Pozwól mi być przy Tobie - Natalia Sońska - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Pozwól mi być przy Tobie ebook i audiobook

Sońska Natalia

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

19 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy można na nowo zaufać komuś, kto już raz złamał serce?

Laura wie, jak smakuje porzucenie. Wie też, że raz utracone zaufanie nie wraca ot tak - bez lęku, bez wątpliwości, bez bólu. Kiedy Wojtek ponownie pojawia się w jej życiu, oboje są już innymi ludźmi. On gotów jest czekać i walczyć. Ona - rozdarta między głosem serca a rozsądkiem - boi się zaryzykować.

Tymczasem w ich najbliższym otoczeniu miłość również przechodzi próbę. W przeddzień ślubu Julka otrzymuje zdjęcia, które mogą zniszczyć wszystko. Zdrada, wstyd i ucieczka wystawiają uczucia na ciężką próbę, a decyzje podjęte w strachu mogą kosztować więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Gdy przeszłość Wojtka wraca, a życie brutalnie przypomina, że wszystko można stracić w jednej chwili, Laura staje twarzą w twarz z tym, czego boi się najbardziej: że jeśli nie wybaczy, zostanie jej tylko żal.

Ale czy można znów zaufać komuś, kto już raz odszedł?

I czy miłość wystarczy, gdy lęk wciąż szepcze, że historia może się powtórzyć?

Pełna napięcia opowieść o drugich szansach, ryzyku i o tym, że czasem największym dowodem miłości jest decyzja, by zostać - bez względu na wszystko.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 348

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 52 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Agata Jarosz

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Kolekcje



1.

Z mocnego snu zaczęły budzić mnie odgłosy dobiegające z głębi mieszkania. Coraz wyraźniejsze, świadczące jednoznacznie o tym, że nie byłam w nim sama. Na wpół śpiąc, próbowałam pozbierać myśli, by dojść do tego, kto robił coś u mnie o tej porze, tak wcześnie rano. Bo było wcześnie, za oknem panowała jeszcze zupełna ciemność, do moich zamkniętych powiek nie dobiegał teraz żaden strumień światła. Jak stopklatki zaczęły wracać do mnie wspomnienia wczorajszego wieczoru i całej nocy, podobnie jak towarzyszące im wtedy emocje. A gdy rozchyliłam nieznacznie oczy, wciąż zmęczona i niewyspana, przypomniawszy sobie powoli, skąd wziął się u mnie ten stan, na moment wstrzymałam oddech. A potem znów zawirowało mi w głowie, gdy uświadomiłam sobie, kto krzątał się po moim mieszkaniu. I dlaczego.

Zakryłam oczy przedramieniem, wzięłam głęboki wdech, a potem powoli wstałam, wiedziałam bowiem, że nie mogę tak po prostu zignorować tej obecności. Zarzuciłam na siebie cienki szlafrok, a potem po cichu wyszłam z sypialni. I w sumie to nie wiem, dlaczego się skradałam, byłam przecież u siebie.

– Hej – powiedziałam niepewnie, mrużąc oczy od ostrego światła zapalonego w salonie, i zacisnęłam ramiona w pasie. – Dlaczego nie śpisz?

Julka odwróciła się gwałtownie w moją stronę. Oczy wciąż miała zaczerwienione od łez, twarz opuchniętą, a wzrok przestraszony i zrezygnowany jednocześnie. Nie dziwiłam się jej ani trochę, bo wszystko to, co opowiedziała mi wczoraj, nadal wprawiało mnie w osłupienie, niemniej starałam się, a przede wszystkim chciałam być dla niej teraz oparciem. Dosłownie także. Dlatego podeszłam do niej i wyciągnąwszy ramiona, przytuliłam ją mocno, gdy zauważyłam, że znów zbiera jej się na płacz.

– Nie zmrużyłam oka… Przepraszam, że cię obudziłam, ale nie mogłam znaleźć ładowarki w plecaku. – Pociągnęła nosem.

– Nie szkodzi, nic się nie stało, tylko… – Wzięłam głęboki wdech. – Miałam nadzieję, że uda ci się przespać choć chwilę, odpocząć… Nie myśleć… – Skończyłam niemal szeptem, gładząc wciąż jej plecy, którymi raz po raz wstrząsały spazmy tłumionego płaczu.

– Jak miałabym nie myśleć, Laura… – Julka znów pociągnęła nosem. – W najczarniejszych snach mi się nie śniło, że mój wieczór panieński skończy się w taki sposób…

– Julka… – Odsunęłam ją od siebie na odległość ramion. – Wiem, że wciąż przemawiają przez ciebie emocje, że jesteś wzburzona i wcale ci się nie dziwię. Masz do tych wszystkich negatywnych odczuć prawo. Ale jestem prawie pewna, że da się to jakoś wytłumaczyć. Musisz tylko pozwolić Krzyśkowi dojść do głosu, bo on najprawdopodobniej jeszcze o niczym nie wie…

– Jasne, na pewno nie wie – wyrzuciła z siebie głosem pełnym jadu. – Zapewne śpi sobie jeszcze w ramionach tej…

– Mała… – Potarłam jej ramiona. – To są zdjęcia, które dostałaś z nieznanego numeru telefonu, być może sfabrykowane albo zrobione tak, żebyś właśnie w taki sposób zareagowała. Wiem, że to, co powiem, jest banalne, ale jednak… wieczory kawalerskie rządzą się swoimi prawami, podobnie jak panieńskie, my przecież też…

– Nie porównuj striptizera, na którego tylko patrzyłyśmy, z jakąś lafiryndą obmacującą i całującą się z moim… no właśnie, już nawet sama nie wiem kim..

Ten fakt w całej tej historii był najbardziej porażający, ale mimo wszystko dla mnie wciąż niezrozumiały. Tym bardziej że Krzysztof uchodził dotąd za spokojnego, poukładanego mężczyznę, szanowanego młodego lekarza, trudno było więc pojąć to, co zobaczyłyśmy wczoraj. Dlatego miałam szczerą nadzieję, że gdy emocje opadną, wszystko naprawdę da się jakoś wytłumaczyć. Nie usprawiedliwić, bo takie wybryki, nawet pod wpływem alkoholu, nie podlegały usprawiedliwieniu. Ale wyjaśnić.

– Proszę cię tylko, żebyś nie podejmowała żadnej pochopnej decyzji. – Popatrzyłam jej uważnie prosto w oczy. – I przede wszystkim, żebyś dała się wypowiedzieć Krzyśkowi.

– A nie uważasz, że chcąc się bronić, powie wszystko, co…

– Co chciałabyś usłyszeć? – zapytałam twierdząco. – A znając swojego narzeczonego – podkreśliłam ostatnie słowa – uważasz, że byłby zdolny do takiej manipulacji?

– Ja nie wiem, czy go znam. Nie podejrzewałam go przede wszystkim o coś takiego, co zrobił wczoraj. I tak, być może to wciąż są świeże emocje, ale nie potrafię w tej chwili spojrzeć na tę sytuację inaczej, po prostu nie umiem. – Znów zadrżał jej podbródek, a ja, nic nie mówiąc, ponownie ją uścisnęłam.

Te wszystkie emocje potrzebowały ujścia i ja też dobrze o tym wiedziałam. Jeśli Julka tego teraz potrzebowała, nie mogłam jej zabronić. Owszem, być może gdyby od razu spróbowała wyjaśnić tę całą niedorzeczną sytuację, oszczędziłaby sobie nerwów, łez i wątpliwości. Bo ja jakoś nie potrafiłam uwierzyć w to, że Krzysiek poszedł aż tak bardzo na całość, nawet pod wpływem alkoholu. Być może to był jakiś głupi żart jednego z jego kolegów, to najbardziej pasowało mi do sytuacji, ale nie mogłam też mówić, co ja bym zrobiła na jej miejscu, bo dopóki bym się na nim nie znalazła, nie miałam pewności, jak faktycznie bym się zachowała. Życie zresztą nauczyło mnie, że wyrokowanie i rzucanie osądów dotyczących konkretnych sytuacji było czymś złudnym. Nikt tak naprawdę nie mógł przewidzieć swojego zachowania, dopóki nie wszedł w czyjeś buty. Można było jedynie przypuszczać, choć często i tak, gdy życie stawiało nas przed konkretnym wyborem, w danej sytuacji, nasze postępowanie bywało zgoła odmienne od tego, którego wcześniej z taką pewnością się po sobie spodziewaliśmy.

– Chcesz, żebym…

– Nie – ucięła twardo. – Nie chodzi o to, że nie chcę, żebyś się wtrącała, w innym wypadku przecież bym się do ciebie nie zwróciła, tylko… Ja po prostu nie chcę z nim teraz żadnego kontaktu. Potrzebuję czasu.

– Tylko wiesz, że prędzej czy później…

– Wiem, będę musiała z nim porozmawiać. Ale nie teraz, nie mam na to siły.

Kiwnęłam więc tylko głową i raz jeszcze pogładziłam ramiona Julki. Wyglądała teraz na nieco spokojniejszą, jakby w końcu nadzieja i racjonalne argumenty zaczęły przebijać się przez złość, gorycz i niedowierzanie. I to nie tak, że chciałam, by nadzieja i wiara w Krzyśka, w to, że on przecież nigdy by tak nie postąpił, zaślepiły Julkę. Tak samo jak ona pragnęłam prawdy. Coś jednak bardzo mocno podpowiadało mi, że sytuacja ze zdjęć, które Julka dostała SMS-em podczas jej wieczoru panieńskiego, w rzeczywistości przedstawiała się zupełnie inaczej niż na tych fotografiach. I nie dawało mi to spokoju do tego stopnia, że gdy moja przyjaciółka poszła do łazienki, by wziąć długi prysznic, ja zaszyłam się w swojej sypialni i główkując nad tym, co powinnam zrobić, sięgnęłam w końcu po swój telefon. Przez chwilę wpatrywałam się w powoli jaśniejący za oknem świt, aż w końcu odblokowałam ekran i wybrałam numer Adama. On musiał coś wiedzieć i widzieć, przecież był w tym klubie razem z pozostałymi kumplami Krzyśka.

Gdy mój przyjaciel przez dłuższy czas nie odbierał, spojrzałam na zegarek. Nie dziwiło mnie to ani trochę. Uzmysłowiłam sobie, że przecież najpewniej dopiero niedawno skończyli imprezę, mógł zatem spać nieprzytomnie i nawet nie słyszeć telefonu. Przez chwilę łudziłam się, że może jeszcze nie poszedł spać i cokolwiek mi wyjaśni, pomyliłam się jednak. W sumie, pewnie był w takim stanie, że i tak niczego by mi nie wytłumaczył. A może nie odbierał, bo tam faktycznie wydarzyło się coś więcej? Może główkowali teraz…

Nie zdążyłam dokończyć myśli, bo w tej chwili się odezwał.

– Laura – usłyszałam niski, chrypliwy, dobrze mi znajomy głos. I to nie był głos Adama.

Moje ciało momentalnie się spięło, poczułam dosłownie każdy mięsień, a serce na moment się zatrzymało, by ruszyć po chwili w szaleńczy bieg w mojej piersi.

– Wojtek – odparłam bez tchu. – Dlaczego…

– Odbieram telefon Adama? – dokończył, gdy ja na ułamek sekundy się zawiesiłam. – Bo on nie jest w stanie. W sumie to nie wiem, czy nie powinienem zawieźć go na wytrzeźwiałkę. – Prychnął. – Pół godziny temu odebrałem mojego brata z kawalerskiego jego kumpla, tego waszego Krzyśka, zdaje się. Przywiozłem go do siebie, bo gdyby Marta zobaczyła go w takim stanie…

Chciałam powiedzieć, że sama była w nielepszym, gdy się żegnałyśmy, ale ugryzłam się w język. Ja sama do tej pory czułam, jak dudni mi w głowie, choć nie licząc Iwonki, wypiłam chyba najmniej ze wszystkich. I całe szczęście, bo mogłam w miarę trzeźwo zareagować na to, co wydarzyło się pod sam koniec naszej imprezy.

– A może… – wtrącił nagle, jakby coś sobie uświadomił – Coś z Martą? Dzwonisz o tej porze, a przecież wy też byłyście dzisiaj na wieczorze panieńskim. Coś się stało?

Westchnęłam ciężko. Nie potrafiłam kłamać ani udawać, a z drugiej strony nie chciałam wtajemniczać, bądź co bądź, obcego Julce i Krzyśkowi człowieka w ich prywatne, narzeczeńskie sprawy.

– Z Martą wszystko w porządku, napisała, gdy tylko dojechała do domu – powiedziałam spokojnie – Chodzi o… coś innego.

– Rozumiem – odparł spokojnie, nie drążąc tematu. – Mam próbować go ocucić? Choć obawiam się, że w tym stanie nic mądrego ci nie powie. Dawno go takiego nie widziałem, nie wiem, co oni tam pili, ale albo zapamiętają ten wieczór bardzo długo, albo nie będą pamiętali kompletnie nic.

– To byłoby bardzo wygodne w ich przypadku – mruknęłam oschle.

– To znaczy?

Podrapałam się nerwowo po głowie. Powinnam w tej chwili zbyć Wojtka nawet najzwyklejszym „nieważne”, ale… od jakiegoś czasu nie potrafiłam go już tak obcesowo traktować. Nawet jeśli w tej sytuacji taka odpowiedź nie byłaby niczym nie na miejscu, bo w końcu to nie była jego sprawa. A jednak…

– Obawiam się, że ich impreza nieco wymknęła się spod kontroli – powiedziałam w końcu.

– Co masz na myśli? – Wyraźnie się zainteresował.

– Nie chciałabym… – Zawiesiłam na chwilę głos, po czym zamknęłam na chwilę oczy i powiedziałam w końcu zrezygnowana: – Przepraszam, nie mogę cię w to wtajemniczać. Sprawa nie dotyczy bezpośrednio mnie, a dopóki się jakoś nie wyjaśni, nie chcę tego jeszcze bardziej rozdmuchiwać. Mogę ci jedynie powiedzieć, że mam nadzieję, że to jedno wielkie nieporozumienie, które da się jakoś wyjaśnić, bo w innym wypadku… – Sama nawet nie chciałam o tym myśleć.

– Jasne, rozumiem. W takim razie trzymam kciuki, żeby było tak, jak mówisz – odparł łagodnie.

– Dzięki – rzuciłam i już miałam się pożegnać, gdy Wojtek znów mnie zagadnął:

– A ty, jak się bawiłaś? Brzmisz dość… trzeźwo.

– Nie potrzebuję alkoholu, żeby się dobrze bawić, Wojtek – upomniałam go, lekko się uśmiechając, po czym dodałam: – Do pewnego momentu było świetnie, a potem…

– Nastąpił ciąg dalszy, o którym nie bardzo możesz mówić – znów podsumował.

– Zgadza się – Przyznałam. – Co nie zmienia faktu, że też wróciłyśmy do domu stosunkowo niedawno, a ja spałam zaledwie trzy godziny, więc…

– Oczywiście. Idź, odeśpij. A ja przekażę Adamowi, że dzwoniłaś, gdy już odzyska zdolność myślenia. Tylko nie łudziłbym się, że nastąpi to przed wieczorem. – Zaśmiał się.

– Mimo wszystko będę czekać. Dziękuję – odparłam.

Nie wiem, dlaczego się zawahałam, zanim się rozłączyłam. Jakbym nie chciała się z nim jeszcze żegnać. I on też nie zakończył połączenia, słyszałam po drugiej stronie jego spokojny, powolny oddech, a po chwili świst powietrza, jakby właśnie miał coś powiedzieć. Ale nie zrobił tego. Oboje więc czekaliśmy, nie wiadomo na co. Na to, aż to drugie się rozłączy? A może na coś więcej? I choć na moje usta cisnęło się coś jeszcze, to nie potrafiłam tego z siebie wydusić. I nie potrafiłam dopuścić do siebie tej myśli, że w jakiś sposób… zaczynało mi go… Nie. Obiecałam sobie jakiś czas temu, że i ja nie dam się ponieść emocjom, że to wszystko bardzo ostrożnie przemyślę, że rozważę wszelkie za i przeciw, i zrobię to bardzo, bardzo powoli, by przypadkiem czegoś nie przeoczyć. A jednak… Czułam teraz to narastające napięcie, a jakaś część mnie zapragnęła wyrwać się przed szereg.

– A może… – zaczęłam.

– Tak? – odpowiedział pośpiesznie.

Zacisnęłam oczy. Sama nie wiem, co tak naprawdę chciałam powiedzieć. Od tamtego dnia, kiedy Wojtek wszystko mi opowiedział, wiele się zmieniło. I nie chodziło o to, że zapomniałam o tym, jak mnie zranił, zostawił, jak odciął się na tyle lat, jak pozwolił, bym poukładała sobie życie bez niego, a potem w jednej chwili zburzył ten mój względnie poukładany porządek swoim pojawieniem się, nie. Po prostu… zmieniło się moje rozumienie tej sytuacji i choć nadal nie pojmowałam tego, jak mógł wtedy tak postąpić, to przynajmniej starałam się postawić w jego sytuacji. Wejść w jego skórę, w jego emocje, wyrzuty sumienia, stać się na chwilę tym dwudziestoparoletnim, przestraszonym chłopakiem, który tak bardzo się wtedy pogubił i który teraz, przede wszystkim, jako dorosły, dojrzały mężczyzna, żałował tego postępowania i, jak twierdził, chciał to wszystko naprawić. Nie wiem, co bym wtedy zrobiła na jego miejscu. Nie wiem, jak bym wtedy postąpiła, gdyby powiedział mi prawdę od razu. I nie wiedziałam, co powinnam zrobić teraz. Bo jakaś część mnie nie widziała żadnego sensu we wracaniu do przeszłości. W chwili, gdy Wojtek wyjawił mi prawdę o swoim odejściu, poczułam ulgę, jakby wszystkie zapadki tej historii wskoczyły na swoje miejsca, jakby w końcu została wyjaśniona i… domknięta. Ale w taki sposób, by już do niej nie wracać, nigdy więcej. A z drugiej strony… On nadal mnie intrygował, nadal miałam słabość do jego przenikliwego spojrzenia, do tego, co i jak mówił, jakbym pod maską dorosłego mężczyzny widziała tamtego Wojtka, mojego Kosę, za którym, chcąc nie chcąc, bardzo długo tęskniłam, był bowiem miłością mojego życia, a jej strata nie pozwoliła mi przecież przez wiele lat zbudować żadnej poważnej relacji. Tylko… czy był w ogóle sens się w to ponownie angażować? Byliśmy już zupełnie innymi ludźmi, z innymi doświadczeniami, z inną, dziesięcioletnią historią. Czy więc był sens walczyć w tej sytuacji o coś więcej poza przebaczeniem?

– Laura? – usłyszałam nagle jego głos. – Jesteś tam?

– Jestem, jestem. – Odchrząknęłam, uświadomiwszy sobie, że zamyśliłam się na zbyt długo. – Może mógłbyś… – Zacisnęłam mocno powieki, wymyślając naprędce coś zupełnie innego, niż miałam zamiar pierwotnie powiedzieć. – Może mógłbyś wybadać delikatnie Adama, jeśli oczywiście sam się pierwszy nie wygada, co tam się właściwie działo na tym kawalerskim? Jakie atrakcje zapewnili panu młodemu i czy wszystko, co miało miejsce, odbyło się… w granicach rozsądku?

– Dobrze, jeśli ci na tym zależy… – odpowiedział po chwili, jakby nieco zawiedziony tym, co usłyszał. – Tylko, Laura?

– Tak?

– Wiesz, że takie imprezy rządzą się swoimi prawami i…

– Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale chodzi mi właśnie o te granice rozsądku.

– Dobrze, dam ci znać.

– Dziękuję. I w takim razie… cześć? – zagaiłam nieśmiało, czekając na jego odpowiedź.

Ale znów zamilkł na kilka sekund, a gdy się ponownie odezwał, mnie znowu zabrakło na moment tchu.

– Laura, może moglibyśmy się spotkać? Porozmawiać, może zjeść razem obiad, kolację…

Śniadanie… dodałam z ironią w myślach i zganiłam się za to od razu w duchu. Bo tak, niestety, zdarzało się, że moje myśli uciekały w tym jednym kierunku, zbaczając ze ścieżki zdrowego rozsądku, racjonalizmu i przede wszystkim własnych zasad, której tak bardzo chciałam się trzymać. Ale w tej chwili… nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– Wojtek, ja… – Miałam dodać, że przecież powiedziałam mu ostatnio, że potrzebuję czasu, że nie potrafię tak z dnia na dzień powiedzieć mu, czy w ogóle chcę do tego wszystkiego wracać. Bo nie wiedziałam, toczyłam wciąż wewnętrzną walkę z samą sobą, pomiędzy tym, czego wymagał zdrowy rozsądek, a tym, czego domagała się moja wrodzona, przyziemna ciekawość.

– Rozumiem – odezwał się nagle, gdy cisza po mojej stronie stawała się coraz dłuższa. – Nie będę cię męczył, odpocznij.

Zacisnęłam oczy, słysząc wyraźnie zawód w jego głosie. Był autentyczny, czułam to. I mimo wszystko nie miałam mu za złe, że nawet nie próbował tego ukryć. Odnosiłam wręcz wrażenie, że od tamtego wieczoru wszystko, co robił, było do bólu szczere, jakby chciał pokazać ze wszystkich sił i na każdym kroku, że każda jego emocja jest po prostu prawdziwa. Z jednej strony to doceniałam, z drugiej – czułam presję.

– Sprawdzę, kiedy prowadzę zajęcia w najbliższym czasie i dam ci znać, dobrze? – powiedziałam na jednym wydechu, chcąc się przekonać, czy jeśli powiem to na głos, to będę czuła ten sam dyskomfort, jak dusząc taki kompromis w sobie. O dziwo, tak bardzo mnie ta propozycja nie ukłuła. Powiedziałabym nawet, że była całkiem uczciwa.

– Będę czekał – odparł nieco łagodniej.

– Cierpliwie? – Zagryzłam mimowolnie dolną wargę, w końcu lekko się uśmiechając.

Znów na moment zapadła między nami cisza. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, zadając mu to z pozoru niewinne pytanie, które mimowolnie, ale wyraźnie, znów skróciło dystans.

– Nie przeceniaj mnie. Dobrze wiesz, że…

– Wiem – przerwałam mu, bo mimo wszystko chyba wciąż nie mogłam się oswoić z jego otwartą manifestacją uczuć, chociaż w głębi duszy coraz bardziej zaczynało mi się to podobać. – Odezwę się.

– Ja też. Jak Adam się obudzi – wyjaśnił.

Podziękowałam mu, a potem w końcu się rozłączyłam i opadłam na poduszki, zakrywając oczy ramionami. W głowie dudniło mi od galopujących myśli, emocje mieszały się ze sobą, raz ganiąc mnie za to, że nie potrafię trzymać koniecznej odległości, by za chwilę złośliwie podpowiadać, że przecież ten człowiek, czy tego chcę, czy nie, wciąż mnie intryguje!

Miałam potworny mętlik w głowie, potrzebowałam czasu, by to wszystko przemyśleć, przetrawić i zastanowić się, co tak naprawdę czuję w tej całej sytuacji i czy nie lepiej byłoby po prostu tamten rozdział definitywnie zamknąć. Ta prawda, którą poznałam, była jeszcze zbyt świeża, bym mogła o czymkolwiek decydować. Postanowiłam jednak nie podejmować żadnych pochopnych decyzji i musiałam się tego trzymać. Nawet gdy emocje targały mną raz w jedną, raz w drugą stronę.

Starałam się więc „obyć z tematem”, zajmując jednak głowę to pracą, to zupełnie innymi sprawami. Dlatego też tak bardzo cieszyłam się na ten spontaniczny wieczór panieński Julki, którego ta, co prawda, nawet nie planowała. Podczas ostatniego babskiego spotkania w siedlisku, gdy Zosia i Alek opowiadali o swojej rocznicowej podróży, ktoś półżartem, półserio rzucił, że trzeba odpowiednio uczcić ten dobiegający końca stan panieńsko-kawalerski obojga przyszłych nowożeńców. Tydzień później my zorganizowałyśmy Julce wieczór w spa, a panowie zabrali Krzyśka do klubu, na klasyczną popijawę. Nikt się jednak chyba nie spodziewał, że ten wieczór będzie tak tragiczny w skutkach. I to w skutkach, które dopiero miały nadejść. Aż zadrżałam, gdy pomyślałam o tym, jaką Julka mogłaby podjąć decyzję, gdyby faktycznie okazało się, że Krzysiek ją wczoraj zdradził. I chyba nie tylko ja się tym martwiłam, bo niedługo później na mój telefon zaczęły przychodzić coraz to nowe wiadomości. Na razie od Iwonki, która chyba najbardziej przejęła się całą sytuacją, nie mogąc uwierzyć w to, co sama wczoraj zobaczyła w telefonie Julki.

W pewnym momencie bowiem, gdy bawiłyśmy się w najlepsze, korzystając z prywatnej strefy podkrakowskiego spa i delektując się szampanem, gdy snułyśmy plany idealnego życia zakochanych w sobie Julki i Krzyśka, dziewczyna dostała wiadomość z nieznanego numeru. Znajdowały się w niej jedynie wymowne zdjęcia z wieczoru kawalerskiego, przedstawiające przyszłego pana młodego w objęciach kobiety. A raczej to ona tkwiła w jego objęciach, siedząc mu okrakiem na kolanach w kusej spódniczce i samym biustonoszu. Na innym zdjęciu oboje pochłonięci byli namiętnym i bardzo, bardzo intymnym pocałunkiem. Ciężko było ocenić stan Krzysztofa na podstawie samych fotografii; moją jedyną nadzieją było jednak to, że chłopak był już wtedy w takim stanie, że nie wiedział, co się wokół niego dzieje. I nie chciałam go usprawiedliwiać, bo sama byłam na niego wściekła, ale znałam też realia wieczorów kawalerskich i domyślałam się, do czego potrafią być zdolne kobiety pragnące zabawy i rozochoceni zabawą kumple. I na to w tej historii liczyłam. I na skruchę Krzyśka, gdy już wytrzeźwieje i dotrze do niego, co nawywijał.

Teraz natomiast musiałam być najlepszym wsparciem dla przyjaciółki. Chciałam jej pomóc, jak tylko umiałam najlepiej. I przede wszystkim – musiałam przynajmniej spróbować ostudzić jej emocje, które definitywnie po czymś takim kazały jej zerwać zaręczyny i odwołać ślub. Dlatego zresztą zabrałam ją wczoraj do siebie, bo wiedziałam, że gdy pozwolę jej wrócić do ich wspólnego mieszkania albo, nie daj Boże, włóczyć się gdzieś po mieście w poszukiwaniu odwetu, sytuacja tylko się pogorszy. Najrozsądniej było więc po prostu nad tym wszystkim czuwać, nawet jeśli ostatecznie to była sprawa między nimi. Czasem hamulec w postaci przyjaciela był najlepszym, co mogło spotkać człowieka w podobnej sytuacji.

– Śpisz? – usłyszałam nagle szept i dopiero gdy otworzyłam oczy i odwróciłam się, zobaczyłam Julkę, nieśmiało zaglądającą do mojego pokoju.

– Nie, ja… – zawahałam się. – Nie, nie śpię. A ty? Nie chcesz się jeszcze zdrzemnąć?

– Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że nadal śpię, a to wszystko to jest tylko koszmar – powiedziała ponuro i przysiadła na brzegu materaca, po czym westchnęła ciężko i dodała: – Nie będę ci siedziała na głowię, ogarnęłam się trochę, więc pojadę do siebie.

– Julka, nie wiem, czy to jest dobry pomysł – przyznałam szczerze i usiadłam na łóżku.

– A co, myślisz, że są tam razem? – zaśmiała się gorzko, a potem od razu spoważniała i zobaczyłam, że w jej oczach znów zbierają się łzy.

– Nie. Myślę, że jesteś na razie zbyt wzburzona, by podejmować z Krzyśkiem jakieś rozmowy. Pozwól emocjom opaść, podejdź do tego na chłodno. Porozmawiaj z nim, ale nie pochopnie.

– Mam mu dać czas, żeby ułożył sobie jakąś bajkę na wytłumaczenie?

– Jeśli miał to zrobić, to zapewne już to zrobił – upomniałam ją. – Chodzi tylko i wyłącznie o ciebie i o twoje emocje, które w takim stanie jak teraz są zazwyczaj najgorszym doradcą.

– To co mam zrobić, Laura? Odpuścić?!

– Absolutnie nie odpuszczać. Dać sobie ochłonąć. – Popatrzyłam na nią znacząco, po czym podeszłam od drugiej strony łóżka. – Połóż się. – Odkryłam skrawek kołdry. – Spróbuj się jeszcze przespać. Mam jakieś ziołowe tabletki na lepszy sen, jeśli chcesz. Zrobię śniadanie, a gdy wstaniesz, pomyślimy, co dalej, dobrze?

– Przecież to oczywiste, że nie ma żadnego „dalej” – powiedziała cicho i niepewnie, a ja niemal czułam ten ból, który przez nią teraz przemawiał.

Nie chciałam jednak drążyć i przekonywać; liczyłam na to, że gdy się za jakiś czas obudzi, przynajmniej trochę ochłonie i zaczną docierać do niej te głosy, które zawsze wierzyły w lojalność Krzyśka. A przynajmniej że bez wzburzenia pozwoli mu się wypowiedzieć na ten temat.

2.

Julka obudziła się dopiero po południu. Emocje, nieprzespana noc, stres – to wszystko w końcu ją pokonało, organizm sam domagał się regeneracji. Nawet jeśli psychicznie wcale nie wypoczęła, to przynajmniej nie bałam się już, że w pewnym momencie zemdleje z osłabienia. Tym bardziej że nic nie chciała jeść. Nie dziwiłam jej się, że nie miała apetytu, ale mimo wszystko starałam się dopilnować, żeby zjadła cokolwiek, nawet jeśli miała wmuszać w siebie jedzenie na siłę.

– Przynajmniej napij się herbaty – poprosiłam i podałam jej kubek z parującym naparem, gdy znów siedziała skulona na mojej kanapie.

Sięgnęła po niego od niechcenia, upiła niewielki łyk, a potem odstawiła na stolik, nie zważając na moje upominające spojrzenie.

– Miałam nadzieję, że sen trochę rozjaśni mi myśli. – Westchnęła i zapatrzyła się w widok za oknem, który znów powoli spowijał wieczór.

– Minie jeszcze dużo czasu, nim uda ci się to wszystko uporządkować – starałam się ją pocieszyć.

– O ile w ogóle się uda… Jak on mógł, Laura… – Popatrzyła na mnie zbolałym wzrokiem.

Rozchyliłam usta, by jej odpowiedzieć, ale – nie wiedzieć czemu – w tej samej chwili uderzyło we mnie niezrozumiale znajome uczucie. Jakby czas się cofnął, a ja zobaczyłam przed oczami własne odbicie. Poczułam to samo rozczarowanie, co kiedyś, ten sam brak zrozumienia dla zachowania najbliższej mi osoby. I choć Krzysiek nie zniknął bez słowa, mógł to wszystko wyjaśnić, to ja w tej chwili tak bardzo rozumiałam Julkę i wszystkie jej odczucia. Zbliżyłam się więc do niej i objęłam ramionami, mocno przytulając do siebie. Tak bardzo chciałam ukoić jej ból, a jednocześnie wiedziałam, że nie było takiej siły, która byłaby jej teraz w stanie ulżyć. Tak naprawdę, jedynym sposobem była… rozmowa z Krzyśkiem. I to jak najszybciej.

– Będę się zbierać. Nie chcę ci siedzieć dłużej na głowie – powiedziała nagle Julka, nieznacznie się ode mnie odsuwając.

– Już o tym rozmawiałyśmy – upomniałam ją. – Możesz tu zostać tak długo, jak tego potrzebujesz.

– Najchętniej spędziłabym tu wieczność, byle tylko nie musieć wracać do mieszkania. Ale nie mam powodu, by nie iść jutro do pracy.

– Twoja szefowa na pewno by zrozumiała, gdybyś potrzebowała wziąć wolne.

– Być może, nigdy nie robiła mi problemów i pewnie mogłabym wziąć urlop na żądanie…

– No widzisz, czyli możesz zostać.

– Mogłabym, ale nie chcę się nad sobą użalać. Wolę iść do pracy i przynajmniej spróbować zająć głowę czymś innym. – Westchnęła.

Nie chciałam nic mówić, ale z doświadczenia wiedziałam, że mimo szczerych chęci trudno jest po prostu przestać myśleć o problemie. Nawet najbardziej angażująca praca nie zawsze pomaga. Ale nie zamierzałam też przekonywać Julki do zmiany decyzji. Jedyne, na co miałam nadzieję, to że faktycznie pozwoli się Krzyśkowi wytłumaczyć. Nawet jeśli miałoby ją to zaboleć, to uważałam, że lepiej znać prawdę, niż topić się w domysłach i niedopowiedzeniach, które potrafiły zatruwać życie przez długie, długie lata.

– Laura? – usłyszałam nagle głos wyrywający mnie z zamyślenia.

– Przepraszam, odpłynęłam na moment. Co mówiłaś?

– Że bardzo ci dziękuję za to, że mnie ogarnęłaś w nocy i pozwoliłaś choć odrobinę zebrać myśli u siebie.

– Nie masz mi za co dziękować, od tego są przyjaciele, prawda? – Pogładziłam jej dłoń. – Jeśli tylko będziesz potrzebowała, moje mieszkanie stoi dla ciebie otworem, wiesz o tym, prawda? Choć mam szczerą nadzieję, że niebawem wszystko rozejdzie się po kościach, że naprawdę da się to jakoś wytłumaczyć.

Julka nie skomentowała. Widziałam, że jedynie lekko uniosła kącik ust, ale nie było w tym geście ani odrobiny optymizmu. A potem wstała powoli i oznajmiła, że zamówi Ubera. Widziałam jednak, że zaczyna na nowo drżeć, jakby wątpliwości znów zaczynały nad nią panować.

– Sprawdzę, czy mogę już prowadzić, i cię odwiozę, co ty na to? – zapytałam nagle, widząc jej drżące dłonie, którymi sięgnęła po telefon leżący na stoliku kawowym.

– Przecież mogę wrócić sama, daj spokój. Nie będę cię już dodatkowo fatygować.

– Myślę, że lepiej będzie, jeśli mimo wszystko odstawię cię do domu.

– Boisz się, że coś mu zrobię? – zaśmiała się gorzko.

– Lepiej dmuchać na zimne – odparłam w tym samym tonie i puściłam jej oko.

Chwilę później, upewniwszy się przy użyciu alkomatu, że mogę już prowadzić samochód, ubierałam się razem z Julką w przedpokoju, by następnie wyjść z mojego mieszkania. Jechałyśmy w niemal zupełnej ciszy, a im bliżej mieszkania Julki i Krzyśka, tym mocniej dało się odczuć rosnące napięcie. A gdy kilkanaście minut później zatrzymałam się na parkingu przed blokiem, moja przyjaciółka niepewnie spojrzała w górę.

– Ciemno. Nie ma go – powiedziała po cichu.

– Może śpi?

– Może. – Wzruszyła ramionami.

– Mam poczekać? – zapytałam niepewnie, choć na dobrą sprawę nie wiedziałam na co.

– Nie, jedź do domu. W końcu jesteśmy dorośli, jakoś musimy się porozumieć. Nawet jeśli nie dogadać, to coś ustalić musimy. – Westchnęła w końcu, a ja odniosłam wrażenie, że znacznie mniej już było w jej głosie złości i goryczy, a więcej spokoju. Miałam jedynie nadzieję, że to nie jest moje mylne odczucie.

Julka w końcu się pożegnała i chwilę później wysiadła z auta. Żwawym krokiem ruszyła w stronę klatki, wpisała kod i weszła do środka. Nie ruszyłam, dopóki nie zobaczyłam światła w oknach ich mieszkania. A potem dostałam wiadomość: „Nie ma go. Wiem, że nadal stoisz na parkingu. Jeszcze raz za wszystko Ci dziękuję”.

Uśmiechnęłam się niemrawo pod nosem, odpisałam, że w razie czego jestem dla niej dostępna o każdej porze dnia i nocy, a potem w końcu odjechałam. I choć nie marzyłam o niczym innym, jak tylko o tym, by położyć się i odespać, zamiast w stronę swojego domu skręciłam w ulicę prowadzącą na osiedle, na którym mieszkali Marta i Adam. Od razu zresztą wybrałam numer mojej przyjaciółki.

– Hej, odespałaś? – zapytałam, gdy odebrała i przywitała się ze mną chrypliwym głosem.

– Tak… Choć wciąż mam usilną nadzieję, że to wszystko mi się tylko przyśniło. Powiedz, że się nie mylę… – Westchnęła ciężko.

– Niestety… – Musiałam ją rozczarować. – Właśnie odwiozłam Julkę do domu. Krzysiek jeszcze nie wrócił i aż boję się pomyśleć, gdzie się podziewa do tej pory.

– Mojego szanownego małżonka też jeszcze nie ma – odparła z przekąsem. – Chociaż ja przynajmniej wiem, że jest ze swoim bratem, więc nic głupiego nie strzeli mu już do głowy.

Chciałam rzucić jakimś niewybrednym komentarzem, że tego akurat nie byłabym taka pewna, znając Wojtka, który wzorem cnót też nie był, ale w końcu… nawet ja go już chyba nie znałam.

– Jestem niedaleko. Wpadnę, co?

– Zapraszam. Właśnie miałam zamawiać jakieś jedzenie. A ty w ogóle możesz prowadzić? – zdziwiła się po chwili.

– Nie, coś ty. Lubię życie na krawędzi – odparłam z ironią.

– Fakt, ty wczoraj dość mocno się oszczędzałaś.

– W przeciwieństwie do ciebie. – Zaśmiałam się.

– I dzisiaj tego żałuję.

– No dobra, to zaraz będę i zrobię ci magiczny koktajl na kaca.

– Lepiej kup mi coś przeciwbólowego w sklepie na dole. Jak na złość nie mam nic w apteczce, a głowa mi zaraz pęknie – jęknęła.

Obiecałam, że kupię jej jakieś leki, po czym rozłączyłam się, by kilka minut później zaparkować pod blokiem. Zrobiłam niewielkie zakupy w osiedlowym sklepie całodobowym, zaopatrując się nie tylko w leki przeciwbólowe, ale też w elektrolity i cytryny. Te ostatnie, by dodać do kawy. Nie był to najsmaczniejszy napój, ale na kaca zawsze pomagał. A gdy zapłaciłam i wyszłam ze sklepu, ruszyłam prosto do klatki. Niewiele myśląc, wpisałam kod przy wejściu, a potem wjechałam windą na piętro, na którym mieszkali moi przyjaciele. Sięgnęłam do dzwonka, ale nim zdążyłam nacisnąć na klamkę, drzwi otworzyły się przede mną, jakby Marta stała przy nich i zaglądała przez wizjer, wypatrując z utęsknieniem mnie albo tabletek, które jej obiecałam.

Zamiast przyjaciółki, ku mojemu zaskoczeniu, w progu stanął nie kto inny jak Wojtek, brat jej męża i mój były… po prostu Wojtek Kosowski. Rozchyliłam nieznacznie usta, na ułamek sekundy zamierając w bezruchu. Dopiero po chwili zamrugałam szybko i odwróciłam spojrzenie od jego, bądź co bądź, wciąż przystojnej twarzy.

– Hej. Nie spodziewałam się, że was tu zastanę. Rozmawiałam przed chwilą z Martą i mówiła, że jest sama, więc…

– Spoko, ja nie będę przeszkadzał, idę się położyć, bo nadal nie jestem w stanie nawet myśleć – wymamrotał Adam, którego zgiętego wpół zobaczyłam dopiero po chwili. Walczył właśnie ze sznurówkami w butach, wyraźnie wciąż chwiejąc się na nogach.

Przeniosłam na niego wzrok i zmrużyłam oczy.

– O nie, ty to lepiej się wysil. Skoro już tu jestem i cię zastałam, to tak łatwo się nie wywiniesz – zaoponowałam stanowczo, po czym spojrzałam na Martę i ostatecznie znów przeniosłam wzrok na Wojtka, ale tylko na kilka sekund.

Adam jęknął i na moment opuścił ramiona. Powoli się wyprostował i popatrzył na mnie zbolałym spojrzeniem. Ani trochę nie było mi go szkoda, sam doprowadził się do takiego stanu.

– Widzę, że przystąpiliście do zmasowanego ataku. Jak nie ten – skinął głową na brata – to ty… – Popatrzył na mnie. – Kochanie, może przynajmniej ty się nade mną zlitujesz? – Z miną zbitego psa wskazał na Martę.

– Powiedzmy, że będę cię wspierać i postaram się wykazać wyrozumiałością – odparła po chwili, po czym dodała szybko: – Ale niestety… ja też chciałabym się dowiedzieć, co tam, do licha, zaszło. Julka jest naszą przyjaciółką, twoją też, a to, co odwalił Krzysiek… – Marta pokręciła głową.

A ja ukradkiem znów spojrzałam na Wojtka. Chyba to zauważył i najwyraźniej poczuł się trochę nieswojo, bo wyprostował się, odchrząknął i powiedział wreszcie:

– To ja będę się zbierał. To są wasze sprawy, a ja miałem jedynie odstawić zwłoki do domu. Zadanie wykonane, więc… – Zaczął się wycofywać i znów chwycił za klamkę.

– Hej, zostawisz mnie na pastwę dwóch żądnych krwi, wściekłych kobiet? – Adam gwałtownie się podniósł, krzywiąc się przy tym, bo najwyraźniej ten ruch tylko spotęgował jego złe samopoczucie.

– Nie widzę, żeby były wściekłe – odparł zupełnie poważnie Wojtek, choć wyłapałam cień uśmiechu przemykający przez jego twarz. Sama teraz walczyłam ze sobą, by też tego nie zrobić.

– Bo jeszcze nie zaczęły przesłuchania! – jęknął rozpaczliwie Adam.

– Poradzisz sobie. Jesteś dużym chłopcem. – Wojtek poklepał brata po ramieniu, a powiedział to takim tonem, że tym razem omal nie parsknęłam śmiechem, mimo że sytuacja w ogóle nie była zabawna.

I tym razem Wojtek chyba wyłapał moją reakcję, bo popatrzył na mnie i teraz już wyraźnie się uśmiechnął.

– Co nie zmienia faktu, że jako niezaangażowany bezpośrednio, byłbyś głosem rozsądku, który mógłby obiektywnie ocenić sytuację – drążył Adam, wyraźnie potrzebując wsparcia, co mnie z kolei zaczęło zastanawiać.

Ale w tej chwili nie pasowało mi coś jeszcze. Wojtek był mimo wszystko marnym sędzią, żadnym wzorem moralności, który mógłby rozstrzygać tego typu sytuacje. I chyba zauważył moje oceniające spojrzenie, bo westchnął ciężko i znów zaczął:

– Nie sądzę, żebym mógł tu coś poradzić. Nie znam waszych przyjaciół na tyle dobrze, by wypowiadać się w ich sprawach, które, jak zdążyłem się zorientować, mocno się skomplikowały ubiegłej nocy.

– To dość łagodne określenie – zauważyłam, choć wtrąciłam to bardziej do siebie niż do całej reszty.

– Może i ich nie znasz, ale tym lepiej, bo mógłbyś spojrzeć na sytuację faktycznie trzeźwym okiem. Dosłownie – wtrąciła Marta, a potem przeniosła na mnie ostrożne spojrzenie, jakby nagle uświadomiła sobie, że być może ja nie do końca czuję się komfortowo w towarzystwie jej szwagra.

Co prawda wszyscy moi przyjaciele co nieco wiedzieli o mojej i Wojtka rozmowie, że wszystko mi wyjaśnił i wytłumaczył – zarówno powód swojego odejścia dziesięć lat temu, jak i motywy swojego powrotu (choć w tej kwestii, wyjaśniając, ograniczyłam się do jego spraw służbowych i otwarcia przez jego firmę filii w Krakowie, nie rozwijając szczegółów dotyczących mnie), niemniej jednak nie ukrywałam tego, że potrzebuję czasu, by oswoić się z prawdą oraz nową rzeczywistością, w której, chcąc nie chcąc, Wojtek zaczął rozgaszczać się na dobre.

Nie mogłam jednak tupnąć nogą i powiedzieć, że nie pasuje mi w tej chwili jego obecność, podczas gdy mieliśmy porozmawiać o tym, co wydarzyło się na wieczorze kawalerskim naszego przyjaciela, bo po pierwsze nie byłam w swoim mieszkaniu, a po drugie… Marta i Adam mogli mieć odrobinę racji. Ale dosłownie odrobinkę!

Przewróciłam więc oczami, wzruszyłam ramionami, a potem, minąwszy ich wszystkich, ruszyłam w głąb mieszkania. Usłyszałam, że coś mamroczą między sobą, ale ostatecznie drzwi się nie otworzyły, a kilka chwil później w salonie pojawili się wszyscy troje. Choć Adam nadal obecny był chyba tylko ciałem, które zresztą też wyglądało jak siedem nieszczęść. Opadł w końcu na sofę i półleżąc, nieustannie jęczał. Marta, choć sama nie czuła się najlepiej, zrobiła mu zimny okład na czoło i usiadła obok, by choć duchowo nieco go wesprzeć. A ja, rozpakowując w aneksie kuchennym niewielkie zakupy, na ułamek sekundy za długo utkwiłam w nich spojrzenie, czując jednocześnie ciepło wypełniające moją klatkę piersiową. Uśmiechnęłam się łagodnie i w tej chwili poczułam na sobie spojrzenie tej trzeciej pary oczu. Popatrzyłam odruchowo na Wojtka, po czym szybko spuściłam wzrok, gdy podszedł bliżej i rzucił okiem na blat.

– Podstawowy zestaw ratunkowy? – zapytał, lekko unosząc kąciki ust.

– Od lat niezmiennie ten sam – odparłam bez emocji, starając się na niego nie patrzeć.

Nie mogłam jednak oszukać samej siebie ani tym bardziej reakcji własnego ciała, które spięło się momentalnie, gdy tylko Wojtek zbliżył się jeszcze bardziej, na tyle blisko, że znów poczułam zapach jego perfum. Jakby nie mógł ich po tylu latach zmienić!, oburzyłam się w myślach i odwróciłam się w stronę szafek za moimi plecami.

– Włączyć ekspres? – zapytał, odczytując moje myśli, zanim jeszcze zdążyłam wyciągnąć kubki.

Popatrzyłam na niego kątem oka i jedynie pokiwałam głową. Obserwował każdy mój ruch, ale nie mogłam dać się rozproszyć. Podświadomie miałam wrażenie, że właśnie o to mu chodzi, bym straciła nad sobą kontrolę.

Podsunęłam kubki pod buczący już ekspres do kawy i zabrałam się za mycie cytryn, a kiedy chciałam sięgnąć po deskę do krojenia i nóż wiszący na magnesie przytwierdzonym do ściany, na moment znów się zawahałam. Mogłam albo poczekać, aż Wojtek się odsunie, albo nachylić się, ocierając się o jego bok. I już po chwili wiedziałam, że nie ma zamiaru ruszyć się ani o milimetr. Znów na mnie popatrzył, wymieniliśmy się spojrzeniami, a potem oboje przenieśliśmy wzrok na noże. Uśmiechnął się pod nosem i unosząc jedną brew, znów na mnie popatrzył. Westchnęłam tylko, przewróciłam oczami i pokręciłam nieznacznie głową.

– Co wy tam robicie? Chyba nie tę ohydną, kawowo-cytrynową miksturę? – usłyszeliśmy niemrawy głos Adama.

Odwróciłam się w ich stronę, niemal odskakując od Wojtka, i odchrząknęłam znacząco, jakby co najmniej przyłapano nas na czymś zdrożnym.

– A chcesz szybko dojść do siebie? – zapytałam, starając się brzmieć swobodnie, choć nie umknęło mojej uwadze czujne spojrzenie Marty, obserwującej mnie teraz z kanapy.

– To nigdy nie pomagało, dobrze o tym wiesz. Mam wrażenie, że dodatkowo nas tym zawsze torturowałaś, żebyśmy mieli za swoje.

– Nigdy też nie zmuszałam cię do picia, a zawsze jakoś zostawiałeś pusty kubek – odcięłam się.

– Bo ślepo wierzyłem, że może to coś da.

Zaśmiałam się gorzko i popatrzyłam wymownie na jego żonę.

– Strasznie marudzisz – upomniała go wtedy Marta.

– No właśnie. A zamiast strzępić język na czczą gadaninę, może w końcu powiedziałbyś coś konkretnego. Na przykład co wydarzyło się wczoraj w tym klubie? – Popatrzyłam na niego znacząco i oparłam dłonie o blat kuchennej wyspy, nachylając się nad nią nieznacznie.

Adam znów jęknął i zasłonił twarz poduszką. Nim jednak zdążyłam powiedzieć coś więcej, Wojtek postawił przede mną dwa parujące kubki z kawą, a potem bez słowa podsunął nóż i deskę do krojenia, na której położył cytryny. Tym razem to ja popatrzyłam na niego, a on nawet na mnie nie spojrzał. Obszedł wyspę i zajął miejsce po drugiej stronie, opierając się o blat tyłem do mnie.

Wzięłam głęboki wdech, dokończyłam napoje, a potem zaniosłam Marcie i Adamowi. Przyjaciółka od razu upiła spory łyk, jej mąż wciąż półleżał z poduszką na twarzy. Sięgnęłam po nią, po czym usiadłam w fotelu i pochyliwszy się do przodu, oparłam łokcie o kolana, czekając na jakieś wyjaśnienia.

– Jeśli wam powiem, że absolutnie niczego nie pamiętam, uwierzycie? – Uniósł jedną powiekę.

– Czyli on naprawdę to zrobił? – zapytała Marta z niedowierzaniem.

Adam westchnął, a potem przeczesał włosy palcami. Ewidentnie nie tylko pamiętał, ale i wiedział coś więcej.

– Nie jestem pewien, o czym wy dokładnie mówicie. Bo wiem tylko tyle, że Julka dostała jakieś zdjęcia, tak? – Popatrzył na żonę, a Marta kiwnęła potwierdzająco głową. – Jak się domyślam, dość wymowne?

– Jednoznaczne, Adam. I lepiej, żebyście nie kryli się nawzajem. Krzysiek musi to wytłumaczyć Julce, bo chodzi o jego związek, który wisi teraz na włosku. Ona nie chce go znać. Nie muszę chyba mówić, że jeśli jakoś tego nie wyjaśni, żadnego ślubu nie będzie? – powiedziałam dosadnie, jednocześnie z całej siły próbowałam nie spojrzeć na Wojtka, którego sylwetkę wciąż widziałam kątem oka. Stał niewzruszony, z rękami założonymi na piersi, i obserwował naszą trójkę.

– A mogłybyście pokrótce streścić całą sytuację? I co w ogóle było na tych zdjęciach? – zapytał nagle, więc podniosłam na niego wzrok. Ale on patrzył na Adama, zupełnie mnie teraz ignorując. Już nic z tego nie rozumiałam.

– W trakcie wieczoru panieńskiego, który spędzałyśmy w spa, Julka dostała z nieznanego numeru zdjęcia z imprezy chłopaków, na których Krzysiek namiętnie całował się z jakąś dziewczyną. Siedziała na nim i wręcz pożerała jego twarz – wyjaśniła Marta.

– Miała na sobie praktycznie tylko bieliznę, bo tego skrawka materiału, który osłaniał jedynie jej biodra, nie sposób nazwać spódnicą – dodałam z przekąsem.

– Nie miałem pojęcia… – Reakcja Adama wyglądała na szczerą.

– Dlatego chciałabym się dowiedzieć, co tam tak naprawdę się wydarzyło. I zanim powiecie, że nie powinniśmy się wtrącać, to weźcie pod uwagę, że wszyscy jesteśmy w jakiś sposób w to zaangażowani. Ty byłeś z Krzyśkiem na tej imprezie, u mnie Julka została na noc, nie mogąc się pozbierać po tym, co zobaczyła. Tym bardziej że Krzysztof nie raczył nawet się odezwać do niej po tym wszystkim.

– Nie sądzę, by cokolwiek pamiętał, więc nawet pewnie nie wie, że powinien – zauważył gorzko Adam.

– Co masz na myśli? – Skrzywiłam się.

Mężczyzna przeniósł niepewne spojrzenie na żonę, westchnął ciężko i w końcu się wyprostował. Potarł oczy palcami, aż w końcu wydusił z siebie to, czego najbardziej się obawiałam. A może to, na co miałam największą nadzieję?

– Tylko mi nie mów, że coś tam braliście… – Marta popatrzyła na niego z niedowierzaniem.

– Nie, no coś ty… – odparł bez przekonania, po czym dodał szybko: – Przynajmniej o niczym takim mi nie wiadomo, choć w stu procentach wykluczyć tego nie mogę. Niektórych chłopaków nawet nie znałem, to jacyś kumple Krzyśka ze studiów czy z liceum.

– No to o co chodzi?

– O to, że każdy po prostu pił w spód, jak to na kawalerskim. Krzysiek też. A może nawet i najwięcej, bo w końcu wszyscy pilnowali, żeby jego kieliszek nie stał pusty.

– I uważasz, że był aż tak pijany, żeby zupełnie odcięło mu kontakt z rzeczywistością?

– Nie jest to niemożliwe – przyznał, tym razem zupełnie szczerze.

– No a ta sytuacja z tą dziewczyną? I zdjęcia? Kto w ogóle je wysłał? – dopytywałam.

I wtedy Adam znów się zmieszał. Wyraźnie nie chciał się do czegoś przyznać, mnie to coraz bardziej irytowało, a Marta była na niego coraz bardziej wkurzona.

– No dobra, mnie też odcięło! – Dał w końcu za wygraną, choć nie zabrzmiało to najlepiej.

– Słucham?! – Marta aż podniosła głos.

– Nie no, nie w taki sposób! – Adam uniósł dłonie w poddańczym geście. – Po prostu… zasnąłem, no. – Podrapał się nerwowo po głowie, po czym dodał: – Na kanapie w loży. Jednej trzeciej wieczoru zupełnie nie pamiętam, bo zwyczajnie spałem. A resztę to jak przez mgłę.

– Przyznaję, odebrałem go w fatalnym stanie, sam się dziwię, jakim cudem udało mu się wybrać mój numer telefonu, żeby zadzwonić po darmowy transport – odezwał się bez emocji Wojtek.

– Dorośli mężczyźni, a zachowanie jak u nastolatków spuszczonych z rodzicielskiego łańcucha – syknęła Marta – Co jest zabawnego w tym, żeby upijać się do nieprzytomności? – burknęła jeszcze.

A ja wtedy mimowolnie posłałam jej wymowne spojrzenie. Na moje i jej nieszczęście Adam dość szybko je wyłapał. Nie musiałyśmy niczego tłumaczyć, żeby dało się zrozumieć, o co chodzi.

– O nie, bez tego typu spojrzeń. Ja nie doprowadziłam się do takiego stanu. Owszem, piłam, ale wróciłam do domu o własnych siłach.

Chciałam wtrącić, że siłami to bym tego nie nazwała, ale uznawałam solidarność jajników i nie zamierzałam pogrążać przyjaciółki. Tym bardziej że nie chodziło ani o nas, ani o pijanego Adama, tylko o to, co strzeliło do głowy Krzyśkowi.

– No dobrze, ale po tym, jak już się ocknąłeś, nikt nic nie mówił? – zapytałam znowu.

– Bez większych konkretów. Ktoś rzucił, że Krzysiu się zabawił, ktoś inny, że będzie z tego afera, a ktoś jeszcze, żeby nie robić szumu, bo nie ma o co. Że chłopak się upił, ale jutro nic nie będzie pamiętał. Tylko błagam, nie każcie mi wskazywać, kto co mówił, bo naprawdę ledwo to pamiętam.

– A ta dziewczyna?

– Ja jej nie widziałem. Albo inaczej: nie zarejestrowałem.

– Dobrze, że precyzujesz – znów wtrąciła kąśliwie Marta i obruszona przewróciła oczami.

– Hej, to chyba lepiej, że zasnąłem, niż żebym miał popłynąć tak jak Krzysiek, prawda?

Na moment zapanowała między nami cisza. Analizowałam to, co powiedział Adam, ale niewiele wniosków mogłam z tego wysnuć.

– W takim razie może dobrze, żeby ktoś porozmawiał też z Krzyśkiem. I może najlepiej, gdybyś to był ty, skoro reprezentowałeś tam, sama dziwię się, że to powiem – wtrąciłam bardziej do siebie – ale tę bardziej rozgarniętą mniejszość. No i chyba jako jedyny z tego towarzystwa jesteś blisko zarówno Krzyśka, jak i Julki. A chyba wszystkim nam zależy na tym, żeby tę sytuację wyjaśnić, żeby jakoś im pomóc. Bo chyba co do tego jesteśmy zgodni? Bez względu na to, co się wydarzy później i jakie decyzje podejmą, muszą przede wszystkim ze sobą porozmawiać – powiedziałam stanowczo, choć wciąż nie wyobrażałam sobie, by Krzysiek i Julka mieli się po czymś takim rozstać, nadal nie dopuszczałam do siebie myśli, że on mógłby dać za wygraną i nawet tego nie wyjaśnić, nie próbować naprawić.

– Sam nie wiem, czy powinniśmy się aż tak angażować – odpowiedział bez przekonania Adam – A co ty o tym myślisz? – zwrócił się do brata ku mojemu zaskoczeniu.

Wojtek przez chwilę milczał, po czym wziął głęboki wdech i powiedział w końcu:

– Rozumiem, że to są wasi przyjaciele, bardzo chcecie, żeby udało im się porozumieć i pogodzić, ale czy nie uważacie, że koniec końców to ich sprawa, a jakakolwiek ingerencja z którejkolwiek strony może tylko tę sytuację pogorszyć? Nie mówię, że tak będzie na pewno, ale może lepiej to po prostu zostawić im?

– I pozwolić, żeby przez niewyjaśnioną sytuację i jakieś nieporozumienia stracili coś naprawdę ważnego, być może najważniejszego dla nich obojga? – odparłam z wyrzutem, ale szybko pożałowałam, że tak mi się wyrwało.

Wcale nie chodziło o to, że być może gdyby ktoś interweniował dziesięć lat temu, NASZA historia potoczyłaby się zupełnie inaczej, ale w tej chwili miałam wrażenie, że tak to właśnie zabrzmiało. I oni wszyscy chyba też, bo nagle zapanowała między nami niezręczna, nieznośna cisza. Spuściłam głowę i na chwilę zamknęłam oczy.

– Oczywiście, masz rację – zaczęła Marta, pomagając mi tym samym wybrnąć z opresji. – Powinni sami i między sobą to wszystko wyjaśnić. Ale czasem dwoje ludzi potrzebuje mediatora, który obiektywnie spojrzy na sytuację, oceni i podpowie. Tym bardziej gdy w grę wchodzą tak skrajne emocje. A Julka, na ile ją znam, na ten moment najprawdopodobniej ma już swoją wersję i tak łatwo mu nie wybaczy.

– Jeśli go kocha, a on jej wszystko wyjaśni, to w końcu wybaczy – rzucił Wojtek.

– Czasami miłość to za mało – tym razem to ja się odezwałam. Nie miałam jednak odwagi, by spojrzeć mu w oczy.

Znów poczułam na sobie wzrok przyjaciółki, ale na nią też nie zerknęłam.

– O to chodzi, że muszą w ogóle zacząć rozmowę. A Julka jest na tyle uparta, że może nawet nie chcieć z nim rozmawiać. Nawet jeśli w głębi duszy, podobnie jak my, nie wierzy, że to, co się wydarzyło, było świadome i na poważnie.

– I co, zamiast wysłuchać, co on ma do powiedzenia, czy ma coś na swoją obronę, po prostu sobie go odpuści? – drążył Wojtek.

– A może to on odpuści? Może stwierdzi, że tego nie udźwignie i po prostu się wycofa? Bo tak będzie łatwiej? Do tej pory się do niej nie odezwał, nie ma go w mieszkaniu, więc kto wie? Poza tym, określenie „tak po prostu” – zaznaczyłam znak cudzysłowu w powietrzu – jest tutaj bardzo nie na miejscu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ona bardzo to wszystko przeżywa – odezwałam się, nieco bardziej już zirytowana, bo zaczynał mi działać na nerwy, choć dobrze wiedziałam, że w tej chwili przemawia przeze mnie osobista uraza, a nie troska o przyjaciół, ale nie potrafiłam nad tym zapanować.

– Nie minął nawet jeden dzień, dajcie mu… – znów próbował tłumaczyć, a ja tym razem ostro weszłam mu w słowo:

– Jasne, niech minie dziesięć lat, może wtedy emocje opadną, a on będzie gotowy, by wszystko jej wyjaśnić, licząc, że padnie mu wtedy w ramiona! I będą żyli długo i szczęśliwie, bo w końcu żadna zatajona prawda nie będzie im już stała na przeszkodzie! – Podniosłam głos i dopiero wtedy zorientowałam się, jak fatalnie wybrzmiały moje słowa.

Marta i Adam popatrzyli po sobie, po czym oboje spuścili wzrok, Wojtek natomiast wbijał we mnie spojrzenie pełne sprzecznych emocji. Doprawdy nie wiem, czego się spodziewał. Że po tych kilkunastu dniach od tamtej rozmowy nagle wszystko wróci do normy, a ja o wszystkim zapomnę?! Cóż, sama miałam nadzieję, że gdy już poczuję tę ulgę, uda mi się uporządkować emocje. Tymczasem wciąż nie mogłam się z nimi uporać. I wiedziałam, co było za te odczucia odpowiedzialne. Presja oczekiwań.

Westchnęłam ciężko, wstałam z miejsca i przeprosiwszy ich, po prostu wyszłam. W przedpokoju pośpiesznie włożyłam kurtkę i buty, sięgnęłam po swoją torebkę i już miałam wyjść z mieszkania, gdy w korytarzu pojawił się Wojtek. A jakże, nie mógł sobie darować! Machnęłam rękami i pokręciłam głową. Byłam rozdrażniona tą sytuacją, rozmową i nawet jego obecnością.

– Laura…

– Nie, Wojtek. Daj mi dzisiaj spokój. Potrzebuję ochłonąć. Tak, poniosło mnie, ale twoja obecność, a zwłaszcza ta interwencja, nie pomagają. Po prostu… – Zacisnęłam usta, popatrzyłam na niego i nim poczułam cokolwiek więcej niż złość, zacisnęłam dłonie w pięści, odwróciłam się na pięcie i wyszłam z mieszkania, nieznacznie trzaskając drzwiami.

Byłam wściekła. Ale nie na Wojtka ani na moich przyjaciół. Byłam zła na siebie za to, że nie potrafiłam zapanować nad emocjami i jak mała dziewczynka wybuchłam w najmniej odpowiednim momencie. Bo dzisiaj wcale nie chodziło o mnie ani o to, co wydarzyło się między mną a Wojtkiem. Chodziło o przyjaciół, których historia, choć zupełnie inna od mojej, niechcący obudziła moje osobiste demony.

Już gdy wsiadałam do samochodu, miałam ogromne wyrzuty sumienia i moją pierwszą myślą było, żeby wrócić na górę, przeprosić ich wszystkich i jeszcze raz, na chłodno to wszystko przegadać. Bo może faktycznie w jakimś sensie przenosiłam własne doświadczenia na tę sytuację i za bardzo chciałam zapobiec negatywnym skutkom zdarzeń. Może za bardzo wierzyłam w Krzyśka, tak jak kiedyś w Wojtka, i miałam ogromną nadzieję, że on okaże się mądrzejszy i bardziej zdeterminowany. I nawet jeśli popełnił błąd, zagalopował się, to jakoś to wszystko wyjaśni i zawalczy. Tak jak dziesięć lat temu nie zrobił tego Wojtek.

Redakcja

Aleksandra Zok-Smoła

 

Korekta

Agata Jagiełło

 

Skład i łamanie wersji do druku

Łukasz Slotorsz

 

Projekt graficzny okładki

Anna Slotorsz

 

Zdjęcie wykorzystane na okładce

©AdobeStock

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2025

© Copyright by Natalia Sońska, Warszawa 2025

 

Wydanie pierwsze

ISBN: : 9788384303887

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

1.

2.

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści