Wydawca: Psychoskok Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 183 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zabójstwo z urojenia - Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Zabójstwo z urojenia to już 15 powieść Stefanii Jagielnickiej-Kamienieckiej wydana na polskim rynku. Jak zwykle autorka wprowadza nas w świat głębokich i często dramatycznych przeżyć bohaterów swych książek. Zabójstwo z urojenia jest współczesną powieścią obyczajową o miłości, namiętności i szaleństwie, a głównie o wewnętrznej przemianie pod wpływem cierpienia.

Młoda kobieta, Brygida, zahukana przez dominującą matkę, daje się przekonać do małżeństwa ze starym austriackim milionerem, w którym czuje się jak ptak uwięziony w złotej klatce. Z biegiem czasu uświadamia sobie, że nie jest szczęśliwa, a pieniądze, piękne domy, luksusowe samochody, stroje i perfumy, to nie wszystko. Bogaty mąż spełnia wszystkie jej zachcianki – nie może dać jej tylko jednego – prawdziwej miłości. Brygida, dotąd nigdy nie zaznała miłości. Mąż ubóstwiał ją ponad wszystko na świecie, ona jednak nie kochała jego. I nikogo wcześniej. Dlatego, kiedy przypadkiem poznaje polskiego psychoterapeutę, daje się ponieść uczuciu i wyjeżdża z nim do Warszawy. Szybko jednak zdaje sobie sprawę z tego, że to tylko namiętny seks, a nie strzała Amora. Zraniona odrzuceniem kochanka postanawia upodobnić się do jego ideału, przybierając inny wygląd i tożsamość. Brygidzie, która stała się Andżeliką udaje się zdobyć ukochanego, jednak płaci za to wielką cenę. Przechodzi załamanie nerwowe i depresję, wskutek czego trafia na oddział psychiatryczny. Tam poznaje dwie kobiety, które dają jej siłę do walki o nowe życie. Czy znajdzie nowy cel w życiu, dla którego warto będzie się poświęcić?

Opinie o ebooku Zabójstwo z urojenia - Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Fragment ebooka Zabójstwo z urojenia - Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka "Zabójstwo z urojenia"

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2014 Copyright © by Stefania Jagielnicka-Kamieniecka, 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Arkadiusz Woźniak INFOX e-booki Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o. Zdjęcie okładki: © goccedicolore – Fotolia.com

ISBN: 978-83-7900-234-4

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin tel. (63) 242

Stefania Jagielnicka-Kamieniecka
Zabójstwo
z urojenia
Wydawnictwo Psychoskok

ROZDZIAŁ 1Małżeństwo z wyrachowania

Brygida siedziała na ławce w wiedeńskim Stadtparku i przyglądała się swym polakierowanym na brązowo paznokciom. Spod dużych słonecznych okularów po jej policzkach spływały łzy. Wyglądała malowniczo w bawełnianej rdzawej minisukience odsłaniającej jej długie nogi, założone kokieteryjnie jedna na drugą.

Zdjęła okulary i wyjęła z torebki puderniczkę. „Śliczna jestem” – pomyślała, uśmiechając się do odbicia swej zmysłowej twarzy z kocimi zielonymi oczyma, okolonej burzą długich, kasztanowych włosów. „I co z tego?” – wzruszyła ramionami. „Nigdy dotąd nie poznałam miłości”.

Delikatnie osuszyła łzy, by nie zetrzeć makijażu. Z zadowoleniem stwierdziła, że tusz na rzęsach się nie rozpuścił. Z głębokim westchnieniem wstała i wolnym krokiem ruszyła przed siebie. Z pobliskiej ławki podniósł się natychmiast przystojny blondyn w ciemnych okularach i podążył za nią. Kobieta doszła do stawu. Stanęła nad nim, wyjęła z torebki bułkę i po kawałeczku zaczęła ją rzucać dzikim kaczkom. Z zainteresowaniem przyglądała się, jak walczą o pożywienie z mewami, które zleciały się znad pobliskiego kanału i z krzykiem podkradały im okruszki. Starała się celować wprost do dziobów ulubionych ptaków, ale nie zawsze się jej to udawało.

– Już dobrze? – usłyszała za plecami barytonowy głos.

Odwróciła się gwałtownie, mierząc wzrokiem intruza. „Bezczelny typ. Polak” – pomyślała, rozpoznając po jego wymowie.

Mężczyzna zdjął okulary i patrzył jej w oczy, głęboko i współczująco. Miał tak ujmujący wyraz twarzy i tak ciepłe spojrzenie, że bezwiednie uśmiechnęła się do niego.

– Przepraszam, jeśli jestem nachalny, ale... widziałem, że pani płakała... Taka piękna pogoda. Po co się smucić? – mówił dalej, ośmielony jej uśmiechem.

– Nie mam powodów do radości – odpowiedziała po polsku.

– Jak to nie? – zaoponował. – Jest pani młoda, piękna, zdrowa... Przepraszam, czy dałaby się pani zaprosić przez rodaka na kawę do tego przyjemnego lokalu nad kanałem? Nazywam się Emil Korusiewicz.

Przyjrzała się mu dokładnie. „Przystojniak” – pomyślała. „Elegancik”. Był w jej typie. Opalony blondyn z ciemnymi oczyma, starannie ogolony. Jego sportowa koszula w beżowo-brązową kratę pachniała świeżością. Płócienne spodnie koloru khaki miały zaprasowane kanty. Po raz pierwszy spotkała tu kogoś takiego. Tacy ludzie nie przychodzili do Stadtparku wypełnionego tłumem miejskiej gawiedzi.

Zawahała się przez moment. „Czemu nie?” – zastanawiała się. „Facet wygląda przyzwoicie, jest sympatyczny... Ale... bo ja wiem?”

– Przecież to nic zobowiązującego – namawiał ją. – Jest tak gorąco. To niespotykane w październiku. Napijemy się czegoś zimnego.

– Okay, chętnie się ochłodzę – zdecydowała w końcu. – Mam na imię Brygida.

– Super!  Cieszę się, że się pani zgodziła.

*

Usiedli na tarasie, tuż nad kanałem. Ściągali powszechną uwagę, gdyż widok tak wytwornej pary był tu czymś niezwykłym. Oboje byli wyjątkowo urodziwi i eleganccy. Stanowili w tym miejscu niecodzienne zjawisko. W rudo-brązowych barwach dobrani byli do siebie nawet kolorystycznie.

– Skąd pani się tu wzięła? Mieszka pani w Wiedniu? – zaciekawił się.

– Mieszkam w pobliżu. Wpadam tu, gdy mi smutno, by nakarmić kaczki. To mi poprawia nastrój. A pan? Co pan tu robi?

– Przyjechałem w odwiedziny do brata. Oboje z bratową są w pracy, więc włóczę się sam po Wiedniu.

– Mieszka pan w Polsce?

– Tak. W Warszawie. A pani? Skąd pani pochodzi.

– Z Katowic.

– Tęskni pani za ojczyzną?

– Szczerze mówiąc – nie. Po śmierci rodziców przestałam jeździć do Katowic, bo fatalnie się tam czułam. To ponure miasto... I ludzie ponurzy. Nikt się nie uśmiecha, nikt nie stara się być uprzejmym, nikt do nikogo nie zagaduje w miejscach publicznych, nikt nie żartuje, tak jak się to tutaj dzieje... Wiedeń jest kolorowy, piękny, bogaty! Mieszkam tu już od dziesięciu lat i zdążyłam go pokochać. Jego mieszkańcy są o wiele sympatyczniejsi od Polaków. Kulturalniejsi, mądrzejsi, spokojniejsi... Z jednej strony są powściągliwi, bardziej opanowani, a z drugiej pogodni, radośni. Tutaj ludzie dyskutują, w Polsce wszyscy wiecznie się kłócą. Politycy, dziennikarze, przeciętni ludzie. Wszyscy są rozhisteryzowani, zdezorientowani.... Najgorsze jest to... straszliwe chamstwo i...

Mężczyzna przerwał jej:

– Przesadza pani. To tylko w mediach tak wygląda. Trzeba trzymać się od tego z daleka i można żyć w Warszawie nie gorzej niż w Wiedniu... Istnieją dwie Polski. Kulturalna i chamska, którą należy ignorować… ale ma pani chyba w Katowicach krewnych, koleżanki. Nie ma pani ochoty ich odwiedzić?

– Od dziesięciu lat nie utrzymuję z nimi kontaktu.

– Pani jest mężatką, prawda? – zmienił temat, dotykając jej obrączki.

– A pan nie jest żonaty?

– Rozwiodłem się niedawno.

– Zazdroszczę panu. Ja... bardzo bym chciała...

– O, to wiem, dlaczego jest pani taka smutna. Nie ma nic gorszego niż życie w niedobranym związku... Czy mają państwo dzieci?

– Na szczęście nie.

– Na szczęście? – zdziwił się. – No tak, to lepiej, jeśli zamierza się pani rozwieść – dodał po chwili.

Nagle zadzwoniła jej komórka. Brygida wyjęła ją z torebki.

– No, słucham – odezwała się znudzonym tonem.

– ...

– Zwariowałeś? – krzyknęła. – Teraz? Natychmiast? Nie wiedziałeś o tym wcześniej? Nie jestem ubrana. Mowy nie ma.

– ...

– No, dobrze, zrobię, jak sobie życzysz – rzekła zrezygnowanym tonem i wyłączyła się.

– Przepraszam – zwróciła się do swego towarzysza. – No widzi pan – rozłożyła bezradnie ręce. – Mąż wzywa – rzekła z przekąsem. – Nie zdążyliśmy nawet wypić kawy.

– Jaka szkoda! – zmartwił się. – Może spotkalibyśmy się jutro, albo pojutrze? Zostaję w Wiedniu do końca tygodnia. – Wyjął z portfela wizytówkę. – Tutaj ma pani numer mojej komórki. Proszę zadzwonić, gdy będzie pani miała trochę czasu dla mnie.

Spojrzała na wizytówkę. Mgr Emil Korusiewicz, Psychoterapeuta – przeczytała ze zdumieniem. Rzuciła okiem na adres. „Ma gabinet na Krakowskim Przedmieściu” – stwierdziła z uznaniem.

– O, jest pan psychoterapeutą. Ja też chciałam studiować psychologię – uśmiechnęła się do niego zalotnie. – Zadzwonię jutro przed południem.

– Proszę sobie nie przeszkadzać i spokojnie poczekać na sok i kawę – dodała, widząc, że on wstaje z zamiarem odprowadzenia jej.

Uścisnęli sobie dłonie. Mężczyzna usiadł z powrotem i patrzył za nią, podziwiając jej wysoką, szczupłą postać, kołyszącą z wdziękiem biodrami niczym modelka na wybiegu.

„Zjawiskowa uroda” – myślał z zachwytem. „Samo patrzenie na nią to prawdziwa przyjemność... Nic dziwnego, że niezbyt szczęśliwa w małżeństwie. Takie piękności są prześladowane zazdrością i zdradzane, gdyż ich mężowie starają się w ten sposób pokonać poczucie niższej wartości. Tym bardziej, że dla innych kobiet piękna żona stanowi wyzwanie, romans z takim mężczyzną utwierdza je w przekonaniu własnej atrakcyjności”.

Brygida zainteresowała go nie tylko ze względu na urodę, lecz również dlatego, że obudził się w nim zawodowy odruch niesienia pomocy osobom załamanym psychicznie. Było mu jej żal. „Taka piękna, bogata kobieta, a tak nieszczęśliwa” – myślał ze współczuciem.

ROZDZIAŁ 2Uwięziona w złotej klatce

Brygida leżała w błękitnym peniuarze na empirowej kanapie. Jej mąż wyszedł zaraz po śniadaniu, a ona nie miała ochoty na ubieranie się i robienie makijażu. Na nic nie miała ochoty. Jak co dzień. Wiecznie była znudzona, zdegustowana. Tym razem jednak było coś, co ją pobudzało do marzeń.

– Emil... Emil – wyszeptała. – Hmm... Ładne imię.

To spotkanie poruszyło w jej sercu najczulsze struny. Od czasu tragicznej śmierci rodziców z nikim nie rozmawiała po polsku. W środowisku, w którym przebywała, nie było Polaków. Tymczasem ona wciąż myślała w ojczystym języku, czytała polskie gazety i książki, oglądała polską telewizję. Jednak zżymała się na wszystko, co działo się w jej kraju. Nie wyobrażała sobie życia w nim. Nie mogła zrozumieć, dlaczego wciąż się nim interesuje.

„Psychoterapeuta. Chyba zamożny. Ma gabinet w centrum Warszawy... Z takim to i w Polsce można by żyć” – rozmarzyła się. „Piękny mężczyzna! Pociągający, sympatyczny...”

– Ani mi się waż! – usłyszała w mózgu głos matki. – Źle ci? Żyjesz sobie jak hrabianka. Mąż nosi cię na rękach. Spełnia wszystkie twoje zachcianki. Uważaj, żebyś nie zrobiła jakiegoś głupstwa.

– Łatwo ci mówić, bo nie musisz z nim sypiać! – krzyknęła ze złością.

– Wytrzymałaś z nim już dziesięć lat. Czas najwyższy, żebyś się do niego przyzwyczaiła.

„Cholera jasna, to babsko nawet po swojej śmierci nie daje mi spokoju” – pomyślała z niechęcią. „Nigdy się od niej nie uwolnię... Przecież nie jestem schizofreniczką. Ona naprawdę wciąż mną rządzi z zaświatów... Siedzi w moim mózgu...” – machnęła ręką z rezygnacją i wstała, by się ubrać.

Miała wyrzuty sumienia z powodu nienawiści do matki. Tak naprawdę znienawidziła ją dopiero po jej śmierci, gdyż ubzdurała sobie, że jej dusza zagnieździła się w jej własnej świadomości. Często słyszała w swej głowie jej głos wydający rozkazy. Najgorsze były ordynarne przekleństwa, które sama wypowiadała, choć nigdy nie czyniła tego przed śmiercią matki. Widziała ją wiecznie rozczochraną, naburmuszoną, palącą papierosa i narzekającą na przemęczenie wynikające z tego, że dom był wiecznie pełen krewnych ugaszczanych obfitymi posiłkami. Mimo, że w domu się nie przelewało, kupowała i gotowała o wiele za dużo. Sporo zachodu miała też z dwoma psami i trzema kotami, którymi zajmowała się z samozaparciem. Brygida znienawidziła tych wszystkich obżerających się i upijających gości. Od czasu wyjścia za mąż nie utrzymywała z nimi kontaktów. Gdy jej rodzice zginęli w wypadku drogowym, urządziła dla nich oczywiście stypę, lecz w krótkim czasie pozostawiła ich samych przy stole, gdyż rozpacz z powodu utraty rodziców nie pozwoliła jej uczestniczyć w tej uczcie.

Usiłowała przypomnieć sobie matczyną czułość, pieszczoty... Przecież ona musiała ją kochać. Niestety, okazywała jej to tylko we wczesnym dzieciństwie. Później traktowała ją w sposób apodyktyczny.

Zaczęło się od snu, który nawiedził ją w nocy po pogrzebie rodziców. Ujrzała rozpromienioną matkę, odmłodzoną, z czarnymi lokami wokół głowy. Taką, jaką pamiętała z czasów wczesnego dzieciństwa.

– Teraz dopiero będę mogła ci pomagać, bo jestem wszędzie i wszystko widzę – powiedziała. – Nie odstąpię cię ani na krok. Będę cię prowadzić za rękę...

W tym momencie obudziła się. Nie wiedziała, czy cieszyć się, czy martwić. Bo jak dotąd nie wyszła dobrze na słuchaniu matki. To nieudane małżeństwo to był jej pomysł. Brygida dała się do niego przekonać, choć od początku czuła obrzydzenie do przyszłego męża.

Od najwcześniejszych lat stanowiła obiekt westchnień kolegów. Wszyscy się w niej podkochiwali. Jednak żaden nie ośmielił się do niej zbliżyć. Była wyniosła i nieprzystępna. Ale tuż przed maturą sama się zakochała. W młodym nauczycielu matematyki. Gdy zwierzyła się z tego matce, ta ją ofuknęła:

– Chcesz całe życie sprzątać, gotować, prać? Jesteś taka piękna, stać cię na bogatego męża, żebyś nie musiała męczyć się tak, jak ja.

Dała się przekonać, bo istotnie nie wyobrażała sobie, jak stoi przy garach, gdyż matka nie dopuszczała jej do kuchni.

– Dlaczego nie chcesz, by Brygida pomagała ci w weekendy? – spytał kiedyś nieśmiało jej ojciec. – Spraszasz wiecznie wszystkich krewnych i masz mnóstwo pracy z gotowaniem.

– Nie zamierzam wychowywać jej na kucharkę, tylko na wielką damę.

Przed świętami dziewczyna ciekawa była pieczenia ciast, lecz matka czyniła to w nocy, bo twierdziła, że czyjaś obecność jej przeszkadza. A potem w czasie Wigilii usypiała przy stole, ku konsternacji zaproszonych gości. Brygida nie znosiła świąt, gdyż kojarzyły się jej z widokiem zaniedbanej, przemęczonej matki siedzącej przy stole z ponurą miną.

Kobieta przez wiele lat leczyła się z bezpłodności, więc gdy wreszcie urodziła córeczkę, zwariowała na jej punkcie. Chuchała na nią i dmuchała, nacierała olejkami, lakierowała jej paznokcie, stroiła w szyte własnoręcznie sukieneczki. Wyobrażała sobie, że jej córka wyjdzie bogato za mąż i... będzie sobie „leżeć i pachnieć”.

Dziewczynka była grzeczna, posłuszna, dobrze się uczyła. Miała dobre serce. Kochała rodziców, współczuła im trudnej sytuacji materialnej. Gdy podrosła, rwała się do pomagania matce, lecz ta nie pozwalała jej niczym się zająć.

– Połamiesz sobie paznokcie... Przeszkadzasz mi tylko! – krzyczała. – Idź do swojego pokoju.

Brygida wracała do książki. Z lektury powieści wysnuła przekonanie, że wielka miłość zawsze kończy się tragicznie. A pod wpływem matki bała się małżeństwa. Współczuła jej i ugruntowywała się w przekonaniu, że nie istnieje nic gorszego od zajęć domowych.

Marzyła o karierze filmowej.

– Chcę zostać aktorką – oświadczyła, zamierzając złożyć podanie do szkoły filmowej w Łodzi.

– Oszalałaś? – oburzyła się jej matka. – Aktorki to dziwki i narkomanki. To kurewski zawód. Ciężka harówka. Chcesz całymi dniami i wieczorami pracować? Z twoją urodą możesz sobie pozwolić na „nicnierobienie”. Musisz znaleźć bogatego męża, który zapewni ci luksusowe życie. Sprzątaczkę, kucharkę, niańkę do dzieci. Tak, jak to zrobiła ciotka Elwira. A wtedy będziesz miała dużo czasu na swoje ulubione czytanie. Będziesz sobie chodziła do teatru, do opery, na koncerty, do kina.

Ojciec próbował ją poprzeć, ale oboje, zarówno on jak i jego córka, mieli słaby charakter. Byli tak zahukani przez dominującą panią domu, że nie mieli nic do powiedzenia. Dla świętego spokoju potulnie zgadzali się z nią we wszystkim, by uniknąć awantur. Przyznać należy, że mieli przy niej wygodne życie. Wszystkie troski i prace brała na siebie. Sama troszczyła się o dom i o to, by na niczym im nie zbywało. Mąż stanowił dla niej tylko „maszynkę do robienia pieniędzy”, na niedostatek których wiecznie narzekała.

Gdy Brygida zdała maturę, nadszedł czas na szukanie odpowiedniego dla niej męża. Jednak w Polsce nie było zbyt wielu kandydatów, którzy zaspokajaliby aspiracje jej matki. Postanowiła wysłać córkę do Wiednia, do swej młodszej siostry Elwiry, która, pracując tam jako barmanka w drogim hotelu, poznała milionera, wyszła za niego za mąż i wiodła żywot wymarzony przez jej starszą siostrę dla własnej córki.

Kiedy dziewczyna poznała w Wiedniu swego obecnego męża, jej matka zdecydowała, że powinna za niego wyjść. Wprawdzie Harald przekroczył pięćdziesiątkę i w niczym nie przypominał księcia z bajki, o jakim dziewczyna skrycie marzyła, to jednak mógł jej zapewnić beztroskie życie. Był zamożnym biznesmenem. Wahała się, czy nie należałoby poczekać na innego kandydata, na prawdziwą miłość. Jednak matka suszyła jej głowę i usilnie przekonywała do tego małżeństwa.

– Myśl o tym, żeby mieć pieniądze i wygodę. Ja wyszłam z miłości i co mi z tego przyszło? Uczucie szybko wygasa, gdy żyje się w niedostatku i jest się przytłoczoną domowymi obowiązkami.

Po długim ociąganiu się, uległa matce. Początkowo olśniona była luksusem, wspaniałymi podróżami, obracaniem się w wytwornym towarzystwie. Poznała wiedeński highlife. Jednak mimo wybitnej urody była zakompleksiona. Deprymował ją brak wykształcenia i cudzoziemski akcent. Prześladowało poczucie wyobcowania. A najgorsze było obrzydzenie do grubego i łysego męża.

Nigdy dotąd nie zaznała miłości, gdyż w Polsce pilnowała jej matka, a w Austrii mąż. W Wiedniu poznała wielu młodych, zamożnych, przystojnych mężczyzn, którzy z pewnością bardziej by jej odpowiadali. Zdarzało się jej w którymś zakochać, lecz jej zazdrosny małżonek otoczył ją personelem szpiegującym każdy jej krok. Wystarczyło, by uśmiechnęła się do jakiegoś adoratora, a już czekała ją scena zazdrości, po której jej mąż natychmiast ją przepraszał, starał się udobruchać prezentami, podróżami, spełnianiem wszelkich jej zachcianek, byleby odciągnąć ją od ewentualnego kochanka. Ten człowiek wiecznie drżał z obawy, że ją straci, że ktoś mu ją zabierze.

A ona czuła się jak ptak uwięziony w złotej klatce.

*

Podczas robienia makijażu zdecydowała, że spotka się z sympatycznym Polakiem. Wprawdzie obawiała się awantury, gdy doniosą o tym Haraldowi, jednak postanowiła zaryzykować. Przygotowała sobie bajeczkę o spotkaniu z kuzynem z Polski. Zadzwoniła do Emila i umówiła się z nim w słynnej kawiarni Sachera.

Romantyczna atmosfera i towarzystwo atrakcyjnego mężczyzny, który coraz bardziej się jej podobał, wprawiły ją w doskonały nastrój. Emil nie poznawał w niej smutnej damy spotkanej w parku. Opowiadała mu o sobie z uwodzicielskim uśmiechem, a on słuchał jej jak urzeczony. W pewnym momencie mimowolnie położyła rękę na jego dłoni. Zaczerwieniła się i chciała ją cofnąć, ale on ujął ją, lekko uścisnął i już nie wypuścił. Ciepło jego dłoni rozeszło się po jej ciele. Poczuła, jak po plecach przechodzą jej ciarki. Spojrzeli sobie w oczy i utonęli w nich. Siedzieli w milczeniu oczarowani sobą. Zapragnęła przytulić się do niego. Poczuła, jak krew uderza jej do głowy. I nagle... podjęła szaloną decyzję. Przeraziła się tego pomysłu, lecz nie potrafiła z niego zrezygnować.

– Wie pan… – odezwała się drżącym głosem. – Mamy pod Wiedniem dom, w którym właściwie mieszkamy. W mieście przebywamy tylko wówczas, gdy mąż ma biznesowe spotkania. Moglibyśmy tam pojechać, posiedzieć w ogrodzie i porozmawiać bez skrępowania.

Mężczyznę zamurowało. Nie śmiał się domyślać, dlaczego ona chce być z nim sam na sam. Spojrzał jej pytająco w oczy i już wiedział.

– Wspaniale. Zaraz ureguluję rachunek i jedziemy. Mam tu niedaleko zaparkowany samochód.

Gdy wyszli z kawiarni, objął ją i w objęciach doszli do auta. Jego ręka drżała na jej obnażonym jedwabistym ramieniu. Wyglądali jak filmowa para kochanków z okładki kolorowego pisma. Zwracali na siebie uwagę przechodniów.

„Przecież znam się trochę na ludziach” – myślał zszokowany. „Ona mi nie wygląda na puszczalską... To jest... po prostu... oczarowanie. ”

– Poprowadzę – rzekła, gdy wsiedli do samochodu.

Podczas jazdy położył rękę na jej udzie. Jechali w milczeniu, nie mogąc się doczekać połączenia w miłosnym uścisku. Kiedy znaleźli się na miejscu, Brygida wystukała kod na bramie ogrodzenia. Szli dość długo zadrzewioną aleją. W końcu znaleźli się przed secesyjną willą o bogato zdobionej elewacji. Przed dom wyszła pokojówka.

– To mój kuzyn z Polski, Edyto – zwróciła się do niej Brygida. – Przygotuj nam szampana w ogrodzie.

– Chodź – zwróciła się do Emila, biorąc go za rękę. Pokażę ci cały dom. Jest wspaniały.

Zdawało mu się, że śni. Wciąż nie mógł uwierzyć, że ta obca, piękna dama... Rozglądał się całkowicie oszołomiony. Jak przez mgłę zarejestrował witraż w oknie klatki schodowej przedstawiający bosonogą kobietę w błękitnej tunice, z kwiatami we włosach. Następnie długo szli przez pokoje ze stiukowymi dekoracjami w formie liści i kwiatów, urządzone antycznymi meblami. Ich okna miały różne kształty, nie było dwu identycznych, niektóre osłonięte były ozdobnymi kratami o falistych łukach.

Wreszcie znaleźli się w sypialni, której meble zdobione piękną snycerką wykonane były z litego drewna dębowego. Rzucił tylko okiem na ogromną szafę z kryształowymi lustrami. Wzrok jego zatrzymał się na ogromnym łożu. Objął Brygidę i zaczął ją całować. Opuścił ramiączka jej sukni, pod którą miała na sobie tylko stringi, wziął ją na ręce i położył na łożu. Rozebrał się błyskawicznie.

– Jesteś moją cudowną niespodzianką – szepnął jej do ucha, zespalając się z nią w miłosnym uścisku. – Jesteś taka cudowna.

– Ty też – powiedziała ze ściśniętym z wrażenia gardłem.

Kochali się długo, zapamiętale, a gdy opadli na poduszkę, przytulili się do siebie i obcałowywali delikatnie swe posągowe ciała.

– Nigdy jeszcze nie przeżyłam czegoś tak wspaniałego – szepnęła uszczęśliwiona. – Do tej pory seks stanowił dla mnie tylko przykry obowiązek.

Rozkoszowali się spełnieniem, leżąc w milczeniu przez jakiś czas. W końcu ona uwolniła się z uścisku.

– Chodźmy uczcić szampanem nasze spotkanie – powiedziała z czarującym uśmiechem.

– Będę za tobą nieprzytomnie tęsknić – rzekła z egzaltacją, gdy siedzieli w ogrodzie.

– Przecież możesz mnie odwiedzić w Warszawie. Zarezerwuję ci pokój w hotelu.

– Po co? Chcę być z tobą dzień i noc.

– Ale ja muszę pracować.

– To odwołasz wizyty.

– Mam małe dwupokojowe mieszkanie. Nie czułabyś się w nim komfortowo.

– Z tobą nawet w jednym pokoju byłabym szczęśliwa... Mam pomysł. Harald jest obecnie bardzo zajęty. Pojadę z tobą do Polski.

– Ależ... to niemożliwe. Już jutro wracam.

– Jadę z tobą – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.

ROZDZIAŁ 3Igranie z ogniem

Podczas obiadu Harald siedział nachmurzony. Wiedział już o podejrzanym spotkaniu żony z rzekomym kuzynem z Polski. Nie czuł się jednak zbytnio zagrożony przez jakiegoś marnego Polaka.

– Do ciotki Elwiry przyjechał nasz kuzyn z Polski. Spotkałam go dziś przypadkowo – odezwała się nieśmiało. – Czy miałbyś coś przeciwko, żebym pojechała z nim odwiedzić krewnych? Już tak dawno nie byłam w Polsce. Chciałabym wreszcie pójść na grób rodziców... Jesteś bardzo zajęty, nie jestem ci aktualnie potrzebna.

– Jak to nie? Są spotkania, przyjęcia i inne okazje, podczas których powinnaś mi towarzyszyć. Na przykład dziś wieczorem idziemy na premierę do opery.

– Wiem. Przecież nie zamierzam już dzisiaj jechać. Wyruszamy jutro. Co ty na to?

Pomyślał, że nawet jeśli ona ma coś na sumieniu, to pobyt w Polsce zniechęci ją do tego jakiegoś Polaka. Uświadomi tam sobie, jakie wspaniałe życie ma z nim tutaj. Wiedział, że szybko zatęskni za Wiedniem.

– Tak bardzo ci na tym zależy? – spytał podejrzliwie. – Co to za kuzyn?

– Syn brata mojej matki.

– Zaproś go do nas. Chciałbym go poznać.

– Kiedy? On już jutro wraca do Katowic.

– Mogłaś pomyśleć o tym wcześniej.

– Nie wiedziałam, że przyjechał do ciotki. Rzadko się z nią spotykam... To... przecież... nie chodzi o niego – powiedziała zmieszana. – Zabrałabym się z nim tylko jego samochodem.

– Po co? Nie możesz sama pojechać? Jak zamierzasz wrócić bez auta?

– Samolotem. To przecież wygodniej.

– No dobrze – westchnął ciężko. – Skoro ci tak bardzo na tym zależy. Ale wracaj szybko. Będzie mi ciebie brakowało.

Nie potrafił jej niczego odmówić. Spełniał każde jej życzenie.

– Chciałabym tam pobyć ze dwa tygodnie.

– A co ja tu będę robił bez ciebie, kochanie?

– Nie przesadzaj. Dasz sobie radę. Przecież jesteś tak zajęty, że w ogóle nie odczujesz mojej nieobecności – rzekła z przymilnym uśmiechem.

– Dobrze. Jedź sobie już jutro, ale pamiętaj... – przerwał i zmierzył ją błagalnym spojrzeniem.

– Wiem, wiem, znowu mnie o coś bezpodstawnie podejrzewasz – zrobiła obrażoną minę, ciesząc się w duszy, że jej szalony plan zaczyna nabierać realnych kształtów.

Nazajutrz z samego rana, zaraz po wyjściu Haralda, zaczęła się pakować. Była niesamowicie podekscytowana. Wszystko leciało jej z rąk. Gdy skończyła, wyjrzała przez okno. Błękitny Volkswagen Emila stał już pod domem. Jadąc windą drżała z podniecenia. Nigdy by nie przypuszczała, że odważy się na coś takiego. To była iście szalona decyzja.

Gdy wsiadła do samochodu, w jej mózgu odezwał się głos matki:

– Co robisz idiotko? Pożałujesz tego!

Emil wciąż nie mógł otrząsnąć się z oszołomienia. Nie wiedział, co myśleć o Brygidzie. Gdy jej zaproponował, by przyjechała do Warszawy, nie przypuszczał, że się na to zgodzi. Nie miał zaufania do pięknych kobiet, które znał w zasadzie tylko z praktyki psychoterapeutycznej, gdyż mimo powodzenia, zawsze ich unikał. Nie miał o nich zbyt dobrego mniemania. Były egoistyczne, narcystyczne, przewrażliwione, bardzo wymagające wobec partnerów. Nie wyobrażał sobie współżycia z taką kobietą. Był wprawdzie wrażliwy na kobiecą urodę, tak jak na wszelkie piękno, ale od wczesnej młodości piękne dziewczyny traktował z rezerwą, chociaż często mu się narzucały. A może właśnie z tego powodu. Podobały mu się skromne dziewczyny, niewysokie, pulchne blondyneczki. I taka też była jego żona. Poznał ją w liceum i od tego czasu spotykał się z nią, a po ukończeniu studiów ożenił. Ona poprzestała na maturze. Po jej zdaniu rozpoczęła pracę w biurze. Początkowo byli szczęśliwym małżeństwem. Jednak gdy okazało się, że ona nie może zajść w ciążę, zaczęły się problemy. Niezbyt atrakcyjna, zakompleksiona kobieta zamęczała go scenami nieuzasadnionej zazdrości, wymówkami, atakami histerii, karczemnymi awanturami. Kochał ją, rozumiał, litował się nad nią, ale był bezsilny. Nie potrafił znaleźć sposobu na uwolnienie jej od kompleksów, chociaż stawał na głowie. Nie mógł pogodzić się z tym, że nie potrafi pomóc własnej żonie, podczas gdy z pacjentkami niemal zawsze mu się to udawało. W końcu musiał się poddać, gdyż ich małżeństwo niszczyło ich oboje. To było istne piekło. Zdecydowali zgodnie, że muszą się rozwieść. Oboje znaleźli wreszcie spokój.

 „Takie posągowe piękności nie potrafią się szanować. Wydaje się im, że każdy mężczyzna musi być na ich zawołanie” – myślał o Brygidzie. „Prawdopodobnie to ona zdradza męża na prawo i lewo, a nie on ją, jak myślałem... Oszalałem chyba, zapraszając ją do Polski. To bezmyślna lalka... Co ja z nią będę robił w Warszawie? Cała nadzieja, że znudzę się jej po kilku dniach i wróci do Wiednia.”

– A co będzie, jeśli twój mąż dowie się o naszej eskapadzie? – spytał Brygidę.

– Wybaczy mi – machnęła lekceważąco ręką. – On mi wszystko wybacza.

– Często zdarzają ci się takie... przygody?

– Skądże! – oburzyła się. – On mnie szpieguje i nie dopuszcza do tego. Zresztą... nigdy jeszcze nie przeżyłam takiego oczarowania. To mi się zdarzyło po raz pierwszy w życiu. Jesteś moją pierwszą miłością.

– Naprawdę? Nie wierzę ci. Nie powiesz chyba, że straciłaś cnotę z niekochanym mężem.

– Tak właśnie było.

– Niemożliwe – zasępił się.

„To zaczyna być... niebezpieczne. Igranie z ogniem” – pomyślał zaniepokojony.

– Czy twój mąż nie podejrzewa, że jedziesz do kochanka? – spytał po chwili milczenia.

– Chyba mi uwierzył, że jesteś moim kuzynem i że jadę odwiedzić krewnych. Zresztą... On wie, że żaden Polak nie stanowi dla niego zagrożenia.

– To... jesteście dobrym małżeństwem. Z jakiego powodu byłaś taka nieszczęśliwa, kiedy cię spotkałem w parku? Dlaczego powiedziałaś, że chciałabyś się rozwieść. Czy on cię zdradza?

– No, wiesz – zaśmiała się wyniośle. – On poza mną świata nie widzi. Ale ja... jestem nieszczęśliwa. Nie kocham go. Jest obrzydliwy. Gruby i łysy.

– Wyszłaś za mąż wyłącznie dla pieniędzy?

– Matka