Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Filozoficzna błyskotliwość i teologiczny zdrowy rozsądek św. Tomasza z Akwinu od wieków budzą powszechny podziw. Profesor Peter Kreeft, autor Teologii w praktyce, zachwycił się również praktycznym wymiarem mądrości Akwinaty. Z arcydzieła św. Tomasza – liczącej 4 tysiące stron Summy teologicznej – wybrał 358 pożytecznych życiowych spostrzeżeń świętego i potraktował je jako odpowiedzi na pytania, które ludzie zadają sobie albo swoim duchowym przewodnikom. Odnoszą się one zarówno do kwestii zasadniczych, związanych z wiarą, jak i z pozoru trywialnych, życiowych.
Po co nam Kościół? Dlaczego Bóg pozwala na zło? W jakiej formie zmartwychwstaniemy? Czy Bóg kocha komary? Czy grzesznicy zasługują na zbawienie?
Odpowiedzi św. Tomasza zostały precyzyjnie wyłuskane z Summy przez Petera Kreefta i opatrzone jego przystępnym współczesnym komentarzem. Tym samym każda zamieszczona w książce wskazówka przekonuje nas, że teologia to nie tylko akademicka teoria dla ekspertów, lecz życiowa mądrość dla każdego wierzącego, prowadząca do prawdziwego szczęścia, czyli świętości.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 1124
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zeskanuj kod QR i przeczytaj nasz artykuł: „Pięć dróg Świętego Tomasza z Akwinu”.
Tytuł oryginału: Practical Theology: Spiritual Direction from st. Thomas Aquinas
Copyright © 2014 by Ignatius Press, San Francisco, All rights reserved. Copyright © for this edition by Fundacja Prodoteo, Warszawa 2025
Przekład – Magda Sobolewska
Tłumaczenie z języka łacińskiego cytatów ze św. Tomasza – Michał Chaberek OP
Redaktor prowadzący – Katarzyna Łopaciuk
Redakcja językowa – Katarzyna Łopaciuk
Korekta – Aneta Kanabrodzka, Dorota Pawelec
Projekt okładki i stron tytułowych – Ewa Jabłońska
Projekt graficzny książki – Stanisław Tuchołka • Panbook.pl
Skład – Elżbieta Pich
Wydanie 1
ISBN 978-83-67634-74-8
Fundacja Prodoteo ul. Wybrzeże Gdyńskie 27 01-531 Warszawawww.prodoteo.pl ebook dostępny na: contragentiles.pl/ksiegarnia
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Legenda dotycząca zapisów stosowanych przez autora i tłumaczy w cytatach z Summy teologicznej św. Tomasza:
[...] – oznaczenie opuszczonego fragmentu w cytacie
Tekst pogrubiony w nawiasie zwykłym (abcd) – tekst samego św. Tomasza wzięty w nawias, aby uczynić strukturę wielokrotnie złożonych zdań św. Tomasza jaśniejszą.
Tekst w nawiasie zwykłym (abcd) – dopowiedzenie/wyjaśnienie w tekście św. Tomasza pochodzące od autora książki, Petera Kreefta.
Tekst w nawiasie kwadratowym [abcd] – słowa uzupełniające, pochodzące od tłumacza cytatów św. Tomasza.
W rozdziałach 1–29 (czyli do kwestii 49) przy tłumaczeniu fragmentów z Summy Teologicznej św. Tomasza z języka łacińskiego posiłkowano się polskim nowym przekładem Instytutu Tomistycznego (dostępny na stronie Aquinas.cc).
Święty Tomasz napisał bardzo krótki wstęp do swojej bardzo długiej (liczącej cztery tysiące stron) Summy teologicznej. Mówi w nim, że napisał swoją Summę dla „początkujących”! Ja także zamierzam dodać krótki wstęp (choć nie tak krótki jak jego), żeby wyjaśnić, dlaczego napisałem tę dość długą książkę (choć nie tak długą jak jego) i dlaczego powinni ją czytać „początkujący”.
W ciągu wieloletniego wertowania dzieł św. Tomasza niezmiennie coraz bardziej zdumiewała mnie nie tylko jego teoretyczna, filozoficzna błyskotliwość i trzeźwość umysłu, ale także jego osobista, praktyczna mądrość; jego ukąszenie egzystencjalne. Ten pierwszy wymiar zazwyczaj jednak przyćmiewa ten drugi. Niniejszą książkę napisałem po to, by owo słońce wydobyć z zaćmienia. Wcześniej, pod tytułem Summa of the Summa opublikowałem opatrzoną komentarzem antologię czysto racjonalnej, filozoficznej mądrości św. Tomasza, wyłuskanej z szerszego teologicznego kontekstu wiary i objawienia Bożego. W tym miejscu staram się zatem przywrócić równowagę, proponując łatwo przyswajalną próbkę jego o wiele większej, wybitnie religijnej mądrości.
Oto 358 porcji mądrości z Summy teologicznej, arcydzieła św. Tomasza, dosłownie cenniejszych niż wszystkie królestwa świata, bo stanowiących pomoc w zyskaniu „tylko jednego” – summum bonum, czyli największego dobra, ostatecznego celu i sensu życia, który ma wiele nazw oznaczających tę samą rzeczywistość. Trzy spośród jego nazw to „bycie świętym”, „szczęśliwość nieba” (najwyższe szczęście) i „zjednoczenie z Bogiem”.
Taka zasada towarzyszyła mi przy decydowaniu, których fragmentów użyć: czy pomagają one w osiągnięciu ostatecznego celu, czyli świętości, szczęścia, zjednoczenia z Bogiem.
Święty Tomasz zgodziłby się z Léonem Bloyem, który często pisał, że ostatecznie jedyną tragedią w życiu jest to, że nie było się świętym.
Być świętym to osiągnąć prawdziwe szczęście. Święty Tomasz, tak jak Arystoteles, rozumiał przez „szczęście” nie tylko „subiektywne zadowolenie”, ale „prawdziwą doskonałość”, osiągnięcie celu, czyli przyczyny celowej, a więc sensu samego istnienia.
Tym właśnie jest zjednoczenie z Bogiem, źródłem wszelkiej świętości i wszelkiego szczęścia. Święty Tomasz wiedział, że zjednoczenie z Bogiem nie zaczyna się po śmierci, ale już tutaj. Jeśli ziarno tego prawdziwego zjednoczenia nie zostanie zasiane teraz – „jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie” (J 3,3)1 z Ducha – to życie owo jak kwiat nie rozwinie się w wieczności.
Niniejsza książka stanowi zestaw nawozów św. Tomasza wspomagających kiełkowanie tego ziarenka.
Istnieją cztery rodzaje nawozów. Są to cztery wymiary każdej religii. Słowo „religia” (od łac. religare) oznacza „wiążącą relację” albo „przywiązanie”; każda religia na cztery sposoby wiąże nas z Bogiem albo z jakąś przypominającą Go rzeczywistością. (Te cztery sposoby odpowiadają czterem częściom Katechizmu Kościoła katolickiego). Oto one: 1) teologia, 2) moralność, 3) oficjalna liturgia i 4) modlitwa osobista. Jeśli dwa ostatnie elementy złączymy w jedno, otrzymamy: 1) kredo, 2) kodeks i 3) kult albo 1) uzasadnienie, 2) uczynki i 3) uwielbienie, albo to, co 1) duchowo prawdziwe, 2) duchowo dobre i 3) duchowo piękne. Oto trzy sposoby na zostanie świętym, trzy drogi do nieba, a wszystkie one biorą początek w sercu, bo „Twoje ścieżki są w ich sercu” (Ps 84,5), a prowadzą one na Syjon, czyli do nieba. Święty Tomasz był mistrzem wszystkich trzech.
Ostatecznie musimy osiągnąć świętość, bo tylko w ten sposób zyskamy realność. Stawanie się świętym oznacza bowiem stawanie się tym, czym koniec końców jest realna rzeczywistość, czyli Bóg – najwyższa rzeczywistość i probierz wszelkiej rzeczywistości – wszystkim, co prawdziwe, dobre i piękne, czyli realne, kochające i radosne. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (Kpł 19,2) – tak ostatecznie uzasadnił On swoje prawo dane narodowi wybranemu, pełniącemu w świecie funkcję Jego zbiorowego proroka.
Osiągnięcie tego celu zależy od woli – woli osiągnięcia go; woli wyboru, żeby wierzyć w Boga, pokładać w Nim nadzieję, a nade wszystko miłować Go i to, czym On jest (czyli prawdę, dobro i piękno).
Wola zależy wszakże od rozumu. Każda prawda o Bogu poznana rozumem jest nowym powodem, by wola mogła Go kochać. Działa to również w odwrotnym kierunku: im bardziej kochamy kogoś (człowieka lub Boga), tym większą mamy wolę poznawania tego kogoś (lub Kogoś) i tym lepiej go poznajemy. A to zawsze przynosi głęboką radość.
Nie da się jednak zapalić woli zwykłym nakazem: „Masz mocniej kochać Boga, bierz się do roboty!”. Kiedy wydajemy sobie to polecenie, natychmiast odkrywamy, jak św. Augustyn w Wyznaniach, że nasze „ja”, które przykazuje nam świętość, równocześnie chce przekraczać własne przykazanie! Nasza osobowość jest podzielona. To samo „ja”, które chce nade wszystko być związane z Bogiem i Jego wolą w wieczności, równocześnie chce być wolne od Niego w obecnej chwili, by postępować według własnej woli. Mamy podzieloną wolę. Kochamy naszego Ojca w niebie, ale jesteśmy niesfornymi dzieciakami. Jesteśmy uparci, głupi, tępi, samolubni i grzeszni. To „zła nowina”. Bez niej „dobra nowina” nie ma żadnego sensu. Darmowy przeszczep serca nie okaże się dobrą nowiną, dopóki nasze dawne serce działa jak trzeba. „Grzech” oznacza serce nie działające jak trzeba. „Grzech” oznacza „oddzielenie” – od Boga i bliźnich, a nawet od naszego najgłębszego „ja”.
Potrzebujemy rozumu, który oświeca i kształtuje wolę, tak jak wędrowiec potrzebuje mapy.
Nikt nigdy nie przedstawił tej mapy w sposób bardziej błyskotliwy i głęboki niż św. Tomasz z Akwinu.
Dlatego lektura św. Tomasza stanowi potężną pomoc w osiągnięciu szczęścia, czyli świętości.Tym właśnie była dla mnie. Znalazłem więcej osobistego pokarmu duchowego – więcej motywacji, aby być świętym – w suchych, abstrakcyjnych formułkach Summy niż w większości „duchowych” dzieł.
Samodzielne czytanie Summy to jednak trudna sprawa, chyba że ktoś nam je ułatwi. Nie podejrzewam, że któryś z czytelników przebrnie przez wszystkie cztery tysiące stron Summy, więc podaję tu przemyślany wybór i skrót. Kroję kotlet na małe, możliwe do przełknięcia kawałki, jak mama dla swojego malucha, albo – zmieniając porównanie na mniej trywialne – wykonuję przygotowawcze działania: zapuszczam się w zawiły labirynt czterech tysięcy stron jak do kopalni, z bogatej żyły złota odłupuję kilka wybranych bryłek, wydobywam je na powierzchnię i daję wam, żebyście mogli się nimi przystroić.
Próbowałem napisać następne zdanie: „Summa to kopalnia złota (ang. goldmine)”, a wyszło mi „Summa to umysł ze złota (ang. goldmind)”. To chyba opatrznościowy żart mojego Anioła Stróża. Literówka wyraża szczerą prawdę.
Oto 358 bryłek złota, które pomogły mi ogromnie w zmaganiu, jakim jest prawdziwe życie – w zmaganiu, żeby żyć w realnym świecie, zachować trzeźwość umysłu, czy też, jak głosi klasyczna anglikańska modlitwa, żeby „Ciebie coraz lepiej poznawać, coraz goręcej kochać i coraz wierniej naśladować”. Wam też pomogą.
To książka św. Tomasza, a nie moja. Ja jestem tylko wygłodniałym, bezdomnym nędzarzem, wołającym przyjaciół: „Ludzie, tam dają kotlety za darmo!”. Święty Tomasz daje kotlety, ja tylko dodatki. Dlatego jego słowa wyróżnione są pogrubioną czcionką, a moje nie. Moje komentarze po każdym z cytatów nie mają niczego dodawać do tego, co mówi św. Tomasz, a tylko: 1) wyjaśniać, 2) odnosić do życia i 3) przyozdabiać je jak choinkę. Albo raczej rozpakowywać prezenty, które dostaliśmy od św. Tomasza. Nie przedstawiam teologicznego wywodu, ale raczej coś w rodzaju żydowskiego midraszu: komentarz duchowy; zbiór praktycznych, osobistych, egzystencjalnych, życiowych uwag. Cytaty ze św. Tomasza zostały przeze mnie potraktowane jako odpowiedzi na pytania, które prawdziwi ludzie faktycznie zadają swoim duchowym przewodnikom.
Posługiwałem się starym dominikańskim tłumaczeniem Summy2. Jego styl jest staromodny, przypominający stare przekłady Biblii, to znaczy frapujący, oficjalny i stosowny. Przykuwa uwagę. Zapada w pamięć. Jest „inny”, bo podejmowany temat też jest inny. Dotyczy najważniejszej sprawy na świecie, a nie reklamy, najnowszych wiadomości czy plotek; a skoro sprawa ta jest ważniejsza, to zasługuje na poważniejszy styl.
Tłumaczenie to jest także dosłowne. Przekazuje to, co Akwinata rzeczywiście napisał, słowo po słowie, a nie to, co napisałby zdaniem jakiegoś tłumacza, gdyby posługiwał się współczesnym językiem. A przy tym zachowuje doskonałą klarowność: nie trzeba być uczonym, żeby je zrozumieć. Wszędzie, gdzie jakiś techniczny termin oznacza coś innego u św. Tomasza niż w potocznym języku, dodałem w nawiasie (...) wyjaśnienie lub współczesny odpowiednik3.
Liczby po każdym cytacie oznaczają numer „części” Summy (I, I–II, II–II, III albo Supl., czyli Suplement), następnie numer „kwestii” i przynależącego do niej „artykułu”. Opis tego, jak skonstruowana jest Summa jako całość (a jest to odzwierciedlenie struktury całej rzeczywistości!) i w jaki sposób funkcjonują części każdego „artykułu” (stanowiące pięć najbardziej podstawowych i koniecznych kroków w całościowej analizie logicznej), można znaleźć we wstępie do mojej książki Summa of the Summa4.
Podążam za porządkiem Summy. Często omawiam i powtarzam ten sam punkt dwa albo trzy razy w nieco zmieniony sposób albo w innym kontekście, bo tak samo postąpił św. Tomasz; postępowanie nas obu uzasadnia rzeczywista doniosłość omawianych spraw.
Czy zinstytucjonalizowana religia nie jest tylko protezą? Po co nam Biblia i Kościół? Czy do poznania Boga nie wystarczy nam własny rozum, zdrowy rozsądek i doświadczenie zamiast Bożego objawienia?
Było konieczne dla zbawienia człowieka, by oprócz dyscyplin filozoficznych, które bada się rozumem (mądrości), było jakieś nauczanie oparte na Bożym objawieniu [...] dlatego że człowiek jest przyporządkowany do Boga jako do takiego celu, który przekracza pojmowanie przez rozum, zgodnie z tym, co jest napisane w Księdze Izajasza: „oko nie widziało, Boże, [...], coś przygotował miłującym Ciebie” (Iz 64,3). Ludzie muszą zaś uprzednio poznawać cel, do którego powinni przyporządkowywać swoje zamiary i działania. Dlatego było konieczne dla zbawienia człowieka, by dzięki Bożemu objawieniu stało się mu znane to, co przekracza ludzki rozum (I 1, 1).
Życie jest drogą. Najważniejsza cecha drogi to jej cel: dokąd prowadzi. Jeśli droga życia nie prowadzi do żadnego rzeczywistego celu, traci sens. Przypomina zamknięty krąg, bagno albo bezdroże, ale nie drogę.
Co jest naszym celem? Nie my sami. Naszym celem jest poznanie Boga – nie tylko poznanie informacji na Jego temat, ale poznanie Jego samego. „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga” (J 17,3).
Nawet gdybyśmy nie popadli w grzech i błąd, nasza znajomość Boga byłaby o wiele mniej zadowalająca niż wiedza robaka na nasz temat. Skończoność robaka od skończoności człowieka dzieli bowiem jedynie skończony dystans, natomiast dystans między skończonym człowiekiem a nieskończonym Bogiem jest nieskończony.
Tylko Bóg może pokonać tę przepaść, kierując swoją moc „w dół”; my nie możemy jej pokonać, kierując swoją moc „ku górze”. Robak nie może wspiąć się na Mount Everest. Tak było od początku, nawet przed grzechem pierworodnym. O ileż bardziej potrzebujemy prawdy objawienia Bożego teraz, gdy jesteśmy i głupi, i grzeszni.
Nie potrzebujemy jej tylko do zaspokojenia naszej wrodzonej ciekawości, ale po to, żeby zaprowadziła nas do Boga; wymaga jej samo zbawienie człowieka. Jesteśmy na wpół ślepi i zagubieni w nawiedzonym lesie. Bez mapy nigdy nie trafimy do Domu. Cel teologii objawionej przez Boga nie jest teoretyczny, tylko czysto praktyczny.
Dlatego warto czytać św. Tomasza. Ostateczny powód studiowania teologii jest taki sam jak ostateczny powód naszego istnienia. Jest nim zbawienie, a więc niebo, szczęście i świętość (trzy nazwy tego samego zjawiska).
Owszem, przez właściwe używanie naturalnego ludzkiego rozumu możemy dowiedzieć się o Bogu całkiem sporo, na przykład, że istnieje, że jest jeden i że jest doskonały. Ale jako głupi grzesznicy często uprawiamy filozofię, która nie jest „właściwym używaniem rozumu”, tylko niewłaściwym używaniem rozumu. Przyjrzyjmy się historii filozofii współczesnej, jeśli w to wątpimy! Dlatego św. Tomasz dodaje:
Boże objawienie musiało koniecznie pouczyć człowieka także i o tym, co o Bogu może badać rozum, ponieważ prawda o Bogu, badana rozumem, docierałaby do nielicznych (ilu Arystotelesów było w starożytnej Grecji?), przez długi czas (ilu umiera, zanim dojdzie choćby do tego?) i to z domieszką wielu błędów (ile błędów popełniają filozofowie?); gdy tymczasem od znajomości tej prawdy zależy całe zbawienie człowieka, które jest w Bogu. By więc zbawienie dotarło do ludzi w odpowiedniejszy i pewniejszy sposób, konieczne było, aby o rzeczach Bożych pouczyć ich przez Boże objawienie (I 1, 1).
Tak, zinstytucjonalizowana religia to proteza. Czyżbyśmy nie wiedzieli, że jesteśmy kalekami? Jeśli tego nie wiemy, to cierpimy na naprawdę poważne kalectwo duchowe i umysłowe. Wracajmy do Sokratesa: „Poznaj siebie”. Sokrates uważał, że istnieją tylko dwa rodzaje ludzi: mądrzy, którzy wiedzą, że są głupi; oraz głupi, którzy myślą, że są mądrzy. Podobnie Chrystus i wszyscy prorocy rozróżniali tylko dwa rodzaje ludzi: świętych, którzy wiedzą, że są grzesznikami; i grzeszników, którzy myślą, że są święci. Do których należymy? Możemy się o tym przekonać, zadając sobie pytanie, czy przyjmujemy „protezę”, czyli mapę, czy też nie. Może Żydzi błąkali się po pustyni przez czterdzieści lat, bo Mojżesz był zbyt dumny, żeby się zatrzymać i zapytać o drogę? (Faceci tak mają).
Czy teologia to rzeczywiście najważniejsze, co powinienem znać?
Chociaż owa nauka (teologia) pod pewnym względem jest teoretyczna (prawda ze względu na samą prawdę), a pod innym względem praktyczna (prawda ze względu na praktykę), to przewyższa wszystkie pozostałe, tak teoretyczne, jak praktyczne. Mówi się bowiem, że wśród nauk teoretycznych jedna jest godniejsza (wyższa, bardziej wartościowa) od drugiej albo ze względu na pewność, albo ze względu na godność przedmiotu. Pod jednym i drugim względem ta nauka przewyższa pozostałe nauki teoretyczne: w pewności dlatego, że inne nauki posiadają pewność za sprawą naturalnego światła rozumu ludzkiego, który może błądzić, ona zaś posiada pewność za sprawą światła Bożej wiedzy, która mylić nie może; w godności przedmiotu dlatego, że owa nauka zasadniczo odnosi się do tego, co przewyższa swoją wzniosłością rozum, a inne nauki rozważają tylko to, co podlega rozumowi.
Z kolei z praktycznych nauk godniejsza jest ta, która przyporządkowuje do bardziej ostatecznego celu – tak jak polityka jest godniejsza od sztuki wojennej, albowiem dobro wojska jest przyporządkowane do dobra państwa. Natomiast celem świętego nauczania (teologii), o ile jest praktyczne, jest wieczne szczęście, któremu jako ostatecznemu celowi przyporządkowane są wszystkie pozostałe cele nauk praktycznych.
Jest więc oczywiste, że jest ono pod każdym względem godniejsze od innych (I 1, 5).
Dobra teologia to nie znajomość teologii, ale znajomość Boga. Zła teologia to teologia takiego teologa, który po śmierci znalazł się przed bramą nieba i Bóg zaproponował mu wybór między niebem a teologicznym wykładem o niebie, i on wybrał to drugie.
Teologia ma dwa cele, które św. Tomasz określa jako cel teoretyczny (czyli kontemplacyjny) i praktyczny (czyli aktywny). Teologia poszukuje prawdy jako celu samego w sobie, a także jako środka wiodącego do życia takim życiem, które zarazem prowadzi do zbawienia i z niego wypływa.
Teologia oznacza naukę (logos) o Bogu (theos) – naukę w starym, szerokim, przednowoczesnym znaczeniu „znajomości prawdy porządkowanej przez logos (rozum i język)”.
Istnieją dwa czynniki, które sprawiają, że jakaś prawda (a zatem i jakaś nauka) jest wyższa albo bardziej wartościowa niż inne: pewność i godność. Teologia zajmuje pierwsze miejsce w obu kategoriach. Jeśli bowiem istnieje „objawiona teologia”, a zatem mądrość nie tylko dotycząca Boga, ale pochodząca od Boga; jeśli składają się na nią nie tylko ludzkie myśli o Bogu, ale także Boże myśli o człowieku, to jest to najpewniejsza wiedza, jaką posiadamy, bowiem Bóg, w przeciwieństwie do człowieka, nigdy nie zwodzi i nie bywa zwiedziony. Jest to również najważniejsza wiedza, jaką mamy; bo jeśli Bóg istnieje, to znajomość Boga musi być najważniejszą wiedzą, skoro Bóg to najważniejsza istniejąca rzeczywistość. Jest najważniejszy, bo stanowi nasz ostateczny Cel. (To powinno być oczywiste!)
Dlaczego zatem w teologii, mimo że jest najpewniejsza, mamy więcej sporów niż w innych naukach? Niewątpliwie wydaje się ona bardziej wątpliwa niż na przykład fizyka. Czy nie zależy od osobistej opinii i wiary, podczas gdy inne nauki są obiektywne i pewne?
Święty Tomasz odpowiada także na ten sprzeciw i wyjaśnia, dlaczego to, co najpewniejsze, wydaje się najmniej pewne:
Nic nie stoi na przeszkodzie, by to, co jest pewniejsze z natury, było mniej pewne dla nas ze względu na słabość naszego intelektu, który „tak się ma do tego, co najbardziej jawne w naturze, jak oczy sowy do światła słońca” (Arystoteles). Dlatego wątpienie, które zdarza się niektórym w odniesieniu do artykułów wiary, nie wynika z niepewności [samej] rzeczy, lecz słabości ludzkiego intelektu. A jednak minimum poznania, które można posiąść odnośnie do rzeczy najwyższych, jest bardziej godne pożądania niż najpewniejsze poznanie, które posiada się o rzeczach najmniejszych (I 1, 5).
Musimy wybierać między doskonalszą (bardziej przejrzystą, dokładniejszą i wyglądającą pewniej) znajomością niedoskonałych zjawisk (spraw tego świata) oraz mniej doskonałą znajomością zjawisk bardziej doskonałych (spraw Bożych). Co jest dla nas ważniejsze: minimalny, niedoskonały wgląd w serce osoby, którą kochamy najbardziej na świecie czy kompletny, niezawodny przepis na lepszy spinacz do papieru?
Czy wiedza o Bogu, jaką święty prostaczek ma dzięki doświadczeniu, miłości i bliskiej, zażyłej więzi z Bogiem, nie przewyższa tej wiedzy, jaką najbardziej błyskotliwy teolog świata zdobywa jedynie przez rozumowanie, studia i rozmyślania?
Owszem, tak właśnie jest i św. Tomasz stwierdza to wyraźnie:
Skoro wydawanie sądu należy do mądrości, to na podstawie dwóch sposobów sądzenia, mądrość rozumie się na dwa sposoby. Człowiek sądzi bowiem, po pierwsze, na sposób (osobistej) skłonności – na przykład ten, kto ma sprawność (określonej) cnoty, poprawnie osądza te rzeczy, które zgodnie z cnotą należy czynić, w tej mierze, w jakiej ma on skłonność do tych rzeczy [...] Po drugie, na sposób poznania – na przykład ktoś wyuczony w nauce moralnej mógłby osądzać akty cnót, nawet gdyby sam cnoty nie miał. Pierwszy więc sposób sądzenia o rzeczach Bożych należy do mądrości, którą uznaje się za dar Ducha Świętego zgodnie ze słowami Pierwszego Listu do Koryntian (2,15): „człowiek duchowy rozsądza wszystko” [...] Drugi zaś sposób sądzenia odnosi się do tego nauczania [teologii] jako nabytego poprzez studiowanie, choć jego zasady ma się z objawienia (I 1, 6).
Sam św. Tomasz miał oba rodzaje mądrości. Kiedy Bóg, na krótko przed śmiercią, obdarzył go bezpośrednim mistycznym doświadczeniem Siebie, św. Tomasz przestał pisać. (Summa teologiczna, jego arcydzieło, jest niedokończona – jak samo życie). Powiedział: „Nie mogę więcej pisać, bo w porównaniu z tym, co widziałem, wszystko, co napisałem, to tylko słoma”.
Ale nawet przed tym doświadczeniem wykazywał ów wyższy rodzaj mądrości. Pewien współbrat w zakonie zobaczył go kiedyś klęczącego samotnie na posadzce kaplicy i usłyszał głos dobiegający z krucyfiksu: „Dobrze napisałeś o Mnie, Tomaszu. Co chcesz otrzymać w nagrodę?”. Odpowiedź Tomasza stanowiła definicję świętości i całego sensu życia: „Tylko Ciebie, Panie”. W tych trzech słowach wyraził więcej niż na czterech tysiącach stron największego dzieła teologicznego wszech czasów.
Niższy rodzaj wiedzy może jednak znacząco pomóc w zdobyciu wyższej. Nawet książka taka jak ta może przyczynić się do zrobienia kilku drobnych, ale istotnych kroków ku mądrości i świętości św. Tomasza, ponieważ opiera się ona na jego arcydziele, które z kolei opiera się na Księdze objawienia samego Boga, czyli Biblii. Książka to nie to samo, co osoba, ale dzięki książce można lepiej zrozumieć osobę – zwłaszcza jeśli głównym Autorem jest Osoba, którą pragniemy zrozumieć, i jeśli czytamy Jej dzieła (są dwa – natura i Pismo Święte) zarówno sercem kochającym osobę, jak i umysłem kochającym prawdę.
1 Cytaty z Pisma Świętego wplecione w tekst komentarzy autorskich pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. V, Poznań 2000. Natomiast cytaty z Pisma Świętego użyte we fragmentach tłumaczenia Summy pochodzą z Wulgaty (przyp. tłum.). ↩
2 W polskiej wersji w rozdziałach 1–29 (czyli do kwestii 49) wykorzystano przy tłumaczeniu fragmentów z Summy teologicznej św. Tomasza polski nowy przekład Instytutu Tomistycznego (dostępny na stronie Aquinas.cc). Tłumaczenia kolejnych kwestii wykonane zostały specjalnie na potrzeby tej publikacji (przyp. red.). ↩
3 W nawiasie kwadratowym [...] pojawiają się słowa uzupełniające, dopowiedzenia lub wyjaśnienia pochodzące od tłumacza cytatów św. Tomasza. ↩
4 P. Kreeft, A Summa of the Summa, Ignatius Press, San Francisco 1990. Książka niedostępna po polsku. ↩
