Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
10 osób interesuje się tą książką
Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo
Różne wyroki. Różne okoliczności. Różne historie życia. W tle: poczucie skrzywdzenia, alkohol, frustracja, otoczenie, które skłania do takiego, a nie innego działania. Efekt: zabójstwo. Bezwzględne okrucieństwo, które wymyka się spod kontroli. Czy jest tu miejsce na współczucie?
Kim naprawdę są kobiety, które przekroczyły granicę niewyobrażalnego? Bestiami, demonami śmierci, potworami? Tak chcą je widzieć media. Czy kobietami, których życiem rządził przypadek? Konfrontacja ze światem, o którym opowiadają, często nie daje jednoznacznej odpowiedzi.
Zbrodnia i kara? A może pomyłka sądowa? Kolejny bestseller Zbyszka Nowaka, który czytałem z zapartym tchem. Autor przypomina okrutne historie z pierwszych stron gazet. Nie chodzi mu jednak o tanią sensację.O czym zatem jest ta publikacja? To przede wszystkim opowieść o życiu. Dla bohaterek wywiadów beznadziejnym. Często ponurym, brutalnym, pełnym strachu i – co przeraża najbardziej - nierzadko przypadku.
Igor Tuleya, Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie
Zbigniew Nowak zagląda tam, gdzie kończą się sensacyjne nagłówki – w głąb człowieka. I robi to z empatią, spokojem i odwagą, jakiej brakuje nawet sądom.
Jolanta Gwardys, scenarzystka i producentka podcastów true crime
To nie jest po prostu zbiór rozmów z polskimi zabójczyniami.To bolesna i emocjonalna podróż w głąb człowieczeństwa, niejednokrotnie wystawionego na próbę. Ciężko się oderwać. I ciężko zapomnieć.
Marta Kiermasz, Radio VOX, podcast kryminalny ZŁO Zbrodnia Łowca Ofiara
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 481
Data ważności licencji: 2/25/2031
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Projekt okładki: Tomasz Majewski
Redakcja: Katarzyna Głowińska/Lingventa
Redaktor prowadzący: Barbara Czechowska
Redakcja techniczna i skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski
Korekta: Anna Sośnicka, Lena Brzeźniak/Lingventa
Zdjęcie na okładce przedstawia modelkę i pochodzi z katalogu zdjęciowego © DKart/iStock by Getty Images
© for the text by Zbigniew Nowak
© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2026
ISBN 978-83-287-3906-2
MUZA SA
Wydanie I
Warszawa 2026
–fragment–
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
MUZA SA
ul. Sienna 73
00-833 Warszawa
tel. +4822 6211775
e-mail: [email protected]
Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl
Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz
Zapomnijcie o podcastach kryminalnych. Te rozmowy są szczere, pełne trudnych pytań i pozbawione fikcji.
AGATA TOMASZEWICZ, dziennikarka „halo tu polsat”
„Kara kryminalna to orzeczone przez sąd w imieniu władzy politycznej intencjonalne potępienie wyrażone prawnie określoną osobistą dolegliwością sprawcy przestępstwa.
Tak określona kara za przestępstwo to złożone działanie podejmowane na podstawie prawa przez uprawnione organy, działania, które mają zaspokoić poczucie bezpieczeństwa, ładu i sprawiedliwości jednostek i grup społecznych”*.
Artykuł 148 Kodeksu karnego – zabójstwo, przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu. Dlaczego jest tak duże zainteresowanie wśród społeczeństwa na zewnątrz, że chcą nas opisywać w książkach?
Wiele razy zadawałam sobie takie pytanie: dlaczego akurat ja? Nie jestem przecież sławna, bo zabiłam człowieka, a chcą o mnie pisać. Nie dadzą mi zapomnieć i kolejny raz wracam do przeszłości, choć i tak nikt nigdy nie zrozumie tego, co ja będę czuła do końca życia, moja rodzina i rodzina poszkodowanych. Wyciąganie na nowo z powrotem wszystkiego, co się wydarzyło 15 lat temu, to tak, jakby odkopać na cmentarzu trumnę z grobu po odległym pogrzebie. Więc dlaczego jest takie wyróżnienie, jakby Kodeks karny składał się tylko z jednego artykułu 148, jakby inne nie istniały.
Zastanawiałam się, dlaczego nikt nie chce pisać o innych popełnionych przestępstwach, na przykład wielokrotność popełnianych ciągiem przestępstw przez wiele lat, czyny za napady na przykład metodą na wnuczka, tylko po to, żeby skazana mogła sobie na przykład zrobić operację plastyczną piersi, bo jest to łatwy pieniądz. Nikt się nie zastanawia, co czuje kobieta w wieku 80 lat napadana w biały dzień. Przecież prawda jest taka, że z powodu silnego stresu chora na serce w domu może dostać zawału. Jaka powinna być kara?
Handel narkotykami, dopalaczami, mefedronem, metadonem, przez wiele lat świadomie niszczą życie innym, co kończy się śmiercią. Łatwa kasa, łatwe życie, bo mają wszystko za darmo, a ludzie umierają po zażyciu jednej działki. Co takimi osobami kieruje?
Ja popełniłam zbrodnię najcięższą jeden raz i zostałam odizolowana od społeczeństwa na 25 lat. To na jaki okres powinno się odizolować osoby skazane za przestępstwa z innej kategorii, żeby ludzie nie umierali po zażyciu na przykład narkotyków, jeśli czynów jest przykładowo 40? Można zresztą tak pisać bez końca.
Jaka powinna być kara za podwójne zabójstwo, gdzie wyroki zapadają w polskich sądach po 25 lat? Czytałam Kodeks karny, artykuł 53 Kodeksu karnego, zasady i dyrektywy wymiaru kary, cytuję: „Sąd wymierza karę według swojego uznania”.
Pytam zatem: czy gdybym była skazywana w innym sądzie, dostałabym inny wymiar kary niż 25 lat?
Nasze prawo jest strasznie niesprawiedliwe.
Marta
Mimo że skazane kobiety stanowią około pięciu procent całej więziennej społeczności, ich byt za kratami, głos czy potrzeby nie są tematem tabu. Są przecież bohaterkami programów telewizyjnych, choćby tych, które od ponad 10 lat produkuję dla telewizji Crime+Investigation Polsat.
Jak jednak, tak naprawdę, wygląda ich codzienne życie w izolacji? Czym różni się od realizmu programu telewizyjnego?
Zbyszek Nowak wchodzi do zakładów karnych dla kobiet i rozmawia ze skazanymi. Patrzy im w oczy, wysłuchując tych, dla których ciężar zbrodni nawet po latach jest zbyt wielki. Jest bardzo blisko, zadając pytania w sferze ich ocen, przeszłości, teraźniejszości i planów. Bo każda z kobiet, z którą tu rozmawia, wyjdzie na wolność. No, może prawie każda. Pyta i szuka odpowiedzi. Analizuje, nie oceniając. Tę szansę daje nam. A może to na nas przenosi ten ciężar odpowiedzi, uciekając od oceny.
Rozmawia bez kamer, blasku fleszy. Nie szuka w więziennej społeczności kobiet, z których mógłby zrobić celebrytki, i nie nadaje rysu romantyzmu przestępstwom i przestępczyniom. W naszych programach również staramy się tego unikać.
Prowadzi intymne, szczere i utrzymane w ryzach realizmu i wzajemnego szacunku rozmowy. Czasem szorstkie, czasem krążąc z niedowierzaniem po zakamarkach odpowiedzi, na które nie jest przygotowany.
Kobiety skazane. Ale… to nie są „zwykłe” skazane. To wyłącznie zabójczynie – top of the top w więziennej skali powagi i szacunku wśród osadzonych. Choć nie do końca, o czym powie tak liczne w tej książce grono kobiet, które zabiły własne dzieci. One są na marginesie społeczeństwa i nawet tu, w kryminale, nie mają wielu praw.
Zabójczynie lub te skazane za zabójstwo ze zmienioną już lub za chwilę kwalifikacją. Wyroki dożywocia, 25 lat pozbawienia wolności i te niższe: 12 czy 15 lat za kratami. Dziecko, mąż, sąsiadka, matka, ojciec czy kochanek. Zabójstwo, ofiara, wina i kara.
I nieco inaczej niż w jego poprzednich publikacjach: 24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz1 i Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi2, nie znajdziemy tu wyłącznie skazanych na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Są tu te, które wciąż noszą w sercu nadzieję – na to, że jeszcze coś dobrego spotka je w życiu, że ich dzieci kiedyś wybaczą tę nieobecność przez lata. Ale dziś są tu, w więzieniu, w kryminale, odpokutowując zabicie innego człowieka. Według planu, pod presją, z chęci czy próżności. Z biedy, strachu, wszechogarniającego dziadostwa.
Ta publikacja jest nieco inna niż poprzednie Zbyszka. Emocje z niej płynące zostaną z nami na długo – może na zawsze.
Agnieszka Kubiak
Dyrektor programowy i kreatywny
Telewizja Crime+Investigation Polsat
Chyba moim największym problemem podczas pracy nad tą książką było znalezienie dla niej odpowiedniego, trafnego tytułu. To bardzo ważne dla mnie, człowieka niezmiernie precyzyjnego. Chyba chorobliwie precyzyjnego. Nie uznałbym tego za szczere, potrzebne i taktowne, aby nazwać moje rozmówczynie ot tak – „Polskie Zabójczynie”. To nadałoby ten zły rys. Kierunkujący twoje odczucia. A gra emocji jest tu ważna. Przekonasz się z każdą stroną. To nie serial o kobietach w więzieniu. Zielone porteczki, kolorowy ręcznik. Wieczny papieros w kąciku po prawej stronie i wulgaryzmy. To nie ta bajka. To dwa różne światy.
Nie wszystkie z czynów kobiet, z którymi tu rozmawiałem, zostały zakwalifikowane jako zabójstwo z art. 148 Kodeksu karnego. Czasem to będzie usiłowanie zabójstwa, czasem sprawstwo kierownicze, polecające, podżeganie do zabójstwa czy inna kwalifikacja prawna. Tych rozmówczyń jest tu może trzy, cztery. Chciałem jednak zwrócić na to twoją uwagę, mimo że jesteśmy stale w bliskiej granicy przestępstw godzących w podstawowe dobro prawne, jakim jest życie. Oczywiście zdecydowana większość moich rozmówczyń kończy swoją „przygodę” z sądem, słysząc, że dokonała zabójstwa. Czułbym się jednak niezręcznie, sprowadzając wszystkie tu zgromadzone historie do wspólnego mianownika – zabójstwo i zabójczynie.
Pamiętajmy też, że część z przedstawionych tu przypadków sięgnęła dotychczas tylko pierwszej instancji, co oznacza, że wyroki sądów okręgowych nie są jeszcze prawomocne. W jaki sposób skończy się historia orzekania wobec tych rozmówczyń – zobaczymy. Na prawomocne wyroki czekają one, ich rodziny, ale też – a może przede wszystkim – rodziny ofiar. Społeczeństwo już chyba nie. Społeczeństwo ochłonęło. Pierwszy impuls, news. Dziś ta historia i czyjaś tragedia są bytem obcym.
To główne postacie tej książki.
Aleksandra Clayton-Malik – jedna z trzech medialnych Modliszek z Chrzanowa, u mnie, w publikacji, jako pani Aleksandra. Wyrok – dożywocie, według mnie w olbrzymiej dysproporcji do wyroków dwóch pozostałych skazanych. Miała kierować procesem zabijania, stać na czele „operacji puzzle”, wykorzystując swoją pozycję, charyzmę i dzięki temu możliwość wpływania na córkę i domniemaną lub realną, stałą, źle traktowaną kochankę ofiary. Wykształcenie wyższe, historia, Uniwersytet Jagielloński. To nie tanie wino, a szampan i truskawki, Persja i salony. Dziś walczy o swoją przyszłość. Dziś w wieku trochę ponad 60 lat… Te najlepsze lata życia spędziła w celi. Postać niejednoznaczna, nie do zero-jedynkowej oceny. „Co pan o niej sądzi: winna czy niewinna? Tak po ludzku”.
Anna C. – historia mrożąca krew w żyłach, medialna Bestia, „potwór”. Miała być zastępczą matką dla pięciorga biednych, poszkodowanych życiowo dzieci, a przyłożyła rękę do zabójstwa dwójki z nich: trzyletniego Kacperka i pięcioletniej Klaudii. Zginęli bici, zastraszeni. Czerwony pasek. „Kochałam i biłam”. To nie był przypadek. Koszmar, szok, tragedia. Mój Boże, kto na to pozwolił? Dziś ona chce odnaleźć pozostałą trójkę, żeby przeprosić i… nawiązać kontakt – za jakiś czas, kiedy będzie już na wolności. To jedna z najgłośniejszych spraw karnych ostatnich lat w Polsce.
Poetka M. – pierwsza z serii kilku rozmów, które tu znajdziesz, opublikowanych po raz pierwszy w Polsce, rozmów z kobietami, które zabiły własne dziecko. Zabójstwo? To nie był przypadek. Ty się dowiesz, a ona wie i opowie ci o tym. Presja, plan, alkohol i bieda. Tragedia, wyrok. Poetka M. to skomplikowana osobowość, niejednoznaczna, dwie lub trzy postacie w jednym ciele. Już za chwilę na wolności. Jej wiersze znajdziesz na końcu opowieści. Czy utrzyma się na powierzchni wody? Czy odjedzie swoim motocyklem w siną dal w kolejnej szklanej butelce?
Klaudia – powinna być dziś w domu, robić dzieciom śniadanie i ciepłą herbatę z cytryną, wieczorem tulić do snu. To dobra, wartościowa i wrażliwa osoba mimo wad, które chce eksponować na siłę, na pokaz dla wątpliwej publiki, żeby być cool. To idiotyczne. Weź się w garść, dziewczyno! Życzę jej dobrze, trzymam kciuki i wierzę, że się uda, o ile wyjdzie ze swojego naturalnego środowiska, zabierze dzieci i ucieknie. Klaudia to usiłowanie zabójstwa partnera. „Wyrok – osiem lat, dwa miesiące – to dla mnie masakra”. Ale jednak nie tak do końca. „Mam trochę obaw, że to nie wyjdzie… Czyja to będzie wina?”
Elżbieta – zabiła swoją matkę. Przyznała się po dwudziestu kilku latach. Policja prosiła ją, żeby zeznając, przestała opowiadać głupoty. Presja, szał, alkohol, wyzwiska, kamień. Pożar, rozłupana czaszka. Czego dziś życzyć pani Eli w jej blisko 60. urodziny w więzieniu z długim wyrokiem przed nią? Zdrowia? Kontaktu z rodziną? Wyjścia? Za to, co zrobiła, za zbrodnię zabójstwa, odpowiada dziś za kratami – ona sama, każdego dnia. Nie dorzucajmy jej więcej do penitencjarnego koszyczka. Wyrok – 14 lat.
Aśka – wykształcenie wyższe, Uniwersytet Łódzki. Rozmowa z nią to intelektualna sentymentalna wycieczka po starej Łodzi, po Krakowie i Nowym Jorku, Perth i Jerozolimie, po synagogach, malarskich wystawach, koncertach w niszowych klubach jazzowych. Unoszący się dym papierosowy, muzyka i poczucie estetyki. Pesymizm wobec standardowego życia, stania w kolejkach i kolorowych reklam na pięknej łódzkiej kamienicy, chamstwa i prostactwa pod sklepem. Afirmacja wolności. Piękne życie wrażliwej, niezależnej i błyskotliwej kobiety. To wszystko jednak zalane oceanem alkoholu. Codzienność? Kac, krew, smród tytoniu w kotarach, nieprzetrawiona wódka. Kryminał – metalowy kubek z uchem zamiast filiżanki Versace. Może za chwilę na wolności. Więzienie to otrzeźwienie… – na nic nie jest za późno.
D.J. – niewinność? Życie na poziomie, pieniądze, satysfakcja. Złoto, perfumy, kawior, dobry alkohol. Każdy patrzy i podziwia. To, co dobre dla mnie… jest dobre dla mnie. I ten niepotrzebny kontakt, wpływ, relacja. Zabójstwo, rok 2006, i ona. Jej udział? Jakiś lub żaden. Powtórzę, jakiś lub żaden. „Mogło tak być”. „Jaki miałabym interes w zabiciu Jakuba? Żadnego. Żadnego, powtarzam”. Już niedługo na wolności. Senny poranek i las za oknem, grabienie liści, gorąca kąpiel, film pod kocem i telefon do koleżanki, gasnąca świeca zapachowa, sen.
Oktawia – matka sześciorga dzieci, wszystkie one gdzieś daleko od niej. Miały kiedyś taką matkę, mają w myślach. Może kiedyś… Historia poszukiwania szczęścia. On – na wózku. Stało się to, co stać się nie musiało. Przywiozła go na miejsce, zabili go, dobrego człowieka pomagającego innym. Jej też chciał pomóc, wziął ją do domu z dziećmi. Na ile to efekt motyla, na ile nieudany interes życia? W I instancji kara dożywotniego pozbawienia wolności. To zresztą tak bardzo charakterystyczne, a w tej książce widać to jak na dłoni – te najwyższe wyroki dla kobiet to nie za zabójstwo własnego dziecka, to bardzo często sprawstwo kierownicze, polecające czy organizacyjne, stanie na czele, korzystanie ze swojej charyzmy. W pakiecie korzyści: seks, urok, zapach, spojrzenie, dotyk, pocałunek z języczkiem i mniej lub bardziej sugestywna kobieca zachęta: „zróbmy to… zrób to dla mnie”. Wyrok finalnie – 25 lat w kryminale. Ale Oktawia wyjdzie na wolność, wszystko przed nią. Jej sprawa karna była jedną z najgłośniejszych w ostatnich latach. Taka zielona, jak ważka…
Renata P. – zabójstwo „kuchenne”. W lodówce wódka, piwo, wino. Nie, nie, dwa czteropaki piwa i litr wódki. I coś do jedzenia: cebula, zgniły pomidor. „Renata, co cię dobrego w życiu spotkało?” „No właśnie. Tylko dzieci. Może sami zadzwonią? Kiedyś, jak wyjdę. A to, co mam jedyne dobre, to tego tak naprawdę nie mam – dzieci. Nie kontaktują się, smutne. Jest mi ciężko bardzo”. Dwanaście lat za zabójstwo, koniec kary – 2035. A wcześniej znęcanie się psychiczne i fizyczne nad członkami rodziny – przez nią, no tak. Kilkuletni wyrok, odsiedziany. „Chciałabym tę twoją książkę i żeby dzieci przeczytały”.
Beata N. – nieprzypadkowo w tym miejscu książki. Kolejne zabójstwo „kuchenne”, przepraszam, zabójstwa. Recydywa i wyrok numer dwa – koniec żartów – 25 lat pozbawienia wolności. Koniec kary jak nieziemsko piękne marzenie senne – 2045. Syn Kamil, tak bardzo go szkoda, czeka na nią gdzieś tam. Beata to jej drugie imię. Choruje na raka, jest dziś na granicy życia i śmierci. Bóg oceni i wskaże jej miejsce. Pójdzie tą drogą z jedynym synem, trzymanym za rękę, razem. Wreszcie dla siebie. Co powie, gdy spacerując z Kamilem po ciepłym, pustynnym piasku, spotka swoje ofiary?
Adrianna – „Zbyszek, idź do niej, nazywają ją Facebook”. Ona sama mówi, że to nieprawda. A w rzeczywistości, pytam dziś, jakie to ma znaczenie? Adrianna to dziewczyna z Łodzi, swoja, nasza. Musi wyjść – odbudować siebie i rodzinę. Ma czas, żeby to przemyśleć, przewartościować. Gdzieś przed nią data – 2038, wyrok – 15 lat, nie pierwszy zresztą w jej życiu. Kim będzie, kiedy już stąd wyjdzie? Wsiądzie w autobus, a raczej wróci piechotą do domu. Ktoś będzie na nią czekał – to tak wiele. Tych straconych lat już nikt nie cofnie, niepotrzebnych wspomnień… Życzę jej dobrze, dlaczego niby miałbym tego nie robić? Ma się dla kogo zmienić. To wciąż bardzo młoda osoba. Udźwignie?
J. – kara dożywotniego pozbawienia wolności, zabójstwo 94-letniej Thei Zaudy w jej mieszkaniu przy Kensington Park Road w Londynie. J., wtedy 41-letnia kobieta z Polski. „Jej ciało zapakowała do walizki, którą wraz z trojgiem wspólników przetransportowała w okolice Milton Common, a następnie spaliła”. Sprawa tak bardzo dziwna. Może ktoś kiedyś pozna jej szczegóły, przeczyta uważnie całe akta. Może na podstawie tego, co wewnątrz opasłych tomów, wyrobi w sobie pewność, przekonanie, że jest tak lub tak… Moja rozmówczyni – J., osobowość, historia i rodzina. Ona ma tę wiedzę. Kogo chroni? Czy będzie miała szansę udowodnić deklarowaną przez siebie niewinność? Manipulacja czy prawdziwe słone łzy? Sprawa tak bardzo dziwna. To już 18. rok w więzieniu. Życzę J. wyjścia na wolność – po ludzku. Nie jestem jej adwokatem. To nie moje życie.
Aga – mam około 300 swoich studentów każdego roku, wśród nich wiele dziewczyn jak Aga: niewyróżniających się, „standardowych”, żyjących po swojemu, ze swoimi zainteresowaniami, imprezami, chłopakami i przyjaciółkami. Nauka, praca, piątkowy balecik, czasem lightowo, czasem na ostro – nic nadzwyczajnego. Muzyka, słuchawki, popcorn, kino i weekend z przyjaciółmi. Tipsy i makijaż, przedłużone rzęsy i tatuaż z motylem. Facebook i Instagram. Młodość, niewinność. Na obowiązki, te nudne, codzienne, przyjdzie czas. Dziś płacą rodzice lub pracodawca z Rossmanna. Aga to taka właśnie dziewczyna, 24 lata w chwili rozmowy, lipiec 2025 roku, rozmowy w więzieniu – drugim z 14-letniego wyroku za zabójstwo w zamiarze ewentualnym. Głupota, brawura, alkohol i marihuana. Młodość, tipsy i makijaż. Facebook i Instagram. Wina i kara. Bartek. Tylko po co? Kim będzie 10 lat po wyjściu na wolność?
Anna K. – wszyscy znają Ankę, Anka jest i tu, i tam, proszona i nieproszona. Zdecyduje, podpowie. Żywe srebro z ośmioletnim nieprawomocnym wyrokiem za zabójstwo i coś tam jeszcze. Matka Boska Łódzka, misjonarka z wizją naprawiania świata i nawracania złych chłopców na lepszą drogę. Pewność, że żurek w domu i popołudniowy wyjazd na basen z dziećmi są fajniejsze niż stanie pod monopolowym. Posłuchaj jej i się zmień. Anka – sama, nie bez winy, polubiła smak wódki, wie to. I ta dziwna przypadłość: kogo dotknie swą dobrocią, ten umiera. „Posłanka śmierci”. Życzę uśmiechu, trzeźwości, pogody ducha i… życia na wolności: weekendowych zakupów w galerii i spokoju po południu w swoim czystym małym mieszkaniu z herbatą w ręku.
Matylda B. – na moje spotkanie w Pleszewie, do tej – uwaga – najlepszej w Polsce biblioteki („nie byłeś na spotkaniu autorskim w Pleszewie, nie liczysz się na rynku”), przyszło 70 osób.Nie omawialiśmy zapowiadanego promocyjnie wątku pleszewskiego, ale on krążył: w podszeptach, spojrzeniach, wątpliwościach, w pytaniach jej sąsiadek i matek dzieci, które chodzą do klasy z jej córką. Tlił się, gasł, powracał. Ojciec tak… Matka zawsze surowa tak… „Wiesz, gdyby im się udało spalić ten domek, to nie byłoby żadnych dowodów. Gdyby zdążyli, zginąłby oficjalnie od pożaru roznieconego papierosem. Zostałby skwarek i umorzenie w aktach”. To tyle dziś i w tym miejscu,resztę dopowie sąd II instancji, a po nim prasa w całej Polsce. Na szali dobra i zła wyrok 25 lat pozbawienia wolności. Mniej? Czy to może się udać? Niebezpieczne wody, chłód, przenikliwie zimny wiatr. Zmarznięte kwiaty, metaliczny zapach krwi. Zimna woda w basenie, w którym umyjesz ręce, gdy nikt nie widzi.
Magdalena P. – pomysł, alkohol, moje, nóż. I tak ją kocha. Na osiem. A ona na przemian: raz tu, raz na wolności. I na wolności też się chowa: przed alkoholem, pomysłami. Zabójstwo „kuchenne”, a raczej usiłowanie lub… nieszczęśliwy wypadek. Zatem można nadziać się na nóż. „Miałam usiłowanie zabójstwa Artura i z Arturem mieszkałam dalej”, a jak policja przyjechała, to Artur pomógł się jej spakować i zaniósł rzeczy do samochodu. Magdalena P. – lat 42, siódmy raz w zakładzie karnym.
Sara – zabójstwo dziecka, syna, nożyczkami. Sara jest poza marginesem społeczeństwa: tego na zewnątrz i tego tu, w zakładzie karnym. Zrobiła, co zrobiła, tak jej się ułożyło życie. Czy sobie poradzi kiedyś na wolności? To jeszcze kilka lat i metalowe skrzydła więziennej bramy zamkną się za nią z hukiem. Wolność i swoboda, 2029. Nie rzucaj w nią kamieniem, przemyśl. Nie widziałem w tych oczach zła, widziałem pamięć: powracający stukot, metal o metal, rozrywający czaszkę; jęk, krzyk, szloch, szamotanina. Matka, oddech, śliskie ciało. Cisza, rechot, już po.
Marta – rocznik 1982, to jej tekst jest na początku tej książki. Czy to sprawiedliwe? Wina a kara, zbrodnia a długość wyroku. Są w niej jeszcze te emocje. Marta na co dzień jest wesoła i sympatyczna, ale potrafi dopiec. Nie wchodź jej w paradę – to jeszcze krótki lont. Sympatyczna? Zabójczyni z 25-letnim wyrokiem nie może być sympatyczną osobą, dziś w 14. roku odsiadki? Jest wiecznie naznaczona? To jeszcze 11 lat, ale ja czuję, że wyjdzie wcześniej. Marta i jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce – Warszawa, wiadomo. Blisko z kamerą. Zabiła, teraz siedzi.
Monika P. – on chyba oszalał, dla niego każda zabójczyni to normalna, fajna babka, no, prawie każda. Monika jest właśnie fajną babką, miłą, komunikatywną, nieszczęśliwą. W jej życiu był alkohol, był kochanek i był mąż. I jego zabiła – w szale, w obronie. Dziś jej dzieci odwiedzają ojca na cmentarzu w Warszawie. Jej cela jest tak blisko jej domu, kilka kilometrów. Ten krótki dystans do własnego łóżka i pokoju będzie pokonywała ślimaczym tempem monotonii każdego dnia przez kilka kolejnych lat. Wiem, że wyjdzie i już tu nie wróci. „Krwawe morderstwo na Woli. Monika P. zadźgała męża Janusza”. Ona i on – rocznik 1977.
D. – jest, a jakby jej nie było. Wielokrotnie wracam do tej historii, wertując kartki, zadając sobie pytanie, o czym była ta sprawa. A przecież D. zabiła ojca, Zbigniewa. Powinienem zapamiętać. Zabiła wspólnie i w porozumieniu. Karawan, pogotowie, policja i prokurator. Statystyka? 12 lat w więzieniu już. Koniec wyroku – 2038. Łącznie kara 25 lat pozbawienia wolności. Tyle lat za kratami, tak wiele straconych dni i wspomnień. „To dużo, mam nadzieję, że nie dojdzie do odsiedzenia od dzwonka do dzwonka. Praca to jedyne, co mam tutaj. Mogę się oderwać, ale to ciągle wraca – czy chcę, czy nie chcę”.
Mysza – jeśli masz w domu telewizor lub trzymałeś kiedyś w rękach smartfon, przeglądając w Google wyniki dla hasła „true crime Polska”, to już przecież znasz tę historię. Pół Polski ją słyszało i oceniło. Szafot, sznur, kara śmierci. Młoda matka i kolejne dziecko, które ta książka przypomina. Kasia. Jej oknem życia stał się kawałek ziemi za kontenerem PCK, takim na ubrania, dla dobrych ludzi, którzy chcą się podzielić z biednymi. To jej ósmy rok w zakładzie karnym, zostały dwa lata. Gdzie się schowa przed światem? Jak będzie żyła? „Każda kara byłaby dla mnie sprawiedliwa. Przyjęłabym i 25 lat, i nawet dożywocie, ponieważ zasłużyłam na to”. Nie oceniaj pochopnie.
R. – to sprawa, którą musiałem odchorować, jedyna taka tu. Okrucieństwo, ból. Nie godzę się na to i nie umiem tego zrozumieć. Brak empatii, współczucia, ludzkich odruchów. Po co to? Dlaczego? Czy własne potrzeby i ten strach, o którym dziś tak głośno mówi, można zestawić z życiem dziecka? „Byłam uzależniona od niego, robiłam wszystko, co on chciał. Ja chciałam ratować ten związek, chciałam stworzyć normalną rodzinę”. Wyrok jednoznaczny, do tego podniesiony w II instancji – kobieta kobiecie – 25 lat za kratami, po równo dla niej i dla niego. Chłopczyk, Kubuś. Dla dobra wszystkich ta historia została podwójnie zanonimizowana, ale niestety się wydarzyła. Słyszeliście o niej nie raz.
Skazana – był śmiech, łzy, nadzieja i tłumaczenie, emocje, dreszcz. Historia życia tej kobiety – było oczyszczenie i przekonywanie, z dystansem. Skazana to matka czwórki dzieci, właściwie siódemki, ale tej trójki nie ma. Nie wierzysz, że to możliwe? „Czuję się winna, bo nie szukałam pomocy”. Obiecałem jej, że nasza rozmowa nie będzie rozdrapywać ran. To nie brukowiec. Że postara się uzmysłowić… Nie oceni jej, a może przekona ciebie. Udało się? To jedna z najgłośniejszych spraw karnych w Polsce – z dziećmi pokrzywdzonymi przestępstwem z artykułu 148 Kodeksu karnego, gdzie inaczej niż w poprzedniej historii sąd II instancji dał szansę, zdejmując 10 lat więzienia z 25-letniego wyroku. Co wziął pod uwagę, orzekając, oceniając ją i jej męża – tego, który z sądu wyszedł w białych rękawiczkach? Zostało dwa lata z kawałkiem. Skazana wyjdzie na wolność i będzie jej tu dobrze, zadbają o to jej dzieci. To pierwsza rozmowa z nią opublikowana w Polsce.
Podobnie zresztą jak zdecydowana większość w tej książce: mojej, trudnej, emocjonalnej. Jedynej tak blisko skazanych kobiet, powstałej w Polsce – kobiet skazanych za zabójstwo.
Czujesz oddech Sary i spojrzenie Matyldy B.? Uśmiech Anny C., optymizm Aśki? Uścisk małej dłoni podwójnej zabójczyni na powitanie? Wyobrażasz sobie tę liczbę ciosów nożem w serce? Nóż wyciągnięty z klatki piersiowej i tryskającą krew? Widzisz zawiniątko zakopywane przez matkę zabójczynię? Nie bój się, to tylko książka. Ty oceń albo nie. Wysłuchaj ich.
Moi studenci po dwugodzinnej rozmowie z trzema z przedstawionych tu postaci stwierdzili jednomyślnie: „Tak, panie wykonały olbrzymią pracę. Dopiero po tej rozmowie face to face widać, że jest resocjalizacja i nawet działa. Trzeba po nią i do niej tylko wyciągnąć dłonie”.
Spójrz na to z nadzieją. Ten błąd był. Jest wina i jest kara. Czy można lub trzeba przekreślić drugie życie?
Każda z tych historii spisanych tu dla ciebie jest inna.
Artykuł 18 § 1 Kodeksu karnego: „Odpowiada za sprawstwo nie tylko ten, kto wykonuje czyn zabroniony sam albo wspólnie i w porozumieniu z inną osobą, ale także ten, kto kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę lub wykorzystując uzależnienie innej osoby od siebie, poleca jej wykonanie takiego czynu”3.
„W przypadku współsprawstwa wszyscy sprawcy przestępstwa odpowiadają za zabójstwo, bez względu na to, który z nich bezpośrednio spowodował śmierć. Nawet w sytuacji, gdy rolą jednego ze sprawców było wyłącznie ułatwienie dokonania zabójstwa.
Co więcej, sprawcy nie musieli wyraźnie porozumieć się co do popełnienia zabójstwa. Wystarczy, że do porozumienia doszło w sposób dorozumiany.
Gdy jednak nie uzgodniono, nawet w sposób konkludentny, granic wspólnego zamiaru, wykluczone jest przyjęcie współsprawstwa.
Za niewykonawczą postać sprawstwa zabójstwa, czyli sprawstwo kierownicze i polecające, odpowiada się na zasadach ogólnych”4.
„Sednem procesu organizowania jest tworzenie reguł działania dotyczących: koordynacji, wydawania poleceń, podpisywania dokumentów organizacyjnych, podziału czynności itd.
W organizowaniu istotne jest więc tworzenie reguł organizacyjnych. Reguły te mają ułatwić sprawną realizację zadań, rozwiązywać konflikty, ujednolicać występowanie «na zewnątrz». Uregulowania organizacyjne zawsze dotyczą członków organizacji, a ściślej mówiąc ich zachowań i czynności.
(…) Sprawstwo kierownicze nie obejmuje swym zakresem organizowania przestępstwa. Przyjęcie, że organizator jest sprawcą kierowniczym, pociągałoby za sobą konieczność przyjęcia wykładni rozszerzającej, która jest w prawie karnym niedopuszczalna”5.
To jedna z pierwszych rozmów do tej książki. Po wielu miesiącach przerwy od pisania. Zmęczenia i kolekcjonowania laurów po dwóch poprzednich.
„Proszę iść tam, na koniec korytarza. Tam jest świetlica i chyba dziś zaczniemy od pani Aleksandry. Powinna być w świetlicy. To wszystko jest nowe. Tam jest taki kącik biblioteczny, który ona prowadzi. Całe życie prowadzi bibliotekę. Dziś dwie rozmowy?”
Te książki są „całkiem, całkiem” i jest ich sporo. Tytuły? Każda z nich, 160 kobiet osadzonych w tym miejscu, z pewnością znajdzie coś dla siebie. O ile lubi czytać. Kryminały Bondy, biografie świętych i stary Kodeks karny. Swoje dwie o dożywotnich zostawię. Niedługo, na koniec.
Jest, wychodzi naprzeciw z wyciągniętą ręką. Mieliśmy rozmawiać już jakiś czas temu, krótko po wizycie u niej ekipy Crime+Investigation Polsat. Będzie bohaterką jednego z sześciu odcinków nowej serii.
Kruczoczarne, farbowane włosy. Zresztą cała jest ubrana na czarno z tym dziwnym elementem, jakim jest zielona długa spódnica. Grube, zielone sukno. Czujne czarne oczy, wyregulowane schludnie brwi. Soczek z wodą na stoliku. Karty biblioteczne.
Denerwuje się. Gdy się denerwuje, drgają jej wargi i powieki. Na początku rozmowy drgają. Nie znamy się. Po kilku godzinach będzie nam dużo łatwiej. Pewne słowa już padły, pewne spojrzenia zostały wymienione. Tworzy się obraz. Emocje. Krzywda. Szczerość i nieszczerość. Interpretacja. Napisaliśmy pewną historię.
Podczas tej rozmowy będzie wiele łez, szlochu. Będą potrzebne przerwy. Nie do końca wtedy, gdy mowa o straconych najlepszych latach życia, spędzonych za kratami. Zdecydowanie bardziej, kiedy mowa o rodzicach. Tych, którzy musieli znieść ciężar udowodnienia, że nie była winna. Dla nich nie była. Dla innych… Ciężar spojrzeń, upokorzeń, wytykania palcami. Dali jej, jedynaczce, wszystko, co mieli: swoją wiedzę, doświadczenie i pieniądze; wykształcenie, miłość, wskazówki. Z dobrego serca. Swojej jedynej córce. Zmarli sami, w bólu, z brzemieniem córki morderczyni. Utrudnienie, utrapienie, przykrość, niewola spojrzeń innych.
To nie po prostu kolejna rozmowa – z wielu względów. Ona, Aleksandra, jest pierwszą dożywotką, która zgodziła się porozmawiać, przedstawić w książce swoją historię. Co nie znaczy, że ta historia da się zważyć, tak aby kategorycznie stwierdzić: rzeczywiście, dożywocie się należy.
Poza tym mam dziwne odczucia, może bardziej… przeczucia. Ale nie mogę ferować wyroków. Moim zdaniem to, moim zdaniem tamto… Bądźmy poważni. Prowadzić polemiki z wyrokami sądowymi. Wyjść stąd, otrzepać kurz z rękawa. Nie dziś, nie na tym etapie znajomości tej historii – znajomości tylko z mediów i z tej rozmowy z Aleksandrą. Nie znam akt śledztwa. Może kiedyś…
A przecież tak łatwo jest ulec pokusie oceny – to wygodne. Tak ją tu opisać, dla publiki: Aleksandra „C.-M.” winna, zabójczyni, zła do szpiku kości, najgorsza, stale zła. Za coś przecież to dożywocie dostała… Lektura kolejnych doniesień prasowych może szokować nawet osobę z jakimś doświadczeniem w analizie takich spraw. Dla zwykłego obywatela to jest nie do wyobrażenia.
Historia zabójstwa i tego, co później. Dowody? To nawet nie słowo przeciwko słowu, to jej słowo przeciwko dwóm słowom – słowom współoskarżonych, współwinnych, współukaranych. To słowo Aleksandry przeciwko systemowi, który jej nie rozumiał. Była znakomitym wzorem do ukarania. Była poza tym, co nasze – twoje, moje, polskie. To gryzie, niepokoi. Dlaczego ktoś miałby mieć lepiej, miałby być lepszym od ciebie czy ode mnie. Jest inna? Lepsza? No to zobaczymy…
To też jej słowo przeciwko książce, którą napisała Anna, jej przyjaciółka. Poznały się na studiach, na pierwszym roku. Przyjaźń. Zabiłam – to tytuł tej książki. Przyznanie się to królowa dowodów? Zabiłam – ja, Anna. Ale nie zabiłam sama. Zrobiliśmy to we trójkę. Pani Aleksandra nazwana jest w tej książce Marcinem. Zabiłam. I Marcin zabił. I jest jeszcze ona – Katarzyna, córka ofiary. Ona też zabiła. Dziś już niczego nam nie wyjaśni. Czy jeśli jest coś po życiu, znalazła swoje wieczne miejsce koło gabinetu ojca?
One trzy i jeden, ten sam wyrok – kara 25 lat pozbawienia wolności. Tak, trzy razy „ćwiara”. W I instancji, w nieprawomocnym wyroku, pięć lat po zbrodni zabójstwa Antoniego K., radcy prawnego z Chrzanowa. Ojca, przyjaciela, pracodawcy i partnera. Zabójstwo wspólnie i w porozumieniu. Na ławie oskarżonych: Katarzyna – córka, Anna – kochanka i asystentka, no i ona, Aleksandra – mózg operacji. „Operacji puzzle”, jak dowiemy się później.
II instancja po niedługim czasie. Inne wejście do tego samego sądu, inni ludzie, którzy założyli togi i łańcuchy. Swobodna ocena dowodów, zasada sądowego wymiaru kary, doświadczenie i mądrość życiowa. Wyrok sprawiedliwy, kara nieuchronna.
Katarzyna i Anna – winne. Zabiły. Uff, ulga dla społeczeństwa. Kary – 11 lat i 11 miesięcy pozbawienia wolności. Uff, ulga dla nich. To już nie 25 lat za kratami. W rzeczywistości wyjdą dużo szybciej. Zabiły, ćwiartowały zwłoki ojca i kochanka. Wywoziły je autobusem, podmiejskim Pekaesem, jeździły po okolicy i wrzucały worki z puzzlami do Wisły. Ulga. Już go nie ma, nikt go nigdy nie znajdzie, wyjechał.
Ona – Aleksandra, przyjaciółka rodziny, przyjaciółka ofiary. Znali się od studiów. Bywała u niego w domu. To jest – u nich, czyli u niego i u Katarzyny, młodszej od niej o dwa lata córki. II instancja – wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej – winna. Mniejszy wyrok? Jak one? Ulga? 25 lat to źle, bardzo źle. Dużo, nie zasłużyłam. „(…) wymierzam Aleksandrze C.-M. karę dożywotniego pozbawienia wolności”.
Tak kończą niepokorni? Niewygodni dla systemu? Prawdziwie źli ludzie? Uff, ulga dla społeczeństwa. Aleksandra C.-M. już nikogo nie zabije, nie poćwiartuje i nie wrzuci do Wisły.
Uff, ulga dla nich, Katarzyny i Anny. Przyjaciółki. „Zabiłam”. Słowo przeciw słowu. Słowo przeciw słowom przyjaciółek. W tle ofiara, przyjaciel. „Córka ofiary Katarzyna K. zgłosiła policji zaginięcie ojca, informując, że nosił się on z zamiarem wyjazdu do Warszawy, gdzie miał umówione spotkanie. Wystąpiła nawet w programie telewizyjnym”6.
A może wygodniej byłoby jej nie uwierzyć. One trzy – tytułowe „Modliszki z Chrzanowa”.
„Gdyby Ania wychowała się w innej rodzinie.
Gdyby Kasia nie bała się ojca.
Gdyby Antoni nie upokarzał swojej kochanki.
Gdyby Ola nie potrzebowała pieniędzy”7.
Córka, kochanka i przyjaciółka. Zabiły Antoniego, porąbały ciało i wrzuciły do Wisły. To dom grozy!
„Był rok 2000 kiedy w Chrzanowie zginął znany i szanowany radca prawny Antoni K. (†70 l.). Dopiero cztery lata później wyszło na jaw, że majętny senior został okrutnie zamordowany przez własną córkę i swoją kochankę. Mózgiem zbrodni była przyjaciółka obu kobiet, Aleksandra C. Kobiety najpierw próbowały otruć Antoniego K., podały mu pierogi z muchomorami. Gdy to nie poskutkowało, wrzuciły do kawy tabletkę nasenną i zaczęły dusić poduszką. Ciało rozczłonkowały, wiozły 40 km autobusem w plecakach i wrzuciły do Wisły w Krakowie”8.
Dwa tygodnie przed rozmową z panią Aleksandrą zostałem poproszony o nagranie materiału dla Crime+Investigation Polsat. Z dwóch godzin nagrania niespodziewanie zrobiło się pięć. Te najmniej wygodne pytania padły na końcu – po raz pierwszy w Polsce.
To była rozmowa z Beatą Pasik. Sprawa zabójstwa i usiłowania zabójstwa w butiku Ultimo na Nowym Świecie 36 w Warszawie 16 grudnia 1997 roku. Zaangażowane wszystkie media. Winna, na szafot, kara śmierci.
Wyrok sądu I instancji – 1999 rok – niewinna. Sprawa wraca, mijają kolejne lata Beaty Pasik na wolności. Ponowny wyrok sądu I instancji – 2003 rok – niewinna. Sprawa wraca i znów mijają kolejne lata Beaty Pasik na wolności.
Rok 2005 – wyrok sądu I instancji, po raz trzeci, ostatni wyrok w sprawie. Późniejsza apelacja i orzeczenie Sądu Najwyższego już nic w tej sprawie nie zmienią. Ten sam materiał dowodowy. Beata Pasik – winna. Wyrok – kara 25 lat pozbawienia wolności.
Szesnaście kolejnych lat w zakładzie karnym. „To nie ja strzelałam. To nie ja zabiłam”– twierdzi dziś. Zresztą powtarza to od początku.
Niepełny materiał dowodowy, błędy popełnione w śledztwie; domniemanie niewinności w dwóch pierwszych wyrokach, domniemanie winy w ostatnim, skazującym.
Słowo przeciwko słowu.
Ona, Beata Pasik, versus A.J. – ofiara, która cudem przeżyła. Jej mąż D. wtedy, 16 grudnia 1997 roku pomiędzy godziną 19:35 a 20:00, na Nowym Świecie 36 w Warszawie nie miał tyle szczęścia. Zginął od dwóch kul. Te kolejne dwie wystrzelone do A.J. dziwnym trafem nie zabiły.
Może po to, aby przez kolejne lata niedoszła ofiara każdego dnia powtarzała, że strzelała do niej Beata Pasik. Przeżyła, aby świadczyć.
Słowo przeciwko słowu.
A.J. i jej zeznania obciążające Beatę Pasik. Anna G. i jej wyjaśnienia obciążające Aleksandrę Clayton-Malik. W sprawie Ultimo jest coś, co nie pozwala mi uwierzyć. W sprawie zabójstwa Antoniego K. jest coś, co nie pozwala mi wierzyć. Po tych kilku godzinach spędzonych z jedną i z drugą. W tych oczach, w tej mimice, w tych słowach, w tej swojej prawdzie.
„Operacja puzzle”. Czy policji udało się złożyć wszystkie elementy?
„Na karę dożywocia za zaplanowanie brutalnego zabójstwa radcy prawnego z Chrzanowa (woj. małopolskie), kierowanie nim i kontrolowanie jego przebiegu, skazał krakowski sąd okręgowy Aleksandrę C.-M.”9
Aleksandra Clayton-Malik
urodzona w 1965 roku w Krakowie
wykształcenie wyższe – historia, Uniwersytet Jagielloński
Dlaczego my dziś rozmawiamy? I skąd ta zgoda po wielu latach milczenia? Zgoda na udział w programie Dożywotniacy dla Crime+Investigation Polsat.
Nie wiem. To chyba jakaś desperacja, która mnie ogarnęła. Na początku, zaraz po wyroku, zostałam bardzo zaatakowana przez media. Stwierdziłam, że nie ma sensu wypowiadać się na ten temat. Odmawiałam wszystkich wywiadów, rozmów.
Nie chciałam i nie miałam siły już na ten temat mówić. Po prostu stwierdziłam, że to nie ma sensu. Że to bezcelowe, skoro i tak nikt nie wierzy w moją wersję wydarzeń, a ja nie jestem w stanie w żaden sposób udowodnić tego wszystkiego. Słowo przeciwko słowu. Wszystko jest oparte na słowach. Nie chciałam szarpać własnej psychiki i na ten temat mówić, do tego wracać, nawet się bronić.
Teraz, w pewnym momencie, po tylu latach, ogarnęła mnie jakaś desperacja, potrzeba, przekonanie, że ja jeszcze chcę coś powiedzieć. Może dlatego się zdecydowałam na rozmowę.
Nie spodziewałam się, że Dożywotniacy będą kręceni z wizerunkiem, i wzdrygałam się przed taką reklamą. Jednak panowie z ekipy przekonali mnie do tego, że ten mój wizerunek jest ważny. A ja już jestem na takim etapie, że jest mi wszystko jedno, więc stwierdziłam, że „dobrze, niech będzie”. Jeżeli już pokazałam swój wizerunek, swoją twarz i opowiedziałam o tym wszystkim przed kamerą, to mogę właściwie z każdym o tym rozmawiać.
Koniec z ukrywaniem się, chociaż ja nie powiem, że to jest łatwe dla mnie. Wyczerpuje mnie to psychicznie.
Czy pani się pogodziła z wyrokiem przez te lata, wycofując się?
Nie wiem, czy się pogodziłam. Ale na pewno się zamknęłam, wycofałam się całkowicie. Skoncentrowałam się na tym, żeby przetrwać.
Styczeń 2000 roku. W 2024 roku wracamy po latach do tej sprawy.
Dożywocie. Za niecałe pięć lat mogę ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Dotychczas nie miałam możliwości stawania na w.p.z. W więzieniu jestem od 2005 roku, teraz zaczął się 21. rok mojej odsiadki.
Od momentu, kiedy mogłam, przeszłam na półotworek (to znaczy od 2021 roku). Wcześniej byłam cały czas nazamku. To wynika odgórnie z kodeksu – 15 lat w systemie zamkniętym, więc nie jest tak, że nie chciałam być na półotworku albo sprawiałam problemy. Po prostu nie mogłam, bez względu na jakiekolwiek okoliczności.
Czym dla pani jest pani dożywocie?
Wolę nawet sobie tego nie wyobrażać. W wieku 40 lat znalazłam się w zakładzie karnym, dziś mam 60 lat. 20 lat najpiękniejszego chyba okresu życia.
10 lat z tego czasu przebywałam w Kielcach. Nie powiem, że tam mi było źle. Starano mi się ułatwić czas. To dzięki Służbie Więziennej. Później przyjechałam na Grochów i tu pracowałam na szwalni, korzystając z przywileju dyrektorskiego – takiego oto, że dla pracujących cały oddział był po prostu otwarty. Zakład półotwarty to zawsze większy komfort, otwarte drzwi. To zawsze większy komfort psychiczny. Tutaj ten komfort jeszcze rośnie, bo te drzwi w ogóle nie są zamykane, nawet na noc. Jesteśmy tu cały czas otwarci.
Kodeksowo zatem pięć lat wyroku jeszcze przede mną. Staram się tego nie rozważać. Chcę przeżyć każdy kolejny dzień, bo w momencie, kiedy zaczynam rozważać, jest bardzo źle.
Pięć lat to jest bardzo dużo. Szczerze, nie sięgam myślami za daleko, dlatego że przez ostatnich 20 lat mnie zawaliło się wszystko. Nastąpiła totalna destrukcja życia, jakie prowadziłam. I jeżeli w tym momencie bym wyszła, nawet za tych pięć lat, to nie wiem, od czego zacząć. To nie jest tak, że boję się wolności, że boję się tych zmian, które nastąpiły na zewnątrz w wielu sferach.
Nie o to chodzi. Chodzi o to, co ja mam ze sobą zrobić. Zostałam wyłączona całkowicie, całkowicie wyizolowana, ponieważ, kiedy przez 15 lat na zamku, nie mogłam praktycznie nic. Nic kompletnie.
Moja cała styczność z wolnością to było 10 minut telefonu do rodziców, męża.
Jeżeli chodzi o jakiekolwiek inne kontakty – znajomych i tak dalej – to wszystko zniknęło, jako że nie pochodzę ze środowiska kryminogennego i w moim środowisku sam fakt trafienia do więzienia to jest wstyd i hańba. Nikt nie docieka po co, za co. Ważne, że trafił. W tym momencie wszyscy znajomi się ulatniają i nie ma ich.
Zostali mi rodzice i mąż. Moi rodzice zmarli w czasie mojego pobytu tu. Tato zmarł w 2012 roku, mama w 2017. Mąż jest Tunezyjczykiem, został tu zupełnie sam. W 2024 roku wyjechał do Tunezji. Nie miał tu jak w ogóle żyć, został sam. Trochę pracował, trochę próbował założyć jakąś firmę, ale to nie to. Jest ciut młodszy ode mnie – ma dziś 56 lat. To, że mąż był Tunezyjczykiem, to nigdy tu w Polsce nie przysparzało mi sympatii. Została przy mnie rodzina męża. My nie mieliśmy dzieci. W Polsce nie mam nikogo, zupełnie nikogo.
Wychodzę i nie mam nikogo, jestem sama. Jedyne, co mogę zrobić, to wrócić do Tunezji. Tam od początku lat 90. budowałam swoje życie, nie tu. Tu bywaliśmy jedynie dla moich rodziców. Jestem jedynaczką, oni mieli tylko mnie. Przyjeżdżaliśmy, aby oni mieli nas przez chwilę. To byli starsi ludzie, schorowani. Część roku spędzaliśmy w Polsce, część w Tunezji.
Ale wszystko było skierowane na „tam”, nie na „tu”. Chcieliśmy spędzić starość w Tunezji z moim mężem. Wzięliśmy ślub w 1995 roku. Tam były interesy prowadzone wspólnie, tam budowaliśmy dom. Jedyne, czego nie przewidziałam, to tego, że ja tu spędzę 20 lat – w więzieniu.
Mój tata po moim wyroku, dowiedziałam się o tym później, przestał z premedytacją przyjmować leki na serce. Dokonał na sobie dobrowolnej eutanazji. Nie mówił mamie, ukrywał to. Mama po jego śmierci straciła wszystko. Nie wychodziła z domu, nie podnosiła się z łóżka. Mój mąż przez cztery lata się nią zajmował.
Proszę pana, on wychodził z mieszkania do sklepu, a mama krzyczała, bo nie wiedziała, co się dzieje. Bała się. Krzyki, sąsiedzi wzywający policję. On wraca ze sklepu, a tu są drzwi wyważone. Koszmar. Koszmar. To nie do wyobrażenia. Mama się poddała. Nie było z nią już praktycznie kontaktu, a nie chcieliśmy jej oddawać do jakiegoś domu starców. Straciła zmysły po tym wszystkim.
Nie byłam na pogrzebach rodziców. Musiałabym jechać z konwojem i w kajdankach. Nie chciałam. To byłoby jeszcze chyba gorzej, gdybym to wszystko zobaczyła. Jak moja mama zmarła, ja nie byłam w stanie się rozpłakać. Coś się zacisnęło we mnie, w środku. Ja nie przeszłam żałoby. Do tej pory się łapię na tym, że chciałabym zadzwonić do mamy.
System przejechał po moich rodzicach jak walec. To jest inaczej, jeżeli muszę sobie radzić tylko ze sobą i tym, co mnie spotyka. Gorzej, jeżeli muszę sobie radzić z tym, co spotyka moich bliskich. To byli naprawdę starzy ludzie, niczemu niewinni. Nawet na początku tej sprawy były jakieś insynuacje, że moi rodzice dzwonili do matki Anny i grozili jej śmiercią. Nieprawdopodobne, niestworzone historie. Billingi sprawdzono, takich sytuacji nie było. Ale i tak ich ciągano po policji, wzywano.
koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji
* J. Utrat-Milecki, Kara. Teoria i kultura penalna: perspektywa integralnokulturowa, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010, s. 43. [wróć]
1 Z. Nowak, 24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2024.[wróć]
2 Z. Nowak, Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2025.[wróć]
3 Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny, Dz. U. z 2025 r. poz. 383.[wróć]
4 L. Tyszkiewicz, Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, w: M. Filar (red.), Kodeks karny. Komentarz, wyd. 4, Wolters Kluwer, Warszawa 2014, s. 852.[wróć]
5 M. Marciniak, Organizator przestępstwa w polskim prawie karnym, „Prokuratura i Prawo” 2004, nr 9, s. 141 i nn.[wróć]
6 Wyroki dla 3 kobiet za dokonanie makabrycznej zbrodni, Wp.pl, https://wiadomosci.wp.pl/krakow/wyroki-dla-3-kobiet-za-dokonanie-makabrycznej-zbrodni-6036780781032577a (dostęp: 15.09.2025).[wróć]
7 Gang pierogów z muchomorami (Chrzanów 2000), Zbrodnie Prowincjonalne, https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/chrzanow2000 (dostęp: 15.09.2025).[wróć]
8 A. Leszaj, Córka, kochanka i przyjaciółka. Zabiły Antoniego, porąbały ciało i wrzuciły do Wisły. To dom grozy!, „Super Express”, https://www.se.pl/krakow/corka-kochanka-i-przyjaciolka-zabily-antoniego-porabaly-cialo-i-wrzucily-do-wisly-to-dom-grozy-aa-2W4X-TemM-1NF8.html (dostęp: 15.09.2025).[wróć]
9 Wyroki dla 3 kobiet…, dz. cyt.[wróć]
