Niezwykła przygoda Żumy i jej balonowej gumy - Wojciech Wajda - ebook

11 osób właśnie czyta

Opis

Ania wraz ze swoją mamą przeprowadza się do Warszawy. W nowym miejscu czuje się zagubiona – nie ma tu żadnych znajomych i musi sama radzić sobie w szkole. Dodatkowo brakuje jej towarzystwa ukochanego taty, który zaginął w tajemniczych okolicznościach jeszcze przed przeprowadzką. Wszystko zmienia się pewnego dnia, kiedy Ania poznaje Dionizego. Szybko zaprzyjaźnia się z chłopcem i przypadkiem trafia na ślad zaginionego taty. Wie, że musi spróbować go odnaleźć za wszelką cenę. Przyjaciele wyruszają w ekscytującą podróż, podczas której czeka ich spotkanie z nieznajomym z innego wymiaru, walka z niebezpiecznymi porywaczami oraz wyprawa na planetę przyszłości. Co wyniknie z tych niesamowitych przygód? Czy misja Ani i Dionizego zakończy się sukcesem? Przekonajcie się sami!

W mieszkaniu Ani nadal panowała błoga cisza. Dziewczynka już jednak nie spała. Siedziała na swoim łóżku i spoglądała na pomarańczowy zegar wiszący na ścianie. Po kilku minutach rozmyślania, Ania usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. W przedpokoju zaświeciło się światło, ale już po chwili zgasło. Był to znak, że mama przygotowała śniadanie i wyszła do pracy. Ania poczuła się niepewnie. Coś nowego zaczęło ją niepokoić. Od przeprowadzki z Krakowa do Warszawy, jej dotychczasowe życie stanęło na głowie. W dodatku nieobecność taty sprawiła, że dziewczynce trudno było przyzwyczaić się do nowej sytuacji.

Wojciech Wajda - Jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, obecnie pracuje jako nauczyciel języka polskiego. Wśród innych propaguje ideę działania w wolontariacie. Jego zainteresowania to książki, podróże górskie, gry planszowe oraz koty.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 161

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


PROLOG

Wokół ciemności niesamowite,

idą gdzieś ciała czernią pokryte.

W rękach trzymają świece błyszczące,

światło miesiąca pada jarzące.

 

Co tu się dzieje?

Co tu się stanie?

Wicher wciąż wieje

i nie ustanie.

 

Nastrój ponury.

Co tutaj robią?

Dlaczego kaptury

ich głowy zdobią?

 

Szybko zbliżają się do piwnicy,

tam ogień płonie w każdej gromnicy.

Schody prowadzą do tego miejsca,

tam się spełniają potrzeby serca.

 

Już się formuje magiczny krąg.

Dłonie podnoszą okładki ksiąg.

Magiczne Wrota nagle powstają.

Z Księgi zajęcze uszy wystają.

 

Zaczynamy! – rozlega się głos.

Wtóruje mu swoim śpiewem kos.

Księgi powoli wędrują nad głowy ludzi.

Po chwili z letargu ten sam głos ich budzi.

 

Rozejść się trzeba!

O, wielkie nieba!

Rytuał skończony!

Świat ocalony!

***

Był jeszcze wczesny poniedziałkowy poranek. Słońce zaczynało delikatnie pukać w szyby mieszkań, informując śpiących, że zbliża się początek kolejnego tygodnia. W mieszkaniu Ani nadal panowała błoga cisza. Dziewczynka już jednak nie spała. Siedziała na swoim łóżku i spoglądała na pomarańczowy zegar wiszący na ścianie. Po kilku minutach rozmyślania, Ania usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. W przedpokoju zaświeciło się światło, ale już po chwili zgasło. Był to znak, że mama przygotowała śniadanie i wyszła do pracy. Ania poczuła się niepewnie. Coś nowego zaczęło ją niepokoić. Od przeprowadzki z Krakowa do Warszawy, jej dotychczasowe życie stanęło na głowie. W dodatku nieobecność taty sprawiła, że dziewczynce trudno było przyzwyczaić się do nowej sytuacji.

Ania prędko wstała z łóżka, zrobiła kilka skłonów i dziesięć pajacyków. Na koniec klasnęła w dłonie. Lubiła bowiem sport i chciała być w dobrej formie, dlatego codziennie ćwiczyła. Wuef był jedną z jej ulubionych lekcji. Po porannej gimnastyce założyła szkolne ubranie, zaścieliła łóżko i usiadła przy biurku. Mebel był nowy, kupiony na letniej wyprzedaży. Miał cztery różnokolorowe nogi i niewielką szufladę. W ostatni weekend dziewczynka ozdobiła biurko kolorowymi kwiatami. Nauczyła się je robić podczas ostatnich wakacji u dziadków. Gdy Ania otworzyła szufladę, zadrżała. Zapomniała, że wczoraj nie posprzątała po swoich wycinankach i upchnęła wszystkie skrawki papieru w jedno miejsce. Nie zawracała sobie jednak tym głowy, bo wewnątrz biurka znajdowały się też inne nieprzydatne rzeczy. Utrzymanie porządku nie było jej mocną stroną. Kiedy mama prosiła córkę o uprzątnięcie łazienki i kuchni, dziewczynka traciła siły i dostawała mdłości. Miała przez to też kłopoty w poprzedniej szkole. Po wykonaniu jakiejkolwiek pracy plastycznej nauczycielka nie mogła doprosić się, by Ania posprzątała swoją ławkę.

Wśród szpargałów znajdujących się w szufladzie były kolorowe szpilki, skrawki bibuły, małe żabki zrobione z plasteliny, kilka kasztanowych ludzików przyozdobionych w sukienki z materiału, rozlana, ale już zaschnięta niebieska farba, poplamiony pędzel, czerwony ołówek z białą gumką i woskowe kredki, o dziwo, zatemperowane. Między skarbami Ani leżały papierki po słodyczach, kilka całych krówek oraz drewniane pudełko z napisem Żuma, w którym znajdowały się różne rodzaje gum balonowych, m.in. słodkie i kwaśne. Poranne żucie gumy było zwyczajem Ani odkąd zrozumiała, że gumę się żuje, a nie połyka. Od tamtej pory na początku każdego tygodnia tata dawał jej paczkę gumy balonowej do szkoły. Jednak tym razem, ku wielkiemu zdziwieniu dziewczynki, gum nie było w pudełku. Pozostały same papierki. Ania z rozpaczy mocno zacisnęła zęby. Pohamowała zdenerwowanie, ale nie udało się jej powstrzymać łez i strumień słonych kropel spłynął po policzku dziewczynki. Wraz ze łzami Ania pozbywała się niepotrzebnego napięcia, które towarzyszyło jej od zaginięcia taty. Gdy dziewczynka uspokoiła się, szybko obtarła twarz mokrą chusteczką. Wydmuchała też nos. Spojrzała na zegar i z rezygnacją wyszeptała:

– Znowu się spóźnię.

Na zegarze wybiła siódma trzydzieści. Po spakowaniu książek, zeszytów i innych przyborów dziewczynka wbiegła do kuchni. Chwyciła śniadaniówkę do ręki, po czym wsadziła ją do plecaka. Następnie niedbale umyła zęby, włożyła granatowy płaszcz i zatrzasnęła za sobą drzwi. Zaniedbane podwórze przebiegła z prędkością rakiety, dlatego nie zauważyła, że w poszarzały mur kamienicy porastający wilgotnym i grubym mchem wtopiła się jak kameleon nieznana postać, która ruszyła jej śladem. Z kilku drzew opadły już wszystkie liście. Na pozostałych kołysały się szarpane wiatrem żółto-czerwone łódeczki. Sznur utrzymujący huśtawkę wisiał powykręcany już od kilkunastu dni, a zardzewiały trzepak, z nadzieją czekający na wiosenne malowanie, odstraszał lokatorów. Naprzeciwko stały plastikowe kosze na śmieci, pod którymi leżały resztki jedzenia wyciągnięte przez bezpańskie koty.

Kiedy dziewczynka wbiegła na główną ulicę, sięgnęła do kieszeni swojego płaszcza. Wyciągnęła haftowaną chustkę. Spojrzała na nią tęsknym wzrokiem. W jednej chwili przypomniał się jej malowniczy Kraków wraz z rodzinnym domem i spacerami wokół Starego Miasta. Westchnęła głęboko, ale nie miała czasu na zmartwienia, bo czas uciekał nieubłaganie, a dojście do szkoły wymagało przejścia jeszcze przez dwa skrzyżowania.

Z każdym kolejnym krokiem nowoczesny budynek był coraz lepiej widoczny. Otoczono go niskim ogrodzeniem. Szkoła była niewielka, jednopiętrowa. Okna, spoglądające na ulicę, przypominały oczy pająka. Były bowiem okrągłe i rozmieszczone w wielu miejscach tak, aby światło słoneczne docierało w każdy zakamarek korytarzy. Najbardziej uwagę wszystkich przechodniów przyciągały jednak niezwykłe murale, które zdobiły frontową część budynku. Podczas rozpoczęcia roku szkolnego, gdy Ania była już znudzona przemową dyrektora, z zaciekawieniem patrzyła na baśniowe postacie, które zdobiły mury szkoły. Wyglądało to tak, jakby bohaterowie książek nagle stanęli ramię w ramię z uczniami i wspólnie zamierzali wejść do klas, aby powitać nowy rok szkolny. Wówczas dziewczynka nigdy nie przypuszczała, że i ją wkrótce spotka coś równie niezwykłego. To, co miało nadejść niebawem, wisiało już w powietrzu, choć zafrasowana Ania nie dostrzegła niczego dziwnego.

Po przekroczeniu progu szkoły dziewczynka zorientowała się, że do rozpoczęcia pierwszej lekcji zostały tylko cztery minuty. Zasapana szarpnęła za zieloną kratę, po czym weszła do szatni. Nie było tam jeszcze nikogo. Nawet na wieszakach nie wisiała ani jedna kurtka. Ania zdziwiła się. Po chwili zastanowienia przypomniała sobie jednak, że zmienił się plan lekcji jej klasy i dziś zaczyna zajęcia dopiero o dwunastej piętnaście. Tymczasem była siódma pięćdziesiąt osiem.

– Świetnie zaczęłam tydzień – powiedziała ze złością i z trudem powstrzymała łzy, które napłynęły jej do oczu. – Co ja sama będę tyle czasu tutaj robić? – pomyślała. Usiadła na niskiej ławce, gdy właśnie zadzwonił dzwonek ogłaszający rozpoczęcie zajęć.

Dziewczynka nie znała dobrze swojej nowej szkoły. Minął dopiero tydzień od rozpoczęcia roku. W dodatku czwartek i piątek Ania przeleżała w łóżku z temperaturą, więc ominęło ją wiele spraw organizacyjnych. Na szczęście do szkoły miała blisko, podobnie jak do centrum Warszawy. Wielkie miasto na początku przytłoczyło dziewczynkę. Do tej pory mieszkała w spokojnej krakowskiej dzielnicy, której ulice nocą świeciły pustkami, a większość dorosłych osób zaczynała pracę rano, żeby po południu móc już być w domu. Natomiast dzieci z jej szkoły przychodziły na lekcje na ósmą, a w domach były już o trzynastej, zaś te, które czekały na rodziców, bo nie miały w pobliży dziadków lub krewnych, spędzały czas w świetlicy. Warszawa była jednak inna. Mama w dzieciństwie powtarzała Ani, że stolica gromadzi ludzi z całego kraju i z zagranicy. Dziewczynka nie zaprzątała sobie jednak tym głowy, gdyż nie przypuszczała, że kiedykolwiek zmieni miejsce zamieszkania. Jednak z czasem sama zauważyła, że gdy niektórzy sąsiedzi wracają z pracy, inni dopiero do niej idą. Podobnie było w szkole. Niektóre dzieci zaczynały lekcje rano, a inne w południe. Takie rozwiązanie nawet się Ani podobało, bo mogła wtedy wyspać się i spokojnie odrobić pracę domową. W ciągu pięciu dni szkolnych, popołudniowe lekcje klasa Ani miała trzy razy. W poniedziałek, środę i czwartek. Dużym minusem rozpoczynania zajęć o tej porze był późny powrót do domu, chociaż dla dziewczynki kilkunastominutowy spacer do nowego mieszkania był przyjemnością.

Ania w swojej nowej klasie była osamotniona. Klasowe koleżanki i koledzy trzymali się w zaprzyjaźnionych grupkach, dlatego rzadko rozmawiali z nową uczennicą. Mimo to dziewczynka starała się zdobyć ich sympatię. Zależało jej, aby znaleźć prawdziwego przyjaciela.

Gdy minęła kolejna minuta pierwszej lekcji, Ania usłyszała czyjś głos. – Ktoś idzie – pomyślała i posunęła się na sam koniec ławki, aby zostać niezauważoną. Do niewielkiego pomieszczenia wszedł chłopiec średniego wzrostu z plecakiem na jednym ramieniu.

– O, hej – rzucił niepewnie, gdy dostrzegł Anię.

– Hej – odpowiedziała po chwili nieco zawstydzona dziewczynka.

Chłopiec usiadł na ławce. Zaczął wiązać buty. Kiedy skończył, wyjął z kieszeni srebrny papierek i włożył listek gumy do buzi. Po kilku sekundach spojrzał na Anię i zapytał:

– Co tutaj robisz? Wolisz siedzieć w szatni niż na lekcji? A może uciekłaś? – żartobliwie dopytywał.

– Ja? Co? Nie, nigdy! – odezwała się zdezorientowana Ania. – Dlaczego miałabym uciekać z lekcji?

Chłopiec zastanowił się, po czym odpowiedział:

– Nie wiem, może miałaś jakiś sprawdzian albo coś – odparł niedbale, przeżuwając gumę.

– Nie mam dziś żadnego sprawdzianu. Po prostu przyszłam za szybko do szkoły i…

Zanim zdążyła dokończyć, kolega spojrzał na nią i przerwał niegrzecznie:

– Aaa, już rozumiem. Przyszłaś pewnie szybciej, żeby wkuwać. Jak ci się chce o tej porze siedzieć w szkole? – zapytał uszczypliwie. – Mogłabyś sobie jeszcze pospać albo pograć na kompie – stwierdził drwiąco.

– Nie zamierzam nic wkuwać! – wrzasnęła zdenerwowana Ania, czym przestraszyła chłopaka. – Zapomniałam, że zmienił się mój plan zajęć i mamy dziś na później. Nie wiem, co robić – zasmuciła się. – Jestem nowa. Gier komputerowych nie lubię i nawet nie mam komputera, więc będę tu siedzieć do dwunastej, sama – dodała ze zrezygnowaniem. Zdziwiony chłopiec zamilkł. Zrobiło mu się nieswojo, a jego wytrzeszczone oczy wpatrywały się w poznaną dziewczynkę.

– Ej, no weź, nie smuć się – odezwał się po chwili. – Wiesz, przepraszam, że ci tak powiedziałem. Nie chciałem cię urazić. Po prostu wstałem dziś lewą nogą – próbował się tłumaczyć.

Nastała cisza. Dziewczynka spuściła głowę.

– Nic się nie stało. Wszyscy miewają gorsze dni. Już się przyzwyczaiłam.

– Wybacz. Raz jeszcze przepraszam. Strasznie mi głupio. Źle się zachowałem – wyszeptał z trudem. – Może chcesz przejść się ze mną po szkole? – zaproponował. – Skoro jesteś tu nowa, pewnie nie widziałaś jeszcze wszystkiego!

– No, jeszcze nie znam dobrze całej szkoły – przyznała. – Chętnie się z Tobą przejdę – rozweseliła się Ania. – Wiesz, wiele razy przechodziłam głównym korytarzem, ale zawsze brakowało mi czasu, żeby rozejrzeć się dookoła – wyznała.

– No to teraz ci go nie zabraknie – odparł chłopak, po czym wyciągnął z kieszeni kolorowy papierek i podał go Ani. – To na przeprosiny – odpowiedział potulnie. – A teraz komu w drogę, temu czas – dodał.

– O! – zdziwiła się dziewczynka – moja ulubiona guma – przyznała, ale chłopiec był już kilka kroków przed nią, więc nic nie usłyszał.

Kiedy Ania go doścignęła, zatrzymali się naprzeciwko wielkiej sali. Drzwi były uchylone, a ze środka dochodziły niezrozumiałe dźwięki.

– Co tutaj jest? – zapytała.

– To duża sala gimnastyczna. Przeważnie trzy klasy mają w tym samym czasie zajęcia – powiedział chłopiec. – Możemy wejść i sprawdzić, co robią, ale trzeba uważać, żeby nie dać się złapać nauczycielowi, bo zaraz zapyta, dlaczego nie jesteśmy na lekcjach i może być problem – wyjaśnił. – Rzadko kiedy używa się kozła, więc możemy za nim na luzie posiedzieć. Chcesz?

– Chcę, żebyś w końcu się przedstawił! – odparła nieco zaczepnie Ania. – Jesteś jakiś dziwny – dodała po chwili. – Zapraszasz mnie na spacer po szkole, a nawet nie wiem, jak masz na imię. Zanim pójdę z tobą dalej, muszę wiedzieć, z kim spaceruję – podkreśliła.

– Okej, tylko że – głos zaczął się mu plątać – no, jakby to powiedzieć, wiesz…

– Co mam wiedzieć? – przerwała mu Ania. – Co ci się stało? – zapytała, gdy chłopiec zaczął się lekko trząść. – Spokojnie, możesz mi powiedzieć, o co chodzi.

– No dobra – wykrztusił niepewnie. – Raczej ci się nie spodoba moje imię, ale co tam, raz kozie śmierć – na twarzy chłopaka pojawił się rumieniec. – Mam na imię Dionizy – wyrzucił z siebie w taki sposób, jakby pozbywał się wielkiego ciężaru. – Teraz możesz się śmiać – dodał szybko.

Ania jednak uznała, że nie ma się z czego śmiać. Poza tym spodobało jej się niespotykane imię kolegi.

– Jestem Ania – odpowiedziała i wyciągnęła dłoń w stronę chłopca, któremu zachowanie koleżanki wyraźnie zaimponowało. Kiedy pierwsze lody zostały przełamane, Ania, już bardziej pewna siebie, zaczęła opowiadać Dionizemu o sobie. Tak dawno nie rozmawiała z kimś w jej wieku, że włączył się jej słowotok i gdyby nie podobne zamiłowanie chłopca do rozmów, pewnie zagadałaby go na śmierć.

– Chodzę do klasy 5b. Lubię malować i rysować. Moje ulubione danie to naleśniki z serem i owocowym sosem albo syropem. Lubię też słuchać muzyki, a w ogóle to uwielbiam pływać i ćwiczyć. Czytam też dużo książek – przyznała zadowolona.

Chłopiec zaśmiał się i przerwał Ani:

– Dużo też mówisz – dodał z uśmiechem. – Cieszę się, że cię poznałem. Ja chodzę do klasy 6c. Niespecjalnie przepadam za szkołą. Nie mam też wielu znajomych. Raczej jestem samotnikiem. Interesują mnie gry komputerowe. Lubię też pograć w nogę. Z książek akceptuję jedynie fantastykę. Reszta zazwyczaj jest strasznie nudna, a na podstawie fantasy powstaje wiele gier i filmów. Szczególnie tych strasznych o wampirach i wilkołakach.

– A ja się ich boję! Dlatego czytam głównie książki przygodowe. Ostatnio zainteresowały mnie przygody młodego kapitana.

– Coś słyszałem, ale raczej nie przeczytam. Może…

Pogawędkę przerwał krzyk jednego z nauczycieli.

– Ej, wy tam! Dlaczego się tu kręcicie? – zawołał wuefista. – Nie powinniście być przypadkiem na lekcji?

Wystraszone dzieci zerwały się jak oparzone, i nie czekając, aż nauczyciel podejdzie, rzuciły się w stronę długiego korytarza. Znajdował się tam gabinet dyrektora oraz pomieszczenia innych pracowników szkoły. Na ścianach zawieszono gabloty pełne trofeów i dyplomów zdobytych przez uczniów na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Ucieczka przed nauczycielem dostarczyła dzieciom wiele frajdy. Dzięki niej parter, gdzie swoje lekcje mieli najmłodsi uczniowie, zaliczyli ekspresowym tempem, nie dając się zauważyć nawet bardzo uważnemu portierowi.

Będąc na pierwszym piętrze, Dionizy pokazał Ani uwielbiane przez wszystkich szerokie drzwi sali plastycznej, na których za przyzwoleniem nauczycieli można było malować obrazki oraz zapisywać swoje złote myśli. Było to coś wyjątkowego, dzięki czemu w czasie przerw wielu uczniów kreatywnie wykorzystywało swój wolny czas. Dzieci wspólnie przeszły obok gabinetu pielęgniarki szkolnej, do której, jak tłumaczył chłopak, można przyjść zawsze, gdy nudzą cię lekcje. Trzeba tylko udawać chorego, a spędzi się miło czas.

– Skoro lubisz czytać chciałbym ci pokazać jeszcze jedno miejsce – zapowiedział tajemniczo chłopiec.

– Bibliotekę? – bez problemu odgadła Ania.

– Tak! – ucieszył się Dionizy. – To zdecydowanie najlepsze miejsce w szkole. Zaraz przekonasz się dlaczego.

Nie czekając ani chwili dłużej, tym razem przeszli kilkanaście metrów, nim stanęli przed kolejnymi drzwiami. Ania zauważyła kolorowy napis BIBLIOTEKA SZKOLNA, który tworzyły litery wzięte z różnych czcionek maszynopisu.

Wejście do biblioteki ogłosił dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Oczom dzieci ukazała się wielka przestronna sala z drewnianymi regałami oraz metalowymi półkami, na których znajdowało się mnóstwo równo ułożonych książek. Dziewczynka szybko wciągnęła powietrze. Smakowało inaczej niż na korytarzu. Przez moment stała nieruchomo. Coś poczuła, ale nie wiedziała, jak ma zareagować. Doznała niespotykanego tak dawno uczucia. Serce zabiło jej mocniej, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś niezwykłego. Biblioteka miała dwie kondygnacje. W górnej części sali, do której prowadziły wąskie, stalowe schody, było pięć stolików z komputerami, przy których siedzieli uczniowie, oraz mała kanapa na dwie duże osoby albo troje dzieci. Teraz całkiem wolna. Poniżej stał wielki stół, przy którym odbywały się zajęcia biblioteczne. Nad regałami wisiały szklane żyrandole, przypominające rozłożone w letni dzień na łące koce. Bijące z nich światło padało na okładki książek, dodając im niezwykłości. Kiedy Ania spojrzała na jedną ze ścian, dostrzegła na niej wielki napis Rok Janusza Korczaka, a pod nim sylwetkę autora wraz z najważniejszymi cytatami. Kolejne spojrzenie dziewczynki padło na plakat stworzony przez uczniów. Były na nim ilustracje do legend warszawskich. Wzrok dziewczynki przykuł straszny Bazyliszek. Pod nim zanurzona w wodzie pływała Złota Kaczka, a na moście stali Wars i Sawa. Prace rówieśników bardzo spodobały się Ani. Dziewczynka w końcu zauważyła, że nie ma przy niej Dionizego.

– Hej, gdzie jesteś? – wyszeptała, żeby nikt nie zwrócił jej uwagi, że krzyczy w bibliotece. Nie uzyskała jednak odpowiedzi. Postanowiła poszukać kolegi.

Zanim przeszła wzdłuż trzech regałów, usłyszała czyjąś rozmowę. Ruszyła w stronę głosów dochodzących z końca sali. Im była bliżej, tym głosy robiły się wyraźniejsze.

– Raz jeszcze mi wytłumacz, dlaczego znowu nie poszedłeś na lekcję! – wykrzyknęła jakaś kobieta.

– Zapomniałem farb i pędzla. Przecież to się zdarza – zaprotestował chłopięcy głos.

Ania domyśliła się, że był to Dionizy, ale nie wiedziała, dlaczego ktoś na niego krzyczy. Aby nie podsłuchiwać, postanowiła wziąć udział w rozmowie.

– Jak to zapomniałeś pędzla i farbek! Przecież wczoraj położyłeś je na swoim biurku w reklamówce – kontynuowała kobieta.

– No wiem, ale zapomniałem spakować – tłumaczył chłopiec. W tym czasie pojawiła się Ania.

– O, a to moja nowa koleżanka! – zręcznie chciał zmienić temat Dionizy, gdy zobaczył dziewczynkę. – Poznaj, mamo, Anię – radośnie rzucił w stronę zdziwionej kobiety.

– Dzień dobry – przywitała się dziewczynka i spojrzała na mamę Dionizego. Kobieta była czerwona ze złości, a jej twarz wykrzywiał grymas niezadowolenia. Swoim kształtem przypominała rozgotowanego pomidora. Zanim mama Dionizego doszła do siebie, chłopiec zdążył opowiedzieć, gdzie poznał Anię, do której klasy chodzi i czym się interesuje. Wszystko to jej jednak umknęło, ale gdy się uspokoiła, powiedziała przyjaźnie:

– Miło mi cię poznać. Jestem mamą Dionizego. Pracuję tutaj od kilku lat – wyjaśniła. – Jeśli chcesz, możesz usiąść tam, przy moim biurku – zaproponowała i wskazała Ani krzesło – muszę jeszcze porozmawiać z synem – odwróciła się znowu do chłopca. Dionizy wyraźnie się zaniepokoił. Przeczuwał bowiem, że bez kolejnej kary na komputer się nie obejdzie. Ania, nie chcąc przeszkadzać, oddaliła się, ale nie usiadła na krześle, tylko weszła między kolejne regały i zaczęła szukać książki dla siebie. Po drobiazgowym buszowaniu między półkami, uwagę dziewczynki przykuła jaskrawoniebieska część okładki, która wystawała po jednej stronie półki. – Widocznie ktoś źle odłożył tę książkę – pomyślała i postanowiła ją poprawić. – Co to? – odskoczyła gwałtownie, gdy książka nie chciała oderwać się od jej dłoni. – Dlaczego się tak lepi?! – przestraszyła się i zaczęła chować się za regałem, bojąc się, że ktoś zauważy, jak niszczy książkę. W bezpiecznym miejscu postanowiła sprawdzić, co w niej jest. Książka wyglądała na nową, ale na okładce nie było nic napisane ani namalowane. Ania wyciągnęła chusteczkę z plecaka. Przetarła nią okładkę, ale zanim skończyła, ta znowu była lepiąca. – Dziwna sprawa – pomyślała. Zaczęła przypatrywać się jej pod innym kątem, aby w końcu znaleźć imię i nazwisko autora. Obracając ją w tę i we w tę, nagle na jej obwolucie pojawił się napis Otwórz mnie.

– Ojej! – przeraziła się dziewczynka i gdyby książka nie była tak lepka, na pewno upuściłaby ją na podłogę. – Jak to się stało? Przecież nic tu nie było napisane? Chyba mam jakieś przywidzenia – zaczęła się poważnie zastanawiać, cicho szepcząc pod nosem. Zaskoczoną niecodziennym wydarzeniem Anię wyrwał z letargu dopiero dźwięk dzwonka dobiegający z korytarza. Usłyszała zbliżające się gwałtownie kroki. Zanim zdążyła podnieść głowę, zobaczyła Dionizego.

– Idę stąd – powiedział zdenerwowany. – Mama jest na mnie zła o wagary – rzucił lakonicznie. – Przejrzysz książki innym razem, a teraz zapraszam cię na drożdżówkę.

Wystraszona dziewczynka schowała lepką książkę do plecaka tak szybko, że wzburzony chłopiec nic nie zauważył. Postanowiła w domu przejrzeć jej zawartość i sprawdzić, o co chodzi z tajemniczym napisem. Nie chciała mówić koledze, co ją spotkało, aby nie wziął jej za wariatkę.

Na korytarzu panowała wielka wrzawa. W czasie przerwy pełnił on funkcję placu zabaw, toru przeszkód, czytelni oraz stołówki. Najmłodsi uczniowie biegali tam i z powrotem, zachowując się jak pszczoły w ulu. Starsi słuchali muzyki na słuchawkach, czytali książki albo z zeszytami na kolanach powtarzali materiał do sprawdzianów.

– Dobre mają tutaj drożdżówki? – zapytała Ania, przeciskając się przez tłum rówieśników i rówieśniczek.

– Dobre, ale rzadko je kupuję. Przecież ci mówiłem, że jestem typem samotnika i nie lubię przebywać w tłumie – odpowiedział nieco urażony Dionizy obijając się o ścianę.

– Nie gniewaj się. Tak tylko zapytałam – szturchnęła przyjaźnie kolegę Ania. – Wiesz – powiedziała nieśmiało – polubiłam cię, choć minęło dopiero kilkadziesiąt minut od naszego pierwszego spotkania.

Serce Dionizemu podskoczyło do gardła, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce. Chłopiec starał się ukryć zakłopotanie i przyśpieszył kroku. Nigdy wcześniej nic takiego nie poczuł. Po chwili jedli razem drożdżówki przy szkolnym sklepiku. Dionizy w końcu przypomniał sobie, że musi iść na kolejną lekcję, a dzwonek już dawno ją ogłosił. Zdążył jeszcze wyrwać z zeszytu kartkę, na której coś niedbale napisał. Wcisnął ją szybko w dłoń Ani. Wbiegając po schodach, zawołał:

– Odezwij się! – po czym zniknął gdzieś na piętrze.

– Okej – odpowiedziała lekko zdezorientowana całą sytuacją Ania, rozwijając karteczkę z numerem telefonu.

Znowu