Przyrodnia siostra - Agnieszka Kowalska-Bojar - ebook

Przyrodnia siostra ebook

Kowalska-Bojar Agnieszka

4,0

Opis

Są pewne rzeczy, przed którymi wzbrania się nasze sumienie, buntuje nadszarpnięta moralność. 

Rafał jest znakomicie zapowiadającym się piłkarzem. Gdy w domu jego rodziców pojawia się siostra, o której dotąd nikt nie wiedział, uznaje to za znakomity pomysł. Niestety, wraz z przybyciem Zosi, pojawiają się również zakazane emocje i uczucia, pożądanie i namiętność oraz zazdrość, bo jego „rywalem” okazuje się nielubiany kolega z drużyny. Lecz czy takie uczucie ma sens? Czy raczej z góry skazane jest na porażkę? Bo jak można zakochać się we własnej siostrze?

Motylowa biblioteczka wirtualna to seria odprężających i relaksujących, często jednowątkowych historii. Mała objętość gwarantuje, iż nie będziesz musiała odkładać czytania na później.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 96

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (101 ocen)
52
17
17
6
9
Sortuj według:
kmniva

Całkiem niezła

Tak dla zabicia czasu, można przeczytać. Chociaż drażniły mnie literówki. Ktoś nie sczytał tego tekstu dokładnie. I też zastanawiam się nad tym, dlaczego 26-latka tak nagle z całym dobytkiem przyjeżdża do domniemanego ojca. Gdyby to była nastolatka to zrozumiałe ale tak dojrzała osoba? I to mnie trochę drażniło. No ale to są moje odczucia i pewnie innym to nie przeszkadzało.
30
Malwi68

Całkiem niezła

Banalny Harlekin, ale dobrze się go czytało.
10
olasiwiec106

Nie oderwiesz się od lektury

super książka polecam 😀
11
IwonaP19884

Dobrze spędzony czas

słodka❤️
00
JolaStasiak02

Nie oderwiesz się od lektury

lekka opowiastka, taka na jeden wieczór
00

Popularność



Kolekcje



MOTYLOWA BIBLIOTECZKA WIRTUALNA

Przyrodnia siostra

Agnieszka Kowalska-Bojar

www.motylewnosie.pl

Poznań 2022

Copyright © Agnieszka Kowalska-Bojar

Wydanie I

Poznań 2022

Ebook ISBN 978-83-66352-75-9

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejsze pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Wydawnictwo:

motyleWnosie

motylew[email protected]

Ebooka kupisz na stronie:

www.motylewnosie.pl

www.sklep.motylewnosie.pl

Głęboko odetchnęła.

Później odruchowo poprawiła zsuwające się na nos okulary.

I w końcu nacisnęła dzwonek, chociaż serce ruszyło galopem, kolana zmiękły, a dłonie drżały, niczym u nałogowego alkoholika.

W końcu pozna swego ojca! Ojca, o którym sądziła, że zmarł dawno temu! Ojca, którego tak bardzo brakowało jej przez całe życie!

Napięte jak postronki nerwy sprawiły, że gdy w końcu otworzyły się drzwi, Zosia o mało co nie zemdlała z wrażenia.

Błyskawicznie jej przeszło, gdy ujrzała przed sobą chudego jak tyczka młodzieńca, cudacznie ubranego, ze słuchawkami na uszach i gumą w ustach. Żuł ją powoli, flegmatycznie, niczym krowa trawę na łące, lustrując oszołomioną Zosię beznamiętnym spojrzeniem.

– Ja…

– Nowa gosposia? – spytał domyślnie. – Super, że jednak pani nie zrezygnowała. Matka już wpadła w panikę.

– Kto to? – Obok chudzielca pojawił się następny chłopak. A w zasadzie już mężczyzna. I biedna Zosia znów zamieniła się w słup soli, chociaż tym razem z podziwem.

Wszystko było w nim naj! Bicepsy, twarz, oczy, półdługie włosy. Tatuaże! Skrycie  kochała wytatuowanych mężczyzn, lecz dotychczas była to miłość czysto platoniczna, w dodatku obiektami jej westchnień najczęściej bywali panowie z okładek gazet czy szklanego ekranu. Teraz takie umięśnione, wytatuowane cudo miała na żywo przed sobą!

– Gosposia – wyjaśnił chłopak, który jej otworzył.

– Aha. – Cud zjawisko puściło oczko, wpatrującej się w niego niczym ciele w malowane wrota, Zosi, szeroko ziewnęło i zniknęło w głębi mieszkania.

– Wejdzie pani?

Zośka odzyskała władzę nad zdrętwiałymi kończynami i weszła. W końcu po to tu przyjechała. Adres z pewnością się zgadzał, chociaż reszta… To dziwne, ale nie brała pod uwagę, że upragniony ojciec może mieć nową rodzinę.

Krótki korytarz prowadził do ogromnego salonu, połączonego z kuchnią, jadalnią i ogrodem zimowym. Wrażenie nieskończonej przestrzeni potęgował sufit, wysoki chyba na pięć metrów. A jak to wszystko było urządzone! Biedna Zosia, dotychczas takie luksusy widywała jedynie w programach telewizyjnych i to tych o willach milionerów.

Chyba jej ojciec należał do zamożnych osób? Kiedy Stasiek odnalazł jego adres, coś tam przebąkiwał, że znany biznesmen, ale wtedy nie słuchała uważnie, przytłoczona żałobą i jednocześnie pełna nadziei, iż jednak ma kogoś bliskiego na tym świecie. Widząc to, policjant tylko wepchnął w drżącą dłoń dziewczyny kartkę z adresem i przykazał, aby na siebie uważała.

– Matki nie ma. Zaprowadzę panią do pokoju – zaproponował chudzielec.

– Panią? – Zosia zaskoczona uniosła brwi. Czy wyglądała aż tak dojrzale? Przecież w rzeczywistości była od niego starsza może z pięć, góra sześć lat.

– Nooo… – odparł flegmatycznie. Przeszli przez salon i znów znaleźli się w krótkim korytarzu. – Po lewej są dwa pokoje gościnne. Jeden zawsze zajmuje gosposia. Na dole mały dzienny, do góry na antresoli sypialnia. A tutaj – wskazał na prawo – łazienka. I fajnie byłoby, jakbyś zaczęła od dziś. Głodny jestem, a obiadu nie było.

Ten pokój był znacznie mniejszy, ale i tak robił wrażenie. Zosia stanęła pośrodku, a nadobny młodzieniec wygrzebał z kieszeni komórkę i rozmawiając, wyszedł.

Została sama. Z mętlikiem w głowie i dziwnym uczuciem niesmaku.

Wzięli ją za gosposię?

No ładnie, ładnie!

Przysiadła na walizce, którą cały czas za sobą targała i się zamyśliła. Potencjalnego tatusia chyba nie było w domu, a gotować umiała całkiem nieźle. Przygotuje kolację i później z nimi porozmawia. Z ojcem, pewnie z macochą i z dwoma braćmi. Niesamowite! Miała dwóch, przyrodnich braci! Ten chudy chyba był młodszy, ten wytatuowany pewnie też. Zagryzła wargi. Matka mówiła jej o nagłej, wielkiej miłości, na której przeszkodzie stanęli rodzice obojga młodych.  Ale jeśli miałaby starszego brata, to oznaczało coś innego. Wakacyjny romans i wykorzystanie naiwnej dziewczyny. Wtedy ojciec nie wydawałby się już taki szlachetny i wspaniały. Byłby po prostu kolejnym facetem, który zaszalał na boku, dopuszczając się zdrady małżeńskiej. Zdradę miała w nosie, ale oszustwo? Biedna mama! Dobrze, że chociaż ona do końca wierzyła w tę swoją miłość!

No cóż… Przygotowanie kolacji nie powinno być problemem, zwłaszcza że zdążyła przyjrzeć się kuchni. Zrobi ją, a potem z nimi porozmawia. Podniesiona na duchu Zosia, zdjęła fikuśny berecik, odrzuciła gruby warkocz za plecy, a na samym końcu odwiesiła płaszcz na oparcie krzesła i zmieniła obuwie na domowe.

Nikt się nią nie interesował. Młodszy pojawił się na chwilę w kuchni, z aprobatą pociągając nosem, starszy na chwilę przysiadł na kanapie, zawzięcie z kimś dyskutując przez telefon. Poza tym po mieszkaniu biegał taki jeden, cudacznie ubrany, wykrzykując coś w obcym języku, a za nim truchtem podążał chudzielec w okularach, skrupulatnie notując w ogromnym zeszycie. Zosia doszła do wniosku, że to chyba jakiś dekorator wnętrz, bo mierzył i przykładał kolorowe kartoniki do ścian.

Szybko przejrzała szafki, zerknęła na zawartość ogromnej lodówki, po czym zabrała się do pracy. Nie miała pojęcia, w czym gustują, więc postanowiła zrobić jedno ze swoich ulubionych dań, kurczaka zapiekanego w porach. Do tego sałatka i voilà! Gotowe!

– Już jest? – Młodszy chłopak natychmiast pojawił się w kuchni, łypiąc okiem w kierunku piekarnika.

– Jeszcze pięć minut.

– Świetnie! Matka przyszła. Ucieszyła się, jak powiedziałem, że jednak się zjawiłaś.

Postanowiła na razie nie wyprowadzać go z błędu. Nakryła dla czterech osób, postawiła danie główne, zaparzyła też herbatę. Zwabiony zapachem, w kuchni zjawił się i starszy z braci, nadal z kimś intensywnie sprzeczając się przez telefon. Tuż za nim Zosia dostrzegła kobietę. Niezwykle elegancką i szykowną, bardzo piękną i tak ubraną, że biedna dziewczyna zzieleniała z zazdrości. „Może jednak mama powinna była powalczyć o swą miłość?” – pomyślała smętnie, wspominając ich własną garderobę. No cóż, teraz i tak było na takie rzeczy za późno.

– No, zjawiła się pani! – Nieznajoma, ani chybi Zosina macocha, również z zapałem zabrała się za jedzenie. – Później porozmawiamy. Jestem Greta. Adrian wspomniał, że już się pani zadomowiła?

– Tak. – Zosia skromnie spuściła oczy, ale tamta chyba nie oczekiwała odpowiedzi, bo od razu przystąpiła do rugowania młodszego syna. Starszy przysłuchiwał się temu pobłażliwie, dokładając sobie zapiekanki, a Zosia z drżeniem serca czekała na pojawienie się pana domu.

Niestety, nie doczekała się.

– Bardzo dobry, chociaż prosty posiłek. – Greta wytarła usta chusteczką. – Usiądź dziewczyno, musimy ustalić warunki naszej współpracy.

– Ale ja…

– Od razu zaznaczam, że masz u mnie normalną umowę, dodatek wakacyjny i świąteczny.

– Ale ja…

– Jeden dzień w tygodniu całkowicie wolny. Do tego urlop równe dwadzieścia jeden dni, także płatny.

Zosia w końcu zebrała się w sobie.

– Nie jestem gosposią! – prawie że wrzasnęła, bo Greta nie zamierzała dopuścić jej do głosu.

– Nie? – zdziwiła się tamta. – Świetnie gotujesz, nadajesz się!

– Przyjechałam do ojca. – Brnęła dalej Zosia z determinacją. Coraz bardziej miała wrażenie, że pomyliła mieszkania. – Pana Krzysztofa Maciejewskiego.

– To mój mąż. – Greta zmarszczyła brwi. Jej synowie wpatrywali się w poczerwieniałą Zosię niczym w wyjątkowy eksponat muzealny. – Ale… córka?

– Tak, córka.

Zapadła krępująca cisza. Ciężka, nieprzyjemna.

– Jak to córka? – wyjąkała w końcu kobieta. – Jaka córka? Co ty opowiadasz za bzdury dziewczyno!

– To nie bzdury – zaprzeczyła z powagą. – Moja matka ukrywała przede mną prawdę ponad dwadzieścia lat. Imię mego ojca wyjawiła dopiero dwa tygodnie temu, gdy leżała na łożu śmierci.

– Bardzo melodramatyczne. – Greta zdecydowanym ruchem odsunęła talerz po zapiekance. – Jak z taniego romansu. Sądzisz, że uwierzymy w chociażby jedno twoje słowo?

– Przecież nie kłamię. – Zosia wydawała się zaskoczona takim obrotem sprawy.  

– Dowody. Żądam twardych dowodów.

– Mam! – ucieszyła się Zośka, a siedząca przy stole trójka gwałtownie drgnęła. Wygrzebała z  kieszeni spódnicy nieco już przybrudzoną kopertę, po czym położyła ją na stole.

– List od mojej matki – wyjaśniła, w odpowiedzi na trzy podejrzliwe spojrzenia.

– To żaden dowód! To jakieś oszustwo!

– Mamo, spokojnie. – Adrian położył dłoń na jej ramieniu. – Ojciec wraca za kilka dni, przecież to nie problem zrobić badanie DNA. Kilka dni i będziemy wiedzieli, na czym stoimy.

– Zgadzam się. – Zosia nie wyglądała, jakby zmartwiła ją ta wiadomość. Sumienie miała czyste, a przede wszystkim wierzyła matce. Przecież ta nie miała żadnego celu, aby ją okłamywać. Trochę ją zmartwiła wiadomość, że wytęskniony tatuś wraca dopiero za kilka dni, lecz już i tak prawie osiągnęła cel.

– Na czym stoimy, na czym leżymy! – Greta mimo wszystko wydawała się poirytowana. – Dobrze, przyjdź za kilka dni. Co robisz takie wielkie oczy?

– Bo ja… ja… – jąkała się, wyłamując palce. – Nie mam się gdzie zatrzymać. I nie mam zbyt wielu pieniędzy. Prawie wszystkie nasze fundusze pochłonęło leczenie i pogrzeb.

– A czy to moja sprawa?

– Ale…

– Mamo, daj spokój – odezwał się milczący dotąd starszy z synów. – Mamy pokoje gościnne, co za problem, żeby zamieszkała w jednym z nich?

– Rafale! Może to złodziejka?

– Nie kradnę! – Zosia zaczerwieniła się aż po korzonki włosów.

– Pół dnia była tutaj prawie sama. Gdyby chciała nas okraść, zrobiłaby to bez problemu – wtrącił się Adrian. – No i sama musisz przyznać, że gotuje jak anioł!

– Tak! Jak mogliście? – Matka nadal nie mogła darować im pomyłki.

– Cóż… – Rafał wzruszył ramionami. – Wyglądała jak ktoś, kto stara się o pracę gosposi.

Zosia zacisnęła palce w pięści. Najchętniej wykrzyczałaby mu w twarz, co sądzi o takim porównaniu, lecz uczciwie musiała też przyznać, że było sporo racji w jego słowach. Przez ostatnie tygodnie własny wygląd czy dobór odzieży, to nie były rzeczy, które zaprzątałyby jej myśli.

– Niech zostanie. – Adrian nie wyglądał na przejętego ani faktem, że w ich domu będzie mieszkała obca dziewczyna, ani perspektywą posiadania siostry. – Daj spokój mamo, co ci zależy? To tylko tydzień.

Greta po raz kolejny zlustrowała spojrzeniem siedzącą w bezruchu Zosię. Nijaka, pomyślała z niechęcią. Nędznie ubrana, zaniedbana i te okulary! Na dodatek sklejone taśmą z jednej strony.

– No dobrze – zgodziła się z oporem. – Potem test i będzie po wszystkim. Może dla nas gotować, ale ostrzegam, że w tym wypadku nie zapłacę ani złamanego grosza!

– I super! Jutro na kolację może być to samo! – Adrian zerwał się z miejsca i już go nie było. Rafał odebrał telefon i zaczął z kimś dyskusję. Greta wyjęła z lodówki butelkę wina i zniknęła w czeluściach apartamentu, a Zosia została sama. Osłupiała do tego stopnia, że przez dłuższą chwilę trwała w bezruchu.

Czyli to wszystko? Kłamiesz, ale i tak zaczekaj, bo świetnie gotujesz? Potencjalna macocha tylko przez moment wyglądała na wzburzoną, a jej synowie w ogóle się nie przejęli faktem posiadania siostry. Coś boleśnie zakuło ją w piersi. „Wygląda jak ktoś, kto starała się o pracę gosposi”. Te słowa ugodziły biedne, zbolałe serce Zośki, zwłaszcza że były wypowiedziane przez takiego chłopaka! Ugodziły, a nawet nadłamały jego kawałeczek.

Sumiennie posprzątała po posiłku. Dla siebie przygotowała kanapkę i kubek z herbatą. Zaniosła to wszystko do przydzielonego apartamentu, a potem z ulgą rozciągnęła się na wygodnej sofie.

Dookoła panowała cisza.

– Jakieś to wszystko dziwne – mruknęła pod nosem, wpatrując się w widok za oknem. – Jakbym w ogóle ich nie obchodziła. A przecież jestem obca. Nikt mnie nie wylegitymował, nikt nie poprosił o szczegóły. Nikogo nie obchodzi, co robię. Dziwne, bardzo dziwne – mruczała dalej.

Potem przypomniała sobie Rafała i tylko ciężko westchnęła.

Brat? Co z tego, że zaledwie przyrodni? I co z tego, że się nie znają? Brat to brat…

– Zresztą – powiedziała, markotniejąc. – I tak nie miałabym u niego żadnych szans. Wziął mnie za gosposię. Omiatał obojętnym spojrzeniem. Tylko raz pojawiło się w nim zainteresowanie, gdy powiedziałam, po co tu się zjawiłam. Tylko wtedy…

Nieoczekiwanie rozpłakała się. Ostatnie dni były stresujące. Ostatnie tygodnie pełne cierpienia. Brak zainteresowania ze strony potencjalnej rodziny stał się więc przysłowiowym gwoździem do trumny. Pech chciał, że musiała też zaczekać na powrót ojca. Nic nie układało się po jej myśli, chociaż nie miała wygórowanych wymagań.

Chciała po prostu mieć kogoś do kochania. I kogoś, kto by ją kochał.

Ojca albo… Zosia poczuła, jak się rumieni. Chłopakiem też by nie pogardziła. Kiedyś z jednym chodziła, ale skończyło się na szantażu „jak mnie kochasz to...” i bardzo szybko z niego zrezygnowała. W sumie to dobrze, bo potem okazało się, że niejedną dziewczynę tak zbałamucił, chociaż brzydki był jak noc, a palił niczym smok wawelski. Gdzie mu było do dziewczęcych marzeń o księciu z bajki. Taki Rafał o niebo lepiej by się nadawał.

Brat nie brat, kawał z niego ciacha. Pewnie ma dziewczynę, jakąś super laskę o nogach do nieba i twarzy bogini. Zosia znów się rozryczała, tym razem z żalu nad swym własnym wyglądem. I ani się obejrzała, jak przysnęła na niewielkiej sofie, w obcym mieszkaniu, wśród ludzi, którzy wkrótce mieli zostać jej rodziną.

***

Kiedy się obudziła, była zdrętwiała od spania w niewygodnej pozycji. Przeciągając się i szeroko ziewając, podeszła do okna, za którym roztaczał się widok budzącego miasta. Od razu pomyślała o porannym spacerze. Może nawet kupi kilka bułek w piekarni? Fundusze miała skromne, ale na pieczywo wystarczy. Ożywiona tą wizją, wzięła szybki prysznic, równie szybko założyła