Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dlaczego apostołowie nazywali Jezusa „nauczycielem”?
Na czym naprawdę polega Jego „szkoła”?
Kto Go ukształtował i co było dla Niego inspiracją?
Ojciec Léonid Grilikhès, wybitny biblista i tłumacz, przybliża fascynujący świat judaizmu I wieku naszej ery, w którym dorastał i kształtował się Jezus z Nazaretu. Zabiera nas do świata synagog i pielgrzymek do świętego miasta – Jeruzalem, wprowadza w środowisko uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Opisuje czasy, w których miłość do Tory miała szczególne znaczenie. Pokazuje zarazem wyjątkowość przesłania Nazarejczyka na tle historii i tradycji ówczesnego Izraela.
Ani postać, ani słowa, ani czyny Jezusa nie mieszczą się w ramach znanego nam nauczania. Oczywiście wielu nazywało Go „rabbi”. Niektórzy widzieli w Nim proroka. Jednak najbardziej zdecydowane określenie Jezusa podali Samarytanie (!): „Na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata” (J 4,42).
Przyglądając się poruszanym przez autora zagadnieniom, można lepiej poznać Jezusa jako Nauczyciela i pełniej zrozumieć cztery ewangelie. A przede wszystkim na nowo zastanowić się na tym, co dzisiaj znaczy być Jego uczniem. Gdyż – jak przypomina ojciec Grilikhès –
unikalność Nauczyciela czyni unikalnymi tych, którzy należą do kręgu Jego naśladowców. Osoba Nauczyciela, który przyszedł, żeby wezwać grzeszników do pokuty, który przyszedł nie po to, żeby Jemu służono, ale żeby służyć, dać życie i zbawić świat, definiuje także działalność Jego uczniów.
Leonid Grilikhès, obecnie pełni posługę duszpasterską w Cerkwi św. Hioba w Brukseli. Był jednym z głównych twórców odrodzenia studiów hebrajskich w Rosji. Przez piętnaście lat wykładał język hebrajski w Akademii Teologicznej w Moskwie. Jest autorem wielu publikacji na temat Starego Testamentu, podręczników języka hebrajskiego i aramejskiego, tłumaczeń oraz zbiorów poezji o tematyce biblijnej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 274
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Léonide Grilikhès
Rabbi z NazaretuCo ukształtowało Jezusa
Przełożyłks. Henryk Paprocki
Wydawnictwo WAM
[Uczniowie] powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?”
J 1,38
Słowo „dom” ma liczne konotacje. Prawdopodobnie stwierdzenie to odnosi się do większości języków. Jednak hebrajskie słowo bajit ma swoją „narodową” specyfikę. Jest to nie tylko dom jako „budowla” czy „naród, ród, klan, rodzina”. Bajit – to także „Świątynia, dom Boga naszego”. W końcu jest jeszcze jedno szczególne znaczenie: „szkoła”.
Jezus był nazywany mistrzem, rabbim. Właśnie to ostatnie określenie wprowadzono do tytułu książki. Jezus był nauczycielem, a Jego naśladowców nazywano uczniami. Właśnie dlatego spróbujemy w tej publikacji zajrzeć do bajit Jezusa – do Jego domu, do Jego szkoły, skupiając się i na tym, co Go ukształtowało, ale również na tym, jak On kształtował swoich apostołów. Pojawia się przy tej okazji kilka kwestii. Cóż to takiego jest szkoła? Jaki ma charakter nauczania? Na czym ono bazuje? Co odróżnia jedną szkołę od drugiej? Czy można mówić o wspólnych charakterystykach? Czy miała miejsce współpraca między szkołami? Kim byli nauczyciele? Kim byli uczniowie? Jakie były relacje w „klasie” i jaki był stosunek do nauczyciela? Metody? Podręczniki? Porządek? Kryteria oceny? I tym podobnie, i tak dalej.
Możliwe, że rozczaruję czytelnika: zajmując się tymi i innymi zagadnieniami, nie spieszę się z argumentacją i nie próbuję dawać gotowych odpowiedzi. Ta książka nie pretenduje ani do usystematyzowań, ani do odpowiadania wyczerpująco na wszystkie pytania. Czytelnik nie znajdzie pozbawionego białych plam opisu (jeśli taki w ogóle jest możliwy) nauk i misji Jezusa. Brane pod uwagę są tylko te ewangeliczne wydarzenia i słowa, które udaje się połączyć z tym, co analizowali i przeżywali ludzie Jemu współcześni.
Oto przed czytelnikiem wywiad, który często przechodzi w monolog. Jest to „rozmowa o…”. Stawiam sobie bardzo skromne zadanie: chciałem „ożywić”, na ile jest to możliwe, niektóre z tematów ewangelicznych. Chciałem podjąć staranie, by usłyszeć je i spojrzeć na nie z wnętrza tej odległej epoki.
To oczywiste, że ta rozmowa nie ma końca. Trudno jest postawić kropkę. Niezwykle ważnym tematem, którego prawie nie poruszam w tej książce, są przypowieści Jezusa, którym – mam taką nadzieję – poświęcę następną publikację.
Bruksela, styczeń 2022 roku
„Ja, Pan i Nauczyciel”
We wstępie do książki Romana Guardiniego Bóg1 napisał ksiądz: „W ciągu minionych trzech wieków krytycznych badań2 Jezus zdążył być galilejskim rabbim, wybitnym nauczycielem nowej moralności, reformatorem typu protestanckiego i charyzmatykiem, który uwierzył w swoje boskie powołanie, a także heroicznym nadczłowiekiem typu Nietzschego. Porównywano Go albo ze współczesnymi Mu faryzeuszami, esseńczykami, cynikami, bądź ze współczesnymi nam rewolucjonistami lub z filozofami egzystencjalistami”. Czego uczy nas ta historia?
Ks. Léonid Grilikhès: Czego uczy? Można by powiedzieć, że każde pokolenie wpatruje się w Niego jak w zwierciadło. Każda epoka widzi w Ewangelii odbicie własnych dążeń i problemów. Nie tylko epoka. Kształtuje nas wykształcenie, priorytety, podstawowy światopogląd. Dla protestanta Chrystus jest protestantem, dla rewolucjonisty – rewolucjonistą, a dla liberalnego uczonego izraelskiego – liberalnym rabinem-reformatorem itd.
W ciągu ostatnich stu lat był On aryjczykiem (Houston Stewart Chamberlain) i przedstawicielem czarnej rasy (Martin Luter King). Takie przykłady można by mnożyć, gdyby pozostały dziedzictwem własnych autorów. Miały jednak szeroki rezonans i pod sztandarami „nowych Chrystusów” powstawały nowe idee oraz ideologie. W imię tych ostatnich i pod ich naciskiem ginęli ludzie.
Każde nowe pokolenie – Renan, Tołstoj, Schweitzer, Bultmann… – chwyta za pióro, żeby opowiedzieć o realnym historycznym Jezusie, a opowiada o sobie i sobie współczesnych. Jest tekst i jest współczesność. Jest tekst i jest ogromna warstwa kultury – nasze: doświadczenie, nawyki, zwyczaje. Jest tekst, który mówi o czymś odległym i nie zawsze zrozumiałym. Są też nasze rodzinne domy, miasta i przyzwyczajenia. Są ulice, którymi chodzimy każdego dnia. Widzimy, że dokonuje się to, co nastąpiło się w sztuce renesansu. W niej Jezus pojawia się na ulicach Florencji albo, będąc na weselu w Galilei, siedzi przy stole z weneckim dożą. Uśmiechamy się pobłażliwie… Tymczasem sami wkładamy Go w kategorie naszego myślenia i naszej kultury. Jest to nieuniknione. Przynajmniej do momentu, w którym nie spotkamy Go twarzą w twarz. Pytanie brzmi, na ile zdajemy sobie z tego sprawę.
W jednej części chrześcijańskiego świata epoki odrodzenia Chrystus „legalizuje” świat ujrzany oczyma artystów, pełen renesansowej radości i miłości do przyrody, do natury (znajdzie się tu miejsce i dla koteczków, i dla piesków). Natomiast druga część tego świata dalej widzi Go jako ikonę, w której nawet ziemska historia staje się dziedzictwem wieczności. Z jednej strony Chrystus przechadza się po średniowiecznych ulicach. Z drugiej – ma za sobą złote tło pozaświatowej chwały i niewzruszonego dogmatu.
Ostatecznie przychodzi wiek oświeconego rozumu i mówi: „Ani to, ani tamto. Chcemy odszukać «autentycznego», historycznego Chrystusa. Tego, który chodził po brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, który zmęczony usiadł przy studni w Sychem, który płakał nad Łazarzem. Nie ikona i nie obraz religijny – chcemy odszukać Jezusa tekstu. Takiego, jaki zstępuje z kart Ewangelii, jak przedstawiają Go źródła”.
A co się dokonuje? Zaczyna się „demontaż” tekstu: „Te słowa nie mogą należeć do historycznego Jezusa, więc je wykreślamy”. „Tu, to oczywiste, jest warstwa późniejszej tradycji apostolskiej, więc znowu wykreślamy”. I tak dalej. Co zostanie? Zostanie to, co odpowiada naszym wyobrażeniom. To, co chcemy zobaczyć. Znowu – zwierciadło.
A czy w ogóle można inaczej pracować z tekstem?
To nie jest proste pytanie. Nasze etnokulturowe i etnolingwistyczne modele ciążą nad nami. Jesteśmy zakładnikami naszego wychowania. Tak zwane poszukiwanie historycznego Jezusa zaczęło się w kraju protestanckim, w którym Pismo przeciwstawiono Tradycji. Zadziałała zasada sola Scriptura, to znaczy, że tylko Pismo określa „absolutne zasady i standardy”, a Tradycja jest wyłącznie taką lub inną formą recepcji świętego tekstu. W protestantyzmie jest ona wtórną warstwą, często zaciemniającą i deformującą pierwotne natchnione przez Boga Pismo.
Jednak w jakimś momencie staje się zauważalne, że także w tym ostatnim (w tekstach Ewangelii) zawarte są elementy wczesnochrześcijańskiej tradycji. Wtedy uruchamia się znany mechanizm: oczyśćmy Pismo z tradycji (nawet jeśli jest ona zapisana w nim samym). Na skutek tego za burtą ląduje bardzo ważna warstwa – to, co nam przekazują uczniowie o swoim Nauczycielu.
Chcemy być obiektywni i rozsądni. Dlaczego więc z sali sądowej wypędzamy świadków? Oni zapisali to, co słyszeli i widzieli swoimi oczyma, to, czego dotykali rękoma3 (zob. 1 J 1,1). Jednak wszystkie ich uwagi, wszystko to, co wydawało się im ważne, to, jak oni – najbliżsi naśladowcy i świadkowie Jezusa – rozumieli i interpretowali życie Nauczyciela, wyrzuca się poza nawias. To są późniejsze warstwy i trzeba się od nich „uwolnić”. Cóż pozostaje? Pozostaje to, co odpowiada naszym wyobrażeniom na temat Jezusa. Innymi słowy, znowu znaleźliśmy to, czego szukaliśmy, a mianowicie własne odbicie.
Rudolf Bultmann mówił, że aby zbliżyć się do zrozumienia Chrystusa, trzeba Go zdemitologizować, jest to wymóg opartego na rozumie dobrego sumienia. Czy ksiądz, tak mi się wydaje, próbuje demitologizować raczej Bultmanna?
To iluzja, że ten badacz przybliża nas do zrozumienia czasów ewangelicznych. Historia opisana w Ewangeliach i wczesnochrześcijańska jest „wciskana” w to, co do niej nie należy. Pod naporem metody krytyki form rzeczywistość zaczyna trzeszczeć jak skorupka jajka. Proszę spróbować spojrzeć na Rudolfa Bultmanna z wieczernika, z „sali na górze”, a wyda się on kimś z innej planety.
Ksiądz chce powiedzieć, że w przyszłości będą „pobłażliwie uśmiechać się” nad współczesną krytyką nowotestamentową, podobnie jak my dzisiaj uśmiechamy się, oglądając religijne malarstwo renesansu?
Co zresztą nie przeszkadza zachwycać się mistrzostwem artysty!
Co według mnie wydaje się ważne? W nauce europejskiej był inny, wręcz przeciwstawny kierunek. Stoi za nim wielowiekowe doświadczenie. To ogromna praca, mająca na celu troskliwe i skrupulatne zachowanie tradycji. Realizuje się ona w tekstologii i publikowaniu edycji, w których wzięto pod uwagę i oznaczono wszystkie wersje zachowane do naszych czasów. Podejście to sięga Orygenesa: nie chcąc naruszać i poprawiać funkcjonującego tekstu Septuaginty4, zaznacza on te miejsca, które mogłyby zostać poprawione według innych wersji. Usłyszeć i zachować każde słowo!
Współczesne krytyczne wydania zawierają dane ze wszystkich znanych rękopisów Ewangelii. Wysiłek dziesiątków pokoleń uczonych i tysięcy nieznanych z imienia skrybów: wszystko zostało zebrane. Każdy znak – nieważne: słuszny czy niesłuszny – każda litera, która wyszła spod pióra, została wzięta pod uwagę i wprowadzona do wydania. Jeśli, oczywiście, dany rękopis nie przepadł; nie został zniszczony przez barbarzyńców lub przez czas. Nawet palimpsesty – manuskrypty, których tekst został usunięty i nadpisany – udało się odczytać.
Tradycja rękopiśmienna istniała dzięki pracy skrybów w szkolnych, klasztornych i pałacowych skryptoriach. Iluż ludzi trudziło się w ciągu piętnastu wieków, żebyśmy dzisiaj w różnych bibliotekach i prywatnych kolekcjach na całym świecie mieli ponad pięć tysięcy rękopisów Nowego Testamentu! Tylko tyle zachowało się do naszych czasów. Aby pokonać wpływ czasu, wojen, pożarów potrzebna była cała armia skrybów. Jest coś opatrznościowego w tym, że kiedy upadało Bizancjum (1453), Johannes Gutenberg wynalazł ruchomą czcionkę drukarską i pracował nad wydaniem pierwszej drukowanej Biblii5. Tradycję rękopiśmienną zastąpiła ta drukarska. Pojawienie się maszyny drukarskiej rodzi problem znaczenia rękopisów, powstaje tekstologia, bazująca na krytycznym porównywaniu, opisywaniu i ocenianiu zachowanych tekstów rękopiśmiennych. Krytyczne wydanie, zrealizowane przy użyciu współczesnych metod, jest zawsze osiągnięciem i tryumfem tradycji. Można do tego dodać prace leksykografów, autorów słowników, zwłaszcza tematycznych. Gdyby słownik porównać do muzeum, to każdy artykuł słownika byłby witryną, w której troskliwa ręka umieściła pod szkłem wszystkie odcienie znaczeniowe ozdabiające słowo w różnych kontekstach. Otworzyć słownik i chodzić po salach muzeum, które on stanowi, godzinami pochylając się nad gablotami, oto zdobycz europejskiej kultury, która czyni nas krewnymi dawnych skrybów. Jest to coś, co dalej żyje wbrew wszystkim rewolucjom. Za każdym słownikiem i wydaniem tekstu kryje się ogromna praca. Jestem po stronie tych, którzy starają się zachować słowo, a nie zamienić je na swoje własne. Jestem przekonany, że tylko ten „przeciwstawny kierunek” może nas przybliżyć do słowa Chrystusa.
Czytając Ewangelię, widzimy, że nawet rozmówcy, czyli ludzie współcześni Jezusowi, nie zawsze rozumieli, o czym On mówi. Wiąże się to z problemem żywego słowa. Jakie w tej kwestii mamy szanse na zrozumienie Go?
Rzeczywiście, Jego słowa często były niezrozumiałe. Sam powiedział do Żydów: „nie przyjmujecie mojej nauki” (J 8,37). W odpowiedzi oburzyli się: „On (…) odchodzi od zmysłów” (J 10,20). Nie tylko przeciwnicy Jezusa, ale także „A wielu spośród Jego uczniów (…) mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?»” (J 6,60). To, co On mówił, wywoływało zdumienie tłumu: „Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7,29); „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia” (J 7,46). Nawet z ust tych, których On wybrał i uczynił sobie bliskimi, często wyrywały się słowa zaskoczenia (zob. m.in. Łk 18,34; Mt 19,27).
Oto przyczyna tego niezrozumienia: „Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka” (J 8,23). Jezus głosi słowo, które przyszło z wysoka: „Ja im przekazałem Twoje słowo” (J 17,14) – zwraca się do swego Ojca. Przy czym, nauczając w żydowskich miastach i wioskach oraz mając kontakt z „wielkimi tłumami”, mówił w zrozumiałym dla nich języku. Mówił językiem otaczających Go ludzi. Nawet więcej, bardzo często Jego Boże słowo jest odpowiedzią na ludzkie potrzeby. Odpowiada On na prośby i pytania, które nurtują współczesnych mu ludzi z tłumu. „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Łk 18,18) – odpowiedź na to pytanie pada bardzo rzadko, zwykle słowo, które przyszło z wysoka, dotyczy codziennych, zwykłych życiowych sytuacji.
Chrześcijańska teologia jest budowana na nowotestamentowym objawieniu, na Ewangeliach. One same jednak w niewielkim stopniu przypominają traktat teologiczny. Historie ewangeliczne to następujące po sobie krótkie opowiadania o spotkaniach Jezusa z różnymi ludźmi. Wszystko, co o Nim wiemy, poznaliśmy dzięki tym spotkaniom. Dzięki tym ludziom. Na końcu pojawiają się możni tego świata: król, arcykapłan, rzymski namiestnik. Jezus jest przedstawiany głównie w otoczeniu prostych ludzi, tłumu. Często są to osoby z różnymi schorzeniami: niewidomi, niemi, sparaliżowani, pokryci trądem, opętani przez złego ducha, cierpiący na krwotoki, krzywi, kulawi, z uschniętą ręką.
Rodzice przyprowadzają do Niego swoje chore dzieci. Grupa bliskich znajomych niesie sparaliżowanego przyjaciela. Widzimy tu także członków Sanhedrynu, przełożonych synagog i rzymskich żołnierzy. W Ewangeliach wspomniani zostali przedstawiciele przeróżnych warstw społecznych i zawodów: uczeni w Piśmie, znawcy Prawa, kapłani, faryzeusze, saduceusze, zwolennicy Heroda, starsi, a także rybacy, handlarze, poborcy podatkowi, nierządnice… Przychodzili nie tylko mieszkańcy Judei, ale także Grecy (pielgrzymi z greckojęzycznej diaspory), a nawet poganie. Przynoszono do Niego dzieci, do Niego zwracali się młodzieńcy, mężowie, żony, wdowy i starcy. Jeśli dzisiaj, czytając Ewangelię, widzimy i słyszymy Jezusa, to tylko dlatego, że niegdyś oni widzieli i słyszeli Go swoimi uszami i oczyma.
Jego postać – wszystko, co wiemy o Jezusie – składa się z wypowiedzianych przez Niego krótkich zdań i odpowiedzi. Im więcej „oczu i uszu”, im więcej postaci z różnych warstw społecznych i grup, tym wyraźniej widzimy Jego cechy.
Zadawano Mu pytania o życie wieczne, o zasady zawarte w Torze, o zwyczaje, o różnice w wierze, o praktykowanie modlitwy i postu. Przychodzono do Niego z prośbą o dokonanie podziału majątku. Próbowano pochwycić go na słowie, zdemaskować niezgodność Jego nauczania z Pismem, odrzucanie tradycji ojców. Jednak najczęściej i najgłośniej dźwięczała prośba o pomoc, o uleczenie, o cud: „Zmiłuj się!”; „Użal się!”; „Pomóż”!
Za każdym razem słowa Jezusa są skierowane do konkretnego człowieka. „Jezus obrócił się i, widząc ją, rzekł…” (Mt 9,22); „Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu…” (Mk 10,21); „Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie…” (Łk 18,40). Nie ma żadnego człowieka rozumianego jako pojęcie abstrakcyjne, jest tylko żywy rozmówca ze swoim dniem urodzenia, imieniem, związkami rodzinnymi, ze swoim wychowaniem i wykształceniem, losem, marzeniami, nadziejami, lękami, radościami, błędami, osiągnięciami, ze swoimi modlitwami lub… z ich brakiem.
Kiedy Jezus wchodzi w kontakt z człowiekiem, Jego słowo, które pochodzi z tajemnych głębin boskiego Ducha, zwrócone jest do jednego z „tych małych”, których imiona zapisano na niebiosach (nawet jeśli dane imię nie zostało wymienione w tekście Ewangelii), i jest odpowiedzią na jego przeżycia, ból, nadzieję lub rozpacz. W tym celu, żeby lepiej zrozumieć słowa „człowieka, który (…) powiedział prawdę usłyszaną u Boga” (J 8,40), trzeba koniecznie usłyszeć i zrozumieć Jego rozmówców. Musimy podejść do nich jak najbliżej. Do tych, którzy słuchali Jego słowa.
Nie istnieje objawienie samo w sobie. Nie ma żadnego objawienia Bożego poza wspólnotą z Bogiem. Objawienie bowiem to nie tylko wieść o Kimś, ale zawsze dla kogoś. Im bliżej możemy podejść do tych ludzi, tym dokładniej będziemy mogli poznać warunki ich życia, nastroje, przeżycia, ich sposób porozumiewania się, tym wyraźniej i dokładniej ujrzymy słowo Objawienia Bożego. Ewangelia jest tak napisana, że usłyszenie tego, co wieczne i uniwersalne, jest możliwe tylko wtedy, gdy zbliżymy się do trędowatego, do niewidomego, do celnika, do grzesznicy, ale także do przeciwników Jezusa: faryzeuszów, saduceuszów, uczonych w Piśmie.
Jedna z książek księdza nosi tytuł „Archeologia tekstu”6. Proszę powiedzieć, czy dobrze rozumiem, że dla księdza decydujące jest zanurzenie się w epoce?
Tak. Właśnie tak. Wydaje mi się, że bardzo ważne jest usłyszenie słowa Jezusa we współczesnym Mu kontekście historycznym. Z jego wnętrza.
Myślę, że wielu nie zgodzi się z księdzem. Czyż nie jest ważniejsze usłyszenie tych słów w kontekście nam współczesnym? Zrozumienie, w jaki sposób mogą one kierować nami dzisiaj?
Oczywiście, dla jednych ważne jest to, a dla innych coś innego. A dla jeszcze dla innych i to, i tamto. Możliwe, że słowo „ważne” nie jest tu najlepsze. Powiem inaczej: wszelkie próby rekonstrukcji historycznych wydają mi się interesujące i ważne. „Rabbi, gdzie mieszkasz?” – oto pierwsze słowa, jakimi uczniowie zwracają się do Jezusa, a On odpowiada: „Chodźcie, a zobaczycie” (zob. J 1,38–39).
Możemy podjąć próbę zobaczenia Jezusa i Jemu współczesnych, ale nie przed tym, nim zobaczymy obraz życia Żydów w I wieku. Dokonanie tego nie jest dzisiaj sprawą prostą. Obraz zachował się do naszych czasów w bardzo złym stanie. Z dużymi brakami, z zapisanymi i przepisanymi miejscami. Barwy wyblakły, oryginalne odcienie pociemniały. Od tego jednak, do jakiego stopnia i na ile autentycznie możemy przywrócić jego pierwotny wygląd, zależy to, jak dokładne będą nasze wyobrażenia na temat Jezusa.
Restauracja tego obrazu nie jest prostą sprawą. Nigdy też nie uda się w pełni. Trzeba uczciwie powiedzieć, że zadanie to jest z góry skazane na niepowodzenie. W najlepszym wypadku otrzymamy fragmenty mozaiki. Składa się na to cały szereg przyczyn.
Po pierwsze, po wojnie żydowskiej (66–73), która zakończyła się zniszczeniem Świątyni, Jerozolimy i państwowości, a także po dwóch następnych katastrofach (wojnie Kwietusa w latach 115–117, powstaniu Bar-Kochby w latach 132–135), które przekreśliły wszelkie próby przywrócenia niezawisłości Judei, bezpowrotnie zniknęło wiele instytucji, grup społecznych i religijno-politycznych, które określały życie i mentalność epoki końca Drugiej Świątyni. Sama Judea na złość Żydom została nazwana przez Hadriana, jako jedna z prowincji imperium, Palestyną7.
Po drugie, rozmiary obrazu. Są zbyt wielkie. Świat żydowski I wieku nie mieści się w granicach Cesarstwa Rzymskiego. Poza jego granicami wspólnoty żydowskie funkcjonowały na terenie Mezopotamii, w granicach Egiptu i na Kaukazie. Wszystkie te rozproszone po świecie grupy starały się przezwyciężać to, że były od siebie odseparowane. Podtrzymywały kontakty, wymieniały się listami i towarami, spotykały się i handlowały. Wszystko to sprzyjało zachowaniu tożsamości narodowej.
Bardzo ważną, jedną z unikalnych praktyk synów Izraela było posłuszeństwo liczącemu wiele wieków nakazowi okresowych zgromadzeń8. Miały one charakter pielgrzymek religijnych. Ich celem była Świątynia Jerozolimska, udział w świątecznym składaniu ofiar i nabożeństwie. Równocześnie było to coroczne generalne zgromadzenie całego narodu.
Oczywiście nie każdy mógł regularnie dokonywać tego typu „wstępowania” (po hebrajsku „iść do Jerozolimy” to zawsze „wstępować”). Wspomnienie przeżytej pielgrzymki pozostawiało głęboki ślad. Podobnie dzisiaj muzułmanie traktują pielgrzymkę (hadż) do Mekki jako główne wydarzenie w ich życiu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Okładka
Strona tytułowa
Od autora
Część 1
Jezus tekstu i problem interpretacji
Przeciwstawny kierunek – tekstologia
Jezus i Jego rozmówcy
O świecie żydowskim I wieku
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
tytuł oryginału:
Léonide Grilikhès, La maison de Jésus
Copyright © Léonide Grilikhès
Copyright for the Polish Edition © Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Joanna Pakuza
Redakcja: Elżbieta Wiater
Korekta: Katarzyna Onderka
Projekt okładki: Dominik Wicher
Skład: Lucyna Sterczewska
ePub ISBN: 978-83-277-5046-4
Mobi ISBN: 978-83-277-5047-1
WYDAWNICTWO WAM
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
e-mail: [email protected]
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 62 93 260
www.wydawnictwowam.pl
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
