Podejrzany - Paulina Świst - ebook + audiobook

Podejrzany ebook i audiobook

Paulina Świst

4,6

56 osób interesuje się tą książką

Opis

To nie żarty, to nie przelewki, tu się dzieje, i to jak!

W roku 2014 Daniel Wyrwa był jeszcze żołnierzem 6. Batalionu Powietrzno-Desantowego w Gliwicach, a Maria Zimnicka – dobrze zapowiadającą się aplikantką adwokacką. Daniel, delikatnie mówiąc, nie miał dobrej reputacji. Wszyscy – poza Marią – wiedzieli o jego problemach z prawem, z narkotykami, ze skłonnością do przemocy i do maczania palców w nielegalnych przedsięwzięciach, ale przecież miłość nie wybiera… Maria urodziła córeczkę, Daniel wylądował na odwyku, Maria wyszła za mąż za kolegę z dzieciństwa, a potem… Potem zrobiło się szybko, ostro, groźnie, błyskotliwie, zaskakująco i wciągająco. Fani Pauliny Świst dostaną więcej, niż oczekują, nowi czytelnicy natychmiast sięgną po jej wcześniejsze książki. Gwiazda świeci coraz jaśniej!



Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 236

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 32 min

Lektor: Paulina Świst

Popularność




Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Monika Frączak

Redakcja techniczna: Karolina Bendykowska

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Maria Śleszyńska, Katarzyna Szajowska

© for the text by Paulina Świst

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2018

Zdjęcia na okładce

© CURAphotography/Shutterstock

© Kira Vasilevski/Shutterstock

ISBN 978-83-287-0966-9

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2018

FRAGMENT

Bratu, dzięki któremu w wieku siedmiu lat znałam wszystkie kawałki Gunsów, nie znając ani jednego kawałka Majki Jeżowskiej. Znałam cały skład Milanu, nie wiedząc, kto to Barbie i Ken. Wiedziałam, co to spalony. Poznałam, co to życie w stresie z toksycznym sąsiadem i uodporniłam się na mobbing. Nauczyłam się gry w pokera i tego, że nauka kosztuje…

7 marca 2014 roku

Rozejrzałem się po leśnej polanie. Idealna. Pogoda, jak na marzec, też była całkiem niezła. Wrzuciłem bluzę do bagażnika i przeciągnąłem się. Potem zacząłem truchtać w miejscu, stopniowo zwiększając tempo. Parę skipów, kilka skrętów tułowia. Rozgrzałem też ramiona i nadgarstki. Sprzedałem kilkanaście kopów w drzewo. Na koniec przechyliłem parę razy głowę w lewo i prawo. Wyciągnąłem z bagażnika rękawiczki do MMA i ochraniacz na zęby.

– „Siwy” martwi się o swoje białe ząbki. – Usłyszałem głos za plecami. Uśmiechnąłem się i odwróciłem w stronę Przemka.

– Wieczorem mam imprezę. Poza tym jak dociągniesz do moich lat, to się nauczysz, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

– Senseju – powiedział Przemek z szyderczym zachwytem i podciągnął dresowe spodnie.

Lubiłem gnojka. Miał dwadzieścia jeden lat i przypominał mnie, kiedy byłem w jego wieku. Doskonale wiedziałem, że jestem za stary, żeby jeszcze się w to bawić. Jednak wizja tego, jak zmieni się moje życie za kilka miesięcy, spowodowała, że zaczynałem wracać do starych nawyków. Złych nawyków. Nie byłem już gówniarzem i doskonale zdawałem sobie sprawę, że znów pakuję się w bagno. Im bardziej to sobie uświadamiałem, tym mocniej brnąłem. Zaczęło się od tego, że zupełnie niepotrzebnie polazłem do jednej z katowickich dyskotek. Spotkałem kumpla z dawnych lat. Zaprosił mnie do stolika i od słowa do słowa, od kreski do kreski wylądowałem na ustawce w środku lasu.

– Nie wygodniej byłoby ci w dresie? – Przemek wymownie popatrzył na moje bojówki.

– Dałbym sobie z nimi radę nawet w kiecce.

– Tak myślisz?

– Krótkiej kiecce w kwiatki.

– To wcale nie jest słaba ekipa… – zaczął Przemek.

– Widać, że wcześniej nie widziałeś go w akcji – wtrącił się Roman, który podszedł do nas i podał mi rękę. – Dobrze, że wróciłeś. Widzisz tego po prawej? – Wskazał głową na kolesi po drugiej stronie polanki. Skrajnie po prawej rozgrzewał się wysoki facet. Góra mięcha.

– No.

– Były mistrz Śląska w boksie. Będzie z nim problem.

– Nie będzie. – Uśmiechnąłem się pewnie i włożyłem do ust ochraniacz, potem włożyłem rękawice i stanąłem w linii z chłopakami.

Popatrzyłem na Romana, który wyszedł na środek i rozmawiał o czymś z równie wielkim kolesiem z drugiej ekipy. Podali sobie ręce. Roman wrócił do nas.

– Dwudziestu na dwudziestu. Bez sprzętu, ale to wiecie. Zasady jak zawsze: nie skakać po głowach, olać leżących i jeśli jakiś cipeusz od nich powie: „basta”, to go nie lejcie. Cały czas w grupie, bark w bark! NAPIERDALAMY! – ryknął. Poczułem uderzenie adrealiny. Dobrze znałem to uczucie. Dobiegliśmy do drugiej ekipy. Na pierwszy strzał poszedł jakiś koleś, który zaplątał się na drodze do byłego mistrza Śląska. Nie wstał. W końcu dopadłem celu. Akurat lał jednego z naszych. Młody chłopak dostał cios, po którym najwyraźniej miał dość, bo usłyszałem, jak zbolałym głosem jęczy: „basta”. Facet zostawił małolata i podniósł głowę. Nie miałem zamiaru go lekceważyć. Wiedziałem, że jeśli trafi mnie pięścią, prawdopodobnie skończę niczym Kojot Wiluś po zderzeniu z pociągiem. Zrobiłem unik, a potem wyprowadziłem potężne, na szczęście celne, kopnięcie prosto w wątrobę. Zamroczyło go. Wiedziałem, że muszę wykorzystać okazję. Błyskawicznie doskoczyłem do niego i zacząłem okładać. Wylądował na ziemi.

– Uważaj! Plecy! – Krzyknął do mnie Przemek.

Odwróciłem się szybko i instynktownie wyjebałem z łokcia chłopakowi, który najwyraźniej chciał mnie wywrócić na ziemię. Rozejrzałem się. Minęło zaledwie kilka minut i już było po wszystkim.

– TORCIDA, TORCIDA! – Usłyszałem za plecami i uśmiechnąłem się szeroko, wyjmując ochraniacz z ust.

***

Zaparkowałam przed hotelem Sevilla i wyszłam na mroźne powietrze. Była trzecia nad ranem. Łukasz zadzwonił o drugiej, rzucił, że mam go odebrać za godzinę i rozłączył się, nie czekając na moją odpowiedź, a potem przestał odbierać telefon. Humorek miałam przez to mocno średni. Nie wiem, jak dałam się namówić na robienie dziś za kierowcę. Obiecałam sobie solennie, że to przedostatni raz. Weszłam do recepcji wściekła jak osa i zapytałam o imprezę sekcji sportów walki. Recepcjonistka zmierzyła mnie takim wzrokiem, że od razu wiedziałam, że chłopaki raczej nie były grzeczne, a mój wygląd zapewne podpowiadał jej, że kłopoty będą jeszcze większe. Patrzyłam z uśmiechem, jak obcina moją mini i czarne skórzane kozaki. Jej aprobaty nie zyskała też skórzana kurtka, kończąca się zaraz pod biustem. W samochodzie miałam płaszcz, ale nie zamierzałam jej o tym informować. Wracałam z imprezy w Katowicach. Party było tematyczne i nosiło nazwę: „Kurwy i księża”. Jakoś nie czułam pociągu do sutanny, więc wybrałam drugą opcję.

– Trzecie piętro – wypluła z pogardą. Wspaniałomyślnie postanowiłam ją zignorować i poszłam w stronę windy.

Nacisnęłam przycisk i gapiłam się w srebrne drzwi. Usłyszałam śmiechy dobiegające z ustawionych za windą foteli. Siedziało tam trzech około dwudziestoletnich chłopaczków. Wyglądali na mocno pijanych. Jeden z nich wstał i chwiejnym krokiem ruszył w moją stronę. Ponownie nacisnęłam przycisk przywołujący windę.

– Idziesz na imprezę? – zagadał, chuchając odorem przetrawionego piwa. To była kropla, która przelała czarę goryczy. Nie wytrzymałam.

– Nie, kurwa, na ryby.

Kumple mojego adoratora wybuchnęli śmiechem, a na jego twarzy zobaczyłam wściekłość. Niedobrze… Znów mój język był szybszy niż głowa.

– Słuchaj, dziwko… – zaczął, łapiąc mnie za ramię. – Zaraz możemy pogadać inaczej.

– Sebek, bądź grzecznym żulem i sprawdź, czy cię nie ma przy automatach. Pani jest ze mną. – Usłyszałam za sobą głęboki głos.

Troglodyta puścił moją rękę, a ja odwróciłam się i uderzyłam prosto w tors jakiegoś faceta. Cofnęłam się i uniosłam wzrok. Przede mną stał blondyn, około sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Miał czarne dżinsy, prawie całkowicie rozpiętą koszulę, która ukazywała naprawdę imponujące mięśnie a na szyi nieśmiertelniki. Na klatce piersiowej widać było tatuaż – wyglądał tak, jakby zajmował większą partię ciała, a na torsie było tylko jego wykończenie. Patrzyłam na niego z otwartą buzią. Stan jego stroju wskazywał na to, że nie był trzeźwy, ale jego spojrzenie całkowicie temu przeczyło.

– Wchodź. – Popchnął mnie lekko w stronę otwartych drzwi windy i wcisnął guzik trzeciego piętra.

– Przepraszam, „Siwy”, nie wiedziałem – jąkał się Sebek, wpatrując się w niego z przestrachem.

***

Impreza nabierała tempa, a ja nie spałem od trzydziestu godzin. Musiałem jakoś się wzmocnić, bo jeszcze chwilka i skończyłbym pod stołem. Zwinąłem się na chwilę i zszedłem na parter. Poszedłem do hotelowego baru i zamówiłem red bulla. Usiadłem w wolnej loży i kiedy barman nie patrzył, wsypałem do szklanki gram amfy. Zamieszałem i błyskawicznie wypiłem. Nagle obok mnie usiadła jakaś „rycząca czterdziecha”.

– Widziałam, co zrobiłeś. Załatwisz mi też takiego drinka?

Popatrzyła na mnie i oblizała usta.

Pięć na dziesięć, oceniłem ją błyskawicznie. Światło było przytłumione, a ja nie widziałem tu zbyt wielu innych opcji. W sumie czemu nie? Zmierzyłem ją wzrokiem.

– A co z tego będę miał?

– Dotrzymam ci towarzystwa. – Oparła rękę o mój tors i powoli zaczęła rozpinać mi guziki koszuli. Była mocno pijana i jeszcze bardziej napalona. Uśmiechnąłem się lekceważąco i odtrąciłem jej rękę.

– Mało.

– Zrobię ci loda. – Przeszła do konkretów.

– Zaczynasz mówić z sensem – rzuciłem, wstając. – Daj mi parę minut.

Ruszyłem w stronę lobby. Towar miałem na górze, a nie zamierzałem ciągnąć jej tam ze sobą. Poszedłem do windy. Stała przed nią naprawdę śliczna dziewczyna. Miała długie blond włosy, wściekłą minę i naciskała guzik z taką energią, jakby zamierzała przepchnąć go na drugą stronę ściany. Kabaretki, mini i kurtka blondynki wskazywały jednoznacznie, czym się zajmuje, ale nie był to dla mnie problem. Błyskawicznie zapomniałem o lasce, którą zostawiłem w barze. Już zmierzałem w jej stronę, kiedy zobaczyłem, jak podchodzi do niej jeden z gówniarzy, których znałem z meczów. Czasem wpadali do Sevilli na dyskotekę. Powiedział coś do blondynki, a ta najwyraźniej mu odpyskowała, bo usłyszałem gromki śmiech jego kumpli. Złapał ją za ramię i zaczął szarpać. Błyskawicznie znalazłem się przy nich.

– Sebek, bądź grzecznym żulem i sprawdź, czy cię nie ma przy automatach. Pani jest ze mną – powiedziałem z pobłażliwym uśmiechem.

Poznał mnie. Czasem warto było grzeszyć szpetną reputacją. Wykorzystałem to, że blondi zapomniała chwilowo języka w gębie, i popchnąłem ją w stronę windy, pakując się za nią.

– Przepraszam, „Siwy”, nie wiedziałem. – Usłyszałem za sobą, ale zignorowałem gnojka.

Drzwi się zamknęły. Obróciłem się do swojej ślicznej znajomej.

– Jesteś nowa? Czemu wchodzisz sama do hotelu? Jeśli nie masz… – zastanowiłem się chwilę nad odpowiednikiem słowa „alfons” – hm… opiekuna, to musisz uprzedzić tego, który cię zamawia, żeby zszedł po ciebie. Inaczej prosisz się o problemy. A tak w ogóle, to kto cię wydzwonił i czemu nic o tym nie wiem?

***

Następny, który bierze mnie za kurwę, pomyślałam z rozbawieniem. Dostrzegałam śmieszną stronę tej sytuacji: co prawda nie szata zdobi człowieka, ale wystarczy jeden rzut oka na twój strój, żeby ktoś błyskawicznie zaklasyfikował cię do określonej kategorii ludzi. Ciekawe, co byś powiedział, cwaniaczku, gdybyś mnie zobaczył w służbowych ciuchach, pomyślałam i postanowiłam, że nie wyprowadzę go z błędu. Niech się czegoś nauczy.

– Przedstawił się jako Łukasz.

– „Zimny”?

Widziałam zdziwienie w jego oczach. Uff, czyli dobrze obstawiłam, że był z tej samej imprezy.

– Nie wiem. Powiedział tylko, jak ma na imię. – Trzymałam się swojej roli.

– Jego akurat bym nie podejrzewał o sprowadzanie tu dziewczyn… – Patrzył mi w oczy, jednocześnie zakładając mi za ucho kosmyk włosów. – Jeszcze pół godziny temu chciał jechać na Mariacką, twierdząc, że straszna tu posucha.

Tak bardzo zagapiłam się w jego jasnoniebieskie tęczówki, że aż podskoczyłam na dźwięk otwierających się drzwi windy.

Widok w holu trzeciego piętra był osobliwy. Grupa mężczyzn dopingowała dwóch facetów, którzy ścigali się w stronę drugiego końca korytarza. Szli na rękach. Uśmiechnęłam się.

– Świry.

– Ten z czarnymi włosami to mój brat. – Blondyn wskazał na faceta, który zdecydowanie wygrywał.

– Z łóżka bym nie wyrzuciła – powiedziałam, patrząc na seksownego bruneta.

– Stary jest. – „Siwy” uśmiechnął się, złośliwie mrużąc oczy. – Łukasz jest w jego wieku, więc też już lekko pachnie chryzantemą.

Wydęłam wargi jak ostatnia idiotka.

– Lubię doświadczonych facetów.

Blondyn wybuchnął śmiechem.

– Co to ma wspólnego z wiekiem?

– Ile masz lat?

– Trzydzieści trzy. Chyba że pytasz o lata doświadczenia… Wtedy dwadzieścia.

Przysunął się do mnie. Popatrzyłam na niego zbaraniała.

– Miałeś trzynaście lat, kiedy…? To się nadaje do prokuratury!

Chwilowo wypadłam ze swej roli, ale naprawdę byłam zszokowana. Znów się roześmiał. Najwyraźniej stanowiłam dla niego zabawne zjawisko.

– Widzę, że koleżanka praworządna. – Złapał mnie w pasie i lekko przyciągnął do siebie. – A ile panienka liczy sobie wiosen?

– Dwadzieścia pięć. To chyba znaczy, że dla mnie też jesteś za stary, co nie? – Uśmiechnęłam się złośliwie.

– Sprawdź – wyszeptał.

To, co jeszcze sekundę temu było dobrą, w zasadzie całkiem niewinną zabawą, nagle się zmieniło. Poczułam przyśpieszone tętno i rumieńce na policzkach.

***

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz