Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
W 1996 roku „Czarna skrzynka Darwina” sprawiła, że wszyscy uczeni zajmujący się problematyką pochodzenia i rozwoju życia na Ziemi komentowali poglądy amerykańskiego biochemika Michaela Behego. Jego kolejne książki – „Granica ewolucja i Dewolucja” – zawierały ostrą krytykę darwinizmu i również wzbudziły gorące dyskusje. W większości były to opinie, na które Behe regularnie odpowiadał, między innymi w „New York Timesie”, na blogach naukowych czy w czasopiśmie „Science”. Te odpowiedzi, jak również kilka zupełnie nowych tekstów, zebrano w „Pułapce na Darwina”.
Autor argumentuje, że najnowsze dane empiryczne – uzyskane na przykład w ramach badań ewolucji drobnoustrojów lub mutacji występujących u psów i niedźwiedzi polarnych – wskazują, że proces ewolucji napędzany losowymi mutacjami nie może wytworzyć złożonej maszynerii molekularnej niezbędnej do życia. Co więc kryje się za złożonością struktur biologicznych? Behe jest przekonany, że odpowiedzi dostarcza teoria inteligentnego projektu. Na stronach najnowszej książki pokazuje, że większość stawianych mu zarzutów nie ma charakteru merytorycznego. Zdumiewa to tym bardziej, że autorami tych zarzutów są światowej sławy naukowcy. Książka Behego dowodzi, że teoria inteligentnego projektu może śmiało rywalizować z dominującym podejściem, o ile rywalizacja ta będzie przebiegała na gruncie nauki.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 986
Rok wydania: 2023
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
SERIA INTELIGENTNY PROJEKT
Seria Inteligentny Projekt to pierwsza tak ambitna i bogata propozycja na polskim rynku wydawniczym, w ramach której ukazują się książki dotyczące teorii inteligentnego projektu – Intelligent Design (ID).
Autorzy zastanawiają się: Czy różnorodność życia na Ziemi może być wyjaśniona wyłącznie przez procesy czysto przyrodnicze? Czy złożone struktury biologiczne mogły powstać drogą przypadku i konieczności, bez udziału inteligencji? Czy Ziemia jest tylko jedną z wielu niczym niewyróżniających się planet?
Teoria inteligentnego projektu jest ogólną teorią rozpoznawania projektu i ma szerokie zastosowanie w takich dziedzinach nauki, jak kryminalistyka, historia, kryptografia, astronomia i inżynieria. Seria Inteligentny Projekt pokazuje, że koncepcja ID powinna być stosowana również w zagadnieniach pochodzenia i rozwoju różnych form życia, a także w próbie zrozumienia nas samych.
Pozostaje tajemnicą, jak niekierowany proces mutacji i doboru naturalnego doprowadził do powstania tysięcy nowych, nadzwyczaj zróżnicowanych, funkcjonalnych białek.
Joseph W. Thornton, Rob DeSalle,Gene Family Evolution and Homology: Genomics Meets Phylogenetics,„Annual Review of Genomics and Human Genetics” 2000, Vol. 1, s. 64 [41–73], DOI: 10.1146/annurev.genom.1.1.41.
Wprowadzenie
Na przełomie tysiąclecia wielu znakomitych biologów napisało książki zawierające krytyczną ocenę teorii ewolucji[1]. Żaden z nich nie uważa, że mechanizm Darwina jest głównym motorem życia. Może być to zaskakujące dla ludzi, którzy czerpią informacje o stanie nauki z triumfalnych laurek prezentowanych przez media głównego nurtu, ale mimo że istnieją jeszcze zagorzali zwolennicy darwinizmu, jego zaćmienie w społeczności naukowców coraz bardziej postępuje. Kilka lat temu w czasopiśmie „Nature” ukazała się dyskusja między dwiema grupami naukowców – jedna broniła teorii Darwina, a druga przekonywała, że czas już ruszyć dalej[2]. Dobrze jest mieć obrońców, jeśli jednak jakaś idea powstała ponad 150 lat temu – nawet gdy w dobrej wierze opowiadali się za nią wszyscy prawomyślni ludzie i dozgonnie badali ją naukowcy – a w najważniejszym czasopiśmie na świecie ukazał się artykuł, w którym wskazuje się, że czas już ruszyć dalej, to rzeczywiście trzeba to zrobić.
Oczywiście pytanie brzmi: ruszyć dalej, ale w którym kierunku? Autorzy książek krytykujących teorię Darwina oferują własne mądre idee, ale jak dotąd społeczność naukowców żadnej z nich nie kupuje. Wszystkie te nowe idee – teorie samoorganizacji, ułatwionej zmienności, symbiozy, złożoności i tak dalej – szybko są uznawane za pomysły pozbawione szans na rozwój lub borykające się z tymi samymi problemami, co teoria Darwina. Ze względu na brak możliwej do przyjęcia teorii, która zastąpiłaby darwinizm – i przez wzgląd na jego użyteczność jako tarczy obronnej przeciwko społecznemu sceptycyzmowi – teoria Darwina wciąż, na mocy bezwładności intelektualnej, stanowi podręcznikową ortodoksję.
Jak to możliwe, że teoria Darwina znajduje się w tarapatach, a jednocześnie kandydatów na prezydenta wyśmiewa się za ich nieszczere odpowiedzi na pytanie o teorię ewolucji? Jak można co miesiąc na pierwszych stronach największych gazet triumfalnie ogłaszać odkrycie nowych skamieniałości i traktować je jako świeże i mocne świadectwo ewolucji, kiedy w tym samym czasie czołowi naukowcy kwestionują wystarczalność prostego mechanizmu losowych mutacji i doboru naturalnego? Aby zrozumieć ten ewidentny problem, trzeba wyraźnie odróżnić samą ewolucję – czyli proces ewolucji – od mechanizmu lub przyczyny ewolucji. Do procesu ewolucji odnosi się jedynie twierdzenie, że współcześnie żyjące organizmy powstały drogą dziedziczenia z modyfikacjami z organizmów, które stąpały po Ziemi w odległej przeszłości. Tezę tę potwierdza całe mnóstwo danych empirycznych. Możemy jednak zapytać, co spowodowało tak zdumiewające zmiany? Jaka jest przyczyna lub mechanizm ewolucji? To jest właśnie kwestia sporna.
Darwin nie zasłynął tym, że zaproponował ideę procesu ewolucji. Przekonanie, że współczesne organizmy wywodzą się od istot żyjących dawniej, było dyskutowane przez innych naukowców na długo przed Karolem Darwinem. Wszyscy ci przeddarwinowscy uczeni wskazywali jednak na teleologiczne przyczyny ewolucji, czyli na przyczyny wykraczające poza przyrodę, na przykład na jakąś siłę kierującą lub wrodzony popęd do doskonalenia się. Zasługą Darwina jest natomiast propozycja przyczyny ewolucji rozumianej w pełni mechanistycznie tak, aby podlegała ona badaniom ściśle naukowym. Chodzi oczywiście o słynny mechanizm doboru naturalnego oddziałującego na skutki losowych mutacji. (Darwin w gruncie rzeczy pisał o nieokreślonej losowej „zmienności”, ponieważ ani on, ani inni ówcześni naukowcy nie znali mechanizmu dziedzicznych zmian u organizmów żywych – dzisiaj wiemy, że są to mutacje w DNA).
Mimo że Darwin nie sformułował idei ewolucji jako pierwszy, spopularyzował ją jako koncepcję procesu w pełni mechanicznego podlegającego badaniom ściśle naukowym. W gruncie rzeczy darwinowski mechanizm losowych zmian i selekcji szybko popadł w niełaskę w XIX wieku, ale idea procesu ewolucji nadal stanowiła strukturę teoretyczną, za pomocą której naukowcy klasyfikowali formy życia – porównywali podobieństwa między odmiennymi organizmami, odnotowywali różnice między organizmami podobnymi do siebie nawzajem i ustalali relacje pokrewieństwa. Dopiero w latach czterdziestych XX wieku, czyli długo po ukazaniu się O powstawaniu gatunków[3], kiedy wiedza o genetycznym podłożu dziedziczenia była na tyle duża, że uznano ją za co najmniej zgodną z mechanizmem Darwina, czołowi naukowcy opracowali i ogłosili koncepcję nazwaną syntezą neodarwinowską będącą połączeniem teorii Darwina i współczesnej genetyki. W tamtym momencie mechanizm darwinowski stał się w społeczności naukowców i prasie popularnej domyślnym wyjaśnieniem przyczyny ewolucji.
Było tak przynajmniej przez kilkadziesiąt lat.
Problem dla teorii Darwina
Po drugiej wojnie światowej nowy sprzęt i nowe techniki umożliwiły biologom badanie coraz głębszych poziomów życia, aż w końcu dotarli do jego podstawy – cząsteczek. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to dziwne, ale aż do niedawna naukowcy niewiele wiedzieli o tym, jak właściwie funkcjonują istoty żywe i co jest podstawą życia. W latach pięćdziesiątych doszło do wielkich przełomów za sprawą odkrycia struktur DNA i mioglobiny (białka magazynującego tlen w mięśniach), a także dzięki złamaniu kodu genetycznego. Struktura mioglobiny uzmysłowiła naukowcom, że cząsteczki biologiczne nie mają wyglądać ładnie, jak na przykład kryształy New Age, lecz są maszynami i są przeznaczone do wykonywania specyficznych, konkretnych zadań. Kod genetyczny wskazuje natomiast, że DNA przenosi informację – a więc jest nietypowym naturalnym związkiem chemicznym.
Po tym obiecującym początku wiedza biologiczna rozwijała się w zawrotnym tempie. Najważniejszym odkryciem współczesnej nauki jest to, że podstawę życia stanowią dosłownie maszyny składające się z cząsteczek. Podobnie jak w przypadku obcego pół humanoida, pół maszyny Borga z serialu Star Trek, nieodzowne funkcje komórki są pełnione przez maleńkie nanomaszyny. Maszyny w komórkach działają między innymi jako taksówki i ciężarówki, które przewożą pasażerów i ładunki na duże (w stosunku do wielkości cząsteczek) dystanse wzdłuż komórkowych autostrad usianych znakami drogowymi. Wszystko to utworzone jest z cząsteczek. Oszałamiająco wyrafinowane komórkowe programy komputerowe kontrolują proces montażu tej maszynerii. Kunsztowne sieci regulatorowe genów zawiadują ekspresją informacji zapisanej w DNA, produkując we właściwym czasie i miejscu właściwe cząsteczki, które utworzą złożone ciała zwierząt. To, co dawniejsi naukowcy uznawali za prymitywne liczydło, okazało się futurystycznym superkomputerem. To (czyli komórka), co biologowie żyjący w czasach Darwina postrzegali jako „prostą, małą kulkę białkowego związku węgla”[4] – jako coś w rodzaju mikroskopijnej galaretki – okazało się w pełni zautomatyzowaną, nanoskalową fabryką, której wyrafinowanie przekracza ludzką wyobraźnię.
Na tym właśnie polega problem dla teorii Darwina: molekularna podstawa życia okazała się zdumiewająco, szokująco złożona i niewymownie kunsztowna. Nie chodzi tylko o to, że w organizmach żywych informacja jest zapisana za pomocą kodu genetycznego, co wyraźnie przywodzi na myśl działanie inteligencji i nigdy nie było oczekiwane na podstawie wiedzy o prawach chemicznych. Problem tkwi w tym, że w miarę badań odkrywa się coraz liczniejsze poziomy kodów, programów i systemów kontrolnych. Nie musisz mi wierzyć na słowo. Oto wypowiedź znakomitych embriologów Michaela Levine’a i Erica Davidsona na temat – wtedy niedawno odkrytych – systemów kontrolnych pomagających koordynować proces rozwoju zwierząt:
Sieci regulatorowe genów są mapami logicznymi określającymi szczegółowo dane wejściowe do każdego modułu cis-regulatorowego, dzięki czemu można zobaczyć, jak dany gen jest uruchamiany w konkretnym miejscu i czasie. [...] Ta architektura ukazuje cechy, których nie da się uwzględnić na żadnym innym poziomie analizy, ale które – jak się okazuje – stanowią charakterystyczne i bardzo istotne właściwości każdego systemu kontrolnego. Za te właściwości odpowiadają układy wielu genów wspólnie wykonujących konkretne operacje, takie jak pętle dodatniego sprzężenia zwrotnego, które kierują stabilnymi cyklami różnicowania się komórek[5].
A oto wypowiedź Bruce’a Albertsa, niegdysiejszego przewodniczącego amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk, który podziwiał kompletnie nieoczekiwaną wcześniej maszynerię molekularną w komórce:
Nigdy nie docenialiśmy komórek. Bez wątpienia nie doceniamy ich nadal, ale przynajmniej nie jesteśmy już tak naiwni, jak byliśmy za czasów, gdy byłem doktorantem w latach sześćdziesiątych. Większość z nas postrzegała wtedy komórki jako olbrzymi zespół mało istotnych reakcji. [...]
Jak się jednak okazało, możemy chodzić i mówić, ponieważ chemia umożliwiająca życie jest znacznie bardziej wyrafinowana i skomplikowana niż cokolwiek, nad czym my – studenci – kiedykolwiek rozmyślaliśmy. [...] W istocie całą komórkę można postrzegać jako fabrykę, która jest wyposażona w skomplikowaną sieć połączonych ze sobą linii montażowych, a każda z nich składa się z zespołu dużych maszyn białkowych. [...]
Dlaczego duże zespoły białek, które stanowią podstawę funkcjonowania komórek, nazywamy maszynami białkowymi? Dokładnie z tego powodu, że tak jak maszyny wynalezione przez człowieka, aby mógł skutecznie radzić sobie w świecie makroskopowym, te zespoły białek zawierają wysoce skoordynowane ruchome części[6].
Oczywiście w istotach żywych znajdziemy też uszczerbki i rysy podobne do tych, które pojawiają się na nowym samochodzie po długim okresie użytkowania. Zarówno jednak w przypadku samochodu, jak i organizmów najważniejsze nie jest wyjaśnienie uszczerbków, lecz cechujących się wysoką funkcjonalnością układów części.
Jak niezdarny mechanizm Darwina – czyli jedna maleńka, losowa zmiana naraz, po której następuje długi, nieregularny i niepewny okres działania doboru naturalnego pozbawionego zdolności antycypowania przyszłych potrzeb – może wyjaśnić odkryte przez współczesnych biologów molekularne cudy? Coraz więcej przemawia za tym, że nie jest w stanie ich wyjaśnić. W miarę rozwoju nauki i odkrywania coraz większej elegancji i złożoności coraz większa liczba biologów odstępowała od darwinizmu. Zaproponowano różne nowe koncepcje, na przykład mówiące o tym, jak komórki mogą dokonywać własnej inżynierii, powstawać w tajemniczy sposób z samej złożoności lub jak różne typy komórek mogą wejść ze sobą we współpracę. Wprawdzie każda z tych nowych idei zwykle potrafi względnie dobrze wyjaśniać przynajmniej jeden obszar biologii, ale zarazem każda z nich najwyraźniej równie słabo, jak darwinizm, radzi sobie z wyjaśnieniem całej sfery biologicznej. Pomimo że biologowie nadal z zawrotną prędkością odkrywają, jak obecnie funkcjonują organizmy żywe, a także pomimo aktywności wodzirejów w prasie popularnej i agresywnych prozelitów, nauki o pochodzeniu przechodzą obecnie kryzys. Pytanie, na które miał rzekomo odpowiedzieć Darwin („Co jest przyczyną rozwoju życia?”), wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
Jednak ci, którzy mają otwarte oczy, z łatwością dostrzegą nadzwyczaj oczywiste rozwiązanie. Kiedy w codziennym otoczeniu natykamy się na „mapy logiczne” lub „fabrykę, która jest wyposażona w skomplikowaną sieć połączonych ze sobą linii montażowych”, momentalnie dochodzimy do wniosku, że powstały one w wyniku celowego działania. Takie układy wręcz pachną projektem. A dlaczego w takich przypadkach z tak dużym przekonaniem wnioskujemy o projekcie? Dlaczego jeśli obserwujemy celowe ułożenie części w naszym codziennym otoczeniu, na przykład w przypadku zwykłej mechanicznej pułapki na myszy, zawsze wyciągamy wniosek, że wyjaśnieniem jest intencjonalny, inteligentny projekt? Powodem jest to, że tylko umysły mogą mieć cele, a w związku z tym odkrycie części ułożonych tak, by realizować jakiś cel, pozwala nam na wywnioskowanie, że poza naszymi umysłami istnieją inne umysły. Teraz niespodziewanie natknęliśmy się na takie wysoce celowe układy na zupełnie podstawowym poziomie życia (w komórce) i nie ma powodu, abyśmy powstrzymali się od przyjęcia identycznego wniosku.
Wejście na ring
Po raz pierwszy wszedłem na ring w 1996 roku, kiedy opublikowałem książkę Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu[7]. Jako biochemik bardzo rozczarowałem się teorią Darwina, której nauczano mnie w trakcie całego okresu edukacji, i doszedłem do wniosku, że wprowadzane do niej ulepszenia są zupełnie nieadekwatne. Miarka się przebrała. Nadszedł czas, aby złapać byka za rogi i przestać owijać w bawełnę, aby obudzić się i poczuć zapach kawy. Zdecydowałem, że nadszedł już czas na to, aby nauka przyznała, że biologowie przeddarwinowscy mieli rację – życie rzeczywiście zostało intencjonalnie, inteligentnie zaprojektowane.
Początkowe reakcje społeczności naukowców na pierwszą moją książkę były powściągliwe (prywatnie niektórzy naukowcy mówili mi, że ich zaintrygowała). Opublikowano nawet kilka na wpół pozytywnych recenzji książki, a zawarta w niej idea spotkała się z całkiem dobrym odbiorem ogółu społeczeństwa. Niedługo potem krytyka zaczęła się nasilać. Najwyraźniej popularność mojej koncepcji w społeczeństwie wzrosła na tyle, że społeczność naukowców poczuła się naprawdę zagrożona i podjęła polityczne kroki w celu jej zwalczenia. Organizacje naukowe publikowały oficjalne broszury oczerniające koncepcję projektu. W magazynach popularnych ostrzegano przed nadciągającym końcem cywilizacji zachodniej. Rządy – bardziej pod wpływem organizacji naukowych niż rodziców – wydawały zarządzenia sprzeciwiające się dyskutowaniu o koncepcji projektu na zajęciach szkolnych. Koncepcję tę potępiła nawet komisja Rady Europejskiej.
Wszystkie te reakcje wydały mi się przesadne, tym bardziej że przedstawiona przeze mnie idea – czy się z nią zgadzamy, czy nie – jest zupełnie oczywista. Przed Darwinem biologowie z łatwością dostrzegali projekt w anatomii roślin i zwierząt. Teraz, kiedy niegdyś obiecująca idea Darwina okazała się niewypałem, współcześni biologowie powinni nadzwyczaj łatwo dostrzegać projekt w wyrafinowanej maszynerii molekularnej komórki. Wyjaśnienie przemożnego wrażenia, że życie zostało zaprojektowane, było przecież – jak często się nam mówi – ogromnym sukcesem teorii Darwina. Nierzadko zapewnia się nas też, że wytwory mechanizmu losowych mutacji i doboru naturalnego wyglądają na skutki projektu. Teraz teoria Darwina chyli się jednak ku upadkowi i pozostajemy z przemożnym wrażeniem zaprojektowania życia, nie dysponując jednocześnie żadną realistyczną, wiarygodną teorią alternatywną, która by to wrażenie wyjaśniała.
Po Czarnej skrzynce Darwina opublikowałem w 2007 roku książkę Granica ewolucji. W poszukiwaniu ograniczeń darwinizmu[8], a następnie rozszerzyłem argumentację w 2019 roku w pracy Dewolucja. Odkrycia naukowe dotyczące DNA wyzwaniem dla darwinizmu[9]. Każda z tych książek uwzględniała najnowsze odkrycia w biologii molekularnej potwierdzające i pogłębiające wnioski, do których doszedłem w pierwszej książce. Bez względu na to, czy jakieś nowe rezultaty lub nowe mechanistyczne teorie wyjaśnią w przyszłości to, czego nie jest w stanie wytłumaczyć teoria Darwina (bardzo w to jednak wątpię), aktualny stan naszej wiedzy zapewnia mocne intelektualne uzasadnienie wniosku o inteligentnym zaprojektowaniu życia.
Każda z tych trzech książek spotkała się z reakcjami – uprzejmymi i nieuprzejmymi – ze wszystkich stron. Te reakcje dały mi okazję do dalszego rozwinięcia mojej analizy, jaśniejszego wyrażenia argumentów i podważenia nowych zarzutów lub też – do czego dochodziło niejednokrotnie – do znalezienia nowych ilustracji pozwalających na obalenie starych zarzutów, do których odniosłem się już wcześniej.
W niniejszej książce znajduje się wybór moich tekstów i zapisów przemówień z kilku pracowitych, ale i przyjemnych dekad, w których toczyły się bitwy między zwolennikami darwinizmu a zwolennikami teorii inteligentnego projektu. Chociaż mam nadzieję, że czytelnik przekona się o merytorycznej wartości hipotezy projektu zarówno dzięki sile argumentacji na jej rzecz, jak i słabości zarzutów pod jej adresem (co będę próbował wykazać), ta książka oferuje znacznie więcej. Przedstawiając wymianę argumentów i kontrargumentów, pokazuje również, jak rozumują ludzie zajmujący się tym tematem. Jaskrawo uzmysławia, że nawet najbystrzejsi naukowcy i inni intelektualiści są tylko ludźmi i mogą się mylić. Na każdego z nas wpływają nasze zainteresowania i priorytety, wszyscy wywodzimy się z konkretnych środowisk społecznych i liczymy na zrealizowanie naszych wizji i dążeń w przyszłości. Wszystkie te czynniki wywierają wpływ na nasze rozumowanie. Żaden człowiek nie jest ziemską reinkarnacją komandora Spocka – ani indywidualnie, ani zbiorowo.
W idealnym świecie w niniejszej książce znalazłyby się wszystkie artykuły moich krytyków i wszystkie moje odpowiedzi, ale nawet gdybym uzyskał zgodę na ich przedruk, wymagałoby to opublikowania książki nieporęcznej i bardzo drogiej. Wiele tekstów jest jednak łatwo dostępnych w internecie. Gdzie to tylko możliwe, podaję odnośniki do opublikowanych tekstów krytycznych, na które odpowiadam.
Ponieważ początkowo pisałem eseje zebrane w niniejszej książce z myślą o odbiorcach, którzy niewiele wiedzieli na ten temat, więc przeważająca liczba tych tekstów stanowi odrębną, niezależną całość. Te, w których mogą być przydatne jakieś dodatkowe informacje, starałem się wzbogacić niezbędnymi komentarzami. W kilku tekstach posłużyłem się nieco prostszym językiem, aby dostosować je do tego tomu, lub ewentualnie podjąłem próbę jaśniejszego przedstawienia moich spostrzeżeń. Kilka tekstów napisałem do wydawnictw, w których mocno je zredagowano. Tutaj zamieściłem ich oryginalne wersje. Część tekstów przygotowałem w formie listów do redakcji różnych czasopism naukowych lub gazet, ale nie zostały opublikowane dlatego, że je odrzucono, albo przez wzgląd na to, że przekroczyłem termin przesłania tekstu.
Oryginalne publikacje ukazały się w wielu różnych miejscach, od formalnych czasopism naukowych przez gazety i magazyny popularne po blogi internetowe. W związku z tym, że adresowałem je do różnych odbiorców, znacznie różnią się stylem i stopniem profesjonalnego zaawansowania. Niektóre mają sztywny, formalny charakter, a inne napisałem swobodniejszym językiem. Część ma formę przeglądów, a część zawiera wiele szczegółowych rozważań. Jedne są dłuższe, a inne krótsze. Niemniej nawet w bardziej specjalistycznych artykułach łatwo da się zrozumieć sedno argumentacji.
Przypisy
Wstęp
Dotychczas w serii ukazały się:
Jonathan Wells
Ikony ewolucji.
Nauka czy mit?
Phillip E. Johnson
Darwin przed sądem
Michael J. Behe
Czarna skrzynka Darwina.
Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu
Michael J. Behe
Granica ewolucji.
W poszukiwaniu ograniczeń darwinizmu
Jonathan Wells
Zombie-nauka.
Jeszcze więcej ikon ewolucji
Guillermo Gonzales
Jay W. Richards
Wyjątkowa planeta.
Dlaczego nasze położenie w kosmosie umożliwia odkrycia naukowe
William A. Dembski
Wnioskowanie o projekcie.
Wykluczenie przypadku metodą małych prawdopodobieństw
Michael Denton
Kryzys teorii ewolucji
Douglas Axe
Niepodważalne.
Jak biologia potwierdza naszą intuicję, że życie jest zaprojektowane
Michael Denton
Teoria ewolucji.
Kryzysu ciąg dalszy
Stephen C. Meyer
Podpis w komórce.
DNA i świadectwa inteligentnego projektu
Stephen C. Meyer
Wątpliwość Darwina.
Kambryjska eksplozja życia jako świadectwo inteligentnego projektu
William A. Dembski
Nic za darmo.
Dlaczego przyczyną wyspecyfikowanej złożoności musi być inteligencja
Jonathan Wells
Mit śmieciowego DNA
Granville Sewell
Na początku
Eseje o teorii inteligentnego projektu
Michael J. Behe
Dewolucja
Odkrycia naukowe dotyczące DNA wyzwaniem dla darwinizmu
Pod redakcjąDavida Klinghoffera
Kontrowersyjny podpis
Odpowiedź na krytykę książki Podpis w komórce
Marcos Eberlin
Dalekowzroczność
Jak biochemia ukazuje plan i celowość życia
Michael J. Denton
Przeznaczenie natury
Co prawa biologii mówią o naszym miejscu we Wszechświecie
Eric Cassell
Algorytmy zwierząt
Ewolucja a tajemnica zadziwiających instynktów
