Wlokąc się ku nirwanie - Charles Bukowski - ebook + książka

Wlokąc się ku nirwanie ebook

Charles Bukowski

0,0
44,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Dla tych, którzy wiedzą, że prawda rodzi się w brudzie, a poezja – na dnie szklanki.

„Wlokąc się ku nirwanie" to jeden z najbardziej esencjonalnych pośmiertnych zbiorów Charlesa Bukowskiego. Składa się w całości z niepublikowanych dotąd wierszy. W tych ponad stu utworach Mistrz udowadnia, że do samego końca był w najwyższej formie twórczej. Nie znajdziecie tu literackiego wygładzenia ani taniej pociechy. To surowa, bezkompromisowa, brutalnie szczera poezja, której styl rzesze fanów na całym świecie uznały za wzór.

To ten sam Bukowski, który – jak stwierdził Leonard Cohen – „sprowadził wszystkich na ziemię, nawet anioły”. Chinaski powraca, by po raz kolejny zmierzyć się z życiem, które z anielskim pokojem ma niewiele wspólnego.

Jeśli kochasz jego styl ze „Światła błyskawicy za górą", wiesz, czego się spodziewać. Autor kontynuuje tradycję naturalnego języka i bezlitosnej obserwacji.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 119

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału:Slouching Toward Nirvana

New Poems (edited by John Martin) Copyright © 2005 by Linda Lee Bukowski. All rights reserved. Wiersze zamieszczone w tym tomie stanowią część niepublikowanych utworów Charlesa Bukowskiego, które Autor przeznaczył do wydania po swojej śmierci. For the Polish translation Copyright © 2026, Noir sur Blanc, Warszawa For the Polish edition Copyright © by Oficyna Literacka Noir sur Blanc sp. z o.o. w Warszawie

ISBN 978-83-8403-079-0

Opieka redakcyjnaDorota Jabłońska

Opracowanie redakcyjneAnna Brzezińska

KorektaHanna Kociołek

Projekt okładkiTomasz Lec

Zamówienia prosimy kierować: – telefonicznie: 800 42 10 40 (linia bezpłatna) – e-mailem: [email protected] księgarnia internetowa: www.noir.pl

Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., 2026 ul. Frascati 18, 00‐483 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Zgodnie z art. 4 Dyrektywy 2019/790/UE oraz odpowiednimi przepisami krajowymi, niniejszym zastrzegamy prawo do wyłączenia z eksploatacji tekstów i danych (TDM) dla celów innych niż badawcze, w odniesieniu do materiałów znajdujących się w tej publikacji niezależnie od formy jej udostępnienia. Wykorzystywanie tych materiałów w ramach działań TDM jest niedozwolone.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Bacha najtrudniej kiepsko zagrać bo

popełnił tak mało duchowych błędów.

.

4 lipca we wczesnych latach 30.

nie było za bardzo co świętować

to jasne

nasi ojcowie nie mieli roboty

a wszystkie konserwy z Wydziału Opieki

miały ten sam paskudny

nieświeży smak.

niewiele się działo dookoła a

w powietrzu

unosiła się smętna beznadzieja

ale pamiętam ten jeden poranek około

szóstej czwartego lipca

1932, trzeciego lub czwartego, nie pamiętam którego

kiedy usłyszałem z ulicy

głośne eksplozje:

OGROMNE PETARDY!

wyskoczyłem z łóżka, szybko się

ubrałem i wybiegłem

na dwór a tam

na Longwood Avenue

idealnie środkiem ulicy

szedł

mój kumpel Gene

i rzucał w powietrze

ogromne petardy.

poranna mgła

właśnie zaczynała się unosić

i pierwsze promienie słońca przebijały się

przez nią

i szedł tam Gene

i sprawiał że powietrze

wybuchało!

podbiegłem do niego.

„kurde! co tam masz?”

„bombowe wisienki!

całe

mnóstwo!”

miał też

coś co nazywało się „pukawa”

powlekany drut z

rozżarzoną czerwoną

końcówką.

Gene przyłożył pukawę

do ognia

patrzył jak się zapala

a potem wyrzucił bombę wysoko

w powietrze

a ona eksplodowała

u szczytu swego

wzlotu.

mężczyzna

w piżamie

wyszedł na ganek.

„HEJ, CHŁOPCY, SKOŃCZCIE Z TYM

GÓWNEM! CHCĘ SPAĆ!”

„chodź tu i spróbuj nam

przeszkodzić!” powiedział Gene

(był duży jak na swój

wiek).

„POWIEM TWOJEMU OJCU!”

Gene roześmiał się, odpalił petardę

i rzucił ją w stronę

mężczyzny. Prosto

na parapet jego

dużego okna.

„BUUUM!!!”

na szczęście okno

wytrzymało.

mężczyzna wbiegł do

domu.

Gene dał mi pukawę

i wisienkę.

„teraz ty...”

podpaliłem lont i czekałem

póki starczyło mi odwagi

potem rzuciłem bombę.

wybuchła jakieś cztery metry nad moją

głową.

„nieźle” powiedział Gene.

poszliśmy przez Longwood do

21. Ulicy, skręciliśmy w lewo i

weszliśmy na niewielkie wzgórze.

„patrz na to”

powiedział Gene.

przy płocie stał kubeł

na śmieci.

Gene zdjął pokrywę, wrzucił

do środka zapaloną petardę i

z powrotem nakrył

pojemnik.

„BUUUM!!!”

wybuch podrzucił pokrywę

prawie na metr

w górę.

„rany jest moc!”

„aha” powiedział Gene.

poszliśmy trochę dalej

pod górę.

stało tam zaparkowane auto

z oknem lekko uchylonym

od strony

kierowcy.

„patrz teraz” powiedział Gene.

odpalił petardę i wrzucił ją

przez okno.

„BUUUM!!!”

auto się zakołysało i

wypełniło gęstym

niebieskim dymem.

„super!”

powiedziałem.

Gene’owi zostały trzy może cztery bombowe wisienki.

zawróciliśmy i zeszliśmy ze

wzgórza.

Gene odpalił ostatnie

jedną po drugiej i wyrzucił je

jak najwyżej

w powietrze

i wybuchły.

potem staliśmy przed

jego domem.

było gdzieś tak wpół do

siódmej.

„dobra” powiedział

„skończyły się”.

„dzięki Gene”.

„w porządku,

na razie...”

wszedł do swojego

domu.

wróciłem do siebie

otworzyłem drzwi

i ruszyłem

korytarzem.

ojciec usłyszał mnie ze

swojej sypialni.

„gdzieś ty był do

cholery?”

„świętowałem...”

„zuch z ciebie!

wspaniała jest

nasza ojczyzna!”.

wróciłem do swojego pokoju

rozebrałem się, wskoczyłem

do łóżka.

pomyślałem

że jak zwykle się mylił

bo świętowałem tylko

siebie.

.

bez lęku czy udręki

siadają

moszczą się wygodnie

gadają i

narzekają i

wymachują rękami

nie mają nic innego do

roboty

a skoro nie mają

nic innego do roboty

wolą to robić

w twoim towarzystwie.

zadziwia mnie

rzesza ludzi którzy

nie mają nic do roboty

prócz moszczenia się

gadania

narzekania i

wymachiwania rękami.

bez przerwy

pukają do wielu drzwi

szukając innych

ludzi niemających

nic do roboty

a kiedy mówią

lub narzekają

w ich głosie nie słychać

strachu ani udręki

raczej lekki rozstrój

nerwowy bo

nie ma dokąd pójść.

czasem po prostu proszę ich

żeby sobie poszli

a oni odchodzą

i wtedy czuję się winny

jakbym źle zrozumiał

ich potrzeby

albo czuję że mogłem ich

urazić.

ale tak nie jest.

oni wracają

zawsze wracają

wszyscy bez wyjątku

siadają ponownie

moszczą się wygodnie

gadają

narzekają i

machają rękami.

ale wiem

że nie jestem jedynym

który to znosi.

chodzą od jednego do drugiego

wte i wewte

a kiedy są z kimś innym

mnie dostaje się ten który właśnie był

gdzie indziej

a potem

nowy gość siada

mości się wygodnie

gada

narzeka i

macha do mnie

rękami.

.

o mały włos

bić się za bardzo nie umiał ale wdał się w kilka ostrych

bójek na tyłach knajp.

był zamulony i zalany więc zawsze

wybierał największego skurwiela jaki się trafił

patałach, zaliczał trafienia przy dopingu rozwrzeszczanych

dziwek i co rusz zbierał niezłe

bęcki.

„Hank” rzekł do niego pewnej nocy najlepszy przyjaciel „chcemy

żebyś przystał

do gangu”.

„nie dam rady”

„nie dasz? bo co?”

„mam co innego do roboty...”

dwa dni później jeden z gangu został ranny w policyjnej

strzelaninie, a dwóch innych zabito

w tym jego przyjaciela.

poszedł do baru trzy przecznice na wschód, siedział i czekał na

odpowiedź, siedział i czekał aż

księżyc przemieni się w słońce

cierpliwie siedział i czekał na to

czy na tamto.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

CZĘŚĆ DRUGA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

CZĘŚĆ TRZECIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

CZĘŚĆ CZWARTA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu