Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500–1548 - Marek Plewczyński - ebook
Opis

Opracowanie "Wojny i wojskowość polska XVI wieku" to pierwsza w krajowej historiografii synteza dotycząca problematyki historyczno-wojskowej "złotego wieku" dziejów polskich.
W szczegółowym opisie działań zbrojnych Autor uwzględnił wpływ warunków terenowych i sposobu użycia ówczesnej broni. Zmieniający się obraz polskiego wojska wzbogacił charakterystyką dowódców średniego i niższego szczebla. Uchwycił też zalety i wady staropolskiej sztuki wojennej.
Praca oparta jest na dotychczasowym dorobku naukowym Autora z uwzględnieniem stanu obecnej historiografii dotyczącej XVI wieku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 723

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


© Copyright

Marek Plewczyński

Wydawnictwo NapoleonV

Oświęcim 2017

© All Rights Reserved

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Korekta:

Artur Gajewski

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Strona internetowa wydawnictwa:

www.napoleonv.pl

Kontakt:[email protected]

Numer ISBN: 978-83-7889-564-0

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

Mojej Żonie i Dzieciom

WSTĘP

W naszej historii niejednokrotnie wysiłek zbrojny narodu przesądzał o jego wzlotach i upadkach. Na szczególną uwagę zasługuje w tym względzie wiek XVI – „złote” stulecie uważane w powszechnym odczuciu za czasy rozkwitu, potęgi, a nawet mocarstwowości Polski w Europie. Jej dzieje w tym, jak i w innych okresach, były ze względu na geopolityczne położenie państwa w znacznej części historią wojen, kształtowania wojskowości i staropolskiej sztuki wojennej.

Wbrew utartym opiniom lata formowania się Rzeczypospolitej Obojga Narodów to czas konfliktów wojennych. W XVI w. rzadko dotykały one ziem centralnie położonych, ale zmuszały do częstego przerzucania wojsk w różne miejsca rozległego pogranicza rozciągającego się od Bałtyku, przez Dniepr, po Morze Czarne. Ze względu na tak olbrzymie terytorium, którego dotyczy niniejsza praca, znalazły się w niej informacje o wojskowości nie tylko Polaków, ale i Litwinów, Rusinów, Niemców i innych nacji zamieszkujących tworzącą się Rzeczypospolitą wielu narodów. Przenoszenie działań zbrojnych na teren przeciwnika lub sojusznika w toczących się wojnach rozszerzyło obszar operowania żołnierza i oddziaływania polskiej sztuki wojennej po Sztokholm (1598), Rewel (1561), Możajsk (1508), Kursk (1521), Azow i Kozłów (1589) oraz Kilię (1594) i Petrowaradyn (1521).

Gruntowna analiza przebiegu wojen pozwala określić skalę obcych wzorców przejmowanych od przeciwników. Dlatego też nie przeprowadzano selekcji polegającej na odrzuceniu kampanii „mniej ważnych”, jak to bywało w dotychczasowych podręcznikach historii wojskowości, których autorzy opierali się najczęściej na kryterium liczebności użytych armii. Nawet bowiem w przypadkach jednostkowych, potyczkach, podjazdach i innych walkach mających ograniczone, lokalne cele, dostrzec można działania dowódców mających swój indywidualny – i to niekiedy znaczny – udział w kształtowaniu się staropolskiej sztuki wojennej. Szczególna więc uwaga zwrócona została na kwestie uzbrojenia i taktyki wojsk. Uchwycenie przemian w tym zakresie pozwala stwierdzić, czy mieszczą się one w ogólnoeuropejskich tendencjach rządzących rozwojem renesansowej wojskowości.

W zamyśle autora Wojny i wojskowość polska XVI wieku miały być kompendium wiedzy opartym o aktualny stan badań i zawierającym możliwie pełny obraz dziejów wojska polskiego, przebiegu wojen toczonych w kraju i poza jego granicami, stosowanej w ich toku sztuce wojennej i wynikających stąd wniosków i doświadczeń. Dążenie do wyczerpującego ujęcia tematu miało i to na względzie, by sam czytelnik mógł określić, czy dany fakt historyczny miał duże, czy małe znaczenie, a czyny żołnierskie uznać za nieudane lub doniosłe i godne pamięci. Zdaniem autora utrwalenie dla potomnych nazwisk wielu dowódców niższego szczebla, a nawet prostych żołnierzy, którzy przelewali pot i krew i tracili życie za „króla i Rzeczypospolitą” warte było podjętego wysiłku. Nikt bowiem nie może nas zwolnić z obowiązku spłacenia długu pamięci wobec przeszłych pokoleń. Cele te wypływają z miejsca historii wojskowej w naukach humanistycznych i jej roli w kształtowaniu świadomości historycznej. Stąd też zamiar autora, aby niniejsza praca spełniała również rolę podręcznika dla zainteresowanych słuchaczy wyższych uczelni, zarówno wojskowych, jak i cywilnych oraz dla wszystkich pragnących zdobyć bardziej ugruntowaną wiedzę o przeszłości polskiego wojska i sztuki wojennej.

Dzięki całościowemu ujęciu można prześledzić ewolucję instytucji wojskowych, rodzajów uzbrojenia, pojawienie się nowych broni i taktyk walki. Pozwala ono przedstawić praktyczny wkład polskiej myśli w dzieje europejskiej wojskowości. Dzieła zachodnich utytułowanych badaczy, tłumaczone na język polski i zalegające półki księgarskie w dużym nakładzie, dotyczą bowiem (poza nielicznymi wyjątkami) tematyki sięgającej terytorialnie rzeki Odry. Kwestie militarne związane z wojskowością francuską, włoską czy angielską uogólniane są na całą Europę. W dokonywanych ocenach historycy zachodni idą więc nawet dalej, niż dawny radziecki badacz E. Razin, który twierdził, że istniały trzy zasadnicze linie rozwoju sztuki wojennej: ludów słowiańskich, Europy Zachodniej oraz Arabów i Mongołów. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi nie tylko w barierze językowej uniemożliwiającej zapoznawanie się z dorobkiem historiografii środkowo- i wschodnioeuropejskiej. Widoczna jest niechęć do poszerzenia wiedzy, a nawet jej brak, co może dziwić w dobie jednoczącej się Europy. Sytuacja taka budzi zdumienie w środowisku polskich historyków wojskowości, zwłaszcza tych spośród nich, którzy popadając w drugą skrajność uważają, że to właśnie „Słowiańszczyzna uratowała chrześcijańską cywilizację europejską przed zalewem islamu”. W rezultacie padają oskarżenia o celowe „pomniejszanie dokonań”, „fałszowanie faktów”, obowiązującą „niestosowność przyznawania zasług ludom środkowo- i wschodnioeuropejskim”.

Pod względem chronologicznym niniejsza praca obejmuje okres końcowych lat panowania Jana Olbrachta po wczesną fazę rządów Zygmunta III Wazy. Ramy czasowe określono nie tylko według ogólnie przyjętej periodyzacji historii Polski, ale przede wszystkim uwzględniono specyfikę historii wojskowej, a więc przemiany w organizacji wojsk, uzbrojeniu i sztuce wojennej. Stąd dolna cezura wyznaczona została na rok 1500 (reforma racka), a górna na rok 1600 (wybuch wojny inflanckiej ze Szwecją). Tak wyznaczona chronologia, obejmująca dość znaczny przedział czasowy, pozwala na ukazanie ewolucji sił zbrojnych i zakresu wykorzystania ich w poszczególnych dekadach XVI w. Kampanie końcowych lat XV w. opisane zostały w odrębnej książce autora zatytułowanej Wojny Jagiellonów z wschodnimi i południowymi sąsiadami Królestwa Polskiego w XV wieku, Oświęcim 2014.

Problematyka wojskowa ma od lat swoje miejsce w literaturze historycznej. Cechą charakterystyczną dotychczasowych opracowań jest jednak ich fragmentaryczność i wybiórczość. W wielu nowszych, przekrojowych dziełach, poświęcono niektórym kampaniom i bitwom jedynie nieliczne wzmianki. Nie były objęte w Polsce powojennej szerszymi badaniami wojny z Moskwą. Brakło analiz konfliktów ze Szwecją, Danią, Inflantami, Turcją i Siedmiogrodem. Dopracowania wymagał materiał faktograficzny dotyczący walk z Niemcami, Habsburgami i Kozakami. Można więc mieć nadzieję, że niniejsza praca w odniesieniu do XVI w. zastąpi dotychczasowe, cenne, ale z lukami merytorycznymi i częściowo przestarzałe syntezy, spośród których wymienić należy: T. Korzon, Dzieje wojen i wojskowości w Polsce, Lwów 1923; M. Kukiel, Zarys historii wojskowości w Polsce, Warszawa 1922; Zarys dziejów wojskowości polskiej do roku 1864, t. I do roku 1648, pod red. J. Sikorskiego, Warszawa 1965; Polskie tradycje wojskowe. Tradycje walk obronnych z najazdami Niemców, Krzyżaków, Szwedów, Turków i Tatarów, t. I pod red. J. Sikorskiego, Warszawa 1990. Przypisy i bibliografia zamieszczona na końcu niniejszej pracy pozwalają zwolnić autora z omawiania dorobku historiografii wojskowej dotyczącej XVI w. Nie sposób jednak nie wspomnieć o XIX-wiecznym pionierze badań związanych z tą tematyką K. Górskim, historykach wojskowych pierwszej połowy XX w.: T. Korzonie, O. Laskowskim i M. Kukielu oraz autorach drugiej połowy ubiegłego stulecia, którzy najbardziej przyczynili się do rozwoju nauki w zakresie wojskowości renesansowej: S. Herbście, Z. Spieralskim, T. M. Nowaku, J. Wimmerze, Z. Żygulskim, M. Biskupie i H. Kotarskim, a z najnowszych badaczy A. Bołdyrewie, T. Grabarczyku i D. Kupiszu.

Baza źródłowa dotycząca tematu jest rozproszona po licznych zespołach bibliotecznych i archiwalnych. Większość materiałów została wydana drukiem, zwłaszcza kroniki, listy królów i hetmanów oraz diariusze wojenne. Źródła narracyjne dostarczają najwięcej informacji dotyczących przebiegu działań wojennych, natomiast przy opracowaniu aneksów oparto się przede wszystkim na aktach skarbowo-wojskowych, regestrach Metryki Koronnej, opublikowanych księgach ziemskich i herbarzach.

Ze względu na dość obszerne ramy czasowe i przestrzenne pracy zastosowano układ treści chronologiczno-problemowy. Królestwo Polskie i Rzeczypospolita Obojga Narodów były monarchiami, a osobowość władcy i jego działalność jako naczelnego dowódcy sił zbrojnych, miały ogromne znaczenie dla funkcjonowania instytucji wojskowych i wywierały decydujący wpływ na kształt sztuki wojennej. Dlatego też przyjęto podział pracy według panowania trzech najdłużej w XVI w. zasiadających na tronie królów. Pierwszy tom od 1500 do 1548 r. odpowiada panowaniu Zygmunta Starego, ale włączono też do niego końcowe lata rządów Jana Olbrachta i krótkotrwałe sprawowanie władzy przez Aleksandra Jagiellończyka. Wówczas to nastąpił intensywny rozwój instytucji wojskowych, trwał proces narodzin staropolskiej sztuki wojennej, widoczny był skok jakościowy w organizacji i uzbrojeniu wojska. Drugi tom od 1548 do 1576 r. obejmuje czasy panowania Zygmunta Augusta, Henryka Walezego, bezkrólewi i pierwszych wolnych elekcji, a więc okres reform wojskowych i pierwszej wojny północnej (1560-1570). Ostatni, trzeci tom (1576-1600) dotyczy panowania Stefana Batorego i pierwszych lat rządów Zygmunta III Wazy. Skupiono w nim uwagę przede wszystkim na słynnych wyprawach batoriańskich przeciw Moskwie.

Przychylając się do podziału historii wojskowej na dwa działy: historię wojskowości i historię wojen, dostosowano do definicji tych pojęć problematykę i układ poszczególnych części. Pod względem rzeczowym zostały one bowiem podzielone na trzy rozdziały: A – Organizacja sił zbrojnych; B – Działania wojenne; C – Charakterystyka sztuki wojennej. W rozdziałach wstępnych (A) odstąpiono w układzie podrozdziałów od narracji chronologicznej, ponieważ zmiany zachodzące w poszczególnych podokresach następowały powoli i często niezależnie od działań politycznych. W rozdziałach poświęconych działaniom wojennym (B) przedstawione zostały przygotowania wojenne, oblężenia, bitwy, pościgi, przemarsze armii oraz drobne wyprawy i pograniczne najazdy. Zagadnienia te zostały ujęte w podrozdziały w porządku chronologicznym. Jeśli dotyczyły one szerszych okresów czasowych (np. w wypadku stałych najazdów tatarskich), to nie było konieczności przeprowadzenia podziałów na poszczególne podokresy. W końcowych rozdziałach (C) poruszono zagadnienia sztuki wojennej (strategii i taktyki). Wydawały się one ponadczasowe, istotne nawet dla współczesnych analiz wojskowych, a sformułowane tezy wykraczały poza wyodrębnione podokresy czasowe. Dlatego też przyjęto dla nich układ problemowy. Każda z części kończy się krótkimi wnioskami, natomiast szersze podsumowanie znalazło się w zakończeniu pracy.

Zamieszczone w drugim tomie pracy aneksy zawierają indeksy osób w porządku alfabetycznym nazwisk. Wymagają one osobnego omówienia ze względu na metodę zastosowaną przy opracowywaniu wykazów 1567 towarzyszy i rotmistrzów jazdy obrony potocznej z lat 1548-1573 oraz 800 rotmistrzów koronnych z lat 1500-1573. Zestawienia te wymagały szczegółowej, a więc żmudnej i czasochłonnej weryfikacji i analizy. Najważniejszą kwestią było ustalenie możliwie poprawnego brzmienia nazwisk żołnierzy, czemu nie sprzyjała szesnastowieczna pisownia pełna różnych oboczności i fonetyczne dokonywanie zapisów przez pisarzy polnych. Dużą trudność w przeprowadzeniu identyfikacji towarzyszy sprawiało zwłaszcza występowanie kilku osób o tym samym nazwisku i imieniu oraz ustalenie samych imion, jeśli niekiedy nie zostały one zapisane. Przyjęto zasadę, że w wypadku występowania kilku towarzyszy o tym samym nazwisku i imieniu, będzie się ich traktowało jako osobnych ludzi tylko przy ich służbie w tym samym czasie w różnych chorągwiach. Jeśli natomiast służyli w różnych latach w tej samej chorągwi, to uważano ich za jedną i tę samą osobę. Ze względu na szkoleniowy system obrony potocznej założono też, że wielu żołnierzy, którzy służyli w niej w charakterze towarzyszy, awansowało później na rotmistrzów koronnych, a ich służbę na innych frontach skonfrontować można z rachunkami skarbowymi. Ograniczone możliwości objętościowe pracy wymusiły rezygnację z zamieszczenia szczegółowego przeglądu służby oraz biogramów żołnierzy. Podano jedynie – gdzie to było możliwe – krótkie informacje dotyczące imienia ojca, herbu, czasu występowania w źródłach, pełnionych urzędów cywilnych i funkcji wojskowych, liczebności wystawianych pocztów własnych, sumarycznych lat służby na różnych stanowiskach wojskowych, pochodzenia, zamieszkania i zamożności. Te ostatnie ustalenia według województw i liczby wsi mogą nasuwać wiele wątpliwości, dlatego też należy je traktować jako wstępne i pozostawić do szczegółowych badań regionalistom, biografom, genealogom i heraldykom.

W wielu miejscach, zwłaszcza przy rekonstrukcji przebiegu bitew, konieczne było użycie trybu przypuszczającego. Starając się określić wielkość operujących wojsk, należało odwołać się do liczb, z tym jednak zastrzeżeniem, że są one jedynie przybliżonymi. Znana jest powszechnie zasada o zaniżaniu przez dowódców i autorów przekazów źródłowych stanów i strat własnych sił, a zawyżaniu tych samych danych u przeciwnika. Z drugiej strony nie można też ulegać modnej w nowszej historiografii tendencji do nadmiernej krytyki i rewolucyjnego redukowania liczb zawartych w źródłach. Pamiętać bowiem należy o licznym zapleczu towarzyszącym w tych czasach wszystkim oddziałom wojskowym.

Bardzo rzadko przywoływane są w treści nazwiska poszczególnych badaczy, wymagałoby to bowiem referowania dyskusji i przedstawienia wszystkich poglądów. Książka straciłaby wówczas swój charakter podręcznikowy, stając się pracą poświęconą przeglądowi badań. Autor ma pełną świadomość, że syntetyczne ujęcie dziejów polskiego oręża w XVI w. nie jest jeszcze w pełni możliwe ze względu na istniejące luki w badaniach. Niewątpliwie pogłębiona i na szerszą skalę zakrojona kwerenda źródłowa w polskich, a zwłaszcza zagranicznych archiwach i bibliotekach, wniesie wiele nowych ustaleń i pozwoli skorygować wysunięte hipotezy.

Niniejsza publikacja stanowi nowe wydanie pracy opublikowanej w 2011 roku w Zabrzu przez wydawncitwo Infortedition.

Natarcie zwartego hufca ciężkozbrojnych kopijników. Fragment drzeworytu z „Kroniki… to jest historii świata” Marcina Bielskiego, Kraków 1564.

A. ORGANIZACJA SIŁ ZBROJNYCH

1. SPOSOBY FINANSOWANIA WOJSKA

Siły zbrojne w I poł. XVI w. można ogólnie podzielić na wojska zaciężne służące za żołd i pospolite ruszenie powoływane do obrony kraju bez wynagrodzenia. Liczebność wojsk zaciężnych zależała więc od zasobności skarbu królewskiego i od podatków uchwalanych przez szlachtę. Dochody króla nie były małe, ale sposób gospodarowania nimi fatalny. Początkowo nie rozróżniano prywatnego skarbu królewskiego od stałych dochodów państwowych z ceł, mennicy, niewielkich podatków pośrednich i bezpośrednich. Wszystkim zarządzał podskarbi koronny i dopiero od 1504 r. wydatkami na potrzeby dworu królewskiego kierował osobny podskarbi nadworny. Dochody były niewspółmiernie niskie do potrzeb państwa i dworu królewskiego, który na własny rachunek wykonywał wiele czynności państwowych. Wydatki na cele wojskowe pokrywano głównie z prywatnego skarbu królewskiego, który czerpał dochody przede wszystkim z królewszczyzn. Za Jana Olbrachta i Aleksandra Jagiellończyka rozdawnictwo królewszczyzn przybrało tak wielkie rozmiary, że poważnie uszczupliło finansowe możliwości państwa.

Wydatki na wojsko zaciężne stanowiły główne obciążenie skarbu. Ponieważ zwyczajne dochody najczęściej nie wystarczały, uciekano się do pożyczek udzielanych przez osoby prywatne (np. bankiera Jana Bonera). Król posiadał także prawo zastawu swych dóbr. Na spłacenie pożyczek potrzebne były pieniądze pochodzące z nadzwyczajnych, jednorazowych (przede wszystkim z tzw. poboru zbieranego z łanów kmiecych) podatków. Za Zygmunta Starego roczny pobór przynosił 50 do 100 tys. złotych. Szlachta jednak nie zawsze się na podatki godziła, a prawie zawsze uchwalała je w mniejszym wymiarze, niż było potrzeba. Kościół tylko czasami udzielał dobrowolnej ofiary (subsidium charitativum), do czego była potrzebna uchwała synodu. W wypadku wojny trudności finansowe rosły i prowadziły do chronicznego zadłużenia państwa. Wyprawa mołdawska 1497 r. przyniosła zadłużenie państwa na co najmniej 35 tys. dukatów. Na poprawę sytuacji finansowej nie można było liczyć, skoro Aleksander Jagiellończyk wydawał rocznie na obronę przed Tatarami, Turkami, Mołdawianami i Moskwą około 100 tys. florenów. Pozostawił też swojemu następcy długi w wysokości przeszło 66.700 zł z tytułu niezapłaconych żołdów i blisko 27.800 zł z tytułu zaciągniętych pożyczek. Sumy te dorównywały rocznemu dochodowi państwa. Na spłacenie długów sejm koronacyjny 1507 r. uchwalił nadzwyczajne podatki, które przyniosły 70 tys. zł. Wydano wówczas uchwały o poborze wiardunkowym oraz o poborze czwartej części czynszów, szosu (od handlu i działalności rzemieślniczej w miastach) i czopowego (słodu, piwa i innych alkoholi). Resztę długu pokryto z podatków nadzwyczajnych, uchwalonych na sejmie krakowskim 1508 r. Były to jednak zaledwie półśrodki.

W następnych latach król Zygmunt stanął przed nowymi kłopotami finansowymi w związku z utrzymywaną przez niego obroną potoczną i wojnami prowadzonymi głównie wojskiem zaciężnym. Uchwalane na obronę pobory wynosiły od 6 do 24 groszy (najczęściej 12 groszy). W 1509 r. rozszerzono cła i podatki pośrednie, a pobory zarządzono w 1510, 1511 (na dwa lata), 1515 i 1518 r. Sejm toruński 1519-1520 r. uchwalił szos, czopowe, podwójne łanowe i jedną czwartą czynszów. Następne uchwały poborowe przyjmowano w latach 1522, 1524, 1526 (na dwa lata), 1527, 1528, 1529, 1530 (na dwa lata w wysokości 20 gr.) i 1533. O dużym zapotrzebowaniu pieniędzy na cele obronności świadczą wysokie kwoty poboru przyjęte w 1538 (24 grosze) i 1539 r. (18 groszy). Następne uchwały poborowe pochodziły z 1540 (dwuletnia), 1542 i 1543 r. W związku z przyjęciem projektów taksacji dóbr nie ustalano podatków nadzwyczajnych po 1544 r. W drugiej połowie panowania Zygmunta Starego prowadzono na dość dużą skalę wykupywanie dóbr monarszych, co miało umożliwić zabezpieczenie skarbu na cele obronności. Król wiele dóbr wyzwolił z zastawów dzięki ugodom, które zawierał z wierzycielami. Zahamował także obciążanie królewszczyzn pożyczkami. Decyzja o wykupie dóbr monarszych uwzględniała żądania szlachty wysuwane od 1536 r., co pozwoliłoby na zwiększenie dochodów państwa, a tym samym doszłoby do zmniejszenia ciężaru podatków nakładanych na dobra szlacheckie.

Wojska zaciężne były utrzymywane w dużej mierze z poborów, gdyż król nie byłby w stanie opłacać ich ze swego skarbu. Uchwały nie mówiły bezpośrednio o tym, że podatki mają być przeznaczone na zaciężnych. Wiadomo jednak, że pieniądze na ten cel szły. Nie było bowiem możliwe, by liczne, kilku lub kilkunastotysięczne wojsko opłacano z innych źródeł. Koszt 19-tysięcznej armii w 1538 r. sięgał 150 tys. złotych. Jej utrzymanie równało się całemu podymnemu uchwalonemu na sejmie piotrkowskim, części łanowego uchwalonego na sejmie krakowskim (19 XII 1538 – 20 II 1539), dochodom z czopowego i dodatkowym wpływom do skarbu. Szlachta godziła się więc na przeznaczanie pieniędzy na wojsko zaciężne. Pomimo ciągłych walk na arenie sejmowej dotyczących kwestii obronności i sprzeciwów króla wobec ruchu egzekucyjnego – nie unikała ponoszenia kosztów na cele obronności1.

Podskarbi koronny, kasztelan sandomierski Mikołaj Szydłowiecki (zm. 1532) według nagrobka w kościele w Szydłowcu.

Jan I Olbracht.

2. RODZAJE SIŁ ZBROJNYCH

Polskie siły zbrojne w I poł. XVI w. można dzielić w sposób ogólnie przyjęty, według ich rodzajów, na jazdę, piechotę i artylerię. Można też przyjąć podział według zasad żołnierskiego wynagrodzenia. W tym przypadku rozróżniamy najczęściej służące za żołd koronne wojska zaciężne i powoływane do obrony kraju bez wynagrodzenia pospolite ruszenie. Wreszcie klasyfikować można siły zbrojne w zależności od tego, kto był ich właścicielem, inaczej mówiąc, kto je wystawiał i finansował oraz w czyim interesie one walczyły.

Mamy więc wojska pieniężne (zaciężne):

1. państwowe, finansowane z podatków uchwalanych przez sejm;

2. królewskie, utrzymywane ze skarbu królewskiego;

3. nadworne, opłacane ze skarbu prywatnego króla;

4. samorządowe – powiatowe, ziemskie i wojewódzkie, zaciągane przez sejmiki szlacheckie oraz miejskie utrzymywane przez miasta;

5. prywatne, wystawiane przez panów feudalnych;

6. najemne, utrzymywane przez cudzoziemskich przedsiębiorców.

Do sił zbrojnych służących bezpłatnie zaliczamy:

1. państwowe pospolite ruszenie uchwalane na sejmach, zwoływane przez króla a walczące na podstawie obowiązku z tytułu posiadania ziemi;

2. pańskie oddziały ochotnicze, złożone zarówno z zaciężnych żołnierzy prywatnych, jak i ochotników szlacheckich służących dla łupów wojennych.

W okresie panowania Zygmunta I Starego nastąpiły zmiany w funkcji i roli poszczególnych rodzajów wojska w polskich siłach zbrojnych. Cudzoziemskie oddziały najemne z początku XVI w. nie przyjęły się w następnych latach i powszechnie zapanował system zaciężny. Siły państwowe to w zasadzie wojska zaciągane doraźnie, a królewskie ograniczały się do obrony potocznej utrzymywanej na kresach południowo-wschodnich w sposób ciągły.

Zebrany w grudniu 1524 r. sejm piotrkowski zajął się między innymi sprawą uporządkowania finansowej strony obrony potocznej. By zwiększyć jej liczebność próbowano przerzucić koszt jej utrzymywania z króla na szlachtę. Miała się stać faktycznie wojskiem samorządowym. Na początku 1525 r. przyjęta została uchwała o tzw. chorągwiach wojewódzkich. W myśl postanowień ciężar finansowania określonej liczby chorągwi jazdy i rot pieszych spadał kolejno na poszczególne województwa. Powoływano specjalne komisje wojewodzińskie, które miały zebrać pieniądze, a następnie je rozdzielać. Wykazy wskazywały, na rachunek którego województwa zaciągano oddziały. Chorągwie nosiły nazwy stosownie do województw. W ten sposób finansowane chorągwie wojewódzkie wystawiono w 1526 i 1527 r. Jeszcze w 1528 r. król na podstawie uchwał poborowych wydał uniwersały o zaciągach na koszt poszczególnych województw, ale już w następnym roku jego uniwersały do województw nie zostały przez szlachtę zrealizowane2.

Obok obrony potocznej stały charakter miało też wojsko nadworne, czyli gwardia królewska finansowana od 1504 r. ze skarbu nadwornego. Była to zarówno załoga zamku królewskiego, jak i chorągiew nadworna złożona ze wszystkich dworzan królewskich („curienses”) zdolnych do noszenia broni. Oddziały te miały za zadanie chronić króla i były do jego wyłącznej dyspozycji. W I poł. XVI w. rośnie znaczenie magnackich wojsk prywatnych służących do ochrony dworów i dóbr pańskich przed wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym. Wspomagały one bowiem siły państwowe i królewskie w działaniach wojennych, a jednocześnie utrzymywały posłuch wśród poddanych oraz były narzędziem zbrojnym w uzależnieniu szlachty i walkach prywatnych między rodami magnackimi. Do grupy wojsk prywatnych można też zaliczyć oddziały kozaków grodowych i zamkowych oraz straż starościńską. Natomiast niewielką jeszcze rolę odgrywały siły samorządowe. Były to wojska typu milicyjnego, służące do utrzymywania bezpieczeństwa wewnętrznego szczególnie w czasie, kiedy szlachta wyruszała na pospolite ruszenie. W tym celu w województwach lub ziemiach uchwalane były lokalnie podatki, za które przyjmowano na służbę zaciężnych. Czasami szlachta uchwalała, by bezpieczeństwa w ziemiach i województwach strzegły chorągwie wystawione z dóbr duchownych lub królewskich, z miast czy też przez któregoś z możnych. Niekiedy decydowano się też pozostawić część z powołanych pod broń, „ponieważ znaczniejsza z nich w domu ziemi, niż na pospolitym ruszeniu w polu może być przysługa”3.

Mimo upadku znaczenia pospolite ruszenie (expeditio generalis) pozostawało nadal podstawową siłą obronną państwa. Pospolitacy służyli w granicach kraju bezpłatnie, natomiast w wyprawach zagranicznych przysługiwała im zapłata i odszkodowanie za poniesione straty. Nie straciło nic ze swego znaczenia terytorialne pospolite ruszenie (expeditio particularis), formowane na podstawie jednostkowych decyzji odpowiedniego kasztelana lub wojewody. Powoływano je najczęściej na Rusi i Podolu do obrony przed Tatarami.

Próbą zreformowania sił zbrojnych był projekt tzw. relucji pospolitego ruszenia, którego realizacja dałaby skarbowi państwa fundusze na stałe utrzymywanie większego wojska zaciężnego. Projekt ten pojawił się około roku 1510 jako program podatkowy prymasa Jana Łaskiego, o którym informację przekazał Andrzej Frycz Modrzewski w swym dziele „O poprawie Rzeczypospolitej”. W myśl wysuniętych propozycji pospolite ruszenie miało być zupełnie zniesione i zastąpione stałym podatkiem płaconym przez szlachtę, a przeznaczonym wyłącznie na utrzymywanie wojska zaciężnego. W ten sposób bezpłatne pospolite ruszenie zamienione by było na pieniężne wojsko państwowe. W latach 1512-1514 zapadły na sejmach odpowiednie uchwały. Państwo podzielono na pięć okręgów, z których każde kolejno miało sprawować pogotowie wojenne. W razie niebezpieczeństwa miejscowa szlachta tego okręgu miała natychmiast wyruszać w pole. Pozostała byłaby w danym roku zwolniona z obowiązku uczestnictwa w wyprawie, a za wpłacony przez nią podatek (relutum) opłacać miano zaciężnych. Ci spośród szlachty, którzy by nie zapłacili wymaganych sum, mieli być karani konfiskatą dóbr. Generalne pospolite ruszenie mogło być zwołane jedynie w wypadku szczególnie groźnego niebezpieczeństwa. Relucja pospolitego ruszenia musiałaby pociągnąć za sobą powszechne oszacowanie majątków szlachty. Trzeba było bowiem stwierdzić, jak wielkie są jej dochody i jaki w związku z tym obowiązuje ją wymiar służby, który miał być przeliczony na pieniężny ekwiwalent. Temu zaś szlachta się gwałtownie przeciwstawiała. Obawiała się też zwiększenia wojska zaciężnego, które by mogło stanowić oparcie dla króla, a jednocześnie odebrałoby jej polityczne argumenty, jako jedynej siły obronnej państwa. W rezultacie król Zygmunt ustąpił przed opozycją i w lutym 1515 r. na sejmie krakowskim musiał się wyrzec reformy4.

3. SPOSÓB REKRUTACJI

Oddziały zaciężne formowano podobnie jak w XV w. W celu przeprowadzenia zaciągu król wystawiał najpierw dokumenty zwane listami przypowiednimi. Upoważniały one rotmistrzów do przeprowadzenia werbunków. W przypadku roty cudzoziemskiej najczęściej rotmistrz stał już na czele sformowanego oddziału i ofiarował królowi jego służbę na określonych warunkach. Oddziały takie stanowiły na gruncie polskim formę najemnictwa, przejściową do wojska zaciężnego. Ich dowódcy byli niezależnymi przedsiębiorcami wojskowymi, a nie rotmistrzami królewskimi działającymi na podstawie mandatu władcy.

List przypowiedni określał warunki, na jakich oddział zaciężnych wstępował do służby królewskiej. Stwierdzał w nim monarcha, że przyjmuje na swą służbę jako żołnierza rotmistrza wraz z jego towarzyszami. W dokumencie określał też:1) ilość żołnierzy i koni w rocie, 2) czas pełnienia służby liczony w kwartałach, 3) wysokość kwartalnego żołdu, 4) wielkość odszkodowań za szkody i straty poniesione w służbie, 5) rodzaj i jakość uzbrojenia, wyposażenia itp. W wypadku niedotrzymania przez rotmistrza lub monarchę warunków umowy, król odmawiał przyjęcia roty do służby lub rota mogła służbę porzucić.

Otrzymawszy list przypowiedni rotmistrz przeprowadzał zaciąg do swego oddziału. W oddziałach polskich, względnie mieszanych (z przewagą Polaków) zaciąg odbywał się systemem towarzyskim. Polegał on na tym, że rotmistrz przyjmował jedynie towarzyszy, a ci zaś przyprowadzali na służbę swe własne poczty. Gdy chorągiew się już zebrała, maszerowano na ustalone przez króla w listach przypowiednich miejsce popisu, którego celem było sprawdzenie stanu liczebnego i materialnego chorągwi z listem przypowiednim. Jeśli popis wypadł pomyślnie, przyjmowano chorągiew lub rotę na służbę, odbierano od żołnierzy przysięgę i wypłacano pozostałe pieniądze na pierwszy kwartał służby5.

Sposób rekrutacji do nadwornych i prywatnych załóg zamkowych przebiegał według procedur w wojskach zaciężnych. Służyli więc w nich przede wszystkim ochotnicy. Nabór do oddziałów prywatnych coraz częściej jednak był przeprowadzany spośród ludności poddanej lub materialnie uzależnionej. Wynajmowano też chętnie – zwłaszcza na terenach pogranicznych – ludzi „luźnych” i oddziały najemne złożone niekiedy z cudzoziemskich uchodźców politycznych. Przybywająca na dwory młodzież szlachecka ze swymi pocztami utrzymywana była ze skarbu prywatnego. O przyjęciu do grona dworzan królewskich decydowała przede wszystkim protekcja. Część żołnierzy nadwornych i prywatnych trafiała na dwory – zwłaszcza w sytuacji grożących konfliktów zbrojnych – w dojrzałym już wieku i z doświadczeniem bojowym. Spośród stale służących dworzan zdolnych do noszenia broni można było bardzo szybko stworzyć wyekwipowaną chorągiew i użyć ją do obrony lub wysłać na zagrożone tereny. Czasami wystawiano wówczas jej dowódcy list przypowiedni, ale rezygnowano z czasochłonnych mechanizmów werbunku i popisu. O przyjęciu w poczet dworzan królewskich decydował formalnie monarcha polecając podskarbiemu nadwornemu dokonać odpowiednich zapisów do ksiąg skarbowych.

Aleksander I Jagiellończyk.

Wyprawy pospolitego ruszenia zwoływał król za pomocą trzykrotnie osobno rozsyłanych listów zwanych wiciami. Pierwsze wici dotyczyło przygotowań do „bellicam expeditionem”. Zobowiązani do wyprawy mieli być gotowi do wyruszenia w wypadku wtargnięcia nieprzyjaciela w granice państwa. Listy kierowano do starostów generalnych, ci zaś przekazywali je szlachcie, by rozsyłała je między sobą. Krążyły więc między dworami, by na koniec powrócić do starostów. W drugich wiciach król wyznaczał już miejsce i termin stawienia się całej szlachty. Według ustawy z 1522 r. każdy „kto mógł” miał się wówczas udać na punkt zborny. Miejsce koncentracji i datę stawienia się całego województwa określał wojewoda, a ziemi kasztelan. Na punkt zborny w danej ziemi przybywał najpierw osobiście kasztelan, a następnie miała tam ciągnąć szlachta ze swymi pocztami złożonymi z powołanych na wyprawę poddanych. Według ustaw z 1520 i 1537 r. kasztelanowie odpowiadali za porządek i terminowe zbieranie się pospolitaków. Oni też prowadzili szlachtę swej ziemi na miejsce koncentracji województwa. Najczęściej w ziemskich punktach zbornych dokonywano pierwszego popisu i prezentacji zastępców. Niektórzy bowiem ze szlachty ubiegali się o zwolnienie z obowiązku służby, na przykład z powodu choroby lub inwalidztwa. Formalnie od 1504 r. funkcjonowała ustawa zakazująca uwalniania się od wyprawy listami królewskimi. Powody nieobecności w wojsku oceniali kasztelanowie. Niestawienie się w szeregach miało być według dawnych zasad potwierdzonych ustawą 1544 r. karane konfiskatą majątku.

W ciągu czterech dni wojewoda wyznaczał dowódców chorągwi ziemskich i prowadził siły wojewódzkie na wyznaczone przez króla miejsce koncentracji. Teoretycznie w ciągu miesiąca po drugich wiciach pospolite ruszenie miało się zebrać w oznaczonym czasie i punkcie zbornym. Trzecie wici król kierował również do miast objętych obowiązkiem uzbrojenia i wystawienia piechoty oraz wozów bojowych. Miały się już wówczas stawić wszystkie spóźnione poczty szlacheckie. Określano też w trzecich wiciach (np. z 1524 r.) termin uformowania „szyku i porządku”, rozłożenia obozów, przeglądu wojska i uzbrojenia. Dokonywano więc ostatecznego spisu uczestników wyprawy wedle chorągwi ziemskich lub rodowych. Wyruszanie szlachty na wojnę bez porządku ustalonego w powyższych przepisach miało być karane według ustawy z 1510 r. sumą wysokości 14 marek.

Na podobnych, choć skróconych zasadach funkcjonowało lokalne pospolite ruszenie. Zwoływane ono było przez wojewodów i kasztelanów najczęściej na ziemiach Rusi i Podola. Oprócz wypraw powszechnych organizowano tak zwane wyprawy domowe dla obrony części kraju. Uczestniczyli w nich wszyscy mężczyźni zdolni do noszenia broni, a więc udział chłopów i mieszczan był wówczas szczególnie wydatny. Szlacheckie poczty ochotnicze wyruszały do walki bez jakichkolwiek obwarowanych prawem zasad, co znacznie przyspieszało proces mobilizacyjny6.

4. LICZEBNOŚĆ WOJSKA

Na skutek niewielkich dochodów skarbu królewskiego nowo utworzone, stałe wojsko zaciężne obrony potocznej liczyło u progu XVI w. najczęściej kilkuset ludzi. Pierwszym, który podniósł stan liczebny jazdy potocznej do 2150 koni był w 1501 r. król Jan Olbracht. Za Aleksandra Jagiellończyka nie przekroczyła ona jednak 1000 koni. Zygmunt I Stary utrzymywał jej liczebność do 1512 r. na poziomie 1-3 tys. ludzi. Dzięki uzyskanym na kilku sejmach nadzwyczajnym podatkom w latach 1513-1522 jazda potoczna składała się przeciętnie z 2000 koni. W 1523 r. liczebność spadła, ale w latach 1526-1527 znów wróciła do dwutysięcznego stanu. Dzięki finansowaniu wojska województwami w 1528 r. służbę pełniło 3364 jeźdźców. Już jednak w następnym roku obrona potoczna spadła do 600 jazdy. Dzięki nowym zaciągom w lipcu 1531 r. w kampanii obertyńskiej wzięła udział największa z dotychczasowych liczba jazdy potocznej – 4452 jeźdźców. W końcu tego roku jest już ich tylko 2010. Przez następne trzy lata stan liczebny jazdy potocznej utrzymywał się na poziomie od 2480 do 2650 koni. W 1535 r. dzięki uchwałom poborowym i dodatkowym zaciągom udało się królowi doprowadzić do stanu 3452 jeźdźców. W następnym roku liczba ich spada o przeszło połowę, by znów wzrosnąć w 1537 r. do 2800 żołnierzy. Po doznanej klęsce nad Seretem postanowiono zaciągnąć na wojnę z Mołdawią wojska zaciężne, jakich w XVI w. na kresach południowo-wschodnich nie widziano. W rezultacie popisano w 1538 r. w sumie 12300 jazdy. W następnych latach stan liczebny jazdy potocznej systematycznie spada: 1539 r. – 5245, 1540 r. – 2490, a w 1541 r. tylko 1000 koni. Zaostrzenie sytuacji na pograniczu w 1542 r. spowodowało wzrost do 3800 koni, ale w następnym roku nastąpił spadek do 1000 koni. Jeszcze w 1544 r. jazda rozrosła się po uchwałach sejmowych do 2500 żołnierzy, by znów spaść w następnych latach do poziomu 1000 jeźdźców. Również liczebność stałych niewielkich załóg pieszych w zamkach na kresach południowo-wschodnich (Kamieniec Podolski, Lwów) zależała od stanu finansów króla. Wahała się przeważnie od 100 do 500 piechurów i tylko przy użyciu piechoty potocznej w działaniach polowych wzrastała gwałtownie do 1167 drabów w 1531, 6700 w 1538 i 1100 w 1542 r.7

Rozpowszechnienie się wojsk zaciężnych w XVI-wiecznej Europie znalazło swoje odbicie w Polsce za Zygmunta Starego we wzrastającej liczebności armii doraźnie zaciągniętych do walki z najazdami z zewnątrz, czy też dla wypraw zagranicznych. Już przeciw Mołdawii w 1506 r. wystawiono armię liczącą 3300 żołnierzy, a w rachunkach wojskowych z tego i poprzednich lat można się doliczyć ok. 9 tys. zaciężnych. W latach wojny z Mołdawią i Moskwą (1508-1509) było na stanie od 6600 do 8700 żołnierzy, choć w pole wyruszało nie więcej niż 4000. Największe dotąd siły zaciężne zmobilizowano w 1514 r. (19400 wraz z ochotnikami) na wojnę z Moskwą, z tego pod Orszą walczyło 17 tys. żołnierzy. Po tym olbrzymim wysiłku liczebność wojsk zaciężnych spada do 14 tys., by znów kilkakrotnie wzrosnąć w latach wojny z Zakonem Krzyżackim (18 700 w 1520 r.), choć w samych Prusach walczyło nie więcej niż 13 tys. żołnierzy. Liczebność tych największych zygmuntowskich armii zaciężnych osiągnęła swoje apogeum w 1538 r. Armia Tarnowskiego sformowana na bazie obrony potocznej liczyła około 19400 żołnierzy. Nigdy dotąd nie potrafiono zmobilizować tylu zaciężnych, jak uczyniono to w wyprawie na mołdawski Chocim. Podobny wzrost liczebny zaobserwować można w mniejszych armiach zaciągniętych w czasach Zygmunta Starego. Przeciw Tatarom wystawiono w 1512 r. 3500 żołnierzy, w 1526 r. – 4400, w 1531 r. przeciw hospodarowi mołdawskiemu pomaszerowało pod Obertyn 6000, a z Moskwą w 1535 r. walczyło już 6500 zaciężnych. W związku z brakiem poważniejszych konfliktów zaciężne kontyngenty koronne są po 1539 r. coraz mniejsze. Jedynie w 1542 r. zmobilizowano 5800 żołnierzy. W pozostałych latach wojska zaciężne redukowano do około tysiąca żołnierzy8. O liczebności królewskich wojsk nadwornych sądzić można z wielkości oddziałów uczestniczących w ważniejszych kampaniach wojennych. I tak w bitwie z Tatarami pod Kleckiem w 1506 r. walczyła chorągiew nadworna licząca ok. 300-400 jeźdźców. W wojnie z Moskwą 1508 r. uczestniczyło 600 jazdy nadwornej, a w wojnie z Mołdawią w następnym roku 300 jeźdźców.

W bitwie z Tatarami pod Wiśniowcem w 1512 r. wzięło udział 70 curienses, ale już w bitwie pod Orszą w 1514 r. było ich blisko tysiąc. Do 1000 konnych dochodzić też mogła liczebność przybocznej gwardii Zygmunta I towarzyszącej mu w Toruniu i używanej w najtrudniejszych okresach wojny pruskiej 1519-1521 r. We wrześniu 1531 r. król wysłał Tarnowskiemu przeciw Mołdawianom 229 koni jazdy nadwornej. Szacuje się, że przyboczna gwardia konna Zygmunta Starego liczyła przeciętnie 600 osób, ale w razie potrzeby mogła być łatwo powiększona do 1000 curienses. W stadninach królewskich utrzymywano bowiem około 3000 koni. Pełniąca właściwą straż na dworze królewskim gwardia piesza liczyła około 60 osób9.

Zygmunt I Stary.

Liczebność wojsk prywatnych była rozmaita i zależała oczywiście od stopnia zamożności magnata. Były więc wojska prywatne o liczebności kilkudziesięciu ludzi, ale były też takie, które liczyły po kilkuset żołnierzy. Najczęściej wysokie stany liczebne wojsk magnackich osiągane były w okresach dużego zagrożenia zewnętrznego na ziemiach przygranicznych. Wiadomo na przykład, że ochotnicze oddziały prywatne współpracowały z obroną potoczną w 1511, 1512 i 1535 r. Największy udział wojsk prywatnych w toczących się wojnach odnotować można w 1514 r., kiedy to w zwycięskiej bitwie pod Orszą uczestniczyło 1500 żołnierzy z pocztów prywatnych.

Liczebność pospolitego ruszenia wywołuje spory wśród historyków. W kampanii mołdawskiej 1509 r. kronikarz B. Wapowski oceniał je na 56 tys. ludzi (po odjęciu sił zaciężnych i nadwornych), ale Z. Spieralski obniżył liczbę pospolitaków do blisko 16 tys. Z kolei zebrane we wrześniu 1520 r. w Wielkopolsce pospolite ruszenie całości ziem polskich M. Biskup szacuje na 40 tys. osób. Liczebność zwołanego w 1537 r. „expeditio generalis” pozostaje nieznana. Skoro jednak w wyprawie bukowińskiej 1497 r. wzięło udział 40 tys. pospolitaków (bez Mazowsza i zaplecza), to w I poł. XVI w. można je szacować na 50-60 tys. ludzi. Lokalne pospolite ruszenie było najczęściej powoływane na ziemiach pogranicznych. Expeditio particularis z Rusi i Podola liczyło od 1300 (1516 r.) do 3000 (1519) jazdy szlacheckiej. Po 2 tys. szlachty wyruszyło w 1520 r. przeciw Krzyżakom z Mazowsza i Prus Królewskich10.

Możliwości mobilizacyjne państwa polskiego w I poł. XVI w. można przedstawić jedynie w sposób dalece uproszczony. Zasadnicza część ludności kraju skupiała się na terenach Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza, i mogła w tym okresie wzrosnąć łącznie w tych trzech prowincjach od ok. 2,5 do 3 mln mieszkańców (17-20 osób na km2). Ziemie ruskie i Podole o skromnych rozmiarach osadnictwa i niewielkiej liczbie osiedli oceniać można na około 600 tys. mieszkańców przy gęstości zaludnienia nieprzekraczającej 10 osób na km2. Liczbę ludności gęsto zaludnionych Prus Królewskich można szacować na 300 tys. mieszkańców. Jeśli przyjmiemy za pułap naszych rozważań 3,5 mln ludności państwa polskiego, to optimum mobilizacyjne (około 10%) mogło stanowić około 350 tys. ludzi. Przyjmując, że 10% ludności stanowiła szlachta, można określić jej możliwości mobilizacyjne na 35 tys. zbrojnych, chłopów na 245 tys. (70%), a mieszczan na 70 tys. (20%). Możliwości mobilizacyjne szlachty były więc ograniczone. W wypadku pospolitego ruszenia lub wypraw domowych trzeba było się odwoływać do warstw plebejskich, w których tkwiły znaczne rezerwy ludnościowe.

Pozostające w unii personalnej z Koroną Wielkie Księstwo Litewskie posiadało zaciężne oddziały wojskowe zwane zastawą wołyńską, wzorowane na polskiej obronie potocznej. Szacowana na 1-2 tys. jazdy, a więc zbliżona liczebnością do pokojowych stanów obrony potocznej, była formacją rzadziej od niej wystawianą. Nieliczne też były (1-2 tys. koni) oddziały zaciężne tzw. sług hospodarskich uczestniczące w wojnach z Moskwą. Wspomnieć też należy o zaciężnych pieszych garnizonach w pogranicznych zamkach i miastach. W sumie liczba jednorazowo wystawionego wojska zaciężnego na Litwie nie przekroczyła 8 tys. żołnierzy, w tym przede wszystkim jazdy nadwornej utrzymywanej z prywatnych funduszów wielkiego księcia litewskiego. Liczniejsze w porównaniu z Koroną były prywatne siły zbrojne magnatów litewskich. Geneza ich tkwiła w zasadach litewskiego pospolitego ruszenia, które zakładały wystawianie pocztów proporcjonalnych do wielkości dóbr. W 1528 r. możnowładcy litewscy wystawili 7757 koni, co stanowiło 39% popisanych wówczas sił zbrojnych. Podstawowe znaczenie miało jednak pospolite ruszenie zwane na Litwie służbą ziemską. W walkach z Moskwą wystąpiło w 1514 r. 15 tys. służby ziemskiej, w latach 1534-1535 – blisko 30 tys. Potencjał mobilizacyjny Litwy szacować można na około 200-300 tys. ludzi, faktyczne jednak możliwości mobilizacyjne nie przekraczały 70-100 tys. Pograniczne siły wojskowe złożone z miejscowej ludności można szacować na 3-4 tys. ludzi zdolnych do walki i zobowiązanych do niej. Siły te były zbyt rozproszone na obszarze Ukrainy, by mogły się szybko zebrać i efektywnie wystąpić przeciw Tatarom. Na terenach tych rosło znaczenie Kozaków, którzy stawali się siłą dorównującą oddziałom zaciężnym11.

Zarówno w Koronie, jak i w Wielkim Księstwie Litewskim piechota odgrywała pomocniczą rolę w stosunku do konnicy, ustępując jej liczebnością średnio kilkakrotnie. Dotyczy to przede wszystkim wojsk obrony potocznej, w których jazdy było najczęściej cztero- sześciokrotnie więcej niż piechoty, a w latach 40-tych nawet dziesięciokrotnie. Głównym bowiem zadaniem obrony potocznej była walka z szybko poruszającą się jazdą tatarską. Oprócz charakteru wojsk nieprzyjacielskich ważną rolę odgrywał też czynnik geograficzny – rozległość i słabe zaludnienie stepów, na których oddziały obrony potocznej operowały. Stosunkowo znaczna liczba piechoty, którą Zygmunt Stary wysyłał na pomoc Litwie (1514 r. – 30% armii, 1535 r. – 23%), wynikała przede wszystkim z konieczności zdobywania i obsadzania nią miast i zamków. Na froncie wschodnim działało już zresztą liczne konne pospolite ruszenie litewskie. Jedynie podczas wojny z Zakonem Krzyżackim (1519-1521) piechota polska odegrała równorzędną rolę w stosunku do jazdy. Zaciągano jej tyle samo, a nawet nieco więcej niż konnicy, gdyż właśnie wtedy była szczególnie potrzebna do działań oblężniczych i obrony miejsc warownych na tych bogatych w liczne zamki obszarach. Liczba puszkarzy obsługujących działa była w tych czasach znikoma w porównaniu ze stanami jazdy i piechoty.

5. STRUKTURA ORGANIZACYJNA

Rozszerzenie celów wojny i wzrost liczebności wojska polskiego w I poł. XVI w. stawiały nowe zadania w zakresie funkcji administracyjno-gospodarczych i operacyjnych dowództwa. Tworzyły się nowe urzędy i stopnie wojskowe. Część z nich nabrała cech trwałości, część zaś zachowała tylko charakter doraźnie wykonywanych funkcji wojskowych. Najwyższym dowódcą i administratorem wszystkich sił zbrojnych był król. Tylko on miał prawo i obowiązek dowodzić całością szlacheckiego pospolitego ruszenia. W praktyce Aleksander Jagiellończyk i Zygmunt Stary rzadko angażowali się w bezpośrednie dowodzenie na polu walki, ograniczając się w zasadzie do wydawania decyzji o zaciągach i wysyłania instrukcji wojskowych. W kierowaniu armią zaciężną lub pospolitym ruszeniem wyręczali ich chwilowi zastępcy bądź z urzędu, bądź specjalnie do tego celu powołani. Zastępców swoich mianował król jako najwyższy dowódca wszelkich sił zbrojnych państwa. Bardzo szerokie prerogatywy króla ograniczał w praktyce jedynie system finansowania wojny, uzależniający wszelkie poczynania królewskie od zgody sejmu na nadzwyczajny podatek. W czasie obrad sejmowych toczyły się dyskusje co do rodzajów obrony kraju, sejm też uchwalał powołanie pospolitego ruszenia. Senatorowie zwoływani byli nie tylko na sejmy, ale obradowali nieraz w grupach dla udzielenia rad królowi w sprawach obronności lub przybywali na dwór z własnej inicjatywy. Król porozumiewał się też często z nimi drogą listowną. Wybrani spośród nich tworzyli przy władcy radę wojenną, której zdania zasięgał Zygmunt Stary np. w 1508 i 1520-1521 r.

W dalszym kręgu doradczym króla znajdowali się najwyżsi urzędnicy państwowi. Spośród urzędników centralnych istotny wpływ na wojskowe decyzje królewskie mieli kanclerz i podkanclerzy, którym podlegały m.in. sprawy zagraniczne i redakcja dokumentów zlecanych przez króla (w tym również listów przypowiednich), oraz zarządzający skarbem państwa, a więc i wypłacający pieniądze żołnierzom podskarbi koronny. Dawne urzędy ziemskie o tytulaturze wojskowej utrzymywały swoje znaczenie w pospolitym ruszeniu. Okazowania szlachty i pospolite ruszenie, szczególnie żywotne na ziemiach ruskich, były powoływane ziemiami lub województwami na podstawie jednostkowych decyzji odpowiedniego kasztelana lub wojewody.

Marszałek wielki koronny i wojewoda krakowski Piotr Kmita według płyty nagrobnej w katedrze na Wawelu z 1505 r.

Kasztelanowie stali na czele szlachty danej ziemi lub powiatu. W pospolitym ruszeniu województwa ruskiego, jeśli z jakiegoś powodu wojewoda ruski nie mógł objąć dowództwa, obejmował je najwyższy po nim senator, tj. kasztelan lwowski, a gdyby i on nie mógł, winien je objąć kasztelan przemyski. W razie nieobecności kasztelana dowództwo przechodziło na podkomorzego, następnie na starostę sądowego itd. Dowódcą ludzi pozostających dla bezpieczeństwa w ziemi w czasie pospolitego ruszenia był wojski. Starostowie i chorążowie podlegali dowódcom lokalnego pospolitego ruszenia. Ze swej strony starostowie czuwali nad bezpieczeństwem publicznym, nad dobrami królewskimi i zamkami oraz mieli obowiązek zawiadamiać króla o pojawieniu się zagrożenia z zewnątrz. Niektórzy z nich, ze względu na strategiczne znaczenie nadzorowanych przez nich pogranicznych zamków, zwalniani byli nawet z obowiązku uczestnictwa w wyprawach wojennych. Na czele przygranicznych prowincji kraju stali generałowie: wielkopolski, małopolski, ruski i podolski. Tak jak dla obrony kresów południowo-wschodnich szczególne znaczenie miał starosta generalny podolski, którym był starosta kamieniecki, tak w zabezpieczeniu granicy zachodniej główną rolę odgrywał wielkopolski, czyli starosta poznański. Na pograniczu południowo-wschodnim, gdzie istotna była współpraca obrony potocznej z miejscową ludnością, urzędy ziemskie król obsadzał kadrą dowódczą obrony potocznej. Zapewniano w ten sposób lokalnemu pospolitemu ruszeniu wyszkolonych dowódców i umożliwiano pozostanie żołnierza nad granicą, nawet w wypadku konieczności zredukowania obrony potocznej z powodu trudności skarbowych. O wojskowych kompetencjach urzędów starościńskich na Rusi i Podolu najlepiej świadczy zjazd starostów ruskich i podolskich, który odbył się 17 kwietnia 1520 r. we Lwowie. Pod kierownictwem starosty lwowskiego Stanisława Chodeckiego opracowali oni wówczas nową organizację obrony granic południowo-wschodnich, zapewniając szybszą pomoc starostów z ich własnymi garnizonami zaciężnymi oraz lokalnym pospolitym ruszeniem szlacheckim i plebejskim dla hetmana polnego. Organizacja ta została zatwierdzona przez króla w Toruniu 28 kwietnia t. r., a następnego dnia Zygmunt Stary wydał stosowny mandat do 18 starostów w województwach lubelskim, bełskim, ruskim i podolskim12.

Zastępcami króla w dziedzinie administracji i naczelnego dowództwa byli hetmani wielcy: koronny i litewski. Z chwilą pojawienia się hetmaństwa polnego w 1539 r. konieczne stało się ściślejsze rozróżnienie tytułów dotychczasowego hetmana koronnego, zwanego teraz wielkim (supremus campiductor, capitaneus generalis) i hetmana polnego. Prawo mianowania wodzów pospolitego ruszenia i wojsk zaciężnych wynikało z prerogatywy władzy królewskiej nieograniczonego kierowania wyprawą wojenną. Na początku XVI w. wobec najazdów tatarsko-mołdawskich zaistniała szczególna potrzeba stworzenia urzędu hetmana koronnego, działającego w zastępstwie i z ramienia nieobecnego króla. Aleksander Jagiellończyk przebywał bowiem najczęściej na Litwie, a brakowało dowódcy zarówno pospolitego ruszenia, jak i administratora oraz wodza wojsk zaciężnych. W tej sytuacji król wyznaczył Mikołaja Kamienieckiego „hetmanem małopolskim” i podporządkował mu obronę ziem ruskich, a 2 maja 1503 r. podpisał w Wilnie dekret mianujący go pierwszym w historii wojska polskiego hetmanem wielkim koronnym. Kamieniecki sprawował urząd do swej śmierci w 1515 r., po czym Zygmunt Stary oddał buławę wielką Mikołajowi Firlejowi, zmarłemu w 1527 r. Rok 1527 stanowił zamknięcie dość długiego procesu kształtowania się urzędu hetmana wielkiego. Nominacja Jana Tarnowskiego z 2 kwietnia t. r. przyniosła bowiem dokładniejsze określenie jego funkcji i władzy. Hetman wielki stał się nie tylko wodzem naczelnym wojsk zaciężnych, ale i niejako ministrem spraw wojskowych, któremu nadane były przez króla prerogatywy administracyjno-wojskowe. Poza władzą „lustrowania, podpisywania, organizowania, rządzenia i kierowania wszystkimi wojskami” należały do niego obowiązki rozpuszczania i rozmieszczania oddziałów na leżach, wprowadzania zmian organizacyjnych oraz troska o stan i zaopatrzenie zamków i cekhauzów. Jego władza administracyjno-skarbowa była dość ograniczona, gdyż dopuszczała jedynie sprawowanie kontroli nad wypłatą żołdu. Ponadto kontrolował on, a czasem i ustalał ceny żywności sprzedawanej wojsku. Bardzo rozległa była władza sądownicza hetmana, połączona z prawem wydawania artykułów wojskowych. Odbywał on sądy przy współudziale rotmistrzów lub sam, a wydawane przezeń wyroki nie podlegały apelacji z wyjątkiem zatargów między ludnością cywilną a wojskiem. Kierował przygotowaniami do wojny m.in. poprzez wysuwanie kandydatów na rotmistrzów, ale zatwierdzał ich i podpisywał listy przypowiednie sam król. Wysuwał również hetman wielki osoby na stanowiska pisarzy i strażników polnych oraz miał wpływ na obsadzenie urzędu hetmana polnego. Samodzielne dowodzenie w działaniach zbrojnych stanowiło wprawdzie czynność hetmańską, ale przez długi czas nie stanowiło atrybutu władzy buławy wielkiej. Hetmani wielcy sprawowali naczelne dowództwo na mocy osobnej decyzji króla. Drogą zwyczajową ustalała się zasada dożywotności urzędu hetmańskiego. Zarówno Kamieniecki, jak Firlej zmarli na urzędzie hetmańskim i dopiero po ich śmierci następowała nominacja innego hetmana. Wprawdzie Tarnowski kilkakrotnie składał dymisję, ale Zygmunt Stary nadal traktował go jako faktycznego hetmana i nie nosił się z zamiarem dania komukolwiek wielkiej buławy13.

Urząd hetmana polnego oznaczał dowodzenie wojskiem w polu, przy czym wojskiem tym była wyłącznie obrona potoczna. Mimo chwiejnej tytulatury („hetman wojsk ziemskich”) hetmanów z początku XVI w. (Piotr Myszkowski 1499-1501, Stanisław z Chodcza 1501-1505, Jan Kamieniecki 1505-1509, Jan Tworowski 1509-1520, Marcin Kamieniecki 1520-1528) urząd ten oznaczał w praktyce hetmaństwo polne. Pierwszym dowódcą, którego tytułowano hetmanem polnym był w 1538 r. Jan Kola (1529-1539). Jego następca Mikołaj Sieniawski (1539-1569) występuje już jednolicie jako „exercituum regni capitaneus campestris”. Hetman polny nie tylko dowodził bezpośrednio obroną potoczną, ale i pełnił nad nią nadzór administracyjny. Podlegając rozkazom hetmana wielkiego zastępował go we wszystkich kompetencjach. Z racji swego urzędu zobowiązany był jednak przede wszystkim troszczyć się o zapobieganie napadom tatarskim i o ściganie uchodzących z jasyrem najeźdźców. Spoczywał na nim obowiązek organizowania obrony potocznej w ramach zaciągów finansowanych podatkami publicznymi oraz prowadzenie wywiadu. Z buławą polną łączył miejscowe urzędy senatorskie i starościńskie, co pozwalało na skupienie w jednym ręku kierownictwa całością organizacji obronnej na Rusi i Podolu. Urząd ten nie był dożywotni, a hetmani ustępowali najczęściej ze względu na wiek i stan zdrowia.

Mianowanych przez króla na czas wyprawy wojennej okresowych dowódców wojsk zwano również hetmanami (campiductor, campiductor generalis). Istotą okresowego hetmanatu było zastępowanie króla i hetmana wielkiego w dowodzeniu i kierowaniu wojskiem w polu. Wypływało stąd podporządkowanie hetmanowi okresowemu hetmana polnego i wszystkich innych dowódców zarówno pospolitego ruszenia, jak i wojsk zaciężnych. Jego kompetencje miały charakter ściśle operacyjny, niekiedy jednak połączone były z uprawnieniami natury organizacyjnej, a zawsze z dyscyplinarnymi. Osoby, występujące w źródłach z tytułem hetmana (Mikołaj Kreza (1502), Janusz Świerczowski (1520), Jakub Secygniowski (1521), Andrzej Tęczyński (1535-1538), pojawiły się jednorazowo i wyłącznie tylko w okresie trwania działań wojennych. Osobną kategorię wodzów stanowili hetmani wojsk zaciężnych. Ich hetmaństwo również nie było urzędem, lecz okresową funkcją sprawowaną na mocy jednorazowej decyzji króla. Dowodzili całością wojsk zaciężnych w danej wyprawie lub większymi ugrupowaniami na określonym terenie – samodzielnie lub we współdziałaniu z innymi hetmanami. Najczęściej uczestniczyli w służbie obcej lub prowadzili wojska posiłkowe – zwłaszcza na Litwę, gdzie podlegali hetmanom litewskim. Obcymi wojskami na służbie polskiej dowodzili cudzoziemscy hetmani zaciężni lub najemni. Wynajmowani oni byli przez króla wraz z ich rotami na okres jednej kampanii i podlegali komendzie hetmana koronnego lub polnego albo też innych wodzów naczelnych. Zwierzchnictwo z ramienia króla nad wojskiem nadwornym leżało w kompetencjach urzędu marszałka nadwornego. W razie wyprawy wojennej Zygmunt Stary wyznaczał jednak spośród dworzan jednego dowódcę. Stopniowe oddzielanie komendy nad „curienses” od urzędu marszałka prowadziło do wykształcenia się odrębnego hetmana nadwornego. Hetmanat pruski wywodził się z instytucji „hetmana wojsk ziemskich” i oznaczał dowództwo nad wszystkimi rodzajami wojsk (zaciężnymi, prywatnymi i pospolitym ruszeniem) pogranicznej prowincji. Związany był z niezwykle ważnym militarnie starostwem malborskim. Wobec znacznego samorządu Prus Królewskich nie wykształcił się jednak w odrębny urząd14.

Hetman nie był w stanie panować sam nad szeregiem różnorodnych spraw związanych z walką oddziałów i życiem wojskowym. Dlatego też posiadał do swej dyspozycji odpowiedni zespół pomocników. W ten sposób tworzyły się nowe instytucje dowódcze, których źródłem stała się zwłaszcza obrona potoczna. Spośród rotmistrzów, którzy należąc do sztabu hetmana pełnili dodatkowe funkcje dowódcze, administracyjne i sądownicze, na czoło wybija się strażnik polny koronny (custos finium, praefectus excubiarum, praefectus custodiae campestris). Zastępował on hetmana polnego, niemogącego w sposób stały znajdować się na najbardziej na południowy wschód wysuniętych placówkach obrony potocznej. Zadaniem jego było czuwanie nad bezpieczeństwem granicy, rozpoznanie i alarmowanie hetmana o pojawieniu się nieprzyjaciela. Dowodził więc strażnik polny strażą przednią, czyli najdalej wysuniętymi placówkami granicznymi obrony potocznej. Wszystkie straże podlegały mu również wtedy, gdy uczestniczył w działaniach wojennych armii dowodzonej przez hetmana. Organizował wówczas ubezpieczenie w marszu i służbę czat na postoju. Nad sprawami natury administracyjnej wojska czuwał pisarz polny (notarius campestri), który był pomocnikiem hetmana wielkiego. Do jego obowiązków należało dokonywanie popisów chorągwi, prowadzenie rachunkowości wojskowej, lustracja zamków podolskich i ruskich oraz administracja artylerią znajdującą się w rozporządzeniu obrony potocznej. Dowódca artylerii królewskiej (artilleriae regiae alias bombardarum praefectus) administrował i dowodził artylerią, która wraz z wojskiem zaciężnym wyruszała w pole. Początkowo król wyznaczał dowódcę artylerii tylko na przeciąg konkretnej kampanii. Za pierwszego „starszego nad armatą”, dowodzącego artylerią od 1520 r. również w okresie pokoju, uważa się Jana Staszkowskiego. Hetmana w działaniach wojennych zastępował niekiedy podhetman (wiceregent, vicecampiductor) zbliżony do hetmana okresowego. Jego funkcja ustawała na mocy osobnej decyzji królewskiej. Pełnił ją najczęściej tymczasowo do otrzymania nominacji hetmańskiej.

Pomocnikami hetmana w sprawowaniu dowodzenia nad armią byli tzw. porucznicy hetmańscy. Kierowali oni doraźnie tworzonymi ugrupowaniami bojowymi pod rozkazami hetmańskimi lub też dowodzili samodzielnie działaniami wojennymi. Hetman „poruczał” porucznikowi siły zbrojne pozostające w jego dyspozycji, a więc zlecał mu czasowo lub na stałe określoną funkcję lub zadanie dowódcze, administracyjne lub sądownicze. Porucznicy hetmańscy wyznaczani spośród rotmistrzów dla potrzeb taktycznych sprawowali dowództwo nie tylko nad doraźnie tworzonymi i samodzielnie działającymi, a złożonymi z kilku lub kilkunastu chorągwi oddziałami, ale również nad hufami stanowiącymi część szyku bojowego armii. Kształtowała się też hetmańska rada wojenna. Początkowo doradców naczelnego wodza powoływał sam król. Z biegiem czasu przy hetmanie wielkim tworzy się rada o nie ustabilizowanym składzie. Złożona była w części z urzędników hetmańskich, w części zaś z najbardziej doświadczonych rotmistrzów. Do tzw. starszych hetmańskich zaliczano dowódców kierujących pracami fortyfikacyjnymi i oblężniczymi (np. rotmistrza Andrzeja Herburta pod Starodubem w 1535r.), szpitalnych czuwających nad przewozem rannych i chorych oraz chirurgów. Z inicjatywy hetmana Tarnowskiego utworzony został urząd królewskiego chirurga polnego, a w 1540 r. pierwszym chirurgiem polnym obrony potocznej został Jan Frycz. W I poł. XVI w. kształtują się jednak przede wszystkim operacyjne organy dowodzenia. Obsadzali je wysokiej klasy specjaliści wojskowi, którzy służyli hetmanom fachowymi radami. Konieczne to było szczególnie w sytuacjach, gdy dowódcami zostawali dostojnicy państwowi, nie zawsze gruntownie obeznani z zasadami sztuki wojennej. Prawidłowe funkcjonowanie armii w czasie toczących się walk wymagało spełnienia określonych czynności dowódczych. Potrzeby te rozwiązywano przede wszystkim przez rozbudowany na każdym szczeblu system „poruczników” i „starszych”. Rodziły się w ten sposób nowe stopnie wojskowe, choć nie zawsze towarzyszyło im powstawanie nowego nazewnictwa, a żołnierze czasowo pełniący te funkcje nie brali oddzielnego żołdu15.

Dowódcą oddziału wojska zwanego rotą lub chorągwią był rotmistrz (rothmagister, prefect comitivae). Kandydatów na rotmistrzów wysuwał hetman wielki, a nominacje zatwierdzał i listy przypowiednie podpisywał sam król. Rotmistrz mógł z własnej inicjatywy zerwać stosunek służbowy z królem, choć nie mógł wypowiedzieć służby przed upływem umówionego kwartału ani też w czasie oblężenia lub wielkiego najazdu nieprzyjacielskiego. Prawo wojskowe chroniło osobę rotmistrza przed zamachem ze strony podwładnych. On sam odpowiadał za dyscyplinę w chorągwi, za zachowanie się towarzyszy i pocztowych wedle znajdujących się u niego artykułów wojskowych, które kazał odczytywać całemu oddziałowi w swej obecności. Do jego obowiązków administracyjno-skarbowych należał odbiór pieniędzy przeznaczonych na żołd z rąk pisarza polnego i wypłacanie ich towarzyszom. Rozdzielał kwatery między towarzyszami na leżach zimowych i kontrolował żołnierzy zaopatrujących jego chorągiew w żywność. W sprawach organizacyjnych i kadrowych jako urzędnik królewski zaciągał chorągiew kierując werbunkiem towarzyszy. Powinien na bieżąco orientować się w stanie liczebnym chorągwi i miał prawo wypowiedzieć towarzyszowi służbę. Gdyby dostał się do niewoli, król zobowiązany był go z niej wykupić. Rotmistrz odpowiedzialny był za wyszkolenie bojowe żołnierzy służących w jego chorągwi. Ćwiczenia i popisy miał według artykułów wojennych i instrukcji królewskich przeprowadzać osobiście. W chorągwiach brak było niekiedy pocztów rotmistrzowskich. Świadczy to, że rotmistrze nie dowodzili nimi osobiście, lecz za pośrednictwem swoich zastępców, wyznaczanych spośród towarzyszy. Już więc w I poł. XVI w. pojawiają się obok rotmistrzów faktycznych dowódcy tytularni. Zastępcy rotmistrzów nazywani byli „porucznikami alias podstawkami” (viceprefectus, vicegerens). Nazwy powyższe pochodzące od słów „poruczyć” lub „podstawić” pojawiają się po raz pierwszy w ustawie piotrkowskiej z kwietnia 1525 r.16

Wewnętrzna hierarchia wśród towarzyszy w chorągwiach znajdowała swoje odbicie w różnorakich funkcjach i zadaniach taktycznych przez nich wypełnianych. W każdej chorągwi istniała elita dowódcza złożona z kilku najczęściej zawodowych towarzyszy reprezentujących duże doświadczenie i autorytet osobisty. Ich obecność była niezbędna przede wszystkim dla dowodzenia częściami doraźnie podzielonej chorągwi. Dowódcy taktyczni („starsi”) konieczni byli na przykład w straży przedniej obrony potocznej, dzielącej się na oddziały liczące od 20 do 50 konnych. W szyku bojowym chorągwi pewne funkcje dowódcze pełnili skrzydłowi wyznaczani spośród towarzyszy przez rotmistrza. Doświadczeni i lepiej uzbrojeni towarzysze stali na czele, z tyłu i na skraju szyku, natomiast niedoświadczeni i słabiej uzbrojeni w środku. Kategoria „starszych”, czyli niższych dowódców taktycznych, wyodrębniła się wyraźniej w piechocie zaciężnej. Już w II poł. XV w. obok oddziałów małych, liczących 20-40 żołnierzy, występowały roty potężne liczące kilkuset piechurów, przy czym te ostatnie powstawały z połączenia kilku mniejszych pocztów. Znakami dowódców tych małych oddziałów wchodzących w skład większego były proporce. Stąd w XVI w. roty piesze dzieliły się na proporce po pięć dziesiątek. Dowódców proporców rotmistrz wyznaczał spośród starszych dziesiętników. W jeździe zaciężnej funkcje chorążego, a więc żołnierza noszącego chorągiew, częściej pełnił któryś z pocztowych pocztu rotmistrzowskiego niż towarzysz. Chorągiew noszona przez chorążego była nie tylko punktem orientacyjnym dla walczących żołnierzy, ale również znakiem sygnalizacyjnym dla walczących żołnierzy, a także znakiem sygnalizacyjnym przy dowodzeniu oddziałem. Podnoszenie chorągwi, kiwanie chorągwią z hełmem, zastępowało głos hetmański czy instrumentów muzycznych dla żołnierzy zbyt oddalonych od dowódcy.

Instrumenty muzyczne w wojsku zaciężnym były środkami sygnalizacyjnymi niezbędnymi przy dowodzeniu oddziałem. Do przekazywania sygnałów najczęściej używani byli bębniarze i trębacze w jeździe oraz piszczkowie w piechocie. O wiele rzadziej niż trębaczy spotyka się w jeździe surmaczy. W pocztach rotmistrzowskich występował z zasady albo trębacz, albo bębniarz. W pocztach towarzyskich trębacze pojawiali się tylko wyjątkowo. Na bitwę i do natarcia mogli trąbić tylko na rozkaz hetmana. Mieli więc więcej okazji do wypełniania swych obowiązków w sytuacjach, gdy ich chorągwie prowadziły samodzielne działania bojowe. W jeździe I poł. XVI w. bębniarzy (bębenic, tympanisti) było trzykrotnie więcej niż trębaczy. W piechocie dobosze z bębnami pojawili się w dziesiątce rotmistrzowskiej. Również w jeździe służyli oni wyłącznie w charakterze pocztowych w pocztach rotmistrzowskich. Bębniarze wybijali takt maszerującym i nacierającym oddziałom. Bęben więc, jako instrument sygnałowy, służył do regulowania tempa marszu ludzi i koni. Używać go można było w bitwie – podobnie jak trąb – tylko na wyraźny rozkaz hetmana. Opisy bitew z XVI w. roją się od gwaru trąb i kotłów, a trzeba tu też podkreślić szczególną rolę muzyki w czasie uroczystych wjazdów i przemarszów wśród huku bębnów i jazgotu piszczałek.

Potrzeby bojowe, administracyjne i gospodarcze poszczególnych oddziałów zaspakajali towarzysze lub pocztowi. Istniejące służby pełnione były przez pojedyncze osoby na szczeblu dowództwa, oraz przez grupy ludzi na niższych szczeblach – chorągwi i pocztu. Ilość służb zależna była od potrzeb ówczesnego wojska. Poza wyżej omówioną muzyczną, wymienić należy służby administracyjne, uzbrojenia, medyczną i łączności. Najczęściej w polskich oddziałach spotykało się pisarza i balwierza, czyli cyrulika. W chorągwi hetmańskiej Jana Tarnowskiego znajdował się bakałarz, medyk, aptekarz i cyrulik (każdy z jednym pachołkiem), a w chorągwiach Aleksandra Sieniawskiego i Jana Herburta „kapłani”. Usługi rzemieślnicze (obowiązki np. kołodzieja, kowala leczącego i podkuwającego konie, ślusarza, golarza) wykonywali pocztowi i czeladź. Nie pobierając osobnego żołdu, nie byli oni jednak wyróżniani w rejestrach popisowych. W wielotysięcznych armiach polsko-litewskich prowadzących działania wojenne istniały oddzielne korpusy rzemieślników wojennych podległe wyznaczonym urzędnikom, jak na to wskazują np. artykuły wojenne króla Zygmunta I z 1534 r. W grupie służb bezpieczeństwa i porządku wymienić należy profosów i żołnierzy pełniących rolę żandarmów lub ochrony dowódcy. Trzeba tu też wspomnieć o gońcach, przez których hetman przesyłał rozkazy, „szpiegach” należących do służby wywiadowczej oraz pocztach wartowniczych17.

Od początku XVI w. organizacja piechoty polskiej przybrała jednolitą formę. Nie przyjmowano już do służby rotmistrzów małych rot, a listy przypowiednie wystawiano na formowanie rot bojowych. Ich liczebność zmniejszyła się przeciętnie do 200 „pieszych drabów”. Podstawową jednostkę organizacyjną i taktyczną jazdy przyjęto nazywać wymiennie rotą (comitiva) lub chorągwią, nawiązując w ten sposób do tradycyjnych chorągwi pospolitego ruszenia, pod którymi stawało rycerstwo danej ziemi lub też danego rodu. Na początku XVI wieku chorągwie jazdy liczyły przeciętnie od kilkunastu do 250 koni. W 1525 r. sejm piotrkowski przyjął uchwałę o tzw. chorągwiach wojewódzkich. Liczba zaciężnej jazdy mającej być dostarczoną wahała się od 50 jezdnych z ziemi dobrzyńskiej do 600 z Rusi, Podola i ziemi bełskiej. Najczęściej chorągwie wojewódzkie liczyły jednak 100-150 koni. W latach 30-tych XVI w. rozpiętość stanów liczebnych w chorągwiach była nadal bardzo duża. Za najmniejszą uznać można rotę Jakuba Secygniowskiego liczącą w 1538 r. 25 koni, a za największą 500-konną Jana Mieleckiego z lat 1531-1532. Najwięcej w latach 30-tych było chorągwi 100-konnych (33%), a następnie 200-konnych, nieco mniej 50 i 150-konnych. W latach 40-tych, pod koniec panowania Zygmunta Starego, rozpiętość stanów liczebnych chorągwi zmniejszyła się i wahała się od 50 do 200 ludzi. Ponad połowę popisanych w tym okresie chorągwi stanowiły jednostki 100-konne. Do 30% wzrósł odsetek chorągwi małych, 50-konnych, zmalała natomiast ilość jednostek dużych – 150 i 200-konnych.

Wielkość chorągwi uzależniona była od możliwości finansowych dowództwa. Dosyć częstym zjawiskiem było, że na popisach chorągwie nie miały pełnych stanów, tzn. równo 50, 100, 150 lub 200 koni, choć taką wielkość jednostek określały wystawione przez króla listy przypowiednie. Brak pełnej liczby ludzi tłumaczy się tym, że w poszczególnych pocztach ekwipunek niektórych żołnierzy, np. rotmistrzów był droższy, żołd zaś obliczano w tzw. porcjach, przy czym jedna porcja żołdu przypadała na jednego żołnierza w typowym uzbrojeniu. Jeśli żołnierz miał droższy ekwipunek, to przypadało na niego więcej porcji żołdu, ale oficjalny stan jednostki z listu przypowiedniego pokrywał się z ilością przypadających na nią porcji. Stąd rozbieżności zachodzące między stanem faktycznym a oficjalnym. Często też ubytek pochodził ze strat poniesionych w walce lub z nadużyć poszczególnych towarzyszy i rotmistrzów. To samo zjawisko występowało w rotach piechoty.

Między wielkością chorągwi a ich funkcjami taktycznymi istniały ścisłe związki przejawiające się m.in. w rozbudowie stanów liczebnych jednostek potocznych w porównaniu ze stanami chorągwi z frontu litewskiego. W uszykowaniu chorągwi najistotniejszy był pierwszy szereg złożony przeważnie z towarzyszy. Ponieważ towarzysze byli na ogół lepiej zbrojni od pocztowych, dążono stale do zwiększenia liczby towarzyszy w chorągwi i do ograniczenia w niej ilości pocztowych. Przy sześciu koniach w poczcie najbardziej typowe chorągwie liczyły odpowiednio: 50-konne – 8-9 pocztów, 100-konne – 17-18 pocztów, 150-konne – 25 pocztów, a 200-konne – 33-34 poczty. Różnice w ilości pocztów były jednak dość duże ze względu na znaczne zróżnicowanie liczby koni w poszczególnych pocztach. Roty piechoty liczyły 10, 15 lub 20 dziesiątek. Chorągiew lub rotę można uznać za jednostkę taktyczną, jeśli była sprawna do manewru i zdolna do walki w szyku zwartym. Różne były zadania taktyczne w czasie bitwy, marszu, obrony lub zdobywania umocnień. W zależności od potrzeb formowano większe lub mniejsze jednostki taktyczne, nie tylko ad hoc w trakcie działań wojennych, ale nawet już na popisach. Mniejsze, niepełne chorągwie, liczące poniżej 50 koni łączono niekiedy ze sobą dla sformowania jednostki bojowej. Na pograniczu południowo-wschodnim dzielono z kolei chorągwie na drobne oddziałki jazdy np. straż przednią używaną w celach rozpoznawczych. Polska organizacja jazdy nawiązywała do tradycji pospolitego ruszenia, którego w myśl konstytucji sejmowych nie wolno było dzielić. Stąd w rejestrach popisowych nie spotyka się większych jednostek niż chorągiew. W czasie działań wojennych organizowano jednak doraźnie wyższe jednostki taktyczne. Były to hufce (hufy) stanowiące część szyku bitewnego lub samodzielnie działające oddziały złożone z kilku lub kilkunastu chorągwi. Nie miały one jednak określonej normy ani co do liczby koni, ani też co do liczby chorągwi. Klasycznym szykiem armii składającym się z hufców było stare urządzenie polskie (veterum institutio Polonorum) zastosowane m.in. w bitwach pod Orszą i Obertynem. Charakteryzowało się ono dużym rozczłonkowaniem jednostek bojowych jazdy. Składało się z hufca czelnego tworzącego czoło szyku, hufca walnego oraz z hufców posiłkowych, które tworzyły najczęściej trzy linie i miały własne nazwy: hufce posiłkowe (I linia), czarne (II linia) i stracenice (III linia). W zasadzie starano się mieć możliwie dużą ilość hufców posiłkowych, by utrzymać inicjatywę przez cały czas bitwy i zapewnić pełny sukces natarciu hufca walnego. Odmienność zadań wymagała, aby hufce czelny i walny nie tylko były większe od hufców posiłkowych, ale także składały się z chorągwi jazdy ciężkiej18.

Porównując z obecnego punktu widzenia rotmistrzów do oficerów, musielibyśmy towarzyszy nazwać odpowiednio podoficerami, a więc żołnierzami, których również można zaliczyć do kadry dowódczej wojska. Sama ich nazwa „towarzysz” (commilitionis, socius) wskazuje, że musieli dobrowolnie uznawać władzę rotmistrza nad sobą. Uważani byli za prawdziwych towarzyszy broni swych przełożonych – rotmistrzów i hetmanów. Jeśli porównamy strukturę wojska do ustroju cechowego, to hetman i rotmistrze byli starszymi cechu, natomiast towarzysze majstrami cechowymi, a więc posiadaczami warsztatów potrzebnych do uprawiania rzemiosła wojennego, na które składały się konie, komplety uzbrojenia, wóz, namiot itp. Odpowiednikiem towarzysza jazdy był w piechocie dziesiętnik – przeważnie pieszy kopijnik, mający podwójny żołd za posiadaną zbroję. Podwójny żołd płacono również pawężnikowi, tak że dziesiątka piechoty zaciężnej obejmowała 10 stawek żołdu, lecz służyło w niej faktycznie tylko ośmiu żołnierzy. W piechocie więc na jednego rotmistrza (oficera) przypadało średnio ok. 10 dziesiętników (podoficerów), a z kolei na jednego dziesiętnika 7 drabów (szeregowców).

W jeździe proporcje te odpowiednio wynosiły 1:30:5. Począwszy od 1528 r. powtarzają się w polskim ustawodawstwie wojskowym artykuły ograniczające liczbę koni w poczcie jazdy. Dążono więc do zwiększenia liczby lepiej zbrojnych towarzyszy w chorągwi i do ograniczenia w niej liczby pocztowych. Towarzysze mieli obowiązek posiadać „spełna” (pełny) poczet, tak jak on został zapisany w rejestrze popisowym, co było podstawą do brania za niego pieniędzy żołdowych. Posiadali szerokie uprawnienia i znaczne poczucie godności własnej. Rotmistrz nie miał prawa znieważać towarzysza, albo się na niego do broni porywać. Towarzysze zobowiązani byli pamiętać swoje miejsce w pierwszym szeregu chorągwi, wprawiać swoich pocztowych w posługiwaniu się bronią i dbać o właściwe zachowanie się ich w szyku w czasie bitwy i przemarszów. To towarzysz dysponował w poczcie pieniędzmi, wyposażał i zaopatrywał w żywność konie i pocztowych, odpowiedzialny był za całość sprzętu i uzbrojenia.

Szeregowi żołnierze służący w pocztach towarzyskich nazywani byli pocztowymi, pachołkami lub sługami (servus, servitor). Zwano ich niekiedy „czeladzią”, gdyż w rzemiośle wojennym, w którym towarzysze byli jakby „mistrzami”, pocztowi byli „czeladnikami”. W dziesiątkach pieszych przystały do nich określenia „draby” i „strzelcy”. Wspólnie korzystali oni z wozu taborowego zaprzęgniętego w dwa konie pociągowe, namiotu, kotła, siekiery, motyki i innych przedmiotów składających się na „warsztat” wojenny towarzysza. Konie, uzbrojenie i wyposażenie były własnością towarzysza, dlatego też on decydował, któremu z pocztowych przydzielić jakiego konia i jaki komplet uzbrojenia. Na polu walki pocztowi rozstawiani byli w szyku zwartym w jednym rzędzie za towarzyszami. W jeździe w zależności od wielkości pocztu był to albo jeden rząd, albo też przy dużej liczbie pocztowych było tych rzędów kilka. W pocztach towarzyskich, szczególnie tych dużych liczących kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu ludzi i mogących być samodzielnymi jednostkami taktycznymi, istniała gradacja pocztowych w zależności od różnych funkcji pełnionych na polu walki. Jak spośród towarzyszy jeden był zastępcą rotmistrza, jego porucznikiem, tak i wśród pocztowych był jeden żołnierz zastępujący towarzysza i niekiedy razem z nim ramię w ramię stawający w pierwszym szeregu szyku bojowego chorągwi. Już w 1527 r. konstytucja sejmowa zastrzegała, by każdy towarzysz sam osobiście służył, a nie przez zastępcę lub sługę. Funkcje zastępcy towarzysza mogli pełnić pocztowi stanowiący tzw. drugie kopie, strzelcy, a w piechocie pawężnicy. W większych pocztach towarzyskich i u zamożniejszych towarzyszy spotykamy „pacholęta”, czyli giermków (iuvenes, pueri, clientuli). Według średniowiecznych reguł dworskich giermkowie mieli prawo do noszenia broni. Ci kilkunastoletni chłopcy trafiali z dworów pańskich do wojskowych pocztów towarzyskich, ale przez naczelne dowództwo uważani byli za nieużyteczny element w walce, zajmujący dodatkowo konie bojowe. W instrukcji z kwietnia 1525 r. ograniczono ich liczbę: „aby pacholąt nie mieli, jedno w sześci koni wyrostka godnego”. Przynajmniej w jeździe obrony potocznej zalecenia te na ogół były realizowane. W większości pacholęta nie nosiły żadnego uzbrojenia zaczepnego, ale zasiadały na dobrych koniach kopijniczych, które przeznaczone były na zamianę towarzyskich koni w razie zmęczenia tych ostatnich lub upadku w walce. Nosiły także pacholęta kopie swych panów, a po oddaniu ich towarzyszom, gdy ci stanęli w szyku, odjeżdżały na miejsce, przez hetmana wskazane. W „Pouczeniu hetmana podskarbiemu koronnemu dane” z 1528 r. zaznaczono, by towarzysze nie mieli małych chłopców, lecz dorastających młodzieńców, co by mogli panu swemu kopię nosić i wspierać go w potrzebie wojennej. Informacji o bezpośrednim udziale pacholąt w walce prawie się nie spotyka. Wiemy natomiast o użyciu ich dodatkowo w charakterze gońców, do noszenia zbroi oraz w piechocie do pomocy pawężnikom. Do osobistych posług, do naprawiania wozów i opatrywania koni miał towarzysz czeladź, którą najczęściej ciurami nazywano. Podstawowym ich jednak obowiązkiem były „picowne czynności”, a więc zaopatrywanie pocztu w żywność i für aż. Owa „drobna czeladka, która się przy woziech zwykła prowadzić” najwięcej łupiła i czyniła szkód cywilnej ludności miejscowej. W czasie walk broniła obozu lub taboru, albo też biła się w polu w oddzielnym szyku zwanym „czarnym hufem”. W poczcie towarzyskim mogło być najczęściej 2-3 ciurów. Do czeladzi można też zaliczyć woźniców19.

Trudno jest określić wielkość przeciętnego pocztu pospolitego ruszenia (rycerz, giermek, pachołkowie) wskutek dużych wahań liczebności wystawianych koni. Im większe miano dobra (względnie czynsze), tym większy był obowiązek dostarczenia pocztu. Również w wojsku zaciężnym liczba pocztowych w poczcie nie była początkowo ograniczona i zależała od zamożności wystawiającego poczet towarzysza. W 1525 r. ograniczono już jednak wielkość pocztu do 7 ludzi, a w 1528 r. zastrzeżono, by rotmistrzowie nie przyjmowali towarzyszy z pocztami większymi niż 8 koni. „Pouczenie hetmana podskarbiemu koronnemu” z tegoż 1528 r. jest dokładniejsze i nieco różniące się od uchwały sejmowej. Polecano w nim, by towarzysze początkujący oraz o gorszym uzbrojeniu i koniach nie mieli więcej niż 5 koni w pocztach, starsi i o lepszym wyposażeniu do 10 koni, a poczty rotmistrzów mogły być jeszcze większe. Przepisy ograniczające ilość koni nie były jednak przestrzegane. Pod Obertynem w 1531 r. liczba koni w poszczególnych pocztach wahała się od 1 do 50, a w ostatnich latach panowania Zygmunta Starego (1543-1548) liczebność pocztów towarzyskich dochodziła do 13, a rotmistrzowskich do 30 koni. Z wyliczeń dokonanych z rejestrów popisowych wynika, że w latach 1543-1548 małe poczty (do 4 koni) występowały w 36%-tach i jedynie w 1544 r. stanowiły 56% wszystkich pocztów. Rzadsze były poczty bardzo duże, liczące więcej niż 8 koni. Najczęściej występowały poczty 6-konne, a następnie 5- i 7-konne. Poczty rotmistrzowskie znacznie górowały liczebnością koni nad pocztami towarzyskimi. Najwięcej było wśród nich pocztów 16-konnych, rzadziej występowały bardzo duże (powyżej 18 koni) i małe (do 8 koni). Zakazy przyjmowania do służby towarzyszy z większymi pocztami podyktowane były względami materialnymi i taktycznymi. Jeśli towarzysz przyprowadzał ze sobą liczny poczet, za który pobierał większy żołd, to najczęściej poczet ten był stosunkowo gorzej wyekwipowany niż poczet liczebnie mniejszy. Z drugiej strony w rozwoju polskiej taktyki stałym zjawiskiem było dążenie do spłycenia szyku bojowego chorągwi. Przez ograniczenie wielkości poszczególnych pocztów zwiększano liczbę towarzyszy stojących na czele chorągwi. W ten sposób front chorągwi stawał się szerszy i płytszy. Chodziło bowiem o to, by móc wprowadzić jednocześnie do walki możliwie największą ilość kopii i szabel towarzyszy stanowiących kadrę najlepiej uzbrojoną i wyszkoloną. Parzysta liczba koni w przepisach z 1528 r. wskazuje, że wymienione w nich poczty 8- i 10-konne ustawiały się w szyku w dwa rzędy po 4-5 koni. W ten sposób do pierwszego szeregu wchodził obok towarzysza również jeden pocztowy. Na poczty 8-10-konne zezwalano towarzyszom o lepszym wyposażeniu, gdyż możliwym było wówczas wytypowanie jednego spośród pocztowych do ustawienia w pierwszym szeregu. Rotmistrze mogli już wybrać dwóch-trzech spośród kilkunastu swych pocztowych. W ten sposób warunkiem do posiadania większego pocztu była lepsza jakość broni i koni pocztowych, a więc i zamożność jego dowódcy20.

Źródła szesnastowieczne