Sierpniowy żar - Andrea Camilleri - ebook + audiobook
Opis

Tym razem komisarz Montalbano musi zostać na sierpień w Vigacie, wynająć willę nad morzem dla przyjaciół Livii i przeprowadzić śledztwo w jednej z najbardziej szokujących spraw w swojej karierze – wszystko w nieznośnym sycylijskim upale. Kiedy mały synek przyjaciół wpada w nie lada tarapaty, komisarz, ratując go – nie bez pomocy tajemniczego kota – dokonuje przerażającego odkrycia.

Resztę lata poświęci na rozwiązanie zagadki, a właściwie szeregu zagadek związanych z willą. Czytelnik przekona się, że powiedzenie „zapaść się pod ziemię” nabiera dosłownego znaczenia…

Tego lata Montalbano będzie też musiał ułożyć jakoś sprawy z Livią, która nie odpowiada na jego telefony, i podjąć decyzje, które mogą wpłynąć na resztę jego życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 260

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 40 min

Lektor: Dariusz Kowalski

Popularność


ANDREA CAMILLERI
SIERPNIOWY ŻAR
PrzełożyłStanisław Kasprzysiak
NOIR SUR BLANC
Tytuł oryginału: LA VAMPA D’AGOSTO
Opracowanie redakcyjne: MAGDALENA HORNUNG
Korekta: JANINA ZGRZEMBSKA, ELŻBIETA JAROSZUK
Fotografia na okładce: Alamy/B&W
Opracowanie graficzne serii: OLGIERD CHMIELEWSKI
Skład i łamanie: DINKOGRAF
Copyright © 2006 Sellerio Editore, Palermo For the Polish edition Copyright © 2016, Noir sur Blanc, Warszawa
ISBN 978-83-7392-593-9
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o. ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa e-mail: nsb@wl.net.pl księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl
Konwersja: eLitera s.c.

1

Spał tak mocno, że nie obudziłyby go nawet wystrzały armatnie. No tak, gdyby strzelano z armat, może spałby dalej, ale na pewno zerwałby się z łóżka, gdyby zadzwonił telefon.

W dzisiejszych czasach, w takim cywilizowanym kraju jak nasz (ha, ha!), kiedy człowiek słyszy przez sen strzały armatnie, jest pewnie przekonany, że rozpętała się burza albo że gdzieś na odpuście wiwatują na cześć świętego patrona, albo że na piętrze nad nim nieznośni sąsiedzi przesuwają w nocy meble, więc dalej sobie błogo śpi jak noworodek. Ale dzwonienie telefonu, marsz grany przez komórkę lub dzwonek do drzwi to całkiem inna sprawa. Takie dźwięki każą cywilizowanemu człowiekowi (ha, ha!) natychmiast oprzytomnieć, po prostu, kiedy je słyszy, nie ma innego wyjścia, musi wyrwać się nawet z najgłębszego snu i czym prędzej temu wezwaniu stawić czoło.

Toteż Montalbano wyskoczył z łóżka, spojrzał na zegarek, spojrzał w okno, uświadomił sobie, że beztrosko zaspał, pobiegł więc do jadalni, gdzie natarczywie dzwonił telefon.

– Co z tobą, Salvo, gdzie byłeś? Dzwonię od pół godziny.

– Przepraszam, Livio, byłem pod prysznicem, nie słyszałem.

Pierwszy blef, na jaki sobie tego dnia pozwolił.

Dlaczego tak się wykręcał? Dlaczego wstydził się powiedzieć Livii, że mocno spał, dlaczego sądził, że może ją dotknąć, jeśli się przyzna, że dopiero jej telefon go obudził? Nie wiadomo.

– Miałeś obejrzeć willę!

– Coś ty, Livio? Przecież dopiero ósma!

– Nie złość się na mnie, zrozum, że nie mogę się doczekać, kiedy sprawdzisz, czy wszystko jest w porządku...

Sprawa tej willi wynikła jakieś dwa tygodnie temu, kiedy komisarz miał zawiadomić Livię, że w pierwszej połowie sierpnia, wbrew temu, co zaplanowali, nie będzie mógł ruszyć się z Vigaty, ponieważ Mimì Augello musiał pomóc w kłopotach teściom i wziął urlop wcześniej. Livia nie zareagowała na tę zmianę tak burzliwie, jak się spodziewał. Lubiła Bebę, żonę Mimìego, a i jego także. Jak zwykle trochę ponarzekała, ale Montalbano nabrał pewności, że wszystko na tym się zakończy. Jednak mylił się, i to grubo. Wczoraj wieczór, przez telefon, Livia zaatakowała go z niespodziewanej strony.

– Musisz poszukać jak najprędzej domu z dwiema sypialniami i salonem, gdzieś tu, w pobliżu, nad samym morzem.

– A po co? Dlaczego mamy się gdzieś przenosić z Marinelli?

– Głupi jesteś, Salvo, i tyle. Zwłaszcza kiedy próbujesz udawać głupiego! Miałam na myśli dom dla Laury, jej męża i dziecka.

Laura była serdeczną przyjaciółką Livii i to jej Livia zwierzała się ze wszystkiego, z tego, co ją cieszyło, i z tego, co ją cieszyło trochę mniej.

– Właśnie tu chcą przyjechać?

– Jak na to wpadłeś? Masz coś przeciwko temu?

– Skądże. Dobrze wiesz, że lubię Laurę i jej męża, tylko że...

– Zaraz, wytłumacz mi to „tylko że”.

No, teraz się zacznie.

– Myślałem, że wreszcie będziemy trochę dłużej sami...

– Ha, ha, ha, ha, ha!

Śmiech godny wiedźmy z Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków.

– Z czego tak się śmiejesz? Przepraszam...

– Śmieję się, bo doskonale wiesz, że to ja, rozumiesz, ja będę trochę dłużej sama? Bo ty i tak po całych dniach, a może i po nocach, będziesz siedział w komisariacie z jakąś kolejną ofiarą morderstwa!

– Zapomnij o tym, Livio, tutaj w sierpniu, w tym wściekłym upale, chyba nawet mordercy poczekają do jesieni.

– To miał być dowcip? Mam się śmiać?

No i tego dnia zaczęły się długie poszukiwania domu na letnisko, z pomocą, nieskuteczną, gorliwego Catarelli.

– Panie komisarzu, ja już mam lokal, jakiego pan komisarz szuka, i jest ono na osiedlu Pezzodipane.

– Przecież stamtąd do morza będzie z dziesięć kilometrów.

– Święta prawda, ale za to pan komisarz ma tam lokalizację jak z bajki.

Albo innym razem:

– Livia, znalazłem mieszkanko naprawdę milutkie w jednej kamienicy, która się znajduje...

– Mieszkanko? Czy ja ci nie mówiłam wyraźnie, że to ma być dom?

– Mieszkanie to nie dom? Tylko co – namiot?

– Nie, mieszkanie to nie jest dom. Wiem, wam, Sycylijczykom, poprzestawiało się w głowach i nazywacie mieszkanie domem, ale kiedy ja mówię „dom”, to mam na myśli dom. Jak mam ci to jaśniej wyklarować? Masz szukać willi jednorodzinnej.

W agencji mieszkaniowej w Vigacie zwyczajnie go wyśmiano.

– Wyobraża pan sobie, że szesnastego lipca znajdzie pan willę nad morzem wolną od pierwszego sierpnia? Ależ wszystko już wynajęte!

Kazano mu zostawić numer telefonu – jeśli jakimś cudem ktoś w ostatniej chwili odwoła rezerwację, to zostanie zawiadomiony. I właśnie taki cud na szczęście się zdarzył, kiedy komisarz stracił już wszelką nadzieję.

– Halo! Komisarz Montalbano? Tu agencja „Aurora”. Zwolniła się willa, jakiej pan szuka. Nad morzem, tuż przy Montereale, na osiedlu Pizzo. Ale musiałby pan natychmiast do nas przyjechać, bo już zamykamy.

Przerwał przesłuchanie i popędził do agencji. Sądząc z fotografii, willa była taka, o jaką Livii chodziło. Umówił się z panem Callarą, właścicielem agencji, że następnego dnia rano, około dziewiątej, podjedzie po niego i razem obejrzą willę, leżącą istotnie tuż przy Montereale, niecałe dziesięć kilometrów od Marinelli.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc ukazały się następujące utwory Andrei Camilleriego:

KSZTAŁT WODY2007

PIES Z TERAKOTY2007

ZŁODZIEJ KANAPEK2007

ZNIKNIĘCIE PATÒ2004

GŁOS SKRZYPIEC2008

MIESIĄC Z KOMISARZEM MONTALBANO2008

POMARAŃCZKI KOMISARZA MONTALBANO2009

WYCIECZKA DO TINDARI2007

ZAPACH NOCY2008

PIWOWAR Z PRESTON2008

OBIETNICA KOMISARZA MONTALBANO2009

KOLOR SŁOŃCA2009

CIERPLIWOŚĆ PAJĄKA2010

PENSJONAT „EWA”2010

PAPIEROWY KSIĘŻYC2011

SZARY KOSTIUM2011

SIERPNIOWY ŻAR2012

SKRZYDŁA SFINKSA2013

SEZON ŁOWIECKI2014

POLE GARNCARZA2014

WIEK WĄTPLIWOŚCI2015

ŚMIERĆ NA OTWARTYM MORZU2015