Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
W 1947 roku w Montichiari, we Włoszech, Matka Boża ukazała się młodej pielęgniarce Pierinie Gilli, przekazując światu poruszające wezwanie: „Modlitwa, ofiara, pokuta”. Ta książka to dziennik jej przeżyć i rozmów z Maryją.
Świadectwu Pieriny z początku nikt nie dawał wiary. Z tych spotkań narodził się niezwykły kult Róży Duchownej – Matki Bożej z trzema różami i trzema mieczami, uznany w 2000 roku przez biskupa Bresci. Dziś orędzie płaczącej Madonny jest znane na całym świecie, a kult Matki Bożej Róży Duchownej nieustannie wzrasta w Kościele.
Maryja obiecała światu dwa szczególne dary:
◆ Godzinę Łaski – 8 grudnia o godzinie 12.00
◆ medalion Róży Duchownej
Godzina Łaski
Coraz więcej wiernych na całym świecie praktykuje za namową Maryi modlitwę w Godzinie Łaski. „Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia, w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski” – mówiła Maryja.
Medalion Róży Duchownej znak macierzyńskiej miłości i ochrony: „Wszystkim, którzy będą mnie nosić na swych sercach, udzielę mojej macierzyńskiej opieki pełnej łask”.
Słowa Maryi, które są cały czas aktualne, wzywają do modlitwy, ofiary i pokuty – źródła prawdziwego nawrócenia dla każdego człowieka i świata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 284
© 2025 by Edizioni Segno www.edizionisegno.it
Tytuł oryginałuRosa Mistica.APPARIZIONI E MESSAGGI dal Diario di Pierina Gilli, la veggente
TłumaczenieMaria Kobiałka
Korekta Marek Chadziński Magdalena Jankosz
Projekt okładkiŁukasz Sobczyk
Fot. na okładceArchiwum DW RAFAEL
Wydanie II poprawione
ISBN 978-83-68475-87-6
© 2025 Dom Wydawniczy „Rafael”
ul. Gromadzka 58, 30-714 Kraków tel. 12 411 14 52 e-mail: [email protected]
Plik przygotował Woblink
woblink.com
Na wzgórza Montichiari, na spokojną i żyzną równinę koło Brescii przybyła Boża Kondotierka, Najświętsza Maryja Panna.
Pierina Gilli zapisała w swoim dzienniczku:
Madonna okazała wielką matczyną troskę!... Byłabym uciekła, gdy Ją ujrzałam, ale nie uczyniłam tego, gdyż Ona natychmiast oznajmiła swoją miłość, którą wyrażał tak słodki wyraz Jej dostojnej twarzy, że wzbudził we mnie tylko ufność i bliskość, oddalając ode mnie jakikolwiek lęk; nawet nie zdążyłam go poczuć, Jej matczyna czułość była natychmiastowa.
Widząca tak pisała:
Ujrzałam Madonnę po raz pierwszy w moim pokoiku. Jej postać była lekka i przezroczysta, lecz prawdziwa i rzeczywista, zarówno jeśli chodzi o głos, jak i wrażenie Raju... Nie umiem określić, ile minut pozostała. Wydawało mi się, że były to minuty, ale gdy sprawdziłam godzinę, była czwarta nad ranem. Objawienie rozpoczęło się około trzeciej.
Ta zbolała i smutna Pani miała na sobie fioletową szatę, tak jak księża w okresie pokutnym, oraz długi biały welon, który okrywał Jej głowę i opadał aż do stóp. Jej ramiona były na wpół otwarte, dzięki czemu dostrzegłam trzy szpady wbite w Jej piersi w kierunku serca.
Jej piękne oblicze było bardzo smutne: oczy pełne łez, twarz przepełniona bólem. Powoli wypowiedziała te słowa: „MODLITWA, OFIARA, POKUTA”.
Kiedy mówiła, dwie łzy wypłynęły z Jej oczu i zatrzymały się na Jej twarzy zmienionej przez ból.
Pierina wspominała:
Gdy tylko zniknęła z moich oczu ta jakże słodka postać, natychmiast zaczęłam się modlić, odmawiając Różaniec. Poczęły oddalać się cierpienia, w których tkwiłam, i odczułam błogi spokój. Rano opowiedziałam wszystko wielebnej Przełożonej, a zaraz potem mojemu Spowiednikowi.
Była pewna, że widziała Matkę Bożą. Potwierdziła jej to bł. s. Maria od Krzyża di Rosa, założycielka służebnic miłosierdzia, do których należała Pierina. Maria di Rosa często jej się ukazywała i wspierała widzącą na trudnej drodze świadectwa.
Dla młodej kobiety, pielęgniarki w szpitalu Montichiari posługującej chorym i ubogim rozpoczęła się ciężka droga wśród przeciwności i cierpień. Czekało ją trudne odosobnienie; jej świadectwo było zwalczane i negowane. Wspierała ją Maryja i bł. s. Maria od Krzyża di Rosa, która przyniosła jej widoczną pomoc z Nieba i zachęciła do dawania w sposób święty świadectwa.
Pierina napisała:
Starałam się wypełniać z jak największą miłością i poświęceniem codzienny obowiązek opieki nad biednymi chorymi, a tymczasem w ciszy i głębi mojej duszy nie zgasł płomień tamtego wspomnienia i wiódł mnie ku lepszemu życiu.
Do tego doszło bardzo bolesne doświadczenie: walka z demonem. Nie tylko straszył mnie ogłuszającym hałasem żelaznych łańcuchów, lecz także pokazał się osobiście. Miało to przeszkodzić mi w tym, co robiłam, czego Pan chciał ode mnie: w Modlitwie i Pokucie.
Z dzienniczka Pieriny Gilli:
Lekki szmer, jakby delikatny wietrzyk, który zwraca uwagę, a jednocześnie już napełnił moją duszę radością... Oto nagle Ona! Właśnie Ona, Madonna we własnej osobie, prawdziwa i rzeczywista, dokładnie taka jak przy pierwszym Objawieniu, gdy ujrzałam Ją lekką i przezroczystą. W fioletowej szacie, z długim białym welonem okrywającym Ją do stóp, z otwartymi ramionami i trzema mieczami wbitymi w pierś. Jej dostojne oblicze było subtelnie piękne, ale cierpiące z powodu trzech mieczy w Jej Sercu. Jednak Jej spojrzenie było bardzo matczyne i pełne dobroci; zapraszało mnie do ufności. Razem z Nią była także błogosławiona Siostra Maria od Krzyża di Rosa.
1 czerwca 1947 roku, widząc, jak bardzo Pierina była udręczona, siostra przełożona Luigia Romanin i siostra Lorenzina Mompiani czuwały przy niej w nocy. Nad ranem ukazały się jej bł. s. Maria od Krzyża di Rosa i Matka Boża, która od stóp do głów ubrana była w fioletową szatę i wciąż miała trzy miecze wbite w pierś. Pierina wezwała przełożoną i uklękła. Matka Boża była po prawej stronie błogosławionej założycielki.
Na ten widok Pierina zawołała:
„O, Madonna!”.
Obie siostry, słysząc ten okrzyk, rzekły:
„Powiedz Matce Bożej, żeby i nam się pokazała”.
Pierina przekazała ich prośbę. Matka Boża odpowiedziała:
„Powiedz im, że w Raju zobaczą mnie piękniejszą”.
Błogosławiona Maria od Krzyża powiedziała:
„Twoje wielkie cierpienia wraz z wizją piekła miały uświadomić ci wagę grzechu ciężkiego w duszach poświęconych Jezusowi i wybranych przez Jego miłość. Cierpienia ostatnich dni pozwoliły wyrwać z mocy demona kilka naszych Sióstr”.
Najświętsza Panna ponowiła zaproszenie z 24 listopada 1946 roku: modlitwa, ofiara, pokuta, i z niebiańskim uśmiechem się oddaliła.
Widząca zapisała w dzienniczku przy tym objawieniu:
Madonna, tak delikatna i pełna szacunku, zawsze oddawała głos błogosławionej Siostrze od Krzyża. Zawsze zachowywała się tak samo, stała nieruchomo, jedynie swym spojrzeniem zdawała się mówić: „Zróbcie to dla mojego Syna. Wyjmijcie mi chociaż trzy miecze!”.
Dwie niezwykłe Kobiety z Raju powoli zniknęły mi z oczu, pozostawiając we mnie dużo radości, większe umiłowanie ofiary i gotowość poddania się Bożej woli. Chciałam wszystkim pokazać i wołać, jak bardzo Madonna dla nas cierpi i jak wielka jest Jej miłość do nas pomimo wszystko. Posłuchałam Spowiednika, który nakazał mi milczenie. Bardzo pragnęłam wszystkim powiedzieć, jaka piękna i dobra jest Madonna, i wołać, że jest Ona radością Raju.
Pierina zanotowała:
Ból Madonny stał się moim bólem, ale jak mogłam sama wyciągnąć trzy miecze? Sama nic nie mogłam, nakazane mi milczenie izolowało mnie. Pozostawało wielkie pragnienie wykrzyczenia wszystkim bólu Najświętszej Panny z tkwiącymi w piersi mieczami.
13 lipca 1947 roku Matka Boża powierzyła Pierinie orędzie dla swoich umiłowanych dzieci: kapłanów i osób konsekrowanych.
Pierina napisała:
Była czwarta nad ranem 13 lipca 1947 r. Modliłam się uprzedzona przez błogosławioną Siostrę od Krzyża di Rosa, która ukazała się jeszcze przed przyjściem Madonny. W moim pokoiku było obecnych kilka sióstr. Błogosławiona siostra di Rosa poprosiła, bym odmówiła akt skruchy. Potem, po chwili ciszy, obróciła głowę w prawą stronę w geście oczekiwania. Nagle dał się słyszeć lekki szelest, podobny do delikatnego wiatru wiejącego w stronę człowieka, sam z siebie napełniający radością. Po tej łagodnej zapowiedzi pojawiło się przepiękne światło, jasne i mieniące się niczym obłok zanurzony w promieniach słońca.
Pośród tego światła ukazała się przepiękna Pani ubrana w białą, bardzo gładką szatę połyskującą srebrzystym światłem. Płaszcz, także biały, spięty klamerką pod szyją, okrywał całą postać od głowy po stopy. Można było dostrzec lekko falowane, jasnokasztanowe włosy. Zarówno płaszcz, jak i suknia, które były jednakowo białe, miały brzegi delikatnie haftowane na złoto.
Gdy tylko Ją ujrzałam, nie wstydziłam się, że jestem przy Niej cała w grzechach. Przeciwnie, Jej spojrzenie, tak pełne dobroci, wzbudziło we mnie wielką radość, tak iż zawołałam: „Ach, jakaż Ona piękna!”. Było we mnie jedynie pragnienie zbliżenia się do Niej, aby zabrała mnie do Raju.
Z Jej spojrzenia wyczytałam, że moje pragnienie pójścia z Nią nie było akceptowane. Wtedy zapytałam, chociaż byłam pewna, że to Madonna: „Powiedz mi proszę, kim jesteś?”.
Pomimo tak wielkiego dostojeństwa, na Jej twarzy malowała się ufność i czułość. Z wielką słodyczą odrzekła: „JESTEM MATKĄ JEZUSA I MATKĄ WAS WSZYSTKICH”.
Z jaką ekspresją wyrzekła te słowa! Matką Jezusa: zostało to wypowiedziane z głęboką słodyczą i szacunkiem. Spojrzenie było zwrócone w stronę Nieba, jakby wpatrzone w Jezusa z wielką czułością i miłością. Matką was wszystkich: te słowa wyrzekła, spuszczając wzrok, jakby chciała zaprosić mnie, abym się do Niej przytuliła.
Jakże niebiańskie było oblicze Madonny! Miała bardzo piękną twarz, o niezwykle delikatnych rysach, różowej cerze i ciemnych oczach. Nie sposób jednak było odgadnąć Jej wiek! Nie wyglądała jak nastolatka. Jej delikatna twarz, owszem, była młoda, lecz w swojej dostojnej postaci wydawało się, jakby miała od 20-25 do 30 lat.
Jej piękno rosło nie tylko w moich biednych oczach, lecz także moja dusza tonęła w nieskończonej radości i intensywnej oślepiającej światłości. Kiedy znajdziemy się w Raju, będziemy w stanie pojąć istotę tej świętości i piękno naszej Niebieskiej Mamy!
Jej delikatna twarz, osnuta niezrównaną niewinnością, dziewiczą czystością, nadzwyczaj słodka i wdzięczna, wniknęła w głąb mojej duszy, napełniając ją wspaniałą słodyczą i anielskością.
Jej zachowanie i słowa porwały mnie do tak wielkiej miłości, że byłam pewna, iż osiągnęłam cel mojej wędrówki: Niebo, gdzie jest Bóg, Madonna, Raj. Ona otworzyła ramiona z taką matczyną dobrocią i tak wielką radością, jakby chciała uwidocznić nam swoją miłość do nas, jakby chciała ująć ją w dłonie i nas nią objąć.
Pierina opisała dalej owo spotkanie w Montichiari:
Kiedy znów podniosłam wzrok, zobaczyłam, że róże rozrosły się i utworzyły rodzaj niszy, a Madonna znajdowała się pośród tego przepięknego różanego ogrodu, podczas gdy wcześniej widziałam Ją otoczoną jedynie światłem.
Bardzo się ucieszyłam, widząc, że Madonna nie ma już w sercu trzech mieczy. Dała mi do zrozumienia, że Jej radości i cierpienia były również radościami i cierpieniami Jej Syna Jezusa.
Tonem głosu, z którego przebijał nakaz otrzymany przez Boga Ojca, rzekła: „Nasz Pan przysyła mnie, aby dać początek nowemu nabożeństwu Maryjnemu we wszystkich instytutach i zgromadzeniach zakonnych, męskich i żeńskich, a także wśród świeckich kapłanów”.
Słowa te zostały wypowiedziane przez Matkę Bożą z łagodnością, lecz Ona starała się dać mi do zrozumienia, że wyrażały wolę Boga i zostały przez Niego przypieczętowane.
Na moje pytanie, kim są świeccy kapłani, szybko odpowiedziała z wyrozumiałym uśmiechem i matczyną miłością: „Są nimi ci, którzy żyją w swoich domach, służąc jednocześnie Bogu, zaś inni kapłani żyją w klasztorach i zgromadzeniach”.
Powiedziawszy to, podniosła wzrok, spojrzeniem zdając się przywoływać bezkresną rzeczywistość, i wciąż uśmiechając się, rzekła: „OBIECUJĘ INSTYTUTOM ZAKONNYM I ZGROMADZENIOM, KTÓRE NAJBARDZIEJ BĘDĄ MNIE CZCIĆ, ŻE BĘDĘ JE CHRONIĆ, BĘDĄ MIAŁY NAJWIĘCEJ POWOŁAŃ I NAJMNIEJ POWOŁAŃ ZDRADZONYCH ORAZ DUSZ OBRAŻAJĄCYCH PANA CIĘŻKIMI GRZECHAMI. WŚRÓD TYCH, KTÓRYCH BÓG POSŁAŁ, BĘDĄ WIELCY ŚWIĘCI”.
Jej zachowanie bardzo wyraźnie wskazywało, że natychmiast da to, co obiecuje. Jej oczy patrzyły na każdą rzecz, jak gdyby wszystkie Jej „umiłowane dzieci” były obecne, a na Jej cudownej twarzy malowała się tylko miłość.
Madonna powiedziała jeszcze do Pieriny Gilli:
„Pragnę, aby 13 dzień każdego miesiąca był dniem Maryjnym poprzedzonym trwającym 12 dni specjalnym przygotowaniem modlitewnym”.
Teraz Najświętsza Panna bardzo posmutniała i dodała: „Ten dzień ma być wynagrodzeniem za zniewagi popełnione względem naszego Pana przez dusze konsekrowane. Ich winy wbijają w moje Serce i Serce mojego Boskiego Syna trzy ostre miecze”. (Słowa te wypowiadała z trudem, tak wielki był to ból dla Pana).
Delikatny uśmiech powoli znów zarysowywał się na Jej świętym i błogosławionym obliczu; z Jej słów płynęły znów strumienie nowych łask: „W ten dzień ześlę na instytuty osób mi poświęconych lub zgromadzeń zakonnych, które będą mnie czcić, obfitość łask i świętość powołań.
Niechaj TEN DZIEŃ uświęcają szczególne modlitwy: MSZA ŚWIĘTA, KOMUNIA ŚWIĘTA, RÓŻANIEC ŚWIĘTY, GODZINA ADORACJI”.
Potem dodała: „Pragnę, by DZIEŃ 13 LIPCA był co roku obchodzony przez każdy instytut. Pragnę, aby w każdym zgromadzeniu i instytucie zakonnym były dusze rozmodlone. W ten sposób otrzymacie łaskę, że żadne powołanie nie będzie zdradzone”. (Na piersi Matki Bożej najbardziej lśniła biała róża na znak ducha modlitwy i czystości).
Po krótkiej przerwie i ze złożonymi rękoma mówiła dalej: „Pragnę też, aby inne dusze były ofiarne i żyły miłością do poświęceń, prób, upokorzeń dla wynagradzania zniewag, które nasz Pan otrzymuje od dusz konsekrowanych żyjących w grzechu śmiertelnym”. (Teraz na piersi Najświętszej Dziewicy najbardziej lśniła czerwona róża oznaczająca miłość i ofiarę).
Znów nastąpiła chwila przerwy, zanim zaczęła mówić dalej: „Pragnę także, by inne dusze złożyły swoje życie w ofierze zadośćuczynienia za zdrady, które nasz Pan otrzymuje od kapłanów zdradzających swoje powołanie. (Teraz najmocniej lśniła żółta róża oznaczająca ducha pokuty).
Przez ofiarę dusze te uzyskają od mojego matczynego Serca uświęcenie owych kapłanów i obfite łaski dla ich zgromadzeń”.
Najświętsza Panna była głęboko wzruszona, a gdy powierzała nam to pragnienie, Jej głos miał błagalny ton.
„Pragnę, aby ta nowa pobożność rozszerzyła się na wszystkie instytuty zakonne”.
Matka Boża uśmiechnęła się zadowolona i zwracając wzrok na błogosławioną Siostrę od Krzyża di Rosę, powiedziała: „Wybrałam jako pierwszy ten instytut [Służebnice Miłosierdzia], gdyż jego założycielką jest Rosa, która zaszczepiła w swoich córkach ducha miłości, tak że są one niczym różyczki, symbol miłości”. I z uśmiechem radości dodała: „To dlatego ukazuję się otoczona różami”.
Wtedy w imieniu mojej matki przełożonej poprosiłam o widoczny cud na świadectwo przyjścia Matki Bożej.
Madonna odpowiedziała mi z wielkim smutkiem: „Nie uczynię żadnego cudu. Najbardziej widoczny cud nastąpi, gdy konsekrowane dusze moich dzieci, które od dawna, a zwłaszcza w czasie wojny ogarnęło rozluźnienie duchowe, tak wielkie, że zdradziły swe powołanie i ściągnęły kary i prześladowania za swoje ciężkie winy, co dzieje się obecnie względem Kościoła, przestaną tak bardzo obrażać naszego Pana i powrócą do pierwotnej duchowości swoich świętych Założycieli”.
Najświętsza Panna czule delikatnym gestem skinęła na błogosławioną siostrę di Rosę, aby przemówiła do mnie. Siostra Maria od Krzyża poleciła mi zrobić to, o co prosiła Madonna. Ta zaś pozostała z łagodnym wyrazem czułości i pokory. Wciąż patrzyła na nas, aby wyryć w naszych duszach wielkie pragnienie tego, o co prosiła.
Stopniowo światło stawało się słabsze i przepiękne postaci Madonny oraz błogosławionej siostry di Rosy zniknęły mi z oczu.
Pierina zanotowała w swoim dzienniczku:
Chciałam wołać do wszystkich: „Kochajmy nieskończenie pełną dobroci Madonnę. Niekochanie Jej jest obrazą Jej dostojnego piękna, Jej bezgranicznej świętości!”. Ale pozostawałam w ciszy, gdyż moja uboga mowa była niczym przy cudach, które chciałam przekazać. Jak wyrazić wielką światłość i dostojne piękno Najświętszej Maryi Panny?
Musiałam także być posłuszna wielebnemu spowiednikowi, który nakazał mi milczenie. On sam nie dowierzał tej rzeczywistości.
Pierina powtórzyła słowa, które były już wyryte w jej duszy: „Jestem Matką Jezusa i Matką wszystkich was”.
Tak rozpoczęła się wędrówka, która trwała 44 lata. Błogosławiona s. Maria di Rosa częstymi odwiedzinami połączyła Niebo z ziemią. Najświętsza Panna zechciała rozbić swój namiot w Montichiari, pośród swoich dzieci.
Pierina Gilli napisała:
W pewien sierpniowy dzień błogosławiona siostra od Krzyża przyszła powiedzieć, abym udała się natychmiast do Brescii, do Domu Prowincjalnego sióstr Służebnic Miłosierdzia w Mompiano, gdyż takie było życzenie naszego Pana. Wiedziałam o trudnościach przełożonych, ale pofrunęłam jak ptak, który potrafi odnaleźć swoje gniazdo. Prowadził mnie uśmiech Niebieskiej Matki.
6 września w Mompiano (Brescia)
Pierina Gilli pobiegła do Mompiano, aby spotkać się z Najświętszą Dziewicą. Towarzyszyła jej jedna z sióstr oraz dwie świeckie przyjaciółki z Montichiari.
Pierina napisała:
W Domu Prowincjalnym sióstr służebnic nie pozwolono mi wejść do kaplicy, abym mogła tam czekać na objawienie Madonny. Zatrzymano mnie w rozmównicy. W czasie tych godzin oczekiwania czułyśmy się jak na wygnaniu. Byłam pełna nadziei, że Madonna przeprowadziła mnie przez bolesne ścieżki, a teraz rozraduje mnie swoim przyjściem.
Wreszcie, po długim czasie, jedna z sióstr oznajmia nam, że możemy wejść do kaplicy. Szłam tak lekkim krokiem, że zdawało mi się, iż nie idę, ale lecę.
Uklękłyśmy, aby adorować Jezusa w Przenajświętszej Hostii w tabernakulum. W pewnej chwili poczułam impuls, aby wyjść z ławki i z rozłożonymi rękoma odmówić Miserere.
Psalm 51 – Miserere – Psalm króla Dawida:
Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego!
Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną.
Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą, tak że się okazujesz sprawiedliwym w swym wyroku i prawym w swoim osądzie.
Nad ołtarzem głównym zobaczyłam biały obłok, jednak nie świetlisty, lecz śnieżnobiały. Obłok przybliżył się, rozdzielił na dwie części niczym wielkie wrota, a w środku pojawiła się Ona, cudowna i dostojna Pani, Mama z Nieba.
Była ubrana na biało jak 13 lipca, płaszcz był nieco zsunięty do tyłu, ręce złożone, a na Jej piersi lśniły trzy przepiękne róże.
Była pełna Łaski: Piękna, Majestatyczna, Ujmująca.
Pierina stała przed Madonną zasłuchana.
Maryja rzekła:
„To wszystko jest wolą naszego Pana, gdyż pragnie być bardziej kochany przez dusze zakonne”.
Po chwili dodała:
„Nalegamy, by we wszystkich instytutach zakonnych odrodziło się nabożeństwo do Maryi noszącej tytuł RÓŻY DUCHOWNEJ”.
Zwróciła się do mnie z czułością i niemal błagalnym tonem rzekła: „Czy jesteś gotowa ofiarować Twoje życie za tę misję, aby instytuty zakonne rozkwitały i wzrastały w świętości, a wszystkie osoby konsekrowane stały się niczym wiele żywych pachnących róż Bożej Miłości?”.
Całą sobą odpowiedziałam: „Tak”.
Madonna ucieszyła się. Jej oczy nabrały łagodnego wyrazu, a na twarzy zajaśniał uśmiech radości.
Mówiła dalej: „Odtąd będzie cię spotykać wiele upokorzeń, będziesz przez wszystkich nierozumiana, także przez przełożonych tego instytutu. Ale Ja zapewnię ci łaski i moją matczyną opiekę”.
Swoją nicością Pierina chciała pomagać w realizacji planu Boga Ojca. Zapytała:
„Czy siostra, za którą się modliłam, nawróciła się?”.
Błogosławiona Dziewica uśmiechnęła się i odpowiedziała:
„Tak, przyjęłam natychmiast twoją modlitwę i ofiarę za nawrócenie moich konsekrowanych dzieci. Gdy będziesz wychodzić z tego domu, przy furcie spotkasz trzy siostry, ta w środku będzie tą nawróconą”.
Wspominając tę odpowiedź Matki Bożej, widząca zawołała:
„Ach! Gdybym znała język Aniołów, żeby o Niej mówić i śpiewać, o Madonnie, o naszej Niebieskiej Matce!”.
Najświętsza Dziewica objawiła się w kaplicy domu prowincjalnego, gdzie nie przyszła żadna siostra. Powtórną wizytę złożyła w domu generalnym.
Maryja powiedziała do Pieriny:
„Idź natychmiast do kaplicy błogosławionej Siostry od Krzyża di Rosy, do Domu Generalnego. W zamian za cierpienia, które cię spotykają, i obojętność obiecuję przyjść za około godzinę. Przekaż na piśmie wielebnej Matce tego Domu Prowincjalnego, że bardzo bym się ucieszyła, widząc siostry zamiast pustych ławek. Nawrócenie siostry byłoby publiczne”.
Matka Boża przez chwilę milczała, później dodała:
„Jestem z tobą zawsze z moim błogosławieństwem. Idź już”.
Pierina uklękła przed ołtarzem z dwiema świeckimi przyjaciółkami z Montichiari, aby uwielbić Pana. Następnie wyruszyła w drogę, jak poleciła jej Matka Boża.
W swoim dzienniczku zapisała:
Wychodząc, zobaczyłam przy furcie wielebną matkę asystentkę, która podawała trzem siostrom Krzyż do ucałowania. Nad głową siostry stojącej w środku utworzył się świetlisty okrąg. Patrząc na nią, rozpoznałam siostrę, którą Madonna wskazała mi podczas widzenia. Matka Asystentka pożegnała mnie chłodno. Siostra, która przyjechała ze mną z Montichiari, opuściła mnie, prosząc, bym wróciła sama i nie szukała jej więcej. Moją duszę przepełniał smutek: jakaż niewrażliwość, lekceważenie, obojętność, zatwardziałość serca.
Zaczęłam dostrzegać drogę krzyżową, kalwarię Jezusa. Ogromna miłość Boga, Ojca wszystkich ludzi, naszego Stworzyciela, była tak mało przyjmowana!
Ale wrażliwość, delikatność Madonny pełnej miłości, radości i pokoju sprawiała, że biegłam na nowe spotkanie w Domu Generalnym sióstr Służebnic Miłosierdzia. Jak dalekie są drogi Pana od naszych! Ojciec jest zawsze obecny, pełen swojej nieskończonej boskości, swojej miłości, swojej troski, a Madonna otaczała mnie w cierpieniu światłem. W Domu Generalnym napotkałam nowe trudności. Nie chciano pozwolić mi wejść do kaplicy poświęconej założycielce, błogosławionej siostrze di Rosie, ponieważ było zbyt późno: była pora obiadu.
Nad ołtarzem po prawej stronie tabernakulum utworzył się biały obłok, następnie, zbliżając się do widzącej, rozdzielił się na dwie części i w środku pojawiła się znów Matka Boża, dostojna i piękna. Z jej twarzy promieniała łagodność i macierzyńska dobroć. Patrząc na Pierinę, rzekła:
„Powiedz Matce Generalnej, że jednakowoż przyszłam, tak jak ci obiecałam. Spójrz, ile niewinności jest w tych dzieciach (obejrzała się, patrząc z czułością na wszystkie dzieci, które weszły do kaplicy). Jest ona bardzo droga Sercu Jezusa. Te dzieci jednak nie widzą, że tu jestem. Mój Boski Syn Jezus chciał, bym pokazywała się tylko tobie, wielkiej grzesznicy, a przecież te objawienia przeznaczone są dla dusz zakonnych moich konsekrowanych dzieci. Przekaż twoim przełożonym, którzy pragną zewnętrznego cudu: nie stanie się to, czego pragną. Najbardziej widzialnym cudem będzie moja miłość do tych instytutów zakonnych. Odrodzą się one bowiem do nowego życia i podejmą na nowo modlitwę i pokutę, zgodnie z ich pierwotnym duchem”.
Jej spojrzenie przenikało do głębi moje serce, odczuwałam Jej wielką dobroć. Rozumiałam Jej jedyne i silne pragnienie przybliżenia nas do Jezusa: „Drogi, Prawdy i Życia”.
Następnie dodała: „Niech wielebny kapłan, który został wyznaczony, przekaże jego Ekscelencji ks. Biskupowi, że pragnę, aby zebrało się wiele sióstr, po dwie z każdego instytutu. Przyjdę do nich, żeby oznajmić moje pragnienie. Nie będzie im dane mnie widzieć, ale otrzymają łaskę świętości związaną z moją obecnością tutaj. Przyjdę także objaśnić to, co powiedziałam w FATIMIE, BONATE i BRESCII.
W Fatimie przyszłam, aby cały świat został poświęcony mojemu Sercu i aby nawrócili się grzesznicy.
W Bonate, aby zostały uświęcone chrześcijańskie rodziny.
W Brescii przychodzę, by zostały uświęcone dusze zakonne”.
Madonna zbliżyła się do mnie tak, że prawie mnie dotknęła. Następnie, sylabizując słowa i jakby szeptem, powiedziała: „Bądź wspaniałomyślna, kochaj bardzo Jezusa”.
Uniosła jasne ręce w geście wyrażającym opiekę i oddaliła się w białym obłoku. A mnie napełniała Jej radość. Chciałam pobiec i pofrunąć za nią, by nie stracić owej rzeczywistości pokoju i miłości, które z Nią były.
16 września 1947 roku, osiem dni po święcie Jej narodzenia, Maryja znów była w Montichiari, w szpitalu, gdzie Pierina była pielęgniarką.
Pierina była bardzo smutna, ponieważ nie mogła udać się do kaplicy, w której odprawiana była Msza Święta, żeby przyjąć Komunię Świętą.
Zapisała w swoim dzienniczku:
W czasie, gdy w małej kaplicy odprawiana była Msza św., zachęciłam chorych do odmawiania różańca, byśmy także my włączyli się w Ofiarę Eucharystyczną i uczestniczyli, chociaż poprzez modlitwę, w Wieczerzy Jezusa.
Nagle moim oczom ukazała się wielka jasność. Cóż za cudowne i wspaniałe widzenie! Pośrodku sali zobaczyłam w górze świetlistą i lśniącą Hostię, z której wychodziły promienie światła. Wyglądała jak przepiękna monstrancja. Byłam wzruszona, moja dusza wzlatywała nade mną, biegnąc na spotkanie swego Stworzyciela. Widzenie stało się jeszcze piękniejsze i bardziej niesamowite: po prawej stronie świecącej Hostii znajdowała się Madonna, po lewej błogosławiona Siostra od Krzyża di Rosa, obie w postawie klęczącej i adorującej.
Jaka piękna była Madonna! Klęczała ze złożonymi rękami, ze wzrokiem utkwionym w Hostię, Jej głowa była lekko pochylona, twarz jaśniała i płonęła miłością do Jezusa ukrytego w owej małej białej Cząstce. One obie dawały mi pewność, że adorowały Jezusa prawdziwie obecnego, ciałem i duszą, w małym kawałku chleba.
Ich spojrzenia oraz ich ekspresja wyrażały głęboką kontemplację; były przemienione szczęściem. Piękno twarzy, intensywne żywe oczy wskazywały na realną obecność Pana w Hostii. Madonna miała nadzwyczajny wygląd, była w Niej słodycz, Raj. Jej śnieżnobiała suknia, ze zdobionymi brzegami, świecąca, świadczyła o obecności Jezusa. Postawa Madonny trwającej w głębokiej kontemplacji i ekstazie podkreślała, że najważniejsza jest adoracja Jej Boskiego Syna obecnego w Hostii.
Pierina tak pisała o objawieniu z 16 września 1947 roku:
Błogosławiona Siostra od Krzyża di Rosa odezwała się do mnie z uśmiechem: „Najświętsza Dziewica wyjednała dla ciebie przez Swoje wstawiennictwo wielki cud, niezwykłą łaskę: Jezus, Syn Boży, Zbawiciel ludzi, Król całego stworzenia przyjdzie do ciebie w swoim mistycznym Ciele”.
Lśniąca Hostia Przenajświętsza ruszyła w moim kierunku. Poczułam, że ktoś mnie podtrzymuje i tak Chleb Eucharystyczny spoczął w moich ustach.
Madonna, Matka moja i wszystkich ludzi, podążała wzrokiem pełnym zachwytu i miłości za zbliżającą się do mnie Hostią. Poczułam całą nędzę mojej istoty i mojego istnienia, moją nicość, kruchość mojej natury, moją słabość, marność moich uczynków, moją nieporadność. Syn Boży przyszedł do mnie! Madonna otuliła mnie swoim matczynym uśmiechem, patrzyła na mnie z łagodnością. W ten sposób pojęłam, że jest Ona pośredniczką, Tą, która może wszystko wyprosić u Syna.
Pierina pisała dalej:
Przy ciszy i posłuszeństwie wielebnemu spowiednikowi pozostawała we mnie radość z ujrzenia Madonny i ciągłego poczucia Jej bliskości. Nakazane milczenie dało mi większą dojrzałość i bardziej wewnętrzną radość. Skrywało we mnie ten wielki skarb, który miałam chować w zaciszu mojej duszy. Była to więź między Madonną a mną, którą miałam utrzymywać zawsze żywą i płomienną.
Pierina Gilli zapisała:
Wieczorem 22 października 1947 r. poczułam w sobie pewność, że nadszedł już zapowiedziany moment: błogosławiona siostra Maria od Krzyża di Rosa podczas ostatnich wizyt zapewniła mnie, że Madonna sprawi jakiś cud. Moje serce zaczęło mocno bić: po tylu upokorzeniach i przeciwnościach miałam znów zobaczyć Matkę Bożą, a Ona, Królowa Nieba i ludzi, chciała jeszcze przyjść do mnie, wrócić do nas po to, aby dać pewność tym, którzy nie byli w stanie dostrzec cudów Jej miłości do nas. Jak wielka była przepaść pomiędzy Jej miłością, Jej uwagą a naszą opornością! Powiedziałam o tym matce przełożonej i kapłanom, którzy chcieli być obecni podczas objawień.
Weszliśmy wszyscy do szpitalnej kaplicy i zaczęliśmy się modlić. Nagle z tabernakulum wychodzi wielkie światło i wszystkich opromienia. To jest ten wyczekiwany znak! Pojawia się błogosławiona Siostra Maria od Krzyża, która z matczyną łagodnością zachęca, bym bardzo kochała Matkę Bożą i zapraszała do tego innych ludzi. To Ona, dzięki swej dobroci i ogromnej trosce, powstrzymuje Bożą Sprawiedliwość za zło i bluźnierstwa popełniane przez ludzi.
Kaplica była pełna i pragnęłam, by wydarzył się obiecany cud, aby wszyscy uwierzyli, zwłaszcza mój spowiednik i obecni kapłani.
Widząca czuła na sobie ciężar ogromnej odpowiedzialności. Kaplica wypełniła się siostrami, lekarzami, chorymi. Ona sama wyczekiwała jakiegoś znaku i cudu, który wyeliminowałby wszelki sprzeciw i wątpliwość. Jej obawa i niepokój były tak wielkie, że później wspominała:
„Nie dostrzegałam jeszcze żadnego cudu, a nawet Madonny. Zaczęło pocić się całe moje ciało, również głowa, tak że nawet bielizna na mnie zrobiła się bardzo mokra”.
Widząca drżała, czekając na Przenajświętszą Pannę, Różę Duchowną z trzema cudownymi różami na piersi i czułym wyrazem twarzy troskliwej matki, a tymczasem zobaczyła, jak ożywa gipsowa figura przedstawiająca bł. s. Marię od Krzyża di Rosę z krzyżem w dłoniach i mówi: „Spójrz, ile na próżno przelanej krwi za grzechy ludzi”.
Pierina widziała, jak ożywa krzyż, widziała żywego Jezusa na krzyżu. Jezus przybrał wielkość człowieka. Był żywy, poraniony, krwawiący. Jakże chciałaby objąć skatowane Ciało Jezusa! Odczuwała tę ogromną tragedię człowieka zawartą w słowach bł. s. Marii di Rosy: „Spójrz, ile na próżno przelanej krwi za grzechy ludzi!”.
Widząca stała skamieniała, bez sił, przytłoczona, zbolała. Dźwigała na sobie długie miesiące cierpień i drwin, ciągłych żartów, niedowierzania, obojętności.
16 września została pocieszona, otrzymując dar Świętej Hostii w obecności Matki Bożej i bł. s. Marii di Rosy. Błogosławiona s. Maria di Rosa powiedziała, a później poprosiła Pierinę o powtarzanie na głos: „Jezu mój, miłosierdzia, zmiłuj się, przebacz nasze grzechy”.
Widząca tak wspominała owo spotkanie z Jezusem:
Błogosławiona siostra di Rosa poleciła wziąć puryfikaterz i zebrać skapujące z boku Jezusa krople krwi. Byłam bardzo przejęta i tonęłam w wielkim bólu: znajdowałam się naprzeciw Jezusa przybitego do krzyża, ubiczowanego, opuszczonego, pogrążonego w okropnych cierpieniach na krzyżu. Drżącymi rękoma zebrałam krople krwi, które skapywały z Jego boku, i zgodnie z prośbą błogosławionej siostry di Rosy zaniosłam puryfikaterz na ołtarz.
Wróciłam do Jezusa Ukrzyżowanego i błogosławionej siostry di Rosy, ale nie byli już ożywieni. Wszystko powróciło do zwykłej postaci gipsowych posągów.
Pełna zmieszania i zdziwienia uklękłam na pierwszych stopniach ołtarza i odmówiłam z obecnymi osobami Miserere:
Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego!
Nagle pojawiła się wielka jasność po prawej stronie ołtarza i ujrzałam piękną i cudowną Madonnę „Różę Duchowną”, jak zawsze łagodną i pełną troski. Przychodziła dzielić mój ból, dodać mi otuchy, być ze mną, gdyż w tej ciężkiej próbie pozostałam i czułam się zupełnie sama.
Uśmiechnęła się do mnie. Jaka niebiańska cudowność była w tym uśmiechu! Napełniła mnie radością, chciała złagodzić i przesłonić ból oczekiwania oraz wizję ubiczowanego i ukrzyżowanego Jezusa. Bardzo poważna, choć z właściwą sobie słodyczą, rzekła: „Po raz ostatni przychodzę prosić o nabożeństwo, o które tyle razy prosiłam”.
Mocniejszym tonem dodała: „Mój Boski Syn zechciał pozostawić ślady swojej Krwi, aby potwierdzić i zaświadczyć, jak wielka jest Jego miłość do ludzi, którzy odpłacają Mu poważnymi zniewagami”.
Surowym tonem, ale ze słodyczą, nakazała mi: „Weź puryfikaterz i pokaż go obecnym”.
Natychmiast usłuchałam. Wchodząc po schodkach ołtarza, miałam wrażenie lekkości. Wydawało mi się, że lecę.
Wzięłam puryfikaterz i pokazałam go wszystkim obecnym: „Oto krople krwi naszego Pana Jezusa”.
Delikatnie położyłam go z powrotem na Ołtarzu. Spojrzałam na tę drogocenną krew i poczułam silne wzruszenie. Madonna patrzyła na mnie i dzieliła każde uderzenie mojego serca, każdy mój oddech.
Z wielką słodyczą i troską mówiła do mnie dalej: „Niechaj Puryfikaterz zostanie nakryty białym welonem, a następnie wystawiony przez trzy dni w kaplicy wraz z figurą błogosławionej siostry di Rosy, która będzie cudowna dla tych, którzy będą wzywać jej pomocy”.
Mówiła: „Niech będzie uroczyście oddawana cześć waszej świętej bresciańskiej rodaczce Siostrze Marii od Krzyża di Rosie, która wyjedna łaski i cuda, jeśli będziecie prosić w moje imię, na potwierdzenie mojej obecności tutaj. Niech to, co się wydarzyło, zostanie przekazane księdzu Biskupowi. Niech zostanie mu również powiedziane, że będą miały miejsce nawrócenia i nastąpi ożywienie wiary. Niech osobą, która mu to przekaże, będzie twój wielebny spowiednik”.
W kaplicy były siostry Służebnice Miłosierdzia, siostry Kanosjanki, księża, lekarze i pielęgniarki. Matka Boża w sposób bardzo wzniosły, dostojny i z macierzyńską miłością, wypowiadając pojedynczo słowa, prawie sylabizując, powiedziała jeszcze: „Stanęłam jako pośredniczka pomiędzy ludźmi, szczególnie duszami zakonnymi, a Moim Boskim Synem, który mając dość otrzymywania ciągłych zniewag, chciał wymierzyć Swoją sprawiedliwość. Gorąco pragnę, aby Instytut sióstr Służebnic Miłosierdzia był pierwszym, który będzie mnie czcił z tytułem «Maryi Róży Duchownej».
Jako opiekunka wszystkich instytutów zakonnych zapewniam moją opiekę dla obudzenia wiary i aby wybrane dusze powróciły do pierwotnego ducha swoich świętych założycieli”.
Przenajświętsza Panna zamilkła, potem otworzyła ramiona, a jednocześnie płaszcz na znak opieki. Zobaczyłam na Jej piersi trzy cudowne róże. Następnie lekko się do mnie pochylając, rzekła: „ŻYJ MIŁOŚCIĄ”.
Byłam zanurzona w błogiej światłości, ale miało się to ku końcowi. Matka Boża powoli się oddalała, opuszczając mnie tak łagodnie. Gorąco pragnęłam pozostać w modlitwie i kontemplacji, tymczasem dopadano mnie, zadawano pytania, popychano.
Księża zaprowadzili mnie do małej zakrystii i zasypali pytaniami. Lekarze chcieli mnie szczegółowo przebadać. Przez kilka godzin byłam jakby zabawką w rękach lekarzy, gdyż nie dowierzali temu, co się wydarzyło. Zostałam poddana „wizycie lekarskiej” z użyciem metalowych przyrządów powodujących jedynie ból, gdyż użyto ich, w ogóle nie zważając na mnie.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
