Stewardesa Linda - Linda Fryc, Jolanta Tęcza-Ćwierz - ebook + audiobook

Stewardesa Linda audiobook

Linda Fryc, Jolanta Tęcza-Ćwierz

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.



Dowiedz się więcej.
Opis

WSZYSTKO, O CO (NIE) WYPADA PYTAĆ ZAŁOGI POKŁADOWEJ

Linda Fryc (do niedawna Palej), znana z sieci, telewizji i pokładu samolotu, w rozbrajająco szczerej rozmowie z Jolantą Tęczą-Ćwierz zdradza sekrety z życiacabin crew. Jej opowieści o pasażerach i członkach załogi pokładowej wzruszają, wprawiają w zdumienie, a czasem przyprawiają o dreszcze. Linda dzieli się wiedzą o lotnictwie, zdradza sprawdzone sposoby na tanie i komfortowe podniebne podróże oraz podpowiada, jak ujarzmić lęk przed nimi. Wie, co mówi, bo zanim została stewardesą, sama panicznie bała się latać

  • Który typ pasażera najbardziej irytuje, a który stwarza największe zagrożenie?
  • Czy można przewozić zwłoki na pokładzie?
  • Dlaczego w czasie lotu można nabawić się głupawki?
  • Co robi załoga, kiedy pasażerowie nie patrzą?
  • Gdzie w samolocie uprawia się seks?
  • Ile zarabiają stewardesy, a ile piloci?
  • Czy w przestworzach często poznaje się swoją drugą połówkę?

Po lekturze tej książki zapragniesz wzbić się w powietrze!

Na pokład samolotu wsiadła dziewczyna. Zapytała, czy coś szczególnego musi zrobić, bo w dzbanku ma babcię. Chwilę mi zajęło, zanim zorientowałam się, o co jej chodzi.

Jest taki mem: pogrzeb, wszyscy stoją wokół trumny, ksiądz pyta, czy ktoś chciałby coś powiedzieć. Jeden człowiek podnosi rękę i mówi: »Jestem pilotem«. Wierz mi, niektórzy piloci naprawdę mają aż tak przerośnięte ego.

Kobiety potrafią przebrać dziecko na fotelu – mimo że w samolocie znajduje się przewijak – a potem pieluchę z kupą w środku wręczyć do ręki stewardesie. Żeby wyrzuciła.

Zanim skończyłam kurs dla stewardes, panikowałam przed każdym lotem. Potrafiłam nie spać dwie noce wcześniej tylko po to, żeby wejść do samolotu kompletnie wycieńczona i zasnąć z samego zmęczenia. – fragmenty książki

Linda Fryc (do niedawna Palej)‒ stewardesa, miłośniczka podróżowania i lotnictwa. W social mediach opowiada o samolotach, lataniu i życiu załogi pokładowej.

Jolanta Tęcza-Ćwierz‒ z wykształcenia biolożka i pedagożka, z zawodu dziennikarka. W ostatnich latach związana z „Gazetą Krakowską”. Miłośniczka rozmów, książek i gór.

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 7 min

Lektor: Linda Fryc

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Projekt okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech

Zdjęcia na okładceAndrzej Banaś

Redaktor prowadzącyDominik Leszczyński

RedakcjaKarolina Przybył

KorektaEwa Turek, Teresa Zielińska

Copyright © by Linda Fryc, Jolanta Tęcza-Ćwierz, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026

W tytule rozdziału szóstego zacytowano fragment piosenki Mieć czy być zespołu Myslowitz.

Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

ISBN 978-83-8360-384-1

Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym
.

Przyznam, że gdy zaczynałam przygodę z lataniem, jeszcze jako pasażerka, też byłam tym zaskoczona. Ale spokojnie, nikomu nic się nie stanie.

.

Czy rozumiesz ludzi, którzy boją się latać?

Czy rozumiem?! Sama boję się latać!

Nie wierzę.

Naprawdę. Do dzisiaj, latając jako pasażerka, mam obawy. Ale gdy jestem w pracy, lęki znikają. I tylko zachwycam się tym, jak to możliwe, że tak wielka maszyna wznosi się w powietrze. Wciąż dostrzegam w tym magię.

Po siedmiu latach bycia stewardesą?!

Za każdym razem, gdy wchodzę na pokład, w mojej głowie pojawia się myśl: jak to możliwe, że coś tak ogromnego wzbija się w powietrze? Oczywiście rozumiem prawa fizyki, wiem, jak to działa, ale mimo wszystko w mojej głowie lot samolotem wciąż jawi się jako doświadczenie magiczne. Jest w tym jakaś niezwykła harmonia między techniką, żywiołem powietrza a odwiecznym marzeniem ludzi o lataniu. Być może inne stewardesy i inni stewardzi po prostu przychodzą do pracy, wykonują swoje zadania i czekają na moment, kiedy skończą zmianę, ale ja za każdym razem czuję, że biorę udział w czymś nieprawdopodobnym.

Nieprawdopodobne są też mity, które narosły wokół lotnictwa...

Rozprawmy się z nimi! Od którego zaczynamy?

Wiele osób uważa, że stewardesy muszą być młode i wysokie jak modelki. Mają rację?

Obecnie zdecydowana większość linii odchodzi od takich wymagań. W latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych dwudziestego wieku stewardesa rzeczywiście miała być piękna, uśmiechnięta, w idealnym uniformie i z nieskazitelnym makijażem. To miało przyciągać klientów, być symbolem luksusu i prestiżu podniebnych podróży. Można powiedzieć, że wtedy stewardesa była bardziej hostessą w przestworzach niż członkiem załogi technicznej.

Rozumiem, że dziś wasza rola jest inna?

Linie lotnicze odeszły od tego wizerunku – liczą się przede wszystkim kompetencje, odpowiedzialność i umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Współczesny personel pokładowy to osoby, które potrafią udzielić pierwszej pomocy, zapanować nad pasażerami w sytuacji stresowej, a przy tym zachować spokój i być uprzejmym. Wygląd schodzi na dalszy plan. Oczywiście są pewne wymogi, jak minimalny i maksymalny wzrost, ale wynikają one z zasad bezpieczeństwa. Osoba zbyt niska nie dosięgnie do schowków, w których znajduje się sprzęt ratunkowy, a zbyt wysoka mogłaby się zwyczajnie uderzać o elementy kabiny. Poza tym naprawdę nie ma znaczenia, czy ktoś ma 20 czy 40 lat, włosy blond czy ciemne, rozmiar XS czy L.

A makijaż?

W większości linii lotniczych makijaż wciąż jest elementem dress code’u. Chodzi o spójny wizerunek marki. Każda linia ma swoje bardzo konkretne wytyczne. Czasem są w nich określone kolory szminek, lakieru do paznokci, a nawet odcienie rajstop. Bywa, że podana jest dokładna fryzura i długość paznokci. Coraz częściej jednak przewoźnicy odchodzą od sztywnych reguł. Niektóre linie całkowicie zrezygnowały z obowiązkowego makijażu, stawiając na naturalność. Jedna z dużych linii lotniczych wprowadziła tenisówki zamiast eleganckich butów.

Co o tym sądzisz?

Jestem rozdarta. Z jednej strony podoba mi się klasyczny, elegancki wizerunek stewardes. Z drugiej wiem, jak ważne w samolocie są wygodne buty i komfortowe ubranie.

Kolejny mit: woda z pokładowych czajników nie nadaje się do picia, bo zbiorniki nigdy nie są czyszczone.

To jeden z mitów, w które wierzy najwięcej osób.

Sama znam ludzi, którzy nie wypiją na pokładzie niczego gorącego.

Uspokójmy ich: woda z pokładowych czajników jak najbardziej nadaje się do picia. Zbiorniki na wodę pitną, które znajdują się w samolocie, są regularnie czyszczone, dezynfekowane i kontrolowane. Linie lotnicze mają bardzo precyzyjnie określone procedury, które wskazują, jak często trzeba przeprowadzać czyszczenie i jakie normy higieniczne muszą być spełnione. Oczywiście nie dzieje się to po każdym użyciu. Czajnika, którego używamy w domu, również nie odkamieniamy za każdym razem, gdy zagotujemy w nim wodę na herbatę. Ale wierz mi: żadna linia nie mogłaby pozwolić sobie na to, aby serwować napoje z wody, której jakość jest wątpliwa. Sama piję wodę ze zbiorników samolotowych i nigdy nie miałam z tego powodu problemów zdrowotnych.

W tak zwanych tanich liniach również?

Oczywiście. Tu zresztą przechodzimy do kolejnego mitu...

Że lepiej unikać tanich linii.

Unikać można, ale ze względu na komfort. Nie na bezpieczeństwo.

Czyli?

Podróżując tanimi liniami, możesz obawiać się różnych przykrych niespodzianek: że będziesz musiała dopłacić horrendalną sumę za każdy nadprogramowy kilogram bagażu albo że wyjdziesz z samolotu głodna – lub z uszczuplonym portfelem. Ale nie złamania zasad bezpieczeństwa. Tanie linie oszczędzają na dodatkach, nie na bezpieczeństwie. Wręcz przeciwnie: wiele z nich posiada najmłodsze floty w Europie, bo inwestują w nowe samoloty, bardziej ekologiczne, które zużywają mniej paliwa. Poza tym przy tak ogromnej liczbie lotów, które wykonują, muszą przestrzegać wyjątkowo restrykcyjnych procedur. Gdyby coś poszło nie tak, koszty i straty wizerunkowe byłyby gigantyczne. Dlatego w tanich liniach wszystko musi działać jak w szwajcarskim zegarku. Może nie są najbardziej komfortowe, ale na pewno są bezpieczne. A w lotnictwie to właśnie bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu.

Czym najbardziej różni się obsługa pasażerów w liniach premium od tej w tanich liniach?

Kiedy lecieliśmy z moim narzeczonym do Dohy, czyli stolicy Kataru, Rafał powiedział do stewardesy: „Dla mojej narzeczonej poproszę...”. Kobieta, choć pchała ciężki wózek i na pewno była zmęczona, natychmiast, niemal odruchowo, pogratulowała i zapytała, kiedy się zaręczyliśmy. To była bardzo sympatyczna reakcja, choć zdaję sobie sprawę, że wyuczona.

Dlaczego wyuczona?

W liniach typu Qatar Airways czy Emirates – wiem, bo latają nimi moje koleżanki – już na etapie rekrutacji załoga jest uczona, jak rozmawiać z pasażerami. Nie tylko tymi z klasy biznes.

Czego konkretnie ich uczą?

Na przykład odczytywania potrzeb pasażera. Bycia wrażliwym na jego gesty, mimikę, ale też na różnice kulturowe. Tam obsługa stoi na o wiele wyższym poziomie niż w tanich liniach.

W liniach premium można zasmakować przyjemności podróżowania. Frajdą i niezapomnianym doświadczeniem ma być już sam przelot. Tymczasem tanie linie to trochę jak autobus z punktu A do B.

Arabskie linie lotnicze dbają o swój wizerunek, pilnują, żeby był nieskazitelny i żeby jednoznacznie kojarzył się z luksusem. To znajduje odbicie również w wyglądzie załogi pokładowej. Stewardesy mają mieć określone proporcje wzrostu do wagi. Ich uniformy są klasyczne, eleganckie. Do tego czerwone usta, kok, szpilki. Perfekcyjna prezencja.

Kolejne powszechne przekonanie: klimatyzacja w samolocie tylko mieli to samo powietrze, przez co ludzie zarażają się wirusami. Prawda czy mit?

Mit. Powietrze w samolocie nie krąży w zamkniętym obiegu w nieskończoność. W nowoczesnych samolotach system wentylacji działa w cyklu mieszanym – około 50 procent powietrza pochodzi z zewnątrz, z silników, gdzie jest sprężane i oczyszczane, a drugie 50 procent to powietrze, które przechodzi przez filtry HEPA. To te same filtry, które stosuje się w szpitalach. Zatrzymują one ponad 99,9 procent bakterii, wirusów i cząsteczek pyłów. Gdyby tak nie było, to my, stewardesy, byłybyśmy cały czas chore. Nie uniknęłybyśmy tego, latając kilka dni z rzędu i mając kontakt z setkami pasażerów. Filtry są wymieniane zgodnie z harmonogramem serwisowym każdego samolotu, najczęściej co kilka miesięcy lub po określonej liczbie cykli lotu, czyli startów i lądowań.

Hmm...

Nie dowierzasz?

Nie o to chodzi. Po prostu sama kilka razy zaraziłam się w samolocie.

Jesteśmy w zamkniętej przestrzeni, siedzimy blisko siebie, więc jeśli ktoś obok ma infekcję – kaszle, kicha, smarka – to istnieje ryzyko, że się zakazimy. Szczególnie jeśli ani my, ani współpasażerowie nie mamy założonej maseczki. Filtry HEPA nie przepuszczają drobnoustrojów, które unoszą się w powietrzu, ale jeśli ktoś kichnie bezpośrednio w naszym kierunku, żaden system nie zadziała w sekundę. Tyle że zakazić możemy się też w kinie, autobusie albo w biurze. W samolotach może zdarzać się to nieco częściej dlatego, że nierzadko podróżujemy z osłabioną odpornością – bo musieliśmy zerwać się o świcie, bo mamy jet lag, bo jesteśmy bardziej niż zwykle zestresowani. Dlatego przed lotem warto spróbować się wyspać. A gdy widzimy, że ktoś obok jest chory, lub gdy sami mamy objawy przeziębienia, załóżmy maseczkę.

Kolejna obiegowa opinia o lotnictwie pasażerskim: piloci jedzą różne posiłki.

Prawda. To jedna z bardzo logicznych zasad bezpieczeństwa. Gdyby danie jednego pilota okazało się nieświeże albo – w skrajnym przypadku – zatrute, drugi pilot będzie mógł kontynuować lot. W lotnictwie wiele procedur opiera się na zasadzie podwójnego zabezpieczenia – nawet jeśli coś pójdzie nie tak, istnieje plan B. Albo drugi człowiek, który przejmuje kontrolę.

Piloci nie sprzeczają się więc o to, który z nich ma zjeść kurczaka?

Może w liniach, w których piloci mają zakontraktowane posiłki.

Nie we wszystkich liniach karmi się pilotów i stewardesy?

Nie, nie wszędzie taki catering jest standardem. W niektórych liniach, zwłaszcza tanich, personel przynosi własne jedzenie. Wiele osób wyobraża sobie, że życie załogi samolotu to luksus i blichtr, że jemy kawior nad chmurami i popijamy go szampanem. A prawda jest taka, że czasem zjadamy kanapkę zrobioną w pośpiechu na lotnisku między lotami.

Świat lotnictwa jest bardzo zróżnicowany – i to jest w nim piękne. Można latać na długich trasach międzykontynentalnych, można latać krótko i często, jak ja. Niektórzy wybierają tryb życia, w którym przez 20 dni w miesiącu są w podróży, a resztę spędzają w domu. Inni wolą mieć grafik bardziej przewidywalny, z określonymi dniami pracy i odpoczynku. Jedni żyją na walizkach, inni przychodzą do „biura”.

Skoro poruszyłyśmy temat ewentualnych problemów żołądkowych pilotów, pomówmy o toaletach w samolocie. Wiesz, do czego zmierzam?

Pewnie, nieraz słyszałam, że zasysają pasażerów.

Ktoś serio w to wierzy?

Na poważnie to chyba nie. Mimo to wiele osób boi się korzystać z toalety w samolocie.

Ten charakterystyczny dźwięk przy spłukiwaniu wody może przestraszyć.

Zwłaszcza kogoś, kto leci pierwszy raz. Przyznam, że gdy zaczynałam przygodę z lataniem, jeszcze jako pasażerka, też byłam zaskoczona. Ale spokojnie, nikomu nic się nie stanie. Toalety w samolotach są bezpieczne, choć działają inaczej niż te, które mamy w łazienkach. Woda nie spływa grawitacyjnie, tylko jest zasysana próżniowo, dzięki czemu zużywa się jej bardzo mało. Dlatego ten dźwięk jest tak głośny – to efekt różnicy ciśnienia.

Przycisk spłukiwania też wygląda inaczej niż w zwykłej toalecie.

To prawda. Czasem ludzie patrzą na niego, czytają napisy po angielsku i nie są pewni, czy naprawdę mogą go nacisnąć. Najzabawniejsza jest reakcja dzieci. Często wciskają przycisk, a gdy woda jest zasysana, wybiegają z toalety z krzykiem. Kolejnym mitem dotyczącym lotniczych toalet jest ten, że ich zawartość jest zrzucana podczas lotu na ziemię.

A gdzie trafia?

Do zbiornika w samolocie. Taki zbiornik ma sporą pojemność, a w kabinie znajdują się wskaźniki pokazujące jego poziom. Po lądowaniu, zanim rozpocznie się kolejny rejs, służby techniczne odpompowują jego zawartość. Ostatecznie nieczystości trafiają tam, gdzie zawartość wszystkich toalet – do oczyszczalni ścieków.

Tej procedury pasażerowie nawet nie zauważają.

Jak wielu procedur, które w lotnictwie odbywają się gdzieś w tle, bez udziału czy nawet wiedzy podróżnych. A to między innymi dzięki nim lot samolotem jest bezpieczny i wygodny. Oczywiście komfort podróży zależy nie tylko od nas, ale i od współpasażerów. Również w kontekście czystości toalet.

Co masz na myśli?

Pasażerowie zostawiają w łazienkach rozmaite rzeczy. Na widoku, nie w koszu.

Co na przykład?

Zużyte podpaski, tampony, pieluchy. Butelki po alkoholu. Wkłady do papierosów elektronicznych. Zdarza się krew na ścianach. Domyślam się, że może to być efekt turbulencji, na przykład w trakcie zmiany podpaski, gdy samolot nagle szarpnie i ktoś odruchowo oprze się o ścianę. Jestem w stanie to zrozumieć. Trudniej zaakceptować sytuacje, gdy toaleta jest całkowicie zabrudzona odchodami. To naprawdę bardzo nieprzyjemne.

Gdybyś miała stworzyć niechlubny ranking tras, na których jest najwięcej sprzątania, to która trasa by wygrała?

Do Tel Awiwu. Zdarza się, że toalety są tak brudne, że musimy je zamknąć jeszcze w trakcie lotu. I nie mówię o pojedynczym przypadku, ale o powtarzających się sytuacjach.

Ludzie palą w toaletach papierosy?

W toaletach zamontowane są czujniki dymu, mimo to zdarza się, że ktoś postanowi zapalić tam papierosa. Częściej jednak są to e-papierosy albo tytoń w podgrzewaczach.

Zapach jest wyczuwalny?

Niemal od razu. W przypadku toalet z przodu samolotu nawet kapitan w kokpicie może wyczuć zapach. Podczas jednego z lotów zadzwonił do mnie z prośbą o sprawdzenie, kto pali. Nie udało się nikogo przyłapać, ale zapach był wyraźny.

Pozostając przy toaletowych tematach: często zdarza się, że pasażerowie mają biegunkę?

Zdarza się. Sama kiedyś miałam taką przygodę.

Jako pasażerka?

Tak. Leciałam z koleżanką na Teneryfę – to około sześciu godzin lotu. Dzień przed wylotem zjadłam coś, co mi zaszkodziło. Od rana miałam silne dolegliwości żołądkowe.

Nie chciałaś zrezygnować z lotu?

Nie, mimo że bardzo się stresowałam podróżą – najpierw lotnisko, potem kilka godzin w samolocie, a na pokładzie są przecież tylko trzy toalety na dwieście osób. Wzięłam wszystkie możliwe leki i byłam bardzo spięta. Na szczęście nie było dramatu, choć musiałam wielokrotnie korzystać z toalety. Zawsze warto mieć przy sobie leki na biegunkę, choćby węgiel.

Są to sytuacje zauważalne dla załogi?

Odpowiem tak: jeśli ktoś większość lotu spędza w toalecie, nietrudno się domyślić, co tam się dzieje. Poza tym w toaletach nie ma szczotek, a co za tym idzie – nie ma również możliwości dokładnego posprzątania po sobie. A załoga regularnie kontroluje toalety ze względów porządkowych i bezpieczeństwa, więc o pewnych rzeczach po prostu wiemy.

Niezręczna sytuacja.

Bez przesady. Wszyscy jesteśmy ludźmi.

.

Jeden pasażer postanowił oświadczyć się partnerce podczas lotu. Chciał być romantyczny, więc zamówił lasagne i poprosił, żeby do tego dania włożyć pierścionek. Do dziś nie wiem, jak ta biedna dziewczyna wygrzebała go z tłustego sosu.

.

Czy pasażerowie czasem cię podrywają?

Zdarza się, i to wcale nie tak rzadko. Kilka razy przy wyjściu jakiś pasażer zostawiał mi karteczkę z numerem telefonu. Nigdy żadnego nie zapisałam, bo nikt mnie aż tak nie oczarował. Ale mam koleżankę, która poznała swojego narzeczonego podczas lotu do Barcelony. Zaczęli rozmawiać, wymienili się numerami i od kilku lat są razem.

Czy flirt na pokładzie jest dozwolony?

Oficjalnie – nie.

Czyli nie jest też całkowicie zakazany?

Regulamin podkreśla profesjonalizm w pracy, a nie da się ukryć, że flirt nie należy do obowiązków załogi. Nikt jednak nie może całkowicie zabronić takich zachowań. Ja też poznałam Rafała na pokładzie i nikt nas za to nie ukarał. Co ciekawe, lotnictwo jest w tym względzie dość tolerancyjne. Pasażerowie LGBTQ+ bywają bardziej otwarci na zawieranie nowych znajomości i częściej nas zagadują, a personel ceni ich luz w takich sytuacjach.

Zdarzyły się oświadczyny podczas lotu?

Oczywiście, że tak. Pamiętam pana, który już na samym początku lotu podszedł do mnie i powiedział, że chciałby się oświadczyć swojej wybrance. Zapytał, czy mógłby stanąć z przodu i powiedzieć kilka słów przez mikrofon. Zgodziłam się. Nagrałam całą tę sytuację, żeby mieli pamiątkę z tego wydarzenia. Wszyscy pasażerowie bili im brawo.

W naszej firmie krąży też opowieść o pewnym panu, który chciał być bardzo romantyczny. Podczas lotu zamówił lasagne i poprosił, żeby do tego dania włożyć pierścionek. Do dziś nie wiem, jak ta biedna dziewczyna wygrzebała go z tłustego sosu.

Zdarzają się czułości w samolocie?

Bardzo często. Czasem pasażerowie są tak sobą pochłonięci, tak w siebie wcałowani, że podczas serwisu trudno jest zrozumieć, co chcą zamówić i jak zapłacić.

Seks w toalecie?

W samolotach, którymi latam, toalety są małe. Dwie osoby raczej by się w nich nie zmieściły.

A w dużych?

W dużych to możliwe.

I jak zachowuje się załoga?

To nie są sytuacje opisane w procedurach. Myślę, że część osób po prostu przymyka oko i udaje, że nic się nie stało.

Co ty byś zrobiła?

Myślę, że dałabym znać tym ludziom, że widzę. Dyskretnie, spojrzeniem. Oczywiście przy założeniu, że zorientowałam się przed faktem. Po fakcie nie ma już sensu. Ale myślę, że większość pasażerów, którzy decydują się na takie zachowanie, i tak obserwuje, co dzieje się wokół, czy ktoś reaguje, czy sytuacja jest „bezpieczna”.

A ty uprawiałaś seks w samolocie?

Nie. Trudno mi sobie wyobrazić te toalety jako miejsce na coś romantycznego, fajnego. Dla mnie to jest wręcz obrzydliwe.

Ale zachowania seksualne w samolocie to nie tylko stosunek w toalecie.

Oczywiście. Jestem pewna, że pod kocykami na pokładach większych samolotów, zwłaszcza kiedy gaśnie światło, dzieją się różne rzeczy. Jeżeli ktoś się nie wstydzi, a nawet go to podnieca, jest przestrzeń i można to zrobić. Mam koleżankę w Stanach. Kiedy poznała swojego męża, była stewardesą, a on był kapitanem. Zdarzały im się oralne przyjemności w kokpicie. Drugi pilot wychodził, a wtedy ona zajmowała się swoim chłopakiem.

Słyszałam też o innej sytuacji. Wydarzyło się to podczas lotu z Anglii na Ibizę, typowo imprezowa destynacja. Dwoje ludzi od dłuższego czasu było zamkniętych w toalecie. Wszyscy pasażerowie imprezowicze zorientowali się, że coś jest na rzeczy. Steward puka do drzwi, a cały samolot kibicuje, ludzie krzyczą i gwiżdżą, dopingując go, aby otworzył. W końcu otwiera, a tam para w trakcie stosunku. Mężczyzna szybko zamyka drzwi, a chwilę później para opuszcza toaletę. Wychodzą zadowoleni, mężczyzna unosi ręce do góry w geście wiwatu. Cały samolot bije im brawo.

Innego typu sytuacja wydarzyła się podczas niedawnego lotu z Malagi do Londynu. Pasażerowie próbowali przewieźć zmarłą babcię, udając, że kobieta tylko śpi.

O tak, słyszałam. Bliscy posadzili ją na wózku inwalidzkim, założyli jej kołnierz ortopedyczny, aby głowa się nie przechylała, i przewieźli ją w ten sposób przez całe lotnisko. Obsługa w pewnym momencie zapytała, czy z kobietą wszystko w porządku. Odpowiedzieli, że babcia źle się czuje i dużo śpi, bo przyjmuje leki. Prawdopodobnie ci ludzie nie zdawali sobie sprawy, że osoby poruszające się na wózku inwalidzkim zajmują swój fotel w samolocie. Na pokładzie zapewne otrzymali pomoc lub sami przesadzili tę starszą kobietę, ale wtedy załoga odkryła, że babcia nie żyje. Ostatecznie cała rodzina musiała opuścić pokład.

Pewnie nie chcieli płacić za „klasyczny” transport zwłok.

Pewnie tak. Ludzkie zwłoki powinny być przewożone w specjalnie zabezpieczonej trumnie, a dokumentacja musi potwierdzać brak zagrożenia sanitarno-epidemiologicznego. Na pokładzie samolotu możemy przewieźć jedynie urnę z prochami, ale to również wymaga dopełnienia szeregu formalności, a przewożący urnę musi mieć przy sobie dokumenty takie jak akt zgonu i zaświadczenie o kremacji oraz odpowiednią zgodę na transport wystawioną przez władze danego kraju. Poza tym urna musi być zabezpieczona i wykonana z odpowiedniego materiału pozwalającego na przejście kontroli bezpieczeństwa.

I wtedy przewozi się ją...

Jako bagaż podręczny. Po prostu.

Byłaś kiedyś świadkiem takiej sytuacji?

Tak. Na pokład samolotu wsiadła młoda dziewczyna z urną w dłoniach. Od razu zapytała, czy coś szczególnego musi zrobić, bo – jak powiedziała – w dzbanku ma babcię. Chwilę mi zajęło, zanim się zorientowałam, o co jej chodzi.

Schowała ją pod siedzenie?

Trzymała na kolanach. Przez całą podróż.

Jakie zachowania pasażerów są najbardziej stresujące?

Zdecydowanie te agresywne – zarówno konflikty między pasażerami, jak i agresja wobec załogi. Poza pracą mogłabym w takich sytuacjach zareagować inaczej, na przykład uciec lub się schować. W samolocie nie mam takiej możliwości; muszę postępować zgodnie z procedurami, żeby sytuacja nie eskalowała. Świadomość, że ktoś zachowuje się wobec mnie w nieprzyjemny sposób, połączona z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo wszystkich na pokładzie, potrafi przytłoczyć i generuje ogromny stres. W końcu jesteśmy wysoko nad ziemią, bez drogi ucieczki czy możliwości ukrycia się w kabinie pilotów. Muszę reagować tu i teraz.

Czasem pasażerowie są zwyczajnie chamscy i pewnie poza samolotem powiedziałabym im dosadnie, co myślę o ich zachowaniu. Natomiast w pracy muszę się hamować. Nawet gdy emocje buzują, staram się zachować spokój i profesjonalizm. Nie mogę uciec ani przerwać pracy.

Kiedy ostatni raz czułaś, że emocjonalnie jesteś na skraju?

To był lot z dużym opóźnieniem. Pasażerowie byli sfrustrowani i atakowali mnie słownie, domagając się natychmiastowego startu. Próbowałam tłumaczyć, że czekamy na slot, czyli zezwolenie na przebywanie na pasie startowym, i nie możemy zrobić niczego inaczej, ale jeden z panów ciągle krzyczał, podważał wszystko, co mówiłam. Czułam, że jeszcze chwila i się rozpłaczę. Poszłam do przodu, powiedziałam koledze, że w takich chwilach jak ta czuję się wypalona i tracę motywację do pracy. To było bardzo trudne doświadczenie, bo mimo że wiedziałam, jak bezsensowne były żądania pasażerów, musiałam zachować spokój i dalej wykonywać swoje obowiązki.

Inne wspomnienie: pasażerowie lecący z pięciolatkiem, może nawet sześciolatkiem. Zauważyłam, że ojciec postawił nocnik w przejściu i przykrył go reklamówką. Zwróciłam mu uwagę, że toaleta jest tuż obok, a on odburknął: „No i co?”. Kiedy nocnik stał tam nadal, już z zawartością, poprosiłam, żeby opróżnił go w toalecie. Wówczas teatralnie próbował mi go wręczyć. Zapamiętałam tego pasażera, bo był bardzo niegrzeczny i powtarzał: „Przecież to tylko dziecko”.

Gdzie i jak zmienić dziecku pieluchę w samolocie?

Dziecko przebieramy na fotelu samolotowym, a potem pieluchę oddajemy stewardesie do ręki.

Żartujesz?

Tak, ale to niestety się zdarza. I to wcale nie tak rzadko. Kobiety potrafią przebrać dziecko na fotelu – mimo że w samolocie znajduje się przewijak – a potem pieluchę z kupą w środku dać do ręki stewardesie, żeby wyrzuciła. Zdarzało mi się też dostać wymiociny i siki w woreczku.

Wyobrażam sobie, że nie każdy pasażer chce patrzeć na przewijanie dziecka.

Ani czuć towarzyszących temu zapachów. Sama mam odruch wymiotny. Jesteśmy zamknięci w małej przestrzeni, w związku z tym zapachy rozchodzą się intensywniej. Zrozumiałabym taką sytuację, gdyby nie było miejsca przeznaczonego na takie cele, ale to miejsce jest. Dlatego nie wiem, czemu ktoś w tej wyjątkowej okoliczności nie może wstać, zabrać dziecka do toalety i przewinąć. Nawet jeżeli nie przywykł do robienia tego w toalecie publicznej, to jednak zdecydował się na podróż środkiem transportu publicznego, w którym znajduje się wiele innych osób. Mamy wspólną przestrzeń i trzeba to uszanować.

Dzieci na pokładzie są męczące?

Dzieci są tylko dziećmi. Niektóre są słodkie, inne wręcz przeciwnie. Męczący bywają przede wszystkim ich rodzice. To oni pozwalają dzieciom biegać po pokładzie, więc to oni są odpowiedzialni za takie zachowanie.

Często się to zdarza?

Tak. Prowadzimy ciężkie wózki serwisowe. Z przodu znajdują się masywne skrzynki, zresztą samolot jest pełen ciężkiego sprzętu. Tymczasem zdarza się, że dzieci raczkują po kabinie i dochodzą aż do jej przedniej części. Wystarczy chwila nieuwagi, by ktoś, wstając z fotela, przypadkowo nadepnął dziecku na dłoń. Rodzice często nie biorą pod uwagę takich zagrożeń. A to my, jako załoga, odpowiadamy za bezpieczeństwo i udzielamy pierwszej pomocy.

Z dziećmi bywa bardzo różnie. Czasem kopią w fotele, a rodzice nie reagują. Wtedy pasażer z takiego „skopanego” fotela prosi załogę pokładową o interwencję: „Czy może pani powiedzieć tej pani z tyłu, żeby dziecko przestało kopać w mój fotel?”. Oczywiście interweniuję, choć nierzadko słyszę w odpowiedzi: „Nie zauważyłam”.

Pasażerowie nie mogą sami zwrócić się do rodziców tych dzieci?

Widocznie czują się niekomfortowo. Kiedyś, gdy dziecko oglądało na iPadzie bajkę, rzeczywiście bardzo głośno, kobieta siedząca w zupełnie innym rzędzie wezwała mnie dzwonkiem, by poprosić o zwrócenie uwagi matce dziecka. Przeszkadzał jej dźwięk. Zdarzają się też trudniejsze sytuacje. Pamiętam dziewczynkę, której nie dało się zapiąć pasów. Krzyczała tak głośno, że inni pasażerowie byli już na granicy wytrzymałości. Ale nie ma zakazu latania z dziećmi. W autobusie czy w tramwaju również możemy trafić na uciążliwego małego pasażera. To część życia w przestrzeni wspólnej i musimy ją zaakceptować. Uważam, że w transporcie zbiorowym wszyscy powinniśmy myśleć o sobie nawzajem. A jeśli ktoś chce całkowicie uniknąć takich doświadczeń, musi wybrać klasę biznes – choć niektóre linie pozwalają podróżować tą klasą z dziećmi – albo prywatny środek transportu.

Nie ma zakazu latania z dziećmi, za to tanie linie lotnicze nie pozwalają na przewóz zwierząt.

To prawda. Wyjątkiem są psy przewodnicy. Podczas lotu przebywają na podłodze, przy nogach osoby, którą prowadzą. Te pieski są zresztą dobrze wychowane, spokojne i nie przeszkadzają załodze w pracy.

Jak na takiego pasażera reagują inni podróżni?

Z reguły bardzo entuzjastycznie. Czasem nawet za bardzo.

Co masz myśli?

Psa przewodnika nie można dotykać ani zaczepiać czy głaskać, ponieważ jest „na służbie” i musi spokojnie wykonywać swoją pracę.

A co, jeśli któryś z pasażerów jest uczulony na psią sierść?

Pasażer z niepełnosprawnością, który potrzebuje psa przewodnika, ma w takiej sytuacji pierwszeństwo. Jeśli alergia drugiego pasażera jest na tyle poważna, że nawet posadzenie ich w możliwie maksymalnej odległości nie pomaga, to pies przewodnik leci na pokładzie, a uczulony na sierść pasażer musi wybrać inny lot.

Natomiast fakt, że niektórzy ludzie mają alergię na sierść zwierząt, jest jednym z głównych powodów – oprócz braku miejsca – dla których część linii, w tym większość tanich, nie zabiera zwykłych psów na pokład.

Psy asystują osobom z niepełnosprawnością wzrokową.

Nie tylko. Ludzie, którzy potrzebują psów asystentów lub wsparcia emocjonalnego, mogą korzystać z przepisów umożliwiających przewożenie zwierząt na pokładzie. Pamiętam, jak kapitan krzyknął, że do samolotu zmierza dziewczyna z małym psem i prawdopodobnie próbuje go przemycić. Zaniepokoiło mnie to, bo bałam się o nią i o pieska. Na szczęście, gdy zbliżyła się do schodów, okazało się, że pies ma kamizelkę i opis, że jest asystentem. Zapytaliśmy ją, czy ma pełną dokumentację – choć formalnie to nie my to weryfikujemy – i okazało się, że lata z tym pieskiem regularnie.

Jeśli pies nie jest asystentem, jak przewieźć go samolotem?

Przede wszystkim wybrać linię, która na to zezwala. Jeśli pies jest mniejszy, prawdopodobnie będzie można go przewieźć w transporterze w kabinie. Ograniczenia wagowe zależą od konkretnej linii. To może być na przykład osiem albo dziesięć kilo. Jeśli pies jest cięższy, może lecieć w luku bagażowym, również w transporterze.

Tam nie jest zimno?

Nie w tej części, w której przewożone są zwierzęta. Warunki w luku są dobre, ale oczywiście wiele zwierząt ta sytuacja mocno stresuje. Warto wcześniej przygotować psa lub kota: nie karmić go tuż przed lotem, rozłożyć matę na wypadek, gdyby miał potrzebę się załatwić, ewentualnie podać środki uspokajające.

Być może kiedyś się to zmieni i powstaną linie specjalizujące się w przewożeniu pasażerów z ich pupilami. W Stanach Zjednoczonych już funkcjonuje pierwsza „psia linia”. Na pokładzie samolotu razem ze swoimi właścicielami mogą podróżować pieski każdej wielkości. I to w iście królewskich warunkach! Linia oferuje muzykę relaksacyjną, uspokajające smakołyki i wyciszające nauszniki. Oczywiście taki lot z psem jest bardzo kosztowny.

Wróćmy do „ludzkich” pasażerów. Czy często ignorują zasady?

Bardzo często. Szczególnie te, których nie rozumieją, na przykład dotyczące balansu samolotu.

Czyli?

W skrócie chodzi o to, gdzie znajduje się środek ciężkości. Wpływa to na sterowność i stabilność samolotu, a co za tym idzie – na bezpieczeństwo. Samolot nie może być zbyt