Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Siedemnasty Karmapa – duchowy przywódca jednej z najstarszych linii buddyzmu tybetańskiego, pochodzący ze skromnej rodziny nomadów – łączy ponadczasową mądrość z etyką, szczególnie potrzebną współczesnemu światu.
Zawsze byliśmy i zawsze będziemy ze sobą powiązani – poprzez rodzinę, wspólnotę i nasze człowieczeństwo. W czasach, gdy planeta szybko się zmienia, a świat wydaje się mniejszy niż kiedykolwiek, nie wystarczy jedynie dostrzegać tych powiązań. Jako współzależne jednostki powinniśmy razem aktywnie tworzyć lepsze, globalne społeczeństwo.
Autor jest dobrze przygotowany, by być naszym przewodnikiem w tym procesie. Dzięki wieloletniemu treningowi buddyjskiemu oraz głębokiemu zaangażowaniu społecznemu pokazuje, jak przejść od intelektualnego rozumienia do realnego doświadczenia współzależności. Uczy, że dopiero wtedy, gdy zaczynamy żyć w duchu tej świadomości, możemy skutecznie wprowadzać prawdziwe zmiany – zarówno etyczne, jak i społeczne.
Karmapa prowadzi nas krok po kroku: od rozwijania wrażliwości i świadomości więzi między ludźmi, aż po praktyczne działania, które zmieniają sposób gospodarowania zasobami Ziemi i nasz rozwój społeczny. W klarowny sposób łączy ze sobą pozornie odległe tematy – kulturę konsumpcyjną, samotność, ochronę zwierząt czy samodzielność – pokazując, że wszystkie one wynikają z tego samego źródła. Jego przesłanie pomaga wyjść poza teorię i wkroczyć na drogę praktycznej, pozytywnej zmiany.
W dzisiejszych czasach jesteśmy tak bardzo współzależni, że w naszym własnym interesie leży wzięcie pod uwagę całej ludzkości. Pokładam wielkie nadzieje w pokoleniu należącym do dwudziestego pierwszego wieku. Jeśli wyniesie naukę z przeszłości i stworzy odmiennąprzyszłość, w drugiej połowie tego stulecia świat będzie mógł stać się bardziej szczęśliwy, pokojowy i stabilny ekologicznie. Bardzo mnie cieszy, że w tej książce Jego Świątobliwość Karmapa bierze na siebie rolę przewodnika, pokazując nam praktyczne sposoby osiągnięcia tego celu.
– Jego Świątobliwość Dalajlama
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 292
Data ważności licencji: 12/12/2029
Rozdział 1
Świat w XXI wieku jest mniejszy niż dawniej. Członkowie rozproszonych społeczności są w bliższym kontakcie ze sobą niż kiedykolwiek wcześniej i – co równie ważne – wszyscy jesteśmy bardziej świadomi tej bliskości. W epoce informacji zarówno eksperci, jak i zwykli obserwatorzy dostrzegają wiele sytuacji, w których działania podejmowane w jednym zakątku świata skutkują daleko idącymi konsekwencjami dla całej planety. Wzrasta świadomość, że żyjemy w świecie, w którym zarówno my wszyscy, jak i cała otaczająca i utrzymująca nas przy życiu przyroda jesteśmy ze sobą powiązani w wyjątkowo głęboki i radykalny sposób.
To wzajemne połączenie od dawna określane było w buddyzmie jak „współzależność”. Termin ten obecnie stanowi element dyskusji daleko wykraczających poza kontekst buddyjski. Specjaliści z różnych dziedzin coraz częściej uznają współzależność za ważny kontekst, który wyjaśnia to, co obserwują. Naukowcy zajmujący się środowiskiem naturalnym dostrzegają jego znaczenie w zrozumieniu ekosystemów, ekonomiści stosują go w handlu międzynarodowym, a teoretycy społeczni wykorzystują do zobrazowania systemów, które podtrzymują nierówności rasowe czy płciowe, aby wymienić tylko niektóre.
Współzależność może być stosowana do wyjaśnienia całej gamy systemów, zaczynając od relacji pomiędzy zjawiskami naturalnymi, a kończąc na relacjach pomiędzy grupami ludzi czy narodami – innymi słowy: otaczającego nas świata. Ja jednak wierzę, że zrozumienie naszych głębokich powiązań może przynieść dużo więcej. Współzależność nie jest tylko jakąś teorią czy interesującą filozofią. Codziennie wywiera wpływ na nasze życie. Poprzez pogłębienie świadomości wzajemnego połączenia możemy stworzyć dużo bardziej harmonijne i zdrowe społeczeństwo, a zarazem prowadzić bardziej satysfakcjonujące życie. Aby tak się stało, w naszych analizach nie możemy poprzestać tylko na poziomie współzależności świata fizycznego. Ludzkie serce i umysł – to, co nazywamy światem wewnętrznym – stanowią integralną część tej sieci współzależności.
Każdy z nas jest złożoną konstelacją spostrzeżeń, idei, uczuć i intencji, które wzajemnie na siebie wpływają. Nasz wewnętrzny świat wchodzi w interakcję z warunkami zewnętrznymi, by kształtować świat zewnętrzny. Reagujemy na zewnętrzne okoliczności, ale także je tworzymy. Innymi słowy, nasze wewnętrzne światy oraz świat zewnętrzny są ze sobą blisko powiązane, a to wzajemne powiązanie jest również częścią współzależności. Dostrzeżenie pełnego zakresu tej współzależności doprowadzi do fundamentalnego przemyślenia, co oznacza bycie jednostką ludzką i jaki jest nasz udział w kreowaniu świata.
Świat wewnętrzny zatem odgrywa kluczową rolę w kontekście dokonywania prawdziwej zmiany w świecie, który jest naszym wspólnym domem. Ani sprawiedliwość społeczna, ani ta związana ze środowiskiem naturalnym nie będą możliwe bez wprowadzenia istotnych zmian w naszych postawach i intencjonalnych zachowaniach, które się z nich biorą. Przeobrażenie naszego społecznego i materialnego świata musi zacząć się od nas samych.
To intelektualne rozeznanie, które zdobywamy na temat współzależności, jest ważnym pierwszym krokiem. Następny – kluczowy – krok to uświadomienie sobie współzależności na poziomie emocjonalnym. Powinniśmy czuć głębokie powiązanie, a nie tylko o nim wiedzieć. Mamy w sobie szereg cech i właściwości, które mogą pomóc nam podtrzymać takie emocjonalne zaangażowanie. Poszerzając rozumienie współzależności o świat wewnętrzny, będziemy mogli tę zdolność lepiej w sobie rozwinąć.
Kiedy tak się stanie, ta zakorzeniona w emocjach świadomość, którą zdobyliśmy, głęboko odmieni naszą więź z innymi i bycie w świecie. Zaczniemy działać w sposób, który autentycznie odzwierciedli naszą współzależność. Gdy zrozumienie współzależności przeniesie się z głowy do serca i przejawi w działaniach, nasze życie stanie się w pełni efektywne i pełne treści.
Wzajemne powiązania są istotne we wszystkich relacjach, ale także w każdym aspekcie życia. Współzależność jest określoną siłą w świecie. Ma dla nas wielkie znaczenie. Dzięki niej możemy reagować na warunki zewnętrzne i dostosowywać się do nich. Dzięki niej możemy się zmieniać. Możemy osiągać cele poprzez kształtowanie warunków niezbędnych do ich osiągnięcia. Gdybyśmy nie byli współzależni, nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Zrozumienie, jak te fundamentalne zasady rządzą naszym życiem, pozwala na świadome kierowanie naszym losem i zmienianie otaczającego nas świata.
Współzależność oznacza głębokie połączenie, ale także wyjaśnia, dlaczego i w jaki sposób do niego dochodzi. Możemy zacząć od obserwacji, że wszystko w życiu wydarza się na skutek zbiegu różnych przyczyn i warunków. Współzależność odsłania głębokie implikacje tego prostego faktu. Pokazuje, że wszystko, co istnieje, ma zdolność wpływania na pozostałe zjawiska i w rezultacie samo podlega ich wpływom, stanowiąc część głębokiej i złożonej sieci związków przyczynowo-skutkowych. Jako element tej sieci my sami jesteśmy tym, co wywiera wpływ na innych. Oznacza to, że gdy sami się zmieniamy, zmieniają się też inni.
Możemy dostrzec, że nie tylko świat materialny jest głęboko wzajemnie powiązany, lecz także systemy społeczne są przedmiotem tej współzależności. Tak samo nasze życie emocjonalne, a także cała reszta świata materialnego i niematerialnego. Kiedy zaczniemy się temu przyglądać, znajdziemy współzależność wszędzie, gdzie tylko skierujemy wzrok: od największych systemów astronomicznych po subtelne zmiany w naszym ciele. Współzależność ma praktyczne konsekwencje dla prawie każdej sfery życia na tej planecie. Tak naprawdę ma ona środowiskowe, ekonomiczne, społeczne, psychologiczne i etyczne implikacje, które my – jako globalne społeczeństwo – dopiero zaczynamy poznawać.
W szerszym ujęciu dobrostan naszej planety zależy od dostrzeżenia, w jaki sposób współzależność działa w świecie przyrody, a szczególnie jak działalność człowieka – wzmocniona wieloma technicznymi osiągnięciami – wchodzi w interakcję z tymi siłami. Na poziomie jednostki nasza zdolność do znajdowania trwałego szczęścia także zależy od zrozumienia, jak działa współzależność w obrębie życia osobistego i relacji z innymi ludźmi. W skrócie rzecz ujmując, zarówno dobrostan społeczeństwa, jak i nasze własne szczęście zależą od tego, czy nauczymy się żyć w pełnym dostrojeniu do współzależności.
Aby dostrzec współzależność w naszym wewnętrznym i zewnętrznym świecie, musimy zadać sobie kilka podstawowych pytań. W jaki sposób zmieniłoby się nasze podejście do innych, gdybyśmy zaczęli czuć nasze wzajemne powiązania? Jakie ludzkie wartości wysunęłyby się na pierwszy plan, gdybyśmy zaakceptowali współzależność zarówno na płaszczyźnie emocjonalnej, jak i intelektualnej? Jak wyglądałoby globalne społeczeństwo, gdyby w pełni przyswoiło ideę współzależności? Co my ze swojej strony możemy zrobić, aby pomóc w stworzeniu takiego społeczeństwa?
W buddyzmie pogląd o współzależności prowadzi do badania natury jaźni, a także podważa sposób, w jaki postrzegamy siebie w relacjach. Taka analiza zmienia nasze interakcje z innymi, zarówno na poziomie emocji, jak i działań.
Możemy zacząć od obserwacji własnych doświadczeń. Patrząc z poziomu współzależności, spróbujmy dostrzec, że nasze relacje z innymi nie mogą zostać odcięte. Nasze szczęście i cierpienie okazują się tak blisko powiązane ze szczęściem i cierpieniem innych, że są jakby nierozdzielne. To oznacza, że żadna jednostka nie jest w pełni niezależna i odizolowana od innych.
Aby sprawdzić, czy tak jest naprawdę, warto rozważyć, co mamy na myśli, mówiąc „ja” lub „moje”. Prawdopodobnie odkryjemy, że myślimy o sobie jako o czymś trwałym i oddzielnym, jako o prawdziwie niezależnym bycie. Ale czy jest coś takiego? Gdybyśmy zostali zapytani, co konkretnie mamy na myśli, kiedy mówimy „ja”, bez wątpienia wskazalibyśmy na swoje ciało. Bo na cóż mielibyśmy wskazać? Ale to ciało pochodzi od innych. Ciało powstało z materiału komórkowego pozyskanego od biologicznych rodziców. To dzięki nim powstało.
Kiedy te komórki zaczęły się dzielić, nasze ciało się uformowało i rosło za sprawą wszystkich składników odżywczych, które otrzymywaliśmy. Fizyczna forma, jaką mamy w tym momencie, jest efektem tego, co otrzymaliśmy w łonie matki, oraz posiłków, które spożywaliśmy przez całe swoje życie. Te posiłki w większości zostały przygotowane przez innych na bazie składników, które pochodzą z zewnątrz, takich jak rośliny czy zwierzęta. Jako że nie istnieje żaden żywy organizm, który mógłby się rozwijać bez udziału czynników zewnętrznych, ani także żadna ludzka istota nie powstałaby bez swoich rodziców, Twoje ciało nie jest tak naprawdę osobnym „Tobą”. Pochodzi od innych. Ciało zawdzięcza swoje istnienie wielu czynnikom, które uważamy za różne od nas samych. Zatem to nie do końca trafne, gdy nazywamy je „naszym” ciałem. Ale zarazem nie jest ono własnością nikogo innego.
Mój ojciec nosi imię Karma Dondrup, a matka to Lolaga. Z wyglądu nieco ich przypominam, gdyż moje ciało pochodzi z połączenia ich DNA. Tak naprawdę zostałem przez nich stworzony jak wyrób wyprodukowany w fabryce. Można nawet powiedzieć, że noszę ich znak firmowy. W odróżnieniu od produktu firmowego nasi rodzice nie oznaczyli nas żadną etykietą ani metką, nawet jeśli czasami zachowują się tak, jakby posiadali wyłączne prawa do nas!
Jeśli nie możemy wskazać na swoje ciało jako na „moje”, to co z innymi rzeczami, o których myślimy jak o „swojej” własności? Na przykład ubranie, które nosimy. Zostało wykonane przez innych. Zanim było „nasze”, musieliśmy albo je kupić od kogoś, albo ktoś musiał nam je podarować. Nikt z nas nie urodził się już ubrany. Bawełna jest surowcem roślinnym, wełna pochodzi od owcy, od której musiała być pozyskana przy użyciu siły, a syntetyczne tkaniny są produkowane w fabrykach. Wiele innych istot ludzkich i zwierząt przyczyniło się do powstania ubrań, o których myślimy jak o „swoich”. Za każdym razem, kiedy wkładamy ubranie lub cieszymy się filiżanką herbaty czy talerzem jedzenia, jesteśmy świadkami tej gry współzależności, ponieważ wszystko zostało przygotowane i dostarczone nam przez innych, czy to bezpośrednio, czy pośrednio.
Wszystko to, co uważamy za „ja” lub „moje” – nasze ciało, ubrania, jedzenie i wszystkie dobra materialne – pochodzi od innych. Gdzie zatem jest to „ja”, które jest wyłącznie mną? Wydaje się, że nie mamy nic, co mogłoby być tylko nasze. Jednak wciąż mówimy „ja”, kiedy powinno być jasne, że 99 procent tego, co nazywamy „mną”, w rzeczywistości tym nie jest. Jest tym, co zwykle nazywamy „innym”.
Ten 1 procent, co do którego się spieramy, to nasza świadomość. Trudno byłoby polemizować z tezą, że nasze myśli są całkowicie niezależne od innych, chyba że wszystkie byłyby całkowicie oryginalne i myślelibyśmy w języku, który stanowiłby wyłącznie naszą mowę. Nie tylko idee, ale też spora część naszego życia emocjonalnego i portretu psychologicznego jest bardzo silnie zdeterminowana przez innych i przez otaczający nas świat.
Nawet gdyby nasza podstawowa świadomość była rzeczywiście wyłącznie nasza, a pozostałe 99 procent nie, to i tak myśląc o „ja”, nie mamy na myśli tego 1 procenta. Kiedy mówimy „ja”, myślimy o całym złożonym zbiorze ciała i umysłu. Odnosimy się wtedy do całego pakietu, z którego 99 procent jest tym, co normalnie nazywamy „innym” – pochodzącym od roślin i zwierząt oraz głęboko powiązanym z innymi ludźmi. Pomyślmy o tym w ten sposób – z punktu widzenia współzależności – i spytajmy siebie, czy jest coś takiego jak całkowicie niezależne „ja”.
To, co nazywamy i do czego lgniemy jako do „ja”, jest tak naprawdę wytworem innych: wiele przyczyn i warunków złożyło się na jego powstanie. Ale samo dostrzeganie tej zależności to za mało. Zrozumienie współzależności na poziomie intelektualnym nie doprowadzi do przemiany naszego doświadczenia. Jednak głębokie przemyślenia na ten temat mogą być punktem wyjścia dla pogłębiania naszego poczucia łączności z innymi.
Chodzi o to, abyśmy naprawdę poczuli, do jakiego stopnia inni ludzie są ważni i integralnie z nami powiązani, a także rozwinęli emocjonalną świadomość tego, że w gruncie rzeczy nigdy nie jesteśmy od nich oddzieleni. Inne istoty są częścią nas, tak samo jak my jesteśmy częścią nich. Istniejemy w powiązaniu z innymi. Kiedy to zobaczymy, zrozumiemy także, że nasze szczęście i nieszczęście zależą też od nich. Myślenie tylko o sobie i własnym szczęściu po prostu nie skutkuje i niczego nam nie daje. Nie ma szczęścia bez udziału innych.
Kiedy głęboko poczujemy, że „ja” i „inni” to nie są dwie rozdzielne sfery – że nie jesteśmy tak naprawdę oddzieleni – może to przynieść dużą zmianę. Odkryjemy głęboką więź z innymi, a także – pełni wdzięczności i dobrej woli – zobaczymy, jak wiele wnoszą w to, kim jesteśmy. Zobaczymy i poczujemy, że po prostu musimy brać pod uwagę ich dobro.
To poczucie intymnego powiązania możemy rozszerzyć na nasze środowisko naturalne. Zwróćmy uwagę na najbardziej podstawowy warunek naszego życia na Ziemi – powietrze, którym oddychamy. To oczywiste, że nie możemy zostać oddzieleni od naszego fizycznego środowiska. Nawet jeśli moglibyśmy przeżyć przez jakiś czas bez jedzenia i ubrania, bez powietrza nie przetrwamy dłużej niż kilka minut. Istnieje wiele czynników, które muszą zaistnieć jednocześnie, aby zapewnić ciągłą podaż tlenu niezbędną dla naszego przeżycia, jednak my sami nie wykonujemy żadnych świadomych wysiłków, aby ten proces podtrzymać.
Co więcej, sami stanowimy część tego obszernego systemu symbiotycznej wymiany. Tak jak drzewa i rośliny wchłaniają promienie słoneczne i dwutlenek węgla, aby wyprodukować tlen, którego tak desperacko potrzebujemy, my sami wytwarzamy dwutlenek węgla, który następnie jest wykorzystywany przez rośliny do produkcji tlenu. Kiedy bierzemy wdech, tlen jest niesiony przez krew do komórek całego ciała. Możemy zatem powiedzieć, że drzewa i rośliny, a także słońce są obecne w każdej komórce naszego ciała. I podobnie nasz oddech jest obecny w komórce jakiejś rośliny.
Patrząc w ten sposób na nasze miejsce w świecie, możemy pełniej zrozumieć, że wszystko, dzięki czemu powstaliśmy, a także wszystko, co wykorzystujemy do zdefiniowania, kim jesteśmy, oraz wszystko niezbędne do przeżycia zależy od innych i od czynników, które znajdują się na zewnątrz nas. Na tej samej zasadzie my sami także jesteśmy zasobami, których inni potrzebują, aby przetrwać. To – kim i czym jesteśmy – jest nierozerwalnie i wzajemnie powiązane z innymi.
Utrzymywanie tej świadomości może nam pomóc w wykroczeniu poza wyłącznie intelektualne rozumienie współzależności. Kiedy ten sposób patrzenia na świat obejmie większą część naszego doświadczenia, świadomość przeniesie się z głowy do naszego serca i wtedy zaczniemy doświadczać siebie samych jako współzależnie powiązanych. Nasze obserwacje staną się podstawą nowego zrozumienia i nowych odczuć. To z kolei może zainicjować fundamentalną reorientację naszego stosunku do innych oraz naszego miejsca we współzależnym świecie.
Aby opisać relacje pomiędzy nami a innymi istotami i środowiskiem naturalnym, w buddyjskich tekstach wykorzystuje się pewną analogię. Pomaga ona dostrzec głębsze następstwa współzależności. Świat przyrody jest opisywany jako naczynie, a wszystkie istoty jako jego zawartość. Ta analogia podkreśla nierozłączną więź łączącą ludzi, zwierzęta i środowisko naturalne. Nasza planeta nas podtrzymuje i karmi. Bez niej dosłownie wszystko by się rozpadło.
Kiedy myślimy o jakimś pojemniku lub naczyniu, często umyka nam fakt, że jego zawartość w rozmaity sposób może na niego wpłynąć – np. ogrzewając go lub chłodząc, plamiąc lub odplamiając, rozciągając czy wzmacniając, a nawet ostatecznie niszcząc. Tybetańskie słowo „zawartość” w tej analogii dosłownie znaczy „składniki odżywcze”, więc to tak, jakbyśmy sami niejako byli takimi składnikami odżywczymi dla zamieszkiwanego przez nas świata. I faktycznie, tak jak wspomniałem, dwutlenek węgla, który wydychamy, odżywia rośliny i drzewa, a nasze ciała po śmierci trafiają do ziemi i ją użyźniają. Środowisko naturalne, dla odmiany, odżywia nas i zapewnia nam warunki do życia. Świadczy to o tym, że więzy naszej współzależności ze światem są głębsze i w większym stopniu oparte na wzajemności, niż zwykle nam się wydaje.
Dzięki tej analogii niezbity fakt współzależności może stać się dla nas bardziej żywy – i pomóc nam przekroczyć wyłącznie koncepcyjne jej pojmowanie i uczynić z niej coś, co możemy poczuć i czym możemy żyć i oddychać. To ważne, gdyż współzależność nie jest tylko teoretyczną możliwością – jest naszą rzeczywistością.
Relacja zależności ludzi od planety nie jest wyłącznie jednostronna, choć przez wiele stuleci zdawaliśmy się ten fakt przeoczać. Kiedy myślimy o trzęsieniach ziemi, śnieżycach czy powodziach, łatwo dostrzegamy, że te naturalne zjawiska wywierają na nas silny wpływ. Mniej oczywiste jest jednak to, że my także wywieramy wpływ na naszą planetę i że nasze działania mogą jej albo zaszkodzić, albo przynieść pożytek.
Nie tylko wpływamy na cały świat, ale też najwyraźniej sprawiamy, że będzie on niedługo niezdatny do zamieszkania. Być może niektórzy z nas nie dostrzegają, że możemy dbać o naszą planetę, jednak coraz trudniej zaprzeczyć, że bardzo jej szkodzimy. Kiedy zawartość pojemnika koroduje, pojemnik ulega zniszczeniu. Utrzymując w pamięci analogię pojemnika i jego zawartości, być może łatwiej przyznamy, że współzależność zawsze działa w obie strony. Chociaż wiele osób obecnie zdaje sobie z tego sprawę, ta refleksja nie doprowadziła nas jeszcze do następnego zasadniczego kroku – do takich zmian w naszym zachowaniu, dzięki którym przestaniemy szkodzić i zaczniemy tworzyć warunki prowadzące do uzdrawiania Ziemi.
Oczywiście nie jesteśmy tak zupełnie ślepi wobec faktu podstawowego powiązania z naszą planetą. To bardziej kwestia ograniczonej perspektywy. Ziemia jest tak ogromna, że trudno nam dostrzec skutki naszych działań. Ale jednostkowe uczynki nieustannie składają się na daleko idące procesy przyczynowe. Po prostu powinniśmy rozwijać odmienny sposób widzenia, pogłębiający świadomość naszej współzależności zarówno na mniejszą, jak i większą skalę.
Relacja wpływa na wszystkie zaangażowane strony. Samo bycie w związku z kimś lub czymś sprawia, że zaczynamy stanowić część tego czegoś. Ta prawda dotyczy wszystkich rodzajów współzależności, poczynając od systemów planetarnych, a kończąc na naszych najbardziej intymnych i osobistych relacjach. Weźmy za przykład relację dzieci i rodziców. Oczywiście, rodzice przede wszystkim płodzą dzieci, ale to właśnie posiadanie dzieci czyni ich rodzicami. Możemy nawet stwierdzić, że stajemy się rodzicami, kiedy na świat przychodzi nasze pierwsze dziecko. Zanim na świat przyszło ich pierwsze dziecko, kobieta i mężczyzna nie byli jeszcze matką i ojcem. W tym sensie dzieci sprawiają, że ich rodzice stają się „rodzicami”. Współzależność łączy nas na wielu poziomach i zawsze działa w obie strony.
Dostrzeżenie naszej głębokiej zależności od środowiska naturalnego pozwala uznać jego prawdziwą wartość i je docenić. Mieszkańcy miast powinni ciągle słyszeć o wadze dbania o planetę między innymi dlatego, że nie wyrośli w poczuciu bezpośrednich z nią związków. Dla nich przyroda jest czymś, co podziwiają, idąc do parku lub wyjeżdżając na wieś. Jeżeli wychowaliśmy się w mieście, nasze poczucie związku ze środowiskiem naturalnym jest nikłe, ponieważ rzadko doświadczaliśmy fundamentalnej zależności od niego. Przyroda wydaje się pięknym tłem naszego życia, czymś co upiększa scenerię, ale w gruncie rzeczy moglibyśmy się bez niej obejść. Trudno nam zobaczyć, że środowisko naturalne jest niczym scena, na której rozgrywa się nasze życie. Bez tego, co oferuje nam nasze zewnętrzne otoczenie, zupełnie nic nie mogłoby się wydarzyć.
Urodziłem się i spędziłem większą część dzieciństwa w odludnym zakątku Wyżyny Tybetańskiej. Byliśmy rodziną nomadów i dostosowywaliśmy nasze życie do rytmu pór roku. Mieszkaliśmy w namiotach w ciągłym kontakcie z ziemią. Kiedy po raz pierwszy opuściłem rodzinne strony, pamiętam, że przez długi czas doświadczałem fizycznej tęsknoty, aby powrócić i na nowo nawiązać z nią kontakt, ponownie poczuć ziemię pod stopami i odetchnąć świeżym górskim powietrzem. Co więcej, niebo we wschodnim Tybecie jest bezkresne, a wszędzie wokół widać przestrzeń. Obecnie, kiedy przebywam w środowisku miejskim, gdzie ulice przypominają wąskie kaniony, czuję się odrobinę tak, jakby budynki wokół napierały. Na dodatek doświadczenie spacerowania po wybrukowanych chodnikach jest całkowicie inne niż to, kiedy chodzimy po gołej ziemi.
Oczywiście nawet jeśli nie pochodzimy z terenów wiejskich, możemy uczyć się doceniania świata przyrody. Możemy poszukiwać okazji do wejścia w bezpośredni kontakt z naturą, wąchając ziemię, słuchając szemrzących strumyków czy dotykając kory drzewa. Wiele można powiedzieć o sensorycznych doświadczeniach jako sposobie bezpośredniego, żywego doświadczania naszego osobistego powiązania ze wszystkim. Kiedy zmysły się otwierają, poruszają nasze serce. To bezpośrednie doświadczenie wywołuje miłość i poczucie bliskości, co w naturalny sposób doprowadza do chęci troszczenia się o naszą planetę.
Zostałem zainspirowany do podejmowania wysiłków na rzecz środowiska i zdecydowanie przypisuję ten fakt bliskości z przyrodą, jakiej doświadczałem w dzieciństwie. Moje zaangażowanie w ochronę przyrody także zmniejsza poczucie oddalenia od naturalnego środowiska, w którym się wychowałem. To doświadczenie pozwala mi uwierzyć, że oddzielenie od przyrody można osłabić poprzez odważne wysiłki dbania o środowisko naturalne jako całość.
Współzależność obejmuje przyczynowość – sposób, w jaki coś się wydarza na skutek zbiegu pewnych przyczyn i warunków. Im głębiej doceniamy przyczynowość, tym skuteczniej możemy osiągać upragniony rezultat – czy będzie nim lepsza kondycja naszej planety, bardziej sprawiedliwe społeczeństwo, czy szczęśliwsze życie.
Niektóre sytuacje, których doświadczamy w życiu, są bezpośrednim skutkiem naszych wysiłków, ale mają na nas wpływ także inne czynniki, które nie wynikają z naszego wyboru. Łatwiej dostrzec swoją rolę w świecie, gdy intencjonalne czyny skutkują natychmiastowymi rezultatami. Trudniej natomiast to zrobić w przypadku rezultatów niebezpośrednich. Małżeństwo czy wybór zawodu – to czynniki, które kształtują nasze życie i które w sposób świadomy i bezpośredni tworzymy sami. Ale nasze czyny mają wiele konsekwencji, których nie sposób przewidzieć.
Nasze działania wpływają na innych, pośrednio lub bezpośrednio, ale także rodzą konsekwencje, których potem nieuchronnie doświadczamy sami, czy tego chcemy, czy nie. Znalezienie się w sytuacjach, do których nie dążyliśmy, a które pojawiły się na skutek naszych poprzednich działań, to po prostu jeszcze jeden aspekt życia w sieci przyczynowości, który zwykle ignorujemy ze szkodą dla samych siebie.
Żyjąc w tym świecie, inicjujemy długą serię zdarzeń, z których jedno wywołuje kolejne. Pojedyncze działanie zwykle wywiera szerszy wpływ, niż jesteśmy tego świadomi. Nasze działania wywołują efekt domina wykraczający poza bezpośrednie rezultaty, które zwykle odbieramy i rozpoznajemy jako konsekwencje naszych działań. W buddyzmie często stosujemy określenie „karma”, aby opisać relację pomiędzy intencjonalnymi działaniami a pełnym wachlarzem ich skutków. Nie jest jednak konieczne stosowanie takich terminów, aby zrozumieć, że z powodu współzależności wszystko, co robimy, nie tylko wywiera wpływ na nas i nasze bezpośrednie otoczenie, ale też wykracza o wiele dalej.
Poszerzenie naszych zdolności postrzegania jest niezbędne, jeśli chcemy w pełni zrozumieć i docenić bardziej subtelne przejawy przyczynowości. Nasza pierwotna optyka może obejmować bezpośrednie otoczenie i sposób, w jaki współzależność osobiście dotyka nas jako jednostkę. Ale żeby w pełni docenić rolę współzależności w kształtowaniu naszego świata i sposobu jego doświadczania, musimy rozwinąć świadomość przyczyn i skutków, akcji i reakcji, w dużo szerszym zakresie.
Poszerzenie horyzontu widzenia jest niezbędne dla naszego przetrwania zarówno jako społeczeństwa, jak i jednostki. Wiele problemów rodzi się z tego, że ograniczamy nasze spojrzenie do wąskiej perspektywy skupionej na nas samych. Samolubstwo działa jako rodzaj ciasnej ramy ograniczającej i wypaczającej obraz rzeczywistości.
Lgnięcie do tego, co jest „mną” i „moim”, tworzy bariery, które powodują, że zawężają się granice naszego świata. Jakbyśmy byli krótkowidzem patrzącym na świat przez wąskie okno.
Nic dziwnego, że ogarnia nas poczucie wyobcowania i samotności. Otwarcie się na pogląd współzależności może nam pomóc w przełamaniu barier wzniesionych przez własny egocentryzm i wyłonieniu się z ciemnej i ciasnej nory, w której sami się zatrzasnęliśmy.
Mądrość, która pojawi się, kiedy w pełni zrozumiemy naszą współzależność, jest siłą potrafiącą obalić mury odgradzające nas od innych. Współczucie czy altruistyczne postrzeganie mogą wywoływać ten sam efekt. Mądrość i współczucie rodzą się ze świadomości, że wszyscy jesteśmy sobie równi w naszym pragnieniu szczęścia i w potrzebie uniknięcia bólu i cierpienia. Każda istota, która jest w stanie odczuwać ból, zasługuje na szacunek i troskę.
Uświadomienie sobie tej wspólnej potrzeby może obudzić w nas troskę o inne istoty. Kiedy zaczniemy to odczuwać w pełni jako część nas samych, to w naturalny sposób będziemy łagodzić ból innych i przyczyniać się do ich szczęścia. W takim przypadku jasna świadomość, że wszystkie istoty są całkowicie równe w pragnieniu szczęścia, może okazać się kluczowa w przeorientowaniu naszego sposobu życia na oparty w większym stopniu na współzależności.
Zatem najpierw musimy poszerzyć swoją świadomość. Zasadniczym celem tej książki jest pomoc w obudzeniu jej w sobie i przekształceniu w uczucia, które doprowadzą do działania. Aby naprawdę odczuwać współzależność, potrzebujemy autentycznej przemiany serca. Samo zbieranie informacji o naszych osobistych problemach oraz społecznych bolączkach przynosi jedynie ograniczone korzyści. Tak samo jest w przypadku ostrzeżeń wydrukowanych na paczkach papierosów. Na pudełku wyraźnie napisano, że palenie papierosów zabija, jednak ta wiedza nie zniechęciła miliarda ludzi na świecie do sięgania po tytoń. Tak właśnie się dzieje, kiedy nasza wiedza sprowadza się wyłącznie do przyswojenia zwykłej informacji, bez głęboko odczuwanego wglądu czy troski.
Ludzie często argumentują, że palenie to kwestia indywidualnego wyboru, ponieważ palacze szkodzą tylko samym sobie. Ale kiedy badacze bliżej przyjrzeli się efektom palenia, odkryli, że palacze szkodzą także ludziom dookoła, którzy palą w sposób bierny. Ograniczona perspektywa sprawia, że całkowicie oddzielamy siebie od innych. Spróbujmy ją poszerzyć. Wtedy zobaczymy, że nasze działania wpływają na innych, a działania innych wpływają na nas.
Współzależność uczy, że nasze dążenia do realizacji celów mogą albo pomagać, albo szkodzić innym w sposób pośredni lub bezpośredni. Za sprawą współzależności wszystkie działania bezsprzecznie wpływają na innych i mogą przyczynić się do ich pomyślności albo przynieść odwrotny skutek. W pogoni za własnym szczęściem powinniśmy uwzględniać wpływ naszych czynów na dobro innych.
Może pamiętacie okropny wypadek, który wydarzył się w Bangladeszu w 2013 roku, kiedy to zawalił się budynek fabryki. Podobne tragedie zdarzają się na całym świecie, ale ten miał miejsce podczas spotkań, które doprowadziły do powstania tej książki, służy mi więc jako żywa ilustracja. Dzień po dniu śledziliśmy, jak liczba ofiar śmiertelnych rośnie, kiedy ratownicy desperacko przeszukiwali gruzy. W ostatecznym rozrachunku ponad 1100 osób straciło życie. Ludzie w tym budynku produkowali ubrania dla dużych firm międzynarodowych. Większość ofiar stanowiły kobiety, a części z nich podczas pracy towarzyszyły dzieci. Konstrukcja budynku okazała się przede wszystkim źle zaprojektowana, a ponadto nie była odpowiednio remontowana z uwagi na oszczędności i chęć zysku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
