Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Hui-neng (617-713) jest prawdopodobnie najbardziej szanowaną i wielbioną postacią buddyzmu zen. Ten niepiśmienny drwal osiągnął natychmiastowe oświecenie i przeszedł do historii jako Szósty Patriarcha czan, czyli chińskiego zen; uważa się go za założyciela tzw. Południowej Szkoły zen. Jest on najlepszym przykładem na fakt, iż ani wykształcenie, ani pozycja społeczna nie mają znaczenia, jeśli chodzi o osiągnięcie urzeczywistnienia. Hui-neng charakteryzował swoje nauczanie jako nauki natychmiastowe, oparte o bezpośredni wgląd w podstawową naturę świadomości. Świadectwem ważności miejsca, jakie zajmuje on w tradycji zen, jest nadanie zapiskom traktującym o jego życiu i nauczaniu tytułu sutry, czyli „pisma”, słowa tradycyjnie zarezerwowanego dla nauk Buddy...
To całkowicie nowe tłumaczenie wyróżnia się jasnością i bezpośredniością przekazu, który charakteryzuje nie tylko nauki Hui-nenga, ale również tłumacza wersji anglojęzycznej, mistrza zen Dae Kwanga. Dzięki temu otrzymujemy być może wierniejszy, bliższy oryginałowi tekst, przekazany z umysłu jednego mistrza do drugiego.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 252
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tłumaczenia dokonano na podstawie wydań angielskich:
Platform Sutra of the Sixth Patriarch
Translated by Dae Kwang Zen Master, Su Bong Zen Monastery, 2014
The Diamond Sutra: text and commentaries
Translated from Sanskrit and Chinese by Red Pine, Counterpoint, 2001
Tłumaczenie polskie
(Robert Bączyk)
Okładka i skład
Korekta techniczna
Wydanie II poprawione
Fundacja na Rzecz Wymiany Kulturalnej z Dalekim Wschodem
Projekt Wydawniczy „miska ryżu”
tel. 515 100 273; e-mail: [email protected]
FB: Miska ryżu; IG: miska_ryzu_zen
www.miskaryzu.pl
Spis treści
Sutra wysokiego podium
Wstęp 9
1. Historia życia 11
2. Pradżnia 24
3. Pytania i odpowiedzi 34
4. Samadhi i pradżnia 415. Medytacja siedząca 45
6. Skrucha 47
7. Kluczowe wydarzenia 56
8. Natychmiastowe i stopniowe 76
9. Cesarskie wezwania 85
10. Ostatnie wskazówki 88
Sutra diamentowa
Wstęp Hui-nenga, Szóstego Patriarchy zen 105
Sutra diamentowa wraz z komentarzami Hui-nenga 109
Przypisy do
Sutry wysokiego podium 180
Sutra wysokiego podium
Wstęp
Hui-neng (638-713) jest kluczową postacią w buddyjskiej tra dycji zen. To ostatni z wczesnych wielkich mistrzów albo patriarchów-założycieli zen; uznaje się go za założyciela tzw. Połud-niowej Szkoły zen. Hui-neng charakteryzował swe nauczanie jako natychmiastowe, oparte na bezpośrednim wglądzie w pierwotną naturę świadomości. Świadectwem jego poczytnego miejsca w tra-dycji zen jest fakt, iż zapiski biografii i wykładów Hui-nenga jako jedyny tego rodzaju dokument zaszczycony został mianem sutry, czyli „pisma”, terminem w buddyjskiej literaturze tradycyjnie za-rezerwowanym dla nauk Buddy Śiakjamuniego.
Hui-neng żył w czasach dynastii Tang (619-906), który to okres często uważa się za apogeum chińskiej kultury. Szczególnie zaznaczył się wtedy rozwój chińskiego buddyzmu, który korzystał z cesarskiego patronatu. Tłu ma cze pocho dzący z Indii, Khotanu, Songdiany, Tocharii, Kuchy i innych krain kontynuowa li ogrom-ne zadanie, jakim było przełożenie na język chiń ski buddyjskiego kanonu, podczas gdy wielcy mistrzowie nowo powstających, rdzen-nie chińskich szkół poszukiwali me tod, które w pełni wyraziłyby prag matyczną syntezę nauk.
Hui-nenga tradycyjnie uważa się za niepiśmiennego drwala z pograni cza. Jak głosi legenda, osiągnął oświecenie jako bardzo młody człowiek i odzie dziczył tytuł patriarchy zen. Następnie został zmuszony do ucieczki przed prześlado waniami ze strony zazdros-nych mnisich elit, znikając w górach. Hui-neng po ja wił się ponow-nie jako mężczyzna w średnim wieku i ostatni z założycieli zen, w koń cu mając możliwość rozpowszechniania nauk wśród ludzi wszystkich klas społecz nych. Chociaż sam pozostał niepiśmienny i wy kładał buddyzm najprostszymi ze środków, wśród uczniów Hui-nenga znajdowali się zarówno konfucjań scy uczeni, jak i wiel-cy mnisi, a nawet pewien mistrz kanonu z Indii.
Kariera Hui-nenga miała niewyobrażalny wpływ na rozprzes-trzenienie się zen w Chinach. Według biografii Hui-nenga w trady-cyjnych źródłach zen, miał on trzydziestu trzech nauczających for -malnych spadkobierców. Istniała również liczna grupa osób, do daje biografia, które osiągnęły nauczanie, ale nie ujawniły swych imion i zatarły po sobie wszelkie ślady. Odnaleziono imio na dziesięciu z tych ukrytych mistrzów, jednak nic więcej o nich nie wiadomo. Oprócz tych czterdzie stu trzech znanych spadkobierców Hui-nenga, patriar-chy zen, mówi się również, że pod wpływem jego n auczania niezli-czeni ludzie „przebudzili się ku Drodze i prze kroczyli to, co zwykłe”.
Do dzisiaj przetrwały dwie wersje sutry Hui-nenga, zwanej Sutrą wyso kiego podium. Rękopis starszej, krótszej wersji przypi-sywanej uczniowi Hui-nenga, Fa-hai, odkryto wraz z wieloma innymi tekstami w jaskiniach Tun-huang. Bar dziej szczegółowa wersja zebrana w 1291 r. opierała się na kilku tekstach. Niniej sze tłu ma czenie jest oparte na tej pełniejszej wersji.
Redaktor tej wersji sutry, mnich o imieniu Tsung-pao, zauważa w po sło wiu do swego wydania:
Nauki, które Szósty Patriarcha zwykł przedstawiać, były kompletnym i wszystko-obejmującym przekazem Wielkiego Wozu; dlatego właśnie nazywa się je sutrą. Słowa są zwyczajne, jednak wskazówki w nich zawarte – dalekosiężne; wyrażenia są łatwe, a ich zna czenie – przej rzyste. Każdy, kto je czyta, coś z nich wynosi. Mistrz Ming-chiao wychwalał je, mówiąc: „Ci, których naturalny potencjał jest wyostrzony, osiągną głębię; ci, których naturalny potencjał jest stępiony, osiągną płyciznę”. Jak bardzo prawdziwe są to słowa! Kiedy po raz pierwszy wkroczyłem na Drogę, sutra ta bardzo mnie zainspirowała. W późniejszym czasie na potkałem trzy teksty o róż nej wartości. Drewniane klocki już się zatarły, dlatego porównałem te teksty ze sobą, poprawiając błędy i rozwijając skróty, dodając również historie związane z pytaniami ucz niów, w na-dziei, że ci, którzy poszukują nauk, tutaj je otrzymają.
Historia życia
Urzeczywistnienie nauk i odziedziczenie szaty
Kiedy Patriarcha przybył do klasztoru Las Klejnotów, guber-nator Wei z pro wincji Shao udał się do niego w góry wraz z kilkoma urzędnikami, aby poprosić Mistrza o przybycie do miasta i wy -głoszenie publicznego wykładu w sali klasztoru Wiel kiego Brahmy.
Kiedy Mistrz usiadł już w swym fotelu, gubernator, ponad trzy-dziestu dos toj ników, po nad trzydziestu konfucjańskich uczo nych oraz ponad tysiąc mnichów, mni szek i ludzi świeckich jedno cześnie wykonało pokłon i zwróciło się z prośbą o udzielenie esen cji nauk. Patriarcha przemówił do zgromadzonych: Przyjaciele, nasza pierwotna natura jest wrodzenie czysta; po prostu użyj cie tego umysłu, a bez pośrednio urzeczywistnicie stan buddy.
Przyjaciele, posłuchajcie teraz o biegu wydarzeń, dzięki któ-rym urze czy wis t ni łem nauki.
Mój ojciec pochodził z Fan-yang, jednak został wygnany do Ling-nan, gdzie został rolnikiem w prowincji Hsin [„Nowa”]. Nie stety, ojciec mój wcześ nie zmarł. Z moją owdowiałą matką przeprowadziliśmy się do Nan-hai, gdzie cierpieliśmy bie dę, a ja zarabiałem na utrzymanie, sprzedając drewno na opał.
Pewnego dnia klient kupił trochę podpałki i kazał zanieść ją do swego skle pu. Dostarczyłem mu drewno i wyszedłem ze sklepu z pieniędzmi w kie szeni. Na ulicy zobaczyłem wędrowca recytującego pismo. Słysząc słowa pisma, mój umysł otwo rzył się i zrozumiałem.
Zapytałem wędrowca, jakie pismo recytuje. Powiedział, że jest to Sutra dia men t owa. Wtedy zapytałem, skąd ma to pismo. Powiedział: „Otrzymałem je we Wschodnim Klasztorze Medytacji w prefekturze Huang-mei w prowin cji Ch’i, gdzie Wielki Mistrz Hung-jen, Piąty Patriarcha [buddyzmu zen], naucza ponad tysiąc uczniów. Udałem się tam i wysłuchałem tego pisma, które Patriarcha zawsze polecał zarówno mnichom, jak i ludziom świeckim, mówiąc, że jeśli zrozumieją Sutrę diamentową, postrzegą swoją pierwotną naturę i bez po średnio urzeczywistnią naturę buddy”.
Słysząc te słowa, poczułem istniejące uprzednio powinowact-wo. Od jednego z klientów otrzymałem dziesięć uncji srebra, abym mógł zapewnić mojej matce żywność i ubranie, co pozwoliło mi udać się wprost do Huang-mei, aby spotkać się z Piątym Patriar-chą.
Zapewniwszy byt matce, natychmiast wyruszyłem i dotarłem do Huang-mei w przeciągu trzydziestu dni. Na miejscu pokłoniłem się Piątemu Patriar sze.
Patriarcha zapytał: „Skąd pochodzisz i czego chcesz?”.
Odparłem: „Jestem prostym człowiekiem z prowincji Hsin w Ling- nan. Przy bywam z daleka tylko po to, aby oddać ci cześć i stać się buddą, nic więcej”.
Patriarcha powiedział: „Pochodzisz z południa, jesteś bar ba-rzyńcą; jak mógł byś stać się buddą?”.
Odpowiedziałem: „Ludzie pochodzą z południa albo z pół no cy, jednak w na tu rze buddy pierwotnie nie istnieje północ ani południe. Będąc barba rzyńcą, moja pozycja społeczna różni się od twojej, ale czym różnią się nasze natury buddy?”.
Patriarcha chciał jeszcze ze mną porozmawiać, ale zauważył, że wokół za częli się już zbierać uczniowie, nakazał mi więc przy-łączyć się do pracujących robotni ków.
Zwróciłem się do niego słowami: „Czcigodny, w moim umyśle często poja wia się mąd rość. Nie będąc oddzielonym od własnej pierwotnej natury, człowiek sam w sobie jest polem błogosławieństw. Jaką pracę mam wykonywać?”.
Patriarcha powiedział: „Ten barbarzyńca jest bardzo bystry! Nie mów już nic więcej. Będziesz pracował w młynie”.
Udałem się więc do budynku na tyłach klasztoru, gdzie ka-zano mi rąbać drewno i młócić ryż. Zajmowałem się tym przez ponad osiem miesięcy, gdy pewnego dnia Patriarcha zobaczył mnie i powiedział: „Uważam, że twój wgląd jest wiarygodny, jed-nak obawiałem się, że źli ludzie będą chcieli cię skrzywdzić, dla-tego nie rozmawiałem z tobą. Czy rozumiesz?”.
Powiedziałem: „Domyśliłem się twoich intencji, dlatego nie odważyłem się zbliżać do ciebie, aby nie okazać się nieostrożnym”.
Pewnego dnia Patriarcha przywołał do siebie wszystkich swoich uczniów i powiedział: „Uwierzcie mi, sprawa niekończących się narodzin i śmierci jest rzeczą poważną. Wy wszyscy tylko nieustan-nie poszukujecie błogosławieństw, nie próbując wyzwolić się z oce-anu cierpienia narodzin i śmierci.
Jeśli wasza własna natura jest pogrążona w zamęcie, jak mogłyby was ocalić błogosławieństwa? Niech każdy z was wejrzy głęboko w swą własną mądrość, uchwyci pełną wglądu naturę swego pierwotnego umysłu i ułoży wiersz, który mi przedstawi. Jeśli okaże się, iż któryś z was zrozumiał wielkie znaczenie, przekażę mu szatę i nauki, i stanie się on Szóstym Patriar chą.
Jest to sprawa niecierpiąca zwłoki, nie zwlekajcie więc. Na nic nie zda się myślenie o tym – ludzie, którzy postrzegli pierwotną naturę, powinni natychmiast widzieć ją w chwili, w której się o niej wspomina. Ktoś taki nieustannie ją postrzega, nawet na polu bitwy pośród tnących mieczy”.
Kiedy uczniowie usłyszeli to polecenie, rozeszli się, mówiąc jeden do dru giego: „My nie musimy wytężać naszych umysłów i próbować układać wierszy dla mistrza. Jaki byłby z tego pożytek? Shen-hsiu jest teraz głównym mnichem – z pewnością to on otrzy-ma [szatę]. Jeśli tacy jak my będą układać wiersze, będzie to tylko stratą umysłowej energii”.
Inni, gdy usłyszeli te słowa, uspokoili się, mówiąc: „Teraz bę-dziemy pole gać na mistrzu Shen-hsiu; po co mamy się trudzić uk-ła daniem wier szy?”.
Z kolei Shen-hsiu zastanawiał się: „Powodem, dla którego inni nie będą układać wierszy, jest to, iż to ja jestem głównym mnichem. Muszę więc uło żyć wiersz i przedstawić go nauczycielowi – jeśli tego nie zrobię, jak mistrz mógłby poznać głębię albo płyciznę wglądu i rozumienia mojego umysłu? Jeśli ułożeniu przeze mnie wiersza przyświeca intencja otrzymania nauk, wtedy jest to dobrem; jeśli chodzi mi tylko o tytuł patriarchy, wtedy jest złem – nie różniłbym się wtedy od zwykłego człowieka. Czyż nie byłoby to uzurpowa-niem sobie miana mędrca? Jeśli nie przedstawię wiersza, nigdy nie otrzymam nauk. Przede mną naprawdę bardzo trudna decyzja!”.
Przed salą zgromadzeń Piątego Patriarchy znajdowały się trzy korytarze, gdzie artysta miał za zadanie namalować fresk przedstawiający sceny z Sutry Lanka watary oraz linię przekazu pięciu patriarchów zen. Kiedy Shen-hsiu ułożył swój wiersz, kilka razy zbliżał się już do sali, aby go tam przedstawić, jednak za każ dym razem robiło mu się słabo i zlewał się potem. Próbując zmusić się do przed stawienia wiersza, w ciągu czterech dni wyko-nał trzynaście nieudanych prób.
W końcu Shen-hsiu pomyślał: „Lepiej po prostu napiszę ten wiersz na ścia nie w korytarzu, gdzie z pewnością mistrz go zauważy. Jeśli powie, że wiersz jest dobry, pełen szacunku wystąpię i oświadczę, iż jest on mojego autorstwa. Jeśli stwier dzi, że się nie nadaje, [okaże się, że] marnowałem w tych górach czas, przyjmując od innych wyrazy szacunku – w takim razie, czego się w ogóle nauczyłem, studiując buddyzm?”. Tej nocy, kiedy wszyscy spali, wziął lampę i na pisał swój wiersz na ścianie połud nio wego korytarza, przedstawiając swój wgląd.
Wiersz brzmiał następująco:
Ciało jest drzewem oświecenia,
Umysł przypomina czystą podstawę lustra. Pilnie i nieustannie je polerujemy,
Nie pozwalając, aby osiadł na nich kurz.
Napisawszy to, Shen-hsiu niezauważony powrócił do swego pokoju.
Shen-hsiu nie przestawał rozmyślać: „Jeśli Patriarcha będzie zadowolony, zoba czywszy jutro mój wiersz, wtedy [okaże się, że] posiadam powinowactwo z naukami. Jeśli powie, że jest nic nie wart, będzie to oznaczało, że jestem pogrążony w iluzji z powo-du mej ciężkiej karmy z przeszłych żyć i nie jes tem odpo wied nią osobą, aby otrzy mać Dharmę. Trudno przeniknąć umysł mędr ca”.
Kiedy tak rozmyślał w swoim pokoju, w każdej pozycji, siedząc czy le żąc, było mu niewygodnie. Trwało to aż do świtu.
Patriarcha wiedział już wcześniej, że Shen-hsiu nie przekroczył jeszcze bra my i nie postrzegł swej pierwotnej natury. Rankiem wezwał malarza Lu Kung-fenga, aby ten namalował fresk na ścia-nie południowego korytarza.
Nagle widząc wiersz, Patriarcha poprosił, aby malarz nie kon-tynuował swego dzieła, dziękując mu za jego trud. „Pisma mówią, że wszystkie zjawiska są iluzją – powiedział. – Pozostaw ten wiersz, aby inni mogli go recytować. Jeśli będą postę po wać zgod-nie z nim, unikną wkraczania na złą drogę; wielkie błogosła-wieństwa pochodzą z działania zgodnego z tym wierszem.”
Następnie nakazał uczniom zapalić kadzidła, pokłonić się wier szowi i na uczyć się go na pamięć, aby mogli postrzec swoją pierwotną naturę. Ucz niowie za częli go recytować i oddawać mu cześć, pełni podziwu.
W środku nocy Patriarcha wezwał Shen-hsiu do swego pokoju i zapytał: „Czy to ty ułożyłeś ten wiersz?”.
Shen-hsiu powiedział: „Tak, to ja go ułożyłem, jednak nie prag-nę pozy c ji patriarchy. Mam nadzieję, że okażesz mi współczucie i powiesz mi, czy mój wiersz zawiera choć ziarno mądrości”.
Patriarcha powiedział: „Ułożony przez ciebie wiersz wskazuje na fakt, iż nie postrzegłeś jeszcze swej pierwotnej natury. Przybyłeś tylko do bramy; jeszcze jej nie przekroczyłeś. Jeśli poszukujesz niedoścignionego oświecenia przy pomocy tego rodzaju rozumie-nia, nigdy nie będziesz w stanie go osiąg nąć. Niedoścignione oświecenie wymaga, abyś spontanicznie postrzegał swój własny pierwotny umysł, który nie pojawia się ani nie znika. Powinieneś go postrzegać z chwili na chwilę, w każdej sytuacji. Wtedy dziesięć tysięcy dharm nie jest przeszkodą. W jednej prawdzie wszystko jest prawdziwe. We wszystkich sytuacjach twój umysł jest wolny i nieporuszony. Ten wolny i nieporuszony umysł jest absolutna prawdą. Jeśli w ten sposób to postrzegasz, jest to niedoścignionym oświeceniem. Odejdź teraz i zastanów się nad tym przez dzień czy dwa. Wtedy ułóż jeszcze jeden wiersz. Jeśli dzięki niemu zobaczę, że przekroczyłeś bramę, powierzę ci szatę i nauki”.
Shen-hsiu pokłonił się i odszedł. Kiedy minęło kilka następ -nych dni, a on wciąż nie był w stanie przedstawić no wego wiersza, poczuł słabość w sercu i nie pokój w duchu i myślach. Poruszał się jak we śnie. Odczuwał niepokój i dyskomfort, czy to chodząc, czy też siedząc.
Dwa dni później chłopiec przechodzący koło młyna recytował wiersz Shen-hsiu. Jak tylko go usłyszałem, zrozumiałem, iż nie ukazuje on pierwo tnej esencji. Chociaż nigdy nie otrzymywałem żadnych wskazówek, rozu miałem już znaczenie, dlatego zapytałem chłopca: „Cóż to za wiersz recytujesz?”.
Chłopiec powiedział: „Ty prostaku! Czyżbyś nie wiedział, że Patriarcha po wie dział, że sprawa niekończących się narodzin i śmier ci jest rzeczą poważną – jeśli pragną otrzymać przekaz szaty i nauk, uczniowie muszą ułożyć wiersz. Jeśli ktoś urzeczywistnił wielkie znaczenie, mistrz przekaże mu szatę oraz nauki, czyniąc go Szóstym Patriarchą. Główny mnich Shen-hsiu napisał ten bez-foremny wiersz na ścianie południowego korytarza; Pat riarcha nakazał wszystkim go zapa miętać, mówiąc, że jeśli będzie się go prak tykować, uniknie się wkroczenia na złą drogę i osiągnie się wielkie za słu gi”.
Powiedziałem: „Przez ponad osiem miesięcy młóciłem ryż i nigdy nie byłem w sali zgromadzeń. Proszę zaprowadź mnie do miejsca, gdzie zapisany jest ten wiersz, abym mógł mu się pokłonić”.
Kiedy chłopiec zaprowadził mnie tam, powiedziałem: „Nie po-trafię czy tać; proszę przeczytaj mi go”. Był tam wtedy również porucznik Chang Chih-yung, wojskowy inspektor prowincji Chi-ang; to on przeczytał mi wiersz na głos. Kiedy go usłyszałem, po wiedziałem, że ja również chciałem przed stawić swój wiersz, i popro siłem porucznika, aby go za mnie zapisał.
Inspektor powiedział: „To niezwykłe, że ty również ułożyłeś wiersz!”.
Odpowiedziałem mu: „Nie lek ceważ początkujących. Jeśli po -szukujesz najwyższego oświecenia, powinieneś wiedzieć, że osoba o najniższej randze może posiadać najwyższą wiedzę, podczas gdy osobie o najwyższej randze może brakować praktycznej mądrości. Jeśli lekceważysz ludzi, popełniasz niezliczo ne błędy i wyrządzasz wiel kie krzywdy”.
Porucznik powiedział: „Wyrecytuj swój wiersz, a ja go za cie-bie zapiszę. Jeśli osiągniesz nauki, nie zapomnij wyzwolić i mnie”.
Mój wiersz brzmiał następująco:
W oświeceniu pierwotnie drzewo nie istnieje, A czyste lustro nie ma podstawy.
Pierwotnie nic nie istnieje –
Na czym mógłby osiadać kurz?
Kiedy wiersz został spisany, wszyscy w zgromadzeniu zdumie-li się i za częli zastanawiać, mówiąc jeden do drugiego: „Ale to dziwne! Naprawdę nie można osą dzać ludzi po ich wyglądzie! Jak mogliśmy tak długo zatrudniać jego, żyjącego bodhisattwę, jako sługę?”.
Widząc zaskoczenie i zdumienie tłumu, Patriarcha obawiał się, że ktoś ze chce mi zrobić krzywdę, starł więc mój wiersz swym butem i powiedział: „Nie jest to jeszcze postrzeżeniem esencji”.
Wszyscy pomyśleli, że mistrz musi mieć rację, jednak na-stęp nego dnia Pat riarcha potajemnie przyszedł do młyna, gdzie zobaczył mnie młócącego ryż, z ka mieniem u pasa. Powiedział: „Lu dzie poszukujący Drogi ryzykują dla Dharmy życie, niepraw-daż?”. Następnie zapytał mnie: „Czy ryż jest już go t o wy?”.
Odparłem: „Ryż jest już gotowy od dłuższego czasu, jednak należy go jesz cze przesiać”.
Patriarcha trzykrotnie uderzył swą laską w moździerz i wy-szedł. Poj mując, co Patriarcha miał na myśli, udałem się do jego pokoju o trze ciej stra ży [w środku nocy]. Używając swojej szaty jako osłony przed wzrokiem in nych mnichów, objaśnił mi Sutrę diamentową. Kiedy dotarł do miejsca, w którym mówi się: „Po win-no się tak używać swego umysłu, aby był wolny od przy wią zań”, doświad czyłem głębokiego oświecenia i zdałem sobie spra wę, że wszystkie rzeczy nigdy nie są oddzielone od naszej pierwotnej natury.
Powiedziałem wtedy do Patriarchy: „Któż mógłby przy pu-szczać, że wrodzona natura jest pierwotnie i w swojej naturze nie skalana? Któż mógłby przy puszczać, że wrodzona natura jest pierwotnie wolna od przychodzenia i od chodzenia? Któż mógłby przypuszczać, że wrodzona natura jest pierwotnie sama w sobie kompletna? Któż mógłby przypuszczać, że wrodzona natu ra jest pierwotnie nieporuszona? Któż mógłby przypuszczać, że wrodzo-na na tura jest w stanie wydać z siebie miria dy rzeczy?”.
Widząc, iż urzeczywistniłem pierwotną naturę, Patriarcha powiedział: „Jeśli ktoś nie poznał swego własnego umysłu, nie odniesie żadnych korzyści ze studiowania nauk. Jeśli jednak poz-nałeś swój własny umysł i intuicyjnie postrzegasz swą pierwotną esencjonalną naturę, jesteś tym, którego nazywa się wielkim czło-wiekiem, nauczycielem ludzi i istot niebiańskich, buddą”.
Tak oto trzymałem nauki pośrodku nocy, bez niczyjej o tym wiedzy. Nas tępnie Patriarcha przekazał mi doktrynę natych-miastowości, jak również miskę i sza tę, mówiąc: „Jesteś patriarchą w szóstym pokoleniu. Dbaj o siebie i wszę dzie ducho wo wyz walaj czujące istoty, rozpowszechniając nauki, aby nie wymarły w przy-szłości. Posłuchaj mego wiersza: Czujące istoty, które sieją nasiona oświecenia, Zbiorą owoce stanu buddy na polu przyczynowości. Przedmioty nieożywione pozbawione natury buddy Ani nie sieją, ani nie zbierają.
Patriarcha powiedział również: „Kiedy dawno temu do tej ziemi po raz pierwszy przybył wielki nauczyciel Bodhidharma, większość ludzi w niego nie wierzyła, dlatego przekazał on tę szatę jako ucieleśnienie wiary, i pokolenie po pokoleniu była ona odziedzicza-na. Jeśli chodzi o nauki, przekazywane są one z umysłu do umysłu, a odbierający musi je osiągnąć dzięki swoim własnym wysiłkom.
Od najdawniejszych czasów buddowie praktykowali przekazy-wanie esen cji nauk spadkobiercom, a patriarchowie przekazywali kolejnemu tajem ne nauki bezpośrednio z umysłu do umysłu. Jako że szata może stać się koś cią niezgody, ty ostatni ją odziedziczysz i nie będzie już dalej przekazywana. Jeśli miałbyś ją przekazać, twoje życie znajdzie się w nie bezpieczeństwie. Mu sisz natychmiast uciekać, ponieważ ludzie mogą chcieć cię skrzywdzić”.
Zapytałem: „Dokąd mam pójść?”.
Patriarcha powiedział: „Zatrzymaj się w Huai; zapadnij w zi-mowy sen, kie dy dotrzesz do Hui”.
Przyjmując pośrodku nocy szatę i miskę, powiedziałem: „Po-chodzę z Po łudnia i nie znam dobrze tych górskich dróg. Którędy dotrę do ujścia rzeki?”.
Piąty Patriarcha powiedział: „Nie martw się. Sam cię tam za-prowadzę”. Na stęp nie Patriarcha zaprowadził mnie osobiście do przystani Dziewięciu Rzek, gdzie nakazał mi wejść do łodzi. Sam chwycił za wiosła i zaczął wio słować.
Poprosiłem Patriarchę, aby odpoczął i pozwolił mi wiosłować, ten jednak odparł: „Wypada, abym to ja przewiózł cię na drugi brzeg”.
Powiedziałem: „Kiedy ktoś zabłądzi, przewodnik przewozi go na drugi brzeg; kiedy jest się oświeconym, człowiek sam się prze-wozi”.
Patriarcha powiedział: „Tak właśnie jest. Dokładnie tak. Od tej pory dzięki tobie buddyzm rozkwitnie. Za trzy lata ja odejdę z tego świata. Teraz powinieneś już ruszać; podążaj jak najdalej na południe. Lepiej, żebyś zbyt wcześnie nie zacząć przema wiać; głoszenie buddyzmu nie jest rzeczą łatwą”.
Kiedy pożegnałem się z Patriarchą, wyruszyłem w kierunku południowym. Po dwóch miesiącach dotarłem do Góry Ta Yu.
Po tym, jak Patriarcha powrócił do klasztoru, nie pojawiał się wśród uczniów przez kilka dni. Zgromadzenie było tym poruszone. [Mnisi] zapytali go, czy nie jest chory albo niedysponowany. Odparł, że nie chodzi o to, że jest chory, ale że nauki i szata udały się już na południe. Zapytany, komu zostały one przekazane, odparł: „Uzdol-niony je otrzymał”. Zgromadzenie dowiedziało się w ten spo sób, kto je otrzymał (po nieważ „uzdolniony” jest znaczeniem słowa neng w imieniu Hui-neng).
Podążyło za mną kilkaset osób, pragnąc odebrać mi szatę i mi -skę. Jeden z mni chów, zwany Hui-ming, uprzednio generał czwartej rangi i czło wiek dość szorstki i impulsywny, z wielkim entuzjazmem przyłączył się do pości gu. To on pierwszy mnie wytropił.
Położyłem szatę i miskę na skale, mówiąc: „Ta szata jest je-dynie symbolem; cóż da zabranie jej siłą?”, po czym schowałem się w krzakach.
Hui-ming podszedł do szaty i miski, i spróbował je podnieść, lecz nie był w sta nie nawet ruszyć ich z miejsca. Wtedy krzyknął do mnie: „Człowieku świe cki (Hui-neng nie był jeszcze wtedy mni-chem), przybywam po nauki, nie po szatę!”.
Wyszedłem więc z ukrycia i usiadłem na skale. Hui-ming pokłonił się i po wiedział: „Proszę, wytłumacz mi nauki, świecki bracie”.
Powiedziałem: „Skoro przybyłeś po nauki, powinieneś odciąć uwarunko wane myślenie; wtedy wyłożę ci na uki”.
Hui-ming milczał przez dłuższy czas. Powiedziałem: „Kiedy nie myślisz o do bru i nie myślisz o złu: oto twoja pierwotna twarz”.
Słysząc te słowa, Hui-ming osiągnął wielkie oświecenie. Po chwili za pytał: „Czy istnieje jeszcze jakaś sekretna myśl poza tą sekretną myślą właś nie w sekretny sposób wypowiedzianą?”.
„To, co przed chwilą ci powiedziałem, nie jest żadnym sek-retem. Jeśli zwrócisz swe światło ku wewnątrz, odnajdziesz to, co jest ukryte w tobie”.
Hui-ming powiedział: „Chociaż przebywałem u Huang-mei, nie urzeczy wistniłem swojej pierwotnej natury. Teraz, kiedy otrzymałem twe wskazówki, jes tem jak człowiek, który wziął do ust łyk wody i sam już wie, czy jest ona zimna, czy gorąca. Teraz to ty jesteś moim nauczycielem, świecki bracie”.
Powiedziałem: „Jeśli takim jesteś, to ty i ja obaj jesteśmy ucz-niami Huang- mei. Proszę pamiętaj o tym i wytrwale praktykuj”.
Hui-ming zapytał również: „Dokąd powinienem się teraz udać?”.
Powiedziałem: „Gdy dotrzesz do Yuan, zatrzymaj się; gdy do-trzesz do Meng, pozostań tam”. Hui-ming pokłonił się i odszedł.
(Kiedy Hui-ming zszedł do podnóża góry, powiedział grupie prześla dowców: „Przed chwilą wspiąłem się na sam szczyt, jednak nie ma tam po nim śladu. Lepiej poszukajmy gdzie indziej”. Wszyscy mu uwie rzyli. Hui-ming później zmienił swe imię na Tao-ming, aby uniknąć przybierania tego samego pierwszego członu imienia, co mistrz Hui-neng.) Następnie przybyłem do Ts’ao-ch’i, jednak ponownie zaczęli ścigać mnie nie godziwi ludzie, przyjąłem więc schronienie w gru pie myśliwych w Górach Ssu-ming. Spędziłem wśród nich piętnaście lat, od czasu do czasu nauczając ich w sposób odpowiedni dla ich rozumienia. Myśliwi kazali mi pilnować wnyków, jednak za każdym razem, gdy napotkałem w nich żyjące istoty, uwalniałem je. Przy posiłkach wrzucałem do garnków z gotującym się mięsem warzywa. Kiedy ktoś się mnie o to pytał, mówiłem, że zjem tylko ugotowane z mięsem warzywa.
Pewnego dnia pomyślałem, że nadszedł już czas, aby zacząć roz przestrzeniać na uki, i że nie powinienem bez koń ca pozostawać w ukryciu. Dlatego ostatecz nie opuś ciłem [myś liwych] i udałem się do Świątyni Natury Rzeczywistości w prowin cji Kuang. Tam napotkałem mistrza doktryny Yin-tsunga wykła da jącego Sutrę nirwany. Wiał wtedy wiatr i powiewały chorągiewki. Jeden z mni-chów powiedział: „To wiatr się porusza”. Inny powiedział: „To cho rągiewki się poruszają”. Kłó cili się tak dłuższą chwilę, więc w końcu wystąpiłem i powiedziałem: „Ani wiatr się nie porusza, ani chorągiewki się nie poruszają; to wasze umy sły się po ru szają”.
Wszyscy byli pod wrażeniem moich słów. Yin-tsung zaprosił mnie do pierwszego rzę du i zaczął mnie pytać o różne trudne frag-menty sutr. Do strzegł, że mo ja mowa była prosta, a rozumowanie – precyzyjne, i że nie po cho dzi ono z pism.
Yin-tsung powiedział: „Świecki bracie, z całą pewnością nie jesteś zwyk łym czło wiekiem. Od dawna słyszałem pogłoski, że szata i miska Huang-mei za wędro wały na Południe. Czy to przy-padkiem nie ty?”.
Powiedziałem: „Nie ośmielam się zaprzeczyć”.
Wtedy Yin-tsung pokłonił się i poprosił mnie, abym pokazał zgromadzeniu szatę i miskę, które mi wręczono. Yin-tsung zapytał również: „Czego nauczał cię Huang-mei?”.
Powiedziałem: „Oprócz dyskusji na temat urzeczywistnienia prawdziwej natury nie udzielił mi żadnych wskazówek odnośnie medytacji czy wyzwolenia”.
Yin-tsung zapytał: „Dlaczego nie?”.
Powiedziałem: „Ponieważ oznaczałoby to dwie drogi; w nau-kach buddyzmu nie ma dwóch dróg”.
Yin-tsung zapytał: „Czym jest buddyzm bez dwóch dróg?”.
Powiedziałem: „Sutra nirwany, którą wykładasz, wyjaśnia, że natura buddy nie posiada dwóch dróg. Na przykład bodhisattwa Król Szlachetnych Cech zwraca się do Buddy sło wami: »Czy po-gwał cenie czterech poważnych zakazów, popełnienie pięciu nik-czemnych grzechów lub też bycie całkowicie niereformowalnym odcina korzenie do bra i pierwotnej natury buddy?«.
Budda powiedział: »Istnieją dwa rodzaje korzeni dobra: jedne są trwałe, inne nie trwa łe. Pierwotna natura buddy nie jest ani trwała, ani nietrwała, dla-tego nie zos taje odcięta; nazywamy to nieposiadaniem dwóch dróg (nie dualnością).
Istnieją dobre i złe drogi, jednak skoro pierwotna natura bud-dy nie jest ani dobra, ani zła; nazywamy to nieposiadaniem dwóch dróg.
Zwykli ludzie postrzegają ciało i świat jako dwie różne rzeczy; mędrcy urze czywistniają fakt, że ich pierwotna natura nie jest dwoma. Natura buddy jest niedualnością«”.
Słysząc te wyjaśnienia, Yin-tsung nie posiadał się z radości. Składając swe dłonie, powiedział: „Moje wykłady na temat pism są jak żwir; twój wy wód na te mat ich znaczenia jest jak czyste złoto”.
Następnie ogolił mi głowę i zapragnął uważać mnie za swego nauczyciela. Tak więc w końcu, pod drzewem oświecenia, otwo-rzyłem Szkołę Tungshan, Szkołę Czwartego i Piątego Patriarchy, którzy żyli w Tungshan. Od czasu, gdy w Tungshan prze kazano mi nauki, zmagałem się z ogromnymi trudnościami i doświadczałem cierpień, a moje życie wisiało na włosku. Te raz, kiedy ucze stniczę tu w tym zgromadzeniu razem z gubernatorem i jego oficjałami, mnichami, mniszkami i ludźmi świeckimi, i muszę przypisać to naszemu powino wactwu z poprzednich kalp, jak również naszym wspólnym zasługom składania ofiar różnym buddom w naszych poprzednich wcieleniach; w innym razie nie dostalibyśmy szansy wysłuchania powyższych nauk szkoły natychmiastowej, w taki oto sposób kładąc podwaliny naszego przyszłego zrozumienia Dharmy.
To nauczanie przekazane zostało przez poprzednich patriar-chów; nie jest to moja osobista mądrość. Ci, którzy pragną us-ły szeć nauki, powinni najpierw oczyścić swe umysły. Kiedy już je usłyszycie, każdy z was sam powinien pozbyć się swych wąt-pliwości, podobnie jak uczynili to mędrcy przeszłych pokoleń.
Wysłuchawszy nauk, całe zgromadzenie radośnie pokłoniło się i rozeszło.
Pradżnia
Następnego dnia gubernator Wei poprosił o kolejne wskazów-ki. Mistrz zajął swe miejsce i zwrócił się do zgromadzenia:
Niech wszyscy oczyszczą swe umysły i przywołają w myślach Sutrę maha pradżniaparamity.
Po chwili kontynuował:
Przyjaciele, ludzie na tym świecie pierwotnie posiadają w sobie mądrość oświecenia, jednak nie potrafią sami jej urzeczywistnić z powodu nie us tannych wędrówek uwarunkowanego umysłu; dlatego właśnie muszą poszukiwać nau czyciela, aby im ją wskazał i poprowadził ku postrzeżeniu pierwotnej natury.
Powinniście wiedzieć, że natura buddy ignorantów i oświe-conych nie róż ni się od siebie. Jedyną różnica jest to, że oświecony ją urzeczywistnia, a ig norant nie.
Wyjaśnię wam teraz zasadę maha pradżniaparamity, aby każ-dy z was mógł osiągnąć wiedzę i mądrość (pradżnię). Skupcie swe umysły i uważ nie słu chajcie; wyjaśnię to wam.
Przyjaciele, ludzie na tym świecie, którzy przez cały dzień recytują sło wo „pradżnia” nie poznawszy pradżni w swojej włas-nej pierwotnej naturze, są jak ci, którzy mówią tylko o jedzeniu, nie napełniając swych żołądków. Moglibyśmy mówić o pustce przez miriady eonów, jednak samo mówienie nie umożliwi nam osiągnięcia postrzeżenia własnej natury – w ostatecznym rozra-chunku nie ma z tego żad nego pożytku.
Przyjaciele, maha pradżniaparamita jest słowem sanskryc-kim, które prze kła damy jako „wielka mądrość po osiągnięciu przeciwległego brzegu” (oceanu istnienia). Nale ży ją praktykować w umyśle; nie ma znaczenia, czy ją recytujemy, czy nie. Słowne powtarzanie pozbawione umysłowej praktyki jest iluzoryczne i ulotne. Jeśli jednak wypowia da się je i stosuje w swoim umyśle, wtedy umysł i mowa są ze sobą zharmonizowane. Nasza pierwot-na natura jest buddą. Nie istnieje budda poza pierwotną natu rą.
Co oznacza maha? Maha oznacza wielki. Umysł jest niezmie-rzony jak prze s trzeń, wolny od ograniczeń. Nie jest kwadratowy ani okrągły, duży ani mały; nie jest niebieski, żółty, czerwony ani biały. Nie ma w nim góry ani dołu, długiego ani krótkiego. Nie ma w nim gniewu ani radości, tego co właściwe ani nie właściwe, do-b ra ani zła. Nie ma w nim pierwszego ani ostatniego.
Krainy wszystkich buddów są takie same jak przestrzeń. Sub-telna natura ludzi na tym świecie jest pierwotnie pusta, pozbawio-na jakiejkolwiek rzeczy, którą można by osiągnąć. Prawdziwa na-tura, która jest prawdziwą pustką, rów nież taka jest.
Przyjaciele, nie lgnijcie do pustki, słysząc, jak mówię o pust-ce. Ponad wszy stko, nie przywiązujcie się do pustki. Jeśli siedzicie spokojnie z pustym umy słem, przywiązujecie się tylko do obojętnej próżni.
Przyjaciele, pustka fizycznej przestrzeni zawiera kolory i kształ-ty miria dów rzeczy: słońca, księżyca i gwiazd, gór, rzek i lądów, źródeł i potoków w do linach, traw, drzew i borów, złych ludzi i do-brych ludzi, złych rzeczy i dobrych rzeczy, nieba i piekła, oceanów i gór – przestrzeń obejmuje je wszystkie, podobnie jak pustka naszej prawdziwej natury.
Przyjaciele, nasza prawdziwa natura zawiera wszystkie rze-czy – oto wielkość. Wszystkie rzeczy znajdują się w naszej pier-wotnej naturze. Jeśli postrzegacie w każ dym dobro i zło, jednak nie chwytacie się ani nie odrzucacie ani jednego, ani drugiego, i nie pozwalacie, aby miały one na was wpływ, wasz umysł jest jak przestrzeń – to właśnie nazywa się wielkością, stąd określenie maha.
Przyjaciele, to, o czym ludzie pogrążeni w ułudzie opowiadają, ludzie mądrzy praktykują umysłem. Istnieją również ludzie po-grążeni w ułudzie, któ rzy spokoj nie siedzą z pustym umysłem, nie myśląc zupełnie o niczym, i twier dzą, że to wła ś nie jest wiel kość. Z tego rodzaju osobami nie warto rozmawiać, ponieważ ich pog-lądy są fałszywe.
Przyjaciele, umysł jest tak rozległy, że przenika wszechświat. Używajcie go właściwie, a każda rzecz stanie się jasna. Stosuj-cie go właściwie, a zrozumiecie wszystko. Wszystko jest jednym, jedno jest wszystkim. Swobodne przychodzenie i odchodzenie, substancja umysłu pozbawiona przeszkód – oto pradżnia.
Przyjaciele, mądrość pradżni pochodzi z naszej pierwotnej natury; nie przy chodzi z zewnątrz. Proszę zrozumcie to właściwie. Nazywa się to „funkcją naszej prawdziwej natury“.
W jednej prawdzie wszystko jest prawdziwe. Umysł jest zbyt roz leg ły, aby podążać wąską ścieżką. Nie rozprawiajcie tyl-ko przez całe dnie o pustce, nie praktykując jej jednocześnie w umyśle. Przypo minałoby to zwyk łego człowieka twierdzącego, że jest królem. Pradżni nie można w ten sposób osiągnąć i tacy ludzie nie są moimi uczniami.
