Tumfacek i Zbieg z Okoliczności - Jakub Garstka - ebook

Tumfacek i Zbieg z Okoliczności ebook

Jakub Garstka

5,0
24,90 zł

lub
Opis

Może zastanawialiście się kiedyś, kto sprawia, że nie potraficie znaleźć skarpetki do pary, budzą was w środku nocy stuki dobiegające z szafy albo jakaś rzecz (dajmy na to niebieska blaszana konewka) nie stoi rano tam, gdzie postawiliście ją wieczorem?

Tumfacek, Ścinek, Ółek, Szczętutka, Kopinka i bracia Mifkowie to między innymi oni są za to odpowiedzialni. Nigdy o nich nie słyszeliście? Jeszcze tylko powiedzcie, że nie wierzycie w ich istnienie, to pęknę ze śmiechu. Hmm… w takim razie nadarza się okazja, żeby poznać mieszkańców niedalekiej Okolicy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 42




Redakcja: Klaudia Golon, Anna Sarmiento

Korekta: Małgorzata Ogonowska

Ilustracje: Adam Pękalski

Projekt okładki i projekt typograficzny: Iwona Duczmal

Skład: Iwona Duczmal

Wersja elektroniczna:

© Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe (imprint Adamada)

Wydawca: Wydawnictwo Adamada

al. Grunwaldzka 411, 80-309 Gdańsk

www.adamada.pl

ISBN EPUB 978-83-8118-327-7

ISBN MOBI 978-83-8118-328-4

Gdańsk 2020. Wydanie pierwsze

W zbiorze opowiastek Tumfaceki Zbiegz Okoliczności poznasz, drogi czytelniku, osobliwych mieszkańców Okolicy:

poczciwego Tumfacka,

jego przyjaciela jęczybułę Ścinka,

inżynierów lekkoduchów braci Mifków,

młodszą podkradaczkę skarpet Szczętutkę,

wietrzącą we wszystkim nadciągający koniec świata Kopinkę,

Ółka Meblotrzeszcza

i mrowie innych niecodziennych postaci. Są to niewielkie, pocieszne futrzaste stworzonka, zamieszkujące jamki, schowki na grabie, dziuple, meblościanki, norki, solne domki i wszelkie zakamarki, o których nigdy byś nie pomyślał, że nadają się do zamieszkania.

Wzdłuż cicho płynącej rzeczki przechadzał się Tumfacek. Spoglądał w stronę wartkiego nurtu, kopiąc leżące na brzegu kamienie, które wpadając do wody, pozostawiały na jej powierzchni powiększające się kręgi. Tumfacek był zamyślony – zastanawiał się, jaki prezent podarować przyjacielowi na urodziny. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że wszystkie tumfacki, nie tylko Tumfacek, to stworzonka bardzo oddane i chętne do sprawiania innym przyjemności.

Tymczasem Ścinek, przyjaciel Tumfacka, był mistrzem wymyślnej krytyki i wynajdywania problemów tam, gdzie nigdy ich nie było, choćby nie wiadomo jak bardzo uważnie się ich szukało. Ścinkowi bardzo trudno było dogodzić i Tumfacek wiedział, że każdy prezent, nawet jeżeli go ucieszy, sprowokuje ciąg marudnych komentarzy.

”Zatem w gruncie rzeczy wszystko jedno!” – pomyślał zadowolony z rozwiązania łamigłówki i przyklasnął, czym wystraszył ukryte w szuwarach zmiątko.

”Ależ to straszne!” – pomyślało zmiątko i podreptało prędko w przeciwnym kierunku, furkocząc uszami.

Tumfacek dziarskim krokiem ruszył w stronę swojej jamki, mając nadzieję, że w drodze natknie się na coś, co mógłby wręczyć przyjacielowi. Nie przeszedł nawet stu kroków, gdy coś przykuło jego uwagę. Nieopodal drogi leżał zmięty szary kapelusz. Tumfacek podniósł go i dokładnie obwąchał. Zastrzygł wąsikami i odłożył na pobliski krzak.

– Zbyt pretensjonalny – oświadczył uczenie, nie wiedząc w istocie, co to słowo oznacza. Liczył jednak, że usłyszy go jakiś mieszkaniec Okolicy i pomyśli: ”Och, ależ mądry ten Tumfacek! No, no!”, i wskaże go palcem dziecku, które zapamięta go jako Tego Mądrego w Okolicy. Ale w pobliżu nie było nikogo i nasz bohater zmienił tylko swoje własne wyobrażenie o sobie.

Niestety, na drodze do jamki oprócz porzuconego egzemplarza nakrycia głowy Tumfacek nie znalazł już nic interesującego, oczywiście poza piaskiem, trawą, kępkami perzu, krzakiem jeżyn i jarzębiną stojącą tuż obok wejścia do jamki.

Jamka nie była zbyt przestronna, sprawiała za to wrażenie przytulnej. Otwór w ziemi prowadził do komory wypełnionej przeróżnymi fatałaszkami, drobiazgami i błahostkami, czasem zdecydowanie zbyt dużymi, by mogły tam zostać wepchnięte przez jedyne wejście, jakie jamka miała.

Uwagę Tumfacka przykuła niebieska konewka, stojąca w kącie zaraz obok fajansowego talerzyka, miseczki i imbryka z urwanym uchem. ”To jest właśnie to, czego szukałem” – pomyślał i chwycił blaszany zbiornik, by wynieść go na zewnątrz. Na próbach przepchnięcia go przez otwór wejściowy spędził dobry kwadrans, stukając konewką o ściany i powodując Wielkie Hałasy. Wszystkie próby kończyły się porażką, bo długa rura odpływowa przeszkadzała w dopasowaniu naczynia do kształtu otworu w jamce. Tumfacek kręcił, obracał i manipulował konewką, aż wreszcie zdecydował się wygiąć część najbardziej psującą jego plany i wreszcie wydostał się na zewnątrz. Ucieszyło go to bardzo, radość z małych powodzeń leżała bowiem w jego naturze.

Ciągnąc konewkę za sobą – a warto zaznaczyć, że była ona niemal tak duża jak Tumfacek – ruszył przez las na urodzinową zabawę do swego przyjaciela.

Ścinek mieszkał w starym ceglanym budynku, który kiedyś mógł służyć za schowek na grabie. Budynek cały był obrośnięty bluszczem, o który to bluszcz Ścinek dbał bardzo. Wewnątrz siedziało już kilkoro znajomych Tumfacka: Ółek, Szczętutka, czworaczki Mifkowie – Gacek, Wacek, Jacek i José Manuel de Silva, mała Kopinka, która właśnie kończyła ustawiać świeczki na torcie swoimi płetwiastymi łapkami, oraz oczywiście sam Ścinek. Tumfacek przywitał się ładnie, złożył solenizantowi życzenia i wręczył mu prezent.

Ółek dał Ścinkowi dorodną petunię, bracia Mifkowie podarowali mu pudełko wyśmienitych ołówków, a Kopinka przygotowała tort i balony na przyjęcie. Od Szczętutki otrzymał torbę kolorowych skarpet różnego rozmiaru, Szczętutka pracowała bowiem w pralni jako młodsza podkradaczka skarpet.

– Ależ one wszystkie są nie do pary! – żachnął się Ścinek.

– Nie da rady inaczej – odpowiedziała Szczętutka. – Ciekawe, co by się działo, gdyby skarpety ginęły parami, zamiast pojedynczo?!

– Koniec świata – skomentowała Kopinka.

Z wszystkich prezentów Tumfackowa konewka zrobiła na Ścinku zdecydowanie największe wrażenie.

– Nie podoba mi się. Jest za duża, za ciężka, a blacha pewnie prędko zardzewieje. Kto to widział, by coś, w czym przechowuje się wodę, robić z blachy? Chyba już wolałbym taką z papieru. Tak, papier jest lekki i zdecydowanie nie rdzewieje. Może zdążę chociaż raz podlać mój bluszcz, zanim ta konewka rozpadnie się na kawałki.

Na pokrzywioną rurę w ogóle nie zwrócił uwagi. Znaczyło to ni mniej, ni więcej, że bardzo się ucieszył.

Zaczęli wypytywać Ółka o najnowsze wieści, jako jedyny mieszkał bowiem w mieście, gdzie zajmował się meblami, a dokładnie: przesiadywaniem w nich i wydawaniem stanowczych i nagłych dźwięków w środku nocy. Wiedział więc co nieco o wielkim świecie.

– Ostatnio, kiedy