Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
,,Przemiana Charakterologiczna. Cud ciężkiej pracy” to pierwsza z trzech książek Stephena M. Johnsona. Publikacja przedstawia charakter jako złożoną organizację doświadczenia, obron i relacji, ukształtowaną przez wczesne urazy oraz zadania adaptacyjne.
Autor łączy teorię relacji z obiektem, psychologię ego i analizę charakteru, tworząc model rozumienia psychopatologii oraz leczenia utrwalonych wzorców psychicznych. Dawne mechanizmy obronne mogą w dorosłości osłabiać afekt, cielesność, spontaniczność, potrzeby i zdolność do bliskości. Dlatego wymagają celowej, wielowymiarowej pracy klinicznej nad obronami, zachowaniem, poznaniem, relacjami i spójną tożsamością. W tym sensie psychoterapia jest cudem ciężkiej pracy.
Publikacja ukazała się w Polsce po raz pierwszy w roku 1993, nakładem Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza. Niniejsze wydanie ukazuje się w nowym tłumaczeniu i nowej redakcji.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 521
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Characterological Transformation. The Hard Work Miracle
Copyright © by 1985 by Stephen M. Johnson
Copyright © for the Polish translation by Dorota Pomadowska, 2025
Copyright © for this edition by Oficyna Związek Otwarty, 2022
Redakcja: Aleksandra Małek
Redakcja merytoryczna: Anna Czownicka, Maciej Gierasimiuk
Korekta: Lidia Ścibek
Opieka redakcyjna: Katarzyna Kurska-Wilk
Projekt okładki: Paweł Sky
Rysunek na okładce: Skain May (na podstawie XIX-wiecznej ryciny, domena publiczna)
Układ typograficzny i łamanie: Paweł Sky
wydanie II
Warszawa 2026
ISBN 978-83-68912-04-3
Oficyna Związek Otwarty
www.oficynazwiazekotwarty.pl
Droga, która doprowadziła do wydania niniejszej książki, była długa, żmudna i satysfakcjonująca. Spotkałem na niej wielu nauczycieli, którzy zechcieli szczodrze podzielić się ze mną swoją wiedzą, i wielu klientów, którzy byli gotowi zaryzykować zaufanie pomimo wcześniejszych zranień, jakich doświadczyli w swoim życiu. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim kolegom i koleżankom, którzy kroczyli u mojego boku przez większą część tej podróży, a ich wkład można poczuć na kartach niniejszej książki. Na pierwszym miejscu chciałbym wymienić dwóch psychologów, którzy towarzyszyli mi w całym procesie twórczym i nieustannie mnie motywowali, żebym dalej podążał tą drogą i ufał własnym ocenom. Dali mi poczucie bezpieczeństwa i wsparcie, dzięki którym mogłem być sobą. Dziękuję doktorowi Peterowi Alevizosowi i doktorowi Larry’emu Kingowi.
W tej mojej podróży towarzyszyli mi również liderzy i członkowie grupy superwizyjno-szkoleniowej. Doktor Edward Muller przez wiele lat pełnił gościnnie rolę lidera tej grupy i był moim mentorem podczas większości działań, które opisuję w tej książce. Ed pokazał mi, że można połączyć charakterologiczne teorie psychologiczne z teoriami relacji z obiektem i teoriami ego, co stało się punktem wyjścia do napisania niniejszej książki. Doktor G. Timothy Scott prowadzi od wielu lat szkolenia, zwłaszcza z zakresu terapii bioenergetycznej, zarówno w ramach wspomnianej grupy superwizyjno-szkoleniowej, jak i poza nią. W tym procesie wspierali mnie również długoletni członkowie i członkinie tejże grupy. Dziękuję mgr Susan Rutherford, mgr Gypsy Frankl-Podolsky, współliderce grupy, mgr Debrze Jackson, dr Pollyannie Jamison, mgr. Richardowi Klotzowi, mgr Judith Lindsay i mgr Georgene Ollerenshaw.
Wydanie tej książki było możliwe dzięki dwóm osobom. Jane Gantor przepisała na maszynie cały tekst i wniosła pomocne uwagi krytyczne oraz wsparcie. Redaktorka Susan Barrows doceniła wartość tej książki, zredagowała ją i przeprowadziła tekst przez wszystkie etapy, aż do publikacji. Umiejętności Susan i jej wsparcie znacznie ułatwiły proces wydania tej książki.
Przemiana charakterologiczna proponuje połączenie dwóch podejść do problemów człowieka, które powszechnie uważa się za odrębne, jeśli nie przeciwstawne. Teorie charakterologiczne mają zasadniczo charakter psychoanalityczny, klasyczny i zazwyczaj mieszczą się w zakresie literatury psychiatrycznej. Z kolei psychologia transformacyjna wywodzi się w dużej mierze z ruchu potencjału ludzkiego, który jest popularny i często kojarzony z ruchami kierowanymi przez nieprofesjonalistów. Podczas gdy teorie charakterologiczne skupiają się raczej na podstawowych, niezmiennych cechach, transformacja sugeruje możliwość natychmiastowej i głębokiej zmiany. Terapeuci psychoanalityczni zazwyczaj stosują bardziej bierne metody terapeutyczne, natomiast terapeuci transformacyjni są zazwyczaj bardzo aktywni. Cud ciężkiej pracy odzwierciedla tę wielowymiarową polaryzację i sugeruje ponowne zintegrowanie przeciwieństw. Taki jest cel niniejszej książki, chociaż owa integracja wykracza poza te dwa bieguny – do innych form konwencjonalnego i niekonwencjonalnego uzdrawiania. Jednak niezbędnym elementem tej integracji jest potwierdzenie nadziei, że możemy przemienić to, co niezmienne, oraz ponowne uznanie faktu, że cud ten zazwyczaj wymaga dość ciężkiej pracy.
Przemiana charakterologiczna to pierwsza z serii książek, które łączą szereg teoretycznych i praktycznych podejść do psychoterapii. Opisuje wyniki moich poszukiwań psychicznych źródeł ludzkiego bólu i potencjału ludzkiej ekspresji. Jako psycholog uczyniłem z tych poszukiwań dzieło mojego życia, a jako osoba, która ma swój udział zarówno w tym bólu, jak i w tym potencjale, uznałem je za osobistą potrzebę. Poszukiwania te wiązały się z kontaktem z wieloma formami myśli i praktyki terapeutycznej, zarówno w roli klienta, jak i w roli terapeuty. W każdej z tych ról znalazłem coś wartościowego. Każda z ważniejszych szkół myśli i praktyki ma coś do zaoferowania – wgląd, technikę, użyteczny punkt widzenia. Jednocześnie wydaje się, że każda spośród tych koncepcji pomija wiele aspektów dotyczących kondycji i uzdrowienia bólu człowieka. Mało tego, ci, którzy mają najwięcej do powiedzenia na temat tego bólu, często mają najmniej do powiedzenia na temat drugiej strony medalu – zachwytu, radości i wewnętrznego pokoju, które są dla nas możliwe do osiągnięcia. Każda spośród tych szkół wydaje się ślepa na wartość pozostałych. Każda z nich dotyka innej części słonia i uważa ją za całość.
Ci spośród nas, którzy doceniają wartość co najmniej dwóch różnych podejść, często mają trudności ze sformułowaniem, a tym bardziej z wyrażeniem takiego połączenia, które dawałoby całościowy obraz psychopatologii, terapii i zdrowia. Myślę, że dzięki wyjątkowym i sprzyjającym okolicznościom udało mi się opracować teoretyczny i praktyczny pogląd na psychoterapię, który czerpie z mądrości wielu szkół terapeutycznych, a jednocześnie zapewnia solidne podstawy w zakresie zasad rozwijania i zmiany charakteru.
Podobnie jak wielu psychoterapeutów mojego pokolenia, po macoszemu potraktowałem psychoterapię psychoanalityczną i wypróbowałem prawie wszystkie inne metody, zanim powróciłem do tej podstawowej struktury teoretycznej, by odkryć jej wielką mądrość. Moje początkowe frustracje i rozczarowania myślą oraz praktyką psychoanalityczną nie były bezpodstawne. Spora część tekstów psychoanalitycznych jest niepotrzebnie zagmatwana, zdominowana przez nieprecyzyjny, archaiczny żargon i pełna nieudowodnionych dogmatów.
Dla porównania, szereg bardziej współczesnych nurtów terapii, włącznie, ale nie wyłącznie z psychologią transformacji, modyfikacją zachowania, terapią racjonalno-emotywną, programowaniem neurolingwistycznym, terapią Gestalt, hipnozą, terapiami systemowymi i terapiami rodziny to o wiele bardziej dostępne, sensowne i skuteczne podejścia, jeśli chodzi o osiągnięcie efektów terapeutycznych w rozsądnym przedziale czasu. A jednak podstawy teoretyczne każdego spośród tych nowszych nurtów są niekompletne i niesatysfakcjonujące, a efekty pracy osiągane za ich pomocą często bywają ograniczone, jednostronne, a nawet krótkotrwałe. Żadna z tych metod nie daje holistycznego obrazu tego, czym tak naprawdę jest patologia człowieka. Nie zapewniają instrukcji obsługi psychicznego, emocjonalnego i behawioralnego zdrowia i dobrostanu. Stąd w większości przypadków każdy z tych nurtów oferuje jedynie zawężone spojrzenie na budzące podziw złożoność i piękno procesu życia.
Ci, którzy uczyli mnie psychoanalizy za pomocą bardziej humanistycznych i zrozumiałych metod, pomogli mi zrozumieć podstawowe problemy kondycji człowieka, z którymi wszyscy musimy sobie radzić i docenić tę ekstazę, którą można poczuć, kiedy te kwestie przestają być przedmiotem dyskusji. Psychologowie ego, a zwłaszcza ci, którzy pracują w nurcie relacji z obiektem, przedstawili bardzo przydatny sekwencyjny zarys tych kluczowych kwestii. Twórcy koncepcji teorii charakterologicznej, chociaż wywodzą się z nieco innego nurtu, opracowali typologię obejmującą archetypiczne wyobrażenia mniej więcej takich samych podstawowych zagadnień. Rozumienie tych kwestii, które towarzyszą nam przez całe dorosłe życie i nim rządzą, stanowi ogromny potencjał dla bardzo głębokiej akceptacji tragedii, ironii i patosu ludzkiej egzystencji. Jednocześnie ta wiedza zasiewa ziarno docenienia tego, że życie może być spełnione, swobodne i radosne.
Współczesna myśl psychoanalityczna podkreśla również kluczową rolę odczuwania i emocji w rozumieniu patologii i zdrowia człowieka. Nasze prymitywne narządy zmysłów mają zdecydowanie kluczowe znaczenie w rozwoju ludzkich problemów. Ludzie naprawdę mają, słowami laika, „problemy emocjonalne”. Chociaż nie są one jedynym rodzajem problemów ze zdrowiem psychicznym, nie należy mieć nadziei, że można zacząć rozumieć kondycję człowieka bez zrozumienia uczuć i emocjonalności.
Najcenniejszym darem analitycznej psychologii rozwojowej jest dar zrozumienia genezy podstawowych problemów człowieka. Te problemy powstają na skutek interakcji podstawowych potrzeb małego dziecka ze zdolnością jego otoczenia do tego, by je zaspokoić. Tragiczne rozczarowania, które często bywają efektem tej interakcji, tworzą tygiel, w którym kształtuje się dany problem. Gdy podstawowe potrzeby dziecka nie są zaspokajane, w odpowiedzi na tę rzeczywistość pojawiają się skrajne reakcje emocjonalne – wściekłość, przerażenie i żal. Dziecko nie jest w stanie żyć w takim stanie chronicznej negatywnej emocji, więc powstaje mechanizm obronny, który ma odeprzeć te obezwładniające uczucia. Konkretny rodzaj tego mechanizmu obronnego będzie zależał od stopnia nasilenia traumy, etapu rozwoju dziecka i jego genetycznej siły albo słabości. Na przykład pięciolatek posiada wiele zasobów poznawczych, behawioralnych i emocjonalnych, których nie ma sześciomiesięczne niemowlę. Ta różnica w dużym stopniu określa rodzaj mechanizmów obronnych, jakie dziecko wybierze, by uniknąć tego afektu i poradzić sobie z otoczeniem. Podobnie rozwój ego, self i poczucia sensu życia zostanie opóźniony w momencie, w którym konkretne mechanizmy obronne zostaną wybrane i trwale zakorzenione w charakterze. To bardzo cenna koncepcja zahamowania rozwoju, która zostanie szerzej opisana w dalszej części niniejszej książki. W moim odczuciu ta podstawowa perspektywa analityczna pozwala zrozumieć życie i patologię człowieka, a niemalże wszystkie pozostałe nurty ją pomijają.
Jeśli ktoś potrafi czytać między wierszami albo uczy się od bardziej zaawansowanych terapeutów analitycznych, może zaczerpnąć z tej teorii model pozytywnego zdrowia psychicznego. Jednak psychoanalityczne, a zwłaszcza charakterologiczne określenia charakterystycznych adaptacji są wyjątkowo negatywne i patologiczne. Stosunkowo niewielki nacisk kładzie się na to, dokąd prowadzi ten brak patologii. Niewiele uwagi poświęca się temu, kim naprawdę moglibyśmy być, a zupełnie nie zwraca się uwagi na to, o co tak naprawdę chodzi w tym całym melodramacie życia. W tradycyjnym ujęciu charakterologicznym mamy do wyboru jedną z poniższych opcji lub coś równie okropnego: charakter oralny, schizoidalny, masochistyczny, psychopatyczny, narcystyczny, sztywny, histeryczny, obsesyjno-kompulsywny etc. Chociaż oczywiście musimy nazwać psychopatologię, żeby rozmawiać i myśleć o niej w sposób systemowy, to niestety te nazwy często stają się silnymi negatywnymi sugestiami, które przekazują postawy osądzające i pogłębiają podział między tymi, których uważamy za zdrowych, a tymi, których uznajemy za chorych. Obecnie dysponujemy wystarczającymi badaniami nad skutkami negatywnego etykietowania, żeby poważnie martwić się wpływem używania tych pejoratywnych słów na nas samych i na inne osoby. Chociaż mam poczucie, że muszę ich użyć w tym miejscu, ponieważ wydaje mi się to konieczne, aby odnieść tę książkę o integracji do szerszego kontekstu, któremu tak wiele zawdzięcza, robię to niechętnie. Postaram się wypracować bardziej empatyczne i komunikatywne podejście do procesu etykietowania. Na początek skupię się na etykietowaniu etiologii traum, które spowodowało podstawowe problemy. Mam nadzieję, że wzbudzi to więcej współczucia dla naszych problemów i problemów innych osób niż etykietki oparte na typowych konsekwencjach tych czynników etiologicznych. Na przykład oralność rozwija się w odpowiedzi na zaniedbanie, porzucenie i domaganie się, domniemane lub jawne, aby niemowlę zbyt szybko dorosło. Moim zdaniem postrzeganie danej osoby jako borykającej się z konsekwencjami swojej historii będzie bardziej sprzyjało wywołaniu reakcji uzdrawiającej niż skupianie się na często roszczeniowym, narzekającym, podlizującym się i uległym zachowaniu, które jest jednym z możliwych sposobów adaptacji tej osoby do własnej historii.
Wreszcie, wszyscy musimy zwracać większą uwagę na to, co jest możliwe do osiągnięcia przez ludzi. Czy nawet analitycy z klasycznym wykształceniem dogłębnie rozumieją, jak zachowuje się osoba o charakterze genitalnym i silnej stałości obiektu? A nawet jeśli tak, to czy wyjaśnia to całe bogactwo, złożoność i piękno, jakie człowiek może osiągnąć? Być może, jeśli będziemy zwracać większą uwagę na to, dokąd zmierzamy, zyskamy większe szanse, by tam dotrzeć.
Wiele nowszych podejść do leczenia ludzkiej psychiki ma jeszcze mniej do powiedzenia na ten temat niż szkoły psychoanalityczne. Behawioryści i terapeuci poznawczy wydają się nie mieć prawie nic do powiedzenia w tej kwestii. Jeśli chcemy znaleźć kogoś, kto przywiązuje do niej wagę, należy zwrócić się przede wszystkim do „trzeciej siły” – humanistów i psychoterapeutów eksperymentalnych. Wielu terapeutów, zwłaszcza wykształconych w bezkompromisowej tradycji naukowej, uważa większość publikacji z tej dziedziny za nic nieznaczącą paplaninę – niekonkretną, niepopartą dowodami naukowymi, romantyczną fantazję. Wielokrotnie tego doświadczyłem i szukałem innego rozwiązania. Uważam, że teoria relacji z obiektem i analiza charakteru mogą w tym pomóc, ponieważ pozwalają nam lepiej zrozumieć nasze wrodzone ludzkie potrzeby. W ten sposób sugerują one bardziej precyzyjnie, jak będzie wyglądała osoba, której potrzeby zostały zaspokojone i nadal są zaspokajane. Ponadto radość płynąca z ewolucji schizoidalnej struktury charakteru będzie różnić się od radości związanej z rozwojem sztywnej struktury charakteru w sposób, który można konkretnie opisać. Objaśnianie na tym poziomie będzie głównym przedmiotem moich rozważań na ten temat. W ten sposób mam nadzieję uniknąć entuzjastycznych opisów stanu nirwany, jednocześnie skupiając się na celu, jakim jest dobry stan zdrowia człowieka.
W pierwszym rozdziale przedstawię podstawową integrację teorii relacji z obiektem, psychologii ego i analizy charakteru. Będzie to krótkie podsumowanie psychoanalitycznej teorii rozwoju zaczerpniętej głównie z prac Mahler, Spitza i innych przedstawicieli szkół relacji z obiektem i psychologii ego oraz teorii charakterologicznej, która czerpie głównie z teorii Reicha, Lowena i innych teoretyków bioenergetyki. W tym rozdziale zdefiniuję również szereg terminów, które będą używane w niniejszej książce i w kolejnych tomach, w tym takie kluczowe pojęcia, jak ego, self, schematy organizacji ego itp. Pozostała część książki będzie poświęcona prezentacji każdej archetypowej struktury charakteru rozumianej poprzez integrację teorii analizy charakteru i teorii relacji z obiektem. Zarys prezentacji każdej struktury charakteru będzie wyglądał następująco:
• etiologia,
• afekt, zachowanie, poznanie,
• ekspresja energetyczna,
• cele terapeutyczne,
• techniki terapeutyczne.
W ten sposób dla każdej klasyfikacji charakterologicznej zbadamy etiologię pod kątem rozwoju dziecka i koncepcji zahamowania rozwoju. Następnie wyjaśnimy charakterystyczne zaburzenia afektywne i zasoby, zachowania, funkcjonowanie społeczne oraz zdolności poznawcze występujące w typie charakterologicznym, o którym będzie mowa. Omawiając ekspresję energetyczną danego typu charakteru, będę opierał się głównie na doświadczeniach Reicha i doświadczeniach bioenergetycznych, aby przedstawić fizyczne przejawy mechanizmów obronnych danej struktury charakteru i przygotować grunt pod interwencje terapeutyczne na poziomie ciała. Następnie przedstawię i wymienię cele terapeutyczne dla danej struktury archetypowej. Wreszcie, znaczna część tekstu zostanie poświęcona technikom terapeutycznym wszystkich głównych współczesnych szkół psychoterapii, w tym psychoanalizy, analizy transakcyjnej, bioenergetyki, psychologii ego, terapii Gestalt, hipnozy, terapii skoncentrowanej na kliencie, modyfikacji zachowania, terapii strategicznej, terapii racjonalno-emotywnej, terapii rodzinnej i programowania neurolingwistycznego. Podkreślam tutaj tę strukturę, ponieważ uważam, że jest to narzędzie heurystyczne, które można wykorzystać do analizy każdego studium przypadku. Uważam, że jest to przydatny schemat do prezentacji studiów przypadków w kontekście superwizji, a także w innych kontekstach, dlatego polecam go uwadze czytelników, niezależnie od konkretnych treści zawartych w niniejszym opracowaniu.
Wspomniałem już o głównym przesłaniu tej książki. Chodzi o skupienie się na afekcie, zachowaniu i poznaniu. Typ charakteru można opisać, przedstawiając typowe dla niego uczucia, zachowania i procesy myślowe, które go określają. Główne szkoły psychoterapii też można w prosty sposób podzielić na te trzy obszary. Techniki stosowane w każdej ze szkół mogą oczywiście wpływać na doświadczenia w jednej lub wszystkich spośród tych kategorii, ale z pewnością można stwierdzić, że na przykład psychoanaliza i terapia Gestalt są bardziej ukierunkowane na doświadczenia afektywne, podczas gdy modyfikacja zachowania i terapia strategiczna są bardziej ukierunkowane na zmianę zachowań. Podobnie, programowanie neurolingwistyczne i terapia racjonalno-emotywna są zazwyczaj ukierunkowane w większym stopniu na procesy poznawcze lub myślowe. Zintegrowanie tych podejść ma swoje zalety. Zalecanym podejściem jest stosowanie ich w celu selektywnego uzdrawiania i naprawiania urazów rozwojowych w każdym z tych obszarów. Jest to zatem książka poświęcona integracji teorii i praktyki, w której przedstawiono pewną formę strukturyzacji myśli, możliwą do zastosowania w zrozumieniu i terapii konkretnego człowieka.
Niniejsza praca poświęcona jest modelom charakteru i modelom technik terapeutycznych. Wszystkie modele to nadmiernie uproszczone i niekompletne reprezentacje rzeczywistości – są użyteczne, ale nie są prawdziwe. Omawiając typy charakterologiczne, tak naprawdę omawiamy archetypiczne problemy natury ludzkiej. Każda osoba prezentuje niepowtarzalną konfigurację rozwiązań tych problemów, a także znacznie więcej. Tak naprawdę nie istnieją na świecie osobowości schizoidalne, ale wiedza na temat problemów dotyczących schizoidalnej struktury charakteru pomoże nam wykryć i uzdrowić je u osoby, która z ich powodów cierpi. Ta sama osoba prawdopodobnie skorzysta również na pracy nad innymi problemami, a także nad uzdrawianiem swojej niepowtarzalnej konfiguracji charakteru.
Przedstawiając poszczególne techniki, często celowo opisuję procedury w możliwie najbardziej zwięzły i uporządkowany sposób. Dzięki temu najłatwiej można je opanować, a tym samym ich istotne elementy zostają podkreślone. Jednak ostatecznie celem praktykującego klinicysty jest płynne i swobodne stosowanie podstawowych zasad, na których opiera się każda technika. Terapia oparta na instrukcjach z podręcznika nie zadziała. Jednak stosując standardowe procedury, terapeuta może zacząć integrować różne zasady i procedury, a ostatecznie wykorzystywać je, a nie sam ich schemat, jako wskazówki w swojej pracy. Niezależnie od tego, czy terapeuta korzysta ze schematu, czy też nie, to zawsze reakcja klienta będzie determinować dalsze działania terapeutyczne. Terapia jest dynamiczną interakcją między ludźmi, na którą tylko w niewielkim stopniu wpływają modele służące jej zrozumieniu.
Alfred Korzybski napisał: „Mapa to nie jest terytorium”. Prowadząc psychoterapię, możemy dodać: „Patrz na drogę, a nie na mapę”.
Psychoanalityk to ktoś, kto udaje, że niczego nie wie.
– anonimowe
W niniejszym rozdziale przedstawimy i rozpoczniemy integrację dwóch obszarów myśli psychoanalitycznej, które zasadniczo są ze sobą zbieżne, ale rozwinęły się niezależnie od siebie. Szkołę relacji z obiektem tworzą badacze rozwoju dziecka, którzy obserwowali proces rozwoju, oraz analitycy, którzy włączyli tę teorię do swojego rozumienia psychopatologii dorosłych (np. Horner, 1979; Jacobson, 1964; Kernberg, 1976; Kohut, 1971; Mahler, 1968; Masterson, 1976; Spitz, 1965; Winnicott, 1965/2018). Teoretycy ci skupiają się na naturalnej ewolucji rozwoju ego i wpływie traumy na funkcjonowanie ego. Podkreślają również wpływ obiektu, a w szczególności ludzki, relacyjny wpływ traumy we wczesnym dzieciństwie i rozszerzają te obserwacje na cenne spostrzeżenia dotyczące natury przeniesienia w terapii.
Szkoła analizy charakteru została zapoczątkowana przez Wilhelma Reicha (1949), a jej bardziej współcześni przedstawiciele to Alexander Lowen (1958/2023), Stanley Keleman (1981) i David Boadella (1977). Szkoła ta skupia się na różnych formach traumy środowiskowej i jej skutkach dla rozwoju charakteru. Jest to jedna z nielicznych szkół, które koncentrują się na energetycznych lub fizycznych konsekwencjach traumy i związanym z nimi zahamowaniem rozwoju.
Chociaż szkoły te wywodzą się z podobnej tradycji analitycznej, to skupiają się na różnych jednostkach psychopatologicznych, co utrudnia ich integrację. Teoretycy relacji z obiektem koncentrują się głównie na etiologii, charakterystyce i leczeniu zaburzeń osobowości typu borderline i narcystycznego. Teoretycy analizy charakteru skupiają się na pięciu podstawowych strukturach charakteru: schizoidalnej, oralnej, psychopatycznej, masochistycznej i sztywnej. Tam, gdzie poruszono tę kwestię, pojawiły się teoretyczne kontrowersje dotyczące tego, gdzie zaburzenia osobowości typu borderline i narcystyczne pasują do innych ram teoretycznych (Horner, 1979; Muller, 1982). Integrację utrudnia fakt, że termin „borderline” ma różne znaczenie dla różnych osób, a przegląd literatury wykazał spore niespójności w stosowaniu tej nazwy (Perry i Kierman, 1978). W niniejszym rozdziale zaproponujemy integrację tych jednostek charakterologicznych, a następnie szczegółowo ją omówimy.
Pomijając zamieszanie i kontrowersje wynikające z różnic w nazewnictwie charakterologicznym, te dwie szkoły myśli naprawdę dobrze się uzupełniają. Chociaż teoretycy analizy charakteru kładą nacisk na naturę traumy środowiskowej i wynikające z niej energetyczne lub fizyczne zbrojenie, uznają również rolę czynników rozwojowych w kształtowaniu się charakteru. Teoretycy relacji z obiektem wnoszą znaczący wkład w kompleksowe zrozumienie charakteru, kładąc nacisk na ewolucję zdolności ego, zwłaszcza mechanizmów obronnych, oraz coraz bardziej złożonych reprezentacji poznawczych self, innych osób i świata obiektów. Ich ewolucyjny zarys rozwoju ego pomaga wyjaśniać patologiczne funkcjonowanie i sugeruje strategie leczenia deficytów ego, nie tylko w przypadku narcyzmu i zaburzenia borderline, lecz także innych jednostek diagnostycznych.
W niniejszym rozdziale najpierw podsumuję paradygmat rozwojowy, który wywodzi się głównie od obserwatorów wczesnego rozwoju dziecka – Mahler, Spitza i Bowlby’ego. Następnie przedstawię ogólną strukturę podejścia psychoanalitycznego do charakteru, które podkreśla uniwersalny charakter reakcji młodego człowieka na frustrację związaną z jego naturalnymi potrzebami i procesami ewolucyjnymi. Po przedstawieniu ogólnego zarysu kształtowania się charakteru nakreślę konkretne struktury charakteru wynikające z integracji teorii analizy charakteru i teorii relacji z obiektem. Na koniec przedstawię przegląd potencjału tego zintegrowanego rozumienia dla diagnostyki i naprawy obszarów zahamowania rozwoju w kontekście psychoterapeutycznym. W trzeciej części, zatytułowanej Perspektywa psychologii ego, skoncentruję się zwłaszcza na potencjale diagnozowania na podstawie funkcjonowania ego i terapii ukierunkowanej na odbudowę ego. W dalszej części treść niniejszej książki będzie uporządkowana według konkretnych struktur charakteru, wraz z obszerną analizą każdej struktury i zalecanymi procedurami terapeutycznymi w zakresie sfer afektywnej, behawioralnej i poznawczej.
Teoria relacji z obiektem wnosi dwa podstawowe elementy do pełnego zrozumienia procesu rozwoju człowieka i jego patologii. Po pierwsze, literatura z tego zakresu przedstawia zarys etapów rozwoju człowieka we wczesnym dzieciństwie, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju poznawczego i relacji społecznych. W ten sposób zapewnia sekwencyjny przebieg zadań rozwojowych i pozwala zrozumieć patologię jako niepełne wykonanie tych zadań. Koncepcja zahamowania rozwoju w ramach tej teorii oferuje analogiczne wyjaśnienie wielu problemów osób dorosłych. Chociaż „lęk separacyjny” u dorosłych nie jest dokładnie taki sam jak u niemowląt, które po raz pierwszy doświadczają go w wieku około siedmiu miesięcy, podobieństwa mogą okazać się pouczające. Badanie podstawowych problemów człowieka w ich pierwszych przejawach i rozwiązaniach brzmi rozsądnie. Gdy tego typu problemy pozostają nierozwiązane u osób dorosłych, teoria relacji z obiektem sugeruje, że nigdy nie zostały one tak naprawdę rozwiązane przez dziecko w odpowiednim okresie jego rozwoju. Ponadto teoria ta zakłada, że wiedza o tym, w jaki sposób dziecko zazwyczaj rozwiązuje daną kwestię, pomaga w leczeniu osoby dorosłej, która nadal potrzebuje osiągnąć takie rozwiązanie.
W ten sposób teoria relacji z obiektem oferuje zarówno klinicystom, jak i klientom wiarygodną i użyteczną strukturę, przez pryzmat której można spojrzeć na dowolną liczbę trudności poznawczych i emocjonalnych. W swojej praktyce chętnie wykorzystuję tę teorię w celu objaśnienia klientom różnych kwestii i uważam ją za niezwykle przydatną w tym zakresie. Zazwyczaj klient odczuwa ulgę, uzyskując jakieś wyjaśnienie swoich trudności. Często dzięki temu pojawia się u niego większe współczucie dla samego siebie w związku z problemami, z którymi się boryka. Wyjaśnienie ukierunkowuje klienta na podstawowy problem, nad którym musi pracować i uświadamia mu, że w pewnym sensie ma do czynienia z bardzo małym i często bardzo przestraszonym „dzieckiem”. Zrozumienie to zwiększa cierpliwość i dbanie o siebie w radzeniu sobie z tymi „irracjonalnymi” i „dziecinnymi” reakcjami, które tak często skłaniają go do podjęcia terapii.
Pokrewnym zastosowaniem tej teorii jest opis tego, w jaki sposób niemowlę, jako kształtująca się istota ludzka, opanowuje każde zadanie rozwojowe. Przykładowo warto wiedzieć, że dziewięciomiesięczne dziecko użyje „obiektów przejściowych” (np. kocyka albo pluszowego misia) dla uspokojenia i pocieszenia, kiedy mama jest daleko. Co więcej, niemowlę uczy się tolerować lęk separacyjny i raz za razem doświadcza tego, że matka wraca. Wreszcie, dziecko internalizuje funkcje opiekuńcze obiektów przejściowych. Następnie rozwija trwałą wewnętrzną reprezentację matki, internalizując wiele jej funkcji opiekuńczych. Ogólnie rzecz biorąc osoba dorosła, która „opuściła oczko” w tym procesie, musi wrócić i naprawić je w kontekście terapeutycznym. Właśnie dlatego teoria relacji z obiektem jest cenna w przedstawianiu sekwencyjnego i szczegółowego zrozumienia rozwoju dziecka – stanowi wartościową analogię, która pozwala zrozumieć i uzdrowić potknięcia w tym rozwoju do ogólnego użytku i w konkretnych przypadkach.
Druga i bardzo pokrewna wartość tej teorii wynika z jeszcze bardziej szczegółowej analizy, której można dzięki niej dokonać w kwestii oceny i naprawy niektórych funkcji poznawczych lub funkcji ego. Blanck i Blanck (1974) zalecają stosowanie w leczeniu klinicznym czegoś, co nazywają „opisową diagnozą rozwojową”. Mają na myśli szeroko zakrojoną diagnozę funkcjonowania ego w świetle wiedzy dotyczącej rozwoju tych funkcji. Innymi słowy, można ocenić poziom rozwoju takich elementów, jak badanie rzeczywistości, podejmowanie decyzji, zdolność do odraczania gratyfikacji, reprezentacja self lub obiektów, charakterystyczne mechanizmy obronne itp. Na podstawie tej diagnozy można przystąpić do naprawy tych funkcji.
Moim zdaniem to właśnie w tym obszarze teoria relacji z obiektem, a szerzej psychologia ego, stanowi bardzo ważny pomost między teorią psychoanalityczną a współczesnymi poznawczo-behawioralnymi podejściami do leczenia. Na przykład strategie poznawcze programowania neurolingwistycznego czy aktywne techniki modyfikacji zachowania wydają się mieć wiele do zaoferowania w zakresie naprawy funkcji adaptacyjnych. Obecne zainteresowanie patologiami borderline w literaturze psychoanalitycznej podkreśla bardzo realną potrzebę naprawczego i reedukacyjnego procesu terapeutycznego. Od dawna jest to podstawowe stanowisko behawiorystów i kognitywistów, którzy opracowali kilka bardzo skutecznych metod służących temu celowi.
Ten pierwszy wkład teorii relacji z obiektem zostanie teraz przedstawiony w przeglądzie teorii rozwoju. Po zintegrowaniu go z wglądami analizy charakteru, przedstawię przegląd diagnostyki rozwojowej według struktur charakteru w podrozdziale Perspektywa psychologii ego.
Autyzm
Faza autyzmu we wczesnym rozwoju obejmuje zazwyczaj pierwsze dwa miesiące życia. Okres ten nazwano tak dlatego, że niemowlę charakteryzuje się względną obojętnością na bodźce z otoczenia, jakby ukrywało się za „barierą bodźców”. Niemowlę reaguje natychmiastowo na własne potrzeby i frustracje, i wydaje się działać instynktownie. Szuka piersi, ale nie rozpoznaje ani jej, ani butelki, gdy są mu podawane. W tym wczesnym okresie funkcja pamięci nie działa, więc niemowlę nie potrafi skojarzyć zaspokojenia potrzeby z jej źródłem i nie wykazuje szczególnego przywiązania do tego źródła. To stadium rozwoju nazwano niezróżnicowanym, co oznacza, że niemowlę nie tylko nie odróżnia siebie od reszty świata, ale także nie zachowuje się w sposób sugerujący, że dostrzega jakiekolwiek różnice między jakimikolwiek obiektami w otaczającym je świecie. Przypuszcza się, że niemowlę na tym etapie doświadcza zaspokojenia potrzeby jako istniejącego w ramach jego własnej „wszechmocnej orbity autystycznej”. Pragnie przede wszystkim zaspokoić głód albo inne potrzeby, a po ich zaspokojeniu powraca do stanu snu albo do stanu półprzebudzenia.
Pearce (1977) twierdzi, że ta wczesna faza autystyczna tak naprawdę nie jest wrodzona, stanowi raczej skutek traumy wywołanej standardowymi procedurami stosowanymi w trakcie porodu w kulturze Zachodu. Argumentuje to dość przekonująco, powołując się między innymi na prace Gerbera (1958), który badał naturalne praktyki porodowe w Afryce, gdzie dzieci rodziły się zazwyczaj w domu, nigdy nie były oddzielane od matek i przez pierwsze dni życia poświęcano im nieustanną, czułą uwagę. Niemowlęta te uśmiechały się najpóźniej czwartego dnia życia i prawie od urodzenia były wyprostowane i reagowały na bodźce. Pearce donosi, że FrédérickLeboyer, który opracował bardziej naturalną i delikatną formę porodu, u dzieci, które urodziły się przy jej zastosowaniu, obserwował uśmiechy już po dwunastu godzinach od urodzenia.
Niemniej jednak faza autystyczna, niezależnie od tego, czy wywołana czynnikami zewnętrznymi, czy też wrodzona, nadal jest w naszej kulturze przestrzeganą normą i będzie stanowiła standardowy wzorzec dla tych, którzy będą w niej wychowywani. I chociaż niemowlę może sprawiać wrażenie autystycznego, w tym okresie rozwoju następuje ważny proces uczenia się. Kontakt fizyczny pomiędzy niemowlęciem i osobą pełniącą funkcję macierzyńską okazuje się bardzo ważny. Bodźce, które w normalnych warunkach mogłyby przestraszyć lub skłonić dziecko do płaczu, będą miały niewielki wpływ albo nie będą miały żadnego wpływu, jeśli dziecko pozostaje w kontakcie fizycznym z tą osobą. Dziecko potrafi tolerować większy dyskomfort fizyczny albo ból, jeśli ma kontakt z opiekunem – o czym wie każdy rodzic – noszenie na rękach czy kołysanie łagodzi dolegliwości związane z trawieniem i inne smutki. Mimo że dziecko może nie być w stanie rozróżniać źródła kontaktu z człowiekiem, to badania potwierdzają, że dzieci pozbawione matczynej opieki mają mniejsze poczucie bezpieczeństwa i łatwiej się irytują w okresie niemowlęctwa niż te dzieci, które otrzymały normalną, troskliwą opiekę. Chociaż może się wydawać, że w tym okresie rozwoju niewiele się dzieje, to najwyraźniej następuje prawdziwy proces uczenia się, ponieważ pewnego dnia, nagle, niemowlę uśmiecha się, rozpoznając twarz konkretnej osoby i wskazując tym samym, że zaczęło odróżniać ten obiekt od innych obiektów.
Od autyzmu do symbiozy
Ta reakcja uśmiechu, która pojawia się około drugiego miesiąca życia, stanowi kamień milowy w rozwoju i początek międzyludzkich relacji psychologicznych. Ten uśmiech w żadnym wypadku nie jest pierwszym uśmiechem dziecka, ale różni się tym, że jest uśmiechem rozpoznania i rozróżnienia. Przypuszczalnie to powtarzające się zaspokajanie potrzeb dziecka, które kojarzy mu się z twarzą danej osoby, determinuje nie tylko jej wczesne rozpoznawanie wśród innych obiektów, ale także naturę samej reakcji – uśmiech. Dwumiesięczne niemowlę nie potrafi odróżniać twarzy osoby pełniącej funkcję macierzyńską od twarzy innych ludzi. Dzięki temu zachowaniu w fazie symbiozy zakładamy, że dziecko zaczyna rozwijać połączoną reprezentację samego siebie i osoby, która się nim opiekuje. Mahler, Pine i Bergman (1975, s. 44) piszą: „(…) niemowlę zachowuje się i funkcjonuje tak, jakby ono i jego matka stanowili razem jakiś wszechmocny system – dwoistą jedność ze wspólnymi granicami”. Ta połączona reprezentacja przypuszczalnie zostaje wypracowana właśnie w tym stadium rozwoju, podobnie jak odróżnianie twarzy danej osoby od innych obiektów zostało wypracowane w fazie autyzmu. Na każdym etapie uczenia się niemowlę bardzo przypomina ucznia, który napotkał trudny problem natury teoretycznej albo matematycznej. Codziennie odbywają się lekcje albo powtórki na temat tego podstawowego pojęcia, którego należy się nauczyć. Pewnego dnia wszystkie elementy mogą ułożyć się w całość albo wskoczyć na swoje miejsce i pojawia się rozpoznanie, wgląd albo rozróżnianie. Jednak całkowite utrwalenie tej koncepcji następuje stopniowo, w miarę gromadzenia doświadczeń.
Kluczowe znaczenie dla ustanowienia silnej symbiozy, która rozpoczyna się w wieku dwóch miesięcy i utrwala się w wieku około pięciu do sześciu miesięcy, mają sygnały niewerbalne wysyłane przez niemowlę w celu zasygnalizowania potrzeb, napięcia, przyjemności itp. Im bardziej ekspresyjne i jasne są sygnały dziecka, im bardziej wrażliwa i responsywna jest matka, tym silniejsza jest więź symbiotyczna. Wśród psychoanalitycznych teoretyków rozwoju panuje powszechne przekonanie, że silna symbioza jest niezbędna do zdrowego rozwoju na kolejnych etapach. Mahler, Pine i Bergman (1975, s. 47) porównują dwóch partnerów w symbiozie do dwóch biegunów kształtujących cechy organizacyjne ego. Solidne połączenie tych biegunów zapewnia podwójną ramę odniesienia, w obrębie której doświadczenia dziecka mogą ostatecznie przekształcić się w „wyraźne i pełne reprezentacje”. Spitz (1965) nazwał matkę pomocniczym ego niemowlęcia, którego rola polega na zakotwiczeniu dziecka w bezpiecznej rzeczywistości, z której może ostatecznie zbudować solidne poczucie tożsamości self, innych osób i świata obiektów. W tej silnej symbiozie dziecko rozwija „ufne oczekiwanie” (Mahler, Pine i Bergman, 1975) wobec świata reprezentowanego przez matkę. Ta matczyna opieka i stabilizacja zapewniają „symbiotyczny element organizujący – akuszerkę indywiduacji, psychologicznych narodzin” (Mahler, Pine i Bergman, 1975, s. 47).
Chociaż niemowlę nie wydaje się wykazywać zbyt wielu oznak odróżniania osoby pełniącej funkcję macierzyńską od innych osób, to jednak w trakcie fazy symbiozy wyraźnie buduje tę zdolność. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy symbioza się umacnia (od piątego do szóstego miesiąca), dziecko zaczyna podejmować próby rozróżniania i staje się aktywniejsze na kolanach matki. Będzie odkrywać i badać twarz matki oraz zacznie odpychać się od jej piersi, sprawiając wrażenie, jakby ją analizowało, próbując rozwiązać zagadkę różnicowania.
Różnicowanie
Faza różnicowania (dyferencjacji) stanowi pierwszy etap procesu separacji-indywiduacji i rozpoczyna się około szóstego miesiąca życia od pierwszych prób niemowlęcia, by odepchnąć się od matki i wyraźniej ją postrzegać. Procesy rozwojowe, które prowadzą do rozwoju całkowicie odrębnej tożsamości, trwają od tego momentu aż do wieku dwóch i pół lat, a w przypadku wielu ludzi – znacznie dłużej. Ale to właśnie w fazie różnicowania dziecko zaczyna skupiać swoją uwagę na zewnątrz. Ta zmiana kierunku uwagi może nastąpić bardziej płynnie, jeśli symbioza jest bezpieczna, zapewniając niemowlęciu „bezpieczne miejsce zakotwiczenia”, z którego może ono otworzyć się na „ekspansję poza orbitę symbiotyczną” (Mahler, 1968). W trakcie tej fazy zróżnicowania reprezentacja self nadal zlewa się z reprezentacją obiektu, ale niemowlę zaczyna odróżniać tę konkretną tożsamość od pozostałej części symbiotycznego układu. W trakcie tej fazy dyferencjacji rozwija się szczególny uśmiech rozpoznania figury osoby pełniącej funkcję macierzyńską, wskazując na to, że została nawiązana szczególna więź. To rozróżnienie stanowi podstawowe „ziarno” oddzielenia się od symbiotycznej relacji. Kolejnym charakterystycznym elementem dla tej fazy są reakcje wskazujące na to, że dziecko odróżnia obcych od figury osoby pełniącej funkcję macierzyńską. Dzieci, które doświadczyły optymalnej więzi symbiotycznej, zwykle wykazują zainteresowanie i zdumienie na widok obcych, jednocześnie szukając wzrokiem matki. Natomiast dzieci, które zbudowały mniejszy stopień zaufania z powodu mniej bezpiecznej więzi symbiotycznej, wykazują lęk, a nawet głęboki niepokój, kiedy dotyka je albo zbliża się do nich nieznajoma osoba (Mahler, Pine i Bergman, 1975). Ta reakcja pojawia się około ósmego miesiąca życia i została nazwana „lękiem ósmego miesiąca”. Przed tym etapem każde ciepłe ciało wystarczy do trzymania w ramionach albo kołysania, ale około ósmego miesiąca niemowlę dostrzega różnice i woli matkę jako źródło ukojenia. W tym momencie rozwoju dziecko szuka czegoś więcej niż fizyczne zaspokojenie potrzeby ciepła i nakarmienia. Jest „przywiązane” do konkretnego źródła tych zasobów.
Mniej więcej w tym czasie dziecko zaczyna przejawiać lęk separacyjny i zaczyna nawiązywać bliską więź z takimi obiektami, jak pluszowe misie i kocyki. Te „obiekty przejściowe” wydają się pełnić funkcję łagodzenia niepokoju związanego z oddzieleniem od głównej figury przywiązania. Ów lęk przed separacją sygnalizuje początek indywiduacji, ponieważ oznacza jakąś niejasną świadomość, że można rozdzielić dziecko i osobę pełniącą funkcję macierzyńską, a stąd wynika, że są odrębnymi bytami. Razem z lękiem separacyjnym niemowlę może doświadczać paniki, równoważnej z rozpadem self, kiedy układ symbiotyczny jest zagrożony. W trakcie tej fazy mogą pojawić się problemy, jeśli ten układ symbiotyczny nie jest dość silny albo zaspokajający potrzeby albo jeśli od dziecka, z jakiegokolwiek powodu, wymaga się, żeby się „wykluło”, a potem przedwcześnie lub nagle dążyło do odseparowania (Mahler, 1968). Jak zostanie to szczegółowo omówione w kolejnej części niniejszej książki, struktury schizoidalne i oralne są przypuszczalnie funkcją zaburzeń w tych wczesnych okresach od urodzenia do fazy różnicowania. Integracja teorii relacji z obiektem i analizy charakteru sugeruje, że te dwie patologie wynikają z niepowodzeń we wczesnym symbiotycznym przywiązaniu oraz w jego płynnym i stopniowym rozpuszczeniu w kierunku indywiduacji.
Praktykowanie
Faza praktykowania pojawia się między dziesiątym a osiemnastym miesiącem życia, kiedy dziecko zaczyna być coraz bardziej pochłonięte rozwojem swoich autonomicznych funkcji i wynikającym z nich opanowaniem świata, na które te umiejętności pozwalają. Ma coraz większe umiejętności uczenia się, postrzegania i rozróżniania, ale być może jeszcze ważniejsze dla niego jest to, że w tym okresie zaczyna poruszać się w pozycji wyprostowanej. Na początku fazy praktykowania niemowlę zazwyczaj nadal raczkuje w pobliżu bezpiecznej sfery przebywania rodziców, ale zaczyna odkrywać zarówno swoje możliwości, jak i otaczający je świat. W końcu, dzięki magii dojrzewania i wytrwałości w stosowaniu metody prób i błędów, nauczy się chodzić. Wraz z tą nową umiejętnością pojawia się zupełnie nowe spojrzenie na świat. To szczególnie piękne chwile, w których można zauważyć, że dziecko ma „romans ze światem” (Greenacre, 1957) i „wydaje się oszołomione własnymi umiejętnościami i wielkością otaczającego je świata” (Mahler, 1972, s. 7). W miarę odkrywania świata dziecko przejawia ogromną odporność na upadki, potknięcia i frustracje, wykazując niepohamowaną wolę życia oraz radość z własnych możliwości i odkryć. W fazie praktykowania dziecko może być tak tym wszystkim pochłonięte, że wydaje się nie zważać na obecność matki. Jednak okresowo wraca do niej, najwyraźniej od czasu do czasu potrzebując jej fizycznej bliskości, jakby chciało naładować baterie. Zasadniczo jest aktywne, ale może zwolnić tempo i wydawać się skupione wewnętrznie, gdy w pobliżu nie ma rodziców.
Z dowodów eksperymentalnych wynika, że w tym okresie małe dziecko zaczyna wyobrażać sobie przedmioty, których nie widzi, a tym samym budować reprezentacje, które w ciągu całego procesu indywiduacji ostatecznie utrwalą się w postaci trwałych i odrębnych reprezentacji self i innych obiektów. Poczucie wielkości dziecka i jego wiara we własną magiczną wszechmoc „w znacznym stopniu nadal wynikają z poczucia udziału dziecka w magicznych mocach matki” (Mahler, 1968, s. 20). Według Mahler w tym momencie nadal istnieje „symbiotyczna dwoista jedność” i „nadmierne poczucie wszechmocy”, które wynikają z pojawiających się u dziecka autonomicznych funkcji połączonych z magicznymi mocami matki w reprezentacji self. W tym momencie świat staje przed nim otworem.
Ponowne zbliżenie
Faza ponownego zbliżenia przypada na okres od piętnastego do dwudziestego czwartego miesiąca życia. Około piętnastego miesiąca dziecko zaczyna mieć potrzebę dzielenia się swoimi odkryciami z osobą pełniącą funkcję macierzyńską i odnosi się do niej bardziej jako do niezależnej jednostki niż tylko „bazy” służącej zaspokojeniu potrzeb, która stanowi przedłużenie samego siebie. Pierwszą oznaką tej zmiany jest nowy nawyk dziecka, który polega na nieustannym przynoszeniu różnych rzeczy rodzicowi i na częstym kładzeniu mu na kolanach swoich znalezisk ze świata. Wymagania dziecka nieco się zmieniają z potrzeby ponownego naładowania baterii w potrzebę zdobycia zainteresowania rodziców i ich udziału w procesie odkrywania. W ślad za tą zmianą pojawia się większa świadomość odrębności innych osób w świecie i większe zainteresowanie interakcjami społecznymi. W wieku około osiemnastu miesięcy dziecko opanowuje pionizację w chodzeniu, a kiedy ją osiągnie, wydaje się nieco mniej pochłonięte tą i innymi funkcjami autonomicznymi. Staje się bardziej niezależne od rodziców niż kiedykolwiek wcześniej, a wraz z rozwojem zdolności poznawczych zyskuje coraz większą świadomość swojej odrębności. Pomimo zwiększonych i nadal rozwijających się zdolności poznawczych i motorycznych, dziecko zaczyna sprawiać wrażenie bardziej bezbronnego. Nie jest już odporne na frustrację i urazy, i może wielokrotnie okazywać rozczarowanie tym, że gdy upadnie lub się o coś uderzy, matka natychmiast się przy nim nie pojawia, aby je uspokoić. Dziecko będzie wykazywać zwiększony lęk w przypadku rozłąki i przestaje być nieświadome obecności albo nieobecności matki. Może rozwijać mniej lub bardziej stałą obawę związaną z miejscem przebywania matki i angażować się w liczne działania polegające na podążaniu za nią i aktywnym nawiązywaniu z nią kontaktu, pokazywaniu jej różnych rzeczy i próbach przyciągnięcia jej uwagi. Gdy dziecko zaczyna naprawdę doświadczać frustracji życiowych, to tak, jakby musiało zmierzyć się z faktem, że przeceniło siebie w tej euforii poczucia wszechmocy, którą odczuwało w fazie praktykowania. Uświadamia sobie, że wcale nie jest wszechmocne ani nie jest połączone z matką i nie posiada jej magicznych mocy. Świadomość separacji jeszcze bardziej konfrontuje je z własną bezradnością. Mahler (1972, s. 9) pisze:
Na samym szczycie poczucia panowania nad światem… do tego małego dziecka zaczęło już docierać, że świat wcale nie stoi przed nim otworem, że musi sobie z nim radzić w mniejszym lub większym stopniu „na własną rękę”, bardzo często jako stosunkowo bezradna, mała i odrębna jednostka, niezdolna do wezwania pomocy czy wsparcia poprzez samo odczuwanie takiej potrzeby albo dawanie jej wyrazu.
W trakcie tej fazy dziecko jest bezbronne, narażone na lęk separacyjny i frustracje związane ze swoją zależnością, a także na dalsze ograniczenie autonomii i spadek poczucia własnej wartości. Potrzeby zależności i niezależności wchodzą ze sobą w głęboki konflikt, ponieważ pierwotny lęk dziecka stopniowo zmienia się z lęku przed utratą obiektu w lęk przed utratą miłości tego obiektu. Pomoc dziecku w przejściu przez ten okres wewnętrznego konfliktu i rosnącej świadomości może być trudna, ponieważ jednocześnie staje się ono bardziej niezależne, ale też bardziej zaangażowane w udział rodziców w swoim świecie i zaspokajaniu swoich potrzeb. Część rodziców będzie w jak najbardziej naturalny sposób nalegać, żeby „wreszcie wydoroślało”, podczas gdy inni z radością powitają jego powrót do zależności i będą je infantylizować. Te nieporozumienia i konflikt, które stanowią nieodłączne elementy tego okresu, będą wzmacniać postrzeganie odrębności, podobnie jak konieczność używania języka do komunikowania się i rozwiązywania bardziej złożonych spraw. Dziecko potrzebuje nieustannego i przewidywalnego zaangażowania ze strony rodzica, a także jego gotowości do odpuszczenia i zachęcania do samodzielnego rozwoju. Jest to prawdopodobnie najważniejsza faza indywiduacji ze względu na wrażliwość dziecka, budzącą się świadomość, sprzeczne wymagania i kluczowe lekcje tego okresu. W tym czasie wyraźnie widać psychiczną obronę polegającą na „rozszczepieniu”, w wyniku której dziecko wydaje się mieć dwa skrajne, niezintegrowane poglądy na ten sam obiekt, zwłaszcza na matkę. Postrzega ją albo jako „dobrą”, opiekuńczą i satysfakcjonującą, albo jako „złą”, frustrującą – ale nie jako jednolity obiekt, zarówno „dobry”, jak i „zły”.
W trakcie tej fazy rozwoju pewne elementy bolesnej rzeczywistości stają się nieuniknione. Rodzic i dziecko przestają być jednością, lecz stanowią odrębne byty. Dziecko przestaje być we władaniu magicznych mocy rodzica, ale może niechętnie się im poddawać. Rodzic nie jest aż tak dobry ani wszechpotężny. Dziecko nie jest wszechmocne, a jego zdolność do kontrolowania świata okazuje się bardzo ograniczona. Bolesne rozprawianie się z tymi realiami jest określane jako „kryzys ponownego zbliżenia” (Mahler, 1972), i trwa od osiemnastego do dwudziestego pierwszego miesiąca życia. To najbardziej dramatyczna faza ponownego zbliżenia, gdy większość dzieci wykazuje więcej napadów złości, rozszczepienia, negatywnych reakcji na separację i ograniczenia oraz otwarty konflikt między autonomią a zależnością. Konflikty te często rozgrywają się w dramatycznych walkach z rodzicami, których wynik może kształtować charakter dziecka. Aby porzucić urojenie wielkości i złudzenie bycia jednością, dziecko musi przegrać część tych walk, ale „wystarczająco dobry rodzic” (Winnicott, 1965/2018) pozwoli dziecku przejść od złudzenia do rzeczywistości bez nadmiernego lęku lub wstydu. Dziecku, aby mogło się w zdrowy sposób rozwijać, trzeba pozwolić na sprzeciw bez utraty wsparcia, miłości i akceptacji rodziców. I chociaż niektóre próby sił musi przegrać, ważne, by nie zostało pokonane w swoich próbach indywiduacji. To właśnie podczas fazy ponownego zbliżenia presja kultury w postaci nauki korzystania z toalety, aktywności związanych z jedzeniem i innych zachowań wymaganych przez kulturę stanowi duże wyzwanie zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców.
Dziecko będzie szczególnie skłonne do idealizowania rodzica, początkowo postrzegając go jako osobę posiadającą moc, która chroni je przed bolesnymi doświadczeniami, z jakimi musi się zmierzyć. Jednym ze spostrzeżeń, które pojawiają się w tym okresie jest to, że rodzic nie jest wszechmocny i nie zawsze może ochronić dziecko przed przeciwnościami losu. Dopóki postać rodzica jest postrzegana bardziej z punktu widzenia potrzeb dziecka i jego systemu urojeniowego, rodzic jest „obiektem self”, a nie „obiektem rzeczywistym”. Jednym z podstawowych zadań tego okresu jest to, żeby zacząć przechodzić od postrzegania innych wyłącznie w odniesieniu do własnych potrzeb (self-obiekt) do postrzegania innych jako odrębnych jednostek z własnymi potrzebami i ograniczeniami (obiekt rzeczywisty).
Pod koniec fazy ponownego zbliżenia następuje zazwyczaj osłabienie tej walki i utrwalenie rozwiązań wielu zadań rozwojowych pojawiających się w tej i wcześniejszych fazach. Wraz z dalszym rozwojem języka i innych umiejętności, które przyczyniają się do poczucia biegłości, dziecko wydaje się akceptować wiele problemów związanych z ponownym zbliżeniem. Mówi się, że w tym momencie ustanawia ono „optymalną odległość” od matki – odległość zapewniającą optymalny poziom bezpieczeństwa i wolności.
Tożsamość i stałość obiektu
Czwarta faza procesu separacji-indywiduacji została określona jako dziecko na drodze do stałości obiektu (Mahler, 1972) i trwa od dwudziestego drugiego do trzydziestego miesiąca życia. W trakcie tej fazy dziecko osiąga realistyczną i spójną wewnętrzną reprezentację obiektu miłości, który staje się dostępny wewnętrznie jako wsparcie, pocieszenie i miłość, podobnie jak rzeczywisty rodzic, który wcześniej był dostępny zewnętrznie. Zanim dziecko osiągnie stałość obiektu, może stosować mechanizm obronny zwany rozszczepieniem, w którym jest w stanie utrzymać tylko jednostronne wewnętrzne reprezentacje rodzica – albo „dobrego rodzica”, który je pielęgnuje, wspiera i kocha, albo „złego rodzica”, który je odrzuca, karze czy rozczarowuje. Zarówno ta „dobra”, jak i ta „zła” reprezentacja będą przechowywane przez dziecko, ale będą one „rozszczepione” lub wzajemnie się wykluczające tak, że nie mogą być przechowywane jednocześnie. Dzięki stałości obiektu dziecko może zintegrować te przeciwstawne reprezentacje w spójny, realistyczny i ambiwalentny konstrukt – rodzica. Dzięki osiągnięciu tej trwałej reprezentacji może zacząć utrzymywać uczucia przywiązania i miłości nawet, jeśli obiekt nie zaspokaja jego potrzeb i doceniać go za coś więcej niż tylko za jego funkcję źródła zaspokajania potrzeb. Rzeczywiście stałość obiektu jest ogólnie rozumiana jako podstawa prawdziwej miłości między ludźmi, ponieważ druga osoba nie jest doceniana wyłącznie jako źródło „narcystycznych zasobów”, ale postrzegana jako wyjątkowa jednostka sama w sobie, wobec której można odczuwać empatyczną troskę. Wraz z rozwojem zdolności do kochania dziecko prawdopodobnie zaczyna rozumieć również i to, na czym polega bycie kochanym. Teoretycy relacji z obiektem sugerują, że pierwotny lęk przekształca się wówczas z lęku przed utratą obiektu w lęk przed utratą miłości obiektu (Blanck i Blanck, 1974).
Faza edypalna
Z psychoanalitycznego punktu widzenia dziecko wchodzi w sytuację edypalną około trzeciego roku życia, kiedy to staje się możliwe utworzenie prawdziwego trójkąta. Wraz z trwale rozróżnionymi reprezentacjami self, matki i ojca, pojawia się możliwość prawdziwej miłości do obiektu i rywalizacji z obiektem. Teoretycy relacji z obiektem wnoszą swój wyjątkowy wkład tylko do tego przełomowego momentu, w którym podstawowe psychoanalityczne rozumienie sytuacji edypalnej jest takie samo w teorii relacji z obiektem i teorii analizy charakteru. Dlatego też wstępny zarys fazy edypalnej zostanie przedstawiony w kontekście analizy charakteru.
Badania nad charakterem liczą tyle lat, co współczesna psychiatria, ponieważ poświęcone są opisowi konfiguracji spójnych zachowań ludzkich w danym czasie i sytuacji (np. Freud, 1913/2007; Jones, 1919; Abraham, 1921). W rzeczywistości cała praca kliniczna, niezależnie od jej rodzaju, poświęcona jest problemom, które są niezmienne i charakterystyczne. Z wyjątkiem interwencji kryzysowych i pojedynczych przypadków nagłych zaburzeń, większość ludzi szuka pomocy terapeutycznej lub zostaje skierowana na interwencję terapeutyczną z powodu niepożądanych, ale jednak utrzymujących się afektów, zachowań i schematów poznawczych.
Osoby zajmujące się badaniem charakteru zazwyczaj analizują najbardziej podstawowe cechy leżące u jego podstaw lub metacechy, zakładając, że wszystkie inne cechy, zarówno symptomatyczne, jak i zgodne z ego, wywodzą się właśnie z tych podstawowych struktur. Teoretycy charakteru zazwyczaj twierdzą, że dopóki te podstawowe struktury nie ulegną w jakiś sposób zmianie, struktury pochodne będą albo się utrzymywać, albo zmieniać formę. W terminologii psychoanalitycznej charakter składa się ze stabilnych sposobów, za pomocą których ego godzi nieuniknione konflikty pomiędzy wewnętrznymi strukturami psychicznymi oraz między tymi strukturami a wymaganiami środowiska. Ponieważ te sposoby radzenia sobie z problemami mają za sobą historię sukcesów i zazwyczaj są długotrwałe, istnieje opór przed ich zmianą. Zwłaszcza gdy zostały one wykute w tyglu ekstremalnego zagrożenia, kojarzą się z łagodzeniem tego zagrożenia i w konsekwencji są niezwykle odporne na zmiany.
Szkoły bioenergetyczne i szkoły nawiązujące do koncepcji Reicha stały się najbardziej aktywne w poszukiwaniu koncepcji charakterologicznych i uważam, że zapewniają one najbogatsze współczesne wyjaśnienie tego zagadnienia. Zarówno ze względu na niezwykłe idee, które Reich wyznawał pod koniec życia, jak i niezwykłe techniki terapii reichowskiej i bioenergetycznej, cenny wkład tych poglądów dotyczących charakteru w bardziej „tradycyjnych” czy „szanowanych” kręgach często pomijano lub wręcz ignorowano. Uważam to za wyjątkowo niefortunne zjawisko, ponieważ w trakcie wszystkich moich poszukiwań i wędrówek przez różne rewiry – od klasycznej psychoanalizy po „radykalne” ruchy transformacyjne – nie znalazłem niczego bardziej wartościowego.
Można odrzucić wszystkie metody inspirowane koncepcją Reicha i metodę bioenergetyczną, a mimo to czerpać wiedzę z bogatej struktury teoretycznej, która pozwala zrozumieć podstawowe konflikty ludzkie w ich typowym charakterologicznym rozwiązaniu. Podczas gdy teoria relacji z obiektem wnosi wiele do zrozumienia naturalnej ewolucji ego u człowieka, współczesna teoria charakterologiczna oferuje równie potężne zrozumienie ewolucji podstawowych potrzeb ludzkich i podstawowych konsekwencji afektywnych związanych z niezaspokojeniem lub frustracją tych potrzeb. Dzięki połączeniu wglądów dotyczących rozwoju poznawczego i doświadczeń afektywnych staje się możliwe bardziej holistyczne i strukturalne zrozumienie funkcjonowania i patologii człowieka. Dzięki temu osiągnąłem znacznie pełniejsze niż kiedykolwiek wcześniej zrozumienie tego, co tak naprawdę dzieje się z każdym indywidualnym klientem. Właśnie tą głęboką i coraz bardziej spokojną wiedzą na temat kondycji ludzkiej pragnę się podzielić.
Robert Hilton zaproponował najbardziej wymowny i zwięzły zarys koncepcji charakterologicznej, podkreślając wrodzone ludzkie potrzeby, charakterystyczne formy ich frustracji i będące ich następstwem rozwiązania charakterologiczne. Oto „krótkie opowiadanie” albo rozwój charakteru według Hiltona (1980, s. 178–179).
Pierwotna organiczna autoekspresja (ang. OOSE, original organismic self-expression) to pulsacyjny ruch rozszerzania się i kurczenia. Obejmuje ona sięganie i przyjmowanie, kurczenie się i wchłanianie poprzez trawienie. Przykład tego procesu stanowi badana pod mikroskopem protoplazma. Podobnie jak ameba.
Ten podstawowy ruch życiowy kieruje organizmem człowieka w środowisku ku zaspokojeniu jego potrzeb, a poprzez kontakt z otoczeniem buduje strukturę, w której widoczna jest rosnąca niezależność i samostanowienie. Człowiek rozpoczyna swoje życie od organicznej deklaracji prawa do istnienia, a następnie wyraża swoje potrzeby, potwierdza swoją niezależność i ostatecznie rozmnaża się poprzez wyrażanie miłości i seksualności. Siła tych podstawowych przejawów zmienia się wraz z rozwojem organizmu i stopniem zaspokojenia każdej z podstawowych potrzeb przez środowisko. Gdy prawo do istnienia jest od początku kwestionowane, człowiek może spędzić resztę życia na walce o potwierdzenie tej najbardziej z podstawowych form ekspresji. Wszystkie kolejne podstawowe przejawy zostają zminimalizowane lub zniekształcone w próbie wypełnienia istniejącego wcześniej braku.
Frustracja ze strony rodziców i otoczenia może blokować próby samorealizacji organizmu. Ta negatywna energia może być skierowana bardziej przeciwko rozwijającym się odruchom rozszerzania-kurczenia (jak w strukturze oralnej) lub bardziej przeciwko potrzebom kurczenia-niezależności organizmu (jak w strukturach masochistycznych).
Gdy ta frustracja się utrzymuje, organizm, podejmując próbę przetrwania, zaczyna hamować odruchy, które wywołują negatywną reakcję w środowisku. To zahamowanie jest strukturalnie zakorzenione w organizmie w formie skurczu mięśni, który mówi tym odruchom „nie”.
Poprzez to świadome użycie mięśni ego hamuje owe odruchy i w ten sposób identyfikuje się z zakazami rodziców lub otoczenia. W wyniku tego procesu ego tworzy wzorzec zachowania, który zapewnia przetrwanie kosztem spontanicznej witalności organizmu. To wymuszenie wprowadza podział do jednolitej funkcji organizmu, a człowiek zaczyna prowadzić wojnę z samym sobą. Walka z otoczeniem staje się teraz uwewnętrznioną walką między podstawowymi rytmami organizmu a jego próbami przetrwania. Ten wzorzec zachowania dotyczący przetrwania staje się ideałem ego i częścią postawy charakteru, która jest zagrożona przez pełne życia ciało. Aby zmniejszyć zagrożenie dla przetrwania, rytmy i pulsacja ciała muszą być kontrolowane poprzez spowolnienie oddychania i ograniczenie świadomości.
Ta postawa przetrwania wobec rzeczywistości rozwija się zgodnie z tymi ideałami i zablokowanymi odruchami. Iluzja bezpieczeństwa jest podtrzymywana za pomocą kontroli ego. W przypadku oralnej struktury charakteru ta blokada dotyczy głównie wychodzenia do innych. Mówi: „Nie wychodź do innych, bo zostaniesz porzucony”. Oczywiście w związku z tym ta osoba postrzega świat jako taki, który ją czegoś pozbawia, a jej celem jest znalezienie kogoś, kto się nią zaopiekuje. Jednak ideał ego tej osoby dotyczący niezależności i samowystarczalności nie pozwala jej ulec swoim potrzebom. W ten sposób ta osoba znajduje się w stanie ciągłej frustracji. Masochista blokuje swoją niezależną autoekspresję. Uważa, że cena niezależności jest zbyt wysoka pod względem poczucia winy, więc postrzega świat jako opresyjny i obciążający. Jednocześnie jego ideał ego prowadzi go do poszukiwania odpowiedzialności za opiekę nad innymi.
Ponieważ bezpieczeństwo organizmu zależy od akceptacji rodziców i środowiska, funkcja autoekspresji musi być pod kontrolą. Uczucie jest takie: „Jeśli będę wyrażał siebie, stracę poczucie bezpieczeństwa” albo „Jeśli pozwolę sobie na spontaniczny ruch, poczuję przerażenie i lęk”. Właśnie takie uczucia pojawiają się, kiedy osoba o oralnej strukturze charakteru prosi o pomoc i mówi: „Potrzebuję cię” albo gdy masochista odrzuca czyjąś prośbę o pomoc i mówi: „Nie potrzebuję cię”.
Lęk pojawia się, gdy osoba utyka gdzieś pomiędzy poczuciem bezpieczeństwa a autoekspresją. Lęk wyłania się, kiedy dana forma organizmu nie pozwala na rozwój za pomocą dostępnej energii. Gdy jakiś kiełkujący bodziec napotyka w organizmie na blokadę „bezpieczeństwa”, potrzeba organizmu zostaje zablokowana przez ideał ego albo postawę związaną z charakterem.
