskiej Wyżyny, mianowicie w: Ełganowie, Kleszczewie, Pszczółkach, Pruszczu i Trąbkach Wielkich. Zjednoczenie Zawodowe Polskie wydawało własny organ prasowy – „Związkowiec”. Rzemieślnicy i kupcy byli zrzeszeni w Związku Gospodarczym, który także odgrywał niemałą rolę.
Do najważniejszych organizacji polskich, powstałych w Wolnym Mieście Gdańsku, należała Gmina Polska, zorganizowana w kwietniu 1921 roku.
Pierwszym jej prezesem był dr Władysław Panecki. Wśród jego następców najbardziej znanym i szanowanym był Józef Czyżewski, nestor Polonii Gdańskiej. Gmina Polska była organizacją społeczno-polityczną. Stawiała sobie za zadanie: skupić w swoich szeregach całą mniejszość narodową polską, zamieszkującą teren W.M. Gdańska, otoczyć swoich członków opieką materialną, moralną, prawną, zaspakajać ich potrzeby w zakresie kultury i oświaty, pielęgnować tradycje polskie. Oprócz tego Gmina Polska stawiała sobie cele polityczne: czuwanie nad realizacją przez władze Wolnego Miasta zasady równości wszystkich obywateli wobec prawa – bez względu na pochodzenie narodowe i język, obronę praw obywatelskich Polaków, w tym czynnego i biernego prawa uczestniczenia w wyborach do władz ustawodawczych, municypalnych i gminnych. Gmina Polska wysuwała kandydatów do tych organów władzy i w czasie kampanii wyborczej prowadziła wśród ludności polskiej akcję uświadamiającą i propagandową. Od samego początku organizacja ta nie była przez Niemców mile widziana. Aż trzy lata trwały starania o zarejestrowanie jej przez władze gdańskie, ale równocześnie prowadziła już energiczną działalność. Działacze Gminy Polskiej w istotny sposób przyczyniali się do ożywiania życia Polonii Gdańskiej, do budzenia wśród gdańszczan polskiego pochodzenia poczucia jedności z narodem polskim. Wpływ Gminy Polskiej, ściśle współpracującej ze Zjednoczeniem Zawodowym Polskim, był początkowo duży, zarówno w środowisku miejskim Gdańska i Sopotu, jak i w wiejskich skupiskach Polaków, gdzie miała ona swoje oddziały. Np. w roku 1929 Gmina Polska miała 12 filii, z tego aż 6 na Gdańskich Wyżynach, mianowicie: w Czerniewie, Ełganowie, Kleszczewie, Orunii, Postołowie i Trąbkach Wielkich.
Z Gminą Polską współpracowały ściśle inne organizacje polskie, wśród nich Macierz Szkolna oraz Związek Nauczycieli Polaków, o czym będzie mowa na dalszych kartach tej książki.
W roku 1926, po zamachu majowym w Polsce, nastąpił w Gminie Polskiej kryzys wewnętrzny na skutek współzawodnictwa dwóch orientacji politycznych. Spowodowało to osłabienie działalności i wpływów tej organizacji na najbliższe kilka lat.
Gmina Polska przyjmowała w swe szeregi wyłącznie Polaków – obywateli gdańskich. Taki warunek – między innymi – postawiły władze gdańskie przy okazji targów o jej rejestrację. A tymczasem w W.M. Gdańsku mieszkało i pracowało dużo Polaków, którzy osiedlili się tu bądź czasowo (np. urzędnicy, inspektorzy celni, nauczyciele, robotnicy sezonowi), bądź na stałe, ale już po roku 1920 i nie mieli obywatelstwa gdańskiego. Dało to asumpt do założenia takiej organizacji społeczno-politycznej Polaków, która skupiałaby obok obywateli gdańskich także obywateli polskich, pracujących na terenie Wolnego Miasta. W ten sposób doszło do założenia w 1933 roku Związku Polaków w Gdańsku. Na czele tej organizacji stanął dr Zygmunt Moczyński, a jego zastępcą został Bronisław Budzyński, znany wśród Polonii Gdańskiej działacz społeczny. Od marca 1933 roku Zygmunt Moczyński był po raz trzeci przedstawicielem polskich gdańszczan w Volkstagu (tj. III kadencję, od 1920 r. poczynając).
Związek Polaków stał się wkrótce organizacją konkurencyjną w stosunku do Gminy Polskiej. Miał on odmienną orientację polityczną (prosanacką), ściślejsze powiązania z Polską, cieszył się poparciem rządu polskiego i Generalnego Komisarza RP. W działaniu swym okazał się bardziej operatywny i zdecydowany, toteż wkrótce filie Związku Polaków powstały we wszystkich skupiskach polskich. Na Gdańskich Wyżynach, poza miejscowościami o których już była mowa, założono placówki ZP w Kolbudach i w Pręgowie. Związek Polaków w Gdańsku wydawał własny dwutygodnik pod tytułem „Straż Gdańska”. W tym czasie Gmina Polska też wydawała swoje czasopismo – początkowo dwutygodnik, potem miesięcznik – „Gmina Polska”.
W roku 1934 w oparciu o Związek Polaków w Gdańsku powstała nowa organizacja zawodowa Polaków gdańskich: Polskie Zrzeszenie Pracy – PZP.
Stała się ona konkurencyjną w stosunku do ZZR Skupiała 11 grup zawodowych. Prowadziła szeroką działalność: pośrednictwo pracy, kursy zawodowe i dokształcające, ochronę prawną pracowników, opiekę lekarską, pomoc materialną dla ubogich rodzin. Nie było to wcale łatwe, zważywszy, że Polacy w Gdańsku stanowili na ogół element słaby ekonomicznie, a na finansową pomoc gdańskich władz polskie organizacje nie mogły liczyć. Polskie Zrzeszenie Pracy obejmowało zarówno obywateli gdańskich, jak i obywateli państwa polskiego, pracujących na terenie Wolnego Miasta. Szczególnie troszczyło się o młodzież. Posiadało aż 21 filii w terenie, m.in. na Gdańskich Wyżynach w: Bielkowie, Ełganowie, Kleszczewie, Kłodawie, Kolbudach, Pruszczu, Pszczółkach, Straszynie, Trąbkach Wielkich i Trzepowie. Wydawało własne czasopismo pod tytułem: „Polska Zgoda Pracujących”.
Współzawodnictwo między Gminą Polską i Związkiem Polaków nie wychodziło Polonii Gdańskiej na korzyść w warunkach narastającej wrogości ze strony Niemców. W tym czasie coraz większe znaczenie w Gdańsku zdobywali hitlerowcy, wrogo nastawieni do wszystkiego co polskie. W obliczu zagrożenia z ich strony Gmina Polska i Związek Polaków połączyły się w jedną organizację. Nastąpiło to w dniu 3 maja 1937 roku – przy okazji obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja.
Nowa organizacja przyjęła nazwę: „Gmina Polska – Związek Polaków”.
Prezesem jej został Bronisław Budzyński, a wiceprezesem Antoni Lendzion, obydwaj piastujący z ramienia Polonii Gdańskiej mandaty poselskie w Volkstagu. W rok później (26.VI.38) doszło do zjednoczenia Zjednoczenia Zawodowego Polskiego i Polskiego Zrzeszenia Pracy w jedną organizację pod nazwą: „Zjednoczenie Zawodowe Polskiego Zrzeszenia Pracy”. Prezesem ZZPZP został poseł Antoni Lendzion. Ale te zmiany przyszły za późno. W tym czasie środowisko polskie w Gdańsku było już mocno osłabione i traciło swą żywotność. Złożyło się na to wiele przyczyn. Jedną z nich była dobrowolna emigracja gdańskich Polaków. Kiedy z biegiem czasu okazało się, że władze gdańskie – wbrew warunkom traktatu wersalskiego i późniejszych umów polsko-gdańskich – ograniczają prawa mniejszości polskiej i w Wolnym Mieście nadal panują Niemcy, wielu Polaków przeniosło się z Gdańska do Polski. Jedni na pobliskie tereny kaszubskie, inni do Tczewa, albo dalej – do Bydgoszczy, Torunia, Poznania. Ale chyba najwięcej gdańskich Polaków przeniosło się do powstającej obok Gdańska Gdyni, gdzie stosunkowo łatwo można było otrzymać pracę i zadomowić się, choćby w prowizorycznych na razie warunkach, ale bez zależności do Niemców. Oprócz tych dobrowolnych przemieszczeń były również przymusowe: niemieckie rugi, stosowane z różnych powodów wobec Polaków nie mających obywatelstwa gdańskiego. Po roku 1920 o obywatelstwo gdańskie należało się starać, składając odpowiednio umotywowany wniosek. Otóż władze gdańskie w odniesieniu do obywateli polskich stosowały metodę zwlekania z załatwieniem sprawy, a następnie przeważnie odmawiały. W stosunku do Niemców było wprost odwrotnie. Niemcy, przybywający na teren W.M. Gdańska z Rzeszy czy z Prus Wschodnich, otrzymywali obywatelstwo gdańskie bez trudu. Chodziło o to, aby zapewnić jak największą przewagę Niemców nad polską mniejszością w imię realizacji hasła: „Danzig muss deutsch bleiben!”. W odniesieniu do Polaków – obywateli gdańskich Niemcy stosowali różne formy nacisku: od perswazji i obietnic do zastraszania, aby odciągnąć ich od wpływów polskich organizacji, a w czasie wyborów – od głosowania na polską listę. W tej akcji pomagali też niemieccy księża katoliccy, starając się jak najwięcej parafian skłonić do głosowania na listę katolicką „Centrum”. Pod ich wpływem wielu Polaków, nie angażujących się politycznie, uważało, że głosując na partię katolicką służą uczciwie Bogu i Kościołowi. A tymczasem Centrum było organizacją wybitnie proniemiecką i wyłącznie Niemców wysuwało, jako swoich kandydatów, do władz.
W tych warunkach doszło do sytuacji, że na 72 członków gdańskiego Volkstagu było już tylko dwóch posłów polskich: Bronisław Budzyński i Antoni Lendzion. I ci byli solą w oku gdańskich hitlerowców – jak zresztą wszyscy aktywni działacze Polonii Gdańskiej. Coraz trudniej było Polakom bronić się przed nienawiścią i brutalnymi atakami ze strony nazistów. Coraz częściej zwracali się ze skargami do Komisarza Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej i do Wysokiego Komisarza Ligi Narodów. I coraz mniejszy skutek odnosiły te skargi i protesty.
Szeroko pisała o tym prasa polska: „Gmina Polska”, „Straż Gdańska”, a zwłaszcza popularny i najbardziej zasłużony dla sprawy polskiej na Pomorzu Gdańskim dziennik „Gazeta Gdańska”. Założona przez poznaniaka Bernarda Zygmunta Milskiego jeszcze w czasach cesarstwa pruskiego (w 1891 r.) „Gazeta Gdańska” – pierwsze polskie czasopismo w Gdańsku – w czasach pruskich dawała świadectwo o istnieniu polskości na ziemiach od 100 lat usilnie germanizowanych. Przetrwała I wojnę światową. Gdy w W.M. Gdańsku uzyskała nowe, sprzyjające warunki rozwoju, jej redakcja w ten sposób określiła cel swej działalności:
„Po zmartwychwstaniu Polski jest obowiązkiem prasy polskiej starać się o przywrócenie dawnego charakteru polskim ziemiom, które zaborcy gwałtownie chcieli wynarodowić. Szczególnie tu, w Gdańsku i na Pomorzu potrzeba owocnej pracy oświatowej, którą dać może przede wszystkim pismo szczerze polskie”.
W ciągu dwudziestu lat swego rozwoju w Wolnym Mieście Gdańsku „Gazeta Gdańska” dobrze służyła sprawie polskiej. Mimo napastliwej krytyki i szykan ze strony Niemców (kilka razy była zawieszana), mimo dotkliwych prześladowań ze strony hitlerowców, „Gazeta Gdańska” przetrwała do 30 sierpnia 1939 roku. Wiele miejsca na swych łamach poświęcała młodzieży polskiej. Broniła prawa młodych Polaków do nauki języka ojczystego, do polskiej szkoły, do wychowania w kulturze narodowej, czemu władze gdańskie usilnie przeciwstawiały się.
Wśród polskiej młodzieży szkolnej W.M. Gdańska dużą popularnością cieszył się Związek Harcerstwa Polskiego. Pierwsza drużyna ZHP w Gdańsku powstała 8 sierpnia 1920 roku. Stworzyło ją sześciu członków – założycieli: Stefan Mirau, Aleksander Witkowski, Witold Kopczyński, Mieczysław Tejkowski, Jerzy Żuralski i Alfons Liczmański. Jeszcze w tym samym roku powstała drużyna żeńska, zorganizowana przez dziesięć członkiń – założycielek z Marią Ostrowską na czele.
Początkowo entuzjaści ZHP działali w osamotnieniu i niewielkie dawało to rezultaty. Przełomowym okresem w rozwoju gdańskiego harcerstwa stał się rok 1933/1934, gdy inicjatywa młodzieży znalazła uznanie w Związku Polaków. Powstało wówczas Towarzystwo Przyjaciół Harcerstwa, złożone z ludzi doświadczonych i wpływowych. Propagowaniem idei ZHP zajęli się nauczyciele – działacze Macierzy Szkolnej.
Na czoło wysunęło się Gimnazjum Polskie. W roku 1934 powstał Gdański Hufiec Harcerzy, którego komendantem został Alfons Liczmański, wówczas już nauczyciel w Polskiej Szkole Handlowej Macierzy Szkolnej. Dyrektor tej szkoły, Marian Seredyński, zasłużony działacz Macierzy Szkolnej, należał do opiekunów ZHP w Gdańsku.
W roku 1935 istniała już Chorągiew ZHP z następującą kadrą: komendant Alfons (Alf) Liczmański, zastępca komendanta Oskar Żawrocki, lekarz – Stefan Mirau (jeden z 6 członków-założycieli) i od roku 1936 kapelan – ks. Leon Blumke. Gdańska Chorągiew ZHP składała się z 5 hufców. Do hufca 5-o należały drużyny harcerskie i zuchowe w Orunii, Ełganowie, Trąbkach Wielkich, Pszczółkach i w Piekle na Żuławach. Hufcowym był Jan Ożdżyński.
