Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt - Karol Darwin - ebook + książka

Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt ebook

Karol Darwin

0,0

Opis

 

Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt jest jednym z ostatnich i najlepszych dzieł Darwina, w którym otwarcie i bez strachu używa już słowa ewolucja i pisze o bezpośrednim pochodzeniu człowieka od małpy. Jest to pierwsza na świecie poważna rozprawa o ekspresji emocji z licznymi przykładami i bogactwem opisu. Poprzez powracanie do ewolucji Darwin próbuje znaleźć uzasadnienie ruchów mimicznych. Każde podjęte zagadnienie omawia możliwie najbardziej dogłębnie, analizuje plusy i minusy przyjętego sposobu rozumowania, cytuje swoich zwolenników i przeciwników, a niejednokrotnie z rozbrajającą szczerością przyznaje, że nie jest w stanie wysnuć ostatecznego wniosku, pozostawiając czytelnika ze swoimi wątpliwościami i rzetelnie zebranymi argumentami obu stron. Precyzyjnie opisuje niezwykle silną więź człowieka z przyrodą, który jest jej integralną częścią, podobnie jak zwierzęta.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 468

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Przedmowa

Rozwój cywilizacyjny i postęp technologiczny, jaki dokonał się na przełomie ostatnich 100 lat, jest związany z ludzką ciekawością, zdolnością do eksploracji oraz kreatywnością. Ciekawość motywowana przez emocje jest charakterystyczna zarówno dla świata ludzi, jak i zwierząt. Stawiając kiedyś granicę pomiędzy tymi światami, skupiliśmy się na przypisywaniu człowiekowi nadrzędnego miejsca w stosunku do zwierząt.

A przecież już od momentu wydania przez Darwina książki O powstawaniu gatunków wiadomo jest, że ludzie i zwierzęta mieli w przeszłości wspólnego przodka. Każdy żywy organizm na naszej planecie wywodzi się od „LUCA” (ang. last universal common ancestor, LUCA) – hipotetycznego wspólnego przodka – który był „nasieniem” drzewa życia, rozpościerającym swe gałęzie na całą naszą planetę. Na tym istniejącym 4,2 miliarda lat drzewie „ludzkość” ma swoje miejsce. Stawiając się wyżej od świata zwierząt na drabinie życia, bierzemy na siebie szczególną odpowiedzialność za wszystkie składowe całego świata przyrody.

Niewątpliwie osobą, która czuła taką odpowiedzialność, był Karol Darwin, który wydając w 1872 roku książkę Wyraz uczuć u człowiek i zwierząt, łamie kartezjański pogląd stawiający człowieka na szczycie drzewa życia. Darwin dostrzega, że zwierzęta wyrażają emocje podobnie jak ludzie oraz że posiadają uczucia. W tamtym czasie był to rewolucyjny sposób myślenia i szokował zapewne bardziej niż sama teoria ewolucji. Darwin daje początek biologicznym badaniom nad mechanizmami emocji. Stwierdza, że dziedziczymy wzorce emocjonalne, których użyteczność została utrwalona w toku ewolucji. Obserwując udomowione ssaki, dochodzi do wniosku, że człowiek wyraża swoje emocje poprzez podobne mechanizmy ruchowo-mięśniowe. Było to podstawą do późniejszych badań neurologiczno-psychologicznych nad podstawami powstawania emocji oraz procesów wewnątrzkomórkowych leżących u ich podstaw.

Współczesna nauka stwierdza, że mózgi nasze i innych ssaków zbudowane są z tych samych struktur. Wiemy, które struktury mózgu odgrywają kluczową rolę w regulowaniu emocji – jest to ciało migdałowate (amygdala) oraz kora przedczołowa. Obie położone są w głębi płatów skroniowych. Pierwsza analizuje dopływające z otoczenia bodźce, natomiast druga ich świadome przeżywanie i kontrolę. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wielkość tych struktur, to zupełnie niewiarygodne jest to, jak małe jest ciało migdałowate w porównaniu z korą przedczołową. Ta niewielka struktura pozwala wywołać naprawdę ogromne emocje – dlatego jej kontrolowanie ma tak wielkie znaczenie. Natomiast kora przedczołowa jest jedną z najmłodszych ewolucyjnie struktur w mózgach ssaków, a pełną dojrzałość u człowieka osiąga dopiero około 20. roku życia. Obie te struktury wchodzą w skład układu limbicznego – jednostki fizjologicznej odpowiedzialnej za emocje i reakcje instynktowne.

Nasza cywilizacja doszła do momentu, kiedy technologia pozwala na budowanie robotów – maszyn wykonujących bardzo skomplikowane zautomatyzowane zadania. Systemy oparte na sztucznej inteligencji zaczynają wyprzedzać ludzi na wielu polach, niektóre z nich są w stanie osiągnąć poziom inteligencji 3-letniego dziecka oraz naśladować ludzką mimikę. Jednak nie wykazują śladów głębokich procesów psychicznych. W filmach science fiction z jednej strony widzimy maszyny, które myślą wyłącznie racjonalnie, a takie racjonalne „myślenie” dążące do optymalizacji może okazać się zagrożeniem dla naszego gatunku. Z drugiej strony pojawiają się fantazje o „hiperludzkiej” wyposażonej w zdolność do odczuwania miłości i innych emocji sztucznej inteligencji, co pokazuje, że mamy świadomość, jak dużą rolę odgrywają one w naszym życiu.

Pora więc zrewidować nasze myślenie w stosunku do wszystkich zwierząt. Nadszedł czas, aby zacząć traktować je na równi z nami. W projektowaniu głębokiej sztucznej inteligencji powinniśmy pamiętać o lekcjach, jakie możemy wyciągnąć ze świata zwierząt. Jeżeli przyszła Super AI obok racjonalności będzie wyposażona w zdolność przeżywania emocji i empatię, mamy szansę na to, że zachwyci się nami, podobnie jak Darwin zachwycał się fauną i florą, dostrzegając w zwierzętach znacznie więcej niż tylko pozbawione uczuć kartezjańskie automatony. Bowiem czyż to nie uczucia i emocje są tym, co stanowi esencję naszego człowieczeństwa?

Empatia – definiowana jako zdolność do rozumienia i interpretacji stanów psychologicznych oraz zachowania innych ludzi, również istot nieludzkich – jest czymś, czego Darwinowi z pewnością nie brakowało. Została ona wydzielona w języku angielskim od kategorii „symphaty” – współczucia – na początku XIX wieku. Dopiero umiejętność dostrzegania stanów innych osobników daje możliwość okazywania współczucia. W dziele Darwina manifestuje się ona w przyrodoznawczej fascynacji istotami żywymi i szacunkiem dla całego świata przyrody, którą musimy teraz ponownie dostrzec.

Stanisław Łoboziak

Wstęp

Pisano już wiele dzieł o sposobie, w jaki uczucia się wyrażają na ciele, lecz jeszcze większą liczbę napisano o „fizjonomice”, to jest o poznawaniu charakteru za pomocą rysów twarzy. Tym ostatnim przedmiotem nie będziemy się zajmować. Dawne rozprawy w naszym przedmiocie1 okazały się dla mnie bardzo mało pożyteczne lub też nie przydały się na nic. Sławne Conferences2 malarza Le Bruna, które pojawiły się w 1667, stanowią najlepsze ze znanych mi dzieł starszych, zawierają one bowiem pewne trafne uwagi. Drugim dziełem, podobnie starym, są Discours sławnego holenderskiego anatoma Piotra Campera3 zawierające odczyty, które wygłaszał pomiędzy 1774 a 1782 rokiem. Nie można powiedzieć, aby odczyty te znacząco posunęły poznanie przedmiotu, którym tu będziemy się zajmować. Przeciwnie zaś, dzieła, które wymienimy poniżej, zasługują na baczną uwagę.

Sir Charles Bell, tak sławny ze swych odkryć w dziedzinie fizjologii, wydrukował w roku 1808 pierwsze, a w roku 1844 trzecie wydanie swej Anatomiiifizjologii wyrazu4. Z całą słusznością można o nim powiedzieć, że nie tylko założył podwaliny tej nowej gałęzi umiejętności, lecz od razu wzniósł gmach pełen znaczenia. Praca jego pod każdym względem jest bardzo pouczająca; zawiera wyborne opisy wyrazów twarzy, rozmaitych uczuć i doskonałe rysunki. Ogólnie dzisiaj przyznają, że zasługa Bella dla nauki polega na tym głównie, iż dowiódł on ścisłego związku, jaki istnieje między ruchami twarzy uwydatniającymi „wewnętrzne uczucia a ruchami oddechowymi”. Jednym z najważniejszych, choć na pozór niewiele znaczącym, jest pod tym względem fakt, że w czasie silnych ruchów wydechowych mięśnie ułożone okrężnie wokół oczu kurczą się mimowolnie, by owe delikatne narządy ochronić od ucisku krwi. Fakt ten, sprawdzony łaskawie, na moje żądanie, z wielką dokładnością, przez prof. Dondersa w Utrechcie, rzuca, jak później zobaczymy, dużo światła na większą część z pełnych znaczenia wyrazów twarzy odpowiadających różnym naszym uczuciom. Zasługi sir Ch. Bella są niedostatecznie cenione przez wielu zagranicznych pisarzy, a nawet zapominane przez innych. Niektórzy tylko uznali istotną wartość jego dzieła, i tak np. M. Lemoine5 powiada słusznie: „W książkę Ch. Bella powinien wczytywać się każdy, kto chce zrozumieć mowę ludzkiej twarzy, zarówno filozofowie, jak i artyści, dlatego że, mimo swej lekkiej formy, pod pozorem estetycznej rozprawy, stanowi ona jeden z najpiękniejszych pomników nauki o związku między fizycznym a umysłowym stanem człowieka”.

Z przyczyn, które zaraz podamy, Ch. Bell nie usiłował doprowadzić swych poglądów tak daleko, jak daleko za pomocą logicznego rozumowania doprowadzić by się one dały. Nie usiłuje on wcale tłumaczyć, dlaczego rozmaite mięśnie kurczą się pod wpływem rozmaitych uczuć, dlaczego np. u osoby, która czuje ból lub obawę, podnoszą się wewnętrzne końce brwi, a kąciki ust kierują ku dołowi.

W roku 1807 Moreau wydrukował nowe wydanie fizjonomiki Lavatera6, do którego przyłączył wiele własnych rozpraw, zawierających wyborne opisy ruchów mięśni twarzowych i wiele innych cennych uwag. Niewiele światła rzuca on jednak na filozoficzną stronę naszego przedmiotu. Tam gdzie np. Moreau mówi o akcie marszczenia czoła, to jest o kurczeniu się mięśnia nazwanego przez francuskich autorów sourcilier (corrugator supercilii – mięsień brew marszczący), powiada słusznie: „ta czynność mięśni marszczących brwi jest jednym z najwybitniejszych objawów wyrazu uczuć przykrych lub natężonych”. A dalej powiada, że mięśnie te, ze względu na swoje przyczepienie i położenie, służą do „ściskania, ześrodkowywania głównych rysów twarzy, czego też należy oczekiwać od wszystkich namiętności przygnębiających lub głębokich, które jakoby zmuszają nasz organizm do skurczenia się i zmniejszenia, a to żeby mniej zostawiał dostępu i powierzchni dla nieprzyjemnych i natrętnych wrażeń”. Ten, kto sądzi, że objaśnienia tego rodzaju rzucają jakiekolwiek światło na znaczenie i początek rozmaitego rodzaju wyrazów ciała, ten zapatruje się na nasz przedmiot z zupełnie odmiennego stanowiska, niż ja nań patrzę. W przytoczonym powyżej ustępie zaledwie spostrzec można mały postęp w filozofii przedmiotu, którym się zajmujemy, w porównaniu ze stanowiskiem, z którego się zapatrywał malarz Le Brun. W r. 1667 mówi on, opisując wyraz bojaźni: „brew opuszczona z jednej strony, a podniesiona z drugiej wskazuje, że podniesiona część stara się jakby połączyć z mózgiem, by zasłonić go od szkodliwości, jaką dusza spostrzega; strona brwi, opuszczona i jakby obrzękła, w stan ten wprowadzona zostaje przez duchy (les esprits), które obficie wypływają z mózgu, jakby dla osłonięcia duszy i ochronienia jej od zła, którego się lęka; usta szeroko otwarte wskazują na kurczenie się serca, skutkiem krwi tłoczącej się do niego; to bowiem sprawia, że człowiek, chcąc odetchnąć, robi wysiłek, który jest powodem szerokiego nad miarę otwierania się ust; wysiłek zaś ten, przechodząc przez narządy głosu, powoduje powstanie nieartykułowanego dźwięku; jeżeli wreszcie żyły i mięśnie wydają się obrzękłe, to wypełnione one są tylko duchami, które mózg obficie do tych części wysyła”. Sądziłem, że warto przytoczyć było powyższe wyjątki jako próbkę niesłychanych bredni, które o naszym przedmiocie pisano.

Fizjologia, czyli mechanizm rumienienia się, napisana przez dr. Burgessa, pojawiła się w r. 1839 i na książkę tę powoływać się będę często w 13 rozdziale.

Dr Duchenne wydrukował w roku 1862 dwa wydania (jedno w arkuszowym, a drugie w ósemkowym formacie) dzieła pod tytułem: Mécanisme de la Physionomie Humaine, w którym znajdujemy opis badań, jakie wykonał za pomocą elektryczności nad ruchami mięśni twarzy, i do tego wyborne wizerunki fotograficzne. Pozwolił mi skopiować ze swego dzieła tyle fotografii, ile mi się podobało. Wielu spomiędzy jego rodaków traktowało nader powierzchownie dzieło Duchenne’a lub zupełnie o nim milczało.

Być może autor przecenił miejscami znaczenie pojedynczych mięśni przy wytwarzaniu się pewnych wyrazów twarzy, gdyż, ze względu na powiązania, w jakich mięśnie owe ze sobą pozostają (o czym przekonać się można z anatomicznych rysunków Henlego7, najlepszych, jakie się kiedykolwiek pojawiły), trudno wierzyć w ich odosobnione działanie. Dr Duchenne zdawał sobie jasno sprawę zarówno z tego źródła, jak i z innych źródeł błędów, ale skoro udało mu się wyjaśnić fizjologię mięśni ręki na podstawie działania na nie prądem elektrycznym, to możliwe, że ma również rację w odniesieniu do mięśni twarzy. Moim zdaniem badania dr. Duchenne’a ogromnie posunęły naprzód wiedzę o tym przedmiocie. Nikt dokładniej od niego nie badał skurczów poszczególnych mięśni i tworzenia się wskutek tego zmarszczek na skórze. Wykazał również, które mięśnie mniej zależą od bezpośredniej kontroli woli. Nie zagłębiał się zbytnio w teoretyczne rozważania i tylko niekiedy usiłował wyjaśnić, dlaczego te, a nie inne mięśnie kurczą się pod wpływem określonych wzruszeń.

Wyborny francuski anatom, Pierre Gratiolet, miał w Sorbonie szereg odczytów o wyrazie ciała, które po jego śmierci wydane zostały w r. 1865 pod tytułem: De la Physionomie et des Mouvements d’Expression. Jest to nader zajmujące dzieło, pełne cennych spostrzeżeń. Teoria jego jest dosyć skomplikowana, a o ile w jednym zdaniu da się wyrazić (p. 65), brzmi następująco: „Z przytoczonych przeze mnie faktów wynika, że zmysły, wyobraźnia i myśl sama, choćby najbardziej wzniosła i oderwana, nie mogą być czynne, nie wywołując współzależnego (korektywnego) uczucia; uczucie to uzewnętrznia się bezpośrednio, współczulnie, symbolicznie lub metaforycznie w całym zakresie zewnętrznych narządów, które je wyrażają, każdy odmiennie, stosownie do swej specjalizacji, tak, jak gdyby każdy z tych narządów był bezpośrednio podrażniony”.

Zdaje się, że Gratiolet nie zwrócił uwagi na przyzwyczajenia dziedziczne, a nawet, do pewnego stopnia, na przyzwyczajenia u pojedynczych osób. O ile sądzę, nie może on z tego powodu podać słusznego wyjaśnienia wielu gestów i rodzajów wyrazu twarzy. Jako przykład tego, co on nazywa symbolicznymi ruchami, przywiodę jego uwagi (s. 37), wzięte z Chevreula o człowieku grającym w bilard: „Gdy kula bilardowa lekko zbaczać zaczyna od kierunku, który gracz chce jej nadać, czy nie widzieliście po sto razy, jak wzrokiem stara się on ją popchnąć, podobnież ruchami głowy i ramion, tak jakby owe ruchy, tylko symboliczne, właściwy kierunek kuli mogły nadać? Niemniej charakterystyczne ruchy widzieć można u gracza w wypadku, gdy kula popchnięta została z niedostateczną siłą. U młodych graczy ruchy te są niekiedy tak wyraziste, że wywołują uśmiech na ustach widzów”. O ile mnie się zdaje, podobne ruchy kłaść można na rachunek przyzwyczajenia. Ile razy życzył sobie człowiek pewien przedmiot odsunąć, tyle razy wykonywał ruch ku stronie odpowiedniej i spełniał zamiar. Gdy przedmiot posunąć miał ku przodowi, pchał go przed siebie, gdy go chciał powstrzymać, przyciągał ku sobie. Jeśli zatem kto widzi, że pchnięta przez niego bilardowa kula biegnie w fałszywym kierunku, i jeśli sobie gorąco życzy, by przybrała inny, to nie może wstrzymać się od bezwiednego wykonywania ruchów, które w innych wypadkach okazały się skuteczne.

Jako przykład ruchów zbieżnych8 Gratiolet przytacza (s. 212) następujący wypadek: „Młody pies ze stojącymi uszami, któremu pan z daleka pokazuje ponętny kawałek mięsa, z chciwością w przedmiot ów wlepia oczy i śledzi wszystkie jego ruchy, a podczas gdy spogląda oczyma, uszy jego kierują się ku przodowi, jak gdyby przedmiot trzymany mógł być usłyszany”. Zamiast mówić tu o zależności między oczyma a uszami, prościej będzie przyjąć, że, skutkiem długiego przyzwyczajenia, ruchy tych narządów ściśle są z sobą skojarzone. Psy bowiem, przez wiele pokoleń, patrząc bystro na przedmiot, wytężały zarazem uszy, by usłyszeć odgłos, i odwrotnie, niespokojnie śledziły oczyma w stronę, z której dolatywał głos.

W r. 1859 ogłosił dr Piderit rozprawę o wyrazie, w której, jak twierdzi, wyprzedził w wielu poglądach Gratioleta. W roku 1867 wydał swój Wissenschaftliches System der Mimik und Physiognomik. Niemożliwe jest dać w kilku zdaniach właściwego pojęcia o jego poglądach.

To, co można w streszczeniu powiedzieć, zawiera się najlepiej w dwóch następujących zdaniach: „Ruchy mięśni, stanowiące wyraz, odnoszą się w części do wyobrażanych przedmiotów, a w części do wyobrażanych wrażeń zmysłowych. Zdanie to stanowi klucz do zrozumienia wszystkich ruchów mięśni, stanowiących wyraz” (s. 25). Dalej: „Mimiczne ruchy uwydatniają się przeważnie w licznych i ruchliwych mięśniach twarzy, po części dlatego że nerwy pobudzające je do ruchu pochodzą z najbliższej okolicy mózgu, ale częściowo także dlatego, że mięśnie te służą do wspierania narządów zmysłowych” (s. 28). Gdyby dr Piderit badał dzieło sir Ch. Bella, prawdopodobnie nie powiedziałby (s. 101), że silny śmiech dlatego powoduje marszczenie się czoła, iż śmiech ma do pewnego stopnia coś wspólnego z bólem, lub że łzy u małych dzieci (s. 103) drażnią oczy i powodują kurczenie mięśni okrężnych. Mimo tych zarzutów w dziele spotkać można rozmaite trafne uwagi, na które się później będę powoływać.

Krótkie wzmianki o wyrazie uczuć rozproszone są po rozmaitych dziełach, których nie widzę potrzeby wymieniać szczegółowo. Mr. Bain szerzej potraktował nasz przedmiot w dwóch swoich dziełach z pewną dokładnością. Mówi on9: „Uważam tak zwaną ekspresję za część składową czucia. Sądzę, że ogólnym prawem umysłu jest to, że razem z istnieniem wewnętrznego czucia, czyli świadomości, istnieje działanie odśrodkowe, czyli pobudzanie części ciała”. W innym miejscu dodaje: „Znaczna liczba faktów sprowadza się do następującej zasady, a mianowicie, że stany przyjemne związane są ze wzrostem, stany zaś przykre z obniżeniem się niektórych lub wszystkich funkcji życiowych”. Przytoczona powyżej zasada rozproszonego działania wrażeń zbyt jest ogólna, by się mogła przyczynić do rozjaśnienia pojedynczych postaci wyrazu.

Mr. Herbert Spencer, omawiając uczucia w swoich Zasadach psychologii (1855), robi następujące uwagi: „Silny strach wyraża się krzykiem, usiłowaniem ukrycia lub ucieczki, wzmożonym biciem serca lub drżeniem; to są właśnie objawy, które towarzyszyłyby przeżywaniu prawdziwej przyczyny strachu. Zgubne uniesienia wyrażają się ogólnym napięciem układu mięśniowego, zgrzytaniem zębów, wysuwaniem pazurów, rozwartymi oczami i nozdrzami, warczeniem; są to słabsze formy czynności towarzyszących zabijaniu zdobyczy”. Sądzę, że na tym polega prawdziwa teoria znacznej liczby form wyrazu; najbardziej jednak interesujące jak i trudne zarazem jest śledzenie cudownie powikłanych wypadków. Widzę, że ktoś już (ale kto – zupełnie nie umiem powiedzieć), wypowiedział zupełnie podobny pogląd; gdyż sir Ch. Bell powiada10: „Utrzymywano, że to, co nazywamy zewnętrznymi znakami uczuć, to są tylko zjawiska towarzyszące ruchom dowolnym, których wymaga budowa ciała”. Mr Spencer ogłosił również pełną wartości rozprawę o fizjologii śmiechu11, w której podkreśla istnienie „ogólnego prawa, że uczucia, przekraczając pewien punkt szczytowy, z reguły znajdują upust w działaniu cielesnym” oraz że „nadmiar siły nerwowej wyraźnie obiera, bez określonego powodu, najpierw drogi najzwyklejsze, a jeśli te nie wystarczają, przelewa się następnie na drogi mniej zwykłe”. Sądzę, że dla objaśnienia naszego przedmiotu prawo to ma jak największe znaczenie12.

Wszyscy, którzy pisali o wyrazie13, zdaje się byli mocno przekonani, z wyjątkiem Mr. Spencera, wielkiego zwolennika zasady rozwoju, że rodzaje, włączając w to i człowieka, pojawiły się na ziemi w dzisiejszym stanie. Sir Ch. Bell, który był tego przekonania, utrzymuje, że wiele spomiędzy naszych mięśni twarzy jest „jedynie narzędziami wyrazu” lub stanowi tylko specjalne w tym celu przyrządy.14 Ten jeden fakt jednakże, że małpy człekokształtne posiadają te same mięśnie twarzowe co i my, czyni przypuszczenie nieprawdopodobnym, by mięśnie owe miały jedynie służyć do ekspresji; sądzę bowiem, że nikt nie przypuszcza, by małpy obdarzone być miały specjalnymi mięśniami jedynie w tym celu, by mogły się krzywić. W istocie, prawie dla każdego mięśnia twarzy odnaleźć możemy bezpośrednie przeznaczenie, zupełnie od wyrazu niezależne15.

Sir Ch. Bell chciał widocznie uwydatnić, o ile można, największą różnicę między człowiekiem a niższymi zwierzętami, skutkiem tego twierdzi on wprost, że „u niższych stworzeń nie ma żadnej ekspresji, tylko taka, która da się odnieść do bezpośrednich pragnień lub koniecznych instynktów”. Twierdzi on dalej, że twarze zwierząt niższych „zdolne są wyrażać przede wszystkim wściekłość i obawę”16. Sam człowiek jednakże nie potrafi za pomocą zewnętrznych znaków uwydatnić tak dobrze miłości i pokory, jak pies, gdy ze zwieszonymi uszami, obwisłymi wargami, pogiętym ciałem i kręcąc ogonem, spotyka ukochanego pana. Tych ruchów psa nie można podawać za wyniki woli lub koniecznych instynktów, tak jak w ten sposób nie da się też wyjaśnić blasku oczu i uśmiechu na ustach człowieka, gdy spotyka starego przyjaciela.

Gdyby sir Ch. Bell został zapytany, co myśli o wyrazie przywiązania u psa, to prawdopodobnie odpowiedziałby, że zwierzę to stworzone zostało ze specjalnymi instynktami, które przystosowują go do towarzystwa człowieka i że wszelki dalszy rozbiór przedmiotu zupełnie jest zbyteczny.

Mimo że Gratiolet zaprzecza kategorycznie17, by jakikolwiek mięsień mógł się rozwinąć wyłącznie w celu uwydatnienia wyrazu, to zdaje się jednak, że nigdy się on nie zastanawiał nad zasadą rozwoju. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, uważa on każdy gatunek jako przypadek osobnego tworzenia. To samo tyczy się i innych, którzy o ekspresji pisali. Tak np. dr Duchenne, rozebrawszy ruchy kończyn, przechodzi dalej do ruchów nadających twarzy pewien wyraz i mówi18: „Stwórca więc nie potrzebował się tu zajmować prawami mechaniki, mógł on wprost, wedle swej mądrości, lub – proszę mi wybaczyć ten sposób mówienia – wedle swego boskiego kaprysu, pobudzić do czynności ten lub ów mięsień, lub wiele mięśni na raz, gdy chciał, by charakterystyczne znaki namiętności, nawet najbardziej ulotne, rysowały się przelotnie na twarzy człowieka. Stworzywszy raz ten język fizjonomii, a chcąc go uczynić powszechnym i niewzruszonym, potrzebował tylko dać każdej istocie ludzkiej instynktową zdolność wyrażania zawsze swych uczuć, przez kurczenie tych samych mięśni”.

Wielu pisarzy uważa cały nasz przedmiot i rozmaite formy wyrazu wprost jako niedające się objaśnić. Tak mówi sławny fizjolog Johannes Müller19: „Ta niezmierna różnorodność rozmaitych wyrazów twarzy w rozmaitych namiętnościach wskazuje, że, stosownie do rozmaitych stanów duszy, pobudzone lub uwolnione z czynności zostają różne grupy nitek nerwu twarzowego. Przyczyny tego związku pewnych mięśni twarzowych z pewnymi namiętnościami są zupełnie nieznane”.

Dopóki będziemy uważali człowieka i inne zwierzęta jako wyniki oddzielnych aktów tworzenia, dopóty hamowana będzie naturalna nasza chęć zbadania przyczyn wyrazu. Wedle tej teorii, wszystko i wszystkim da się wytłumaczyć; dla nauki o ekspresji okazała się ona tak zgubna, jak i dla innych gałęzi wiedzy przyrodniczej. U człowieka niektóre formy wyrazu, jak stroszenie się włosów pod wypływem strachu, wyszczerzanie zębów w srogim gniewie, objaśnić się nie dają inaczej, jak przyjąwszy przypuszczenie, że człowiek istniał poprzednio w stanie niższym, podobnym do zwierząt. Wspólność rozmaitych form wyrazu u różnych, lecz pokrewnych gatunków, jak np. kurczenie się tych samych mięśni w czasie śmiechu u człowieka i u rozmaitych małp, łatwiej da się nam zrozumieć, jeżeli dopuścimy ich pochodzenie od jednego wspólnego przodka; kto na zasadzie ogólnych naukowych zasad przyjmuje, że budowa ciała i zwyczaje wszystkich zwierząt z wolna się rozwinęły, ten ujrzy całą naukę o wyrazie ciała w rozmaitych uczuciach w nowym i zajmującym świetle.

Badanie wyrazu jest trudne, gdyż ruchy, jakie się na niego składają, są często bardzo nieznaczne i przelotne. Można nawet w dwóch formach wyrazu dostrzec pewną różnicę, ale niemożliwe będzie oznaczyć, na czym ona mianowicie polega. Gdy jesteśmy świadkami żywego wzruszenia, współczucie nasze tak silnie zostaje pobudzone, że zapominamy o starannym spostrzeganiu lub prawie staje się ono niemożliwe, na co mnóstwo posiadam dowodów. Wyobraźnia nasza stanowi drugie i jeszcze niebezpieczniejsze źródło pomyłek, gdyż, jeśli oczekujemy pewnego wyrazu, którego dane okoliczności pozwalają się spodziewać, łatwo wyobrażać sobie możemy jego istnienie. I chociaż dr Duchenne posiadał wielkie doświadczenie, to jednak sam podaje, iż przez długi czas mniemał, że przy pewnych wzruszeniach umysłu kurczy się wiele mięśni naraz, a następnie się przekonywał, że ruch ograniczał się tylko do jednego.

Chcąc zyskać silną podstawę badań i przekonać się, niezależnie od przyjętych ogólnie zdań, o ile dane ruchy rysów twarzy i dane gesty istotnie uwydatniają pewne strony duszy, za najwłaściwszą uznałem następującą metodę.

Przede wszystkim obserwować trzeba dzieci, gdyż jak sir Ch. Bell powiada, wyrażają one „z niezwykłą siłą” wszelkie poruszenia duszy; w późniejszych zaś okresach życia wiele rodzajów naszej ekspresji „nie wypływa już z tego prostego, czystego źródła, z którego się poczyna w dzieciństwie”20.

Przyszło mi po wtóre na myśl, że obserwować należy umysłowo chorych, ponieważ miotani są oni najgwałtowniejszymi namiętnościami, nad którymi bynajmniej nie starają się panować. Sam nie miałem sposobności tego robić, odniosłem się zatem do dr. Maudsleya, a on mnie polecił dr. J. Crichtonowi Browne’owi, który prowadzi olbrzymi zakład obłąkanych w pobliżu Wakefield i który, jak się przekonałem, zwrócił już uwagę na nasz przedmiot badań. Wyborny ten badacz z niezmordowaną uprzejmością nadsyłał mi liczne notatki i nie zdołam dość wyrazić, ile jego pomoc była mi warta. Uprzejmości Mr. Patricka Nicola (z Zakładu dla obłąkanych w Sussex) zawdzięczam zajmujące uwagi co do dwóch lub trzech punktów.

Po trzecie, dr Duchenne, jak to już widzieliśmy, poddawał działaniu prądu elektrycznego pewne mięśnie twarzy u starca, którego skóra była nieczuła, i tym sposobem wywoływał pewne rodzaje wyrazu, które fotografowano w dużym formacie. Przyszła mi myśl szczęśliwa, że zacząłem pokazywać te tablice, nie dodając objaśnienia, więcej niż dwudziestu wykształconym osobom różnego wieku i płci i w każdym przypadku pytałem, jakie wedle ich mniemania wyraża uczucie twarz starca. Wiele spomiędzy tych form wyrazu zostało od razu rozpoznane prawie przez każdą osobę, pomimo że do opisania uczuć, które twarz wyrażała, nie zawsze używały tych samych słów.

Te rysunki uważać można za zgodne z naturą; przywiodę i opiszę je później szczegółowo. Z drugiej znów strony, o niektórych rysunkach słyszałem najsprzeczniejsze zdania. Takie postępowanie okazało się pożyteczne i pod innym względem, dowiodło mi bowiem, jak łatwo wyobraźnia umie nas wprowadzić w błąd; gdy bowiem po raz pierwszy przeglądałem fotografie dr. Duchenne’a i jednocześnie czytałem do nich tekst, z którego dowiedziałem się, jakie uczucie zamierzano uwydatnić na fotografii, to (z małym wyjątkiem) podziwiałem szczerze ich prawdę i naturalność.

Gdybym zaś przeglądał tablice bez tekstu objaśniającego, nie mam wątpliwości, że w wielu wypadkach pogląd mój byłby sprzeczny z autorem, jak to się właśnie zdarzało innym osobom.

Po czwarte, miałem nadzieję, że wielką pomoc znajdę w dziełach mistrzów malarstwa i rzeźby, którzy są sławni jako wyborni obserwatorzy. Starannie zatem badałem fotografie i miedzioryty wielu ogólnie znanych dzieł sztuki, z małym jednak wyjątkiem niczego mnie to nie nauczyło. Bez wątpienia przyczyną tego jest okoliczność, że w dziełach sztuki najwyższym celem jest piękno, a mocno skurczone mięśnie twarzy szkodzą piękności21. Treść zaś, będąca przedmiotem kompozycji, najczęściej z wielką siłą i prawdą wyrażona jest w dziele za pomocą zręcznie zestawionych akcesoriów.

Po piąte, zdawało mi się, że wielkie mieć będzie znaczenie rozstrzygnięcie, czy istotnie jednakowe gesty i wyrazy napotyka się u wszystkich ludzkich plemion, a zwłaszcza u tych, które mało jeszcze są znane Europejczykom. Skoro więc tylko u ludzi i ras rozmaitych te same wyrazy twarzy lub ciała służą zawsze do wyrażenia tych samych uczuć, to z wielkim prawdopodobieństwem przyjąć możemy, że wyrazy te są prawdziwe, tj. że są wrodzone, czyli instynktowne. Konwencjonalne formy wyrazu lub gesty, które osobnik przyswaja sobie podczas pierwszych lat życia, powinny prawdopodobnie tak samo różnić się między sobą u ras rozmaitych, jak różnią się ich języki. Skutkiem tego z początkiem r. 1867 rozesłałem szereg zapytań, z żądaniem, któremu też stało się zadość w zupełności, by w opisach nie odpowiadano z pamięci, a wyłącznie opierano się na prawdziwych spostrzeżeniach. Pytania te zostały spisane po upływie długiego czasu od chwili, gdy po raz pierwszy zająłem się tym przedmiotem. Przez czas ów badania moje kierowały się w innym kierunku. Dziś widzę, że zapytania mogłem zadać w o wiele lepszej formie. Do niektórych, później wysyłanych egzemplarzy, dodałem też na piśmie pewne uwagi:

1. Czy podziw wyraża się szeroko otwartymi oczami i ustami, a brwi podniesione zostają ku górze?

2. Czy wstyd wywołuje rumieniec w wypadku, gdy kolor skóry umożliwia jego zobaczenie, a zwłaszcza jak daleko rumieniec ten rozprzestrzenia się w dół ciała?

3. Gdy człowiek jest gniewny lub rozzuchwalony, czy marszczy czoło, czy prostuje całe ciało i głowę podnosi, czy odchyla barki ku tyłowi i pięści zaciska?

4. Gdy rozmyśla głęboko nad jakimś przedmiotem lub stara się rozwiązać jakąś zagadkę, czy marszczy brwi lub skórę pod dolnymi powiekami?

5. Czy u człowieka smutnego kąciki ust są opuszczone, a wewnętrzne końce brwi podnoszą się dzięki mięśniowi zwanemu przez Francuzów „mięśniem smutku”? Brwi w tym stanie stają się nieco skośne, a wewnętrzne ich końce lekko zgrubiałe; tworzą się zmarszczki poprzeczne w środkowej części czoła, a nie przez całą jego szerokość, jak to bywa przy zdziwieniu, gdy brwi są podniesione.

6. Gdy człowiek jest w dobrym humorze, czy błyszczą mu się oczy, czy skóra wokoło oczu i pod nimi marszczy się nieco i czy kąciki ust zostają nieco ku tyłowi pociągnięte?

7. Gdy człowiek szydzi z kogoś lub złośliwie go zaczepia, czy podnosi wtedy kąciki ust ponad kłem lub zębem ocznym z tej strony, którą zwrócony jest do wyszydzanego?

8. Czy można poznać wyraz zrzędliwości i uporu po tym, że usta są mocno ściśnięte, brwi nieco ku dołowi ściągnięte i lekko zmarszczone?

9. Czy pogarda wyraża się lekkim wysunięciem warg i podniesieniem nosa, połączonym z lekkim wydychaniem?

10. Czy wstręt wyraża się przez zwrócenie wargi dolnej ku dołowi i podniesienie górnej, połączone z nagłym wydechem, tak jakby w chwili rozpoczynających się wymiotów lub przy wypluwaniu czegoś z ust?

11. Czy silny strach wyraża się tak samo jak u Europejczyków?

12. Czy śmiech dochodzi czasem do tego stopnia, żeby aż oczy łzami się wypełniały?

13. Czy człowiek chcący pokazać, że nie może czemuś zapobiec ani czemuś sam poradzić, wzrusza ramionami, łokcie kieruje do wewnątrz, a ręce z dłońmi otwartymi rozchyla na zewnątrz i podnosi brwi?

14. Gdy dzieci są markotne lub uparte, czy mają obwisłe lub ku przodowi wysunięte wargi?

15. Czy można rozpoznać wyraz winy, wyraz chytrości i zawiści? Zresztą nie potrafię ich dokładnie określić.

16. Czy każdy człowiek wyraża skinieniem głowy twierdzenie, a przecząc, na stronę nią potrząsa?

Rzecz prosta, że wszelkie spostrzeżenia, robione nad plemionami, które mają mało kontaktów z Europejczykami, będą najcenniejsze, lecz generalnie wszelkie obserwacje nad tubylcami mają dla mnie wielkie znaczenie. Ogólne uwagi o ekspresji niewiele są warte, a pamięć pod tym względem tak łatwo zawodzi, że najmocniej upraszam, by jej nie dowierzać. Wielką cenę będą mieć dla mnie szczegółowe i stanowcze opisy różnych wyrazów, powstałych pod wpływem jakiegoś poruszenia duszy lub danego usposobienia umysłu, z przytoczeniem okoliczności, jakie temu towarzyszyły.

Na pytania te otrzymałem trzydzieści sześć odpowiedzi od rozmaitych obserwatorów, spomiędzy których wielu było misjonarzami lub naczelnikami dzikich plemion. Za trud, jaki sobie zadali i za okazaną mi wielką pomoc, jak najmocniej jestem im zobowiązany. Nazwiska ich przytoczę na końcu rozdziału, nie chcąc tutaj przerywać wątku mych uwag. Odpowiedzi, które otrzymałem, dotyczą wielu najróżnorodniejszych i najdzikszych ras ludzi. W wielu przypadkach opowiedziane są okoliczności, w których dana forma wyrazu była zauważona, a sama forma wyrazu została opisana. W takich wypadkach odpowiedziom można do wysokiego stopnia zawierzyć. Jeśli odpowiedź ograniczała się jedynie do tak i nie, przyjmowałem ją z wielką ostrożnością. Z zestawienia zebranych tym sposobem wiadomości okazuje się, że jednakowy nastrój uczuć z zadziwiającą jednostajnością uwydatnia się na ciele u mieszkańców ziemi całej; fakt ten jest nader zajmujący, choćby tylko jako dowód jednakowej budowy fizycznej oraz właściwości umysłowych wszystkich ludzkich plemion.

Po szóste – zająłem się w końcu dokładnie zbadaniem sposobów wyrażania rozmaitych uczuć u kilku pospolitych zwierząt; sądzę, że będzie to miało największe znaczenie (oczywiście niedecydujące) dla wyjaśnienia zagadnienia, jak dalece pewne ekspresje u człowieka charakteryzują określone nastroje, i dla ustalenia najpewniejszych podstaw do uogólnień na temat przyczyn lub pochodzenia różnych ruchów ekspresyjnych. Gdy obserwujemy zwierzęta, nie znajdujemy się tak silnie pod wpływem naszej wyobraźni; możemy też być pewni, że ich formy wyrażania uczuć nie są konwencjonalne.

Z podanych wyżej powodów, a mianowicie: przelotnego charakteru niektórych ekspresji (zmiany zachodzące w rysach twarzy są często niesłychanie słabe); współczucia łatwo powstającego na widok silnego wzruszenia, co rozprasza naszą uwagę; wyobraźni, która nas zwodzi, gdyż domyślamy się, czego się spodziewać, choć niewątpliwie niewielu z nas wie, czym właściwie są zmiany w wyrazie twarzy; a w końcu nawet z naszej długotrwałej znajomości przedmiotu, a więc z powodu tych wszystkich przyczyn razem wziętych obserwowanie wyrazu uczuć nigdy nie jest łatwe, o czym przekonało się wiele osób, które prosiłem o obserwacje pewnych objawów. Z tych powodów trudno jest określić na pewno, czym są ruchy mimiczne i inne ruchy ciała, które zwykle charakteryzują pewne stany psychiczne. Niemniej jednak niektóre wątpliwości i trudności zostały, mam nadzieję, wyjaśnione dzięki obserwowaniu dzieci, umysłowo chorych, przedstawicieli różnych ras ludzkich, dzieł sztuki, wreszcie dzięki badaniu ruchów mięśni twarzy poddanych działaniu prądu elektrycznego, jak to czynił dr Duchenne.

Przed nami pozostaje jednak jeszcze większa trudność, bo zrozumienie przyczyny, czyli pochodzenia rozmaitych form wyrazu oraz ocena, czy to teoretyczne wytłumaczenie jest słuszne. Oprócz możliwie najlepszego osądu rozumowego, bez pomocy jakichś reguł, i bez ustalenia, które z dwóch czy większej liczby wyjaśnień jest najbardziej zadowalające lub całkiem niezadowalające, widzę tylko jeden sposób sprawdzenia naszych wniosków. Polega on na stwierdzeniu, czy ta sama zasada, która tłumaczy jakąś formę wyrazu, da się zastosować w innych podobnych wypadkach, a zwłaszcza czy te same ogólne zasady można zastosować z powodzeniem zarówno do człowieka, jak i do niższych zwierząt.

Skłonny jestem przypuszczać, że ta ostatnia metoda jest najprzydatniejsza ze wszystkich. Trudność dokonania oceny słuszności jakiegoś teoretycznego wyjaśnienia i sprawdzenia go doświadczalnie za pomocą jakiejś odrębnej metody badań stanowi wielką przeszkodę w rozwoju zainteresowania, jakie badania te mogłyby wzbudzić.

Co się tyczy mych własnych spostrzeżeń, to wspomnieć muszę, że rozpoczęły się one w 1888 roku, i że od tego czasu aż do dzisiaj nieustannie zwracałem uwagę na przedmiot naszych badań. W owym właśnie czasie skłaniałem się do przyjęcia zasady stopniowego rozwoju, czyli pochodzenia gatunków od innych, niższych form. Dlatego też, gdy przeczytałem dzieło sir Ch. Bella, w nim zdanie, że człowiek obdarzony jest pewnymi mięśniami wyłącznie służącymi do wyrażania uczuć, to mnie wielce nie zadowoliło. Zdawało mi się bardziej prawdopodobne, że przyzwyczajenie wyrażania uczuć naszych za pomocą pewnych ruchów, choć dziś stało się wrodzone, rozwijać się jednak musiało w pewien sposób powoli.

Niełatwo było jednak odkryć, w jaki sposób wyrabiały się podobne przyzwyczajenia. Przedmiot cały rozważać należało z nowego zupełnie punktu widzenia, a każdą formę wyrazu racjonalnie wyjaśniać. Przeświadczenie o tym sprawiło, że spróbowałem napisać niniejszą książkę, w przekonaniu jednak, że daleka jest ona od dokładności.

Podam teraz nazwiska osób, dla których, jak powiedziałem powyżej, czuję głęboką wdzięczność za informacje, w jaki sposób wyraz uczuć przedstawia się u rozmaitych ras ludzkich i przytoczę niektóre okoliczności, w jakich spostrzeżenia były czynione. Dzięki łaskawej uprzejmości i wpływom Mr. Wilsona (Hayes Place, Kent) otrzymałem z Australii trzynaście szeregów odpowiedzi na moje pytania. Tym bardziej mnie to ucieszyło, gdyż mieszkańcy tej części świata należą do ras najbardziej odmiennych od reszty. Jak zobaczymy, spostrzeżenia robione były przeważnie w południowych częściach, choć i z północy dostałem także kilka wybornych.

Mr. Dyson Lacy podał mi bardzo szczegółowo kilka pełnych wartości uwag, które poczynił kilkaset mil wewnątrz Queensland. Niemało zobowiązany jestem Mr. R. Brough Smythowi z Melbourne, za spostrzeżenia, które sam robił, i za przesłanie mi wielu listów, a mianowicie: od Mr. Hagenauera z Lake Wellington, misjonarza w Gippsland, w Wiktorii, człowieka bardzo doświadczonego długimi relacjami z tubylcami. Od Mr. Samuela Wilsona, właściciela gruntów, mieszkającego w Langeronong, Wimmera, w Wiktorii. Od Mr. George’a Taplina, nadzorcy kolonii przemysłowej, z pracującymi tam tubylcami, a urządzonej w porcie Macleay. Od Mr. Archibalda G. Langa z Coranderik, w Wiktorii, nauczyciela w szkole, do której chodzą młodzi i starzy tubylcy ze wszystkich części kolonii. Od Mr. H. B. Lane’a z Belfastu, w Wiktorii, miejscowego urzędnika policji i sądu, którego spostrzeżenia, jak mnie zapewniano, zasługują na całkowitą wiarę. Od Mr. Templetona Bunneta zamieszkałego w Echuca, na granicy kolonii Wiktoria, który tym sposobem mógł robić badania nad miejscowymi, mającymi mało relacji z białymi. Uwagi swe porównywał ze spostrzeżeniami dwóch innych panów, którzy przez długi czas mieszkali w pobliżu. Wreszcie też od Mr. J. Bulmera, misjonarza w odległej okolicy Gippslandu, w Wiktorii.

Zobowiązany też jestem znakomitemu botanikowi dr. Ferdynandowi Müllerowi z Wiktorii, za kilka spostrzeżeń, które sam zrobił, jak również za przysłanie obserwacji Mr. Greena i kilku innych listów.

Co się tyczy Maorysów z Nowej Zelandii, to Mr. J. W. Stack odpowiedział mi na niewiele tylko pytań; odpowiedzi te były jednak nadzwyczaj wyczerpujące, jasne, wyraźne i stanowcze, i obejmowały opis okoliczności, w których spostrzeżenie było robione.

Rajah Brooke dał mi kilka wskazówek, co się tyczy Dajaków z Borneo.

Powiodło mi się bardzo z Malajczykami, gdyż Mr. P. Geach (któremu zostałem polecony przez Mr. Wallace’a), podczas pobytu swego, jako inżynier górniczy, we wnętrzu Malakki, widział wielu tubylców, którzy nigdy jeszcze przedtem nie poznali białego człowieka. Napisał mi dwa długie listy, zawierające wyborne i szczegółowe spostrzeżenia co do wyrazu uczuć; jednocześnie obserwował także chińskich uchodźców na Archipelagu Malajskim.

Znany naturalista i konsul Wielkiej Brytanii Mr. Swinhoe poczynił spostrzeżenia nad Chińczykami w ich ojczyźnie i zbierał wiadomości od innych wiarygodnych osób.

W Indiach Mr. Erskine, podczas pobytu na swym urzędowym stanowisku w okręgu Ahmednugur w prezydencji bombajskiej, zwracał uwagę na rodzaj ekspresji tubylców; trudno mu było jednak dojść do wniosków, ponieważ mieszkańcy tamtejsi starają się zwykle wobec nas skrywać wszelkie swe uczucia. Starał się także o wskazówki dla mnie u Mr. Westa, sędziego w Kanarze, i co do pewnych punktów zasięgał rady kilku wykształconych miejscowych. W Kalkucie Mr. Scott, kurator ogrodu botanicznego, opisywał ludzi rozmaitych plemion, którzy przez długi czas pracowali z nim, i nikt mi tak dokładnych jak on szczegółów nie udzielił. Przyzwyczajenie starannego opisywania obserwacji, które nabył wskutek swych badań botanicznych, potrafił zastosować i do przedmiotu, o którym mowa. Co się tyczy wyspy Cejlon, to podziękować muszę Mr. S. O. Glenie za odpowiedzi na wiele mych pytań.

Zwracając się do Afryki, to przyznaję, że z Murzynami mniej byłem zadowolony, chociaż Mr. Winwood Reede pomagał mi, o ile tylko to było w jego mocy. Stosunkowo łatwiej przyszłoby mi otrzymać wskazówki co do niewolników w Ameryce, spostrzeżenia te miałyby jednak stosunkowo mniejszą wartość, gdyż oni już od długiego czasu przebywali z białymi. Mr. Barber robił badania w południowej Afryce wśród Kafrów i Fingoesów i przysłał mi wiele jasnych odpowiedzi. Mr. J. P. Mansel Wenle, również prowadząc obserwacje nad tubylcami, przysłał mi godny uwagi dokument, a mianowicie pogląd na formy wyrazu u ziomków, pisany po angielsku przez Christiana Gaika, brata naczelnika plemienia Sandilli. Z północnych okolic Afryki odpowiedział mi kapitan Speedy, który czas długi żył wśród Abisyńczyków. Odpowiedzi zaczerpnął częściowo z pamięci, częściowo ze spostrzeżeń robionych na synu króla Teodora, który wówczas był pod jego opieką. Profesor Asa Gray i Mrs. Gray zauważyli pewne rodzaje ekspresji u tubylców podczas swej podróży w górę Nilu.

Z Ameryki Mr. Bridges, misjonarz żyjący w Ziemi Ognistej, przysłał mi odpowiedzi na kilka pytań, które zadałem mu przed laty, co się tyczy wyrazu u tamtejszych mieszkańców. W północnej części stałego lądu dr Rothrock robił spostrzeżenia nad ekspresją dzikich z plemion Atnah i Espyox nad rzeką Nasse, we wschodniej części Ameryki Północnej. Również Mr. Washington Matthews, lekarz asystent w armii Stanów Zjednoczonych (przeczytawszy pytania moje, wydrukowane w Smithsonian Report), zrobił ze szczególną starannością spostrzeżenia nad kilkoma najdzikszymi plemionami we wschodnich częściach Stanów Zjednoczonych, mianowicie nad Tetonami, Grosventresami, Mandansami i nad pokoleniem Assinaboines; odpowiedzi jego okazały się niezmiernie cenne.

Ponadto, oprócz podobnych specjalnych informacyjnych źródeł, korzystałem z kilku faktów przytoczonych przypadkowo w opisach podróży.

Ponieważ często, zwłaszcza w ostatniej części tego dzieła, wymieniać będę musiał mięśnie ludzkiej twarzy, kazałem przekopiować i zmniejszyć odpowiedni rysunek z dzieła sir Ch. Bella (ryc. 1), a nadto dwa inne z dokładniejszymi jeszcze szczegółami (ryc. 2 i 3) ze znanego dzieła Henlego Handbuch der Systematischen Anatomie des Menschen.

We wszystkich trzech figurach te same litery odnoszą się do tych samych mięśni, podane są jednak tylko nazwy mięśni ważniejszych, na które będę się powoływał. Mięśnie twarzowe często zlewają się rozmaicie ze sobą i o ile mi mówiono, nie występują przy sekcji twarzy tak wyraźnie, jak je tu przedstawiono.

Niektórzy autorzy twierdzą, że mięśni tych jest dziewiętnaście par oraz jeden nieparzysty22; wedle innych, liczba ta o wiele jest większa i dochodzi wedle Moreau nawet do 55. Wszyscy, którzy w tym przedmiocie pisali, jednogłośnie utrzymują, że mięśnie te są nader zmienne, a Moreau powiada nawet, że zaledwie można znaleźć sześciu identycznych osobników pod tym względem23.

Zmienne są one także co do czynności. Tak np. u różnych osób nader różna jest łatwość odsłonięcia kła z jednej strony. Według Piderita24 zdolność poruszania skrzydełkiem nosa u różnych osób jest nader różna, a można też przytoczyć inne podobne przykłady.

Ryc. 1 – Rysunek mięśni twarzy wg K. Bella.

Ryc. 2 – Rysunek mięśni twarzy wg Henlego.

Ryc. 3. Rysunek mięśni twarzy wg Henlego.

A – accipito-frontalis – m. potyliczno-czołowy

B – corrugator supercilli – m. marszczący brew

C – orbicularis palpebrarum – m. okrężny oka

D – pyramidalis nasi – m. piramidalny/strzałkowy nosa

S – levator labii superioris alaeąuae nasi – m. dźwigacz nosowo-wargowy, mięsień wznoszący wargę górną i skrzydło nosa

F – levator labii proprius – m. dźwigacz wargowy górny właściwy

G – zygomaticus – m. jarzmowy, licowy

H – malaris – m. licowy, wargowo-licowy

I – zygomaticus minor – m. jarzmowy mniejszy, licowy mniejszy

K – triangularis oris lub depressor anguli oris – m. trójkątny opuszczający/zniżający kąt ust

L – quadratus menti – m. czworoboczny brody

M – risorius – m. śmiechu, część mięśnia platysma myoides

Na koniec nie mogę sobie odmówić przyjemności podziękowania Mr. Rajlanderowi za trud, jaki sobie zadawał, każąc fotografować dla mnie rozmaite formy wyrazu. Zobowiązany też jestem p. Kindermannowi w Hamburga za pożyczenie mi kilku wybornych negatywów płaczących dzieci, a dr. Wallichowi za śliczny negatyw śmiejącej się dziewczynki. Poprzednio już wyraziłem wdzięczność dr. Duchenne’owi za łaskawe pozwolenie kopiowania i pomniejszenia kilku z jego wielkich fotografii. Wszystkie one odtworzone zostały za pomocą światłodruku i tym sposobem zapewniona została ich prawdziwość. Te tablice oznaczone są zawsze w tekście rzymskimi cyframi.

Podziękować też muszę Mr. T. W. Woodowi za niemały trud, jaki sobie zadał, rysując wyraz rozmaitych zwierząt z natury. Znakomity artysta Mr. Riviere użyczył mi łaskawie rysunki dwóch psów, a mianowicie: jednego we wrogim, a drugiego w pokornym, łaszącym się usposobieniu.

Również Mr. A. May dał mi podobne dwa szkice psów. Mr. Cooper nie szczędził starań przy starannym wykończeniu drzeworytów. Niektóre fotografie i rysunki, a mianowicie rysunki Mr. Maya i Mr. Wolfa rysunek pawiana, zostały przez Mr. Coopera za pomocą fotografii przeniesione na drzewo i następnie wycięte; tym sposobem osiągnięto prawie całkowite podobieństwo do oryginału.

Źródło ilustracji: portal BN Polona

1 J. Parson w rozprawie swej w Appendix do „Philosiphical Transactions” 1746, s. 41, podaje wykaz 41 dawniejszych autorów, którzy pisali o wyrazie uczuć.
2Conferences sur l’expressions des différents Caractères des Passion, Paris 1667, s. 40. Przytaczać będę zawsze wedle przedruku Confèrences w wydaniu Lavatera przez Moreau, który ukazał się w 1820 r. w t. IX, s. 257.
3Discours par Pierre Camper sur le moyen de représenter les divers passions etc., 1792.
4 Przytaczam zawsze wedle trzeciego wydania z r. 1844, które pojawiło się po śmierci sir Charlesa Bella i zawiera jego ostatnie poprawki. Wydanie pierwsze z r. 1806 ma nierównie podrzędniejszą wartość i nie zawiera jeszcze wielu z jego najważniejszych poglądów.
5De la Physionomie et de la Parole, Albert Lemoine 1865, s. 101.
6L’Art de connaître les Hommes etc. par G. Lavater. Pierwsze wydanie tego dzieła, o którym wzmianka w wydaniu z 1820 r. (w dziesięciu tomach), pojawić się miało w r. 1807 i zawiera spostrzeżenia Moreau. Że istotnie tak jest, nie wątpię ze względu, że wydrukowana na początku tomu pierwszego Notice sur Lavater datowana jest z dnia 15 kwietnia 1806 r. Tymczasem w niektórych dziełach bibliograficznych czas pojawienia się pierwszego wydania został oznaczony na r. 1805 i 1809; 1805 zdaje się to jednak niemożliwe. Dr Duchenne mówi (Mécanisme de la Physionomie Humaine, wydanie 8, 1862 i „Archives générales de Médecine”, Jan. et Fevr. 1862), że Moreau „acomposé pour son ouvrage un article important” etc. w r. 1805; w I tomie wydania z r. 1820 znajdują się miejsca, które noszą daty 12 grudnia 1802 i 5 stycznia 1806, oprócz wspomnianej już 13 kwietnia 1806. Wskutek okoliczności, że niektóre z miejsc tych w r. 1805 „composé” były, Duchenne przypisuje pierwszeństwo Moreau przed sir Ch. Bellem, którego dzieło, jak widzieliśmy, w roku 1806 zostało wydane. Dziwny to bardzo sposób rozstrzygania pierwszeństwa dzieł naukowych; podobne kwestie mają jednak niezmiernie podrzędne znaczenie w porównaniu ze względną wartością obu prac. Miejsca powyżej przytoczone z Moreau i Le Bruna w tym, jak i innych razach przywiedzione są według wydania Lavatera z roku 1820, tom IV, s. 228; tom IX, s. 279.
7Handbuchd er System. Anatomie des Menschen, Band I, dritte Abtheilung, 1858.
8 Darwin używa terminów: sympathetic, sympathy – zależność, współczujący, współodczuwający, sympatyczny, współczucie, współodczuwanie (przyp. red.).
9The Senses and the Intellect, 2 edit. 1864, s. 96 i 288. Przedmowa do pierwszego wydania tego dzieła datowana jest w czerwcu 1855, Patrz także 2. wydanie dzieła Baina: Emotions and Will.
10The Anatomy of Expression, 3 edit., s. 121.
11Essays, Scientific, Political and Speculative, 1863. W pierwszej serii znajduje się rozprawka o śmiechu, która wydaje mi się jednak bardzo podrzędna.
12 Od czasu wydrukowania przytoczonej rozprawy Mr. Spencer napisał jeszcze inną o Morals and Moral Sentiments w „Fortnightly Review”. Obecnie podał ostateczne swe wnioski w 2. tomie 2. wydania „Principles of Psychology” 1872. By zapobiec zarzutowi, że skorzystałem ze Spencera, przypomnieć muszę, że już w mym dziele Opochodzeniu człowieka wspomniałem, że część obecnej książki jest ukończona. Pierwsze moje rękopisy o wyrazie uczuć odnoszą się do roku 1838.
13 Stosowane tu określenie „wyraz” pochodzi od ang. expression i może być w książce używane jako wyraz np. twarzy, wyrazistość lub ekspresja (przyp. red.).
14Anatomy of Expression, 3 edit., s. 98, 121, 131.
15 Prof. Owen mówi wyraźnie, że o ile się tyczy orangutana, tak istotnie jest, i wylicza szczegółowo wszystkie ważniejsze mięśnie, o których wiemy, że u człowieka służą do wyrażania uczuć.
16Anatomy ot Expression, s. 121, 138.
17De la Physionomie.
18Mécanisme de la Physionomie Humaine.
19Handbuchder Physiologie des Menschen.
20Anatomy of Expression, 3 edit., s. 198.
21 Patrz pod tym względem uwagi w Laokonie Lessinga, tłum. W. Ross. 1836, s. 19.
22 Mr. Patridge w Todda Cyclopoedia of Anatomy and Physiology, Vol. II. s. 27.
23 „La Physionomie” par G. Lavater, tom IV, 1820, s. 274. Co do liczby mięśni twarzowych patrz tom IV, s. 209–211.
24Mimik und Physionomik, 1867, s. 91.

Rozdział I Ogólne zasady, czyli prawa wyrazu

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Rozdział II Ogólne zasady wyrazu (Ciąg dalszy)

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział III Ogólne zasady, czyli prawa wyrazu (Dokończenie)

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział IV Środki wyrazu u zwierząt

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział V Szczegółowe formy wyrazu u zwierząt

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VI Szczegółowe formy wyrazu u człowieka: cierpienie i płacz

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VII Posępność, niepokój, smutek, znękanie, rozpacz

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VIII Radość, wesołość, miłość, uczucia tkliwe, pobożność

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział IX Namysł, dumanie, zły humor, markotność, postanowienie

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział X Nienawiść i gniew

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział XI Lekceważenie, pogarda, wstręt, uczucie winy, duma itd., niemoc, cierpliwość, twierdzenie i przeczenie

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział XII Zdziwienie, podziw, strach, przerażenie

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział XIII Zwracanie uwagi na samego siebie, wstyd, bojaźliwość, skromność i rumieniec

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział XIV Wnioski i streszczenie

Dostępne w wersji pełnej

Spis ilustracji

N. B. Niektóre z rycin pomieszczonych na pięciu światłodrukowych tablicach wykonane zostały z fotografii, a nie wprost z odpowiednich negatywów; skutkiem tego są nieco niewyraźne. Niemniej jednak są to wierne kopie i skutkiem tego lepsze, wedle zdania autora, od najlepszych drzeworytów.

Światłodruki dołączone do przekładu polskiego są kopiami zdjętymi za pomocą fotografii z światłodruków angielskich. Mimo to w niczym tym ostatnim nie ustępują.

Ryciny oraz zdjęcia na Tablicach pochodzą z oryginalnego wydania książki Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt.

Tytuł oryginału: The Expression of the Emotions in Man and Animals

Copyright © 2020, Wydawnictwo MG

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw

ISBN: 978-83-7779-656-6

Projekt okładki, wybór ilustracji oraz skład: Zuzanna Malinowska Studio

Korekta: Dorota Ring

www.wydawnictwomg.pl

[email protected]

[email protected]

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk