Połów. Poetyckie debiuty 2016 - Opracowanie zbiorowe - ebook

Połów. Poetyckie debiuty 2016 ebook

0,0
12,81 zł

lub
Opis

Almanach z wierszami 9 najlepiej rokujących poetów, będących przed debiutem książkowym. W edycji 2016 znaleźli się: Paweł Biliński, Sebastian Brejnak, Paula Gotszlich, Robert Jóźwik, Kuba Kiraga, Julia Mika, Adrianna Olejarka, Jakub Pszoniak i Bartek Zdunek. Wyborem oraz redakcją zajęli się Kacper Bartczak, Tadeusz Dąbrowski oraz Marta Podgórnik.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 51




O   R Z E C Z A C H   N I E M O Ż L I W Y C H

P A W E Ł   B I L I Ń S K I

przemarzanie

najokrutniejszy miesiąc to jednak grudzień

jeśli wierzyć słowom piosenki i korzeniom drzew

kurczowo wczepionym w martwe trzewia ogrodu

w grudniu miłość jest prawie monochromatyczna

tak mówi widok za oknem i twoje chłodne oczy

gdy padają pytania o początek i koniec

zwłaszcza te o koniec

a przecież mamy jeszcze w sobie ciepłe miejsca

więc podejdź przyłóż rękę i spróbujmy uwierzyć

że można zostać tak jeszcze przez chwilę

zanim przysypie nas zima

przykryje ziemia

twoje miasto

lubię zwiedzać twoje miasto

godzinami niespiesznie poznawać

łagodne linie rozwidlonych ulic

błądzić po gładkich placach

wzgórzach i wilgotnych zaułkach

w twoim mieście mam ulubione miejsca

dobrze mi znane dzielnice

których długie sine arterie

w godzinach wieczornego szczytu

tętnią od słów i płytkich oddechów

o tej porze twoje miasto

jest pełne drżenia i krzyku

głęboko w ciemnych korytarzach

szybka jazda pociągami metra

trwa aż do świtu przebudzenia

rozprysku światła na końcu tunelu

algorytmy

This is a wide world we travel

And our paths rarely cross

And we do a whole lot of living

In between

The Waterboys

start początek drogi

był niby taniec niewinny radosny

jak pierwsze kroki nowej podróży

zbyt łatwe gdy je wspominam teraz

coraz częściej budzę się i nasłuchuję

w śródnocnym zaniemyśleniu samotna

wskazówka zegara boleśnie nakłuwa ciszę

leżące obok ciało śni nieznane sny

pytasz co jeszcze może się wydarzyć

dziś lub za tydzień i ile pozostało

do końca nie wiesz że aby przejść dalej

trzeba spełnić kolejny warunek

czy ten cichy rytm to bicie serca

czy raczej jednostajne uderzenia fal

podobno chciałeś pogładzić moje włosy

a znalazłeś tylko zielone nitki glonów

ale nie rezygnuj bądź cierpliwy jeszcze

parę kroków i poznasz moje imię w końcu

przekonasz się na ile udało ci się zbliżyć

do pola z napisem stop

tłum wielki, piątek w hipermarkecie

zaparkować w taki dzień to cud

wewnątrz tłum gęsty, hałaśliwy

jak na wiecu czy publicznej egzekucji

półki wznoszą się wyżej niż niebo

dzisiaj dzień niezwykłych atrakcji

jakiś uczeń przed chwilą wygrał

trzydzieści srebrnych monet

za podanie właściwej odpowiedzi

podobno jest wśród nas człowiek

którego ogłoszą królem zakupów

ale to raczej nie ten, co stoi za mną

koszyk ma prawie pusty, w nim tylko

ocet, gąbka, parę gałązek z kolcami

trzeba wracać, niedługo zamykają

kupiłem chleb i czerwone wino

kilku klientów wyrywa sobie

ostatnie przecenione ubrania

gdy wychodziłem, na dworze pociemniało

drzwi hipermarketu rozwarły się na dwoje

przeszłość

szarpnięcie, pług zahacza o kamień

wspomnienia nabiegają krwią

horyzont zawija się i wsiąka w łąkę

przeszłość zaczaiła się pod warstwą darni

nocą wbija we mnie zardzewiałe odłamki i zbielałe kości

w dzień rozsypują się dawne lęki

gdy zgarniam je garściami z jasnych sosnowych desek

w palcu pozostaje drzazga

to dobrze, opowiem ci kiedyś o niej

o tym, że była jak ukłucie rzeczywistości

teraz już wiem, że czekanie ma wiele wspólnego z rzeką

można się zanurzyć albo dać ponieść donikąd

na razie piję mleko, myślę o chmurach i obserwuję

mój koniec linii pomiędzy domem a nieskończonością

z rozmyślań o rzeczach niemożliwych

chodź, podaruję ci ten wiersz

którego nie ma, a przecież mógłby powstać

utkany z przeczuć i nienazwanych pragnień

od których litery cicho tężeją

a zwrotki ścielą się w równych wersach

przywierając gładko do wilgotnej skóry

podaruję ci wiersz, który mógłby trwać

tam, gdzie noc nie kończy się nad ranem

ale za każdym dotknięciem zapada na nowo

aż wreszcie świt spływa z kartek

na podłogę przy uchylonym oknie

a letni powiew te kartki unosi

jak powieki, które przymknęłaś na chwilę

po tym, co się nie mogło zdarzyć

i nigdy się nie zdarzyło

więc chodź, podaruję ci ten wiersz

przecież i tak go nie ma

zanim odjedziesz

cieszmy się sobą póki jeszcze można

chcę cię pamiętać radosną i piękną

została jedna noc żeby się poznać

by się zapomnieć mamy całą wieczność

więc tak mnie całuj jakby świat umierał

nie chcę wypuszczać cię z ramion do rana

na bycie razem mamy tylko teraz

i resztę życia by się odzwyczajać

nie myślmy o tym co się potem zdarzy

ważna jest każda nadchodząca chwila

tę noc poświęćmy na spełnianie marzeń

wszystkie następne – żeby ją wspominać

ulica Bożego Ciała

podobno na ulicy Bożego Ciała

żyje się inaczej niż na zwykłych ulicach

drzewa na wiosnę sypią tam kwiaty pod nogi

ludziom w procesji śpieszącym do pracy

sprzedawcy oszukują na korzyść klienta

a w pubie upić się można tylko na wesoło

tam wszystkie dziewczyny mają boskie ciała

którymi obdarzają hojnie i miłosiernie

mężczyźni mało klną i piją głównie oranżadę

a swoje żony zdradzają tylko w dni parzyste

tam legowisko kloszarda w zaułku

jest wygodniejsze od łóżka z Ikei

obłoki nad głową płyną jasne i złote

jak gdyby otworzyło się Niebo

zimą śnieg prawie nie jest zimny

a zmierzch zapada godzinę później

podobno z ulicy Bożego Ciała

jest o dwa kroki bliżej do Raju

zespolenie

świat realny podobno wciąż istnieje, ale od dawna ukryty

reszta dzieje się gdzieś na granicy, na styku

skąd już nie da się uciec, powłoka fikcji przywarła zbyt mocno

więc stopniowo tracimy wiarę, porzucamy nadzieję i zabijamy miłość

z tych trzech ona jest najgorsza – zawsze przychodzi za późno

uderza w najczulsze miejsce i czeka, aż upadniesz

przetrwać uda się nielicznym. na razie przyklejeni do luster lub do siebie

pełni rezygnacji zdrapujemy etykiety z dawno przeterminowanych marzeń

i upychamy zmęczone noce między kolejne brudne dni

na szczęście mam swoją część urojoną, w końcu osunę się w nią, zanurzę

miesiące jak wagony powloką się w przyszłość, zgrzytając na rozjazdach

a w ustach pozostanie metaliczny smak oczekiwania

zgrzeszyłem

wiem, zgrzeszyłem

treścią

strofą

przecinkiem

i rymowaniem

moja wina, ale niestety

nie żałuję

ciekawe, jak wygląda

piekło poetów

Najokrutniejszy miesiąc to jednak grudzieńO wierszach Pawła Bilińskiego

M