Zakazane miejsca - pięć gorących opowiadań erotycznych - Vanessa Salt - ebook + audiobook

Zakazane miejsca - pięć gorących opowiadań erotycznych ebook i audiobook

Vanessa Salt

3,2

Opis

Cassandra zamierza skontrolować w przychodni kilka znamion, ale może wizyta ma jakąś tajemną przyczynę? Mianowicie zakazany pociąg do zawodu lekarza sprawia, że krew w niej wrze. Gdy wchodzi do gabinetu doktora Marca i napotyka jego intensywne spojrzenie, chce, żeby jego palce nigdy nie przestały badać jej wygłodniałego ciała. Czy teraz jej fantazje staną się rzeczywistością?

Zbiór składa się z pięciu powiadań erotycznych:

Zakazane miejsca: Lekarz - Zakazane miejsca: Kino - Zakazane miejsca: Kierowca autobusu - Zakazane miejsca: Warsztat - Zakazane miejsca: Spawaczka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 161

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 31 min

Lektor: Patrycja Mor

Popularność




Vanessa Salt

Zakazane miejsca - 5 gorących opowiadań erotycznych

Lust

Zakazane miejsca - 5 gorących opowiadań erotycznychtytuł oryginałuFörbjudna platserZdjęcia na okładce: Shutterstock Copyright © 2020, 2020 Vanessa Salt i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726536331

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Zakazane miejsca: Lekarz - opowiadanie erotyczne

Jest tu tylko pełno staruszków. Dziadki z laskami albo balkonikami, wyglądający, jakby dawno temu przekroczyli datę przydatności do użycia, babcie ze śmierdzącym oddechem, babcie ze sztuczną szczęką, babcie z brodą i wreszcie – te, które zaczepiają. Spragnione towarzystwa cholernice, które mówią: „Hej” i „Jak tam?” do każdziusieńskiej przechodzącej osoby. Nawet do tych, które wyraźnie okazują, że nie są zainteresowane – telefon zakrywający niemal całą twarz ewidentnie o tym świadczy. W każdym razie dla mnie.

Poza tym nie gada się z obcymi. Nie tutaj, w Uppsali, ani też w Sztokholmie. Coś takiego robi się chyba tylko za granicą?

– Agda. Mamy tu jakąś Agdę?

Kobieta w charakterystycznym białym fartuchu zagląda do poczekalni. Okulary. Krótko przycięte włosy. Wygląda tak, jakby pracowała tu zdecydowanie zbyt długo. Może miała kiedyś ambicje, chciała pracować w „prawdziwym” szpitalu, ale została w przychodni. Wiele osób chyba zostaje. Dużo bardziej lubię swoją pracę biurową, podczas której nie muszę całymi dniami oglądać tyłków ani ran innych ludzi.

Wzdycham i zmieniam pozycję na skrzypiącym krześle. Gdyby telefon zupełnie się nie rozładował, bawiłabym się dużo lepiej, ale teraz nie mam innego wyboru, jak siedzieć i obserwować. Jak taka wariatka, obok której wszyscy nienawidzą zajmować miejsca, bo zawsze siedzi bardzo blisko, a potem zerka, czym się zajmujesz. Bo nie ma nic, czym sama mogłaby się rozerwać.

Wstają dwie Agdy i lekarka musi wszystko sprawdzić oraz poprosić jedną z nich, żeby usiadła z powrotem. Dramat na najwyższym poziomie. Chcę zobaczyć, która godzina, ale wtedy sobie przypominam. Telefon. Cholera.

Gdy jedna Agda poszła za lekarką i wyszła z pomieszczenia, wchodzi następny lekarz. Gapię się na niego. Gapię się.

Nie mogą przecież istnieć tak atrakcyjni lekarze? Choćby same włosy… Ciemne i potargane, jakby był na zewnątrz podczas letniej burzy. Nie czesze ich? Czy robią się takie niezależnie od tego, jak bardzo się wysila? Szalenie seksowne, oto jakie są. I zarost też. Z pewnością kłujący, gdy się przykłada do niego rękę. Boże, ależ bym chciała to zrobić.

Cassandro, opanuj się! Pamiętasz, co się stało poprzednim razem, gdy próbowałaś flirtować z lekarzem?

Julia, która mnie zachęciła. Łaskotanie w ciele. Pamiętam, jak przybrałam swój najzalotniejszy uśmiech, gdy zsunęłam nieco koszulkę na piersi i trochę tak za bardzo kołysałam biodrami. Plan był taki – sprawić, by lekarz mnie pocałował. Mizianie nie było konieczne. Julia siedziała w poczekalni i na mnie czekała.

Nigdy w całym moim życiu nie przydarzyło mi się coś tak żenującego. Lekarz ściskał moje piersi – tak, bo oczywiście zmyśliłam historyjkę o tym, że gdzieś tam wyczułam guzek – i podczas gdy to robił, położyłam mu rękę na policzku i…

To zbyt bolesne.

Jakbym mogła w ogóle przypuszczać, że uda mi się taka bezsensowna rzecz. Lekarze są profesjonalni. Trochę tak, jakbym ja wciągnęła kolegę z biura do schowka na przybory do sprzątania, tak pewnie oni podrywaliby pacjentki. Prawdopodobnie jest to też zabronione. Jak przecież wszystko, co przyjemne.

– Cassandra – czyta z kartki mężczyzna. Patrzy. Przyjazne ciemne oczy napotykają moje.

– Tak? – Mój głos brzmi jak pisk. Szybko biorę z podłogi torebkę, wstaję i poprawiam sukienkę. Robię kilka kroków do przodu, nie zrywając kontaktu wzrokowego. I napotykam jego wyciągniętą rękę.

Z bliska źrenice są czarne jak otchłań, a tęczówki brązowe jak trawa o zachodzie słońca. Ręka jest ciepła. Nie uśmiecha się jednak. Jest taki poważny wobec wszystkich czy tylko wobec mnie?

– Marco – mówi.

– Cassandra.

– Wiem. Chodź.

Wiem?Można być aż tak zarozumiałym?

Odwraca się, wychodzi z poczekalni i wchodzi do długiego i wąskiego korytarza. Białego, oczywiście. Wszystko w przychodni jest białe. Idę za nim i kiwam grzecznie głową, gdy spotykamy pielęgniarkę. Na ścianach wiszą obrazy. Buty stukają o lśniącą podłogę. Marco nagle się zatrzymuje, otwiera drzwi i macha mi, żebym weszła.

– Proszę, wejdź i usiądź. Jeśli chcesz, możesz odwiesić torebkę na wieszak.

– Dziękuję.

Zagłębia się w swoim bordowym krześle biurowym przed komputerem, a ja siadam na drewnianym, które zdaje się przeznaczone dla pacjentów. W milczeniu wpatruje się w jeden z ekranów komputera. Klika parę razy myszką. Przewija.

No?Zakładam jedną nogę na drugą i czekam. Nie zapyta, dlaczego tu jestem?

Światło słoneczne sączy się przez żaluzje, na parapecie stoi kilka roślin. Żywych roślin. Krawędzie ekranów komputerowych są pokryte karteczkami samoprzylepnymi w różnych kolorach, a z drugiej strony ściany wiszą dziwne przyrządy. Może takie, które trzyma się w uszach?

– Skończyłaś kontrolę?

Podskakuję.

– Niczego nie kontroluję. Czekam tylko, aż zaczniemy.

– Dobrze. – Wzrok wbija w moje oczy. – Więc jesteś tu, żeby zbadać kilka znamion, zgadza się?

– Tak.

– Ponieważ niepokoisz się rakiem?

– Nie tak, jak wszyscy? – Lekko pociągam nitkę sukienki, muszę się na czymś skupić, żeby nie przestać oddychać. – Lubię się opalać i po prostu chcę sprawdzić, na wszelki wypadek.

Przesuwa spojrzenie dalej po mojej odsłoniętej skórze. Ramiona, klatka piersiowa, nogi. Ciasna sukienka sięga jedynie do połowy ud, ale nie miałam rano wielkiego wyboru, kiedy musiałam zdecydować. Dwadzieścia osiem stopni to naprawdę nie jest pogoda na dżinsy. Całe szczęście, że chyba tu mają klimatyzację. Odwraca wzrok do ekranu.

– Widzę.

– Co widzisz?

– Że lubisz się opalać.

– Mam to potraktować jako komplement?

– Jeśli chcesz.… – Notuje coś, a na czole pojawia mu się zmarszczka. – Ale pomyśl, że nie wszyscy lubią opaloną skórę.

– Ty lubisz? – Święty Boże, powiedziałam to na głos?

Przestaje pisać.

– Pokaż mi znamiona, to je obejrzę.

Ciekawe. Nie zamierza odpowiadać. Powoli zaczynam pociągać za cienkie ramiączko sukienki. W dół. W dół. Gdy to ukończyłam, odwijam materiał do bioder, tak że cała górna część ciała odsłania się przed nim. Czarny stanik z koronki jest właściwie zupełnie za mały. Wiem, że połowę otoczek brodawek widać niezależnie od tego, co robię, i to może jakiś demon sprawił, że wybrałam właśnie ten. W tym uroczystym dniu.

Lekarz sapie?

Tak to brzmi. Tak powściągliwe wcześniej spojrzenie wbija się w moje wytęsknione sutki, które są tak sztywne, że wydaje się, jakby miały zamiar rozsadzić cienką koronkę. Unoszę brwi i się odwracam.

– Znamiona są na plecach.

– Oczywiście. – Zimny koniuszek palca przesuwa się po moim karku. Wzdrygam się, drżę.

– Przepraszam – mamrocze niemal szeptem. – Bolało?

– Absolutnie nie. – Przeciwnie. – Kontynuuj…

– Możesz opisać, gdzie mniej więcej znajdują się te znamiona?

– Jedno między łopatkami, jedno dość nisko, dokładnie przy… brzegu majtek i trzecie na barku. Prawym.

Palce zsuwają się w dół. Zatrzymują się od czasu do czasu, ale potem idą dalej. Na ramionach pojawia mi się gęsia skórka, podnoszą się włosy. Nagle klimatyzacja wydaje się bardzo zimna. Gapię się w kierunku zamkniętych drzwi i czekam, aż Marco skończy. Jednocześnie chcę, żeby nie kończył nigdy, ale muszę już dać sobie spokój z lekarzami – to po prostu głupie chodzić i usychać z tęsknoty za czymś, czego nigdy nie będzie można dostać. Powinnam zamiast tego znaleźć zwyczajnego chłopaka, takiego, który ubiera się w zwyczajne ubrania, ma zwyczajną pracę i rozmawia o zwyczajnych rzeczach. Jak będę potrzebować ujścia dla swojej fantazji, zawsze możemy wymyślić jakieś ostrzejsze zabawy w sypialni. Odgrywanie ról, może to coś dla mnie?

– Nie, nie ma się czym niepokoić. – Marco przyciska koniec palca do mojego barku. – Jak na razie wyglądają zupełnie normalnie, ale byłoby dobrze, gdybyś je kontrolowała i pozostała uważna. Proszę tak robić i natychmiast dać znać, jak zauważysz jakieś zmiany.

– Och, wspaniale to słyszeć. Dziękuję! – Odwracam głowę i zerkam na niego. W pełni świadoma, że jego palce nadal muskają moją skórę. – Tylko trudno je kontrolować, są przecież w tak niewygodnych miejscach.

– Nie masz nikogo, kto może ci pomóc? Może chłopak albo ktoś taki?

– Nie mam chłopaka. – Wzruszam lekko ramionami. – Jesteśmy tylko ja i mój kot Sixten, a on nie jest zbyt dobry w sprawdzaniu czegoś takiego.

– Rozumiem.

Uśmiecha się? Kącik ust lekko mu drga. I czy może być tak, że chciał się dowiedzieć, czy jestem singielką czy to było tylko standardowe pytanie?

– Dobrze sprawdziłeś ten na dole przy majtkach? Nie czułam nic… tam. Tylko żebyś niczego nie przeoczył, o to mi chodzi.

– Przede wszystkim patrzyłem. Nie dotykałem. – Palec niby przesuwa się w dół, jakby chciał, ale nie do końca miał odwagę.

– A nie dotkniesz? – Lekko przekrzywiam głowę. – A jeśli wystaje w nietypowy sposób? Jestem taka zaniepokojona.

Spojrzenie, jakie mi rzuca, mówi: Nie jesteś zaniepokojona. Chcesz tylko, żebym cię dotknął. Macał cię. Badał cię dogłębnie. Patrzę na niego przez rzęsy. Możesz mnie potępiać?

Powoli palec chyba postanawia się odważyć. Nie idzie to szybko, gdy zmierza w dół, a dreszcze następują jedne po drugich. Muszę włożyć całą energię w to, żeby nie drżeć, nie sapać ani głośno nie stękać. To by nie wypadało. Wcale nie. I może wszystko by wtedy przerwał, powiedział: „Dziękuję, do widzenia” i odesłał mnie do domu. Nigdy bym go już nie zobaczyła. Nigdy bym nie napotkała tajemniczych brązowych oczu. Nigdy bym nie poczuła jego zarostu na swoim podbródku. Ale teraz. Może…

Palec dociera do celu. Wsuwa się pod materiał majtek i odsuwa go kilka centymetrów. Na szczęście włożyłam dziś czarne z koronki, te, które pasują do stanika. Pomyśleć tylko – być w tej sytuacji i zdać sobie sprawę, że ma się na sobie parę majtek z Myszką Miki – tak, i może też kilka dziur po molach, jakby po prostu nie mogło być gorzej. Niemniej nie ogoliłam się, nawet na brzegu majtek, ale tam też z pewnością nie będzie patrzeć. Niestety. Znamię jest przecież na plecach, a nie na dole po wewnętrznej stronie ud. Są już teraz lepkie od potu mimo chłodu w pomieszczeniu. Gdyby jednak jego dłoń je pogłaskała, och, ubóstwiałabym to. Jego gruba, owłosiona dłoń, która wydaje się szorstka, gdy się po mnie przesuwa.

– Nie ma sprawy – mamrocze w końcu. – Teraz dotknąłem porządnie i nic tu nie wskazuje na raka.

– Świetnie! Dziękuję! Chociaż, ech, przypomniało mi się, że jest jeszcze jedno. – Gryzę się w wargę, chociaż nie może tego zobaczyć. – Jeśli to w porządku. Jeśli dasz radę, jeśli zdążysz.

– Jeszcze jedno może być. Gdzie jest?

– Niżej. Musisz chyba ściągnąć sukienkę z bioder, żeby opadła do stóp, to wtedy zobaczysz, że dość wysoko na prawym udzie mam znamię.

Na parę sekund zapada milczenie. Posunęłam się za daleko? Rozumie, co robię? Wtedy rozlega się pukanie do drzwi. Niech to diabli!

– O co chodzi? – woła Marco. – Mam pacjentkę.

Drzwi się uchylają. Kobiecy głos.

– Przepraszam, myślałam, że jesteś już wolny. Chciałam omówić tamtą sprawę, ale zajmiemy się tym później, kontynuujcie.

Drzwi się zamykają. Marco mnie zostawia, robi kilka kroków i przekręca zamek. Odwraca się do mnie. Uśmiecha się. Tym razem prawdziwym uśmiechem. Wygląda jednocześnie na skorego do zabawy i wyrachowanego, jakby się zastanawiał, jak to się może potoczyć. Gdzie mnie weźmie, jak mnie weźmie i czy w ogóle na to pójdzie.

– No? – Lekko pociągam materiał sukienki na biodrze. – Chciałeś sprawdzić?

Bez słowa podchodzi do mnie, napotyka moje spojrzenie i chwyta za materiał z obu stron. Jedna dłoń na każdym biodrze. Potem zaczyna ciągnąć, nadal nie zrywając kontaktu wzrokowego, i opuszcza się wraz z sukienką. Jest tak ciasna, że musi zniżyć się z nią aż do samych kostek. Już na dole odrywa w końcu wzrok od mojego spojrzenia i zaczyna przypatrywać się temu, co znajduje się dokładnie przed nim.

Moje nagie nogi. Które ogoliłam dopiero dziś rano. Nie zdążyłam tak daleko, jak linia bikini, ale kiedy ma się na sobie sukienkę, która nie sięga dalej niż do połowy ud, trzeba załatwić przynajmniej to, co najważniejsze. Moje długie, gęste włosy na głowie mają swoją cenę, a jest nią gęste owłosienie… wszędzie. Grube włosy, które widać z odległości kilku kilometrów – no, w każdym razie to takie wrażenie. Mam nadzieję, że zauważy, jakie uda są gładkie. Chyba musi? Jakby mnie ściskał. Zaczyna sunąć z powrotem do góry, ale zostawia skuloną dłoń wokół lewej łydki. Dreszcz przeszywa całą nogę.

– Podoba ci się to, co widzisz? – szepczę ochryple.

– Ta.

– Ta?

– Masz tu na łydce zapalenie paru mieszków włosowych. – Wskazuje bez namysłu na małe, czerwone zgrubienie. – Często się golisz?

Serio? Maca moje gładkie, świeżo ogolone nogi, które z pewnością lśniłyby w blasku słońca, i postanawia skomentować jakieś pieprzone… zapalenie? Typowy lekarz. I dlaczego, u diabła, musi mnie to podniecać? Nie mogę się podniecać normalnymi rzeczami, jak na przykład komplementy? Ale nie, nie. Zapalenie mieszków włosowych i od razu robi mi się mokro między nogami.

– Wcale nie. – Przyciskam łydkę do jego dłoni. – Tylko wtedy, kiedy mam wizyty u przystojnych lekarzy.

– A jak często je masz? – Jest lodowato chłodny. Nie pokazuje ani jedną miną, co myśli na temat tej konwersacji. Z drugiej strony – nie puszcza mnie. Jak to już długo jego skóra styka się z moją?

– To się dzieje zdecydowanie za rzadko. Ostatnio się zdarzyło, jak miałam szesnaście lat. Teraz mam dwadzieścia trzy. Może w Uppsali nie pracuje aż tak wielu przystojniaków.

– Może nie. Ale nogi ogoliłaś już dziś rano. Nie wiedziałaś wtedy, że do mnie przyjdziesz, i nie miałaś pojęcia, czy będę przystojny czy nie.

– To prawda. – Dygoczę, gdy jego dłoń przesuwa się w górę. – Ale dziewczyna może chyba pomarzyć. I nikt nie chce przecież ryzykować. Raczej ogolę się o jeden raz za dużo niż za mało.

– I to dlatego masz zapalenie mieszków włosowych.

– Tak. Co możesz z tym zrobić?

– Powinno zagoić się samo, jak tylko teraz zostawisz nogi w spokoju na jakiś czas. Innymi słowy, żadnego golenia. Wiesz, są mężczyźni, którzy lubią też coś takiego.

– Owłosienie?

– Hm.

– To może się ucieszysz, jak ci powiem, że zostawiłam trochę w pewnym miejscu.

– Jakim?

– Jak pójdziesz w górę, to je znajdziesz.

Zdaje się, że przyjmuje wyzwanie, bo nie trwa długo, zanim znowu podciąga się w górę. Na koniec kuca przede mną – przed moimi majtkami – i bawi się końcami palców o dolne obszycie. Krawędzie, które muskają uda od wewnętrznej strony. Spocone uda.

– Tak, tutaj wystaje kilka włosów. – Głaszcze je. Zamykam oczy. – Całkowicie poskręcanych od wilgoci.

– Hm.

– Mogę zadać osobiste pytanie?

– Oczywiście.

– Podniecam cię? To dlatego majtki są ciemniejsze… tutaj? – Dotyka mnie ostrożnie między nogami. Krótko obcięte paznokcie przesuwają się między moimi wargami, ale cienka koronka staje na drodze, podczas gdy głowa znajduje się zaledwie kilka centymetrów od mojego podbrzusza. Gdyby wystawił teraz język, musnąłby srom przez materiał.

Pachnę? Można poczuć, jaka jestem podniecona? I spocona?

– Może. – Napinam uda. – Albo to pot od upału na zewnątrz.

– Widzę, jak się spinasz, jak mi rzucasz spojrzenia. Nawet wolno posuwasz w kierunku moich palców.

– Posuwam?

– Nie próbuj grać niewiniątka. To oczywiste, że mnie pragniesz, a teraz się zastanawiasz, czy ja też pragnę ciebie.

– Pragniesz?

Końce palców wciskają się między wargi, wpychają się do środka, chociaż nigdy nie będą mogły wejść do końca. Nie, jeśli materiał nie zniknie. Spogląda na mnie.

– Gdzie masz tamto znamię?

– Nie ma go. Kłamałam.

– Tak myślałem. Chciałaś tylko, żebym cię dotknął. Pieścił cię.

– Przepraszam, że jestem taka łatwa do przejrzenia.

– Chcesz uprawiać ze mną seks.

Mrużę oczy w jego stronę.

– Dokładnie tak, jak ty chcesz uprawiać seks ze mną. Przyznaj.

– Nigdy wcześniej nie robiłem tego z pacjentką.

– Dobrze. Bo inaczej byłabym zazdrosna. Chcę być jedyną pacjentką, przez którą twoje serce wariuje.

Pociąga za moje majtki. Odsuwa je coraz bardziej, tak że wystaje połowa wszystkich włosów łonowych.

– Kto powiedział, że moje serce wariuje?

– To nie jest oczywiste? Widzę, jak się spinasz, jak mi rzucasz spojrzenia. Nawet wolno pocierasz palcami o moją pochwę.

Marco uśmiecha się krzywo. Ciemne brwi, ciemne oczy.

– Co chcesz, żebym z tobą zrobił?

– Chcę mieć twój język między nogami.

– To byłoby chyba trochę niestosowne, nie sądzisz?

– Jakby to wszystko jeszcze nie było.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi. – Głowa się zbliża, a on wącha przeciągle między moimi nogami. Przyciska nos do mokrych majtek. – Ja cię tylko… badam.

– Nosem?

– Hm. – Ciepły język zaczyna lizać materiał majtek, wilgotny pasek między udami. – I ustami.

Rozstawiam nogi jeszcze bardziej. Bierze ze mnie jakby małe kęsy, gryzie i pociąga za materiał, wargi. Drażni mnie i dręczy. Oddech bije o uda krótkimi, gorącymi chuchnięciami. Czuję zęby, jak mnie skubią. Czasami koronka napina się na kilka centymetrów, po czym trzaska z powrotem. Jak pachnę? Musi czuć pot.

– Siądź na stole i zdejmij majtki.

– Co?

Wycofuje się i wstaje. Wpatruje się w mój stanik.

– Ten drobiazg też możesz bez problemu zdjąć.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.