Publicystyka polska na emigracji 1940-1960 - Lidia Ciołkoszowa - ebook
Opis

Legenda i sumienie polskiego socjalizmu niepodległościowego, Lidia Ciołkoszowa, pisze o najważniejszych dylematach Polski w jednym z najburzliwszych okresów jej historii. Chłodnym, analitycznym okiem ogląda spory i polemiki emigrantów wojennych i powojennych, od prawa do lewa – Stanisława i Józefa Mackiewiczów, Adama Ciołkosza, Wojciecha Wasiutyńskiego, Juliusza Mieroszewskiego, Adama Pragiera czy Zygmunta Zaremby.

 

Publicystyczne batalie – o źródła klęski wrześniowej, sens powstania warszawskiego, geopolityczny los pojałtańskiej Polski, ewolucję komunizmu i przyszłość Europy – odsyłają nas do epoki, gdy polityczni komentatorzy i pisarze częściej zajmowali się sprawami tego świata niż samymi sobą.

 

Napisana kompetentnie, obiektywnie, a zarazem żywym językiem książka Lidii Ciołkoszowej jest znakomitym przewodnikiem do zrozumienia, jak Polacy w wolnym świecie patrzyli na wielkie i trudne doświadczenia, które stały się ich udziałem w dwudziestoleciu wyznaczonym datami 1939 i 1960.

Andrzej Friszke

 

Lidia Ciołkoszowa (1902–2002) – historyczka, publicystka, wieloletnia działaczka Polskiej Partii Socjalistycznej, doktor pedagogiki. W okresie przedwojennym wykładowczyni Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, od roku 1939 na emigracji. Od 1940 roku członkini władz emigracyjnej PPS, od roku 1990 dożywotnia Honorowa Przewodnicząca partii. Autorka wielu książek, m.in. dwutomowego Zarysu dziejów socjalizmu polskiego (wspólnie z Adamem Ciołkoszem, Londyn 1966, 1972), bohaterka wywiadu-rzeki Andrzeja Friszke pt. Spojrzenie wstecz (Paryż, 1995).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 335

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


placeholder

Lidia Ciołkoszowa, Publicystyka polska na emigracji. 1940-1960

Copyright © by Jan Chodakowski, 2013

Copyright © for the foreword by Andrzej Friszke, 2013

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2013

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-63855-60-4

Książka powstała we współpracy z Instytutem Studiów Politycznych PAN.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Seria Historyczna [15]

Warszawa 2013

PRZEDMOWA

ANDRZEJ FRISZKE

Lidia Ciołkoszowa nie była chłodnym obserwatorem polskiego życia politycznego. Była czynnym politykiem przed wojną, w czasie wojny i na powojennej emigracji. Należała do przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej, zasiadała w jej władzach, uczestniczyła w sporach politycznych. Warto o tym pamiętać, gdy czyta się jej Publicystykę polską na emigracji, która jest obiektywnym omówieniem dyskusji i sporów podejmowanych przez dwadzieścia lat. Pasjonujący wykład, przegląd wielu stanowisk, także bardzo odległych od przekonań autorki, jest podany w sposób rzetelny, obiektywny, wolny od autorskich polemik. Ta książka jest niezwykłym przykładem kultury politycznej, kultury dyskusji, która każe szanować adwersarza i dbać o precyzyjne oddanie jego poglądów.

Lidia Ciołkoszowa urodziła się 24 czerwca 1902 roku w Tomaszowie Mazowieckim w spolonizowanej rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo spędziła w Łodzi, gdzie ojciec miał skład sukna. Przez rodziców została zapisana do prywatnej szkoły polskiej (państwowe były tylko rosyjskie), w której wielu nauczycieli sympatyzowało lub wręcz działało w PPS. Jednym z celów wychowawczych było zacieranie barier między dziewczynkami z rodzin katolickich, protestanckich i żydowskich. Była zafascynowana Legionami i Piłsudskim, a pierwszy w życiu referat polityczny wygłosiła do koleżanek o Komendancie, gdy został w 1917 roku uwięziony w Magdeburgu. Należała do kółka młodzieży socjalistycznej i do harcerskiej drużyny im. T. Kościuszki, do której przyjmowano dzieci pochodzenia żydowskiego. „Jeszcze ze szkoły wyniosłam fascynację Żeromskim […] Chyba to właśnie Żeromski doprowadził mnie do PPS” – wspominała pod koniec życia. Były naturalnie i inne lektury, w tym Płomienie Brzozowskiego oraz broszury polityczne wydawane przez PPS. W 1920 roku zdała maturę i zaraz potem – w czasie najazdu bolszewickiego – współtworzyła Szkolny Komitet Pomocy Żołnierzowi.

Jesienią 1920 roku wyjechała do Krakowa, by podjąć studia humanistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Chodziła na seminarium prof. Ignacego Chrzanowskiego, wybitnego polonisty, ale też zdeklarowanego endeka. Wspominała jego bezstronność i życzliwość wobec studentów bez względu na ich poglądy. Można chyba przyjąć, że właśnie pod kierunkiem Chrzanowskiego uczyła się analizy tekstów i rekonstruowania poglądów, tak by zachować obiektywizm w ich opisie. Okresowi studiów i wybitnym profesorom, na których wykłady i seminaria uczęszczała, poświęciła ciepłe refleksje w swoich wspomnieniach. Wśród nauczycieli akademickich miała prof. Stanisława Kota, który po studiach, zakończonych doktoratem, ułatwił jej znalezienie pracy na Uniwersytecie Ludowym im. Mickiewicza1.

Od 1920 roku Lidia należała do PPS. Rok później spotkała Adama Ciołkosza, przywódcę Sekcji Akademickiej PPS na uniwersytecie. Związała się z nim, w 1925 roku wzięli ślub. Przez następne dziesięciolecia, aż do śmierci Adama w 1978 roku była jego wierną żoną i towarzyszką prac politycznych. Była to droga do elity politycznej Polski, gdyż Adam w 1928 roku został posłem na Sejm, wszedł też wkrótce do najwyższych władz partii. Zarazem jednak była to droga trudna, gdyż jako poseł opozycyjnego Centrolewu w 1930 roku został aresztowany i osadzony wraz z kilkunastoma innymi posłami w twierdzy brzeskiej. Na Lidię spadło prowadzenie kampanii wyborczej w Tarnowie, rodzinnym mieście Adama. Wkrótce Adama zwolniono, ale w 1932 roku zaczął się proces więźniów brzeskich, zakończony wyrokiem dla Adama 3 lat więzienia. W listopadzie 1933 roku po uprawomocnieniu wyroku Ciołkosz został uwięziony i siedział do września 1934 roku, kiedy prezydent Mościcki podpisał amnestię dla odbywających karę więźniów brzeskich. W tym czasie Lidia wspomagała, a pod nieobecność męża zastępowała go w organizowaniu pracy PPS w Tarnowie, gdzie w latach 1933-38 przewodniczyła klubowi socjalistycznemu. Przemawiała na niezliczonych zgromadzeniach i wiecach, uczestniczyła także w licznych robotniczych akcjach protestacyjnych. Z temperamentu była działaczką oświatową, współorganizowała wykłady i kursy organizowane w ramach Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego. W 1934 roku na kongresie partii została wybrana do Rady Naczelnej PPS, skupiającej około 40 najważniejszych działaczy. W elicie PPS zasiadała odtąd do końca życia. Udzielała się w TUR, w ruchu kobiecym i w Robotniczym Towarzystwie Przyjaciół Dzieci, także w samorządzie Tarnowa. Od 1935 roku, kiedy Adam Ciołkosz stanął na czele PPS w Krakowskiem, wspomagała go w pracy w okręgu.

Niepospolita inteligencja, oczytanie, prawy charakter, gotowość do osobistych poświęceń, skromny tryb życia, wszystkie te przymioty zapewniały jej szacunek i sympatię. Spotykała się z niepospolitymi ludźmi, ale niemal wyłącznie z kręgu PPS. Reguły życia politycznego, ale też cechy osobiste i obowiązki domowe nie sprzyjały szerokim kontaktom i dyskusjom z ludźmi odległymi od wartości wyznawanych w kręgu PPS. Do najbliższych przyjaciół z okresu krakowskiego należała Wanda Wasilewska, córka legendarnego Leona Wasilewskiego, jednego z najbliższych towarzyszy Piłsudskiego. Po kilku latach ta przyjaźń pękła w związku z ewolucją Wandy ku fascynacji komunizmem i Związkiem Sowieckim. Lidia Ciołkoszowa, podobnie jak Adam, nigdy nie mieli słabości do komunizmu, widzieli w nim brutalną dyktaturę, a zarazem zagrożenie dla niepodległości Polski. Wśród jej bliskich znajomych nie było ludzi, którzy byli skłonni szukać możliwości współpracy z komunistami. Takie stanowisko ułatwiało też porozumienie z kierownictwem partii, takimi jej przywódcami jak Kazimierz Pużak, Tomasz Arciszewski, Kazimierz Czapiński, Zygmunt Zaremba. W przedwojennym okresie krakowskim Ciołkoszowie utrzymywali bliskie stosunki z Józefem Cyrankiewiczem, wtedy sekretarzem OKR (zarządu) w Krakowie. Tę przyjaźń Lidia wspominała z sentymentem do końca życia, ale też z żalem, że „Józek” dokonał takich wyborów po wojnie.

W warunkach narastających tendencji skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych oraz antysemickich Lidia musiała nieraz zetknąć się z agresją, próbami wykluczenia jej z polskości. Nie chciała o tym mówić nawet po wielu dziesięcioleciach, czasem tylko, w bardzo osobistej rozmowie, dotykała takich wspomnień. Zauważała też, że kolega ze studiów Tadeusz Bielecki, wówczas jeden z przywódców Stronnictwa Narodowego, które systematycznie prowadziło akcję antyżydowską, nie wyrzekał się dawnej znajomości. Środowisko PPS było od podobnych uprzedzeń wolne, antysemityzm był stanowczo zwalczany, a działacze o żydowskich korzeniach mieli pełne prawa. Partia współpracowała też z żydowską partią socjalistyczną Bund, m.in. w Tarnowie tworząc koalicję w radzie miejskiej.

Po najeździe Niemiec na Polskę, na początku września 1939 Ciołkoszowie z dziesięcioletnim dzieckiem ruszyli na wschód. Byli na Wołyniu, gdy do Polski wkroczyła Armia Czerwona. Przedostali się do okupowanego już Lwowa i stamtąd próbowali się przedostać za granicę. Pierwsza próba skończyła się niepowodzeniem, zostali zatrzymani na granicy węgierskiej i dzięki nieprawdopodobnemu wręcz szczęściu wkrótce zwolnieni. Mniej szczęścia miał idący z nimi były poseł Zygmunt Piotrowski, który został aresztowany i ślad po nim zaginął. Po tej niefortunnej wyprawie rozdzielili się – Adam na początku grudnia przekroczył w bród graniczną rzekę i dostał się do Rumunii, Lidia z synem dotarła do litewskiego już Wilna, a następnie zdołała przez Szwecję wyjechać do Francji. Tam w marcu spotkała się z mężem. Dramatyczne przeżycia związane z wydostaniem się z okupowanego kraju opisała szczegółowo we wspomnieniach.

We Francji istniał już rząd polski z gen. Władysławem Sikorskim jako premierem. Ciałem doradczym i opiniodawczym rządu była Rada Narodowa, do której powołano Ciołkosza. Wszedł on także do Komitetu Zagranicznego PPS jako członek przedwojennych naczelnych władz partii. Do KZ PPS weszła też Lidia.

10 maja 1940 roku Niemcy uderzyli na Francję. Uważana powszechnie za mocarstwo Francja nie była w stanie skutecznie przeciwstawić się Hitlerowi. Nie bez trudności Ciołkoszowie zdołali się ewakuować do Anglii. Od tej pory całe dalsze życie spędzą w Londynie.

Adam Ciołkosz był członkiem Rady Narodowej, oboje zasiadali w Komitecie Zagranicznym PPS. Ponadto Adam był jednym z najczynniejszych polityków polskiego Londynu, toczył spór z premierami Sikorskim, potem Mikołajczykiem, należał do przeciwników ustępstw wobec Związku Sowieckiego2. Lidia mniej angażowała się w starcia polityczne, choć wiernie sekundowała mężowi, także w kontaktach z Labour Party. Codzienną aktywność rozwijała w zarządzie i w komisji wydawniczej Światowego Związku Polaków z Zagranicy „Światpol”, organizacji wspierającej Polonię. W 1945 roku ukazał się nakładem Światpolu Informator Polski, którego autorkami były Helena Czeremszyna (L. Ciołkoszowa) i Barbara Skibianka (Barbara Wysocka). Było to syntetyczne, ale znakomite kompendium wiedzy o Polsce.

Okupacja niemiecka w Polsce przyniosła zagładę rodziny Lidii. Wojnę w hitlerowskim obozie przeżył tylko brat. Niemcy zamordowali także ojca Adama. Dopełnieniem osobistych tragedii była samobójcza śmierć syna Ciołkoszów Andrzeja w 1952 roku.

W lutym 1945 roku postanowienia jałtańskie zamknęły okres dyplomatycznej gry o Polskę między zachodnimi aliantami a Stalinem. Polscy politycy stanęli przed dylematami, które Lidia Ciołkoszowa omawia w swej Publicystyce. Wraz z Mikołajczykiem niektórzy powrócili do kraju, w tym część członków Komitetu Zagranicznego PPS. Ciołkoszowie postanowili zostać na emigracji, choć byli namawiani i kuszeni, między innymi przez Cyrankiewicza. Zaangażowali się w odbudowę struktur PPS w Wielkiej Brytanii, opierając się na żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych, którzy odmówili powrotu do Polski zdominowanej przez Związek Sowiecki. W grudniu 1946 roku Ciołkosz przystąpił do wydawania miesięcznika „Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii”. Równolegle rozwijały się struktury PPS we Francji i Belgii. W 1948 roku na zjeździe w Point a Lesse powołano władze partii na emigracji. W tym czasie w kraju kończyła się działalność odbudowanej po wojnie PPS, którą komuniści rozbroili, rozbili, podzielili, a następnie wchłonęli, tworząc PZPR. Wielkim i symbolicznym końcem PPS był proces Pużaka i jego towarzyszy, podczas którego oskarżano przywódców z okresu przedwojennego i wojennego o zaprzedanie się reakcji, obcym wywiadom oraz sanacyjnej policji politycznej.

Podtrzymanie sztandaru PPS na emigracji ze starymi hasłami niepodległości, demokracji i socjalizmu było głównym celem działania. Lidia Ciołkoszowa wspomagała męża w podjęciu wydawania „Robotnika Polskiego w Wielkiej Brytanii” i w jego redagowaniu. Uczestniczyła w dziesiątkach zebrań PPS, w 1948 roku weszła do wybranej w Point a Lesse Rady Centralnej partii i będzie w niej zasiadała przez wiele lat. W 1948 roku, gdy powołano Radę Polityczną, pomyślaną jako rodzaj parlamentu na emigracji, Lidia weszła w jej skład wśród dziesięciu przedstawicieli PPS. Od tej pory w ciałach międzypartyjnych, pełniących funkcje parlamentu na emigracji, zasiadała kilkadziesiąt lat – w Radzie Politycznej, od 1954 roku w Tymczasowej Radzie Jedności Narodowej, od 1972 do 1991 w Radzie Narodowej, której od 1979 roku była wiceprzewodniczącą.

Mężowi towarzyszyła wiernie we wszystkich wyborach politycznych, a stopniowo wyrósł on na jednego z przywódców emigracji. W latach 1956-59 i 1963-66 był przewodniczącym Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego, czyli de facto emigracyjnym premierem. Opowiadał się za emigracyjnym legalizmem, czyli uznaniem konstytucji z 1935 roku za podstawę działania władz emigracyjnych. Ta linia polityczna oznaczała po 1956 roku ostry spór z długoletnim przyjacielem Zygmuntem Zarembą i niszczący konflikt w PPS. W 1960 roku Ciołkoszowie zostali wyrzuceni z partii, ale w 1963 roku zaczęli budować drugą PPS, uznającą legalizm. Konflikt między dwiema frakcjami trwał aż do 1987 roku, kiedy w związku z utworzeniem PPS w kraju doszło do zjednoczenia.

Ciołkoszowie dali się poznać jako wybitni publicyści. Adam łączył talent do publicystyki politycznej zarówno doraźnej, jak obliczonej na długotrwałe oddziaływanie, z zacięciem historyka. Między innymi na progu lat sześćdziesiątych opracował i wydał u Jerzego Giedroycia książkę Róża Luksemburg a rewolucja rosyjska, przełożył z niemieckiego także dla Instytutu Literackiego Milovana Dżilasa Rozmowy ze Stalinem i Aleksandra Weissberga-CybulskiegoWielką czystkę. Współpracował z paryskimi „Zeszytami Historycznymi”, a w londyńskim „Tygodniu Polskim” zamieścił dziesiątki artykułów historycznych i politycznych, dotyczących analizy sytuacji międzynarodowej oraz sporów ideologicznych w komunizmie światowym. Opracował i wydał programy zachodnich partii socjalistycznych. Był więc historykiem i politologiem w pełnym tego słowa znaczeniu, cenionym daleko także poza kręgiem oddziaływania PPS. Dał się również poznać Polakom z kraju, często występując na falach Radia Wolna Europa w dyskusjach o wydarzeniach z okresu przedwojennego i wojennego oraz jako recenzent wydawanych w kraju książek historycznych.

W tych pracach Lidia pomagała mężowi i wspierała go, ale rozwijała też własne pisarstwo. Jej broszury Przed trzydziestu laty (1948) o utworzeniu rządu Daszyńskiego w listopadzie 1918 roku, Walery Wróblewski (1952) o znanym dowódcy z okresu powstania styczniowego, a potem komuny paryskiej, miały charakter popularny, raczej oświatowy. Rozdział Socjalizm romantyczny w książce Mickiewicz żywy (1955) był pracą krytyczno-literacką. Zapewne udział w tym przedsięwzięciu skłonił komitet redakcyjny do powierzenia Lidii Ciołkoszowej napisania pracy o publicystyce na emigracji. Najważniejszym dokonaniem badawczym Ciołkoszów były dwa tomy Zarysu dziejów socjalizmu polskiego. Pracę nad tą historią rozpoczęli jeszcze w czasie wojny, podejmując studia nad wydawnictwami i dokumentacją radykalnego nurtu emigracji po powstaniu listopadowym. Liczący ponad 500 stron tom I wyjdzie w 1966 roku, tom II, jeszcze obszerniejszy, w 1972. Opracowanie doprowadzili do okresu popowstaniowego, część rozdziałów przewidzianych do dalszych tomów pozostała w niedopracowanych brulionach. Dwa tomy Zarysu dziejów były zasadniczej wagi opracowaniem historycznym, otrzymały też bardzo wysokie oceny historyków emigracyjnych i krajowych. Podczas uroczystości wręczenia Ciołkoszom nagrody Stowarzyszenia Polskich Kombatantów (ceniona nagroda literacka na emigracji) Adam Ciołkosz mówił: „Zapytał mnie swego czasu p. ambasador Raczyński: «Jak to można pisać książkę we dwoje?» Otóż można. Są w tej książce rozdziały pisane w całości przez moją małżonkę i są rozdziały pisane w całości przeze mnie, są też rozdziały pisane dosłownie wspólnie. Każdy jednak rozdział pisany przez jedno z nas – drugie przeglądało, sprawdzało i korygowało, po czym łącznie sprawdzaliśmy tekst kilkakrotnie. Jest to w całym tego słowa znaczeniu wspólna nasza książka”3.

Adam Ciołkosz umarł i października 1978. Przez poprzednie dwa lata czynnie angażował się na rzecz Komitetu Obrony Robotników i jego stanowisko miało duże znaczenie dla poparcia przez polski Londyn działań opozycji w kraju, także w sensie finansowym. W składzie KOR-u znajdował się m.in przedwojenny przyjaciel Ciołkoszów, utrzymujący z nimi też po 1956 roku kontakt konspiracyjny – Ludwik Cohn. Konspiracyjne kontakty Ciołkosz utrzymywał też co najmniej od końca lat 60. z Anielą Steinsbergową. Poparcie dla KOR-u było więc oczywiste z przyczyn programowych, ale też wzmocnione osobistym zaufaniem do współtworzących go ludzi. W 1978 roku Ciołkoszowie spotkali się z przebywającym w Londynie na operacji Janem Józefem Lipskim. Postanowiono wtedy uregulować zasady kontaktów i zdecydowano, że jedynym odbiorcą pomocy płynącej z rządu polskiego na obczyźnie będzie KOR, on też będzie decydował o przeznaczeniu części tej pomocy innym niezależnym środowiskom i instytucjom. Tej linii postępowania wobec opozycji w kraju Lidia Ciołkoszowa broniła także po śmierci męża na zjazdach emigracyjnych i w strukturach rządowych. Zastąpiła też męża jako przewodnicząca PPS i jej główny reprezentant w Radzie Narodowej. Z jej zdaniem bardzo liczył się emigracyjny prezydent Edward Raczyński oraz premier Kazimierz Sabbat. Od dziesięcioleci łączyła ją przyjaźń z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, uznaniem darzyli ją Jan Nowak oraz Jerzy Giedroyc, który w 1990 roku przyznał jej nagrodę publicystyczną „Kultury”.

Spotkania z przybyszami z kraju były rzadkie przez dziesięciolecia, gdyż kontakt z Ciołkoszami był niebezpieczny. Bezpieka próbowała dociekać ich wszelkich kontaktów z krajem, zastraszać znajomych i nasyłać agentów. Spotkanie czy korespondencja z nimi mogły więc sprowadzić represje. Jeszcze w listopadzie 1971 roku przeprowadzono rewizje m.in. u Cohna i Steinsbergowej, Antoniego Pajdaka i Ryszarda Obrączki oraz wszczęto postępowanie prokuratorskie w związku z ustalonymi przez SB kontaktami z Ciołkoszami. Takie obawy zaczęto lekceważyć po 1980 roku. Do mieszkania na Balmuir Garden ściągali działacze różnych ugrupowań opozycji i młodzi historycy. Pani Lidia zawsze życzliwa i zainteresowana rozmówcą, chętnie też udzielała pomocy, dzieliła się swymi przemyśleniami i relacjami, udostępniała archiwum.

Powrót do kraju następował za pośrednictwem PPS, której odrodzenie w Polsce było jej największym pragnieniem. W 1990 roku przyjechała na zjazd zjednoczeniowy partii i została wybrana honorową jej przewodniczącą. Wspierała Lipskiego, zarazem sympatyzowała z Tadeuszem Mazowieckim i spotkała się z nim dwukrotnie, gdy był premierem. Z przerażeniem odnosiła się do brutalizacji kultury politycznej podczas „wojny na górze”, odnosząc to do doświadczeń lat trzydziestych w przedwojennej Polsce. Miała słabnącą coraz bardziej nadzieję na wyłonienie się z obozu „Solidarności” lewicy, która przejmie tradycję PPS. Nie potrafiła się też pogodzić z tendencjami, które zdominowały PPS po śmierci Lipskiego, zwłaszcza decyzją o wejściu na listy wyborcze SLD. W 1994 roku opuściła szeregi partii, w której działała przez całe życie. Nadal sprawna intelektualnie dała się namówić na opowiedzenie całości doświadczeń swego życia niżej podpisanemu. Tak powstały wspomnienia, którym nadała tytuł Spojrzenie wstecz. Książkę opublikowało w 1995 roku paryskie wydawnictwo katolickie Éditions du Dialogue, kierowane przez ks. Zenona Modzelewskiego.

Wkrótce potem opadła z sił. Ostatnie lata życia spędziła w londyńskim domu opieki. Tam zmarła 7 czerwca 2002 roku w wieku prawie 100 lat. Została pochowana obok męża i syna na londyńskim cmentarzu. Ogromna biblioteka Ciołkoszów, jedna z największych w polskim Londynie, składająca się z tysięcy tomów książek i czasopism w wielu językach, w części trafiła do Biblioteki Jagiellońskiej, część zabrano do biblioteki w Tarnowie. Obejmujące wiele metrów bieżących archiwum, dokumentujące dzieje emigracji, znajduje się dziś w Instytucie im. gen. Sikorskiego. Dom, w którym przez dziesięciolecia mieszkała, trafił w obce ręce.

Lidia Ciołkoszowa wspominała: „Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie postanowił przygotować ogromną i bardzo wszechstronną historię literatury polskiej na emigracji. Redaktorem wydawnictwa został Tymon Terlecki. Komitet redakcyjny zaproponował mi napisanie o publicystyce emigracyjnej. Zgodziłam się. Była to rzeczywiście praca ogromna. Przez tych 20 lat wychodziło mnóstwo pism i broszur, a całe to piśmiennictwo było właściwie nie opracowane. Mąż i Gustaw Herling-Grudziński obawiali się, że nie poradzę sobie z tym wielkim materiałem, i namawiali mnie, abym przedstawiła poglądy najważniejszych publicystów, ja jednak postanowiłam pisać według zagadnień, omawiać tematy tak, jak ujmowali je różni publicyści. Starałam się, aby takie czy inne zagadnienie było pokazane wszechstronnie, a więc by znalazły się opinie i Pragiera, i Bieleckiego, i Cata-Mackiewicza, i Mieroszewskiego. Dla człowieka zaangażowanego politycznie bardzo trudne jest ukazywanie rożnych opinii w ten sposób, aby własne poglądy nie wypaczały obiektywnego obrazu, różnorodności punktów widzenia. Była to ogromna i żmudna praca, ale też bardzo ciekawa”4.

Tom I Literatury polskiej na obczyźnie 1940-1960 ukazał się w roku 1964 w objętości ponad 600 stron. Przyniósł m.in. ponad stustronicowe omówienie twórczości literackiej – poetyckiej, beletrystycznej, eseistycznej. Tom drugi, liczący blisko 800 stron, wyszedł z datą 1965, obejmował m.in. przewodnik Literatura dokumentarna w czasopismach pióra Stanisława J. Paprockiego, Publicystykę Ciołkoszowej i obszerne studium wybitnego bibliografa Jana Kowalika o czasopismach wydawanych na emigracji. Tekst Ciołkoszowej wyszedł też osobno jako odbitka z tego tomu.

Opracowanie Ciołkoszowej wyróżnia się pod kilkoma względami. Może być wzorem uporządkowania i usystematyzowania opinii oraz zdolności zwięzłego przedstawienia różnych poglądów, w tym wzajemnej opozycji. Autorka powstrzymywała się konsekwentnie i skutecznie od ujawniania własnych ocen, nawet przy referowaniu poglądów, które musiały budzić jej zasadniczy sprzeciw. Dzięki temu czytelnik otrzymał zobiektywizowany, rzetelny przekaz zróżnicowanych ocen i poglądów. Ciołkoszowa uszeregowała emigracyjne dyskusje wedle najistotniejszych jej zdaniem tematów i uczyniła to w sposób właściwy, nie pomijając żadnego istotnego wątku. Uwagę zwróciła na poczytnych publicystów wszystkich nurtów ideowych i politycznych, od zdecydowanej prawicy do lewicy. Czytelnik zauważy, że dominują głosy wyrażane na łamach pism wydawanych w Londynie i w pewnym stopniu we Francji. Oddaje to stan skupienia elit wojennej emigracji i wydawanych przez nią tytułów prasowych.

Omawiana przez Ciołkoszową publicystyka jest najwyższej próby, ociera się, a nieraz jest tożsama z budowaniem myśli politycznej. Oczywiście w pismach emigracyjnych nie brakowało doraźnych polemik, ataków, felietonów niskiej jakości, nie one jednak zwracały uwagę autorki. Skupiała się nad tym, co można określić jako dyskusję nad najważniejszymi dylematami Polski i polskiej emigracji w pierwszym dwudziestoleciu jej trwania.

Wyróżniła, i słusznie, okres pięciu lat wojny, poświęcając mu jedną trzecią tekstu. Czytamy więc o próbach określenia ideowego charakteru wojny, przewidywaniu przyszłości. Możemy prześledzić stosunek do Niemiec i Związku Sowieckiego, także wielkie nadzieje pokładane w Anglii, tragicznie potem zawiedzione. Autorka przybliża spór o to, jak ustosunkować się do Jałty i zależności Polski od Związku Sowieckiego, w którym krzyżowały się argumenty Stanisława Grabskiego i Stanisława Strońskiego, znanych przed wojną polityków Narodowej Demokracji, zajmujących w czasie wojny ważne stanowiska w polskim Londynie. Obszernie omawia poglądy Stanisława Cata-Mackiewicza, niezłomnego, który jednak w 1956 roku uzna przegraną i powróci do Warszawy. Warto zwrócić uwagę na siłę powojennych obaw przed Niemcami i poczucie niepewności trwałości granicy na Odrze i Nysie. I na słowa Juliusza Mieroszewskiego z 1957 roku: „Granica na Odrze i Nysie wiąże nas ze Związkiem Sowieckim nie dlatego, że Związek Sowiecki jest gwarantem tej granicy, lecz dlatego, iż jest jedynym gwarantem tej granicy. Gdyby granica na Odrze i Nysie gwarantowana była również przez St. Zj. i W. Brytanię – Rosja tego samego dnia straciłaby w stosunku do nas swoje uprzywilejowane stanowisko”. Takie uznanie nastąpi dopiero po 1970 roku, w następstwie układu Brandt-Gomułka. Szukanie asekuracji wobec zagrożenia niemieckiego było główną przesłanką budowania koncepcji federacyjnych, dotyczących Europy Środkowo-Wschodniej. Nie zakładano jednak wprost możliwości włączenia Polski do budowanej od 1958 roku Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, poprzedniczki Unii Europejskiej. Były to bowiem zaledwie początki integracji, jej przyszły zasięg i znaczenie znajdowały się poza horyzontem wyobraźni. I związana z tym zmiana usytuowania Niemiec. Choć trzeba zauważyć, że niektórzy publicyści potrafili zauważyć doniosłość rozpoczynającego się procesu.

Publicystyka emigracyjna nie była budowana na resentymentach, choćby i uzasadnionych wojennymi i powojennymi zbrodniami. Była antykomunistyczna, ale komunizm był groźny przede wszystkim jako narzędzie rosyjskiego imperializmu. Pod tym kątem rozpatrywano też relacje Związek Sowiecki – Chiny. Nie lekceważono możliwości ewolucji, ujawnionych po śmierci Stalina, choć różniono się w ocenie perspektyw i konsekwencji tej zmiany. Sprzeciw wobec komunizmu winien być przemyślany i związany z osłabianiem tych jego czynników, które wydawały się decydujące.

Przekonanie o perspektywie wojny między Sowietami a Zachodem dominowało po 1945 roku, choć nie wszyscy je podzielali. W okresie destalinizacji potoczyła się ciekawa dyskusja o możliwości neutralizacji Europy Środkowej oraz jej możliwych szansach i zagrożeniach. Znajdowała ona także odbicie w wewnętrznych podziałach politycznych emigracji, gdyż była skorelowana z ocenami dotyczącymi możliwych zmian nad Wisłą.

Czytamy w książce Lidii Ciołkoszowej o publicystyce dziesiątków pisarzy, dziennikarzy, myślicieli politycznych poświęconej sprawie polskiej w powojennej Europie. Szczególnie ciekawy w politycznym piśmiennictwie emigracyjnym był okres 1945-60. Żywe i aktualne były szkoły myślenia ukształtowane przed wojną i weryfikowane w pewnym stopniu pod wpływem doświadczenia wojny i powojennego podziału Europy.

Nowe trendy w polityce światowej i sytuacji w kraju zaczęły silniej oddziaływać po 1956 roku. Ciołkoszowa zdaje z tego sprawę, choć naturalnie nie może przewidzieć tego, co przyniosły lata sześćdziesiąte: dalszej stabilizacji podziału Europy na bloki, szybkiego postępu jednoczenia się Europy Zachodniej, początku rewolucji technologicznej i wyścigu między mocarstwami w kosmosie, przemian obyczajowych, zmian w religijności związanych z Soborem Watykańskim II, dekolonizacji Afryki, a w Polsce stabilizowania się złagodzonego po 1956 roku systemu komunistycznego, ale też niezwykłego rozkwitu kultury. Na emigracji rozwinęła się w publicystyce „Kultury” koncepcja ewolucjonizmu, silnie oddziaływująca na opozycyjne elity w kraju. W tym samym Paryżu w Horyzontach Jędrzej Giertych nadal budował koncepcję szukania antyniemieckiego porozumienia z Moskwą. Pojawiła się też publicystyka wskazująca na potrzebę podjęcia dialogu z Niemcami, której zaledwie początki zdołała uchwycić Ciołkoszowa w swej pracy, a która wzbudzała też gwałtowne sprzeciwy. Sprawozdania ze wszystkich tych zjawisk w Publicystyce nie odnajdziemy, gdyż narracja zamknięta jest datą roku 1960.

Książka Lidii Ciołkoszowej, choć wydana prawie 50 lat temu, ma nadal wartość informacyjną i jako poważna analiza. Nie powstało bowiem porównywalne studium publicystyki i myśli politycznej emigracji. Ukazało się wprawdzie w minionych 20 latach wiele opracowań dotyczących dziejów emigracji, w tym poświęconych różnym zagadnieniom, poszczególnym politykom czy publicystom, wydano studia dotyczące pewnych aspektów myśli politycznej5. Brak jednak podobnej pracy przekrojowej, obejmującej taki horyzont czasowy i tak wiele wątków. Napisana kompetentnie, obiektywnie, a zarazem żywym językiem książka Lidii Ciołkoszowej jest znakomitym przewodnikiem do zrozumienia, jak Polacy w wolnym świecie patrzyli na wielkie i trudne doświadczenia, które stały się ich udziałem w dwudziestoleciu wyznaczonym datami 1939 i 1960.

Andrzej Friszke

WSTĘP

Dokonując selekcji materiału podpadającego pod termin publicystyki, ograniczamy go świadomie do wypowiedzi piśmienniczych o zagadnieniach politycznych, gospodarczych, społecznych czy kulturalnych, rozważanych pod kątem chwili bieżącej i bieżących wydarzeń. Główną trudność, jaka nasuwała się w opracowaniu niniejszego szkicu, stanowi zasięg i bujność publicystyki emigracyjnej. Im czasy były obfitsze w decydujące wydarzenia, im wyraźniej krystalizowały się różnice stanowisk, zarówno w Kraju, jak i na emigracji, tym bujniej rozwijała się publicystyka, rosła liczba broszur i artykułów polemicznych w prasie polskiej na obczyźnie.

Liczba czasopiśmienniczych wydawnictw polskich w okresie wojny była ogromna. Oparcie w rządzie polskim na obczyźnie sprzyjało ich rozwojowi. Po wojnie liczba emigracyjnych czasopism spadła, ale – choć wiele z nich walczyć musi z dużymi trudnościami finansowymi – wychodzą nadal, przynosząc obfity materiał publicystyczny.

Brak pełnej bibliografii prasy polskiej na obczyźnie znacznie utrudnia zadanie opracowania publicystyki6. Trudność zebrania i uporządkowania tak rozrzuconego materiału powiększa fakt, że tylko bardzo niewielu publicystów ma swój dorobek choćby częściowo zebrany w formie książkowej (Adam Doboszyński, Klaudiusz Hrabyk, Ignacy Matuszewski, Zygmunt Nowakowski, Ryszard Piestrzyński, Wojciech Wasiutyński).

Brak również bibliografii pseudonimów czy kryptonimów, pod którymi występowali liczni publicyści na obczyźnie. Jeżeli można odszyfrować większość pseudonimów, za którymi ukrywali się autorzy broszur, to w zakresie czasopiśmienniczym zadanie to jeszcze nie zostało podjęte. A przecież w obrębie lat, które tu omawiamy, było to zjawisko bardzo istotne, znacznie częstsze niż w innych okresach historycznych, albowiem ze względów konspiracyjnych lub też ze względu na los i bezpieczeństwo rodzin przebywających w kraju pod okupacją wielu publicystów nie mogło, a czasem jeszcze dziś nie może, drukować pod własnymi nazwiskami. Ponadto przy obowiązującej zasadzie trzymania wojska z dala od bieżącej polityki wielu publicystów znajdujących się w szeregach wojskowych nie ujawniało swych nazwisk, zwłaszcza gdy umieszczali artykuły w pismach wydawanych na emigracji przez stronnictwa polityczne.

Inną trudność w selekcjonowaniu literatury publicystycznej stanowi czasem nieuchwytność granicy między rozprawą publicystyczną a reportażem czy esejem literackim. Z drugiej strony zdarza się nieraz, że do publicystyki trzeba włączyć nawet powieści lub inne opracowania literackie, które w zamierzeniu ich autorów publicystyką być nie miały. Trafia się to zwłaszcza wtedy, gdy autorami są urodzeni publicyści, czego przykładem z literatury emigracyjnej może być Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r. Stanisława Mackiewicza lub Margrabia Wielopolski Ksawerego Pruszyńskiego. W pierwszym przypadku zamiast historii mamy namiętną polemikę z przeciwnikami politycznymi, przy braku obiektywizmu historycznego. Druga książka miała być uzasadnieniem kierunku politycznego, którego szermierzem w owym czasie był Pruszyński.

Większość wybitnych publicystów emigracyjnych to dziennikarze zawodowi, którzy publicystykę uprawiali już przed wojną. Warunki wojenne przeobraziły jednak w publicystów także literatów i krytyków literackich, dyplomatów i naukowców, z których niejeden zostawił trwały dorobek w tej nowej dla siebie dziedzinie pisarskiej. Zjawisko to tym bardziej utrzymało się w okresie emigracji pojałtańskiej. Nadto nowe siły z młodszego pokolenia na emigracji weszły do publicystyki. Przysparza to znów trudności w selekcji autorów.

Z uwagi na wszystkie trudności, o których mowa, jak i zupełny brak jakichkolwiek opracowań w tej dziedzinie należy szkic niniejszy uważać tylko za pierwszą próbę opracowania publicystyki emigracyjnej. Nie może on rościć sobie pretensji do wyczerpania tematu ani też do uniknięcia omyłek czy błędów faktycznych.

PO KLĘSCE WRZEŚNIOWEJ

Nieodzownym warunkiem przy rozpatrywaniu publicystyki emigracyjnej musi być skoncentrowanie się na zagadnieniach najbardziej istotnych dla polskiego życia politycznego oraz zastosowanie ścisłego jej podziału na dwa okresy, których granicę stanowi werdykt jałtański z dn. 12 lutego 1945 roku, przypieczętowujący klęskę polityczną Polski w wyniku II wojny światowej. Społeczność polska na obczyźnie, oparta o własny rząd i armię, silna zapleczem walczącego Kraju, nie była emigracją i nie czuła się emigracją; przerodziła się ona w emigrację polityczną dopiero po podjęciu prób wprowadzenia w życie postanowień jałtańskich. Stąd też problematyka politycznej publicystyki poza granicami kraju, nawet wtedy gdy tematycznie nie różniła się w tych dwu okresach, rozpatrywana była w każdym z nich z innych pozycji: intelektualnie okres drugi z natury rzeczy przynosi więcej tendencji krytycznych i rewizjonistycznych, uczuciowo zaś nadzieje okresu pierwszego w miarę upływu lat ustępują w publicystyce nastrojom coraz większych obaw, niepokojów i goryczy.

Klęska wrześniowa Polski, szybkość z jaką Niemcy pokonali armię polską, ewakuowanie się rządu i Naczelnego Wodza oraz internowanie ich w Rumunii, rozbiór ziem polskich dokonany przez Niemcy i Związek Sowiecki postawiły przed polską publicystyką temat, który narzucał się wtedy całemu narodowi i każdemu Polakowi z osobna – dlaczego tak się stało, jakie były istotne przyczyny klęski? Trudno oczekiwać obiektywizmu i spokoju w wypowiedziach z najwcześniejszego okresu przebywania na obczyźnie. Gorzki posmak klęski i zawiedzionych nadziei wybuchł w namiętnych oskarżeniach, piętnowaniu winowajców, domaganiu się ustalenia odpowiedzialności i kary. Na pierwszy plan wysunęło się przy tym szukanie własnych błędów i win społeczeństwa polskiego, a przede wszystkim rządu i sfer rządzących w Polsce przedwrześniowej. Analiza warunków obiektywnych, których wynikiem była klęska, przyszła dopiero później.

Głównym terenem oskarżeń był wznowiony przez Stanisława Mackiewicza w Paryżu w styczniu 1940 roku tygodnik „Słowo”, mający stanowić kontynuację dziennika wydawanego pod tym samym tytułem przez Mackiewicza w Wilnie przed wojną. Na łamach tego pisma zarówno Mackiewicz, jak i Ignacy Matuszewski, b. minister skarbu, przed wojną redaktor rządowej „Gazety Polskiej” w Warszawie, wystąpili z tezą, że choć wobec olbrzymiego wspólnego naporu i przeważającej siły Niemiec i Rosji klęska nasza była nieuchronna, to jednak rządzący nie uczynili wszystkiego, co potrzeba, by klęsce tej zapobiec.

Ciężkie słowa rzucił Matuszewski7: „Nie wszystko było tej straszliwej jesieni, jak pod Termopilami, tylko przewagą ilości, tylko bluźnierczym triumfem masy. Jest w naszej klęsce i nasza własna wina. Są w niej lata niedostatecznych przygotowań, lata płynące w łatwej beztrosce, w lichych sporach, w marnych osiągnięciach, w nieznośnym upojeniu własną pychą”.

Mackiewicz i Matuszewski rozciągnęli swój akt oskarżenia także na rządzonych, na stronnictwa przedwojennej opozycji, a wyłączyli od odpowiedzialności tylko poszczególne jednostki zarówno z obozu rządzącego, jak i z opozycji, które ostrzegały przed nadchodzącym niebezpieczeństwem i które Mackiewicz wymieniał z nazwiska.

Przeciwko twierdzeniom Matuszewskiego i Mackiewicza wystąpili publicyści z dawnych stronnictw opozycji: ich punkt widzenia najlepiej uzasadniał socjalista Adam Pragier8 w wydawanym wówczas w Paryżu organie Polskiej Partii Socjalistycznej „Robotnik we Francji”. Odrzucając fatalizm wydarzeń, Pragier wysunął pogląd, że w chwili wybuchu wojny Polska wcale nie musiała być osamotniona w Europie środkowej. Przyczyny tego, co się stało, widział „w samym systemie rządzenia, w dyktaturze, w braku kontroli nad poczynaniami rządzących”. W przeciwieństwie do Mackiewicza i Matuszewskiego winnych klęski ustalał granicami bezpośredniego wpływu na bieg zdarzeń w państwie.

Dyskusja publicystyczna nad przyczynami klęski wrześniowej, rozpoczęta w Paryżu, toczyła się nadal po upadku Francji. Zarzuty pod adresem rządzących obejmowały niekontrolowany system rządzenia, politykę zagraniczną, która dopuściła do okrążenia Polski przez Niemców z trzech stron (podczas gdy stworzenie innego układu sił w Europie środkowej mogło było uczynić dla Niemiec wojnę zbyt ryzykowną), zaniedbania w polityce gospodarczej i wojskowej, brak nowoczesnego uzbrojenia i zlekceważenie nowych zdobyczy techniki. I tak Emil Rojek9 na łamach pisma „narodowego” pn. „Jestem Polakiem”, wydawanego w Londynie, wystąpił z oskarżeniem pod adresem obozu, który Polską rządził przed wojną, o niedozbrajanie wojskowe i rozbrajanie psychiczne narodu. W „Zielonym Sztandarze”, organie Stronnictwa Ludowego, Bronisław Załęski10, jako jeden z czynników nieprzygotowania Polski na wypadek wojny wysunął, że czynniki miarodajne „nie umiały i nie chciały znaleźć wspólnego języka na terenie polityki zagranicznej z tymi narodami, którym przede wszystkim to samo niebezpieczeństwo groziło”.

To, co się stało na Zachodzie w roku 1940, musiało wprowadzić do dyskusji i inne momenty, których przed klęską Francji głośno nie wypowiadano. Na tle słabości i nieprzygotowania do wojny nie tylko Francji, ale i Wielkiej Brytanii, niektórzy publicyści, zwłaszcza związani z przedwojennym obozem rządzącym, przerzucili się od szukania win własnych do zarzutów pod adresem sojuszników. I tak np. płk. Roman Umiastowski w broszurze 12 mil do Warszawy… 30 mil do Paryża11 twierdził, że w porównaniu z innymi krajami zrobiono wszystko co można dla przygotowania siły obronnej Polski. Stąd płynęły już argumenty dalsze, że gdyby nawet podjęto jeszcze większy wysiłek, to wobec słabości i nieprzygotowania sojuszników zachodnich oraz bezprzykładnej przewagi niemieckich sił wojennych klęska wrześniowa byłaby i tak nieunikniona.

Twierdzenia te spotkały się z silnymi sprzeciwami. Zwłaszcza ostro zareagował na nie Ksawery Pruszyński. Jeszcze w paryskim „Słowie” podjął on problem odpowiedzialności za klęskę wrześniową. Na marginesie zaś książki gen. Mieczysława Norwida-Neugebauera pt. Kampania wrześniowa 1939 w Polsce i wzmiankowanej broszury płk. Umiastowskiego Pruszyński przeprowadził w Księdze ponurych niedopowiedzeń – 1000 mil od prawdy12 bilans września zarówno od strony politycznej, jak i wojskowej, i zamknął go słowami: „Naród zdał egzamin ze swego bohaterstwa jak najwspanialej; rządzący ze swych zdolności państwowych zdali fatalnie […] Olbrzymich błędów popełnionych przez rządzących nie wolno bronić heroizmem narodu”.

Argumenty, że daliśmy z siebie maksimum i że nawet największy wysiłek i praca w ciągu dwudziestolecia międzywojennego nie zapobiegłyby klęsce, powtarzały się jednakże w dalszym ciągu. Jeszcze w roku 1944 wystąpił przeciw nim Zdzisław Broncel13, redaktor pisma „W Drodze”. Zajął się on jednak nie obalaniem tych twierdzeń, ale konsekwencjami, jakie tego rodzaju usprawiedliwiania muszą przynieść w psychice narodu: metoda pocieszania się wsącza w dusze głęboki pesymizm i zdejmuje ze społeczeństwa odpowiedzialność poprzez odbieranie mu wiary we własne siły.

Dyskusja na temat klęski wrześniowej przyniosła dwa ciekawe poglądy rewizjonistyczne w stosunku do historycznej oceny przyczyn upadku Polski. Najpierw wystąpił Wacław A. Zbyszewski14, wysuwając twierdzenie, że katastrofa wrześniowa przekreśliła ostatecznie teorię „szkoły krakowskiej”, jakoby przyczyną upadku Polski w okresie rozbiorowym były jej wady ustrojowe, brak silnych rządów czy inne przyczyny z zakresu stosunków wewnętrznych: „Nie jest rzeczą pewną – pisał o roku 1939 – czy wolność i demokracja uratowałyby Polskę, ale nie ulega wątpliwości, że silna władza jej przed klęską nie zabezpieczyła”.

Natomiast Pruszyński15 zaatakował tradycyjne poglądy polskiej lewicy społecznej, która od czasu Wielkiej Emigracji zawsze łączyła sprawę upadku Polski ze sprawą położenia jej warstw ludowych. Polska upadła w roku 1939 – twierdził Pruszyński – nie dlatego, że była krajem krzywdy społecznej, ale dlatego, że nie umiała czy nie mogła przeciwstawić Niemcom i Rosji dostatecznej ilości dział, samolotów, czołgów oraz siły. Niemcy i Rosja „nie zwyciężyły nas ani wspaniałościami swobód ludowych czy ogromem dobrobytu”, ale tym, że mogły wytworzyć więcej siły i z możliwości tej skorzystały lepiej. Poglądy Pruszyńskiego spotkały się z natychmiastową odpowiedzią Pragierai16 i Adama Ordęgi17 w tychże „Wiadomościach Polskich”, lecz domniemane wnioski płynące z przytoczonych uwag Zbyszewskiego i Pruszyńskiego jeszcze długo odbijały się w publicystyce emigracyjnej.