Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Książka została uhonorowana Nagrodą Feniks 2025 w kategorii „książka dla młodzieży”.
Jeszcze kilkanaście lat temu chrześcijańscy rodzice nie musieli się martwić o to, w jaki sposób wyjaśnić transpłciowość swoim kilkuletnim dzieciom lub jak pomóc nastolatkom, którzy narażają się na kpiny, bo wierzą w małżeństwo.
Niestety obecnie, gdy nasza kultura coraz bardziej popada w relatywizm moralny, nie mamy innego wyboru, jak tylko przygotować nasze dzieci do zaakceptowania i obrony prawdy dotyczącej tych kontrowersyjnych pod względem moralnym kwestii. W książce Tak zostaliśmy stworzeni. Jak przygotować dzieci do zmierzenia się ze współczesnymi wyzwaniami moralnymi Leila Miller i Trent Horn pokazują, jak rozmawiać z dziećmi w różnym wieku i z różną dojrzałością oraz w jaki sposób zapewnić im odpowiedni fundament moralny, by mogły sprostać wyzwaniom obecnego świata. W swojej argumentacji odwołują się do prawdy o tym, jakimi istotami zostaliśmy stworzeni przez Boga. Boży zamysł dotyczący naszej ludzkiej natury jest podstawą moralnego życia, a dzieci mają większą szansę go zrozumieć i realizować, jeżeli będą miały możliwość porozmawiania ze swoimi rodzicami i opiekunami o kontrowersyjnych opiniach na temat seksu, homoseksualizmu, aborcji, rozwodów i podobnych kwestiach moralnych.
Milczenie nie jest właściwym rozwiązaniem. Jeśli my nie nauczymy naszych dzieci, jak rozumieć trudne kwestie moralne, zrobi to świat.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 312
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla Świętej Moniki
POWÓD NAPISANIA TEJ KSIĄŻKI
Niekiedy może się wydawać, że żyjemy w osobliwym, równoległym Wszechświecie. Dobro jest złem, góra jest dołem, mężczyźni są kobietami (i odwrotnie). Niektórzy katoliccy rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, że nasza kultura rozmagnesowała ich kompas moralny, inni zaś, mimo że dostrzegają błędy kulturowe, nie wiedzą, jak je wytłumaczyć swoim dzieciom.
I właśnie z tego powodu zrodził się pomysł na napisanie tej książki.
Jedno z nas jest ojcem dwóch małych chłopców. Zajmuje się kwestiami moralnymi od ponad dekady, dyskutuje ze słuchaczami w trakcie programów radiowych emitowanych na żywo i cały czas usiłuje wyjaśnić im katolickie nauki.
Drugie z nas jest matką ośmiorga dzieci i babcią kilkorga kolejnych. Od prawie trzydziestu lat stosuje w praktyce zasady prawa naturalnego, aby uczyć swoje dzieci i wnuki wielkiej mądrości Kościoła związanej z kwestiami moralnymi. W ostatnich latach jest doradcą i udziela również wsparcia zatroskanym katolickim rodzicom.
Wspólnie zdecydowaliśmy, że najlepszym sposobem na przygotowanie rodziców (i innych osób, którym zależy na kształtowaniu swoich dzieci na katolików) będzie napisanie publikacji, która przekaże prawdę w świetle nabytego doświadczenia. Nasza książka łączy wiedzę Trenta wynikającą z prowadzenia badań i dyskusji nad omawianymi kwestiami z doświadczeniem Leili jako rodzica i katolickiej blogerki.
Na kolejnych stronach przyjrzymy się procesowi rozwoju dziecka oraz przedstawimy krótkie wyjaśnienie, w jaki sposób wykorzystać prawo naturalne do zrozumienia kwestii moralnych. Następnie podejmiemy rozważania na temat dziesięciu najtrudniejszych zagadnień moralnych naszych czasów, w szczególności tych, które dotyczą używania i nadużywania ludzkiej seksualności.
Każdemu z tych dziesięciu zagadnień moralnych poświęcony jest osobny rozdział, który składa się z trzech części. Pierwsza zawiera wyjaśnienie dotyczące tego, czego Kościół katolicki naucza w danej kwestii. Kolejna poświęcona jest temu, jak rozmawiać z dziećmi w wieku przedszkolnym na podany temat. Końcowa część zawiera wskazówki co do tego, jak rozmawiać o danym zagadnieniu z nastolatkami.
Tych kilka rozdziałów w żadnym wypadku nie wyczerpuje poszczególnych tematów. Musieliśmy odłożyć wiele interesujących spraw. Wszak te niełatwe kwestie moralne są istotne i złożone. Jednak zasady leżące u ich podstaw są zasadniczo proste, a ta książka daje wam praktyczne i przydatne narzędzia do tego, aby zrozumieć te reguły i istotę omawianych zagadnień, a następnie poznać sposób, w jaki należy przekazać wiedzę na ich temat swoim dzieciom. Nawet jeśli wasze pociechy są już dorosłe lub jeśli macie kontakt z dziećmi jako ciocia, wujek, dziadek, przyjaciel lub duszpasterz młodzieży, wierzymy, że wskazówki zawarte w tej książce znacząco poprawią skuteczność waszych rozmów.
Zdecydowaliśmy również, że aby nasze objaśnienia miały charakter praktyczny i były łatwe do zastosowania, książka będzie napisana z punktu widzenia Leili jako katolickiego rodzica, natomiast przedstawiane wyjaśnienia i argumenty będą zawierać ustalenia i przemyślenia Trenta.
I na koniec pamiętajcie, że nasz Pan dał nam święty Kościół, przez który udziela łaski, prawdy i mądrości. Wierzymy, że kiedy zostaniecie wyposażeni we właściwe zrozumienie i słowa, wasze dzieci również będą przygotowane do tego, aby wierzyć, żyć i zachowywać wiarę nawet w tych moralnie pogmatwanych czasach.
Rozdział 1
PROWADZIĆ DZIECI DO NIEBA
Jest taki stary dowcip, który dobrze pasuje do mojej sytuacji:
„Zanim wyszłam za mąż, miałam osiem teorii na temat wychowywania dzieci; teraz mam ośmioro dzieci i zero teorii”.
Kiedy wiele lat temu zapisałam swoje pierwsze dziecko do wspaniałej katolickiej szkoły podstawowej, byłam zachwycona wszystkimi wielodzietnymi rodzinami, które tam spotkałam. Pamiętam, że pewnego dnia zobaczyłam matkę ośmiorga dzieci, która przyszła na kampus szkolny z wszystkimi swoimi pociechami. Najmłodsze miało dwa lata, było bose i ubrudzone wokół ust masłem orzechowym. Jako młoda mama z wyższością pomyślałam, że bez względu na to, ile będę miała dzieci, nigdy nie pozwolę na coś takiego.
Teraz pokładam się ze śmiechu, kiedy myślę o wszystkich chwilach, gdy moja ósemka dzieci chodziła na bosaka i z brudnymi twarzami!
Dzielę się tym, ponieważ rozumiem, że bycie rodzicem to ciężka praca, a ja nie mam żadnych specjalnych czy magicznych rodzicielskich teorii wychowawczych do zaoferowania. To, co mam, to wskazówki Chrystusa, Jego Kościoła i świadectwo świętych, a także innych doskonałych nauczycieli – pokory i doświadczenia. Szanuję to, że rodzice znają swoje dzieci lepiej niż ktokolwiek inny, i chcę po prostu dać zarówno im, jak i każdemu, kto ma kontakt z młodymi ludźmi (ciociom, wujkom, dziadkom, a nawet duszpasterzom młodzieży), kilka narzędzi, które pomogły mi realizować powołanie katolickiej matki mającej nadzieję na wychowanie świętych.
PRZYJACIEL, RODZIC,A MOŻE PRZYJAZNY RODZIC?
Gdy wychowujemy dzieci, musimy unikać dwóch skrajności: postawy rodziców permisywnych, którzy pomijają zasady, by być „przyjaciółmi” dziecka, oraz postawy rodziców autorytarnych, którzy miażdżą swoje dziecko surowymi zasadami. (Jak na ironię te różne style wychowania często prowadzą do tego samego skutku – ukształtowania dziecka, które ma niską samoocenę i dokonuje w życiu złych wyborów).
Lepiej jest być rodzicem autorytatywnym.
W przeciwieństwie do podejścia rodziców permisywnych (których działania wynikają ze strachu lub z lekceważącego stosunku) nie jesteśmy jedynie „przyjaciółmi” naszego dziecka i w razie potrzeby ustanawiamy zasady. Wiemy z Biblii, że: „wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości” (Hbr 12,11)[1]. Jednak w odróżnieniu od rodziców autorytarnych (którzy działają w gniewie lub z poczucia dumy) nie wpajamy naszym dzieciom zasad poprzez stosowanie surowych i dotkliwych kar – wówczas by nami gardziły lub się nas bały. Postępujemy zgodnie z zaleceniem Świętego Pawła: „Nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je, stosując karcenie i napominanie Pańskie” (Ef 6,4).
Jedno z badań przeprowadzonych na studentach wykazało, że ci z nich, którzy mieli permisywnych lub autorytarnych rodziców, szukali rady u swoich rówieśników, natomiast ci, którzy mieli rodziców autorytatywnych, częściej radzili się mamy i taty[2]. Przypomina mi to pewną sytuację, gdy jadłam lunch z uroczą nastoletnią córką swojej przyjaciółki, która powiedziała, że kiedy chciała poznać znaczenie terminu seksualnego, który usłyszała, od razu zwróciła się do swojej życzliwej mamy. Ona udzieliła córce jasnej odpowiedzi, umieszczając ją w kontekście nauczania Kościoła, a dziewczyna była zadowolona.
„Moja mama zawsze mówi mi prawdę – powiedziała wtedy – i nigdy nie pomyślałabym, żeby pójść do koleżanek z klasy lub przyjaciół z takim pytaniem”.
Chcemy, żeby właśnie tak mówiły o nas nasze dzieci, a prowadzi do tego bycie rodzicem, który ma autorytet. Moje dzieci zawsze przychodziły do mnie z trudnymi pytaniami moralnymi właśnie dlatego, że wiedziały, iż nie będę ich zawstydzać, udzielać wymijających pseudoodpowiedzi czy milcząco aprobować niemoralności. Jednak to, co mówię, zawsze jest dostosowane do bieżącego etapu ich rozwoju.
EDUKACJA CZY INDOKTRYNACJA?
Rodzice permisywni mogą uważać, że „indoktrynowanie” ich dzieci jest niewłaściwe. Mogą twierdzić, że dziecko powinno mieć swobodę decydowania o różnych kwestiach moralnych. Ale słowo indoktrynować dosłownie oznacza „uczyć” i nawet permisywni rodzice indoktrynują swoje dzieci, aby ceniły tolerancję, otwartość umysłu i współczucie dla innych. Zatem pytanie nie brzmi: „Czy będziesz indoktrynował swoje dzieci?”, ale: „Jakimi ideami będziesz je indoktrynował?”.
STWORZENI DO PRZYJMOWANIA
Każdy, kto uczy dziecko, powinien wziąć pod uwagę tę mądrość Świętego Tomasza z Akwinu: „[...] cokolwiek bywa w czymś przyjmowane, jest w nim przyjmowane na sposób przyjmującego”[3].
Jeśli nalejesz wody do szklanki, to utworzy ona słup. Jeśli nalejesz wody na talerz, utworzy ona taflę. Nie można uzyskać słupa wody na talerzu, ponieważ talerz nie jest stworzony do formowania płynu w ten sposób. Podobnie jest z „wlewaniem” wiedzy i prawdy w umysł dziecka.
Mózg dziecka może odbierać tylko to, do czego został stworzony, a w miarę rozwoju młodego człowieka bardzo się zmienia. Najmniejsze dzieci (maluchy i przedszkolaki) rozumieją dobro i zło jako uniknięcie kary lub otrzymanie nagrody. Gdy stają się starsze (szkoła podstawowa), rozumieją pojęcia moralne takie jak „uczciwość” czy „sprawiedliwość” (pomyśl, jak sprzeciwiają się przeciwko „niesprawiedliwym” zasadom).
W „okresie niewinności” (zwanym również „okresem latencji”), który ma miejsce przed dojrzewaniem, umysł dziecka nie jest przygotowany do odbierania obrazowych lub wyraźnych prawd na temat trudnych kwestii moralnych, zwłaszcza dotyczących seksualności. Dlatego też dokument Papieskiej Rady ds. Rodziny Ludzka płciowość: prawda i znaczenie[4] mówi o okresie przed dojrzewaniem:
Ten okres pokoju i pogody nie powinien nigdy ulec zakłóceniu przez zbędne informacje seksualne. Zanim nastąpi wyraźny rozwój fizyczny płciowości, jest rzeczą normalną, że zainteresowania dziecka kierują się ku innym aspektom życia [...]. By nie zakłócać tego doniosłego naturalnego okresu wzrostu, trzeba, by rodzice wiedzieli o tym, że ostrożna formacja do miłości czystej w tym okresie powinna mieć charakter pośredni, przygotowując do dojrzałości płciowej, gdy będzie konieczna informacja bezpośrednia[5].
W dalszej części tej książki pokażemy, jak wyjaśniać te tematy małym dzieciom, jeśli się na nie natkną. Wyjaśnimy również, jak rozmawiać ze „starszymi dziećmi” (zwykle tymi, które weszły już w okres dojrzewania), gotowymi usłyszeć od nas o tych sprawach. „Nie objawiając lęku czy też obsesyjnej troski – wskazuje wspomniany dokument – rodzice nie mogą jednak dopuszczać, żeby ich interwencje były paraliżowane przez tchórzostwo i wygodnictwo”[6]. Zamiast tego:
W sposób pozytywny i roztropny [wyróżnienie zgodne z oryginałem cytatu] rodzice powinni realizować to, o czym uczyli Ojcowie Soboru Watykańskiego II: „Młodych winno się przede wszystkim na łonie samej rodziny [wyróżnienie zgodne z oryginałem cytatu] odpowiednio i w stosownym czasie pouczać o godności, zadaniu i dziele miłości małżeńskiej, aby nauczeni szacunku dla czystości, mogli przejść we właściwym wieku od uczciwego narzeczeństwa do małżeństwa”[7].
W odpowiedziach dawanych na pytania dzieci [wyróżnienie zgodne z oryginałem cytatu] rodzice powinni przedstawić dobrze uzasadnione argumenty na temat wielkiej wartości czystości i ukazać słabość intelektualną i ludzką teorii, które inspirują zachowania permisywne i hedonistyczne; powinni odpowiadać w sposób jasny, nie przypisując zbytniego znaczenia problemom patologii seksualnej [...][8].
NAJGORSZA RZECZ NA ŚWIECIE
Bycie samodzielną dorosłą osobą oznacza nie tylko posiadanie pracy i zdolności zbilansowania budżetu. Jeśli twoje dziecko nie rozwinie tych umiejętności w dorosłym życiu, może w końcu trafić do adwokata z wnioskiem o bankructwo – co będzie bardzo przykre, ale nie jest najgorszą rzeczą na świecie.
Gorzej, gdy twoje dziecko staje się dorosłe i nie zna różnicy między dobrem a złem. Albo – jeżeli ją zna – nie jest wystarczająco dojrzałe i nie ma dostatecznej siły woli, aby wybrać to, co jest dobre. Jeśli nasze dzieci nie są pod tym względem rozwinięte, mogą zostać oddzielone od Boga na całą wieczność, i to jest ta najgorsza rzecz na świecie.
Co więc powstrzymuje tak wielu rodziców przed nauczeniem swoich dzieci tych ważnych prawd o dobru i złu? Cóż, niektórzy mogą być skrępowani swoim dawnym (lub obecnym) stylem życia i nie chcą podejmować tego tematu w obawie, że zostaną uznani za hipokrytów. Inni mogą nie chcieć konfrontacji ze swoimi dziećmi, mając nadzieję, że jeśli będą po prostu „mili” lub bierni, to wszystko samo się ułoży. Albo myślą, że wystarczy zwyczajnie stwierdzić: „W to właśnie wierzymy!” lub „Nie robimy tego!”, ponieważ nie wiedzą, jak podzielić się racjonalnymi podstawami swoich przekonań.
Jeśli istnieje jakaś jedna podstawowa prawda, którą odkryłam, gdy wychowywałam nastolatków, brzmi ona następująco: one zaakceptują i przyjmą światopogląd, który ma dla nich sens – nawet jeśli ten światopogląd jest trudny do zastosowania w praktyce w naszej kulturze. Są „stworzone do przyjmowania” nie tylko zasad czy nauczania Kościoła, ale także uzasadnień, które te nauki wspierają. I, dzięki Bogu, te uzasadnienia mogą być dostosowane do poziomu rozwoju każdego dziecka, ponieważ są oparte na uniwersalnej zasadzie zwanej prawem naturalnym.
PRZYPISY
