O sztuce wystąpień publicznych wyd. II - Maciej Orłoś - ebook
Opis

Jak przygotowywać się do wystąpienia przed publicznością lub przed kamerami? Jakie są sposoby radzenia sobie z tremą? Jak uniknąć wpadek i jak wybrnąć z sytuacji, gdy już się przydarzą? Jak postępować w kontaktach z dziennikarzami? – na te i inne pytania odpowiada Maciej Orłoś, jeden z najbardziej popularnych prezenterów telewizyjnych w Polsce.

Występowanie przed publicznością można porównać do prowadzenia samochodu: w obu przypadkach możliwe jest dojście do wprawy, ale początki są trudne – pisze Maciej Orłoś we wstępie swojej książki. Autor zaczyna od podstaw skutecznego wystąpienia, takich jak pierwsze wrażenie, nawiązanie kontaktu z publicznością oraz warstwa niewerbalna, aby następnie przejść do bardziej szczegółowych zagadnień, takich jak występy na żywo przed kamerą czy udzielanie wywiadów. Wszystkie wskazówki zostały poparte licznymi przykładami.

Książka jest doskonałym merytorycznie poradnikiem dla osób, które na co dzień muszą mierzyć się z szeroko rozumianymi publicznymi występami. Znajdziemy w niej również pełne humoru anegdoty zza kulis świata telewizji i biznesu.

O autorze:
Maciej Orłoś – laureat trzech Wiktorów, Super Wiktora oraz Telekamery. Znany przede wszystkim jako prowadzący magazyn „Teleexpress”, z którym związany jest od 1991 roku, jest również trenerem wystąpień publicznych, autoprezentacji i kontaktów z mediami.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 330

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


O sztuce wystąpień publicznych Wydanie drugie, poprawione i uzupełnione

Maciej Orłoś

Copyright © 2018 by Wydawnictwo RM Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected] www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-8151-020-2 ISBN 978-83-8151-021-9 (ePub) ISBN 978-83-8151-022-6 (mobi)

Redaktor prowadzący: Aleksandra ŻdanRedakcja: Justyna MrowiecRedakcja: Bartłomiej NawrockiKorekta: Marta StochmiałekNadzór graficzny: Grażyna JędrzejecProjekt graficzny książki: Jakub WróblewskiProjekt okładki: Anna StaniszewskaZdjęcie na okładce: Monika SzałekMakijaż: Anna StelmaszczykStylistka: Sara MilczarekAsystentka stylistki: Karolina FicnerEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

Spis treści

Występ, czyli jazda bez trzymanki

Pierwsze wrażenie… drugiego nie będzie

Ostatnie wrażenie

Wizerunek a rola społeczna

Uśmiech w oczach, czyli właściwa aura emocjonalna

Komunikacja niewerbalna, czyli forma ważniejsza od treści

Zakłóceniom mówimy nie!

Co z tymi rękami? Tajemnice gestykulacji

Rekwizyt

Jak gestykulować?

Kiedy zjada trema…

Sposoby walki z tremą

Co zrobić, by zainteresować publiczność?

Sposoby na utrzymanie uwagi widowni

Występ to okazja

Jak nie zmarnować okazji?

Głośno i wyraźnie!

„W czym mogę pomóc?”, czyli piekielnie trudny język polski

Moje irytacje

Slang branżowy

Nie ma żartów – przemówienie

Prezentacja z użyciem slajdów – nie mylić z nadużyciem

Z techniką za pan brat, czyli nie przepraszamy za usterki

Dźwięk

Światło

Multimedia

A co jeśli nie ma nic?

Kamery są wszędzie

Na żywo

Rozmowa z dziennikarzem

Setka

Prompter

Kryzys, trudne pytania

Niesmak pozostał

Im mniej, tym lepiej

Jak przeżyć ataki dziennikarzy?

Scena – kulisy, czyli jak nie wypaść z roli

Team work, czyli praca w zespole

Publiczność

W telewizji

Poza studiem

Uwagi końcowe

Alfabet wystąpień według Macieja Orłosia

Warto obejrzeć i przeczytać

Podziękowania

Występ, czyli jazda bez trzymanki

Wy­stę­po­wa­nie przed pu­blicz­no­ścią moż­na po­rów­nać do pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du: w obu przy­pad­kach moż­li­we jest doj­ście do wpra­wy, ale po­cząt­ki są trud­ne. Kie­dy przy­szły kie­row­ca roz­po­czy­na na­ukę jaz­dy, jest ze­stre­so­wa­ny i sku­pia się je­dy­nie na tym, gdzie są sprzę­gło, ha­mu­lec, pe­dał gazu, jak zmie­niać bie­gi i kie­dy włą­czać kie­run­kow­skaz. Musi za­pa­mię­tać, że trze­ba pa­trzeć w lu­ster­ka bocz­ne i wstecz­ne, ob­ser­wo­wać zna­ki. Kie­dy opa­nu­je pod­sta­wy, nie my­śli już o szcze­gó­łach, tyl­ko po pro­stu… je­dzie. Mało tego, pod­czas pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du może słu­chać ra­dia, mu­zy­ki, au­dio­bo­oka czy roz­ma­wiać z pa­sa­że­ra­mi.

Po­dob­nie jest w przy­pad­ku oso­by, któ­ra wy­stę­pu­je pu­blicz­nie. Kie­dy robi to pierw­szy raz, jest po­twor­nie ze­stre­so­wa­na, za­zwy­czaj po­nu­ra, nie wie, co ro­bić z rę­ka­mi, w któ­rą stro­nę pa­trzeć, jak sta­nąć, od­dy­chać i mó­wić do mi­kro­fo­nu. Ale kie­dy na­bie­rze wpra­wy i na­uczy się warsz­ta­tu, to wszyst­kie tech­nicz­ne ele­men­ty wy­stą­pie­nia prze­sta­ną spra­wiać jej pro­blem. Wpra­wa ozna­cza rów­nież, że mów­ca jest do­brze przy­go­to­wa­ny me­ry­to­rycz­nie i spraw­nie re­ali­zu­je przy­ję­ty plan wy­stą­pie­nia (do­sko­na­łe przy­go­to­wa­nie to jed­na z rze­czy, któ­rych trze­ba się na­uczyć). Taka oso­ba pod­czas prze­mó­wie­nia za­cho­wu­je się swo­bod­nie, sku­pia się na prze­ka­zie i na tym, by – ogól­nie rzecz uj­mu­jąc – wy­stą­pie­nie było jak naj­lep­sze.

Idź­my da­lej. Moż­na śmia­ło po­wie­dzieć, że więk­szość lu­dzi może na­uczyć się pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du. To nie jest prze­cież ta­kie trud­ne. Wy­star­czy za­cząć na­ukę pod okiem in­struk­to­ra, a po­tem ćwi­czyć, czy­li jeź­dzić, na­bie­ra­jąc dzię­ki temu wpra­wy i do­świad­cze­nia. Przyj­mij­my, na po­trze­by na­szej ana­lo­gii, że 99% lu­dzi, nie­za­leż­nie od płci, rasy czy sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej, może zdo­być tę umie­jęt­ność.

Pół pro­cen­ta ludz­ko­ści sta­no­wią w ta­kim ra­zie ci, któ­rzy ni­g­dy nie będą kie­row­ca­mi, z róż­nych po­wo­dów. Nie pró­bo­wa­li po­dejść do eg­za­mi­nu na pra­wo jaz­dy, za­kła­da­jąc, że nie mają szans; nie zda­li go, choć pró­bo­wa­li kil­ka­na­ście razy; zda­li eg­za­min, ale uz­nali, że ni­g­dy nie po­win­ni sa­mo­dziel­nie jeź­dzić au­tem, po­nie­waż nie chcą stwa­rzać za­gro­że­nia dla in­nych uczest­ni­ków ru­chu. Krót­ko mó­wiąc, pół pro­cen­ta to lu­dzie, któ­rzy kom­plet­nie nie na­da­ją się na kie­row­ców. I nimi nie są. I tak jest le­piej dla wszyst­kich.

Dru­gie pół pro­cen­ta to za­wo­dow­cy, na przy­kład kie­row­cy au­to­bu­sów, au­to­ka­rów, cię­ża­ró­wek. Na szczy­cie tej hie­rar­chii usta­wił­bym kie­row­ców raj­do­wych i wy­ści­go­wych – to mi­strzo­wie, oni po­tra­fią wszyst­ko.

Po­dob­nie jest z wy­stę­po­wa­niem przed pu­blicz­no­ścią. Mogę z peł­nym prze­ko­na­niem stwier­dzić – na pod­sta­wie wła­snych do­świad­czeń w roli tre­ne­ra oraz jako ob­ser­wa­tor nie­zli­czo­nych wy­da­rzeń, pod­czas któ­rych wy­stę­po­wa­no pu­blicz­nie – że z mów­ca­mi jest tak samo jak z kie­row­ca­mi.

W cią­gu wie­lu lat prak­ty­ki szko­le­nio­wej mia­łem do czy­nie­nia z set­ka­mi kur­san­tów – ludź­mi z róż­nych branż, śro­do­wisk i sta­no­wisk. Śmia­ło mogę stwier­dzić, że kil­ko­ro – pod­kre­ślam – kil­ko­ro z nich w ogó­le nie nada­wa­ło się do wy­stę­po­wa­nia, a kil­ko­ro mia­ło do tego ewi­dent­ne pre­dys­po­zy­cje. A po­zo­sta­li? Cóż… słusz­nie zro­bi­li, za­pi­su­jąc się na szko­le­nie.

Wróć­my więc do pro­cen­tów. Po jed­nej stro­nie mamy nie­wiel­ką gru­pę świet­nych mów­ców – lu­dzi, któ­rym wy­stą­pie­nia pu­blicz­ne nie spra­wia­ją tru­du – są na­tu­ral­ni, mó­wią cie­ka­wie, nie zja­da ich tre­ma, po­tra­fią na­wią­zać kon­takt z od­bior­ca­mi. Po dru­giej stro­nie stoi jesz­cze mniej­sza grup­ka tych, któ­rzy po pro­stu nie po­win­ni wy­stę­po­wać pu­blicz­nie, po­nie­waż się do tego nie na­da­ją – na przy­kład z po­wo­du po­twor­nej, pa­ra­li­żu­ją­cej tre­my, któ­rej skut­ki są nie do przy­ję­cia (czo­ło za­le­wa im pot, za­czy­na­ją mó­wić bez sen­su, są bli­scy omdle­nia). Do­brym przy­kła­dem an­ty­mów­cy jest po­eta z Rej­su. Mó­wił tak ci­cho, że ka­owiec (Sta­ni­sław Tym) mu­siał prze­ka­zy­wać pu­blicz­no­ści jego sło­wa. Poza tym po­eta miał dość wy­raź­ną wadę wy­mo­wy i zja­dał sa­mo­gło­ski. Kosz­mar!

Czy­tel­ni­ku – pa­mię­taj, że na­le­żysz do 99% lu­dzi, któ­rzy mogą na­uczyć się wy­stę­po­wa­nia przed pu­blicz­no­ścią! Ide­al­nie by­ło­by, gdy­by jesz­cze ta­kie wy­stą­pie­nia spra­wia­ły Ci przy­jem­ność… Ow­szem, to trud­ne, ale – moż­li­we!

Ta ana­lo­gia wy­stę­pu pu­blicz­ne­go z pro­wa­dze­niem sa­mo­cho­du po­wo­li się wy­czer­pu­je. Cho­ciaż… moż­na do­szu­kać się jesz­cze kil­ku punk­tów wspól­nych. Za­rów­no kie­row­ca, jak i oso­ba wy­gła­sza­ją­ca prze­mó­wie­nie mu­szą mieć się na bacz­no­ści. W każ­dej chwi­li może bo­wiem stać się coś nie­spo­dzie­wa­ne­go. Na dro­gę może wy­biec sar­na i tyl­ko re­fleks pro­wa­dzą­ce­go po­zwo­li unik­nąć ko­li­zji. Pod­czas prze­mó­wie­nia ktoś z wi­dow­ni może za­snąć i gło­śno chra­pać. Wte­dy też na­le­ży szyb­ko za­re­ago­wać, by unik­nąć roz­prę­że­nia wśród pu­blicz­no­ści. Sar­na na dro­dze jest za­gro­że­niem śmier­tel­nym. Gło­śne chra­pa­nie wi­dza może za­bo­leć wy­stę­pu­ją­ce­go, ale nie za­gra­ża prze­cież jego zdro­wiu (chy­ba że psy­chicz­ne­mu). Nie zna­czy to jed­nak, że chra­pa­nie nie jest nie­bez­piecz­ne. Jest, bo może w znacz­nym stop­niu po­psuć wy­stą­pie­nie.

Mię­dzy pro­wa­dze­niem po­jaz­dów a wy­stę­pem pu­blicz­nym ist­nie­je też jed­na za­sad­ni­cza róż­ni­ca: pro­wa­dze­nie sa­mo­cho­du jest znacz­nie ła­twiej­sze! Mamy pra­wo jaz­dy, jeź­dzi­my czę­sto, może na­wet co­dzien­nie, a co za tym idzie, na­bie­ra­my co­raz więk­szej wpra­wy i sta­je­my się lep­szy­mi kie­row­ca­mi. Z wy­stę­po­wa­niem jest go­rzej – nie ro­bi­my tego prze­cież tak czę­sto. Pre­mier lub pre­zy­dent wy­stę­pu­ją co­dzien­nie, ale już dy­rek­tor fir­my ma mniej oka­zji do prak­ty­ko­wa­nia.

Co ro­bić, by dojść do wpra­wy?

Po­móc mogą:

szko­le­nia

– dzię­ki spe­cja­li­stom uczest­nik szko­le­nia po­zna war­sztat, do­wie się, jak jest po­strze­ga­ny, oraz nad czym głów­nie po­wi­nien pra­co­wać;

od­ra­bia­nie lek­cji

– ćwi­cze­nie (na­cisk na po­pra­wia­nie sła­bych stron), na­gry­wa­nie ćwi­czeń ka­me­rą;

prak­ty­ka

– jak naj­częst­sze wy­stę­po­wa­nie przed pu­blicz­no­ścią i na­gry­wa­nie tych wy­stą­pień (dzię­ki temu moż­na wy­cią­gać wnio­ski i dą­żyć do per­fek­cji).

Pierwsze wrażenie… drugiego nie będzie

Kie­dy ko­goś po­zna­ję, to oso­ba ta robi na mnie okre­ślo­ne wra­że­nie. Po­miń­my w tym przy­pad­ku zna­cze­nie na ogół po­zy­tyw­ne­go zwro­tu „zro­bić na kimś wra­że­nie”, któ­re­go uży­wa­my, kie­dy ktoś wy­ka­zał się czymś, po­pi­sał się ja­kąś umie­jęt­no­ścią, był świet­nie ubra­ny. W tym roz­dzia­le cho­dzi o pierw­sze wra­że­nie, któ­re może być róż­ne, a któ­re jest nie­zwy­kle istot­ne. Kie­dy wi­dzę lub spo­ty­kam ko­goś pierw­szy raz, re­je­stru­ję róż­ne bodź­ce – wzro­ko­we, słu­cho­we, za­pa­cho­we, do­ty­ko­we. I – chcąc nie chcąc – oce­niam.

Wra­że­nia wzro­ko­we

Wiek

– mło­dy, sta­ry; do­brze się trzy­ma, sta­ro wy­glą­da.

Ubiór

– do­strze­gam, jak ktoś jest ubra­ny – ład­nie, brzyd­ko, gu­stow­nie, mod­nie, tan­det­nie, ele­ganc­ko, nie­dba­le, od­po­wied­nio do sy­tu­acji.

Twarz

– ład­na, za­dba­na, oty­ła, na­la­na, zmę­czo­na, opa­lo­na, wy­chu­dzo­na, uśmiech­nię­ta, po­nu­ra, spo­co­na, z bro­dą, z wą­sa­mi; w oku­la­rach lub bez; z ład­nym uśmie­chem, z bra­ka­mi w uzę­bie­niu.

Oczy

– spo­koj­ne czy roz­bie­ga­ne; spoj­rze­nie uni­ka­ją­ce mo­je­go wzro­ku czy może świ­dru­ją­ce, ob­ser­wu­ją­ce, uważ­ne.

Fry­zu­ra

– krót­ka, na jeża, dłu­ga, zwi­chrzo­na, po­tar­ga­na, nie­dba­ła; siwa, ja­sna, ciem­na; wło­sy są gę­ste lub ktoś ły­sie­je; a może wy­jąt­ko­wa, wy­róż­nia­ją­ca się, na przy­kład gru­by war­kocz czy iro­kez.

Syl­wet­ka

– gru­ba, chu­da, szczu­pła; nie­wy­so­ki wzrost, śred­ni, może wy­jąt­ko­wo wy­so­ki.

Po­zy­cja cia­ła

– otwar­ta, z na­tu­ral­ny­mi ge­sta­mi, wy­lu­zo­wa­na czy może od­wrot­nie – za­mknię­ta, skrę­po­wa­na.

Wra­że­nia dźwię­ko­we

Tembr gło­su

– cien­ki, pi­skli­wy, bar­dzo ni­ski, ład­ny, miły dla ucha, spo­koj­ny.

Spo­sób mó­wie­nia i styl wy­po­wie­dzi

– spo­koj­nie, wol­no, szyb­ko, ner­wo­wo, in­te­re­su­ją­co, nud­no, kwie­ci­ście, mało, dużo, po­praw­nie, z błę­da­mi, nie­wy­raź­nie, ci­cho.

Wra­że­nia za­pa­cho­we

Dana oso­ba może uży­wać wy­jąt­ko­wych per­fum – wte­dy bę­dzie to wra­że­nie przy­jem­ne, choć – jak wia­do­mo – za­pach może też być od­py­cha­ją­cy. Bo na przy­kład ktoś jest, za prze­pro­sze­niem, nie­do­my­ty. Albo uży­wa tan­det­nej, du­szą­cej wody to­a­le­to­wej. Albo, zno­wu prze­pra­szam za te de­ta­le, ale c’est la vie – daje się wy­czuć nie­przy­jem­ny za­pach z ust…

Wra­że­nia do­ty­ko­we

Jest ich mniej, ale tak­że dużo zna­czą. Na przy­kład uścisk dło­ni na po­wi­ta­nie może być: twar­dy, mę­ski, moc­ny, zde­cy­do­wa­ny, zbyt moc­ny (taki, że aż ręka za­bo­li), śred­ni, de­li­kat­ny, bar­dzo sła­by, zwa­ny ry­bią rącz­ką czy śnię­tą rybą (kie­dy ktoś po­da­je dłoń bez żad­nej ener­gii, bier­ną i w grun­cie rze­czy nie­przy­jem­ną). Ści­ska­jąc czy­jąś dłoń, prze­ko­nu­je­my się też, czy jest su­cha, czy wil­got­na.

Po pierw­szym spo­tka­niu każ­dy wy­ra­bia so­bie ja­kąś opi­nię o da­nej oso­bie. O tym, jaka bę­dzie to opi­nia, de­cy­du­ją wszyst­kie wy­mie­nio­ne czyn­ni­ki. Nie­któ­re z nich mogą być tak in­ten­syw­ne, że zdo­mi­nu­ją całe wra­że­nie. A ja­kie ono może być? Przede wszyst­kim po­zy­tyw­ne lub ne­ga­tyw­ne.

Po­zy­tyw­ne pierw­sze wra­że­nie

Jaki miły, uśmiech­nię­ty, szar­manc­ki mło­dy czło­wiek!

Jaka uprzej­ma, kul­tu­ral­na star­sza pani… Cha­nel N°5.

Bar­dzo in­te­li­gent­na, wy­ga­da­na dziew­czy­na, uro­czy koń­ski ogon.

Sym­pa­tycz­ny pan w śred­nim wie­ku, świet­ny gar­ni­tur, kla­sa.

Bar­dzo ener­gicz­ny męż­czy­zna, dow­cip­ny, kon­kret­ny.

Ne­ga­tyw­ne pierw­sze wra­że­nie

Co za cham, na­wet nie po­wie­dział dzień do­bry!

Ale on miał szo­pę na gło­wie i brud­ne dżin­sy!

Tak się przy­wi­tał, że mało mi ręka nie od­pa­dła.

Strasz­nie po­nu­ra ta dziew­czy­na.

Mruk, gbur i pro­stak!

Mie­sza­ne pierw­sze wra­że­nie

Ele­ganc­ko ubra­ny, ale cha­mo­wa­ty.

Sym­pa­tycz­na, ale uży­wa fa­tal­nych per­fum.

Dow­cip­na, ale ma bra­ki w uzę­bie­niu.

In­te­li­gent­ny, szar­manc­ki, ale te strasz­ne buty!

Miła pani, ale ja­kie ma okrop­ne loki na gło­wie!

Trze­ba pa­mię­tać, że pierw­sze wra­że­nie po­zo­sta­je na dłu­go, może na­wet na za­wsze. Jest jak stem­pel, któ­rym nie­świa­do­mie ozna­cza­my po­zna­ne­go czło­wie­ka. I ro­bi­my to w bar­dzo krót­kim cza­sie – wy­star­czy na­wet kil­ka do kil­ku­na­stu se­kund. Czy da się zmie­nić pierw­sze wra­że­nie? Czy zda­rza się, że wy­ma­zu­je­my sta­ry stem­pel i przy­sta­wia­my nowy? Tak, ale wpro­wa­dza­nie tych zmian idzie bar­dzo opor­nie i zda­rza się nie­zmier­nie rzad­ko, bo – jak gło­si zna­ne po­wie­dze­nie – masz tyl­ko jed­ną szan­sę, by zro­bić pierw­sze wra­że­nie.

Je­śli ktoś od razu wy­padł do­brze, musi zro­bić wie­le złe­go, by to ze­psuć. Na­wet je­śli póź­niej coś skno­ci, to i tak nie po­psu­je swo­jej opi­nii, po­nie­waż lu­dzie są skłon­ni uspra­wie­dli­wiać prze­czą­ce po­zy­tyw­ne­mu pierw­sze­mu wra­że­niu re­ak­cje czy za­cho­wa­nia da­nej oso­by. Czę­sto sły­szy­my: „Może i nie wy­szło mu to czy tam­to, ale i tak jest faj­ny”.

Dla osób, któ­re zro­bią złe pierw­sze wra­że­nie, mam kiep­ską wia­do­mość – sza­le­nie trud­no jest po­pra­wić swój wi­ze­ru­nek. Moż­na się dwo­ić i tro­ić, a lu­dzie i tak wie­dzą swo­je.

Czy po­niż­sze sy­tu­acje wy­glą­da­ją zna­jo­mo?

Je­śli „miły, uśmiech­nię­ty, szar­manc­ki mło­dy czło­wiek” rzu­ci na­gle prze­kleń­stwo, to i tak nie ze­psu­je mu to opi­nii. Znaj­dzie­my dla nie­go uspra­wie­dli­wie­nie: „Może i po­wie­dział brzyd­ki wy­raz, ale cóż, każ­de­mu się zda­rza. Może był zde­ner­wo­wa­ny?”.

Je­śli „bar­dzo uprzej­ma, kul­tu­ral­na star­sza pani pach­ną­ca Cha­nel N°5” nie­słusz­nie i nie­kul­tu­ral­nie zru­ga przy świad­kach kel­ne­ra w re­stau­ra­cji, to i tak po­zo­sta­nie kul­tu­ral­ną star­szą pa­nią, a kel­ne­ro­wi „może się na­le­ża­ło”.

Je­śli „bar­dzo in­te­li­gent­na, wy­ga­da­na dziew­czy­na z uro­czym koń­skim ogo­nem” po­ka­że się na­stęp­nym ra­zem z tłu­sty­mi wło­sa­mi i przy­zna, że nie wie, kim był Mo­zart, i tak po­zo­sta­nie in­te­li­gent­ną, wy­ga­da­ną dziew­czy­ną z koń­skim ogo­nem, bo prze­cież „każ­dy może cza­sem nie umyć wło­sów i cze­goś tam nie wie­dzieć; nie wszy­scy mu­szą być omni­bu­sa­mi”.

Je­śli „cham, któ­ry na­wet nie po­wie­dział dzień do­bry”, na­stęp­nym ra­zem przy­wi­ta się nie­zwy­kle miło, to i tak w oczach oso­by, na któ­rej zro­bił złe pierw­sze wra­że­nie, po­zo­sta­nie cha­mem, bo: „Może i po­wie­dział dzień do­bry, ale jak ktoś jest pod­szy­ty cham­stwem, to nic mu nie po­mo­że”.

Je­śli ktoś, kto pod­czas pierw­sze­go spo­tka­nia miał szo­pę na gło­wie i brud­ne dżin­sy, po­ka­że się z za­dba­ną, krót­ką fry­zu­rą i w gar­ni­tu­rze, to i tak nie prze­ko­na do sie­bie to­wa­rzy­stwa, bo: „Ktoś mu ka­zał tak się ubrać, może ma waż­ne spo­tka­nie, ale tak na­praw­dę to i tak prze­cież nie­chluj!”.

Je­śli ktoś ma nie­zwy­kle twar­dy uścisk dło­ni, to spra­wa jest wła­ści­wie bez­na­dziej­na: prze­cież tego nie zmie­ni, więc nie wy­rwie się z uści­sku… pierw­sze­go wra­że­nia.

Są oso­by, któ­re wy­wie­ra­ją mie­sza­ne pierw­sze wra­że­nie. I tu sy­tu­acja nie­co się kom­pli­ku­je. W więk­szo­ści przy­pad­ków nie­ste­ty na pierw­szy plan wy­su­wa się ele­ment ne­ga­tyw­ny.

Z całą pew­no­ścią moż­na stwier­dzić, że nie li­czy się to, jaki ktoś jest na­praw­dę. Waż­ne jest je­dy­nie pierw­sze wra­że­nie. Ktoś, kogo wła­śnie po­zna­je­my, może mieć zły dzień (chan­drę, kaca, mi­gre­nę), dla­te­go wy­da­je się po­nu­ry czy smut­ny. Jed­nak ci, któ­rych spo­tka tego dnia, za­ło­żą, że taki jest za­wsze i że taką ma na­tu­rę.

Za­uwa­ży­łem, że lu­dzie, któ­rzy zna­ją mnie z te­le­wi­zji, zwra­ca­ją uwa­gę na to, jaki je­stem pry­wat­nie (czy­li jaki we­dług nich je­stem na­praw­dę). W te­le­wi­zji każ­dy się sta­ra, uśmie­cha, jest do­brze ubra­ny. Ale cha­rak­ter moż­na po­znać do­pie­ro w sy­tu­acjach pry­wat­nych. Ma­jąc tego świa­do­mość, pil­nu­ję się, bo nie chcę za­wieść osób spo­ty­ka­nych w róż­nych sy­tu­acjach w ży­ciu co­dzien­nym (wię­cej na ten te­mat w roz­dzia­le Sce­na – ku­li­sy…).

Po­zna­jąc lu­dzi na co dzień, ro­bię na nich pierw­sze wra­że­nie. Oczy­wi­ście za­le­ży mi na tym, by było ono do­bre. Nie chcę, by w świat szły plot­ki o tym, jaki ten Or­łoś to bu­rak, mruk czy cham. Albo że pal­ma mu od­bi­ła. W te­le­wi­zji czy w in­ter­ne­cie pod­czas pro­wa­dze­nia róż­nych pro­gra­mów nie od­gry­wam roli, nie uda­ję ko­goś in­ne­go, dzię­ki temu by­cie grzecz­nym, uśmiech­nię­tym, uprzej­mym, do­brze wy­cho­wa­nym poza ka­me­rą nie spra­wia mi pro­ble­mu. Ale – jak każ­de­mu – zda­rza­ją mi się gor­sze dni i kiep­ski na­strój. I wte­dy, fak­tycz­nie, mu­szę się pil­no­wać…

Oto wy­mow­ny przy­kład, jaką siłę może mieć pierw­sze wra­że­nie. Kil­ka lat temu w okre­sie świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia by­łem z ro­dzi­ną i ze zna­jo­my­mi w Za­ko­pa­nem. Po­byt był uda­ny, choć nie­co prze­szka­dza­ła mi świa­do­mość by­cia ob­ser­wo­wa­nym. Je­stem już ra­czej do tego przy­zwy­cza­jo­ny i sta­ram się za­wsze do­sto­so­wać do sy­tu­acji – przy­jaź­nie re­ago­wać, roz­ma­wiać z ludź­mi. Wy­da­je mi się, że nie na­le­żę do osób ma­ją­cych gwiaz­dor­skie ma­nie­ry czy stro­ją­cych fo­chy. Po­pro­szo­ny za­wsze daję au­to­gra­fy i po­zu­ję do zdjęć. Jed­nak sto­sun­ko­wo nie­daw­no, przy­pad­kiem, na­tkną­łem się na wpis na ja­kimś in­ter­ne­to­wym fo­rum, któ­ry brzmiał mniej wię­cej tak: „By­li­śmy w ho­te­lu X w Za­ko­pa­nem na świę­ta, był Or­łoś z ro­dzi­ną, strasz­ny gbur, nie po­wie dzień do­bry, prze­cho­dzi­łem obok nie­go ko­ry­ta­rzem, po­wie­dzia­łem dzień do­bry, a on nic”. No cóż, oczy­wi­ście nie pa­mię­tam tej sy­tu­acji. Może nie od­po­wie­dzia­łem, bo nie usły­sza­łem albo wła­śnie roz­ma­wia­łem z dzieć­mi lub żoną. Nie mam po­ję­cia. Wy­da­je mi się, że je­stem do­brze wy­cho­wa­ny, uważ­ny w kon­tak­tach z ludź­mi, a tu ta­kie faux pas! No i wła­śnie, to było pierw­sze, nie­ko­rzyst­ne wra­że­nie, ja­kie wy­war­łem na au­to­rze wpi­su w in­ter­ne­cie. I, nie­ste­ty dla mnie, je­stem prze­ko­na­ny, że za­wsze, gdy wi­dzi mnie w te­le­wi­zji, na Fa­ce­bo­oku, YouTu­bie czy w ja­kiejś in­nej prze­strze­ni, my­śli so­bie: „O, zno­wu ten gbur”.

Jak to jest z pierw­szym wra­że­niem pod­czas wy­stą­pień pu­blicz­nych? W tym przy­pad­ku od­pa­da­ją do­zna­nia za­pa­cho­we i do­ty­ko­we, po­zo­sta­ją ob­raz i dźwięk, czy­li to, co wi­dać i sły­chać.

Co jest waż­niej­sze: ob­raz czy dźwięk? Temu wąt­ko­wi po­świę­cę w książ­ce spo­ro miej­sca: ogól­nie rzecz bio­rąc, ob­raz do­mi­nu­je nad dźwię­kiem, po­nie­waż więk­szość lu­dzi to wzro­kow­cy.

Każ­dy nie­zna­ny pu­blicz­no­ści mów­ca musi zro­bić wszyst­ko, by za­raz po wej­ściu na sce­nę wy­wrzeć jak naj­lep­sze wra­że­nie. Je­śli lu­dzie zo­ba­czą do­brze ubra­ne­go, uśmiech­nię­te­go czło­wie­ka o nie­na­gan­nej fry­zu­rze, po­tra­fią­ce­go się za­cho­wać, zaj­mu­ją­co mó­wić i cza­sem za­żar­to­wać – na pew­no od­bio­rą go po­zy­tyw­nie. Oso­ba, któ­rej uda się zy­skać sym­pa­tię na star­cie, jest zwy­cięz­cą. Zo­sta­nie za­pa­mię­ta­na jako dow­cip­na, oby­ta, do­brze ubra­na. I je­śli na­wet w trak­cie wy­stą­pie­nia coś pój­dzie nie do koń­ca do­brze, to pierw­sze wra­że­nie i tak weź­mie górę, a pu­blicz­ność się nie znie­chę­ci.

Je­śli z ko­lei na sce­nę wyj­dzie po­nu­ry, zmę­czo­ny, spo­co­ny, po­tar­ga­ny czło­wiek w wy­mię­tym gar­ni­tu­rze, brud­na­wych bu­tach i za­cznie du­kać – nie ma szans na do­bre wra­że­nie. I, nie­ste­ty, zgod­nie z re­gu­łą, o któ­rej już wspo­mi­na­łem, trud­no mu bę­dzie zmie­nić na­sta­wie­nie pu­blicz­no­ści. Na­wet je­śli w trak­cie prze­mo­wy roz­krę­ci się, uśmiech­nie, po­wie coś do rze­czy, jest już za póź­no. Pu­blicz­ność przy­sta­wi­ła mu stem­pel: spo­co­ny, zmę­czo­ny, po­nu­ry. Jak wi­dzo­wie sko­men­tu­ją prze­mó­wie­nie pod­czas prze­rwy na kawę w ku­lu­arach? – „Jak ci się po­do­ba­ło wy­stą­pie­nie pre­ze­sa X?” – „A któ­ry to był?” – „No, ten, co się po­cił”. – „Aaa, ten – to mów tak od razu! Ten w wy­mię­tym ga­je­rze. Nie, no strasz­nie się mę­czył, pew­nie so­bie wy­pił wczo­raj”.

Je­śli ktoś, wcho­dząc na sce­nę, na dzień do­bry po­tknie się i wy­wró­ci – może być pe­wien, że przy­pną mu łat­kę nie­zda­ry, fajt­ła­py. Je­śli z ko­lei na sa­mym po­cząt­ku po­my­li waż­ne na­zwi­sko lub na­zwę – przy­bi­ją mu pie­cząt­kę z na­pi­sem: „ale skre­wił”.

Cho­dzi o to, by nie po­peł­nić fal­star­tu. Sprin­te­ra, któ­ry wy­star­tu­je przed sy­gna­łem, moż­na po­rów­nać do oso­by, któ­ra zro­bi złe pierw­sze wra­że­nie. Bie­gacz nie może wy­star­to­wać jesz­cze raz, bo fal­start go dys­kwa­li­fi­ku­je. Oso­ba, któ­ra robi złe pierw­sze wra­że­nie, nie do­sta­je ko­lej­nej szan­sy. I sprin­ter, i mów­ca prze­gry­wa­ją.

Oto trzy, we­dług mnie cał­kiem zna­czą­ce, hi­sto­rie z mo­je­go ży­cia za­wo­do­we­go.

T-shirt dla pani pre­zes

Przed laty do­sta­łem pro­po­zy­cję po­pro­wa­dze­nia po­waż­nej uro­czy­sto­ści dla dość eli­tar­nej i eks­klu­zyw­nej gru­py. Im­pre­za mia­ła się od­być w Ła­zien­kach Kró­lew­skich. Or­ga­ni­zo­wał ją dla swo­ich naj­lep­szych klien­tów je­den z naj­więk­szych ban­ków w Pol­sce. Jak to zwy­kle bywa, kil­ka dni przed uro­czy­sto­ścią do­szło do spo­tka­nia, pod­czas któ­re­go mia­ły być usta­lo­ne szcze­gó­ły. Zo­sta­łem umó­wio­ny z pa­nią pre­zes w sie­dzi­bie ban­ku. Było lato, upał. Spo­tka­nie od­by­wa­ło się w samo po­łu­dnie. By­łem ubra­ny bar­dzo ca­su­alo­wo: ja­sne płó­cien­ne spodnie, t-shirt, spor­to­we buty. Za­ła­twi­łem ja­kieś spra­wy w mie­ście i lek­ko spóź­nio­ny sta­wi­łem się na spo­tka­nie. I wte­dy do­pie­ro zro­zu­mia­łem, że jed­nak: po pierw­sze nie na­le­ża­ło się spóź­niać, a po dru­gie na­le­ża­ło ubrać się nie­co bar­dziej for­mal­nie – bank to bank, a pre­zes to pre­zes. Oczy­wi­ście moż­na się uspra­wie­dli­wiać – je­stem go­ściem, nie obo­wią­zu­je mnie ich dress code, spo­ty­ka­my się ro­bo­czo… A jed­nak po­czu­łem się głu­pio, gdy do sali kon­fe­ren­cyj­nej we­szła – w asy­ście kil­ku osób – nie­zwy­kle ele­ganc­ka, nie­na­gan­nie ubra­na pani pre­zes – ko­bie­ta z kla­są. Rzecz ja­sna, nie drgnę­ła jej na­wet po­wie­ka na mój wi­dok, ale dało się wy­czuć pew­ną kon­ster­na­cję. Zresz­tą pod­czas spo­tka­nia de­li­kat­nie upew­ni­ła się, czy na uro­czy­stość przyj­dę w gar­ni­tu­rze i pod kra­wa­tem… Tak się oczy­wi­ście sta­ło – gar­ni­tur pod­czas pro­wa­dze­nia even­tu to dla mnie coś oczy­wi­ste­go. Uro­czy­stość była uda­na, po­pro­wa­dzi­łem ją nie­na­gan­nie, wszy­scy byli za­do­wo­le­ni. Jed­nak oba­wiam się, że w pa­mię­ci pani pre­zes po­zo­sta­łem czło­wie­kiem, któ­ry się spóź­nił i na służ­bo­we spo­tka­nie przy­szedł w t-shir­cie…

Uśmiech w oczach, czyli właściwa aura emocjonalna

Komunikacja niewerbalna, czyli forma ważniejsza od treści

Co z tymi rękami? Tajemnice gestykulacji

Kiedy zjada trema…

Co zrobić, by zainteresować publiczność?

Występ to okazja

Głośno i wyraźnie!

„W czym mogę pomóc?”, czyli piekielnie trudny język polski

Nie ma żartów – przemówienie

Prezentacja z użyciem slajdów – nie mylić z nadużyciem

Z techniką za pan brat, czyli nie przepraszamy za usterki

Kamery są wszędzie

Kryzys, trudne pytania

Scena – kulisy, czyli jak nie wypaść z roli

Publiczność

Uwagi końcowe

Warto obejrzeć I przeczytać

Podziękowania