Wydawca: Bellona Kategoria: Humanistyka Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 380 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Schizmy i herezje - Henryk Zamojski

Schizmy i herezje - tak nazywamy odstępstwa powstałe na gruncie chrześcijaństwa. W pierwszym okresie rozwoju nowej religii owe odstępstwa zrodziły się w sferze formułowania podstawowych dogmatów nauki głoszonej przez Chrystusa, natomiast w okresach następnych dotyczyły głównie interpretacji owych dogmatów, ale także praw ustanowionych przez Kościół. Skutki owych odstępstw nie zawsze miały charakter religijny, dotyczący wewnętrznych spraw Kościoła, ale często znacznie szerszy. Krwawe wojny w imieniu Chrystusa prowadzone były między chrześcijanami już od IV wieku naszej ery i sięgnęły pożogi wojny trzydziestoletniej w XVII wieku, a nawet czasów późniejszych. Wywierały one ogromny wpływ na dzieje świata, rzutowały także na historię Polski.

Opinie o ebooku Schizmy i herezje - Henryk Zamojski

Fragment ebooka Schizmy i herezje - Henryk Zamojski

Projekt okładki i stron tytułowych Anna Damasiewicz

Redaktor merytoryczny Grażyna Szaraniec

Redaktor prowadzący Zofia Gawryś

Redaktor techniczny Agnieszka Matusiak

Korekta Anna Olszowska

Copyright © by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2014 Copyright © by Henryk Zamojski, Warszawa 2014

Zapraszamy na strony: www.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl Dołącz do nas na Facebooku: www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona Spółka Akcyjna ul. Bema 87, 01–233 Warszawa Dział wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78 faks: 22 652 27 01 e-mail:

Od autora

Zdecydowałem się napisać tę książkę po to, by pokazać, w jak trudnych warunkach rodziło się chrześcijaństwo i jak wielkiego wymagało to wysiłku ze strony ludzi, którzy poświęcili wszystko dla tej religii. Daleki jestem od krytyki Kościoła katolickiego bądź innych Kościołów chrześcijańskich; nie zamierzam również ograniczyć się do przypominania różnych powszechnie znanych faktów.

W opinii przeciętnych ludzi, w tym także wiernych Kościoła katolickiego, ukształtował się stereotyp postrzegania go tak, jakby od samego początku wszystko przebiegało w nim idealnie, w doskonałej harmonii i pokoju, a Kościół rzymski był zawsze tak wielkim autorytetem, jakim jawi się obecnie.

Wśród części społeczeństwa funkcjonuje także inny stereotyp, upowszechniany przez niektóre środowiska świeckie oraz inne Kościoły chrześcijańskie: przekonanie, że wszelkie zło na świecie pochodzi od Kościoła katolickiego. Tymczasem dobrze byłoby, gdybyśmy − jako społeczność ludzi wierzących i niewierzących – mieli świadomość, że obydwa te stereotypy są błędne i niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Nie ulega wątpliwości, że droga rozwoju całego chrześcijaństwa, a w szczególności Kościoła rzymskiego, była wyboista i często wiodła przez labirynt bardzo skomplikowanych ścieżek i korytarzy.

To, że chrześcijaństwo przetrwało najtrudniejsze okresy i stało się potęgą moralną współczesnego świata, jest niewątpliwie zasługą jego najwybitniejszych jednostek. To przetrwanie pozwoliło na wyodrębnienie się i funkcjonowanie, do dzisiaj, wiele opcji chrześcijańskich; niektóre z nich nawet nie są tego świadome. Wszak w historii Kościoła katolickiego nie brakowało okresów tak trudnych, iż wydawało się, że nie uda mu się rozwiązać swoich problemów i ulegnie jeśli nie religii pogańskiej, to innej opcji chrześcijańskiej, która także nie musiała przetrwać do naszych czasów. Zawsze jednak znajdowały się wybitne jednostki, które potrafiły wyprowadzić Kościół z najtrudniejszych sytuacji.

Oczywiście, trudno nam dzisiaj, z perspektywy setek lat, oceniać te zmagania i wyrokować, kto, kiedy i jakie popełnił błędy. Zdecydowanie inaczej wyglądało to wtedy, gdy błędy te były popełniane. Nawet najwyżsi dostojnicy Kościołów chrześcijańskich, w tym i rzymskiego, wywodzili się spośród ówczesnego społeczeństwa, a ich poziom intelektualny odpowiadał poziomowi ówczesnych elit. Zacofanie oraz niski poziom wiedzy i kultury, cechujące wczesne średniowiecze, spowodowane były ogólnym upadkiem cywilizacyjnym ówczesnej Europy. To przecież plemiona barbarzyńskie z zachodniej, centralnej czy północnej Europy budowały nowy porządek cywilizacyjny na gruzach antycznego świata. To z tych barbarzyńskich plemion wywodziły się owe elity rządzące.

Niezależnie od tego, czy nam się to dzisiaj podoba, czy nie, w tamtym okresie byliśmy barbarzyńcami, a procesy cywilizacyjno-kulturowe w naszej części Europy przebiegały bardzo wolno. Były nawet okresy, że cała nasza europejska cywilizacja czuła się zagrożona ze strony ludów wschodnich, prezentujących zdecydowanie odrębną kulturę i religię. Ta złożona sytuacja na pewno nie pomagała w rozwiązywaniu sporów w duchu wzajemnego szacunku, zrozumienia i wybaczenia, pomimo że zasady te stanowiły przecież podstawę wiary chrześcijańskiej.

Wróćmy jednak do początków chrześcijaństwa. Według naszej aktualnej wiedzy, różnego rodzaju odstępstwa w postaci herezji bądź schizm zaczęły się pojawiać bardzo wcześnie, bo zaraz po śmierci Chrystusa. Skutki tych odstępstw miały charakter nie tylko filozoficzno-teologiczny, ale często także społeczny, a nawet polityczny. Przyjrzawszy się bliżej źródłom ich powstawania, możemy stwierdzić, że występowały tu zarówno przyczyny obiektywne, jak i subiektywne, wynikające głównie z postępowania konkretnych osób bądź interpretacji ważnych zdarzeń w procesie rozwoju chrześcijaństwa. Jeśli zatem w pierwszym okresie dominowały przyczyny o charakterze teologiczno-filozoficznym, to później na czoło wysunęły się te społeczno-polityczne, i to we wszystkich nurtach funkcjonujących w ramach chrześcijaństwa.

Momentem przełomowym w tym niezmiernie złożonym procesie rozwoju chrześcijaństwa było jego usankcjonowanie, dokonane przez cesarza Konstantyna, który nową religię uczynił nie tylko legalną, ale i równą innym religiom, występującym w cesarstwie. Rzecz jednak w tym, że o ile ta wolność wyznania i równouprawnienie były wystarczającym osiągnięciem dla przeciętnych chrześcijan, to wśród elit rządzących znaleźli się ludzie, którzy uznali, że to zdecydowanie za mało i za cel postawili sobie uczynienie z chrześcijaństwa religii nie tylko w państwie tolerowanej, ale wręcz w nim dominującej.

W drugiej połowie IV wieku walczyło o tę uprzywilejowaną pozycję – i to skutecznie − co najmniej dwóch wielkich ojców Kościoła w osobach św. Ambrożego oraz biskupa Rzymu Damazego I. Walcząc z niezwykłą determinacją o osiągnięcie zamierzonego celu, prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy, że to wielkie zwycięstwo oznaczać będzie równocześnie pełne uzależnienie od władzy cesarskiej, a tym samym uwikłanie się w wielką politykę, której kierunki przecież nie zawsze musiały być tożsame z interesami Kościoła. To, co dla Kościoła, teoretycznie przynajmniej, wydawało się zbawienne, miało w niedalekiej przyszłości przynieść odwrotny skutek, popychając Kościół rzymski na drogę nietolerancji i przemocy wobec innych religii, stosowanej nierzadko za wiedzą i przy wsparciu władzy państwowej, co jeszcze niedawno było dla przeciętnego chrześcijanina niewyobrażalne. Za typowy przykład nietolerancji można uznać wydany w 420 roku przez papieża Bonifacego I dekret zabraniający niewolnikom wstępowania do stanu kapłańskiego. Ten swoisty gest pod adresem cesarza i wielkich właścicieli ziemskich był przecież oczywistym zaprzeczeniem elementarnych idei chrześcijaństwa. O tym, jak bardzo musiał być Kościół zafascynowany perspektywą współdziałania z władzą świecką, świadczy daleko posunięty stopień jego uległości wobec tej władzy i to w bardzo różnych sprawach.

To właśnie w ten sposób rozpoczął się konflikt pomiędzy władzą świecką i Kościołem; konflikt, który praktycznie przetrwał do czasów współczesnych. Jacques Zeiller, jeden z historyków chrześcijańskich, stwierdził, iż Kościół, który uwolnił się spod jarzma władzy świeckiej, doznał „(…) bardziej może groźnego niebezpieczeństwa niż dotychczasowa wrogość, a mianowicie uciążliwej protekcji państwa”. Jeszcze bardziej niekorzystne w skutkach dla Kościoła rzymskiego okazało się utworzenie Państwa Kościelnego, choć akt ten pozornie mógł się wydać zjawiskiem pozytywnym.

Decyzja ta już w swoim założeniu była sprzeczna z ideami prezentowanymi przez Chrystusa. Jak wiadomo, osoby rządzące, kierujące państwem, także najwyżsi dostojnicy Kościoła, musiały godzić racje stanu państwa z interesami Kościoła, co zmuszało je niejednokrotnie do stawiania na drugim miejscu nie tylko interesu Kościoła, ale także wiernych. Dlatego wielu papieży stało się zakładnikami realizowanej przez siebie polityki, nie mogąc pogodzić tych dwóch interesów – państwa i Kościoła. To przecież w interesie Państwa Kościelnego, dla pozyskania króla Franków Pepina Małego, dopuszczono się w urzędzie watykańskim fałszerstwa: tworząc tzw. donację Konstantyna, co miało przynieść papiestwu także pełnię władzy świeckiej.

W takiej sytuacji papież Grzegorz VII mógł się stać bezwzględnym dyktatorem, dążący do podporządkowania sobie całej ówczesnej Europy – zgodnie z przekonaniem, że książęta i królowie winni całować stopy papieża, a papież ma wszelkie prawa, łącznie z prawem do powoływania i odwoływania cesarzy.

O narastającym zjawisku nietolerancji, a nawet przemocy, którego apogeum przypada na koniec średniowiecza, świadczy to, że w roku 385 skazano na śmierć za przekonania religijne Pryscyliana, twórcę herezji występującej potem pod nazwą pryscylianizmu, co odbiło się szerokim echem w całym ówczesnym świecie chrześcijańskim i wywoływało sprzeciw ze strony wielu czcigodnych ojców Kościoła. Jakież zatem musiały dokonać się przewartościowania w poglądach moralno-etycznych całego społeczeństwa europejskiego, skoro w XVI i XVII wieku znowu zaczęto akceptować analogiczne czyny! Pamiętamy przecież, że gdy wówczas skazywano na śmierć ludzi wyłącznie dlatego, że mieli inne przekonania bądź choćby próbowali do swoich przekonań zachęcać innych, z reguły nie spotkało się to z większym sprzeciwem ze strony społeczności europejskiej. Należy wszelako zaznaczyć, że te zbrodnie, popełniane w imię braku tolerancji dla innych przekonań religijnych, nie obciążają jedynie dostojników Kościoła rzymskiego, że mają je na sumieniu także Kościoły protestanckie, głównie kalwiński, oraz wiele głów koronowanych i ich urzędników. Z tego też względu oceniając historię chrześcijaństwa, warto popatrzeć na badane zjawisko przez pryzmat okoliczności i warunków, w jakich ono powstało.

Żaden Kościół nigdy nie funkcjonował w próżni; przeciwnie, każdy z nich poddawany był i jest tym samym procesom, co całe społeczeństwa. Tylko takie podejście pozwala zrozumieć różne wydarzenia, mające miejsce w całym chrześcijaństwie na przestrzeni wieków. Dziś wiemy, że wiele z popełnianych wówczas błędów, a nierzadko wręcz czynów haniebnych, wynikających z niewiedzy, nietolerancji czy pychy, stało się przyczyną powstawania odstępstw, z których wiele przerodziło się w trwałe herezje bądź schizmy. Musiało upłynąć wiele lat, aby dostojnicy kierujący różnymi Kościołami chrześcijańskimi zrozumieli, iż wyjaśnienia popełnionych błędów należy poszukiwać jedynie na drodze porozumienia oraz wybaczenia. Dlatego szczególna chwała i szacunek należą się tym, którzy do skarbnicy naszej cywilizacji wnieśli i ugruntowali owe uniwersalne wartości, z których możemy być dzisiaj dumni. Przykładem może tu być wielki papież dwutysiąclecia Jan Paweł II, jeden z największych orędowników ekumenizmu.

Oczywiście, tego bardzo skomplikowanego problemu nie rozwiążą jednak sami, choćby i najwybitniejsi ojcowie Kościołów. Konieczne jest pełne porozumienie wszystkich ludzi wierzących, ale także niewierzących. Aby tak się stało, trzeba upowszechniać wiedzę na temat minionych wydarzeń. Dobrym wzorem jest tu ruch „Teize”. Nasuwa się bowiem pytanie: czy jesteśmy w stanie uznać swoje błędy i wzajemnie sobie wybaczyć? Jeśli tak, to należałoby zupełnie inaczej spojrzeć na dotychczasową ocenę herezji i schizm, jakie miały miejsce w historii chrześcijaństwa. Nieporozumieniem jest twierdzenie, że czyniły one wyłącznie zło i wpływały negatywnie na rozwój chrześcijaństwa. Wręcz przeciwnie, w konsekwencji przyniosły one więcej dobrego niż złego, bowiem to one w znaczący sposób przyczyniały się do umacniania chrześcijaństwa. Oczywiście, zdarzały się wśród nich nurty o charakterze czysto heretyckim, niewnoszące nic nowego i wszelką dyskusję czyniące jałową. Jednak zdecydowana większość z nich pobudzała nie tylko do wymiany poglądów, ale też zmuszała do zweryfikowania, ponownego zinterpretowana i sformułowania właściwej wykładni teologiczno-filozoficznej pojęć niejasnych. Przykładem może tu być arianizm, prezentujący poglądy, które zmusiły ojców Kościoła do ostatecznego sformułowania credo w kwestii pojmowania Trójcy Świętej.

Jest zatem sprawą bezdyskusyjną, że schizmy i herezje stanowiły bodziec do przyjęcia właściwej organizacji i umocnienia Kościoła, nie tylko wyznania rzymskiego, ale także innych wyznań chrześcijańskich. Odstępstwa te, podważając i kwestionując istniejący porządek rzeczy, zmuszały decydentów do systematycznego porządkowania wewnętrznych problemów Kościoła, przyczyniając się do jego właściwego funkcjonowania.

Jak już mówiliśmy, owe odstępstwa prowokowały niejednokrotnie reperkusje społeczne i polityczne. W wielu przypadkach władza państwowa próbowała ingerować w proces rozwiązywania sporów teologicznych, a nawet wykorzystywać je do własnych celów. Przykładem mogą tu być zwłaszcza takie odstępstwa, jak husytyzm czy protestantyzm we wszystkich swoich odmianach.

Powszechnie przyjęło się, że pod pojęciem „herezji” rozumie się odstępstwo od doktryny prezentowanej przez Kościół katolicki. Tymczasem inne Kościoły chrześcijańskie wcale nie uważają się za odstępców; przeciwnie, za odstępców uważają katolików! To pokazuje, jak złożona i delikatna zarazem jest to kwestia. Nie da się jej podnosić bez uwzględnienia wszystkich racji, a i to czynić należy na drodze wzajemnego szacunku, tolerancji i zrozumienia.

Wstęp

„Schizmy” i „herezje” to pojęcia wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa. Obydwa odnoszą się do swego rodzaju odstępstw od przyjętych przez doktrynę bądź praktykę wzorców.

Herezja to wyraz grecki; w dosłownym brzmieniu hairesis znaczy „wybór”. W języku polskim przyjęło się określenie „kacerstwo”. Najczęściej definiuje się ją jako poglądy religijne uważane za sprzeczne z doktryną (dogmatami) głoszonymi przez Kościół i w konsekwencji uznane za rodzaj niewiary w nauki Chrystusa. W literaturze prezentowanej przez teoretyków Kościoła często spotykamy się ze sformułowaniem, że terminem tym określa się błędne pojęcie prawdy, która w izolacji od kontekstu przybiera sens niezgodny z całością Objawienia Bożego.

Św. Augustyn podaje natomiast, że heretykiem nie jest ten, kto błądzi w wierze, lecz ten, kto nie przyjmuje objawionej mu katolickiej doktryny. Można zatem stwierdzić, że niezależnie od źródła, słowo „herezja” oznacza całkowite bądź częściowe negowanie dogmatu czy nawet nauki Kościoła bądź ich niewłaściwą interpretację.

Wszystkie te definicje nie są jednak precyzyjne w odniesieniu do początkowego okresu, kiedy to doktryna chrześcijańska dopiero się formułowała i nie do końca było wiadomo, która koncepcja ostatecznie zwycięży. W owym pierwszym okresie wiele poglądów stanowiło przedmiot wspólnych rozważań, a nawet sporów poszczególnych osób czy całych grup w łonie chrześcijaństwa.

Nieco inaczej ma się sprawa z instytucją schizmy. „Schizma” to także odstępstwo od ogólnie obowiązujących w danym Kościele reguł, lecz nie zawsze doktryna jest tu czynnikiem decydującym. Na ogół chodzi tu o dążenie do wyodrębnienia się z Kościoła i przyłączenie do innego bądź ustanowienie nowego.

Największe dwie schizmy w łonie Kościoła katolickiego to wyodrębnienie się w 1054 roku Kościoła prawosławnego, a następnie, w roku 1555, Kościołów protestanckich. Zdarzało się, że podstawy tych schizm miały także charakter herezji.

W trakcie rozwoju chrześcijaństwa zawsze zdarzały się odstępstwa. Początkowo dotyczyły one głównie zagadnień chrystologicznych i pojawiały się w sferze formułowania podstawowych dogmatów, nawiązując do nauki głoszonej przez Chrystusa. W okresie późnego średniowiecza natomiast oraz na początku czasów nowożytnych odstępstwa dotyczyły głównie interpretacji zarówno dogmatów, jak i nauki Kościoła.

Skutki owych odstępstw miały charakter nie tylko religijny, lecz czasami ich kontekst był znacznie szerszy. To przecież pod ich wpływem zrodziły się niektóre ruchy społeczne, prowadzące do rewolucyjnych wystąpień plebejskich, a nawet narodowowyzwoleńczych. Dlatego uważa się, że odstępstwa te na przestrzeni wieków odegrały istotną rolę nie tylko w sferze religijnej, ale także społecznej, moralnej, a nawet politycznej.

Niniejsze opracowanie składa się z czterech rozdziałów, omawiających zarówno tło i okoliczności powstawania poszczególnych odstępstw, jak i ich skutki. Odstępstwa, które Autor postanowił opisać bardziej szczegółowo, zostały zamieszczone w formie Aneksu w ostatniej części publikacji.

Rozdział 1

Okres od początków chrześcijaństwa do śmierci chrystusa – kształtowanie się zasadniczych idei

Zwiastuny pojawienia się nowego mesjasza – zbawcy narodu żydowskiego

Mesjanizm miał swoje źródło w najdawniejszej historii narodu żydowskiego. Od zawsze był on związany z poglądem o Żydach jako narodzie wybranym przez Boga. Przez wieki Żydzi pielęgnowali wiarę w obietnicę, złożoną przez Boga zarówno Abrahamowi, jak i Mojżeszowi. Od zawsze też Izraelici czekali na ustanowienie na ziemi Królestwa Bożego poprzez przywrócenie Izraelowi chwały i powołanie ludzi świętych.

To właśnie Abrahamowi Bóg powierzył utworzenie narodu żydowskiego, mówiąc mu: „Chcę bowiem, by z ciebie powstał wielki naród, chcę ci błogosławić i rozsławić twoje imię [...]. Będę błogosławił tych, którzy będą tobie błogosławili, a przeklnę złorzeczących tobie” (Rdz 12,2-3). W późniejszym okresie, zwłaszcza po powrocie z wygnania babilońskiego, dawna obietnica, którą dał Bóg, miała się urzeczywistnić nie bezpośrednio, lecz przez pośrednika – Mesjasza.

Zatem już od III wieku przed naszą erą tendencja ta umacniała się coraz bardziej i, co ciekawe, coraz częściej pojawiali się ludzie podający się za Mesjasza. O wielkim zainteresowaniu jego osobą świadczy to, że kiedy na pustyni pojawił się święty Jan Chrzciciel, Judejczycy natychmiast wysłali do niego swoich kapłanów z pytaniem, czy rzeczywiście jest tak długo oczekiwanym Mesjaszem.

W znalezionych w Qumran rękopisach, datowanych na III wiek p.n.e., mówi się wielokrotnie o nadejściu Mesjasza, pomazańca wywodzącego się z rodu Dawida.

Sformułowanie przez Mesjasza założeń nowej idei zbawienia przedstawionej w osobie Jezusa Chrystusa

Żydzi zatem niecierpliwie i w napięciu oczekiwali pojawienia się Mesjasza. Wierzyli głęboko, że przyszły Zbawiciel dokona odnowy moralnej całego narodu żydowskiego i umocni fundamentalizm religijny, ale przede wszystkim zburzy dotychczasowy porządek prawno-polityczny, niszcząc wszystkich wrogów Izraela, a tym samym uwolni swój lud spod obcego – rzymskiego – panowania. Aby zrozumieć, w jakich warunkach miał głosić swoją ideę przyszły Mesjasz, warto najpierw przyjrzeć się sytuacji społeczno-politycznej ówczesnej Palestyny.

W I wieku przed narodzeniem Chrystusa Palestyna przynależała do bardzo niespokojnej części antycznego świata. Była miejscem dynastycznych walk o władzę pomiędzy plemionami żydowskimi i ich sąsiadami; walk nierzadko przeradzających się w regularne wojny. Wprawdzie w tym czasie pojawiło się na chwilę Zjednoczone Królestwo Żydowskie, funkcjonujące jako państwo suwerenne, lecz już w latach sześćdziesiątych I wieku p.n.e. kraj ogarnęło nowe wrzenie, a jego ponowny podbój przez wrogów z zewnątrz był właściwie przesądzony.

W roku 64 przed narodzeniem Chrystusa Palestyna została podbita przez Pompejusza[1] i w ten sposób znalazła się pod panowaniem nowego zaborcy – Rzymu. Terenem tym okupant nie zarządzał jednak poprzez własną administrację, ale drogą pośrednią, wprowadzając na tron marionetkowych królów, którzy rządzili nim pod rzymskim zwierzchnictwem. Byli to herodianie. Pierwszym z tego rodu był Antypater, który wstąpił na tron w roku 63 p.n.e. Po śmierci Antypatra, w roku 37 p.n.e., jego następcą został jego syn, Herod I Wielki[2], który panował do 4 roku n.e.

W okresie początkowym Żydzi cieszyli się dużymi swobodami, bowiem pozwolono im pozostać przy swojej religii. Władzę religijną sprawował Sanhedryn[3], czuwając nad drobiazgowym przestrzeganiem obrzędów i przepisów, realizowanych według surowych nakazów Tory[4]; miał on również prawo wymierzania kar za nieprzestrzeganie owych przepisów. Najwyższą z nich była kara śmierci przez ukamienowanie.

W 6 roku doszło w Judei do ważnych zmian politycznych. Edyktem cesarskim podzielono kraj na dwie prowincje: Galileę i Judeę[5]. Władcą Galilei został Herod Antypas, natomiast Judei – rzymski prokurator, rezydujący w Cezarei. W ten sposób Judea znalazła się pod bezpośrednim zwierzchnictwem Rzymu.

Już na samym początku swego panowania Rzymianie, w celach prewencyjnych, ukrzyżowali ponad trzy tysiące rzekomych buntowników. Splądrowali i zbezcześcili Świątynię Jerozolimską, najświętsze miejsce Żydów. Stosowanie masowych tortur było na porządku dziennym. Ten stan rzeczy niewiele się zmienił pod rządami Poncjusza Piłata, który był prokuratorem Judei w latach 26–36. Wszystkie źródła przedstawiają go jako człowieka okrutnego, bezwzględnego i skorumpowanego. W takich warunkach niewielu Żydów mogło żyć spokojnie. Większość społeczeństwa żydowskiego zdawała sobie sprawę, że uzyskanie wolności zarówno środkami pokojowymi, jak i na drodze bezpośredniej walki, jest niemożliwe, dlatego uwierzyła, że dokonać tego może jedynie Bóg poprzez zesłanego na ziemię Mesjasza.

Zamieszkujący Judeę Żydzi, pomimo tak silnych więzi religijnych, nie stanowili monolitu religijnego, społecznego ani nawet politycznego. Podzieleni byli na kilka sekt i odłamów religijnych. Uważa się, że największą grupę stanowili esseńczycy. Była to sekta o charakterze ascetyczno-mistycznym, mająca znaczne wpływy w społeczeństwie żydowskim; w stosunku do okupanta przyjmowała pozycję bierną. Największy okres świetności przeżywała w końcu II wieku p.n.e., ale generalnie starała się izolować od reszty społeczeństwa. Duże skupisko esseńczyków znajdowało się w rejonie Morza Martwego. Członkowie tej sekty preferowali skromny tryb życia, odrzucając niewolnictwo, a od pełnoprawnych członków oczekiwali bezżenności.

Dwie inne bardzo ważne sekty to saduceusze oraz faryzeusze. Saduceusze to niezbyt liczna grupa, skupiająca bardzo zamożnych Żydów, głównie właścicieli ziemskich, którzy zapewnili sobie wygodne warunki życia dzięki kolaboracji z okupantem. Faryzeusze z kolei to grupa uważana za najbardziej postępową. Jej członkowie przeprowadzili na gruncie judaizmu wiele reform. W stosunku do okupanta zajmowali stanowisko wrogie, ale bezpośrednio przeciwko administracji rzymskiej nie występowali.

Na szczególną uwagę zasługuje natomiast inna sekta, a raczej ruch społeczno-rewolucyjny – zeloci. W jego skład wchodzili przedstawiciele wszystkich grup społeczno-religijnych, zarówno faryzeusze i esseńczycy, jak i inni, pragnący walczyć z rzymskim okupantem. To zeloci stworzyli zorganizowany ruch partyzancki, gotowy walczyć z Rzymianami wszelkimi możliwymi środkami. Należy zaznaczyć, że to właśnie Galilea, gdzie Jezus rozpoczął swoje posłannictwo, stanowiła kolebkę żydowskiego ruchu oporu. Zeloci zdecydowani byli walczyć aż do zwycięskiego końca, bowiem uważali, że Bóg nie pomoże Żydom, jeśli ci będą czekać bezczynnie, nie angażując się osobiście w walkę. Według ich przekonania, Bóg miał dodać im sił, jeśli udowodnią, iż potrafią skutecznie walczyć.

Można zatem stwierdzić, że w tym okresie zeloci odegrali szczególnie ważną rolę w życiu społeczno-politycznym, bowiem w krótkim czasie doprowadzili do wybuchu dwóch powstań zbrojnych przeciwko Rzymianom. Powstania te wprawdzie skończyły się dla społeczności żydowskiej tragicznie, ale ich znaczenie dla historii Izraela było ogromne. Zeloci znajdowali się prawdopodobnie także w otoczeniu Chrystusa i zapewne bardzo liczyli, że Mesjasz pomoże im w realizacji ich własnych planów.

W takich to warunkach pojawił się nowy Mesjasz w osobie Jezusa Chrystusa. Rozpoczął on swoje nauki od głoszenia Dobrej Nowiny i sformułowania zasad nowego porządku moralno-etycznego w postaci doktryny religijnej. Prezentując ową nową religię, Chrystus nakazywał bezwzględne posłuszeństwo wobec obowiązującego prawa, i to zarówno wyznaniowego, jak i państwowego, co zapewne zaskoczyło bardziej rewolucyjne kręgi społeczności żydowskiej. Już na początku tłumaczył: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą i dopóki się wszystko nie wypełni, jedna jota ani jedna kreska w Prawie nie ulegnie zmianie” (Mt 5,17-18).

W innym miejscu nakazuje On bezwzględnie przestrzegać zarówno prawa religijnego, jak i prawa państwowego (pomimo że zostało ono ustanowione przez zaborcę!), mówiąc: „Oddajcie więc to, co cesarskie, cesarzowi, a co Boskie – Bogu” (Mt 22,21). W niewielu tylko przypadkach Chrystus dopuszczał nierespektowanie prawa i dotyczyło to głównie sfery prawa religijnego. Na przykład w sprawie rozwodu, który dopuszczało prawo Mojżeszowe, twierdził, że „[…] co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6). Pytany, dlaczego wobec tego Mojżesz pozwalał na rozwód, odpowiadał: „Mojżesz pozwolił wam rozwodzić się z powodu waszego zatwardziałego serca, ale na początku tak nie było. Powiadam wam, że każdy, kto rozwodzi się z żoną, z wyjątkiem przypadku rozpusty, a żeni się z inną, cudzołoży” (Mt 19,8-9).

Inną ważną zasadą, akceptowaną przez Chrystusa, a budzącą szczególne kontrowersje, było głoszenie miłości bliźniego. Powiedział On m.in.: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz kochał bliźniego, a nienawidził wroga. A ja wam powiadam: Kochajcie waszych wrogów i módlcie się za prześladowców [...]” (Mt 5,43-44). Kiedy indziej zachęcał: „Dobrze mówcie o tych, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was zniesławiają” (Łk 6,28). Z nauką tą wiąże się ściśle potrzeba wybaczania, zarówno bliskim, jak i prześladowcom. Aby jednak móc postępować zgodnie z tymi zasadami, należało być skromnym i uczciwym. Ewangelista Łukasz w swojej ewangelii pisze, że kiedy Chrystus zobaczył, jak zaproszeni wybierają sobie pierwsze miejsca, powiedział: „Kiedy ktoś zaprosi cię na wesele, nie siadaj na pierwszym miejscu, bo może został zaproszony ktoś godniejszy od ciebie” (Łk 14,8).

O ile z jednej strony płynie z tych nauk wielkoduszne zrozumienie i wyrozumiałość, to z drugiej mamy tu co chwila do czynienia z głębokim potępieniem pychy, obłudy i próżności. Zwracając się do faryzeuszy, Chrystus powiedział: „Wy faryzeusze, kielichy i misy teraz oczyszczacie z zewnątrz, ale wasze wnętrze pełne jest chciwości i zła” (Łk 11,39). W innym miejscu stwierdzał: „Strzeżcie się nauczycieli Pisma, którzy chętnie chodzą w powłóczystych strojach, lubią pozdrowienia na rynkach, pierwsze krzesła w synagogach i pierwsze miejsca na przyjęciach; Oni to objadają domy wdów i dla pozoru długo się modlą” (Łk 20,46-47).

W swoich naukach Chrystus walczył także z fundamentalizmem, głosząc pochwałę zrozumienia i rozsądku. Często przypominał zgromadzonym o konieczności zachowania umiaru i rozsądku w przestrzeganiu prawa religijnego. APytał, czy „[…] tej córki Abrahama, którą szatan już osiemnaście lat trzymał w swoich pętach, nie wolno w dzień szabatu uwolnić” (Łk 13,16) lub podkreślał, że to szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu (Mk 2,27). Nawoływał też ludzi do uwrażliwienia na biedę, ubóstwo oraz cierpienie bliźnich.

Bliższe przyjrzenie się naukom Chrystusa prowadzi do zaskakującego wniosku: generalnie rzecz biorąc, Chrystus nie spełnił nadziei, jakie pokładali w nim Żydzi, a jeśli już, to były to nadzieje bardzo wąskich grup ludności. Oparł się wprawdzie na Dekalogu, jednak zdecydowanie odszedł od wielu praktykowanych przez Żydów zasad postępowania, odrzucając przede wszystkim zemstę, odwet oraz nietolerancję wobec innych ludzi. Co więcej, stojąc na gruncie bezwzględnego przestrzegania prawa, nie nawoływał do obalenia panującego porządku państwowego i powstania przeciwko rzymskiemu okupantowi, a tym samym wyzwolenia narodu żydowskiego spod panowania rzymskiego.

Warto jednak zauważyć, że gdy Chrystus mówił o przestrzeganiu reguł prawa religijnego, stosował zgoła odmienną jego interpretację, kładąc nacisk na jego wymiar etyczno-moralny. W ten sposób stawał się Mesjaszem, eksponującym problematykę społeczno-moralną, a nie polityczną. Głoszone tak zasady spotykały się więc ze zrozumieniem i poparciem przede wszystkim ze strony ludzi ubogich, prostych, niewykształconych, należących do najniższych warstw społecznych. Z tego samego powodu Chrystus musiał mieć przeciwko sobie elity, związane z kołami religijnymi, kręgi intelektualne, ludzi zamożnych oraz wszelkiej maści rewolucjonistów, do których zaliczano głównie zelotów. Jedynie Rzymianie mogli mieć do haseł głoszonych przez Chrystusa nastawienie neutralne.

Można zatem stwierdzić, że w sferze etyki oraz problematyki społecznej była to rewolucja w stosunku do tradycyjnych stosunków etyczno-moralno-społecznych. Po raz pierwszy mówiono o pełnej równości, nie tylko wobec Boga, ale i wobec prawa, bez względu na płeć i status społeczny; wyrazem tej równości miał być wzajemny szacunek i miłość bliźniego. Skala tej rewolucji była tak ogromna, że do czasów nam współczesnych nie wymyślono już nic nowego. Cały dorobek następnych tysięcy lat był jedynie interpretacją owych zasad oraz walką o ich wcielenie w życie. Jak trudny był to problem, może świadczyć fakt, że w sposób naukowy został on sformułowany dopiero w XIX wieku. Przykładem może tu być chrześcijańska doktryna społeczna. To także świadczy niezbicie, jak wiele lat musiało upłynąć, aby na gruncie teoretycznym i praktycznym w pełni zrozumiano nauki głoszone przez Chrystusa.

Podjęcie przez Jezusa Chrystusa praktycznej działalności misyjnej

Wszystkie cztery ewangelie wspominają, że Chrystus rozpoczął swoją misję po tym, jak został ochrzczony przez Jana Chrzciciela, w wyniku czego uzyskał moc Bożą. Jak pisze ewangelista Mateusz: „Jezus wyszedł z wody natychmiast po chrzcie. I rozwarły się nad Nim niebiosa, i zobaczył Ducha Bożego, zstępującego jak gołębica i przychodzącego doń. A głos z nieba mówił: To jest mój Syn ukochany, upodobałem Go sobie” (Mt 3,16-17). Ochrzczony Mesjasz, tak jak wszyscy inni, podający się za proroków, udał się na pustynię, by tam medytować i przygotować się do głoszenia nauk. Spędził tam miesiąc, po czym powrócił do Galilei, gdzie rozpoczął głoszenie Dobrej Nowiny. Wieść o tym błyskawicznie rozeszła się po całej okolicy. Jak piszą ewangeliści, Chrystus nauczał nie tylko w synagogach, ale też często po drodze, na wolnym powietrzu, zatrzymując się przy napotykanych grupkach, a nawet pojedynczych ludziach. Bardzo często Chrystus udzielał im chrztu, czyniąc ich w ten sposób chrześcijanami.

Pierwszymi uczniami, których powołał do swojego grona, byli rybacy znad Morza Galilejskiego w osobach: Szymona zwanego Piotrem, jego brata Andrzeja, a następnie dwóch innych – Jakuba i Jana, także rybaków. Na uwagę zasługuje relacja, zapisana w Ewangelii według św. Jana, z której wynika, że uczniowie ci poszli z Jezusem z inspiracji Jana Chrzciciela. Ponadto ewangelista cytuje bardzo ważne stwierdzenie Jezusa, wypowiedziane do Szymona – Piotra: „Tyś jest Szymon, syn Jana, ty będziesz zwał się Kefas, to znaczy opoka” (J 1,42). Inny ewangelista, Mateusz, dopowiedział: „Ty jesteś opoką i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne nie zwyciężą go. I tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,18-19).

Wynika z powyższego, że już wtedy Chrystus widział w Piotrze swojego następcę, a zatem głowę przyszłego Kościoła. Był to praktycznie pierwszy krok w kierunku tworzenia przyszłej hierarchii kościelnej. Innym ważnym wydarzeniem było włączenie do grupy uczniów Mateusza, celnika, który był nie tylko przedstawicielem ówczesnej inteligencji, ale także urzędnikiem administracji rzymskiej, co świadczyło o tym, że wokół Mesjasza skupiały się także znaczące osobistości.

Chrystus, głosząc Dobrą Nowinę, nie ograniczał się jedynie do argumentów słownych, ale także czynił cuda: uzdrawiał chorych, wskrzeszał zmarłych, pomnażał produkty żywnościowe. Te zdumiewające, niewytłumaczalne wydarzenia w sposób szczególny i bardzo skuteczny uwiarygodniały w oczach wiernych jego boskie pochodzenie i sprawiały, że wokół Mesjasza gromadziło się coraz więcej ludzi, w tym członków bliższej oraz dalszej rodziny.

Momentem przełomowym w działalności Chrystusa było powołanie apostołów. Piszą o tym wszyscy trzej ewangeliści; jedynie Jan o tym nie wspomina. Jest to o tyle dziwne i niezrozumiałe, że właśnie Ewangelia według św. Jana zawiera najwięcej szczegółów z życia Chrystusa. Nie bardzo więc wiadomo, dlaczego nie poruszył tego akurat tematu.

Ewangelista Łukasz relacjonuje tę kwestię następująco: „Wówczas poszedł na górę, aby się modlić. Całą noc modlił się do Boga, a kiedy nastał dzień, wezwał swoich uczniów, wybrał z nich dwunastu i nazwał ich apostołami” (Łk 6,12-13). Ewangelista Mateusz podaje ponadto: „I, przywoławszy dwunastu swoich uczniów, dał im taką władzę nad nieczystymi duchami, że je wyrzucali i uzdrawiali wszelkie choroby i wszelką niemoc” (Mt 10,1). Dalej podaje imiona apostołów: „[...] pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, i Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i Celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Kannanejczyk i Judasz Iskariota ten, który Go zdradził” (Mt 10,2-4). Ich zadaniem było pomaganie Chrystusowi w dziele szerzenia nowej wiary w duchu pojednania i pokoju.

Kiedy głoszenie Dobrej Nowiny zataczało coraz szersze kręgi i coraz więcej ludzi skupiało się wokół osoby Chrystusa, narastał także opór, widoczny zwłaszcza wśród faryzeuszy. Konflikt osiągnął apogeum, kiedy Jezus uroczyście przybył do Jerozolimy w towarzystwie swoich uczniów i rozpoczął głoszenie nauk, m.in. w świątyni Salomona, bastionie ortodoksyjnych Żydów. Należy przy tym zaznaczyć, że w czasie wjazdu Chrystusa do Jerozolimy: „Ogromny zaś tłum rozpościerał swoje okrycia na drodze. Inni zaś obłamywali gałęzie z drzew i rzucali je na drogę. A tłumy idące przed Nim i za Nim wołały głośno: «Hosanna Synowi Dawidowemu! Chwała temu, który przychodzi w imię Pana, «Hosanna» na wysokościach! ». A kiedy wszedł do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto: «Kto to jest?» – pytano. A tłumy odpowiadały: «To prorok, Jezus z Nazaretu Galilejskiego»” (Mt 21, 8-11). Inny ewangelista podaje: „Hosanna, błogosławiony, który przychodzi w imię Pana” i: „Król Izraela” (J 12,13).

Ortodoksyjni Żydzi, uznawszy, że tego już za wiele, przeszli do zdecydowanego ataku; gotowi byli wręcz fizycznie zlikwidować Mesjasza. Przed Sanhedrynem, na czele którego stali najwyżsi kapłani żydowscy, postawiono Jezusowi zarzuty, jakoby prowadził nauki, nie mając na to pozwolenia, nawoływał do zburzenia Świątyni Jerozolimskiej, podawał się a to za syna boskiego, a to za króla żydowskiego. Według ewangelistów, Żydzi nie chcieli jednak wydać wyroku i wykonać kary śmierci na osobie Mesjasza. Uważali, że będzie właściwiej, jeśli karę wymierzy i zleci jej wykonanie prokurator rzymski, a był nim Poncjusz Piłat. Przed obliczem prokuratora wysunęli jeszcze jeden, dodatkowy zarzut pod adresem Mesjasza: oskarżyli go o nawoływanie do niepłacenia podatków na rzecz cesarza. Prokurator rzymski, aczkolwiek niechętnie, wyrok śmierci przez ukrzyżowanie zatwierdził. Niedługo potem Chrystus umarł na krzyżu.

W tak przedstawionej przez ewangelistów historii życia i śmierci Chrystusa występuje szereg niejasności, a nawet niekonsekwencji. Kiedy ewangeliści mówią o powołaniu apostołów, zaznaczają, iż Chrystus powiedział do nich: „Idźcie i nauczajcie”, co według późniejszych ojców Kościoła miało oznaczać, iż powinni rozejść się na wszystkie strony świata, aby tam głosić Słowo Boże. Tymczasem nie ma żadnych dowodów, że Chrystus coś takiego powiedział. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że jako prawomyślny Żyd Dobrą Nowinę adresował wyłącznie do narodu wybranego, to znaczy do swoich ziomków. Jest to wyraźnie zapisane w Ewangelii według św. Mateusza, gdzie mówi: „Nie chodźcie do pogan ani nie wchodźcie do miasta Samarytan. Idźcie raczej do owiec, które zginęły z domu Izraela” (Mt 10,5-7). Chrystus zarzucał nawet Żydom, że prowadząc działalność misyjną wśród pogan, tworzą tzw. grupę prozelitów Bramy, którym wprawdzie nie wolno było przekraczać bram świątyń, ale od których nie wymagano „obrzezania”, a to oznaczało, że nie musieli oni w pełni przestrzegać prawa Mojżeszowego. Pisze o tym ewangelista Mateusz: „Biada wam, nauczyciele Pisma i faryzeusze, obłudnicy! Bo przemierzacie lądy i morza, aby pozyskać choć jednego prozelitę, a kiedy wam się to udaje, skazuje go na piekło dwa razy częściej niż siebie samych” (Mt 23,15).

Z tak przedstawioną intencją Mesjasza zgadzają się nawet autorzy komentarza do Nowego Testamentu. To właśnie w ten sposób Chrystus chciał ochronić własny naród: wpajając mu właściwe zasady wiary w Jahwe, Boga jedynego. On miał zapewnić powstanie na ziemi Królestwa Bożego, pod warunkiem że popełnione grzechy zostaną odkupione poprzez modlitwę oraz wyrzeczenie się wszelkich waśni, sporów i walk wewnętrznych. Nie była to zresztą idea nowa; spotkać ją można wielokrotnie już w Starym Testamencie. Oznacza to, że Dobra Nowina to wyraz humanizacji i uczłowieczenia religii Mojżeszowej, przeznaczonej wyłącznie dla Izraelitów i taki pogląd prezentowany był do śmierci Chrystusa.

Dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu Jezus miał nakazać apostołom, aby rozeszli się po świecie i głosili powszechnie Dobrą Nowinę. W Ewangelii według św. Marka czytamy: „I powiedział im: – Idźcie na cały świat, głoście ewangelię całemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,15-16). Ponieważ zapis ten w sposób zdecydowanie odmienny przedstawia poglądy Chrystusa na temat jednej z głównych zasad, głoszonych przez niego przed śmiercią, wielu historyków wręcz poddaje go w wątpliwość, inni zaś zastanawiają się, skąd się wzięła ta wyraźna ewolucja w poglądach Mesjasza. Niezrozumiała wydaje się szczególnie ostatnia część cytatu: „Kto nie uwierzy, będzie potępiony”. Otóż za życia Chrystus nigdy nie potępiał nikogo za to, że nie uwierzył.

Kontrowersje budzi także informacja o społecznym pochodzeniu Chrystusa, szczególnie gdy skonfrontować ją z poglądami późniejszych ojców Kościoła. Ci bowiem tak mocno podkreślali jego plebejskość, że opiekuna Mesjasza, Józefa, uczyniono patronem robotników. Na ten temat znajdujemy zapisy w dwóch ewangeliach – św. Mateusza i św. Łukasza. Podają oni wprawdzie, że Chrystus urodził się w rodzinie ubogich cieśli, ale równocześnie zaznaczają, że wywodził się z rodu Dawida, a zatem miał pochodzenie królewskie.

Ewangelista Łukasz podaje, że kiedy Anioł Gabriel obwieścił Marii, iż porodzi syna, rzekł: „Nie bój się, Maryjo, bo znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz i urodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus. On będzie wielki i Synem Najwyższego będzie nazwany, a Pan Bóg da mu tron Jego ojca, Dawida” (Łk 1,30-32.

Ewangelista Mateusz podaje nawet pełną genealogię pochodzenia Jezusa, od króla Dawida poczynając. Należy podkreślić, że wątek ten pojawia się wielokrotnie we wszystkich ewangeliach.

W czasie przesłuchania przed Sanhedrynem i Poncjuszem Piłatem, Chrystusa pytano wręcz, czy jest królem żydowskim, bowiem było powszechnie wiadomo, że za takiego uchodził wśród Żydów. Na ten temat są jeszcze inne wzmianki w poszczególnych ewangeliach.

Ewangelista Mateusz podaje, że w żyłach Chrystusa płynęła królewska krew i że był On prawdziwym potomkiem, i to w linii prostej, królów Salomona i Dawida. Z kolei ewangelista Jan podaje, że Jezus został pochowany w grobie znajdującym się w ogrodzie należącym do bardzo zamożnego człowieka, powiązanego zarówno z Sanhedrynem, jak i z prokuratorem Piłatem. Właścicielem grobu był Józef z Arymatei, bogaty właściciel ziemski, zamieszkujący w Jerozolimie od dawna. Ten prawnik z wykształcenia wybrał stan kapłański, a dzięki koneksjom rodzinnym wszedł w skład Sanhedrynu: zasiadał w Ławie Wyroków. Uważany był za jednego z najbardziej liberalnych przedstawicieli Rady Starszych. Wątpliwe wydaje się zatem, aby tak ustosunkowany mógł być prosty syn cieśli. Wreszcie, jak wiadomo, po śmierci Chrystusa kobiety namaszczają jego ciało bardzo drogim olejkiem; na taki luksus mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. Pamiętajmy, że w tamtym czasie namaszczanie olejkami było wyłącznym przywilejem królów.

Z zapisów zawartych w poszczególnych ewangeliach wynika ponadto, że Chrystusa otaczali nie tylko ludzie prości, ale także osoby bardzo zamożne, a nawet wpływowe, wywodzące się z establishmentu żydowskiego. Poza Józefem, do osób takich można zaliczyć Nikodema, sędziego Wielkiego Sanhedrynu, uważnego za drugą osobę po przewodniczącym Kajfaszu. Posiadał on duże wpływy nie tylko wśród najwyższych władz żydowskich, ale także pośród części bogatego społeczeństwa Judei. Osobiście zaangażował się w obronę Jezusa przed Trybunałem. To właśnie w dniu ukrzyżowania Jezusa Maria Magdalena, wraz z jego matką oraz Nikodemem i Józefem z Arymatei, przyszli wieczorem pod Krzyż, aby zdjąć z niego ciało Jezusa, a następnie, po zabalsamowaniu go wonnościami i owinięciu w płótno, złożyć do grobu Józefa.

O królewskim pochodzeniu świadczy także dodawanie do imienia „Jezus” drugiego słowa: „Chrystus”. Zarówno w języku hebrajskim, jak i greckim słowo christos oznacza pomazańca bożego, a zatem odnosi się do króla. Już wcześniej Chrystusami byli nazywani królowie Salomon i Dawid. Tak więc w świadomości ówczesnych Żydów pod słowem „Chrystus” nie kryło się nic boskiego, a oznaczało ono wyłącznie króla – pomazańca bożego, który miał oswobodzić umęczony naród żydowski. Mesjasz o tak znaczącym pochodzeniu, cieszący się dużym poparciem mas plebejskich, wykształcony, o wielkich zdolnościach przywódczych, mógł być uważany przez niektóre kręgi polityczne za godnego kandydata na tron żydowski. Wielu Żydów nie przywiązywało zresztą wagi do tego, czy Mesjasz rzeczywiście pochodził z rodu królewskiego; ważne było, że za takiego uchodził. Tak wykreowanego przez opozycję przywódcy obawiali się zapewne zarówno członkowie Sanhedrynu, jak i sam Poncjusz Piłat, i na pewno był to wystarczający powód, by wydać na niego wyrok śmierci.

Wiele kontrowersji budzą także zapisy ewangelistów dotyczące posiadania broni przez otaczających Mesjasza ludzi. W Ewangelii według św. Mateusza czytamy: „Nie przyszedłem, aby przynieść pokój, ale miecz”. Takie stwierdzenie można byłoby wytłumaczyć tylko tym, że Chrystus był związany z konspiracją bądź popierał ruch zelotów. Wprawdzie nigdzie nie znajdujemy konkretnych zapisów na temat jego powiązań z tym ruchem, za to spotykamy pewne wzmianki, które mogłyby sugerować takie powiązania. W Ewangelii według św. Łukasza czytamy, że Chrystus nakazał swoim uczniom, aby zaopatrzyli się w miecze: „Rzekł im: – Ale teraz kto ma sakiewkę, niech ją weźmie, a także torbę, kto zaś nie ma, niech sprzeda płaszcz i kupi miecz!” (Łk 22,36), „Oni zaś rzekli: Panie, oto tutaj dwa miecze. Powiedział im: –Wystarczy!” (Łk 22,38).

W Ewangelii według św. Jana czytamy natomiast, że w czasie aresztowania Chrystusa Szymon Piotr wyciągnął miecz i uderzył sługę (J 18,10). Powszechnie wiadomo, że zelotów nazywano lestai. Tak nazywani byli dwaj mężczyźni, którzy zostali ukrzyżowani razem z Chrystusem; takim mianem określano również Barabasza i Szymona Cyrenejczyka. Świadczyłoby to o tym, że w otoczeniu Jezusa znajdowali się też zeloci. Zadziwiające jest natomiast, iż żaden z ojców Kościoła nigdy nie ustosunkował się do tego problemu, tak jakby on wcale nie istniał.

Wśród różnego rodzaju opisów krąży też inna wersja, dotycząca powiązania Jezusa z rewolucjonistami. Pisze się, jakoby przywódca rewolucjonistów, Barabasz, wywołał zamieszki w Jerozolimie w czasie pobytu Chrystusa w tym mieście, po to, by przeciągnąć Go na swoją stronę i zmusić do opowiedzenia się po stronie rewolucji. Kiedy to się nie udało, Judasz, zaufany człowiek Barabasza, przekonywał go, że jest gotów zdradzić Jezusa. Liczył na to, że ta zdrada wywoła gwałtowną reakcję nauczyciela, w związku z czym wystąpi On przeciwko Rzymianom. Obydwaj, Barabasz i Judasz, byli rzekomo przekonani, że w takiej sytuacji Chrystus użyje swojej boskiej siły. Funkcjonuje też taki pogląd, że to sam Chrystus polecił Judaszowi, by go zdradził, gdy uznał, że nadszedł już czas jego śmierci. A uważał, że powinien to uczynić jeden z najbardziej zaufanych ludzi Zbawiciela. Tego rodzaju motywy w pewnym sensie usprawiedliwiałyby postępek Judasza jako człowieka działającego w imię wolności narodu żydowskiego, a przy tym przekonanego o boskiej sile Mesjasza. Jak wiadomo, przewidywania Judasza nie sprawdziły się, co było ponoć dla rewolucjonistów wielkim zaskoczeniem[6].

Zastanawiający jest również fakt, dlaczego ewangeliści tak mało mówią na temat rodziny Chrystusa czy jego najbliższych, np. matki, której współczesny Kościół poświęca tyle uwagi, podczas gdy w apokryfach bądź innych dokumentach z tamtego okresu znajdujemy jedynie szczątkowe informacje na jej temat. Trudno też zrozumieć, dlaczego ewangeliści zajmują tak neutralne stanowisko wobec administracji rzymskiej, a szczególnie Poncjusza Piłata, natomiast prezentują zdecydowanie wrogie nastawienie w stosunku do religijnych przywódców żydowskich. To przecież prokurator rzymski znęcał się okrutnie nad narodem żydowskim, to on wreszcie wydał wyrok śmierci na Mesjasza, którego uznał za człowieka niebezpiecznego.

To tylko niektóre z kontrowersji; o innych będzie mowa w następnych rozdziałach. Wszystkie one miały duże znaczenie, bowiem to z nich czerpać będą natchnienie twórcy wielu późniejszych herezji.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

1Pompejusz – wybitny wódz rzymski i mąż stanu. W 72 roku p.n.e. rozbił wojska Popularów w Hiszpanii, w 71 – stłumił powstanie Spartakusa, natomiast w 64 – opanował państwo Seleukidów oraz większość terytoriów Palestyny, tworząc na tych terenach wiele prowincji i państw zależnych od Rzymu. Skłócił się jednak z cesarzem, w wyniku czego w 49 roku p.n.e. doszło między nimi do wojny. Po klęsce pod Darfalos uszedł do Egiptu, gdzie został zamordowany.

2Herod I Wielki – król Judei od 37 roku p.n.e. Władzę objął po walce z Antypatrem, ostatnim z dynastii Machabeuszów. Rozbudował Świątynię Jerozolimską. Rządził despotycznie, zniósł dożywotni tytuł arcykapłana oraz ograniczył władzę Sanhedrynu. Związany z Rzymem, był protektorem kultu pogańskiego, dlatego został znienawidzony przez znaczną część Żydów. To on miał urządzić rzeź niewiniątek w Betlejem.

3Sanhedryn – żydowska instytucja religijna i sądownicza, znana w Judei od III wieku p.n.e. Składała się z 71 członków, głównie przedstawicieli arystokracji sadyceuskiej. Początkowo Sanhedryn stanowił organ doradczy przy arcykapłanie bądź królu, a po przejściu Judei pod administrację rzymską (6 rok p.n.e.), był już tylko najwyższym autorytetem religijnym i prawnym.

4Tora – nazwa Pięcioksięgu Mojżesza, czyli 5 Ksiąg Starego Testamentu. Są to księgi: Rodzaju lub Porządku, Wyjścia, Kapłaństwa, Liczb oraz Powtórzonego Prawa. Zawierają zarys dziejów ludzkości od stworzenia świata aż do ustanowienia prawa, tj. do VII wieku p.n.e. Księgi te zawierają nie tylko wszystkie zasady prawne, ale i obowiązki Izraelitów. Jest to zatem najważniejszy dokument narodu żydowskiego.

5Judea – hellenistyczno-rzymska prowincja w Palestynie, odpowiadająca dawnemu terytorium plemienia Judy. Położona w samym środku, pomiędzy Samarią na północy i Idumeą na południu, ze stolicą w Jerozolimie. Od ok. 537 roku p.n.e. stanowiła prowincję perską. W IV wieku p.n.e. podbita przez Aleksandra Wielkiego, od 323 p.n.e. należała do Ptolemeuszy egipskich. W 198 p.n.e. odbita przez syryjskich Seleukidów, którzy rządzili Judeą aż do zwycięskiego powstania Mochabeuszy, tj. do roku 167 p.n.e. W 63 roku p.n.e. została podbita przez Rzymian.

6 Idea ta znalazła swoje odbicie w kainityzmie; zob.: s 125

Rozdział 2

Okres od śmierci Chrystusa do soboru nicejskiego

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział 3

Kształtowanie się polityczno-społecznej roli papiestwa

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział 4

Wewnętrzne i zewnętrzne różnice podglądów na chrześcijaństwo oraz ich skutki

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Aneks

Judeochrześcijanizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Bazylidianizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Marcjonizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Karpokratyzm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Nowacjanizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Manicheizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Arianizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Donatyzm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Pryscylianizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Pelagianizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Nestorianizm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Monofizytyzm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Kataryzm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Prawosławie

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Waldensi

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Protestantyzm

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Bibliografia

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.