Wredne dziewczyny idą do piekła - Cindy R.X. He - ebook + książka

Wredne dziewczyny idą do piekła ebook

Cindy R.X. He

4,0
40,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

wzajemna nienawiść czai się w każdym rogu. Życie toczyło się tutaj mniej więcej spokojnie... aż do fatalnej nocy, gdy Ella Moore, najpopularniejsza i najbardziej znienawidzona dziewczyna w szkole, została zamordowana na własnej imprezie.

Wszystkie oczy są zwrócone na Dawn Foster – nową dziewczynę w klasie i ostatnią osobę, która podała Elli drinka. Ale czy to ona jest winna? W końcu każdy z przyjaciół zamordowanej miał powody, by ją zabić, a z dnia na dzień ujawnia się coraz mroczniejsza strona Elli.

Dawn postanawia sama przeprowadzić śledztwo. Musi odkryć praw¬dę i uprzedzić policję, zanim ktoś niewinny zostanie aresztowany. Przerażające tajemnice miasta sięgają jednak jeszcze głębiej, niż można by się tego spodziewać…

 

To mroczna, pełna tajemnic historia, któ¬ra nie pozwoli zasnąć, dopóki nie odkry¬je się wszystkich jej sekretów. Kłamstwa, szkolna hierarchia, a do tego tajemnicze morderstwo – wszyscy bez wyjątku są podejrzani. Ta książka na długo zostanie w mojej głowie, a zwłaszcza jej koniec! 

WERONIKA ANCEROWICZ

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 295

Rok wydania: 2025

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
ewaa66

Dobrze spędzony czas

Początkowo myślałam, że to raczej typowy thriller młodzieżowy. Dosyć bogate grono podejrzanych i główna bohaterka, która próbuje rozwikłać kto jest mordercą. W pewnym sensie odgadłam kto był mordercą, jednak zwrot akcji okazał się czymś, czego się zupełnie nie spodziewałam. Książkę czytało się bardzo szybko. Tak mnie wciągnęła, że skończyłam ją za jednym posiedzeniem. Na pewno będę zainteresowana innymi książkami autorki w przyszłości.
10



 

 

 

 

Tytuł oryginału: Perfect Little Monsters

Copyright © 2024 by Cindy R.X. He

All rights reserved.

 

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2025

Copyright © for the Polish translation by Iga Wiśniewska, 2025

 

Redaktorka inicjująca: Anna Fiałkowska

Redaktorki prowadzące: Oliwia Łuksza, Aleksandra Kotlewska

Marketing i promocja: Anna Fiałkowska, Gabriela Wójtowicz, Jakub Szulczewski

 

Redakcja: Patryk Białczak

Korekta: Małgorzata Tarnowska, Sandra Popławska

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt oryginalnej okładki: Natalie Sousa

Adaptacja okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-68370-09-6

 

Niniejsza praca jest dziełem fikcji. Wszelkie nazwy, postaci, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki. Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

 

WE NEED YA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

[email protected]

www.weneedya.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla odmieńców:

jesteście piękni,

jesteście kochani

 

 

 

 

 

 

 

 

NOTA DO CZYTELNIKA

 

 

 

Ta powieść porusza tematy i/lub zawiera wzmianki o zastraszaniu, homofobii, ableizmie, niechęci do osób otyłych, depresji, obrazie ciała, zaburzeniach odżywiania, samobójstwach, chorobach psychicznych, morderstwach i śmierci. Jeśli uważasz, że którykolwiek z tych tematów może wywołać u Ciebie niepożądaną reakcję, nie czytaj tej książki.

 

 

 

 

 

 

GRA W CHOWANEGO

 

TERAZ

 

 

 

Ciche, pozbawione melodii gwizdanie dociera do miejsca, w którym dziewczyna się ukrywa, przykucając w ciemnej szafie i zerkając przez listwy.

Nie wiedziała, że oddychanie może być takie głośne. Z pewnością ktoś, kto na nią poluje, słyszy jej spanikowane, płytkie oddechy i zbyt głośne bicie serca uderzającego o jej żebra jak oszalały, uwięziony ptak. Co gorsza, w środku jest tyle kurzu, że zaraz zacznie kichać. Ściska nos, walcząc z przemożnym prag­nieniem. Pot spływa jej po plecach niczym lekka pieszczota upiornych palców.

Jej powieki opadają… ale otwiera je ponownie. Skupia wzrok na wąskiej linii światła pod zamkniętymi drzwiami sypialni. Nie może zasnąć. Absolutnie nie może pogrążyć się w ciemności, która grozi jej pochłonięciem. Ale czuje, jak ciężkie są jej kończyny, ciężkie i niezdarne z powodu narkotyku krążącego w jej krwiobiegu. Ściska mocno lewą rękę, wykręca delikatną skórę, by nie zasnąć.

Koszmar. Tak właśnie by to określiła. Mimo to nie może uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że ktoś próbuje ją zabić. Z pewnością wkrótce obudzi się w swoim wielkim łóżku z pościelą z egipskiej bawełny o bardzo gęstym splocie. Mięsień w jej prawej łydce łapie bolesny skurcz od tak długiego kucania, a ona tłumi kolejny szloch.

To niesprawiedliwe. Nie zasłużyła na coś takiego, bez względu na to, co zrobiła. Kara jest zbyt surowa! Mogłaby się rozpłakać z powodu tej niesprawiedliwości. Szloch napływa z jej piersi do gardła, a ona zaciska drżące dłonie na ustach, aby powstrzymać go przed ucieczką. Jej umysł krzyczy, ale ona nie może się odezwać, ponieważ najcichszy dźwięk od razu zdradziłby jej kryjówkę. A wtedy gra w chowanego dobiegłaby końca. Koniec. Przegrałaś. Czas umierać.

Ciche, rozmyślne kroki na korytarzu. Ten szalony, pozbawiony melodii gwizd. Kroki stają się coraz głośniejsze… i głośniejsze… aż zatrzymują się tuż za drzwiami. W szparze pojawia się cień. Dziewczyna obserwuje przez listwy, jak gałka powoli się obraca…

Przecież zamknęła drzwi od środka! Gałka przestaje się obracać, a ona jest niemal oszołomiona ulgą. Zaczyna się uśmiechać…

Lecz wtedy rozlega się charakterystyczny chrobot klucza wsuwanego do dziurki. Drzwi do sypialni się otwierają i znów rozlega się ten okropny gwizd. Dziewczyna odrywa się od listew, cofa w ciemność z tyłu szafy. Zwija się w kłębek, kolana przyciska do brody. Nienienie, nie mogę umrzeć w taki sposób nie mogę nie mogę…

Drzwi szafy się otwierają. Dziewczyna spogląda na osobę stojącą nad jej drżącym ciałem. Gwizdanie ustaje.

– Mam cię.

Te puste oczy.

Ten okropny uśmiech.

Tępy błysk noża do mięsa.

Dziewczyna otwiera usta i krzyczy.

 

 

 

 

 

 

DAWN

 

DWA MIESIĄCE TEMU

 

 

 

Wkrótce rozlegnie się dzwonek na pierwszą lekcję. Ale ja wciąż siedzę na zamkniętej klapie toalety w łazience dla dziewcząt na drugim piętrze liceum w Sierton. Nie mogę się zmusić do wstania. Głową niemal dotykam kolan i staram się nie hiperwentylować.

Na razie jestem tutaj bezpieczna, nikt mnie tu nie widzi. Ale kiedy wyjdę… kto wie, co może się stać. Nie po raz pierwszy pojawia się przeświadczenie, że moja obecność tutaj jest błędem… ale szybko je odpycham. Jestem nowa. Nikt mnie tu nie zna. Staram się skupić na tym, co powiedziała mi mama – wokół jej ciepłych brązowych oczu pojawiają się zmarszczki, jak zawsze, gdy się uśmiecha – zanim rano wyszłam z domu z ciocią Maddy: „Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Na pewno będziemy z ciebie dumni”.

Staram się oddychać powoli i równomiernie. Dobra, już chyba wszystko w porządku. Wstaję i wychodzę z kabiny.

Ledwie robię krok w stronę umywalek, drzwi się otwierają i uderzają z hukiem w ścianę. Wchodzą trzy dziewczyny: jedna z włosami tak jasnymi, że utrzymanie tego koloru musi kosztować krocie, i szortami z wysokim stanem, które odsłaniają jej długie nogi; druga to ładna Latynoska z ciemnymi oczami, długimi rzęsami i czarnymi, lśniącymi, idealnie wyprostowanymi włosami, w modnym crop topie oraz legginsach z lululemon; a potem prawdopodobnie najładniejsza z nich, pół-Kaukazka, pół-Azjatka, z karmelowymi sarnimi oczami i niemożliwie idealną lśniącą skórą, w wyglądającej drogo minisukience i kaszmirowym kardiganie. Rozpoznaję je. Znam je, bo jestem taka jak one.

Wpatrują się we mnie, a moje serce zaczyna bić trzy razy szybciej, gdy niepewnie mijam je w drodze do zlewu i zaczynam myć ręce. Kątem oka widzę, jak przypatrują mi się w lustrze. One również wędrują wzrokiem po moim ciele, oceniając włosy, twarz, ubrania i torbę. Są ciekawe, bo wyglądam jak one, jakbym mogła być częścią ich paczki. Mogłabym być ich przyjaciółką… albo potencjalną rywalką.

Rzecz w tym, że może i wyglądam jak one, a kiedyś rzeczy takie jak popularność lub przynależność do grupy przyjaciół również były dla mnie ważne. Ale już nie są.

Na szczęście szybko tracą zainteresowanie moją osobą. Latynoska z powrotem kieruje uwagę na dziewczynę z białymi włosami.

– Co jest nie tak z moimi legginsami? – Brzmi to jak kontynuacja rozmowy, którą prowadziły przed wejściem do łazienki.

– Och, nic. – Blondynka się uśmiecha. – Po prostu ten kolor sprawia, że twoje nogi wydają się grube. Ale jeśli ci się podobają, to chyba najważniejsze. – Odwraca się do lustra i sprawdza swój nieskazitelny makijaż.

– Daj spokój, Ella – wtrąca trzecia dziewczyna, przewracając oczami. – Nie słuchaj jej, Lucy. Jak dla mnie świetnie na tobie leżą.

Drzwi otwierają się ponownie i kolejna dziewczyna wchodzi do coraz bardziej klaustrofobicznej przestrzeni. Wzdryga się, gdy trzy inne obrzucają ją wzrokiem, po czym szybko znika w kabinie.

Ella sięga do torebki i wyciąga tusz do rzęs. Pozostałe dwie zajmują się włosami i ubraniami. Podchodzę dyskretnie do podajnika ręczników papierowych, biorę jeden listek i zaczynam osuszać ręce. Wyrzucam zużyty papier do kosza, a potem skradam się w stronę drzwi.

Już prawie udaje mi się uciec, kiedy jedna z nich pyta:

– Jesteś tu nowa? Nie wyglądasz na pierwszoklasistkę.

Myślę, że problem z małymi miasteczkami, takimi jak Sierton w stanie Wisconsin, polega na tym, że ludzie zwracają uwagę na nowe osoby. Niechętnie się do niej odwracam i kiwam głową.

– Jestem starsza. Właśnie się tu przeniosłam.

Ella sięga ponownie do torby i zaczyna poprawiać błyszczyk na ustach. Przenoszę ciężar ciała z nogi na nogę, nie mając pewności, czy rozmowa się skończyła i mogę odejść, czy też chcą mi powiedzieć coś jeszcze, gdy w międzyczasie wraca dziewczyna z kabiny.

W łazience panuje teraz dziwna atmosfera. Lucy chichocze, a Ella rzuca:

– Przestań się na mnie gapić.

Na brązowej skórze czwartej dziewczyny pojawia się rumieniec.

– Nie jestem…

– Totalnie jesteś. Słuchaj, nie jestem zainteresowana, okej? – mówi blondynka, przewracając oczami. Następnie wychodzi, a za nią podążają jej dwie przyjaciółki, które mruczą „lesba”, zanim drzwi łazienki się za nimi zamykają.

Dziewczyna podchodzi do zlewu i lekko drżącą ręką odkręca kran.

– Wszystko w porządku? – pytam.

– Nic mi nie jest – odpowiada zdawkowo, nie patrząc na mnie, ale wciąż się trzęsie. – Te dziewczyny… Ella Moore, Naomi Chen i Luciana Aguilar… Powiedzmy, że nie chcesz zajść im za skórę.

– Zauważyłam – mówię. – Jestem Dawn.

Dziewczyna w końcu się do mnie odwraca i uśmiecha nieśmiało, pokazując turkusowy aparat na zębach. To jak słońce przebijające się przez burzowe chmury. Ale wciąż nie nawiązuje ze mną kontaktu wzrokowego.

– Jestem Raquel. Nie brzmisz, jakbyś była stąd. W sensie masz lekki akcent. Skąd się przeniosłaś?

– Och, z Kalifornii. Santa Cruz.

– Ja też jestem w ostatniej klasie. Wow, przeniesienie w takim momencie to kiepska sprawa.

– Tak. – Nie zdradzam jej, dlaczego się tu przeniosłam. Nie robię tego, ponieważ mam dość widoku litości, która nieuchronnie pojawiłaby się na jej twarzy, a którą ostatnio oglądam zbyt często.

Raquel się we mnie wpatruje. Może mój wyraz twarzy się zmienił i to zauważyła. Na szczęście nie zadaje więcej pytań.

Gdzieś bardzo głośno dzwoni dzwonek.

– Lepiej chodźmy na lekcje – mówi Raquel, kierując się w stronę drzwi.

– Hej, eee… wiesz może, gdzie jest klasa druga be?

– O, idziesz na literaturę amerykańską? Ja też! – Raquel kiwa głową. – Chodź ze mną.

Chyba znalazłam tu pierwszą przyjaciółkę.

 

≈≈≈

 

Podczas przerwy na lunch z łatwością trafiam na stołówkę; po prostu podążam za śmiechem i paplaniną setek głosów. Zapach cebuli i przypalonego sosu bolońskiego uderza we mnie, gdy ledwie przechodzę przez podwójne wahadłowe drzwi.

Ustawiam się w kolejce i biorę tłusto wyglądający kawałek pizzy pepperoni – której nie mam zamiaru jeść – oraz jabłko i sok pomarańczowy. Rozglądam się po pomieszczeniu, mdli mnie z nerwów. Jakie miejsce wybrać? Wtedy dostrzegam Raquel siedzącą samotnie przy stoliku w odległym kącie. Czeka na przyjaciół czy zazwyczaj je sama?

– Witaj ponownie. – Wskazuję na puste krzesło naprzeciwko niej. – Mogę do ciebie dołączyć?

– Tak, jasne. – Wydaje się zaskoczona, ale zadowolona.

Musi być tak samo kiepska w pogawędkach jak ja, ponieważ przez chwilę jemy w niezręcznej ciszy. W końcu odchrząkuje i pyta:

– No to… dlaczego się tu przeniosłaś?

Spoglądam w dół, na małą plamę na stole. Wygląda jak fasola.

– Wprowadziłam się do ciotki. Mieszka tutaj – mamroczę. – Moi rodzice… stracili pracę. Musieliśmy sprzedać nasze mieszkanie. Wszystko przez wypadek samochodowy. Nie mamy też już samochodu, bo auto rodziców zostało skasowane. Dobrze, że ciocia Maddy codziennie podwozi mnie do szkoły, ponieważ mam teraz ataki paniki, gdy próbuję prowadzić.

Po kilku minutach Raquel przerywa ciszę.

– Przepraszam, mam tendencję do bycia przesadnie bezpośrednią. To przez autyzm.

Zdobywam się na uśmiech.

– Nie przepraszaj! Nic nie szkodzi.

– Nigdy nie byłam w Kalifornii. Jak jest w Santa Cruz?

Wdzięczna za zmianę tematu, odpowiadam szybko:

– Słonecznie. Przyzwyczajenie się do tego, że jest tu o wiele chłodniej, zajmie mi chyba trochę czasu.

Przygląda się moim ciemnoblond włosom, niebieskozielonym oczom i opalonej skórze.

– Czyli surfujesz i w ogóle?

– Trochę, ale nie jestem w tym zbyt dobra.

Zasypuje mnie przyjaznymi pytaniami i opowiada mi więcej o sobie. Dowiaduję się, że jest czarnoskórą Chinką, a jej ulubionym przedmiotem jest informatyka.

Podczas gdy Raquel gawędzi o zaletach życia w Wisconsin, porównując je z Kalifornią (wygląda na to, że niskie koszty utrzymania w Wisconsin są plusem, a Kalifornia jest najbardziej zróżnicowanym stanem z wynikiem różnorodności na poziomie 70,75), moje spojrzenie wędruje po reszcie stołówki… i ląduje na długim stole pośrodku dużego pomieszczenia oraz piętnastu lub więcej osobach tam siedzących. Pozornie wyglądają lepiej niż reszta z nas. Chłopacy są bardziej umięśnieni; niektórzy z nich mają na sobie takie same granatowo-pomarańczowe kurtki. Muszą być w drużynie futbolowej. Dziewczyny mają białe zęby, lśniące włosy i umięśnione, długie kończyny.

Są wśród nich trzy przerażające dziewczyny z dzisiejszego poranka. Ta z białymi włosami – Ella – siedzi obok wysokiego, wysportowanego chłopaka o ciemnych blond włosach i niebieskich oczach. Karmi go frytkami, a potem droczy się z nim, oblizując palce.

Nikt z tamtego stolika na nas nie patrzy, więc mogę ich obserwować do woli.

Od czasu do czasu Ella spogląda na inny stolik w rogu: rzuca krótkie spojrzenie, a potem odwraca wzrok. I za każdym razem na jej twarzy pojawia się dziwny wyraz – złość… zmieszana z czymś innym? – zanim znów się opanowuje i odwraca wzrok. Może nawet nie jest świadoma, że to robi. A może jest, ale nie potrafi się powstrzymać, nawet jeśli nie chce być przyłapana na patrzeniu w tamtą stronę.

Zaciekawiona zerkam na stolik, którym wydaje się tak zainteresowana. Siedzą tam trzy osoby: dziewczyna ubrana na czarno, z twarzą ozdobioną kilkoma kolczykami i pryszczami, facet z zielonymi nastroszonymi włosami, który mówi coś, gwałtownie gestykulując, oraz blady, chudy chłopak wpatrzony w swoje jedzenie. Jego niechlujne ciemnobrązowe włosy wyglądają, jakby wymagały dobrego cięcia, a ubrania są źle dopasowane, dżinsy zaś kończą się zbyt wysoko nad kostkami, jakby nagle urósł kilka centymetrów w ciągu lata, ale nie zadał sobie trudu, aby odświeżyć garderobę. Co zaskakujące, na szyi ma tatuaż, który wystaje tuż nad kołnierzem znoszonej kurtki. Nie pasuje do reszty jego wyglądu.

– Kto to? – pytam, kiwając głową w stronę ich stolika.

Raquel się im przygląda.

– Nie znam dziewczyny ani faceta z zielonymi włosami, ale ten drugi to Isaac Caldwell. Oni ciągle siedzą tylko ze sobą. Kiedyś miałam zajęcia z Isaakiem. Zawsze był cichy, a wycofał się jeszcze bardziej po… – Urywa.

– Po czym?

– Po tym, co wydarzyło się dwa lata temu – odpowiada ściszonym głosem.

– A co się wtedy wydarzyło?

– Wow, naprawdę urósł przez lato – rzuca Raquel. Albo mnie nie słyszała, albo postanowiła zignorować moje pytanie. Spogląda spod zmrużonych powiek na biednego chłopaka, całkowicie nieświadomego, że o nim mówimy. – Wygląda trochę inaczej. Nie jest już taki chudy.

Interesujące. Czy to na niego Ella zerka ukradkiem? Zaciekawiona spoglądam na nią, by sprawdzić, czy zrobi to ponownie.

Raquel zauważa, gdzie patrzę, i wzdycha.

– Niezły banał, prawda? To jak życie w każdym holly­woodzkim filmie o liceum. Przynajmniej cheerleaderki z poprzednich lat były w porządku. Szkoda, że skończyły szkołę. Te są takie wredne. To przez Ellę. Wyciąga z każdego to, co najgorsze. Zresztą, kogo to obchodzi? Za pięć lat nic z tego nie będzie miało znaczenia. – Wsuwa do ust frytkę. – Co zamierzasz wybrać na zajęcia pozalekcyjne?

Mamroczę coś, a ona kręci głową.

– Możesz powtórzyć? Nie zrozumiałam, co powiedziałaś.

– Cheerleading – mamroczę ponownie, trochę głośniej. Raquel przestaje żuć. Moja twarz staje się gorąca, gdy na mnie patrzy, i niechętnie dodaję: – Byłam cheerleaderką w Santa Cruz.

– Och, mogłam się domyślić – stwierdza w końcu.

– Dlaczego?

– Cóż, chodzi mi o to, że już wyglądasz jak oni.

Nie wiem, co na to odpowiedzieć, więc milczę.

Raquel zerka na mnie z ukosa. Jej policzki są teraz zarumienione.

– Może zapomnij o tym, co powiedziałam o tamtej trójce dziś rano.

– Nie powtórzę im tego – mówię szybko. – Poza tym może wcale nie dostanę się do drużyny.

Kończymy jedzenie w niezręcznej ciszy, nie patrząc na siebie nawzajem. Aż nagle Raquel wyrzuca z siebie:

– Dlaczego dołączyłaś do cheerleaderek za pierwszym razem? Nie próbuję być złośliwa. Jestem naprawdę ciekawa.

– Moja mama była cheerleaderką i cieszyła się, że ja też nią jestem.

– To ma sens. – Na jej brązowej skórze znów wykwita rumieniec. – Przepraszam za moją wcześniejszą reakcję.

– Nie przejmuj się – odpowiadam pospiesznie.

Wiem, że nie muszę ponownie zostawać cheerleaderką. Ale chcę dołączyć do drużyny. Bo to uszczęśliwiłoby moją mamę.

A zrobiłabym wszystko, aby po wypadku rodzice znów byli szczęśliwi. Wypadku, po którym mojemu tacie zostały straszne blizny, a mama już nigdy nie będzie chodzić.

 

 

 

 

 

 

DAWN

 

 

 

 

 

Po ostatniej lekcji udaję się na salę gimnastyczną, aby zapisać się na eliminacje do zespołu cheerleaderek. Wszystkie inne dziewczyny próbujące swoich sił wyglądają na pierwszoklasistki; tylko ja jestem starsza, co ma sens. Mój żołądek się skręca, gdy zdaję sobie sprawę, że jedna z „wrednych” dziewczyn z dzisiejszego poranka jest osobą odpowiedzialną za rejestrację.

Przygotowuję się, gdy skupia na mnie wzrok.

– Dawn Foster… nowa uczennica. Przeniosłaś się do nas, prawda?

– Um… tak. – Moje dłonie zaczynają się pocić, co dzieje się za każdym razem, gdy jestem niespokojna. Nie panikuj. Wycieram je najdyskretniej, jak potrafię, o boki dżinsów.

– Jestem Naomi. – Przygląda mi się jeszcze uważniej. – Dlaczego chcesz dołączyć do drużyny?

– Byłam cheerleaderką w Harbor Valley High w Santa Cruz, zanim przeniosłam się tutaj.

Naomi przygląda mi się ponownie, co jest niemal zabawne, i nagle jej ton staje się cieplejszy.

– W takim razie powinnaś z łatwością wdrożyć się w naszą rutynę.

Naprawdę nie wiem, co innego odpowiedzieć niż:

– Mam tylko nadzieję, że dostanę się do drużyny.

– Jeśli już byłaś cheerleaderką, to nie widzę powodu, dla którego miałabyś się nie dostać. Powodzenia!

– Dzięki.

Ręka lekko mi się trzęsie, gdy wypełniam formularz rejestracyjny, a Naomi mi się przygląda. Następnie wręcza mi pakiet próbny, a ja pospiesznie odchodzę, gdy przenosi uwagę na kolejną osobę.

Przez następne dwa dni uczę się na pamięć podstawowego układu, ćwiczę go w kółko. Kiedyś byłabym pewna, że mi się uda, ale nie jestem już tak dobra jak przed wypadkiem.

W środę Raquel szturcha mnie stopą na literaturze amerykańskiej.

– Hej, wyluzuj. Uda ci się.

Mój niepokój związany z późniejszymi eliminacjami musi być widoczny. Zmuszam się, by przestać się wiercić, i posyłam jej uśmiech.

– Chciałabym być tak pewna siebie jak ty, ale dzięki.

– I zapomnij o tym, co powiedziałam w poniedziałek – ciąg­nie. – Widzę, że cheerleading jest dla ciebie ważny. Mam nadzieję, że ci się uda.

 

≈≈≈

 

Następnego dnia Raquel idzie ze mną do tablicy ogłoszeń i stoi u mojego boku, gdy patrzę na zamieszczoną tam listę, ściskając łokcie spoconymi dłońmi. Znajduje się na niej tylko osiem nazwisk; przepatruję ją szybko i niemal natychmiast odnajduję swoje: jest trzecie od góry.

 

HETTY BROWN

RITA DAVIS

DAWN FOSTER

 

Udało mi się.

– Zgaduję, że teraz przestaniesz się ze mną przyjaźnić. – Raquel mówi tak, że trudno mi stwierdzić, czy żartuje, czy jest poważna, więc przygryzam wargę.

– Nie bądź niemądra. Oczywiście, że nadal będziemy przyjaciółkami.

– Tak? – Nie przestaje mi się przyglądać. – Więc nadal zamierzasz siedzieć ze mną na lunchu?

– Oczywiście – zapewniam.

Ale gdy tylko wchodzimy do stołówki, cheerleaderki machają do mnie i zapraszają do swojego stolika. Odwracam się i patrzę na Raquel. „Co zamierzasz zrobić?”, zdają się mówić jej oczy.

– Hej, Foster – woła Naomi, przechylając głowę. – Zajęłam ci miejsce.

Inne cheerleaderki i futboliści siedzący obok niej wbijają we mnie wzrok. Nie mogę się powstrzymać i niemal nieświadomie robię krok w stronę ich stolika. Za moimi plecami Raquel szepcze: „W porządku, idź”, i lekko mnie popycha, a moje stopy poruszają się, aż docieram do ich stołu. Stołu, przy którym zasiada elita społeczna licealistów z Sierton i przy którym prawdopodobnie zostanę zjedzona żywcem.

– Hej! – ćwierka Lucy, gdy kładę tacę na końcu stołu i zajmuję miejsce. – Jestem Lucy! Dawn, prawda? Widziałam cię wczoraj na próbach. Byłaś naprawdę dobra!

– Dziękuję – odpowiadam.

– Naomi powiedziała nam, że byłaś cheerleaderką w swojej starej szkole, zapomniałam jej nazwy – odzywa się Ella.

– Tak, w Harbor Valley High. Santa Cruz.

Wpatruje się we mnie, marszcząc lekko brwi, a moje dłonie znów zaczynają się pocić.

– Czy ja cię już widziałam? Wyglądasz trochę znajomo – stwierdza.

– Rzeczywiście! – zgadza się Lucy, również się we mnie wpatrując. – Jesteś bardzo ładna. Jesteś youtuberką czy kimś podobnym? Albo tiktokerką?

Wszyscy są tak mili, że to aż niepokojące.

Śmieję się nerwowo i kręcę głową.

– Nic z tych rzeczy. To znaczy mam tam konta, ale tylko oglądam.

– Naprawdę jesteś bardzo ładna. – Ella uśmiecha się do mnie, pokazując wszystkie zęby niczym rekin. Są bardzo białe. Musi je regularnie wybielać, podobnie jak włosy. – Masz świetne włosy. Są takie złociste. I błyszczące.

– Um… dziękuję. Też masz świetne włosy – odpowiadam.

Pozostałe dwie dziewczyny przyglądają się tej wymianie zdań z zaciekawieniem, a ich głowy obracają się między nami, jakby obserwowały zmagania dwóch tenisistów na korcie. Z przerażeniem zdaję sobie sprawę, że się wiercę, podrygując prawą stopą i skubiąc skórkę na lewym kciuku, i zmuszam się, by przestać. Zaczynam się pocić, zwłaszcza pod pachami, pomimo dezodorantu, którym posmarowałam się rano.

– To świetnie, że byłaś cheerleaderką w swojej starej szkole. Ale powinnaś wiedzieć, że niektóre rzeczy mogą się tutaj różnić – ciągnie Ella, tym razem nieco łagodniej. Słodycz jej głosu ledwo maskuje ostre ostrzeżenie w jej słowach: „Jestem tu numerem jeden; pamiętaj o tym, jeśli chcesz się dopasować”.

– Tak, oczywiście, rozumiem – zapewniam pospiesznie, spuszczając wzrok. Nie ma problemu, znam swoje miejsce.

Nie winię jej. Każda szkoła ma taką dziewczynę i oczywiście Ella chce się upewnić, że nowo przybyła, którą łaskawie wita, o tym wie. Zadowolona, z powrotem skupia się na swoim chłopaku, który – jak wkrótce się dowiaduję – ma na imię Scott.

Lucy mnie szturcha.

– Jak tylko cię zobaczyłam, powinnam była się domyślić, że byłaś cheerleaderką.

– Tak? Dlaczego?

– Wyglądasz, jakbyś nią była. Jak to robisz? – Patrzy na frytki na mojej tacy.

– Co robię?

– Jesz takie rzeczy i nadal jesteś szczupła. A tak na serio, zjesz to wszystko? Mogę trochę podkraść?

– Oczywiście – mówię, a ona bierze kilka frytek i wkłada je do ust.

– Tak czy inaczej, trzeba było powiedzieć nam wcześniej. Wtedy mogłabyś usiąść z nami zamiast z tym odrzutkiem. – Wskazuje podbródkiem na stół, przy którym siedzi Raquel, i wzdryga się, wywołując chichot kilku osób wokół nas.

Irytacja ściska mnie za gardło i słowa wyrywają się, zanim zdołam je powstrzymać:

– Nie przeszkadzało mi siedzenie z nią. Jest miła.

Lucy marszczy brwi. Zła odpowiedź.

– Wiesz, że ma obsesję na punkcie Elli, prawda? – Przechyla głowę na bok, wpatrując się we mnie.

Spoglądam na nią.

– Nie sądzę…

– I jest taka dziwna. – Bierze jeszcze trochę moich frytek.

Czuję, jak rozgrzewa mi się kark.

– Nie jest dziwna. Jest autystyczna.

– Jest mega dziwna. – Naomi chichocze. – Któregoś dnia na rachunku różniczkowym ktoś zapytał ją, jak się ma, wiesz, tak od niechcenia, a ona rozpoczęła pięciominutową przemowę o tym, co u niej, jakby ktokolwiek był naprawdę zainteresowany.

Lucy prycha, a ona i Naomi zaczynają plotkować między sobą, ignorując mnie. Zerkam na stół, przy którym siedzi Raquel i spogląda na mnie. Pokazuje mi kciuk w górę. Postanawiam, że nigdy nie powtórzę jej tego, co powiedziały Lucy i Naomi.

– O mój Boże – mruczy nagle Lucy z przerażeniem na twarzy, wyrywając mnie z zamyślenia. – Dlaczego zjadłam ich aż tyle? – Patrzy na mnie tak, jakby to była moja wina, po czym wstaje i wychodzi ze stołówki tak szybko, że prawie biegnie.

– Coś nie tak? – pytam Naomi.

– Ma skomplikowaną relację z jedzeniem – odpowiada. – Jest trochę niepewna w kwestii swojej wagi.

– Uważa, że tylko w ten sposób może pozostać wystarczająco szczupła. I może faktycznie tak jest. – Ella wzrusza ramionami. – Po prostu udawaj, że tego nie zauważasz.

Kiedy Ella znów się odwraca, szepczę do Naomi:

– Dlaczego Lucy nie uważa, że jest wystarczająco szczupła?

Naomi zerka na Ellę, po czym wyjaśnia:

– Była nieco pulchna, gdy chodziłyśmy do podstawówki, a Ella nie pozwoliła jej nigdy o tym zapomnieć.

Kiedy dzwoni dzwonek i odstawiam tacę, rozglądam się za Raquel, ale zdążyła już wyjść ze stołówki. Wysyłam jej esemesa, gdy jestem przy swojej szafce:

 

Przepraszam

 

Nie winiłabym jej, gdyby nie odpowiedziała ani więcej się do mnie nie odezwała.

Ale kilka minut później rozlega się dźwięk mojego telefonu:

 

W porządku. Chcesz się pouczyć razem w bibliotece po szkole?

 

Odpowiadam natychmiast, czując ulgę.

 

Tak

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej