Spray - 7 opowiadań erotycznych - Vanessa Salt - ebook + audiobook

Spray - 7 opowiadań erotycznych ebook i audiobook

Vanessa Salt

4,2

Opis

W tym niepohamowanie zbiorze erotycznym dwóch policyjnych aspirantów – Patrik i Mounir – spotyka artystkę graffiti Veronique. Podniecenie jest natychmiastowe i totalne. Mniej wprawnym Patrikiem kieruje ślepa żądza. Wszyscy doświadczają czegoś, o czym wcześniej tylko marzyli. Eksperymentowanie wybucha w ekstazie.

Zbiór składa się z 7 opowiadań erotycznych autorstwa Vanessy Salt:

*Sukub

*All inclusive - Wyznania ochroniarza: część 1

*All inclusive - Wyznania ochroniarza: część 2

*Ruiny Majów

*Nauczycielka pianina

*Spray: część 1

*Spray: część 2

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 217

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 19 min

Lektor: Katarzyna Pająk

Oceny
4,2 (10 ocen)
4
4
2
0
0

Popularność




Vanessa Salt

Spray - 7 opowiadań erotycznych

Tłumaczenie Emil Chłabko, Nadia Habo, Zuzanna Zywert

Lust

Spray - 7 opowiadań erotycznychTłumaczenie Emil Chłabko, Nadia Habo, Zuzanna Zywert

Tytuł oryginałuSpray - 7 erotic short stories

Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020, 2021 Vanessa Salt i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726770780

1. Wydanie w formie e-booka, 2021

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Sukub

– Nigdy nie pytaj o ducha śmierci.

– Nie rób tego w samotności.

– Pamiętaj, by się pożegnać.

Wszyscy milczą. Każdy z nas wpatruje się w tablicę Ouija, która leży na podłodze w samym środku okręgu stworzonego z naszych ciał. Ile już razy chcieliśmy to zrobić? A teraz w końcu to się dzieje.

„W końcu”.

Ten zwrot brzmi tak, jakby zapowiadał coś pozytywnego.

– Mam nadzieję, że już się nie wycofasz, Amir. – Frida posyła mi uśmiech i szturcha łokciem w bok. Próbuje grać wyluzowaną, ale to ona będzie najbardziej się bała podczas seansu. Jej blada skóra stanie się jeszcze bledsza, a make-up wokół oczu się rozmaże. – Jeśli nie teraz, to już nigdy tego nie zrobimy.

Jamila kiwa głową, a spięte w kucyk czarne loki podskakują. W jej ciemnobrązowych jak leśna ziemia oczach widać podekscytowanie.

– Racja, ale powinniśmy się pośpieszyć. Musimy wracać do domu, do dzieci.

– Daj spokój – rzuca niecierpliwie Isak. – Przecież zamówiłaś nianię, prawda?

– Tak, ale jej nie ufam. Ostatnim razem, gdy u nas była, włożyła jedzenie do…

Przestaję słuchać i biorę do rąk planszetę leżącą na tablicy Ouija. Jest cięższa, niż się spodziewałem. Drewniana, o kasztanowym kolorze i trójkątnym kształcie. Na samym środku znajduje się przeszklony otwór o rozmiarze oka.

Tabliczkę Ouija znalazłem w antykwariacie, w którym często bywałem razem z… Nie, to zbyt bolesne. W każdym razie to tabliczka Ouija znalazła mnie, a ja nawet nie pamiętam momentu, gdy płaciłem za nią przy kasie. Po prostu znalazłem ją w torbie.

Zainspirowany oglądanymi horrorami, przykładam oko do szkiełka i rozglądam się po salonie. Światła w suficie są wyłączone, ale w kuchni i korytarzu nadal się palą, podobnie jak małe świąteczne lampki za oknem. Jest luty, ale jak dotąd nie miałem energii, by je zdjąć. To ona zajmowała się takimi sprawami… kiedyś. Nieważne, że minęło już tyle lat, nadal trudno mi o tym myśleć.

Przez szkiełko wszystko wydaje się zniekształcone i bliższe. Ale muszę przyznać, że żadnych duchów nie zauważyłem.

– Buu! – Jamila ze śmiechem daje mi szturchańca. – Przestraszyłeś się, co nie?

Odkładam planszetę i kręcę przecząco głową. Nie zamierzam się przyznać, że mnie przestraszyła, choć serce mi łomocze, a dłonie mam pokryte potem.

– Bardzo śmieszne.

Tabliczka Ouija wygląda jak żywcem wyjęta z filmów hollywoodzkich. Litery napisano starodawną, o przerażającym kroju czcionką. Demony. Nietoperze. Gwiazdy, symbole, uśmiechnięte słońca z czarnymi oczami. W górnych rogach widnieją wyrazy „Tak i Nie”. Następnie litery. Cyfry. A na dole umieszczono słowo „Żegnaj”.

A jeśli mieli rację? Możliwe, że pomoże mi o niej zapomnieć… przynajmniej na jakiś czas. Ale skoro nie boję się horrorów, jakie są szanse, że przestraszę się czegoś takiego?

– Zaczynamy? – Macham planszetą przed twarzami przyjaciół. – Już dziewiąta.

Isak ziewa. Ma puszyste brązowe włosy, ubrany jest w obcisłą – i różową – koszulę.

– To jak to działa? – pyta.

– Czy tylko ja przeczytałem instrukcje?

Frida z telefonem w ręku oznajmia:

– Google mówi, że potrzebujemy świeczek, kadzidełek i tak dalej, i musimy być w ciemnym pomieszczeniu.

– Nie mam w domu świeczek.

– Ona je ze sobą wzięła – szepce Isak do Fridy.

– Czy musimy o niej rozmawiać? – Posyłam mu lodowate spojrzenie.

– Przecież nic nie mówiłem.

– Jasne. – Kładę planszetę na tabliczce. – Niech każdy położy tu palec wskazujący. Nie przyciskajcie za mocno, ale na tyle, żeby podążać za ruchami planszety.

– Planszety?

– Od kiedy, kurwa, taki z ciebie ekspert?

– Próbowałeś już tego wcześniej?

– No, dalej. Tutaj.– Wskazuję głową tabliczkę Ouija. – Palce. Już. A z ciebie też byłby ekspert, gdybyś przeczytała instrukcje.

– Nigdy nie czytam instrukcji. – Frida ostrożnie kładzie palec wskazujący na planszecie. Jej paznokcie są pomalowane na różowo. – Po co, skoro wszystko można wygooglować?

– Może dlatego, że te instrukcje dotyczą tej konkretnej gry. – Gdy wszyscy umieścili palce na planszecie, dodaję: – Kto chce być medium? Potrzebujemy osoby, która będzie zadawać pytania.

– Na miłość boską! – Isak, który siedzi po mojej lewej stronie, znów się niecierpliwi. – Ty możesz być medium.

Dziewczyny kiwają potakująco głowami.

– W takim razie to wy musicie wymyślać pytania. – Po kolei spoglądam w oczy każdemu z nich. – Ale tylko jedna osoba może je zadawać tabliczce Ouija.

– Tak, tak. – Isak potrząsa planszetą. – To nie może być aż tak zajebiście istotne.

– Przestań! – mityguje go poirytowana Jamila. – Nie ruszaj.

Na idealnie pomalowanej twarzy Fridy pojawia się grymas. Jej twarz jest blada, a przy Jamili wygląda jak duch.

Jamila posyła jej buziaka ze słowami:

– Nie bój się, kochana. Będę cię chronić.

– Amir, nadal uważam, że to chory pomysł, by w twoim mieszkaniu używać tabliczki Ouija – mówi Isak. – Chodzi mi o twoje paranoiczne sąsiadki. O czym jedna z nich ostatnio gadała? O pojawiających się nocą sukubach?

– Ta to ma nierówno pod sufitem. Wiedziałeś, że pluje przez ramię za każdym razem, gdy zobaczy czarnego kota? – Przesuwam planszetę na literę G. Wszystkie dłonie na tabliczce Ouija podążają za moim ruchem. – Na rozgrzewkę zróbmy kilka okrążeń.

Jamila przewraca oczami.

– Widziałem – mówię, nawet na nią nie patrząc.

– Ależ z ciebie pedant z tymi swoimi zasadami.

– Okej. – Mam wzrok utkwiony w tabliczkę Ouija. Przysłuchuję się oddechom moich znajomych. Tylko ten dźwięk rozchodzi się w moim dwupokojowym mieszkaniu. – Duchu, jesteś tu z nami?

Jamila pojękuje z niezadowoleniem i komentuje:

– Nie mogłeś zacząć jeszcze bardziej frajersko?

– Ciii.

– Co to było?

– Nic.

– Poruszyła się!

– Sorki, to ja.

– Ile duchów jest tu z nami? – Rozglądam się po ciemnym pokoju. W stronę kuchni. Korytarza. Światła są nadal włączone.

Isak kwituje z westchnieniem:

– Głupia ta gra. Może lepiej obejrzyjmy film? Właśnie leci nowy horror pod tytułem…

– Ciii. Duchu, jak brzmi twoje imię?

– Gdybym ja był duchem, też nie chciałoby mi się odpowiadać na te frajerskie pytania – dodaje Isak. – Śmieszniej byłoby nawiedzać innych czy coś w tym stylu.

– Możesz się przymknąć choć na chwilę? – ucisza go Jamila. – Coś słyszałam.

– Ja też – szepcze Frid.

Rozlega się pukanie, a potem drapanie w ścianę. Brzmi to co najmniej dziwnie, ale to pewnie gałęzie. Jak zwykle. Każdy dziwny dźwięk można racjonalnie wytłumaczyć, tylko idioci wierzą w duchy.

Jak Isabelle.

Przekroczyła trzydziestkę i nadal wierzyła w duchy. Powinienem wiedzieć, że nie była kobietą dla mnie.

Patrzę w okno, pozostali robią to samo. Ale za oknem nic nie ma, dlatego mówię:

– To wiatr.

– Dziwne. – Frida zaczyna obgryzać paznokcie. – Nie wiało, gdy do ciebie szłam, tylko lekko prószył śnieg.

– Ale teraz wieje, okej? Skupcie się. – Poruszam planszetą. – Kolejne pytanie. Czy jesteś dobrym duchem?

– Tak jakby duch miał odpo… – Isak przerywa w pół słowa, bo planszeta zaczyna się poruszać.

Przesuwa się w stronę słowa NIE.

Frida zamiera w bezruchu, a pozostali milkną. Wbijamy wzrok w tabliczkę Ouija, nikt nie ma odwagi choćby głośniej odetchnąć. Mrugam okiem. Planszeta przesunęła się o milimetr. Serce zaczyna walić mi w piersi.

– Jak masz na imię? – pytam szeptem.

Literka po literce na tabliczce Ouija pojawia się imię:

ISABELLE

– Ee… – odchrząkuje Isak. – Słabe. Kto to zrobił?

– Przecież nikt z nas nie zrobiłby czegoś takiego Amirowi. On też by tego nie napisał. – Jamila usuwa palec z planszety. – Amir… jak się czujesz?

– O mój Boże, o mój Boże – cicho zawodzi Frida.

Staram się, jak mogę, nie ujawnić żadnych emocji.

– Połóż palec z powrotem na tabliczkę Ouija, Jamila – mówię. – Nie przerywaj kręgu.

Jamila spełnia moje polecenie, pytając przy tym:

– Ale jak się czujesz?

– Wszystko w porządku. – Ale nic nie jest w porządku, ponieważ wiem, że to, co powiedziała, jest prawdą. Nikt z obecnych by mi tego nie zrobił, a przynajmniej nikt, kogo obecność możemy potwierdzić wzrokiem czy dotykiem. Po prostu nie robimy sobie takich żartów. Zaprzyjaźniliśmy się w liceum, darzymy się szacunkiem, w tym również szanujemy to, co dzieje się w życiu każdego z nas. Co przeżywamy w kolejnych związkach… i w byłych już związkach. Dlatego niektóre imiona są zakazane w naszych rozmowach. W tym Isabelle.

Naciskam nieco mocniej na planszetę, zwilżam usta, spoglądam po twarzach przyjaciół i już wiem, że pomyśleli o tym samym.

– To znaczy… masz na imię Isabelle?

NIE.

Może źle przeczytaliśmy?

ANASTASIA.

ERIKA.

SANDRA.

– O kurwa. – Dłoń Isaka zaczyna drżeć. – Wymienia wszystkie twoje pieprzone byłe.

Słyszę dzwonienie w uszach, łomotanie. Co się dzieje?

GABRIELLA.

– Kto to? – nerwowo pyta Jamila.

– Dziewczyna, którą poznałem latem. – Jestem zdezorientowany. – Isak, tylko tobie o niej powiedziałem.

– Przyrzekam, nie ruszy…

Coś drapie w okno. Patrzę tam, ale na zewnątrz panuje wszechogarniająca ciemność. Nic tam nie ma, mieszkam na trzecim piętrze, więc do moich okien nie dochodzą żadne gałęzie.

Bach! Wszystkie światła w mieszkaniu gasną.

– Kurwa! – krzyczy Isak.

Oglądam się wokół i mówię:

– Światło w korytarzu wciąż się pali.

– Już nie chcę w to grać – z płaczem oznajmia Frida.

– Spokojnie, Frida. – Siedząca obok mnie Jamila wierci się na kanapie. – Drapiesz mnie.

– Nieprawda.

– Drapiesz!

– Nawet cię nie dotknęłam.

– Uspokójcie się! Wszystkie palce z powrotem na tabliczkę, szybko! – Otwieram usta, by poprosić ducha, czymkolwiek jest, by odszedł. Ale zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, planszeta zaczyna się poruszać.

ŚMIERĆ.

Frida wstaje i z krzykiem wybiega na korytarz:

– Wracam do domu! Mam już dość!

Światła w korytarzu gasną, są jeszcze tylko te w kuchni. Frida znika za drzwiami.

– No cóż. – Jamila też wstaje. – Wydaje mi się, że powinniśmy wracać do domu. Spróbuję ją dogonić. Ale było miło.

– Musimy to dokończyć, nie możecie… wszyscy muszą pożegnać ducha.

– Ale nie wszyscy tu są. Frida pewnie wydziera się na ulicy.

– Ale…

– Nagle zacząłeś wierzyć w duchy? – Isak kładzie mi dłoń na ramieniu. – Wyluzuj.

– To jak wytłumaczyć to, co tu się stało przed chwilą?

– Nie wiem, ale…

– Pa! – Jamila zatrzaskuje za sobą drzwi.

– Weź tabliczkę Ouija. – Robię krok do tyłu. – Isak, nie chcę jej tu mieć. Po prostu ją wyrzuć do pierwszego napotkanego kosza na śmieci, okej?

– No cóż…

– Duch nie powiedział imion twoich byłych.

– Masz rację. – Isak uśmiecha się niepewnie. – Dobra, zajmę się tym.

Kilka godzin po ich wyjściu powoli zaczynam dochodzić do siebie i znów staję się dawnym sobą, czyli człowiekiem pustym i samotnym. Trzydziestopięciolatkiem mieszkającym w studenckim mieszkaniu. Trzydziestopięciolatkiem niemającym dzieci, żony ani nawet dziewczyny.

Widać to ze szczególną wyrazistością podczas spotkań ze znajomymi z liceum. Z Jamilą i Fridą, dziewczynami, które poznały się w szkole, a teraz wspólnie wychowują dwoje adopcyjnych dzieci. I z Isakiem, który jest żonaty i też ma dzieci.

Gapię się w sufit w sypialni. Widzę kontury świateł sufitowych. Pościel, na której leżę, jest zimna, a jej zapach świadczy o tym, że warto by ją uprać. Wcześniej zawsze pachniała proszkiem i pomarańczami. A łóżko nigdy nie było zimne.

Zapomnij o niej! – już nie wiem po raz który próbuję to sobie nakazać.

Może powinienem przygarnąć jakiegoś zwierzaka. Ale mam alergię na sierść. Ona miała to gdzieś. Skipper, ten jej jebany pies, był jedyną istotą, którą naprawdę kochała.

– Miau.

Zastygam bez ruchu, potem dźwigam się na łóżku, spoglądam w stronę uchylonych drzwi i widzę jakiś cień.

– Kto to? – pytam, jakby kot mógł mi odpowiedzieć.

Odrzucam kołdrę, stawiam stopy na zimnej podłodze i podchodzędo drzwi. Gdy je uchylam, nic szczególnego za nimi nie widzę. Idę do salonu, czyli tam, gdzie siedzieliśmy tego wieczoru, ale nic nie zauważam. Obracam się wokół, ale nadal jedno wielkie nic.

– Halo? – ponawiam próbę.

Słyszę, jak za oknem wieje wiatr. Odwracam się i idę z powrotem do sypialni, ale drzwi do pokoju są zamknięte. Zamknięte? Dziwne… Musiałem popchnąć je stopą. Ale nie, bo te drzwi są zamknięte w taki sposób, jakby ktoś chwycił klamkę i uniósł ją, a nie po prostu je popchnął.

No i w sypialni pali się światło.

Jestem pewien, że go nie włączyłem.

To wszystko przez ten seans. Przeraził mnie bardziej, niż myślałem.

Idę w stronę sypialni i chwytam klamkę, a drzwi skrzypią, gdy je otwieram. Rozglądam się po pokoju, ale wszystko wygląda jak zwykle.

Poza tabliczką Ouija, która leży na moim łóżku.

Kanapa w salonie jest niewygodna, więc co chwilę muszę zmieniać pozycję. Mam ochotę zadzwonić do Isaka z pytaniem, co on wyprawia. Przecież miał pozbyć się tabliczki Ouija! A ja widziałem, jak ją brał. To w jaki sposób znów tu trafiła?

Nie mam czasu na te brednie. Jutro rano mam spotkanie z klientem i nie mogę znów się spóźnić. Byłoby lepiej, gdybym zasnął, leżąc na kanapie. Pod kocem otula mnie przyjemne ciepło, które działa kojąco jak delikatne muśnięcia dłoni. Naprawdę to czuję, te delikatne muśnięcia…

Zapadam w sen i śnię. Wiem, że to sen. Wszystko wokół mnie jest rozmyte, gorące i jakoś tak przyjemnie, tak powabnie drży. Wszystko może się tu wydarzyć, i wiem, że tu jestem bezpieczny.

Smukłe palce wędrują po moim torsie, a miękkie kobiece ciało pojawia się w moim uścisku i pojękuje rozkosznie. Czuję, jak przez moje jądra przepływa energia i budzą się wszystkie moje zmysły. Kobieta otwiera usta i językiem bada smak mojego oddechu. Wspaniale pachnie, tak samo smakuje, słodko i orzeźwiająco, jakby właśnie zjadła cytrynę. Dotykam palcami jej miękkiej i ciepłej skóry. Potem chłonę to całym sobą, bo wtulamy się w siebie. Minęło dużo czasu, odkąd ostatni raz byłem z kobietą, od wieków nie czułem dotyku czyjejś skóry na swojej, ale doskonale wiem, że ta skóra jest taka, i zastanawiam się, jak to możliwe, że sen wydaje się aż tak rzeczywisty.

Ssę jej usta, gładzę miękkie włosy i przesuwam biodra w stronę wilgotnej cipki. Powoli wędruję palcami po jej ciele i zatrzymuję je na biodrach. Gdy wsuwam dłoń między nasze spocone ciała, kobieta wstrzymuje oddech, a jej włosy łonowe łaskoczą grzbiet mojej dłoni. Znajduję otwór jej cipki, wpycham w nią palce i słyszę cudowne kobiece pojękiwania.

Ogarnia mnie fala gorąca. Kobieta jest już wilgotna na maksa, kanapa pod nami trzeszczy, a przez moją głowę przelatuje myśl, że wiem, jak się do tego zabrać. Wprawdzie od ostatniego razu minęło naprawdę sporo czasu, ale z seksem jest jak z jazdą na rowerze. Gdy raz się nauczyłeś, to już umiesz do końca życia. I jest to wspaniałe.

– Amir… – Wypowiada moje imię chrapliwie i tak cicho, że równie dobrze mógłby to być szum wiatru. Jeszcze nikt nigdy tak go nie wymawiał, w jej ustach brzmi egzotycznie i obco. Może pochodzi z zagranicy?

Wsuwam w nią palce, składam gorące pocałunki na jej ustach i pytam:

– Kim jesteś?

Zaczyna się śmiać, a jej śmiech kojarzy mi się z szumem górskiego strumyczka w upalny letni dzień.

– Amir – odpowiada.

– Nie. – Liżę jej usta i przyciągam jeszcze bliżej. Próbuję otworzyć oczy, ale nie jestem w stanie. Chciałbym zobaczyć jej włosy, jej uśmiech, jej twarz. – Nie ja, kim tyjesteś?

– Kobietą, o której zawsze marzyłeś.

Czuję, jak kochanka zaczyna badać moje ciało tam, w dole. Gdy otacza mnie dłonią, mój penis, już sztywny, wibruje i pulsuje. Jest twardy jak skała. Zlizuję jej słodkie soki z moich palców, potem znów pożądliwie ją całuję. Przyciągam jej twarz, a kochanka siada na mnie okrakiem.

– Ach! Aaach! – wzdycha do moich ust.

Nasze rozpalone ciała stają się jednością. Jej cipka, w której drga mój penis, jest wąska. Czuję, że dojdę za kilka sekund.

Nagle kobieta zdecydowanym ruchem prostuje plecy, popycha mnie na kanapę i zaczyna ujeżdżać. Delikatna dłoń tak mocno przyciska moją klatkę piersiową, że trudno mi oddychać. Ogarnięci niewiarygodnie wspaniałymi doznaniami jęczymy i wykrzykujemy jakieś słowa. Cały jestem sprężony, każdy mięsień ciężko pracuje, by sprawić jej rozkosz. A ona przywiera do mnie i porusza się w przód i w tył, mając w sobie mojego penisa.

Gdy w końcu udaje mi się leciutko otworzyć oczy, wydaje mi się, że mam halucynacje. Na ramiona kobiety opadają kręcone blond włosy, jakie mają anioły. Jej niebieskie oczy o przepastnej głębi wpatrują się we mnie w niemym zaproszeniu, bym się w nich zatopił. Unosi się od niej zapach proszku do prania i pomarańczy.

Odwraca do mnie głowę i uśmiecha się w sposób, w jaki tylko ona potrafi się uśmiechać. Dzięki maleńkiej bliźnie na górnej wardze jej uśmiech jest jedyny w swoim rodzaju. I piękny. Nie potrafię odwrócić od niej wzroku. Powietrze jest tak gęste, że można je kroić nożem. Powracają wszystkie emocje, które tak długo starałem się ukryć.

– Issa – szepczę, gdy popycha mnie mocno na kanapę. – Kocham cię.

A ona nie przestaje się uśmiechać… i nie przestaje mnie pieprzyć. W sposobie, w jaki się porusza, a także w głębokich pomrukach, które pojawiły się w miejsce jęków, jest coś pierwotnego. Na tle ciemnego salonu jej oczy zdają się płonąć. Wokół nas panuje cisza, a jedyny dźwięk to odgłos naszych mokrych ciał. Przyglądam się jej delikatnym, małym piersiom, które podskakują i lśnią, pokryte kropelkami potu. Siadam i biorę do ust jedną z nich. Ssę sutek, a językiem robię okrążenia wokół brodawki. Językiem z lubością smakuję jej sutek. Jest twardy.

Kładzie dłonie za moją głową i przyciąga mnie bliżej. Piję z niej, mimo że nie ma co pić. Liżę ją, ssę i rozkoszuję się wszystkim, co mi z siebie daje. Po chwili znów popycha mnie w dół. Wygląda na to, że lubi decydować w łóżku, całkiem inaczej niż Isabelle. Ale to ona, to Isabelle. Ale cóż, w snach wszystko jest możliwe.

Coraz mocniej i szybciej ujeżdża mojego sztywnego penisa. Wtapia paznokcie w moją pierś. Jej cipka mocno się zaciska, a gdy zaczyna mi się zbierać na orgazm, patrzę jej prosto w oczy.

A potem dochodzę.

Wtryskuję w nią spermę i czuję, jakby moje ciało dryfowało bezwładnie w powietrzu. Tracę kontakt z rzeczywistością. Wokół mnie rozlega się jakby unoszący się w powietrzu śpiew i czuję mrowienie w opuszkach palców. Jak z oddali słyszę jej krzyk najpotężniejszej rozkoszy. Z całych sił opada na moje ciało, tak mocno, że aż sprawia mi to ból.

O mój Boże, ależ ona potrafi ujeżdżać! – myślę półprzytomnie.

Chwyta mnie za włosy, pochyla się ku mnie i liże moje usta. Robi to tak wolno i seksownie, że w jądrach czuję mrowienie. Na koniec zamyka oczy i szepce coś tuż przy moim policzku, a mój wciąż tkwiący w niej penis nadal jest twardy.

– Kiepsko wyglądasz. – Karl, który właśnie wszedł do mojego biura, mierzy mnie wzrokiem i na znak zdziwienia unosi cienkie, jasne brwi. – Miałeś ciężką noc?

– Nie, wcześnie się położyłem.

– Naprawdę? Trudno w to uwierzyć, bo wyglądasz, jakby ci nagle przybyło co najmniej dziesięć lat – komentuje z uśmiechem i rzuca na moje biurko plik dokumentów. – To dla ciebie. Zdobyłem je przez przypadek.

– Dzięki, Karl.

– Ale serio, nie powinieneś iść do domu i trochę się zdrzemnąć?

– Spałem lepiej niż zwykle. Już długo nie śnił mi się tak realistyczny sen. – Był nawet lepszy niż rzeczywistość, dodaję w duchu. – Ale dzięki, że pytasz.

Wzrusza ramionami i już ma wyjść, gdy nagle zatrzymuje się w pół kroku.

– Co to? – Patrzy gdzieś zdziwiony.

– Co?

Karl wyrazistym gestem wskazuje na kosz na śmieci i pyta:

– Czy to tabliczka Ouija?

– Może…

– Czemu ją wyrzuciłeś?

– Bo mnie prześladuje.

– W porządku. – Karl strzepuje niewidoczny pyłek z marynarki i tak na mnie patrzy, jakbym przyszedł pijany do pracy. – Mogę ją wziąć? Moje dzieciaki coraz mocniej naciskają, żeby tego spróbować.

– Jasne, bierz. Chcę się jej pozbyć.

Gdy w końcu mam chwilę, by udać się do łazienki, zamykam za sobą drzwi i opieram się o ścianę. Karl ma rację, czuję się tak, jakbym nie spał od długich tygodni. Powieki są tak ciężkie, że podczas ważnego spotkania kilka razy prawie zasnąłem.

Może będę chory?

Cały dzień ściskało mnie w gardle i miałem chrypkę. A teraz czuję dziwne kłucie w klatce piersiowej, między żebrami…

Tam, gdzie położyła dłoń.

Mimo wszystko dobry nastrój mnie nie opuszcza. Nie mogę doczekać się nocy, by znów zaznać tak wspaniałego zaspokojenia, jak poprzedniego wieczoru. Gdzieś głęboko w moim sercu kryje się tęsknota. Może i Isabelle nie chce mnie w prawdziwym życiu, ale w snach jest inaczej. W nich jest taka, jaka była kiedyś. Wesoła, piękna i seksowna. Kochaliśmy się kilka razy dziennie, a gdy nie było to możliwe, umieraliśmy z pożądania.

Nigdy nie żywiłem do nikogo takich uczuć. Nigdy.

Była całym moim światem i zostawiła mnie.

Była całym moim światem i wyrzuciła mnie jak brudną szmatę.

Podchodzę do zlewu, by ochlapać twarz zimną wodą. Od razu czuję się lepiej. Ale gdy spoglądam w lustro, prawie się nie poznaję.

To naprawdę ja?

Mam przekrwione oczy, a żyłki wyglądają jak sieć pająka.

Do tego moje usta. Suche i popękane w kącikach. Widzę też na nich gotowe do pęknięcia pęcherzyki.

Muszę być chory. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć.

Powoli przesuwam dłoń po mokrej twarzy. Karl ma rację, wyglądam staro, jak zmęczony życiem ojciec piątki małych dzieci. Załamany i niewyobrażalnie zmęczony, jak Isak przez pierwsze lata rodzicielstwa.

Obracam się i podchodzę do toalety. Na desce toaletowej leży tabliczka Ouija. Po plecach przebiega mi dreszcz.

– Czego ode mnie chcesz?

Siedzę na łóżku z lustrem na kolanach. Światło w suficie jest włączone, zasłony zasunięte, a u mojego boku, tak na wszelki wypadek, leży latarka. Nie jadłem nic od wielu godzin, ale w mieszkaniu nadal pachnie pizzą. Słyszę, jak ktoś chodzi u sąsiadów, co mnie uspokaja. Nawet jeśli w mieszkaniu jestem sam, to przynajmniej wiem, że ktoś jest w budynku, więc nie jestem tu jedyną żywą duszą.

– Odpowiedz mi – kontynuuje z palcem umieszonym na planszecie. – Dlaczego za mną chodzisz?

Drzwi sypialni zatrzaskują się, światło zaczyna migotać, a ja zamieram w bezruchu, czując wibrowanie w całym ciele.

Gdy planszeta zaczyna się poruszać, ledwie mogę złapać oddech.

ŻYCZENIE.

– Życzenie? Co masz na myśli?

Tym razem planszeta nieco szybciej przesuwa się po tabliczce Ouija, a zasłony się rozsuwają, ujawniając panującą za oknem ciemność. Mam gęsią skórkę. Jest mi zimno. Wiem, nie powinienem robić tego sam, ale nie chciałem nikogo w to wciągać.

WYPOWIEDZ.

ŻYCZENIE.

Nagle w pokoju otwierają się wszystkie szafy. Światła w suficie gasną. Serce łomocze mi w piersi, jakby chciało z niej wyskoczyć, po twarzy spływają mi strużki potu, z trudem oddycham. Jest tak gorąco, że czuję pieczenie pęcherzy na ustach.

W tym momencie jedyne, czego chcę, to uszczęśliwić tabliczkę Ouija. Może oszalałem, a może to się dzieje naprawdę, ale pomyślałem, że jeśli spełnię jej oczekiwania, to może to wszystko wreszcie się skończy… i już nigdy się nie powtórzy. Bo za nic nie chcę ponownie tego doświadczać.

– Pragnę, żeby znów mnie kochała – szepcę. – Isabelle, pragnę, żebyś mnie kochała.

W tej samej sekundzie wszystko powraca do normalności. Planszeta leży na środku tabliczki Ouija, zasłony są zasunięte, szafy zamknięte, a drzwi sypialni znów szeroko otwarte. Światła w suficie migoczą i rozjaśniają pokój. W tym samym momencie, gdy rozładowuje się moja latarka, intensywne gorąco znika i zastępuje je zwykła temperatura pokojowa.

Ostrożnie wychodzę z łóżka i rozglądam się po pokoju. Wszystko wygląda jak zwykle. Odkładam tabliczkę Ouija na stojący obok mnie stolik, bo nie ma sensu umieszczać jej gdzieś dalej. Myję zęby, rozbieram się i nagi kładę się do łóżka, mając nadzieję, że moje sny będą tak samo przyjemne jak poprzedniej nocy.

Budzi mnie jakiś odgłos. Czyli w końcu udało mi się zasnąć.

Ale nic mi się nie śniło.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.