49 osób interesuje się tą książką

Opis

"Sitwa" Pauliny Świst to kolejny mocny tytuł w dorobku najgłośniejszej polskiej debiutantki ostatnich lat. Po bestsellerowej "Karuzeli" przyszedł czas na kolejną odsłonę cyklu, w którym w grę wchodzą już nie tylko przekręty finansowe i wielka namiętność, ale też przemyt złota i afera kościelna.

Funkcjonariusz CBŚ Michał Grosicki zostaje skierowany na Śląsk. Tak dobrze udaje mu się wtopić w przestępcze środowisko, że zostaje aresztowany przez prokuratora Zimnickiego. To dopiero początek nowego spisku, w który zamieszani są dobrze znani bohaterowie "Karuzeli" – Orzeł i Olka. Wszystko wskazuje na to, że historia finansowych przekrętów wcale nie skończyła się wraz z ich ucieczką z kraju...

Lektura "Sitwy" to prawdziwa jazda bez trzymanki. Afera goni aferę, stawka bezustannie rośnie, a wszystko, rzecz jasna, w atmosferze rozpalonych namiętności. Paulina Świst jak nikt inny łączy brawurową sensację ze śmiałą erotyką i tajemnicami adwokackiego świata. Specjalizująca się w prawie karnym autorka zna na wylot ciemne strony systemu karnego w Polsce. Na bazie własnych doświadczeń tworzy kolejną kryminalną historię, która spokojnie mogłaby wydarzyć się naprawdę. Zresztą, kto wie, czy się nie wydarzyła…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 288

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 1 min

Lektor: Paulina Świst

Popularność


Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Monika Frączak

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Maria Śleszyńska

© for the text by Paulina Świst

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2019

Zdjęcia na okładce

© iStockphoto/Maravic

© slhy/Shutterstock

ISBN 978-83-287-1189-1

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2019

FRAGMENT

Wszystkie wydarzenia są jeszcze bardziej zmyślone niż w Karuzeli ;) Powaga ;)

Mecenas Płonce – za to, że zawsze we mnie wierzyła. Nawet wtedy, kiedy było to absolutnie bezpodstawne. Bez której oblałabym trzy czwarte egzaminów i nigdy nie wysłałabym do Wydawnictwa ani jednego fragmentu tekstu :*

„Nie ma kar ani nagród, są jedynie konsekwencje”.

Karin Alvtegen

– Nie powiem ani słowa bez adwokata – rzuciłem w stronę prokuratora.

Bardzo mi się nie podobał. Siedział w fotelu jak jakaś pierdolona gwiazda i patrzył na mnie jak na kupę gówna. Nie mogłem się doczekać jego miny, kiedy dowie się, jak wielką akcję CBŚP spieprzył. Na samą myśl o tym uśmiechnąłem się z satysfakcją.

– Cieszę się, że ma pan dobry humor – powiedział z przekąsem, przeczesując ręką włosy.

Miał prawie dwa metry wzrostu i wyglądał jak Marcin Dorociński. Nie dziwię się, że z taką buźką był bardzo pewny siebie. Z niecierpliwością czekałem, kiedy mu powiem, jak bardzo się pomylił. Ale jeszcze nie teraz, to nie jest najlepszy moment.

– Nie wiem, czy na pana miejscu byłbym ubawiony, gdyby zatrzymano mnie naćpanego, z nielegalnie posiadaną bronią, w towarzystwie osób ze zorganizowanej, byłbym… Wyrwa? Jak myślisz? – zapytał policjanta, który mnie zatrzymał, a obecnie ze skupieniem gapił się w laptopa.

– Nie mam czasu. Jadę czołgiem – odpowiedział policjant.

– Pluton[1]?

Prokurator się ożywił.

– Nie. Twierdza[2]. Jak się pośpieszysz, „Zimny”, to w następnej będzie wolne miejsce.

Patrzyłem raz na jednego, raz na drugiego. Byli kompletnie popierdoleni. W innych okolicznościach nawet mógłbym z nimi pracować.

Prokurator kiwnął głową w moją stronę.

– Zaraz dołączę Wyrwa, ale najpierw muszę skończyć z tym miłym panem. Ma pan ustanowionego obrońcę?

– Mam.

– Nazwisko.

– Lilianna Płonka.

– Odpada – oznajmił spokojnie.

– Zna ją pan?

Spojrzałem na niego badawczo.

– Niestety. Jest z Wrocławia, prawda? Właśnie zaczęliśmy przesłuchanie. Coś mi mówi, że nie dojedzie na czas.

A więc tak chciał grać. Mógł zadzwonić do Lilki i powiedzieć, że właśnie mnie przesłuchuje. Fizycznie nie była w stanie dojechać. Stary numer. W duchu pochwaliłem go za metody, ale miałem jeszcze asa w rękawie.

– Okej. Druga próba. Kinga Błońska – rzuciłem od niechcenia.

W tym momencie prokurator pierwszy raz pokazał emocje. Mimowolnie zacisnął zęby. Musiały napsuć mu krwi. A on spierdolił moją akcję. Postanowiłem się trochę zabawić.

– Ją też pan zna? Niech pan nie marudzi, bardzo się lubimy. Jestem pewny, że zdąży w piętnaście minut. W dodatku to niezła dupa, przynajmniej dzięki niej to śmieszne przesłuchanie nabierze walorów estetycznych – powiedziałem cwaniacko.

– Let’s get ready to rumble! – ryknął Wyrwa tonem spikera zapowiadającego walki bokserskie.

Spojrzałem na policjanta ze zdziwieniem. Prokurator wstał tak szybko, że wywrócił fotel, i w sekundę stanął nade mną.

– Kim ty, kurwa, jesteś? – zapytał lodowatym tonem.

***

Zerknęłam zaskoczona na telefon. „Zimny”? Mimo że przez ostatnie trzy lata nawiązała się między nami subtelna nić sympatii, to telefon od niego, a nie od Kingi, mógł zwiastować wyłącznie kłopoty.

– Dzień dobry, panie prokuratorze. Czemu zawdzięczam ten zaszczyt? W co tym razem wpakował się nasz Błoniaczek? – zapytałam wesoło, choć trochę się niepokoiłam.

Z Kingą Błońską przyjaźnimy się od lat i kocham ją nad życie, ale dziewczyna ma ponadprzeciętny talent do pakowania się w kłopoty. W tym związku to ja uchodzę za odpowiedzialną i spokojną. Doskonale pamiętam, jak się poznałyśmy. Potraktowała mnie nieufnie. Uważała, że wszyscy prawnicy mają coś nie tak pod deklem, z nią włącznie. Dopiero kiedy przepiłam ją na pierwszej imprezie na aplikacji, nabrała do mnie szacunku. Od tego czasu stałyśmy się nierozłączne. Jesteśmy jak woda i ogień. Mnie ciężko jest wyprowadzić z równowagi, podczas gdy ona to niewyobrażalny nerwus. Ogólnie lubię ludzi i mam do nich pozytywne nastawienie. W zasadzie czuję niechęć może do pięciu osób na całym świecie, a troje z nich znalazło się na mojej liście, ponieważ wycięło jakiś numer Kindze. Ona potrafi znielubić pięciu jednego dnia. Tylko gadamy tak samo dużo. Niestety teraz już nie tak często, co kiedyś, bo wyprowadziła się na ten cholerny Śląsk, ale już zdążyłam jej to wybaczyć.

– Kinga jest grzeczna – rzucił „Zimny”.

Niemal zachłysnęłam się kawą. Naiwniak.

– Mówi ci coś nazwisko Keller? – zapytał.

– Kompletnie nic.

– A to dziwne, bo mam takiego jednego na dołku, który twierdzi, że jest twoim klientem.

– Nie znam typa.

Mam świetną pamięć do nazwisk, a już z pewnością pamiętałabym klienta, więc bardziej z ciekawości dopytałam:

– Jakie zarzuty?

– Nielegalne posiadanie broni i narkotyków, takie tam. Poza tym… – „Zimny” się zawahał. – Coś mi tu nie pasuje. Kiedy powiedziałem, że nie dojedziesz na przesłuchanie, poprosił o Kingę.

– Masz koszmarne metody, panie prokuratorze – oburzyłam się na niby. – A skąd wiesz, że bym nie dojechała? Poza tym podejrzewam, co ci nie pasuje. Jesteś o niego zazdrosny. Jest przystojny? – Śmiałam się już na całego.

– Nie w moim typie. – „Zimny” zazgrzytał zębami. – Dobra, dzięki. Do zobaczenia!

– Pa. – Przerwałam połączenie.

Przez chwilę śmiałam się, a potem zaczęłam się zastanawiać: cholera, jaki Keller?

***

Nie miałem pojęcia, co tu jest grane, ale stwierdziłem, że rozsądniej będzie się zamknąć. Prokurator wyszedł z pokoju, policjant natomiast przyglądał mi się badawczo.

– Jak Twierdza? – zaryzykowałem.

– Wdupiliśmy. – Odsunął od siebie laptopa. – Skąd znasz Kingę?

– Jest moim obrońcą.

– Jakim, kurwa, cudem, panie Michale Keller z Gdańska?

– Skąd możecie wiedzieć, gdzie ma sprawy? Popierdoliło was na tym Śląsku? To mój interes, kto mnie broni.

– Niekoniecznie… – Policjant wrócił do laptopa.

Dwadzieścia minut później przyszedł prokurator. Najwyraźniej rozumieli się z policjantem bez słów, bo prokurator tylko wskazał na mnie głową, a policjant natychmiast wyprowadził mnie do pomieszczenia wypełnionego tomami akt. Posadził mnie na krześle i usiadł obok. Po chwili usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.

– Jaram się, kiedy wzywasz mnie bez wyjaśnień, panie prokuratorze. Masz ważny powód, jak mniemam? Czy może myślisz, że w robocie tylko siedzę i wyszywam białe orły, jak niektórzy na państwowej posadce? Ojej, nie masz kajdanek? Czuję, że moje zainteresowanie gwałtownie opada…

Usłyszałem wesoły głos Kingi i zbaraniały popatrzyłem na Wyrwę.

– Już rozumiesz? Masz przejebane… – szepnął mi do ucha.

O tak. Rozumiałem.

– Siadaj, Mała – głos prokuratora był spokojny.

– Co się stało, Łukasz? – Kinga poważnie się zaniepokoiła.

– Znasz typa?

Najwyraźniej pokazał jej zdjęcie, które przed chwilą mi zrobiono. Kuuurwa.

– Znam. No i?

– Twój klient czy Lilki? – pytał nadal spokojnie.

– Twojej starej – rzuciła tonem zniecierpliwionej trzynastolatki. – Łukasz, przecież to cebeeś z Wrocławia.

Tego właśnie się obawiałem. Wyrwa popatrzył na mnie, jakby na czole wyrosło mi trzecie oko.

– Radek! – ryknął prokurator.

Policjant błyskawicznie wciągnął mnie do gabinetu „Zimnego”. Kinga siedziała na krześle i patrzyła na mnie ze zdziwieniem.

– Nudzi wam się? Czemu aresztujecie się nawzajem? Przypomniał mi się taki mem o policjantach w przebraniu udających sprzedawców narkotyków, aresztowanych przez policjantów w przebraniu udających nabywców narkotyków. – Wybuchnęła śmiechem.

– Michał Keller z Gdańska.

Prokurator wskazał na mnie palcem.

– Yhm. A ja jestem księżna Kate. Z Londynu – powiedziała Kinga, wstając. – Porozmawiajcie, bo chyba lekko weszliście sobie w paradę. Ale macie burdel w tym wymiarze sprawiedliwości!

Roześmiała się jeszcze głośniej i pocałowała prokuratora w policzek.

– Jak już sobie wszystko wyjaśnicie, to zaproś Michała wieczorem na flaszkę. – Puściła do mnie oko. – I nie zawracajcie mi dupy pierdołami. Mam co robić.

Wychodząc z gabinetu, trzasnęła drzwiami.

***

Telefon znów zaczął dzwonić. Po raz kolejny odłożyłam akta. Jeśli tak dalej pójdzie, to nigdy tego nie przejrzę. Kinga.

– Dzień dobry, pani mecenas. Co za zbieg okoliczności, przed chwilą rozmawiałam z twoim chłopakiem – rzuciłam wesoło.

– No wiem, a ja przed chwilą widziałam się z twoim. – Kinga chichotała jak nastolatka.

– „Zimny” aresztował Colina Farrella? – zapytałam ze szczerym udawanym zdziwieniem.

Po ostatnich doświadczeniach uznałam, że jeszcze bardzo długo nie będę się spotykać z facetami. Działają mi na nerwy. Wszyscy, jak jeden mąż. Banda niezdecydowanych mazgajów albo cwaniaki-maślaki. Nie wiem, co gorsze.

– Źle się wyraziłam… Jednego z twoich pretendentów! – Kinga naprawdę dobrze się bawiła.

– Za dużo czasu spędzasz z prokuraturą, zaczynasz pieprzyć jak oni. Chodzi o tego całego Kellera? Kto to jest? Nie kojarzę.

– Żaden Keller… Łukasz właśnie aresztował Michała Grosickiego! Wyobrażasz sobie, jaka wtopa prokuratury? Aż żałuję, że pewnie każe mi trzymać język za zębami i nie będę mogła zawiadomić „Faktu”.

Poczułam zimny dreszcz na karku.

– Kinga… Muszę ci coś powiedzieć, ale nie przez telefon. Będę na Śląsku… – Zerknęłam na zegarek. – Za dwie godziny.

***

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] W World of Tanks – opcja gry w zespole z dwoma innymi graczami.

[2] W World of Tanks – opcja gry w zespole z sześcioma innymi graczami z twojego klanu.

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz