Sen na Kniaziach i inne historie osobiste - Robert Gmiterek - ebook
lub
Opis

Pięćdziesiąt dokumentów – zdjęć.
Pięćdziesiąt tekstów zainspirowanych tymi  zdjęciami, a w każdym z nich głębia uczuć i przemyśleń.
Bo każda minuta, każdy kadr życia ma znaczenie, ma swoją historię i kształtuje przyszłość.

Na pograniczu jawy i snu, gdzie to co było jest i będzie, wzajemnie się przenika, tam istnieje kraina iluminacji… Wśród wzgórz Roztocza, gdzie ślad po dawnych wioskach jest ledwie widoczny, a na ich miejscu wyrastają nowe osady. Gdzie ludzie żyją teraźniejszością, czerpiąc z historii i tworząc przyszłość, tam wyruszamy w niezwykłą wędrówkę w głąb siebie.
Robert Gmiterek ukazuje świat, który widzimy na co dzień, ale nie zastanawiamy się nad nim, przechodząc obojętnie. Autor zatrzymuje chwilę i ją analizuje. Sięga do źródeł, doszukuje się śladów przeszłości, obserwuje teraźniejszość i czasem na tej podstawie, prognozuje przyszłość. Każdy tekst jest nierozerwalnie związany z obrazem.
W krainie iluminacji jest czas na przemyślenia, na chwilę postoju w biegu życia, by dostrzec wszystko to, co na co dzień nam umyka, by stać się bardziej świadomym swojego życia i otaczającego świata.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 34


Robert Gmiterek„Sen na Kniaziach i inne historie osobiste”

Copyright © by Robert Gmiterek, 2019

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji

nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana

w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Renata Grześkowiak

Korekta: Joanna Barbara Gębicka, Bożena Sigismund

Skład e-book: epub, mobi, pdf: Adam Brychcy

Projekt okładki: Jakub Kleczkowski

ISBN: 978-83-8119-412-9

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

To co po nas zostanie przy drodze, którą idziemy...

Czerwone krople krwi głogu i łzy niebieskiej tarniny.

A gdybyśmy wrócili, gdybyśmy żyli znowu?

Tylko niebieskie łzy tarniny i krople krwi czerwonej – głogu.

Sen na Kniaziach

Kto usnął snem opartym o kamień przydrożny? Kto na kamiennym ramieniu długie lata wsparty, śni maliny w gęstwinie poplątanej ciszy? Kto położył rozległość okolicznych krain przed ślepe oczy Edypa? Kto otworzył świątynię na jesienne deszcze? Kto na drodze snu senne postawił upiory budzące się w uśpionych i splątanych ścieżkach. Sen na Kniaziach jest długi. Nie oszczędza czasu. Tutaj możemy go dotknąć. Możemy wybaczyć pośpiech chowania zmarłych w ich zamkniętych oczach. Tutaj malin jest dosyć dla żywych i śpiących. Tutaj wszystko jest jedno. Jeden sen, jeden kamień, jedna kropla maliny na zielonej plamie ciszy. Kropla maliny, która drąży sen.

Tylko wzgórza

Tylko wzgórza o świeżym zapachu tarniny potrafią płynąć i nie znikać z oczu. I tylko one potrafią nie tęsknić za swoim odejściem. Tylko cień wzgórz zna swój początek i kres. Tam gdzie wiatr niesie kurz. Sieje po okolicznych siołach niedokończone aleje. Sieje dla siebie. Będzie w nich wiał i trwał niepowstrzymanie, bo taka jest miara wiatru i wiatru nieznane. Dziś tylko wzgórza płyną przez morza Żurawiec, przez oceany Korhyń. Przez nasz czas płyną ogromne wieloryby. Połykają nasz zdrowy rozsądek, nasze ostre widzenie, znajomość rzeczy i porządek praw. Wypluwają nas, niczym Jonasza, ze swych sieci i sadzają w dziecięcym zachwycie na skraju Roztocza. Tam tylko patrzeć można. Nie sądzić, nie liczyć. Nie przebierać w widzeniach, nie licytować w latach. Tam gdzie siedzimy, płyną pierwsze dni stworzenia świata.

Księżyce schwytane w pełni

Są miejsca, gdzie na ścianach zawisły w pełni schwytane księżyce. Gdzie sarna uchodzi przed łowem brzegiem mglistego strumienia. Gdzie post na krawędzi jest drogą do nigdzie więcej. Gdzie trawy, osty i drzewa to wszystko co było i będzie. Gdzie mglistość jest treścią wielu. Gdzie stare gorzelnie stalowe słupy wbijają w dno smolistej rzeki. Gdzie maszty zmurszałych statków żeglują przez czeluść. Gdzie ledwie pojawi się światło, a już zmierzch je gasi. Gdzie na końcu w korzeniach istnienia tkwi okno. Na świt, na światło, na kryształowo nikły, księżycowy krajobraz Huty Kryształowej. Na dolinę Smolinki, na brzeg Podemszczyzny. Na aleje lipowe, w których rosną dęby. Na okno w parku podworskim na granicy świat(ł)a. Na to wszystko, co we mgle utopione dawno, a teraz powraca. I choć brzmi już inaczej i inaczej słucha, jest tym, czym było zawsze pod okiem księżyca.

Dziurka od klucza

Wiele jest wizerunków pałacu w Narolu. Wiele zdjęć, akwarel, akwafort, miedziorytów, szkiców, rzutów poziomych i rzutów poprzecznych. Wiele jest zachwytów. Lecz mało szczegółów, które są solą zachwytu. Kto dostrzega akację? Kto parzy przez dziurkę od klucza? Kto nosy odciął mędrcom? Kto sprowadził Maurów? Szukajmy esencji świata w małych formach i w cieniu. To w dziurce od klucza kryje się klucz istnienia. Na szczycie wzgórza ceglasta czerwień dachówek. Gruboziarnista sól pokruszonych schodów dodaje smaku czerwieni. W szczelinach czasu dzikie wino pije początek z końcem. Jest i zielony posmak traw, dopieszczony pieprzem pokrzyw. Ponad nim, wyniesieni i przykuci do muru świadkowie tragedii. Głowy Maurów ściętych w dalekim i obcym świecie, którym tutejszy klimat odbiera rysy twarzy i czyni z nich mędrców. Akacja wdziera się w układny kraj dawnych rabatek i klombów. Wybiega przed szereg. Jeszcze dzień i noc i sięgnie po cień i po kłódkę. Jeszcze jedna wiosna i wtargnie przez dziurkę od klucza do sali balowej. Bo wokół dziurki od klucza buduje się pałace i żaden z nich nie istnieje dłużej niż dziurka od klucza.

Dzień i noc

W cieniu wielkich i przejmujących oratoriów kryją się ciche i proste głosy próśb. W cieniu niedziel kryją się soboty. Tu boskie misterium napotyka ludzkie zmęczenie. Tu przebudzenie i zaśnięcie przybiera najprostsze formy. Dzień i noc w cieniu cerkwi.

Cień