Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Magdalena Szostak – wychowana w środowisku świadków Jehowy, dziś katoliczka – podejmuje rzetelną analizę doktryny i działalności Towarzystwa Strażnica. Przedstawia zasadnicze różnice między wiarą chrześcijańską a nauczaniem świadków Jehowy. Nie oskarża wyznawców ani nie szuka sensacji, za to konsekwentnie broni prawdy o Chrystusie. Stawia wyzwanie katolikom i pyta: czy w sytuacji rozmowy ze świadkiem Jehowy jesteśmy w stanie dać świadectwo własnej wiary?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 115
Data ważności licencji: 12/31/2099
© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2026
Publikacja powstała we współpracy z Dominikańskim Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach
Wydawcą jest Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze
Redaktorzy serii Pszenica i Kąkol:
Radosław Broniek OP, Emil Smolana OP, Paweł Szuppe
Redaktor inicjujący – Paweł Dąbrowski OP
Redaktorka prowadząca – Justyna Olszewska
Redakcja – Katarzyna Kośmicka
Korekta – Marek Kowalik, Katarzyna Kośmicka
Skład, redakcja techniczna wersji do druku – Józefa Kurpisz
Projekt składu i okładki – Krzysztof Lorczyk OP
ISBN 978-83-7906-977-4 (wersja drukowana)
ISBN 978-83-7906-978-1 (wersja elektroniczna)
Dominikańskie Centrum Informacji
o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach
Klasztor Dominikanów
ul. Dominikańska 2, 02-741 Warszawa
Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.
Wydanie I
ul. Kościuszki 99
61-716 Poznań
tel. 61 852 39 62
www.wdrodze.pl
Przygotowanie wersji elektronicznej
Żyjemy w czasie synkretyzmu i pomieszania pojęć – także w dziedzinie religii i wiary. Czym jest religia, a czym duchowość? Czym jest wiara chrześcijańska? Co ją wzbogaca i karmi, a co prowadzi na bezdroża, stanowi dla niej zagrożenie? Co jest ewangeliczną pszenicą, a co kąkolem? Jak odkrywać drogę do Chrystusa w świecie tak wielu religijnych doktryn i duchowości, quasi-religijnych propozycji rozwoju czy też alternatywnych metod leczenia? Jak mamy zachować zdrową pobożność, będąc w Kościele i często stykając się z rozmaitymi formami nabożeństw, modlitw czy odmian medytacji?
Jesteśmy zdania, że w postmodernistycznym świecie (świecie, jak mówią niektórzy, „postprawdy”) trzeba mówić właśnie o prawdzie: o prawdzie danej doktryny czy ścieżki duchowej, a przede wszystkim o Prawdzie, którą jest Chrystus. Trzeba mówić o prawdzie, która przeciwstawia się kłamstwu i pozwala coraz pełniej odkrywać naszą drogę do zbawienia. Bo tylko ostatecznie to się liczy: zbawienie, które daje Bóg.
Namysł nad różnymi aspektami religii, wiary i duchowości ma – z punktu widzenia teologii – dwa wymiary: 1) zewnętrzny (ad extra), czyli odnoszący się do tego, co na zewnątrz Kościoła; 2) wewnętrzny (ad intra), stanowiący refleksję nad tym, co jest wewnątrz Kościoła.
Pierwszy dotyczy zatem tego, co jest poza Kościołem, a z czym się stykamy, żyjąc w świecie wielu religii i duchowości niechrześcijańskich, tradycji ezoterycznych oraz rozmaitych metod rozwoju i samodoskonalenia człowieka. W związku z powyższym powstaje wiele szczegółowych pytań: Jak nowe formy religijne zaspokajają duchowy głód człowieka? Czy da się z nich coś zaczerpnąć? Czy można korzystać z orientalnych technik medytacyjnych, wschodnich sztuk walki czy też chińskich praktyk leczniczych? Czy magia jest czymś niebezpiecznym dla człowieka? Jak roztropnie korzystać z rozmaitych ofert rozwoju, aby nie zatracić perspektywy wzrostu w miłości chrześcijańskiej? Które z doktryn, obrzędów czy metod medycyny alternatywnej mogą być niebezpieczne dla wiary chrześcijańskiej i prowadzą człowieka na duchowe bezdroża, a nawet przyczyniają się do utraty zdrowia psychofizycznego czy wręcz możliwości zbawienia?
Z kolei wymiar ad intra dotyczy przemian (mutacji) zachodzących w obrębie treści wiary chrześcijańskiej (doktryna) oraz w ramach pewnej praktyki w Kościele (pobożność). W polskim Kościele możemy zaobserwować rozmaite zjawiska: kolejne mody, praktyki pobożnościowe, jak również nowe poglądy, niekiedy zrywające z wcześniejszą tradycją. Czy mamy wierzyć wszystkim nowym prorokom albo objawieniom prywatnym, zwłaszcza wieszczącym rychły koniec świata? Czy każda pobożność prowadzi ku Bogu? Jakie praktyki wypaczają naszą duchowość? W jaki sposób Kościół rozumie cud czy uzdrowienie? Co to znaczy czytać Biblię „po katolicku”? Kiedy dana wspólnota jest zdrowa i można w niej wzrastać, a kiedy staje się ona sektą, która zamyka człowieka na Chrystusa? Kim powinien być świecki lider i jaka jest jego rola we wspólnocie kościelnej? To tylko niektóre z pytań, na które chcemy poszukać odpowiedzi.
Obydwie perspektywy (zewnętrzna i wewnętrzna) wpływają na naszą wiarę. Część owych poglądów oraz praktyk jest dobra i ożywcza dla wiary, ale niektóre powodują jej negatywną mutację, sprawiając, że wiara słabnie, co niekiedy prowadzi nawet do odejścia od Chrystusa. W tej drugiej sytuacji człowiek tworzy sobie własną postać wiary (wierzeń), wiarę sprywatyzowaną, coś w rodzaju religijno-duchowego koktajlu, w którym są elementy chrześcijaństwa, ale równocześnie składniki niechrześcijańskie, magiczne czy też czysto psychologiczne. Może to być także wiara z dużą domieszką lęku i braku krytycyzmu, gdzie ktoś skupia się na sobie samym zamiast na Bogu.
Opisanym wyżej zjawiskom zamierzamy się przyjrzeć w naszym „laboratorium mutacji wiary”; zbadać je jak pod mikroskopem, aby lepiej ocenić ich zawartość, sięgnąć do ich istoty. Chcemy zobaczyć – mówiąc językiem biblijnym – co jest ewangeliczną pszenicą, a co zasiewem Złego, kąkolem. Przyświecają nam w tym słowa z Pierwszego Listu św. Jana: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie” (1 J 4,1).
Nasza seria to kolekcja książek dotyczących powiązań pomiędzy teologią, duchowością a praktyką życia chrześcijańskiego. Chcemy, aby teologia służyła praktyce i pobożności, a jednocześnie – aby konkretne doświadczenie było weryfikowane przez nauczanie Kościoła i teologię otwartą, co istotne, na różne nauki. Teologia potrzebuje doświadczenia i doświadczenie domaga się refleksji, interpretacji, teologii właśnie. Do naszego laboratorium (łac. „pracownia”) wspólnej refleksji zamierzamy zapraszać specjalistów w danym temacie, szczególnie teologów (choć nie wyłącznie ich) otwartych na doświadczenie życia chrześcijańskiego. Zależy nam na tym, aby tematy, które podejmujemy, dotyczyły konkretnych zjawisk duchowo-religijnych obecnych w Kościele w Polsce.
Pragniemy, aby książki z naszej serii charakteryzowały się następującymi cechami: 1) ortodoksją; 2) rzetelnością naukową; 3) przystępnością; 4) zwięzłością. Jesteśmy przekonani, że katolicy potrzebują dziś klarownego wykładu doktryny Kościoła oraz jasnych kryteriów – zgodnie z Biblią, Tradycją i Urzędem Nauczycielskim Kościoła – w odniesieniu do zjawisk, które się pojawiają. Dążyć będziemy do przekazania solidnej treści, opartej na dobrych, wiarygodnych źródłach, w tym oficjalnym nauczaniu Kościoła. Chcemy sięgać do życiodajnego nurtu myśli ojców i doktorów Kościoła, pism świętych, nauki papieży, ale też do rzetelnych, współczesnych opracowań naukowych. Pragniemy ponadto, aby nasze publikacje były napisane przystępnym językiem, bez zbędnego nauko- wego żargonu, który często powoduje, że są one niedostępne dla niespecjalistów. Zależy nam, by wyjaśniać pojęcia, a nie by tylko nimi operować. Naszą ambicją jest także to, aby książki były krótkie i zwięzłe, zdajemy sobie bowiem sprawę, że wielu ludzi nie ma czasu na lekturę obszernych i zawiłych traktatów. Zatem będzie: ortodoksyjnie, solidnie, przystępnie, zwięźle.
Pomysł na serię Pszenica i Kąkol zrodził się w Dominikańskim Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Podejmowane w poszczególnych tomikach tematy mają swoje źródło nie tylko „za biurkiem”, ale wyrastają także ze spotkań z konkretnymi ludźmi, stawiającymi pytania oraz szukającymi pomocy. Im wszystkim pragniemy zadedykować niniejszą serię, mając nadzieję, że rozważania naszych autorów będą choć w części odpowiedzią na pytania, z którymi przychodzi nam wszystkim się zmagać.
Radosław Broniek OP
Dwie młode głosicielki zapukały do pewnego mieszkania. Drzwi otworzyła mama gromadki dzieci, zajęta opieką nad nimi oraz wieloma innymi obowiązkami pani domu. Jedna z dziewczyn rozpoczęła spotkanie słowami, które tamtego dnia najprawdopodobniej usłyszeli także pozostali mieszkańcy okolicy: „Dzień dobry! Rozmawiamy z pani sąsiadami o tym, jak niepewne są dzisiejsze czasy i jak trudno jest w nich prowadzić szczęśliwe życie rodzinne. Czy mogłybyśmy z panią chwilę pomówić o tym, jak na podstawie wskazówek, które daje Bóg, wychowywać dzieci?”. Obwieszona maluchami matka odpowiedziała: „Dobrze, a co chciałybyście wiedzieć?”.
Wybór tej anegdoty na rozpoczęcie niniejszej książki nie był motywowany złośliwością wobec świadków Jehowy, lecz wynika z konieczności zwrócenia uwagi wierzącym katolikom – pierwszym adre- satom tej publikacji – na obowiązki, które zaniedbują. W taki właśnie sposób powinniśmy reagować na zaproszenie do rozmowy o Panu Bogu – na każde pytanie typu: „Co Biblia mówi o tym czy o tamtym…” katolik powinien odpowiedzieć: „A o czym dokładnie chcesz, bym ci opowiedział?”. Tymczasem zasmucająca prawda jest taka, że liczni katolicy nie znają dobrze nauki Kościoła, nie potrafią wskazać jej biblijnych podstaw, a ludzi, którzy chcą rozmawiać o wymaganiach i zasadach Bożych, nie traktują poważnie. Natomiast ci katolicy, którzy zaniedbali edukację religijną i relację z Panem Bogiem, ale zaczynają odczuwać potrzebę powrotu do tych spraw, kiedy już otworzą drzwi świadkom Jehowy i zaczynają ich słuchać, odczuwają zawstydzenie poziomem ich znajomości Pisma Świętego i wtedy (czasami) zaczynają chłonąć nauki Towarzystwa Strażnica. Jeszcze kilka lat temu, przed erą tabletów, niesamowite wrażenie na ludziach robiło sprawne wyszukiwanie wersetów, które było domeną właśnie świadków Jehowy. I choć dziś trudno już ich zobaczyć z papierowym wydaniem Biblii, to nadal kojarzą się z tymi, którzy każde swoje twierdzenie potrafią poprzeć cytatem. Są to jednak tylko pozory. Wierzenia świadków Jehowy nie mają mocnych podstaw w Piśmie Świętym, ich znajomość objawienia Bożego jest wybiórcza, a liczne odnośniki do wersetów, które pojawiają się w publikacjach Towarzystwa Strażnica, często okazują się po prostu nieadekwatne.
W niniejszej publikacji nie będę się zajmować sensacjami dotyczącymi świadków Jehowy, które mogłyby zaciekawić czytelników, ale nie przyniosłyby nikomu pożytku. Oczywiście, że w zborach zdarzają się zachowania podłe, a nawet przestępcze, ale o prawdziwości doktryny świadczy nie jakość wspólnoty, lecz przede wszystkim zgodność doktryny z objawieniem Bożym. Piszę to jako osoba wychowana w zborze świadków Jehowy, która do Kościoła wróciła w dorosłości, po dość długim okresie życia bezbożnego. Świadków Jehowy pamiętam jako ludzi szczerze zaangażowanych religijnie, natomiast to w Kościele czuję trud funkcjonowania – dotyka mnie letniość katolików, hipokryzja, bolą mnie gorszące podziały czy próby liberalizowania zasad Bożych przez część katolickiej inteligencji. Jednak trwam w Kościele, bo właśnie tutaj Bóg objawia nam siebie najpełniej. Codziennie zachwyca mnie nauka Kościoła katolickiego, liturgia, dostęp do sakramentów i niemal każdego dnia ubolewam, że wszystko to jest jakoś zakryte przed moimi krewnymi. Widzę ich przede wszystkim jako ofiary duszpasterskiego zaniedbania, którego nie jestem w stanie nadrobić własnymi wysiłkami, a następnie jako ofiary manipulacji heretyckiego związku wyznaniowego. Członkom mojej rodziny nie sposób przekazać Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie, który jest Bogiem (uważają Go jedynie za największego z aniołów). Są szczelnie zamknięci, myślą wyuczonymi schematami, rozmawiają według określonych scenariuszy, nie dopuszczają do siebie wiedzy z innych źródeł niż Towarzystwo Strażnica. Krytykę organizacji odbierają jako bezpośredni atak na Boga Jehowę. I tak mam wiele szczęścia, że nie straciłam kontaktu z rodziną, a to dlatego, że nigdy nie zdecydowałam się na przyjęcie tzw. symbolu chrztu, więc gdy oddaliłam się od organizacji, nie można było mnie z niej formalnie „wykluczyć”, co skazałoby mnie na ostracyzm ze strony całej społeczności świadków. Nie jestem także postrzegana jako odstępca, czyli ktoś, kto szerzy „oszczerstwa” na temat „jedynej prawdziwej religii”, i chciałabym, żeby tak zostało, dlatego piszę tę książkę pod pseudonimem. Nie chcę, by moi krewni stracili pośredni kontakt z Kościołem, jaki mają przeze mnie. Nie wykluczam jednak, że pewnego dnia sama wręczę im tę publikację.
Często rozmyślam nad słowami niemieckiej pisarki Gertrud von Le Fort, która dokładnie sto lat temu przyjęła wiarę katolicką. Religijne wychowanie zawdzięczała mamie, pobożnej protestantce, a jednak w dorosłości zdecydowała się na krok, który mógł zostać odczytany jako zdrada rodzinnej wiary i matki. W pewnym liście pisarka odniosła się do tej sytuacji następującymi słowami: „Konwertyta nie jest (…) człowiekiem, który szczególnie podkreśla bolesny podział wyznaniowy, lecz przeciwnie: kimś, kto go przezwyciężył”1. W niniejszej książce bolesny podział został zdecydowanie podkreślony, gdyż pomiędzy doktryną Towarzystwa Strażnica a nauką Kościoła katolickiego istnieją różnice fundamentalne. A jednak zgadzam się z twierdzeniem, że konwertyta przezwycięża ów bolesny podział – przede wszystkim w sobie. Przy pisaniu tej książki towarzyszyły mi różne emocje: smutek, zażenowanie, gniew, ale również wdzięczność. Na pierwszym miejscu oczywiście wdzięczność Bogu, który przyciągnął mnie do siebie i do Kościoła. Zanim tu jednak dotarłam, On wołał mnie już swoim Słowem; a było to Słowo, o którym wiedziałam – od świadków Jehowy – że jest życiowo ważne. Przez lata miałam w domu jedynie ich przekład Pisma Świętego, który – jak zobaczymy w następnych rozdziałach – w wielu miejscach zawiera rażące błędy, i to do niego wracałam, gdy już nie chciałam dłużej żyć bez Boga. Po nawróceniu dostrzegłam konieczność zaopatrzenia się w inne tłumaczenie Biblii, ale faktem jest, że właśnie świadkom Jehowy zawdzięczam zarówno utrwalenie we mnie przekonania, że Pismo Święte jest źródłem nadziei, jak i konkretny egzemplarz, który był przy mnie przez cały mój bezbożny okres życia i realnie zbliżył mnie do Pana Jezusa. Myślę, że wyposażyli mnie w narzędzie, którego nie dała swoim dzieciom niejedna katolicka rodzina.
Jako konwertytka zatem przezwyciężam w sobie „bolesny podział wyznaniowy” – tzn. on istnieje obiektywnie, ale przekraczam go w stronę Boga. Przerzucam most na drugą stronę. Jeśli wychowanie w zborze świadków Jehowy przygotowało moje serce na przyjęcie Chrystusa, to znaczy, że istnieje tam taki punkt wyjścia, z którego można dojść do pełni objawionej prawdy, jaką przechowuje Kościół. I choć nie znam wielu podobnych przypadków, to wierzę, że przy odrobinie naszej, katolików, współpracy z łaską Bożą liczba owieczek, które wrócą do Jednej Owczarni, może się zwiększyć.
Ze względu na wyrażone powyżej przekonanie czuję potrzebę odcięcia się od publikacji, które epatują sensacją, przez co wytwarzają wokół świadków Jehowy niezdrową atmosferę. Celem niniejszej książki nie jest oskarżenie szeregowych wyznawców – naszych krewnych, sąsiadów czy kolegów z pracy. Krytykę kieruję w stronę autorów doktryny i przywódców organizacji, której pełna nazwa brzmi: Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy. Za tą ogólnoświatową organizacją religijną stoi korporacja Pensylwańskie Towarzystwo Biblijne i Traktatowe (w skrócie nazywana dalej po prostu Towarzystwem Strażnica). Jest ona, wraz z pomniejszymi podmiotami prawnymi w różnych krajach, niejako organem wykonawczym Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy, definiowanego jako „niewielka grupa dojrzałych duchowo chrześcijan, którzy zapewniają przewodnictwo świadkom Jehowy na całym świecie”2. A zatem negatywnymi bohaterami w tej książce są Ciało Kierownicze i Towarzystwo Strażnica, a nie szeregowi głosiciele i głosicielki, nie pionierzy i pionierki, nie tzw. słudzy pomocniczy, nie starsi zboru, a nawet nie nadzorcy okręgu – nawet jeśli wśród nich znamy osoby, które komuś coś zawiniły. Jestem przekonana, że istnieje niewielu świadków Jehowy, którzy poznawszy prawdę o swojej organizacji, nadal byliby skłonni jej podlegać.
Chciałabym dać wierzącym katolikom materiał, dzięki któremu będą oni potrafili lepiej zrozumieć osoby zwiedzione działalnością Towarzystwa Strażnica. Od kilku już lat zbory świadków Jehowy na całym świecie przeżywają poważny kryzys; wielu wyznawców zaczyna nabierać dystansu do tego, co kiedyś przedstawiono im jako „prawdę”. Dzieje się tak z różnych powodów. Niektórzy doznali prawdziwego szoku, gdy na jaw wyszły nadużycia seksualne starszych zboru wobec dzieci, które ujawniła tzw. komisja australijska3 – dotąd bracia i siostry żyli w głębokim przekonaniu, że Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy stanowi wspólnotę ludzi naprawdę bliskich moralnej doskonałości. Taką propagandę przekazywały im publikacje Towarzystwa Strażnica, w których równocześnie kładziono nacisk na to, że świadek Jehowy nie może żadnym swoim zachowaniem przynieść wstydu organizacji. Inne powody do zwątpienia w naukę Towarzystwa Strażnica dostarczyła pandemia. Kiedy zebrania zborowe mogły się odbywać wyłącznie za pośrednictwem platform typu Zoom, niektóre osoby zauważyły banalność przekazywanych im treści – bez atmosfery serdeczności (swoistego love bombingu), którą o wiele łatwiej jest wykreować na żywo, bez typowych dla świadków uścisków dłoni i miłych rozmów przed rozpoczęciem oficjalnego programu spotkania i po nim pozostała sama nauka i wiele czasu na samodzielną refleksję. Niektórzy byli świadkowie twierdzą, nieco złośliwie, ale nie bez racji, że do odejść wielu osób przyczynili się również bracia z Ciała Kierowniczego, bo gdy i oni zdecydowali się na kontakt ze współwyznawcami za pośrednictwem regularnych wideopodcastów, nagle się okazało, jak infantylny jest przekaz tych, którzy uchodzą za duchowe autorytety… I jak nieznośne jest ich nagabywanie o pieniądze, które wplatają w pouczenia na temat prawa Bożego. Wielu wyznawców odeszło także na skutek kolejnych zmian w nauczaniu – wspominam o nich w tej publikacji. Nie bez znaczenia pozostaje publicystyczna działalność niektórych byłych świadków Jehowy, którzy – próbując zrozumieć sytuację, w jakiej trwali przez lata – wciąż analizują historię Towarzystwa Strażnica, jej nauki i bieżące wytyczne Ciała Kierowniczego.
Przywołuję to wszystko, by uświadomić katolikom, że rozczarowanie wielu świadków Jehowy organizacją, której służyli, jest dla nas (dla nich!) szansą. Wielu z nich odchodzi z tej społeczności, ale wielu też zostaje i zaczyna funkcjonować jako PIMO, tzn. physically in, mentally out – a zatem wewnętrznie już nie identyfikują się z wierzeniami Towarzystwa Strażnica, jednak ukrywają ten fakt przed braćmi i siostrami, ponieważ boją się utraty całego grona zborowych przyjaciół, do którego – zgodnie z „wymaganiami Jehowy” – zredukowali wcześniej swoje relacje. Na zbory świadków Jehowy nie należy już patrzeć jak na wspólnoty gorliwców, lecz raczej jak na ludzi wyczerpanych, którzy często przeczuwają, albo nawet dokładnie wiedzą, że ich przywódcy religijni nie służą Bogu. Nie powinien być to jednak dla nas powód do satysfakcji, lecz do serdecznego współczucia i mobilizacji, ponieważ te osoby – nie tylko rozczarowane nauką, którą przyjęły, ale i nieufne wobec każdego „systemu religijnego” – potrzebują duchowej pomocy. Jedni stają się ateistami, którzy w końcu czerpią z życia, z zapałem piętnując ideę posłuszeństwa Bogu, inni deklarują się jako chrześcijanie bezwyznaniowi i sami próbują zgłębiać słowo Boże. Pocieszający jest fakt, że ci drudzy zaczynają zbliżać się do Chrystusa. I choć w ich głoszeniu, które prowadzą przez internet, można znaleźć wiele błędów wynikających m.in. z uprzedzeń do Kościoła, to jednak widać, że szukają prawdy. Naszą pierwszą posługą wobec nich wszystkich powinna być modlitwa. Dlaczego podczas liturgii tak rzadko uwzględniamy świadków Jehowy w modlitwie wiernych?
Niniejsza publikacja składa się z pięciu rozdziałów. Każdy opatrzony został słowami Pana Jezusa, którym Towarzystwo Strażnica nadaje absurdalny sens lub całkowicie je ignoruje, co jest brzemienne w skutki: „Kto rzeczywiście jest niewolnikiem wiernym i roztropnym?” (Mt 24,45, PNŚ)4, „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile” (Dz 1,7), „Będziecie moimi świadkami… (Dz 1,8)”, „To jest Ciało moje…” (Mt 26,26), „Mam także [drugie] owce…” (J 10,16). Pierwszy rozdział dotyczy pochodzenia. Celowo zestawiam w nim opowieść o genezie Kościoła z narracją Towarzystwa Strażnica na swój temat, aby czytelnik zobaczył różnicę. Inaczej niż Gertrud von Le Fort, uważam, że aby przezwyciężyć „bolesny podział wyznaniowy”, należy dobrze go zrozumieć, a więc siłą rzeczy – podkreślić. Rozmawiałam kiedyś z mamą nastolatka, który był zdecydowany zaangażować się w działalność Towarzystwa Strażnica. Widziałam jej bezradność, która wynikała chyba przede wszystkim z tego, że nowinkom, którymi zafascynował się syn, nie była w stanie przeciwstawić porywającej prawdy o Kościele. Gdy siadałam do napisania tej książki, założyłam, że będą po nią sięgać przede wszystkim osoby próbujące ratować swoich bliskich. Myślałam też o ludziach takich jak ja sprzed lat – z sercem już przy Chrystusie, ale z umysłem jeszcze pełnym schematów i lęków. Wierzę w siłę porównania wielkiej opowieści o Bogu z ludzkimi wymysłami.
W drugim rozdziale opowiadam o tym, z czego Towarzystwo Strażnica przez dekady było najbardziej znane – o przepowiadaniu końca świata. Dzisiaj przywódcy świadków Jehowy wmawiają wyznawcom, że za fałszywe proroctwa odpowiedzialni byli nie „pomazańcy” z Ciała Kierowniczego, lecz zwyczajni bracia, których ponosiła wyobraźnia. Nie jest to prawdą, na co istnieją liczne dowody. Dziś Towarzystwo Strażnica od czasu do czasu poucza swoich głosicieli, że nie należy za bardzo skupiać się na wypatrywaniu „końca tego systemu rzeczy”, choć jeszcze parę lat temu karmiono ich filmami przedstawiającymi fantazję Ciała Kierowniczego na temat prześladowań, jakie wkrótce mają spotkać świadków Jehowy (a będzie to rzekomo jeden z elementów „wielkiego ucisku”). Wskutek tego straszenia chyba każdy świadek miał przygotowany własny plecak ewakuacyjny. W propagandowym klipie pokazywano grupkę świadków schowanych w piwnicy, do której dobijają się oddziały specjalne, w końcu taranują drzwi i mierzą do głosicieli z karabinów… Na przykładzie fałszywych proroctw o końcu świata najlepiej widać chaotyczną zmienność doktryny, ale przede wszystkim modus operandi Ciała Kierowniczego stosowany wobec szeregowych wyznawców.
Trzeci rozdział poświęciłam imieniu Bożemu – ukazałam manipulacje występujące w Biblii wydanej przez Towarzystwo Strażnica, czyli w tzw. Przekładzie Nowego Świata. Materiał ten może być przydatny do prowadzenia rozmów z głosicielami na temat bóstwa Chrystusa. W czwartym rozdziale porównuję dwie ekonomie zbawienia – poruszam temat obchodzonej przez świadków Jehowy tzw. Pamiątki Śmierci Jezusa oraz przedstawiam, jak Ciało Kierownicze próbuje dekonstruować krzyż Chrystusowy. Ostatni rozdział dotyczy podziału świadków Jehowy na dwie klasy ludzi. Jego zakończenie brzmi brutalnie, ale jest adekwatne do wszystkiego, co zostało opisane w tej książce.
Przy wielu fundamentalnych różnicach, o jakich starałam się opowiedzieć, istnieje na pewno jedna płaszczyzna, na której możemy budować ze świadkami Jehowy jakieś porozumienie oparte na słowie Bożym. Jest nią przestrzeganie prawa moralnego, czyli wdzięczna odpowiedź stworzenia na dobroć Stwórcy. Katolicy powinni sobie mocno uświadomić, że to właśnie obraz Kościoła jako wspólnoty ludzi ignorujących Boga skłania wiele osób do poszukiwania „prawdziwej religii” poza Kościołem. Ksiądz nadużywający władzy gorszy świadków Jehowy w takim samym stopniu jak sąsiad katolik, który chodzi na niedzielną Mszę Świętą, ale na co dzień prowadzi życie próżne i nie potrafi powiedzieć nic sensownego na temat swojej wiary. Jedno i drugie jest argumentem przeciw Kościołowi katolickiemu. Świadkowie Jehowy zazwyczaj rozumieją konieczność integrowania wyznawanej wiary z życiem codziennym i nie boją się opinii świata. Czasami myślę, że wspólnota Kościoła traci wielu gorliwych wyznawców przez to, że zajmuje się, z jednej strony, liberalną reinterpretacją Ewangelii, z dru- giej – niszczącymi Kościół walkami o zachowanie tradycyjnych form kultu. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, gdyż ludzie porzucają wiarę katolicką z różnych powodów, także dlatego, że nie wkładają wysiłku, by ją naprawdę poznać, tymczasem „religijna” oferta Towarzystwa Strażnica wydaje się im strzałem w dziesiątkę, gdyż celuje w różne ludzkie niezaspokojone potrzeby, nie tylko religijne.
Na koniec pragnę podkreślić za Katechizmem Kościoła katolickiego bardzo ważną prawdę: „Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” (KKK 1776). Sobór Watykański II akcentuje godność sumienia ludzkiego i ważność jego sądów nawet wówczas, gdy sumienie to, z przyczyn niezależnych od człowieka, jest błędnie uformowane. Dotyczy to zwłaszcza sfery religijnej – postępowanie w zgodzie z sumieniem należy do prawa naturalnego. Wierzę, że zaniedbania duszpasterskie ze strony duchowieństwa katolickiego oraz techniki manipulacyjne wykorzystywane przez Towarzystwo Strażnica stanowią okoliczność łagodzącą dla świadków Jehowy. Dlatego nawet gdy moi krewni uważają, że jako katoliczka najpewniej zginę w Armagedonie, ja mam szczerą nadzieję, że każdy z nich – nawet jeśli w życiu doczesnym pozostanie świadkiem Jehowy – może ostatecznie dojść do świętości. Ta moja nadzieja nie zwalnia mnie jednak z obowiązku postąpienia w zgodzie z sumieniem – nie mogę milczeć na temat prawdy i kłamstwa.
1 Za: A. Maternowska-Frasunkiewicz, Wstęp, w: G. von Le Fort, Córka Jeftego i inne opowiadania, Ancilla, Poznań 2025, s. 37.
2Czym jest Ciało Kierownicze Świadków Jehowy?, www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/cialo-kierownicze-pomocnicy/ (dostęp: 7.10.2025).
3 Australijska Królewska Komisja ds. Wykorzystywania Seksualnego Dzieci od 2013 roku badała organizacje religijne i świeckie. Przed komisją przedstawiono dowody, że od 1950 roku żaden z 1006 przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci przez braci nie został zgłoszony władzom świeckim. Ustalono, że w zborach istnieje praktyka ukrywania informacji dotyczących przestępstw seksualnego wykorzystywania dzieci. Zob. www.childabuseroyalcommission.gov.au/case-studies/case-study-29-jehovahs-witnesses (dostęp: 7.10.2025).
4 Cytaty biblijne podano za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych (Biblia Tysiąclecia), wyd. 5, Pallottinum, Poznań 2000, oraz Pismo Święte w Przekładzie Nowego Świata, Świadkowie Jehowy w Polsce, Nadarzyn 2018 (PNŚ).
Magdalena Szostak to pseudonim kobiety wychowanej w zborze świadków Jehowy, która w dorosłym wieku nawróciła się na katolicyzm. Na co dzień jest zaangażowana w apostolat Kościoła katolickiego poprzez promowanie teologii biblijnej i różańcowej medytacji słowa Bożego. Oddana Chrystusowi przez ręce Matki Bożej. Zakochana w Bogu.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Wstęp do serii Pszenica i kąkol. Laboratorium mutacji wiary
Wstęp
Przypisy
O Autorce
Spis treści
Cover
Title Page
Strona tytułowa
