Umbra. Światło w ciemności - Katarzyna Małecka - ebook
NOWOŚĆ

Umbra. Światło w ciemności ebook

Katarzyna Małecka

4,6

1077 osób interesuje się tą książką

Opis

Historia drugiego z synów Umbry! 

 

Nerio Vance żyje według zasad, których nie wolno łamać. W jego świecie nie ma miejsca na słabość, emocje ani błędy – są w nim tylko lojalność i konsekwencje. Kiedy na drodze mężczyzny staje Maelle, po raz pierwszy traci kontrolę.

 

Kobieta, mimo trudnej przeszłości, nauczyła się walczyć o siebie i własne przekonania. To z Nerio odkrywa emocje, których wcześniej nie znała – nie tylko namiętność i bliskość, ale też strach i ekscytację. Lecz niespodziewanie wspólne chwile dobiegają końca, gdy jedno wydarzenie burzy jej świat i zmusza do odejścia. Okazuje się, że mężczyzna nie jest tym, za kogo go uważała.

 

Dwa lata później Nerio wraca. Zdeterminowany, by odzyskać to, co utracił – kobietę, którą kocha, i córkę, której nigdy nie poznał. 

 

Maelle wie już, kim jest ten mężczyzna i do jakiego świata należy. A mimo to uczucie między nimi wciąż nie wygasło. I tym razem stawka okazuje się znacznie wyższa niż złamane serca.

 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 520

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (17 ocen)
14
1
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
mikkaa28

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacyjna historia 💙💙🔥
50
bibigh345

Nie oderwiesz się od lektury

Wspaniała książka
50
DomiiZaczytana

Nie oderwiesz się od lektury

Pełna emocji historia ,pokochałam od pierwszych stron polecam .
40
Agata-Akasha

Nie oderwiesz się od lektury

Nerio skradł moje serce! Tak powinny wyglądać drugie szanse!
40
zolga2808

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna
30



Copyright © for the text by Katarzyna Małecka

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Anna Strączyńska

Korekta: Karina Przybylik, Magdalena Kłodowska, Natalia Szoppa

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

Ilustracje: Marta Urbaniak

ISBN 978-83-8418-914-6 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

ROZDZIAŁ 1

Nerio

Siedząc przy barze, obserwuję grających dookoła ludzi.

Otwarcie kasyna to wielkie wydarzenie, na które przybyło mnóstwo gości. Jedni raczą się alkoholem, drudzy pogrążają się w rozmowach, inni czerpią radość z hazardu. Czasem dociera do mnie śmiech – głośny, nagły, jakby komuś poszczęściło się w grze. Ale nie wszystkim dopisze dzisiaj szczęście. Siedzący nieopodal mnie starszy mężczyzna ściska w dłoni karty, a jego mina nie wróży niczego dobrego.

Tak już bywa. Raz jesteś na szczycie, raz na dnie.

Gdy przesuwam wzrokiem po sali, napotykam Greysona oraz Bailey. Dziewczyna wygląda pięknie w czerwonej, krótkiej kreacji, uśmiechnięta, zadowolona… żywa.Zaledwie dwa miesiące temu przeszła przez piekło, ale nigdy nie narzekała, jakby sądziła, że jako ocalała nie ma do tego prawa. Wiele razy zauważałem na jej twarzy grymas, ból pleców dokucza jej do dziś, jednak kiedy tylko pytałem, czy wszystko gra, odpowiadała, że to nic takiego, chociaż wiedziałem, że cierpi.

Śledztwo w sprawie zamachu wciąż trwa, lecz policja nie odnalazła kierowcy samochodu, by móc przedstawić mu zarzuty – i nigdy nie znajdzie. Silas spłonął, Elena zaś wylądowała w zamkniętym ośrodku daleko od Las Vegas. Porzucona, pod stałą kontrolą, bez możliwości opuszczenia tego miejsca do końca życia. Victor na bieżąco dostawał aktualizacje stanu zdrowia żony, lecz te nie jawiły się w jasnych barwach. Pozbawiona rodziny, leków, samotna, Elena powoli traciła rozum. Upłynęły zaledwie dwa miesiące, a jej stan już był niemal krytyczny.

Widziałem na twarzy Victora ból, co wcale mnie nie dziwiło. Spędził z tą kobietą prawie czterdzieści lat,więc pogodzenie się z tym, czego się dopuściła, zajmie mu sporo czasu. O ile to w ogóle będzie możliwe.

– Jestem pod wrażeniem, że nie wyrwałeś jeszcze żadnej panny.

Przewracam oczami i upijam łyk drinka, ignorując siadającego obok Caela.

– No weź. – Szturcha mnie ramieniem. – Co z tobą, przyjacielu? Od dwóch dni nie ma z tobą kontaktu, milczysz jak zaklęty, jesteś nieobecny. Mam zwołać naradę?

– Chryste, Cal. Nie mamy po dziesięć lat – burczę.

– Może i nie, ale nadal jesteśmy przyjaciółmi. A przyjaciele sobie pomagają.

Cholerna Bailey, to wszystko przez nią. Namieszała mi w głowie, uznała mnie za tchórza!

Nigdy nie okazałem strachu, nawet w sytuacjach, kiedy było naprawdę fatalnie, jak kilka lat temu podczas nalotu na kasyno. Rozpętała się wtedy prawdziwa jatka, kule latały we wszystkich kierunkach, świszczały koło uszu, jednak parłem do przodu i eliminowałem wrogów. A ta sięgająca mi do ramienia kobieta wprost powiedziała, że zalatuję jej tchórzem.

Ja! Też mi coś!

– Dwa dni temu odwiedziłem Maelle – wyznaję, a Cael się napina. – Bails zauważyła moje zachowanie wobec Cassiana. Namówiła mnie do walki o córkę.

– O córkę? – pyta zaskoczony. – Cholera, nie widziałeś jej od…

– W ogóle jej nie widziałem – kończę za niego. – Mała ma dwa lata, minęło trochę czasu, ale Cass wyzwala we mnie uczucia, które pogrzebałem po rozstaniu z Mae. Kiedy wyrzuciła mnie ze swojego życia, zakazała mi się do siebie zbliżać.

– Nie powiem, zaskoczyłeś mnie. Byłem pewien, że to zamknięty rozdział.

Ja również, lecz jak się okazuje, życie lubi zaskakiwać.

Nie sądziłem, że wszystko się odwróci, a widok dziecka najlepszego przyjaciela coś we mnie uruchomi. Że zacznę żałować, bo mogłem mieć to samo, co ma Grey. Być ojcem. Mogłem tulić do siebie małą dziewczynkę, pozwolić sobie na otwarcie dla niej serca. A ja po prostu odpuściłem, posłuchałem kobiety, która straciła do mnie zaufanie i patrzyła na mnie pełnym zawodu spojrzeniem.

– Bo taki był – odpowiadam, kołysząc szklaneczką z resztką bursztynowego płynu. – Nie myślałem o nich, cieszyłem się życiem. Dopóki nie zobaczyłem Cassiana.

Cael pocieszająco ściska moje ramię.

– Nie wiem, jakie to uczucie, ponieważ nie jestem ojcem, ale wiem jedno… Maelle nie zachowała się wobec ciebie sprawiedliwie, stary. Nie miała prawa zabrać ci córki, jakbyś nie miał nic do powiedzenia. Jeśli czujesz, że chcesz odzyskać małą, to rób swoje. Będę cię w tym wspierał.

Spoglądam na siedzącego obok mnie mężczyznę i ogarnia mnie… spokój. To niewiarygodne, ale kocham tego dupka jak rodzonego brata, którego nigdy nie miałem.

Mój ojciec był najlepszym przyjacielem Victora. Trzymali się razem od nastoletnich czasów, ufali sobie, wspierali się w każdej sytuacji. Kiedy miałem pięć lat, ojciec wraz z mamą zginęli w wypadku samochodowym. Zaplanowana akcja, atak wroga, szybka robota. Zemsta nadeszła błyskawicznie – brutalna i krwawa, jednak to nie zwróciło mi rodziców.

Zostałem sierotą, całkiem sam, niewiele rozumiejąc z tej sytuacji.

Tak naprawdę wychowali mnie rodzice Greysona. To dzięki Victorowi stałem się takim mężczyzną, jakim jestem teraz: odważnym, odpowiedzialnym, wytrwałym i lojalnym. Wiele mu zawdzięczam i nigdy mu tego nie zapomnę. Elena nauczyła mnie cierpliwości, empatii i tego, by słuchać, zanim osądzę. Dzięki niej zrozumiałem, że okazywanie uczuć nie czyni mnie słabszym.

– Maelle zatrzasnęła mi drzwi przed nosem – mówię po chwili i parskam z niedowierzaniem. – Była wściekła, kiedy mnie zobaczyła. Przypomniała mi każde słowo, które wypowiedziała przy naszym pożegnaniu, a potem kazała mi się trzymać z daleka.

Cael kiwa głową.

– To ma pecha. Nie jesteś facetem, któremu się rozkazuje. Jesteś prawą ręką Cienia, jesteś pierdolonym UmbraSentinel, Nerio. Nie zapominaj o tym.

– Problem w tym, że ten tytuł w świecie Maelle gówno znaczy. Dla niej jestem zabójcą i od takiego człowieka chce trzymać naszą córkę jak najdalej. Nie dziwię się jej, wiesz? Okłamywałem ją, byłem kimś innym, wcieliłem się w rolę, która nie była przeznaczona dla mnie. Nie powinna była zobaczyć mnie wtedy w akcji. To cud, że przez szok nie zaczęła rodzić.

Cael przez chwilę nie odpowiada. Zamawia drinka, a potem wychyla go jednym haustem, jakby musiał się nieco znieczulić.

– Spójrz na Bails. – Kiwa głową w stronę blondynki. – Pamiętasz, jaka była nieznośna na początku? Kurwa, jakim cudem Greyson odnalazł w sobie takie pokłady cierpliwości?

– Lepiej nie mów tego przy niej. Zdecydowanie nie jest tą samą kobietą, co na początku, i ma cholernie ostre pazury. Nie zawaha się ich użyć.

Obaj się śmiejemy, czym przyciągamy uwagę Bailey. Wyczuwa na sobie nasz wzrok, bo nagle przekręca głowę, a potem obdarza nas pięknym, szerokim uśmiechem. Tyle wystarczy, by nas miała. Odkąd jest z Greyem, stała się częścią również naszego życia.

– Odnalazła się w Umbrze, świetnie sobie radzi, ale przede wszystkim została z Greysonem dla dziecka, przynajmniej na początku. Maelle wolała spuścić cię niczym wodę w kiblu, zamiast spróbować walczyć dla dobra małej.

Kiedy o tym mówi, czuję nieznośne kłucie w okolicy serca.

Byliśmy ze sobą przez dwa lata. Zawsze patrzyła na mnie z takim ciepłem i uwagą, że czasami trudno było mi uwierzyć, by ktoś tak wspaniały mógł mnie pokochać. A potem przypominałem sobie, że przecież Mae nie pokochała mnie, lecz moje alter ego.

Przesuwam językiem po zębach, czując rozchodzącą się po ciele frustrację.

Cael ma rację. Maelle nawet nie próbowała mnie wysłuchać, a co dopiero zrozumieć. Po prostu mnie skreśliła – lekko, bez walki, jakbym nic dla niej nie znaczył, chociaż codziennie zapewniała mnie o swoim uczuciu. Co stało się z tą miłością, kiedy nagle los rzucił nam pod nogi kłody? Przestała się liczyć, wyparowała? Ot tak, jakby nigdy jej nie było? Jakby przez dwa lata nie dzieliła ze mną życia?

Dopiero teraz dostrzegam, że szybko się poddałem. Wiedziałem, jak bardzo wstrząsnęło dziewczyną to, co zobaczyła, więc spełniłem jej wolę, ale przecież nigdy nie skrzywdziłbym Maelle ani naszej córki! Jestem tylko człowiekiem, może należę do Umbry, jednak w mojej piersi w dalszym ciągu bije serce, które czuje.

Wypijam resztę trunku, który został w szklaneczce, składając sobie przysięgę. Odzyskam córkę, zrobię wszystko, co w mojej mocy, by ją poznać, przekonać do siebie i udowodnić, że dla niej spalę cały pierdolony świat.

Nawet jeśli jej matce mój powrót się nie spodoba.

***

Następnego dnia wprowadzam swój plan w życie. Nie zamierzam dłużej czekać, bo straciłem już za dużo czasu. Dochodzi czwarta po południu. Po wykonaniu swoich obowiązków biorę długi, odprężający prysznic, próbując przygotować się na wojnę z Maelle.

Mimo młodego wieku – bo ma dopiero dwadzieścia trzy lata – ta dziewczyna potrafi drapać. I to mocno. Nieraz się o tym przekonałem, jednak wtedy nie byliśmy na wojennej ścieżce. Bywały chwile, kiedy wytrącała mnie z równowagi, robiła coś, co potrafiło wyjebać moje nerwy w kosmos, ale później wystarczył jej dotyk, uśmiech, spojrzenie, a wszystkie żale ulatywały.

Maelle była wyjątkowa, miała w sobie coś, co mnie intrygowało, fascynowało, przyciągało. Może dlatego tak szybko straciłem dla niej głowę? Nie powinienem nawet zwrócić na nią uwagi – miała wtedy dziewiętnaście lat, była dla mnie zdecydowanie za młoda. Stroniłem od takich dziewczyn, wiedząc, że mają pstro w głowie, jednak ona wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Tej nocy, kiedy zobaczyłem ją w klubie na parkiecie, ubraną w czerwoną, krótką sukienkę i szpilki wydłużające jej zgrabne nogi do nieba, poczułem, jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Długie, brązowe włosy wirowały w tańcu, dłonie muskały biodra, uśmiech gościł na twarzy. Była wtedy tak beztroska i szczęśliwa, jakby nic poza tamtą chwilą nie miało dla niej znaczenia.

Wyróżniała się w tłumie, widziałem mnóstwo spojrzeń kierowanych w jej stronę, lecz mimo to nie ruszyłem na łowy. To ona złowiła mnie. Mijając naszą lożę, bezczelnie zlustrowała mnie spojrzeniem od góry do dołu, a potem oblizała usta w taki sposób, jakby rzucała mi wyzwanie, którego za cholerę nie mogłem zignorować. Miałem wrażenie, jakby sprawdzała moją reakcję, a ja, zamiast odwrócić wzrok, jak ten głupiec patrzyłem kompletnie zahipnotyzowany. Czułem się tak, jakby ta dziewczyna miała nade mną władzę, której wtedy nie rozumiałem. Zanim zdążyłem się zorientować, zostałem wciągnięty w jej świat, choć nawet nie musiała się wysilać. Po prostu pozwoliłem, by mnie porwała.

Na samą myśl o naszym ostatnim spotkaniu cały drżę.

Teraz jest jeszcze piękniejsza. Od dwóch lat widywałem ją jedynie na zdjęciach, które przez pierwsze tygodnie dostarczał mi mój człowiek, ale bardzo się zmieniła. Przede wszystkim zniknęły długie włosy, po ciąży nie został ślad, co mnie zaskoczyło, bo Maelle jest jeszcze szczuplejsza niż dawniej. Jedyne, co pozostało na miejscu, to znajomy błysk w oczach, przez który będę miał kurewskie kłopoty. Nie ma nic gorszego od mieszanki gniewu, nienawiści i żalu dławiącego bardziej, niż powinien.

Nie ingerowałem w jej życie, jednak troszczyłem się o nią i o małą. Dzięki temu mogła skupić się na dziecku, nie zamartwiać się o pracę i zarobki. Miała wszystko, czego tylko potrzebowała, i nie zamierzałem tego zmieniać, póki nie zaniedbywała córki.

***

Na miejsce docieram czterdzieści minut później. Maelle mieszka w przyjemnej dzielnicy Las Vegas, w okolicy parku, ścieżek rowerowych oraz zieleni. To zupełnie inny klimat niż w centrum miasta, gdzie panuje chaos, a ludzie wiecznie się śpieszą.

Stawiam motocykl na stopce, zsuwam kask i spoglądam w górę, jakbym liczył, że Mae akurat wyjrzy przez okno. Zanim trzasnęła mi drzwiami przed nosem, zdążyłem jedynie wydukać, że dam jej czas, a potem tu wrócę. Nie określiłem, kiedy konkretnie to nastąpi, jednak dzisiaj nie pozwolę się zbyć. Niech na to nie liczy.

Docieram pod jej drzwi, z kaskiem pod pachą oraz z kolorową torbą. To Bailey kupiła prezent, ja nawet bym nie wiedział, co lubią dzieci w wieku mojej córki. Pluszaki? Jakieś elektroniczne gadżety? Cholera wie, dlatego cieszę się, że Bails zdjęła ze mnie ten ciężar.

Pukam trzy razy i czekam. Serce mimowolnie mi przyśpiesza, dłonie lekko się pocą. Nie mam pojęcia, w jakim nastroju zastanę Maelle. Czy będzie nastawiona pokojowo? A może będzie wkurzona, zimna i znowu spróbuje mnie przepędzić? Lepiej, żeby się opanowała, bo nie zamierzam fundować córce niepotrzebnego stresu.

Za drzwiami panuje cisza. Słyszę jedynie własny chaotyczny oddech, a każda sekunda ciągnie się niczym pieprzona wieczność. Dopiero chichot dziecka daje mi znak, że Mae brzydko sobie ze mną pogrywa. Jest w domu. Nie planuje otworzyć?

Tym razem używam dzwonka. Naciskam go dwa razy, a dźwięk roznosi się w mieszkaniu. Po chwili słyszę kroki, które brzmią niemal jak wystrzał z karabinu, co daje mi pewność, że i tym razem nie będzie miło.

Zamki zostają przekręcone, a potem w progu pojawia się matka mojej córki. Ubrana w jasne dżinsy i bluzkę z krótkim rękawem, stoi pewnie, z dłońmi wspartymi na biodrach. Jeśli liczyłem na pokojowe nastawienie, mogę o tym zapomnieć. Jej spojrzenie jest ostre jak nóż, gdyby mogła, pewnie chętnie by mnie nim pocięła, mimo to nie mogę odwrócić od niej wzroku. Chryste, dlaczego musi być taka piękna? Dlaczego musi mieć w sobie to coś, co w niej uwielbiam? Byłoby łatwiej, gdybym obdarzył ją niechęcią, w końcu – jak to ujął Cael – spuściła mnie jak wodę w kiblu. Też powinienem być wściekły.

Nie tylko ona cierpiała. Swoją decyzją zadała bolesny cios również mnie.

– Co ty tu robisz? – pyta, łypiąc na mnie spod byka.

– Powiedziałem ci, że zamierzam poznać swoją córkę. Uprzedziłem również, że tu wrócę, więc nie rozumiem twojego zaskoczenia.

Przez chwilę nie odpowiada. Widzę tylko, jak przełyka ślinę, a jej oddech nieco przyśpiesza. Dopiero kiedy przeczesuje dłonią włosy, dostrzegam tatuaż zdobiący jej ramię. Ja pierdolę! Jestem ich wielkim fanem, a Mae z tą dziarą wygląda jak mój mokry sen!

– Przestań się na mnie gapić! – Na dźwięk jej głosu potrząsam głową, sprowadzony do podłej rzeczywistości. – Jeśli to znowu jakaś twoja sztuczka, przysięgam – urywa, dźgając mnie palcem w tors – że to nie skończy się dobrze. Nie ufam ci, Nerio.

– Wiem – przyznaję. – Minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania, ale zapewniam cię, że mała jest przy mnie bezpieczna. Nigdy nie zrobię jej krzywdy.

Mae ściąga brwi i wygląda na zaskoczoną moimi słowami.

Wiem, co o mnie myśli. Uważa mnie za najgorszego chuja chodzącego po tej planecie, dlatego od razu wolę ją zapewnić, że obie są ze mną bezpieczne.

– Wcale mi się to nie podoba. Nie chcę cię w swoim życiu, a tym bardziej w życiu naszej córki. – Auć! Zadaje celne ciosy! – Byłyśmy szczęśliwe, Nerio. Twoja obecność nie jest konieczna. Ona cię nie potrzebuje.

Zaciskam zęby, bo moje opanowanie zaczyna powoli spierdalać.

Po pierwsze: jest za smarkata, by mówić do mnie tym tonem.

Po drugie: nie ma pieprzonego prawa decydować.

Robię krok w przód, opieram dłoń na framudze tuż obok głowy dziewczyny i się nachylam, a moje nozdrza wypełnia znajomy zapach wanilii. Mae zamiera. Widzę, jak jej ciało się napina, oczy lekko powiększają, odwaga nagle ucieka. Już nie patrzy na mnie jak na wroga, w jej spojrzeniu dostrzegam nawet obawę. Może czas pokazać jej, kim naprawdę jestem. Z kim ma do czynienia. Przestać przyjmować jeden cios po drugim. I tak pozwoliłem jej na zbyt wiele, pora wziąć sprawy w swoje ręce.

– Tak się składa, że jestem jej ojcem. Mam takie same prawa jak ty. Mogę o niej decydować, mogę się z nią widywać, mogę zabrać ją, kiedy zechcę. – Rozchyla usta, w jej oczach widzę strach. – Od tej pory przestajesz mnie odpychać, próbować mnie do niej nie dopuścić. Powiedziałem, że wróciłem, i radzę ci to zakodować w głowie. Albo zrobisz to po dobroci, albo…

– T-to groźba? – duka ledwie słyszalnie.

Widzę emocje wypisane na jej twarzy: strach, przerażenie, oszołomienie i niedowierzanie. Może nawet poczucie zagrożenia? Wiem, że najchętniej wzięłaby nogi za pas i uciekła jak najdalej stąd, ale ma pecha, że trafiło na mnie. Wrócił ojciec jej córki, a wraz z nim przeszłość, której tak desperacko próbowała unikać.

– Nie masz powodu do obaw – wtrącam, kiedy cisza się przedłuża. – Nie zamierzam odebrać ci dziecka. Chcę być po prostu częścią jej życia. Musisz się z tym pogodzić.

Dziewczyna otrząsa się z szoku. Na chwilę zamyka oczy, zaciska ze złości wargi, jakby w myślach walczyła sama ze sobą, po czym, ku mojemu zaskoczeniu, cofa się i szerzej otwiera drzwi.

– Robię to, bo wiem, że nie odpuścisz – mówi, nawet na mnie nie patrząc.

Przekraczam próg, odkładam kask na komodę w niewielkim korytarzu, a potem idę za Mae do pokoju znajdującego się po prawej stronie. Nie wiem, czego się spodziewałem, ale na pewno nie widoku siedzącego na kanapie… chłopaka.

Krew bulgocze mi w żyłach. Gapię się na niego wzrokiem przeznaczonym dla wrogów, co natychmiast wyłapuje. Zrywa się na równe nogi, rzuca okiem na dziewczynę, a potem z powrotem na mnie. Nie mam pojęcia, kim on, kurwa, jest, ale jeśli myśli, że może przywłaszczyć sobie moją córkę, to tkwi w pierdolonym błędzie!

Żałuję, że przestałem śledzić życie Maelle. Powinienem był trzymać rękę na pulsie, obserwować, kogo sprowadza do domu, jakich ludzi poznaje moja córka. Nie pozwolę, by jakiś frajer mnie zastąpił, nie ma na to żadnych szans. Lia jest moja, będę o nią walczyć do ostatniej kropli krwi, chociaż nie sądzę, bym przy tym gościu się chociaż spocił.

Jest wysoki, ale wątły. Myślę, że złamałbym go jednym ciosem, a widok strachu w jego oczach tylko potwierdza, że jest mięczakiem. Pewnie koleś boi się własnego cienia.

– Nerio… – W głosie Mae słyszę ostrzeżenie. – Cokolwiek chodzi ci po głowie, nawet się nie waż. – Dziewczyna staje przede mną, by stworzyć mur między mną a jej… Właściwie kim on jest? – Nie zrobisz mu krzywdy.

Pochylam głowę, aby spojrzeć jej w oczy.

– Skąd pomysł, że mam taki zamiar? – pytam.

– Znam cię, widzę to spojrzenie. Finn to mój najlepszy przyjaciel – wyjaśnia.

Unoszę brew, bo wiele znaczeń może kryć się pod słowami „najlepszy przyjaciel”.

Najlepszy przyjaciel od pogawędek? Wspólnego picia kawusi? Wypadów do kina, na imprezy? Od wspólnego oglądania seriali, wsparcia emocjonalnego, pieczenia pierniczków, zwierzania się z sekretów? Czy może, kurwa, od uprawiania seksu?

Nie powinno mnie to interesować. Wykreśliłem Mae ze swojego życia tak, jak ona wykreśliła mnie, więc skąd ta paląca trzewia zazdrość? Dlaczego jedyne, na co mam ochotę, to ukręcić temu chłoptasiowi kark, by pozbyć się go z życia matki mojego dziecka?

Nie chcę go tutaj. Irytuje mnie jego widok, a myśl, że jej dotykał…

Zwijam palce w pięści. Nie wiem, co chłopak dostrzega w moich oczach, lecz instynktownie się cofa. Dopiero za jego długimi nogami dostrzegam… dziewczynkę. Siedzi na podłodze wyłożonej kolorową matą, na głowie ma założone różowe słuchawki, pochyla się nad jakimś urządzeniem, w które klika paluszkiem, a na jej ustach widnieje uśmiech. Brązowe włoski zostały związane w dwa urocze koczki, grzywka opada jej na czoło.

Lia. Moja córka. Mała istota, z której tak łatwo zrezygnowałem.

– Kimkolwiek jesteś, lepiej zejdź mi z drogi – cedzę przez zęby.

– Nerio, uspokój się. – Mae kładzie mi dłoń na torsie, a ten dotyk jest niemal jak wyładowanie elektryczne. Dziewczyna od razu zabiera rękę, jakby i ona to poczuła. – Nie łączy mnie z Finnem żadna intymna relacja, chociaż nie muszę ci się z tego tłumaczyć.

– Och, wydaje mi się, że jednak musisz. Szukasz dla naszej córki tatusia?

– Oszalałeś?! – rzuca wkurzona przyciszonym tonem. – Jeśli chcesz ją poznać, zachowuj się. Jasne?! Żadnej nerwówki, skakania sobie do gardeł, żadnego pokazywania samczej natury. Masz być normalny, rozumiesz? Dla niej, Nerio.

No dobra, może trochę mnie poniosło, ale Mae ma rację.

Pieprzyć tego gościa, bo Lia właśnie odkłada urządzenie, zdejmuje słuchawki, a potem wstaje. Kiedy nasze oczy się spotykają, odnoszę wrażenie, jakby kula ziemska nagle przyśpieszyła obroty. Wszystko kręci się z zawrotną prędkością, serce w piersi uderza tak mocno, że aż się boję, czy nie dostanę zawału. Moja córka przeszywa mnie na wskroś oczami w kolorze moich oczu.

Jest taka mała, drobna, piękna. Próbuję coś z siebie wydukać, lecz słowa grzęzną w gardle. Po prostu stoję, wpatrzony w nią, próbując zapamiętać każdy jej ruch i wyraz twarzy, by nic mi nie umknęło.

Jest idealnym odbiciem mnie i jej matki.

Jest perfekcyjna.

ROZDZIAŁ 2

Nerio

Kiedy Cassian przyszedł na świat i coś zaczęło pieprzyć mi się w głowie, nie przypuszczałem, że nagle obudzą się we mnie wszystkie instynkty, które zamknąłem w szufladce „nie otwierać”. Tym bardziej nie sądziłem, że postanowię wywrócić życie mojej córki do góry nogami swoim niespodziewanym powrotem.

Lia wygląda na nieco zawstydzoną. Chowa się za nogą tego chłystka, jakby był jej tarczą. Ubrana w legginsy oraz szarą koszulkę z wizerunkiem królika, patrzy na mnie z zaciekawieniem i nieufnością. To całkowicie normalne, skoro znikąd pojawia się obcy gość, w dodatku ubrany cały na czarno, z mordem w oczach.

Oddycham głęboko, przybieram milszy wyraz twarzy i lekko się uśmiecham.

– Cześć… – rzucam pierwsze, co przychodzi mi do głowy. Dziewczynka ściąga brwi. – Mam coś dla ciebie. – Unoszę torbę z prezentem, a oczka małej się powiększają.

Byłem pewien, że Lia w ogóle się nie ruszy, ale ona podchodzi do mnie dziarskim krokiem, po czym odbiera torbę, nie spuszczając ze mnie wzroku.

Masa emocji wybucha w moim sercu. Nagle czuję, jak tęsknota uderza we mnie z siłą rozpędzonej ciężarówki, przygniata mnie żal, poczucie winy i ta dusząca pustka, którą próbowałem ignorować przez ostatnie dwa lata. Każdy oddech staje się trudniejszy, bo zdaję sobie sprawę, ile straciłem, ilu chwil nie odzyskam. Jednocześnie pojawia się coś nowego. Dziwna mieszanka lęku i szoku, bo to wszystko dzieje się naprawdę.

– Zobacz, co jest w środku – zachęcam.

Lia kuca, zagląda do torby, a potem niespodziewany pisk przecina ciszę. Chryste, ależ ona ma parę w płucach! Obserwuję z szerokim uśmiechem, jak próbuje wyciągnąć kolorowe opakowanie, lecz nie bardzo sobie radzi. Pomagam jej, a kiedy nasze dłonie się stykają, przez moje ciało przelatuje dziwny rodzaj ciepła. Gdy muska palcami moje wytatuowane ręce, odnoszę wrażenie, jakby każdy nerw nagle ożył. Robi to tak delikatnie, z zainteresowaniem, że nie mogę oderwać od niej wzroku.

– Mama… – Z uśmiechem spogląda na Mae. – Rysunki – mówi słodkim głosem.

Tak słodkim jak miód.

– Tak, kochanie. Rysunki.

W końcu odpakowujemy prezent. Nawet nie zajrzałem wcześniej do środka, więc na widok wypasionej lalki z zestawem do przebierania unoszę brwi.

Poważnie, Bails? Lalka?!

Ale Lia jest zachwycona. Jej oczka niemal się świecą na widok prezentu, ogląda pudełko z każdej strony, przesuwa paluszkami po przedstawionych na odwrocie innych lalkach z tej samej serii. I wiem już, że dostanie każdą z nich.

Śmieję się cicho, bo zachwyt dziewczynki jest tak autentyczny, że aż trudno mi uwierzyć. Nie sądziłem, że lubi takie zabawki, zaufałem Bailey, ale – jak widać – spisała się na medal.

– Podoba ci się? – pytam, czym przyciągam jej uwagę.

– Tak! – odpowiada z entuzjazmem. – Cio to?

Pochylam się, by lepiej widzieć.

– Hmm… myślę, że to wózek do kompletu. Jest też łóżeczko. – Wskazuję na różowy przedmiot w okrągłym kółeczku. – Dostaniesz przy następnym spotkaniu. Co ty na to?

Przytakuje główką, a jej szeroki uśmiech roztapia moje czarne serce.

Dopiero czyjeś chrząknięcie przerywa bańkę szczęścia. Unoszę głowę i łypię na chłopaka wciąż stojącego w tym samym miejscu. Nie ruszył się nawet o cal. Czyżby z obawy, że mnie poniesie i zrobię coś, przez co moja córka mogłaby nabawić się traumy?

– Pójdę już. – Chłopak zerka na Maelle. – Pamiętaj o pracy na zajęcia.

– Oczywiście, kujonie. Odprowadzę cię. – Posyła mu uśmiech.

Obserwuję, jak oboje wychodzą z pokoju.

Zastanawiam się, o jakich zajęciach mowa. Czyżby Mae podjęła naukę? Kiedy przestałem ją obserwować, skupiała uwagę na dziecku. Jeśli tak, kto wtedy zajmuje się małą?

Maelle wraca po kilku minutach. Siada na podłodze tuż obok córki, wreszcie otwiera pudełko i tłumaczy wszystko po kolei. Lia słucha uważnie, czeka cierpliwie, a kiedy lalka trafia w małe dłonie, oczy dziewczynki rozbłyskują jak latarnie, a usta rozciągają się w szerokim, szczerym uśmiechu. Przesuwa paluszkami po gęstych, jasnych włosach, po krótkiej, kolorowej sukience, z dziecięcą fascynacją bada każdy szczegół.

– Może nadasz jej jakieś imię? – mówię po chwili. – Ty jesteś Lia, mama ma na imię Maelle, ja jestem Nerio. – Wciskam palec w swój tors. – A ona?

Mała z nadzieją spogląda na matkę, jakby szukała u niej pomocy.

– Mimi! – krzyczy podekscytowana.

Kiedy zabiera się za czesanie włosów nowej przyjaciółce, spoglądam na Maelle. Ona również na mnie patrzy, jakby próbowała rozszyfrować moje myśli.

– Więc… kim był ten chłopak? – rzucam niezbyt przyjemnie.

Dziewczyna przewraca oczami.

– To nie twoja sprawa, Nerio. Skupmy się na naszej córce. Lepiej powiedz, jak to sobie wyobrażasz. Masz zamiar wpadać bez zapowiedzi, obdarzać ją prezentami?

– Dam swojej córce wszystko, czego zapragnie – odpowiadam opanowanym tonem. Nie pozwolę wyprowadzić się z równowagi. – Mam poważne plany. Zamierzam odwiedzać ją tak często, jak to możliwe. Zamierzam zabierać ją również do siebie, może czasami na noc?

– C-co takiego? – duka, zszokowana.

– Oczywiście jeszcze nie teraz – dodaję szybko. – Najpierw musi się do mnie przyzwyczaić, poznać mnie, poczuć się w mojej obecności bezpiecznie. Będę nad tym pracował bez ustanku, z pełną mocą wejdę w buty ojca.

Mae nie odpowiada przez dłuższą chwilę. Po prostu się na mnie gapi, jakbym swój monolog wypowiedział w języku, którego nie rozumie.

– Dlaczego teraz? – pyta napiętym tonem. – Dlaczego po dwóch latach nagle się pojawiasz, skoro powiedziałam ci jasno, żebyś trzymał się od nas z daleka?

– Bo uświadomiłem sobie, że to moje dziecko. Cząstka ciebie i cząstka mnie. Bez względu na to, kim jestem, czym się zajmuję, chcę przy niej być.

Mae spogląda na dziewczynkę. Lia zajęta lalką w ogóle nie zwraca na nas uwagi. Ale ja wciąż patrzę. I zastanawiam się, jak mam ją do siebie przekonać, jak mam ją ze sobą oswoić, sprawić, by mi zaufała. Boję się, że spieprzę coś po drodze, że nie spiszę się w roli ojca.

– Nie odpuścisz, prawda? – Odsuwa kosmyk włosów, który kolejny raz spada jej na policzek. – To nie jest jednorazowa wizyta? Naprawdę zamierzasz wrócić do naszego życia.

– Nigdy nie powinienem był odchodzić – wyznaję pewnie. – Nie powinienem był cię posłuchać, ale czasu nie cofnę. Mogę za to być przy niej teraz.

Widzę po wyrazie twarzy dziewczyny, że te informacje nie są czymś, co chciała usłyszeć. Pewnie miała nadzieję na jednorazowy przebłysk z mojej strony, lecz nic bardziej mylnego. Lepiej, by Mae zaczęła współpracować, zamiast ze mną walczyć. Upór jej się nie opłaci.

– Po tym, co widziałam… – Kręci głową, jakby wracała wspomnieniami do dnia, który okazał się początkiem końca. – Nie wiem, czy chcę, żebyś był blisko niej.

Wzdycham, a potem przecieram twarz dłońmi.

Uważa mnie za mordercę, tylko ten obraz został w jej głowie. Przez długie dwa lata nie wyznałem jej prawdy o sobie, ponieważ czułem, że tego nie zrozumie, a tym bardziej nie zaakceptuje. I wcale się nie pomyliłem.

To zabawne, ale utwierdził mnie w tym przekonaniu… film. Pewnego wieczoru przy kolacji i lampce wina trafiliśmy na seans z wątkiem mafijnym. Dużo krwi, strzelanin, porwań, morderstw. Mae mocniej się we mnie wtedy wtuliła i szepnęła: Jak można potem normalnie żyć? Budzić się rano i patrzeć w lustro ze świadomością, co się zrobiło? To straszne, że ludzie zabijają tak swobodnie, bez wyrzutów sumienia.

Skoro przestraszyła się głupiego filmu, jak miałaby pogodzić się z prawdą?

Tego dnia dotarło do mnie, jak bardzo jest od tego świata daleko. Jak bardzo nie rozumie, że on istnieje naprawdę – i jednocześnie jak blisko niego się znajduje.

– Żałuję, że byłaś tego świadkiem – mówię, na co prycha, kręcąc głową. – Nie powinnaś była widzieć, jak zabijam, ale stało się. Nie zmienię przeszłości, a moja przyszłość to Umbra, od tego nie mogę uciec. Ale wiedz, że zaopiekuję się wami. Będziecie bezpieczne.

– Jaką mam gwarancję, co? Skąd możesz wiedzieć, czy twoi wrogowie nie zechcą zaatakować i zemścić się na bliskich ci osobach?

Trafia w sedno. Nie mam takiej pewności, nigdy nie będę jej miał. Ten świat rządzi się swoimi prawami, dla niektórych rodzina to idealny wabik, okazja do wykorzystania, by naruszyć twardą skorupę członka Umbry. Jednak odkąd wojna z Camorrą została zażegnana, ataki zdarzają się bardzo rzadko – nie licząc akcji z Silasem.

– Nie masz innego wyjścia, jak mi zaufać.

– Zaufać? Cholera, Nerio… – sapie, oburzona. – Jak mam to zrobić? Twój świat to zupełnie inna bajka, dlatego chciałam chronić przed nim Lię. Jeśli coś jej się stanie…

– Nie stanie się, obiecuję. – Ujmuję jej dłoń i delikatnie zaciskam palce. Mae sztywnieje, ja również, zaskoczony własnym odruchem, lecz nie cofam ręki. Zamiast tego trzymam dziewczynę pewniej, jakbym bał się stracić ten moment, zanim zdążę go naprawdę poczuć, i patrzę w oczy, które kiedyś mnie kochały. – Obiecuję, że jej ani tobie nie stanie się krzywda.

Maelle odwraca wzrok. Wbija go w ścianę, lecz doskonale widzę w jej oczach łzy.

Wiem, że się boi. Wiem, że martwi się o naszą córkę.

Ale naprawdę musi mi zaufać.

***

Gdy wracam do domu, zapada już zmierzch. Spędziłem z Maelle i Lią prawie pół dnia, a kiedy mała zasnęła zmęczona, postanowiłem się ulotnić, chociaż tak naprawdę nie byłem na to jeszcze gotowy.

To zaskakujące, jak dobrze czułem się w towarzystwie córki. Obserwowałem ją niczym sokół, uczestniczyłem w zabawie, ułożyłem dla niej wielką wieżę z klocków, a ona miała radochę z rozwalenia konstrukcji. Zauważyłem również, że Lia jest bardzo… otwarta. Okazała zawstydzenie jedynie na początku, ale jak tylko się rozkręciła, zniknęły wszelkie bariery. Pozwoliła mi nawet nosić się na barana! Nie spodziewałem się tego, ale Mae przyznała, że mała nie ma problemu w nawiązywaniu kontaktów, chętnie poznaje nowych ludzi, a jeśli ktoś poświęca jej czas i ją zabawia, jest wręcz wniebowzięta.

Nie poruszyłem więcej tematu tego chłystka, co nie znaczy, że zamierzam odpuścić. Kiedy tylko wyszedłem z budynku, napisałem do Chase’a, by znalazł mi wszystko na przyjaciela Maelle, chociaż wiem o nim jedynie, że ma na imię Finn. Lepiej dla niego, by miał czystą kartotekę, inaczej dostanie bana na przebywanie w pobliżu mojej córki. Przy Mae zresztą też.

Jestem ciekaw, czy Maelle kogoś ma. Nie powinno mnie to obchodzić, a jednak niewiedza drapie od środka jak cholera. Widok tej dziewczyny obudził we mnie coś, co dawno uznałem za martwe – coś, co zakopałem głęboko, z przekonaniem, że już nigdy tego nie odkopię. Dlaczego moje serce biło w jej obecności tak szybko? Dlaczego wystarczyło jej spojrzenie, by wróciły wspomnienia chwil, które razem spędziliśmy?

To nie jest dobry znak. Wręcz przeciwnie… Mam solidne kłopoty.

Zdejmuję kask, odwieszam go na kierownicę i schodzę z motocykla. Zanim jednak ruszam w stronę domu, dostrzegam idącą w moim kierunku Bailey. Opieram tyłek o siedzenie, zakładam ramiona na torsie i czekam, aż dziewczyna do mnie dołączy. Odnoszę dziwne wrażenie, że czekała przez cały dzień, aby wreszcie mnie wypytać.

– I jak poszło? – rzuca prosto z mostu, darując sobie powitanie.

– Cześć, Bails. Ciebie też miło widzieć.

– Tak, tak… cześć. Jak poszło? – powtarza, a ja parskam śmiechem.

Jest niemożliwa!

Nie odpowiadam od razu, by potrzymać ją trochę w niepewności. Przystępuje z nogi na nogę, w jej oczach dostrzegam ciekawość, ale im dłużej milczę, tym Bailey coraz bardziej się niecierpliwi. Wreszcie łypie na mnie gniewnie, dając mi nieme ostrzeżenie.

– Dobra, dobra, nie zabijaj mnie wzrokiem. Poszło… dobrze. Tak myślę.

– Tak myślisz? – Ściąga brwi. – Coś więcej? Jak zareagowała Maelle? A Lia?

– Cóż, Mae najchętniej wyrzuciłaby mnie za drzwi, a potem zaryglowała je na wszystkie zamki, jakie tylko ma, a mała… mała zareagowała lepiej, niż się spodziewałem. Jest bardzo kontaktowa. Wstydziła się może przez pierwsze dwie minuty, później poszło z górki.

Na ustach Bails pojawia się czuły uśmiech.

– O rany! Nie masz pojęcia, jak się cieszę! – Przyciska dłonie do ust i niemal podskakuje w miejscu. – Co dalej? Kiedy następne spotkanie?

– Jeśli nic mi nie wypadnie, jutro znowu zamierzam je odwiedzić.

– Wiesz, że musisz być systematyczny? – Wymierza we mnie palec. – Nie możesz pozwalać sobie na wizyty z doskoku, Nerio. To bardzo ważne, by Lia widywała cię jak najczęściej, żebyś spędzał z nią czas.

– Wiem. Tak w ogóle dziękuję za prezent. Była wniebowzięta.

– Też bym była. – Niewinnie wzrusza ramionami. – Ta lalka to hit. Sprzedaje się lepiej niż bilety na koncert Taylor Swift. Poważnie! Zapłaciłam za nią trzysta dolców!

– Co, kurwa?! Trzysta dolców za lalkę? Czy ona jest ze złota?

– Nie pytaj. – Bails macha dłonią. – To jakaś limitowana edycja.

– Musisz skołować mi całą kolekcję. Plus łóżeczko i wózek.

Zapada cisza. Żona mojego przyjaciela nie wypowiada słowa, lecz doskonale widzę chytry uśmieszek, który próbuje ukryć pod dłońmi zasłaniającymi usta.

– Cholera, tatuśku! Wszedłeś w rolę, co? – Wymierza mi kuksańca w ramię.

Przyciągam ją do siebie, aż piszczy, i obejmuję, a ona opiera głowę o mój tors.

– Dzięki. Za wszystko. Gdyby nie ty, nie wiem, czy wykonałbym ten pierwszy krok.

– Hej… to nie moja zasługa. Ja tylko cię trochę popchnęłam, resztę zrobiłeś sam. Gdybyś nie chciał jej poznać, gdyby nie obudziły się w tobie uczucia, nawet ja bym nic nie zdziałała, Nerio. – Milczę, bo ma rację. – Po prostu… – ciągnie dalej. – Czasem trzeba przestać uciekać i w końcu stanąć tam, gdzie powinieneś być od początku. W jej życiu.

Te słowa trafiają we mnie bardziej, niż chciałbym przyznać.

Maelle

Pcham przed siebie sklepowy wózek, z siedzącą w specjalnym siedzisku Lią. Wygląda na zadowoloną, rozglądając się, co rusz wskazuje palcem na towar, którego sobie życzy. Przeważnie są to jej ulubione jogurty oraz – niestety – żelki. Pod pachą trzyma Mimi, z którą nie rozstaje się od wczorajszej wizyty Nerio. Lala musiała być obecna nawet podczas kąpieli.

Nie sądziłam, że już przy pierwszym spotkaniu Lia polubi się z Nerio. Poświęcał jej całą uwagę, nosił na barana, zbudował dla niej wieżę z klocków, nawet poczytał jej książeczkę. Zaangażował się. Widziałam to na pierwszy rzut oka, co dało mi pewność, iż to nie chwilowy przebłysk, a pewne postanowienie.

Nerio Vance naprawdę wrócił do mojego życia i znowu wywraca je do góry nogami jak przy pierwszym spotkaniu, a moje głupie serce nawet po takim czasie niemal rozerwało mi pierś. Byłam na siebie zła za tę reakcję. Jego widok w ogóle nie powinien mną wstrząsnąć. Uczucia, jakimi go darzyłam, nie miały prawa wyleźć na wierzch, opuścić bezpiecznego schronu, w którym je ukryłam. Minęło dużo czasu, zapomniałam o nim… a przynajmniej próbowałam.

Jasny szlag by to wszystko trafił!

Ten koleś to chodzące problemy, to… zabójca. Nigdy nie zapomnę tego dnia w klubie, kiedy niechcący weszłam do jego biura, a on wbijał w szyję jakiegoś nieszczęśnika szpikulec do lodu. Bez wahania, bez emocji, to było morderstwo z zimną krwią. To, co zobaczyłam w jego oczach, przeraziło mnie do szpiku kości. Obojętność, pustka, całkowite wyłączenie emocji. Nie wiem, kim był w tamtym momencie, ale zdałam sobie sprawę, że muszę uciekać. Czerwone światła migały mi w głowie, alarmy wyły niczym syreny.

Uciekłam w popłochu, a on mi na to pozwolił. Oboje wiedzieliśmy, że w tamtym momencie nie mogliśmy stanąć naprzeciwko siebie. Nerio pojawił się kilka godzin później, z uśmiechem na ustach, jakby poprzednia noc nigdy się nie wydarzyła. Ale miała miejsce, a tych wydarzeń miałam już nie wymazać z pamięci.

Nie słuchałam jego wyjaśnień. Nie przyjmowałam do wiadomości słów Umbra, organizacja, prawa ręka Greysona. Próbowałam zasłonić sobie uszy, lecz Nerio w pewnym momencie związał mi ręce za plecami, bym przestała z nim walczyć. Byłam w szóstym miesiącu ciąży, przerażona na śmierć, oszukana, zdradzona. Przez dwa lata wciskał mi kit o prowadzeniu własnej firmy, nie zdradził się z niczym, co naprowadziłoby mnie na to, kim jest naprawdę. Czułam się jak idiotka, jak naiwna małolata, która wierzy we wszystko, co jej się powie. Miałam dwadzieścia lat, dziecko w drodze i faceta mordercę.

Moje spokojne życie dobiegło końca.

Musiałam odejść. Musiałam chronić córkę, która nawet się jeszcze nie urodziła. Zażądałam od Nerio odsunięcia się, wykrzyczałam, że go nienawidzę, że zniszczył nasz związek, zniszczył mnie, a on stał z wyrazem twarzy wykutym z lodu, przyjmował każdy cios, każdą obelgę. Drżałam ze strachu, z wściekłości, z żalu. Widziałam, jak mocno zaciskał zęby, jak bardzo chciał mnie unieruchomić i zamknąć mi usta. Wiele naszych kłótni kończyło się seksem – ostrym, czasami na granicy, obezwładniającym, ale wtedy nigdy bym mu na to nie pozwoliła.

Kochałam tego dupka. Oddałam mu całą siebie, swoje serce, zaufanie, a on zdeptał to wszystko butem, jakby nigdy nic dla niego nie znaczyło.

Nie próbował mnie zatrzymać. Może wiedział, że spieprzył sprawę, stracił to, co najważniejsze, i nie istniało już żadne słowo, które mogłoby to wszystko naprawić. A może tamtego dnia sądził, że da mi czas na przemyślenie sprawy i na powrót. Minęły dwa lata. Trzy miesiące po rozstaniu urodziłam Lię, która stała się dla mnie priorytetem. Przelałam na nią całą swoją miłość, by odwrócić uwagę od mężczyzny, którego nie było już w naszym życiu. Choć tamtego dnia powiedziałam mu, że go nienawidzę… prawda była znacznie bardziej okrutna. Nienawidziłam tego, że wciąż go kochałam.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moje uczucie wciąż się tli.

– Mamusiu… – Mała wskazuje palcem na mleczną kanapkę. – Kanapecka!

Wzdycham, ale ulegam. Nie karmię małej słodkim zbyt często, jednak też nie zabraniam jej włożyć do ust czegokolwiek, co zawiera cukier. Nie chcę być taką matką, bo wiem, że wyrządziłabym jej tym krzywdę. Najważniejsze, by zachować umiar.

– Nie ma sprawy. – Mrugam, a mała chichocze.

Szybko kończę zakupy, płacę, a potem wracamy do domu. Córka trzyma mnie za rękę, co rusz podskakuje, jej warkoczyki kołyszą się na boki, a z ust nie schodzi uśmiech.

Lia to bardzo pogodna dziewczynka. Często się śmieje, jakby dla niej wszystko było zabawne, mówi dużo jak na swój wiek i jest wulkanem energii. Czasami naprawdę za nią nie nadążam, choć bardzo się staram. Ale właśnie taka jest moja mała córeczka – żywiołowa, ciekawa świata, ciągle w ruchu. Chociaż czasami czuję zmęczenie, uwielbiam patrzeć, jak rośnie, odkrywa nowe rzeczy i sprawia, że nawet drobne momenty stają się wyjątkowe.

Jest moim oczkiem w głowie. Moim wszystkim.

Po dotarciu na miejsce zauważam opierającego się o ścianę budynku Finna.

Lia wyrywa dłoń z mojego uścisku, biegnie się przywitać, a chłopak podrywa ją do góry. Mała piszczy uradowana, wystawia ramiona na boki i udaje, że lata.

Ich relacja jest wyjątkowa. Finn uwielbia moją córkę.

Kiedy poznałam go rok temu, nakrzyczałam na niego. Zagapił się, wpadł na moje plecy, aż upadłam i zdarłam sobie kolana o płytę chodnikową. Przepraszał mnie przez całą wieczność, potem zaprosił na kawę i jakoś… poszło. Lubię Finna. Lubię jego poczucie humoru, troskę, to, jak się nami opiekuje. Wydaje mi się, że przez fakt, że jest gejem, ma wrażliwość większą niż inni mężczyźni, co sprawia, że jest naprawdę wyjątkowym facetem.

– Hej! – Witam go uśmiechem i cmokam w policzek. – Co tutaj robisz?

– Byłem w okolicy. Postanowiłem wpaść do moich dziewczyn.

– Super! Zapraszam na kawę. Kupiłam pyszne ciasto!

Finn porusza brwiami i z Lią na barana wchodzi do klatki. W drodze na górę w windzie rejestruję trochę napiętą atmosferę. Czuję na sobie wzrok przyjaciela, lecz gapię się w drzwi. Opowiedziałam mu trochę o Nerio, nie zdradzając żadnych szczegółów. Tego, czego byłam świadkiem, nie wyjawię nikomu. Zabiorę tę tajemnicę do grobu, bo nigdy nie byłabym w stanie zaszkodzić ojcu swojego dziecka.

Finn przechodzi do ataku dopiero po przekroczeniu progu. Upewnia się, że Lia pobiegła do swojego pokoju, i w kuchni chwyta mnie pod ramię.

– Co się wczoraj wydarzyło? – pyta, poddenerwowany.

Wyswobadzam się z lekkiego uścisku i zaczynam rozpakowywać zakupy.

– Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Sama byłam zaskoczona, ale jak widać Nerio postanowił odzyskać córkę. Nie mogę mu tego zabronić, nawet gdybym bardzo chciała.

– Ten facet cię rzucił, Mae! – przypomina, choć nie zna prawdy. – Przepłakałaś przez niego wiele nocy, pamiętasz? Opowiadałaś mi, jak cię potraktował.

Wzdycham. Wcale nie chcę wracać wspomnieniami do tamtych chwil.

– Wiem o tym. Do czego zmierzasz? – pytam, wkładając jogurty do lodówki.

– Nie pozwól ponownie namieszać sobie w głowie, kocie… – Patrząc na mnie z troską, używa słodkiego przezwiska, które nadał mi dawno temu. – Widzę, jak on na ciebie patrzy, i wierz mi, znam to spojrzenie. Dawniej w ten sam sposób patrzył na mnie Andre, dopóki nie puścił się ze współlokatorem.

– Nerio jest tutaj dla córki. Nie dla mnie – rzucam przez ramię.

– Proszę, nie okłamuj ani mnie, ani siebie. Może upłynęło sporo czasu, ale ten facet o tobie nie zapomniał. Spojrzenie, którym cię pieprzył, mówi samo za siebie.

Na wzmiankę o pieprzeniu każdy nerw w moim ciele się napina.

Stoję w drzwiach lodówki, gapię się na truskawkowy jogurt, jednak moje wspomnienia uciekają wstecz, a przed oczami niczym migawki wirują sceny, od których robi mi się gorąco. Zbliżenia z Nerio nie były słodkie, urocze, pełne wrażliwości. To był pieprzony huragan, dzikus, mężczyzna, który doskonale poznał moje ciało, wrażliwe punkty, a potem wykorzystywał je bez wahania, by doprowadzać mnie do szaleństwa.

Nigdy nie mieliśmy siebie dosyć. Zawsze byliśmy siebie spragnieni, chemia między nami była tak potężna, że każde spojrzenie, każdy dotyk, zdawały się elektryzować.

Skłamałabym, gdybym przyznała, że za tym nie tęsknię.

Nigdzie nie czułam się tak dobrze jak w ramionach Nerio. Kiedy brał mnie tak, jak lubił, kiedy widziałam w jego oczach uczucie, jakim mnie darzył, pragnęłam tylko jednego: by ta chwila trwała wiecznie, abyśmy mogli zatrzymać świat tylko dla siebie.

Dłonie Finna na moich ramionach sprowadzają mnie do rzeczywistości.

– Proszę, uważaj na niego, dobrze? Nie chcę, żebyś znowu cierpiała.

Połykam łzy, bo Finn ma rację.

Nerio już raz wyrwał mi serce z piersi.

Co powstrzyma go przed zrobieniem tego po raz drugi?

ROZDZIAŁ 3

Maelle

Po rozmowie z Finnem czuję się nieco przygnębiona, dlatego jakiś czas później zarządzam spacer. Pierwsze, co dociera do moich uszu po wyjściu z klatki, to ryk motocyklowego silnika, który zagłusza panującą w okolicy ciszę. Oboje z Finnem zamieramy zaskoczeni i obserwujemy parkującego przy krawężniku… Nerio. Niech to szlag, nie powinien wyglądać tak seksownie! Nawet po takim czasie robi na mnie ogromne wrażenie, bo moje ciało ani umysł nie zapomniały. Jak na zawołanie pod powiekami miga mi wspomnienie, jak pewnej nocy wziął mnie na tym motocyklu i pokazał, do kogo należę.

Próbuję odwrócić wzrok, przestać się gapić, jednak przegrywam z kretesem. Nerio gasi silnik, przekręca głowę, choć przez ciemną szybkę nie widzę, kogo morduje spojrzeniem, a potem zsiada z maszyny. Zsuwa kask w zwolnionym tempie, jakby dawał sobie czas na ochłonięcie. Jego wczorajsza reakcja na Finna przyprawiła mnie o gęsią skórkę, bo przez chwilę wyglądał tak, jakby w myślach już dokonywał morderstwa.

Nerio przeczesuje dłonią ciemne włosy, łypiąc na mnie spod byka. Odkłada kask na siedzenie, a Lia wyrywa się w jego kierunku. Rozchylam usta, by ją zbesztać, ale ona już jest w ramionach mężczyzny. Zadowolona, uśmiechnięta, z lalą pod pachą. Wystarczył dzień, aby skradł jej małe serduszko. Wystarczył dzień, by porzuciła wstyd, skrępowanie i oddała się zabawie ze swoim… tatą. Widok ich razem przyśpiesza bicie mojego serca.

Zawsze chciałam dla swojego dziecka takiej relacji z ojcem. By mógł przy niej być, prowadzić przez życie, wspierać w podejmowaniu decyzji, dawać jej oparcie. Sama ją tego pozbawiłam, sama przegoniłam Nerio z jej życia. Chciałam tylko, by była bezpieczna, a jeśli to wiązałoby się z wychowaniem bez ojca, może kiedyś by mi to wybaczyła. Gdyby przez Umbrę małą spotkała krzywda, gdyby ktoś kiedyś mi ją zabrał albo, co gorsze, pozbawił życia, nigdy nie byłabym w stanie normalnie funkcjonować.

– Cześć, żabko! – Nerio wita dziewczynkę całusem w policzek. – Mam coś dla ciebie.

– Lala?! – pyta podekscytowana, a jej oczka robią się wielkie jak spodki.

– Obiecałem, że dostaniesz każdą z serii. Proszę. – Ponownie wręcza małej torbę prezentową, którą ta ledwie jest w stanie udźwignąć. – Ta lala ma kolor włosów mamusi.

Oboje patrzą wprost na mnie. Rumienię się pod bacznym spojrzeniem Nerio, ale czuję również dłoń Finna na swoich plecach. Zaciska palce w pięść, niezadowolony z wizyty mojego eks. Wiem, że się o mnie martwi, ale nic nie mogę poradzić na to, że Nerio ma prawo do swojej córki. Z tym nie mogę walczyć, nawet gdybym chciała.

– Sisi! – piszczy Lia, aż Nerio się krzywi. – Ma na imię Sisi!

– Piękne! – chwali ją, pstrykając palcem w czubek noska.

– Nie ma to jak kupić sympatię dziecka prezentami – burczy cicho Finn.

Nie komentuję jego słów. Może rzeczywiście to nienajlepszy pomysł, by zarzucać Lię coraz większą ilością upominków, lecz tego też nie mogę zabronić Nerio. Wspomniał, że dostanie całą serię, więc muszę zacisnąć zęby i na to pozwolić.

– Przyjechałem w złym momencie? – pyta, patrząc mi w oczy.

– Nie. Właśnie wybierałyśmy się na plac zabaw.

– Och, wspaniale! Pobujamy się na huśtawce? – zwraca się do Lii, która energicznie przytakuje główką. – Świetnie! To chodźmy!

– Ja spadam… – wtrąca Finn. Miał pójść z nami, ale skoro pojawił się Nerio, ta opcja odpada. – Nie mogę patrzeć na tego tatusia roku. – Całuje mnie w policzek, po czym zmywa się z niesmakiem wymalowanym na twarzy.

Mam pewność, że raczej nie polubią się z Nerio… a szkoda. Finn jest częścią mojego życia, mój eks może się nią ponownie stać. Spotkania tych dwóch są nieuniknione, więc mam cichą nadzieję, że jakimś cudem panom uda się dogadać.

Niesienie prezentu przypada mnie, ponieważ moja córka woli ramiona ojca. Siedzi zadowolona, z uśmiechem od ucha do ucha, trzyma go za dłonie i obserwuje świat z wysokości prawie metra dziewięćdziesiąt. I bardzo jej się to podoba.

– Więc… studiujesz? – zagaduje Nerio, kiedy idziemy alejką w stronę parku.

– Tak. Zarządzanie i marketing – odpowiadam. – Chcę zdobyć wyższe wykształcenie, pójść do pracy.

Mężczyzna spogląda na mnie ze ściągniętymi zdziwieniem brwiami.

– Do pracy? – pyta, jakby nie był pewny, czy dobrze zrozumiał. – Przecież nie musisz pracować, Mae. Dbam o ciebie i o małą. Płacę za mało?

Owijam się ramionami, bo pieniądze to dla mnie niekomfortowy temat.

– Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu chcę się usamodzielnić. Chcę sama zadbać o potrzeby mojego dziecka. Nie chcę, żebyś mnie utrzymywał.

Mężczyzna ze złości zaciska wargi. Jego spojrzenie się zmienia, a spokój, który w nim widziałam, ulatuje w siną dal, zastąpiony przez gniew. Może się wkurzać do woli, i tak nie zmienię zdania.

Mam dwadzieścia trzy lata, nadszedł czas na zmiany. Moje życie przez ciążę nieco się skomplikowało, musiałam odłożyć plany na później. Nie będę siedzieć w domu i pachnieć tylko dlatego, że koleś przelewa mi miesięcznie prawie piętnaście tysięcy dolarów, prócz tego opłaca mój apartament i kupił mi samochód.

Do cholery, ja nawet nie potrzebuję takiej ilości pieniędzy, ale on ma to w nosie.

– A co z dzieckiem? – dopytuje ostrym tonem. – Jak ty to sobie wyobrażasz? Ona ma dopiero dwa lata. Jeśli sądzisz, że oddam ją do jakiegoś pieprzonego przedszkola, to jesteś w błędzie. – Kompletnie mnie tym zaskakuje, przez co brakuje mi słów. – Jest na to za mała. Potrzebuje mieć przy sobie rodziców, potrzebuje czułości i uwagi.

– Kontakt z innymi dziećmi jest bardzo ważny. Nie mogę jej izolować.

– To nie izolacja, to troska. Na przedszkole i szkołę jeszcze przyjdzie czas.

Docieramy na miejsce. Nerio skanuje otoczenie, jakby się upewniał, że nikt podejrzany nie kręci się w pobliżu, i dopiero wtedy stawia Lię na nogach. Mała natychmiast biegnie do piaskownicy, gdzie jest już jej ulubiony kumpel – Ollie. Macham do jego matki, siedzącej tuż obok na ławce i posyłam jej uśmiech.

Zajmuję miejsce najbliżej piaskownicy, przez cały czas mając na oku małą.

– Z kim zostawiasz Lię, jak jesteś na uczelni?

Ta rozmowa zmierza w złym kierunku. Wiem, dlaczego tak wypytuje – chce mieć pewność, że jest bezpieczna, a jej matka zachowuje się odpowiedzialnie. Wkurza mnie ta spowiedź. Chciałabym mu rzucić prosto w twarz, że mam w nosie jego troskę, skoro nie było go przy niej przez dwa lata, ale sama go skreśliłam, więc nie mogę mieć pretensji.

– Maelle! – Z sykiem kładzie mi dłoń na kolanie.

Mam wrażenie, jakby kopnął mnie prąd.

– Studiuję zaocznie – wyjaśniam. – Jestem na uczelni tylko w weekendy. Wtedy podrzucam małą do pani Whitmore.

– Kim, u licha, jest pani Whitmore?

– To moja sąsiadka – rzucam nonszalancko, wiedząc, że się zagotuje. Kiedy na niego patrzę, mam ochotę wybuchnąć śmiechem. – Clara jest dla Lii jak babcia, serio. Pieką razem pierniki, czytają książeczki, nawet rysują. To świetna niania.

Nerio uciska nasadę nosa, jakby próbował nad sobą zapanować.

Znam jego możliwości, więc naprawdę doceniam, że się stara.

– Ile lat ma pani Whitmore? – dopytuje zawzięcie.

– Jakieś… siedemdziesiąt? – Mrugam niczym niewiniątko.

Z gardła mężczyzny ucieka jęk frustracji.

Nie ma żadnych powodów do niepokoju, ponieważ Clara jest w świetnej formie. Codziennie wybiera się na rowerowe przejażdżki, pływa, uczęszcza na lekcje szermierki, więc Nerio niech lepiej uważa, bo pewnego dnia może się jej solidnie narazić.

– Kiedy masz następne zajęcia? W ten weekend?

– Nie, w przyszły. Dlaczego pytasz?

– Zabiorę wtedy Lię do siebie.

Wybałuszam oczy. Zaskakuje mnie tymi słowami, a wątpliwości natychmiast zaczynają kłębić się w mojej głowie. Czy on ma pojęcie, jaka to odpowiedzialność? Dopiero wrócił, Lia ledwie go zna, a on chce rzucić ją na głęboką wodę?

– To za wcześnie! – Chwytam go za nadgarstek. – Widzicie się zaledwie drugi raz. Nie wiemy, jak zareaguje na nowe otoczenie, może się przestraszyć! Ona… ona nigdy nie rozstaje się ze mną na dłużej niż kilka godzin co weekend. I zna tylko Clarę!

– W takim razie pozna więcej osób – oświadcza tonem, który nie zostawia pola do dyskusji. – Sama powiedziałaś, że nie chcesz jej izolować – wypomina mi. Przysięgam, nienawidzę tego dupka! – Poza tym mam tylko Greysona, Caela i Bails. Ograniczone grono.

– Bails? Kim jest Bails? – pytam szczerze zaciekawiona.

– To żona Greysona. Niedawno urodził im się syn.

– Och! – Tylko tyle jestem w stanie wydusić. Tego się nie spodziewałam, a już na pewno nie po tym mężczyźnie. – Nie sądziłam, że kiedyś do tego dojdzie. Raczej pamiętam go jako lekkoducha, który bardzo lubił przebywać w swoim klubie.

– I właśnie w tym klubie spłodził dziecko. – Nerio puszcza do mnie oczko. – Więc postanowione. Weekend Lia spędzi u mnie. Do tego czasu zamierzam być przy niej non stop.

– Czyli nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia?

Dąsam się, ale na nim nie robi to najmniejszego wrażenia.

– Jestem jej ojcem. Mam prawo decydować w równym stopniu co ty.

– No proszę, jaki z ciebie tatuś roku, Vance.

Sztywnieję, kiedy Nerio się nade mną pochyla. Przytrzymuje palcami mój podbródek, nie pozwalając mi odwrócić wzroku. Jest zbyt blisko, jego usta znajdują się o milimetry od moich, a w oczach dostrzegam znajomą żądzę. Powinnam oderwać od niego wzrok, uwolnić się z uścisku, a jednak siedzę jak sparaliżowana i chłonę bijące od mężczyzny ciepło.

Nie jest dobrze!

– Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że chcesz własnego tatusia.

Rozchylam usta, zszokowana tą odważną uwagą. Rumieniec wypełza mi na policzki. Cholera, nie wiem, czy powinnam wybuchnąć śmiechem, czy uciec jak najdalej od niego.

Na szczęście sytuację ratuje Lia. Podbiega do nas, wyjmuje z mojej torebki bidon i łapczywie wypija wodę. Wlepiam wzrok w córkę, chociaż wciąż czuję, jak moje ciało wibruje.

Nie mogę zbliżyć się do Nerio, ponownie pozwolić mu zawładnąć swoim sercem. Nie po to wykreśliłam go ze swojego życia, by teraz powitać go z otwartymi ramionami.

Nerio

Spędzamy czas na placu zabaw aż do wieczora. Zabrałem dziewczyny na obiad i lody, ale Lia chciała wrócić i jeszcze się pobawić. Dochodzi siódma, kiedy mój telefon się rozdzwania, a ja niechętnie odwracam wzrok od Mae, która buja małą na huśtawce. Te przeklęte dżinsy powinny być zakazane, bo zbyt idealnie układają się na jej tyłku. Cała jest zbyt, kurwa, idealna, co doprowadza mnie do białej gorączki.

Minęły raptem cztery dni od naszego pierwszego spotkania, a moje ciało reaguje szybciej, niż rozum zdąży wykrzyczeć „stop”. Cztery dni, a ja czuję, że wszystko, co uważałem za wygasłe, wraca ze zdwojoną siłą. Pragnienie, fascynacja, tęsknota. Wszystko się ze sobą miesza, przez co kręci mi się w głowie. Ogarnia mnie dziwny rodzaj obsesji, zaborczości, mam mord w oczach nawet wtedy, kiedy jakiś frajer z synem wrzeszczącym, jakby coś go opętało, co rusz spogląda w jej stronę.

Jest gorzej niż cztery lata temu.

Wzdycham zrezygnowany, sięgam po telefon i ściągam brwi na widok kontaktu.

– Co tam, Grey? – rzucam bez powitania.

– Przyjeżdżaj na Strip – mówi od razu, a po tonie jego głosu wnioskuję, że nie jest ciekawie. – Mamy niezły szajs, przyjacielu.

Wiedząc, że nie powie nic więcej, rozłączam się.

Chowam telefon do kieszeni spodni, po czym ruszam w stronę dziewczyn. Łypię okiem na tego frajera, który ciągle się gapi, a kiedy wyłapuje na sobie mój wzrok, nagle się peszy. Dla podkreślenia swojej pozycji zachodzę Mae od tyłu, kładę jej dłonie na talii, a ustami muskam miejsce pod uchem. Wystarczy ten jeden dotyk, by jej majtki od razu stały się mokre.

– Chryste, wystraszyłeś mnie! – piszczy zaskoczona.

– Wybacz – kajam się niezbyt przekonująco. – Niestety muszę uciekać. Wzywają mnie obowiązki – tłumaczę, mrugając do Lii. Uśmiecha się szeroko, machając nogami. – Wpadnę jutro, więc bądź gotowa…

– Raczej nas nie zastaniesz. W czwartki zawsze organizujemy z Finnem jakąś atrakcję dla małej. Tym razem wybieramy się do Shark Reef Aquarium.

Po moim, kurwa, trupie! Na pewno nie z tym chłystkiem.

– W porządku. O której mam po was przyjechać?

Maelle przekręca głowę, by spiorunować mnie spojrzeniem.

– Czego nie zrozumiałeś w zdaniu „razem z Finnem”?

Prycham, a potem odwracam dziewczynę ku sobie. Odsuwam jej włosy z twarzy i muskam kciukami policzki. Od razu zaczynają się rumienić. Tak jak dawniej.

– Nie ma czegoś takiego jak ty plus Finn. Od teraz jesteśmy ty, Lia i ja.

– Nerio… – Patrzy na mnie spojrzeniem, które dobrze znam, i wiem, co zaraz usłyszę. Problem w tym, że nie przyjmę tego do wiadomości. – Wróciłeś dla naszej córki. Tak musi pozostać. Drugi raz nic nas nie połączy, słyszysz? Nic.

– Kochasz go? – pytam nabuzowany. – Tego chłystka. Kochasz?

Przewraca oczami, jakby była zirytowana.

– Tu nie chodzi o Finna! – odpowiada oburzona i wciska mi pięść w tors. – On jest tylko moim przyjacielem. Dodam coś więcej, chociaż wcale nie muszę, ale widzę, jak na niego patrzysz. Nie chcę kłótni, Nerio, nie chcę buchającego testosteronu. Finn jest gejem.

Parskam śmiechem. Że też, kurwa, sam na to nie wpadłem! Oczywiście, że jest gejem. Ta płochliwość, nerwy, ruchy… wszystko pasuje jak ulał.

– Nie, żeby był dla mnie jakąkolwiek konkurencją – oblizuję usta, pochylam się i szepczę wprost do jej ucha: – bo i tak bym go wykosił. Co do kwestii, że nic nas nie połączy… to się dopiero okaże. Zamierzam walczyć nie tylko o Lię, ale również o ciebie.

Krzywię się, kiedy czuję wbijające mi się w ramiona paznokcie. Och, tak! Nakręca mnie tym, choć pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Pamiętam, jak uwielbiała drapać moje plecy, kiedy brałem ją na misjonarza.

– Odprowadzę was do domu. Jutro masz na mnie czekać punktualnie o trzeciej.