Nieugięta elastyczność - Brad Stulberg - ebook

Nieugięta elastyczność ebook

Brad Stulberg

0,0
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego


Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+.

Dowiedz się więcej o KMK i KK+
Opis

Wszystko się zmienia, nawet ty

Jak kształtować swoje życie, skoro świat nieustannie się zmienia, a na tak wiele spraw nie mamy wpływu? Gdy zaczynają cię przytłaczać nowe technologie, zmiany zawodowe, związki, rodzicielstwo czy kolejne kryzysy gospodarcze – ta książka podpowiada, jak nie tylko przetrwać czas gwałtownych zmian, lecz także dostrzec w nieoczekiwanych sytuacjach okazję do rozwoju.

Co zyskasz dzięki tej książce?

• Dowiesz się, jak wykorzystać rytm zmian (ład–nieład–nowy ład) na swoją korzyść.

• Wykształcisz „nieugiętą elastyczność”: nauczysz się jednocześnie stać twardo na ziemi i sprawnie dostosowywać się do nowych warunków.

• Poznasz konkretne codzienne praktyki, które pomogą ci zachować spokój w niepewnych czasach.

• Odzyskasz poczucie sprawczości w obliczu kryzysów – osobistych i zawodowych.

• Nauczysz się odbudowywać stabilność po zmianie, ale na nowym, dojrzalszym poziomie.

• Odkryjesz, jak połączenie współczesnej nauki i dawnych tradycji pomaga żyć pełniej.

To książka dla wszystkich, którzy mają dość życia w ciągłym napięciu i chcą wreszcie poczuć, że:

„Cokolwiek się wydarzy, poradzę sobie – i wyjdę z tego silniejszy”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 268

Data ważności licencji: 10/28/2030

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Master of Change: How to Excel When Eve­ry­thing Is Chan­ging – Inc­lu­ding You

Prze­kład: Marta Mia­zek Redak­torka ini­cju­jąca: Maria Zalasa Redak­torka pro­wa­dząca: Domi­nika Kowal­ska Redak­cja: Pau­lina Gru­bek Korekta: Monika Sze­liga Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Joanna Wasi­lew­ska/KATA­KA­NA­STA

Copy­ri­ght © 2023 by Bra­dley Stul­berg Copy­ri­ght for the Polish edi­tion and trans­la­tion © JK Wydaw­nic­two, 2026

Niniej­sza publi­ka­cja jest chro­niona pra­wem autor­skim. Publi­ka­cja może być zwie­lo­krot­niana i wyko­rzy­sty­wana wyłącz­nie w zakre­sie dozwo­lo­nym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwie­lo­krot­nia­nie i wyko­rzy­sty­wa­nie tre­ści publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek for­mie do eks­plo­ra­cji tek­stów i danych (text and data mining) lub do tre­no­wa­nia modeli sztucz­nej inte­li­gen­cji bez uprzed­niej, wyraź­nej zgody Wydawcy jest zabro­nione.

ISBN: 978-83-68846-53-9 Wyda­nie I, Łódź 2026

JK Wydaw­nic­two ul. Kro­ku­sowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydaw­nic­two­fe­eria.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Dla Caitlin

Wprowadzenie. Nieugięta elastyczność, czyli nowy model pracy ze zmianą i myślenia o tożsamości w czasie

Wpro­wa­dze­nie

Nie­ugięta ela­stycz­ność, czyli nowy model pracy ze zmianą i myśle­nia o toż­sa­mo­ści w cza­sie

„Czułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg” – wspo­mina Tho­mas, mój dłu­go­letni klient i dodaje: „Wszystko wymy­kało mi się spod kon­troli”.

Jak dla wielu innych ludzi, lata 2020–2022 oka­zały się dla Tho­masa szcze­gól­nie trud­nym okre­sem. Ten 45-letni ojciec dwójki dzieci, który pra­co­wał jako doradca, musiał w ciągu zale­d­wie kilku mie­sięcy przejść na pracę zdalną. W mię­dzy­cza­sie stra­cił swo­jego naj­więk­szego klienta, a gdy wpro­wa­dzono naucza­nie zdalne, musiał się zająć edu­ka­cją domową swo­ich dzieci. Ponadto jego żona została zwol­niona z pracy, a wujek umarł na koro­na­wi­rusa. Jakby tego wszyst­kiego było mało, nie mógł spę­dzać czasu ze swoim ojcem, który na początku 2022 roku odszedł po prze­gra­nej walce z rakiem. „Tak wiele się zmie­niło w tak krót­kim cza­sie. To było dez­orien­tu­jące, ciężko było to wszystko ogar­nąć” – przy­znał.

Histo­ria Tho­masa nie była niczym wyjąt­ko­wym w cza­sie, gdy nie­znany dotąd wirus pusto­szył świat, nio­sąc za sobą ogromne straty ludz­kie oraz eko­no­miczne. Pan­de­mia zmie­niła spo­sób, w jaki pra­cu­jemy, bawimy się, kochamy, prze­ży­wamy żałobę i uczest­ni­czymy w życiu spo­łecz­nym. Koro­na­wi­rus jest czymś, co sam okre­ślam mia­nem zda­rze­nia loso­wego, czyli czymś, co znacz­nie zmie­nia nasze postrze­ga­nie samych sie­bie oraz świata, w któ­rym żyjemy, cza­sami na lep­sze, a cza­sami na gor­sze. Pan­de­mia może być naj­śwież­szym przy­kła­dem takiego wyda­rze­nia na wielką skalę, choć z pew­no­ścią nie jest ani pierw­szym, ani ostat­nim.

Ludz­kość doświad­cza zda­rzeń loso­wych pra­wie co dekadę. Zali­czają się do nich wojny, poja­wie­nie się nowych tech­no­lo­gii jak inter­net czy sztuczna inte­li­gen­cja, nie­po­koje spo­łeczne i poli­tyczne, a także kry­zysy gospo­dar­cze oraz śro­do­wi­skowe, które nasi­lają się w zastra­sza­ją­cym tem­pie. Z kolei indy­wi­du­alne zda­rze­nia losowe przy­tra­fiają się nam znacz­nie czę­ściej. Może to być roz­po­czę­cie nowej pracy lub odej­ście ze sta­rej, ślub, roz­wód, naro­dziny dziecka, utrata bli­skiej osoby, cho­roba, prze­pro­wadzka do nowego mia­sta, ukoń­cze­nie szkoły, pozna­nie nowego naj­lep­szego przy­ja­ciela, wyda­nie książki, duży awans, wypro­wadzka dzieci z rodzin­nego domu, przej­ście na eme­ry­turę i tak dalej. Bada­nia poka­zują, że czło­wiek w doro­słym życiu doświad­cza śred­nio około 36 zda­rzeń loso­wych, co daje nam mniej wię­cej jedno na każde 18 mie­sięcy1. Nie uwzględ­nia to nie­unik­nio­nego sta­rze­nia się, któ­remu wielu z nas darem­nie się opiera i pró­buje je wypie­rać. Mamy skłon­ność do myśle­nia, że zmiany i nie­po­koje nie przy­tra­fiają się zbyt czę­sto, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści są regułą. Zasta­nów się przez chwilę, a dostrze­żesz, że wszystko nie­ustan­nie się zmie­nia, łącz­nie z nami samymi. Życie to cią­gła zmiana.

Kilka lat przed napi­sa­niem tej książki opu­bli­ko­wa­łem The Prac­tice of Gro­un­ded­ness (Sztuka zako­rze­nie­nia), po raz drugi zosta­łem ojcem, rzu­ci­łem stałą pracę, prze­nio­słem się na drugi koniec kraju, prze­sta­łem upra­wiać sport, który przez wiele lat był istotną czę­ścią mojego życia, prze­sze­dłem ope­ra­cję orto­pe­dyczną oraz zerwa­łem kon­takt z nie­któ­rymi człon­kami mojej rodziny, co oka­zało się bole­snym doświad­cze­niem. Zauważ­cie, że były to zarówno dobre, jak i złe zmiany. I nie cho­dzi o to, że w krót­kim cza­sie doświad­czy­łem tylko nie­do­brych rze­czy, lecz o to, że wyda­rzyło się ich bar­dzo wiele. To wszystko było dość przy­tła­cza­jące i spra­wiło, że te kilka lat stało się inte­re­su­jące, choć przy tym trudne.

Ile­kroć opo­wia­da­łem moim klien­tom, współ­pra­cow­ni­kom, przy­ja­cio­łom czy sąsia­dom o któ­rymś z tych życio­wych doświad­czeń, ci natych­miast wyra­żali swoje zro­zu­mie­nie dla mojego zdez­o­rien­to­wa­nia w tam­tym cza­sie. Prze­ko­na­łem się przy tym, że nie jestem w swo­ich uczu­ciach osa­mot­niony, że nie­mal każdy doświad­cza wąt­pli­wo­ści, lęku i oszo­ło­mie­nia, gdy na wła­snej skó­rze prze­ko­nuje się, że życie nie jest tak sta­bilne, jak­by­śmy chcieli czy jak nam się wydaje.

I w tym wła­śnie tkwi pro­blem. Kul­tura, w któ­rej się wycho­wa­li­śmy, zachęca nas, aby­śmy dążyli do sta­bil­no­ści, a prze­cież nie odzwier­cie­dla to rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej zmiana jest czymś sta­łym, i która – przy odpo­wied­nich umie­jęt­no­ściach – może stać się potężną siłą napę­dową. Nad­szedł czas, by to zmie­nić. Akcep­ta­cja tego faktu może z początku budzić strach, lecz jak sam się prze­ko­na­łem, o czym dowiesz się z lek­tury tej książki, zaak­cep­to­wa­nie zmien­no­ści życia może dodać nam sił, a nawet zapew­nić prze­wagę. Zmiany z pew­no­ścią mogą być bole­sne, jed­nak niosą ze sobą także roz­ma­ite korzy­ści.

Zaadap­to­wa­nie zupeł­nie nowego spo­sobu poj­mo­wa­nia i prze­ży­wa­nia zmian, czyli to, co nazy­wam „nie­ugiętą ela­stycz­no­ścią”, mini­ma­li­zuje cier­pie­nie, nie­po­kój i lęk, a przy­nosi szczę­ście i trwałe speł­nie­nie. Takie nasta­wie­nie pozwala nam rów­nież podej­mo­wać sku­tecz­niej­sze i bar­dziej zrów­no­wa­żone decy­zje i dzia­ła­nia w spra­wach, na któ­rych najbar­dziej nam zależy. W tym sen­sie nie­ugięta ela­stycz­ność jest nie­zbędna do osią­gnię­cia trwa­łej dosko­na­ło­ści: radze­nia sobie i czu­cia się dobrze w spo­sób, który wspiera nasze dłu­go­ter­mi­nowe cele. Rów­nie ważne jest to, że umie­jętne podej­ście do zmian czyni nas ludźmi mądrzej­szymi i życz­liw­szymi, czego w obec­nym świe­cie dra­stycz­nie bra­kuje. Co wię­cej, w kwe­stii zmian i tak nie mamy nic do powie­dze­nia: nawet jeśli chciał­byś, by było ina­czej, nie jesteś w sta­nie zatrzy­mać czasu ani okieł­znać życia. Takie próby są wyczer­pu­jące i z góry ska­zane na porażkę, czę­sto też pro­wa­dzą do wypa­le­nia oraz poczu­cia zobo­jęt­nie­nia u osób, które do tej pory były cał­ko­wi­cie zdrowe.

Naj­now­sze odkry­cia z dzie­dziny psy­cho­lo­gii, bio­lo­gii, socjo­lo­gii, filo­zo­fii oraz nowa­tor­skiej neurobio­lo­gii zgod­nie poka­zują, że zmiana jest czymś neu­tral­nym i staje się czymś nega­tyw­nym lub pozy­tyw­nym w zależ­no­ści od tego, jak sami ją widzimy, a także – co waż­niej­sze – jak do niej pod­cho­dzimy. Tym­cza­sem, w prze­ci­wień­stwie do współ­cze­snej cywi­li­za­cji zachod­niej, która postrzega życie jako coś linio­wego i względ­nie sta­bil­nego, wiele prą­dów i reli­gii wywo­dzą­cych się ze sta­ro­żyt­no­ści, takich jak bud­dyzm, sto­icyzm czy tao­izm, uznaje cykliczną naturę rze­czy­wi­sto­ści oraz wszech­obec­ność zmian. Zarówno sta­ro­żytna wie­dza, jak i nowo­cze­sna nauka zgod­nie twier­dzą, że brak trwa­ło­ści jest nie­za­prze­czal­nym fak­tem, fun­da­men­talną prawdą o wszech­świe­cie. Kur­czowe trzy­ma­nie się ilu­zji sta­bil­no­ści, licząc, że zmiany nas nie dotkną, a my pozo­sta­niemy mniej wię­cej tacy sami, jest w naj­lep­szym razie ułudą, a w naj­gor­szym może pro­wa­dzić do cier­pie­nia. Życie jest cią­głą sinu­so­idą, falą wzlo­tów i upad­ków. Wykształ­ce­nie sil­nego, trwa­łego i spój­nego poczu­cia wła­snej war­to­ści wymaga okre­ślo­nych umie­jęt­no­ści, które pozwolą nam uno­sić się na tych falach. Nie­stety, takich umie­jęt­no­ści nie uczy się w szko­łach i zostały one zanie­dbane przez współ­cze­sne poko­le­nia, dające się łatwo zwieść wizjom kon­troli, bez­pie­czeń­stwa i sta­bi­li­za­cji, które spraw­dzają się świet­nie… lecz tylko do czasu.

I tak oto dotar­li­śmy do tego miej­sca. Nad­rzęd­nym celem tej książki jest połą­cze­nie nauki, mądro­ści, histo­rii i doświad­cze­nia, tak aby stwo­rzyć spójną, cało­ściową kon­cep­cję przed­sta­wia­jącą cechy, które są nie­zbędne nie tylko do prze­trwa­nia, lecz także do tego, aby roz­kwi­tać pośród zmian i cha­osu. Zbiór tych cech nazy­wam nie­ugiętą ela­stycz­no­ścią. Zanim jed­nak zanu­rzymy się w ten nowy spo­sób poj­mo­wa­nia zmian i radze­nia sobie z nimi, warto zro­zu­mieć, jak zna­leź­li­śmy się tu, gdzie jeste­śmy dziś: w miej­scu, w któ­rym prze­raża nas brak sta­bil­no­ści oraz trwa­ło­ści i w któ­rym czę­sto czu­jemy się wobec zmian bez­silni. Zro­zu­mie­nie, w jaki spo­sób zna­leź­li­śmy się w tej sytu­acji, pomoże nam dotrzeć tam, gdzie chcemy być.

Dlaczego błędnie rozumiemy zmianę i jak do tego doszło

W 1865 roku Claude Ber­nard – 52-letni fran­cu­ski lekarz – doko­nał prze­ło­mo­wego odkry­cia. Na pod­sta­wie obser­wa­cji ludz­kiego ciała doszedł do wnio­sku, że zmiany i zamęt stoją w opo­zy­cji do zdro­wia. „Sta­łość śro­do­wi­ska wewnętrz­nego jest warun­kiem swo­bod­nego i nie­za­leż­nego życia”2 – wyja­śniał licz­nej gru­pie swo­ich zwo­len­ni­ków, jaką mógł się pochwa­lić w ówcze­snej, dyna­micz­nie roz­wi­ja­ją­cej się spo­łecz­no­ści nauko­wej. Dopiero ponad 60 lat póź­niej, w 1926 roku, ame­ry­kań­ski uczony Wal­ter Can­non ofi­cjal­nie ukuł ter­min „home­ostaza”.

Więk­szość ludzi sły­szała o home­osta­zie, nawet jeśli nie są naukow­cami. Słowo to wywo­dzi się od grec­kiego homo­ios, które ozna­cza „podobny” lub „jed­na­kowy”, oraz sta­sis, czyli „trwa­nie”, „sta­nie”. Współ­cze­sna defi­ni­cja home­ostazy brzmi: „zdol­ność orga­ni­zmu do utrzy­ma­nia względ­nie sta­łego poziomu czyn­ni­ków wewnętrz­nych pomimo zmian w oto­cze­niu”. Home­ostaza opi­suje cykl: ład–nie­ład–ład. Polega on na tym, że orga­nizm osiąga sta­bi­li­za­cję w punk­cie X, po czym nastę­puje coś, przez co prze­cho­dzi do punktu Y, czyli stanu zabu­rzo­nego ładu i nie­pew­no­ści. Dla­tego orga­nizm robi wszystko, aby powró­cić do sta­bi­li­za­cji w punk­cie X, i to moż­li­wie jak naj­szyb­ciej. Dla przy­kładu: gdy cho­ru­jesz, orga­nizm może pod­nieść tem­pe­ra­turę ciała, lecz rów­no­cze­śnie uru­chomi liczne pro­cesy, które będą sta­rały się przy­wró­cić ją do pra­wi­dło­wych 36,6 stop­nia Cel­sju­sza.

W nie­licz­nych przy­pad­kach (jak pod­czas gorączki) dąże­nie do home­ostazy jest wła­ści­wym wybo­rem, lecz jak wkrótce się prze­ko­nasz, w wielu innych sytu­acjach tak nie jest. Pomimo to stała się ona domi­nu­ją­cym spo­so­bem myśle­nia o zmia­nach nie­mal w każ­dej dzie­dzi­nie. Jeśli wyszu­kasz w inter­ne­cie hasła „home­ostaza” i „zmiana”, natra­fisz na nie­zli­czone arty­kuły o tak odmien­nych tema­tach jak utrata wagi, blo­kada twór­cza, rzu­ca­nie pale­nia, roz­po­czy­na­nie nowego pro­gramu ćwi­czeń czy zmiana kul­tury orga­ni­za­cyj­nej firmy. Wszyst­kie one napi­sane są w duchu „prze­zwy­cię­że­nia home­ostazy” oraz „walki” z głę­bo­kim i rze­komo powszech­nym opo­rem wobec zmian.

Długa histo­ria home­ostazy oraz urok jej pro­stoty i intu­icyj­no­ści ukształ­to­wały spo­sób, w jaki ludzie, insty­tu­cje, a nawet całe kul­tury postrze­gają zmianę. To wła­śnie ona spra­wiła, że zewnętrzne zmiany czę­sto postrze­gamy jako coś nie­po­żą­da­nego, a te, które chcemy wpro­wa­dzić w swoje życie, wydają się nam sprzeczne z jakimś odgór­nie usta­lo­nym ładem. Choć w nie­licz­nych sytu­acjach zmiana może być czymś nie­nor­mal­nym, w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści przy­pad­ków tak nie jest.

Mimo to, w wyniku naszych mocno ugrun­to­wa­nych uprze­dzeń, więk­szość ludzi na zmiany, zarówno te doty­czące ich samych, jak i struk­tur, w któ­rych żyją, reaguje w jeden z czte­rech spo­so­bów.

Próba uni­ka­nia zmian lub nie­przyj­mo­wa­nie ich do wia­do­mo­ści Sta­ramy się odciąć od tego, co dzieje się wokół nas, nie­kiedy posu­wa­jąc się do cał­ko­wi­tego wypar­cia zacho­dzą­cych zmian. Przy­kła­dem może być firma, która upo­rczy­wie odma­wia przej­ścia na cyfrowy model biz­ne­sowy; sta­rze­jąca się koszy­karka, kur­czowo obsta­jąca przy zagra­niach, które pozwa­lały jej zdo­by­wać punkty w latach świet­no­ści (choć dziś już się nie spraw­dzają); męż­czy­zna tkwiący w roz­pa­da­ją­cym się związku, który nie chce dostrzec istoty pro­ble­mów, czy ośro­dek ana­li­tyczny wybiór­czo dobie­ra­jący dane, by unik­nąć kon­fron­ta­cji z rze­czy­wi­sto­ścią.

Aktywne prze­ciw­sta­wia­nie się zmia­nom Pró­bu­jemy powstrzy­mać zacho­dzące zmiany, robiąc wszystko, co w naszej mocy, nawet jeśli zmiana jest nie­uchronna i sil­niej­sza od nas. Za przy­kład posłu­żyć może nam teni­si­sta, który wciąż odkłada ope­ra­cję, mimo zwy­rod­nie­nia sta­wów kola­no­wych; firma pró­bu­jąca lob­bo­wać w Kapi­tolu prze­ciw regu­la­cjom doty­czą­cym czy­stego powie­trza, zamiast wpro­wa­dzać inno­wa­cje; świeżo upie­czony rodzic darem­nie pró­bu­jący spać przez 9 godzin tak jak dotych­czas; rodzic, który na­dal chce decy­do­wać, co jego stu­diu­jąca córka powinna jeść i w co się ubie­rać; 45-latek, który za pomocą wszel­kich moż­li­wych spe­cy­fi­ków obse­syj­nie pró­buje odwró­cić pro­ces sta­rze­nia.

Porzu­ce­nie wła­snej spraw­czo­ści w obli­czu zmian Postrze­gamy zmiany jako coś, co się nam przy­tra­fiło, co pozwala nam zrzec się jakiej­kol­wiek kon­troli nad sytu­acją. Przy­kła­dem może być męż­czy­zna, który po otrzy­ma­niu nie­po­ko­ją­cej dia­gnozy natych­miast prze­staje zwra­cać uwagę na to, co je; kobieta zma­ga­jąca się z lękami, która odrzuca pomoc, wma­wia­jąc sobie, że nic jej nie pomoże; osoba, która wpada w cało­do­bowy cykl infor­ma­cyjny, zamiast prze­jąć kon­trolę nad tym, czemu poświęca uwagę; poli­tycy, któ­rzy w obli­czu trud­nego pro­blemu roz­kła­dają ręce, zamiast dzia­łać; firma, która reaguje cha­otycz­nie na powięk­sza­jący się zespół pra­cow­ni­ków zdal­nych, zamiast opra­co­wać prze­my­ślaną i spójną stra­te­gię.

Próba powrotu do tego, co było Wra­camy myślami do tego, jakie było życie przed zda­rze­niem loso­wym, porów­nu­jemy nową sytu­ację z dawną i auto­ma­tycz­nie wra­camy do postaw oraz zacho­wań, które spraw­dzały się w prze­szło­ści. Za przy­kład posłu­żyć nam może męż­czy­zna, który się żeni, lecz na­dal chce podej­mo­wać wszyst­kie decy­zje sam; kobieta, która traci pracę w kur­czą­cym się sek­to­rze, lecz mimo to ocze­kuje, że zosta­nie zatrud­niona na to samo sta­no­wi­sko w innej fir­mie; rodzina prze­pro­wa­dza­jąca się na drugi koniec kraju, natych­miast porów­nu­jąca każdą nowo poznaną osobę do naj­lep­szych przy­ja­ciół, któ­rych pozo­sta­wili w daw­nym miej­scu zamiesz­ka­nia; firma zmu­szona zwol­nić jedną piątą załogi, która następ­nego dnia zacho­wuje się tak, jakby nic się nie wyda­rzyło.

Być może nie wszyst­kie z powyż­szych przy­kła­dów do cie­bie prze­ma­wiają, lecz zapewne potra­fisz roz­po­znać nie­które z powyż­szych zacho­wań w sobie samym, w swoim miej­scu pracy, rodzi­nie czy spo­łecz­no­ści. Ten­den­cja, by kur­czowo trzy­mać się sta­rego porządku, zamiast otwo­rzyć się na moż­li­wość cze­goś nowego, jest bar­dzo powszechna. Choć powyż­sze zacho­wa­nia mogą w danym momen­cie przy­nieść nam ulgę, w dłuż­szej per­spek­ty­wie nie­mal zawsze pro­wa­dzą do pro­ble­mów.

Nowy sposób poruszania się wśród zmian i nieładu

Pod koniec lat 80. dwaj uczeni – neu­ro­bio­log, fizjo­log i pro­fe­sor medy­cyny na Uni­wer­sy­te­cie Pen­syl­wa­nii oraz badacz inter­dy­scy­pli­narny spe­cja­li­zu­jący się w bio­lo­gii i stre­sie zaob­ser­wo­wali inte­re­su­jące zja­wi­sko. W zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści przy­pad­ków zdrowe orga­ni­zmy nie sta­wiają czyn­nego oporu wobec zmian, a raczej dosto­so­wują się do nich, idąc do przodu z wdzię­kiem i wytrwa­ło­ścią. Pra­wi­dło­wość ta doty­czy zarówno całych gatun­ków reagu­ją­cych na zmiany śro­do­wi­skowe czy insty­tu­cji odpo­wia­da­ją­cych na zmiany zacho­dzące w branży, jak i poje­dyn­czych osób mie­rzą­cych się ze zda­rze­niem loso­wym czy dłu­go­trwa­łym pro­ce­sem, takim jak sta­rze­nie się. W następ­stwie zmian żywe orga­ni­zmy dążą do osią­gnię­cia ponow­nej sta­bil­no­ści, jed­nak znaj­dują ją gdzie indziej. Neu­ro­bio­log Peter Ster­ling i bio­log Joseph Eyer nazwali ten pro­ces „allo­stazą”. Słowo to pocho­dzi od grec­kiego allo, czyli „zmienny” oraz sta­sis ozna­cza­ją­cego „sta­nie”. Ster­ling i Eyer zde­fi­nio­wali allo­stazę jako „osią­gnię­cie sta­bil­no­ści poprzez zmianę”.

Pod­czas gdy home­ostazę można opi­sać jako porzą­dek-zabu­rze­nie-ponowny porzą­dek, allo­staza ozna­cza ład–nie­ład–nowy ład. Home­ostaza zakłada, że po zda­rze­niu loso­wym zdrowe orga­ni­zmy powra­cają do stanu wyj­ścio­wego: z X do Y, by ponow­nie zna­leźć się w X. Allo­staza zakłada z kolei, że zdrowe orga­ni­zmy rze­czy­wi­ście powra­cają do sta­bil­no­ści, z tym że w nowym miej­scu: z X do Y do Z3. Home­ostaza jest w dużej mie­rze myl­nym poję­ciem. Wszystko nie­ustan­nie się zmie­nia, łącz­nie z nami samymi. A my nie­zmien­nie znaj­du­jemy się w jakimś punk­cie cyklu ład–nie­ład–nowy ład. Nasza sta­bil­ność wynika z umie­jęt­no­ści poru­sza­nia się w tym cyklu lub, jak ujęli to Ster­ling i Eyer, „osią­ga­nia sta­bil­no­ści poprzez zmianę”. Ja sam rozu­miem tę defi­ni­cję w dwój­na­sób: by osią­gnąć sta­bil­ność w pro­ce­sie zmiany, trzeba samemu się zmie­nić, przy­naj­mniej do pew­nego stop­nia.

Aby lepiej wyja­śnić tę kon­cep­cję, przejdę od ogól­nego zarysu allo­stazy do kilku pro­stych i kon­kret­nych przy­kła­dów. Jeśli zaczniesz regu­lar­nie pod­no­sić cię­żary lub zaj­miesz się ogrod­nic­twem, na two­ich dło­niach poja­wią się mikro­urazy. Skóra nie pozo­sta­nie gładka, a z cza­sem zaczną się na niej poja­wiać odci­ski, by zapo­bie­gać tym mikro­ura­zom. Jeśli jesteś przy­zwy­cza­jony do nie­ustan­nego prze­rzu­ca­nia uwagi w cyfro­wym świe­cie, to gdy zaczniesz czy­tać książkę, twój mózg będzie począt­kowo sta­wiał opór, bo lek­tu­rze nie będą towa­rzy­szyły żadne roz­pra­sza­cze. Lecz jeśli wytrzy­masz, twój mózg w końcu się dosto­suje i będzie mógł pozo­stać w sta­nie skon­cen­tro­wa­nia przez dłuż­szy czas. Naukowcy nazy­wają ten pro­ces neu­ro­ge­nezą lub neu­ro­pla­stycz­no­ścią. Jesz­cze innym przy­kła­dem mogą być depre­sja czy zła­mane serce. Powrót do rów­no­wagi nie polega na tym, by stać się dokład­nie taką samą osobą, jaką byli­śmy przed tym, gdy doświad­czy­li­śmy bólu psy­chicz­nego, a raczej na tym, by ruszyć do przodu, zazwy­czaj z więk­szą odpor­no­ścią na stres emo­cjo­nalny oraz wraż­li­wo­ścią na cier­pie­nie innych.

We wszyst­kich tych przy­pad­kach sta­bil­ność osiąga się nie poprzez walkę ze zmia­nami czy też próbę powrotu do tego, co było, lecz poprzez umie­jętne współ­dzia­ła­nie z nimi i dotar­cie do nowego miej­sca. „Rów­no­waga utrzy­my­wana nie przez sztywne zacho­wa­nie para­me­trów – wyja­śnia Ster­ling – lecz przez ela­styczne dosto­so­wa­nie punk­tów odnie­sie­nia w zależ­no­ści od kon­tek­stu”4.

Jak tylko poznasz pojęcie allostazy, zaczniesz dostrzegać ją wszędzie

Ster­ling i Eyer po raz pierw­szy opi­sali pod­sta­wowe zało­że­nia allo­stazy w 1988 roku, lecz kon­cep­cja ta wciąż pozo­staje mało znana ogó­łowi spo­łe­czeń­stwa5. To wielka szkoda, ponie­waż allo­staza jest naj­traf­niej­szym i naj­uży­tecz­niej­szym poję­ciem opi­su­ją­cym zmiany oraz spo­sób, w jaki my sami ewo­lu­ujemy i roz­wi­jamy się w cza­sie. Poniż­sze przy­kłady uka­zują jej wielką uni­wer­sal­ność.

Ewo­lu­cja – naj­waż­niej­sza teo­ria nauk przy­rod­ni­czych – to pro­ces, w któ­rym życie postę­puje naprzód poprzez nie­ustanne dosto­so­wy­wa­nie się do zmie­nia­ją­cych się oko­licz­no­ści. Nie ma powrotu do tego, co było. Zmiana jest jedyną stałą. Gatunki, które potra­fią się adap­to­wać, roz­kwitną i prze­trwają. Te, które sta­wiają opór, będą cier­pieć i wymrą.

W lite­ra­tu­rze czę­stym moty­wem jest „podróż boha­tera”, mająca swe korze­nie w mitach roz­ma­itych kul­tur i epok. Boha­ter żyje w sta­bil­nym śro­do­wi­sku domo­wym, następ­nie doświad­cza poważ­nych zmian lub zda­rze­nia loso­wego i zostaje zmu­szony do wyru­sze­nia w nie­znane. Pod­czas swo­jej podróży musi poko­nać wiele prze­szkód i przejść mnó­stwo prób, by w końcu powró­cić do domu, czu­jąc się jed­no­cze­śnie tym samym czło­wie­kiem i kimś innym. Ten arche­typ obecny jest w mitach i opo­wie­ściach tak róż­nych, jak histo­ria Moj­że­sza w tra­dy­cji izra­el­skiej, Sid­dhar­thy Gau­tamy w bud­dy­zmie, Simby w Królu lwie czy Mira­bel w Naszym magicz­nym Encanto.

Carl Jung, jeden z ojców współ­cze­snej psy­cho­lo­gii, uży­wał sym­bolu okręgu, aby przed­sta­wić nie­ustanną prze­mianę jaźni, twier­dząc, że pro­ces sta­wa­nia się sobą polega na cią­głej adap­ta­cji i roz­wi­ja­niu się. Od tego czasu now­sze modele tera­peu­tyczne, takie jak tera­pia poznaw­czo-beha­wio­ralna (CBT) czy tera­pia akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia (ACT) uczą, aby nie opie­rać się prze­mi­ja­niu i nie pró­bo­wać wra­cać do tego, co było, lecz otwo­rzyć się na nowe, współ­pra­co­wać z nim i je prze­kro­czyć.

Fran­cisz­ka­nin Richard Rohr naucza, że sta­jemy się naj­praw­dziw­szymi sobą, prze­cho­dząc przez kolejne cykle ładu, nie­ładu i nowego ładu. Rohr okre­śla to mia­nem uni­wer­sal­nego wzorca mądro­ści. Z kolei bud­dyj­ski nauczy­ciel i psy­cho­te­ra­peuta Mark Epstein pisze, że uwol­nie­nie się od lęku wymaga nauki tego, jak poru­szać się w nie­uchron­nych cyklach inte­gra­cji, dezinte­gra­cji i reinte­gra­cji, czyli tym, co on sam nazywa „roz­pa­dem bez dezinte­gra­cji”.

Bada­cze zaj­mu­jący się nauką o orga­ni­za­cji opi­sują sku­teczną zmianę jako sche­mat roz­mra­ża­nia, zmiany i zamra­ża­nia. Okres roz­mro­że­nia bywa cha­otyczny, lecz jest konieczny do osią­gnię­cia sta­bil­niej­szego i bar­dziej roz­wi­nię­tego punktu koń­co­wego6. Tym­cza­sem tera­peuci spe­cja­li­zu­jący się w rela­cjach uznają cykle har­mo­nii, dyshar­mo­nii i naprawy jako klucz do roz­woju we wszyst­kich związ­kach, które są dla nas ważne.

Szczę­śliwe, zdrowe i dobrze funk­cjo­nu­jące osoby oraz insty­tu­cje prze­ja­wiają ten sam sche­mat: wykształ­cają mocną i trwałą toż­sa­mość, nie­ustan­nie się zmie­nia­jąc. Mają odwagę porzu­cić obecne poło­że­nie, wejść na nie­pewny grunt, a następ­nie osią­gnąć więk­szą sta­bil­ność i głęb­sze poczu­cie samych sie­bie. To, co je łączy, to postrze­ga­nie toż­sa­mo­ści jako cze­goś zara­zem sta­łego i zmien­nego.

Sposoby przedstawienia nieustannych cykli zmiany i rozwoju

ład → nie­ład → nowy ład

sta­bil­ność w punk­cie X → chaos i nie­pew­ność w punk­cie Y → sta­bil­ność w punk­cie Z

inte­gra­cja → dezinte­gra­cja → reinte­gra­cja

orien­ta­cja → dezorien­ta­cja → reorien­ta­cja

roz­mro­że­nie → zmiana → zamro­że­nie

har­mo­nia → dyshar­mo­nia → naprawa

W mojej pracy, zarówno jako pisa­rza, jak i coacha, kie­ruję się roz­po­zna­wa­niem wzor­ców. Nie inte­re­sują mnie triki, szyb­kie roz­wią­za­nia czy poje­dyn­cze bada­nia na nie­wiel­kich gru­pach, które mogą być obie­cu­jące, lecz tak naprawdę nie są mia­ro­dajne. Nie­za­leż­nie od tego, co mówią mar­ke­tin­gowcy, chwy­tliwe nagłówki i pro­pa­ga­to­rzy pseu­do­nauki, nie osią­gniemy praw­dzi­wej dosko­na­ło­ści, trwa­łego poczu­cia dobro­stanu i siły dzięki cudow­nym maściom, elik­si­rom czy piguł­kom. To, co inte­re­suje mnie, to zbież­no­ści. Mnó­stwo badań nauko­wych z róż­nych dzie­dzin, wiel­kie sta­ro­żytne kul­tury, a także zwy­czaje ludzi czy spo­łecz­no­ści, które na prze­strzeni czasu osią­gnęły dosko­na­łość i speł­nie­nie, pod­po­wiada nam wiele zbież­nych prawd. Dla­tego warto się im przyj­rzeć. Opi­sują one zmiany i nie­sta­bil­ność nie jako zja­wi­ska, któ­rych należy się bać czy któ­rym trzeba się opie­rać, a przy­naj­mniej nie z zało­że­nia. Choć poję­cie home­ostazy zako­rze­niło się głę­boko w naszej zbio­ro­wej psy­chice, jest ono prze­sta­rza­łym mode­lem funk­cjo­no­wa­nia we współ­cze­snym świe­cie, dba­nia o zdro­wie psy­chiczne i dąże­nia do dosko­na­ło­ści. Allo­staza ma o wiele wię­cej sensu.

Nieugięta elastyczność

Kiedy po raz pierw­szy uświa­do­mi­łem sobie powszech­ność zmian, poczu­łem się nie­swojo. Jestem osobą, która pra­gnie sta­bil­no­ści. Lubię mieć plan i się go trzy­mać. Gdyby nary­so­wać linię, gdzie sta­bil­ność zna­la­złaby się na jed­nym krańcu, a zmiana na dru­gim, można by mnie umie­ścić może o mili­metr (i to byłaby wyro­zu­miała ocena) od skraj­nej sta­bil­no­ści. Gdy jed­nak podą­ża­łem wła­sną ścieżką, doświad­cza­jąc niesta­bil­no­ści, a także gdy zaczy­na­łem zbie­rać mate­riały do tej książki, ude­rzyło mnie, że taki podział w ogóle nie ist­nieje. Dla­czego jest to takie ważne? Pomi­ja­jąc zmienne koleje losu, o któ­rych już wspo­mi­na­li­śmy – sta­rze­nie się, cho­roby, związki, prze­pro­wadzki, nie­po­koje spo­łeczne i tak dalej – kiedy zaczą­łem prak­ty­ko­wać zasady nie­ugię­tej ela­stycz­no­ści, o któ­rych prze­czy­tasz na kolej­nych stro­nach (pod­kre­ślam: „prak­ty­ko­wać”, bo dla nas wszyst­kich jest to pro­ces na całe życie), zauwa­ży­łem, że odczu­wam coraz mniej­szy nie­po­kój także w mniej istot­nych spra­wach. Nie­prze­wi­dziane zmiany w mojej pracy prze­stały mnie ruszać. Rza­dziej odczu­wa­łem fru­stra­cję i nie czu­łem się wytrą­cony z rów­no­wagi, gdy mój har­mo­no­gram roz­sy­py­wał się przez cho­robę dziecka, bie­gunkę psa, awa­rię inter­netu czy inne przy­sło­wiowe kamyki w bucie. Kiedy po mojej ope­ra­cji poja­wiły się kom­pli­ka­cje, co dwu­krot­nie wydłu­żyło reha­bi­li­ta­cję, nie zde­ner­wo­wało mnie to tak bar­dzo, jak pew­nie zde­ner­wo­wałoby daw­niej. Choć rze­czy te wydają się, i w więk­szo­ści przy­pad­ków są, sto­sun­kowo błahe, z cza­sem nara­stają i spra­wiają, że wielu z nas czuje nie­ustanne poiry­to­wa­nie i nie wyko­rzy­stuje w pełni swo­ich moż­li­wo­ści. Pomyśl tylko, ile złych dni w pracy, kłótni z drugą połówką czy nie­prze­spa­nych nocy jest spo­wo­do­wane poczu­ciem nie­po­koju wyni­ka­ją­cego z nie­pew­no­ści i zmian.

Pod­czas gdy nie­które aspekty życia są zero-jedyn­kowe – pro­wa­dzisz prze­pi­sowo albo nie, jesteś w ciąży albo nie – wiele innych ma naturę „zarówno-i”. Na przy­kład podej­mo­wa­nie decy­zji nie opiera się na rozu­mie albo na emo­cjach, a na rozu­mie i emo­cjach. Wytrzy­ma­łość nie opiera się na samo­dy­scy­pli­nie lub oka­zy­wa­niu sobie współ­czu­cia, ale polega na samo­dy­scy­pli­nie oraz na oka­zy­wa­niu sobie współ­czu­cia. Postęp w nie­mal każ­dej dzie­dzi­nie nie zależy od cięż­kiej pracy albo odpo­czynku, zależy od cięż­kiej pracy oraz odpo­czynku. Filo­zo­fo­wie nazy­wają ten spo­sób myśle­nia nie­du­al­nym.

Myśle­nie reflek­syjne polega na uzna­wa­niu, że świat jest wie­lo­war­stwowy, wiele rze­czy ma zło­żony cha­rak­ter, a prawda czę­sto kryje się w para­dok­sie: nie „albo to, albo tamto”, lecz „i to, i tamto”. Myśle­nie reflek­syjne to ważna w wielu obsza­rach życia, a przy tym wyjąt­kowo nie­do­ce­niana umie­jęt­ność, istotna rów­nież dla tematu tej książki, dla­tego będzie się wie­lo­krot­nie prze­wi­jać na jej kar­tach.

Kiedy zasto­su­jemy myśle­nie reflek­syjne w kon­tek­ście sta­bil­no­ści i zmiany, sta­nie się coś inte­re­su­ją­cego. Osią­gnię­cie sta­bil­no­ści i pozosta­nie takimi samymi przesta­nie być naszym celem. Nie cho­dzi jed­nak o to, by zre­zy­gno­wać z poczu­cia sta­bil­no­ści, zda­jąc się na kaprysy losu. Celem jest raczej połą­cze­nie tych dwóch postaw, co nazy­wam nie­ugiętą ela­stycz­no­ścią. Bycie nie­ugię­tym ozna­cza bycie odpor­nym, zde­ter­mi­no­wa­nym i wytrwa­łym. Bycie ela­stycz­nym zaś jest jed­no­znaczne ze świa­do­mym reago­wa­niem na zmie­nia­jące się oko­licz­no­ści, przy­sto­so­wy­wa­niem się i ugi­na­niem, nie dając się przy tym zła­mać. Kiedy zesta­wimy te dwie cechy, otrzy­mamy wytrwa­łość, „anty­kru­chość”, która nie tylko wytrzy­muje zmiany, ale dzięki nim roz­kwita. Tym wła­śnie jest nie­ugięta ela­stycz­ność, nie­zbędna do tego, by okieł­znać zmiany, odna­leźć się pośród nie­ładu i cha­osu oraz na dłuż­szą metę – aby prze­trwać.

Nie­ugięta ela­stycz­ność ozna­cza, że po zmia­nach nie ma powrotu do tego, co było wcze­śniej, nie ma już daw­nego porządku, jest jedy­nie prze­or­ga­ni­zo­wa­nie naszego życia. Jej celem jest dopro­wa­dze­nie do tego, by nowa sytu­acja była dla nas korzystna, byśmy zacho­wali silne i trwałe poczu­cie wła­snej toż­sa­mo­ści i przy­sto­so­wali się do nowego porządku, roz­wi­ja­jąc się przy tym i wzra­sta­jąc. W prze­ci­wień­stwie do daw­nych spo­so­bów myśle­nia o zmia­nach, nie­ugięta ela­stycz­ność postrzega je nie jako losowe wyda­rze­nia, które nam się przy­tra­fiają, lecz jako stałą w naszym życiu: cykl, w któ­rym nie­ustan­nie tkwimy. W takiej per­spek­ty­wie zaczy­namy postrze­gać zmiany i zakłó­ce­nia jako coś, z czym możemy pole­mi­zo­wać, jako nie­ustanny taniec nas samych z naszym oto­cze­niem. Im bar­dziej bie­gli sta­jemy się w tym tańcu, tym szczę­śliwsi, zdrowsi oraz sil­niejsi się sta­jemy.

Zasady nieugiętej elastyczności

W ostat­nich latach bar­dzo dużo się zasta­na­wia­łem, jak nie­ugięta ela­stycz­ność może pomóc nam okieł­znać zmiany i w jaki spo­sób ją roz­wi­jać. Prze­czy­ta­łem tysiące stron ksią­żek z dzie­dziny filo­zo­fii i psy­cho­lo­gii, prze­stu­dio­wa­łem naj­now­sze bada­nia z zakresu neu­ro­bio­lo­gii i prze­pro­wa­dzi­łem setki roz­mów z eks­per­tami z róż­nych dzie­dzin. Wyru­szy­łem w tę podróż dla sie­bie, dla moich klien­tów oraz dla cie­bie. W dal­szej czę­ści przed­sta­wiam to, czego udało mi się dowie­dzieć. Książka ta jest podzie­lona na trzy czę­ści: „Nie­ugięty i ela­styczny spo­sób myśle­nia”, „Nie­ugięta i ela­styczna toż­sa­mość” oraz „Nie­ugięte i ela­styczne dzia­ła­nie”. W każ­dej z nich opi­suję klu­czowe nawyki i dzia­ła­nia będące fila­rami nie­ugię­tej ela­stycz­no­ści, które opie­rają się na bada­niach jako­ścio­wych.

Część pierw­sza pokaże ci, jak nauczyć się roz­wi­jać nie­ugięty, a przy tym ela­styczny spo­sób myśle­nia. Pomoże ci to wykształ­cić bar­dziej har­mo­nijne podej­ście do zmian. Zasta­no­wimy się, dla­czego zmiany tak czę­sto wytrą­cają nas z rów­no­wagi, jaka jest róż­nica mię­dzy posia­da­niem a byciem oraz dla­czego zro­zu­mie­nie, że nic nie trwa wiecz­nie, bywa począt­kowo prze­ra­ża­jące, choć osta­tecz­nie nas wyzwala. Zanu­rzymy się w fascy­nu­jące, nowe bada­nia nad funk­cjo­no­wa­niem świa­do­mo­ści i nauczymy się pie­lę­gno­wać klu­czowy rodzaj wraż­li­wo­ści zwa­nej tra­gicz­nym opty­mi­zmem. Prze­ko­namy się, że nie­ugięte i ela­styczne nasta­wie­nie wymaga otwar­cia się na to, co przy­nosi nam życie, i spo­dzie­wa­nia się, że nie będzie to pro­ste, co para­dok­sal­nie spra­wia, że zmiany, a więc samo życie, stają się nieco łatwiej­sze.

Druga część pomoże nam w nauce roz­wi­ja­nia nie­ugię­tej i ela­stycz­nej toż­sa­mo­ści. Dzięki temu zro­zu­miemy samych sie­bie w świe­cie, w któ­rym zarówno my, jak i wszystko wokół nas, nie­ustan­nie się zmie­nia. Zgłę­bimy stare jak świat nauki o isto­cie toż­sa­mo­ści, przyj­rzymy się, dla­czego ego tak zawzię­cie opiera się zmia­nom, a przy tym dowiemy się, jak jego siła może oka­zać się pomocna (przy­naj­mniej do czasu, gdy nie zacznie nam wcho­dzić w drogę). Się­gniemy do naj­now­szych badań z zakresu teo­rii zło­żo­no­ści, myśle­nia sys­te­mo­wego oraz eko­lo­gii. Zoba­czymy, że róż­no­rodne dzie­dziny wie­dzy oscy­lują wokół dwóch klu­czo­wych tema­tów: kształ­to­wa­nia płyn­nego poczu­cia sie­bie oraz pie­lę­gno­wa­nia nie­ugię­tych i ela­stycz­nych gra­nic na naszej życio­wej dro­dze.

W czę­ści trze­ciej nauczymy się podej­mo­wać twarde i ela­styczne dzia­ła­nia. Choć dia­log ze zmianą wymaga czę­ściowego odda­nia kon­troli, nie ozna­cza przy tym cał­ko­wi­tego jej porzu­ce­nia. Nie mamy wpływu na to, co nas spo­tyka, lecz możemy decy­do­wać, jak na to zare­agu­jemy. Poznamy fascy­nu­jące nowe bada­nia poka­zu­jące, że istota tego, kim jeste­śmy, nie tkwi w naszych myślach, lecz w uczu­ciach i zacho­wa­niach, które je wywo­łują. Zagłę­bimy się w neu­ro­bio­lo­gię oso­bo­wo­ści i odkry­jemy, że choć pod­ze­społy naszego mózgu są raczej nie­zmienne, to jego opro­gra­mo­wa­nie jest bar­dzo pla­styczne i aktu­ali­zuje się na pod­sta­wie podej­mo­wa­nych dzia­łań, zwłasz­cza w sytu­acjach nace­cho­wa­nych emo­cjo­nal­nie. I jest to dobra wia­do­mość: nasz mózg pozwala nam świa­do­mie odpo­wia­dać, zamiast reago­wać odru­chowo, i nada­wać tym zma­ga­niom zna­cze­nie.

Droga a ścieżka

Zanim przej­dziemy do sedna tej książki, zasta­nówmy się przez chwilę nad przy­datną meta­forą drogi i ścieżki. Droga jest liniowa i ma na celu dopro­wa­dze­nie nas z punktu A do punktu B jak naj­szyb­ciej i przy jak naj­mniej­szym wysiłku. Droga sta­wia opór kra­jo­bra­zowi, zamiast współ­grać z oto­cze­niem, prze­cina wszystko, co staje jej na prze­szko­dzie. Podą­ża­jąc drogą, znasz swój cel. Zbo­cze­nie z drogi jest czymś złym, więc wra­casz i jedziesz dalej. Po obu stro­nach drogi mogą poja­wić się inte­re­su­jące moż­li­wo­ści, lecz gdy już nią jedziesz, naj­waż­niej­sze jest pozo­stać na niej i jak naj­szyb­ciej dotrzeć do celu.

Ścieżka z kolei jest czymś zupeł­nie innym, gdyż współ­gra z oto­cze­niem. Podą­ża­jąc nią, możesz mieć ogólne wyobra­że­nie, dokąd zmie­rzasz, lecz pozo­sta­jesz przy tym otwarty na to, by z niej zbo­czyć, a może nawet wyko­rzy­stać wszel­kie poja­wia­jące się roz­ga­łę­zie­nia. Ścieżka nie jest czymś odręb­nym od śro­do­wi­ska, lecz sta­nowi jego część. Jeśli zosta­niesz zepchnięty z drogi, może to być dla cie­bie trau­ma­tyczne i dez­orien­tu­jące. Lecz ze ścieżki nie da się zbo­czyć, ponie­waż ta nie­ustan­nie się przed tobą roz­wija. Droga sta­wia opór cza­sowi i żywio­łom, gro­ma­dząc napię­cie, aż w końcu pęka i się kru­szy. Ścieżka akcep­tuje zmiany i dosto­so­wuje do nich swój bieg. Choć na pierw­szy rzut oka droga może wyda­wać się solid­niej­sza, osta­tecz­nie to ścieżka oka­zuje się o wiele odpor­niej­sza i trwal­sza.

Roz­wi­ja­nie sil­nego i sta­bil­nego poczu­cia wła­snej war­to­ści ozna­cza postrze­ga­nie swo­jego życia jak ścieżki. Cho­dzi o to, by nie przy­wią­zy­wać się zbyt­nio ani do kolej­nych okre­sów sta­bil­no­ści, ani do obra­nej drogi, ponie­waż zwy­kle przy­nosi to wię­cej szkód niż pożytku i spra­wia, że prze­ga­piamy wiele szans. Przy­tła­cza­jąca liczba badań nauko­wych poka­zuje, że im więk­szy stres – który bada­cze nazy­wają obcią­że­niem allo­sta­tycz­nym – dana osoba czy spo­łecz­ność prze­żywa w okre­sach nie­po­koju, tym więk­sze ryzyko cho­roby i śmierci7. Na szczę­ście te same bada­nia potwier­dzają, że dzięki zmia­nom możemy stać się sil­niejsi i się roz­wi­jać. To zaś, jak przez te zmiany prze­cho­dzimy, w dużej mie­rze zależy od naszych zako­do­wa­nych zacho­wań. Innymi słowy, można się tego nauczyć i można to wyćwi­czyć, czemu poświę­cona jest dal­sza część tej książki8.

Część 1. Nieugięty i elastyczny sposób myślenia

Część 1

Nie­ugięty i ela­styczny spo­sób myśle­nia

Rozdział 1. Otwartość na koleje życia

Roz­dział 1

Otwar­tość na koleje życia

To miała być wyprawa życia, choć stało się tak z powo­dów, któ­rych nikt nie mógł prze­wi­dzieć. Tommy Cald­well, dwu­dzie­sto­kil­ku­letni alpi­ni­sta, wspi­nał się na nie­do­stępne góry w Kir­gi­sta­nie wraz ze swoją part­nerką Beth Rod­den, bli­skim przy­ja­cie­lem Jaso­nem Smi­them oraz foto­gra­fem Joh­nem Dic­keyem. Wszy­scy byli doświad­czo­nymi alpi­ni­stami. Kilka dni po roz­po­czę­ciu wyprawy dotarli do doliny Kara Su, miej­sca peł­nego pio­no­wych skal­nych ścian przy­po­mi­na­ją­cych te z Parku Naro­do­wego Yose­mite. Długa i męcząca wspi­naczka cał­kiem wyczer­pała ich siły, posta­no­wili więc odpo­cząć i roz­bić namiot ścia­nowy. Ozna­czało to noco­wa­nie na por­te­lażu, czyli meta­lo­wej plat­for­mie przy­mo­co­wa­nej do pio­no­wej ściany. Śpiąc pod gwiaz­dami, z miło­ścią swo­jego życia u boku, Tommy czuł się świet­nie zarówno fizycz­nie i emo­cjo­nal­nie, jak i duchowo. Spo­dzie­wa­jąc się, że wie­czór upły­nie im spo­koj­nie, grupa zaczęła się powoli odprę­żać. Lecz jak głosi stare żydow­skie przy­sło­wie: „Mann tracht, un Gott lacht”, czyli czło­wiek pla­nuje, a Bóg się śmieje.

Nie minęło wiele czasu od momentu, gdy alpi­ni­ści poło­żyli się spać, kiedy usły­szeli serię strza­łów dobie­ga­ją­cych gdzieś z dołu. Począt­kowo uznali, że to walki rebe­lian­tów, dość czę­sto spo­ty­kane w tym regio­nie. Gdy jed­nak poci­ski zaczęły odbi­jać się ryko­sze­tem od skał wokół nich, szybko zmie­nili zda­nie. Celem naj­wy­raź­niej był ich spo­kojny por­te­laż.

Tommy, Beth, Jason i John uznali, że naj­lep­szym wyj­ściem z sytu­acji będzie próba nego­cja­cji z napast­ni­kami. Posta­no­wili wysłać do nich Johna, który był naj­star­szy z całej grupy, choć liczył zale­d­wie dwa­dzie­ścia pięć lat. Gdy tylko John zna­lazł się na dole, sta­nął twa­rzą w twarz z trzema uzbro­jo­nymi człon­kami Islam­skiego Ruchu Uzbe­ki­stanu, bojówki wal­czą­cej o utwo­rze­nie nie­za­leż­nego pań­stwa muzuł­mań­skiego w Kir­gi­sta­nie.

Rebe­lianci led­wie mówili po angiel­sku, lecz dali mu jasno do zro­zu­mie­nia, że nie zamie­rzają puścić ich wolno. John wezwał pozo­stałą trójkę wspi­na­czy na dół i tak oto wszy­scy zna­leźli się w nie­woli. Jeśli kto­kol­wiek z nich miał jakie­kol­wiek wąt­pli­wo­ści co do powagi sytu­acji, w któ­rej się zna­leźli, roz­wiały się one kilka godzin póź­niej, gdy rebe­lianci zastrze­lili kir­gi­skiego żoł­nie­rza, który także był ich zakład­ni­kiem.

Przez następ­nych pięć dni grupa wspi­na­czy, będąc cały czas na celow­niku pory­wa­czy, prze­mie­rzała górzy­ste tereny. Nocami masze­ro­wali, a za dnia się ukry­wali, omi­ja­jąc osady, w któ­rych mogliby się natknąć na kir­gi­skie woj­sko. Tommy i jego przy­ja­ciele nie dosta­wali jedze­nia i musieli pić brudną wodę. Byli prze­mar­z­nięci, cho­rzy i wygło­dzeni. Trzy­mali się jedy­nie dzięki nadziei, która z każdą godziną coraz bar­dziej nikła.

Szó­stego dnia sytu­acja stała się kry­tyczna dla wszyst­kich, włącz­nie z rebe­lian­tami, któ­rzy zde­cy­do­wali się roz­dzie­lić, by poszu­kać poży­wie­nia. Jeden z nich miał zabrać alpi­ni­stów w ustronne miej­sce w górach, gdzie mieli prze­cze­kać z dala od kir­gi­skiej armii i innych poten­cjal­nych wybaw­ców. Gdy zaczęli wspi­naczkę, Tommy, Beth, Jason i John zauwa­żyli, że ich straż­nik nie poru­sza się zbyt pew­nie po skal­nej ścia­nie. Był uzbro­jony, ale im wyżej się wspi­nali, tym bar­dziej sta­wał się roze­dr­gany i wystra­szony. Tommy pomy­ślał, że to może być ich jedyna szansa.

Cald­wel­lowi zda­wało się, że mie­rzył się z dyle­ma­tem w nie­skoń­czo­ność, aż wresz­cie zro­zu­miał, co trzeba zro­bić; co on musi zro­bić. W pew­nym momen­cie zna­leźli się na małym, poszar­pa­nym urwi­sku z półką skalną tak wąską, że ledwo się na niej pomie­ścili. Dla alpi­ni­stów takie ukształ­to­wa­nie terenu było czymś nor­mal­nym, lecz dla rebe­lianta wręcz prze­ciw­nie. Bar­dziej niż jeń­cami mar­twił się miej­scem, w któ­rym się zna­lazł, oraz tym, by nie stra­cić rów­no­wagi. Wtedy Tommy zebrał w sobie całą siłę, zarówno fizyczną, jak i psy­chiczną, po czym rzu­cił się na męż­czy­znę. BUM. TRZASK. BUM. Rebe­liant runął w dół, ude­rzył o półkę skalną, prze­ko­zioł­ko­wał i znik­nął, spa­da­jąc w czarną, bez­denną prze­paść. Gdy Tommy wspo­mi­nał póź­niej to wyda­rze­nie, sam nie mógł w nie uwie­rzyć. „Wła­śnie zabi­łem czło­wieka. W jed­nej sekun­dzie cały mój świat się zawa­lił9” – mówił.

W tam­tej chwili nie miał jed­nak czasu na roz­trzą­sa­nie tego, co się wyda­rzyło. Wspi­na­cze wie­dzieli, że gdzieś w pobliżu może znaj­do­wać się drugi napast­nik, który ich zabije, jeśli nie uciekną. Szybko wzięli się w garść i po czte­rech godzi­nach nie­ustan­nego biegu natra­fili na bazę woj­skową. Tam dostali jedze­nie i wodę, a nie­długo póź­niej ewa­ku­owano ich heli­kop­te­rem z gór i ode­słano do Ame­ryki.

Wkrótce po tym, jak Tommy zna­lazł się w rodzin­nym Love­land w Kolo­rado, zaczęło do niego docie­rać, co zro­bił. „Myśla­łem, że jestem złym czło­wie­kiem – wspo­mi­nał. – Zapy­ta­łem Beth, jak teraz będzie mnie mogła dalej kochać”.

Tommy nie mógł zaprze­czyć, że to doświad­cze­nie go zmie­niło. Nie był już tylko życz­li­wym, pogod­nym i prze­peł­nio­nym opty­mi­zmem alpi­ni­stą. Stał się rów­nież kimś, kto ode­brał życie dru­giemu czło­wie­kowi. Za wszelką cenę pró­bo­wał wpleść to zda­rze­nie losowe we wła­sną histo­rię i wkrótce stał się cie­niem samego sie­bie. Przy­ja­ciele i rodzina led­wie go pozna­wali. Pró­bo­wał żyć jak daw­niej, baga­te­li­zu­jąc i wypie­ra­jąc powagę tego, co mu się przy­tra­fiło, jed­nak z każ­dym dniem sta­wał się coraz bar­dziej nie­spo­kojny i coraz bar­dziej odci­nał się od innych oraz od samego sie­bie – a przy­naj­mniej od tego „sie­bie”, któ­rym był wcze­śniej. Choć to, co wyda­rzyło się w górach, było na wiele spo­so­bów nie­wy­obra­żal­nie trudne, to następ­stwa tej sytu­acji oka­zały się jesz­cze gor­sze. W mgnie­niu oka toż­sa­mość Tommy’ego ule­gła zabu­rze­niu. Było to doświad­cze­nie bole­sne i wywo­łu­jące kon­ster­na­cję.

Zmiany są dezorientujące

Zanim zagłę­bimy się w to, jak lepiej radzić sobie ze zmia­nami, musimy naj­pierw uznać, że zmiany rzadko, jeśli w ogóle, bywają łatwe. Histo­ria Tommy’ego jest skrajna, lecz nauka z niej pły­nąca pozo­staje uni­wer­salna. Zmiany są dla wielu ludzi źró­dłem zamie­sza­nia, przy­tło­cze­nia i udręki, co odbija się nega­tyw­nie na naszym zdro­wiu, związ­kach i samo­roz­woju. A jed­nak, jak wkrótce się prze­ko­nasz, to nie same zmiany pusto­szą nasze życie, lecz zbyt powolne dosto­so­wy­wa­nie się do nich lub, w nie­któ­rych przy­pad­kach, jawny opór i odmowa ich zaak­cep­to­wa­nia. Czę­sto wła­śnie to jest pierw­szą prze­szkodą. Jeśli mamy zacząć pod­cho­dzić do zmian w spo­sób pro­duk­tywny, musimy widzieć je takimi, jakimi są. To zaś wymaga prze­zwy­cię­że­nia naszych odru­chów warun­ko­wych oraz uzna­nia, o ile nie zaak­cep­to­wa­nia, że zmiany są czymś nie­unik­nio­nym. W dal­szej czę­ści tego roz­działu spró­buję prze­ko­nać cię do takiego spo­sobu myśle­nia oraz poka­zać, jak możemy go roz­wi­jać. Zaczniemy od przyj­rze­nia się prze­ło­mo­wemu eks­pe­ry­men­towi, w któ­rym użyto sto­pera i talii kart.

W poło­wie XX wieku psy­cho­lo­go­wie z Harvardu, Jerome Bru­ner i Leo Post­man, prze­pro­wa­dzili bada­nie mające usta­lić, jak ludzie postrze­gają nie­spo­dzie­wane zmiany oraz sprzecz­no­ści i jak na nie reagują. Eks­pe­ry­ment oka­zał się prze­ło­mowy, a jego prze­bieg oraz wyniki opu­bli­ko­wano w 1949 roku w „The Jour­nal of Per­so­na­lity”. Bru­ner i Post­man do bada­nia wyko­rzy­stali nie­ty­powe talie kart, które miały na przy­kład czer­woną szóstkę pik lub czarną dzie­siątkę kier. Karty poka­zy­wano uczest­ni­kom jedna po dru­giej. Pod­czas gdy część bada­nych szybko roz­po­zna­wała zmiany i potra­fiła opi­sać, co jest nie tak, inni czuli się zbici z tropu. Roz­po­zna­nie i opi­sa­nie zwy­kłej karty zaj­mo­wało bada­nym 20 mili­se­kund, tym­cza­sem roz­po­zna­nie nie­ty­powej trwało 5–10 razy dłu­żej. Uczest­nicy, któ­rzy byli naj­moc­niej przy­wią­zani do ocze­ki­wa­nego wyglądu kart i naj­bar­dziej opie­rali się zmia­nom, roz­po­zna­wali nie­ty­pową kartę pięt­na­ście razy wol­niej niż stan­dar­dową. „Nie roz­po­znaję tego koloru. Cokol­wiek to jest. Tym razem to nawet nie wygląda jak karta. Nie wiem już, jaki to kolor ani czy to pik, czy kier. Nie jestem nawet pewien, jak wygląda pik. O mój Boże!!10” – wykrzyk­nął jeden z uczest­ni­ków.

Mniej wię­cej w tym samym cza­sie naukowcy z Hano­ver Insti­tute w sta­nie Indiana skon­stru­owali spe­cjalne oku­lary z soczew­kami, które odwra­cały obraz. Gdy uczest­nicy bada­nia je zakła­dali, ich świat dosłow­nie sta­wał na gło­wie. W rezul­ta­cie sys­temy per­cep­cyjne bada­nych cał­kiem wario­wały, a oni sami doświad­czali sil­nej dyso­cja­cji, dez­orien­ta­cji, a nawet kry­zysu toż­sa­mo­ści. Badani naj­czę­ściej opi­sy­wali to jako poczu­cie cał­ko­wi­tego zagu­bie­nia11.

Te dwa eks­pe­ry­menty uważa się dziś za fun­da­men­talne dla nauk spo­łecz­nych. Od czasu opu­bli­ko­wa­nia ich wyni­ków prze­pro­wa­dzono nie­zli­czone bada­nia, które poka­zały, że ludzie mają trud­no­ści z zaak­cep­to­wa­niem nie­prze­wi­dzia­nych zmian, zwłasz­cza wtedy, gdy zabu­rzają one poczu­cie ich toż­sa­mo­ści12. Odnosi się to zarówno do bez­piecz­nych i kon­tro­lo­wa­nych warun­ków labo­ra­to­ryj­nych, jak i do praw­dzi­wego życia. Pomyśl o Tom­mym Cald­wellu. Czymże było jego doświad­cze­nie w Kir­gi­sta­nie, jeśli nie otrzy­ma­niem nie­ty­po­wej karty? Życiem nie­spo­dzie­wa­nie wywró­co­nym do góry nogami?

Główne tra­dy­cje filo­zo­ficzne od dawna postrze­gają zmiany jako wyzwa­nia. Od ponad 2,5 tysiąca lat bud­dyzm naucza nas, jak unik­nąć cier­pie­nia wyni­ka­ją­cego ze zbyt­niego przy­wią­za­nia, kur­czo­wego trzy­ma­nia się dóbr mate­rial­nych, pla­nów i wyobra­żeń o sobie w świe­cie, w któ­rym wszystko nie­ustan­nie się zmie­nia. San­skryc­kie wyra­że­nie vipa­ri­nama-duk­kha tłu­ma­czy się mniej wię­cej jako „cier­pie­nie wyni­ka­jące ze zmiany”. Filo­zo­fia bud­dyj­ska kon­cen­truje się na zmniej­sze­niu tego cier­pie­nia poprzez naukę akcep­to­wa­nia i współ­pracy z prze­mi­ja­niem.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

B. Feiler, Dla­czego zmiany w życiu są nie­unik­nione i jak przejść przez nie sil­niej­szym, MT Biz­nes, War­szawa 2025. [wróć]

F. L. Hol­mes, Claude Ber­nard, the „Milieu Intérieur”, and Regu­la­tory Phy­sio­logy, „History and Phi­lo­so­phy of the Life Scien­ces” 1986, t. 8, s. 3–25, https://www.jstor.org/sta­ble/23328847?seq=1, dostęp: 09.06.2026. [wróć]

Nie­któ­rzy naukowcy do opi­sa­nia allo­stazy uży­wają ter­minu „home­osta­tyczna nade­kspre­sja”, lecz ja pozo­stanę przy tym dru­gim poję­ciu, aby unik­nąć myle­nia sta­rego modelu zmian z nowym. [wróć]

P. Ster­ling, What Is Health?: Allo­sta­sis and the Evo­lu­tion of Human Design, MA: MIT, Cam­bridge, 2020. [wróć]

S. W. Lee, A Coper­ni­can Appro­ach to Brain Advan­ce­ment: The Para­digm of Allo­sta­tic Orche­stra­tion, „Fron­tiers in Human Neu­ro­science” 2019, t. 13, https://pub­med.ncbi.nlm.nih.gov/31105539, dostęp: 09.06.2026. [wróć]

T. S. Hus­sain i in., Kurt Lewin’s Change Model: A Cri­ti­cal Review of the Role of Leader­ship and Employee Invo­lve­ment in Orga­ni­za­tio­nal Change, „Jour­nal of Inno­va­tion & Know­ledge” 2018, t. 3, s. 123–27, https://www.scien­ce­di­rect.com/science/article/pii/S2444597800632217. [wróć]

B. S. McE­wen, Allo­sta­sis and Allo­sta­tic Load: Impli­ca­tions for Neu­rop­sy­cho­phar­ma­co­logy, „Neu­rop­sy­cho­phar­ma­co­logy” 2000, s. 108–24, https://www.nature.com/artic­les/1395453, dostęp: 09.06.2026. [wróć]

Po raz pierw­szy zaczą­łem zasta­na­wiać się nad róż­nicą mię­dzy drogą a ścieżką po prze­czy­ta­niu eseju Wen­della Berry’ego z 1968 roku A Native Hill (Rodzime wzgó­rze), w któ­rym autor ana­li­zuje róż­nice mię­dzy fak­tycz­nymi dro­gami i ścież­kami. [wróć]

H. Car­pen­ter, The Dawn Wall Is a Great, But Incom­plete, Clim­bing Film, „Out­side”, Boul­der 2018. [wróć]

J. Bru­ner, L. Post­man, On the Per­cep­tion of Incon­gru­ity: A Para­digm, „Jour­nal of Per­so­na­lity” 1949, s. 206–223, https://psychc­las­sics.yorku.ca/Bru­ner/Cards, dostęp: 09.06.2026. [wróć]

T. S. Kuhn, Struk­tura rewo­lu­cji nauko­wych, przeł. M. Szczu­białka, J. Nowot­niak, H. Ostro­męcka, Ale­theia, War­szawa 2020. [wróć]

E. Sle­ebos, B. Wisse, When Change Cau­ses Stress: Effects on Self-Con­strual and Change Con­se­qu­en­ces, „Jour­nal of Busi­ness and Psy­cho­logy” 2016, t. 2, s. 249–264, https://link.sprin­ger.com/article/10.1007/s10869–015–9411-z. [wróć]