LUST. Zakazane miejsca: Spawaczka - opowiadanie erotyczne - Vanessa Salt - ebook + audiobook

LUST. Zakazane miejsca: Spawaczka - opowiadanie erotyczne ebook i audiobook

Vanessa Salt

2,9

Opis

„– Yazmin – mruczy Love między jej wargami. – To było nieoczekiwane...

– Przestań mówić – szepcze Yazmin w odpowiedzi. Nie pozwala mu zamknąć ust. Jej wargi są tak miękkie, ale też bardzo zdecydowane. I wilgotne. Suną po wargach Lovego, podczas gdy ona powoli, powoli włącza do zabawy koniec języka. Wsuwa się czasami siłą między ich wargi, wdziera się do środka i bada zęby Lovego, po czym pozwala mu spotkać siebie".

Love ma trzydzieści lat, pracuje jako specjalista ds. BHP w hucie żelaza i jest prawdziwym synkiem tatusia. Ale gdy spotyka świeżo zatrudnioną spawaczkę Yazmin, cała nieśmiałość znika. Z początku jej bezpośredniość jest irytująca, ale wkrótce jej ciemna kaskada włosów i pełne wargi stają się wszystkim, co dostrzega. Gdy Love i Yazmin zostają sami w jego biurze, napięcie między nimi szybko rośnie. Ale czy odważą się działać zgodnie ze swoimi uczuciami?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 58

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 35 min

Lektor: Anna Kotowska

Oceny
2,9 (7 ocen)
1
1
2
2
1

Popularność




Vanessa Salt

Zakazane miejsca: Spawaczka

Opowiadanie erotyczne

LUST

Zakazane miejsca: Spawaczka

Tytuł oryginału:

Förbjudna platser: Svetsaren

Przełożył: Emil Chlabko Copyright © 2019, 2019 Vanessa Salt i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209839

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Zakazane miejsca: Spawaczka

Opowiadanie erotyczne

Że też niektórym tak cholernie trudno zaparkować…

Love klnie cicho do siebie w swoim bmw i8. Kiepskie szanse na to, żeby się zbliżyć do stacji ładowania. Jakaś zdezelowana toyota stoi za blisko.

A poza tym usyfiona. Koła są oczywiście za linią.

Podnosi się trochę w sportowym siedzeniu, przyłapuje się na tym i obserwuje tak, żeby nikt nie widział. Głupio wygląda, jak taki blondynek walczy, żeby dobrze widzieć. A Love nie spodziewał się, że siedzenia w modelu coupé będą tak głębokie.

Chociaż jest tu przecież ciemno jak w piwnicy. Nikt nie widzi.

Posiadanie bmw i8 coupé w Luleå to oczywiście szaleństwo, ale jeśli można pożyczyć od taty, nie ma się przecież nad czym zastanawiać. I gdy ojciec jeszcze zleca instalację zupełnie własnej stacji ładującej…

Kurdeee, tak blisko!

Toyota obok niego wydaje się dwa razy wyższa. Chociaż boczne lusterka ocierają się o siebie, gdy Love wsuwa swoje świeżo wypucowane coupé.

Pełznie na siedzenie pasażera i rozkłada drzwi, które otwierają się na zewnątrz i do góry, prawie jak skrzydło mewy. Tak czy owak miejsca potrzeba. Love zapisuje sobie w pamięci, żeby poprosić tatę, by ten załatwił mu większe miejsce parkingowe.

Trzeba mieć przecież możliwość wyjścia z samochodu. Zwłaszcza jak się jest wezwanym na wieczorną zmianę.

Całe szczęście, że człowiek jest taki zwinny.

Mały, tak?

Love odrzuca dręczące myśli. Nie staje się przecież szczególnie wyższy od tego wałkowania.

Coupé to twoja rekompensata…

Zagryza zęby. Poza tym marznie. Luleå w listopadzie to jak poruszanie się przez na wpół roztopione slushy z McDonalda. Cały czas. Klnie znowu, gdy nieco śniegowej brei dostaje mu się do niskich butów.

***

To, że Love ma trzydzieści lat, pracuje jako specjalista ds. BHP w hucie żelaza i jest synkiem tatusia, ma swoje dobre strony. Często nie zabiegał o szacunek, ale dostawał go podany na tacy wraz z przesadnym potakiwaniem i oślizgłym lizusostwem. Zastanawia się nad tym, gdy odwiesza zdecydowanie zbyt ciepły płaszcz z wełny wielbłądziej marki Oscar Jacobson. Musiał tylko zasugerować działowi HR, jak bardzo by się przydała w biurze zamykana szafa na ubrania i szast-prast – dębowy mebel stoi.

Zdecydowanie na plus.

Co mu przeszkadzało jak jakieś ziarnko piasku w bucie albo takie męczące wrażenie, że się na zawsze o czymś zapomniało, to oczywiście to, co by się stało, gdyby tata już nie pociągał za właściwe sznurki albo gdyby już nie mógł polecić Lovego jako odpowiedniego do wykonywania niektórych zadań. Spakowałby manatki do kartonu i zostawił wszystko jak w amerykańskich filmach? Kuląc się i gapiąc w podłogę, podczas gdy wszyscy dawni koledzy odwracaliby wzrok?

Oczywiście, że nie, Love. Na głowę upadłeś?

Chociaż spakowanie się poszłoby jednak dość szybko. Na wypolerowanym na błysk biurku stoi laptop, a w ramce fotografia matki i ojca. Nic więcej. Na zdjęciu nie ma Lindy. Siostry buntowniczki. W kolczykach i tatuażach i… już nie tutaj. Mieszka gdzieś w Berlinie. W „kolektywie artystów”. Love prawie automatycznie robi w powietrzu cudzysłów, gdy o tym myśli.

A pieprzyć ją…

Linda i Love. Jak oni się ze sobą trzymali. Aż Linda miała dość i bez opamiętania darła się o patriarchacie, kołtunach i ciemiężycielach żon. A potem wyjechała. Tata potajemnie zapłacił za bilet. Love się śmieje.

Chociaż ci jej brakuje.

I dziewczyny. Od jakiegoś czasu z dziewczynami było kiepsko. Dość długo w sumie. Luleå jest beznadziejne, jak już się nie jest studentem.

Podchodzi do biurka, wysuwa skórzany fotel biurowy i przegląda się w powierzchni blatu. Chociaż jest czarna, odbija jak szkło. Love przeczesuje dłonią włosy i poprawia skośny przedziałek. Łapie się na tym, że zawsze tak robi – sprawdza w biurku, jak wygląda, i poprawia fryzurę.

Jutro zrób inaczej.

***

Love próbuje się skupić na punkcie na czole Gunnara. Wydaje mu się, że Gunnar jest… brygadzistą? I mówi już od jakiegoś czasu. Coś o tym, że pora zejść na halę i w końcu z kimś porozmawiać… Tak, to znaczy z kimś o imieniu, którego nikt ani nie rozumie, ani nie potrafi wymówić.

Love wzdycha i odchyla się tak daleko w tył, jak pozwala krzesło. Splata ręce na karku. Może sobie na to pozwolić, bo codziennie goli pachy. Poza tym znalazł Dezodorant przez duże D. Co miesiąc przychodzi z Amazona paczka dokładnie z tą marką. Love nigdy nie postrzegał aluminium jako problemu. Pracuje przecież z metalem.

Przeczytał gdzieś, że te odsłonięte pachy to gest władzy. Człowiek jest wyżej w hierarchii od tego naprzeciwko, a dana osoba nie stanowi zagrożenia. Ale nie wydaje się, że to działa.

Kurde, ile on gada.

Gunnar nie jest wcale groźny, ale zdaje się, że czegoś chce.

Tak?

Żebym zszedł na halę.

Życzliwość, Love…

– Okej, zejdę za dziesięć minut. Będziesz mógł mi pokazać, kto… czegoś chciał. – Przechyla krzesło z powrotem do przodu i kładzie splecione dłonie na biurku. Gunnar mamrocze, że jest wdzięczny.

Jasne, że jest.

– Włożę tylko najpierw odzież ochronną.

– Oczywiście. – Gunnar sprawia, że brzmi to tak, jakby Love miał piętnaście lat i był praktykantem. – Wiesz, gdzie wisi. I nie zapomnij o kasku.

Love go lustruje. Przypatruje się znoszonemu ubraniu roboczemu Gunnara. Nie opina się na brzuchu? Worki pod oczami. Gdy drzwi się zasuwają, Love pisze cyfrową notatkę na komputerze: „Ile lat ma Gunnar? Spytać HR”.

Potem grzebie w kieszeni spodni i wyciąga iPhone’a XS. Jest śliski, ale zbyt piękny, żeby być w pokrowcu. Wszystko ze szkła, wszystko ze złota. Uśmiecha się do siebie, włącza go i ustawia czas uruchomienia się nagrzewnicy.

Wpół do szóstej będzie dobrze. Cholera, ale będę zmęczony…

Naciska „Wyślij”.

***

Za przyłbicą jest para. Kask ciśnie i Love wie już teraz, że przegrał bitwę o fryzurę. Kombinezon ochronny jest za duży, a stopy przesuwają mu się w butach.

Jestem w tym stroju pieprzonym pajacem. Tragicznym klaunem na otumaniających dragach.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.