Tajemnica radości - Peter Kreeft - ebook

Tajemnica radości ebook

Peter Kreeft

0,0

Opis

Wszyscy jej szukamy, tęsknimy za nią i dążymy do niej przez całe życie. Czy jednak naprawdę wiemy, czym jest radość? Uczuciem, stanem umysłu, nagrodą za sukces? Im usilniej próbujemy ją zdobyć, tym bardziej wymyka nam się z rąk. A przecież jest prawdziwa.

Jak przekonuje Peter Kreeft, radość pozostaje tajemnicą – czymś większym od nas samych. Nie można jej wypracować ani wynaleźć, można ją jedynie otrzymać jako dar. Prawdziwa radość to sam Bóg, który oddaje nam siebie, a przez to uzdalnia nas do wyjścia poza nasze własne „ja”, przeprowadzając nas przez doliny porażek i wyżyny triumfu.

Z charakterystycznym dla siebie humorem, błyskotliwością i filozoficzną przenikliwością autor przekonuje, że choć smutku nie sposób uniknąć, radość jest zawsze na wyciągnięcie ręki. Aby ją odnaleźć, trzeba odrzucić jej liczne podróbki i zwrócić się ku jej jedynemu, niewyczerpanemu źródłu – Temu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Książka, czerpiąca z mądrości C.S. Lewisa i św. Tomasza z Akwinu, wpisuje się w klasykę gatunku, a Peter Kreeft, we własnym mniemaniu malkontent, wprowadza nas w tajniki długiej, acz pięknej drogi stopniowego poddawania się najgłębszej radości – najważniejszego zadania, którym warto żyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 228

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Zeskanuj kod QR i obejrzyj rozmowę z ks. Krzysztofem Kauchą „Chrześcijańska nadzieja. Czy życie ma sens?”.

Tytuł oryginału – The Mystery of Joy

Copyright © 2025 by Ignatius Press, San Francisco. All rights reserved

Copyright © for this edition by Fundacja Prodoteo, Warszawa 2026

Redaktor prowadzący – Anna Kaszubowska

Redakcja językowa – Anna Kaszubowska

Korekta – Katarzyna Perżyło

Projekt okładki i stron tytułowych – Ewa Jabłońska

Skład – Amadeusz Targoński

Opracowanie e-wydania – Karolina Kaiser,

Wydanie 1

ISBN EPUB 978-83-68813-06-7

Fundacja Prodoteo

ul. Wybrzeże Gdyńskie 27

01-531 Warszawa

Pełna oferta wydawnictwa dostępna na prodoteo.pl

Wstęp

Na szczęście będzie to krótki wstęp, bo nawet w książce, która jest coś warta, wstęp to zawsze najnudniejsza część.

Odważę się z miejsca na tak całkowitą szczerość, że prawdopodobnie będziecie chcieli wyrzucić tę książkę do kosza. Wcale nie przepełnia mnie radość. Jestem Błotosmętkiem i pesymistą. Widok zadowolonych ludzi, zwłaszcza zadowolonych pop-psychologów i ich uczniów, napawa mnie smutkiem. Wolę malkontentów, takich jak Samuel Johnson, Malcolm Muggeridge, Evelyn Waugh, J.R.R. Tolkien i Murphy (ten od „prawa Murphy’ego”). Nie znoszę „czarujących” osób takich jak Oprah i promowanych przez nie czarujących, podnoszących na duchu książek. Moje wyobrażenie czyśćca to konieczność mieszkania z kimś takim jak Ned Flanders z serialu Simpsonowie.

Co zatem właściwie robię, pisząc książkę o radości? Na pewno nie „dzielę się swoimi uczuciami”. Nie piszę o swojej radości. Nie jestem psychologiem, tylko filozofem. Więcej rozumiem, niż czuję. (Ale także więcej czuję, niż rozumiem).

Napisałem książkę Modlitwa dla początkujących, chociaż modlę się bardzo słabo; napisałem też książkę Jak być świętym?, chociaż jestem samolubnym grzesznikiem; napisałem również książkę Mądrość serca, chociaż moja mądrość jest marna, a serce sparszywiałe. Chcę przez to powiedzieć: „Róbcie to, co mówię, a nie to, co robię”. To znany paradoks, że komicy pod maską klauna zazwyczaj skrywają smutek. Rzeczy, a zwłaszcza ludzie, rzadko są tym, na co wyglądają. Być może malkontent potrafi na temat radości objawić jakieś prawdy, których nie zobaczymy na zadowolonej twarzy.

Piszę tę książkę nie po to, żeby podzielić się z wami uczuciem radości, tylko przemyśleniami na temat radości. A do najważniejszych i najbardziej zaskakujących przemyśleń należy to, że radość, podobnie jak miłość, nie jest przede wszystkim uczuciem.

Dodam jeszcze słówko o konstrukcji tej książki. Myśli o radości przychodziły mi do głowy pojedynczo, w przypadkowej kolejności, i w pierwszej chwili chciałem je spisać tak, jak się pojawiały – bez ładu i składu – jak Myśli Pascala. Takie podejście wydało mi się jednak niewłaściwe. Stworzyłem szczegółowy plan, ale on też wydał mi się nietrafiony – zbyt logiczny i akademicki. Ostatecznie poszedłem na kompromis. Postanowiłem rozwijać temat od radości do smutku, przechodząc w obrębie samej radości od jej istoty do imitacji, a dalej do jej właściwości, przyczyn i skutków. Nie rozwijam swoich rozważań w sposób linearny, ale raczej po spirali, jak myśliwy okrążający zwierzynę. Dlatego często wracam do głównych myśli, bo tak funkcjonuje i uczy się nasz umysł.

Zapisując te 95 myśli czy też punktów, starałem się je skracać. Lubię krótkie paragrafy, krótkie rozdziały i krótkie książki i podejrzewam, że z wami jest podobnie. W słowach, podobnie jak na wadze, łatwo przebrać miarę.

Ta książka nie została pomyślana jako lektura do przeczytania za jednym czy dwoma posiedzeniami. Trzeba ją czytać tak, jak je się cukierki – po jednym albo najwyżej kilka naraz.

1Skąd potrzeba tej książki

Skoro czytasz te słowa, to najwyraźniej nie masz tyle radości i pokoju, ile chciałbyś mieć. Gdybyś był w niebie, nie czytałbyś o radości, tylko w niej nurkował. Ktoś, kto mieszka w złotym zamku, nie ogląda map mówiących o tym, jak się tam dostać.

To prawda, że wszystkie epoki, miejsca i kultury od czasów raju pozbawione są głębokiej radości. Twierdzenie to jednak szczególnie słusznie odnosi się do współczesności i jej kultury. Nikt piszący o naszej kulturze nie nazwałby jej „cywilizacją radości”. Uśmiechają się jeszcze nasze dzieci, ale młodzi ludzie już nie, chyba że pod wpływem alkoholu i narkotyków w nocnych klubach. Uśmiechają się ubodzy Afrykanie i Misjonarki Miłości Matki Teresy z Kalkuty. Biedni uśmiechają się częściej niż bogaci i o wiele rzadziej popełniają samobójstwa. W zachodniej cywilizacji (która kiedyś nosiła miano „Christianitas”) mamy więcej dobrobytu i więcej samobójstw niż gdziekolwiek na świecie. To fakt.

Święty Tomasz z Akwinu pisał, że „człowiek nie może żyć bez radości. Dlatego człowiek pozbawiony radości duchowej przerzuca się na przyjemności cielesne”[1]. Gdy brak oryginału, pojawiają się towary zastępcze. Czy pornografia istniała w przeszłości? Oczywiście. Czy była tak masowym uzależnieniem jak dziś? Nie.

Brak nam nie tylko radości, ale i pokoju. Kiedy byłem mały, nigdy nie słyszało się o seryjnych mordercach strzelających bez powodu do przypadkowych osób. Takie rzeczy prawie się nie zdarzały. Może raz na rok. Teraz dzieje się to co miesiąc!

Dlaczego? Używając skandalicznie prostych słów Aleksandra Sołżenicyna: „Ludzie zapomnieli o Bogu” (wykład z okazji otrzymania Nagrody Templetona w 1983 roku). Muzułmanie nazywają to ghaflah. To ich wersja grzechu pierworodnego. Właśnie dlatego modlą się pięć razy dziennie. A ty?

Wszelkie dobro bierze początek w Bogu, a brak wszelkiego dobra bierze początek w braku Boga. Jeśli to nieprawda, to albo nie ma Boga, albo Bóg jest tylko byle jakim bogiem, jak Zeus.

Prawdziwą radość poznajemy tylko za pośrednictwem prawdziwego Boga, a prawdziwego Boga poznajemy w pełni tylko za pośrednictwem Jezusa Chrystusa, który stanowi pełnię objawienia Bożego (zob. Kol 1,19), Chrystusa zaś poznajemy dzięki działaniu Ducha Świętego (które zazwyczaj jest anonimowe). Pierwsze trzy „owoce Ducha” to najpierw miłość, potem radość, a następnie pokój – w tej kolejności (zob. Ga 5,22). Miłość napełnia nas radością, a radość przynosi nam pokój. Pokój rodzi się z radości, radość z miłości, miłość z Ducha, Duch z Syna, a Syn z Ojca. Brak nam dziś pokoju, bo brak nam radości, a brak nam radości, bo brak nam miłości, a brak nam miłości, bo brak nam Ducha Świętego, którego miłość jest Jego pierwszym owocem. Ducha posyła Syn, którego posyła Ojciec – źródło wszelkiego dobra. Trzy Osoby Boskie to jeden Bóg, którego całe życie jest miłością: nieskrępowaną, bezinteresowną, pełną poświęcenia, ofiarną miłością agape. Tym właśnie jest Bóg. „Bóg jest miłością” (1 J 4,8)[2]. Kto ma miłość, ma Boga, a kto ma Boga, ma miłość (zob. 1 J 3,16; 4,8).

Żyć tą miłością, „czynić” tę miłość – oto tajemnica radości. A radość to tajemnica pokoju. Prościej się nie da, tyle że w naszej kulturze taka prostota to rzadkość. Żadne skomplikowane urządzenie, w rodzaju twojego iPhone’a, tego nie wyprodukuje. Tylko ty możesz to zrobić.

Jak? To skandalicznie proste. Nie ma żadnej metody; po prostu trzeba to zrobić. Metody należą do przyczyn, skutek zaś nie może być większy od przyczyny, a przecież nie istnieje żadna większa przyczyna, której skutkiem byłaby miłość i pochodząca od niej radość, skoro miłość jest życiem samego Boga. Pozwól, żeby On zamieszkał w tobie i sam cię nią obdarował. Umrzyj dla wszystkich innych bogów, wszystkich idoli. Uwolnij się od swoich licznych uzależnień. Stań się „ubogi w duchu” (Mt 5,3); odłącz się od wszystkich innych rzeczy, wszystkich psychologicznych idoli i przyłącz się do jedynego prawdziwego Boga, który jest prawdziwą radością.

2Radość – co to takiego?

Radość tak się ma do szczęścia, jak szczęście do przyjemności: stanowi kolejny, wyższy poziom.

Sigmund Freud stworzył słynną „zasadę przyjemności”. Stwierdził mianowicie, że wszyscy mamy wrodzone dążenie do przyjemności i niechęć do cierpienia. Miał w tym oczywiście rację, ale również mylił się, mówiąc, że ta „zasada przyjemności” góruje w nas nad wszystkim, nie wyłączając tego, co ewidentnie ją przewyższa.

Arystoteles stwierdził, że tym, czego szukamy, pragniemy, pożądamy, do czego dążymy i jesteśmy teleologicznie zaprogramowani, jest szczęście. Szczęście (eudaimonia) nie stanowiło według niego 1) chwilowego 2) uczucia 3) zadowolenia, ale 1) trwały i 2) obiektywnie istniejący stan 3) dobroci duszy lub ducha (eu-daimon-ia).

(1) Ze względu na trwałość szczęścia Arystoteles uznał, że składa się na nie raczej całe życie, a nie jedna chwila. (2) Ze względu na to, że nie jest ono jedynie subiektywnym uczuciem, ale obiektywnie istniejącym stanem realnie udoskonalającym ludzką naturę, Arystoteles stwierdził, że potrzeba wysiłku i cierpienia, aby udoskonalić nas tak samo jak dzieło sztuki. (3) A ponieważ szczęście zależy także od cnót (dobrych nawyków) moralnych i intelektualnych, które wydoskonalają nasza ludzką naturę, Arystoteles podkreślał potrzebę posiadania czterech cnót kardynalnych: mądrości, męstwa, opanowania i sprawiedliwości. Z tego samego powodu powinien dodać także miłosierdzie, uczciwość, życzliwość i empatię. Żadnej z tych cnót nie osiąga się bez cierpienia, a wszystkie są potrzebne do uzyskania prawdziwego szczęścia.

Radość to jednak coś większego nawet od szczęścia. W przeciwieństwie do szczęścia, radość nigdy nie może się nam znudzić, bo zawsze jest niespodzianką. Nie stanowi ona jedynie zadowolenia i zaspokojenia naszych pragnień. Jest darem, łaską, stąd tytuł autobiografii C.S. Lewisa: Zaskoczony radością.

Radość to tajemnica. To coś większego od nas. Szczęście trwa w nas, ale to my trwamy w radości. To my wchodzimy do radości, a nie ona wchodzi do naszego wnętrza.

Radość nie pamięta o sobie. Wszystkie najradośniejsze przeżycia, jakie pamiętasz, pozwalały ci o sobie zapomnieć. Odwrócenie wzroku od tego, co cię uradowało, i zwrócenie go na siebie oznaczałoby utratę radości. Radość jest „ek-statyczna”. („Ekstaza” oznacza dosłownie „stanięcie na zewnątrz siebie”). Jest to doświadczenie nie tylko pozacielesne, ale także pozarozumowe, bo kiedy ogarnia cię radość, nie pamiętasz ani o swoim ciele, ani o swoim rozumie. Ponieważ jest ona „ek-statyczna” w tym dosłownym (i mistycznym) sensie, jest ona także ekstatyczna w sensie potocznym: większa niż szczęście, wznioślejsza i głębsza niż zwykłe zadowolenie.

Wśród wszystkich rodzajów miłości i dążeń serca wyróżniamy zatem trzy stopnie doskonałości: przyjemność, szczęście, radość. Także w umyśle wyróżniamy trzy podobne poziomy: doznawanie zmysłowe (dotyczące faktów), poznanie (dotyczące prawdy) oraz mądrość (czyli zrozumienie). W obu przypadkach najniższy poziom dzielimy ze zwierzętami (w żadnym razie nie oznacza to, że jest on zły, niesłuszny albo bezwartościowy), a najwyższy – z Bogiem i aniołami.

Radość nie jest jednak tylko psychologicznym, subiektywnym zjawiskiem. I tego dotyczy następna myśl – naprawdę zaskakująca.

3To nie radość trwa w nas, tylko my trwamy w radości

Radość jest ze swej istoty nie tyle subiektywnym uczuciem, co obiektywnym faktem – oto prawdopodobnie najbardziej zaskakująca myśl tej książki. To dzięki wierze, a nie dzięki uczuciom, wiemy, że mamy radość. Wiara podążająca za faktami wzrasta, wiara podążająca za uczuciami zawodzi.

Nawet szczęście (eudamonia, makarios) – uznane przez nas za drugi czy też środkowy poziom – to obiektywny stan bycia błogosławionym, dlatego może ono obejmować cierpienie: „Błogosławieni, którzy się smucą” (Mt 5,4). Pobożni biedacy często mówią, jakim „błogosławieństwem” jest dla nich ta odrobina, którą mają. Niereligijni bogacze rzadko kiedy używają tego słowa, nawet na określenie swojego olbrzymiego majątku. Tylko przyjemność – stojąca najniżej – jest całkowicie subiektywna: masz ją wtedy, kiedy ją czujesz, i tyle.

Uczucia są subiektywne: istnieją w nas i są zależne od nas. Napełniają nas i z nas uchodzą, bo są mniejsze od nas. Radość natomiast nas przerasta, bo jest nią sam Bóg. To nie ona napełnia nas, to my wchodzimy do niej (zob. Mt 25,21).

A skoro jest ona obiektywnym faktem, a nie tylko subiektywnym uczuciem, to możemy ją mieć, nawet gdy jej nie odczuwamy. Chrystus jest naszą radością, a Chrystusa możemy mieć zawsze; dlatego zawsze możemy mieć radość. Nie zawsze jednak towarzyszy nam uczucie radości. Radość zatem to nie tylko uczucie. Tak dyktuje niepodważalna logika.

Paradoksalnie, świadomość tego, że radość Chrystusa towarzyszy nam, nawet gdy jej nie czujemy, daje nam pokrzepienie (a pokrzepienie to uczucie). Jeśli mamy Chrystusa, mamy radość. Słowo „pokrzepienie” ma ten sam rdzeń co słowo „krzepki”, czyli mocny – jak wojskowe umocnienia albo forteca. Przypomina raczej warowny zamek niż czuły pocałunek.

Chrystus nie stanowi jedynie zewnętrznej przyczyny naszej radości, tak jak Święty Mikołaj stanowi przyczynę pojawienia się prezentów pod choinką; stanowi On także jej wewnętrzną istotę i tożsamość. W kategoriach arystotelesowskich powiedzielibyśmy, że Chrystus jest nie tylko przyczyną sprawczą, ale także przyczyną formalną i materialną naszej radości. On jest naszą radością.

Aby lepiej zrozumieć różnicę między obiektywną i subiektywną radością, wyobraź sobie doskonały automat do sprawiania fałszywej radości, który, manipulując twoim mózgiem, potrafiłby dać ci sztuczne uczucie radości niezwiązane z żadną obiektywną rzeczywistością, czyli przyczyną radości. Czy zgodziłbyś się żyć wiecznie w takiej maszynie, gdyby uwolniło cię to od wszelkiego smutku, cierpienia, frustracji, strachu, nudy i śmierci? Czy chciałbyś żyć w kosmicznym Disneylandzie? Czy może jednak wolałbyś prawdziwy świat z jego przyjemnością i bólem, radością i smutkiem, wojną i pokojem, miłością i nienawiścią, wiernością i zdradą? Czy chcesz znać prawdę i żyć w rzeczywistości, nawet jeśli wiąże się to z odczuwaniem smutku i cierpienia, czy wybierasz przyjemne uczucia kosztem prawdy i rzeczywistości?

Może wydaje ci się, że to trudne pytanie, ale wcale tak nie jest. Znaczy ono w istocie: czy chcesz żyć w świecie, którego Bóg zechciał dla ciebie, czy w tym, którego sam pragniesz dla siebie? Czy wolisz żyć wezwaniem „bądź wola Twoja”, czy raczej życzeniem „bądź wola moja”? To pytanie wyznacza ostateczną granicę nieba i piekła.

Święty Augustyn w kazaniu o czystej miłości Boga[3] pyta, czy gdyby Bóg zaproponował ci układ, na mocy którego mógłbyś mieć dosłownie wszystko, czego zapragniesz, oprócz jednego – prawdziwego Boga – to czy skorzystałbyś z takiej „okazji”? Czy kochasz Boga całym sercem, ponad wszystko? Czy odpowiadasz Mu jak św. Tomasz, który usłyszał od Boga: „Dobrze napisałeś o Mnie, Tomaszu. Co chciałbyś w nagrodę?”. Jego odpowiedź – najdoskonalszą z możliwych – stanowiły trzy słowa: „Tylko Ciebie, Panie”. Czy ty też tak byś odpowiedział?

4Clive Staples Lewis i błędne rozumienie radości

Clive Staples Lewis był jednym z najwybitniejszych myślicieli współczesności, ale nawet on przez wiele lat popełniał błąd, który moglibyśmy nazwać subiektywizacją radości. W swojej autobiografii zatytułowanej Zaskoczony radością Lewis przyjmuje dość niezwykłą definicję radości: rozumie ją nie jako zaspokojenie pragnienia, ale jako samo pragnienie – najgłębszą tęsknotę serca za czymś, czego nie sposób ani nazwać (por. 1 Kor 2,9), ani osiągnąć na tym świecie. Określił to pragnienie jako „radość”, bo „było godniejsze pożądania niż cokolwiek, co mogłoby je zaspokoić”[4]. Utożsamiał je z niemieckim pojęciem Sehnsucht – tajemniczej tęsknoty poetów epoki romantyzmu.

Nie mylił się, uważając, że pragnienie to warte jest więcej niż jakiekolwiek możliwe lub wyobrażalne zaspokojenie; dlatego naturalnie z całych sił pragnął znów przeżyć ową tęsknotę, ów stan „niespokojnego serca”. Mylił się jednak, sądząc, że przedmiotem jego tęsknoty było samo przeżycie. Ta odmiana „radości”, jak się przekonał potem, stanowiła jedynie znak wskazujący gdzieś dalej. Ten znak, jak sama nazwa wskazuje, miał znaczenie. Przypominał wskazujący palec. Zamiast jednak podążać w kierunku, który ów palec wskazywał, Lewis na wiele lat zakochał się w samym palcu. „Jak łania pragnie wody ze strumieni” (Ps 42,2), tak jego serce pragnęło tego, co jemu wydawało się radością, a czym tak naprawdę był Bóg. Tym, co nadawało znaczenie i wartość tej „radości”, wcale nie była sama radość, podobnie jak przedmiotem wiary nie jest wiara, przedmiotem nadziei – nadzieja, przedmiotem miłości – miłość, a przedmiotem strachu – strach (chociaż Roosevelt powiedział kiedyś, że „nie mamy się czego bać oprócz samego strachu”). Także przedmiotem poczucia winy nie jest poczucie winy (jak chcieliby niektórzy freudyści, którzy wmawiają nam poczucie winy za to, że mamy poczucie winy). Prawdziwy przedmiot owego Sehnsucht, owej tęsknoty, którą Lewis określał mianem „radości”, to wcale nie ona sama, tylko Bóg. Radość stanowi tylko Jego odbicie i drogowskaz kierujący nas do Niego.

Błąd Lewisa krył w sobie jednak głęboką prawdę. Najdroższą i najradośniejszą rzeczą w życiu, poza samym Bogiem, jest poszukiwanie Go, nawet po omacku, jak to robił Lewis przed nawróceniem. Dlatego psalmista woła: „niech się weseli serce szukających Pana!” (Ps 105,3). Lewis intuicyjnie wiedział, że słusznie „weseli się”, czyli raduje szukający, bo to szukanie jest tak naprawdę szukaniem Boga, czyli drugą najlepszą rzeczą na świecie po znalezieniu Go. Ta „przyrodzona” nadzieja jest naturalnym substratem glebowym umożliwiającym wzrost nadprzyrodzonej, czyli „teologalnej” cnoty nadziei, a zatem tym, czym instynktowna ufność dla wiary, a instynktowna miłość dla miłosierdzia.

Lewis, jako platonik, wszystko na świecie uważał za znak, obraz rzeczywistości spoza tego świata. Lew był dla niego obrazem króla, a król obrazem Boskiej władzy. Baranek był obrazem ofiary, a ofiara obrazem ofiarnej miłości Boga. Lewis nie uważał, że słynne „Idee” Platona to jedynie kwestia myśli (uniwersalia, kategorie, rodzaje, formy, gatunki, natury czy też istoty), ale także kwestia woli, serca i miłości. Ostatecznie „Wielka Idea” według Platona to nie tylko Prawda, ale także Dobro, które w Uczcie utożsamiał on z Pięknem. Prawda, Dobro i Piękno stanowią jedno w Bogu.

Wyznawcy dekonstrukcjonizmu – tej „ohydy spustoszenia” (Mt 24,15) – twierdzą, że nic tak naprawdę nie ma znaczenia, nic nie jest znakiem, tylko rzeczą; idee to nie etykiety, tylko broń w walce klas, płci albo ras. Natomiast Platon, Akwinata i Lewis nawet rzeczy materialne uważają za znaki, bo zostały one wymyślone przez Boga, autora trzech ksiąg znaków, które do nas przemawiają: natury, Pisma Świętego i sumienia (zob. Rz 1,19-21).

Lewis zaskakuje wielu czytelników, gdy na ostatniej stronie swojej autobiografii wyznaje, że odkąd stał się chrześcijaninem, temat radości przestał go niemal zupełnie interesować. Drogowskaz ma dla nas nieocenione znaczenie, dopóki błądzimy po lesie, ale nie wtedy, gdy już zdążamy we wskazanym przez niego kierunku do Jeruzalem.

[1] Św. Tomasz, Summa Teologiczna [dalej skrót: ST]II–II 35, 4, wg angielskiego przekładu o. Thomasa Gilby, cyt. za: P. Kreeft, Teologia w praktyce, czyli 358 sposobów na świętość według św. Tomasza z Akwinu, tłum. M. Sobolewska, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2025, s. 394.

[2] Cytaty z Pisma Świętego za wydaniem: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. piąte na nowo opracowane i poprawione, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 2020 (przyp. red.).

[3] Najprawdopodobniej chodzi o homilię na Ps 127: „Gdyby Bóg […] powiedział człowiekowi: […] Będziesz miał tych rzeczy ziemskich pod dostatkiem, czego tylko zapragniesz, i żyj pośród nich nie do czasu, ale zawsze: tylko mego oblicza nigdy nie zobaczysz”, zob. Św. Augustyn, Objaśnienia Psalmów (Ps 124-150), tłum. J. Sulowski, ATK, Warszawa 1986, s. 44.

[4] C.S. Lewis, Zaskoczony radością, tłum. M. Sobolewska, Esprit, Kraków 2010, s. 30.