Ogień i krew. Część 2 - George R.R. Martin - ebook
Opis

OPOWIEŚĆ O EKSCYTUJĄCYCH DZIEJACH

DYNASTII TARGARYENÓW

Trzysta lat przed wydarzeniami przedstawionymi w cyklu Pieśni Lodu i Ognia, na długo przed konfliktem, z powodu którego wszystkie wielkie rody Westeros zwróciły się przeciwko sobie, krainą władał niepodzielnie ród Targaryenów, ostatnich z żyjących smoczych lordów.

Targaryenowie przeżyli Zagładę Valyrii i osiedlili się na Smoczej Skale. Ta książka opowiada dzieje ich legendarnej dynastii od Aegona Zdobywcy aż po krwawy Taniec Smoków, wojnę domową między Aegonem II a jego przyrodnią siostrą Rhaenyrą, walczącymi o tron swego ojca, która ogarnęła całe Westeros i omal nie doprowadziła do upadku dynastii Targaryenów. Opisuje też pokłosie tego konfliktu i wstąpienie na tron króla Aegona III, zwanego Zgubą Smoków.

Co naprawdę wydarzyło się podczas Tańca Smoków? Dlaczego Rhaenyra uważała się za prawowitą królową? Jakie było pochodzenie trzech smoczych jaj, które dano w prezencie Daenerys? Dlaczego król Aegon III nienawidził smoków?

To tylko niektóre z pasjonujących pytań, na które odpowiada ta szczegółowa kronika, spisana przez uczonego arcymaestera Gyldayna z Cytadeli.

Ogień i krew będzie dla świata Westeros tym,

czym jest Silmarillion dla Śródziemia

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 464

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


George R.R. Martin Ogień i krew cz. 2 Tytuł oryginału Fire and Blood vol. 1 ISBN Copyright © 2018 by George R.R. Martin Illustrations copyright © 2018 by Penguin Random House LLC Copyright © for the Polish edition by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2018All rights reserved Jacket design: David G. Stevenson Niektóre zamieszczone w niniejszej książce fragmenty zostały opublikowane wcześniej (w formie skróconej albo w całości) w następujących tomach: „Conquest”, published in The World of Ice & Fire by George R. R. Martin, Elio M. García, Jr., and Linda Antonssen, copyright © 2014 by George R. R. Martin; „The Sons of the Dragon”, published in The Book of Swords (edited by Gardner Dozois), copyright © 2017 by George R. R. Martin; „The Princess and the Queen”, published in Dangerous Women (edited by George R. R. Martin and Gardner Dozois), copyright © 2013 by George R. R. Martin and Gardner Dozois; „The Rogue Prince”, published in Rogues (edited by George R. R. Martin and Gardner Dozois), copyright © 2014 by George R. R. Martin and Gardner Dozois. Fragment Podbój Aegona ukazał się pierwotnie w książce Świat Lodu i Ognia wydanej przez Wydawnictwo Czwarta Strona (Poznań 2014). Przedruk za zgodą Wydawnictwa Poznańskiego, Sp. z o.o. Redakcja Adriana Staniszewska Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 faks 61 852 63 26 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90sklep@zysk.com.plwww.zysk.com.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.
Dla Lenore, Eliasa, Andrei i Sida, Dzieciaków z Durango

ZAGŁADA SMOKÓW

CZARNI I ZIELONI

„Taniec Smoków” to górnolotna nazwa nadana gwałtownej bratobójczej wojnie o Żelazny Tron Westeros, stoczonej między dwiema konkurencyjnymi gałęziami rodu Targaryenów w latach od 129 do 131 o.P. Nazwanie mrocznych, burzliwych i krwawych wydarzeń owego okresu „tańcem” wydaje nam się groteskowo nieadekwatne. Z pewnością ową frazę ukuł jakiś minstrel. Znacznie stosowniejsze byłoby określenie „Zagłada Smoków”, ale tradycja i czas wypaliły na kartach historii owo bardziej poetyckie sformułowanie, musimy więc tańczyć razem z resztą.

Po śmierci króla Viserysa I Targaryena o tron ubiegało się dwoje głównych pretendentów: jego córka Rhae­nyra, jedyne żyjące dziecko z pierwszego małżeństwa, oraz Aegon, najstarszy z synów Viserysa I poczętych z drugą żoną. Pośród chaosu i rzezi wywołanych ich rywalizacją pojawili się też inni kandydaci na królów, paradujący niczym komedianci na scenie przez połowę cyklu księżyca albo i cały, by potem upaść równie szybko, jak się pojawili.

Taniec podzielił Siedem Królestw na dwie części. Lordowie, rycerze i prostaczkowie opowiadali się po jednej ze stron i chwytali za broń, by stanąć do bratobójczej walki. Nawet sam ród Targaryenów nie uniknął rozłamu. Do walk przyłączyli się krewni, powinowaci i dzieci obojga pretendentów. Dwa lata wojny przyniosły wielkim lordom Westeros ogromne straty, podobnie jak ich chorążym, rycerzom oraz prostaczkom. I choć dynastia przetrwała, po zakończeniu walk potęga Targaryenów była znacznie umniejszona, a liczebność ostatnich żyjących na świecie smoków drastycznie spadła.

Taniec był wojną niepodobną do żadnej, jaką stoczono w długiej historii Siedmiu Królestw. Choć armie maszerowały i toczyły zacięte boje, znaczną część krwi przelano na wodzie i — zwłaszcza — w powietrzu, gdzie smoki walczyły ze sobą na zęby, szpony oraz płomienie. Owa wojna pełna była przy tym podstępów, morderstw i zdrad, toczono ją w cieniach i na schodach, w salach obrad i na zamkowych dziedzińcach, posługując się sztyletami, kłamstwami oraz trucizną.

Konflikt tlił się przez długi czas, aż wreszcie wyszedł na światło trzeciego dnia trzeciego księżyca roku 129 o.P., gdy schorowany, przykuty do łoża król Viserys I Targaryen zamknął oczy w Czerwonej Twierdzy w Królewskiej Przystani, by się zdrzemnąć, i zmarł we śnie. Jego ciało odnalazł sługa o godzinie nietoperza, gdy król miał w zwyczaju wypijać kielich hipokrasu. Mężczyzna pobiegł zawiadomić królową Alicent, której komnaty znajdowały się piętro niżej.

Septon Eustace, opisujący te wydarzenia kilka lat później, zauważa, że sługa przekazał owe straszliwe wieści tylko królowej, nie wywołując ogólnego alarmu. Eustace nie wierzy, by to był zwykły przypadek. Zapewnia, że zgonu króla spodziewano się już od pewnego czasu i królowa Alicent oraz jej partia, tak zwani zieloni, wydali wszystkim strażnikom i służącym Viserysa polecenia, jak mają się zachować, gdy nadejdzie ów dzień.

(Karzeł Grzyb sugeruje bardziej złowrogi scenariusz, w którym królowa Alicent przyśpieszyła odejście Viserysa za pomocą szczypty trucizny dosypanej do hipokrasu. Trzeba jednak zauważyć, że błazen nie był obecny w Królewskiej Przystani, gdy król dokonał żywota. Przebywał na Smoczej Skale, służąc księżniczce Rhae­nyrze).

Alicent natychmiast udała się do królewskiej sypialni. Towarzyszył jej ser Criston Cole, lord dowódca Gwardii Królewskiej. Gdy tylko stwierdzili, że Viserys naprawdę nie żyje, Jej Miłość nakazała zamknąć drzwi komnaty i ustawić pod nimi straże. Sługę, który znalazł ciało, uwięziono, by się upewnić, że nic nikomu nie wygada, ser Criston wrócił zaś do Wieży Białego Miecza i rozkazał swym braciom z Gwardii Królewskiej wezwać członków małej rady. Była godzina sowy.

Wówczas, podobnie jak obecnie, Zaprzysiężone Bractwo Gwardii Królewskiej składało się z siedmiu rycerzy, mężczyzn, którzy dowiedli swej wierności i biegłości w boju, a także solennie przysięgli poświęcić własne życie w obronie osoby króla oraz jego rodziny. W chwili śmierci Viserysa w Królewskiej Przystani przebywało tylko pięć białych płaszczy: sam ser Criston, ser Arryk Cargyll, ser Rickard Thorne, ser Steffon Darklyn oraz ser Willis Fell. Ser Erryk Cargyll (bliźniaczy brat ser Arryka) i ser Lorent Marbrand, przebywający z księżniczką Rhae­nyrą na Smoczej Skale, o niczym nie wiedzieli i nie towarzyszyli swym braciom, gdy ci wyruszyli w nocy, by obudzić członków małej rady.

Rada zebrała się w komnatach królowej wewnątrz Twierdzy Maegora. Zachowało się wiele relacji z tego, co powiedziano i uczyniono owej nocy. Najbardziej szczegółową i wiarygodną z nich jest Taniec Smoków, prawdziwa opowieść autorstwa wielkiego maestera Munkuna. Choć ową księgę napisano dopiero po pokoleniu, opiera się ona na wielu różnych materiałach, takich jak kroniki maesterów, pamiętniki, zapiski zarządców oraz rozmowy ze stu czterdziestoma siedmioma naocznymi świadkami wielkich wydarzeń z tamtych lat. Natomiast relacja z obrad rady jest oparta na wyznaniach wielkiego maestera Orwyle’a, spisanych przed jego egzekucją. W przeciwieństwie do Grzyba i septona Eustace’a, których wersje bazują na plotkach, zasłyszanych pogłoskach i legendach rodzinnych, wielki maester był obecny na spotkaniu rady i miał swój udział w jej obradach oraz podjętych przez nią decyzjach… choć nie możemy zapominać o tym, że spisując swe wyznania, Orwyle gorąco pragnął przedstawić się w korzystnym świetle i udowodnić, że nie jest winny temu, co wydarzyło się później. Dlatego nie można wykluczyć, że Munkun w swym dziele jest nazbyt wyrozumiały dla poprzednika.

Gdy ciało pana męża królowej stygło piętro wyżej, w jej komnatach zebrali się: sama królowa Alicent; jej ojciec, ser Otto Hightower, piastujący funkcję namiestnika królewskiego; ser Criston Cole, lord dowódca Gwardii Królewskiej; wielki maester Orwyle; osiemdziesięcioletni lord Lyman Beesbury, który był starszym nad monetą; ser Tyland Lannister, starszy nad okrętami, brat lorda Casterly Rock; Larys Strong zwany Larysem Szpotawą Stopą, lord Harrenhal i starszy nad szeptaczami; oraz lord Jasper Wylde, zwany Żelaznym Prętem, starszy nad prawami. W swej Prawdziwej opowieści wielki maester Munkun nazywa owo zgromadzenie „zieloną radą”.

Wielki maester Orwyle otworzył posiedzenie, wymieniając tradycyjne czynności i procedury wiążące się ze śmiercią króla.

— Należy wezwać septona Eustace’a, by dokonał ostatnich obrządków i pomodlił się za duszę króla — rzekł. — Trzeba bezzwłocznie wysłać kruka na Smoczą Skałę, żeby zawiadomić księżniczkę Rhae­nyrę o śmierci ojca. Być może Jej Miłość królowa zechce napisać wiadomość, aby złagodzić te smutne wieści słowami współczucia. Zawsze bije się też w dzwony, by obwieścić śmierć króla. Ktoś powinien się tym zająć. Oczywiście, rozpoczniemy też przygotowania do koronacji królowej Rhae­nyry…

— Wszystko to musi zaczekać, aż rozstrzygnie się kwestię sukcesji — przerwał mu ser Otto Hightower. Jako królewski namiestnik miał prawo przemawiać głosem króla, a nawet zasiadać na Żelaznym Tronie pod jego nieobecność. Viserys przyznał mu prawo sprawowania rządów w Siedmiu Królestwach i będzie nimi władał, „dopóki nie ukoronujemy nowego króla”.

— Dopóki nie ukoronujemy nowej królowej — sprzeciwił się ktoś.

Według relacji wielkiego maestera Munkuna był to Orwyle, a słowa wypowiedziano cicho, jakby był to pozbawiony znaczenia szczegół. Jednakże Grzyb i septon Eustace zapewniają, że mówiącym był lord Beesbury, a w jego głosie pobrzmiewała irytacja.

— Króla — nie ustępowała królowa Alicent. — Zgodnie z prawem Żelazny Tron musi przypaść najstarszemu prawowitemu synowi Jego Miłości.

Wielki maester Munkun mówi nam, że dyskusja trwała niemal do świtu. Grzyb i septon Eustace zgadzają się z nim. Według nich tylko lord Beesbury bronił praw księżniczki Rhae­nyry. Sędziwy starszy nad monetą, który służył Viserysowi przez cały czas jego panowania, a przedtem jego ojcu Jae­haerysowi, zwanemu Starym Królem, przypomniał radzie, że Rhae­nyra jest starsza od braci, w jej żyłach płynie więcej krwi Targaryenów, zmarły król ją wybrał na następczynię i wielokrotnie odmawiał zmiany kolejności sukcesji pomimo błagań królowej Alicent i jej zielonych, a w roku 105 o.P. setki lordów i rycerzy na włościach złożyły hołd księżniczce i uroczyście przysięgły bronić jej praw. (Relacja wielkiego maestera Orwyle’a różni się tylko tym, że wkłada wiele tych słów w usta własne, a nie Beesbury’ego. Jak się jednak przekonamy, późniejsze wydarzenia sugerują, że mija się z prawdą).

Te słowa wpadały jednak do uszu wykutych z kamienia. Ser Tyland zauważył, że wielu lordów, którzy przysięgali bronić praw królowej Rhae­nyry, dawno już nie żyje.

— Minęły dwadzieścia cztery lata — mówił. — Ja nie składałem takiej przysięgi. Byłem w owym czasie dzieckiem.

Żelazny Pręt, starszy nad prawami, powołał się na decyzję Wielkiej Rady z roku 101, a także na fakt, że Stary Król wybrał Baelona przed Rhae­nys w roku 92. Następnie długo rozwodził się nad Aegonem i jego siostrami oraz uświęconą andalską tradycją, zgodnie z którą prawowity syn miał pierwszeństwo przed każdą córką. Ser Otto przypomniał zebranym, że mężem Rhae­nyry jest nie kto inny jak książę Dae­mon:

— A wszyscy znamy jego naturę. Nie oszukujcie się, jeśli Rhae­nyra kiedykolwiek zasiądzie na Żelaznym Tronie, to on będzie nami władał, jako książę małżonek równie okrutny i bezlitosny jak sam Maegor. Moja głowa z pewnością spadnie pierwsza, ale głowa waszej królowej, a mojej córki, wkrótce podąży w jej ślady.

Poparła go królowa Alicent.

— Nie oszczędzi też moich dzieci — oznajmiła. — Aegon i jego bracia są prawowitymi synami króla i mają lepsze prawa do tronu niż jej bękarci pomiot. Dae­mon znajdzie jakiś pretekst, by skazać wszystkich na śmierć. Nawet Helaenę i jej maleństwa. Nie zapominajcie, że jeden z tych Strongów wybił oko Aemondowi. Był jeszcze chłopcem, to prawda, ale chłopiec to ojciec mężczyzny, a bękarty z natury są monstrualne.

Potem przemówił ser Criston Cole. Przypomniał zebranym, że jeśli księżniczka zostanie królową, władzę przejmie po niej Jacae­rys Velaryon.

— Niech Siedmiu zbawi ten kraj, jeśli posadzimy bękarta na Żelaznym Tronie. — Opowiadał o nierządnych obyczajach Rhae­nyry i o niesławie jej męża. — Zamienią Czerwoną Twierdzę w burdel. Niczyja córka nie będzie bezpieczna ani niczyja żona. Nawet chłopcy… wiemy, kim był Laenor.

Zapiski nie wspominają, by lord Larys Strong powiedział podczas debaty choć jedno słowo, w tym jednak nie było nic nadzwyczajnego. Choć starszy nad szeptaczami w razie potrzeby potrafił biegle obracać językiem, oszczędzał słowa, jak skąpiec ciuła monety, woląc słuchać, niż mówić.

— Jeśli to uczynimy — ostrzegł radę wielki maester Orwyle (przynajmniej według Prawdziwej opowieści) — z pewnością wywołamy wojnę. Księżniczka nie podda się bez walki, a ona ma smoki.

— I przyjaciół — dodał lord Beesbury. — Ludzi honoru, którzy nie zapomną o przysięgach, jakie złożyli Rhae­nyrze i jej ojcu. Jestem już stary, ale nie aż tak stary, by biernie słuchać, jak tacy jak wy spiskują, aby skraść jej koronę.

Wstał i skierował się ku wyjściu.

Nasze źródła nie zgadzają się ze sobą, jeśli chodzi o to, co wydarzyło się później.

Wielki maester Orwyle mówi nam, że lorda Beesbury’ego zatrzymano przy drzwiach na rozkaz ser Ottona Hightowera i odprowadzono do lochu. Zamknięty w ciemnicy, zmarł po pewnym czasie z chłodu, oczekując na proces.

Septon Eustace opowiada nam inną historię. Według niego ser Criston Cole pchnął lorda z powrotem na fotel i rozpłatał mu gardło sztyletem. Grzyb również oskarża ser Cristona o zabójstwo jego lordowskiej mości, ale w jego wersji Cole złapał staruszka za kołnierz i wyrzucił przez okno, by zginął nadziany na żelazne kolce w suchej fosie.

Wszyscy trzej kronikarze zgadzają się ze sobą w jednym — pierwsza krew przelana w Tańcu Smoków należała do lorda Lymana Beesbury’ego, starszego nad monetą i lorda skarbnika Siedmiu Królestw.

Po jego śmierci nie słyszało się już głosów sprzeciwu. Resztę nocy spędzono na planowaniu koronacji nowego króla (wszyscy się zgadzali, że trzeba ją przeprowadzić szybko) oraz sporządzaniu list potencjalnych sojuszników i wrogów na wypadek, gdyby Rhae­nyra odmówiła uznania władzy króla Aegona. Ponieważ księżniczka przebywała na Smoczej Skale, oczekując rozwiązania, przewaga leżała po stronie zielonych królowej Alicent; im dłużej Rhae­nyra pozostanie nieświadoma śmierci króla, tym później wykona pierwszy ruch.

— Może ta kurwa zemrze w połogu — skwitowała królowa Alicent (według Grzyba).

Owej nocy nie wysłano kruków. Nie uderzono w dzwony. Tych spośród sług, którzy wiedzieli o śmierci króla, odesłano do lochów. Ser Cristonowi Cole’owi przydzielono zadanie zatrzymania nadal przebywających na dworze „czarnych”, tych lordów i rycerzy, którzy mogli być skłonni poprzeć księżniczkę Rhae­nyrę.

— Nie uciekaj się do przemocy, chyba że będą stawiali opór — rozkazał ser Otto Hightower. — Tym, którzy ugną kolan i poprzysięgną wierność królowi Aegonowi, nie stanie się nic złego.

— A co z tymi, którzy tego nie uczynią? — zapytał wielki maester Orwyle.

— Są zdrajcami — odparł Żelazny Pręt — i muszą umrzeć śmiercią zdrajców.

Wtedy po raz pierwszy i jedyny odezwał się lord Larys Strong, starszy nad szeptaczami.

— Przysięgnijmy pierwsi — zaproponował — na wypadek, gdyby zdrajcy kryli się wśród nas. — Szpotawa Stopa wyciągnął sztylet i skaleczył się w wewnętrzną stronę dłoni. — Przysięga krwi — zażądał — by uczyniła z nas braci aż po śmierć.

Pozostali spiskowcy również cięli się w dłonie i uścisnęli je sobie nawzajem, przysięgając braterstwo. Tylko królową Alicent zwolniono z tego obowiązku ze względu na jej płeć.

Nad miastem wstawał już świt, gdy królowa wysłała swych gwardzistów, by przyprowadzili przed oblicze rady jej synów. Książę Dae­ron, najłagodniejszy z dzieci królowej, przebywał w Starym Mieście, służąc jako giermek lorda Hightowera.

Jednookiego księcia Aemonda, dziewiętnastolatka, znaleziono w zbrojowni, gdzie wdziewał zbroję płytową i kolczugę przed porannymi ćwiczeniami na dziedzińcu.

— Czy Aegon jest królem? — zapytał ser Willisa Fella. — Czy też musimy klęknąć przed starą kurwą i ucałować ją w cipę?

Księżna Helaena jadła śniadanie z dziećmi, gdy znalazł ją gwardzista… lecz zapytana o miejsce pobytu księcia Aegona, jej brata i męża, odpowiedziała tylko:

— Możesz być pewien, że w moim łożu go nie ma. Jeśli chcesz, możesz poszukać go pod kocami.

Munkun w swej Prawdziwej opowieści mówi nam niejasno, że książę Aegon „oddawał się rozrywkom”. Świadectwo Grzyba zapewnia, że ser Criston znalazł przyszłego króla pijanego i nagiego na szczurzej arenie w Zapchlonym Tyłku, gdzie dwóch uliczników o spiłowanych zębach gryzło i drapało się nawzajem dla jego rozrywki, podczas gdy dziewczynka w wieku najwyżej lat dwunastu sprawiała mu przyjemność, trzymając w ustach jego członka. Uznajmy ten paskudny obraz za typowy wytwór wyobraźni karła i skupmy się na słowach septona Eustace’a.

Choć nasz dobry septon przyznaje, że księcia Aegona znaleziono z faworytą, zapewnia, że dziewczyna była córką bogatego kupca i książę hojnie ją wynagradzał. Co więcej, Aegon w pierwszej chwili odmówił uczestnictwa w planach matki.

— Tron ma przypaść mojej siostrze, nie mnie — oznajmił. — Cóż to za brat, który kradnie dziedzictwo siostry?

Zawahał się dopiero wtedy, gdy ser Criston przekonał go, że jeśli księżniczka włoży na głowę koronę, z pewnością każe stracić zarówno księcia Aegona, jak i jego braci.

— Dopóki żyją prawowicie zrodzeni Targaryenowie, żaden Strong nie będzie mógł zasiąść na Żelaznym Tronie — zapewnił Cole. — Jeśli Rhae­nyra pragnie, by jej bękarty władały po niej, nie ma innego wyboru, jak ściąć was wszystkich.

Dobry septon Eustace mówi nam, że wyłącznie to przekonało Aegona do przyjęcia korony, którą ofiarowała mu mała rada.

Podczas gdy rycerzy Gwardii Królewskiej wysłano na poszukiwania synów królowej Alicent, inni posłańcy wezwali do Czerwonej Twierdzy dowódcę Straży Miejskiej i jego kapitanów (było ich siedmiu po jednym na każdą bramę). Pięciu z nich podczas przesłuchania sprawiało wrażenie sympatyków Aegona, natomiast dwóch pozostałych razem z ich dowódcą uznano za niegodnych zaufania i zakuto w łańcuchy. Nowym komendantem złotych płaszczy mianowano ser Luthora Largenta, najgroźniejszego z „lojalnej piątki”. Był silny jak byk i miał blisko siedem stóp wzrostu. Ponoć zabił kiedyś jednym ciosem bojowego rumaka. Ser Otto był jednak człowiekiem ostrożnym i uczynił jego zastępcą swego syna (a brata królowej) ser Gwayne’a Hightowera, nakazując mu mieć oko na ser Luthora, na wypadek gdyby okazał się nielojalny.

Ser Tyland Lannister, mianowany starszym nad monetą w miejsce zamordowanego lorda Beesbury’ego, natychmiast przejął królewski skarbiec. Złoto korony podzielono na cztery części. Jedną oddano na przechowanie Żelaznemu Bankowi z Braavos, drugą wysłano pod silną strażą do Casterly Rock, trzecią zaś do Starego Miasta. Resztę planowano wykorzystać na wziątki i dary, a także na opłacenie najemników, gdyby okazało się to konieczne. Poszukując nowego starszego nad okrętami na miejsce ser Tylanda, ser Otto zwrócił wzrok na Żelazne Wyspy. Wysłał kruka do Daltona Greyjoya, Czerwonego Krakena. W zamian za przysięgę wierności ofiarował śmiałemu i krwiożerczemu Lordowi Kosiarzowi Pyke admiralski tytuł i miejsce w radzie, choć miał on dopiero szesnaście lat.

Minął dzień, a potem następny. Do komnaty, w której leżał obrzękły, gnijący król Viserys, nie wezwano septonów ani milczących sióstr. Nie uderzono w dzwony. Kruki poleciały, ale nie na Smoczą Skałę, lecz do Starego Miasta, Casterly Rock, Riverrun, Wysogrodu oraz do wielu innych lordów i rycerzy, którzy zdaniem królowej Alicent mogli poprzeć sprawę jej syna.

Poddano badaniom zapiski z Wielkiej Rady w roku 101, zwracając uwagę na to, którzy lordowie opowiadali się za Viserysem, a którzy za Rhae­nys, Laeną albo Laenorem. Zgromadzeni na radzie lordowie poparli męskich pretendentów przeciwko kobietom w stosunku dwadzieścia do jednego, ale znalazły się wyjątki i gdyby doszło do wojny, było prawdopodobne, że te same rody opowiedzą się za Rhae­nyrą. Księżniczka będzie miała Węża Morskiego i jego floty, skonkludował ser Otto, a najpewniej również innych lordów ze wschodnich brzegów: Bar Emmona, Masseya, Celtigara i Crabba, być może nawet Gwiazdę Wieczorną z wyspy Tarth. Wszyscy oni — pomijając Velaryonów — zaliczali się jednak do pomniejszych potęg. Większy niepokój budzili ludzie z północy: w Harrenhal lord Stark opowiedział się za Rhae­nys, podobnie jak chorążowie Winterfell — Dustin z Barrowton i Manderly z Białego Portu. Nie można też było polegać na rodzie Arrynów, jako że Orlim Gniazdem władała obecnie kobieta, lady Jeyne, Dziewica z Doliny, której prawa mogłyby również zostać podane w wątpliwość w przypadku pominięcia księżniczki Rhae­nyry.

Za największe zagrożenie uznano jednak Koniec Burzy, ponieważ ród Baratheonów zawsze udzielał zdecydowanego poparcia pretensjom księżniczki Rhae­nys oraz jej dzieci. Stary lord Boremund umarł, ale jego syn Borros był jeszcze bardziej wojowniczy od ojca, pomniejsi lordowie burzy z pewnością zaś podążą za jego przewodnictwem.

— Musimy zatem dopilnować, by doprowadził ich do naszego króla — zdecydowała królowa Alicent i wysłała po swego drugiego syna.

Tak oto nie kruk odleciał owego dnia do Końca Burzy, ale Vhagar, najstarsza i największa ze wszystkich smoków w Westeros. Na jej grzbiecie siedział książę Aemond Targaryen, mający szafir w miejscu brakującego oka.

— Twoim zadaniem jest zdobycie ręki jednej z córek lorda Baratheona — oznajmił jego dziadek, ser Otto, nim Aemond odleciał. — Dowolna z czterech się nada. Jeśli ją uwiedziesz i poślubisz, lord Borros odda krainy burzy twojemu bratu. Jeśli ci się nie uda…

— Uda mi się — zapewnił śmiało książę Aemond. — Aegon dostanie Koniec Burzy, a ja zdobędę dziewczynę.

Po jego odlocie smród bijący z komnaty wypełnił już całą Warownię Maegora i na dworze oraz w zamku krążyły najdziksze plotki i opowieści. Lochy położone pod Czerwoną Twierdzą pochłonęły tak wielu ludzi podejrzewanych o brak lojalności, że nawet Wielki Septon zaczął się zastanawiać nad tymi zniknięciami i przysłał z Gwiezdnego Septu w Starym Mieście list z zapytaniem o niektórych zaginionych. Ser Otto Hightower, najbardziej metodyczny ze wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek pełnili służbę namiestnika, pragnął mieć więcej czasu na przygotowania, ale królowa Alicent wiedziała, że nie mogą dłużej zwlekać. Książę Aegon zmęczył się już dochowywaniem tajemnicy.

— Jestem królem czy nie? — zapytał matkę. — Jeśli nim jestem, ukoronujcie mnie.

Dziesiątego dnia trzeciego księżyca roku 129 o.P. uderzono w dzwony, oznajmiając koniec panowania Viserysa. Wielkiemu maesterowi Orwyle’owi pozwolono wreszcie wysłać kruki i w powietrze wzbiły się setki czarnych ptaków, niosąc wieści o wstąpieniu Aegona na tron do najdalszych zakątków krainy. Wysłano po milczące siostry, by przygotowały zwłoki do spalenia, a jeźdźcy na białych koniach zanieśli wiadomość ludziom z Królewskiej Przystani, wołając:

— Król Viserys nie żyje, niech żyje król Aegon!

Słysząc to, niektórzy płakali, inni radośnie krzyczeli, większość prostaczków jednak gapiła się tylko bez słowa, nieufna i zbita z tropu. Słychać było też głosy:

— Niech żyje nasza królowa!

Tymczasem pośpiesznie przygotowywano koronację. Na jej miejsce wybrano Smoczą Jamę. Pod jej potężną kopułą znajdowały się kamienne ławy, mogące pomieścić osiemdziesiąt tysięcy ludzi, a grube mury, mocny dach i wysokie drzwi z brązu czyniły ją łatwą do obrony na wypadek, gdyby zdrajcy próbowali zakłócić ceremonię.

Wyznaczonego dnia ser Criston Cole włożył żelazną, wysadzaną rubinami koronę Aegona Zdobywcy na głowę najstarszego syna króla Viserysa i królowej Alicent, ogłaszając go Aegonem z rodu Targaryenów, Drugim Tego Imienia, królem Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi, władcą Siedmiu Królestw i protektorem królestwa. Jego matka, królowa Alicent, umiłowana przez prostaczków, włożyła własną koronę na głowę swej córki Helaeny, żony i siostry Aegona. Matka ucałowała policzki córki, a potem uklękła przed nią, pochyliła głowę i rzekła:

— Moja królowo.

Pozostaje kwestią dyskusji, jak wielu ludzi przyszło obejrzeć tę uroczystość. Wielki maester Munkun, opierając się na relacji Orwyle’a, mówi nam, że w Smoczej Jamie tłoczyło się z górą sto tysięcy prostaczków, krzyczących tak głośno, że aż ściany się trzęsły. Natomiast Grzyb twierdzi, że połowa ław była pusta. Ponieważ Wielki Septon ze Starego Miasta był zbyt stary i słabowity na podróż do Królewskiej Przystani, zadanie namaszczenia czoła króla Aegona świętymi olejkami oraz pobłogosławienia go siedmioma imionami Boga przypadło septonowi Eustace’owi.

Nieliczni spośród obecnych, ci, który cieszyli się najbystrzejszym wzrokiem, mogli zauważyć, że nowemu królowi towarzyszą tylko cztery białe płaszcze, a nie pięć, jak wcześniej. Poprzedniej nocy sprawę Aegona II porzucili pierwsi stronnicy. Ser Steffon Darklyn z Gwardii Królewskiej wymknął się z miasta razem z giermkiem, dwoma zarządcami i czterema zbrojnymi. Pod osłoną ciemności wykradli się przez tylną bramę i dotarli do czekającego na nich rybackiego skifu, którym popłynęli na Smoczą Skałę. Zabrali ze sobą ukradzioną koronę: taśmę z żółtego złota ozdobioną siedmioma klejnotami w różnych kolorach. Tę koronę nosił król Viserys, a przed nim stary król Jae­haerys. Gdy książę Aegon zdecydował, że włoży żelazną, wysadzaną rubinami koronę swego imiennika, Zdobywcy, królowa Alicent rozkazała zamknąć koronę Viserysa w bezpiecznym miejscu, ale zarządca, któremu zlecono to zadanie, uciekł z drogocennym przedmiotem.

Po koronacji pozostali w mieście gwardziści królewscy odprowadzili Aegona do jego wierzchowca, wspaniałego stworzenia o lśniących złotych łuskach oraz bladoróżowych błonach skrzydeł. Smokowi złocistego świtu nadano imię Sunfyre. Munkun opowiada nam, że król trzykrotnie okrążył miasto, nim wylądował wewnątrz murów Czerwonej Twierdzy. Ser Arryk Cargyll wprowadził Jego Miłość do oświetlonej pochodniami sali tronowej. Tam Aegon II wstąpił na schody Żelaznego Tronu na oczach tysiąca lordów i rycerzy. Salę wypełniły radosne okrzyki.

Na Smoczej Skale ich nie słyszano. W komnatach i klatkach schodowych Wieży Morskiego Smoka niosło się echem wycie bólu, docierające z komnat przeznaczonych dla królowej. Rhae­nyra Targaryen drżała i wytężała mięśnie podczas trwającego już trzeci dzień porodu. Dziecko miało przyjść na świat dopiero za cykl księżyca, ale wieści z Królewskiej Przystani wprawiły księżniczkę w złowrogi szał i ów gniew najwyraźniej przyśpieszył poród, jakby dziecko w jej łonie również się wściekło i pragnęło jak najszybciej wydostać się na zewnątrz. Księżniczka przez cały czas porodu wykrzykiwała przekleństwa, przywołując gniew bogów na głowy swych przyrodnich braci oraz ich matki, królowej, a także szczegółowo opisując męczarnie, którym wszystkich podda, zanim pozwoli im umrzeć. Przeklinała również dziecko we własnym łonie.

— Wyłaź — wrzeszczała według Grzyba, szarpiąc wielki brzuch, choć maester Gerardys i położna próbowali ją powstrzymać. — Potworze, potworze, wyłaź, wyłaź, WYŁAŹ!

Gdy dziecko wreszcie wyszło na świat, okazało się, że rzeczywiście jest potworem, martwo urodzoną dziewczynką, pokraczną i zniekształconą. Miała dziurę w piersi tam, gdzie powinno być serce, oraz ogon, krótki, gruby i pokryty łuskami. Tak przynajmniej opisuje ją karzeł. Zapewnia, że to on wyniósł maleństwo na dziedziniec, by je spalić. Następnego dnia, gdy makowe mleko złagodziło już jej ból, księżniczka Rhae­nyra oznajmiła, że nadała martwej dziewczynce imię Visenya.

— Była moją jedyną córką, a oni ją zabili. Ukradli mi koronę i zamordowali córkę. Odpowiedzą za to.

Tak oto zaczął się Taniec. Księżniczka zwołała własną radę. Zebrana na Smoczej Skale „czarna rada” — jak zwie ją Prawdziwa opowieść — pozostawała w konflikcie z zieloną, która rezydowała w Królewskiej Przystani. Rhae­nyra przewodziła jej osobiście, razem ze swym stryjem i mężem, księciem Dae­monem, oraz zaufanym doradcą, maesterem Gerardysem. Towarzyszyli jej trzej synowie, mimo że żaden z nich nie wkroczył jeszcze w wiek męski (Jace miał czternaście lat, Luke trzynaście, a Joffrey jedenaście). Strzegli ich dwaj gwardziści królewscy: ser Erryk Cargyll, bliźniaczy brat ser Arryka, oraz człowiek z zachodu, ser Lorent Marbrand. Na resztę garnizonu Smoczej Skały składało się trzydziestu rycerzy, stu kuszników oraz trzystu zbrojnych. Zawsze uważano, że to wystarczająca obsada dla tak potężnej fortecy.

— Jako instrument służący do podboju nasza armia pozostawia jednak wiele do życzenia — zauważył kwaśno książę Dae­mon.

W czarnej radzie zasiadł również tuzin pomniejszych lordów, wasali i chorążych Smoczej Skały. Byli wśród nich Celtigar ze Szczypcowej Wyspy, Staunton z Gawroniego Gniazda, Massey ze Stonedance, Bar Emmon z Ostrego Przylądka oraz Darklyn z Duskendale. Najpotężniejszym z lordów, którzy poprzysięgli oddać swe siły księżniczce, był jednak Corlys Velaryon z Driftmarku. Choć Wąż Morski już się postarzał, lubił powtarzać, że trzyma się życia jak „tonący marynarz czepia się szczątków zatopionego statku. Być może Siedmiu zachowało mnie na tę ostatnią walkę”. Lordowi Corlysowi towarzyszyła żona, księżniczka Rhae­nys. Miała pięćdziesiąt pięć lat, jej szczupłą twarz naznaczyły zmarszczki, a czarne włosy były usiane białymi nitkami, pozostawała jednak równie gwałtowna i nieustraszona jak w wieku dwudziestu dwóch lat… Grzyb zwie ją „Niedoszłą Królową”. (Co miał Viserys, czego ona nie miała — dodaje. — Małą kiełbaskę? Czy to wszystko, czego potrzeba, żeby być królem? W takim razie niech Grzyb obejmie rządy. Moja kiełbasa jest trzy razy większa od tej, którą on miał).

Ci, którzy zasiadali w czarnej radzie, uważali się za lojalistów, wiedzieli jednak doskonale, że król Aegon II nazwie ich zdrajcami. Do każdego z nich dotarło już wezwanie z Królewskiej Przystani. Mieli stawić się w Czerwonej Twierdzy i poprzysiąc wierność królowi. Połączone zastępy ich wszystkich nie dorównałyby wojskom, które mogli wystawić sami tylko Hightowerowie. Stronnicy Aegona mieli przewagę również na innych polach. Największymi i najbogatszymi miastami w królestwie były Stare Miasto, Królewska Przystań oraz Lannisport; wszystkie trzy pozostawały w rękach zielonych. Wszelkie dostrzegalne symbole prawowitej władzy należały do Aegona. Zasiadał na Żelaz­nym Tronie. Mieszkał w Czerwonej Twierdzy. Nosił koronę Zdobywcy i dzierżył jego miecz. Septon Wiary namaścił go na oczach dziesiątków tysięcy świadków. W jego radach zasiadał wielki maester Orwyle, a koronę na jego książęcą głowę włożył lord dowódca Gwardii Królewskiej. Był też mężczyzną, co w oczach wielu czyniło go prawowitym królem, a jego przyrodnią siostrę uzurpatorką.

Przeciwko temu wszystkiemu Rhae­nyra miała niewiele atutów. Niektórzy starsi lordowie mogli jeszcze pamiętać przysięgi, które złożyli, gdy mianowano ją księżniczką Smoczej Skały i uczyniono dziedziczką ojca. Były czasy, gdy kochali ją zarówno wysoko, jak i nisko urodzeni, i zwano ją Radością Królestwa. Wielu młodych lordów i szlachetnych rycerzy ubiegało się wówczas o jej łaski… ale nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, ilu z nich zechce teraz za nią walczyć, gdy była już zamężną kobietą, a jej ciało postarzało się i przybrało na wadze po sześciu porodach. Choć jej przyrodni brat obrabował skarbiec ich ojca, księżniczka miała do dyspozycji bogactwo rodu Velaryonów, a floty Węża Morskiego zapewnią jej przewagę na morzu. Co więcej, jej mąż, książę Dae­mon, poddany próbom na Stopniach, miał więcej wojennego doświadczenia niż wszyscy ich wrogowie razem wzięci. Co ostatnie, ale z pewnością nie najmniej ważne, Rhae­nyra miała smoki.

— Aegon również je ma — zauważył maester Gerardys.

— Ale naszych jest więcej — odparła księżniczka Rhae­nys, Niedoszła Królowa, która była smoczym jeźdźcem najdłużej ze wszystkich obecnych. — Do tego są większe i silniejsze od tych, które należą do nich, pomijając tylko Vhagar. Smoki najlepiej się mają tutaj, na Smoczej Skale.

Wyliczyła je dla członków rady. Król Aegon miał swojego Sunfyre’a. To była wspaniała bestia, choć jeszcze młoda. Aemond Jednooki dosiadał Vhagar i nie sposób było przeczyć niebezpieczeństwu, jakie stanowił wierzchowiec Visenyi. Smokiem królowej Helaeny była Dreamfyre, bestia, która ongiś unosiła w chmury siostrę Starego Króla, Rhaenę. Wierzchowcem księcia Dae­rona była Tessarion o skrzydłach ciemnych jak kobalt, a szponach, grzebieniu i łuskach na brzuchu jasnych niby kuta miedź.

— To w sumie cztery smoki o rozmiarach czyniących je zdolnymi do walki — ciągnęła Rhae­nys. Bliźniaki królowej Helaeny również miały własne smoki, ale to były pisklęta, natomiast najmłodszy syn uzurpatora, Maelor, posiadał zaledwie jajo.

Po drugiej stronie książę Dae­mon miał Caraxes, a księżniczka Rhae­nyra Syrax, dwie ogromne i straszliwe bestie. Szczególnie groźna była Caraxes, która w dodatku posmakowała już krwi i ognia na Stopniach. Trzej synowie Rhae­nyry z Laenorem Velaryonem również byli smoczymi jeźdźcami; Vermax, Arrax i Tyraxes miały się świetnie i z każdym rokiem stawały się coraz większe. Aegonowi Młodszemu, starszemu z dwóch synów Rhae­nyry z księciem Dae­monem, przypadł młody smok zwany Chmurą, choć chłopak nigdy jeszcze go nie dosiadł. Jego młodszy brat, Viserys, wszędzie chodził ze swoim jajem. Smoczyca Rhae­nys, Meleys Czerwona Królowa, stała się leniwa, ale w gniewie nadal była straszna. Bliźniaki, które książę Dae­mon miał z Laeną Velaryon, również mogły jeszcze zostać smoczymi jeźdźcami. Smoczyca Baeli, wysmukła, jasnozielona Księżycowa Tancerka, wkrótce urośnie wystarczająco, by unieść dziewczynkę na grzbiecie… a choć z jaja jej siostry, Rhaeny wykluło się kalekie stworzenie, które wyzionęło ducha po kilku godzinach, Syrax niedawno zniosła kolejny lęg. Jedno z jaj dano Rhaenie i księżniczka ponoć spała z nim co noc, modląc się o smoka dorównującego temu, który należał do jej siostry.

Co więcej, w wypełnionych dymem jaskiniach Smoczej Góry, powyżej zamku, miało swe leża sześć kolejnych smoków. Srebrnoskrzydła, dawny wierzchowiec Dobrej Królowej Alysanne; Morski Dym, jasnoszara bestia będąca ongiś dumą i pasją ser Laenora Velaryona; stary Vermithor, na którym nikt nie jeździł od czasu śmierci króla Jae­haerysa. Za górą mieszkały zaś trzy dzikie smoki, których nigdy nie dosiadł żaden człowiek, żyjący do dziś ani umarły. Prostaczkowie nazwali je Owcokradem, Szarym Duchem i Kanibalem.

— Znajdźcie jeźdźców, którzy zapanują nad Srebrnoskrzydłą, Vermithorem i Morskim Dymem, a będziemy mieli dziewięć smoków przeciwko czterem Aegona. Dosiądźcie ich dzikich kuzynów i skłońcie ich do lotu, a będziemy mieli dwanaście, nawet bez Chmury — rzekła księżniczka Rhae­nys. — To właśnie da nam zwycięstwo w tej wojnie.

Lordowie Celtigar i Staunton zgodzili się z nią. Aegon Zdobywca i jego siostry dowiedli, że rycerze i armie nie są w stanie oprzeć się smoczemu ogniowi. Celtigar namawiał księżniczkę, aby natychmiast polecieli do Królewskiej Przystani, by obrócić miasto w proch i popiół.

— I co to nam da, wasza lordowska mość? — zapytał Wąż Morski. — Chcemy władać miastem, a nie puścić je z dymem.

— Nie dojdzie do tego — zapewnił Celtigar. — Uzurpator nie będzie miał innego wyboru, jak rzucić przeciwko nam własne smoki. Dziewięć naszych z pewnością zwycięży cztery należące do niego.

— Za jaką cenę? — zapytała księżniczka Rhae­nyra. — Przypominam ci, że trzech z tych smoków będą dosiadali moi synowie. I to nie będzie dziewięć przeciwko czterem. Jeszcze przez długi czas nie będę miała sił, by latać. A kto ma dosiąść Srebrnoskrzydłej, Vermithora i Morskiego Dymu? Ty, wasza lordowska mość? Nie sądzę. To będzie pięć przeciwko czterem, a jedną z tych czterech będzie Vhagar. To nie jest korzystny stosunek sił.

Książę Dae­mon niespodziewanie zgodził się z żoną.

— Na Stopniach nieprzyjaciele szybko się nauczyli uciekać i ukrywać, gdy tylko zobaczyli skrzydła Caraxes albo usłyszeli jej ryk. Ale oni nie mieli własnych smoków. Człowiekowi niełatwo jest zostać smokobójcą, ale smoki mogą zabijać inne smoki i nieraz to robiły. Powie to wam każdy maester, który studiował historię Valyrii. Nie rzucę swoich smoków przeciwko bestiom uzurpatora, chyba że nie będę miał wyboru. Można je wykorzystać na inne, lepsze sposoby.

Książę przedstawił czarnej radzie swe plany strategiczne. Rhae­nyrę trzeba ukoronować w odpowiedzi na koronację Aegona. Potem wyśle się kruki, by wezwać lordów Siedmiu Królestw do złożenia przysięgi wierności prawowitej królowej.

— Musimy toczyć wojnę na słowa, nim staniemy do boju — oznajmił książę. Dae­mon zapewniał, że klucz do zwycięstwa trzymają w rękach lordowie z wielkich rodów. Ich chorążowie i wasale podążą za nimi. Aegon Uzurpator zdobył już poparcie Lannisterów z Casterly Rock, a lord Tyrell z Wysogrodu był beczącym dzieckiem w powijakach. Jego regentką była matka, która z pewnością sprzymierzy Wysogród z jego przesadnie potężnymi chorążymi, Hightowerami. Reszta wielkich lordów królestwa nie opowiedziała się dotąd po żadnej ze stron.

— Koniec Burzy dołączy do nas — zapewniła księżniczka Rhae­nys. Sama odziedziczyła po matce krew Baratheonów, a zmarły lord Boremund zawsze był jej wiernym przyjacielem.

Książę Dae­mon miał poważne powody, by mieć nadzieję, że Dziewica z Doliny może oddać ich stronie Orle Gniazdo. Był też przekonany, że Aegon będzie szukał poparcia Pyke, ponieważ tylko Żelazne Wyspy mogły się mierzyć z morską potęgą rodu Velaryonów. Jednak żelaźni ludzie słynęli z niestałości, a Dalton Greyjoy kochał krew i wojnę, z łatwością będzie więc można przeciągnąć go na stronę księżniczki.

Rada uznała, że północ jest zbyt odległa, by mogła odegrać poważną rolę w walkach. Nim Starkowie zdążą zwołać chorągwie i pomaszerować na południe, wojna może się już skończyć. Zostali jeszcze tylko lordowie dorzecza, słynąca ze swarliwości zgraja, którą władał — przynajmniej nominalnie — ród Tullych z Riverrun.

— Mamy w dorzeczu przyjaciół — oznajmił książę — choć nie wszyscy z nich odważyli się dotąd zdjąć maski. Potrzebujemy miejsca, w którym będą się mogli zebrać, przyczółku na lądzie stałym, wystarczająco wielkiego, by mógł na niej stacjonować liczny zastęp, i na tyle obronnego, by dał odpór siłom, jakie wyśle przeciwko nam uzurpator. — Pokazał lordom mapę. — Tutaj. W Harrenhal.

Tak też zdecydowano. Książę Dae­mon poprowadzi atak na Harrenhal, dosiadając Caraxes. Księżniczka Rhae­nyra pozostanie na Smoczej Skale, dopóki nie odzyska sił. Flota Velaryonów zamknie Gardziel, wyruszając ze Smoczej Skały i Driftmarku, by zatrzymać wszystkie statki wypływające z Czarnej Zatoki bądź też wpływające do niej.

— Mamy za mało sił, by wziąć Królewską Przystań szturmem — stwierdził książę Dae­mon. — Podobnie jak nasi wrogowie nie mają szans zdobycia Smoczej Skały. Jednakże Aegon to niedoświadczony chłopak, a niedoświadczonych chłopaków łatwo można sprowokować. Być może uda się nam skłonić go do nieprzemyślanego ataku.

Wąż Morski miał dowodzić flotą, natomiast księżniczka Rhae­nys będzie leciała nad nią, by nie pozwolić nieprzyjacielskim smokom atakować okrętów. Tymczasem wyśle się kruki do Riverrun, Orlego Gniazda, Pyke oraz Końca Burzy, by zdobyć poparcie tamtejszych lordów.

Wtedy odezwał się najstarszy syn królowej, Jacae­rys.

— To my powinniśmy zanieść te wiadomości — oznajmił. — Smoki przekonają lordów szybciej niż kruki.

Jego brat Lucerys zgodził się z tą opinią, zapewniając, że on i Jace są już mężczyznami, a przynajmniej prawie można ich za takich uważać.

— Wuj zwie nas Strongami i utrzymuje, że jesteśmy bękartami, ale kiedy lordowie zobaczą nas na smoczym grzbiecie, zrozumieją, że to kłamstwo. Tylko Targaryenowie dosiadają smoków

Grzyb mówi nam, iż Wąż Morski mruknął w owej chwili, że trzej chłopcy są Velaryonami, uśmiechnął się jednak, a w jego głosie brzmiała duma. Nawet mały Joffrey włączył się do dyskusji, proponując, że dołączy do braci na swym Tyraxesie.

Księżniczka Rhae­nyra nie pozwoliła na to: Joff miał dopiero jedenaście lat. Jacae­rys ukończył już jednak piętnaście, a Lucerys czternaście. Obaj byli silnymi, wyrośniętymi chłopakami, biegle władali bronią i wiele lat służyli jako giermkowie.

— Jeśli polecicie, to tylko jako posłańcy, nie jako rycerze — ostrzegła ich. — Nie możecie brać udziału w żadnych walkach.

Dopiero gdy obaj solennie przysięgli to na Siedmioramienną gwiazdę, Jej Miłość pozwoliła wykorzystać ich jako emisariuszy. Postanowiono, że Jace, który był starszy, wyruszy w dłuższą i bardziej niebezpieczną podróż — najpierw poleci do Orlego Gniazda, by pertraktować z panią Doliny, potem do Białego Portu, aby pozyskać lorda Manderly’ego, na koniec zaś do Winterfell, gdzie spotka się z lordem Starkiem. Misja Luke’a będzie krótsza i mniej ryzykowna. Miał polecieć do Końca Burzy i spodziewano się, że Borros Baratheon ciepło go tam przywita.

Następnego dnia urządzono pośpieszną koronację. Przybycie ser Steffona Darklyna, do niedawna członka Gwardii Królewskiej Aegona, wywołało na Smoczej Skale wielką radość, zwłaszcza gdy się dowiedziano, że on i towarzyszący mu lojaliści (ser Otto nazwał ich „sprzedawczykami” i wyznaczył nagrodę za ich pojmanie) przywieźli ze sobą skradzioną koronę króla Jae­haerysa Pojednawcy. Trzysta par oczu przyglądało się, jak książę Dae­mon Targaryen wkłada koronę Starego Króla na głowę żony i ogłasza ją Rhae­nyrą z rodu Targaryenów, Pierwszą Tego Imienia, królową Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi. Sobie książę przyznał tytuł protektora królestwa, a Rhae­nyra mianowała swego najstarszego syna Jacae­rysa księciem Smoczej Skały i dziedzicem Żelaznego Tronu.

Pierwszym aktem, który wydała jako królowa, było uznanie ser Ottona Hightowera oraz królowej Alicent za zdrajców i buntowników.

— Jeśli zaś chodzi o moich przyrodnich braci i słodką siostrę Helaenę — oznajmiła — sprowadziły ich na manowce rady złych ludzi. Niech przybędą na Smoczą Skałę, ugną kolan i poproszą mnie o wybaczenie, a z przyjemnością oszczędzę ich życie i przyjmę z powrotem do swego serca, albowiem są krwią z mojej krwi, a nikt nie jest przeklęty bardziej niż zabójca krewnych.

Wieści o koronacji Rhae­nyry dotarły do Królewskiej Przystani następnego dnia, ku wielkiemu niezadowoleniu Aegona II.

— Moja przyrodnia siostra i stryj są winni zdrady stanu — oznajmił młody król. — Chcę, by wyjęto ich spod prawa. Chcę, by ich aresztowano. Chcę, by ich zabito.

Bardziej rozważni w zielonej radzie pragnęli negocjować.

— Księżniczka musi zrozumieć, że jej pozycja jest beznadziejna — stwierdził wielki maester Orwyle. — Brat nie powinien wojować z siostrą. Wyślijcie mnie do niej, byśmy mogli zawrzeć pokojowe porozumienie.

Aegon nie chciał o tym słyszeć. Septon Eustace mówi nam, że Jego Miłość oskarżył wielkiego maestera o nielojalność i zagroził mu zamknięciem w ciemnicy „razem z twoimi czarnymi przyjaciółmi”. Wtedy jednak obie królowe — jego matka, królowa Alicent, i jego żona, królowa Helaena — zabrały głos, broniąc propozycji Orwyle’a, i wojowniczy król z niechęcią ustąpił. Tak oto wielkiego maestera Orwyle’a wysłano na drugi brzeg Czarnej Zatoki pod flagą pokoju. W skład towarzyszącej mu świty wchodzili ser Arryk Cargyll z Gwardii Królewskiej oraz ser Gwayne Hightower ze złotych płaszczy, wraz z dwudziestoma skrybami i septonami. Jednym z nich był Eustace.

Warunki zaoferowane przez króla były szczodre, jak twierdzi Munkun w swej Prawdziwej opowieści. Jeśli księżniczka uzna go za króla i złoży mu hołd przed Żelaznym Tronem, Aegon uzna jej prawa do Smoczej Skały i pozwoli, by po śmierci Rhae­nyry zamek przypadł jej najstarszemu synowi, Jacae­rysowi. Jej drugi syn, Lucerys, zostanie zatwierdzony jako prawowity dziedzic Driftmarku oraz wszystkich ziem i posiadłości rodu Velaryonów; jej synowie z księciem Dae­monem, Aegon Młodszy i Viserys, otrzymają honorowe miejsca na dworze, pierwszy jako giermek króla, drugi zaś jako jego podczaszy. Przyzna się też ułaskawienie wszystkim lordom i rycerzom, którzy uczestniczyli razem z nią w zdradzieckim spisku przeciwko prawowitemu królowi.

Rhae­nyra wysłuchała tych warunków w głuchym milczeniu, a potem zapytała Orwyle’a, czy pamięta jej ojca, króla Viserysa.

— Oczywiście, Wasza Miłość — potwierdził maester.

— Może więc mógłbyś nam przypomnieć, kogo wybrał on na swego dziedzica i następcę? — zapytała Rhae­nyra. Na głowie miała koronę.

— Ciebie, Wasza Miłość — odparł Orwyle.

Rhae­nyra skinęła głową.

— Własnym językiem przyznajesz, że jestem twoją prawowitą królową — oznajmiła. — Dlaczego więc służysz mojemu przyrodniemu bratu, uzurpatorowi?

Munkun mówi nam, że Orwyle udzielił elokwentnej, pełnej erudycji odpowiedzi, powołując się na andalskie prawo oraz decyzję Wielkiej Rady z roku 101, Grzyb zaś twierdził, że wielki maester jąkał się i zlał w portki. Tak czy inaczej, jego odpowiedź nie usatysfakcjonowała Rhae­nyry.

— Wielki maester powinien znać prawo i mu służyć — oznajmiła Orwyle’owi — Nie jesteś wielkim maesterem. Przynosisz wstyd i hańbę łańcuchowi, który nosisz. — Choć Orwyle sprzeciwiał się słabym głosem, rycerze Rhae­nyry zerwali mu z szyi łańcuch symbolizujący jego urząd i obalili go na kolana, podczas gdy królowa założyła łańcuch swemu człowiekowi, maesterowi Gerardysowi, „prawdziwemu, wiernemu słudze królestwa i jego praw”. — Powiedz mojemu przyrodniemu bratu, że otrzymam swój tron albo pozbawię go głowy — zakończyła Rhae­nyra i odesłała posłów.

Długo po zakończeniu Tańca minstrel Luceon z wyspy Tarth skomponował smutną balladę pod tytułem Żegnaj, bracie. Śpiewa się ją po dziś dzień. Tematem pieśni jest ostatnie spotkanie między ser Arrykiem Cargyllem a jego bliźniaczym bratem, ser Errykiem, do którego doszło, gdy Orwyle i jego towarzysze wsiadali na statek mający ich zanieść z powrotem do Królewskiej Przystani. Ser Arryk poprzysiągł swój miecz królowi Aegonowi, a ser Erryk królowej Rhae­nyrze. W pieśni każdy z braci próbuje przekonać drugiego do zmiany stron, a gdy żadnemu się to nie udaje, wymieniają zapewnienia o miłości i rozstają się, wiedząc, że następnym razem spotkają się jako wrogowie. Nie można wykluczać, że owego dnia na Smoczej Skale rzeczywiście doszło do podobnego rozstania, ale żadne z naszych źródeł o nim nie wspomina.

Aegon II miał dwadzieścia dwa lata i szybko wpadał w gniew, ale powoli wybaczał. Rozgniewał się, gdy Rhae­nyra odmówiła uznania jego tytułu.

— Zaoferowałem jej honorowy pokój, a ta kurwa splunęła mi w twarz — oznajmił. — To, co się teraz wydarzy, spadnie na jej głowę.

Tym, co się wydarzyło, była wojna.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki