Trylogia - Jon Fosse - ebook
NOWOŚĆ

Trylogia ebook

Jon Fosse

0,0

37 osób interesuje się tą książką

Opis

Poruszająca powieść norweskiego noblisty o niesprawiedliwości, zbrodni i odkupieniu.

Para zakochanych, Asle i Alida, przybywa do Bjørgvin, by znaleźć miejsce, w którym mogliby znaleźć pracę i zacząć wszystko od nowa. Alida jest w zaawansowanej ciąży, Asle zaś zrobi wszystko, by nie musiała spędzić nocy w deszczu na przejmującym zimnie. Nikt jednak nie chce udzielić schronienia podejrzanej parze, spodziewającej się w dodatku nieślubnego dziecka.

We dwoje snują się bez końca po bjørgvińskich uliczkach, zmuszeni do stawienia czoła obojętności i zamkniętym drzwiom, a ich miłość – w tym gniewnym dialogu z tradycją biblijnej przypowieści – zostaje poddana próbie, przy której blakną wspomnienia o dawnym szczęściu.

ZaTrylogię, zaliczaną do jego najważniejszych powieści, Jon Fosse otrzymał w 2015 roku Nagrodę Literacką Rady Nordyckiej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 211

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jon Fosse

Trylogia

Z norweskiego przełożyła

Iwona Zimnicka

ArtRage Warszawa 2026

Niespanie

I

Asle i Alida krążyli po ulicach Bjørgvin, Asle na plecach dźwigał dwa tobołki ze wszystkim, co posiadali, a w garści ściskał kuferek ze skrzypkami, które odziedziczył po swoim ojcu, Sigvaldzie, Alida zaś niosła dwie siatki z jedzeniem, a krążyli po ulicach Bjørgvin już od kilku godzin, próbując znaleźć jakieś schronienie, ale wynajęcie jakiegokolwiek mieszkania wydawało się niemożliwe, nie, mówiono, nie mamy niestety żadnego pokoju do wynajęcia, nie, mówiono, to, co mieliśmy do wynajęcia, już wynajęliśmy, tak mówiono, więc Asle i Alida musieli dalej krążyć po ulicach, pukać do drzwi i pytać, czy nie mogliby wynająć jakiegoś pokoju w tym domu, ale w żadnym z domów nie było pokoju do wynajęcia, gdzie więc się mieli podziać, gdzie znaleźć schronienie przed zimnem i ciemnością, teraz, późną jesienią, gdzieś musieli wynająć jakiś pokój, dobrze przynajmniej, że nie padało, ale pewnie niedługo zacznie, więc nie mogli po prostu dalej tak krążyć, no ale czemu nikt nie chciał ich do siebie przyjąć, czyżby dlatego, że widać było, że Alida wkrótce będzie rodzić, to mogło nastąpić w każdej chwili, tak wyglądała, a może dlatego, że nie mieli ślubu, nie można ich zatem było uznać za prawdziwe małżeństwo i w ogóle za porządnych ludzi, no ale czy ktoś mógł to po nich poznać, nie, to chyba niemożliwe, a może jednak, no bo musiała być jakaś przyczyna, dla której nikt nie chciał ich przyjąć pod swój dach, ale przecież to nie tak, że Asle i Alida nie chcieli się pobrać i dlatego nie pobłogosławił ich pastor, jakże mogli znaleźć na to czas i sposobność, mieli zaledwie po siedemnaście lat, więc oczywiście jeszcze nie zdobyli tego, czego trzeba, żeby wyprawić wesele, ale zamierzali, gdy tylko to zdobędą, pobrać się porządnie, tak żeby był i pastor, i kucharz, i wesele, i muzykant, i wszystko, co przystoi, ale na razie musieli obyć się bez tego, musiało być, jak było, i właściwie tak było dobrze, no ale dlaczego nikt nie chciał ich przyjąć do siebie, co ludziom w nich nie pasowało, może pomogłoby im myślenie, że są sobie poślubieni, że są mężem i żoną, no bo gdyby sami tak myśleli, innym z pewnością trudniej byłoby po nich poznać, że idą przez życie jako grzesznicy, no ale pukali już do tylu drzwi i nikt z tych, których pytali o schronienie, nie chciał ich przyjąć pod swój dach, i nie mogą dalej tak chodzić, już się zmierzcha, jest późna jesień, i ciemno, i zimno, i niedługo pewnie zacznie padać

Taka jestem zmęczona, mówi Alida

i zatrzymują się i Asle patrzy na Alidę i nie wie, co ma jej powiedzieć na pociechę, bo już tyle razy pocieszali się mówieniem o dziecku, które ma się urodzić, o tym, czy to będzie dziewczynka, czy chłopiec, tak, rozmawiali o tym i Alida uważała, że z dziewczynkami jest łatwiej, a on uważał odwrotnie, że łatwiej jest z chłopcami, ale wszystko jedno, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, oni i tak będą się cieszyć i będą wdzięczni za to dziecko, którego rodzicami już niedługo zostaną, tak mówili, i pocieszali się myślą o dziecku, które już niedługo się urodzi. Asle i Alida krążyli po ulicach Bjørgvin. I do tej pory właściwie aż tak bardzo nie przejmowali się tym, że nikt ich nie chce do siebie przyjąć, w końcu na pewno jakoś się ułoży, z pewnością wkrótce znajdzie się ktoś, kto wynajmie im nieduży pokoik, w którym będą mogli pomieszkać przez jakiś czas, musi się ułożyć, bo przecież w Bjørgvin jest tyle domów, małych domów i dużych domów, nie tak jak w Dylgji, gdzie było tylko kilka gospodarstw i kilka domków rybackich nad morzem, ona, Alida, była córką Herdis z Urwiska, jak mówiono, pochodziła z niedużego gospodarstwa w Dylgji i tam się wychowała, przy matce Herdis i siostrze Oline, odkąd ojciec Aslak zniknął, żeby już nigdy nie wrócić, kiedy Alida miała trzy lata, a jej siostra Oline pięć, no i Alida nie zachowała żadnego wspomnienia o ojcu, pamiętała tylko jego głos, bo wciąż miała ten głos w uszach, te wielkie uczucia dźwięczące w jego głosie, ten jasny, wyraźny i szeroki rejestr, no ale nic więcej nie zostało jej po ojcu Aslaku, bo nie pamiętała wcale, jak wyglądał ani w ogóle nic innego, jedynie jego głos, kiedy śpiewał, tylko tyle jej zostało po ojcu. A on, Asle, wychował się w jednej z szop na łodzie w Dylgji, w której na strychu urządzono malutkie mieszkanie, tak się wychowywał, przy matce Silji i ojcu Sigvaldzie, aż do pewnego dnia, kiedy nadciągnął nagle jesienny sztorm i ojciec Sigvald przepadł na morzu, łowił za wyspami na zachodzie i łódź zatonęła właśnie tam, za wyspami, za Wielką Kamienną. A matka Silja i Asle zostali w Szopie na Łodzie sami. Ale wkrótce po zaginięciu ojca Sigvalda matka Silja zaczęła chorować, coraz bardziej chudła, aż wychudła tak, że przez jej twarz dało się jakby spojrzeć na wskroś, do samiutkich kości, jej wielkie niebieskie oczy stawały się coraz większe, aż zajęły prawie całą twarz, tak przynajmniej wydawało się Aslemu, a jej długie brązowe włosy stawały się coraz rzadsze i coraz suchsze, aż w końcu pewnego ranka nie wstała i Asle znalazł ją martwą w łóżku. Matka Silja leżała, a te swoje wielkie niebieskie oczy miała otwarte i patrzyła w bok, w to miejsce, gdzie powinien leżeć ojciec Sigvald. Długie cienkie brązowe włosy prawie całkiem zakrywały jej twarz. Matka Silja leżała martwa. To było już ponad rok temu, kiedy Asle miał mniej więcej szesnaście lat. I w życiu został mu jedynie on sam i tych kilka sprzętów w Szopie na Łodzie, no i skrzypki po ojcu Sigvaldzie. Asle zostałby sam, zupełnie sam, gdyby nie Alida. Kiedy zobaczył matkę Silję leżącą tak ostatecznie martwą, potrafił myśleć tylko o Alidzie. O jej czarnych włosach, o jej czarnych oczach. O wszystkim w niej. Miał Alidę. Teraz Alida była jedynym, co mu zostało. Tylko o tym mógł myśleć. Asle przysunął dłoń do zimnej białej twarzy matki Silji i pogładził ją po policzku. Teraz miał już tylko Alidę. O tym myślał. No i miał skrzypki. O tym też myślał. Bo ojciec Sigvald był nie tylko rybakiem, lecz również zdolnym muzykantem i właśnie on grał na każdym weselu w całym regionie Ytre Sygn, tak było przez wiele lat, a jeśli urządzano gdzieś tańce w letni wieczór, to też przygrywał ojciec Sigvald. Swego czasu przybył do Dylgji ze wschodu, żeby zagrać na weselu gospodarza z Leite, i tak się poznali z matką Silją, ona tam służyła i podawała do stołu podczas wesela, a ojciec Sigvald grał. Tak się poznali, ojciec Sigvald i matka Silja. I matka Silja zaszła w ciążę. I urodziła Aslego. A ojciec Sigvald, żeby utrzymać siebie i rodzinę, najął się u pewnego rybaka z wysp, z Wielkiej Kamiennej, i w ramach zapłaty Sigvald i Silja mogli mieszkać w Szopie na Łodzie, którą ten rybak miał w Dylgji. I tak muzykant, ojciec Sigvald, został też rybakiem i zamieszkał w Dylgji w Szopie na Łodzie. Tak to było. Tak się to ułożyło. A teraz i ojciec Sigvald, i matka Silja odeszli. Odeszli na zawsze. I Asle z Alidą krążyli po ulicach Bjørgvin, a wszystko, co mieli, Asle niósł w dwóch tobołkach na plecach, no i miał też kuferek ze skrzypkami po ojcu Sigvaldzie. Było ciemno i zimno. Alida i Asle pukali już do wielu drzwi, prosząc o dach nad głową, a w odpowiedzi słyszeli tylko, że to niemożliwe, że nie ma nic do wynajęcia, że ten pokój, który był do wynajęcia, jest już wynajęty, nie, nie wynajmują, nie ma takiej potrzeby, takie odpowiedzi padały, Asle z Alidą idą więc dalej, zatrzymują się, patrzą na jakiś dom, może tam będzie mieszkanie do wynajęcia, ale czy starczy im śmiałości, żeby zapukać i do tych drzwi, pewnie znów w odpowiedzi usłyszą nie, znów to samo, no ale nie mogli przecież tylko tak krążyć po ulicach, musieli się odważyć i zapukać, spytać, czy jest jakiś pokój do wynajęcia, oczywiście, lecz ani Asle, ani Alida nie mieli dość odwagi, żeby jeszcze raz przedstawiać sprawę, z jaką przyszli, i jeszcze raz usłyszeć, że nie, to niemożliwe, już i tak jest pełno, coś w tym rodzaju, no i może popełnili błąd, kiedy zabrali cały swój dobytek i popłynęli łodzią do Bjørgvin, no ale co innego mogli zrobić, czy mieli zamieszkać w domu matki Herdis na Urwisku, chociaż ona ich tam nie chciała, bo gdyby tylko mogli dalej mieszkać w Szopie na Łodzie i mieli tam jakąś przyszłość, to zapewne by tam zostali, ale któregoś dnia Asle zobaczył, że ktoś mniej więcej w jego wieku podpływa do Szopy, zwija żagle i cumuje przy brzegu koło Szopy, a potem idzie w stronę Szopy, i po chwili rozległo się pukanie do drzwi, i kiedy Asle otworzył, a tamten chłopak przestał już chrząkać, to oświadczył, że to on jest właścicielem Szopy na Łodzie, odkąd jego ojciec przepadł na morzu razem z ojcem Aslego, no i że teraz sam tej Szopy potrzebuje, tak więc Asle i Alida oczywiście nie mogą tu mieszkać, muszą spakować to, co jest ich własnością, i poszukać sobie innego mieszkania, tak to wygląda, powiedział, a potem usiadł na łóżku koło Alidy, która tam siedziała z tym swoim wielkim brzuchem, więc Alida wstała i podeszła do Aslego, a wtedy tamten chłopak wyciągnął się na łóżku, powiedział, że jest zmęczony i że musi trochę odpocząć, tak powiedział, no i Asle popatrzył na Alidę i podeszli do klapy w podłodze i ją unieśli. A potem zeszli po schodach i chwilę później stanęli przed Szopą. Alida z tym swoim wielkim, ciężkim brzuchem i Asle

Teraz nie mamy gdzie mieszkać, powiedziała Alida

a on nie odpowiedział

No ale to przecież jego szopa, więc nic się na to nie poradzi, powiedział Asle

Nie mamy gdzie mieszkać, powiedziała Alida

Jest późna jesień, ciemno i zimno, musimy gdzieś mieszkać, powiedziała

i dalej stali, nic do siebie nie mówiąc

No i ja niedługo będę rodzić, mogę urodzić w każdej chwili, mówi Alida

Tak, mówi Asle

A nie mamy gdzie się podziać, mówi Alida

i siada na ławce pod ścianą Szopy, na ławce, którą sklecił ojciec Sigvald

Powinienem go zabić, mówi Asle

Nie mów tak, mówi Alida

a Asle podchodzi i siada na ławce koło Alidy

Zabiję go, mówi

Nie, nie, mówi Alida

Tak to już jest, jedni coś mają, a drudzy nie mają nic, mówi

I ci, którzy mają, rządzą tymi, którzy nie mają, takimi jak my, mówi

No tak, tak jest, mówi Asle

I tak musi być, mówi Alida

Pewnie tak, mówi Asle

i Alida z Aslem dalej tak siedzą na ławce, nic do siebie nie mówiąc, a po jakimś czasie przychodzi ten, który jest właścicielem Szopy, i mówi, żeby spakowali swoje rzeczy, bo teraz to on mieszka w Szopie, mówi, i nie chce ich tu widzieć, przynajmniej Aslego, mówi, natomiast Alida, tak, ona ciągle może tutaj mieszkać, zwłaszcza że wygląda jak wygląda, mówi, on za parę godzin wróci i wtedy ma ich już tu nie być, przynajmniej Aslego, mówi, a potem idzie do swojej łodzi i odwiązując cumę, mówi, że płynie tylko do kramarza, a kiedy wróci, Szopa ma być pusta i gotowa, bo już dziś będzie tu nocował, no tak, może z Alidą, gdyby ona tego chciała, mówi i odpycha się od brzegu, podnosi żagiel i łódź odpływa na północ wzdłuż lądu

Pójdę pakować, mówi Asle

Ja ci mogę pomóc, mówi Alida

Nie, ty idź do domu, na Urwisko, idź do matki Herdis, mówi Asle

Może dziś będziemy mogli tam przenocować, mówi

Może, mówi Alida

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Kontakt:

[email protected]

Z prozy współczesnej w ArtRage do tej pory ukazały się:

Verena Kessler

Duchy z miasteczka Demmin

w tłumaczeniu Małgorzaty Gralińskiej

Victoria Kielland

Moi mężczyźni

w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej

Nona Fernández

Strefa mroku

w tłumaczeniu Agaty Ostrowskiej

Aleksandra Pakieła

Oto ciało moje

Margaryta Jakowenko

Przemieszczenie

w tłumaczeniu Agaty Ostrowskiej

Charles Yu

Ucieczka z Chinatown

w tłumaczeniu Agi Zano

Andrea Abreu

Ośli brzuch

w tłumaczeniu Agaty Ostrowskiej

Linn Strømsborg

Nigdy, nigdy, nigdy

w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej

Mohamed Mbougar Sarr

Bractwo

w tłumaczeniu Jacka Giszczaka

Claudia Salazar Jiménez

Krew o świcie

w tłumaczeniu Tomasza Pindla

Jessica Au

Mógłby spaść śnieg

w tłumaczeniu Agi Zano

Kjersti Anfinnsen

Chwile wieczności

w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej

Jonas Eika

Po słońcu

w tłumaczeniu Macieja Bobuli

Aleksandra Tarnowska

Wniebogłos

Nick Cave

Gdy oślica ujrzała anioła

w tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego

Sebastian Barry

Tysiąc księżyców

w tłumaczeniu Krzysztofa Cieślika

Adda Djørup

Kot Bułhakowa

w tłumaczeniu Zuzanny Zywert

Michał Michalski

Gruby

Linn Strømsborg

Kurwa, kurwa, kurwa

w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej

Santiago Roncagliolo

Noc szpilek

w tłumaczeniu Tomasza Pindla

Cristina Morales

Lektura uproszczona

w tłumaczeniu Katarzyny Okrasko i Agaty Ostrowskiej

Sebastian Barry

Po stronie Kanaanu

w tłumaczeniu Katarzyny Makaruk

Merethe Lindstrøm

Dni w historii ciszy

w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej

Marta Hermanowicz

Koniec

Aki Ollikainen

Sielanka

w tłumaczeniu Justyny Polanowskiej

Chiang-Sheng Kuo

Stroiciel fortepianów

w tłumaczeniu Katarzyny Sarek

Jarek Skurzyński

Zły syn

Sebastian Barry

Czas starego Boga

w tłumaczeniu Agi Zano

Arturo Pérez-Reverte

Szachownica flamandzka

w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego

Michał Trusewicz

Plemię

Oliver Lovrenski

Jak byliśmy młodsi

w tłumaczeniu Karoliny Drozdowskiej

Juan Cárdenas

Diabeł z prowincji

w tłumaczeniu Katarzyny Okrasko

Maren Uthaug

11%

w tłumaczeniu Joanny Cymbrykiewicz

Karina Sawaryna

Wynik negatywny

w tłumaczeniu Katarzyny Fiszer

Arturo Pérez-Reverte

Ostatnia zagadka

w tłumaczeniu Katarzyny Okrasko

Sebastian Barry

Tak daleko od domu

w tłumaczeniu Tomasza S. Gałązki

Louise Erdrich

Rzeka Czerwona

w tłumaczeniu Agnieszki Walulik

John Darnielle

Wilk w białej furgonetce

w tłumaczeniu Agi Zano

Sebastian Barry

Tymczasowy dżentelmen

w tłumaczeniu Agnieszki Walulik

Mia Couto

Lunatyczna kraina

w tłumaczeniu Michała Lipszyca

Brenda Navarro

Puste domy

w tłumaczeniu Agaty Ostrowskiej

Alexis Wright

Księga łabędzi

w tłumaczeniu Agi Zano

Mircea Cărtărescu

Solenoid

w tłumaczeniu Joanny Kornaś-Warwas

Santiago Roncagliolo

Czerwony kwiecień

w tłumaczeniu Tomasza Pindla

Aleksandra Tarnowska

Niedźwiedź, syn niedźwiedzia

Maren Uthaug

88%

w tłumaczeniu Joanny Cymbrykiewicz

Louise Erdrich

Okrągły dom

w tłumaczeniu Agnieszki Walulik

Sebastian Barry

Przypadki Eneasa McNulty’ego

w tłumaczeniu Dawida Czecha

Lutz Seiler

Gwiazda 111

w tłumaczeniu Doroty Stroińskiej

Tytuł oryginału: Trilogien

Redaktor inicjujący: Krzysztof Cieślik

Redaktor prowadzący: Michał Michalski

Opieka techniczna: Szczepan Kulpa

Opieka promocyjna: Paula Czubaj

Projekt okładki: Kamil Rekosz

Projekt makiety: Mimi Wasilewska

Redakcja: Maria Wirchanowska

Korekta: Michał Trusewicz

© Copyright Jon Fosse, 2014

© Copyright for the Polish edition by ArtRage, 2026

© Copyright for the Polish translation by Iwona Zimnicka, 2026

This translation has been published with the financial support of NORLA, Norwegian Literature Abroad

Wydawnictwo ArtRage

wydawnictwo.artrage.pl

Wydanie pierwsze, Warszawa 2026

ISBN 978-83-84320-17-4

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek