Ron i Ronja. Departament magicznego guzika - Zakrzewska Agnieszka - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Ron i Ronja. Departament magicznego guzika ebook i audiobook

Zakrzewska Agnieszka

5,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Pierwsza część cyklu pełnego magii, humoru i przygód!

 Ron i Ronja to rudowłose bliźniaki, które muszą przeprowadzić się do tajemniczej Mieściny - miejsca, którego nie ma na żadnej mapie. Nowy dom kryje sekrety, a ekscentryczna sąsiadka Penelopa - jeszcze więcej. W jej krzywym domu stoją tysiące szuflad pełnych magicznych guzików. Guzików, których lepiej nie dotykać. Kiedy rodzeństwo wpada na trop niebezpiecznej zagadki, Ronja znika.

 


 Teraz Ron musi odnaleźć siostrę. Na szczęście ma dziadkowy globus, łaciatego teriera Krokodyla i coś, czego żaden guzik nie zastąpi: odwagę. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 84

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 27 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Maciej Kowalik

Oceny
5,0 (3 oceny)
3
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
natDra88

Nie oderwiesz się od lektury

Wciągająca i magiczna historia. Nie można było się od niej oderwać. Na pewno nie tylko dziecko będzie się przy niej dobrze bawić .
10
FascynacjaKsiazkami

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna historia pełna zagadek i przygód bliźniaków. polecam
00



Agnieszka Zakrzewska

DEPARTAMENT MAGICZNEGO GUZIKA,

czyli

Ron, Ronja i Krokodyl na tropie kosmicznej afery

Część I

Rozdział pierwszy,

w którym poznajecie moją rodzinę, dziwne uliczki w Mieście i Kosmos oraz dowiadujecie się, dlaczego nie jestem Edisonem i nie lubię rukoli.

Nie mam pojęcia, jak zacząć tę niezwykłą opowieść – może dlatego, że jej początek „umknął mi w natłoku codzienności”. Tak mawia Mama, gdy zapomni kupić ulubione ciastka Taty. W sobotnie południe, kiedy Tata sięga do szafki po swój przysmak, ona przewraca oczami i wzdycha:

– Przepraszam, twoje ciastka umknęły mi w natłoku codzienności. – I zawsze dodaje po kilku sekundach dla większego efektu: – Tyle mam na głowie, odkąd nasze dzieci poszły do szkoły!

Zupełnie nie rozumiem, co nasza szkoła ma do ciastek Taty, tym bardziej że chodzimy już do niej od kilku lat… No ale z Mamą się nie dyskutuje. Ona po prostu wszystko wie najlepiej!

Wydaje mi się, że łatwiej nam zapamiętać początki katastrofy, pecha lub wpadki niż moment, w którym udało nam się natrafić na trop nowej przygody. Może po prostu te fajne rzeczy łatwiej przegapić? A przecież nikt z nas nie chciałby przegapić wielkiej przygody!

No więc (wiem, wiem, nie rozpoczyna się zdania od „no więc”!) może po prostu zacznę od początku. Na przykład od dnia, w którym się urodziłem. Chociaż nie, to chyba nie jest dobry pomysł. Maluchy są nudne – wiecznie płaczą i nie da się z nimi pogadać. A ja nie chcę was zanudzić. Chcę, żebyście przecierali oczy ze zdumienia i powtarzali: „Ale jak to jest możliwe?”. Dobra. To może tak: opowiem wam najpierw trochę o sobie, a potem historia sama się rozkręci. Jeżeli na początku będzie nieco chaotycznie, wybaczcie. To się zdarza przy wielkich przygodach.

Mam na imię Ron. W czerwcu skończyłem dwanaście lat i mierzę całe sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu.

– Wyrosłeś nam jak brzoza, synu! – powiedziała ostatnio Mama przy kolacji. – To na pewno od rukoli, którą codziennie dodaję do twoich kanapek!

Jeżeli to miał być żart, to serio nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy załamać, A potem zerknąłem na moje ręce i nogi. Hm, czyżby Mama zauważyła, że potrzebuję nowych ciuchów? Dżinsy może bym nawet zaakceptował, ale wtedy faszerowałaby mnie rukolą bez umiaru, twierdząc, że rosnę od zielonego!!

Pochyliłem głowę nad talerzem, lekko się zgarbiłem i udawałem, że wszystko jest w porządku. Nie wiem, jak wasze mamy, ale moja ma coś w rodzaju rentgena w oczach i wbudowany WYKRYWACZ KŁAMSTW. Serio. Wystarczy, że spojrzy na mnie i wszystko już wie. Prześwietla moje myśli na wylot!

Rukola… Brrr!

Od kilku dni dyskretnie gromadziłem tę zieleninę w reklamówce, którą trzymałem w szafie pod bluzami. Po kolacji byłem umówiony z moim najlepszym ziomkiem, Mikserem, że zabierze to żarcie dla swoich królików. Tak naprawdę ma na imię Jonas, ale mówimy na niego Mikser, bo gada bez przerwy i miesza tematy jak blender koktajle.

– Pst! Cwaniaku… Myślisz, że nie wiem, co kombinujesz? – dobiegł mnie nagle głos z prawej strony. – Zaraz powiem mamie i zapomnij o Nintendo!

Zacisnąłem zęby.

Ronja! Jeszcze jej nie znacie. To moja siostra i w dodatku bliźniaczka. Wygląda prawie tak jak ja i – niestety – zawsze jest tam, gdzie nie trzeba. Od urodzenia skutecznie rujnuje mi życie. Kiedyś, gdy spała, policzyłem jej piegi. Ma ich dokładnie o dwanaście mniej niż ja, co dowodzi, że jestem ważniejszy, prawda? Na razie jednak jej tego nie powiedziałem. Lepiej, żeby się nie obrażała, bo zawsze może się na coś przydać.

– Nie wtrącaj się, Ronja. To męskie sprawy! – syknąłem poirytowany.

Przewróciła oczami i już otwierała usta. Sekunda i cała rukolowa konspiracja będzie spalona!

KATASTROFA na horyzoncie!

I wtedy – jak na zawołanie – w torebce Mamy zadzwonił telefon.

– Przepraszam was, kochani. – Mama zerwała się z krzesła. – To Joanna! Musimy pilnie omówić najnowszy projekt! Poradzicie sobie, prawda?

Odetchnąłem z ulgą. Ciocia Joanna była w porządku i miała jedną supermoc: potrafiła zagadać mamę na co najmniej pół godziny! Byłem uratowany.

Spojrzałem triumfalnie na Ronję, ale sprytnie udawała, że nic się nie stało, i zajadała spaghetti z klopsikami. Jej rude loki podskakiwały zabawnie przy każdym kęsie.

Jeden zero dla mnie!

Ale dobra – wracamy do historii.

Mieszkam w długim jak jamnik bloku w centrum Miasta. W mojej dzielnicy wszystkie ulice mają totalnie nudne nazwy: Krótka, Długa, Podgórna i Kręta. Jamnik znajduje się przy Krótkiej. I uwaga – to nie żart. Ona naprawdę jest krótka. Wygląda tak, jakby ktoś zaczął ją budować, a potem przypomniał sobie, że musi iść na obiad, i już nigdy nie wrócił, żeby dokończyć swoje dzieło. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego te ważne pracujące w urzędzie osoby od planowania nie wymyśliły czegoś lepszego. Na przykład: ulica Kosmiczna. Albo Międzyplanetarna. O ile ciekawiej żyłoby się w Kosmosie, prawda?

Czasami zamykam oczy i wyobrażam sobie, że mieszkam gdzie indziej. Nie w innym kraju ani mieście – tylko na ulicy z porządną, tajemniczą nazwą, gdzie każdy budynek skrywa zagadkę. Po szkole można tam wsiąść do autobusu, który podrzuca nas do domu tylko wtedy, kiedy dorośli zorientują się, że nas nie ma. W środku dzieją się niestworzone rzeczy. Krzesła pochodzą z różnych epok i unoszą się pod sufitem. Z sufitu zwisają zegary, a kierowca po skasowaniu biletu przesuwa wskazówki i przenosi pasażerów w czasie. I co najważniejsze – rodzice nie zadają nudnych pytań: Odrobiłeś lekcje? Spakowałeś plecak na jutro? Kiedy w końcu umyjesz porządnie uszy?!

Rodzice…trochę już wam nagadałem na Mamę, ale sami wiecie, że na rodziców czasem się skarży. Tak naprawdę są całkiem okej. Oboje. No prawie. Gdyby tylko nie ględzili bez przerwy o lekcjach!

Czytałem ostatnio w necie, że Edison – no wiecie, ten, który wynalazł żarówkę – wcale nie lubił się uczyć! A i tak został geniuszem! No to po co tak cisnąć z zadaniami domowymi? Geniusze nie lubią przymusu. Tracą wtedy WENĘ. Tak starzy ludzie nazywają zajawkę, fazę albo flow. Podsłuchałem kiedyś, jak Mama mówiła do cioci Joanny: „Mam dziś wenę na kotlety mielone” i od razu zapytałem chat GPT, co to znaczy. Nie o te kotlety chodziło – to akurat ogarniam – tylko o tę wenę! Ja mam ją tylko na WIELKIE RZECZY! Na przykład maszynę do teleportacji pizzy, robota do odrabiania zadań domowych i przycisk obok łóżka wydłużający rano czas o dziesięć minut! Do takich rzeczy naprawdę nie jest potrzebne kucie na bioli budowy liścia czy rzęsek pantofelka! Swoją drogą – kto to w ogóle wymyślił? Pantofelek i rzęski? To zupełnie bez sensu. Bardziej pasowałyby podeszwy! Jak w moich trampkach, które – podobno – niemiłosiernie zdzieram (tak mówi Mama).

Mama pisze scenariusze filmowe i bez przerwy wysyła je do różnych wytwórni. Jak sama mówi, czeka na cud. Nie bardzo rozumiem, dlaczego w jej przypadku trwa to tak długo Przecież cuda zdarzają się codziennie! Na przykład wtedy, kiedy wstanę na czas bez budzika albo nie zjem całej czekolady na raz. No i kiedy Mikser nie zapomni książki do matmy! To akurat zdarza się mniej więcej raz w roku… Ale się zdarza!

Tata z kolei pracuje w Bardzo Ważnej Firmie, ale nie lubi mówić o swojej pracy. Zawsze podkreśla, że „dom to nie miejsce na sprawy zawodowe”. Oczywiście mam swoją teorię. Jestem prawie pewien, że w tym biurze obowiązuje go Wielka Tajemnica (taka wiecie – supertajna) i nie może nam zdradzać szczegółów.

Nasze miasto nie jest duże, a mimo to nikt naprawdę nie wie, co się dzieje w Bardzo Ważnej Firmie. No… Prawie nikt. Bo pani Robertson ze sklepu osiedlowego chyba coś podejrzewa. Zawsze kiedy wpadam do niej po słodycze na przetrwanie, mruży lewe oko i ścisza głos, podając mi moje ulubione żelki ze słoika.

– Twój tata robi duże rzeczy, co?

Pani Robertson ma ogromną, czarną brodawkę na nosie i wygląda trochę jak czarownica. Kiedyś serio się jej bałem, ale Mikser wyjaśnił mi, że to żadna brodawka czarownicy, tylko zwykły pypeć, i że jego dziadek, który ma chyba ze sto lat, też sobie taki wyhodował, a na pewno nie jest żadnym CZARODZIEJEM. Nie miałem pojęcia, co to pypeć, więc jak zwykle zapytałem chat GPT. Odpowiedział i nawet pokazał obrazki. Ale kiedy zapytałem, jak samemu wyhodować takiego pypcia jak dziadek Miksera, nagle się zawiesił i udał, że nastąpiło przeciążenie łączy. A potem napisał, że wystarczy się nie myć. Ha! Już widzę, jak Mama na to idzie. Zresztą… Czy takie czaty w ogóle mają mamy? I czy wiedzą, jakie to niebezpieczne, jak się podpadnie mamie?

PORAŻKA!

– To jak, Ronie? – Wielki pypeć pani Robertson pochylił się nade mną. – Jesteś dumny z Taty?

Kiwnąłem głową trzy razy – tak, żeby wyglądało, że jestem WTAJEMNICZONY. A przecież tak naprawdę niczego nie wiem. I jestem prawie pewien, że Mama też o niczym nie ma pojęcia. Za każdym razem, kiedy próbuję ją o to podpytać, zbywa mnie i odpowiada szybko:

– Sprawy służbowe. Poufne.

Poufne? No błagam. Czy to nie brzmi dziwnie?

Muszę jak najszybciej zbadać, co się za tym kryje!

Rozdział drugi

w którym postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce, koduję Tatę, kłócę się z Ronją, a MatiQ i Mikser przychodzą mi na ratunek i razem obmyślamy zemstę.

Cały wieczór myślałem o pytaniu pani Robertson. Miałem dziwne przeczucie, że wie o wiele więcej niż ja, dlatego postanowiłem szczegółowo zbadać całą tę sprawę. Zwłaszcza że Tata od jakiegoś czasu zachowywał się… inaczej. Dzisiaj nawet nie dokończył naszego ulubionego spaghetti. Nagle wstał od stołu, mówiąc coś o spotkaniu służbowym. Spotkanie o 19.47? W dodatku bez laptopa? Przecież on zawsze go ze sobą zabiera!

To było WYSOCE PODEJRZANE.

Kiedy rodzice jeszcze przez całe DZIESIĘĆ MINUT szeptali w przedpokoju, uznałem, że nie ma na co czekać. Nadszedł moment, żeby rozpocząć śledztwo i przeprowadzić profesjonalne, detektywistyczne ROZEZNANIE TERENU.

Zaniosłem szybko talerz do kuchni i pomknąłem do swojego pokoju. Rozwiesiłem koc pomiędzy dwoma krzesłami, włączyłem latarkę (lampka nocna działała, ale z latarką było bardziej… „operacyjnie”) i odpaliłem tablet. Musiałem wszystko zapisać: dziwne zachowania Taty, swoje podejrzenia i możliwe scenariusze. Po chwili namysłu utworzyłem nowy folder. Oczywiście nie mógł wzbudzać żadnych podejrzeń osób postronnych (Tata, Mama, Ronja), więc nazwałem go:

ZADANIA DOMOWE – BIOLOGIA

AUTOR: Ron Branson, zwany dalej Agentem Ronem (A.R.)

Operacja T.F.T. (Tata, Firma, Tajemnica)

Status: POUFNE/ŚCIŚLE TAJNE

Tata jest agentem Międzynarodowej Organizacji Technologii Czasowej i Kosmicznej (w skrócie MOTCK)Zadania agenta: stabilizacja osi równoległych (np. gdy ktoś z innego wymiaru wkręci się przez pomyłkę do kolejki w supermarkecie zamiast do siedziby głównej agencji kosmicznej, Tata naprawia rzeczywistość, zanim ktokolwiek zauważy, że ten typ przy kasie nie ma cienia i próbuje „kodować” panią kasjerkę). Koordynacja działań istot z routerów, które mieszkają w Wi-Fi i powodują awarie internetu. (Uwaga: to NIE są zwykłe awarie, tylko spisek!). Celem Taty jest odszyfrowanie – w specjalnym kodzie PAPILARNYM – ich żądań i ich pacyfikacja, np. poprzez obietnicę szybszego przesyłu informacji. To się nazywa NEUTRALIZATOR SIECI.

DZIWNE I PODEJRZANE SYTUACJE wskazujące na to, że Tata ukrywa przed nami swoje prawdziwe zadania i nie robi tego, co wszyscy myślą, że robi, tylko coś zupełnie innego

Wczoraj (7 października) o godz. 13.40 13.51 Tata patrzył przez 8 6 sekund na mikrofalówkę, po czym mruknął: „Nie, nie TU!”. Rano zamknął się w łazience. Podsłuch (A.R.) wykazał: „Szefie, punkt STYKU się przesunął” (Ustalić, czym jest STYK) Na laptopie zaobserwowano (A.R.) błękitny, wirujący trójkąt z napisem: „Ładowanie rzeczywistości awaryjnej… 15%”

Ciąg dalszy nastąpi…

Wszystkie podejrzane działania będą zapisywane na bierząco.