Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł lub
0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego
lub
0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego
Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.
Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.
Wszystko się zmienia, nawet ty
Jak kształtować swoje życie, skoro świat nieustannie się zmienia, a na tak wiele spraw nie mamy wpływu? Gdy zaczynają cię przytłaczać nowe technologie, zmiany zawodowe, związki, rodzicielstwo czy kolejne kryzysy gospodarcze – ta książka podpowiada, jak nie tylko przetrwać czas gwałtownych zmian, lecz także dostrzec w nieoczekiwanych sytuacjach okazję do rozwoju.
Co zyskasz dzięki tej książce?
• Dowiesz się, jak wykorzystać rytm zmian (ład–nieład–nowy ład) na swoją korzyść.
• Wykształcisz „nieugiętą elastyczność”: nauczysz się jednocześnie stać twardo na ziemi i sprawnie dostosowywać się do nowych warunków.
• Poznasz konkretne codzienne praktyki, które pomogą ci zachować spokój w niepewnych czasach.
• Odzyskasz poczucie sprawczości w obliczu kryzysów – osobistych i zawodowych.
• Nauczysz się odbudowywać stabilność po zmianie, ale na nowym, dojrzalszym poziomie.
• Odkryjesz, jak połączenie współczesnej nauki i dawnych tradycji pomaga żyć pełniej.
To książka dla wszystkich, którzy mają dość życia w ciągłym napięciu i chcą wreszcie poczuć, że:
„Cokolwiek się wydarzy, poradzę sobie – i wyjdę z tego silniejszy”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 268
Data ważności licencji: 10/28/2030
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Master of Change: How to Excel When Everything Is Changing – Including You
Przekład: Marta Miazek Redaktorka inicjująca: Maria Zalasa Redaktorka prowadząca: Dominika Kowalska Redakcja: Paulina Grubek Korekta: Monika Szeliga Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska/KATAKANASTA
Copyright © 2023 by Bradley Stulberg Copyright for the Polish edition and translation © JK Wydawnictwo, 2026
Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Publikacja może być zwielokrotniana i wykorzystywana wyłącznie w zakresie dozwolonym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwielokrotnianie i wykorzystywanie treści publikacji w jakiejkolwiek formie do eksploracji tekstów i danych (text and data mining) lub do trenowania modeli sztucznej inteligencji bez uprzedniej, wyraźnej zgody Wydawcy jest zabronione.
ISBN: 978-83-68846-53-9 Wydanie I, Łódź 2026
JK Wydawnictwo ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Dla Caitlin
Wprowadzenie
Nieugięta elastyczność, czyli nowy model pracy ze zmianą i myślenia o tożsamości w czasie
„Czułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg” – wspomina Thomas, mój długoletni klient i dodaje: „Wszystko wymykało mi się spod kontroli”.
Jak dla wielu innych ludzi, lata 2020–2022 okazały się dla Thomasa szczególnie trudnym okresem. Ten 45-letni ojciec dwójki dzieci, który pracował jako doradca, musiał w ciągu zaledwie kilku miesięcy przejść na pracę zdalną. W międzyczasie stracił swojego największego klienta, a gdy wprowadzono nauczanie zdalne, musiał się zająć edukacją domową swoich dzieci. Ponadto jego żona została zwolniona z pracy, a wujek umarł na koronawirusa. Jakby tego wszystkiego było mało, nie mógł spędzać czasu ze swoim ojcem, który na początku 2022 roku odszedł po przegranej walce z rakiem. „Tak wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. To było dezorientujące, ciężko było to wszystko ogarnąć” – przyznał.
Historia Thomasa nie była niczym wyjątkowym w czasie, gdy nieznany dotąd wirus pustoszył świat, niosąc za sobą ogromne straty ludzkie oraz ekonomiczne. Pandemia zmieniła sposób, w jaki pracujemy, bawimy się, kochamy, przeżywamy żałobę i uczestniczymy w życiu społecznym. Koronawirus jest czymś, co sam określam mianem zdarzenia losowego, czyli czymś, co znacznie zmienia nasze postrzeganie samych siebie oraz świata, w którym żyjemy, czasami na lepsze, a czasami na gorsze. Pandemia może być najświeższym przykładem takiego wydarzenia na wielką skalę, choć z pewnością nie jest ani pierwszym, ani ostatnim.
Ludzkość doświadcza zdarzeń losowych prawie co dekadę. Zaliczają się do nich wojny, pojawienie się nowych technologii jak internet czy sztuczna inteligencja, niepokoje społeczne i polityczne, a także kryzysy gospodarcze oraz środowiskowe, które nasilają się w zastraszającym tempie. Z kolei indywidualne zdarzenia losowe przytrafiają się nam znacznie częściej. Może to być rozpoczęcie nowej pracy lub odejście ze starej, ślub, rozwód, narodziny dziecka, utrata bliskiej osoby, choroba, przeprowadzka do nowego miasta, ukończenie szkoły, poznanie nowego najlepszego przyjaciela, wydanie książki, duży awans, wyprowadzka dzieci z rodzinnego domu, przejście na emeryturę i tak dalej. Badania pokazują, że człowiek w dorosłym życiu doświadcza średnio około 36 zdarzeń losowych, co daje nam mniej więcej jedno na każde 18 miesięcy1. Nie uwzględnia to nieuniknionego starzenia się, któremu wielu z nas daremnie się opiera i próbuje je wypierać. Mamy skłonność do myślenia, że zmiany i niepokoje nie przytrafiają się zbyt często, podczas gdy w rzeczywistości są regułą. Zastanów się przez chwilę, a dostrzeżesz, że wszystko nieustannie się zmienia, łącznie z nami samymi. Życie to ciągła zmiana.
Kilka lat przed napisaniem tej książki opublikowałem The Practice of Groundedness (Sztuka zakorzenienia), po raz drugi zostałem ojcem, rzuciłem stałą pracę, przeniosłem się na drugi koniec kraju, przestałem uprawiać sport, który przez wiele lat był istotną częścią mojego życia, przeszedłem operację ortopedyczną oraz zerwałem kontakt z niektórymi członkami mojej rodziny, co okazało się bolesnym doświadczeniem. Zauważcie, że były to zarówno dobre, jak i złe zmiany. I nie chodzi o to, że w krótkim czasie doświadczyłem tylko niedobrych rzeczy, lecz o to, że wydarzyło się ich bardzo wiele. To wszystko było dość przytłaczające i sprawiło, że te kilka lat stało się interesujące, choć przy tym trudne.
Ilekroć opowiadałem moim klientom, współpracownikom, przyjaciołom czy sąsiadom o którymś z tych życiowych doświadczeń, ci natychmiast wyrażali swoje zrozumienie dla mojego zdezorientowania w tamtym czasie. Przekonałem się przy tym, że nie jestem w swoich uczuciach osamotniony, że niemal każdy doświadcza wątpliwości, lęku i oszołomienia, gdy na własnej skórze przekonuje się, że życie nie jest tak stabilne, jakbyśmy chcieli czy jak nam się wydaje.
I w tym właśnie tkwi problem. Kultura, w której się wychowaliśmy, zachęca nas, abyśmy dążyli do stabilności, a przecież nie odzwierciedla to rzeczywistości, w której zmiana jest czymś stałym, i która – przy odpowiednich umiejętnościach – może stać się potężną siłą napędową. Nadszedł czas, by to zmienić. Akceptacja tego faktu może z początku budzić strach, lecz jak sam się przekonałem, o czym dowiesz się z lektury tej książki, zaakceptowanie zmienności życia może dodać nam sił, a nawet zapewnić przewagę. Zmiany z pewnością mogą być bolesne, jednak niosą ze sobą także rozmaite korzyści.
Zaadaptowanie zupełnie nowego sposobu pojmowania i przeżywania zmian, czyli to, co nazywam „nieugiętą elastycznością”, minimalizuje cierpienie, niepokój i lęk, a przynosi szczęście i trwałe spełnienie. Takie nastawienie pozwala nam również podejmować skuteczniejsze i bardziej zrównoważone decyzje i działania w sprawach, na których najbardziej nam zależy. W tym sensie nieugięta elastyczność jest niezbędna do osiągnięcia trwałej doskonałości: radzenia sobie i czucia się dobrze w sposób, który wspiera nasze długoterminowe cele. Równie ważne jest to, że umiejętne podejście do zmian czyni nas ludźmi mądrzejszymi i życzliwszymi, czego w obecnym świecie drastycznie brakuje. Co więcej, w kwestii zmian i tak nie mamy nic do powiedzenia: nawet jeśli chciałbyś, by było inaczej, nie jesteś w stanie zatrzymać czasu ani okiełznać życia. Takie próby są wyczerpujące i z góry skazane na porażkę, często też prowadzą do wypalenia oraz poczucia zobojętnienia u osób, które do tej pory były całkowicie zdrowe.
Najnowsze odkrycia z dziedziny psychologii, biologii, socjologii, filozofii oraz nowatorskiej neurobiologii zgodnie pokazują, że zmiana jest czymś neutralnym i staje się czymś negatywnym lub pozytywnym w zależności od tego, jak sami ją widzimy, a także – co ważniejsze – jak do niej podchodzimy. Tymczasem, w przeciwieństwie do współczesnej cywilizacji zachodniej, która postrzega życie jako coś liniowego i względnie stabilnego, wiele prądów i religii wywodzących się ze starożytności, takich jak buddyzm, stoicyzm czy taoizm, uznaje cykliczną naturę rzeczywistości oraz wszechobecność zmian. Zarówno starożytna wiedza, jak i nowoczesna nauka zgodnie twierdzą, że brak trwałości jest niezaprzeczalnym faktem, fundamentalną prawdą o wszechświecie. Kurczowe trzymanie się iluzji stabilności, licząc, że zmiany nas nie dotkną, a my pozostaniemy mniej więcej tacy sami, jest w najlepszym razie ułudą, a w najgorszym może prowadzić do cierpienia. Życie jest ciągłą sinusoidą, falą wzlotów i upadków. Wykształcenie silnego, trwałego i spójnego poczucia własnej wartości wymaga określonych umiejętności, które pozwolą nam unosić się na tych falach. Niestety, takich umiejętności nie uczy się w szkołach i zostały one zaniedbane przez współczesne pokolenia, dające się łatwo zwieść wizjom kontroli, bezpieczeństwa i stabilizacji, które sprawdzają się świetnie… lecz tylko do czasu.
I tak oto dotarliśmy do tego miejsca. Nadrzędnym celem tej książki jest połączenie nauki, mądrości, historii i doświadczenia, tak aby stworzyć spójną, całościową koncepcję przedstawiającą cechy, które są niezbędne nie tylko do przetrwania, lecz także do tego, aby rozkwitać pośród zmian i chaosu. Zbiór tych cech nazywam nieugiętą elastycznością. Zanim jednak zanurzymy się w ten nowy sposób pojmowania zmian i radzenia sobie z nimi, warto zrozumieć, jak znaleźliśmy się tu, gdzie jesteśmy dziś: w miejscu, w którym przeraża nas brak stabilności oraz trwałości i w którym często czujemy się wobec zmian bezsilni. Zrozumienie, w jaki sposób znaleźliśmy się w tej sytuacji, pomoże nam dotrzeć tam, gdzie chcemy być.
W 1865 roku Claude Bernard – 52-letni francuski lekarz – dokonał przełomowego odkrycia. Na podstawie obserwacji ludzkiego ciała doszedł do wniosku, że zmiany i zamęt stoją w opozycji do zdrowia. „Stałość środowiska wewnętrznego jest warunkiem swobodnego i niezależnego życia”2 – wyjaśniał licznej grupie swoich zwolenników, jaką mógł się pochwalić w ówczesnej, dynamicznie rozwijającej się społeczności naukowej. Dopiero ponad 60 lat później, w 1926 roku, amerykański uczony Walter Cannon oficjalnie ukuł termin „homeostaza”.
Większość ludzi słyszała o homeostazie, nawet jeśli nie są naukowcami. Słowo to wywodzi się od greckiego homoios, które oznacza „podobny” lub „jednakowy”, oraz stasis, czyli „trwanie”, „stanie”. Współczesna definicja homeostazy brzmi: „zdolność organizmu do utrzymania względnie stałego poziomu czynników wewnętrznych pomimo zmian w otoczeniu”. Homeostaza opisuje cykl: ład–nieład–ład. Polega on na tym, że organizm osiąga stabilizację w punkcie X, po czym następuje coś, przez co przechodzi do punktu Y, czyli stanu zaburzonego ładu i niepewności. Dlatego organizm robi wszystko, aby powrócić do stabilizacji w punkcie X, i to możliwie jak najszybciej. Dla przykładu: gdy chorujesz, organizm może podnieść temperaturę ciała, lecz równocześnie uruchomi liczne procesy, które będą starały się przywrócić ją do prawidłowych 36,6 stopnia Celsjusza.
W nielicznych przypadkach (jak podczas gorączki) dążenie do homeostazy jest właściwym wyborem, lecz jak wkrótce się przekonasz, w wielu innych sytuacjach tak nie jest. Pomimo to stała się ona dominującym sposobem myślenia o zmianach niemal w każdej dziedzinie. Jeśli wyszukasz w internecie hasła „homeostaza” i „zmiana”, natrafisz na niezliczone artykuły o tak odmiennych tematach jak utrata wagi, blokada twórcza, rzucanie palenia, rozpoczynanie nowego programu ćwiczeń czy zmiana kultury organizacyjnej firmy. Wszystkie one napisane są w duchu „przezwyciężenia homeostazy” oraz „walki” z głębokim i rzekomo powszechnym oporem wobec zmian.
Długa historia homeostazy oraz urok jej prostoty i intuicyjności ukształtowały sposób, w jaki ludzie, instytucje, a nawet całe kultury postrzegają zmianę. To właśnie ona sprawiła, że zewnętrzne zmiany często postrzegamy jako coś niepożądanego, a te, które chcemy wprowadzić w swoje życie, wydają się nam sprzeczne z jakimś odgórnie ustalonym ładem. Choć w nielicznych sytuacjach zmiana może być czymś nienormalnym, w zdecydowanej większości przypadków tak nie jest.
Mimo to, w wyniku naszych mocno ugruntowanych uprzedzeń, większość ludzi na zmiany, zarówno te dotyczące ich samych, jak i struktur, w których żyją, reaguje w jeden z czterech sposobów.
Próba unikania zmian lub nieprzyjmowanie ich do wiadomości Staramy się odciąć od tego, co dzieje się wokół nas, niekiedy posuwając się do całkowitego wyparcia zachodzących zmian. Przykładem może być firma, która uporczywie odmawia przejścia na cyfrowy model biznesowy; starzejąca się koszykarka, kurczowo obstająca przy zagraniach, które pozwalały jej zdobywać punkty w latach świetności (choć dziś już się nie sprawdzają); mężczyzna tkwiący w rozpadającym się związku, który nie chce dostrzec istoty problemów, czy ośrodek analityczny wybiórczo dobierający dane, by uniknąć konfrontacji z rzeczywistością.
Aktywne przeciwstawianie się zmianom Próbujemy powstrzymać zachodzące zmiany, robiąc wszystko, co w naszej mocy, nawet jeśli zmiana jest nieuchronna i silniejsza od nas. Za przykład posłużyć może nam tenisista, który wciąż odkłada operację, mimo zwyrodnienia stawów kolanowych; firma próbująca lobbować w Kapitolu przeciw regulacjom dotyczącym czystego powietrza, zamiast wprowadzać innowacje; świeżo upieczony rodzic daremnie próbujący spać przez 9 godzin tak jak dotychczas; rodzic, który nadal chce decydować, co jego studiująca córka powinna jeść i w co się ubierać; 45-latek, który za pomocą wszelkich możliwych specyfików obsesyjnie próbuje odwrócić proces starzenia.
Porzucenie własnej sprawczości w obliczu zmian Postrzegamy zmiany jako coś, co się nam przytrafiło, co pozwala nam zrzec się jakiejkolwiek kontroli nad sytuacją. Przykładem może być mężczyzna, który po otrzymaniu niepokojącej diagnozy natychmiast przestaje zwracać uwagę na to, co je; kobieta zmagająca się z lękami, która odrzuca pomoc, wmawiając sobie, że nic jej nie pomoże; osoba, która wpada w całodobowy cykl informacyjny, zamiast przejąć kontrolę nad tym, czemu poświęca uwagę; politycy, którzy w obliczu trudnego problemu rozkładają ręce, zamiast działać; firma, która reaguje chaotycznie na powiększający się zespół pracowników zdalnych, zamiast opracować przemyślaną i spójną strategię.
Próba powrotu do tego, co było Wracamy myślami do tego, jakie było życie przed zdarzeniem losowym, porównujemy nową sytuację z dawną i automatycznie wracamy do postaw oraz zachowań, które sprawdzały się w przeszłości. Za przykład posłużyć nam może mężczyzna, który się żeni, lecz nadal chce podejmować wszystkie decyzje sam; kobieta, która traci pracę w kurczącym się sektorze, lecz mimo to oczekuje, że zostanie zatrudniona na to samo stanowisko w innej firmie; rodzina przeprowadzająca się na drugi koniec kraju, natychmiast porównująca każdą nowo poznaną osobę do najlepszych przyjaciół, których pozostawili w dawnym miejscu zamieszkania; firma zmuszona zwolnić jedną piątą załogi, która następnego dnia zachowuje się tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Być może nie wszystkie z powyższych przykładów do ciebie przemawiają, lecz zapewne potrafisz rozpoznać niektóre z powyższych zachowań w sobie samym, w swoim miejscu pracy, rodzinie czy społeczności. Tendencja, by kurczowo trzymać się starego porządku, zamiast otworzyć się na możliwość czegoś nowego, jest bardzo powszechna. Choć powyższe zachowania mogą w danym momencie przynieść nam ulgę, w dłuższej perspektywie niemal zawsze prowadzą do problemów.
Pod koniec lat 80. dwaj uczeni – neurobiolog, fizjolog i profesor medycyny na Uniwersytecie Pensylwanii oraz badacz interdyscyplinarny specjalizujący się w biologii i stresie zaobserwowali interesujące zjawisko. W zdecydowanej większości przypadków zdrowe organizmy nie stawiają czynnego oporu wobec zmian, a raczej dostosowują się do nich, idąc do przodu z wdziękiem i wytrwałością. Prawidłowość ta dotyczy zarówno całych gatunków reagujących na zmiany środowiskowe czy instytucji odpowiadających na zmiany zachodzące w branży, jak i pojedynczych osób mierzących się ze zdarzeniem losowym czy długotrwałym procesem, takim jak starzenie się. W następstwie zmian żywe organizmy dążą do osiągnięcia ponownej stabilności, jednak znajdują ją gdzie indziej. Neurobiolog Peter Sterling i biolog Joseph Eyer nazwali ten proces „allostazą”. Słowo to pochodzi od greckiego allo, czyli „zmienny” oraz stasis oznaczającego „stanie”. Sterling i Eyer zdefiniowali allostazę jako „osiągnięcie stabilności poprzez zmianę”.
Podczas gdy homeostazę można opisać jako porządek-zaburzenie-ponowny porządek, allostaza oznacza ład–nieład–nowy ład. Homeostaza zakłada, że po zdarzeniu losowym zdrowe organizmy powracają do stanu wyjściowego: z X do Y, by ponownie znaleźć się w X. Allostaza zakłada z kolei, że zdrowe organizmy rzeczywiście powracają do stabilności, z tym że w nowym miejscu: z X do Y do Z3. Homeostaza jest w dużej mierze mylnym pojęciem. Wszystko nieustannie się zmienia, łącznie z nami samymi. A my niezmiennie znajdujemy się w jakimś punkcie cyklu ład–nieład–nowy ład. Nasza stabilność wynika z umiejętności poruszania się w tym cyklu lub, jak ujęli to Sterling i Eyer, „osiągania stabilności poprzez zmianę”. Ja sam rozumiem tę definicję w dwójnasób: by osiągnąć stabilność w procesie zmiany, trzeba samemu się zmienić, przynajmniej do pewnego stopnia.
Aby lepiej wyjaśnić tę koncepcję, przejdę od ogólnego zarysu allostazy do kilku prostych i konkretnych przykładów. Jeśli zaczniesz regularnie podnosić ciężary lub zajmiesz się ogrodnictwem, na twoich dłoniach pojawią się mikrourazy. Skóra nie pozostanie gładka, a z czasem zaczną się na niej pojawiać odciski, by zapobiegać tym mikrourazom. Jeśli jesteś przyzwyczajony do nieustannego przerzucania uwagi w cyfrowym świecie, to gdy zaczniesz czytać książkę, twój mózg będzie początkowo stawiał opór, bo lekturze nie będą towarzyszyły żadne rozpraszacze. Lecz jeśli wytrzymasz, twój mózg w końcu się dostosuje i będzie mógł pozostać w stanie skoncentrowania przez dłuższy czas. Naukowcy nazywają ten proces neurogenezą lub neuroplastycznością. Jeszcze innym przykładem mogą być depresja czy złamane serce. Powrót do równowagi nie polega na tym, by stać się dokładnie taką samą osobą, jaką byliśmy przed tym, gdy doświadczyliśmy bólu psychicznego, a raczej na tym, by ruszyć do przodu, zazwyczaj z większą odpornością na stres emocjonalny oraz wrażliwością na cierpienie innych.
We wszystkich tych przypadkach stabilność osiąga się nie poprzez walkę ze zmianami czy też próbę powrotu do tego, co było, lecz poprzez umiejętne współdziałanie z nimi i dotarcie do nowego miejsca. „Równowaga utrzymywana nie przez sztywne zachowanie parametrów – wyjaśnia Sterling – lecz przez elastyczne dostosowanie punktów odniesienia w zależności od kontekstu”4.
Sterling i Eyer po raz pierwszy opisali podstawowe założenia allostazy w 1988 roku, lecz koncepcja ta wciąż pozostaje mało znana ogółowi społeczeństwa5. To wielka szkoda, ponieważ allostaza jest najtrafniejszym i najużyteczniejszym pojęciem opisującym zmiany oraz sposób, w jaki my sami ewoluujemy i rozwijamy się w czasie. Poniższe przykłady ukazują jej wielką uniwersalność.
Ewolucja – najważniejsza teoria nauk przyrodniczych – to proces, w którym życie postępuje naprzód poprzez nieustanne dostosowywanie się do zmieniających się okoliczności. Nie ma powrotu do tego, co było. Zmiana jest jedyną stałą. Gatunki, które potrafią się adaptować, rozkwitną i przetrwają. Te, które stawiają opór, będą cierpieć i wymrą.
W literaturze częstym motywem jest „podróż bohatera”, mająca swe korzenie w mitach rozmaitych kultur i epok. Bohater żyje w stabilnym środowisku domowym, następnie doświadcza poważnych zmian lub zdarzenia losowego i zostaje zmuszony do wyruszenia w nieznane. Podczas swojej podróży musi pokonać wiele przeszkód i przejść mnóstwo prób, by w końcu powrócić do domu, czując się jednocześnie tym samym człowiekiem i kimś innym. Ten archetyp obecny jest w mitach i opowieściach tak różnych, jak historia Mojżesza w tradycji izraelskiej, Siddharthy Gautamy w buddyzmie, Simby w Królu lwie czy Mirabel w Naszym magicznym Encanto.
Carl Jung, jeden z ojców współczesnej psychologii, używał symbolu okręgu, aby przedstawić nieustanną przemianę jaźni, twierdząc, że proces stawania się sobą polega na ciągłej adaptacji i rozwijaniu się. Od tego czasu nowsze modele terapeutyczne, takie jak terapia poznawczo-behawioralna (CBT) czy terapia akceptacji i zaangażowania (ACT) uczą, aby nie opierać się przemijaniu i nie próbować wracać do tego, co było, lecz otworzyć się na nowe, współpracować z nim i je przekroczyć.
Franciszkanin Richard Rohr naucza, że stajemy się najprawdziwszymi sobą, przechodząc przez kolejne cykle ładu, nieładu i nowego ładu. Rohr określa to mianem uniwersalnego wzorca mądrości. Z kolei buddyjski nauczyciel i psychoterapeuta Mark Epstein pisze, że uwolnienie się od lęku wymaga nauki tego, jak poruszać się w nieuchronnych cyklach integracji, dezintegracji i reintegracji, czyli tym, co on sam nazywa „rozpadem bez dezintegracji”.
Badacze zajmujący się nauką o organizacji opisują skuteczną zmianę jako schemat rozmrażania, zmiany i zamrażania. Okres rozmrożenia bywa chaotyczny, lecz jest konieczny do osiągnięcia stabilniejszego i bardziej rozwiniętego punktu końcowego6. Tymczasem terapeuci specjalizujący się w relacjach uznają cykle harmonii, dysharmonii i naprawy jako klucz do rozwoju we wszystkich związkach, które są dla nas ważne.
Szczęśliwe, zdrowe i dobrze funkcjonujące osoby oraz instytucje przejawiają ten sam schemat: wykształcają mocną i trwałą tożsamość, nieustannie się zmieniając. Mają odwagę porzucić obecne położenie, wejść na niepewny grunt, a następnie osiągnąć większą stabilność i głębsze poczucie samych siebie. To, co je łączy, to postrzeganie tożsamości jako czegoś zarazem stałego i zmiennego.
ład → nieład → nowy ład
stabilność w punkcie X → chaos i niepewność w punkcie Y → stabilność w punkcie Z
integracja → dezintegracja → reintegracja
orientacja → dezorientacja → reorientacja
rozmrożenie → zmiana → zamrożenie
harmonia → dysharmonia → naprawa
W mojej pracy, zarówno jako pisarza, jak i coacha, kieruję się rozpoznawaniem wzorców. Nie interesują mnie triki, szybkie rozwiązania czy pojedyncze badania na niewielkich grupach, które mogą być obiecujące, lecz tak naprawdę nie są miarodajne. Niezależnie od tego, co mówią marketingowcy, chwytliwe nagłówki i propagatorzy pseudonauki, nie osiągniemy prawdziwej doskonałości, trwałego poczucia dobrostanu i siły dzięki cudownym maściom, eliksirom czy pigułkom. To, co interesuje mnie, to zbieżności. Mnóstwo badań naukowych z różnych dziedzin, wielkie starożytne kultury, a także zwyczaje ludzi czy społeczności, które na przestrzeni czasu osiągnęły doskonałość i spełnienie, podpowiada nam wiele zbieżnych prawd. Dlatego warto się im przyjrzeć. Opisują one zmiany i niestabilność nie jako zjawiska, których należy się bać czy którym trzeba się opierać, a przynajmniej nie z założenia. Choć pojęcie homeostazy zakorzeniło się głęboko w naszej zbiorowej psychice, jest ono przestarzałym modelem funkcjonowania we współczesnym świecie, dbania o zdrowie psychiczne i dążenia do doskonałości. Allostaza ma o wiele więcej sensu.
Kiedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie powszechność zmian, poczułem się nieswojo. Jestem osobą, która pragnie stabilności. Lubię mieć plan i się go trzymać. Gdyby narysować linię, gdzie stabilność znalazłaby się na jednym krańcu, a zmiana na drugim, można by mnie umieścić może o milimetr (i to byłaby wyrozumiała ocena) od skrajnej stabilności. Gdy jednak podążałem własną ścieżką, doświadczając niestabilności, a także gdy zaczynałem zbierać materiały do tej książki, uderzyło mnie, że taki podział w ogóle nie istnieje. Dlaczego jest to takie ważne? Pomijając zmienne koleje losu, o których już wspominaliśmy – starzenie się, choroby, związki, przeprowadzki, niepokoje społeczne i tak dalej – kiedy zacząłem praktykować zasady nieugiętej elastyczności, o których przeczytasz na kolejnych stronach (podkreślam: „praktykować”, bo dla nas wszystkich jest to proces na całe życie), zauważyłem, że odczuwam coraz mniejszy niepokój także w mniej istotnych sprawach. Nieprzewidziane zmiany w mojej pracy przestały mnie ruszać. Rzadziej odczuwałem frustrację i nie czułem się wytrącony z równowagi, gdy mój harmonogram rozsypywał się przez chorobę dziecka, biegunkę psa, awarię internetu czy inne przysłowiowe kamyki w bucie. Kiedy po mojej operacji pojawiły się komplikacje, co dwukrotnie wydłużyło rehabilitację, nie zdenerwowało mnie to tak bardzo, jak pewnie zdenerwowałoby dawniej. Choć rzeczy te wydają się, i w większości przypadków są, stosunkowo błahe, z czasem narastają i sprawiają, że wielu z nas czuje nieustanne poirytowanie i nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Pomyśl tylko, ile złych dni w pracy, kłótni z drugą połówką czy nieprzespanych nocy jest spowodowane poczuciem niepokoju wynikającego z niepewności i zmian.
Podczas gdy niektóre aspekty życia są zero-jedynkowe – prowadzisz przepisowo albo nie, jesteś w ciąży albo nie – wiele innych ma naturę „zarówno-i”. Na przykład podejmowanie decyzji nie opiera się na rozumie albo na emocjach, a na rozumie i emocjach. Wytrzymałość nie opiera się na samodyscyplinie lub okazywaniu sobie współczucia, ale polega na samodyscyplinie oraz na okazywaniu sobie współczucia. Postęp w niemal każdej dziedzinie nie zależy od ciężkiej pracy albo odpoczynku, zależy od ciężkiej pracy oraz odpoczynku. Filozofowie nazywają ten sposób myślenia niedualnym.
Myślenie refleksyjne polega na uznawaniu, że świat jest wielowarstwowy, wiele rzeczy ma złożony charakter, a prawda często kryje się w paradoksie: nie „albo to, albo tamto”, lecz „i to, i tamto”. Myślenie refleksyjne to ważna w wielu obszarach życia, a przy tym wyjątkowo niedoceniana umiejętność, istotna również dla tematu tej książki, dlatego będzie się wielokrotnie przewijać na jej kartach.
Kiedy zastosujemy myślenie refleksyjne w kontekście stabilności i zmiany, stanie się coś interesującego. Osiągnięcie stabilności i pozostanie takimi samymi przestanie być naszym celem. Nie chodzi jednak o to, by zrezygnować z poczucia stabilności, zdając się na kaprysy losu. Celem jest raczej połączenie tych dwóch postaw, co nazywam nieugiętą elastycznością. Bycie nieugiętym oznacza bycie odpornym, zdeterminowanym i wytrwałym. Bycie elastycznym zaś jest jednoznaczne ze świadomym reagowaniem na zmieniające się okoliczności, przystosowywaniem się i uginaniem, nie dając się przy tym złamać. Kiedy zestawimy te dwie cechy, otrzymamy wytrwałość, „antykruchość”, która nie tylko wytrzymuje zmiany, ale dzięki nim rozkwita. Tym właśnie jest nieugięta elastyczność, niezbędna do tego, by okiełznać zmiany, odnaleźć się pośród nieładu i chaosu oraz na dłuższą metę – aby przetrwać.
Nieugięta elastyczność oznacza, że po zmianach nie ma powrotu do tego, co było wcześniej, nie ma już dawnego porządku, jest jedynie przeorganizowanie naszego życia. Jej celem jest doprowadzenie do tego, by nowa sytuacja była dla nas korzystna, byśmy zachowali silne i trwałe poczucie własnej tożsamości i przystosowali się do nowego porządku, rozwijając się przy tym i wzrastając. W przeciwieństwie do dawnych sposobów myślenia o zmianach, nieugięta elastyczność postrzega je nie jako losowe wydarzenia, które nam się przytrafiają, lecz jako stałą w naszym życiu: cykl, w którym nieustannie tkwimy. W takiej perspektywie zaczynamy postrzegać zmiany i zakłócenia jako coś, z czym możemy polemizować, jako nieustanny taniec nas samych z naszym otoczeniem. Im bardziej biegli stajemy się w tym tańcu, tym szczęśliwsi, zdrowsi oraz silniejsi się stajemy.
W ostatnich latach bardzo dużo się zastanawiałem, jak nieugięta elastyczność może pomóc nam okiełznać zmiany i w jaki sposób ją rozwijać. Przeczytałem tysiące stron książek z dziedziny filozofii i psychologii, przestudiowałem najnowsze badania z zakresu neurobiologii i przeprowadziłem setki rozmów z ekspertami z różnych dziedzin. Wyruszyłem w tę podróż dla siebie, dla moich klientów oraz dla ciebie. W dalszej części przedstawiam to, czego udało mi się dowiedzieć. Książka ta jest podzielona na trzy części: „Nieugięty i elastyczny sposób myślenia”, „Nieugięta i elastyczna tożsamość” oraz „Nieugięte i elastyczne działanie”. W każdej z nich opisuję kluczowe nawyki i działania będące filarami nieugiętej elastyczności, które opierają się na badaniach jakościowych.
Część pierwsza pokaże ci, jak nauczyć się rozwijać nieugięty, a przy tym elastyczny sposób myślenia. Pomoże ci to wykształcić bardziej harmonijne podejście do zmian. Zastanowimy się, dlaczego zmiany tak często wytrącają nas z równowagi, jaka jest różnica między posiadaniem a byciem oraz dlaczego zrozumienie, że nic nie trwa wiecznie, bywa początkowo przerażające, choć ostatecznie nas wyzwala. Zanurzymy się w fascynujące, nowe badania nad funkcjonowaniem świadomości i nauczymy się pielęgnować kluczowy rodzaj wrażliwości zwanej tragicznym optymizmem. Przekonamy się, że nieugięte i elastyczne nastawienie wymaga otwarcia się na to, co przynosi nam życie, i spodziewania się, że nie będzie to proste, co paradoksalnie sprawia, że zmiany, a więc samo życie, stają się nieco łatwiejsze.
Druga część pomoże nam w nauce rozwijania nieugiętej i elastycznej tożsamości. Dzięki temu zrozumiemy samych siebie w świecie, w którym zarówno my, jak i wszystko wokół nas, nieustannie się zmienia. Zgłębimy stare jak świat nauki o istocie tożsamości, przyjrzymy się, dlaczego ego tak zawzięcie opiera się zmianom, a przy tym dowiemy się, jak jego siła może okazać się pomocna (przynajmniej do czasu, gdy nie zacznie nam wchodzić w drogę). Sięgniemy do najnowszych badań z zakresu teorii złożoności, myślenia systemowego oraz ekologii. Zobaczymy, że różnorodne dziedziny wiedzy oscylują wokół dwóch kluczowych tematów: kształtowania płynnego poczucia siebie oraz pielęgnowania nieugiętych i elastycznych granic na naszej życiowej drodze.
W części trzeciej nauczymy się podejmować twarde i elastyczne działania. Choć dialog ze zmianą wymaga częściowego oddania kontroli, nie oznacza przy tym całkowitego jej porzucenia. Nie mamy wpływu na to, co nas spotyka, lecz możemy decydować, jak na to zareagujemy. Poznamy fascynujące nowe badania pokazujące, że istota tego, kim jesteśmy, nie tkwi w naszych myślach, lecz w uczuciach i zachowaniach, które je wywołują. Zagłębimy się w neurobiologię osobowości i odkryjemy, że choć podzespoły naszego mózgu są raczej niezmienne, to jego oprogramowanie jest bardzo plastyczne i aktualizuje się na podstawie podejmowanych działań, zwłaszcza w sytuacjach nacechowanych emocjonalnie. I jest to dobra wiadomość: nasz mózg pozwala nam świadomie odpowiadać, zamiast reagować odruchowo, i nadawać tym zmaganiom znaczenie.
Zanim przejdziemy do sedna tej książki, zastanówmy się przez chwilę nad przydatną metaforą drogi i ścieżki. Droga jest liniowa i ma na celu doprowadzenie nas z punktu A do punktu B jak najszybciej i przy jak najmniejszym wysiłku. Droga stawia opór krajobrazowi, zamiast współgrać z otoczeniem, przecina wszystko, co staje jej na przeszkodzie. Podążając drogą, znasz swój cel. Zboczenie z drogi jest czymś złym, więc wracasz i jedziesz dalej. Po obu stronach drogi mogą pojawić się interesujące możliwości, lecz gdy już nią jedziesz, najważniejsze jest pozostać na niej i jak najszybciej dotrzeć do celu.
Ścieżka z kolei jest czymś zupełnie innym, gdyż współgra z otoczeniem. Podążając nią, możesz mieć ogólne wyobrażenie, dokąd zmierzasz, lecz pozostajesz przy tym otwarty na to, by z niej zboczyć, a może nawet wykorzystać wszelkie pojawiające się rozgałęzienia. Ścieżka nie jest czymś odrębnym od środowiska, lecz stanowi jego część. Jeśli zostaniesz zepchnięty z drogi, może to być dla ciebie traumatyczne i dezorientujące. Lecz ze ścieżki nie da się zboczyć, ponieważ ta nieustannie się przed tobą rozwija. Droga stawia opór czasowi i żywiołom, gromadząc napięcie, aż w końcu pęka i się kruszy. Ścieżka akceptuje zmiany i dostosowuje do nich swój bieg. Choć na pierwszy rzut oka droga może wydawać się solidniejsza, ostatecznie to ścieżka okazuje się o wiele odporniejsza i trwalsza.
Rozwijanie silnego i stabilnego poczucia własnej wartości oznacza postrzeganie swojego życia jak ścieżki. Chodzi o to, by nie przywiązywać się zbytnio ani do kolejnych okresów stabilności, ani do obranej drogi, ponieważ zwykle przynosi to więcej szkód niż pożytku i sprawia, że przegapiamy wiele szans. Przytłaczająca liczba badań naukowych pokazuje, że im większy stres – który badacze nazywają obciążeniem allostatycznym – dana osoba czy społeczność przeżywa w okresach niepokoju, tym większe ryzyko choroby i śmierci7. Na szczęście te same badania potwierdzają, że dzięki zmianom możemy stać się silniejsi i się rozwijać. To zaś, jak przez te zmiany przechodzimy, w dużej mierze zależy od naszych zakodowanych zachowań. Innymi słowy, można się tego nauczyć i można to wyćwiczyć, czemu poświęcona jest dalsza część tej książki8.
Część 1
Nieugięty i elastyczny sposób myślenia
Rozdział 1
Otwartość na koleje życia
To miała być wyprawa życia, choć stało się tak z powodów, których nikt nie mógł przewidzieć. Tommy Caldwell, dwudziestokilkuletni alpinista, wspinał się na niedostępne góry w Kirgistanie wraz ze swoją partnerką Beth Rodden, bliskim przyjacielem Jasonem Smithem oraz fotografem Johnem Dickeyem. Wszyscy byli doświadczonymi alpinistami. Kilka dni po rozpoczęciu wyprawy dotarli do doliny Kara Su, miejsca pełnego pionowych skalnych ścian przypominających te z Parku Narodowego Yosemite. Długa i męcząca wspinaczka całkiem wyczerpała ich siły, postanowili więc odpocząć i rozbić namiot ścianowy. Oznaczało to nocowanie na portelażu, czyli metalowej platformie przymocowanej do pionowej ściany. Śpiąc pod gwiazdami, z miłością swojego życia u boku, Tommy czuł się świetnie zarówno fizycznie i emocjonalnie, jak i duchowo. Spodziewając się, że wieczór upłynie im spokojnie, grupa zaczęła się powoli odprężać. Lecz jak głosi stare żydowskie przysłowie: „Mann tracht, un Gott lacht”, czyli człowiek planuje, a Bóg się śmieje.
Nie minęło wiele czasu od momentu, gdy alpiniści położyli się spać, kiedy usłyszeli serię strzałów dobiegających gdzieś z dołu. Początkowo uznali, że to walki rebeliantów, dość często spotykane w tym regionie. Gdy jednak pociski zaczęły odbijać się rykoszetem od skał wokół nich, szybko zmienili zdanie. Celem najwyraźniej był ich spokojny portelaż.
Tommy, Beth, Jason i John uznali, że najlepszym wyjściem z sytuacji będzie próba negocjacji z napastnikami. Postanowili wysłać do nich Johna, który był najstarszy z całej grupy, choć liczył zaledwie dwadzieścia pięć lat. Gdy tylko John znalazł się na dole, stanął twarzą w twarz z trzema uzbrojonymi członkami Islamskiego Ruchu Uzbekistanu, bojówki walczącej o utworzenie niezależnego państwa muzułmańskiego w Kirgistanie.
Rebelianci ledwie mówili po angielsku, lecz dali mu jasno do zrozumienia, że nie zamierzają puścić ich wolno. John wezwał pozostałą trójkę wspinaczy na dół i tak oto wszyscy znaleźli się w niewoli. Jeśli ktokolwiek z nich miał jakiekolwiek wątpliwości co do powagi sytuacji, w której się znaleźli, rozwiały się one kilka godzin później, gdy rebelianci zastrzelili kirgiskiego żołnierza, który także był ich zakładnikiem.
Przez następnych pięć dni grupa wspinaczy, będąc cały czas na celowniku porywaczy, przemierzała górzyste tereny. Nocami maszerowali, a za dnia się ukrywali, omijając osady, w których mogliby się natknąć na kirgiskie wojsko. Tommy i jego przyjaciele nie dostawali jedzenia i musieli pić brudną wodę. Byli przemarznięci, chorzy i wygłodzeni. Trzymali się jedynie dzięki nadziei, która z każdą godziną coraz bardziej nikła.
Szóstego dnia sytuacja stała się krytyczna dla wszystkich, włącznie z rebeliantami, którzy zdecydowali się rozdzielić, by poszukać pożywienia. Jeden z nich miał zabrać alpinistów w ustronne miejsce w górach, gdzie mieli przeczekać z dala od kirgiskiej armii i innych potencjalnych wybawców. Gdy zaczęli wspinaczkę, Tommy, Beth, Jason i John zauważyli, że ich strażnik nie porusza się zbyt pewnie po skalnej ścianie. Był uzbrojony, ale im wyżej się wspinali, tym bardziej stawał się rozedrgany i wystraszony. Tommy pomyślał, że to może być ich jedyna szansa.
Caldwellowi zdawało się, że mierzył się z dylematem w nieskończoność, aż wreszcie zrozumiał, co trzeba zrobić; co on musi zrobić. W pewnym momencie znaleźli się na małym, poszarpanym urwisku z półką skalną tak wąską, że ledwo się na niej pomieścili. Dla alpinistów takie ukształtowanie terenu było czymś normalnym, lecz dla rebelianta wręcz przeciwnie. Bardziej niż jeńcami martwił się miejscem, w którym się znalazł, oraz tym, by nie stracić równowagi. Wtedy Tommy zebrał w sobie całą siłę, zarówno fizyczną, jak i psychiczną, po czym rzucił się na mężczyznę. BUM. TRZASK. BUM. Rebeliant runął w dół, uderzył o półkę skalną, przekoziołkował i zniknął, spadając w czarną, bezdenną przepaść. Gdy Tommy wspominał później to wydarzenie, sam nie mógł w nie uwierzyć. „Właśnie zabiłem człowieka. W jednej sekundzie cały mój świat się zawalił9” – mówił.
W tamtej chwili nie miał jednak czasu na roztrząsanie tego, co się wydarzyło. Wspinacze wiedzieli, że gdzieś w pobliżu może znajdować się drugi napastnik, który ich zabije, jeśli nie uciekną. Szybko wzięli się w garść i po czterech godzinach nieustannego biegu natrafili na bazę wojskową. Tam dostali jedzenie i wodę, a niedługo później ewakuowano ich helikopterem z gór i odesłano do Ameryki.
Wkrótce po tym, jak Tommy znalazł się w rodzinnym Loveland w Kolorado, zaczęło do niego docierać, co zrobił. „Myślałem, że jestem złym człowiekiem – wspominał. – Zapytałem Beth, jak teraz będzie mnie mogła dalej kochać”.
Tommy nie mógł zaprzeczyć, że to doświadczenie go zmieniło. Nie był już tylko życzliwym, pogodnym i przepełnionym optymizmem alpinistą. Stał się również kimś, kto odebrał życie drugiemu człowiekowi. Za wszelką cenę próbował wpleść to zdarzenie losowe we własną historię i wkrótce stał się cieniem samego siebie. Przyjaciele i rodzina ledwie go poznawali. Próbował żyć jak dawniej, bagatelizując i wypierając powagę tego, co mu się przytrafiło, jednak z każdym dniem stawał się coraz bardziej niespokojny i coraz bardziej odcinał się od innych oraz od samego siebie – a przynajmniej od tego „siebie”, którym był wcześniej. Choć to, co wydarzyło się w górach, było na wiele sposobów niewyobrażalnie trudne, to następstwa tej sytuacji okazały się jeszcze gorsze. W mgnieniu oka tożsamość Tommy’ego uległa zaburzeniu. Było to doświadczenie bolesne i wywołujące konsternację.
Zanim zagłębimy się w to, jak lepiej radzić sobie ze zmianami, musimy najpierw uznać, że zmiany rzadko, jeśli w ogóle, bywają łatwe. Historia Tommy’ego jest skrajna, lecz nauka z niej płynąca pozostaje uniwersalna. Zmiany są dla wielu ludzi źródłem zamieszania, przytłoczenia i udręki, co odbija się negatywnie na naszym zdrowiu, związkach i samorozwoju. A jednak, jak wkrótce się przekonasz, to nie same zmiany pustoszą nasze życie, lecz zbyt powolne dostosowywanie się do nich lub, w niektórych przypadkach, jawny opór i odmowa ich zaakceptowania. Często właśnie to jest pierwszą przeszkodą. Jeśli mamy zacząć podchodzić do zmian w sposób produktywny, musimy widzieć je takimi, jakimi są. To zaś wymaga przezwyciężenia naszych odruchów warunkowych oraz uznania, o ile nie zaakceptowania, że zmiany są czymś nieuniknionym. W dalszej części tego rozdziału spróbuję przekonać cię do takiego sposobu myślenia oraz pokazać, jak możemy go rozwijać. Zaczniemy od przyjrzenia się przełomowemu eksperymentowi, w którym użyto stopera i talii kart.
W połowie XX wieku psychologowie z Harvardu, Jerome Bruner i Leo Postman, przeprowadzili badanie mające ustalić, jak ludzie postrzegają niespodziewane zmiany oraz sprzeczności i jak na nie reagują. Eksperyment okazał się przełomowy, a jego przebieg oraz wyniki opublikowano w 1949 roku w „The Journal of Personality”. Bruner i Postman do badania wykorzystali nietypowe talie kart, które miały na przykład czerwoną szóstkę pik lub czarną dziesiątkę kier. Karty pokazywano uczestnikom jedna po drugiej. Podczas gdy część badanych szybko rozpoznawała zmiany i potrafiła opisać, co jest nie tak, inni czuli się zbici z tropu. Rozpoznanie i opisanie zwykłej karty zajmowało badanym 20 milisekund, tymczasem rozpoznanie nietypowej trwało 5–10 razy dłużej. Uczestnicy, którzy byli najmocniej przywiązani do oczekiwanego wyglądu kart i najbardziej opierali się zmianom, rozpoznawali nietypową kartę piętnaście razy wolniej niż standardową. „Nie rozpoznaję tego koloru. Cokolwiek to jest. Tym razem to nawet nie wygląda jak karta. Nie wiem już, jaki to kolor ani czy to pik, czy kier. Nie jestem nawet pewien, jak wygląda pik. O mój Boże!!10” – wykrzyknął jeden z uczestników.
Mniej więcej w tym samym czasie naukowcy z Hanover Institute w stanie Indiana skonstruowali specjalne okulary z soczewkami, które odwracały obraz. Gdy uczestnicy badania je zakładali, ich świat dosłownie stawał na głowie. W rezultacie systemy percepcyjne badanych całkiem wariowały, a oni sami doświadczali silnej dysocjacji, dezorientacji, a nawet kryzysu tożsamości. Badani najczęściej opisywali to jako poczucie całkowitego zagubienia11.
Te dwa eksperymenty uważa się dziś za fundamentalne dla nauk społecznych. Od czasu opublikowania ich wyników przeprowadzono niezliczone badania, które pokazały, że ludzie mają trudności z zaakceptowaniem nieprzewidzianych zmian, zwłaszcza wtedy, gdy zaburzają one poczucie ich tożsamości12. Odnosi się to zarówno do bezpiecznych i kontrolowanych warunków laboratoryjnych, jak i do prawdziwego życia. Pomyśl o Tommym Caldwellu. Czymże było jego doświadczenie w Kirgistanie, jeśli nie otrzymaniem nietypowej karty? Życiem niespodziewanie wywróconym do góry nogami?
Główne tradycje filozoficzne od dawna postrzegają zmiany jako wyzwania. Od ponad 2,5 tysiąca lat buddyzm naucza nas, jak uniknąć cierpienia wynikającego ze zbytniego przywiązania, kurczowego trzymania się dóbr materialnych, planów i wyobrażeń o sobie w świecie, w którym wszystko nieustannie się zmienia. Sanskryckie wyrażenie viparinama-dukkha tłumaczy się mniej więcej jako „cierpienie wynikające ze zmiany”. Filozofia buddyjska koncentruje się na zmniejszeniu tego cierpienia poprzez naukę akceptowania i współpracy z przemijaniem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
B. Feiler, Dlaczego zmiany w życiu są nieuniknione i jak przejść przez nie silniejszym, MT Biznes, Warszawa 2025. [wróć]
F. L. Holmes, Claude Bernard, the „Milieu Intérieur”, and Regulatory Physiology, „History and Philosophy of the Life Sciences” 1986, t. 8, s. 3–25, https://www.jstor.org/stable/23328847?seq=1, dostęp: 09.06.2026. [wróć]
Niektórzy naukowcy do opisania allostazy używają terminu „homeostatyczna nadekspresja”, lecz ja pozostanę przy tym drugim pojęciu, aby uniknąć mylenia starego modelu zmian z nowym. [wróć]
P. Sterling, What Is Health?: Allostasis and the Evolution of Human Design, MA: MIT, Cambridge, 2020. [wróć]
S. W. Lee, A Copernican Approach to Brain Advancement: The Paradigm of Allostatic Orchestration, „Frontiers in Human Neuroscience” 2019, t. 13, https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/31105539, dostęp: 09.06.2026. [wróć]
T. S. Hussain i in., Kurt Lewin’s Change Model: A Critical Review of the Role of Leadership and Employee Involvement in Organizational Change, „Journal of Innovation & Knowledge” 2018, t. 3, s. 123–27, https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2444597800632217. [wróć]
B. S. McEwen, Allostasis and Allostatic Load: Implications for Neuropsychopharmacology, „Neuropsychopharmacology” 2000, s. 108–24, https://www.nature.com/articles/1395453, dostęp: 09.06.2026. [wróć]
Po raz pierwszy zacząłem zastanawiać się nad różnicą między drogą a ścieżką po przeczytaniu eseju Wendella Berry’ego z 1968 roku A Native Hill (Rodzime wzgórze), w którym autor analizuje różnice między faktycznymi drogami i ścieżkami. [wróć]
H. Carpenter, The Dawn Wall Is a Great, But Incomplete, Climbing Film, „Outside”, Boulder 2018. [wróć]
J. Bruner, L. Postman, On the Perception of Incongruity: A Paradigm, „Journal of Personality” 1949, s. 206–223, https://psychclassics.yorku.ca/Bruner/Cards, dostęp: 09.06.2026. [wróć]
T. S. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, przeł. M. Szczubiałka, J. Nowotniak, H. Ostromęcka, Aletheia, Warszawa 2020. [wróć]
E. Sleebos, B. Wisse, When Change Causes Stress: Effects on Self-Construal and Change Consequences, „Journal of Business and Psychology” 2016, t. 2, s. 249–264, https://link.springer.com/article/10.1007/s10869–015–9411-z. [wróć]
