Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
Koniec wieku XVIII, Polska na mapach umiera.
Rozbiory aż do dziś to narodowa trauma Polaków. Co dekadę nowy strach. Kto tym razem uszczknie i jak duży fragment naszego terytorium: Niemcy, Rosja, UE, Żydzi czy Ukraińcy? I według jakiego klucza zostanie to przeprowadzone. Musimy zwalczyć tę rozbiorową traumę. Skonfrontować się z narodową zdradą, podłością i oszałamiającą głupotą naszych ówczesnych elit, po to, aby blizny po XVIII-wiecznych rozbiorach nie zabliźniły się błoną podłości.
Święta miłości kochanej Ojczyzny,
Czują Cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe.
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
Gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe.
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.
Hymn do miłości Ojczyzny
Słowa: Ignacy Krasicki
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 500
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 17 godz. 28 min
Lektor: Tomasz Budyta
Pamięci mojego kochanego konia Pioruna
Na tron polski należy wybrać osobę, która będzie wdzięczna za swój wybór wyłącznie sąsiednim państwom.
Zasada Loewenwolda, rosyjskiego posła
Polska zawdzięcza swoje istnienie nie rządowi i prawom, ale przypadkowi…
Marszałek pruski Karl Friedrich von dem Knesebeck
Kiedy nastąpiła pierwsza próba rozbioru Polski? Nie jest to prosta sprawa. W ciągu wieków mocarstwa europejskie walczyły o terytoria, wyrywając sobie przygraniczne prowincje, likwidując i wchłaniając niezależne lub uzależnione od któregoś z nich księstwa lub nawet całe wolne miasta i republiki.
Królestwo Polskie i wyrosła z niego Rzeczpospolita od czasów Piastów do końca XVIII wieku stoczyły kilkadziesiąt różnych wojen, zarówno zaborczych, prowadzonych w celu podporządkowania sobie określonych terytoriów, jak i obronnych. W tym były też kampanie, powiedzielibyśmy, o wszystko. To znaczy: w obronie istnienia. Czy jednak po każdym starciu zakończonym klęską następowała próba rozerwania państwa i podzielenia go tak, aby już nigdy nie powstało?
Nie, gdyż w naszej historii tylko kilka konfliktów miało na celu zlikwidowanie Polski. Najpierw więc należałoby zdefiniować pojęcie rozbioru. Sięgnijmy po jedno z popularnych internetowych źródeł wiedzy, dostępne dla każdego, znane jako Encyclopedia Princetoniensis. Znajdujemy w niej następujące wyjaśnienie:
Rozbiory to podział jednego państwowego bytu na części. Polityczny rozbiór jest często określany rzeczowym opisem: zjednoczony podmiot terytorialny zostaje rozdzielony na dwie lub więcej części. Każda z nich jest wyodrębniona, odgrodzona płotem, murem, malowaną linią lub drutem kolczastym i posterunkami, gdzie można zażądać paszportów. Reakcje i opinie na polityczny rozbiór państwa są jednak bardzo subiektywne. Jedni widzą w nim rozdarcie ojczyzny, inni zaprzeczają, że kiedykolwiek była wspólnym domem. Dlatego definicja rozbioru, która jest najbardziej istotna w kontekście samostanowienia, określa takie działanie jako narzucony z zewnątrz podział terytorium co najmniej jednej wspólnoty narodowej […]. Rozbiór można najlepiej zrozumieć jako odwrotność secesji. Upraszczając: secesja często oznacza „odłączenie”, podczas gdy rozbiór to „rozdarcie”. Secesja pozwala na przywrócenie poprzedniego porządku terytorialnego, natomiast rozbiór wiąże się z nowym lub świeżym odcięciem, siłową partycją. Rozbiór polityczny oznacza przeprowadzenie nowej granicy przecinającej terytorium narodowe co najmniej jednej społeczności i tworzącej co najmniej dwie odrębne jednostki pod różnymi władcami lub władzami.
Zwykle rozbiór uzasadniany jest tym, że zmniejszy albo zlikwiduje konflikt narodowy, etniczny lub wspólnotowy. Jego przeciwnicy jednak zazwyczaj protestują przeciwko brutalności i sztuczności podziału ojczyzny i narodu. W Irlandii stosowano wobec rozbioru metafory medyczne – operacja, amputacja, rozczłonkowanie, wiwisekcja i sekcja […]. Dla protestujących bowiem organiczna jedność terytorium narodowego jest oczywistością, ale to współczesny pogląd. W przeciwieństwie do niego dawne dynastie traktowały terytoria jako własność prywatną. Rozbiory Polski w latach 1772, 1793 i 1795 zmieniły podejście do tego terminu […], wywołując negatywne skojarzenia i sugerując narodowe znaczenie tego pojęcia: każdy naród ma ojczyznę, w której przysługuje mu prawo do samodzielnego rządzenia.
Jak zatem widać, termin nastręcza trudności, ale rozerwanie i zlikwidowanie Polski pod koniec XVIII wieku jest powszechnie podawane jako przykład niesprawiedliwego rozbioru państwa. Jednak nie wszystkie narzucone nam wojny, w których traciliśmy terytoria albo na jakiś czas stawaliśmy się podlegli innemu dominium, oznaczały chęć, metaforycznie ujmując, poszatkowania naszego państwa. Rozbiorem można nazwać tylko te działania, które miały na celu trwały podział Polski pomiędzy jakieś mocarstwa, przy czym nie w każdym wypadku oznaczało to całkowitą likwidację organizmu państwowego, a jedynie proporcjonalny lub równy zabór określonych terytoriów. Najtragiczniejsze okazały się wspomniane rozbiory pod koniec XVIII wieku, kiedy I Rzeczpospolita znikła z mapy Europy, oraz rozbiór II Rzeczypospolitej w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Przypadek Polski nie był jednak odosobniony. W historii świata nie raz rozdzielano terytorium jednego kraju pomiędzy sąsiadów. Poza Rzecząpospolitą najbardziej znane to: rozbiory Luksemburga, Republiki Weneckiej przez Austrię po traktacie w Campo Formio, podział Austrii po traktacie w Saint-Germain-en-Laye i Węgier po układzie w Trianon. A także oczywiście podział III Rzeszy po drugiej wojnie światowej.
Pomiędzy różnymi traktatami rozbiorowymi istnieje jednak szczególna granica. Z naszego, polskiego punktu widzenia pewne postanowienia międzynarodowe można uznać za rozbiory, a inne nie. Granica między nimi wydaje się bardzo subiektywna. Czy na pewno rozbiorem jest traktat w Trianon, w wyniku którego na zawsze przestały istnieć wielkie Węgry, tracąc dosłownie większość terytorium? Albo traktat wersalski, okrajający Niemcy z Wielkopolski, Pomorza i Lotaryngii, Gdańska oraz innych terytoriów po pierwszej wojnie? Nie mówiąc już o układach w Jałcie i Poczdamie z 1945 roku, które likwidowały III Rzeszę, dzieląc ją na tereny okupowane przez ZSRS, USA, Wielką Brytanię i Francję.
Zaraz, powie ktoś – ale przecież Niemcy poniosły konsekwencje rozpętania dwóch najkrwawszych wojen w historii ludzkości, poprzedzonych zresztą zniszczeniem i wchłonięciem przez II Rzeszę innych krajów. A w takim razie czy rozbiorem był traktat w Trianon, po którym Węgry straciły 232 tysiące kilometrów kwadratowych terytorium, 13 milionów obywateli i dostęp do morza? Cóż, poniosły taką cenę – zupełnie niewspółmierną moim zdaniem – za udział w pierwszej wojnie światowej. W chwili jej wybuchu były bowiem, w przeciwieństwie do nieistniejącej Polski, niepodległym krajem, pozostającym w unii z Austrią, i w 1914 roku z pełną świadomością jako niezależne państwo zdecydowały się rozpętać ten koszmar, a wszystkie węgierskie partie poparły najpierw wypowiedzenie wojny Serbii, a potem państwom ententy.
Kiedy zatem mamy do czynienia z rozbiorem lub zaborem (będziemy te pojęcia stosowali jako równoznaczne), a kiedy z utratą terenów będącą efektem przegranej wojny? Jest pewien szczegół, który odróżnia zabór od smutnych konsekwencji przegranej. O rozbiorach możemy mówić wówczas, gdy nie są następstwem wcześniejszej agresji militarnej państwa rozbieranego w stosunku do zaborców. Dlatego utrata terytorium przez państwo, które pierwsze rozpętało wojnę i poniosło klęskę, nie jest – moralnie rzecz biorąc – żadnym rozbiorem, ale konsekwencją porażki. Idąc tym śladem, niestety, traktat w Trianon, choć oznaczał prawie likwidację Królestwa Węgier, był rezultatem błędnej polityki premiera Istvána Tiszy i nie oznaczał niesprowokowanego rozbioru państwa węgierskiego, ale konsekwencje przegranej wojny u boku Austrii. Podobnie jak w przypadku Węgier, traktat w Saint-Germain-en-Laye z 1919 roku, odrywający od monarchii Habsburgów tak znaczne terytoria, że pozostał tylko obszar centralny ze stolicą w Wiedniu, był słuszną karą za rozpętanie pierwszej wojny światowej, do której Austria dążyła od lat.
Natomiast zajęcie i oderwanie od Rzeczypospolitej terytoriów na zachodzie, wschodzie i południu państwa w latach 1772–1795 było potrójnie dokonanym aktem niesprowokowanej przemocy wobec naszego państwa, gdyż dawna Polska i Litwa nie rozpoczęły przecież wojny z Prusami, Austrią i Rosją (choć te usiłowały tłumaczyć swoje postępowanie w oficjalnej propagandzie rzekomym zagrożeniem ze strony Rzeczypospolitej). Dokonano więc w pełni bandyckiego spisku i zlikwidowano państwo, które nikomu nie zawiniło ani nie rozpoczęło agresji.
Bądźmy jednak szczerzy aż do bólu, bo zgodnie z tym rozumieniem hańbiący układ monachijski z 1938 roku był rozbiorem Czechosłowacji, która wcale nie zamierzała napaść na III Rzeszę. Niestety, wzięliśmy niechlubny udział w tym akcie, zajmując Zaolzie, które zostało nam odebrane przez Czechów podstępnym atakiem w 1919 roku. Nie ma to jednak znaczenia, gdyż dziewiętnaście lat później Czechosłowacja nie napadła na Polskę ani nawet nie planowała wojny zaczepnej. Oczywiście władze naszych południowych sąsiadów prowadziły antypolską politykę, traktując II Rzeczpospolitą jako państwo sezonowe i wspierając ukraińskich nacjonalistów, nie zamierzały jednak siłą odebrać nam Krakowa czy Górnego Śląska. Byliśmy zatem przynajmniej raz w naszej historii państwem zaborczym, a nie tylko ofiarą rozbiorów.
Stwórzmy zatem na potrzeby tej książki ścisłą definicję rozbioru lub zaboru: jest to niesprowokowany militarnie akt terytorialnego okrojenia suwerennego państwa lub innego podobnego autonomicznego terytorium (na przykład księstwa) przez jeden lub kilka wrogich podmiotów polegający na zajęciu jego określonych terytoriów lub po prostu rozdzieleniu go na części i likwidacji jego państwowości. Zwykle przeprowadzany jest w formie zbrojnego wymuszenia niekorzystnych decyzji na słabszym państwie, łącznie ze zmuszeniem go do formalnego zaakceptowania tego rozbioru jako międzynarodowego aktu prawnego. Co więcej – rozbiór zawsze kończy się WSPÓLNYM aktem prawnym, podpisanym przez wszystkich lub większość zaborców.
Zarówno rozbiory I Rzeczypospolitej, jak i rozbiór Czechosłowacji w pełni spełniają kryteria tej definicji.
Kiedy zatem w polskiej historii pojawiły się momenty, w których obce mocarstwa próbowały wspólnie okroić terytorium naszego państwa lub je zlikwidować – co im się w końcu, na nieszczęście, udało w XVIII wieku? Kiedy Polska zaczęła przeszkadzać sąsiadom tak bardzo, że chcieli ją zlikwidować lub uczynić słabą i bezwolną, aby nie mogła odgrywać aktywnej roli na scenie politycznej Europy?
Prześledźmy chronologicznie wszystkie próby ograniczenia siły lub likwidacji państwa polskiego od czasów najdawniejszych po współczesne. Nie możemy tego jednak zrobić bez nakreślenia ogólnego tła historycznego i wydarzeń, które doprowadziły do próby rozbioru. Tylko z szerszej perspektywy zdołamy zobaczyć motywy naszych przeciwników i starania władców Polski oraz jej elit, aby zapobiec kryzysowi.
Rozbiory stanowią do dziś traumę narodową Polaków. Zupełnie słusznie, gdyż ich efektem były zawsze ogromne cierpienia, nędza i zacofanie cywilizacyjne różnych regionów kraju, traktowanych jak wyzyskiwane kolonie. Do dziś pomiędzy terenami zaborów pruskiego, austriackiego i rosyjskiego widoczne są różnice choćby w sieci połączeń kolejowych czy architekturze. Musimy jednak zmierzyć się z tym złowieszczym konstruktem historii, aby wyciągnąć z rozbiorów wnioski na przyszłość. Aby przez poznanie przyczyn tych narodowych dramatów nauczyć się, jak unikać ich w przyszłości. Zacznijmy zatem od samych początków, od pierwszych lat Polski jako organizmu państwowego stworzonego przez Piastów, przede wszystkim Mieszka I – ojca nas, Polaków, i jego syna – Bolesława Chrobrego. Część historyków bowiem za pierwszą próbę rozbioru Polski uznaje wydarzenia rozgrywające się już u zarania naszej państwowości, prawdopodobnie w 1031 roku, kiedy nastąpił wspólny atak Niemców i Rusinów na królestwo Mieszka II. Napaść ta doprowadziła do osłabienia i zwasalizowania Polski, w konsekwencji zaś prawie do jej upadku. Czy była to próba rozbioru i zlikwidowania państwa? Cóż, wyjaśnijmy to sobie po kolei. Najpierw: czym było Królestwo Polski około 1000 roku i jakie mogły być przyczyny rzekomej próby rozbiorowej? Książka niniejsza nie jest akademickim podręcznikiem historii, lecz pracą historyczną popularnonaukową skupioną wokół rozbiorów Rzeczypospolitej. Ale ponieważ zawsze wydarzenia rozbiorowe związane były z przemianami naszego państwa i jego sąsiadów, w celu zrozumienia ich działań musimy nakreślić szerokie tło historyczne.
Słowo „Polska” pojawia się od roku 1000, przede wszystkim w kronice biskupa Thietmara. W 966 roku zwano ją po prostu państwem Mieszka I, częścią terytorium lechickich plemion podbitych przez Piastów. Obejmowała tereny obecnej Wielkopolski, część Mazowsza, okolice Inowłodza, Kalisz i Sieradz. Ten pas ziem rozszerzał się ku wschodowi, równoleżnikowo przecinając dzisiejszą Polskę. Od Lubusza na zachodnim brzegu Odry do Czerska i Wizny na wschodzie. Poza domeną Piastów pozostawały: Śląsk, Ziemia Sandomierska, Pomorze, Małopolska i Grody Czerwieńskie, które wtedy były jeszcze terytoriami plemiennymi.
O powstaniu państwa Mieszka nie informują żadne źródła historyczne, natomiast proces ten doskonale pokazuje archeologia. Pod koniec IX i na początku X wieku, za panowania Lestka, dziada księcia, Piastowie przejęli władzę w Wielkopolsce, niszcząc i wchłaniając współistniejące plemiona. Doszło wówczas do spalenia wielu grodów – głównie w zachodniej części opisywanego terytorium, między Wartą, Paklicą a Odrą. Małe, gęsto rozlokowane schroniska wspólnot zostały zmiecione. Pozostawiono tylko te, które znajdowały się w strategicznych miejscach, między innymi Międzyrzecz i Santok. W latach 40. X wieku ruszył wyrąb lasów i budowa nowych grodów, choćby w Kruszwicy i Nakle, a także odbudowa kilku starych, na przykład w Poznaniu i Gnieźnie. Nie miejmy złudzeń – Lestek, a być może jeszcze jego ojciec Siemowit podbili kraj w okrutnej walce. Przeciwników zabijano bez litości, niektórych z rodzinami i sługami sprzedawano w niewolę za pośrednictwem Wolina. Z pewnością jednak nie wszystkich. W południowej Wielkopolsce, na zachód od Kalisza, falowo powstawały nowe gródki, świadczące o tym, że przesiedlono tam podbitą ludność.
W 966 roku na tronie książęcym zasiadał Mieszko, syn Siemomysła, wnuk Lestka, prawnuk Siemowita, praprawnuk legendarnego Piasta „Kołodzieja”, od którego wzięła początek dynastia. Po ojcu i dziadzie odziedziczył państwo o wiele silniejsze od sąsiednich terytoriów plemiennych – słabych, skłóconych, uzależnionych od potężniejszych sąsiadów: Rusi i Czech. Dysponowało ono „zawodowymi” wojownikami, administracją, zaczątkami hierarchii kościelnej z pierwszym biskupstwem misyjnym Jordana.
Mieszko miał siedem nałożnic lub żon poślubionych w obrządku słowiańskim, które oddalił, gdy wziął ślub z Dobrawą, siostrą lub córką czeskiego księcia Bolesława I Srogiego. Miał z nią dwoje dzieci: Bolesława – przyszłego króla Polski, i Świętosławę Sygrydę – późniejszą żonę Eryka Zwycięskiego, króla Szwecji. Po śmierci Dobrawy w 977 roku Mieszko wziął za żonę Odę – córkę margrabiego saskiego Teodoryka, zabraną z klasztoru. Z nią doczekał się trzech synów: Mieszka, Świętopełka i Lamberta. W przyszłości między nimi a ich przyrodnim bratem Bolesławem dojdzie do wojny o spuściznę, w której zwycięży przyszły król Polski.
Skąd pochodzili Piastowie? Czy byli Słowianami, czy też jak Ruryk, założyciel Rusi – wikingami? Za teorią wikińską mogłoby przemawiać to, że w dokumencie zwanym Dagome iudex Mieszko został nazwany Dago (od skandynawskiego Dagr). Jednak w żadnych innych kronikach nie zachowały się skandynawskie imiona jakichkolwiek władców Polski. Najsensowniejsza wydaje się hipoteza Andrzeja Buki. Jeśli bowiem Piastowie wywalczyli władzę, podbijając sąsiednie plemiona, to po pierwsze: musiała istnieć jakaś niezniszczona dzielnica, która była ich kolebką. Po drugie: po zdobyciu władzy wspomniany obszar mocno rozbudowywali jako własne gniazdo rodowe.
Miejscem takim jest Kalisz, gdzie przetrwał wczesnosłowiański gród z okresu plemiennego, wzmocniony tylko i rozbudowany za Piastów. Tutaj odkryto pozostałości najstarszego drewnianego kościoła z XI wieku, było to centrum misji chrystianizacyjnej. Zaciekłe walki o gród toczyli Bolesław Krzywousty i jego brat Zbigniew. W Kaliszu pochowano princepsa Mieszka Starego i jego syna Mieszka Mieszkowica.
Drugim takim miejscem, zachowanym bez zniszczeń w okresie walk plemiennych, był Giecz, który w czasach Chrobrego wystawiał 300 pancernych jeźdźców i 2 tysiące tarczowników.
Dlaczego żaden z powyższych ośrodków nie stał się z czasem metropolią, w jakie zmieniały się siedziby wielkich zwycięzców? Otóż księstwo nie miało stolicy – książę z dworem przez cały czas przemieszczał się z miejsca na miejsce. Poznań wygrał dlatego, że miał strategiczne położenie w centrum podbitych obszarów. Gniezno z kolei było największym miejscem pogańskiego kultu. Dlatego pierwsze z tych miast zostało zbudowane od podstaw jako późniejsza stolica państwa, a drugie – zdobyte jako świątynia pogańska i przemianowane na metropolię kościelną.
W krajobrazie księstwa dominowała przed Piastami pierwotna puszcza; las znajdował się w pobliżu każdej osady. Jednak wycięte były już ogromne połacie borów i dziewiczych kniei. Według mapy sporządzonej przez Lecha Leciejewicza Wielkopolska była już częściowo rozległą polaną. Zdarzały się tereny – jak wokół Ostrowa Lednickiego – pozbawione drzew, przypominające dzisiejszy krajobraz. Wykarczowane były okolice Gopła, północne Mazowsze, ogołocona z drzew została Małopolska wzdłuż Wisły, od ujścia Sanu aż po Kraków. Wytrzebiono lasy wzdłuż Odry.
Gęste puszcze tworzyły granice terenów plemiennych. Puszcza nadnotecka oddzielała Wielkopolskę od pogańskiego Pomorza, na południu przechodziła w bory odgradzające Polskę od Rzeszy. Najsławniejsza na tym obszarze była jednak „przesieka śląska”, w X wieku rozgraniczająca terytorium Ślężan od Opolan, istniejąca do XV wieku. Była to naturalna leśna bariera ze ściętych, zwalonych i splątanych drzew, praktycznie nie do przejścia przez wielką armię, która musiała po prostu wyrąbywać sobie drogę w gąszczu.
Przyzwyczailiśmy się kojarzyć ten okres z krytymi słomą słowiańskimi chałupami i chatynkami, zapominając, że od chrztu rozpoczął się boom budowlany – zwłaszcza za Chrobrego, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił… kamienną. Przed koronacją w państwie było przynajmniej trzynaście murowanych kościołów. Na przykład rotunda w Gnieźnie z drugiej połowy X wieku; baptysteria, czyli murowane chrzcielnice w Poznaniu – być może jedna z nich była jednocześnie pierwszą świątynią zbudowaną dla biskupa Jordana; wspomniany kościół drewniany w Kaliszu z początku XI wieku; Rotunda Najświętszej Marii Panny w Krakowie na Wawelu z Kościołem Świętego Wojciecha z X wieku. Tajemniczy tetrakonchos z Zawichostu, datowany na XI wiek, związany z prawosławiem – być może świątynia osadzonych w mieście Rusinów. Rotunda przemyska z czasów Chrobrego – przylegająca do palatium. Kolejna rotunda i dwa palatia w Wiślicy, datowane na przełom X i XI wieku. Kościół z trzeciej ćwierci X wieku we Wrocławiu, na miejscu dawnej świątyni pogańskiej. Zapominamy o tych budowlach; nie są dziś widoczne, bo stały się częścią późniejszych – romańskich, wznoszonych w XII i XIII wieku, jak rotunda w Gnieźnie, której fundamenty znajdują się dosłownie pod późniejszą katedrą.
Mieszko i Bolesław budowali wspomniane palatia – szerokie, piętrowe budynki z dwuspadowymi dachami, wznoszone z kamienia, które połączone z rotundami stanowiły pierwowzór późniejszych zamków, chociaż zamiast murów były opasywane wałami gródków. Znamy je z licznych miejsc w Polsce: z Poznania, Ostrowa Lednickiego, Kalisza, Wawelu, Giecza, Wiślicy, Przemyśla, a także znacznie późniejsze – z Płocka i Chełma. Z kolei wały grodów, choć drewniane, licowano kamieniami, jak na Ostrowie Tumskim, dlatego wyglądały niczym mury późniejszych zamków, jakby w całości zbudowane z kamienia.
Wczesna Polska była krainą wolnych ludzi. Ogromną większość społeczeństwa stanowili właściciele gospodarstw mający prawo do dziedziczenia i posiadania, ale też do udziału w wiecach i decydowania o funkcjonowaniu opola – sąsiedzkiej wspólnoty składającej się z kilku wsi. Wolność to najpiękniejsze, co ocalało z ich tradycji. Nasze polskie jej umiłowanie jest na wskroś słowiańskie. Za kompletną bzdurę można uznać zarzuty stawiane nam do dziś przez rosyjskich panslawistów – że Polska jest słowiańskim „Judaszem”, bo rzekomo zerwała ze swoimi „korzeniami”. Takie umiłowanie swobody, nieznane na Rusi po panowaniu mongolskim, charakterystyczne było dla całej zachodniej Słowiańszczyzny. Słowianie połabscy zapłacili za wolność zagładą, niezdolni do wytworzenia ośrodka silnej władzy. Pomorzanie zostali podbici, przetrwali tylko Czesi i Polacy. Paradoksalnie wspomniana tyle razy wolność – zatem to, co Połabian zgubiło – rozkwitła w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej i stała się kamieniem węgielnym narodu polskiego; dzięki niej istniejemy do dzisiaj.
Wolni ludzie oddawali daniny księciu, na przykład opolną: corocznie wołu i krowę z każdego związku sąsiedzkiego. Podlegali urzędnikom, ale mogli swobodnie pracować, albo i nie, kupować, sprzedawać, zaciągać się na służbę i tak dalej. Gorszy los przyszło znosić niewolnym, których osadzano na roli. Nie mieli żadnych praw, zwykle byli to jeńcy, wczesny odpowiednik chłopów pańszczyźnianych. Najwięcej pracowało ich u możnych – grupy, która wyłoniła się już w czasach plemiennych. Byli to ludzie posiadający najwięcej ziemi. Za Mieszka związani z administracją książęcą. Wbrew temu, co można by sądzić, daleko im było do magnatów z XVIII wieku. W 1190 roku, dwieście pięćdziesiąt lat po opisywanych wydarzeniach, Dzierżko, zamożny brat biskupa płockiego, miał zaledwie dziewięć wsi z osadzonymi na roli niewolnymi. Dlatego największą siłę i znaczenie dawały im urzędy powstającego państwa. Sami byli za słabi, aby narzucić wolę pozostałym wolnym. Mogli jednak podburzać ich, buntować i spiskować przeciwko władzy, jak później robili to Miecław i Sieciech. Oprócz nich istniała coraz bardziej rozbudowywana hierarchia duchowna, zależna w całości od księcia, oraz pojawiająca się dopiero ludność służebna, zobowiązana do różnorakich posług dla władzy: od dostarczania surowców – skór i rudy – po wyrób łuków i tarcz.
Pospolicie uważa się, że dawni Słowianie byli czerstwymi chłopkami uprawiającymi ziemię. Jest to kompletna bzdura, która wzięła się stąd, iż kronikarze opisujący dawną Polskę, jak Kadłubek czy Długosz, żyli już wieki później, w społeczeństwie średniowiecznym, gdzie w pełni wykształcił się podział stanowy na chłopów, rycerzy i duchowieństwo. W X–XI wieku struktura społeczna przypominała naszą, współczesną, gdzie owi „wolni” posiadający gospodarstwa byli odpowiednikiem klasy średniej, stanowiąc zarazem grupę wolnych wojowników. Kiedy panował pokój, pozostawali w swoich siedzibach, a gdy nadarzała się okazja, brali udział w wyprawach i wojnach plemiennych. Biedniejsi tworzyli oddziały tarczowników: stawali do walki z włócznią i tarczą. Bogaci i możni z mieczem i konno – jako pancerni. Pokonanie ich nie było prostą sprawą – wystarczy wspomnieć krwawe wojny Piastów z sąsiadami.
W X wieku Słowianie w państwie Piastów używali żelaznego radła z radlicą, które ryło ziemię, nie odwracając skib. Orano więc podobne do kwadratu pola „w kratkę” – wzdłuż i w poprzek. Do pługa zaprzęgano woły, zwykle dwa przypadały na gospodarstwo rodzinne. Uprawiono proso, zboża jare i ozime, które cięto sierpem; półkoskami zaś ścinano trawę na zimę. Bydło cały czas, aż do mrozów, przebywało na pastwiskach, świnie wypędzano w las, karmiono żołędziami. W uprawie stosowano system przemienno-odłogowy – część półpól obsiewano zbożem jarym, część ozimym, resztę ugorowano. Przy domostwach znajdowały się osobne poletka i ogrody, które nawożono. Uzyskiwano z nich lepsze plony, ale z kolei ich powierzchnia była o wiele mniejsza.
Na początku polskiej państwowości, być może w domenie Siemowita lub Lestka, doszło do wydarzeń, które zmieniły oblicze wspólnoty plemiennej. Uwolniono wolnych z obowiązku służby zbrojnej, poza walną wyprawą zwaną „wojną”. W zamian za to zwiększono ich świadczenia, obciążając daninami i obowiązkami na rzecz księcia i Kościoła. Piastowie wyodrębnili też grupę najlepszych wojowników, określanych w łacińskich źródłach mianem milites; po polsku zwanych włodykami, wkrótce rycerzami, a wieki później – szlachtą. Tak został przypieczętowany los królestwa, poprzez stworzenie podziału wolnych na przyszłe dwa stany: rycerzy i chłopów. Powstała „zawodowa” grupa konnych wojowników, dzięki której Piastowie odnieśli zwycięstwa nad słabymi, rywalizującymi z nimi wspólnotami plemiennymi. Jak podają Karol Buczek i Karol Modzelewski, prawo rycerskie pojawiło się u zarania państwowości polskiej.
Mieszko przyjął chrzest razem z całym dworem, wprowadzając swoje państwo w krąg dyplomacji Europy Wschodniej i na stronice kronik, ale to dopiero jego syn Bolesław I, zwany Chrobrym, niezwykle wzmocnił państwo, powiększając je o liczne ziemie odebrane sąsiadom. Zaciekle walczył z Niemcami i Czechami, wyprawił się do Kijowa, gdzie osadził swojego pretendenta do tronu – Światopełka, synowi zaś pozostawił potężne i rozrośnięte Królestwo Polski, a na koniec życia sam koronował się na jego władcę. Jednak w wyprawach i zwycięstwach Chrobrego tkwiły zalążki klęski, która stała się w przyszłości udziałem jego syna, i być może pierwszej próby rozbioru państwa.
O Bolesławie Chrobrym napisano praktycznie wszystko, wyjaśniając w dziesiątkach prac każdy aspekt jego panowania. Rola Bolesława jako pierwszego koronowanego władcy Polski jest nie do przecenienia. Historycy wspominali o nim z podziwem, podkreślając zasługi dla wzmocnienia Polski i poświęcenie dla chrześcijaństwa. Niektórzy widzieli w nim niedoszłego władcę zjednoczonej zachodniej Słowiańszczyzny. Wielu krytykowało zbędne – jak sądzono – okrucieństwo.
Spróbujmy jednak pokazać Bolesława jako człowieka swojej epoki – wczesnego średniowiecza, świtu cywilizacji chrześcijańskiej. Władcę, który był poza dzisiejszą moralnością i wzorcami zachowań, bo żył w świecie innych wyzwań i zagrożeń niż współczesny człowiek.
Pierworodny syn Mieszka i czeskiej Dąbrówki otrzymał imię po dziadku ze strony matki – księciu czeskim Bolesławie. Przydomek „Chrobry”, co znaczy waleczny, mężny i bitny, nadali mu późniejsi kronikarze. Miał rodzoną siostrę – Świętosławę, którą wydano za króla Szwecji Eryka Zwycięskiego. Zasłynęła jako pierwsza w historii polska niewiasta zbuntowana i niepokorna. Oboje mieli też przyrodnich braci z drugiego małżeństwa ojca: Mieszka, Świętopełka i Lamberta. Gdy w 992 roku zmarł pierwszy historyczny władca państwa gnieźnieńskiego, które jeszcze nie było nazywane Polską, Bolesław zadziałał szybko i bezwzględnie. Wypędził macochę Odę i przyrodnich braci, a także oślepił dwóch dostojników – Odylena i Przybywoja, co świadczy o tym, że musiał wygrać starcie ze stronnictwem możnych popierającym młodszych Piastowiczów. Z punktu widzenia późniejszych dziejów królestwa postąpił słusznie, zachowując jedność kraju, podczas gdy Mieszko planował podzielić ziemie między synów. Trzeba przyznać, że Bolesławowi łatwiej było przejąć władzę, gdyż wówczas liczył sobie około dwudziestu czterech lat, podczas gdy bracia byli o wiele młodsi. Co więcej, miał kolejno trzy żony, a z nimi potomstwo zabezpieczające jego gałąź dynastii. Pierwszą – której imię się nie zachowało – była córka margrabiego Miśni. Została jednak odprawiona. Następnie poślubił także nieznaną nam z imienia Węgierkę, z którą doczekał się syna Bezpryma. Jej również się pozbył, i to szybko. Z trzecią małżonką, Emnildą, przeżył wiele lat. Była to córka księcia Dobromira – prawdopodobnie władcy plemienia Miliczan na Połabiu. Tym małżeństwem należy tłumaczyć późniejsze wojny Bolesława o ziemie zaodrzańskie – była to częściowa próba przejęcia dziedzictwa po żonie.
Przejąwszy rządy po roku 992, Bolesław przyjął w 997 roku biskupa praskiego Wojciecha, który przybył do Gniezna z pielgrzymką. Dodał mu eskortę 30 wojów i pomógł dotrzeć na Pomorze Gdańskie, gdzie biskup nauczał najpierw w Gdańsku, potem w kraju Prusów. Na Pomorzu 23 kwietnia Wojciech poniósł śmierć, być może próbując obalić któregoś ze starych bogów. Głowę biskupa wystawiono na palu – w Sambii lub w Pomezanii. Jeden z podróżnych zabrał ją i przywiózł do Bolesława, który w akcie pokuty – być może za wygnanie braci – wykupił ciało Wojciecha i kazał złożyć je w Gnieźnie. Tak oto Polska dorobiła się własnego męczennika za wiarę.
Wykupienie szczątków biskupa opłaciło się po stokroć – Bolesław pokazał po raz pierwszy, że jest mistrzem wykorzystywania okazji do zwiększenia swego statusu. Zwróciło to na niego uwagę cesarza rzymskiego Ottona III, który w roku 1000 odbył pielgrzymkę do grobu Świętego Wojciecha. Bolesław przyjął Ottona III na bogato, jak pisał Anonim: „na przybycie cesarza przygotował przedziwne wprost cuda; najpierw hufce przeróżne rycerstwa, następnie dostojników rozstawił jak chóry, na obszernej równinie, a poszczególne, z osobna stojące hufce wyróżniała odmienna barwa strojów. A nie była to tania pstrokacizna byle jakich ozdób, lecz najkosztowniejsze rzeczy, jakie można znaleźć gdziekolwiek na świecie. Bo za czasów Bolesława każdy rycerz i każda niewiasta dworska zamiast sukien lnianych lub wełnianych używali płaszczy z kosztownych tkanin, a skór, nawet bardzo cennych, choćby były nowe, nie noszono na jego dworze bez podszycia kosztowną tkaniną i bez złotych frędzli”.
I to właśnie w Gnieźnie, u grobu Świętego Wojciecha, Bolesław być może otrzymał od cesarza godność królewską – już w roku 1000, a nie w 1025! Otton bowiem „mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego” – pisze Gall Anonim. Drugi kronikarz opisujący zjazd gnieźnieński, Thietmar, nie wspomina o tych słowach. Cesarz dał Bolesławowi włócznię Świętego Maurycego wraz z gwoździem z Krzyża Świętego. Jako symbol władzy włożył mu na głowę własny diadem.
Historycy do dziś toczą zajadłe spory, co oznaczał gest cesarza i czy już w 1000 roku Bolesław otrzymał godność królewską. Jedno jest pewne: cesarz założył wówczas w Gnieźnie arcybiskupstwo, a – powołując się na źródła polskie – Bolesławowi przyznał przywilej mianowania dostojników kościelnych, i to nie tylko w Królestwie Polski, ale też na obszarach podbitych przez władcę. Przywilej ten zatwierdził papież Sylwester II. To była wówczas jedna z prerogatyw królewskich.
W ogóle w źródłach z epoki mamy klasyczną paranoję polsko-niemiecką. Gall nie wspomina w ogóle o koronacji Bolesława w 1025 roku; dla niego i dla innych kronikarzy Chrobry został królem już w 1000 roku. Natomiast o późniejszej koronacji informują wyłącznie źródła z Rzeszy. Jak rozwiązać ten problem? Bolesław został wówczas królem czy nie?
Przeciwko koronacji w 1000 roku świadczy fakt, iż godności tej nie zatwierdził papież. Jednak w historii zdarzało się, że i cesarze nadawali korony królewskie nielicznym władcom czeskim i słowiańskim. Zresztą w 1025 roku Chrobry także nie pytał papieża o pozwolenie. Sporu nie sposób rozstrzygnąć inaczej, niż tylko przyjmując, że Otton III wyniósł wówczas Bolesława do godności królewskiej (a raczej po prostu uznał stan istniejący), jednak władca Polski wolał poczekać z oficjalnym ogłoszeniem swojej koronacji. Bolesław zdawał sobie sprawę, jak rozwścieczy to wrogów.
Niezależnie od tego, czy uznamy koronację za fakt historyczny, zjazd gnieźnieński był ogromnym sukcesem króla. Właśnie od roku 1000 pojawia się w kronikach nazwa Polski, po raz pierwszy właśnie u Thietmara, a jej władca zostaje wyniesiony do rangi przywódcy państw słowiańskich. Wyprawa Ottona III związana jest bowiem z jego nieco utopijnym planem odtworzenia dawnego imperium rzymskiego, w którym cesarz będzie sprawował władzę przez swoich wasali, wyniesionych do godności królów, oni zaś będą pilnowali boskiego porządku i praw, każdy w innej części świata.
Ze zjazdem gnieźnieńskim związana jest jeszcze jedna ciekawostka historyczna. Otóż według kroniki Ademara z Chabannes Otton III wrócił do Niemiec z Bolesławem i podczas pobytu w Akwizgranie darował mu złoty tron Karola Wielkiego w zamian za ramię Świętego Wojciecha.
Otton III zmarł niespodziewanie w 1002 roku, nie pozostawiając następcy. Natychmiast rozpoczęła się wojna domowa, w której zmierzyło się trzech walczących o władzę kandydatów – Henryk IV Bawarski, krewny zmarłego, książę szwabski Herman II i margrabia Miśni Ekkehard. Bolesław z właściwym sobie wyczuciem sytuacji błyskawicznie włączył się w te zmagania. Stanął za ostatnim z pretendentów, gdy zaś margrabia zginął zamordowany, Bolesław zajął jego marchię oraz Budziszyn, podbił Miśnię, mając poparcie słowiańskiej ludności. Śmierć Ekkeharda wykorzystał też Henryk Bawarski, który zmusił do uległości panów saskich i w sierpniu przyjął ich hołd w Merseburgu, koronując się na króla Niemiec jako Henryk II. Na zjazd przybył także Bolesław, usiłując wymusić na Henryku, aby przyznał mu Milsko i Łużyce, ale ten przekazał Miśnię bratu Ekkeharda – Guncelinowi. W tym czasie dokonano zamachu na Bolesława. Podburzony – zapewne przez Henryka – tłum rzucił się na króla i jego poczet. Piast ocalał tylko dzięki interwencji sojuszników – margrabiego bawarskiej Marchii Północnej Henryka ze Schweinfurtu i księcia saskiego Bernarda. To wydarzenie pokazało, że Bolesław był traktowany przez miejscowych wielmożów jako im równy, lecz nie podległy cesarzowi. W zależności od układu sił uchodził za sojusznika lub rywala i wroga, ale nie barbarzyńskiego księcia ze Wschodu. Wracając do Polski, król spalił gród Strzałę i uprowadził okoliczną ludność, aby utrudnić ewentualną wyprawę przeciwko niemu.
Henryk II był zwolennikiem „Realpolitik”, a nie marzycielem jak Otton, skupił się więc na umocnieniu swojej władzy w Niemczech. Bolesława szczerze nie cierpiał, gdyż był sojusznikiem jego wrogów. Wkrótce król dał się Chrobremu bardziej we znaki. Chodziło o Czechy.
W Czechach w tym czasie rządził okrutny i szalony Bolesław III Rudy. Jednego z braci, Jaromira, wykastrował. Drugi, Oldrzych, został wygnany wraz z matką. Wkrótce doszło do buntu ludowego, który posadził na tronie Władywoja, Bolesława zaś wygnał. Książę udał się najpierw do Henryka ze Schweinfurtu, a potem do innego krewniaka, swojego imiennika: Bolesława z Polski. W tym samym czasie umarł Władywoj, więc Czesi przywołali z wygnania Oldrzycha. I wówczas Bolesław uderzył z wojskiem, upominając się o krzywdę Rudego, po czym siłą osadził go w Pradze.
Bolesław III jednak rządził jeszcze okrutniej. W końcu zaprosił na ucztę wszystkich możnych i wymordował ich co do jednego. Przerażeni Czesi donieśli Bolesławowi o tych wyczynach, ten zaś zaprosił do siebie krewniaka, kazał go schwytać, wyłupić mu oczy i wysłać na wygnanie. Wkrótce sam został obwołany władcą Czech. I surowo rozprawił się ze stronnikami Rudego. Tyle tradycja polska, bo czeska oczywiście traktuje naszego króla jako uzurpatora i tyrana. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Bolesław przejął rządy w Pradze legalnie. Czy był okrutny? Nie bardziej niż inni książęta i królowie; należy też pamiętać, że w czasie swojego panowania Bolesław nigdy nie zabił żadnego przeciwnika politycznego, poprzestawał na wygnaniu i oślepieniu, co w pewnym sensie było wówczas zwyczajową karą dla możnych.
Przejęcie Czech zaniepokoiło jednak króla Henryka II, uwikłanego w wojny w Italii i Rzeszy. Dlatego wysłał posłów do Bolesława z żądaniem, aby złożył mu hołd lenny z Czech, czego ten jednak odmówił. Uprzedzając konflikt zbrojny z królem, Bolesław wsparł bunt Henryka ze Schweinfurtu i jednocześnie próbował opanować Miśnię, w której rządził wspomniany Guncelin. Wszystkie te zamierzenia jednak skończyły się fiaskiem. W dodatku Henryk II pokonał Henryka ze Schweinfurtu i zmusił go do opuszczenia kraju, sam zaś zaczął gromadzić wojska przeciwko Bolesławowi.
Wkrótce król Niemiec uderzył na Czechy, prowadząc ze sobą Jaromira. Czesi zdradzili, otworzyli bramy, wybili polską załogę w Žatcu i przeszli na stronę powracającego księcia. Oznaczało to fiasko stworzenia być może jakiejś formy zjednoczonej monarchii Słowian zachodnich. W polskich rękach pozostały jednak Morawy.
Później Henryk uderzył na Budziszyn i zdobył to miasto. Tak rozpoczęły się wojny o Milsko i Łużyce, w czasie których Niemcy wykorzystali jako sojuszników pogańskich Luciców, czyli Wieletów. Pierwsza wyprawa skończyła się niekorzystnym pokojem w Poznaniu, w którym Bolesław utracił wszystkie tereny za Odrą. Jednak układ został złamany już w 1006 roku za sprawą Wieletów, którzy przed królem Henrykiem oskarżyli Chrobrego, iż próbuje ich przekupić i namawia do walki. Zanim jednak Henryk II zebrał wojska, Bolesław spustoszył okolice Magdeburga, następnie znowu zajął Łużyce. Walki zakończyły się pokojem w Merseburgu w 1013 roku. Oddawał on Bolesławowi w lenno Milsko i Łużyce, a król złożył z tego tytułu hołd Henrykowi II, już cesarzowi. Znów istnieją dwie wersje tego traktatu. Według źródeł niemieckich Bolesław złożył hołd ze wszystkich ziem polskich. Według polskich – tylko ze wspomnianych prowincji. Pokój podyktowany został jednak wydarzeniami politycznymi, które zaprzątały umysły obu władców. Henryk musiał wyprawić się do Rzymu i zażądał od Bolesława posiłków. Ten zaś z kolei chciał interweniować w sprawach ruskich.
Ostatecznie po kolejnych wojnach Henryk II został zmuszony do podpisania z Bolesławem pokoju w Budziszynie w 1018 roku, którego warunki… nie zostały podane w żadnej kronice. Ponieważ jednak ten układ uznany był za niekorzystny dla cesarza, historycy przyjmują, że Milsko i Łużyce weszły w skład Królestwa Polski bez żadnych hołdów lennych.
Wojny z Niemcami pokazały, że Polska stała się elementem geopolitycznej szachownicy w tej części świata – a Bolesław, choć nie był równy cesarzowi, to jako niekoronowany król Polski stał o wiele wyżej niż margrabiowie Rzeszy Niemieckiej. Sprytnie, aczkolwiek brutalnie prowadząc politykę zagraniczną, zapewnił sobie dobre miejsce wśród chrześcijańskich książąt i wielmożów.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
COPYRIGHT © BY Jacek KomudaCOPYRIGHT © BY Fabryka Słów sp. z o.o., 2026
WYDANIE I
ISBN 97-883-8375-203-7
Kod produktu: 4000670
Wszelkie prawa zastrzeżoneAll rights reserved
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
REDAKTORKA PROWADZĄCAJoanna Orłowska
REDAKCJADorota Kielczyk
KOREKTAMarta Bozowska
ILUSTRACJA NA OKŁADCEDark Crayon
PROJEKT OKŁADKISzymon Wójciak
W PROJEKCIE WYKORZYSTANO CYTAT Z OBRAZUHorace Vernet, „Polski Prometeusz”, utwór w domenie publicznej
SKŁAD WERSJI [email protected]
PRODUCENTFabryka Słów sp. z o.o.ul. Poznańska 9105-850 Ożarów [email protected]
DANE DO KONTAKTUFabryka Słów sp. z o.o.ul. Chmielna 28B/400-020 Warszawawww.fabrykaslow.com.plbiuro@fabrykaslow.com.plwww.facebook.com/fabrykainstagram.com/fabrykaslow/
WYDAWCARobert Łakuta
DYREKTORKA WYDAWNICZAIzabela Milanowska
MARKETINGLuiza Kwiatkowska Urszula Słonecka
SPRZEDAŻ INTERNETOWA
ZAMÓWIENIA HURTOWEDressler Dublin sp. z o.o.ul. Poznańska 9105-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32www.dressler.com.pl [email protected]
