Wiek wątpliwości - Andrea Camilleri - ebook
Opis

Noc komisarza Montalbano została urozmaicona w bardzo zaskakujący sposób: przyśnił mu się jego własny pogrzeb. No cóż, fakt, że jest coraz starszy nie przestaje go wyprowadzać z równowagi…

Następnego dnia komisarz zostaje wezwany do portu. Właśnie odpłynął stamtąd pewien jacht, który u wejścia do portu udzielił pomocy łodzi, która zaczęła tonąć. Tyle tylko, że w tej łodzi był martwy meżczyzna… Co się naprawdę wydarzyło? Kim był ten mężczyzna? Kim byli członkowie załogi jachtu?

Żeby rozwiązać tę zagadkę komisarz Montalbano musi skorzystać z pomocy porucznika kapitanatu, Laury Belladonny. Ale współpraca z tą młodą kobietą, równie zachwycającą, co inteligentną jest dość ryzykowna…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 218

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


ANDREA CAMILLERI
Wiek wątpliwości
PrzełożyłaMonika Woźniak
NOIR SUR BLANC
Tytuł oryginału: L’ETÀ DEL DUBBIO
Opracowanie redakcyjne: KLEMENS GÓRSKI
Korekta: BEATA WYRZYKOWSKA, JOLANTA SPODAR
Projekt okładki: TOMASZ LEC
Opracowanie graficzne serii: OLGIERD CHMIELEWSKI
Skład i łamanie: PLUS 2 Witold Kuśmierczyk
Copyright © 2008 Sellerio Editore, Palermo For the Polish edition Copyright © 2015, Noir sur Blanc, Warszawa
ISBN 978-83-7392-542-7
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o. ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa e-mail: nsb@wl.net.pl księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl
Konwersja: eLitera s.c.

1

Poprzedniego wieczoru położył się spać w dobrym nastroju. Od tygodnia w komisariacie nie działo się nic ważnego i Montalbano chciał z tego skorzystać, aby zrobić niespodziankę Livii, pojawiając się u niej w Boccadasse. Zgasił światło, wyciągnął się na łóżku i prawie od razu zasnął. I zaraz zaczął śnić.

– Catarè, dzisiaj wieczorem jadę do Boccadasse – mówił, wchodząc do komisariatu.

– Ja też chcę pojechać!

– Nie, ty nie!

– Ale dlaczego?

– Bo nie.

Wtedy zjawiał się Fazio.

– Panie komisarzu, przepraszam, ale nie może pan pojechać do Boccadasse.

– A to czemu?

Fazio wyglądał na zmieszanego.

– Ależ, panie komisarzu, zapomniał pan?

– Co takiego?

– Że pan umarł wczoraj rano, równo piętnaście po siódmej.

I wyciągał z kieszeni karteczkę

– Pan jest nieboszczykiem Salvem Montalbanem, który...

– Zostaw w spokoju dane! Naprawdę umarłem? Jak to się stało?

– Dostał pan udaru.

– Gdzie?

– Tutaj, w komisariacie.

– Kiedy?

– Podczas gdy rozmawiał pan na telefonie z panem kwestorem – dodał Catarella.

Najwyraźniej ten skończony chuj Bonetti-Alderighi tak go wkurzył, że...

– Jeśli pan chce się zobaczyć... – mówił Fazio. – Trumnę ustawiliśmy w pana gabinecie.

Zrobili miejsce między stosami papieru zalegającymi biurko i postawili na nim otwartą trumnę. Montalbano popatrzył na siebie. Nie wyglądał na nieboszczyka, ale od razu zrozumiał, że ciało złożone w trumnie to on.

– Zawiadomiliście Livię?

– Tak – odpowiadał Mimì Augello, zbliżając się.

Obejmował mocno Montalbana i mówił ze szlochem:

– Moje kondolencje.

A rodzaj chóru powtarzał:

– Kondolencje, kondolencje!

Chór składał się z Bonettiego-Alderighiego, szefa jego gabinetu Lattesa, Jacomuzziego, dyrektora Burgia i dwóch grabarzy.

– Dziękuję – mówił.

W tej samej chwili zbliżał się doktor Pasquano.

– Jak umarłem? – pytał Montalbano lekarza.

Pasquano się wkurzał.

– Co, jeszcze jako nieboszczyk musi mi pan dupę zawracać? Niech pan poczeka na wynik sekcji!

– Nie może mi pan niczego powiedzieć?

– Wygląda to na piorunujący udar, ale są pewne symptomy, które mnie nie...

– O nie! – wtrącał się kwestor. – Komisarz Montalbano nie może prowadzić dochodzenia w sprawie własnej śmierci.

– Dlaczego?

– To nie byłoby właściwe. Jest za bardzo zaangażowany osobiście. Poza tym regulamin tego nie przewiduje. Przykro mi. Śledztwo zostało powierzone nowemu szefowi lotnej brygady.

Wtedy Montalbano coś sobie przypominał i odwoływał na stronę Mimì.

– Kiedy przyjedzie Livia?

Mimì robił zażenowaną minę.

– Powiedziała, że...

– No co?

Mimì wpatrywał się w czubki swoich butów.

– Powiedziała, że nie wie.

– Czego nie wie?

– Nie wie, czy zdąży przyjechać na pogrzeb.

Rozgniewany Montalbano wypadał z pokoju, szedł na podwórze, gdzie piętrzyły się wieńce pogrzebowe i czekał karawan gotowy do odjazdu, wyciągał z kieszeni komórkę.

– Halo, Livia? Tutaj Salvo.

– Cześć, jak się masz? Oj, przepraszam, nie chciałam...

– Co to za historia, że nie zdążysz na pogrzeb?

– Posłuchaj, Salvo. Gdybyś był jeszcze żywy, zrobiłabym wszystko, aby być dalej z tobą. Może nawet bym za ciebie wyszła. Z drugiej strony, w moim wieku, kiedy zmarnowałam życie na związku z tobą, co innego mi pozostało? Ale biorąc pod uwagę, że nagle nadarza mi się ta jedyna w swoim rodzaju okazja, sam rozumiesz...

Montalbano wyłączał komórkę i wracał do środka, gdzie odkrywał, że zamknięto już trumnę i kondukt ruszył w drogę.

– Idzie pan? – pytał Bonetti-Alderighi.

– No tak – odpowiadał.

Ale kiedy zeszli na podwórze, jeden z żałobników potknął się i trumna spadła na ziemię z hukiem, który go obudził.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki