Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn - Caroline Criado-Perez - ebook

Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn ebook

Criado-Perez Caroline

4,5

54 osoby interesują się tą książką

Opis

Pierwsza książka, która na taką skalę analizuje seksistowski charakter świata, w którym żyjemy – od dostępności usług publicznych po projektowanie dóbr luksusowych. Caroline Criado Perez na setkach przykładów pokazuje, że domyślnym użytkownikiem większości dóbr i usług jest wciąż mężczyzna i pisze o tym, w jaki sposób wpływa to na codzienne życie połowy ludzkości. Brak istniejących danych na temat kobiet – ich potrzeb, zdrowia, sposobów korzystania z infrastruktury i usług publicznych, funkcjonowania na rynku pracy etc. prowadzi do ich systematycznej dyskryminacji we wszystkich dziedzinach życia, od języka, poprzez system edukacji czy ochrony zdrowia (np. diagnostyka i leczenie niektórych chorób), normy obowiązujące w miejscach pracy, system ochrony pracy po system podatkowy i zarządzanie, nie mówiąc już o (nie)obecności kobiet na kartach historii. Przedsięwzięcie Caroline Criado Perez jest imponujące przede wszystkim ze względu na ilość materiału, jaki poddała analizie, i fakt, że objęła nią obszar od Norwegii po Argentynę i RPA i od Stanów Zjednoczonych po Japonię.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 597

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (207 ocen)
132
57
13
1
4
Sortuj według:
bazylbazyli

Nie oderwiesz się od lektury

Zdecydowanie najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku. Polecam i kobietom, i mężczyznom. Mnóstwo zaskoczeń. Warta każdej poświęconej minuty!
00
piotrsze

Nie oderwiesz się od lektury

Książka warta polecenia! Do przeczytania przez każdego i każdą! Bez względy czy ktoś czuje się feministką czy niekoniecznie - autorka podaje fakty z któryki trudno dyskutować, a które warto znać, aby uniknąć ponobnych sytuacji w przyszłości.
00
sandra_sz

Dobrze spędzony czas

Lektura warta przeczytania, mimo że mogłaby być krótsza patrząc na ilość przekazanych informacji. Przedstawia ciekawą perspektywę oraz nieoczywiste fakty, dając tym samym do myślenia i poszerzając horyzonty. Do tekstu załączono bogaty wykaz literatury.
00
woagnieszka

Nie oderwiesz się od lektury

Każda kobieta powinna ją przeczytać! Otwiera oczy!
00
mariacarla

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacja!
00

Popularność




Ca­ro­li­ne Cria­do Pe­rez

Nie­wi­dzial­ne ko­bie­ty

Jak da­ne two­rzą świat skro­jo­ny pod męż­czyzn

prze­kład An­na Sak

Ka­rak­ter Kra­ków 2020

Na wstę­pie

Wy­obra­że­nie świa­ta – po­dob­nie jak i sam świat – to dzie­ło męż­czyzn. Opi­su­ją świat ze swe­go punk­tu wi­dze­nia, nie od­róż­nia­jąc go od praw­dy ab­so­lut­nej.

Si­mo­ne de Be­au­vo­ir1

Więk­szość udo­ku­men­to­wa­nej hi­sto­rii ludz­ko­ści skry­wa ogrom­ną lu­kę in­for­ma­cyj­ną. Po­czy­na­jąc od hi­po­te­zy męż­czy­zny łow­cy, kro­ni­ka­rze prze­szło­ści nie­wie­le miej­sca po­świę­ca­ją ro­li ko­biet w ewo­lu­cji czło­wie­ka, za­rów­no kul­tu­ro­wej, jak i bio­lo­gicz­nej. Przyj­mu­je się, że pe­ry­pe­tie męż­czyzn od­zwier­cie­dla­ją los ca­łej ludz­ko­ści. Gdy pa­da py­ta­nie o ży­cie dru­giej po­ło­wy ro­dza­ju ludz­kie­go, czę­sto za­pa­da ci­sza.

To mil­cze­nie na­po­ty­ka­my wszę­dzie. Ca­ła na­sza kul­tu­ra jest nim prze­peł­nio­na. Fil­my, ser­wi­sy in­for­ma­cyj­ne, li­te­ra­tu­ra, na­uka, urba­ni­sty­ka, eko­no­mia. Hi­sto­rie, któ­re so­bie opo­wia­da­my o na­szej prze­szło­ści, te­raź­niej­szo­ści i przy­szło­ści. Wszyst­kie są na­zna­czo­ne, zde­for­mo­wa­ne – „nie­obec­ną obec­no­ścią”, któ­ra ma kształt ko­bie­ty. To lu­ka w da­nych do­ty­czą­cych płci.

Nie cho­dzi tyl­ko o nie­obec­ność. Prze­mil­cze­nia i bia­łe pla­my ma­ją swo­je kon­se­kwen­cje. Od­dzia­łu­ją na ży­cie ko­biet dzień w dzień, czę­sto w dość nie­po­zor­ny spo­sób. Na przy­kład kie­dy dy­go­cze­my z zim­na w biu­rach w tem­pe­ra­tu­rze do­sto­so­wa­nej do mę­skiej nor­my al­bo nie mo­że­my do­się­gnąć gór­nej pół­ki usta­wio­nej na wy­so­ko­ści zgod­nej z nor­mą wzro­stu męż­czy­zny. Iry­tu­ją­ce? Z pew­no­ścią. Nie­spra­wie­dli­we? A jak­że.

Ale nie­groź­ne dla ży­cia. Nie tak jak wy­pa­dek w sa­mo­cho­dzie, któ­re­go sys­tem bez­pie­czeń­stwa nie uwzględ­nia wy­mia­rów ko­bie­ce­go cia­ła. Nie tak jak za­wał ser­ca, któ­re­go nie zdia­gno­zo­wa­no, po­nie­waż ob­ja­wy uzna­no za „aty­po­we”. Dla tych ko­biet ży­cie w świe­cie zbu­do­wa­nym we­dług da­nych do­ty­czą­cych męż­czyzn mie­wa śmier­tel­ne kon­se­kwen­cje.

Jed­ną z waż­niej­szych rze­czy, ja­kie trze­ba po­wie­dzieć o lu­ce w da­nych do­ty­czą­cych płci, jest to, że na ogół nie wy­ni­ka ona ze złej wo­li ani na­wet ce­lo­we­go dzia­ła­nia. Wprost prze­ciw­nie. To po pro­stu re­zul­tat spo­so­bu my­śle­nia ist­nie­ją­ce­go od ty­się­cy lat i wła­śnie dla­te­go jest to coś w ro­dza­ju niemy­śle­nia. A na­wet po­dwój­ne­go nie­my­śle­nia: męż­czy­zna – to ro­zu­mie się sa­mo przez się, ko­bie­ta – nie za­słu­gu­je na­wet na wzmian­kę. Bo gdy mó­wi­my „czło­wiek”, w ogól­no­ści, ma­my na my­śli męż­czy­znę.

Ta­kie spo­strze­że­nie to nic no­we­go. Au­tor­ka je­go naj­słyn­niej­szej wer­sji, Si­mo­ne de Be­au­vo­ir, na­pi­sa­ła w 1949 ro­ku: „Ludz­kość jest ro­dza­ju mę­skie­go, męż­czy­zna okre­śla ko­bie­tę nie ja­ko ta­ką, lecz w od­nie­sie­niu do sa­me­go sie­bie; nie uwa­ża jej za isto­tę sa­mo­ist­ną […]. Męż­czy­zna jest Pod­mio­tem, jest Ab­so­lu­tem; ko­bie­ta jest In­nym”2. No­wy jest kon­tekst, w któ­rym ko­bie­ty na­dal są „In­ny­mi”. A ten kon­tekst to świat co­raz bar­dziej uza­leż­nio­ny od da­nych. Pod­da­ny big da­ta, Wiel­kim Da­nym, z któ­rych na­stęp­nie Wiel­kie Kom­pu­te­ry wy­do­by­wa­ją za po­mo­cą Wiel­kich Al­go­ryt­mów Wiel­kie Praw­dy. Lecz gdy two­je big da­ta są ska­żo­ne mil­cze­niem, to praw­dy, do ja­kich doj­dziesz, bę­dą w naj­lep­szym ra­zie pół­praw­da­mi. A w od­nie­sie­niu do ko­biet czę­sto nie bę­dą praw­dzi­we w ogó­le. Jak ma­wia­ją in­for­ma­ty­cy: gar­ba­ge in, gar­ba­ge out. Wrzu­casz śmie­ci, do­sta­jesz śmie­ci.

W tym no­wym kon­tek­ście po­trze­ba uzu­peł­nie­nia lu­ki w da­nych do­ty­czą­cych płci sta­je się co­raz bar­dziej na­glą­ca. Sztucz­na in­te­li­gen­cja, któ­ra po­ma­ga le­ka­rzom sta­wiać dia­gno­zy, ska­nu­je CV, a na­wet prze­pro­wa­dza roz­mo­wy z kan­dy­da­ta­mi do pra­cy, jest już po­wszech­na. Ty­le że uczy się ona na zbio­rach da­nych, któ­re są peł­ne luk – a po­nie­waż al­go­ryt­my czę­sto chro­ni się ja­ko opro­gra­mo­wa­nie wła­sno­ścio­we, nie mo­że­my na­wet spraw­dzić, czy owe lu­ki zo­sta­ły wzię­te pod uwa­gę. Do­wo­dy, któ­ry­mi dys­po­nu­je­my, po­zwa­la­ją stwier­dzić z du­żą do­zą pew­no­ści, że nie.

Licz­by, tech­ni­ka, al­go­ryt­my – to wszyst­ko ma klu­czo­we zna­cze­nie dla opo­wie­ści o Nie­wi­dzial­nych Ko­bie­tach. Ale sta­no­wi tyl­ko jej po­ło­wę. Da­ne to, ina­czej mó­wiąc, in­for­ma­cje, a te ma­ją wie­le źró­deł. Sta­ty­sty­ki są ro­dza­jem in­for­ma­cji, ow­szem, ale jest nim tak­że ludz­kie do­świad­cze­nie. Dla­te­go bę­dę prze­ko­ny­wać, że sko­ro pro­jek­tu­je­my świat, któ­ry ma słu­żyć nam wszyst­kim, mu­si­my to ro­bić wspól­nie z ko­bie­ta­mi. Je­śli de­cy­zje do­ty­czą­ce nas wszyst­kich po­dej­mu­ją wy­łącz­nie bia­li, w peł­ni spraw­ni męż­czyź­ni (w dzie­wię­ciu przy­pad­kach na dzie­sięć po­cho­dzą­cy ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych), to też ma­my tu wła­śnie do czy­nie­nia z lu­ką in­for­ma­cyj­ną – po­dob­nie jak w przy­pad­ku in­for­ma­cji na te­mat ko­bie­cych ciał w me­dycz­nych ba­da­niach na­uko­wych, ich też nikt nie gro­ma­dzi. A gdy per­spek­ty­wa ko­biet nie jest bra­na pod uwa­gę, sy­tu­acja ta­ka sta­je się – jak bę­dę chcia­ła wy­ka­zać – głów­nym mo­to­rem na­pę­dza­ją­cym nie­za­mie­rzo­ne mę­skie uprze­dze­nia, któ­re z ko­lei pró­bu­ją (czę­sto w do­brej wie­rze) ucho­dzić za „neu­tral­ne płcio­wo”. To wła­śnie mia­ła na my­śli de Be­au­vo­ir, gdy mó­wi­ła, że męż­czyź­ni my­lą wła­sny punkt wi­dze­nia z praw­dą ab­so­lut­ną.

Oba­wy swo­iste dla ko­biet, któ­rych męż­czyź­ni nie uwzględ­nia­ją, obej­mu­ją wie­le ob­sza­rów, w trak­cie lek­tu­ry za­uwa­żysz jed­nak, że trzy wąt­ki po­wra­ca­ją jak bu­me­rang: ko­bie­ce cia­ło, nie­od­płat­na pra­ca opie­kuń­cza ko­biet oraz mę­ska prze­moc wo­bec ko­biet. Są to spra­wy tak wiel­kiej wa­gi, że do­ty­ka­ją pra­wie każ­de­go aspek­tu na­sze­go ży­cia, ma­ją wpływ na wszyst­kie na­sze do­świad­cze­nia: od ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej po po­li­ty­kę, ze sta­no­wi­skiem pra­cy i ga­bi­ne­tem le­kar­skim włącz­nie. Męż­czyź­ni o nich za­po­mi­na­ją, po­nie­waż nie ma­ją ko­bie­cych ciał. Wy­ko­nu­ją, jak się prze­ko­na­my, za­le­d­wie uła­mek nie­od­płat­nej pra­cy, któ­ra spa­da na bar­ki ko­biet. I choć tak­że mu­szą się zma­gać z mę­ską prze­mo­cą, to prze­ja­wia się ona w in­ny spo­sób niż ta, któ­rej do­świad­cza­ją ko­bie­ty. Te róż­ni­ce po­zo­sta­ją nie­zau­wa­żo­ne, a my po­stę­pu­je­my tak, jak­by mę­skie cia­ło i to­wa­rzy­szą­ce mu do­świad­cze­nie ży­cio­we by­ły neu­tral­ne płcio­wo. Jest to for­ma dys­kry­mi­na­cji.

W książ­ce okre­śle­nie „płeć” bę­dę ro­zu­mieć na dwa spo­so­by: ja­ko bio­lo­gicz­ny ze­spół cech (ang. sex), któ­re de­cy­du­ją o tym, czy jest się męż­czy­zną czy ko­bie­tą – XY i XX – oraz w od­nie­sie­niu do spo­łecz­nych zna­czeń, ja­kie na­kła­da­my na te bio­lo­gicz­ne fak­ty (ang. gen­der), czy­li to, jak trak­to­wa­ne są ko­bie­ty, po­nie­waż po­strze­ga się je ja­ko płeć żeń­ską. To dru­gie zna­cze­nie sło­wa „płeć” sta­no­wi wy­twór czło­wie­ka, ale oby­dwa są rów­nie praw­dzi­we. Jed­no i dru­gie ma istot­ne kon­se­kwen­cje dla ko­biet po­ru­sza­ją­cych się w na­szym świe­cie skon­stru­owa­nym we­dług da­nych do­ty­czą­cych męż­czyzn.

Choć mó­wię za­rów­no o jed­nym, jak i dru­gim, lu­kę in­for­ma­cyj­ną po­strze­gam przez pry­zmat gen­der, po­nie­waż to nie płeć bio­lo­gicz­na jest po­wo­dem, dla któ­re­go ko­bie­ty są po­mi­ja­ne w da­nych. Jest nim płeć w sen­sie kul­tu­ro­wym. Kie­dy opi­su­ję zja­wi­sko od­po­wie­dzial­ne za tak wiel­ką krzyw­dę w ży­ciu wie­lu ko­biet, chcę ja­sno wska­zać je­go pod­sta­wo­wą przy­czy­nę – i, wbrew wie­lu twier­dze­niom, któ­re znaj­dziesz w tej książ­ce, przy­czy­ną tą nie jest ko­bie­ce cia­ło. Jest nim spo­łecz­ne zna­cze­nie, ja­kie mu przy­pi­su­je­my, a tak­że spo­łecz­nie mo­ty­wo­wa­ny fakt, że się z te­go nie roz­li­cza­my.

Nie­wi­dzial­ne ko­bie­ty to opo­wieść o nie­obec­no­ści – co spra­wia, że chwi­la­mi trud­no się ją pi­sze. O ile ist­nie­je lu­ka w da­nych do­ty­czą­cych ogó­łu ko­biet (al­bo w ogó­le nie po­zy­sku­je­my ta­kich da­nych, al­bo zwy­kle nie se­gre­gu­je­my da­nych ze wzglę­du na płeć), o ty­le gdy cho­dzi o ko­bie­ty o in­nym ko­lo­rze skó­ry niż bia­ły, z nie­peł­no­spraw­no­ścią czy na­le­żą­ce do kla­sy pra­cu­ją­cej, da­ne są prak­tycz­nie nie­osią­gal­ne. Nie dla­te­go, że nikt ich nie zbie­ra, a dla­te­go, że nie są one od­dzie­la­ne od da­nych do­ty­czą­cych męż­czyzn – in­ny­mi sło­wy, nie są „se­gre­go­wa­ne we­dług kry­te­rium płci”. W sta­ty­sty­kach przed­sta­wia­ją­cych pro­cen­to­wy udział – od sta­no­wisk aka­de­mic­kich po ro­le fil­mo­we – po­da­je się da­ne na te­mat „ko­biet” i „mniej­szo­ści et­nicz­nych”, na­to­miast da­ne na te­mat przed­sta­wi­cie­lek mniej­szo­ści et­nicz­nych gi­ną w każ­dej z obu tych więk­szych grup. Tam, gdzie ist­nie­ją, przy­ta­czam je – ale dzie­je się to nie­zwy­kle rzad­ko.

Nie mam za­mia­ru prze­pro­wa­dzać tu żad­nej psy­cho­ana­li­zy. Nie mam do­stę­pu do naj­głęb­szych my­śli tych, któ­rzy utrwa­la­ją lu­kę w da­nych na te­mat płci, co ozna­cza, że ni­niej­sza książ­ka nie mo­że wska­zać jed­no­znacz­nej przy­czy­ny ist­nie­nia tej lu­ki. Mo­gę je­dy­nie przed­sta­wić da­ne i po­pro­sić, abyś ja­ko czy­tel­nicz­ka lub czy­tel­nik spoj­rza­ła lub spoj­rzał na do­wo­dy. Nie in­te­re­su­je mnie też, czy ktoś, kto stwo­rzył na­rzę­dzie fa­wo­ry­zu­ją­ce męż­czyzn, był uta­jo­nym sek­si­stą. Pry­wat­ne mo­ty­wy są, do pew­ne­go stop­nia, nie­istot­ne. Li­czy się ogól­niej­szy sche­mat. Li­czy się to, czy wo­bec wa­gi da­nych, któ­re za­pre­zen­tu­ję, roz­sąd­nie by­ło­by wy­su­wać wnio­sek, że lu­ka w da­nych do­ty­czą­cych płci to naj­wy­żej je­den wiel­ki zbieg oko­licz­no­ści.

Spró­bu­ję udo­wod­nić, że tak nie jest, że lu­ka ta to za­ra­zem przy­czy­na i sku­tek te­go ro­dza­ju bez­myśl­no­ści, któ­ra zrów­nu­je ludz­kość z mę­sko­ścią. Po­ka­żę, jak bar­dzo roz­po­wszech­ni­ło się to na­sta­wie­nie i jak znie­kształ­ca ono rze­ko­mo obiek­tyw­ne da­ne, któ­re w co­raz więk­szym stop­niu rzą­dzą na­szym ży­ciem. Po­ka­żę, że na­wet w su­per­ra­cjo­nal­nym świe­cie kie­ro­wa­nym przez su­per­bez­stron­ne su­per­kom­pu­te­ry ko­bie­ty są na­dal, jak twier­dzi­ła de Be­au­vo­ir, „dru­gą płcią” – i że nie­bez­pie­czeń­stwo, że zo­sta­nie­my spro­wa­dzo­ne, w naj­lep­szym ra­zie, do ro­li pod-ty­pu męż­czy­zny, jest na­dal bar­dzo, ale to bar­dzo re­al­ne.

Wpro­wa­dze­nie

W do­my­śle męż­czy­zna

Po­strze­ga­nie ro­dza­ju ludz­kie­go przez pry­zmat mę­sko­ści ma fun­da­men­tal­ne zna­cze­nie dla struk­tu­ry na­szych spo­łe­czeństw. To sta­re, głę­bo­ko za­ko­rze­nio­ne przy­zwy­cza­je­nie – rów­nie sta­re jak sa­me teo­rie po­cho­dze­nia czło­wie­ka. Już w IV wie­ku p.n.e. Ary­sto­te­les wprost uznał mę­skość ja­ko nor­mę za bez­spor­ny fakt: „Pierw­sze od­chy­le­nie od nor­my ma miej­sce wte­dy, gdy za­miast męż­czy­zny przy­cho­dzi na świat ko­bie­ta” – pi­sał w trak­ta­cie bio­lo­gicz­nym O ro­dze­niu się zwie­rząt (przy­naj­mniej za­uwa­żył, że owo od­chy­le­nie to „ko­niecz­ność na­tu­ry”)1.

Po­nad dwa ty­sią­ce lat póź­niej, w 1966 ro­ku, Uni­wer­sy­tet w Chi­ca­go zor­ga­ni­zo­wał sym­po­zjum na te­mat pier­wot­nych spo­łecz­no­ści zbie­rac­ko-ło­wiec­kich. Nada­no mu ty­tuł Man the Hun­ter [Męż­czy­zna-łow­ca]. Po­nad sie­dem­dzie­się­cio­ro pię­cio­ro an­tro­po­lo­gów spo­łecz­nych z ca­łe­go świa­ta ze­bra­ło się, że­by de­ba­to­wać nad du­żym zna­cze­niem ło­wiec­twa dla ewo­lu­cji i roz­wo­ju ludz­ko­ści. Uczest­ni­cy zgo­dzi­li się, że by­ło ono nie­sły­cha­nie istot­ne2. „Bio­lo­gia, psy­cho­lo­gia i oby­cza­je, któ­re od­róż­nia­ją nas od małp człe­ko­kształt­nych – wszyst­ko to za­wdzię­cza­my łow­com z daw­nych cza­sów” – brzmia­ła te­za jed­ne­go z re­fe­ra­tów za­miesz­czo­nych w po­kon­fe­ren­cyj­nej pu­bli­ka­cji. Wszyst­ko pięk­nie, tyl­ko, jak za­uwa­ży­ły fe­mi­nist­ki, ta teo­ria oka­zu­je się nie­co pro­ble­ma­tycz­na, je­śli cho­dzi o ewo­lu­cję płci żeń­skiej, po­nie­waż ło­wiec­two, jak za­zna­czo­no w ar­ty­ku­le, by­ło do­me­ną męż­czyzn. Je­że­li „nasz in­te­lekt, na­sze za­in­te­re­so­wa­nia, emo­cje i pod­sta­wy ży­cia spo­łecz­ne­go – to wszyst­ko ewo­lu­cyj­ne skut­ki suk­ce­su przy­sto­so­wa­nia się łow­ców”, to ja­kie stąd pły­ną wnio­ski co do czło­wie­czeń­stwa ko­biet? Sko­ro ewo­lu­cja ludz­ko­ści to mę­ska rzecz, to czy ko­bie­ty są w ogó­le ludź­mi?

W kla­sycz­nym już ese­ju Wo­man the Ga­the­rer [Ko­bie­ta-zbie­racz­ka] an­tro­po­loż­ka Sal­ly Slo­cum za­kwe­stio­no­wa­ła pry­mat „męż­czy­zny-łow­cy”3. An­tro­po­lo­dzy, twier­dzi­ła, „wy­szu­ku­ją przy­kła­dy za­cho­wań męż­czyzn i przyj­mu­ją, że wy­star­czą one za wy­ja­śnie­nie”. Że­by za­peł­nić to pu­ste miej­sce, za­da­ła pro­ste py­ta­nie: „Czym zaj­mo­wa­ły się ko­bie­ty, gdy męż­czyź­ni by­li na po­lo­wa­niu?”. Od­po­wiedź: zbie­rac­twem, kar­mie­niem, opie­ką nad dzieć­mi pod­czas „dłuż­szych okre­sów nie­mow­lę­cej za­leż­no­ści” – wszyst­kim tym, co wy­ma­ga­ło po­dob­ne­go współ­dzia­ła­nia. W tym kon­tek­ście „wnio­sek, że pod­sta­wo­wym ludz­kim bodź­cem ad­ap­ta­cyj­nym by­ło dą­że­nie męż­czyzn do po­lo­wa­nia i za­bi­ja­nia – prze­ko­nu­je Slo­cum – prze­ce­nia wa­gę agre­sji, któ­ra jest prze­cież tyl­ko jed­nym z aspek­tów ludz­kie­go ży­cia”.

Slo­cum wy­stą­pi­ła ze swo­ją kry­ty­ką już po­nad czter­dzie­ści lat te­mu, mę­ski punkt wi­dze­nia w teo­rii ewo­lu­cji na­dal jed­nak ma się do­brze. „Na­ukow­cy od­kry­li, że w to­ku ewo­lu­cji u lu­dzi po­ja­wił się in­stynkt za­bi­ja­nia” – po­dał dzien­nik „The In­de­pen­dent” w 2016 ro­ku4. W ar­ty­ku­le przy­to­czo­no wnio­ski z pra­cy na­uko­wej pod ty­tu­łem „Fi­lo­ge­ne­tycz­ne ko­rze­nie za­bój­czej prze­mo­cy ludz­ko­ści”, we­dług któ­rej ewo­lu­cja spra­wi­ła, że lu­dzie – w po­rów­na­niu z prze­cięt­nym ssa­kiem – sta­li się sze­ścio­krot­nie bar­dziej śmier­tel­nie nie­bez­piecz­ni dla przed­sta­wi­cie­li wła­sne­go ga­tun­ku5.

To bez wąt­pie­nia praw­da w od­nie­sie­niu do na­sze­go ga­tun­ku w ogó­le – ale re­alia są ta­kie, że spraw­ca­mi za­bój­czej prze­mo­cy za­da­wa­nej so­bie przez lu­dzi w przy­tła­cza­ją­cej więk­szo­ści są męż­czyź­ni: trwa­ją­ca trzy­dzie­ści lat ana­li­za za­bójstw w Szwe­cji wy­ka­za­ła, że są oni spraw­ca­mi dzie­wię­ciu na dzie­sięć za­bójstw6. Po­twier­dza­ją to sta­ty­sty­ki z in­nych kra­jów, w tym Au­stra­lii7, Wiel­kiej Bry­ta­nii8 oraz Sta­nów Zjed­no­czo­nych9. Ba­da­nie prze­glą­do­we prze­pro­wa­dzo­ne w 2013 ro­ku przez ONZ wy­ka­za­ło, że 96 pro­cent10 spraw­ców za­bójstw na świe­cie to męż­czyź­ni. Kto ma za­tem mor­der­cze in­stynk­ty – ludz­kość czy tyl­ko męż­czyź­ni? A sko­ro ko­bie­ty ra­czej nie mor­du­ją, to co ma­my my­śleć o ich „fi­lo­ge­ne­ty­ce”?

Po­dej­ście do ba­dań na­uko­wych, któ­re moż­na pod­su­mo­wać ha­słem: „mę­ski, je­śli nie za­zna­czo­no ina­czej”, ska­zi­ło, jak się wy­da­je, wszyst­kie ob­sza­ry et­no­gra­ficz­ne. Na przy­kład ma­lo­wi­dła na­skal­ne czę­sto przed­sta­wia­ją zwie­rzy­nę łow­ną, na­ukow­cy twier­dzą więc, że wy­ko­na­li je męż­czyź­ni-łow­cy. No­wa ana­li­za od­ci­sków dło­ni wid­nie­ją­cych przy tych ma­lo­wi­dłach w ja­ski­niach we Fran­cji i Hisz­pa­nii su­ge­ru­je jed­nak, że więk­szość z nich stwo­rzy­ły ko­bie­ty11.

Przed my­śle­niem: „męż­czy­zna, je­śli nie za­zna­czo­no ina­czej”, nie da­ło się uchro­nić na­wet kwe­stii ludz­kich ko­ści. Moż­na by są­dzić, że ludz­kie szkie­le­ty są obiek­tyw­nie mę­skie lub żeń­skie, czy­li nie do­ty­czy ich ka­te­go­ria „do­myśl­nej mę­sko­ści”. Nic bar­dziej myl­ne­go. Przez po­nad sto lat wi­kiń­ski szkie­let zna­ny ja­ko „wo­jow­nik z Bir­ki” mi­mo wy­raź­nie ko­bie­cych ko­ści mied­ni­cy uwa­ża­ny był za mę­ski, po­nie­waż zna­le­zio­no przy nim peł­ny ze­staw bro­ni i dwa zło­żo­ne w ofie­rze ru­ma­ki12. Za­war­tość gro­bu wska­zy­wa­ła, że je­go lo­ka­tor był wo­jow­ni­kiem13 – to zna­czy męż­czy­zną (nie­zli­czo­ne na­wią­za­nia do wo­jow­ni­czek w tra­dy­cji ust­nej wi­kin­gów ar­che­olo­dzy za­li­cza­li do „mi­to­lo­gicz­nych upięk­szeń”14). Choć broń wy­da­je się waż­niej­szym ar­gu­men­tem niż ko­ści mied­ni­cy, gdy cho­dzi o płeć, to prze­gry­wa z DNA – w 2017 ro­ku ba­da­nia ge­ne­tycz­ne po­twier­dzi­ły, że szkie­let rze­czy­wi­ście na­le­żał do ko­bie­ty.

Dys­ku­sja na tym się jed­nak nie skoń­czy­ła. Prze­su­nę­ła tyl­ko punkt cięż­ko­ści15. Ko­ści mo­gły zo­stać po­mie­sza­ne, mo­gły też ist­nieć in­ne po­wo­dy, dla któ­rych przy ko­bie­cych zwło­kach zna­le­zio­no te przed­mio­ty. W obu przy­pad­kach kry­ty­cy mo­gą mieć ra­cję (choć au­to­rzy ba­dań oba­la­ją te te­zy, po­słu­gu­jąc się roz­kła­dem za­war­to­ści gro­bow­ca). Opór jest jed­nak wy­mow­ny, zwłasz­cza że mę­skość szkie­le­tów w po­dob­nych oko­licz­no­ściach „nie jest kwe­stio­no­wa­na”16. Rze­czy­wi­ście, gdy ar­cheo­lo­dzy od­ko­pu­ją miej­sca po­chów­ku, pra­wie za­wsze znaj­du­ją wię­cej mę­skich ko­ści, co, jak w 1995 ro­ku za­uwa­żył oschle uzna­ny an­tro­po­log Phil­lip Wal­ker w roz­dzia­le książ­ki o okre­śla­niu płci cza­szek, „nie zga­dza się z na­szą wie­dzą na te­mat roz­kła­du płci wy­mar­łych ludz­kich po­pu­la­cji”17. A bio­rąc pod uwa­gę, że wi­kiń­skie ko­bie­ty mo­gły po­sia­dać ma­ją­tek, mia­ły pra­wo dzie­dzi­cze­nia i mo­gły stać się wpły­wo­wy­mi kup­czy­nia­mi*, czy tak trud­no wy­obra­zić so­bie, że mo­gły też wal­czyć?18

Nie są to zresz­tą wca­le je­dy­ne od­kry­te ko­ści wo­jow­ni­czek. „Licz­ne szkie­le­ty ko­biet z ob­ra­że­nia­mi po wal­ce od­naj­dy­wa­ne są na ste­pach Eu­ra­zji od Buł­ga­rii po Mon­go­lię” – pi­sa­ła Na­ta­lie Hay­nes w „Gu­ar­dia­nie”19. Dla lu­dów ta­kich jak sta­ro­żyt­ni Scy­to­wie, któ­rzy wal­czy­li kon­no przy uży­ciu łu­ku, wo­jow­ni­cy płci mę­skiej nie mie­li na­tu­ral­nej prze­wa­gi, a ba­da­nia DNA szkie­le­tów po­cho­wa­nych wraz z bro­nią w po­nad ty­siącu scy­tyj­skich kur­ha­nów od Ukra­iny po Azję Środ­ko­wą wy­ka­za­ły, że na­wet 37 pro­cent scy­tyj­skich ko­biet i dziew­cząt by­ło czyn­ny­mi wo­jow­nicz­ka­mi20.

To, do ja­kie­go stop­nia my­śli­my ka­te­go­ria­mi „mę­ski, je­śli nie za­zna­czo­no ina­czej”, wy­da się mniej za­ska­ku­ją­ce, gdy uświa­do­mi­my so­bie, że tkwią one też w jed­nym z naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych bu­dul­ców spo­łe­czeń­stwa: w ję­zy­ku. W rze­czy sa­mej, kry­ty­ku­jąc mę­ski punkt wi­dze­nia w an­tro­po­lo­gii, Slo­cum zwró­ci­ła uwa­gę, że ujaw­nia się on „nie tyl­ko w spo­so­bach in­ter­pre­to­wa­nia ską­pych da­nych, lecz tak­że w ję­zy­ku, któ­re­go się uży­wa”. Sło­wo man, pi­sa­ła, „sto­su­je się w tak nie­jed­no­znacz­ny spo­sób, że nie­po­dob­na stwier­dzić, czy mo­wa o męż­czy­znach czy o ga­tun­ku ludz­kim w ogó­le”. Ta zbież­ność zna­cze­nio­wa ka­że jej po­dej­rze­wać, że „w umy­słach wie­lu an­tro­po­lo­gów sło­wo man, teo­re­tycz­nie od­no­szą­ce się do ro­dza­ju ludz­kie­go, jest wła­ści­wie sy­no­ni­mem męż­czy­zny”. Jak się prze­ko­na­my, do­wo­dy świad­czą o tym, że praw­do­po­dob­nie mia­ła ra­cję.

W wier­szu ame­ry­kań­skiej po­et­ki Mu­riel Ru­key­ser Myth sta­ry, śle­py Edyp py­ta Sfink­sa: „Dla­cze­go nie roz­po­zna­łem swo­jej mat­ki?”. Sfinks stwier­dza, że Edyp od­po­wie­dział błęd­nie na za­da­ne mu py­ta­nie („Co to za zwie­rzę, któ­re cho­dzi ran­kiem na czte­rech no­gach, w po­łu­dnie na dwóch, a wie­czo­rem na trzech?”). „Od­po­wie­dzia­łeś: man. Nie wspo­mnia­łeś o ko­bie­cie”. Ale prze­cież, pro­te­stu­je Edyp, gdy mó­wisz man, „masz na my­śli rów­nież ko­bie­ty. Każ­dy to wie”.

W isto­cie jed­nak to Sfinks ma ra­cję, a Edyp się my­li. Gdy mó­wisz man, nie jest tak, że „masz na my­śli rów­nież ko­bie­ty”, na­wet je­śli, for­mal­nie rzecz bio­rąc, „każ­dy to wie”. Nie­zli­czo­ne ba­da­nia roz­ma­itych ję­zy­ków w cią­gu ostat­nie­go czter­dzie­sto­le­cia kon­se­kwent­nie po­ka­zu­ją, że to, co kry­je się pod „ro­dza­jem mę­skim w funk­cji ge­ne­rycz­nej” (to jest na przy­kład uży­wa­nie za­im­ków ta­kich jak „on” w zna­cze­niu uogól­nia­ją­cym, neu­tral­nym płcio­wo) nie jest od­czy­ty­wa­ne ja­ko neu­tral­ne21. W przy­tła­cza­ją­cej więk­szo­ści jest od­czy­ty­wa­ne ja­ko mę­skie.

Gdy ro­dzaj mę­ski zo­sta­nie uży­ty w funk­cji ge­ne­rycz­nej, czę­ściej przy­cho­dzą nam na myśl sław­ni męż­czyź­ni niż sław­ne ko­bie­ty22, czę­ściej okre­śla­my da­ny za­wód ja­ko zdo­mi­no­wa­ny przez męż­czyzn23, czę­ściej pro­po­nu­je­my mę­skich kan­dy­da­tów do pra­cy oraz do spra­wo­wa­nia funk­cji po­li­tycz­nych24. Ko­bie­ty rza­dziej apli­ku­ją i rza­dziej wy­pa­da­ją do­brze na roz­mo­wach kwa­li­fi­ka­cyj­nych na sta­no­wi­ska ogła­sza­ne z uży­ciem ro­dza­ju mę­skie­go25. Ma­ło te­go, ro­dzaj mę­ski w uży­ciu ge­ne­rycz­nym tak czę­sto in­ter­pre­to­wa­ny jest ja­ko wy­łącz­nie mę­ski, że prze­ła­mu­je bar­dzo sil­ne ską­d­inąd ste­reo­ty­py i do­cho­dzi do te­go, że na­wet za­wo­dy ta­kie jak ko­sme­tycz­ka (be­au­ti­cian), ste­reo­ty­po­wo ko­ja­rzo­ne z ko­bie­ta­mi, na­gle po­strze­ga­ne są ja­ko mę­skie26. Uży­cie to obar­cza błę­dem tak­że ba­da­nia na­uko­we, two­rząc coś w ro­dza­ju „me­ta­lu­ki” w da­nych do­ty­czą­cych płci: pra­ca z 2015 ro­ku na te­mat ten­den­cyj­no­ści kwe­stio­na­riu­szy sto­so­wa­nych w ba­da­niach psy­cho­lo­gicz­nych po­ka­za­ła, że uży­cie ro­dza­ju mę­skie­go w kwe­stio­na­riu­szach mia­ło wpływ na od­po­wie­dzi ko­biet i mo­gło wy­pa­czyć „zna­cze­nie wy­ni­ków te­stu”27. Au­to­rzy do­szli do wnio­sku, że je­go uży­cie w funk­cji ge­ne­rycz­nej „mo­że stwa­rzać myl­ne wra­że­nie róż­nic mię­dzy ko­bie­ta­mi a męż­czy­zna­mi, któ­re nie po­ja­wi­ło­by się w for­mie neu­tral­nej ze wzglę­du na płeć al­bo w wer­sjach ję­zy­ko­wych te­go sa­me­go kwe­stio­na­riu­sza opar­tych na ro­dza­ju na­tu­ral­nym”.

A jed­nak, mi­mo gro­ma­dzo­nych przez dzie­się­cio­le­cia do­wo­dów, że ro­dzaj mę­ski uży­wa­ny w funk­cji ge­ne­rycz­nej ni­cze­go nie roz­ja­śnia, wie­le kra­jów upie­ra się w swo­jej ofi­cjal­nej po­li­ty­ce ję­zy­ko­wej przy tym, że jest to kwe­stia czy­sto for­mal­na i że ro­dzaj ten mu­si po­zo­stać w uży­ciu dla za­cho­wa­nia… ja­sno­ści. Zu­peł­nie nie­daw­no, bo w 2017 ro­ku, Aca­démie fra­nça­ise, naj­wyż­szy au­to­ry­tet w dzie­dzi­nie ję­zy­ka fran­cu­skie­go, grzmia­ła prze­ciw­ko „aber­ra­cji, ja­ką jest »in­klu­zyw­ny ję­zyk pi­sa­ny«”, i twier­dzi­ła, że „fran­cusz­czy­zna zna­la­zła się w śmier­tel­nym nie­bez­pie­czeń­stwie”, ja­kim są pró­by obej­ścia ge­ne­rycz­ne­go uży­cia ro­dza­ju mę­skie­go. Po­dob­ne spo­ry to­czą się w in­nych kra­jach, w tym w Hisz­pa­nii28 i Izra­elu29**.

Po­nie­waż w an­giel­skim ro­dzaj nie sta­no­wi ka­te­go­rii gra­ma­tycz­nej, uży­cie uogól­nia­ją­ce­go ro­dza­ju mę­skie­go jest współ­cze­śnie dość ogra­ni­czo­ne. Ter­mi­ny ta­kie jak do­ctor czy po­et nie­gdyś re­pre­zen­to­wa­ły ge­ne­rycz­ny ro­dzaj mę­ski (że­by pod­kre­ślić płeć, le­kar­ki i po­et­ki na­zy­wa­no – zwy­kle z nu­tą drwi­ny – do­cto­ress i po­etess), a dziś są uzna­wa­ne za neu­tral­ne pod wzglę­dem ro­dza­ju. Gdy jed­nak przy for­mal­nym uży­ciu ro­dza­ju mę­skie­go ob­sta­ją wła­ści­wie już tyl­ko pe­dan­ci, któ­rzy pi­szą „on” w zna­cze­niu „on lub ona”, spra­wa wra­ca pod po­sta­cią po­tocz­nych ame­ry­ka­ni­zmów ta­kich jak du­de i guys, a w Wiel­kiej Bry­ta­nii lads, trak­to­wa­nych ja­ko okre­śle­nia rze­ko­mo neu­tral­ne. Nie­daw­ne spo­ry w Zjed­no­czo­nym Kró­le­stwie po­ka­za­ły też sza­lo­ne przy­wią­za­nie nie­któ­rych do do­myśl­ne­go ro­dza­ju mę­skie­go: gdy w 2017 ro­ku pierw­sza ko­bie­ta na sta­no­wi­sku ko­men­dan­ta lon­dyń­skiej stra­ży po­żar­nej, Da­ny Cot­ton, za­su­ge­ro­wa­ła, że po­win­ni­śmy za­stą­pić okre­śle­nie fi­re­man stan­dar­do­wym dziś (i, nie oszu­kuj­my się, du­żo faj­niej­szym) fi­re­fi­gh­ter, za­sy­pa­ła ją la­wi­na nie­na­wist­nych li­stów30.

W ta­kich ję­zy­kach, jak fran­cu­ski, nie­miec­ki i hisz­pań­ski ro­dzaj to jed­nak ka­te­go­ria flek­syj­na, a kon­cep­cja mę­sko­ści i żeń­sko­ści zo­sta­ła wpi­sa­na w sam ję­zyk. Wszyst­kie rze­czow­ni­ki ma­ją okre­ślo­ny ro­dzaj: mę­ski, żeń­ski lub – jak nie­miec­ki [i pol­ski] – do­dat­ko­wo ni­ja­ki. Stół jest ro­dza­ju żeń­skie­go, a sa­mo­chód – mę­skie­go: la me­sa ro­ja (czer­wo­ny stół), el co­che ro­jo (czer­wo­ny sa­mo­chód). Je­śli cho­dzi o rze­czow­ni­ki od­no­szą­ce się do lu­dzi, ist­nie­ją for­my mę­skie i żeń­skie, ale for­ma pod­sta­wo­wa to za­wsze ro­dzaj mę­ski. Spró­buj­my po­szu­kać w Go­ogle nie­miec­kie­go od­po­wied­ni­ka sło­wa „ad­wo­kat”. Wy­sko­czy An­walt, któ­re do­słow­nie zna­czy ad­wo­kat męż­czy­zna, ale jest też uży­wa­ne ge­ne­rycz­nie, w zna­cze­niu ogól­nym. Je­śli chcesz pod­kreś­lić, że cho­dzi o ko­bie­tę, po­wiesz An­wäl­tin (na­wia­sem mó­wiąc, gdy for­my żeń­skie są czę­sto, jak tu­taj, zmo­dy­fi­ko­wa­ny­mi for­ma­mi mę­ski­mi, sub­tel­nie umiej­sca­wia­my ko­bie­cość ja­ko od­stęp­stwo od mę­skie­go pro­to­ty­pu – ja­ko, w uję­ciu de Be­au­vo­ir, „In­ną”). Ge­ne­rycz­ne­go ro­dza­ju mę­skie­go uży­wa się też w od­nie­sie­niu do grup lu­dzi: gdy ich płeć jest nie­zna­na al­bo gdy ma­my gru­pę mie­sza­ną, okre­śla się ją przy uży­ciu ro­dza­ju mę­skie­go. Tak więc gru­pa stu na­uczy­cie­lek w hisz­pań­skim bę­dzie okreś­la­na las pro­fe­so­ras, ale wy­star­czy, że do­dasz do niej jed­ne­go męż­czy­znę, a na­gle sta­nie się los pro­fe­so­res. Oto si­ła mę­sko­ści.

W ję­zy­kach flek­syj­nych ge­ne­rycz­ny ro­dzaj mę­ski jest wszech­obec­ny. W ogło­sze­niach o pra­cę czę­sto sto­su­je się for­my mę­skie – zwłasz­cza w od­nie­sie­niu do po­sad kie­row­ni­czych31. W prze­pro­wa­dzo­nym nie­daw­no w Au­strii ba­da­niu ję­zy­ka uży­wa­ne­go w ogło­sze­niach o pra­cę na sta­no­wi­skach dy­rek­tor­skich sto­su­nek form mę­skich do form „wska­zu­ją­cych na róż­ni­cę płcio­wą” (to zna­czy w któ­rych uży­to okre­śle­nia za­rów­no mę­skie­go, jak i żeń­skie­go) wy­niósł 27:132. Par­la­ment Eu­ro­pej­ski są­dzi, że zna­lazł roz­wią­za­nie te­go pro­ble­mu, i od ro­ku 2008 za­le­ca, aby na koń­cu ogło­szeń o pra­cę w ję­zy­kach flek­syj­nych do­da­wać „(m/ż)”. Ma to uczy­nić ge­ne­rycz­ny ro­dzaj mę­ski „spra­wie­dliw­szym”, przy­po­mi­na­jąc nam o ist­nie­niu ko­biet. To pięk­na idea – ale nie­po­par­ta da­ny­mi. Gdy na­ukow­cy zba­da­li jej od­dzia­ły­wa­nie, oka­za­ło się, że w ża­den spo­sób nie zmie­ni­ła dys­kry­mi­na­cyj­ne­go wy­dźwię­ku uży­cia sa­me­go ge­ne­rycz­ne­go ro­dza­ju mę­skie­go. Przy­kład ten po­ka­zu­je, ja­kie zna­cze­nie ma po­zy­ski­wa­nie da­nych, gdy gro­ma­dzi­my je, za­nim za­czy­na­my kre­ować po­li­ty­kę33.

Czy ca­łe to ła­pa­nie się za słów­ka wpro­wa­dza ja­kąś zna­czą­cą róż­ni­cę w re­al­nym świe­cie? Moż­li­we. Ana­li­za prze­pro­wa­dzo­na przez Świa­to­we Fo­rum Eko­no­micz­ne w 2012 ro­ku wy­ka­za­ła, że w kra­jach z ję­zy­ka­mi flek­syj­ny­mi, w któ­rych pra­wie każ­da wy­po­wiedź świad­czy o wy­ra­zi­stym po­dzia­le na for­my mę­skie i żeń­skie, wy­stę­pu­ją naj­więk­sze nie­rów­no­ści płcio­we34. Ale oto cie­ka­wost­ka: kra­je, gdzie uży­wa się ję­zy­ków po­zba­wio­nych ka­te­go­rii ro­dza­ju (jak wę­gier­ski i fiń­ski), wca­le nie są rów­no­ścio­wy­mi li­de­ra­mi. Za­szczyt ten przy­pa­da trze­ciej gru­pie – kra­jom, w któ­rych ma­my „ję­zy­ki z gra­ma­tycz­nym ro­dza­jem na­tu­ral­nym”, ta­kie jak an­giel­ski. Ję­zy­ki te po­zwa­la­ją na spre­cy­zo­wa­nie płci (fe­ma­le te­acher, ma­le nur­se), ale na ogół nie jest ona za­ko­do­wa­na w sa­mych sło­wach. Au­to­rzy ba­da­nia su­ge­ro­wa­li, że je­śli nie mo­że­my w ża­den spo­sób ozna­czyć płci, to nie mo­że­my „sko­ry­go­wać” ukry­tej w ję­zy­ku nie­rów­no­ści po­przez ak­cen­to­wa­nie „obec­no­ści ko­biet w świe­cie”. Krót­ko mó­wiąc: po­nie­waż to, co mę­skie, ro­zu­mie się sa­mo przez się, waż­ne sta­ją się sy­tu­acje, w któ­rych te­go, co żeń­skie, nie da się na­wet wy­ar­ty­ku­ło­wać.

Chcia­ło­by się my­śleć, że za­ko­rze­nio­ny w ję­zy­ku ma­sku­li­nizm to w naj­gor­szym ra­zie re­likt za­mierz­chłych cza­sów, ale do­wo­dy te­mu prze­czą. „Naj­szyb­ciej roz­wi­ja­ją­cym się ję­zy­kiem” na świe­cie35, uży­wa­nym przez po­nad 90 pro­cent świa­to­wej po­pu­la­cji in­ter­nau­tów, jest emo­ji36. Ję­zyk ten po­wstał w Ja­po­nii w la­tach osiem­dzie­sią­tych XX wie­ku, a je­go naj­częst­szy­mi użyt­kow­nicz­ka­mi są ko­bie­ty37: czę­sto uży­wa go 78 pro­cent z nich i 60 pro­cent męż­czyzn38. Mi­mo to do 2016 ro­ku świat in­ter­ne­to­wych pik­to­gra­mów był dziw­nie zma­sku­li­ni­zo­wa­ny.

Emo­ji, któ­re ma­my w swo­ich smart­fo­nach, są wy­bie­ra­ne przez po­ro­zu­mie­nie or­ga­ni­za­cji szum­nie na­zwa­ne Uni­co­de Con­sor­tium – dzia­ła ono w Do­li­nie Krze­mo­wej, a je­go za­da­niem jest czu­wać nad za­cho­wa­niem uni­wer­sal­nych, mię­dzy­na­ro­do­wych stan­dar­dów opro­gra­mo­wa­nia. Gdy Uni­co­de de­cy­du­je, że da­ny pik­to­gram (na przy­kład „szpieg”) po­wi­nien zo­stać do­da­ny do ist­nie­ją­ce­go zbio­ru, uzgad­nia kod zna­ku, ja­ki ma zo­stać uży­ty. Każ­dy pro­du­cent te­le­fo­nów (al­bo plat­for­ma ta­ka jak Twit­ter czy Fa­ce­bo­ok) pro­jek­tu­je na­stęp­nie wła­sną wer­sję ob­raz­ka „szpie­ga”. Wszy­scy jed­nak ro­bią to, sto­su­jąc ten sam kod zna­ku, tak więc gdy użyt­kow­ni­cy po­ro­zu­mie­wa­ją się z so­bą na róż­nych plat­for­mach, wszy­scy, ogól­nie bio­rąc, „mó­wią” to sa­mo. Buź­ka z ser­dusz­ka­mi w miej­scu oczu to buź­ka z ser­dusz­ka­mi w miej­scu oczu.

Uni­co­de w swo­jej hi­sto­rii nie pre­cy­zo­wa­ło płci więk­szo­ści po­sta­ci emo­ji. Pik­to­gram, któ­ry więk­szość plat­form przed­sta­wia­ła pier­wot­nie ja­ko bie­gną­ce­go męż­czy­znę, nie na­zy­wał się run­ning man, lecz run­ner. Ana­lo­gicz­nie, ory­gi­nal­ne emo­ji po­li­cjan­ta by­ło opi­sy­wa­ne przez Uni­co­de neu­tral­nym po­li­ce of­fi­cer, nie po­li­ce­man. Do­pie­ro po­szcze­gól­ne plat­for­my zgod­nie zin­ter­pre­to­wa­ły te neu­tral­ne płcio­wo okre­śle­nia ja­ko przy­na­leż­ne płci mę­skiej.

W 2016 ro­ku Uni­co­de po­sta­no­wi­ło coś z tym zro­bić. Od­cho­dząc od swe­go przed­tem „neu­tral­ne­go” sta­no­wi­ska w spra­wie płci, zde­cy­do­wa­ło się nadać wy­raź­ne ce­chy płci wszyst­kim pik­to­gra­mom przed­sta­wia­ją­cym lu­dzi39. Tym spo­so­bem w miej­sce po­sta­ci run­ner, nie­zmien­nie przed­sta­wia­nej ja­ko męż­czy­zna, Uni­co­de wpro­wa­dzi­ło kod zna­ku dla bie­ga­cza i bie­gacz­ki. Obec­nie we wszyst­kich za­wo­dach i dys­cy­pli­nach spor­tu ma­my do wy­bo­ru opcję mę­ską lub żeń­ską. To ma­łe, ale istot­ne zwy­cię­stwo.

Ła­two pięt­no­wać pro­du­cen­tów te­le­fo­nów i plat­for­my me­diów spo­łecz­no­ścio­wych za sek­sizm (któ­re­mu, jak się prze­ko­na­my, są win­ne, acz czę­sto o tym nie wie­dzą), ale praw­da jest ta­ka, że gdy­by na­wet uda­ło im się za­pro­jek­to­wać po­do­bi­znę bie­ga­cza „neu­tral­ne­go płcio­wo”, więk­szość z nas na­dal od­bie­ra­ła­by go ja­ko isto­tę płci mę­skiej, bo więk­szość rze­czy od­bie­ra­my ja­ko mę­skie, je­śli nie zo­sta­ną spe­cjal­nie ozna­ko­wa­ne ja­ko żeń­skie. Więc choć oczy­wi­ście trze­ba mieć na­dzie­ję, że gniew­ni pu­ry­ści uwie­rzą w koń­cu, że mó­wie­nie „on i ona” (lub na­wet, ola­bo­ga, „ona i on”) za­miast tyl­ko „on”, to jesz­cze nie ko­niec świa­ta, to w rze­czy­wi­sto­ści po­zby­cie się ge­ne­rycz­ne­go ro­dza­ju mę­skie­go by­ło­by do­pie­ro po­ło­wą suk­ce­su – mę­ski punkt wi­dze­nia tkwi tak głę­bo­ko w na­szej psy­chi­ce, że na­wet na­praw­dę neu­tral­ne płcio­wo okre­śle­nia są od­bie­ra­ne ja­ko mę­skie.

W ba­da­niu z 2015 ro­ku wzię­to pod uwa­gę pra­ce na­uko­we opu­bli­ko­wa­ne w ro­ku 2014, któ­re do­ty­czy­ły in­te­rak­cji lu­dzi z kom­pu­te­ra­mi, i wska­za­no w nich pięć naj­czę­ściej uży­wa­nych słów od­no­szą­cych się do osób. Wszyst­kie oka­za­ły się z po­zo­ru neu­tral­ne płcio­wo: user, par­ti­ci­pant, per­son, de­si­gner, re­se­ar­cher40. Bra­wo, spe­cja­li­ści od in­te­rak­cji lu­dzi z kom­pu­te­ra­mi! Ale jest też (na­tu­ral­nie) ha­czyk. Gdy po­pro­szo­no uczest­ni­ków ba­da­nia, że­by po­my­śle­li przez 10 se­kund o jed­nym z tych wy­ra­zów, a na­stęp­nie na­szki­co­wa­li od­po­wia­da­ją­cą mu po­stać, oka­za­ło się, że te rze­ko­mo neu­tral­ne po­ję­cia nie by­ły po­strze­ga­ne ja­ko od­no­szą­ce się w rów­nym stop­niu do męż­czyzn i do ko­biet. Wśród męż­czyzn tyl­ko sło­wo de­si­gner in­ter­pre­to­wa­ne by­ło ja­ko mę­skie w pra­wie 80 pro­cen­tach przy­pad­ków (a i tak po­strze­ga­ło je ja­ko ta­kie pra­wie 70 pro­cent ogó­łu). „Ba­dacz” był przed­sta­wia­ny czę­ściej ja­ko bez­pł­cio­wy niż ja­ko oso­ba płci żeń­skiej. Ko­bie­ty by­ły nie­co mniej uprze­dzo­ne płcio­wo, ale ogól­nie na­dal czę­ściej nada­wa­ły neu­tral­nym wy­ra­zom zna­cze­nie mę­skie – tyl­ko „oso­ba” i „uczest­nik” (oby­dwa po­strze­ga­ne ja­ko mę­skie przez oko­ło 80 pro­cent ba­da­nych męż­czyzn) uzy­ska­ły wy­nik pół na pół.

Ten ma­ło po­krze­pia­ją­cy re­zul­tat współ­brz­mi z da­ny­mi uzy­ski­wa­ny­mi przez dzie­się­cio­le­cia w to­ku ba­dań pod ha­słem: „Na­ry­suj ko­goś, kto zaj­mu­je się na­uką”, któ­rych uczest­ni­cy w przy­tła­cza­ją­cej więk­szo­ści ry­su­ją męż­czyzn (ten­den­cja ta utrzy­mu­je się przez la­ta na tak wy­so­kim po­zio­mie, że świa­to­we me­dia wiel­kim suk­ce­sem okrzyk­nę­ły nie­daw­ny ra­port, z któ­re­go wy­ni­ka­ło, że 28 pro­cent dzie­ci ry­su­je te­raz ko­bie­ty41). Współ­gra też, co chy­ba bar­dziej nie­po­ko­ją­ce, z ba­da­niem z 2008 ro­ku, w któ­rym pa­ki­stań­scy ucznio­wie (dzie­wię­cio- i dzie­się­cio­let­ni) zo­sta­li po­pro­sze­ni o na­ry­so­wa­nie „nas”42. Pra­wie żad­na z uczen­nic nie na­ry­so­wa­ła ko­biet, a spo­śród uczniów – ża­den.

Na­sze po­strze­ga­nie świa­ta ja­ko przy­tła­cza­ją­co mę­skie­go obej­mu­je nie tyl­ko lu­dzi. Gdy w jed­nym z ba­dań na­ukow­cy pró­bo­wa­li na­rzu­cić uczest­ni­kom po­strze­ga­nie neu­tral­ne­go płcio­wo plu­szo­we­go zwie­rza­ka ja­ko „jej”, uży­wa­jąc żeń­skich za­im­ków, dzie­ci, ro­dzi­ce i opie­ku­no­wie na­dal, w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści, uży­wa­li w od­nie­sie­niu do za­baw­ki za­im­ka „on”43. Wnio­sek z ba­da­nia był ta­ki, że zwie­rzak mu­si być „su­per­żeń­ski”, że­by „przy­naj­mniej pra­wie po­ło­wa uczest­ni­ków mó­wi­ła o nim ona, a nie on”.

Gwo­li spra­wie­dli­wo­ści, to wca­le nie jest nie­roz­sąd­ne za­ło­że­nie – czę­sto ten ktoś to rze­czy­wi­ście „on”. Prze­pro­wa­dzo­ne w 2007 ro­ku mię­dzy­na­ro­do­we ba­da­nie 25 439 bo­ha­te­rów te­le­wi­zyj­nych pro­gra­mów dla dzie­ci wy­ka­za­ło, że za­le­d­wie 13 pro­cent po­sta­ci nie­bę­dą­cych ludź­mi re­pre­zen­to­wa­ło płeć żeń­ską (od­se­tek ludz­kich po­sta­ci ro­dza­ju żeń­skie­go był tro­chę wyż­szy, ale wciąż ni­ski – 32 pro­cent44). Ana­li­za fil­mów do­stęp­nych bez ogra­ni­czeń wie­ko­wych wy­emi­to­wa­nych w la­tach 1990–2005 ujaw­ni­ła, że tyl­ko 28 pro­cent ról mó­wio­nych przy­pa­dło po­sta­ciom ro­dza­ju żeń­skie­go – a co chy­ba jesz­cze bar­dziej wy­mow­ne w kon­tek­ście po­strze­ga­nia lu­dzi ja­ko w do­my­śle męż­czyzn, ko­bie­ty sta­no­wi­ły tyl­ko 17 pro­cent osób w sce­nach zbio­ro­wych45.

Męż­czyź­ni nie tyl­ko do­sta­ją wię­cej ról – spę­dza­ją też dwa ra­zy wię­cej cza­su na ekra­nie lub na­wet pra­wie trzy­krot­nie wię­cej, kie­dy – jak w więk­szo­ści fil­mów – oso­ba płci mę­skiej jest głów­nym bo­ha­te­rem46. Tyl­ko wów­czas, gdy głów­ny bo­ha­ter jest płci żeń­skiej, ko­bie­ty są po­ka­zy­wa­ne z pra­wie rów­ną czę­sto­tli­wo­ścią co męż­czyź­ni (a nie, jak moż­na by się spo­dzie­wać, w więk­szo­ści scen). Męż­czy­znom do­sta­je się też wię­cej kwe­stii dia­lo­go­wych; ogól­nie mó­wią dwa ra­zy wię­cej niż ko­bie­ty, w fil­mach z mę­ski­mi bo­ha­te­ra­mi w ro­li głów­nej trzy ra­zy wię­cej, a w fil­mach z dwoj­giem głów­nych bo­ha­te­rów – pra­wie dwa ra­zy wię­cej. I zno­wu: w za­le­d­wie gar­st­ce fil­mów, w któ­rych głów­ne ro­le gra­ją ko­bie­ty, po­sta­cie mę­skie i żeń­skie re­mi­su­ją w par­tiach dia­lo­go­wych.

Ta nie­rów­no­wa­ga po­ja­wia się nie tyl­ko w fil­mach i pro­gra­mach te­le­wi­zyj­nych. Znaj­dzie­my ją wszę­dzie.

Jest na po­mni­kach: kie­dy pod­li­czy­łam wszyst­kie sta­tuy w ba­zie bry­tyj­skie­go Pu­blic Mo­nu­ments and Sculp­tu­res As­so­cia­tion, oka­za­ło się, że ma­my wię­cej po­mni­ków męż­czyzn o imie­niu John niż hi­sto­rycz­nych, zna­nych z na­zwi­ska ko­biet nie­na­le­żą­cych do ro­dzi­ny kró­lew­skiej (po do­da­niu mo­nar­chiń ko­bie­ty wy­gry­wa­ją z od­set­kiem Joh­nów tyl­ko za spra­wą kró­lo­wej Wik­to­rii, któ­rej za­pał do sta­wia­nia so­bie po­mni­ków bu­dzi mój po­wścią­gli­wy sza­cu­nek).

Jest na bank­no­tach: w 2013 ro­ku Bank of En­gland ogło­sił, że je­dy­ną hi­sto­rycz­ną po­stać żeń­ską na swo­ich bank­no­tach ma za­miar za­stą­pić ko­lej­nym męż­czy­zną (po­pro­wa­dzi­łam zwień­czo­ną suk­ce­sem kam­pa­nię prze­ciw­ko tej de­cy­zji, a po­dob­ne ak­cje zor­ga­ni­zo­wa­no w in­nych kra­jach, mię­dzy in­ny­mi w Ka­na­dzie i Sta­nach Zjed­no­czo­nych47).

Jest też w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu: od 1995 ro­ku co pięć lat Glo­bal Me­dia Mo­ni­to­ring Pro­ject oce­nia świa­to­wą pra­sę oraz me­dia pod ką­tem te­go, jak przed­sta­wia­ne są w nich ko­bie­ty. W naj­now­szym spra­woz­da­niu, opu­bli­ko­wa­nym w 2015 ro­ku, stwier­dzo­no, że „ko­bie­ty sta­no­wią tyl­ko 24 pro­cent osób, któ­re się sły­szy w wia­do­mo­ściach ra­dio­wych, któ­re się wi­dzi w te­le­wi­zji i o któ­rych się czy­ta w ga­ze­tach co­dzien­nych, do­kład­nie tak sa­mo jak w 2010 ro­ku”48.

Jest na­wet w szkol­nych pod­ręcz­ni­kach: pro­wa­dzo­ne przez trzy­dzie­ści lat ana­li­zy pod­ręcz­ni­ków do gra­ma­ty­ki i na­uki ję­zy­ka w róż­nych kra­jach, ta­kich jak Niem­cy, Sta­ny Zjed­no­czo­ne, Au­stra­lia i Hisz­pa­nia, po­ka­za­ły, że męż­czyź­ni da­le­ce prze­wyż­sza­ją li­czeb­nie ko­bie­ty w przy­kła­do­wych zda­niach (śred­nio pro­por­cja ta wy­no­si mniej wię­cej 3:149). W ame­ry­kań­skiej ana­li­zie osiem­na­stu po­pu­lar­nych pod­ręcz­ni­ków do na­uki hi­sto­rii w szko­le śred­niej wy­da­nych mię­dzy 1960 a 1990 ro­kiem wy­ka­za­no, że sto­su­nek ilu­stra­cji przed­sta­wia­ją­cych wy­mie­nio­ne z na­zwi­ska ko­bie­ty do ilu­stra­cji pod­pi­sa­nych na­zwi­skiem męż­czy­zny wy­no­sił oko­ło 18 do 100 i tyl­ko 9 pro­cent na­zwisk w in­dek­sach na­le­ża­ło do ko­biet (od­se­tek ten utrzy­mał się w wy­da­niu jed­ne­go z pod­ręcz­ni­ków z 2002 ro­ku50). Cał­kiem nie­daw­no w ba­da­niu, któ­re­mu pod­da­no dzie­sięć pod­ręcz­ni­ków po­li­to­lo­gii, oka­za­ło się, że za­le­d­wie na 10,8 pro­cent stron w tek­ście by­ła mo­wa o ko­bie­tach (w nie­któ­rych tek­stach, o zgro­zo, na 5,3 pro­cent51). Ten sam po­ziom ma­sku­li­ni­zmu od­no­to­wa­no nie­daw­no w ana­li­zach pod­ręcz­ni­ków or­miań­skich, ma­la­wij­skich, pa­ki­stań­skich, taj­wań­skich, po­łu­dnio­wo­afry­kań­skich i ro­syj­skich52.

To ukie­run­ko­wa­nie na mę­skość jest tak roz­po­wszech­nio­ne w na­szej kul­tu­rze, że twór­cy kla­sycz­nej gry scien­ce fic­tion Me­tro­id wy­ko­rzy­sta­li je do te­go, że­by za­sko­czyć swo­ich użyt­kow­ni­ków. „Za­sta­na­wia­li­śmy się, co by­ło­by naj­więk­szą nie­spo­dzian­ką, roz­ma­wia­li­śmy o zdję­ciu heł­mu Sa­mu­so­wi [głów­ne­mu bo­ha­te­ro­wi]. Na­gle ktoś rzu­cił: »Gdy­by Sa­mus oka­zał się ko­bie­tą, to do­pie­ro był­by szok!«” – wspo­mi­na­li nie­daw­no w wy­wia­dzie53. By nie umknę­ło to ni­czy­jej uwa­dze, ubra­li ją w ró­żo­we bi­ki­ni i usta­wi­li w po­zie z wy­su­nię­tym bio­drem.

Me­tro­id był – i jest – swe­go ro­dza­ju oso­bli­wo­ścią w świe­cie gier. Choć w 2015 ro­ku Pew Re­se­arch Cen­ter do­no­si­ło w ra­por­cie54, że w gry wi­deo gra ty­le sa­mo Ame­ry­ka­nów co Ame­ry­ka­nek, to w za­le­d­wie 3,3 pro­cent55 gier pro­mo­wa­nych na kon­fe­ren­cjach pra­so­wych pod­czas E3 (naj­więk­sze­go na świe­cie do­rocz­ne­go expo pro­du­cen­tów gier) w 2016 ro­ku wy­stę­po­wa­ły po­sta­cie żeń­skie. Jest to niż­szy od­se­tek niż ten od­no­to­wa­ny w 2015 ro­ku, kie­dy to we­dług Fe­mi­nist Fre­qu­en­cy wy­niósł 9 pro­cent56. Żeń­skie po­sta­cie, je­śli na­wet znaj­dą się w grze, sta­no­wią za­zwy­czaj tyl­ko jed­ną z wie­lu do­dat­ko­wych opcji roz­gryw­ki. Na E3 w 2015 ro­ku re­ży­ser Fal­lo­ut 4, Todd Ho­ward, za­de­mon­stro­wał, jak ła­two moż­na prze­łą­czać się mię­dzy mę­ski­mi a żeń­ski­mi bo­ha­te­ra­mi – tyl­ko po to, by na resz­tę pre­zen­ta­cji prze­łą­czyć się z po­wro­tem na wer­sję mę­ską57. Or­ga­ni­za­cja Fe­mi­nist Fre­qu­en­cy, upu­blicz­nia­jąc swo­je da­ne na te­mat E3 w 2016 ro­ku, za­uwa­ży­ła: „He­ro­si stan­dar­do­wo są męż­czy­zna­mi”58.

Kon­se­kwen­cją tej na wskroś zdo­mi­no­wa­nej przez męż­czyzn kul­tu­ry jest to, że mę­skie do­świad­cze­nie, mę­ska per­spek­ty­wa są po­strze­ga­ne ja­ko uni­wer­sal­ne, do­świad­cze­nie ko­biet na­to­miast – po­ło­wy lud­no­ści świa­ta! – ja­ko coś… no cóż, ni­szo­we­go. Wła­śnie dla­te­go, że to, co mę­skie, rów­na się uni­wer­sal­ne, wy­kła­dow­czy­ni Uni­wer­sy­te­tu Geo­r­ge­town tra­fi­ła na czo­łów­ki ga­zet, gdy za­ty­tu­ło­wa­ła swój kurs „Li­te­ra­tu­ra bia­łych męż­czyzn” – tym­cza­sem nie­zli­czo­ne kur­sy o „li­te­ra­tu­rze ko­bie­cej” nie za­słu­gu­ją na wzmian­kę59.

Wła­śnie dla­te­go, że to, co mę­skie, jest uni­wer­sal­ne (a to, co ko­bie­ce, ni­szo­we), film o wal­ce Bry­ty­jek o pra­wa wy­bor­cze mógł być na­pięt­no­wa­ny (i to w „Gu­ar­dia­nie”) ja­ko „oso­bli­wie her­me­tycz­ny”, po­nie­waż nie przed­sta­wił I woj­ny świa­to­wej60 – co po­twier­dza, nie­ste­ty, ak­tu­al­ność spo­strze­że­nia Vir­gi­nii Wo­olf z 1929 ro­ku („Oto waż­na książ­ka, za­kła­da z gó­ry kry­tyk, po­nie­waż trak­tu­je o woj­nie. A oto książ­ka nie­istot­na, bo mo­wa w niej o uczu­ciach ko­biet w ba­wial­ni”61). Wła­śnie dla­te­go V.S. Na­ipaul kry­ty­ku­je pro­zę Ja­ne Au­sten za to, że jest „wą­ska”, a jed­no­cze­śnie nikt nie ocze­ku­je, że Wilk z Wall Stre­et opo­wie o woj­nie w Ira­ku, a nor­we­ski pi­sarz Karl Ove Knausgård bę­dzie pi­sał o kimś in­nym niż o so­bie (al­bo za­cy­tu­je wię­cej niż jed­ną pi­sar­kę), by zgar­nąć po­chwa­ły od „New Yor­ke­ra” za wy­ra­ża­nie „uni­wer­sal­nych roz­te­rek” w swo­jej sze­ścio­to­mo­wej au­to­bio­gra­fii.

Dla­te­go wła­śnie ar­ty­kuł o re­pre­zen­ta­cji An­glii w pił­ce noż­nej w Wi­ki­pe­dii do­ty­czy dru­ży­ny mę­skiej, a o pił­kar­kach trak­tu­je stro­na pod ty­tu­łem „Ko­bie­ca re­pre­zen­ta­cja An­glii w pił­ce noż­nej” i dla­te­go w 2013 ro­ku Wi­ki­pe­dia po­dzie­li­ła ame­ry­kań­ską li­te­ra­tu­rę na „pro­zę ame­ry­kań­ską” oraz „ame­ry­kań­ską pro­zę ko­bie­cą”. Dla­te­go w 2015 ro­ku ba­da­nie róż­nych wer­sji ję­zy­ko­wych Wi­ki­pe­dii po­ka­za­ło, że w ar­ty­ku­łach na te­mat ko­biet po­ja­wia­ją się ta­kie sło­wa, jak „ko­bie­ta”, „dam­ski” al­bo „pa­nie”, a w ar­ty­ku­łach o męż­czy­znach nie ma ta­kich wy­ra­zów, jak „męż­czy­zna”, „mę­ski” czy „pa­no­wie”62 (bo płeć mę­ska jest zro­zu­mia­ła sa­ma przez się).

Wie­ki od XIV do XVII okre­śla­my mia­nem „re­ne­san­su”, mi­mo że – jak za­uwa­ża psy­cho­loż­ka spo­łecz­na Ca­rol Ta­vris w swo­jej książ­ce The Mi­sme­asu­re of Wo­man z 1991 ro­ku – nie był to re­ne­sans dla ko­biet, wciąż w du­żej mie­rze wy­klu­cza­nych z ży­cia in­te­lek­tu­al­ne­go i ar­ty­stycz­ne­go. Wiek XVIII na­zy­wa­my oświe­ce­niem i mo­że roz­sze­rzył „pra­wa czło­wie­ka”, a wła­ści­wie męż­czy­zny, ale „za­wę­ził pra­wa ko­biet, któ­rym od­mó­wio­no kon­tro­li nad swo­im do­byt­kiem oraz za­rob­ka­mi, a tak­że za­mknię­to dro­gę do wyż­szych stu­diów i szko­leń za­wo­do­wych”. Uwa­ża­my sta­ro­żyt­ną Gre­cję za ko­leb­kę de­mo­kra­cji, mi­mo że żeń­skiej po­ło­wie lud­no­ści expli­ci­te od­ma­wia­no pra­wa gło­su w wy­bo­rach.

W 2013 ro­ku bry­tyj­ski te­ni­si­sta An­dy Mur­ray był wy­chwa­la­ny przez me­dia za za­koń­cze­nie „sie­dem­dzie­się­cio­sied­mio­let­nie­go ocze­ki­wa­nia” Wiel­kiej Bry­ta­nii na wy­gra­ną w Wim­ble­do­nie, gdy tak na­praw­dę Vir­gi­nia Wa­de zwy­cię­ży­ła w tym tur­nie­ju w 1977 ro­ku. Trzy la­ta póź­niej Mur­ray zo­stał uświa­do­mio­ny przez dzien­ni­ka­rza spor­to­we­go, że ja­ko „pierw­szy te­ni­si­sta w dzie­jach zdo­był dwa zło­te me­da­le olim­pij­skie” (Mur­ray od­pa­ro­wał przy­tom­nie, że „Ve­nus i Se­re­na zdo­by­ły chy­ba po czte­ry”63). W Sta­nach praw­dą po­wszech­nie zna­ną jest to, że ich dru­ży­na pił­kar­ska ni­g­dy nie zwy­cię­ży­ła w Pu­cha­rze Świa­ta ani na­wet nie do­szła do fi­na­łu – a prze­cież do­szła. Dru­ży­na ko­bie­ca wy­gra­ła, i to czte­ry ra­zy64.

Ostat­nie la­ta przy­nio­sły chwa­leb­ne pró­by prze­ciw­dzia­ła­nia te­mu nie­ubła­ga­ne­mu mę­skie­mu szo­wi­ni­zmo­wi, czę­sto jed­nak przyj­mo­wa­ne by­ły one z wro­go­ścią. Gdy stu­dio Ma­rvel Co­mics przed­sta­wi­ło no­we, żeń­skie wcie­le­nie Tho­ra65, fa­ni pod­nie­śli bunt, choć – jak za­uwa­żo­no w ma­ga­zy­nie „Wi­red” – „nikt na­wet nie pi­snął”, gdy Tho­ra za­stą­pi­ła ża­ba66. Kie­dy wła­ści­cie­le mar­ki Gwiezd­nych wo­jen wy­pu­ści­li dwa fil­my z rzę­du z ko­bie­tą w ro­li głów­nej, pe­łen obu­rze­nia ja­zgot roz­brzmiał w ca­łej ma­nos­fe­rze67. Je­den z naj­dłu­żej nada­wa­nych bry­tyj­skich se­ria­li, Dok­tor Who, to opo­wieść scien­ce fic­tion o zmien­no­kształt­nym ob­cym, któ­ry co pe­wien czas przyj­mu­je no­wą po­stać. W swo­ich pierw­szych dwu­na­stu wcie­le­niach dok­tor Who był wy­łącz­nie płci mę­skiej. Do­pie­ro w 2017 ro­ku po raz pierw­szy prze­isto­czył się w ko­bie­tę. W re­ak­cji je­den z po­przed­nich od­twór­ców tej ro­li, Pe­ter Da­vi­son, wy­ra­ził „po­wąt­pie­wa­nie” co do sen­sow­no­ści ob­sa­dze­nia ko­bie­ty w ro­li ty­tu­ło­wej68. Wo­lał wy­obra­żać go so­bie ja­ko „chłop­ca” i ubo­le­wał nad „utra­tą wzor­ca oso­bo­we­go dla chłop­ców”. A zde­ner­wo­wa­ni męż­czyź­ni ru­szy­li na Twit­te­ra, gdzie wzy­wa­li do boj­ko­tu se­ria­lu i po­tę­pia­li tę de­cy­zję ja­ko prze­jaw po­praw­no­ści po­li­tycz­nej i lan­so­wa­nia li­be­ral­nych cnót69.

Co­lin Ba­ker, na­stęp­ny po Pe­te­rze Da­vi­so­nie od­twór­ca ro­li dok­to­ra, nie zga­dzał się ze swo­im po­przed­ni­kiem. Chłop­cy „mie­li wzór do na­śla­do­wa­nia przez pół wie­ku” – za­uwa­żył. Zresz­tą czy trze­ba być tej sa­mej płci co widz, że­by być dla nie­go wzo­rem? „Czy nie wy­star­czy być wzo­rem dla lu­dzi?” Nie­zu­peł­nie, pa­nie Ba­ker, bo jak wi­dzie­li­śmy, pod po­ję­ciem „lu­dzie” czę­sto kry­ją się „męż­czyź­ni”. Po­za tym, choć ist­nie­ją do­wo­dy, że ko­bie­ty po­tra­fią do pew­ne­go stop­nia za­ak­cep­to­wać męż­czyzn ja­ko wzo­ry oso­bo­wo­ścio­we, męż­czyź­ni nie ra­czą ro­bić te­go sa­me­go dla ko­biet. Ko­bie­ty ku­pią książ­ki na­pi­sa­ne przez męż­czyzn i o męż­czy­znach, ale męż­czyź­ni nie ku­pią ksią­żek na­pi­sa­nych przez ko­bie­ty i o ko­bie­tach (al­bo przy­naj­mniej nie­wie­lu z nich70). Kie­dy twór­cy przy­go­do­wej gry wi­deo As­sas­sin’s Cre­ed ogło­si­li w 2014 ro­ku, że nie bę­dzie moż­li­wo­ści gry w cha­rak­te­rze ko­bie­ty za­bój­czy­ni w no­wym try­bie ko­ope­ra­cji, nie­któ­rzy mę­scy gra­cze przy­kla­snę­li te­mu po­my­sło­wi71. Uwa­ża­li, że gra­jąc w ro­li ko­bie­ty, zra­żą do sie­bie in­nych uczest­ni­ków.

Dzien­ni­kar­ka Sa­rah Di­tum ma po dziur­ki w no­sie ta­kich ar­gu­men­tów. „Bez jaj – kpi w fe­lie­to­nie. – Gra­łeś w gry ja­ko nie­bie­ski jeż. Ja­ko cy­ber­ne­tycz­nie udo­sko­na­lo­ny żoł­nierz ma­ri­ne z ko­smo­su. Ja­ko pie­przo­ny po­skra­miacz smo­ków. […] [A] myśl, że ko­bie­ty mo­gą być pro­ta­go­nist­ka­mi z ży­ciem we­wnętrz­nym i na­tu­rą lu­dzi czy­nu nie mie­ści ci się w gło­wie?”72. Teo­re­tycz­nie Di­tum ma oczy­wi­ście ra­cję. Ła­twiej po­win­no nam przy­cho­dzić wy­obra­że­nie so­bie sie­bie ja­ko ko­bie­ty niż ja­ko nie­bie­skie­go je­ża. A jed­nak się my­li, po­nie­waż tam­ten nie­bie­ski jeż ma jed­ną szcze­gól­nie waż­ną ce­chę wspól­ną z gra­cza­mi płci mę­skiej, istot­niej­szą na­wet niż zgod­ność ga­tun­ko­wa: otóż jeż So­nic jest ro­dza­ju mę­skie­go. Wie­my to, bo nie jest ró­żo­wy, nie ma ko­kar­dy na gło­wie i się nie wdzię­czy. Jest przed­sta­wi­cie­lem stan­dar­do­wej, nie­ozna­czo­nej płci, nie jest „aty­po­wy”.

Po­dob­nie ne­ga­tyw­ną re­ak­cję na wpro­wa­dze­nie ko­biet ob­ser­wu­je­my w ca­łym kra­jo­bra­zie kul­tu­ro­wym. Kie­dy w 2013 ro­ku pro­wa­dzi­łam kam­pa­nię na rzecz umiesz­cze­nia na re­wer­sach an­giel­skich bank­no­tów ko­bie­cej po­sta­ci hi­sto­rycz­nej, tak bar­dzo roz­gnie­wa­ło to nie­któ­rych męż­czyzn, że po­czu­li się w obo­wiąz­ku za­gro­zić mi gwał­tem, oka­le­cze­niem i śmier­cią. Oczy­wi­ście nie wszy­scy, któ­rym kam­pa­nia by­ła nie w smak, po­su­nę­li się tak da­le­ko, ale na­wet z tych bar­dziej wy­wa­żo­nych re­ak­cji, z ja­ki­mi się spo­tka­łam, wy­ła­nia­ło się po­czu­cie nie­spra­wie­dli­wo­ści. Pa­mię­tam, jak je­den męż­czy­zna nie wy­trzy­mał: „Ale ko­bie­ty są te­raz wszę­dzie!”. Zwa­żyw­szy, jak usil­nie mu­sia­łam za­bie­gać o uwzględ­nie­nie jed­nejz nich, po­win­ni­śmy stwier­dzić, że wła­śnie nie są. Nie­mniej je­go po­sta­wa by­ła wy­mow­na. Ci męż­czyź­ni na­wet sym­bo­licz­ną ko­bie­cą obec­ność od­czu­wa­li ja­ko afront. Ich zda­niem szan­se już są wy­rów­na­ne, a stu­pro­cen­to­wo mę­ski skład to tyl­ko obiek­tyw­ne od­zwier­cie­dle­nie za­sług.

Za­nim Bank of En­gland się ugiął, też opie­rał swo­je ar­gu­men­ty na do­mnie­ma­nej me­ry­to­kra­cji: po­sta­cie hi­sto­rycz­ne, mó­wi­li je­go przed­sta­wi­cie­le, zo­sta­ły wy­se­lek­cjo­no­wa­ne przy uży­ciu „obiek­tyw­nych kry­te­riów do­bo­ru”. Aby do­łą­czyć do „zło­tej li­sty” no­tu­ją­cej „klu­czo­we fi­gu­ry z na­szej prze­szło­ści”, da­na oso­ba mu­si speł­niać na­stę­pu­ją­ce wa­run­ki: mieć roz­po­zna­wal­ne na­zwi­sko, za­ist­nieć w do­brym dzie­le sztu­ki, po­za tym nie mo­że być kon­tro­wer­syj­na oraz po­win­na szczy­cić się „trwa­ły­mi za­słu­ga­mi cie­szą­cy­mi się uni­wer­sal­nym uzna­niem i przy­no­szą­cy­mi nam nie­prze­mi­ja­ją­ce ko­rzy­ści”. Czy­ta­jąc te su­biek­tyw­ne wy­znacz­ni­ki war­to­ści, uświa­do­mi­łam so­bie, jak to się sta­ło, że na bank­no­tach wy­lą­do­wa­ło pię­ciu bia­łych męż­czyzn: hi­sto­rycz­na lu­ka w da­nych na te­mat płci ozna­cza, że ko­bie­tom by­ło­by znacz­nie trud­niej speł­nić któ­re­kol­wiek z tych „obiek­tyw­nych” kry­te­riów.

W 1839 ro­ku kom­po­zy­tor­ka Cla­ra Schu­mann za­pi­sa­ła w dzien­ni­ku: „Nie­gdyś są­dzi­łam, że po­sia­dam dar two­rze­nia, lecz po­rzu­ci­łam tę myśl; ko­bie­ta nie mo­że pra­gnąć kom­po­no­wać – żad­nej się to nie uda­ło, cze­mu więc mia­ła­bym ocze­ki­wać, że mnie się uda?”. Tra­ge­dia po­le­ga na tym, że Schu­mann by­ła w błę­dzie. Ko­bie­tom przed nią się to uda­wa­ło, a nie­któ­re do­łą­czy­ły do gro­na naj­bar­dziej wzię­tych, płod­nych i wpły­wo­wych kom­po­zy­to­rek i kom­po­zy­to­rów XVII i XVIII stu­le­cia73. Ty­le tyl­ko, że nie mia­ły „roz­po­zna­wal­nych na­zwisk”, bo ko­bie­ta po śmier­ci szyb­ko po­pa­da w za­po­mnie­nie – al­bo jej do­ro­bek prze­pa­da w lu­ce in­for­ma­cyj­nej, gdyż zo­sta­je przy­pi­sa­ny męż­czyź­nie.

Fe­lix Men­dels­sohn opu­bli­ko­wał sześć utwo­rów swo­jej sio­stry Fan­ny Hen­sel pod wła­snym na­zwi­skiem, a w 2010 ro­ku udo­wod­nio­no, że Hen­sel by­ła au­tor­ką jesz­cze jed­ne­go rę­ko­pi­su do­tych­czas uwa­ża­ne­go za je­go dzie­ło74. Przez la­ta ba­da­cze sta­ro­żyt­no­ści ob­sta­wa­li przy tym, że rzym­ska po­et­ka Sul­pi­cja po pro­stu nie mo­gła na­pi­sać wer­sów sy­gno­wa­nych jej imie­niem – by­ły zbyt do­bre, a nad­to zbyt spro­śne75. Ju­dith Ley­ster, jed­na z pierw­szych Ho­len­de­rek do­pusz­czo­nych do gil­dii ar­ty­stów, w swo­im cza­sie cie­szy­ła się uzna­niem, ale po śmier­ci, w 1660 ro­ku, zo­sta­ła wy­ma­za­na z hi­sto­rii, a jej do­ro­bek za­si­lił kon­to mę­ża. W 2017 ro­ku od­kry­to no­we pra­ce dzie­więt­na­sto­wiecz­nej ar­tyst­ki Ca­ro­li­ne Lo­uisy Da­ly – uprzed­nio przy­pi­sy­wa­no ich au­tor­stwo męż­czy­znom, z któ­rych je­den nie był na­wet ar­ty­stą76.

U pro­gu XX wie­ku bry­tyj­ska in­ży­nier­ka, fi­zycz­ka i wy­na­laz­czy­ni, lau­re­at­ka wie­lu na­gród Her­tha Ayr­ton za­uwa­ży­ła, że choć błę­dy są w ogó­le „z re­gu­ły trud­ne do wy­eli­mi­no­wa­nia […], to błąd, któ­ry przy­pi­su­je męż­czyź­nie to, co w isto­cie by­ło dzie­łem ko­bie­ty, ma wię­cej ży­wo­tów niż kot”. Nie my­li­ła się. Ja­ko od­kryw­ca te­go, że płeć de­ter­mi­no­wa­na jest przez chro­mo­so­my, a nie śro­do­wi­sko, na­dal fi­gu­ru­je w pod­ręcz­ni­kach imć Tho­mas Hunt Mor­gan, choć usta­li­ła to Net­tie Ste­vens w to­ku eks­pe­ry­men­tów na mącz­ni­kach – i to po­mi­mo ist­nie­nia ko­re­spon­den­cji, w któ­rej Mor­gan pro­si Ste­vens o szcze­gó­ły jej eks­pe­ry­men­tu77. Od­kry­cie Ce­ci­lii Pay­ne-Ga­po­sch­kin, że Słoń­ce skła­da się głów­nie z wo­do­ru, czę­sto przy­pi­sy­wa­ne jest jej mę­skie­mu prze­ło­żo­ne­mu78. Chy­ba naj­słyn­niej­szym przy­kła­dem te­go ro­dza­ju nie­spra­wie­dli­wo­ści jest Ro­sa­lind Fran­klin, któ­rej pra­ca do­pro­wa­dzi­ła Ja­me­sa Wat­so­na i Fran­ci­sa Cric­ka, dziś sław­nych lau­re­atów Na­gro­dy No­bla, do „od­kry­cia” DNA (Ro­sa­lind do­szła do wnio­sku – na pod­sta­wie wła­snych eks­pe­ry­men­tów z rent­ge­no­gra­ma­mi i na pod­sta­wie po­mia­rów ko­mó­rek ele­men­tar­nych – że DNA skła­da się z dwóch łań­cu­chów oraz fos­fo­ra­no­we­go szkie­le­tu).

Nie zna­czy to w żad­nym ra­zie, że Bank of En­gland świa­do­mie dą­żył do wy­klu­cze­nia ko­biet, świad­czy zaś je­dy­nie o tym, że coś, co wy­da­je się nam obiek­tyw­ne, w isto­cie mo­że być sil­nie na­ce­cho­wa­ne mę­skim punk­tem wi­dze­nia. W tym przy­pad­ku po­wszech­na dzie­jo­wa prak­ty­ka przy­pi­sy­wa­nia męż­czy­znom do­rob­ku ko­biet znacz­nie utrud­ni­ła tym ostat­nim speł­nie­nie wy­mo­gów Ban­ku. Fak­tem jest, że za­słu­ga to kwe­stia opi­nii, a opi­nia jest uza­leż­nio­na od kul­tu­ry. Gdy kul­tu­ra jest tak przy­chyl­na męż­czy­znom jak na­sza, si­łą rze­czy mu­si być uprze­dzo­na wo­bec ko­biet. In­nej moż­li­wo­ści nie ma.

Przy­pa­dek Bank of En­gland po­ka­zu­je też, jak mę­ska „opcja do­myśl­na” mo­że być za­ra­zem przy­czy­ną, jak i skut­kiem lu­ki w da­nych na te­mat płci. Za­nie­chaw­szy uzna­nia lu­ki w da­nych hi­sto­rycz­nych, Bank za­pro­jek­to­wał swo­ją pro­ce­du­rę wy­bo­ru po­sta­ci hi­sto­rycz­nych wo­kół te­go ro­dza­ju suk­ce­su, ja­ki na ogół osią­ga­ją męż­czyź­ni. Do­ty­czy to na­wet tak z po­zo­ru nie­win­ne­go wy­mo­gu jak ten, że po­stać nie mo­że być kon­tro­wer­syj­na – a prze­cież, jak uję­ła to hi­sto­rycz­ka Lau­rel That­cher Ulrich, „grzecz­ne dziew­czyn­ki rzad­ko prze­cho­dzą do hi­sto­rii”. Re­zul­tat był ta­ki, że Bank nie dość, że nie sko­ry­go­wał lu­ki w da­nych hi­sto­rycz­nych, to jesz­cze ją po­głę­bił.

Ta­kich su­biek­tyw­nych wy­znacz­ni­ków war­to­ści ukry­tych pod ma­ską obiek­ty­wi­zmu ma­my co nie­mia­ra. W 2015 ro­ku bry­tyj­ska ma­tu­rzyst­ka Jes­se McCa­be za­uwa­ży­ła, że z sześć­dzie­się­ciu trzech dzieł w jej pro­gra­mie edu­ka­cji mu­zycz­nej ani jed­no nie zo­sta­ło stwo­rzo­ne przez ko­bie­tę. Kie­dy na­pi­sa­ła do ko­mi­sji eg­za­mi­na­cyj­nej, Ede­xcel sta­nę­ła w obro­nie pro­gra­mu. „Zwa­żyw­szy, że kom­po­zy­tor­ki nie wy­róż­nia­ły się w za­chod­niej tra­dy­cji kla­sycz­nej (ani, je­śli o to cho­dzi, w in­nych) – od­pi­sa­no jej – mie­li­by­śmy pro­blem ze zna­le­zie­niem kom­po­zy­to­rek, któ­re moż­na by uwzględ­nić”. Zwróć­my uwa­gę na do­bór słów. Ede­xcel nie twier­dzi, że kom­po­zy­to­rek po pro­stu nie ma – w koń­cu sa­ma In­ter­na­tio­nal En­cyc­lo­pa­edia of Wo­men Com­po­sers li­czy po­nad 6 ty­się­cy ha­seł. Mo­wa tu­taj o „ka­no­nie”, czy­li kor­pu­sie dzieł po­wszech­nie uzna­wa­nych za naj­bar­dziej do­nio­słe w roz­wo­ju za­chod­niej kul­tu­ry.

Kształ­to­wa­nie się ka­no­nu po­strze­ga­ne jest ja­ko obiek­tyw­ny re­zul­tat te­go, co się dzie­je na mu­zycz­nym tar­go­wi­sku, a w grun­cie rze­czy pro­ces ten jest rów­nie su­biek­tyw­ny jak każ­dy in­ny uzna­nio­wy osąd w nie­rów­nym spo­łe­czeń­stwie. Wstę­pu do ka­no­nu od­mó­wio­no ko­bie­tom hur­to­wo, po­nie­waż w ta­kich wa­run­kach od­nie­sie­nie suk­ce­su w kom­po­zy­tor­stwie by­ło dla nich pra­wie nie­moż­li­we. Przez więk­szą część dzie­jów mo­gły kom­po­no­wać, o ile w ogó­le im na to po­zwa­la­no, je­dy­nie dla gro­na naj­bliż­szych i w do­mo­wych pie­le­szach. Mo­nu­men­tal­ne dzie­ła or­kie­stro­we, de­cy­du­ją­ce dla zdo­by­cia sła­wy przez kom­po­zy­to­ra, by­ły po­za ich za­się­giem, ucho­dzi­ły za „nie­sto­sow­ne”79. Mu­zy­ka by­ła dla ko­biet „ozdo­bą”, a nie dro­gą ka­rie­ry80. Na­wet w XX wie­ku am­bi­cje Eli­za­beth Ma­con­chy (pierw­szej w hi­sto­rii ko­bie­ty sto­ją­cej na cze­le Gil­dii Kom­po­zy­to­rów Wiel­kiej Bry­ta­nii) ogra­ni­cza­li wy­daw­cy, na przy­kład Le­slie Bo­osey, któ­ry „po­za ba­nal­ny­mi piosn­ka­mi nie uzna­wał ni­cze­go, co wy­szło spod rę­ki ko­bie­ty”.

Na­wet gdy­by owe „ba­nal­ne piosn­ki”, ja­kie wol­no by­ło pi­sać ko­bie­tom, wy­star­czy­ły, że­by za­słu­żyć na miej­sce w ka­no­nie, ko­bie­ty zwy­czaj­nie nie mia­ły środ­ków ani po­zy­cji, aby za­pew­nić swo­jej twór­czo­ści prze­trwa­nie. W książ­ce So­unds and Swe­et Airs: The For­got­ten Wo­men of Clas­si­cal Mu­sic An­na Be­er po­rów­nu­je płod­ną sie­dem­na­sto­wiecz­ną kom­po­zy­tor­kę Bar­ba­rę Stroz­zi (któ­ra „mia­ła za ży­cia wię­cej mu­zy­ki w dru­ku niż ja­ki­kol­wiek in­ny kom­po­zy­tor tam­tej do­by”) do jed­ne­go z jej mę­skich współ­cze­snych, Fran­ce­sca Ca­val­le­go. Ja­ko dy­rek­tor mu­zycz­ny w ba­zy­li­ce św. Mar­ka w We­ne­cji (na to sta­no­wi­sko nie po­wo­ły­wa­no wte­dy ko­biet), Ca­val­li miał pie­nią­dze i re­no­mę, że­by za­gwa­ran­to­wać miej­sce w bi­blio­te­ce wszyst­kim swo­im utwo­rom, w tym wie­lu nie­pu­bli­ko­wa­nym za je­go ży­cia. Mógł za­pła­cić za opie­kę ar­chi­wi­sty nad ni­mi – co zresz­tą uczy­nił – oraz sfi­nan­so­wać wy­ko­ny­wa­nie skom­po­no­wa­nych przez sie­bie mszy w rocz­ni­cę swo­jej śmier­ci. Przy ta­kiej nie­rów­no­wa­dze środ­ków Stroz­zi nie mia­ła szans, by zo­stać za­pa­mię­ta­na na ta­kich sa­mych za­sa­dach co męż­czy­zna. A upo­rczy­we upie­ra­nie się przy pry­ma­cie ka­no­nu, któ­ry wy­klu­cza ko­bie­ty ta­kie jak ona, utrwa­la krzyw­dy z prze­szło­ści wy­ni­ka­ją­ce z fa­wo­ry­zo­wa­nia męż­czyzn.

Wy­klu­cze­nie ko­biet z elit wła­dzy jest jed­ną z przy­czyn, dla któ­rych wy­klu­cza się je z hi­sto­rii kul­tu­ry, a tak­że do­star­cza wy­god­ne­go uspra­wie­dli­wie­nia dla szkol­nych pro­gra­mów na­ucza­nia hi­sto­rii, któ­re za­po­zna­ją uczniów pra­wie wy­łącz­nie z bio­gra­fia­mi męż­czyzn. W ro­ku 2013 w Wiel­kiej Bry­ta­nii roz­go­rza­ła de­ba­ta o tym, co zna­czy dla nas „hi­sto­ria”. Na ba­ry­ka­dzie sta­nął ów­cze­sny bry­tyj­ski mi­ni­ster oświa­ty Mi­cha­el Go­ve, uzbro­jo­ny w no­wą pro­po­zy­cję ogól­no­na­ro­do­we­go pro­gra­mu na­ucza­nia hi­sto­rii pod ha­słem „po­wro­tu do pod­staw”81. Wraz z ar­mią dwu­dzie­sto­pierw­szo­wiecz­nych pro­fe­so­rów Pim­ko, swo­ich zwo­len­ni­ków, po­stu­lo­wał, że dzie­ci po­trze­bu­ją „fak­tów”82. Po­trzeb­ne są im „fun­da­men­ty wie­dzy”.

Owe „fun­da­men­ty wie­dzy”, „pod­sta­wo­we” blo­ki „fak­tów”, któ­re znać po­win­no każ­de dziec­ko, ce­cho­wa­ła – po­śród in­nych luk – pra­wie zu­peł­na nie­obec­ność ko­biet. Na po­zio­mie Key Sta­ge 2 (wiek 7–11 lat) nie po­ja­wia­ły się żad­ne ko­bie­ty z wy­jąt­kiem dwóch kró­lo­wych z dy­na­stii Tu­do­rów. Po­ziom Key Sta­ge 3 (11–14 lat) obej­mo­wał tyl­ko pięć ko­biet, z któ­rych czte­ry (Flo­ren­ce Ni­gh­tin­ga­le, Ma­ry Se­aco­le, Geo­r­ge Eliot i An­nie Be­sant) zgru­po­wa­no pod ha­słem: „Zmie­nia­ją­ca się ro­la ko­biet” – su­ge­ru­jąc, nie bez ko­ze­ry, że resz­ta pro­gra­mu jest o męż­czy­znach.

W 2009 ro­ku czo­ło­wy bry­tyj­ski hi­sto­ryk Da­vid Star­key skry­ty­ko­wał hi­sto­rycz­ki za, je­go zda­niem, nad­mier­ne sku­pie­nie się na żo­nach Hen­ry­ka VIII za­miast na sa­mym kró­lu, któ­ry wi­nien znaj­do­wać się w „cen­trum uwa­gi”83. Ba­ga­te­li­zu­jąc „ope­rę my­dla­ną” je­go ży­cia oso­bi­ste­go ja­ko rzecz dru­go­rzęd­ną wo­bec ofi­cjal­nych po­li­tycz­nych kon­se­kwen­cji je­go pa­no­wa­nia (jak choć­by re­for­ma­cji), Star­key upie­rał się, że „je­śli chcesz prze­stu­dio­wać rze­tel­nie hi­sto­rię Eu­ro­py sprzed ostat­nich pię­ciu mi­nut, bę­dzie to hi­sto­ria bia­łych męż­czyzn, bo to oni to­czy­li roz­gryw­ki o wła­dzę, a uda­wa­nie, że by­ło ina­czej, to prze­kła­my­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści”.

Sta­no­wi­sko Star­keya opie­ra się na za­ło­że­niu, że to, co dzie­je się w sfe­rze pry­wat­nej, nie ma zna­cze­nia. Czy na pew­no? Ży­cie pry­wat­ne Agnes Hun­ting­don (uro­dzo­nej po 1320 ro­ku) uka­zu­je się nam wy­ryw­ko­wo w pu­blicz­nych do­ku­men­tach z pro­ce­sów są­do­wych w spra­wie jej dwóch mał­żeństw84. Od­kry­wa­my, że by­ła ofia­rą prze­mo­cy do­mo­wej, a jej pierw­sze mał­żeń­stwo zo­sta­ło unie­waż­nio­ne, po­nie­waż ro­dzi­na nie po­chwa­la­ła jej wy­bo­ru. Wie­czo­rem 25 lip­ca 1345 ro­ku Agnes ucie­kła od dru­gie­go mę­ża po tym, jak ją za­ata­ko­wał; tej sa­mej no­cy po­ja­wił się w do­mu jej bra­ta z no­żem. Czy mal­tre­to­wa­nie (i brak wol­no­ści wy­bo­ru) czter­na­sto­wiecz­nej ko­bie­ty to pry­wat­na bła­host­ka, czy mo­że część hi­sto­rii pod­po­rząd­ko­wa­nia ko­biet męż­czy­znom?

Po­dział świa­ta na sfe­rę „pry­wat­ną” i „pu­blicz­ną” jest zresz­tą ar­bi­tral­ny i fał­szy­wy, bo jed­no nie­ustan­nie prze­ni­ka się z dru­gim. Ka­the­ri­ne Edwards, hi­sto­rycz­ka moc­no za­an­ga­żo­wa­na w wal­kę z re­for­ma­mi Go­ve’a, zwró­ci­ła mi uwa­gę na świe­że ba­da­nia nad ro­lą ko­biet w woj­nie se­ce­syj­nej: „Ko­bie­ty oraz ich wy­obra­że­nie o wła­snej ro­li cał­ko­wi­cie zde­sta­bi­li­zo­wa­ły wy­si­łek wo­jen­ny kon­fe­de­ra­tów”. Ba­ga­tel­ka? Do­bre so­bie.

Da­my z eli­ty, wy­cho­wa­ne w nie­za­chwia­nej wie­rze w mit wła­snej bez­rad­no­ści, po pro­stu nie umia­ły zmie­nić swo­je­go wy­obra­że­nia o pra­cy ja­ko czymś z na­tu­ry rze­czy nie­ko­bie­cym. Nie po­tra­fi­ły zdo­być się na to, by za­jąć sta­no­wi­ska zwol­nio­ne przez po­wo­ła­nych do woj­ska męż­czyzn, pi­sa­ły więc do swo­ich mę­żów z bła­ga­niem, by ci zde­zer­te­ro­wa­li, wró­ci­li do do­mu i za­opie­ko­wa­li się ni­mi. Bied­niej­sze ko­bie­ty da­ły się we zna­ki w bar­dziej ak­tyw­ny spo­sób – or­ga­ni­zo­wa­ły ruch opo­ru wo­bec po­li­ty­ki Kon­fe­de­ra­cji, „po­nie­waż za­sad­ni­czo umie­ra­ły z gło­du, a po­trze­bo­wa­ły wy­ży­wić swo­je ro­dzi­ny”. Wy­łą­cza­nie ko­biet z ana­li­zy na­stępstw woj­ny se­ce­syj­nej stwa­rza lu­kę nie tyl­ko w da­nych na te­mat płci, lecz tak­że w ro­zu­mie­niu ge­ne­zy sa­mych Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Czy nie jest to „fakt”, o któ­rym war­to wie­dzieć?

Hi­sto­ria ludz­ko­ści. Hi­sto­ria sztu­ki, li­te­ra­tu­ry i mu­zy­ki. Hi­sto­ria sa­mej ewo­lu­cji. Wszyst­kie są nam po­da­wa­ne ja­ko obiek­tyw­ne praw­dy. A w rze­czy­wi­sto­ści te fak­ty nas okła­mu­ją. Wszyst­kie zo­sta­ły prze­ina­czo­ne przez ne­go­wa­nie lo­sów po­ło­wy ludz­ko­ści – czy­nią to już sa­me sło­wa, któ­rych uży­wa­my do prze­ka­zy­wa­nia na­szych pół­prawd. To za­prze­cza­nie pro­wa­dzi do luk w na­szej wie­dzy. Psu­je to, co – jak nam się zda­je – wie­my na wła­sny te­mat. Kar­mi mit mę­skiej uni­wer­sal­no­ści. I wła­śnie to jest fak­tem.

Ten mit, z ca­łą je­go ży­wot­no­ścią, wciąż wpły­wa na na­sze po­strze­ga­nie sie­bie dzi­siaj – a je­śli kil­ka ostat­nich lat co­kol­wiek nam po­ka­za­ło, to wła­śnie to, że na­sze po­strze­ga­nie sie­bie nie jest pro­ble­mem ma­łej wa­gi. Toż­sa­mość to po­tęż­na si­ła, a my ją igno­ru­je­my i błęd­nie od­czy­tu­je­my na wła­sne ry­zy­ko. Trump, bre­xit i ISIS (by przy­wo­łać tyl­ko trzy względ­nie no­we przy­kła­dy) to glo­bal­ne zja­wi­ska, któ­re wy­wró­ci­ły świa­to­wy po­rzą­dek – i wszyst­kie w swej isto­cie są mo­ty­wo­wa­ne toż­sa­mo­ścio­wo. A błęd­ne od­czy­ty­wa­nie i igno­ro­wa­nie toż­sa­mo­ści to wła­śnie coś, do cze­go pro­wa­dzi nas ukry­wa­nie mę­sko­ści pod płasz­czy­kiem neu­tral­ne­go płcio­wo uni­wer­sa­li­zmu.

Męż­czy­zna, z któ­rym przez chwi­lę się spo­ty­ka­łam, pró­bo­wał wy­gry­wać spo­ry ze mną, za­rzu­ca­jąc mi, że je­stem za­śle­pio­na ide­olo­gią. Nie po­strze­gam świa­ta obiek­tyw­nie, mó­wił, ani ra­cjo­nal­nie, bo je­stem fe­mi­nist­ką i na wszyst­ko pa­trzę fe­mi­ni­stycz­nym okiem. Kie­dy mu wy­ty­ka­łam, że to sa­mo do­ty­czy je­go (utoż­sa­miał się z li­ber­ta­ria­ni­zmem), wno­sił sprze­ciw. Nie. To był tyl­ko obiek­tyw­ny zdro­wy roz­są­dek – „ab­so­lut­na praw­da” de Be­au­vo­ir. Je­go po­strze­ga­nie świa­ta dla nie­go sa­me­go by­ło uni­wer­sal­ne, a fe­mi­nizm – oglą­da­nie świa­ta z ko­bie­cej per­spek­ty­wy – ni­szo­we. Prze­siąk­nię­te ide­olo­gią.

Przy­po­mnia­łam so­bie o nim po wy­bo­rach pre­zy­denc­kich w Sta­nach Zjed­no­czo­nych w 2016 ro­ku, kie­dy zda­wa­ło się, że uto­nie­my w po­wo­dzi twe­etów, prze­mó­wień i wstęp­nia­ków (zwy­kle) bia­łych męż­czyzn po­mstu­ją­cych na coś, co na­zy­wa­li „po­li­ty­ką toż­sa­mo­ścio­wą”. Dzie­sięć dni po zwy­cię­stwie Do­nal­da Trum­pa „New York Ti­mes” opu­bli­ko­wał ar­ty­kuł Mar­ka Lil­li, pro­fe­so­ra na­uk hu­ma­ni­stycz­nych na Uni­wer­sy­te­cie Co­lum­bia, któ­ry kry­ty­ko­wał Hil­la­ry Clin­ton za „jaw­ne mo­bi­li­zo­wa­nie Afro­ame­ry­ka­nów, La­ty­no­sów, LGBT i wy­bor­ców płci żeń­skiej”85. Za­rzu­cił jej, że po­mi­nę­ła „bia­łą kla­sę pra­cu­ją­cą”. Lil­la za­pre­zen­to­wał „re­to­ry­kę róż­no­rod­no­ści” Clin­ton ja­ko wy­klu­cza­ją­cą „sze­ro­ką wi­zję”, po­łą­czyw­szy to „wą­skie” spoj­rze­nie (Lil­la naj­wy­raź­niej na­czy­tał się V.S. Na­ipau­la) z czymś, cze­go był we wła­snym mnie­ma­niu świad­kiem, pra­cu­jąc ze stu­den­ta­mi. Dzi­siej­si stu­den­ci, jak twier­dził, są tak wy­tre­so­wa­ni, by sku­piać się na róż­no­rod­no­ści, że „ma­ją szo­ku­ją­co ma­ło do po­wie­dze­nia na ta­kie od­wiecz­ne te­ma­ty, jak kla­sa spo­łecz­na, woj­na, go­spo­dar­ka oraz do­bro wspól­ne”.

Dwa dni po tej pu­bli­ka­cji eks­kan­dy­dat de­mo­kra­tów Ber­nie San­ders zży­mał się w Bo­sto­nie pod­czas tra­sy pro­mo­cyj­nej swo­jej książ­ki86: „Nie wy­star­czy po­wie­dzieć: Je­stem ko­bie­tą, gło­suj­cie na mnie!”87. W Au­stra­lii Paul Kel­ly, re­dak­tor „The Au­stra­lian”, opi­sał zwy­cię­stwo Trum­pa ja­ko „re­wol­tę prze­ciw­ko po­li­ty­ce toż­sa­mo­ścio­wej”88, na­to­miast w Wiel­kiej Bry­ta­nii la­bo­urzy­stow­ski po­seł Izby Gmin Ri­chard Bur­gon na­pi­sał na Twit­te­rze, że wy­bór Trum­pa to „coś, co się mo­że stać, gdy par­tie cen­tro­le­wi­co­we po­rzu­ca­ją ha­sła trans­for­ma­cji go­spo­dar­czej i zda­ją się na po­li­ty­kę toż­sa­mo­ścio­wą”89.

Si­mon Jen­kins z „Gu­ar­dia­na” za­koń­czył an­nus hor­ri­bi­lis, ja­kim był rok 2016, ty­ra­dą prze­ciw­ko „apo­sto­łom toż­sa­mo­ści”, któ­rzy „prze­sa­dzi­li w obro­nie” mniej­szo­ści i tym spo­so­bem do­bi­li li­be­ra­lizm. „Nie mam swo­je­go ple­mie­nia” – pi­sał. Nie był w sta­nie „do­łą­czyć do pa­nu­ją­cej hi­ste­rii”. Ma­rzył o „od­two­rze­niu sła­wet­nej re­wo­lu­cji z 1832 ro­ku”90, któ­ra po­skut­ko­wa­ła roz­sze­rze­niem praw wy­bor­czych w Wiel­kiej Bry­ta­nii na kil­ka do­dat­ko­wych se­tek ty­się­cy męż­czyzn, po­sia­da­czy ziem­skich91. Upoj­ne dni, nie ma co.

Tych bia­łych męż­czyzn łą­czą na­stę­pu­ją­ce prze­ko­na­nia: że po­li­ty­ka toż­sa­mo­ścio­wa do­ty­czy wy­łącz­nie ko­lo­ru skó­ry lub płci, że ko­lor skó­ry i płeć nie ma­ją nic wspól­ne­go z „głęb­szy­mi” kwe­stia­mi, ta­ki­mi jak „go­spo­dar­ka”, że wy­szcze­gól­nia­nie po­trzeb wy­bor­ców płci żeń­skiej i in­ne­go ko­lo­ru skó­ry niż bia­ły jest „za­wę­żo­nym my­śle­niem” oraz że kla­sa pra­cu­ją­ca ozna­cza bia­łych męż­czyzn z kla­sy pra­cu­ją­cej. Na mar­gi­ne­sie: we­dług ame­ry­kań­skie­go Biu­ra Sta­ty­sty­ki Pra­cy (Bu­re­au of La­bor Sta­ti­stics) prze­mysł gór­ni­czy – w trak­cie wy­bo­rów w 2016 ro­ku znak roz­po­znaw­czy kla­sy pra­cu­ją­cej (w do­my­śle mę­skiej) – za­pew­nia ogó­łem 53 420 miejsc pra­cy, z me­dia­ną rocz­nych za­rob­ków o wy­so­ko­ści 59 380,89 do­la­ra92. Po­rów­naj­my to z li­czą­cą 924 640 osób ar­mią sprzą­ta­czek i go­spo­dyń, któ­rej me­dia­na rocz­ne­go do­cho­du wy­no­si 21 820,90 do­la­ra93. Więc kto tu jest praw­dzi­wą kla­są pra­cu­ją­cą?

Ci bia­li męż­czyź­ni ma­ją też ta­ką wspól­ną ce­chę, że są bia­ły­mi męż­czy­zna­mi. A wał­ku­ję ten te­mat, bo wła­śnie ich bia­łość i mę­skość spo­wo­do­wa­ły, że zu­peł­nie se­rio wy­ar­ty­ku­ło­wa­li to ab­sur­dal­ne z lo­gicz­ne­go punk­tu wi­dze­nia prze­ko­na­nie, że toż­sa­mo­ści ist­nie­ją tyl­ko dla tych, któ­rym zda­rzy­ło się nie być bia­ły­mi al­bo płci mę­skiej. Gdy tak bar­dzo przy­wy­kłeś do te­go, że je­steś bia­łym fa­ce­tem, mo­głeś za­po­mnieć, że „bia­ły” i „mę­ski” to też toż­sa­mo­ści.

Pier­re Bo­ur­dieu pi­sał w 1972 ro­ku: „To, co istot­ne, ro­zu­mie się sa­mo przez się, bo przy­cho­dzi sa­mo przez się – tra­dy­cja mil­czy, szcze­gól­nie w te­ma­cie sie­bie sa­mej”94. Bia­łość i mę­skość mil­czą wła­śnie dla­te­go, że nie po­trze­bu­ją do­cho­dzić do gło­su. Są do­ro­zu­mia­ne. Nie­pod­wa­żal­ne. Do­myśl­ne. Z ta­ką rze­czy­wi­sto­ścią mu­si mie­rzyć się każ­dy, ko­go toż­sa­mość nie tłu­ma­czy się sa­ma przez się, każ­dy, ko­go po­trze­by i punkt wi­dze­nia są sta­le za­po­mi­na­ne. Każ­dy, kto przy­wykł do ście­ra­nia się ze świa­tem, któ­ry nie jest skro­jo­ny pod nie­go i je­go po­trze­by.

To wszyst­ko przy­po­mi­na mi pew­ną nie­uda­ną rand­kę (no do­brze, nie­jed­ną), gdyż nie­uchron­nie wią­że się z myl­nym prze­ko­na­niem o obiek­ty­wi­zmie, ra­cjo­nal­no­ści czy, jak to uję­ła Ca­tha­ri­ne Mac­kin­non, „bez­stron­no­ści” bia­łej, mę­skiej per­spek­ty­wy. Ja­ko że per­spek­ty­wa ta nie jest przed­sta­wia­na wprost ja­ko bia­ła i mę­ska (bo nie mu­si) i po­nie­waż sta­no­wi nor­mę, uwa­ża się, że nie jest su­biek­tyw­na. Uzna­je się ją za obiek­tyw­ną. A na­wet uni­wer­sal­ną.

To za­ło­że­nie ma sła­be pod­sta­wy. Tak na­praw­dę bia­łość i mę­skość są toż­sa­mo­ścia­mi w ta­kim sa­mym stop­niu jak czar­ność i ko­bie­cość. Ba­da­nie po­staw i pre­fe­ren­cji wy­bor­czych bia­łych Ame­ry­ka­nów wy­ka­za­ło, że suk­ces Trum­pa od­zwier­cie­dla na­ro­dzi­ny „po­li­ty­ki bia­łej toż­sa­mo­ści”, któ­rą ba­da­cze de­fi­nio­wa­li ja­ko „pró­bę chro­nie­nia ko­lek­tyw­nych in­te­re­sów bia­łych wy­bor­ców za po­śred­nic­twem urny do gło­so­wa­nia”95. Bia­ła toż­sa­mość, brzmiał wnio­sek, „jest sil­nym pro­gno­sty­kiem sym­pa­tii dla Trum­pa”. Tak sa­mo toż­sa­mość mę­ska. Ana­li­za wpły­wu płci wy­bor­ców na po­par­cie obec­ne­go pre­zy­den­ta USA ujaw­ni­ła, że „im bar­dziej wro­go na­sta­wie­ni do ko­biet by­li wy­bor­cy, z tym więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem po­pie­ra­li Trum­pa”96. Ma­ło te­go: agre­syw­ny sek­sizm był pra­wie tak do­brym pro­gno­sty­kiem po­par­cia dla te­go po­li­ty­ka jak sym­pa­tie par­tyj­ne. A to jest dla nas nie­spo­dzian­ką tyl­ko dla­te­go, że tak bar­dzo przy­wy­kli­śmy do mi­tu o uni­wer­sal­no­ści te­go, co mę­skie.

Prze­świad­cze­nie, że to, co mę­skie, jest uni­wer­sal­ne, wy­ni­ka bez­po­śred­nio z lu­ki w da­nych na te­mat płci. Bia­łość i mę­skość mo­gą ucho­dzić za zro­zu­mia­łe sa­me przez się tyl­ko dla­te­go, że o więk­szo­ści in­nych toż­sa­mo­ści w ogó­le się nie wspo­mi­na. Ale mę­ska uni­wer­sal­ność to też przy­czy­na wspo­mnia­nej lu­ki: po­nie­waż ko­biet się nie do­strze­ga, nie pa­mię­ta się o nich, a da­ne o męż­czy­znach sta­no­wią więk­szość na­szej wie­dzy, w re­zul­ta­cie to, co mę­skie, za­czy­na ucho­dzić za uni­wer­sal­ne. Pro­wa­dzi to do ze­pchnię­cia ko­biet – po­ło­wy ro­dza­ju ludz­kie­go – do ro­li mniej­szo­ści. Z ni­szo­wą toż­sa­mo­ścią i su­biek­tyw­nym punk­tem wi­dze­nia. A ta­ki sche­mat my­ślo­wy po­zwa­la uznać ko­bie­ty za nie­war­te za­pa­mię­ta­nia. Po­mi­jal­ne. Nie­po­trzeb­ne – w kul­tu­rze, hi­sto­rii, sta­ty­sty­kach. W ten wła­śnie spo­sób ko­bie­ty sta­ją się nie­wi­dzial­ne.

Nie­wi­dzial­ne ko­bie­ty to opo­wieść o tym, co się dzie­je, gdy za­po­mi­na­my o na­szej od­po­wie­dzial­no­ści za po­ło­wę ludz­ko­ści. Po­ka­zu­je, jak lu­ka w da­nych na te­mat płci krzyw­dzi ko­bie­ty, gdy ży­cie to­czy się swo­im zwy­kłym try­bem – w urba­ni­sty­ce, po­li­ty­ce, miej­scu pra­cy. Opo­wia­da też o tym, co dzie­je się z ko­bie­ta­mi w świe­cie zbu­do­wa­nym we­dług da­nych o męż­czy­znach wte­dy, kie­dy coś idzie nie tak. Kie­dy cho­ru­ją. Kie­dy tra­cą dach nad gło­wą w po­wo­dzi. Kie­dy mu­szą ucie­kać z kra­ju z po­wo­du woj­ny.

W tej opo­wie­ści kry­je się też na­dzie­ja, bo gdy ko­bie­tom uda­je się wyjść z cie­nia ze swo­imi gło­sa­mi i swo­imi cia­ła­mi, sy­tu­acja za­czy­na się zmie­niać. Lu­ki się wy­peł­nia­ją. Tak więc Nie­wi­dzial­ne ko­bie­ty to tak na­praw­dę rów­nież we­zwa­nie do zmia­ny. Za dłu­go usta­wia­li­śmy ko­bie­ty na po­zy­cji wy­jąt­ków od nor­my i do­pusz­cza­li­śmy, by by­ły nie­wi­dzial­ne. Czas zmie­nić per­spek­ty­wę. Czas, że­by ko­bie­ty zo­sta­ły do­strze­żo­ne.

Część I

Ży­cie co­dzien­ne

W kwiet­niu 2017 ro­ku do­świad­czo­na dzien­ni­kar­ka BBC Sa­mi­ra Ah­med chcia­ła sko­rzy­stać z to­a­le­ty na po­ka­zie fil­mu Nie je­stem two­im mu­rzy­nem w sław­nym lon­dyń­skim Bar­bi­can Cen­tre. Aku­rat trwa­ła prze­rwa. Każ­da ko­bie­ta, któ­ra kie­dy­kol­wiek by­ła w te­atrze, wie, co to ozna­cza: zryw już w mo­men­cie, gdy roz­bły­ska­ją świa­tła, że­by wy­prze­dzić ko­lej­kę, ja­ka nie­ba­wem za­cznie się wić po foy­er.

Roz­dział 1

Czy od­śnie­ża­nie mo­że być sek­si­stow­skie?

Za­czę­ło się od żar­tu. Był rok 2011 i rad­ni mia­sta Karl­sko­ga w Szwe­cji zna­leź­li się na ce­low­ni­ku twór­ców ini­cja­ty­wy na rzecz rów­no­upraw­nie­nia płci, co ozna­cza­ło, że bę­dą zmu­sze­ni przyj­rzeć się swo­im dzia­ła­niom pod ką­tem pro­ble­mu nie­rów­no­ści. Gdy bra­no pod lu­pę ich ko­lej­ne de­cy­zje, jed­ną po dru­giej, pe­wien nie­szczę­sny urzęd­nik śmiał się, że ci gen­de­row­cy przy­naj­mniej nie bę­dą wty­kać no­sa w od­śnie­ża­nie. Ku je­go utra­pie­niu „gen­de­row­cy” za­czę­li się za­sta­na­wiać, czy od­śnie­ża­nie rze­czy­wi­ście nie jest sek­si­stow­skie.

Wte­dy, po­dob­nie jak więk­szość in­nych sa­mo­rzą­dów, Karls­ko­ga od­śnie­ża­ła w pierw­szej ko­lej­no­ści głów­ne ar­te­rie ko­mu­ni­ka­cyj­ne, a chod­ni­ki oraz ścież­ki dla ro­we­rzy­stów na sa­mym koń­cu. Mia­ło to jed­nak in­ne kon­se­kwen­cje dla męż­czyzn i dla ko­biet, po­nie­waż męż­czyź­ni i ko­bie­ty po­dró­żu­ją ina­czej.

Bra­ku­je nam spój­nych, po­se­gre­go­wa­nych we­dług kry­te­rium płci da­nych z każ­de­go kra­ju, ale z tych, któ­ry­mi dys­po­nu­je­my, wy­ni­ka ja­sno, że ko­bie­ty zde­cy­do­wa­nie czę­ściej po­ru­sza­ją się pie­szo al­bo ko­mu­ni­ka­cją miej­ską1. We Fran­cji sta­no­wią dwie trze­cie pa­sa­że­rek ko­mu­ni­ka­cji pu­blicz­nej, w Fi­la­del­fii i Chi­ca­go w Sta­nach Zjed­no­czo­nych od­se­tek ten wy­no­si od­po­wied­nio 642 i 62 pro­cent3. Tym­cza­sem męż­czyź­ni na ca­łym świe­cie czę­ściej sia­da­ją za kie­row­ni­cą4 i je­śli go­spo­dar­stwo do­mo­we dys­po­nu­je sa­mo­cho­dem, to przede wszyst­kim oni z nie­go ko­rzy­sta­ją5 – na­wet w ta­kiej fe­mi­ni­stycz­nej uto­pii, ja­ką jest Szwe­cja6.

Róż­ni­ce nie koń­czą się na po­zio­mie środ­ka trans­por­tu: do­ty­czą też po­wo­dów, dla któ­rych męż­czyź­ni i ko­bie­ty się prze­miesz­cza­ją. Męż­czyź­ni naj­czę­ściej po­dró­żu­ją we­dług pro­ste­go sche­ma­tu: co­dzien­nie do cen­trum i z po­wro­tem. Ko­bie­ce mo­de­le po­dró­żo­wa­nia są bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne. Wy­ko­nu­ją one bo­wiem 75 pro­cent nie­od­płat­nej pra­cy opie­kuń­czej na świe­cie, a to prze­kła­da się na ich po­trze­by w za­kre­sie po­dró­żo­wa­nia. Ty­po­wy sche­mat ko­bie­cej po­dró­ży obej­mu­je, na przy­kład, od­sta­wie­nie dzie­ci do szko­ły przed do­jaz­dem do pra­cy, za­bra­nie star­sze­go krew­ne­go do le­ka­rza i za­ku­py w su­per­mar­ke­cie po dro­dze do do­mu. Jest to tak zwa­ny łań­cuch po­dró­ży – skła­da się on z kil­ku nie­zbyt da­le­kich eta­pów, a mo­del ten ob­ser­wu­je się wśród ko­biet na ca­łym świe­cie.

W Lon­dy­nie ko­bie­ty trzy­krot­nie czę­ściej pod­wo­żą lub od­pro­wa­dza­ją dzie­ci do szko­ły7, a praw­do­po­do­bień­stwo, że bę­dą za­ła­twiać kil­ka spraw w cza­sie jed­ne­go wyj­ścia jest wyż­sze o 25 pro­cent niż w przy­pad­ku męż­czyzn8. Od­se­tek ten wzra­sta do 39 pro­cent, je­śli ro­dzi­na ma dziec­ko po­wy­żej dzie­wię­ciu lat. Róż­ni­ca mię­dzy mę­ski­mi a żeń­ski­mi sche­ma­ta­mi po­dró­żo­wa­nia wy­stę­pu­je w ca­łej Eu­ro­pie – w ro­dzi­nach, w któ­rych obo­je mał­żon­ko­wie pra­cu­ją, ko­bie­ty dwa ra­zy czę­ściej niż męż­czyź­ni przy oka­zji do­jaz­du do pra­cy od­sta­wia­ją dzie­ci do szko­ły i przy­wo­żą do do­mu. Naj­le­piej wi­dać to w ro­dzi­nach z ma­ły­mi dzieć­mi: ko­bie­ta czyn­na za­wo­do­wo z dziec­kiem po­ni­żej pią­te­go ro­ku ży­cia wy­dłu­ża swo­je łań­cu­chy po­dró­ży o 54 pro­cent, pod­czas gdy czyn­ny za­wo­do­wo męż­czy­zna w tej sa­mej sy­tu­acji wy­dłu­ża swo­ją po­dróż tyl­ko o 19 pro­cent9.

Wszyst­kie te róż­ni­ce ozna­cza­ły, że z po­zo­ru neu­tral­ny płcio­wo har­mo­no­gram od­śnie­ża­nia w Karl­sko­dze wca­le nie był ta­ki neu­tral­ny – rad­ni miej­scy zmie­ni­li za­tem po­rzą­dek od­śnie­ża­nia, aby dać pierw­szeń­stwo pie­szym i użyt­kow­ni­kom trans­por­tu pu­blicz­ne­go. Wy­szli z za­ło­że­nia, że prze­cież nie zwięk­szy to kosz­tów, a prze­je­cha­nie au­tem przez sied­mio­cen­ty­me­tro­wą war­stwę śnie­gu jest ła­twiej­sze niż przedar­cie się przez nią wóz­kiem dzie­cię­cym (lub in­wa­lidz­kim czy też ro­we­rem).

Nie przy­pusz­cza­li, że przy oka­zji za­osz­czę­dzą. Od 1985 ro­ku w pół­noc­nej Szwe­cji gro­ma­dzo­ne są da­ne na te­mat przy­jęć do szpi­ta­la w związ­ku z uszko­dze­nia­mi cia­ła. W ba­zach da­nych do­mi­nu­ją pie­si, któ­rzy w cza­sie go­ło­le­dzi ule­ga­ją kon­tu­zjom trzy ra­zy czę­ściej niż zmo­to­ry­zo­wa­ni10, a ich ho­spi­ta­li­za­cja za­bie­ra po­ło­wę cza­su po­świę­ca­ne­go wszyst­kim ob­ra­że­niom zwią­za­nym z ru­chem sa­mo­cho­do­wym11. Więk­szość tych pie­szych to ko­bie­ty. Ba­da­nie ura­zów do­zna­wa­nych przez pie­szych w szwedz­kim ob­sza­rze miej­skim Umeå wy­ka­za­ło, że do 79 pro­cent z nich do­cho­dzi w mie­sią­cach zi­mo­wych, a ko­bie­ty sta­no­wią 69 pro­cent po­szko­do­wa­nych w wy­pad­kach z udzia­łem jed­nej oso­by (czy­li ta­kich, w któ­rych nie uczest­ni­czył nikt wię­cej). Dwie trze­cie kon­tu­zjo­wa­nych pie­szych po­śli­zgnę­ło się na ob­lo­dzo­nych lub ośnie­żo­nych po­wierzch­niach i upa­dło, a 48 pro­cent do­zna­ło umiar­ko­wa­nych lub po­waż­nych ob­ra­żeń, naj­czę­ściej zła­mań i zwich­nięć. Uszko­dze­nia cia­ła u ko­biet by­ły też na ogół po­waż­niej­sze.

Pię­cio­let­nie ba­da­nia w re­gio­nie Ska­nia ujaw­ni­ły te sa­me ten­den­cje – i wy­ka­za­ły, że ura­zy są kosz­tow­ne, za­rów­no dla opie­ki zdro­wot­nej, jak i efek­tyw­no­ści pra­cy12. Sza­co­wa­ny koszt tych wszyst­kich upad­ków osób pie­szych pod­czas jed­ne­go tyl­ko se­zo­nu zi­mo­we­go wy­niósł 36 mi­lio­nów ko­ron13. (Wie­lu po­szko­do­wa­nych pie­szych uda­je się do szpi­ta­li, któ­re nie prze­sy­ła­ją sta­ty­styk do na­ro­do­we­go re­je­stru wy­pad­ków dro­go­wych. Część zgła­sza się do ga­bi­ne­tów le­kar­skich, a część po pro­stu zo­sta­je w do­mu. Tak więc kosz­ty – za­rów­no opie­ki zdro­wot­nej, jak i ob­ni­żo­nej pro­duk­tyw­no­ści pra­cow­ni­ków – mo­gą być wyż­sze).

Na­wet jed­nak przy tych ostroż­nych sza­cun­kach koszt wy­pad­ków pie­szych na ob­lo­dzo­nych chod­ni­kach był dwu­krot­nie wyż­szy niż koszt zi­mo­we­go utrzy­ma­nia dróg. W Sol­nie ko­ło Sztok­hol­mu był on trzy­krot­nie wyż­szy, a we­dług nie­któ­rych ba­dań jesz­cze więk­szy14. Mniej­sza o do­kład­ne licz­by – wi­dać wy­raź­nie, że za­po­bie­ga­nie kon­tu­zjom przez przy­zna­nie pie­szym pierw­szeń­stwa w gra­fi­ku od­śnie­ża­nia ma sens z eko­no­micz­ne­go punk­tu wi­dze­nia.

Krót­ki epi­log do tej opo­wie­ści do­pi­sa­ła skraj­nie pra­wi­co­wa blo­gos­fe­ra15, któ­ra za­re­ago­wa­ła ra­do­snym pod­nie­ce­niem, kie­dy w 2016 ro­ku Sztok­holm nie zdo­łał bez­bo­le­śnie prze­sta­wić się na rów­no­ścio­we od­śnie­ża­nie: ob­fit­sze niż zwy­kle opa­dy śnie­gu za­sy­pa­ły dro­gi i chod­ni­ki, a do­jeż­dża­ją­cy nie mo­gli do­stać się do pra­cy. W swo­im pę­dzie do świę­to­wa­nia po­raż­ki fe­mi­ni­stycz­nej po­li­ty­ki ci pra­wi­co­wi ko­men­ta­to­rzy nie za­uwa­ży­li, że sys­tem ten już od trzech lat dzia­ła w Karl­sko­dze bez za­rzu­tu.

Na do­da­tek przed­sta­wi­li spra­wę nie­zgod­nie z praw­dą. Por­tal He­at Stre­et do­niósł16, że no­wa po­li­ty­ka nie zda­ła eg­za­mi­nu, dla­te­go że „po­noć wzro­sła licz­ba ura­zów wy­ma­ga­ją­cych wi­zy­ty w szpi­ta­lu” – po­mi­nął jed­nak fakt, że by­ły to ura­zy pie­szych17. Świad­czy­ło to o tym, że pro­ble­mem nie by­ło przy­zna­nie pierw­szeń­stwa pie­szym, ale to, że od­śnie­ża­nie ogól­nie nie zo­sta­ło prze­pro­wa­dzo­ne efek­tyw­nie. Zmo­to­ry­zo­wa­ni mo­że prze­ży­wa­li nie­wy­go­dy w po­dró­ży, ale nie tyl­ko oni.

Na­stęp­na zi­ma przy­nio­sła znacz­nie więk­sze suk­ce­sy: Da­niel Hel­l­dén, lo­kal­ny rad­ny w sztok­holm­skim wy­dzia­le ko­mu­ni­ka­cji, po­wie­dział w roz­mo­wie ze mną, że na 200 ki­lo­me­trach po­łą­czo­nych cią­gów ro­we­ro­wych i pie­szych, od­śnie­ża­nych te­raz przy uży­ciu spe­cjal­nych ma­szyn („dzię­ki któ­rym są czy­ste jak w le­cie”), licz­ba wy­pad­ków zmniej­szy­ła się o po­ło­wę. „Więc to na­praw­dę do­bry wy­nik”.