Tajemnicze zgony władców - Iwona Kienzler - ebook + audiobook

Tajemnicze zgony władców ebook i audiobook

Iwona Kienzler

4,4

Opis

Od nagłej i niespodziewanej śmierci ginęli carowie, królowie, książęta. Poznaj najbardziej zagadkowe zejścia z tego świata polskich i europejskich monarchów! Przemysł II, Władysław Warneńczyk, Napoleon, car Aleksander, książę Kentu… Śmierć tych i innych władców otacza aura tajemniczości. Żegnali się z życiem wskutek spisku, otrucia, intrygi, z ręki wybranki, a w przypadku niektórych istnieją legendy o ich cudownym ocaleniu.

Są też postaci w historii, których śmierć uważa się za sfingowaną. Zwolennicy teorii spiskowych snują domysły o „życiu po życiu” królów czy książąt, którzy wcale nie umarli, tylko wybrali spokojne życie prostych ludzi…. Iwona Kienzler rozbudza ciekawość i z pasją opisuje najbardziej zagadkowe zejścia z tego świata polskich i europejskich monarchów, przypominając nam, że ten, kto ma władzę, ma też wielu wrogów.

Iwona Kienzler jest znaną pisarką i popularyzatorką historii. Pasjonuje ją życie wielkich Polaków, których chętnie przybliża nam jako zwykłych ludzi z ich przywarami, dziwactwami, słabościami. Dużo miejsca poświęca też ciekawostkom, nie unikając pikantnych szczegółów osadzonych w realiach obyczajowych epoki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 334

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 4 min

Lektor: Elżbieta Kijowska

Popularność




Konsultacja: Sylwia Łapka-Gołębiowska

Redakcja: Alicja Berman

Korekta: Marek Kowalik

Skład: Igor Nowaczyk

Projekt okładki: Magdalena Wójcik

Zdjęcie na okładce i źródła ilustracji: Wikimedia Commons

Zdjęcie autorki: © Maciej Zienkiewicz Photography

Producenci wydawniczy: Marek Jannasz, Anna Laskowska

© Copyright by Lira Publishing Sp. z o.o., Warszawa 2019

Lira Publishing Sp. z o.o.

Wydanie pierwsze

Warszawa 2019

ISBN: 978-83-66229-09-9 (EPUB); 978-83-66229-10-5 (MOBI)

www.wydawnictwolira.pl

Wydawnictwa Lira szukaj też na:

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Zgony władców niewyjaśnione

przyczyną walki o koronę

często w przeszłości się zdarzały

śmierć gwałtowną powodowały.

Badając historyczne dzieje

widać władców płonne nadzieje

na życie długie i szczęśliwe

w zdrowiu płynące, osobliwe.

Śmierć Napoleona odżywa,

Warneńczyka zgon zaś bywa

tematem licznych opracowań

i spiskowych teorii knowań.

Jak zginęli książęta z wieży?

W Anastazji śmierć nikt nie wierzy,

władcy często nie przeżywali,

gdy o koronę się ubiegali.

Wstęp

Na pytanie: „Czy chciałbyś przenieść się do przeszłości i zostać udzielnym władcą?” zapewne większość czytelników odpowiedziałaby twierdząco, bo, jak głosi znana polska piosenka sprzed lat, Cysorz to ma klawe życie... Co prawda, na człowieku sprawującym władzę, często absolutną, ciążyła wielka odpowiedzialność, ale przecież wspierał go sztab doradców, których w każdej chwili mógł poprosić o radę. Poza tym król, cesarz czy udzielny książę opływał w luksusy, na jego skinienie czekały zastępy służby, na stole pojawiały się wykwintne potrawy i frykasy, o jakich zwykli poddani nie mogli nawet marzyć, nie brakowało też pięknych dam, chętnych, by towarzyszyć mu w łożu, a cały dzień upływał mu zwykle na słodkim nieróbstwie. Taki żywot mogli jednak wieść jedynie władcy będący bohaterami baśni, rzeczywistość była daleka od ideału, a codzienność historycznych monarchów niełatwa, czasem wręcz niebezpieczna, a utrata życia nieraz groziła im już w dniu przyjścia na świat.

Pod każdą szerokością geograficzną narodzinom następcy tronu towarzyszyła niekłamana radość nie tylko jego biologicznych rodziców, ale także dworu i wszystkich poddanych, choć euforia bardzo często musiała ustępować żałobie, gdyż śmiertelność noworodków była w przeszłości znacznie wyższa niż obecnie. A nawet jeśli przyszły władca przeżył okres niemowlęctwa, wciąż czyhały na niego niebezpieczeństwa w postaci podstępnych chorób, które dziś są całkowicie uleczalne. Prawdopodobnie takie choroby zabrały z tego świata dwóch starszych braci polskiego monarchy Kazimierza Wielkiego, którzy zmarli we wczesnym dzieciństwie, otwierając najmłodszemu potomkowi Łokietka drogę na tron. Ofiarą banalnej biegunki padł też królewicz, syn Władysława IV Wazy, Zygmunt Kazimierz, który przeżył zaledwie siedem lat. Z kolei Jan III Sobieski i jego żona Maria d’Arquien pochowali aż ośmioro dzieci. Czworo spośród siedmiorga dzieci króla Francji Ludwika XIV odeszło, nie doczekawszy nawet pierwszych urodzin, a kolejna córka monarchy, Maria Teresa, zmarła w wieku pięciu lat.

Dzieciństwo królewskich potomków, zwłaszcza synów mających w przyszłości zasiadać na tronie po swoich ojcach, też nie było usłane różami. Przygotowanie ich do pełnienia obowiązków władcy obejmowało, w zależności od epoki i wyznania panującego, porcję solidnych zasad religijnych, lekturę Pisma Świętego i żywotów świętych, historii kraju oraz oczywiście dynastii, zazwyczaj także naukę języków obcych, w tym również łaciny. Jedynymi środkami motywującymi używanymi przez nauczycieli były rózga i inne dotkliwe kary fizyczne. Nikt wówczas nie zawracał sobie głowy prawami dziecka, wręcz przeciwnie, uważano, że chłopiec pozbawiony „silnej ręki” wyrośnie na zniewieściałego mężczyznę, zupełnie nienadającego się do rządzenia krajem. Oczywiście w późniejszych wiekach zaczęto odchodzić od takiego modelu wychowania, ale jeszcze w XVIII stuleciu holsztyński książę Karol Piotr, szykowany przez ciotkę, cesarzową Elżbietę, na jej następcę na tronie Rosji, na polecenie swojego własnego ojca był wychowywany w drastyczny sposób, a jego preceptor karał go za brak postępów w nauce klęczeniem na grochu i głodówkami.

Nie do pozazdroszczenia był także los królewskich synów, którym dane było objąć panowanie, gdy byli jeszcze dziećmi. Stawali się wówczas wyjątkowo łatwym celem dla wrogów odziedziczonych wraz z koroną. Nieletni królowie nie tylko padali ofiarami zamachów, często byli więzieni, torturowani czy „tylko” kastrowani. Iwan VI, intronizowany w 1740 roku jako zaledwie dwumiesięczne niemowlę, panował jedynie trzynaście miesięcy, do czasu, gdy zdetronizowała go córka Piotra Wielkiego, Elżbieta. Z jej rozkazu spędził w więzieniu resztę życia, tracąc przy tej okazji zdrowie psychiczne. Jeżeli królewski potomek miał szczęście dożyć wieku dorosłego i zasiąść na tronie we właściwym czasie, jako człowiek dojrzały, to i tak nie było mu łatwo. Przede wszystkim nie miał nic do powiedzenia w kwestii swojego ożenku, ponieważ kandydatkę na żonę wybierał mu zazwyczaj ojciec lub, w przypadku monarchii konstytucyjnych czy elekcyjnych, parlament. Nierzadko zdarzało się, że wyswatana na żonę panna była starsza od jego własnej matki. Przytrafiło się to chociażby siedemnastoletniemu Robertowi Pobożnemu, synowi Hugona Kapeta. Z woli ojca miał poślubić córkę króla Italii Rozalę Zuzannę, liczącą sobie wówczas niemal czterdzieści wiosen. A kiedy doszło już do zaaranżowanego małżeństwa, świeżo upieczony małżonek nie miał co liczyć na intymność w sypialni, gdyż na wielu europejskich dworach nocy poślubnej towarzyszył skomplikowany ceremoniał, a wraz z młodą parą do alkowy udawał się cały orszak, w którym obok dostojników państwowych nie zabrakło miejsca dla najważniejszych zagranicznych posłów. Kwestia konsumpcji małżeństwa lub jej braku była sprawą wagi państwowej...

Poza tym bycie władcą było, jak się okazuje, bardzo niebezpiecznym zajęciem. Udowodnił to w XXI wieku brytyjski profesor kryminologii porównawczej i rozwojowej z Cambridge, Manuel Eisner, który przestudiował losy ponad półtora tysiąca europejskich monarchów żyjących pomiędzy VII a XIX wiekiem n.e., dokładniej przyglądając się, w jaki sposób opuścili oni ziemski padół. Wnioski, do których doszedł, były wielkim zaskoczeniem również dla samego kryminologa, okazało się bowiem, iż prawdopodobieństwo gwałtownej śmierci, w tym również na skutek morderstwa, było w przypadku władców aż 700 razy wyższe niż dla jego poddanych. Co więcej, jak oszacował naukowiec, owo ryzyko było siedmiokrotnie wyższe niż wśród współczesnych nam grup podwyższonego ryzyka, do których zaliczani są młodzi Afroamerykanie płci męskiej oraz mieszkańcy jednego z najbardziej niebezpiecznych meksykańskich miast. Jak się okazuje, w okresie, który interesował naukowca, blisko jedna czwarta wszystkich panujących władców umarła śmiercią gwałtowną, często na skutek krwawego zamachu. Jak ustalił brytyjski profesor, aż piętnastu z siedemnastu królów panujących w Szkocji pomiędzy IX a XI stuleciem zostało zabitych na skutek sporów dynastycznych. Podobny los spotkał wszystkich siedmiu władców Norwegii, władających tym krajem w pierwszej połowie XII wieku. Z rąk morderców zginęło aż czternastu z piętnastu monarchów Northumbrii, jednego z kilku anglosaskich królestw funkcjonujących w dobie wczesnego średniowiecza. Zamachowcy pozbawili życia królewskich synów, kandydatów do tronu tego państwa, o którego istnieniu dziś pamiętają jedynie historycy.

Śmierć czyhała na władców także na wojnach, zwłaszcza w wiekach średnich, kiedy królowie, zamiast dowodzić bitwą z bezpiecznej odległości, sami rzucali się w wir walki. Niektórzy średniowieczni władcy tak pokochali bitewny zgiełk i związaną z nim adrenalinę, że w wypadku, gdy akurat nie było żadnego konfliktu zbrojnego w najbliższej okolicy, ruszali na krucjatę, by wojować z Saracenami. Uczynił tak chociażby, upamiętniony w wielu literackich utworach oraz filmach, król Ryszard Lwie Serce. Wbrew utrwalonym przez legendę opiniom nie był to najlepszy król w dziejach Anglii, skoro nigdy nie raczył nauczyć się języka swoich poddanych i więcej czasu poświęcał na udział w wyprawach krzyżowych niż na rządzenie państwem, które traktował jedynie jako źródło finansowania swoich walk z muzułmanami. O Anglii, którą przyszło mu władać, mówił, iż jest tam zimno i często pada. Wiecznie wojujący władca nie zginął jednak w Ziemi Świętej ani na polu bitwy, gdyż śmierć dopadła go we Francji, podczas oblężenia zamku Châlus-Chabrol, kiedy spacerował wokół budowli, doglądając prac oblężniczych. Pewien francuski łucznik, nie zdając sobie sprawy, do kogo celuje, wystrzelił wówczas w kierunku Ryszarda dwie strzały, z których jedna utkwiła w królewskim ramieniu. Strzałę i grot udało się usunąć, lecz w ranę wdała się gangrena i to właśnie ona była przyczyną zejścia monarchy z tego świata. Podczas krucjaty o mało nie stracił życia cesarz Konrad III, a Fryderyk Barbarossa zginął w nurtach rzeki w drodze powrotnej z wyprawy krzyżowej.

Bywało też, że władcy ryzykowali życiem, biorąc udział w, z pozoru bezpiecznych, turniejach rycerskich. W taki właśnie sposób rozstał się z życiem król Francji Henryk II Walezy. Przeciwnik ugodził go w napierśnik lancą, a kiedy ta się złamała, jeden z odłamków wbił się w prawe oko monarchy. Życia króla nie udało się uratować pomimo wysiłków najlepszych medyków, próbujących odtworzyć obrażenia monarchy na dostarczonych im głowach czterech przestępców, których w tym celu uprzednio ścięto. Obrażenia podczas turnieju, a konkretnie – ugodzenie kopią, stały się także przyczyną zgonu księcia legnickiego Bolesława IV.

Zdarzało się, że władcy opuszczali świat doczesny za sprawą innych monarchów. Taki los spotkał Marię Stuart, królową Szkotów, roszczącą sobie pretensje do korony angielskiej. Maria trafiła na szafot z rozkazu swojej kuzynki, Elżbiety Tudor, ówczesnej królowej. Po raz pierwszy w dziejach Anglii pozbawiono życia władcę wyrokiem sądu, gdy w 1649 roku kat ściął głowę obalonemu wcześniej przez poddanych Karolowi I Stuartowi. Z woli zbuntowanego ludu ze światem musieli też pożegnać się francuski król Ludwik XVI i jego żona, Maria Antonina.

W historii nie brakuje też przykładów władców, których zgon nastąpił z dość błahych, wręcz trywialnych powodów. Najmłodszy syn Wilhelma Zdobywcy, Henryk I Beauclerc, zmarł po zjedzeniu zbyt dużej liczby pieczonych minogów, jego ulubionego przysmaku, które zaserwowano mu na dworze jego własnej córki. Obżarstwo było także przyczyną śmierci polskiego księcia Bolesława Rozrzutnego, który zmarł w boleściach po spożyciu na uczcie aż... trzynastu pieczonych kurczaków. Z kolei Bolesław, syn polskiego księcia dzielnicowego, Kazimierza II Sprawiedliwego, zginął przygnieciony drzewem, które sam podcinał, bądź, jak twierdzi Długosz, ukąszony przez żmiję zsuwającą się z pnia owego drzewa. Inny polski władca dzielnicowy, Konrad Kędzierzawy, podczas polowania spadł natomiast z własnego konia – tak nieszczęśliwie, że złamał kręgosłup. Stanisław Leszczyński zaś, dożywający swoich dni nie jako król Polski, lecz jako władca Lotaryngii, nieostrożnie dorzucał drwa do palącego się ognia w kominku i nie zauważył, że zapalił się jego własny szlafrok. Zmarł wkrótce w wyniku rozległych obrażeń. Wyjątkowego pecha miał również król Grecji Aleksander I, który stanął w obronie swojego psa zaatakowanego przez małpę należącą do dozorcy winnicy, po terenie której się przechadzał, i został ugryziony przez agresywne zwierzę. W pozornie niegroźną ranę wdała się infekcja i młody, bo zaledwie dwudziestosiedmioletni monarcha, zmarł na sepsę po trzech tygodniach walki o życie.

Ponieważ życiorysy większości władców, może poza tymi z początków średniowiecza, są dość dobrze udokumentowane, wiemy, kiedy, gdzie i z jakich powodów odeszli z tego świata. Niektórzy z nich umierali jednak w dość tajemniczych okolicznościach, a przyczyny ich śmierci wciąż budzą kontrowersje. Historycy do dziś zastanawiają się, czy monarchowie ci zmarli z przyczyn naturalnych, czy też może ktoś pomógł im opuścić ten świat, a jeżeli tak, to kto to zrobił i dlaczego. Współcześnie w sukurs badaczom przychodzi nauka i jej najnowsze zdobycze, przede wszystkim prężnie rozwijająca się kryminologia, choć – jak się przekonamy – ustalenia naukowców dysponujących najnowocześniejszym sprzętem często, zamiast wyjaśnić zagadkę tajemniczego zgonu władcy, jeszcze bardziej gmatwają sprawę. Co więcej, wiele zgonów władców otacza nie tylko aura tajemniczości, ale wręcz wątpliwości, czy rzeczywiście zmarli w dniu figurującym w ich biogramach jako data śmierci. Nie brakuje teorii mówiących o „życiu po życiu” królów czy książąt, którzy mieli, zdaniem zwolenników teorii spiskowych, sfingować własny zgon, a potem wieść spokojne życie prostych ludzi. Właśnie owym zagadkowym okolicznościom zgonów monarchów poświęcona jest niniejsza publikacja. Próżno w niej jednak szukać ostatecznego rozstrzygnięcia i wyjaśnienia wszystkich kontrowersji czy zagadek. Wiele z nich prawdopodobnie nigdy nie zostanie rozwikłanych. Może i dobrze, gdyż, jak powiedział jeden z rosyjskich historyków, zajmujących się rzekomo sfingowaną śmiercią cara Aleksandra I: „Czym byłaby historia bez tajemnic? Jedynie księgowym sprawozdaniem”.

ROZDZIAŁ 1
Kto zabiłPrzemysła II?

Popularna teza, głosząca jakoby dzieje Polski były wolne od królobójstwa, nie jest do końca prawdziwa. Mimo iż nasi przodkowie nie mordowali swoich władców, a zamach na króla był powszechnie potępiany, faktem jest, że jeden z nich zginął z rąk nasłanych na niego siepaczy, zaś syn innego, jednego z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych w naszej historii, został prawdopodobnie podstępnie otruty i to najprawdopodobniej na polecenie własnego stryja. Spiskowcy czyhali na życie Kazimierza Jagiellończyka, a do jego syna, Zygmunta I Starego, w 1533 roku nieznany sprawca strzelił, gdy monarcha stał w oknie wawelskiego zamku. Król ten jednak ufał swoim poddanym i powtarzał, że z największą ufnością mógłby zasnąć na piersi każdego z nich... Niewiele brakowało, aby ofiarą zamachu padł także Zygmunt III Waza. Na króla napadł człowiek niespełna rozumu i nawet współcześni mieli poważne wątpliwości co do jego kondycji psychicznej, co jednak nie uchroniło nieszczęsnego delikwenta od śmierci w straszliwych mękach – królobójstwo było wszak uważane za najgorszą z możliwych zbrodni. Ostatni król, Stanisław August Poniatowski, został natomiast porwany przez konfederatów barskich, którzy bynajmniej nie planowali jego uśmiercenia, chcieli go jedynie zmusić do abdykacji, co im się zresztą nie udało. Za ofiarę królobójstwa trudno uznać też cara Aleksandra II, który zginął z ręki polskiego zamachowca, gdyż, w przeciwieństwie do swojego stryja Aleksandra I, nigdy nie został formalnie koronowany na króla Polski. Doskonały polski historyk, profesor Janusz Tazbir, stwierdził, że „Pierwszym zamordowanym władcą był tak naprawdę Gabriel Narutowicz”[1], wyrażając jednocześnie opinię, iż za zabójstwem króla Przemysła II stali Brandenburczycy, nie można więc go uznać za ofiarę królobójstwa. Teza o udziale Brandenburczyków w tej zbrodni jest jednak tylko i wyłącznie jedną z wielu hipotez dotyczących zleceniodawców zabójstwa polskiego władcy, niezbyt docenianego w polskiej historiografii. Za króla, którego dziełem było zjednoczenie rozbitej na dzielnice Polski, uważa się powszechnie Władysława Łokietka, mimo iż tak naprawdę dokończył on jedynie dzieło rozpoczęte przez Przemysła II.

[...]

Przypisy
[1] J. Tazbir (w rozmowie z Agatonem Kozińskim), Prof. Tazbir: Pierwszym zamordowanym polskim władcą był tak naprawdę Gabriel Narutowicz, http://www.polskatimes.pl/artykul/720911, prof-tazbir-pierwszym-zamordowanym-polskim-wladca-byl-tak-naprawde-gabriel-narutowicz, id, t.html