Wróżby, czaszki i skarb Montezumy, czyli jak przegrać zakład i wygrać przygodę - Tomasz Napierała - ebook

Wróżby, czaszki i skarb Montezumy, czyli jak przegrać zakład i wygrać przygodę ebook

Napierała Tomasz

0,0
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
  • Wydawca: Muza
  • Język: polski
Opis

Trzymajcie się mocno, bo Ziemek, Zofijka i Kuba wracają do gry – choć tym razem to nie oni rozdają karty.

Ich kanał na YouTubie stoi na krawędzi. Jeden głupi zakład, tysiące widzów i tylko cztery tygodnie na rozwiązanie wielkiej zagadki.

W archiwach Sewilli, na ulicach Mexico City i w cieniu grobu Kolumba splatają się losy trojga nastolatków i amerykańskiej dziewczyny, która wie więcej, niż mówi.

Okręty konkwistadorów, dziedzictwo Azteków i tajemniczy łowca skarbów. Bójki, pościgi i zapomniane podziemia – druga część serii o rodzeństwie Kamińskich nie pozwoli Ci się oderwać od lektury.

Podążaj tropami z wielkiej Mapy Wskazówek i odkryj, czy legendarny skarb Montezumy naprawdę istniał.

Stawką nie będą tylko lajki.

"Nie zdradzę Ci lokalizacji skarbu Montezumy, Bursztynowej Komnaty ani nawet Złotego Pociągu, ale jedno wiem na pewno: świetną, wciągającą i mądrą książkę masz właśnie przed sobą."

Przemek Staroń, psycholog, kulturoznawca i twórca Szkoły Bohaterek i Bohaterów

"Na ich kanale na YouTubie dzieje się sporo, ale to, co przeżywają naprawdę… to już zupełnie inna historia. Tropią skarby, rozwiązują zagadki, a do tego… ktoś porwał ojca ich kumpeli! Czytam z moim tatą przed snem i serio – nie możemy uwierzyć, co tu się wyprawia!"

Tytus, lat 9, THE BIG FIVE FAMILY

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 286

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Projekt okładki: Iza Dudzik

Redaktorka inicjująca: Barbara Czechowska

Redaktorka prowadząca: Agata Then

Redakcja: Katarzyna Szajowska

Redakcja techniczna i skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Beata Kozieł-Kulesza, Maria Śleszyńska

© for the text by Tomasz Napierała

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2025

ISBN 978-83-287-3507-1

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2025

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Dla Mai i Ani

ROZDZIAŁ 1 Sewilla

Królewska Fabryka Cygar

Zofijka zamknęła oczy. Nie chciała już na to patrzeć. Odkąd kilka dni temu dotarli do Sewilli, jej bracia kłócili się prawie non stop. Teraz, gdy wreszcie udało im się odnaleźć zapomniane podziemia miejscowego uniwersytetu, konflikt wybuchł na nowo.

– Co to znaczy, że się założyłeś?! – Kuba stał wyprostowany naprzeciwko Ziemka. Starał się nie podnosić głosu, choć tak naprawdę miał ochotę krzyczeć. Był wściekły. Znajomi podsyłali mu w esemesach screeny z YouTube’a. – No, gadaj!

– A czego dokładnie tu nie rozumiesz? – Ziemek napiął mięśnie twarzy. Nie zamierzał okazywać żadnej skruchy. Zofijka widziała, jak drżą mu zaciśnięte pięści.

– Na przykład tego, gdzie był wtedy twój mózg!

– O! Widzę, że już się nie przejmujesz strażnikiem na górze – zwrócił uwagę Ziemek.

Faktycznie starszy brat stał teraz naprzeciwko niego i mówił tak głośno, że na pewno było go słychać na zewnątrz. Zofijka była o tym przekonana. A przecież włożyli mnóstwo wysiłku, żeby niepostrzeżenie dostać się do tajemniczych piwnic Uniwersytetu Sewilskiego. Dwieście lat temu w tym miejscu działała Królewska Fabryka Cygar.

– No widzisz, co zrobić? Ten strażnik pogrzebie co najwyżej tę zagadkę, a mój brat, podpowiem ci, geniuszu, że chodzi o ciebie, chce mi za to rozwalić wszystkie przygody do końca życia!

– Chłopaki! – Siostra próbowała powstrzymać zbliżającą się katastrofę. Wszystko szło źle. Okazało się, że Ziemek założył się z grupą ludzi o to, że Kamińscy albo w ciągu czterech tygodni rozwiążą wielką zagadkę, albo zamkną swój kanał podróżniczy na YouTubie na zawsze. To byli zwykli hejterzy komentujący ich filmy w sieci. Teraz ten zakład w internecie zdążyły już skomentować tysiące ludzi. To była prawdziwa katastrofa! A za chwilę mogło być jeszcze gorzej. Jej bracia zachowywali się zdecydowanie zbyt głośno jak na tajne, ciche – nazwijmy to – „włamanie” do podziemi Uniwersytetu Sewilskiego.

Zofijka spoglądała to na Kubę, to na Ziemka, to na zatrzaśnięte chwilę wcześniej drzwi do ukrytej piwnicy. Zastanawiała się, skąd zaraz nadejdą największe problemy. Bracia wyglądali tak, jakby mieli skoczyć sobie do gardeł.

– Jak śmiałeś założyć się w imieniu całej naszej grupy, głąbie? – Kuba naparł na brata i popchnął go mocno do tyłu. – Wszystko zniszczysz!

Tego dla Ziemka było za wiele.

Rok temu, zaraz po przeprowadzce do Madrytu, założyli kanał na YouTubie. Neverending Journeys miał opowiadać o podróżach i przygodach trójki Kamińskich.

Jacek, tata czternastoletniego Ziemka, rok starszego Kuby oraz dwunastoletniej Zosi, był ambasadorem Polski w Hiszpanii. A wcześniej w Irlandii i kilku innych krajach. Mama trójki Kamińskich – Agnieszka – była z kolei dziennikarką freelancerką. Pisywała okazjonalnie dla różnych redakcji, takich jak na przykład „National Geographic”. Teksty i reportaże, które przygotowywała, często były czasochłonne, wymagały długich i nużących podróży służbowych. Czasami jednak miała okazję realizować swoje materiały w naprawdę niezwykłych miejscach, niedostępnych dla przeciętnych turystów. Dlatego rodzeństwo Kamińskich dużo podróżowało. Dzięki temu mogli spotkać wielu ciekawych ludzi, uczyć się w międzynarodowych szkołach i poznać kilka języków obcych. Oczywiście taki tryb życia miał też kilka minusów. Przy przeprowadzkach taty do nowych placówek dyplomatycznych musieli żegnać się z przyjaciółmi i przyzwyczajać do życia w nowych, nieznanych wcześniej miejscach. Od półtora roku mieszkali w Hiszpanii. Podobał im się ten kraj i mieli nadzieję, że zostaną tu na dłużej.

Przed dwunastoma miesiącami, gdy razem z profesorem Catano rozwiązali zagadkę emira Boabdila w Grenadzie, ich kanał na YouTubie zyskał rzeszę fanów. I choć oficjalnie nikt nigdy nie przyznał, że Zosia, Ziemek i Nitka, jak mówili na najstarszego Kubę, brali w tym udział, to Kamińskim udało się przypiąć relacje o tym odkryciu do Neverending Journeys. Oczywiście niemałą rolę w popularyzowaniu kanału odegrał profesor Felipe. Zaraz po odkryciu insygniów Kalifatu Kordoby w Alhambrze udzielił im kilku wyjątkowych i bardzo ciekawych wywiadów. W ciągu kilku miesięcy po przygodzie mieli ponad trzydzieści tysięcy followersów i teraz każdy kolejny odcinek na ich kanale oglądały i komentowały tysiące osób. Tylko że treść tych komentarzy w ostatnich miesiącach bardzo się zmieniła. Tak jak na początku dominowały pochwały, gratulacje i zaciekawienie, tak później pojawiły się zwątpienie, krytyka, a w końcu złośliwości. Kamińscy obiecywali kolejne śledztwa i odkrycia, zachęcali do podsyłania tropów i sprawdzali kolejne wskazówki. Żadna nie wydawała się jednak na tyle sensowna, by prowadziła do nowej przygody. Gdy pojawiły się pierwsze głosy krytyki, w akcie desperacji zaczęli badać kilka naciąganych historii. Nowe nagrania na kanale nie wypadły niestety wiarygodnie, a hejt tylko się wzmógł.

Ziemek nie potrafił przestać o tym myśleć (nie potrafił się wyłączyć), kumulował w sobie całą tę złą energię z ostatnich tygodni. W końcu przestał ją kontrolować. Skoczył w stronę starszego brata. Kuba był na to gotowy. Odsunął się w bok i uniknął popchnięcia. Ziemek wylądował na podłodze, ale szybko podniósł się na nogi.

– To wszystko przez ciebie! – wrzasnął tak, że echo poniosło się po całej rozległej piwnicy.

– Ło Dżizas. – Kuba wywrócił oczami. – Znowu to samo. Jasne! Przeze mnie położyłeś na szali całą naszą przyszłość? Przeze mnie!? – Teraz już w zasadzie krzyczał. W takich sytuacjach czuł się zupełnie bezsilny.

– Przez ciebie! A po co nam ta cała Carmen? Kogo obchodzi, czy istniała naprawdę, czy nie?! – Ziemek tupnął ze złości, a wokół jego butów rozprysły grudki wilgotnej ziemi. Nie obchodziła go żadna postać z opery, nawet jeśli chodziło o Carmen – jedną z najbardziej rozpoznawalnych sztuk na świecie.

W pomieszczeniu było dosyć ciemno. Światło wpadało jedynie przez małe okienko wielkości grejpfruta, wyżłobione w grubym murze wysoko pod sufitem. Mała szybka była umazana ziemią i farbą. Zosia jeszcze chwilę temu oświetlała poszczególne zakamarki sali latarką, ale odkąd wparował tu Ziemek, skupiła się tylko na kłótni braci.

– Słuchaj, powiem ci to jeszcze raz i po raz kolejny powiem ci to bardzo prosto, tak żebyś tym razem zrozumiał – wycedził Kuba. Odbyli tę rozmowę już kilka razy w ostatnich tygodniach i po każdej miał nadzieję, że ta już będzie ostatnia. – Mija rok od ostatniej akcji w Alhambrze. Rok, w ciągu którego nie udało nam się rozwiązać żadnej zagadki, żadnej nowej tajemnicy. Wszystko lipa. Więc jak mamy wreszcie dobry trop, to go bierzemy. Rozumiem, że to może nie być szczyt twoich marzeń. Tylko że jeśli rozwikłamy sekret Carmen, gdy udowodnimy, że nie była tylko postacią z opery, ale że istniała i pracowała tu naprawdę, to zaufaj mi, napisze o tym równie dużo gazet, co o insygniach Kalifatu, które znaleźliśmy w Grenadzie.

– Tylko kto o tym napisze? Jakieś gazety i portale dla bab! Cała ta zagadka jest boomerska. To w ogóle nie jest prawdziwa przygoda! To jakieś pierdoły.

– Pierdoły… Hm, o to ci chodzi? Że śmieją się z nas w komentarzach, co? Że na YouTubie piszą o nas „bambiki”? Znowu ktoś ci dokuczał? – Kuba nie dawał za wygraną.

Zosia, która nie czytała gazet, za to interesowała się sportami ekstremalnymi, poczuła się, nie wiedzieć czemu, dotknięta. Rozumiała jednak, że to nie jest dobry czas na sprostowania. Doskonale zdawała sobie sprawę, dokąd to wszystko zmierza. Obserwowała obu chłopców. W przeszłości wiele razy musiała przerywać ich bójki, ale w ostatnich tygodniach zdarzało się to coraz częściej. I doskonale rozumiała powody. Sama też nie znosiła tej sytuacji najlepiej. Tak jak Ziemek, nie była najszczęśliwsza z powodu zagadki Carmen. No bo co odkrywców tajemnicy wielkiego Kalifatu Kordoby miałaby obchodzić postać znana z francuskiej opery? To nie żadna przygoda. Cygańska (dziś powiedziano by „romska”) pracownica fabryki cygar o imieniu Carmen żyła kiedyś naprawdę albo nie. Co to zmienia? Czy to ma jakieś znaczenie dla historii Hiszpanii czy świata? Gdzie w tym wszystkim jest skarb albo jakieś ważne wydarzenia, na które miała wpływ? Gdzie tunele, gdzie zasadzki? Zosia dała się jednak przekonać przyjaciółce rodziców, pani Marysi. Kobieta uważała, że trop z Carmen jest idealny. Że poszerzy grono odbiorców ich kanału na YouTubie o zupełnie nowe osoby. No i wydawało się, że jest to zadanie, które zakończy się sukcesem. A właśnie sukcesu potrzebowali teraz najbardziej.

– Stary, mówię ci, to nie jest żadna zagadka. O tym nie napisze nawet pudelek pe el. Kogo obchodzi opera!? – wrzeszczał Ziemek i powoli zbliżał się do Kuby.

Zosia stanęła mu na drodze.

– Nie krzycz tak, bo zaraz przybiegnie strażnik z góry – poprosiła po cichu.

– A niech przybiega, jest mi wszystko jedno.

– Ja już chyba wiem, o co ci chodzi. – Nitka też zrobił krok do przodu. Nie zamierzał ustępować. – Nie wytrzymałeś i przeczytałeś nowe komentarze pod naszymi filmami? Hm?

Ziemek zacisnął zęby, ale milczał.

– Była umowa. Miałeś tego nie czytać!

– Przeginasz!

– Panu księciu się nie podoba, jak o nim piszą? – naciskał Nitka. – Odpuść to! Byłeś supergwiazdą, Tomem Cruise’em YouTube’a, a teraz nie umiesz zignorować idiotów, którzy cię obgadują?

– To nie to!

– To to, zaufaj mi. – Żyły na skroni Kuby pulsowały miarowo. – Musisz wreszcie dorosnąć i przestać zajmować się sobą! Pomóż nam i zobaczysz, że fanki znów cię pokochają. – Kuba był zły.

– Nic nie rozumiesz!!! – Ziemek nie wytrzymał i rzucił trzymaną w dłoni latarkę na ziemię, po czym wybiegł schodami z piwnicy.

– Egoista! – zdążył jeszcze krzyknąć za nim Kuba.

Przemyślenia Ziemka

Był wściekły. Szedł, szurając nogami o chodnik tak głośno, że słyszano go chyba w całej Sewilli. Był tym wszystkim szczerze zmęczony. Miał wrażenie, że ludzie w internecie z nimi pogrywają.

Najpierw czepiali się, że „jeden raz w Grenadzie to każdy może mieć szczęście”, że rok temu insygnia Kalifatu Kordoby znaleźli przypadkiem. Potem zasypywali rodzeństwo całą masą dziwnych zagadek do rozwiązania. Wysyłali je w komentarzach pod filmami na ich kanale na YouTubie, zachęcając do podążania za podrzuconymi tropami.

Tylko że na razie te wskazówki prowadziły donikąd. Były niedokładne albo w ogóle zmyślone. Czego to oni już nie mieli szukać! Klejnoty Ludwika XIV zaginione w dokach Barcelony. Rzekoma korona królów Anglii w zamkach na północy Hiszpanii. Ślady dawnej cywilizacji w Pirenejach. To tylko kilka przykładów! Oczywiście wszystko pic na wodę i zmyślone bzdury, o które rozbijali się za każdym razem jak o wielką ścianę. To po prostu były teorie spiskowe z internetu. Żadna do niczego nie prowadziła. Ziemek bardzo przeżywał te porażki.

To już rok ciągłych wtop, pomyślał.

No i wtedy pojawiła się zagadka związana ze słynną operą Carmen. Przed kilkoma tygodniami ktoś o nicku @hernan15_09 wysłał im na maila konkretną wskazówkę. Brzmiała sensacyjnie, a do tego dosyć prosto. Miała pomóc znaleźć autentyczne listy Carmen i słynnego toreadora, w którym była zakochana.

W rzeczywistości nikt nigdy nie wyjaśnił, czy tytułowa bohaterka francuskiej opery, Cyganka o imieniu Carmen, istniała naprawdę i czy rzeczywiście pracowała w Królewskiej Fabryce Cygar w Sewilli. Od czasu do czasu pojawiały się pewne nowe przypuszczenia, ale nic, co rozstrzygałoby temat. Teraz dostali konkretne wskazówki, między innymi dotyczące podziemi fabryki. To tu miała się znajdować zaszyfrowana wiadomość od Carmen sprzed dwustu lat. Gdyby udało się ją odnaleźć i odczytać, znaleźliby skrytkę z ukrytymi listami i… drogę do sławy.

Kuba z Zofijką zorganizowali wycieczkę do Sewilli. Pani Marysia Walaszczyk, wieloletnia przyjaciółka rodziny i asystentka ich ojca w ambasadzie, postanowiła objąć tę wyprawę „patronatem”. W każdym razie właśnie tak z uśmiechem określiła swoją rolę w tej zagadce. Bardzo spodobał jej się sam temat i zaproponowała mamie i tacie, że zabierze ich dzieciaki na kilka dni do tego pięknego, słonecznego miasta. Byli w Sewilli już trzeci dzień i wreszcie udało im się dostać do uniwersyteckich podziemi. Kuba i Zosia znów poczuli zew przygody. A on… On czuł się zgoła inaczej.

Ziemek kopnął ze złości w kolumnę, opuszczając budynek Uniwersytetu Sewilskiego. To tu jeszcze osiemdziesiąt lat temu działała Królewska Fabryka Cygar. Co za bzdura, pomyślał. Przecież to jakaś opera, to temat dla dziadków!

Na początku trop podrzucony przez internautę wydał im się mało znaczącą ciekawostką do zbadania. Im dłużej jednak nad tym myśleli – oczywiście Kuba z Zofijką, nie Ziemek – tym bardziej dochodzili do wniosku, że mają szansę na być może ciekawsze odkrycie niż to rok temu w Grenadzie. Pani Marysia uważała, że Carmen wciąż rozbudza emocje i to o niej z chęcią napisałyby różne liczące się gazety i portale. Przyjechałaby też telewizja. Chodziło przecież o prawdziwy symbol kultury i bohaterkę opery wciąż granej i filmowanej na całym świecie!

Tylko że Ziemka nie obchodziła żadna starodawna opera. Nie była hiphopową muzą ani grą w stylu cyberpunka. Na świecie istniała współczesna kultura i zajmowanie się jakimiś babami w czerwonych sukienkach zupełnie go nie interesowało. Co to w ogóle miało wspólnego z przygodami Nathana Drake’a z ich ukochanej gry Uncharted? On chciał tropić ukryte skarby piratów albo odkrywać zapomniane grobowce faraonów. Uważał, że tę zagadkę podsunęła im mama. @hernan15_09 to musi być ona. Za bardzo się ostatnio zaangażowała w ich pocieszanie. Litość to było jednak ostatnie, czego Ziemek potrzebował.

Zdenerwowany chłopiec przepuścił srebrny tramwaj i przebiegł przez ulicę. Zmierzał w stronę wysokiej wieży. Widział ją nad dachami budynków. Przypominała mu arabskie minarety, a one jego niezwykłą przygodę w Grenadzie. Wąska brukowana uliczka prowadziła w gąszcz starówki. Budynki z obu stron były pomalowane na biało, z charakterystycznymi ciemnozielonymi lub granatowymi okiennicami. Z niektórych balkonów zwisały kolorowe kwiaty. W powietrzu unosił się zapach pomarańczy, ale on nie był w nastroju, by dziś zachwycać się miastem.

Wydzwaniał do niego Nitka. Starszy brat na pewno chciał kontynuować awanturę o ten głupi zakład. Ziemek nie miał na to najmniejszej ochoty. Nacisnął czerwoną słuchawkę i odrzucił połączenie. Założył się z hejterami, bo tego wymagała sytuacja. To było honorowe. Koniec ze złośliwościami i wyśmiewaniem. Albo Kamińscy pokażą swoją wartość, albo…

Zakład

Kuba czuł, że zawiódł. Miał wrażenie, że wszystko wymyka mu się z rąk. A przecież zaczęło się tak fajnie. Przecież te wydarzenia z Grenady to był sztos. Najlepsze, co mogło im się przydarzyć. I może momentami było niebezpiecznie, może nie zawsze kontrolowali sytuację, ale koniec końców to była przygoda marzeń. Teraz od dłuższego czasu wszystko wyglądało tak, jakby sprzysięgło się przeciw nim.

Kolejne tropy podrzucane przez ludzi na YouTubie okazywały się zupełnie bez sensu. Do tego followersi z Polski obrazili się, bo Kamińscy nie chcieli zająć się zagadką zaginionej Bursztynowej Komnaty. Ale trop, który dostali, był zupełnie niewiarygodny!

Nitka był mistrzem planowania, ale tego, jak wygląda życie w ostrzale sfrustrowanych fanów czy też hejterów, nie przewidział. Poniósł też porażkę jako starszy brat. Nie udało mu się utrzymać jedności ekipy. Każde z rodzeństwa na własną rękę wdawało się w dyskusję z ludźmi w sieci. W bezsensowną walkę, która nakręcała jeszcze mocniej zainteresowanie i hejt innych. Najbardziej denerwował go młodszy brat. Wszystko brał do siebie. Dla niego to była sprawa honoru i Kubę drażniło, że dba o własne potrzeby bardziej niż o dobro grupy. Że gdyby miał do siebie więcej dystansu, to mieliby teraz mniej zmartwień. Aż w końcu Ziemek nie wytrzymał i kilka dni temu wdał się w ten cały głupi zakład. W dodatku nawet im o tym nie powiedział. Sprawa wydała się zupełnie przypadkiem, kiedy kolega z Polski napisał Kubie esemes.

Teraz Kamińscy musieli w ciągu czterech tygodni rozwiązać zagadkę, którą w ankiecie na YouTubie za ciekawą uznała co najmniej połowa głosujących. Jasne, gdyby ich kanał był mały, skorzystaliby po prostu z pomocy przyjaciół i fanów. Grupa kilkuset osób zagłosowałaby po myśli rodzeństwa. Wygraliby ten zakład bez problemu.

Jednak w wypadku kanału z kilkudziesięcioma tysiącami subskrybentów i afery z zakładem, który przyciągnął kolejnych zainteresowanych, na wynik głosowania nie mieli wpływu. Przygoda i jej rozwiązanie musiały obronić się same. Najgorsze było to, co miało się stać, jeśli Kamińscy nie rozwiążą zagadki. Kanał Neverending Journeys miał zostać zamknięty! Na zawsze! I właśnie informacja o tym warunku sprowokowała całą kłótnię sprzed chwili. Co za egoista z tego Ziema! Na koniec jeszcze się obraził i sobie poszedł. Zostawił ich samych z problemem, który stworzył. Im więcej Kuba o tym myślał, tym bardziej był wściekły.

Była też druga strona medalu. Stali właśnie z Zośką w zapomnianych przez wszystkich podziemiach Uniwersytetu Sewilskiego. Dotarli tu dzięki specjalnej mapie, którą @hernan15_09 wysłał im w mailu. Prawdopodobnie byli pierwszymi ludźmi od stu lat, którzy zaglądali do tego pomieszczenia, i już samo to było ciekawe. Na pewno nadawało się na dobry kolejny odcinek. Kuba podniósł latarkę Ziemka i oświetlił najbliższą ścianę. Dwieście lat temu mogła pracować tu prawdziwa Carmen. Według wskazówki z maila zaszyfrowana wiadomość od niej miała być wyryta na jednej z rozległych ścian pomieszczenia. Tylko jak poznają, która to? Wokół widzieli mnóstwo wzorów i bazgrołów, jakby każdy pracownik Królewskiej Fabryki Cygar sprzed lat zostawił tu swoje ślady.

Chłopiec kierował latarkę na kolejne fragmenty ściany. W migotliwym świetle widać było setki drobnych zadrapań, napisów i znaków. Jedne zatarte prawie całkowicie, inne wciąż wyraźne mimo upływu czasu. Tu i ówdzie pojawiały się daty – niektóre nawet z dziewiętnastego wieku. Napisy wyryto głównie po hiszpańsku. Były to krótkie, trudne do odczytania słowa i zdania.

Kuba wciągnął powietrze do nosa. Było wilgotne i przesiąknięte dziwną mieszanką zapachów: stęchlizny, wilgoci, ale też czegoś słodkawego, co przypominało tytoń.

– Kuba, pst, ktoś tu chyba idzie – zawołała nagle Zofijka. Podczas gdy Nitka przeszukiwał pomieszczenie, siostra sprawdzała, czy hałas kłótni nie ściągnie im na głowę kłopotów.

– Co, przemyślał i wraca?

– To chyba nie Ziemek…

Ulice Sewilli

Ziemek szedł coraz szybciej, by rozładować napięcie. A gromadził go przez ostatnie tygodnie coraz więcej. Chmury nad jego głową gęstniały z dnia na dzień. Jasne, że nie był zadowolony z zakładu. Wiadomo, że wolałby nie kłaść na szali przyszłości całego ich projektu. Tylko czy to jego wina? Czy to on wybrał ten głupi wątek z Carmen, z którego teraz śmieją się w całym internecie? „Zrobiliście z kanału operę mydlaną”, „marna sztuka”. I jeszcze te osobiste docinki. Nie tak to miało wyglądać. Dlaczego wszyscy się na nich uwzięli?

Najbardziej chyba bolało go jednak to, że faktycznie od roku nie udało im się rozwiązać żadnej zagadki. Bo gdyby odkryli coś ciekawego, to cała banda tych hejterów siedziałaby cicho. Ale nic im nie wychodziło. Naprawdę. Może za szybko uwierzyli, że są wielkimi odkrywcami? Może znalezienie insygniów Kalifatu w Grenadzie to był przypadek? Przypadek i świetna robota profesora Catano. Ziemek w ostatnich tygodniach stracił sporo wiary w siebie. Kanał na YouTubie zamiast przyjemnością, stał się dla niego wielką udręką. Chłopak zauważył nawet ze zdziwieniem, że przestał chętnie wychodzić z domu ze znajomymi. Oni pewnie też czytają te komentarze w necie.

No więc szedł teraz zdenerwowany i zdesperowany. Doszedł do punktu, w którym było mu wszystko jedno. Chciał po prostu na chwilę uciec od problemów, od Nitki, od… od przygód.

Przeciął ulicę, uniknął spotkania z sunącym powoli wiekowym seatem toledo i ruszył wzdłuż parku ukrytego za ozdobnym ni to murem, ni płotem. – Hey, mira por dónde vas! Uważaj, dokąd idziesz! – usłyszał od młodego chłopaka, z którym zderzyli się ramionami. Już chciał mu coś odparować, ale się powstrzymał. Zbliżał się do centrum miasta, ulice otoczone kamieniczkami stawały się coraz ciaśniejsze, choć wciąż było tu miejsce dla samochodów i tramwai. Zapach smażonych na tłuszczu pączków churritos osaczał go z każdej strony. Dookoła stały stragany z magnesami i plakatami przedstawiającymi czarne byki i czerwone suknie tancerek flamenco. Sewilla była stolicą tego tańca.

Normalnie byłoby to nawet ciekawe, ale teraz kojarzyło mu się z operą Carmen. Skręcił w boczną uliczkę, wszedł w podwórko z pięknymi balkonami wewnętrznymi i sadzawką wokół niewielkiego placyku. Przez moment przyglądał się sklepikom pod kolumnadą. Na witrynach wystawione były zabytkowe monety i rękopisy w obcych językach. Wyglądały na bardzo stare, niemal jak wyjęte z gry przygodowej. Jednak im dłużej przyglądał się wystawom, tym mocniej docierała do niego niepokojąca prawda. Założył się. Założył się o honor, o przyszłość kanału. Mieli cztery tygodnie. Tylko że założył się we wtorek, a dziś był piątek.

Zostało już tylko dwadzieścia pięć dni!

Zrozumiał, że musi działać. Postanowił dotrzeć tam, gdzie od początku planował. Do Giraldy. Wiedział, że wieża stoi tuż przy największym gotyckim kościele na świecie – La Catedral. To było miejsce, na którym w tej chwili skupił całe swoje zainteresowanie.

Przyłapani

Nie zdążyli nawet zgasić latarek, gdy drzwi do piwnicy otworzyły się z głośnym skrzypieniem. W progu stanął wysoki, chudy mężczyzna w granatowym uniformie strażnika.

– Qué hacen aquí? – warknął, kierując na nich swoją czołówkę. – Co wy tu robicie?

Kuba i Zosia zamarli, oślepieni jasnym światłem. Nitka wykonał ruch, jakby chciał schować coś za plecami.

– Eeee… szukaliśmy toalety – wykrztusił po hiszpańsku. Nawet w jego własnych uszach zabrzmiało to absurdalnie.

– Toalety? Tu? – Strażnik zaśmiał się krótko, ale widać było, że nie jest mu do śmiechu. – Trzy piętra pod ziemią? Za zamkniętymi drzwiami z napisem „Wstęp wzbroniony”?

– My tylko… – zaczęła Zofijka, ale mężczyzna przerwał jej machnięciem ręki.

– Dość tych bzdur. Chodźcie ze mną. – Wskazał im wyjście.

Z ciężkim westchnieniem podążyli za strażnikiem po schodach, a po chwili dotarli do oświetlonych światłem dziennym korytarzy uczelni. Kuba zastanawiał się gorączkowo, jak wybrnąć z tej sytuacji. Ostatnie, czego potrzebowali, to oficjalne oskarżenie o włamanie do pomieszczeń uniwersyteckich.

– Jesteśmy studentami – spróbował znowu, gdy dotarli na wyższe piętro. – Pracujemy nad projektem historycznym o Królewskiej Fabryce Cygar.

– Jasne, a ja jestem królem Hiszpanii – odparł mężczyzna, nie zwalniając kroku. – Studenci mają pozwolenia i nie włamują się do zamkniętych części budynku. Poza tym jesteście o wiele za młodzi na studentów.

– Naprawdę, moglibyśmy pokazać legitymacje…

– To projekt profesora Catano! – wyrwało się Zofijce. Natychmiast przygryzła wargę, bo zdała sobie sprawę, że niepotrzebnie wspomniała o panu Felipe. Kuba spojrzał na nią z wyrzutem.

– Oj, coś mi się nie wydaje, żeby taka osoba istniała naprawdę. Zresztą porozmawiasz sobie o tym z kierownikiem ochrony. – Strażnik skręcił w korytarz prowadzący do biura.

Nagle zza rogu wyłoniła się kobieta. Była niska i drobna. Jej siwe włosy spięte były w ciasny kok. Miała na sobie elegancki garnitur i nosiła okulary w czerwonych oprawkach.

– Miguel, co tu się dzieje? – zapytała, przyglądając się osobliwemu pochodowi całej trójki.

– Profesora Alquilar. – Strażnik momentalnie się wyprostował. – Złapałem tych młodych ludzi w starych piwnicach fabrycznych. Właśnie prowadzę ich do biura ochrony. Zmyślają coś o jakichś badaniach i profesorze Cantona czy Catana… Zresztą to nieistotne, bo zapewne jest wymyślony! – Mężczyzna zmierzył groźnym spojrzeniem Zofijkę, która momentalnie skurczyła się, by schować się przed jego wzrokiem.

Kobieta zmierzyła dziewczynkę i jej brata badawczym spojrzeniem.

– Mogę wiedzieć, co was tak zainteresowało w tych starych piwnicach? – zapytała, a w jej głosie było więcej zaciekawienia niż złości.

Kuba zawahał się przez moment. Prawda jednak często była najlepszym wyborem.

– Szukaliśmy śladów kobiety o imieniu Carmen. Podobno pracowała w fabryce cygar, która dawniej się tu mieściła.

Brwi kobiety uniosły się z zaskoczenia.

– Carmen? Z opery Bizeta?

– Tak – potwierdziła szybko Zofijka. – Próbujemy udowodnić, że istniała naprawdę. Podobno zostawiła jakieś zapiski na ścianach starych piwnic.

Strażnik prychnął. Kobieta przyglądała im się przez dłuższą chwilę.

– Więc… Carmen, tak? I profesor Catano? – Na jej twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech. – Cóż za niezwykły zbieg okoliczności. Miguel… – Profesorka zwróciła się do strażnika. – Myślę, że zajmę się tymi młodymi ludźmi. To… interesujący temat badawczy.

– Ale profesora Alquilar, oni złamali regulamin…

– Och, jestem tego świadoma. – Uśmiechnęła się lekko. – I jestem pewna, że teraz już wiedzą, że powinni byli najpierw zapytać o pozwolenie. Prawda?

Kuba i Zosia energicznie pokiwali głowami.

– Będę za nich odpowiedzialna – dodała kobieta tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Strażnik westchnął z rezygnacją.

– Jak pani sobie życzy.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji