Razem czy osobno - Tadeusz Kotlewski SJ - ebook

Razem czy osobno ebook

Tadeusz Kotlewski SJ

0,0
24,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Czy można naprawdę żyć razem – mimo różnic, napięć i słabości?
Razem czy osobno. Stworzeni do wspólnoty to książka o dojrzewaniu do relacji: z samym sobą, z drugim człowiekiem i z Bogiem. O. Tadeusz Kotlewski SJ prowadzi czytelnika drogą, na której wspólnota przestaje być teorią, a staje się doświadczeniem – wymagającym, ale niosącym głęboką nadzieję i sens.

To propozycja zarówno do osobistej lektury, jak i do pracy w grupach, wspólnotach oraz podczas rekolekcji.

Książka Razem czy osobno. Stworzeni do wspólnoty jest pogłębioną refleksją nad życiem we wspólnocie – rozumianej nie tylko jako struktura czy grupa ludzi, ale jako proces duchowego i ludzkiego dojrzewania. Autor pokazuje, że wspólnota rodzi się tam, gdzie człowiek uczy się przekraczać siebie, swoje lęki, zranienia i przyzwyczajenia, aby otworzyć się na prawdziwe spotkanie.

Publikacja została podzielona na trzy zasadnicze części, które prowadzą czytelnika krok po kroku:

W pierwszej części autor skupia się na fundamentach życia wspólnotowego. Porusza tematy poznania siebie, integracji wewnętrznej, komunikacji interpersonalnej oraz dynamiki grupy. Dużo miejsca poświęca trudnym doświadczeniom – konfliktom, napięciom, kryzysom – pokazując je nie jako zagrożenie, lecz jako szansę rozwoju osobistego i wspólnotowego. Osobny rozdział poświęcony jest roli lidera i odpowiedzialności za dobro wspólne.

Druga część ma charakter wyraźnie duchowy i rekolekcyjny. Autor prowadzi czytelnika przez lekturę Dziejów Apostolskich, kontemplację życia pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej oraz refleksję nad działaniem Ducha Świętego w Kościele. Teksty te pomagają odkrywać wspólnotę jako miejsce modlitwy, misji i miłosierdzia, zakorzenione w relacji z Chrystusem.

Trzecia część ma wymiar praktyczny. Zawiera konkretne kroki, pytania do refleksji oraz wskazówki do pracy indywidualnej i wspólnotowej. Autor proponuje drogę formacji, która może być realizowana w osobistym rytmie lub we wspólnocie – jako pomoc w budowaniu dojrzałych więzi i odpowiedzialnych relacji.

Obecne wydanie książki zostało wzbogacone o ćwiczenia, modlitwy, teksty medytacyjne i zachęty do dzielenia się doświadczeniem, co czyni ją nie tylko lekturą refleksyjną, ale również praktycznym przewodnikiem po życiu wspólnotowym.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 164

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tadeusz Kotlewski SJ

Razem czy osobno

Bezpłatny fragment

Stworzeni do wspólnoty

Wydawnictwo Diecezji Siedleckiej Unitas

ul. Szkolna 22, 08-110 Siedlce

tel. 500 106 002

www.wydawnictwo-unitas.pl

© Copyright by Tadeusz Kotlewski, 2025

© Copyright by Wydawnictwo Diecezji Siedleckiej Unitas, 2025

Imprimi Potest

o. Zbigniew Leczkowski SJ

Przełożony Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej

Towarzystwa Jezusowego

Warszawa, dnia 3 kwietnia 2025

Redakcja i korekta

Agnieszka Czapczyk

Skład

Przemysław Kida

Projekt okładki

Aleksandra Trochym-Twarowska

SANTRO STUDIO

Wydanie II poprawione

ISBN 978-83-68221-45-9

Spis treści

OD Wydawcy Przedmowa

OD Autora WPROWADZENIE DO DRUGIEGO WYDANIA

WSTĘP

CZĘŚĆ PIERWSZA PRZEKROCZYĆ SIEBIE, ABY BYĆ RAZEM

ROZDZIAŁ PIERWSZY Poznać siebie

Droga poznawania siebie

Wewnętrzny wgląd w siebie

Potrzeby psychiczne

Uczucia

Maski

Proces integracji wewnętrznej

ROZDZIAŁ DRUGI Przekraczać siebie

Wejście w grupę

Dynamika wewnętrzna grupy

Komunikacja interpersonalna

Potrzeba dialogu

Bariery w komunikacji

Formacja grupy ku wspólnocie

Wzajemna obserwacja

Zaproszenie do ryzyka

Od otwarcia do walki o władzę

Od otwarcia do wzajemności

Punkty orientacyjne

Cover

OD WydawcyPrzedmowa

W ręce Czytelników oddaję najnowszą książkę ojca Tadeusza Kotlewskiego SJ, zatytułowaną Razem czy osobno. Stworzeni do wspólnoty. To publikacja niezwykle potrzebna, bo dotyka tego, co dziś bywa trudne, a jednocześnie fundamentalne: nie tylko sztuki odnajdywania się w codzienności życia we wspólnocie, ale przede wszystkim umiejętności wzrastania w miłości oraz dzielenia się własnym doświadczeniem.

Autor pomaga nam przekroczyć własne lęki, zranienia i przyzwyczajenia, abyśmy mogli otworzyć się na dar spotkania. Z niezwykłą delikatnością pokazuje, że wspólnota nie jest przestrzenią obok nas, lecz drogą formacji serca, w której uczymy się przyjmować siebie, drugiego człowieka i Boga. Opisuje dynamikę grupy, budowanie relacji i rozwój osobisty, ukazując je w świetle Miłości, która daje nam siebie w Jezusie Chrystusie.

Obecne wydanie zostało wzbogacone o praktyczne ćwiczenia, zachęty, modlitwy oraz cytaty, które pomagają nie tylko zrozumieć, ale przede wszystkim doświadczyć drogi ku wspólnocie. Dzięki temu książka staje się zarazem źródłem refleksji, jak też przewodnikiem po życiu bardziej otwartym, dojrzałym i zakorzenionym w Miłości.

Pragnę wyrazić wdzięczność ojcu Tadeuszowi za zaufanie i możliwość publikacji tego tytułu w Wydawnictwie UNITAS. Niech Razem czy osobno. Stworzeni do wspólnoty stanie się dla czytelników zaproszeniem do budowania więzi, w których odbija się obecność Boga — Tego, który stworzył nas, abyśmy nie byli sami.

Jestem przekonany, że i Ty, Drogi Czytelniku, odnajdziesz w tej książce światło dla swojej codzienności, tak aby — jak uczył św. Ignacy z Loyoli — „pragnąć i wybierać to, co naprawdę prowadzi nas ku celowi, dla którego zostaliśmy stworzeni” (Ćwiczenia duchowe, 23).

ks. Przemysław Świderski

dyrektor Wydawnictwa

Diecezji Siedleckiej UNITAS

OD Autora WPROWADZENIE DO DRUGIEGO WYDANIA

„Razem czy osobno” nie jest pytaniem, a stwierdzeniem, że jesteśmy powołani do życia we wspólnocie. Bóg zaszczepił w naszych sercach głód zażyłej relacji z Nim, który wyraża się w pragnieniu i poszukiwaniu miłości. „Miłość, wypływając z każdego serca, tworzy więzi i poszerza egzystencję wówczas, gdy sprawia, że osoba wychodzi ze swoich ograniczeń ku drugiemu” — podkreśla papież Franciszek1. Jesteśmy stworzeni do wspólnoty, która w codziennym życiu wyraża się w poszukiwaniu miłości, zrozumienia, akceptacji i szacunku, która uzdalnia nas do przekraczania siebie i dzielenia się sobą z innymi.

Jesteśmy stworzeni, by żyć we wspólnocie z Bogiem i z ludźmi. Rozwijanie więzi z Bogiem sprawia, że również więzi między ludźmi stają się coraz głębsze, autentyczne i odpowiedzialne. Bez wątpienia jest to duchowa droga, której nie da się przejść w pojedynkę. Jesteśmy powołani, by przyjaźnie, czyli otwarcie i życzliwie, patrzeć na ludzi i na życie. A ci, którzy rozwijają przyjazny stosunek do ludzi i do życia, stwarzają w sobie i wokół siebie przestrzeń do autentycznego rozwoju i dojrzałości. Jesteśmy stworzeni do życia we wspólnocie, aby być razem, a nie osobno.

„Bóg przychodzi do człowieka przez człowieka” — pisze Joseph Ratzinger. I dodaje: „Bóg tak stworzył człowieka, że relacje ludzi do Niego nie przebiegają całkowicie niezależnie od siebie, człowiek nie dociera do Boga osobno, lecz jedynie we wspólnocie z innymi. Poszukiwanie Boga jednoczy ludzi”2.

Wspólnota z Bogiem ma ludzką twarz, której znana jest samotność i porażka, w której własna i cudza słabość jest przeżywana w świetle autentycznej pokory. Umiejętność przekraczania własnych ograniczeń, autentyczny szacunek dla siebie i dla innych oraz głęboka rozwinięta empatia i zrozumienie dla ludzkiej kondycji są kluczem do bycia bardziej razem niż osobno. Zdolność rozwijania się w ludzkich relacjach i rozwijanie takich relacji jest głęboko zakorzenione w zaufaniu, którym ktoś nas obdarzył, znajdując w nas przestrzeń rozwoju, i którym obdarzamy innych. Ufność rozwija się w relacji i potrzebuje w całym procesie obecności drugiego człowieka.

Każdy z nas potrzebuje rozwijać więzi, troszczyć się o nie, czuć się za nie odpowiedzialny, aby prawdziwie kochać Boga, innych i siebie. W tym właśnie tkwią istota i paradoks chrześcijańskiej wiary, która prowadzi nas do wznoszenia się aż do Boga, ale bez zaniedbywania człowieka żyjącego na ziemi.Jedność tych miłości wyraża się w miłowaniu człowieka w Bogu i Boga w człowieku. Człowiek na miłość zwykle odpowiada miłością i dlatego poszukuje drugiego, aby dzielić z nim życie i odkryć głęboki sens własnej wędrówki, która zawsze dokonuje się we wspólnocie. Autentyczne otwieranie się na innych, towarzyszenie innym w ich rozwoju i wzroście, ofiarowanie przebaczenia i przyjęcie go, tworzenie klimatu życzliwości i otwartości we wszelkiego rodzaju wspólnotach chrześcijańskich staje się kluczem do bycia bardziej razem niż osobno.

„Potrzebujemy wspólnoty, ażeby nas wspierała, pomogła nam, takiej, w której pomagamy sobie nawzajem patrzeć w przyszłość!” — podkreśla papież Franciszek w encyklice Fratelli tutti3. Z nadzieją więc patrzmy w przyszłość, ponieważ wspólnota, do której zostaliśmy stworzeni, jest dziełem Boga i owocem Jego miłości. To wspólnota, która trwa na modlitwie w imię Jezusa, która rozważa słowa Jezusa, która kontempluje Jego życie i nieustannie prosi o moc Ducha Świętego, by nieść nieskończone miłosierdzie Pana.

Tadeusz Kotlewski SJ

20 kwietnia 2025 roku

Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego

WSTĘP

Tematy niniejszej książki dotykają problemów, którymi żyją różne wspólnoty. Być może te refleksje pozwolą przyjrzeć się ponownie drodze formacji i rozwoju tych wspólnot oraz ich roli i misji w Kościele. Jeśli tak, książka spełni swoje zadanie.

W pierwszej części książki zostały poruszone podstawowe tematy związane z budowaniem wspólnot, zacieśnianiem wzajemnych relacji, przezwyciężaniem trudności, które nieuchronnie pojawiają się na drodze przechodzenia od grupy do wspólnoty, pogłębianiem formacji osobistej i wspólnotowej oraz coraz intensywniejszym poznawaniem szczególnej misji w Kościele i świecie, którą wypełniają wspólnoty chrześcijańskie.

Druga część stanowi propozycję osobistej lektury Dziejów Apostolskich, dzięki którym zamyślamy się nad pierwszą wspólnotą w Jerozolimie, kontemplujemy ją i podziwiamy, gdyż jest ona wzorem dla każdej wspólnoty chrześcijańskiej pragnącej się rozwijać i kroczyć Bożymi drogami. To wspólnota, której skałą schronienia jest Pan, On jest warownią, która ocala. To wspólnota powierzająca się w ręce Pana, którego oblicze jaśnieje nad nią i który osłania ją swoją obecnością. To wspólnota, w której możemy kontemplować wielkość i słabość, a poprzez tę wielkość i słabość Jezus objawia siebie w Duchu Świętym. Jezus wybiera to, co słabe, by okazać swoją moc. Wspólnota pierwszych uczniów modli się i jest posłana, aby głosić Dobrą Nowinę. Warto odczytać jej duchowy i apostolski wymiar.

Trzecia część książki jest praktycznym wejściem, krok po kroku, w procesy formacji indywidualnej i wspólnotowej. Wspólnoty, aby stawały się prawdziwie chrześcijańskie, potrzebują długiej formacji na poziomie ludzkich relacji (dobre budowanie wzajemnych więzi i relacji) oraz odkrywania swojej misji i roli, którą odgrywają w Kościele. Przy tej okazji warto przypomnieć słowa Soboru Watykańskiego II. W Dekrecie o apostolstwie świeckich podkreśla się, że wspólnoty chrześcijańskie „nie są celem dla siebie samych, ale powinny służyć posłannictwu Kościoła w odniesieniu do świata. Ich skuteczność apostolska zależy od ich zgodności z celem Kościoła, świadectwa życia chrześcijańskiego i ducha ewangelicznego poszczególnych członków i całego zespołu”4.

Papież Benedykt XVI 26 maja 2006 roku na Jas-nej Górze wyraził szczególne przesłanie. Zaprosił wspólnoty chrześcijańskie, aby odwoływały się do chrześcijańskiej spuścizny i budowały na mocnym fundamencie świadków i mistrzów życia duchowego, aby czerpały ze skarbca szkół duchowości. „Drodzy przedstawiciele różnych nowych ruchów w Kościele!” — mówił papież. „Żywotność waszych wspólnot jest znakiem czynnej obecności Ducha Świętego! To z wiary Kościoła i z bogactwa owoców Ducha Świętego zrodziła się wasza misja. Mam nadzieję, że będzie was coraz więcej, aby służyć sprawie królestwa Bożego w dzisiejszym świecie. Wierzcie, że łaska Boża towarzyszy wam, i starajcie się, by była obecna w żywych tkankach Kościoła, a szczególnie tam, gdzie kapłan, zakonnik czy zakonnica nie mogą dotrzeć. Ruchy, do których przynależycie, są różnorodne. Karmicie się nauką pochodzącą z różnych, uznanych przez Kościół, szkół duchowości. Korzystajcie z mądrości świętych, sięgajcie do ich spuścizny. Formujcie wasze umysły i serca w oparciu o dzieła wielkich mistrzów oraz świadków wiary, pamiętając, że dziedzictwo szkół duchowości nie powinno być zamknięte, jak skarb, w klasztorach czy bibliotekach. Mądrość ewangeliczną, zaczerpniętą z dzieł wielkich świętych i sprawdzoną we własnym życiu, trzeba nieść w sposób dojrzały, nie dziecinny, i też nie agresywny, w świat kultury i pracy, w świat mediów i polityki, w świat życia rodzinnego i społecznego. Sprawdzianem autentyczności waszej wiary i waszej misji, która nie zwraca uwagi na siebie, ale realnie budzi wiarę i miłość, będzie porównanie z wiarą Maryi. Przeglądajcie się w Jej sercu. Bądźcie Jej uczniami!”5.

Wspólnoty chrześcijańskie żyją jedną jedyną, radykalną pasją — a jest nią naśladowanie Jezusa Chrystusa. To On powołuje, to On zaprasza do wspólnoty, to On posyła. Tym, który czyni wspólnotę ludzką wspólnotą chrześcijańską, jest Bóg, nie człowiek. Rozwijanie więzi z Nim sprawia, iż więzi między ludźmi stają się głębsze, coraz bardziej autentyczne i odpowiedzialne. Bez wątpienia jest to duchowa droga, której nie da się przejść w pojedynkę. Dlatego trzeba kroczyć razem, aby w mocy Ducha Świętego nieść Boże miłosierdzie.

CZĘŚĆ PIERWSZAPRZEKROCZYĆ SIEBIE, ABY BYĆ RAZEM

ROZDZIAŁ PIERWSZYPoznać siebie

"Człowiek jest tak stworzony, że się nie spełnia, nie rozwija i nie może znaleźć swej pełni inaczej, jak tylko „przez szczery dar z siebie samego”. Podobnie nie osiąga dogłębnego poznania prawdy o sobie poza spotkaniem z innymi: „obcuję ze sobą tylko o tyle, o ile obcuję z kimś drugim”. Wyjaśnia to, dlaczego nikt nie może doświadczyć wartości życia bez konkretnych twarzy, które powinien miłować.

Oto tajemnica prawdziwej ludzkiej egzystencji, ponieważ „życie istnieje tam, gdzie jest więź, jedność, braterstwo; i jest życiem silniejszym od śmierci, kiedy jest zbudowane na prawdziwych relacjach i więziach wierności. Przeciwnie, nie ma życia tam, gdzie człowiek uważa, że należy tylko do siebie, i chce żyć jak wyspa — w tych postawach przeważa śmierć”.

Franciszek, Encyklika Fratelli tutti, 87

Grupa w swoim istnieniu i działaniu zależna jest od poszczególnych jednostek, czyli osób, które ją tworzą. Pragnąc zrozumieć to, co w grupie się dokonuje, trzeba więc najpierw spojrzeć na osoby, które ją tworzą i kształtują. Taka perspektywa pozwoli na lepsze zrozumienie wewnętrznej dynamiki samej grupy. Konkretność i niepowtarzalność każdej osoby w jej wymiarze intra- i interpersonalnym jest przedmiotem zainteresowania psychologii, podobnie jak wymiar duchowy człowieka i jego przeżywanie wiary. W pierwszej kolejności pragnę krótko opisać wewnętrzny świat człowieka, ukazując jego dynamizm i poszczególne elementy, którymi są potrzeby psychiczne, mechanizmy obronne, uczucia, wartości i wreszcie motywy konkretnych postaw. Ta droga zgłębiania tajemnicy człowieka jest procesem, w którym odkrywając całe jego bogactwo i ubóstwo, trzeba przejść przez poszczególne etapy. Można powiedzieć, że droga towarzyszenia innym wiedzie od lęku do miłości.

Droga poznawania siebie

Kiedy szuka się zrozumienia ludzkiej rzeczywistości, kiedy próbuje się odpowiedzieć na różne pytania, trzeba spojrzenia w prawdzie. Już w tym miejscu można wskazać na dwa niebezpieczeństwa, krańcowo odmienne, które dają o sobie znać: jednym jest spojrzenie pesymisty, drugim zaś optymisty. Pesymista ze swej natury podkreśla wszystko, co negatywne: nic nie wychodzi i „nic już nie wyjdzie, po co się więc angażować, wkładać trud i wysiłek, jeśli owoce będą mierne, jeśli co najwyżej zmieni się fasadę”. Optymista, lepiej: niepoprawny optymista, stwierdza, że wszystko idzie dobrze, że nie ma żadnych problemów. Po prostu mówi, że wystarczy tylko chcieć.

Jeśli weźmie się pod uwagę różne stopnie świadomości procesu psychicznego oraz możliwości poznawania i rozumienia siebie, konieczne są pewne warunki, aby móc wypłynąć na głębię. Po pierwsze, najistotniejsza wydaje się umiejętność przebywania z sobą sam na sam. Krótko mówiąc, potrzeba chwil samotności, milczenia, refleksji nad własnym życiem, odejścia od codziennego zabiegania. Lęk przed przebywaniem w samotności przezwycięża się, wchodząc w nią. Ten, kto nie zacznie praktykować twórczego przebywania w samotności i w milczeniu, nie zasmakuje w nim. Nagląca staje się potrzeba modlitewnego stawania przed Bogiem. Jest to czas pustyni, który trzeba sobie stworzyć, trzeba stworzyć własną pustynię w mieście.

Po drugie, potrzebna jest pomoc drugiej osoby, szczególnie bliskiej. Przyjaciel, rodzic, współmałżonek, kapłan, terapeuta może się stać osobą, która przez dialog jest w stanie pomóc w poznaniu tych rzeczywistości, które są zakryte. Istnieje realna potrzeba dialogu, a dialog nie jest ani dyskusją, ani próbą wzajemnego przekonywania, ani też spotkaniem dwóch monologów. Dialog wyraża się w postawie słuchania, szczerości i wzajemnego szacunku. Rodzi wzajemne zaufanie, które stanowi podstawę wszelkich bliskich relacji. Dialog to rodzaj sztuki, trzeba więc poznać jego teorię i praktykę.

Po trzecie, wskazana jest stosowna lektura. Nie może zabraknąć czasu na lekturę, która przybliży rozumienie siebie. Pozostawanie w ignorancji nie zawsze popłaca. Wpisana w proces uświadamiania próba poznania i nazwania to tak naprawdę pytanie o przyczyny zaistniałej sytuacji i zarazem korzystanie z wielu możliwości, by znaleźć odpowiedź na rodzące się wątpliwości. Nie można się zatrzymać tylko w sferze zjawisk. Próba zrozumienia stanu rzeczy prowadzi do poznania, nazwania i staje się drogą akceptacji.

Wchodząc w świat ludzkiego wnętrza, trzeba wziąć pod uwagę jego bogactwo i niemożność pełnego poznania. Nikt z ludzi nie ma daru pełnego poznania ani siebie, ani drugich. Zawsze poznajemy jakby przez mgłę. W wewnętrznym świecie człowieka dotykamy tego, co w nim najgłębsze i najczęściej niepoznane, tego, co świadome i podświadome. Będziemy tu mówić o człowieku jako jedności, dlatego należałoby powiedzieć kilka słów o trzech płaszczyznach świadomości, na których rozgrywa się nasz wewnętrzny świat. Chodzi tutaj o różne sposoby, dzięki którym człowiek jest w kontakcie z samym sobą: od maksymalnej samoświadomości aż do braku czujności — braku świadomości. Rozróżnia się dwa zasadnicze stany: świadomość i podświadomość.

Świadomość obejmuje wszystko to, co ktoś sobie uświadamia, wszystko to, co jest aktualnie obecne albo łatwe do przywołania, podświadomość zawiera zaś te wszystkie doświadczenia, stany, przeżycia, które nie są aktualnie uświadamiane i które nie mogą być przywołane, kiedy się tylko tego pragnie. Inaczej mówiąc, to wszystko, co nie jest poznane. Podświadomość dzieli się na przedświadomość i nieświadomość i jest poznawana pośrednio przez swoje owoce. W psychologii mówi się o symbolicznej górze lodowej, która ilustruje poszczególne stany świadomości: szczyt góry lodowej to świadomość, pozostała część (o wiele większa) to podświadomość. Warto zaznaczyć, że dla wewnętrznego świata człowieka znamienny jest szczególny dynamizm. Ten świat charakteryzuje się ciągłym stawaniem się i rozwojem, który obrazowo można przedstawić jako spiralę z następującymi po sobie etapami progresu i regresu.

Wewnętrzny wgląd w siebie

Dotykając najgłębszych warstw i obszarów świata wewnętrznego, można dostrzec naturalne potrzeby psychiczne i różnorodne sposoby ich gratyfikacji, łącznie z wykorzystaniem mechanizmów adaptacyjnych i obronnych, z których rodzą się różnorakie uczucia.

Potrzeby psychiczne

Wspólne wszystkim są dotykające jestestwa człowieka potrzeby psychiczne, wokół których narosło wiele niedomówień, uprzedzeń i nieporozumień. Czym one są? Jaka jest ich prawda? Potrzeby są wrodzonymi skłonnościami do działania, które będąc wynikiem odczuwanego braku w organizmie albo wypływając z naturalnych wrodzonych możliwości, usiłują się urzeczywistnić: chcemy poznać, kochać itd. Inaczej mówiąc, potrzeby naturalne są źródłem energii koniecznej do działania. Trzeba jednak zaznaczyć, że człowiek nie jest koniecznie i automatycznie zdeterminowany w swoim działaniu przez własne potrzeby, między nimi a działaniem jest miejsce na podjęcie decyzji o działaniu. Krótko mówiąc, nie wystarczy samo odczuwanie agresji, by jakiś akt był agresywny, trzeba na nią przystać świadomie albo nieświadomie. Psychologiczne pojęcie potrzeby nie ogranicza się tylko do aspektu odczuwanego braku, lecz zawiera również tendencję wzrostu, rozwoju i komunikacji. Naturalne potrzeby nie są „złem koniecznym”6.

Naturalne potrzeby odpowiadają wszystkim sferom i obszarom życia człowieka. I tak, mówi się o potrzebach fizjologicznych, psychicznych, społecznych i wyższych, czyli związanych z rozwojem i wzrostem.

Potrzeby na poziomie fizjologicznym, jak na przykład głód, pragnienie, sen, zdrowie, seks, istnieją po to, aby organizm przeżył i przetrwał (przedłużenie gatunku). Użyteczność i indywidualizm stanowią klucz do ich zrozumienia.

Potrzeby psychiczne ściśle wiążą się z pragnieniem poznawania siebie, szacunku dla samego siebie i poszukiwania poczucia bezpieczeństwa. Bycie z innymi, nawiązywanie relacji osobowych są potrzebami odpowiadającymi obszarowi społecznemu. Człowiek, zdając sobie sprawę ze swej ograniczoności i niewystarczalności, odkrywa, że potrzebuje relacji z innymi. Mamy tu do czynienia z pewnym determinizmem, ale nie absolutnym, jak to ma miejsce na poziomie fizjologicznym, lecz tylko relatywnym. W tym wymiarze zauważa się potrzebę autorealizacji poprzez drugiego.

Wreszcie, jest taki obszar ludzkiego życia, który wiąże się z pragnieniem poznawania prawdy. Motywem tego poszukiwania jest potrzeba rozwiązania podstawowych problemów życiowych, takich jak dogłębne poznanie samego siebie, własnego miejsca w świecie, sensu życia i śmierci. Osoba przechodzi sama siebie, czyli przekracza swój świat psychologiczny. Można powiedzieć, że, przekraczając samą siebie, osoba ta naturalnie otwiera się na coś lub na kogoś. Jest w tym zawarte pragnienie pełnej realizacji siebie.

Uczucia

Kolejna rzeczywistość świata wewnętrznego to uczucia, które budzą tak wielkie zainteresowanie i zarazem niezrozumienie. Można zauważyć, że uczucia zazwyczaj są mało znane i trudno je nam kontrolować. Chyba rzadko przeżywamy je i wyrażamy w sposób dojrzały. Zauważa się tendencję do natychmiastowego określania rodzących się uczuć w aspekcie moralnym. Wyjaśnijmy od razu, że uczucia w chwili pojawienia się nie podlegają ocenie moralnej. Podlega jej natomiast postawa, czyli uczucia utrwalone i wyrażone w słowach, myślach, gestach. Czym są więc uczucia? Są one całościowymi, subiektywnymi reakcjami w danej chwili. Różnią się od wrażeń cielesnych, które mogą im towarzyszyć, i nie są tym samym, co zachowania przez nie implikowane. Uczucia są związane z ludzkimi potrzebami, które pragną być zaspokojone.

Zwykle rozróżnia się trzy grupy podstawowych ludzkich uczuć i emocji, pozostałe są natomiast pochodnymi. I tak mówi się o uczuciach podstawowych i o uczuciach wyższych7.

Pierwsze, zwane uczuciami podstawowymi, do których najczęściej zalicza się radość, zmartwienie, złość, strach, zdziwienie, obrzydzenie, są wrodzone i mają charakter uniwersalny. Te uczucia nagle i szybko przemijają. Uczucia wyższe, do których zalicza się poczucie winy, wstyd, zakłopotanie, dumę, zazdrość i zawiść, także mają charakter uniwersalny i pod tym względem nie różnią się od emocji podstawowych, jednak można w ich obrębie dostrzec znaczne zróżnicowanie kulturowe. Te uczucia dłużej trwają i wolniej przemijają. Niektórzy autorzy mówią jeszcze o uczuciach najwyższych, jak pragnienie sensu, pragnienie kontaktu z Bogiem, cześć i uwielbienie, które odnoszą się do celu i sensu życia.

Uczucie w potocznym rozumieniu urasta do wielkiej rangi i stanowi odniesienie dla wielu spraw, choć od razu trzeba powiedzieć, że iluzją jest pełne utożsamianie uczucia z miłością. Na uczuciu, ze swej natury niestałym, zmiennym i bardzo labilnym, trudno budować coś trwałego i na długi czas. Uczucie teraz jest, a za chwilę może go już nie być. Łatwo przechodzi się z radości do smutku, z doświadczenia przyjemności do odczuwania przykrości. Takie kryterium, przyjemne — przykre, nie może stać się fundamentem budowania dobrych i głębokich relacji z ludźmi, sobą i Bogiem. Miłość zaś jako fundament jest czymś trwałym,na czym można budować bez lęku. Miłość stanowi zasadniczą postawę wobec życia i nadaje mu sens. Odwołując się do przypowieści ewangelicznej, można powiedzieć, że uczucia są piaskiem, na którym nie warto budować domu, bo runie przy najbliższych trudnościach, miłość zaś jest skałą, na której wznosi się dom — i on jest trwały mimo przeciwności.

Uczucia i miłość są poruszeniem serca człowieka, ale miłość porusza człowieka do głębi (mówi się na przykład, że ktoś „wzruszył się głęboko”), wpływając dzięki temu na trwałe zmiany w życiu i w postawach, uczucia natomiast są poruszeniem, ale chwilowym, i nie oddziałują trwale na człowieka. Uczucie zwykle pozostaje celem samo dla siebie. Następuje wtedy swoisty monolog sentymentalny: dąży się nie tyle spotkania osoby, co do przyjemności, którą otrzymuje się przez to spotkanie. W relacji do Boga poszukuje się głównie pocieszeń duchowych, a nie spotkania Jego samego. Boga, drugiego człowieka i siebie samego traktuje się wówczas instrumentalnie, szukając jedynie zadowolenia i poczucia przyjemności. Miłość jest zaś zawsze otwarta na spotkanie drugiego, na doświadczenie innego. Doświadczeniu miłości może towarzyszyć i nierzadko towarzyszy uczucie przyjemności i zadowolenia, ale ono nie jest jej celem. Miłość ma zawsze wymiar dialogiczny.

Uczucia ze swej natury prowadzą nierzadko do doświadczenia wewnętrznej sprzeczności. Łatwo mówić o tak zwanej „miłości”, o zakochaniu, kiedy wszystko układa się dobrze, ale podczas niepowodzeń, trudów, cierpienia tak rozumiana „miłość” jakby przestaje istnieć. Prawdziwa miłość nie jest zaś wewnętrznie sprzeczna, ona po prostu albo jest, albo jej nie ma. Co więcej, uczucia nie wytrzymują próby czasu i trudnych sytuacji. Trudności i niepowodzenia hartują miłość i nadają jej większy blask oraz głębię.

Trzeba być w kontakcie ze swoimi uczuciami, a zarazem nie poddawać się ich dominacji, ponieważ mogą one wprowadzić w ślepą uliczkę. A jak sobie z uczuciami radzić? Po pierwsze, nie należy ich zwalczać. Wsłuchując się w siebie, zauważymy na pewno w porę tendencję do zwalczania uczuć, ignorowania ich, tłumienia czy negacji. Po drugie, nie wolno uciekać od uczuć. Ta postawa może się wyrażać mówieniem ogólnikami (mamy na wszystko gotowe teorie) lub ucieczką w działanie i podejmowanie akcji albo też nieumiejętnością uzyskania kontroli (panowania nad sobą) i tolerowania danej sytuacji czy problemu. Mówiąc krótko: uczucia trzeba wyrażać. Najgorszą sytuacją jest chęć ich tłumienia czy negacja. Brak dojrzałej kontroli skutkuje szukaniem zastępczych prób i metod rozwiązywania problemów w sferze emocjonalnej, co w konsekwencji może prowadzić do niezrozumiałych reakcji i zachowań.

Proces uświadamiania sobie uczuć i nazywania ich jest niezbędny po to, by nie opanowały one osoby w jej codziennym życiu. Ta droga jest procesem samodyscypliny. Można powiedzieć, że uczucia potrzebują wychowania i podporządkowania wartościom, które są fundamentem całego ludzkiego życia. Erich Fromm powiedział, że najbardziej boi się ludzi, którzy w swoim życiu kierują się przede wszystkim uczuciami, ponieważ są oni nieprzewidywalni.

Maski

Przechodząc kolejne etapy swojej historii, człowiek uczy się ukrywać prawdziwe oczekiwania, pragnienia, potrzeby, problemy, dylematy, wewnętrzne konflikty i napięcia tylko po to, by odnaleźć się w świecie, w którym żyjemy, by stępić ostrze bólu i/lub wypełnić nieznośną pustkę. Człowiek wewnętrznie jest tak ukształtowany, że wykorzystuje naturalne mechanizmy w celu samoobrony. Pragnąc zredukować napięcie, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, podświadomie używa mechanizmów obronnych.

Warto powiedzieć, że mechanizmy obronne w sytuacji konfliktowej funkcjonują automatycznie. Są one naturalne i uniwersalne, co więcej — są potrzebne, ponieważ kontrolują wewnętrzne napięcie w życiu codziennym i zdolność odpowiadania na bodźce krok po kroku. Mechanizmy obronne bywają używane na poszczególnych etapach życia i nie są one patologiczne, jeśli osoba poradzi sobie z napięciem związanym z adaptacją do danej sytuacji z takim nakładem sił, które nie dezintegrują jej jako osoby. Bywają jednak sytuacje, w których mechanizmy obronne mogą stać się patologiczne — stanowią przeszkodę na drodze integracji osoby i nie pomagają w przystosowaniu się do aktualnej rzeczywistości.

Niektóre z mechanizmów służą uniknięciu dalszego cierpienia, podczas gdy inne są nastawione na przyciąganie i zdobywanie miłości. Zakładane maski wskazują na chory obraz siebie, ponieważ poprzez nie postrzegamy świat jako zagrożenie dla naszego szczęścia i bezpieczeństwa. Przyjmuje się wtedy postawę defensywną lub/i ofensywną, a celem jest samoobrona. Każdy człowiek dostosowuje się do bolesnej rzeczywistości, nakładając maski, aby móc przetrwać. Czyni to wszystko po to, by doświadczyć choćby odrobiny miłości. Pragnie ukryć własne zranienia psychiczne, emocjonalne, duchowe, fizyczne… jest wiele ludzkich zranień.

Zranienie rodzi ból. Dziś powszechne jest zaś myślenie, że ból trzeba odrzucić, wyprzeć, zanegować, udać, że go nie ma. Używa się wielu środków uśmierzających, ale one nie leczą. Ucieczka w tak zwaną wolność, alkohol, seks, przesadnie intensywne życie towarzyskie, narkotyki, sekty, choroby… to nic innego jak zanegowanie bólu i wewnętrznego niepokoju. A przecież ból może odgrywać konstruktywną rolę — przypomina, że trzeba leczyć rany i nie uciekać od nich. Odrzucony ból prowadzi do konieczności zakładania masek. W ludzkiej podświadomości są kodowane wszystkie te wydarzenia i przeżycia, które są trudne, bolesne, wstydliwe, których nie chcemy poznać ani zaakceptować.

Idąc za Johnem Powellem, można wskazać na kilka charakterystycznych postaw dostosowania się do trudnej rzeczywistości: przesadzanie i samochwalstwo, krytykanctwo, cynizm, perfekcjonizm, racjonalizm, nieśmiałość, poniżanie samego siebie, bojaźliwość, ucieczka w samotność, przesadna uległość, niekontrolowana złość8. Wspólnym ich mianownikiem jest bardziej czy mniej uświadomiony egocentryzm, który stanowi obronny sposób dopasowania się.

Osoba skłonna do przesadzania i samochwalstwa jest tak skoncentrowana na sobie, że nie dostrzega żadnych swoich ograniczeń, słabości, niedostatków. Co więcej, bardzo przejaskrawia swoje dobre strony, osiągnięcia i wyczyny. To wszystko ma służyć zwróceniu uwagi na siebie, ale tak naprawdę, głęboko w podświadomości osoba taka doświadcza swojej małości i zakompleksienia. Ta postawa może przerodzić się w narcyzm, czyli bezkrytyczne zapatrzenie w siebie.

Krytykanctwo to wyłapywanie i przejaskrawianie wszelkich słabości innych. Ktoś obdarzony tą cechą pragnie także ośmieszyć innych, by ukazać siebie w lepszym świetle, co ma swoje źródło w braku samoakceptacji. Krytykant nie potrafi naprawdę pokochać siebie i przez to nie umie też kochać innych. W głębi duszy taka osoba krytycznie odnosi się do siebie, więc nie pozostaje jej nic innego, jak tylko bardzo krytycznie podchodzić do innych.

Inną formą krytykanckiego stosunku do innych bywa cynizm i podejrzliwość. Człowiek cyniczny i podejrzliwy przenosi i projektuje na innych swój brak zaufania, ponieważ nie wierząc sobie, nie wierzy i nie ufa nikomu innemu.

Udowodnienie swojej wartości w działaniu szczególnie uwidacznia się u osób, które wszystko wykonują z pedantyczną dokładnością i drobiazgowością. Perfekcjonista w pewnym sensie staje się „tyranem” dla siebie i dla innych, nie cierpi tych, którzy jak on są niedoskonali. Najważniejszymi objawami perfekcjonizmu są: depresja, niska samoocena, zachowania obsesyjno-kompulsywne, lęk przed porażką, słaba kontrola, uzależnienie.

Racjonalizm cechuje osobę, która nie akceptując siebie, chce udowodnić swoją wartość w działaniu i dlatego próbuje usprawiedliwić się w każdej okoliczności i sytuacji, poszukuje argumentów i racji, by powiedzieć: „tak trzeba było zrobić”, nie poddaje się w dyskusji. To do niej zawsze musi należeć ostatnie słowo.

Osoba nieśmiała obawia się krytyki, oceny i odrzucenia, dlatego odgradza się od innych i chroni się za maską nieśmiałości. W sytuacjach niepewności i braku bezpieczeństwa czuje się onieśmielona i zamyka się w sobie.

Postawa poniżania siebie jest próbą przystosowania do bolesnej pustki przez samoupokorzenie. Człowiek czuje się wewnętrznie tak niedowartościowany i zakompleksiony, że poniża sam siebie, ukazując swoje słabości, ułomności, braki, a nawet je przejaskrawiając, by w ten sposób doświadczyć zainteresowania innych.

Postawa bojaźliwości wynika z lęku przed odrzuceniem. Człowiek boi się kochać i być kochany, nie wiadomo bowiem, jak to się skończy i co będzie jutro. Zwykle nie podejmuje się niczego nowego, ponieważ może popełnić pomyłkę. Lęka się również powiedzieć, co myśli, gdyż może się pomylić lub będzie musiał wejść w konfrontację. Obawia się nieprzychylnego przyjęcia przez innych.

Z kolei osoba wewnętrznie zraniona przez innych ucieka od ludzi, od wszelkich kontaktów i wchodzi w swój świat fantazji, marzycielstwa, muzyki, sztuki… Człowiek uciekający w samotność preferuje samotne kroczenie przez życie, ponieważ lęka się, że inni znowu będą próbowali mu narzucić swój świat.

Człowiek, który nie docenia samego siebie, nie wierzy w siebie i w swoje możliwości, może przyjąć wobec innych postawę przesadnej uległości, czasami wręcz poddańczego podporządkowania. Nie będzie on miał własnego zdania, będzie się ukrywał za zasłoną przepisów i swego im posłuszeństwa.

Zachowania agresywne, szczególnie niezrozumiałe i niekontrolowane wybuchy złości i gniewu, mają swoje źródło w poczuciu małej wartości, które nierzadko przeradza się w stan depresji i doświadczenie frustracji.

Jak zatem widzimy, osoba dotknięta psychicznie, duchowo czy moralnie zwykle stara się ukryć własne zranienie, zakładając maskę. Maski są próbą dostosowania się do bolesnej rzeczywistości. Wspólnym mianownikiem wszystkich takich postaw jest bardziej czy mniej uświadomiony egocentryzm, stanowiący obronny sposób dopasowania się. W ludzkiej podświadomości są kodowane wszystkie wydarzenia i przeżycia trudne, bolesne, wstydliwe, których nie chce się poznać ani za-akceptować.

Proces integracji wewnętrznej

Pełniejsze zrozumienie sytuacji zasadniczo przyczynia się do włączenia woli w proces integracji. Zaakceptować to znaczy przyjąć, że dana rzeczywistość (problem, pragnienie, potrzeba, uczucie) jest we mnie, że mnie współkształtuje, że ma jakiś wpływ na moje życie. Inaczej mówiąc, akceptacja to powiedzenie „tak” wszystkiemu, czym jest się naprawdę, i równocześnie powiedzenie „nie”wszelkim mitom, stereotypom i fantazjom, które ukazują nam rzeczywistość w krzywym zwierciadle. W procesie akceptacji ważne jest formowanie woli przez pozytywne nastawienie do przeżywanej rzeczywistości. W przeciwnym wypadku ta rzeczywistość może być widziana i odbierana jako niebezpieczna, jako potencjalne zagrożenie. W sposób istotny daje o sobie znać potrzeba poczucia pewności i bezpieczeństwa i zachwianie tego poczucia może prowadzić albo do wytłumienia, albo do takiego zaangażowania woli, w którym uwidacznia się wewnętrzny przymus, podświadomie odbierany jako konieczność — brak wyboru. Tę próbę rozwiązania wewnętrznego dylematu można określić jako woluntaryzm czy perfekcjonizm.

Bramą nadziei jest akceptacja. Nie oznacza ona przyzwolenia na zło, zamykania oczu na wady i słabości. Akceptacja jest przyjęciem pełnej prawdy o danej osobie; pomaga tej prawdzie wyjść na światło. U podstaw akceptacji leży miłość, która jest fundamentem wszelkich relacji, i dlatego można powiedzieć, że akceptować kogoś to mieć trwałą nadzieję względem niego. Inaczej mówiąc, akceptacja wypływa z przykazania miłości, które mówi: „Będziesz miłował swego bliźniego”9 (Mk 12,31) i pomnaża miłość. Dzięki takiej akceptacji osoba może autentycznie rozwijać się i osiągnąć swą pełnię.

Kolejny krok w procesie integracji wewnętrznej dotyka zasadniczej kwestii życia człowieka, dotyka jego świata wartości. Tu zadaje się pytanie o wartości przyjmowane i praktykowane. Co więcej, krok ten pomaga ustalić, co jest rzeczywiście moją wartością. Czy sfera emocjonalna jest tak istotna, że nie liczy się ze światem wartości i może go podważać? Czy poszczególne odczucia, potrzeby, emocje, pragnienia wpływają na wartość mojej osoby, na widzenie mnie przez siebie samego i przez innych?

Proces integracji nie zatrzymuje się na prostej akceptacji danej rzeczywistości. Co dalej z nią zrobić? Po pierwsze, trzeba uczynić swoim to, co się przeżywa. Dany problem, uczucie czy emocja, nawet jeśli mi nie odpowiadają, jeśli mnie niepokoją czy są dla mnie trudne, nie umniejszają mojej godności, nie sprawiają, że nagle staję się innym człowiekiem. Współtworzą mnie i prowadzą konsekwentnie do ich tolerancji. Trzeba się nauczyć z nimi żyć. Nie dzieje się to wszystko „na oślep” i przypadkowo, ponieważ temu procesowi towarzyszą wartości. Trzeba się uczyć rezygnować z realizacji i gratyfikacji naturalnych potrzeb i pragnień ze względu na wybraną wartość. Nauka rezygnacji jest drogą osiągania większego dobra. I tu jest miejsce na chrześcijański wymiar krzyża i na jego sens w naszej codzienności. Tu jest również miejsce na przeżywanie przebaczenia. Chrześcijański wymiar krzyża to także konflikt, jaki może zaistnieć między naturalnymi potrzebami a wartościami. Inaczej mówiąc, to droga wyboru między samorealizacją a przekraczaniem siebie (autotranscendencja). Pierwsza droga buduje na tym, co naturalne, druga zaś, nie negując wartości pierwszej, proponuje przejście na wyższy poziom — przekroczenie samego siebie. W pierwszym wypadku liczę się tylko ja i moje potrzeby, w drugim zaś jest jeszcze coś więcej, są moje wartości. Chrześcijański wymiar krzyża to także rezygnacja z tego, co dobre, ze względu na większą wartość.

Podstawową wartością, bliską i przyjmowaną przez wszystkich, jest miłość. To ona stanowi fundament wszelkich dążeń człowieka, szczególnie dążenia do wolności. „Wy zatem, bracia, zostaliście powołani do wolności” — pisze św. Paweł. „Tylko nie pojmujcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, lecz służcie sobie nawzajem z miłością. Przecież całe Prawo zawiera się w tym jednym nakazie: »Miłuj bliźniego jak siebie samego«” (Ga 5,13–14).

ROZDZIAŁ DRUGIPrzekraczać siebie

Miłość, wypływając z każdego serca, tworzy więzi i poszerza egzystencję wówczas, gdy sprawia, że osoba wychodzi ze swoich ograniczeń ku drugiemu. Jesteśmy stworzeni dla miłości, i w każdym z nas jest „prawo »ekstazy« — wyjścia z siebie, aby tym pełniej bytować w drugim”. Dlatego też „człowiek musi się kiedyś zdobyć na to, by się od siebie oderwać”.

Franciszek, Encyklika Fratelli tutti, 88

Przekraczanie samego siebie jest procesem, który prowadzi do radykalnej przemiany całego człowieka i dotyka wszystkich płaszczyzn jego życia psychiczno-duchowego, tak by mógł on w pełni wejść w grupę i będąc w niej, umacniać wzajemne więzi. Uczestnicząc w przemianie, która obejmuje to wszystko, co związane z naturalnymi potrzebami i oczekiwaniami, człowiek uczy się przekraczać swój egocentryzm, indywidualizm i poszukiwanie głównie przyjemności i zadowolenia. Można powiedzieć, że w tej perspektywie wszystkie ludzkie relacje domagają się uzdrowienia, po to by drugi człowiek nie stawał się przedmiotem egoistycznych interesów.

Wejście w grupę

Człowiek na drodze swojej formacji dojrzewa do po-szukiwania grupy i uczestniczenia w niej. Warto zauważyć, że za tym pragnieniem, czasami niespokojnym, mogą się kryć różnorodne motywacje, nie zawsze w pełni uświadomione. Jaką motywacją, która z kolei wpływa na określone zachowanie czy postawę, kieruje się ktoś, chcąc wejść w nową grupę? Wskazać można na cztery elementy (potrzeby/pragnienia).

Po pierwsze, można mówić o potrzebie poczucia bezpieczeństwa. Ktoś może być wewnętrznie popychany do wejścia do jakieś grupy, ponieważ poszukuje sytuacji i doświadczeń, które dadzą mu poczucie bezpieczeństwa. Osoba przyjęta do grupy znajduje w niej bezpieczeństwo.

Po drugie, nowe doświadczenie. Naturalne poszukiwanie nowych doświadczeń zostaje zrealizowane przez spotkanie nowych osób, poprzez nowe sytuacje, poprzez przyjęcie odpowiedzialności i zadań w grupie. A ponieważ są tu obecne przeżycia trudu, walki, poszukiwania innych rozwiązań, osoba, wchodząc w grupę, stwarza także sytuacje, przez które grupa przeżywa nowe doświadczenie.

Po trzecie, uznanie. Potrzeba „bycia kimś” może być zrealizowana i gratyfikowana w nowej grupie.

Po czwarte, pragnienie „czegoś więcej”. W procesie poszukiwania głębi życia w grupie można znaleźć zrozumienie, miłość, uczucie, otworzyć się wzajemnie na siebie (komunikacja międzyosobowa), dzielić te same wartości i przekonania.

Wejście w grupę podyktowane jest także konkretnymi motywami, którymi mogą być między innymi: status społeczny (przyjęcie ważnej funkcji czy roli), służba (chęć niesienia pomocy innym, otwartość na cudze problemy), korzyści osobiste (nastawienie na zysk), tradycja rodzinna (chęć jej podtrzymania), przyjaźń (potrzeba bycia blisko swoich przyjaciół), konkretne zaangażowania (można się włączyć w grupę dla jej konkretnych działań: polityka, sport, pomoc społeczna, religia…).

Patrząc na proces integracji konkretnej osoby w grupie, można zauważyć, że istnieją pewne przeszkody, między innymi lęk, niewiedza, brak czasu, brak wartości, własne oczekiwania, które uniemożliwiają pełne uczestnictwo w niej.

Jak można zauważyć, wejście osoby w grupę bywa podyktowane różnymi oczekiwaniami, potrzebami czy interesami osobistymi. Dlatego też, by wzrastała zarówno jednostka, jak i wspólnota, konieczny jest proces osobistego wchodzenia, poznawania i formacji w danej grupie. Proces ten jest drogą, na której występują wzloty i upadki.

Dynamika wewnętrzna grupy

Poznanie osób, które wchodzą w grupę i ją kształtują, pozwala lepiej zrozumieć i uchwycić wewnętrzną dynamikę grupy, czyli wzajemny wpływ osób na siebie i na to, jak poszczególne osoby budują i kształtują swoje relacje z innymi. Innymi słowy, dynamika grupy to jej wewnętrzne życie, nie zawsze dostrzegalne gołym okiem. Można wskazać na następujące ważne elementy, które tworzą dynamikę grupy: sympatia emocjonalna, klimat i atmosfera, zasady wzajemnej komunikacji, świadomość przynależności, czynne uczestnictwo poszczególnych osób, zasady i normy życia i funkcjonowania oraz rola lidera.

Patrząc na wzajemne relacje, które się tworzą i powstają w grupie, można zauważyć, że zwykle rodzi się między poszczególnymi osobami sympatia emocjonalna. Jest to wzajemna atrakcyjność, zainteresowanie, które wypływa z podobieństw i celów. Sympatia emocjonalna może zaistnieć od razu lub stabilizuje się wraz z upływającym czasem. Zdarza się, że prowadzi do wzajemnych zależności, które z kolei dają początek tworzenia się w grupie małych podgrup. Taka sytuacja zwykle prowadzi później do rywalizacji i podkreślenia ważności swego miejsca w grupie. W ten sposób tworzy się swoisty klimat grupy i atmosfera, którą żyje grupa. W zależności od jakości relacji między poszczególnymi osobami i grupami może to być atmosfera lęku, podejrzeń, autorytaryzmu, która przechodzi do wzajemnego zrozumienia, empatii oraz współpracy.

Dla stworzenia dobrego klimatu w grupie ważne są zasady komunikacji. Komunikując się, członkowie grupy przekazują sobie uczucia, idee, przekonania, ale komunikacja przekracza wymiar dostrzegalny tylko gołym okiem, ponieważ są rzeczywistości, które przekazuje się w sposób symboliczny, pozasłowny. Można mówić o zasadach formalnych we wzajemnej komunikacji, dzięki którym każdy z członków grupy może w sposób wolny i niczym nieskrępowany wyrazić swoje zdanie i przekazać swoje odczucie. Gdy są ignorowane lub zawieszane zasady formalne, rodzi się komunikacja nieformalna.

Członkom grupy potrzebna jest świadomość przynależności do niej. Jest to poczucie, iż jestem nie tylko „ja”, jesteśmy także „my”. Wyraża się ono w sformułowaniach słownych: „my myślimy”, „my robimy”, „my pragniemy”, „nam się wydaje…”. To poczucie jest czynnikiem umacniającym grupę.

Kolejny ważny element dobrego funkcjonowania grupy stanowi czynne uczestnictwo w niej. Każdy członek grupy powinien mieć możliwość wyboru sposobu pracy, zasad, celów, które pragnie osiągnąć. Nie może być tak, że jedni ograniczają się tylko do wytyczenia zadań, a inni do ich realizacji. Ważne jest, aby wspólnie poszukiwać, reflektować, określać cele i działać.

Każda grupa potrzebuje norm, czyli zasad podstawowych, na których opiera się jej funkcjonowanie i działania. Przyjęte normy i zasady powinny być realistyczne, możliwe do wypełnienia, zrozumiałe i logiczne. Nie ma tu miejsca na dwuznaczność czy niejasność.

Niebagatelną rolę w grupie odgrywa lider, nazywany animatorem, odpowiedzialnym, prowadzącym, przełożonym… Jego funkcja, rola i zadania muszą być dobrze i jasno określone. Każda grupa potrzebuje lidera.

Grupa, aby mogła wzrastać, wymaga od czasu do czasu krytycznego spojrzenia na siebie samą, na swój model działania, na komunikację. Krótko mówiąc, musi się poddać samoocenie. Ta samoocena może przybrać różne formy w zależności od typu grupy i rodzaju działań. Dobrze, gdy jest właściwie przygotowana i nie ogranicza się tylko do spontanicznego wyrażenia własnych odczuć i sądów. Nie można się poddać emocjom10.

Komunikacja interpersonalna

Święty Ignacy Loyola wskazuje, że istota miłości wyraża się we wzajemnej komunikacji. „Miłość — pisze on — polega na wzajemnej komunikacji, a mianowicie na tym, aby miłujący dawał i komunikował umiłowanemu to, co sam posiada albo coś z tego, co jest w jego posiadaniu lub jego mocy; i znów wzajemnie żeby umiłowany udzielał miłującemu. I tak gdy jeden ma wiedzę, żeby się nią dzielił z tym, co jej niema; i podobnie jeśli ma zaszczyty, bogactwa itd., aby jeden drugiemu wzajemnie udzielał” (Ćwiczenia duchowe, 231). Komunikacja taka zakłada umiejętność słuchania i otwarcia się na drugiego. Nie ma autentycznej komunikacji bez zaufania, które jest owocem doświadczonej miłości

Potrzeba dialogu

Warto zauważyć i podkreślić, że dialog między ludźmi nie jest oczywistością, ponieważ nie wystarcza fizyczna obecność, aby wejść w dialog. Dialog potrzebuje dojrzałości, która polega na zdolności dawania i przyjmowania zaufania. Co więcej, w dialogu podkreślona jest wyjątkowość jednej i drugiej osoby i dlatego nie jest on zwykłą rozmową, wymianą zdań czy dyskusją. Dialog jest sztuką i jak każda sztuka potrzebuje dyscypliny, koncentracji (trwanie w obecności) oraz cierpliwości. Ta umiejętność jest nabywana przez ustawiczną pracę nad sobą i otwieraniem się na innych.

Można powiedzieć, że do prawdziwego dialogu dorasta się krok po kroku, że wchodząc w klimat dialogu, nie można ominąć żadnego etapu poprzedzającego. Co jest ważne, aby wejść w dialog? Jakie etapy się przechodzi?

Po pierwsze, słuchanie i mówienie. W dialogu jest tyle samo słuchania, ile mówienia. Jeśli nie umiem mówić o sobie, nie umiem też słuchać, tak naprawdę słuchać. Można powiedzieć, że w dialogu słuchanie i mówienie są jak dwie nogi, jeżeli jedna z nich jest zbyt obciążona, to po prostu można upaść. Słuchanie jest przed mówieniem, ale mówienie także jest obecne. My jako chrześcijanie w dialogu dostrzegamy obecność Boga, który dialoguje i jest punktem odniesienia. W dialogu są dwie osoby skierowane ku Bogu, bo nie można oddzielić wymiaru Boga. Jeżeli dialog nie stanowi jedynie rozmowy towarzyskiej, lecz dotyczy najgłębszych sfer, także moich przeżyć, doświadczeń, uczuć, to również jest w nim obecny Bóg.

Po drugie, dzielenie. W dialogu dzielenie się jest przed dyskutowaniem. Dialog to nie wymiana pojęć, treści. Dialog oznacza otwartość: przyjmuję nawet najprostszego człowieka, bo on ma mi coś do powiedzenia, chce się podzielić sobą. Bogactwem dialogu jest dzielenie się sobą. Wszelkie tytuły, stopnie, urzędy przestają więc istnieć. Co innego rozmowa z prezydentem, a co innego dialog z nim, jeśli jest głęboki. To inny wymiar.

Po trzecie, rozumienie. W dialogu rozumienie jest przed ocenianiem. Staram się wejść w skórę tego, kto ze mną rozmawia, staram się wczuć w jego sytuację. To nie znaczy: stać się nim. Takie rozumienie obejmuje nie tylko wymiar intelektu, lecz także całej osoby.

Podsumowując, można powiedzieć, że sztuka dialogu zakłada samoakceptację, która z kolei prowadzi do autentycznego otwarcia się na drugiego człowieka. Takie wzajemne otwarcie staje się prawdziwym dzieleniem w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Ten, kto potrafi się dzielić, nie pragnie już dominować w relacji, jak to nierzadko bywa, ale współtworzy to, co jest owocem wspólnego dzielenia i poszukiwania. I w ten sposób dialog staje się wyzwaniem dla każdej ze stron na drodze komunikacji i budowania głębokiej relacji.

Bariery w komunikacji

Brak komunikacji między osobami niejednokrotnie jest związany z doświadczeniem rozdarcia i niezrozumienia, których może doświadczyć każdy. W ludzkie relacje wchodzi wrogość. A przecież wiadomo, że wrogość rodzi wrogość. Jest wiele sposobów wyrażania wrogości i przez to poniżania drugiej osoby oraz pogłębiania przepaści i budowania wzajemnych niechęci. Omówmy niektóre przykładowe postawy, które są barierami w komunikacji międzyosobowej11.

Z pewnością w komunikacji przeszkadza urzeczowienie, czyli wykorzystywanie osoby do własnych celów i przez to zagubienie jej wymiaru osobowego. Każda osoba wnosi swoje bogactwo i staje się naturalnie twórcza w relacjach międzyludzkich. Otwarcie się na nią i przyjęcie tego, co przynosi, jest podkreślaniem jej wartości, zaś wykorzystywanie do własnych celów to sprowadzanie drugiego do roli przedmiotu i rzeczy.

Barierą w komunikacji jest również karanie osoby, do którego może dochodzić, gdy drugi człowiek nie odpowiada na moje oczekiwania. Kara może być bezpośrednia lub pośrednia, fizyczna lub psychiczna. Czasami kara przybiera formę ignorowania drugiej osoby lub przedstawiania jej w wymiarach karykaturalnych.

Komunikację utrudnia też stosowanie ironii, gdy pod płaszczykiem humoru ukryta jest agresja i jej celem jest poniżenie drugiej osoby.

Podobnie nie sprzyja komunikacji fałszywe pocieszanie i współczucie drugiej osobie: używa się pewnych słów czy określeń, takich jak „biedaczek”, „jaki on biedny, nieszczęśnik”, „to prawdziwy pechowiec”, które mogą wypływać z postawy patrzenia z góry na drugiego i jego problemy. Inną formą fałszywego pocieszenia jest wmawianie komuś, że nie ma problemu, że nie warto się przejmować, że nie warto tak się angażować… W takiej postawie dotrzegalny jest brak empatii.

Pamiętajmy również, by nie osądzać osoby (trzeba odróżnić osądzanie faktu od osądzania osoby), nie cenzurować (co polega na niepozwalaniu drugiemu na ukazanie całego bogactwa i ingerowaniu w jego świat, tak by pewne cechy, atuty nie ujrzały świata dziennego), nie szkalować i nie zniesławiać, nie być wścibskim i ciekawskim (to brak szacunku dla inności drugiego, dla jego tajemnicy i intymności, to próba wchodzenia z butami do jego serca), nie śledzić.

Barierą komunikacyjną jest również studiowanie i klasyfikowanie osób (sondowanie i szufladkowanie) — na przykład zadaję pytanie nie dlatego, że interesuje mnie odpowiedź na nie, ale służy mi ono do obserwowania reakcji osoby, sposobu jej zachowania i udzielenia samej odpowiedzi; etykietowanie (przyszywanie łatki) — na przykład uważam, że znam kogoś wystarczająco dobrze i podejmowanie trudu poznawania go bliżej niczego nie przyniesie; seksualizacja osoby — patrzenie na osobę tylko jako na przedmiot, który pozwoli zaspokoić własne potrzeby seksualne; stosowanie postawy maternalizmu, paternalizmu, klerykalizmu, a także niewłaściwe rozumienie istoty porad udzielanych drugiej osobie — udzielenia rad nie można traktować jak ukrytego rozkazu wobec drugiej osoby, ten, kto prosi o radę, musi się czuć wolny w podejmowaniu decyzji po jej zasięgnięciu.

Komunikacji nie służą również próby dominacji i manipulacji (na przykład postawa autorytatywna, czyli oparta na władzy, afektywna, czyli oparta na uczuciach i wykorzystywaniu ich do własnych celów), oszukiwanie (gdy nakłaniam drugiego człowieka do uwierzenia w coś, stwarzając wrażenie, że ma wolny wybór, a w rzeczywistości przygotowuję go do wyboru, którym steruję; chcę, by podjął on decyzję zgodną z moim zamysłem), brak pomocy i utrudnianie drugiej osobie wzrastania, dojrzewania, usamodzielniania się, bycia wolną.

Patrząc na te bariery komunikacji, można powiedzieć, że ludzkie relacje czasami są pełne rozdarcia i niezrozumienia, iż powiedzenie starożytnych Rzymian: Homo homini lupus est (człowiek człowiekowi wilkiem) może się stać faktem.

Jak wyjść z takich sytuacji nieporozumienia i wzajemnej agresji? Jeśli wrogość rodzi wrogość, to miłość rodzi miłość. W takim razie można uzdrowić relacje tylko w miłości i przez miłość. Bóg, Jezus Chrystus, przychodzi na świat właśnie w miłości i przez miłość. To ona daje się ukrzyżować, ale zawsze zwycięża. Miłość nigdy nie przegrywa, tak jak Bóg nigdy nie przegrywa. Wtedy homo homini amicus est (człowiek jest przyjacielem człowieka). Jezus daje nowe doświadczenie jedności, On zburzył mur wrogości. Jezus obdarza ludzi nowym darem jedności i uczy dialogu, czego przykładem jest Jego stosunek do każdego z nas.

Formacja grupy ku wspólnocie

Poznanie wewnętrznej dynamiki grupy pomaga w jej formacji. To droga przechodzenia od grupy do wspólnoty, od budowania relacji zewnętrznych do poszukiwania czegoś więcej. Warto zauważyć, że wspólnota to grupa osób, które aspirują do realizowania wspólnych celów przez szczególną więź między nimi. Dynamika wspólnoty stanowi szczególnego rodzaju komunikację na wielu poziomach (duchowym, afektywno-uczuciowym, intelektualnym, psychicznym, werbalnym, pozawerbalnym) i wspieranie się dla osiągnięcia wspólnego celu.

Wspólnota istnieje w jasno określonym celu, jej działanie i funkcjonowanie jest związane z tym celem. Wspólnota nie zatrzymuje się tylko na interesie poszczególnych osób, równie ważne jest w niej dobro wspólne. We wspólnocie dokonuje się formacja w dwóch wymiarach: formacja poszczególnych osób, które przechodzą swoją drogę, i formacja całej grupy, która też ma swoją drogę do przebycia. Formacja wspólnoty to działanie ad intra, by później mogła się ona zaangażować dla dobra wspólnego, dla działań ad extra. W każdej wspólnocie istnieje relacja zwrotna. Potrzeba zaangażowania domaga się formacji poszczególnych osób i całej wspólnoty, formacja prowadzi zaś do wyjścia i działania.

Zanim zaistnieje wspólnota, grupa osób, które pragną ją tworzyć, przechodzi przez poszczególne etapy formacji. W literaturze przedmiotu wskazuje się na wewnętrzny i zewnętrzny proces przechodzenia od grupy do wspólnoty. Droga wzrostu nie jest tylko linearnym rozwojem, kolejnym przechodzeniem przez poszczególne etapy, nie można bowiem zapomnieć o istnieniu i wpływie na ten rozwój elementów podświadomych, zarówno indywidualnych, jak i grupowych. Droga wspólnoty jest kroczeniem spiralnym z doświadczeniami progresji (postępu) i regresji (powrotów).

Proces przechodzenia od grupy do wspólnoty bywa różny i zwykle nie można określić czasu jego trwania. Im dojrzalsze są osoby, im lepsza i głębsza ich formacja, tym solidniejsza wspólnota powstanie. Nie można się zrażać niepowodzeniami i trudnymi sytuacjami. Grupa będzie przechodzić niejeden kryzys, ale jest to nieuniknione i wręcz konieczne. Kryzys może się stać kolejnym bodźcem, aby nie zatrzymywać się w miejscu, i stanowić doświadczenie pozytywne, które otwiera nowe horyzonty, jest powszechne, dotyka każdego człowieka i każdą grupę/wspólnotę, wiąże się ze światem wartości oraz angażuje człowieka całościowo, stając się przez to dla każdego miejscem walki i zmagań z sobą samym.

Grupa, która przechodzi proces formacji ku wspólnocie, doświadcza kryzysu na poziomie interpersonalnym (poszczególne osoby przechodzą kryzys) i na poziomie intrapersonalnym (relacje między poszczególnymi osobami ulegają czasami radykalnej zmianie, ponadto przechodzi się przez różne formy komunikacji).

Poszczególne fazy dotykają punktów krytycznych, na które składają się: problem wzajemnego zaufania, dzięki któremu można przezwyciężyćlęk przed oceną, trudność we wzajemnej akceptacji i tendencja do przyzwyczajania się i rutyny. Kolejny krok to zaproszenie do przezwyciężania mentalności utylitarystycznej (myślenie przede wszystkim o sobie) i konsekwentne podążanie i poszukiwanie dobra wspólnego, umiejętność przyjęcia doświadczenia drugiego, które może ubogacić życie wspólnoty. Następnie zdolność radowania się wzajemnym zaufaniem bez szukania własnych korzyści czy bez narzucania drugiemu swojego sposobu myślenia oraz wymogu konieczności dostosowywania się drugiego do mnie. Akceptacja wzajemnej pomocy nie zwalnia bowiem od odpowiedzialności osobistego wzrostu12.

Wzajemna obserwacja

Ten pierwszy etap formowania się wspólnoty można krótko scharakteryzować jako trwanie we wzajemnej obserwacji lub przypatrywanie się sobie. Temu doświadczeniu towarzyszą dwa charakterystyczne uczucia: lęk przed oceną oraz lęk przed różnorodnością.

Dlaczego rodzi się lęk? Wspólnota spotyka się, by mówić o sobie. A ponieważ spotkanie wspólnoty to spotkanie osób z ich własnym doświadczeniem, często towarzyszy im trudność mówienia o sobie — rodzi się lęk przed otwarciem, lęk przed oceną tego osobistego doświadczenia. Próbuje się więc znaleźć, szczególnie na początku, wiele sposobów zastępczych, by nie mówić o sobie, ale o czymś tam. W jaki sposób? Na przykład pozostawia się wszystko liderowi/animatorowi/koordynatorowi. Jest to rodzaj biernego oczekiwania, a nie aktywnego włączenia się w dzieło tworzenia i rozwoju. Albo porusza się wiele problemów i argumentów, które nie dotykają osób. Mówi się o tym, co osobiście nie angażuje, co jest emocjonalnie obojętne. Albo też próbuje się poszukiwać sprzymierzeńców, co ma na celu nie budowanie wspólnoty, ale zabezpieczenie sięprzed nieprzewidzianymi sytuacjami. Inne rozwiązanie to mobilizowanie kogoś do otwarcia się, ale gdy on to uczyni, nie robi się nic, by mu pomóc,pozostawia się go samemu sobie. Może też zaistnieć lider obronny, który zawsze znajduje rozwiązania problemów i trudnych sytuacji i nie pozwala, aby cała grupa zaangażowała się w ich rozwiązywanie.

Wspomniane uczucie lęku nie jest obawą, że drugi człowiek to potencjalny agresor. To lęk przed otwarciem się przed drugim, którego doświadcza się zawsze wtedy, kiedy relacje stają się bliższe i bardziej intymne. Natura tego lęku leży w potrzebie szacunku dla samego siebie, inaczej mówiąc, jest to lęk przed ukazaniem własnej nagości. To naturalne, ponieważ są pewne doświadczenia, o których nie chcemy rozmawiać z innym.

Trudność w otwarciu się rodzi następny lęk — lęk przed różnorodnością. Różnice między osobami mogą być odbierane jako źródło niepokoju. Ktoś inny może mi przez swoją inność odebrać pewność i podważyć moje własne opinie, przekonania, styl życia.

Te dwa rodzaje lęku, szczególnie na początku wzrostu grupy, mogą ten wzrost blokować. Bywa, że taki stan trwa przez lata. Osobiste doświadczenie niewchodzenia w grupę, nieotwierania się potęguje doświadczenie samotności. Rozwiązaniem tego dylematu i tej trudnej sytuacji jest wyjście ze swojego świata, przełamanie lęku przed intymnością i oceną.

Zaproszenie do ryzyka

Osoba staje przed dylematem: zaangażować się lub pozostać na zewnątrz i się izolować. Jest to drugi etap, czas osobistego wyboru. Decyzja o zaangażowaniu się wymaga przejścia od poszukiwania swojej korzyści do poszukiwania dobra wspólnego. W tej sytuacji dana osoba albo wchodzi w lepszą komunikację z innymi, albo pozostaje na pozycjach z góry określonych. Drogą polepszenia komunikacji jest dialog. Ale już w tym mogą dać o sobie znać fałszywe oczekiwania.

Jedno z nich wyraża się w ocenie wszystkiego przez pryzmat osobistej użyteczności. Wrażenie, że niczego się nie otrzymało, potęguje w nas przekonanie, że to strata czasu. W rzeczywistości zaś ponowne wyjaśnienie spraw dla nas już zrozumiałych może być odkrywcze dla innych, a powrót do punktów już przedyskutowanych, które są dla nas oczywiste, może być próbą naszej adaptacji do drugiego.

Przekonanie o poszanowaniu własnej tożsamości może nas zablokować, kiedy konieczna jest adaptacja albo kompromis, nierzadko ważny w poszukiwaniu dobra wspólnego. Umiejętność modyfikacji bywa istotna i cenna dla budowania dobrych relacji. Niekoniecznie zawsze trzeba robić, jak się czuje — warto posłuchać innych.

Poddanie się przybiera dwie formy: „to nie zależy ode mnie” lub „grupa nie odzwierciedla realnego życia”. W pierwszym przypadku poddanie się stanowi formę zrzucenia na innych odpowiedzialności, w drugim — formę nieangażowania się w realizację dobrych pomysłów. Poddanie się niczego nie rozwiązuje.

Na tym etapie nadchodzi czas na przechodzenie od szukania korzyści własnych do poszukiwania dobra wspólnego grupy. Przychodzi czas na ryzyko, które jest wyrazem dążenia do lepszych rozwiązań. Potrzeba ryzyka leży w istocie życia.

Od otwarcia do walki o władzę

Na etapie trzecim dochodzi do walki o władzę. Może to być wyrażone wprost lub ukryte. Warto zau-ważyć, że w budowaniu dobrych relacji na czoło wysuwa się wzajemne zaufanie. Jest ono konieczne, aby grupa mogła się rozwijać i wzrastać. Co z nim robić, gdy staje się ono faktem? Jeśli zaufanie służy prawdziwej wzajemności i pomocy, jest się już na następnym etapie, który polega na budowaniu wspólnoty na wzajemnej otwartości i odpowiedzialności. Jeśli jednak jest przez kogokolwiek wykorzystane i nadużyte, wtedy nie chodzi o wzrost i postęp grupy, ale gratyfikowanie partykularnych interesów. Bywa tak, iż używa się intymności jako środka dominacji nad drugim. Nierzadko spotyka się takie oto schematy myślowe: „Jeśli mnie kochasz, musisz być taki jak ja” lub „Jeśli masz do mnie zaufanie, rób, co ci polecam”. Używa się bliskiej relacji afektywnej, by zdominować i posiąść. W tym wypadku dochodzi takiego rodzaju przekonanie: „Nie zdecydowaliśmy się otworzyć na siebie? Nieprawda. Dobrze więc, słuchaj mnie”. Taka postawa wskazuje na brak otwartości drugiej strony i na zdobywanie władzy w grupie, co więcej — na walkę o władzę. Oznacza ona poszukiwanie takiego uprzywilejowanego miejsca w grupie, które nie pozwoli na dalszy jej rozwój, które będzie miało na celu utrzymanie status quo bez możliwości modyfikacji i adaptacji. To wszystko nie oznacza, że nie można mieć pozytywnego wpływu na drugiego. Tak, można. Ale konieczna jest postawa bez chęci zdominowania i manipulacji. Pozytywny wpływ na drugiego ma się dokonać w atmosferze zrozumienia i miłości.

Od otwarcia do wzajemności

Etap czwarty to zaproszenie do wzajemności i zaufania. Wzajemne zaufanie, którym obdarzają się poszczególne osoby w grupie, rodzi, umacnia otwartość i prowadzi do odpowiedzialności, którą każdy osobiście podejmuje. Właściwe podejście do problemów jest miernikiem dojrzałości osób, dojrzałość grupy wyraża się natomiast przez to, że każdy wie, do jakiego ideału dąży. W tym podążaniu istnieje możliwość podejmowania osobistych decyzji z pomocą drugich, przy poszanowaniu ich wolności i dzieleniu odpowiedzialności.

Grupa osiąga dojrzałość wtedy, kiedy ten, kto jest jej członkiem, umie korzystać z jej doświadczenia, nie stając się od niej zależnym. Każdy idzie w grupie, choć prowadzi tę podróż sam.

Koniec bezpłatnego fragmentu

1 Franciszek, Encyklika Fratelli tutti. O braterstwie i przyjaźni społecznej,Rzym 2020, nr 88.

2 Joseph Ratzinger, Przyszłość wiary. Refleksje teologiczne,Wydawnictwo WAM, Kraków 2019, s. 50–51.

3 Franciszek, Encyklika Fratelli tutti, nr 8.

4 Sobór Watykański II, „Apostolicam actuositatem”. Dekret o apostolstwie świeckich, Wydawnictwo Pallottinum 2002, nr 19.

5 Benedykt XVI, Spotkanie z zakonnikami i zakonnicami, z seminarzystami oraz przedstawicielami ruchów kościelnych, Częstochowa, 26 maja 2006, https://www.vatican.va/content/benedict-xvi/pl/speeches/2006/may/documents/hf_ben-xvi_spe_20060526_jasna-gora.html.

6 Luigi Maria Rulla, Antropologia della vocazione cristiana. 1. Basi interdisciplinari,Edizioni PIEMME, Casale Monferrato 1985, s. 96–99.

7 Elżbieta Sujak, ABC psychologii komunikacji,Wydawnictwo WAM, Kraków 2021, s. 61–64.

8 John Powell, Pełnia człowieczeństwa pełnia życia, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1993, s. 7–39; John Powell,Dlaczego boję się kochać?, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1993, s. 25−38.

9 Fragmenty biblijne cytowane za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Najnowszy przekład z języków oryginalnych z komentarzem, opracował zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2008.

10 Gennaro Luce, Dinamica del gruppo,Edizione Lega Missionaria Studenti, Roma 1977, s. 62–80.

11 Opracowane na podstawie wykładów z Psychologii doświadczenia religijnego prowadzonego przez o. Federico Arvesú SJ na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie w roku akademickim 1988/89. Zob. także Federico Arvesú, Grzechy przeciwko ludzkiej osobie,„Życie Duchowe”, nr 74/2013, https: //www.zycie-duchowe.pl/art-257.grzechy-przeciwko-ludzkiej-osobie.htm.

12 Alessandro Manenti, Vivere insieme. Aspetti psichologici,EDB Edizione Dehoniane, Bologna 1991, s. 133–148.