Szare a piękne. Rekolekcje o codzienności - Zbigniew Nosowski - ebook

Szare a piękne. Rekolekcje o codzienności ebook

Zbigniew Nosowski

3,9

Opis

W chrześcijańskiej duchowości codzienności chodzi o odkrywanie, że Bóg naprawdę podtrzymuje świat w istnieniu. Nie chodzi o tworzenie iluzji, że wypicie herbaty otwiera nas na boskość. Nie chodzi o mydlenie oczu, że codzienność przestanie być szara i będzie kolorowa. Ona ma pozostać szarą, a zarazem może być postrzegana jako piękna.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 83

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Zbigniew Nosowski

Szare a piękne

rekolekcje o codzienności

Biblioteka „Więzi”Tom 202Warszawa

Ks. Zygmuntowi Zymlińskiemu SAC, który otworzył mi oczy na to, że „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28)

Wprowadzenie

Dlaczego rekolekcje o codzienności? Bo wiara nam spowszedniała. Nic w niej nowego i porywającego – wciąż te same nudne, powtarzane od lat rytuały, wciąż te same kaznodziejskie puenty, że trzeba się więcej modlić i mniej grzeszyć. No i częściej chodzić do kościoła. Ale jaki to ma związek z naszym prawdziwym życiem?

Spytajmy zatem inaczej. A może nasza wiara za mało spowszedniała? Może raczej źle spowszedniała? Może traktujemy codzienność jako miejsce, do którego Bóg nie ma dostępu – nawet nie dlatego, że musimy się jej okropnie wstydzić (choć zazwyczaj panuje w niej bałagan, jak w studenckim pokoju...). Bóg nie ma do naszej codzienności dostępu, bo my uważamy, że to dla Niego zbyt błahe sprawy. On jest od wielkich wzlotów ludzkiego ducha, od nieskończoności, od spraw wiecznych, a nie przyziemnych, doczesnych i skończonych.

Można jednak inaczej. Mądry rabin Menachem Mendel z Kocka zaskoczył raz kilku uczonych mężów, którzy byli u niego w gościnie pytaniem bardzo prostym. Spytał ich: „Gdzie mieszka Bóg?”. Roześmiali się, słysząc te słowa. „Co też mówisz, rabbi? Przecież cały świat jest pełen jego wspaniałości”. On jednak sam odpowiedział na swoje pytanie – „Bóg mieszka wszędzie, gdzie się go wpuści”...

Jeśli zechcesz wpuścić Boga do swojej codzienności, to inaczej spojrzysz i na swoją wiarę, i na swoje życie. Odkryjesz, że twój Bóg – wielki Pan i Stwórca całego świata – jest też Bogiem twojej codzienności. Odkryjesz, że twoja zwyczajna, monotonna, nielubiana codzienność może być pełna łaski. Odkryjesz łaskę codzienności. Dostrzeżesz, że twoje powszednie życie jest szare, a piękne. Jest zwyczajne, a może być święte... Na tym polega mistyka codzienności.

Przed około 30 laty ks. Józef Tischner opowiadał na rekolekcjach akademickich inną opowieść chasydzką, o pożytku z nowoczesnych wynalazków. Rabin z Sadagóry powiedział swoim uczniom, że wszystko może służyć naszemu pouczeniu. Nie tylko to wszystko, co stworzył Bóg, ale i to wszystko, co sporządził człowiek. Jeden z chasydów spytał powątpiewająco „O czym może nas pouczyć kolej?”. „Że wszystko można utracić przez jedną chwilę spóźnienia”. „A telegraf?”. „Że każde słowo jest policzone i trzeba będzie za nie zapłacić” (przypomnę, że przy wysyłaniu telegramów płaciło się od słowa...). „A telefon?”. „Że to, co mówimy tu, słyszą tam”...

Wtedy, gdy Tischner to opowiedział, cały kościół ryknął śmiechem – bo słuchacze słusznie odnaleźli w tych słowach aluzję do podsłuchu i osób, które uczestniczyły w rekolekcjach służbowo, czyli funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych.

Dziś możemy się wsłuchać w tę opowieść już bez aluzji do podsłuchu. Wsłuchać się, by dostrzec w niej zachętę do głębszego, uważniejszego spoglądania na wszystko, co nas otacza. Przez najbliższe trzy dni będę próbował opowiadać o poszukiwaniu Bożej łaski w naszym powszednim życiu, zachęcać do refleksji, czego szara codzienność może nas nauczyć.

Jeśli zatem buntujesz się przeciw religijności drobnomieszczańskiej, w której człowiek przestaje być wierzącym po wyjściu z kościoła, to zapraszam do refleksji nad kopernikańskim przewrotem w pobożności, jaki się dokonuje przez odkrycie, że codzienność jest pełna łaski.

Jeśli sądzisz, że Bóg jest daleko i nie ma nic wspólnego z naszym światem, to zapraszam do odkrywania, że jest bliżej niż się nam wydaje...

Jeśli chcesz, by twoja wiara była bliżej twojego życia, a twoje życie bliżej twojej wiary – zapraszam.

Jeśli masz wrażenie, że przesiadywanie kolejnych wieczorów w duszpasterstwie akademickim staje się dla Ciebie ucieczką od realnego życia – zapraszam.

Jeśli chcesz zastanowić się nad swoim powołaniem jako świeckiego chrześcijanina – zapraszam.

Dzień pierwszy

Patrzeć inaczej

Codzienność... Zazwyczaj od niej uciekamy, bo mamy jej dość i chcielibyśmy się od niej oderwać. Jednym jawi się jako szara, monotonna, nużąca, płaska, nudna i okropnie powtarzalna. Dla innych problemem jest nadmiar codziennych wydarzeń i zmartwień, pośpiech naszej codzienności i wynikająca z niego powierzchowność w kontaktach międzyludzkich, w przeżywaniu i analizie wydarzeń, jakie nas spotykają.

Tak czy owak – codzienność jawi się nam najczęściej jako beznadziejna. Żyjemy w codzienności, bo nie mamy innego wyjścia. A tak by się chciało zajmować czymś wielkim, znaczącym, ciekawym i sensownym. Najchętniej by się od niej uciekło.

Może jednak lepiej nie uciekać? Przecież uciekanie od codzienności jest uciekaniem od samego siebie, od własnego człowieczeństwa, które nieodłącznie wypełnione jest również elementami powszedniej rutyny, konieczności, nudy, powtarzalności i pustki. Zresztą dokąd można uciec przed codziennością? Na pustynię, do klasztoru? A czyżby w zakonie nie było powszednich problemów, wciąż tych samych nudnych kolegów czy niesympatycznych przełożonych? Zwłaszcza w klasztorze kontemplacyjnym poziom powtarzalności i monotonii daleko przewyższa wszelkie standardy życia świeckiego... Jeśli zaś nie uciekać od codzienności, to co z nią uczynić? Jak sprawić, by miała ona jakiś sens, a nie sprowadzała się tylko do roli nieuniknionego przerywnika między wielkimi (czy o wiele znaczniejszymi) aktami ludzkiego ducha?

Wobec takich pytań staje każdy człowiek. Chrześcijanin staje wobec nich w szczególny sposób – jeśli poważnie traktuje swoją wiarę. Ja też wobec takich pytań stawałem i staję każdego dnia. Świadomie zacząłem je sobie zadawać, studiując teologię. Trudno było nie pytać o teologiczne wskazówki dla powszedniej aktywności człowieka, żyjąc z rodziną wśród smutnej codzienności lat osiemdziesiątych, kiedy chciało się dać dziecku wszystko, a w sklepach nie było nic. Miałem wówczas mocno wszczepione przez ruch oazowy przekonanie, że być chrześcijaninem to zadanie na całe życie, a nie na jego kawałek. Operując pojęciami z rynku pracy, być chrześcijaninem to dużo więcej niż zajęcie pełnoetatowe, bo etat to zaledwie 8 godzin dziennie, no niekiedy de facto kilkanaście. Być chrześcijaninem jednak to więcej niż jakakolwiek praca full time, to zajęcie whole life – na całe życie, czyli 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Niczym sklep całodobowy...

Jeżeli zatem mamy być wyznawcami i świadkami Chrystusa nie tylko „po fajrancie”, ale na 100% – to co z codziennością, która zabiera nam tak wiele cennego czasu, nie pozwalając skupić się na tym, co naprawdę ważne? Jeśli szare codzienne obowiązki pochłaniają nam większość życia, czy to znaczy, że większość naszego życia skazana jest z Bożego – czyli najważniejszego – punktu widzenia na mierność, nijakość i bezbarwność?

Szukając jakichś odpowiedzi na te pytania, odkryłem, że jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku, Karl Rahner, niemiecki jezuita, poświęcił wiele uwagi w swoich pracach właśnie problematyce codzienności. Od tamtej pory temat duchowości na co dzień i teologii codzienności wraca do mnie stale – zarówno jako zagadnienie teologiczne, jak i (dużo częściej) jako duchowe wyzwanie, któremu rzadko potrafię sprostać. Ale choć sprostać nie potrafię, to jednak przyjąłem to zaproszenie ojców dominikanów i będę o tym mówił, pocieszając się przykładem Tertuliana, który wygłaszając traktat o cierpliwości, musiał szczerze rozpocząć słowami: „opowiem wam o cnocie, której sam nie posiadam...”. Ja też chcę mówić o czymś, co bardzo chciałbym, żeby było w moim życiu rzeczywistością, lecz jakże mi do niej daleko...

Bóg jest blisko

Niedawno, dokładnie przed dwoma tygodniami, miałem mocne i bardzo trudne doświadczenie – nagle zmarła Joanna, 42-letnia młoda kobieta, moja dobra znajoma od 30 lat. Jej mąż postawił przede mną bardzo trudne zadanie, prosząc bym napisał pożegnanie, które miało być odczytane podczas jej pogrzebu. Długo nie wiedziałem, co i jak napisać. Gdy w końcu żona podpowiedziała mi, jak ująć te myśli, które chodziły nam po głowach, okazało się, że trzeba napisać o sprawach bardzo prozaicznych, ale jakże wielkich. Trzeba wspomnieć i jej ciepły uśmiech, i zapach ciepłego ciasta, które przynosiła. Gdy chcieliśmy podziękować Bogu za jej życie – równie nagle przerwane, co pełne treści – trzeba było wspominać wspólnie zrywane jabłka, wspólne wędrówki po górach, wspólnie śpiewane piosenki, wspólnie przegadane wieczory, wspólną modlitwę. Dziękowaliśmy za jej radosną dziewczęcość i pogodną kobiecość, za mądre macierzyństwo i ofiarną pracę. To niby nic wielkiego – same drobiazgi. A przecież złożyły się na życie, które mocno pozostaje w pamięci. Jej pogrzeb stał się zaś potężnym wyznaniem wiary w życie wieczne.

Ta sytuacja uświadomiła mi na nowo specyfikę naszego doświadczania codzienności. Wydaje się ona tak mało ważna w perspektywie bieżącej, z punktu widzenia jutra czy pojutrza. A w perspektywie wieczności? Wydawałoby się, że już kompletnie nie ma znaczenia. Ale, jak widać, ma...

Myślę, że to nie jest tylko moje doświadczenie. Co bowiem odczuwamy, o czym myślimy, gdy umiera ktoś bliski? Czego będzie nam brakowało, skoro tej osoby już nie będzie przy nas? Czy to nie są właśnie takie drobne codzienne sprawy – że brakować będzie bliskości tego człowieka, uścisku dłoni, możliwości rozmowy, porady, wspólnej zabawy, wspólnego marnowania czasu...

Wspomniałem o inspiracjach myślą Karla Rahnera. Wiele jego refleksji jest mi wciąż bardzo bliskich i pomocnych. Według niego, „Bóg kieruje nami za pomocą powszedniego dnia z niezwykłą celnością”. Rahner protestował przeciwko zamykaniu się przez człowieka we własnej skończoności. Przypominał, że człowiek jest przecież obdarzony nieskończonością absolutnego Boga. Poczucie skończoności – tak częste wśród współczesnych – jest tylko pozorem, wynika z nieumiejętności dostrzeżenia, że otacza nas wspaniała rzeczywistość. Rahner często mówił, że „człowiek zawsze – zajęty ziarnkami piasku na brzegu – mieszka w rzeczywistości na skraju nieskończonego morza tajemnicy”. Nie można jednak stale zajmować się ziarenkami piasku na plaży. Aby w pełni rozpoznać samego siebie, trzeba podnieść głowę i rozejrzeć się dookoła...

Najbardziej chyba znane stwierdzenie Rahnera to jego zdanie wypowiedziane w jednym z wywiadów: „Chrześcijanin przyszłości albo będzie mistykiem, albo go w ogóle nie będzie...”. Słowa te nie były jednak apelem o całodniowe oddawanie się medytacji i kontemplacji. Dla Rahnera – jezuity odwołującego się do ignacjańskiej zasady szukania Boga we wszystkim – mistycyzm to dostrzeżenie wymiaru głębi, duchowej tajemnicy, która jest fundamentalnym składnikiem każdego istnienia. Transcendencja w jego rozumieniu to wymiar prowadzący w głąb, a nie w górę; w głąb – czyli ku temu, co najistotniejsze i zasadnicze. Mistycyzm oznacza odkrywanie zakorzenienia każdej, najmniejszej nawet rzeczy w misterium, z którego wszyscy czerpiemy.

Z pełnym przekonaniem Rahner mówił o mistycyzmie spraw powszednich, o mistyce najbardziej szarych dni. Twierdził nawet, że ten trudny do określenia „mistycyzm” życia codziennego,, będzie uznany za istotę chrześcijaństwa”. Podkreślał, że istnieje specyficzna łaska codzienności – Boży dar zawarty w najzwyklejszych wydarzeniach szarego życia, uchwytny dopóty, dopóki trwa ich zwyczajność. Odkrycie tego wymiaru nazywał wręcz „przewrotem kopernikańskim” we współczesnej pobożności.

Przewrót ten polega na odkryciu, że codzienność – pozornie powierzchowna, czysto „świecka” i „światowa”, mająca niewiele wspólnego z Bogiem czy wręcz oddzielająca od Niego – zawiera wymiar głębi, wypełniona jest, może być wypełniona, przez Boga i Jego łaskę. Jeśli chrześcijanin doświadczy takiego przewrotu w swojej duchowości, nie musi już uciekać od codzienności ku wyższym sferom ducha, lecz będzie przeżywał swą wiarę pośrodku niej. Rahner zachęcał: „Nie powinniśmy prosić Boga: «uczyń z mego dnia powszedniego dzień święty», lecz raczej: «daj, aby mój dzień powszedni pozostał dniem powszednim»”.

W tym ujęciu codzienność jako taka jest miejscem spotykania Boga, szansą doświadczenia Ducha Świętego i Jego łaski. Bóg nie jest odległy, lecz bliski. Bo przecież – jak mówił św. Paweł na ateńskim areopagu – „w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,27–28). To jeden z moich ulubionych fragmentów biblijnych, a uwrażliwił mnie nań duszpasterz z czasów licealno-studenckich, pallotyn ks. Zygmunt Zymliński. Skoro „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”, to spotkanie Boga nie musi być wcale tak trudne, jak się wydaje. Dla chrześcijanina wszystko może stać się wydarzeniem łaski.

Żyjąc wiarą, nie trzeba już zatem uciekać od spraw doczesnych (dawniej pogardliwie zwanych sprawami „tego świata”). Dzisiaj potrzebna jest wiara – jak mówił Rahner – miłująca ziemię. Wiedział o tym także cadyk z Góry Kalwarii, który powiedział kiedyś: „Słyszę nieraz, jak ludzie mówią: «Odrzucam ten świat». A czy świat jest twój, że możesz go odrzucić?”

Świat nie musi być zatem przeszkodą dla człowieka wierzącego – i Żyda, i chrześcijanina (tu się akurat nie różnimy). Świat jest przecież stworzony i zbawiony przez Boga. Zwłaszcza chrześcijanin powinien mieć przyjazny stosunek do świata. Przecież wierzymy, że Bóg zechciał po prostu stać się człowiekiem i żyć jak my. Nie uciekał od ludzkiego świata, lecz go świadomie wybrał, z jego skończonością, mitręgą i znojem.

Przez wiele lat jednak nawet wielcy święci nie widzieli dla chrześcijan możliwości uświęcenia w stanie świeckim. Dobitnie wyraziła taki model myślenia św. Katarzyna ze Sieny, która – odpowiadając na prośbę pewnego adwokata z Florencji o kierowanie jego życiem wewnętrznym – obwarowała swą zgodę dwoma warunkami: jej rozmówca musiałby najpierw porzucić swe małżeństwo i pracę zawodową. Nie zmienia to, rzecz jasna, faktu, że była wielką świętą, ale...

Dzisiaj już także o powołaniu zakonnym nie mówi się jako porzuceniu świata. Zakonnice i zakonnicy mają bowiem, nawet jeśli są zamknięci za murami swoich klasztorów, modlić się w intencji świata, a nie zajmować się swoim prywatnym uświęceniem. Tym bardziej świecki chrześcijanin – który siłą rzeczy jest zanurzony w sprawach powszednich – powołany jest do tego, by w swoim świeckim życiu przekraczać poczucie własnej skończoności. Rahner pisał: „Człowiek świecki wtedy tylko jest dobrym chrześcijaninem, gdy kocha świat, ludzi i historię, a w jej głosie słyszy głos Boga”.

Spis rzeczy

Wprowadzenie

Dzień pierwszy

Patrzeć inaczej

Bóg jest blisko

Łaska codzienności, codzienność łaski

Nie co, ale jak...

Wielkość w drobiazgach

Dzień drugi

Sakrament chwili obecnej

Chleba naszego powszedniego...

Zwyczajna miłość

Modlitwa wśród codzienności

Robotnicy świata

Dzień trzeci

Zwyczajne, a święte

Ołtarz codzienności

W kuchni i w sypialni

Pułapki teologii codzienności

Nie-codzienność

Warto przeczytać

Strona redakcyjna

© Copyright by Zbigniew Nosowski, Warszawa 2007

Projekt okładki i stron tytułowych – Anna Gosiewska-Bimer Fotografia autora na okładce – Anna Róg Opracowanie wersji elektronicznej – Marcin Kiedio

ISSN 0519-9336ISBN 978-83-65424-53-2

Towarzystwo „WIĘŹ”ul. Trębacka 3, 00-074 Warszawa, tel. 22 827 29 17

Zamówienia – Dział Handlowytel./fax 22 828 18 08, [email protected]

Zapraszamy do naszej księgarni internetowej – www.wiez.pl