Dewolucja. Odkrycia naukowe dotyczące DNA wyzwaniem dla darwinizmu - Michael J. Behe - ebook

Dewolucja. Odkrycia naukowe dotyczące DNA wyzwaniem dla darwinizmu ebook

Michael J. Behe

0,0

Opis

Zdaniem Michaela J. Behego, autora przełomowej książki „Czarna skrzynka Darwina, ostatnie odkrycia stanowią poważne wyzwanie dla darwinizmu i wzmacniają argumenty na rzecz teorii inteligentnego projektu. Na podstawie rzetelnej analizy naukowej Behe argumentuje, że proces ewolucji, który występuje w przyrodzie, nie daje takich efektów, jakich spodziewali się Darwin i jego następcy. Losowe mutacje i dobór naturalny nie prowadzą do wzrostu informacji genetycznej. Ewolucja nie jest procesem kreatywnym, lecz mechanizmem oportunistycznym, który najczęściej skutkuje degeneracją genomu. Dlatego precyzyjniej jest mówić o dewolucji niż ewolucji w przyrodzie.

Ta napisana w bardzo przejrzysty i przystępny sposób publikacja jest skierowana do czytelników, którzy są zainteresowani nauką i próbują zrozumieć ten fascynujący temat, jakim jest powstanie życia na Ziemi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 507

Rok wydania: 2022

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginałuDarwin Devolves: The New Science About DNA That Challenges Evolution
Copyright © 2019 by Michael J. Behe All rights reserved Copyright © for the Polish edition by Fundacja En Arche, Warszawa 2022 Originally published by HarperCollins Publishers, 195 Broadway, New York, NY 10007
PrzekładARTUR BARANOWSKI
Redaktor naukowy seriiprof. dr hab. KAZIMIERZ JODKOWSKI
Redaktor prowadzącyJACEK FRONCZAK
Redakcja merytorycznadr DARIUSZ SAGAN
Redakcja językowaJOANNA MORAWSKA
KorektaSYLWIA KOZAK-ŚMIECH
Projekt okładkiJADWIGA TOPOLOWSKA
Projekt graficznyMARIA ROSŁONIEC
SkładHONORATA KOZON
Ilustracja na okładceWellcome Images
Wydanie I
ISBN 978-83-66233-88-1 (PDF) ISBN 978-83-66233-89-8 (EPUB) ISBN 978-83-66233-90-4 (MOBI)
Fundacja En Arche al. Jana Pawła II 80 lok. 15 00-175 [email protected] Księgarnia internetowa enarche.pl/ksiegarnia/

SERIA INTELIGENTNY PROJEKT

Seria Inteligentny Projekt to pierwsza tak ambitna i bogata propozycja na polskim rynku wydawniczym, w ramach której ukazują się książki dotyczące teorii inteligentnego projektu – Intelligent Design (ID).

Autorzy zastanawiają się: Czy różnorodność życia na Ziemi może być wyjaśniona wyłącznie przez procesy czysto przyrodnicze? Czy złożone struktury biologiczne mogły powstać drogą przypadku i konieczności, bez udziału inteligencji? Czy Ziemia jest tylko jedną z wielu niczym niewyróżniających się planet?

Teoria inteligentnego projektu jest ogólną teorią rozpoznawania projektu i ma szerokie zastosowanie w takich dziedzinach nauki, jak kryminalistyka, historia, kryptografia, astronomia i inżynieria. Seria Inteligentny Projekt pokazuje, że koncepcja ID powinna być stosowana również w zagadnieniach pochodzenia i rozwoju różnych form życia, a także w próbie zrozumienia nas samych.

Pierwsza zasada ewolucji adaptacyjnej:Uszkodź lub osłab dowolny funkcjonalny gen, którego utrata umożliwia zwiększenie liczby potomstwa.

Carlo Rovelli,Aix-Marseille Universitéi Institut Universitaire de France

Dedykuję przyjaciołom i kolegomz Discovery Institute,a zwłaszcza Michaelowi Dentonowioraz Phillipowi E. Johnsonowi,których prace wywarłyna mnie głęboki wpływ

Wstęp

Kiedy byłem dzieckiem, czasem nie mogłem zasnąć w nocy i rozmyślałem nad pytaniami egzystencjalnymi: Czym jest myśl? Dlaczego ja to właśnie ja? Skąd wziął się świat? Przyznaję, że byłem osobliwym chłopcem, ale z czasem odkryłem, że prawie wszyscy moi przyjaciele również zadawali te same pytania. Wydaje się, że to naturalna kolej rzeczy, jeśli posiada się umysł. Przez większość czasu zajmują nas codzienne czynności – oglądanie telewizji, obowiązki szkolne czy jedzenie obiadu. Jednak raz na jakiś czas, w spokojniejszych chwilach, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że musiało się wydarzyć coś szczególnego, by mogło pojawić się to, co nazywamy zwyczajnym życiem.

Później dowiedziałem się, że nie tylko młodzi ludzie zastanawiają się, skąd wziął się świat, lecz rozmyślają nad tym również wszystkie rodzące się cywilizacje. Dyskusja o zagadce pochodzenia przyrody pojawia się już w pierwszych znanych nam pisanych źródłach historycznych i z kilkoma przerwami trwa do dziś. Jednak pomimo długiej i zróżnicowanej historii tego dyskursu, wszystkie konkretne stanowiska na ten temat można sprowadzić do dwóch ogólnych, wzajemnie wykluczających się poglądów: (1) obserwowane zjawiska przyrodnicze, także ludzie, są wynikiem przypadku oraz (2) obserwowane zjawiska przyrodnicze, zwłaszcza ludzie, zostały zamierzone jako wytwory jakiegoś uprzednio istniejącego rozumnego umysłu.

W tej książce będę argumentować, że ostatnie postępy w naszym rozumieniu molekularnej podstawy życia zdecydowanie wspierają ten drugi pogląd. Aby zachować kontekst problemów, które rozważymy później, najpierw krótko przypomnijmy kilka najważniejszych opinii wcześniejszych pisarzy na temat przyrody i celowości.

Przekrój historyczny

Pierwszą znaną nam osobą, która rozważała prawdopodobieństwo występowania teleologii – celowości – w przyrodzie był Grek o imieniu Anaksagoras, który urodził się około 510 roku przed naszą erą w regionie należącym obecnie do Turcji[1]. Anaksagoras sądził – z grubsza rzecz biorąc – że żywioły materii pierwotnie były chaotyczne, podzielone na mniejsze części i pomieszane, ale następnie celowo nadano im ich obecne formy, a uczynił to nous, grecki odpowiednik terminu „umysł”. Diogenes z Apollonii, uczeń Anaksagorasa, ujął to jeszcze bardziej dosadnie: „Bez inteligencji nie byłoby możliwe, aby substancja rzeczy była tak rozmieszczona, by cała [przyroda] zachowywała właściwą miarę”.

Pamiętajmy, że spoglądamy wstecz na epokę, w której za żywioły uważano ziemię, powietrze, ogień i wodę. O składzie i właściwościach przyrody wiedziano wówczas niewiele ponad to, co mogło być dostrzeżone gołym okiem. Co więcej, sama umiejętność zadawania właściwych pytań i odpowiadania na uczciwie postawione zarzuty wciąż była jeszcze rozwinięta jedynie na elementarnym poziomie. Okazuje się, że podstawowe pytanie, które stawiają prawie wszyscy myślący ludzie (nawet dzieci), czyli „W jaki sposób powstał świat?”, jest znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłaby sugerować sama jego długość. Znalezienie dobrze uzasadnionej odpowiedzi koniecznie wymaga od nas zrozumienia zarówno przyrody, jak i zasad logiki. To z kolei oznacza, że odpowiedź zależy od postępów w nauce i filozofii.

Szczytowym osiągnięciem nauki w świecie klasycznym była prawdopodobnie praca żyjącego w II wieku rzymskiego lekarza Galena, który miał bardzo skonkretyzowany pogląd na pochodzenie świata przyrody. W książce On the Usefulness of the Parts of the Body [O użyteczności części ciała], która dostarczała wyrafinowanej analizy funkcjonalnej przedmiotu badań, Galen stwierdził, że ludzkie ciało jest dziełem „wyjątkowo inteligentnego i potężnego boskiego rzemieślnika”, co znaczy, że „jest dziełem inteligentnego projektu”[2].

Jednak nie wszyscy w czasach starożytnych zgadzali się z tym poglądem. Pośród odpowiedzi na argument na rzecz projektu znajdowały się rodzaje argumentów, które wysuwa się też dzisiaj, na przykład, że dobry projektant nie pozwoliłby ludziom cierpieć i że żaden projektant nie stworzyłby tak odrażających stworzeń jak ćmy i węże. Szkoła kreująca przeciwny nurt myślowy, zwana atomizmem, mówiła o świecie zbudowanym wyłącznie z atomów i próżni, gdzie od czasu do czasu w drodze przypadku atomy mogły się łączyć w bardziej skomplikowane struktury. Podobnie jak w pierwotnej postaci teorii Darwina, w ramach tej argumentacji twierdzono dalej, że jeżeli na przykład taka przypadkowa agregacja utworzy organizm, który może przetrwać, to najprawdopodobniej on przeżyje, a jeśli nie, to go po prostu nie będzie. Zatem, Czytelniku, nie jest zaskakujące, że obecnie widzimy to, co widzimy. W odpowiedzi na taką wizję świata krytycy stwierdzili, że nigdy nie widzieli, jak cząstki łączą się ze sobą przypadkowo, tworząc choćby prosty dom, jak więc miałyby dać początek ogromnemu, skomplikowanemu Wszechświatowi.

Kiedy pojawiło się chrześcijaństwo, pogląd o istnieniu projektu zyskał nowe źródło wsparcia. Tertulian, chrześcijański pisarz z II wieku, wskazywał na biegłość widoczną w formach i funkcjach owadów. Współczesny mu teolog Orygenes uznał, że umiejętność niezbędna do tworzenia zwierząt wskazuje na najwyższą inteligencję. Żyjący w IV wieku wielki filozof i teolog Augustyn z Hippony podzielał takie poglądy, ale także dołożył własną argumentację: (1) widzimy jedynie pewne aspekty projektowej mozaiki, nie można więc rzetelnie ocenić całości; (2) struktury najmniejszych stworzeń są równie wspaniałe, jak tych największych; (3) ludzie są bardziej niezwykli niż inne zwierzęta, ponieważ jako jedyni posiadają rozum – umysł.

W ciągu następnego tysiąclecia temat ten zszedł na dalszy plan, być może dlatego, że wraz z ustanowieniem chrześcijaństwa jako dominującej religii Zachodu istnienie projektu w przyrodzie nie było kwestią sporną, lecz powszechnie uznawanym faktem. Jednak przyspieszający postęp nauki i filozofii od okresu średniowiecza na nowo ożywił te dyskusje. W XVI wieku angielski filozof Franciszek Bacon przekonywał, że nauka powinna stosować wyłącznie rozumowanie indukcyjne i zostać oddzielona od filozofii. (Te dwie dyscypliny do tamtego momentu nakładały się na siebie. W gruncie rzeczy to, co obecnie nazywamy nauką, było wówczas zwane filozofią przyrody). W XVIII wieku szkocki filozof David Hume podważył rozumowanie indukcyjne, a w szczególności argument na rzecz projektu. Według niego aby myśleć, że nasz świat został zaprojektowany, potrzebowalibyśmy dużego doświadczenia w badaniu innych światów, które również byłyby zaprojektowane. Ponieważ nie mamy takiego doświadczenia, więc jego zdaniem argumentu na rzecz projektu nie da się uzasadnić. Kilkadziesiąt lat później anglikański duchowny William Paley, ignorując Hume’a i wykorzystując wyniki wyrafinowanych badań biologicznych, przedstawił argument z zegarmistrza (omówiony w rozdziale 3) – szeroko uważany za najmocniejszy, najbardziej szczegółowy argument na rzecz projektu, jaki do tej pory sformułowano.

Około 60 lat później Karol Darwin odparł argument Paleya. Zasugerował istnienie jeszcze niedostrzeżonego naturalnego procesu, który na przestrzeni bardzo długiego czasu mógł tworzyć struktury wyglądające na skutek celowego projektu. Chodzi oczywiście o dobór naturalny oddziałujący na rezultaty losowych zmian. Zwolennicy hipotezy projektu zostali więc zmuszeni do zakwestionowania wiarygodności tego twierdzenia na skomplikowanym poziomie biologicznym, przez co gwałtownie wzrosła potrzeba posiadania dogłębnej i rozległej wiedzy – wymaganej, by uczestniczyć w rzeczowej dyskusji. Chociaż większość ówczesnych biologów była bardzo sceptycznie nastawiona do zaproponowanego przez Darwina mechanizmu ewolucji, samo sformułowanie wiarygodnego – na pierwszy rzut oka – wyjaśnienia, które nie odwołuje się do projektu, skłoniło większość naukowców do porzucenia przekonania, że w strukturach życia da się dostrzec celowość, i już tylko niewielu uczonych wyrażało gotowość do bronienia tego poglądu.

Pamiętajmy jednak, że stan argumentacji na rzecz projektu zależy od naszego rozumienia nauki i logiki, a dyscypliny te gwałtownie rozwinęły się od czasów Darwina. Rozwój filozofii analitycznej na początku XX wieku zachęcał do formułowania znacznie bardziej ścisłych argumentów, a postępy w logice formalnej i teorii prawdopodobieństwa, czego przykładem jest twierdzenie Bayesa, uczyniły to jeszcze łatwiejszym[3]. Co więcej, nie wszyscy naukowcy porzucili hipotezę projektu. Wśród nich był Alfred Russel Wallace, którego obok Darwina uznaje się za współtwórcę teorii ewolucji.

Wallace uważał, że duża część przyrody zapewnia mocne świadectwa celowości, jak to stanowczo stwierdził w książce The World of Life: A Manifestation of Creative Power, Directive Mind and Ultimate Purpose [Świat życia. Manifestacja potęgi stwórczej, kierującego umysłu i ostatecznego celu][4]. Można zatem powiedzieć, iż sam współtwórca teorii ewolucji był zwolennikiem teorii inteligentnego projektu. W 1910 roku chemik Lawrence Henderson jako pierwszy zauważył, że środowisko Ziemi jest wyjątkowo dostosowane do życia[5] i pomimo naiwnych, wcześniejszych twierdzeń o prawdopodobnym istnieniu życia na Marsie lub na innych ciałach niebieskich, eksploracja przestrzeni kosmicznej pokazała, że jest ona zupełnie opustoszała. Dzięki późniejszemu postępowi wykazano, że nie chodzi tylko o nasze najbliższe otoczenie – okazało się, że fizyka i chemia całego Wszechświata są zadziwiająco precyzyjnie dostrojone do tego, aby na Ziemi mogły istnieć inteligentne formy życia[6]. I oczywiście, jak będę podkreślać w tej książce, pod koniec XX i na początku XXI wieku biologia niespodziewanie odkryła zdumiewająco wyrafinowaną maszynerię molekularną leżącą u podstaw życia.

Będę twierdził, że każdy, kto uważa, że posiada umysł (nie, nie wszyscy się z tym zgadzają, o czym przekonamy się w ostatnim rozdziale), i podchodzi do tej kwestii z otwartym umysłem, powinien uznać, że dwudziestowieczne postępy – a także jeszcze ważniejsze odkrycia poczynione w XXI stuleciu, które będziemy analizować – definitywnie rozstrzygają ten ogólny, podstawowy problem na korzyść hipotezy projektu. Inne, bardziej szczegółowe zagadnienia podlegają dalszej dyskusji.

Kręta droga

Najpierw jednak niezbędna jest dygresja, która pomoże wyjaśnić, dlaczego nie zgadzam się z większością współczesnych naukowców w tym kluczowym temacie. Nietrudno wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy jakiś czas temu otworzyłem czasopismo naukowe „Biology & Philosophy” i przeczytałem takie oto zdanie: „Aby to dobrze zrozumieć, zauważmy, że Stalin, Osama bin Laden lub Michael Behe, albo jakiś inny twój ulubiony czarny charakter [...]”[7]. Człowiek, który zaliczył mnie do tej galerii łotrów, to Alexander Rosenberg, profesor filozofii w katedrze imienia Roberta Taylora Cole’a na Uniwersytecie Duke’a – człowiek, którego nigdy nie spotkałem. Zresztą jego artykuł miał niewiele wspólnego ze mną. Przytoczone zdanie było wymyśloną na poczekaniu uwagą w ramach argumentacji dotyczącej dobrze znanego filozofa Daniela Dennetta – członka założyciela ruchu Nowych Ateistów. Rosenberg uznał Dennetta za mięczaka, ponieważ ten w swoich książkach nie wskazuje otwarcie na skrajny nihilizm, który według Rosenberga stanowi konsekwencję teorii Darwina.

To była niemądra uwaga, ale niestety świetnie odzwierciedla wrogość dużej części środowiska akademickiego wobec tych z nas, którzy publicznie opowiadają się za istnieniem celowości w przyrodzie. (Zauważmy, że tę jawną zniewagę zaakceptowali recenzenci artykułu i redaktorzy czasopisma). Możemy postrzegać siebie jako ludzi próbujących po prostu odpowiedzieć na pytania egzystencjalne, które nie pozwalały nam zasnąć w nocy, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Natomiast takie osoby jak Rosenberg najwyraźniej wyobrażają nas sobie jako chłopów z pochodniami i widłami maszerujących na ich wydziałowe gabinety. Możemy się tylko zastanawiać, na co tak naprawdę wskazują świadectwa empiryczne. Jednakże „skoro nihilizm jest prawdziwy”[8], to zbyt wielu naukowców sądzi, że nie ma o czym rozmyślać; dlatego też przeciwne poglądy muszą być nieuczciwe. Zanim więc zaczniemy tę książkę, chciałbym spróbować uniknąć takich zarzutów o postępowanie w złej wierze. Aby pokazać, że doszedłem do obecnych poglądów w sposób uczciwy, pozwolę sobie krótko streścić historię własnych poglądów.

Urodziłem się w dużej rzymskokatolickiej rodzinie i jak wszyscy moi bracia i siostry uczęszczałem do katolickiej szkoły podstawowej i liceum. W przeciwieństwie do niektórych wyznań chrześcijańskich, Kościół katolicki nigdy nie miał większego problemu z teorią ewolucji. Pamiętam, jak uczyła mnie o tym w siódmej klasie siostra David Marie. Ważne jest to – zauważyła – że Bóg stworzył Wszechświat, życie i ludzkość. Jak to zrobił, szybko czy też powoli, zaprzęgając do tego prawa przyrody czy też nie, zależało od Niego, nie od nas, a współczesne odkrycia naukowe wskazują na słuszność teorii ewolucji. Osobiście nie miałem nic przeciwko takiemu właśnie postrzeganiu tej sprawy. Chociaż wówczas nie byłem tego świadomy, takie rozumienie od dawna dominowało w kręgach katolickich. Na przykład w Catholic Encyclopedia z 1909 roku znajduje się długi artykuł naukowy na temat ewolucji, w którym przedstawiono wiele istotnych różnic, w tym „między [podstawową] teorią ewolucji a darwinizmem”[9]. Sama ewolucja nie stanowiła wielkiego problemu dla teologii. Jednak przekonanie, że teoria ewolucji z konieczności ma charakter nihilistyczny, przyjęte przez Alexandra Rosenberga i wielu innych, jest równoznaczne z zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Nawet jako chłopiec miałem wiele powodów, by wierzyć w Boga, który nie miał nic wspólnego z ewolucją.

Kiedy zacząłem studiować w Drexel Institute of Technology (obecnie Uniwersytet Drexela), postanowiłem zająć się chemią, ponieważ chciałem wiedzieć, jak działa świat; chciałem również wiedzieć, co sprawiło, że wszystko w nim tyka jak w zegarku. Ponieważ wszystko, co istnieje, utworzone jest ze związków chemicznych, więc chemia wydawała mi się oczywistym wyborem. Podczas moich lat studiów na uczelni odbywałem pewnego razu letnią praktykę w laboratorium biochemicznym na Wydziale Rolniczym w placówce badawczej w pobliżu Filadelfii, gdzie zafascynowała mnie chemia życia. Na ostatnim roku studiów na Uniwersytecie Drexela wziąłem udział w kursie biochemii ewolucyjnej, aby dowiedzieć się, jak to wszystko połączyło się w spójną całość.

Podczas studiów doktoranckich z biochemii na Uniwersytecie Pensylwanii oraz w trakcie stażu podoktorskiego w Narodowych Instytutach Zdrowia (NIH – National Institutes of Health), nie miałem żadnych wątpliwości co do standardowej teorii ewolucji i od czasu do czasu droczyłem się (mając poczucie wyższości) z przyjaciółmi, którzy w tę teorię wątpili. Pamiętam, jak któregoś dnia w NIH, wspólnie z inną stażystką, katoliczką Joanne, której brat był księdzem i która pracowała w tym samym laboratorium co ja, snuliśmy rozważania dotyczące Wielkich Pytań. Nasza rozmowa zeszła na temat pochodzenia życia. Mimo że oboje byliśmy gotowi uznać, że życie powstało za sprawą praw przyrody, to ciągle napotykaliśmy na problemy. Zwróciłem uwagę na to, że aby otrzymać pierwszą komórkę, najpierw potrzebowalibyśmy błony komórkowej. „I białek”, dodała. „I metabolizmu”, powiedziałem. „I kodu genetycznego”, dorzuciła. Po upływie krótkiej chwili, kiedy oboje wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem z szeroko otwartymi oczami, krzyknęliśmy równocześnie: „Nieeee!”. Potem roześmialiśmy się i wróciliśmy do pracy, jak gdyby nie miało to większego znaczenia dla naszych poglądów. Myślę, że oboje podejrzewaliśmy, że nawet jeśli my nie wiemy, jak niekierowane procesy przyrodnicze mogą wytworzyć życie, ktoś musi to przecież wiedzieć. Tak właśnie działa imponująca siła myślenia grupowego.

Po trzech latach w mojej pierwszej pracy na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Queens College w Nowym Jorku moja żona Celeste, nasza pierworodna córka Grace i ja przeprowadziliśmy się do Bethlehem w Pensylwanii, gdzie czekało na mnie stanowisko na Uniwersytecie Lehigh. Po kilku latach bardzo intensywnej pracy zrobiłem sobie przerwę, aby przeczytać książkę, która mnie zaskoczyła i zmieniła moje spojrzenie na teorię ewolucji. Chodzi o Kryzys teorii ewolucji Michaela Dentona, genetyka i lekarza, który był wówczas wykładowcą w Australii. Choć w swojej książce nie zaproponował żadnego rozwiązania zagadki życia, to wskazał na wiele poważnych problemów, z jakimi teoria Darwina boryka się na poziomie molekularnym. Nigdy wcześniej o tych problemach nie słyszałem, mimo że moim pierwotnym celem jako profesora biochemii było właśnie zrozumienie, jak działa świat! Kiedy cofnąłem się myślami w czasie, zdałem sobie sprawę, że nigdy, na żadnym etapie studiów, nie słyszałem, by któryś z nauczycieli krytykował teorię Darwina.

Byłem wściekły. W ciągu następnych miesięcy spędziłem dużo czasu w bibliotece naukowej, próbując znaleźć artykuły lub książki zawierające naprawdę szczegółowe wyjaśnienia tego, jak losowe mutacje i selekcja mogłyby utworzyć wyjątkowo skomplikowane układy rutynowo badane przez biochemików. Niczego takiego nie znalazłem. Chociaż w wielu publikacjach oddawano hołd Darwinowi, a w kilku snuto „takie sobie ewolucyjne bajeczki”, to w żadnej nie wykazano, w jaki sposób zaproponowany przez niego mechanizm może wyjaśnić powstanie złożonych, funkcjonalnych układów. Mgliste opowiastki zadowalały mnie w przeszłości, ale teraz poszukiwałem autentycznych odpowiedzi.

W tym momencie doszedłem do wniosku, że zawierzyłem teorii Darwina nie ze względu na to, że przemawiają za nią mocne dane empiryczne, lecz z powodów socjologicznych – po prostu w dzisiejszych czasach oczekuje się, by takie przekonanie żywili ludzie wykształceni. Oczywiście moi profesorowie nie wprowadzali mnie w błąd celowo – oni sami pojmowali życie właśnie w ten sposób. Postanowiłem jednak samodzielnie rozstrzygnąć, na co wskazują dane empiryczne.

Kiedy zaczyna się traktować darwinizm jako hipotezę na temat biochemicznego poziomu życia, a nie jako założenie, to już po około 10 minutach można dojść do wniosku, że hipoteza ta jest zdecydowanie nieadekwatna. Po upływie kolejnych 10 minut można uświadomić sobie, że molekularna podstawa życia została zaprojektowana, i to z tego samego powodu, na podstawie którego Anaksagoras, Galen i Paley doszli do tego samego wniosku w przypadku bezpośrednio widocznych poziomów biologii (aczkolwiek ze względu na postęp w nauce i filozofii argument ten jest obecnie znacznie bardziej szczegółowy i dopracowany niż ich wersje). Zgodnie z tym wnioskiem oznaką inteligentnej aktywności jest takie ułożenie różnych części, aby służyły one do osiągnięcia określonego celu. Molekularne części komórki są elegancko zaaranżowane, by móc spełniać wiele pomocniczych założeń, które ostatecznie łączą się ze sobą w ramach całości zorientowanej na jeden cel – utworzenie życia. Jak tutaj zobaczymy, żaden nieinteligentny, niekierowany proces – ani mechanizm Darwina, ani żaden inny – nie może tego wyjaśnić.

Za pośrednictwem internetu przez lata kontaktowałem się z innymi naukowcami, którzy mieli doświadczenia podobne do moich i byli w pełni gotowi zaakceptować darwinowską teorię ewolucji, ale doznali szoku, gdy w pewnym momencie uświadomili sobie, że ta ogólnie pojęta teoria jest jedynie intelektualną fasadą. Podobnie jak ja, większość z nich żywiła określone przekonania religijne, co pozwoliło im uwolnić się od paraliżującego założenia, że – niezależnie od tego, na co wskazują dane empiryczne – nieinteligentne siły po prostu muszą być odpowiedzialne za wyrafinowany charakter życia. Niektórzy z nas utworzyli grupę pod auspicjami think tanku Discovery Institute z siedzibą w Seattle, aby lepiej bronić i rozwijać temat inteligentnego projektu (ID – intelligent design), któremu poświęciliśmy się bez reszty.

Podczas wspólnych rozmów odkryłem, że jako biochemik miałem w zanadrzu pomysły, których nie mieli inni. Wskutek namów Phillipa Johnsona, wówczas profesora prawa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, zacząłem pisać książkę, którą w 1996 roku opublikowałem pod tytułem Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu. Poza tym, że odpowiadałem później na ekstrawaganckie twierdzenia darwinistów lub na ich ataki na ID[10], sądziłem, że na tym moja kariera pisarska się już zakończyła. Szybki postęp nauki w kolejnej dekadzie pozwolił mi jednak na sformułowanie kolejnych argumentów. W 2007 roku przedstawiłem je w książce Granica ewolucji. W poszukiwaniu ograniczeń darwinizmu, w której, jak sugeruje tytuł, starałem się odnaleźć punkt, poza którym życia nie da się już wyjaśnić wyłącznie przez odniesienie do działania nieinteligentnych sił. (Do powszechnych błędów krytyków należy przekonanie, że zgodnie z teorią ID wszystko jest wynikiem planu. To oczywiście nieprawda. Przypadek stanowi ważny, choć drugoplanowy czynnik w świecie organizmów żywych). Znów wydawało mi się, że skończyłem z pisaniem, ale w ciągu ostatnich 10 lat doszło do kolejnych nieoczekiwanych odkryć w biologii, które stały się bodźcem do napisania tej właśnie książki.

Dokąd zmierzamy

Mocny wniosek, który wyciągnąłem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, jest następujący: pomimo sporadycznie pojawiających się pytań i wyboistej drogi, im większy postęp nauki, tym głębiej sięga projekt dostrzegalny w formach życia. W czasach Darwina, w połowie XIX wieku, naukowcy zastanawiali się, czy w przyrodzie występuje wystarczająca różnorodność stworzeń, aby zapewnić paliwo jego teorii. Po odkryciu DNA i białek pod koniec XX wieku palącym pytaniem było, czy mechanizm Darwina – dobór naturalny oddziałujący na rezultaty losowych mutacji – potrafi wyjaśnić również biochemiczny poziom życia oraz wyrafinowaną maszynerię molekularną, którą niespodziewanie na tym poziomie odkryto.

W miarę szybko postępującego rozwoju nauki na początku XXI stulecia szeroko zakrojone badania wykazały zaskakująco niewielki stopień zmian w genach na skutek silnej presji selekcyjnej. I jak zobaczymy w tej książce, wyniki jeszcze bardziej wyrafinowanych badań przeprowadzonych do tej pory w XXI wieku wskazują – jak na ironię – na to, że losowe mutacje i dobór naturalny mają w rzeczywistości bardzo dewolucyjny charakter. Okazuje się, że mutacje bardzo łatwo uszkadzają bądź degradują geny, co wbrew intuicji, czasami może pomóc organizmowi przetrwać, a uszkodzone geny szybko rozprzestrzeniają się za sprawą działania doboru naturalnego. O dziwo, na przestrzeni półtora wieku darwinizm przestał odgrywać rolę głównego kandydata do wyjaśnienia powstania życia, a stał się rozpoznanym zagrożeniem dla integralności form życia w długoterminowej perspektywie.

Przejdźmy teraz do omówienia planu książki. W dwóch rozdziałach części I przedstawię główne problemy, przed którymi stoi każda teoria próbująca wyjaśnić pochodzenie życia. W rozdziale 1 zwrócę uwagę na pewną trudność filozoficzną – pytanie, skąd wiemy to, co rzekomo wiemy. W drugim rozdziale części I rzucę rękawicę. Opiszę w nim zadziwiającą elegancję i złożoność układów biologicznych, które wymagają wyjaśnienia; wiele z nich odkryto dopiero w obecnym tysiącleciu. W części II przeanalizuję liczne idee, które zaproponowano jako rozwiązania zagadki życia, począwszy od teorii Darwina, a skończywszy na najnowszych niedarwinowskich ujęciach ewolucji, takich jak teoria neutralna i koncepcja naturalnej inżynierii genetycznej. Zobaczymy też, dlaczego wszystkie mają poważnie ograniczony zakres, mimo że mogą wyjaśniać niektóre cechy życia.

W części III (w rozdziałach od 6 do 9) przedstawię stosowne dane empiryczne uzyskane w wyniku licznych, przeprowadzonych przez wielu dociekliwych naukowców badań różnorodnych gatunków. Takie badania stały się możliwe dopiero kilkadziesiąt lat temu dzięki szybkiemu rozwojowi technik laboratoryjnych, które pozwalają na dokładne zbadanie molekularnego poziomu życia. Wyniki tych badań wskazują na to, że mechanizm darwinowski jest nie tylko dewolucyjny, lecz również sam się ogranicza, ponieważ aktywnie przeciwdziała zmianom ewolucyjnym na poziomie rodziny lub wyższym w klasyfikacji biologicznej. Po części IV (opisanej poniżej) zamieściłem Dodatek, w którym ponownie przeanalizuję wysunięte przez czołowych naukowców i innych uczonych argumenty krytyczne wobec mojej wcześniejszej argumentacji na rzecz inteligentnego projektu, posiłkując się jasną perspektywą zapewnioną przez wiedzę zgromadzoną na przestrzeni ponad 20 minionych lat.

Porażka mechanizmu Darwina jako wyjaśnienia ewolucji wszystkich poza najniższymi poziomami klasyfikacji biologicznej ponownie otwiera zasadnicze pytanie, co stanowi wyjaśnienie elegancji i złożoności życia. Moja odpowiedź na to pytanie pojawia się głównie w części IV (w ostatnim rozdziale). Tam opowiem się za rzeczywistym istnieniem umysłu – niezbędnego fundamentu samej nauki – i będę argumentować, że dla własnego dobra nauka musi otwarcie uznać istnienie umysłu. Kiedy zaakceptujemy realność umysłu, wyjaśnienie pochodzenia życia nasunie się samo. Krótko mówiąc, chociaż przypadek z pewnością odpowiada za drugoplanowe aspekty organizmów żywych, to najnowsze dane empiryczne potwierdzają, że życie jest zamierzonym dziełem umysłu i że to dzieło sięga znacznie głębszych poziomów życia, niż można było sądzić dawniej.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przypisy

Wstęp

[1] Moje omówienie starożytnych argumentów na rzecz projektu oparłem w dużej mierze na artykule: A.S. Pease, Caeli Enarrant, „Harvard Theological Review” 1941, Vol. 34, s. 163–200.
[2] M.J. Schiefsky, Galen’s Teleology and Functional Explanation, „Oxford Studies in Ancient Philosophy” 2007, Vol. 33, s. 369–400.
[3] W. Talbott, Bayesian Epistemology, w: The Stanford Encyclopedia of Philosophy, ed. E.N. Zalta, Winter 2016 edition.
[4] A.R. Wallace, The World of Life: A Manifestation of Creative Power, Directive Mind and Ultimate Purpose, Moffat, Yard and Company, New York 1911.
[5] L.J. Henderson, The Fitness of the Environment, Macmillan, New York 1913.
[6] Zob. M.J. Denton, Nature’s Destiny: How the Laws of Biology Reveal Purpose in the Universe, Free Press, New York 1998; G.F. Lewis, L.A. Barnes, A Fortunate Universe: Life in a Finely Tuned Cosmos, Cambridge University Press, Cambridge 2016.
[7] T. Sommers, A. Rosenberg, Darwin’s Nihilistic Idea: Evolution and the Meaninglessness of Life, „Biology & Philosophy” 2003, Vol. 18, s. 653–668.
[8] Tamże.
[9] E. Wasman, H. Muckermann, Evolution, w: The Catholic Encyclopedia, Encyclopedia Press, New York 1909, Vol. 5, s. 654–670.
[10] Przez kilkadziesiąt lat pod adresem teorii inteligentnego projektu pojawiło się oczywiście wiele głosów krytycznych. Odpowiedzi udzielone przeze mnie oraz innych autorów można znaleźć na stronie internetowej Discovery Institute: www.discovery.org.

Dotychczas w serii ukazały się:

Jonathan Wells

Ikony ewolucji.

Nauka czy mit?

Phillip E. Johnson

Darwin przed sądem

Michael J. Behe

Czarna skrzynka Darwina.

Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu

Michael J. Behe

Granica ewolucji.

W poszukiwaniu ograniczeń darwinizmu

Jonathan Wells

Zombie-nauka.

Jeszcze więcej ikon ewolucji

Guillermo Gonzales

Jay W. Richards

Wyjątkowa planeta.

Dlaczego nasze położenie w kosmosie umożliwia odkrycia naukowe

William A. Dembski

Wnioskowanie o projekcie.

Wykluczenie przypadku metodą małych prawdopodobieństw

Michael Denton

Kryzys teorii ewolucji

Douglas Axe

Niepodważalne.

Jak biologia potwierdza naszą intuicję, że życie jest zaprojektowane

Michael Denton

Teoria ewolucji.

Kryzysu ciąg dalszy

Stephen C. Meyer

Podpis w komórce.

DNA i świadectwa inteligentnego projektu

Stephen C. Meyer

Wątpliwość Darwina.

Kambryjska eksplozja życia jako świadectwo inteligentnego projektu

William A. Dembski

Nic za darmo.

Dlaczego przyczyną wyspecyfikowanej złożoności musi być inteligencja