Niebezpieczny kochanek - Natalia Kulpińska  - ebook
BESTSELLER

Niebezpieczny kochanek ebook

Natalia Kulpińska

4,3

Opis

Rosyjski gangster, zdradzający mąż, pożądanie oraz niebezpieczne intrygi!

Dwudziestodziewięcioletnia warszawianka, Marta Wilk, wiedzie szczęśliwe, spełnione życie. Ma wspaniałego męża i własną firmę, która przynosi spore zyski, więc wszystko wydaje się układać jak najlepiej. Jednak pewnego dnia małżonek oznajmia, że chce rozwodu.

 

Kobieta szybko otrząsa się z szoku, kiedy okazuje się, że świat, w jakim żyła, zdecydowanie nie był idealny. Ociera łzy i próbuje zrozumieć nową sytuację, w której się znalazła. Dowiaduje się, że mąż sypiał z jej przyjaciółką i od lat ją oszukiwał. Teraz jedyne, o czym marzy Marta, to zemsta.

 

Wychodząc od prawnika, kobieta zderza się z nieznajomym mężczyzną. Nie zdaje sobie sprawy, że ten przypadek zamieni jej codzienność w prawdziwy rollercoaster. W końcu wpadła na ulicy na gangstera, z którym łączy ją więcej, niż myśli.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 484

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (787 ocen)
479
139
88
57
24
Sortuj według:
lezak_2006

Nie polecam

Dno. Jedna gwiazdka to i tak za dużo w tym przypadku. "Proszę mnie nie zawieźć". XD XD XD XD Takich koszmarków (a to z początku książki) jest więcej i to najlepiej świadczy o poziomie autorki i korektorów Wydawnictwa. Polecam zaopatrzyć się we właściwe słowniki. Powinno być "zawieść" - nie dotrzymać obietnicy bądź nie spełnić czyichś oczekiwań. "Autorce" proponuję zajrzeć także pod hasła: grafoman, grafomania. O zgrozo widzę, że to "dzieło" stanowi tom 1 cyklu "Zakochane w gangsterach" - błagam wydawnictwo - nie wydawajcie tego dalej. Jak to powiedział Kmicic "Kończ waść, wstydu oszczędź!" Niech wydawnictwo weźmie z niego przykład. (część mojej opinii z lubimyczytać.pl)
140
kaemka
(edytowany)

Całkiem niezła

Pomysł i początek fajny, ale potem poszło w kierunku telenoweli brazylijskiej, tyle zbiegów okoliczności, pod koniec to już tylko przebiegłam wzrokiem, żeby się dowiedzieć, jak się skończy. Błędy językowe: o dwóch mężczyznach mówi się obaj, a nie oboje; mówi się, że ktoś ma pokłady cierpliwości, a nie złoża, itp.
100
SaraIrek

Nie polecam

Dawno nie czytałam takiej banalnej książki. Gangster który zachowuje się jak rozchwiana emocjonalnie panienka.. 🤣
100
inka0031

Całkiem niezła

Zapowiadała się bardzo Ciekawie ale od połowy ciągnęła się strasznie. Nie mogłam się doczekać kiedy się skończy.
70
koziolek88

Całkiem niezła

Gdybym miała określić książkę "Niebezpieczny kochanek" jednym słowem to byłboby to słowo chaos. Dzieje się dużo i szybko, za szybko... Autorka wprowadza wiele wątków i postaci, w pewnym momencie naprawdę ciężko się w nich wszystkich połapać. Mam też mieszane odczucia co do bohaterów - główna bohaterka Marta początkowo wydaje się być silną i niezależną kobietą, jednak im dalej zagłebiamy się w akcję tym bardziej postać bohaterki zaczyna blednąć, w pewnym momencie złapałam się na tym, że zupełnie o niej zapomniałam. Co do głównego bohatera Akima to parafrazując tytuł może i z niego kochanek, ale na pewno nie niebezpieczny. Daleko mu do typowego mafiosa czy gangstera, wypada blado i trochę z niego z ciepłe kluchy, po pierwszym spotkaniu Marty już nie może o niej zapomnieć i koniecznie musi ją zdobyć... takie to typowe. Co do stylu autorki to niestety też nie zachwyca, dialogi ciężko się czyta i są bardziej typowe dla języka mówionego.
60

Popularność




Copyright ©

Natalia Kulpińska

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2022

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

All rights reserved

Redakcja:

Agnieszka Sajdyk

Korekta:

Magdalena Mieczkowska

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-803-8

Rozdział 1

Marta

– Możesz mi wyjaśnić, co ty wyprawiasz? – Marta po powrocie z pracy zastała męża pakującego swoje rzeczy do walizki. Stała oniemiała, bo nic jej nie mówił, że wyjeżdża gdzieś służbowo. Zawsze informował ją o takich rzeczach.

– Miałaś być przecież w pracy. – Popatrzył w jej stronę ze złością i śladem paniki w spojrzeniu, ale po chwili wrócił do pakowania.

– Przepraszam, że popsułam ci plany! Pytam jeszcze raz. Co tu się, do cholery, dzieje? – Marta odłożyła torebkę na komodę w sypialni i zdjęła szpilki, które uwierały ją w stopy po całym dniu spędzonym na nogach.

Odetchnęła z ulgą, a lekki uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy.

– Odchodzę. – Tym razem nie zaszczycił jej żadnym spojrzeniem. Upchnął swoje rzeczy w walizce, a potem zapiął zamek.

– Żartujesz, prawda? – Kobieta liczyła na to, że jednak się przesłyszała. Na pewno coś źle zrozumiała. Byli przecież udanym małżeństwem. Prawie nigdy się nie kłócili. Żyli dostatnio, oboje mieli dobrą pracę. Minął niecały rok, odkąd zamieszkali w wymarzonym mieszkaniu. Krzysiek nie miał absolutnie żadnych powodów, by ją zostawiać. Wiedziałaby, gdyby miał kochankę. Nie była głupia. Zauważyłaby.

– Nie żartuję. Chcę rozwodu. Natychmiast. – Wreszcie na nią popatrzył. W jego oczach nie mogła wyczytać już nic. Były zimne i nieobecne. Na jego twarzy nie malowały się żadne emocje, widać było jedynie lekkie zmęczenie. Zapewne przez to, że planował zdążyć z pakowaniem do jej powrotu. Chciał się wymknąć z mieszkania i z jej życia, jak jakiś szczur z tonącej łajby?

– Co się z tobą, do cholery, dzieje? O jakim rozwodzie mówisz? Nie dam ci żadnego rozwodu. Od naszego ślubu minęło kilka miesięcy. Co ty odpieprzasz, człowieku? – Puściły jej nerwy. Jak on mógł ją traktować w ten sposób? – Nie wyjdziesz stąd, dopóki mi nie wyjaśnisz, co się stało. – Stanęła w przejściu tak, żeby nie mógł przejść.

– Nie kocham cię. Nigdy cię nie kochałem. Od początku jestem z tobą na siłę. Wystarczy? – W tym momencie stał przed nią kompletnie obcy człowiek. To nie była ta sama osoba, którą znała. A znali się od studiów. To on pierwszy o nią zabiegał. Latał za nią jak pies, aż w końcu sprawił, że się w nim zakochała, choć nie był kompletnie w jej typie. Zaimponował jej swoją determinacją i tym, że jest, a raczej był, niepoprawnym romantykiem. W przeciwieństwie do koleżanek nie mogła narzekać na brak kwiatów i prezentów. Przynajmniej tak było na początku. Prócz tego, że z wyglądu średnio się jej podobał, to był ideałem. Tak jej się wydawało, do dziś.

– Gówno prawda! Nie wierzę. Albo powiesz mi prawdę…

– Albo co? – Spojrzał na nią gniewnie. – Wbij sobie do głowy, że to koniec. Na biurku leży teczka z papierami rozwodowymi. Zostawiam ci praktycznie wszystko. Chcę to załatwić polubownie, za porozumieniem stron. Mam nadzieję, że nie będziesz nic utrudniać. Chcę mieć to jak najszybciej za sobą.

– Widzę, że się doskonale przygotowałeś. Dobrze, przeczytam te dokumenty i skonsultuję się z prawnikiem. – Marta nie mogła uwierzyć, że to się działo naprawdę. Może to tylko zły sen, z którego się za chwilę obudzi? Czas jednak mijał, a nic się nie zmieniało. Było wręcz coraz gorzej. Nie płakała, bo nie należała do osób, które histeryzują i rozpaczają. Wolała na spokojnie przetrawić to, co się działo. Na panikowanie przyjdzie jeszcze czas. Teraz musiała się dowiedzieć, co się stało z jej mężem.

– Jestem zaskoczony twoją reakcją, ale cieszę się, że nie utrudniasz mi niczego. – Jego smutny uśmiech zdradzał, że było mu jednak źle z tą sytuacją, a to wprawiło Martę w konsternację.

– Nie nadążam za tobą. Najpierw oznajmiasz mi, jak gdyby nigdy nic, że odchodzisz, a teraz jesteś zdziwiony, że nie płaczę za tobą? Że nie błagam cię, byś został? – Uśmiechnęła się gorzko. W zasadzie sama była zaskoczona swoją reakcją. Skąd w niej nagle tyle spokoju i opanowania, gdy cały świat walił jej się na głowę?

– Nie licz na to, że odwalę tu teraz melodramat i rzucę ci się do stóp z błagalnym lamentem na ustach. Jeśli tego chciałeś, to przykro mi, nie zatrzymam cię. Wierzę, że jesteś dorosły, a decyzja, jaką podjąłeś, przemyślana. Pamiętaj, że powrotu nie będzie. Jeśli przekroczysz próg tego domu, to nie masz tu po co wracać.

– Żegnaj, Marto. – Podniósł walizkę i skierował się do drzwi. – Jak możesz, to spakuj resztę moich rzeczy. Wyślę po nie któregoś z kumpli.

– Teraz już naprawdę cię pojebało! Jesteś bezczelny. Nie dość, że odchodzisz bez słowa wyjaśnienia z dnia na dzień, gdzie jeszcze niedawno zapewniałeś mnie, jak bardzo mnie kochasz, to jeszcze masz czelność czegoś ode mnie wymagać? Wynoś się stąd! Nie chcę cię już widzieć na oczy.

– Podpisz te dokumenty jak najszybciej. Jesteś dzielną dziewczyną. Poradzisz sobie beze mnie. – Uśmiechnął się do niej tak, jakby nic złego się nie wydarzyło.

– Wypad! I daruj sobie te motywujące pierdoły.

– Po co ta agresja, Martuś?

– Nie waż się już nigdy więcej tak do mnie mówić! – Zmrużyła oczy i pogroziła mu palcem. – Od dziś jesteś dla mnie obcym człowiekiem. Nie chcę cię znać. Wyjdź już stąd, bo nie ręczę za siebie.

Krzysiek wyszedł bez słowa, zamykając za sobą drzwi. Marta ciężko opadła na fotel w salonie. Patrzyła przez chwilę tępo przed siebie, próbując jakoś poukładać sobie to, co się właśnie wydarzyło. Jednak żadne elementy tej układanki do siebie nie pasowały.

Wzięła głęboki wdech, wstała i skierowała się w stronę lodówki, w której miała schłodzone wino. Zawsze piła to samo – białe wytrawne. Inne nie wchodziły w grę. Czasem wypiła też lampkę szampana, gdy chciała coś uczcić. Tym razem nie miała jednak powodów do świętowania.

Nie patrząc na konwenanse, nalała sobie pełną lampkę. Upiła potężny łyk, po czym ruszyła w poszukiwaniu, wspomnianych przez jej męża, dokumentów rozwodowych. Działała jak robot. Nie targały nią, jak na razie, żadne emocje. W jej głowie panowała teraz pustka, której nie potrafiła niczym wypełnić. Serce też momentalnie ucichło, jakby nie chciało swoimi uderzeniami zagłuszać tej wszechobecnej ciszy.

W teczce faktycznie znajdowały się dokumenty podpisane przez prawnika. Musiał planować to już od dłuższego czasu. Dlaczego nic wcześniej nie zauważyła? Z tego prawniczego bełkotu wyłuskała jedynie, że jej cudowny mąż wziął na siebie całą winę.

– Łaskawca pieprzony. – Fuknęła sama do siebie i czytała dalej. Zostawiał jej mieszkanie, jeden samochód, a gotówką na wspólnym koncie mieli podzielić się po równo. To wszystko. Upiła kolejny łyk wina, po czym postanowiła zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki, która była jednocześnie adwokatem. Miała nadzieję, że wesprze ją zarówno mentalnie, jak i fizycznie.

– Cześć, Lili. – Nagle jej ton stał się smutny i gdy tylko usłyszała w słuchawce głos przyjaciółki, rozkleiła się całkowicie.

– Marta, co jest? Czemu ryczysz? – Lilka doskonale wiedziała, że gdy jej przyjaciółka płacze, to musiała się stać jakaś tragedia. – Dobra, nic nie mów, zaraz będę. Jesteś w domu?

– T…ta…tak. – Ledwo udało się jej wydukać jedno słowo, po czym zalała się łzami. To był moment, w którym nie mogła już tłumić nagromadzonych w sobie emocji. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz płakała. Chyba kilka lat temu, na pogrzebie własnych rodziców.

Lilka pojawiła się jak błyskawica. Była u niej już po piętnastu minutach. Na szczęście mieszkały na tym samym osiedlu. Zastała Martę siedzącą na podłodze. Obok niej stała prawie całkowicie opróżniona butelka wina.

– Kochanie moje, co się stało? – Widok, który zastała, tak ją zaskoczył, że nie wiedziała, co dalej miała robić. Marta nigdy nie była w takim stanie. Ton jej głosu był jednak jakiś dziwny. Zbyt entuzjastyczny i sztuczny. Zrozpaczona kobieta, przez to wszystko, co się wydarzyło, na początku tego nie zauważyła.

– Zostawił mnie. – Spojrzała na nią zapłakanymi oczami, a potem podała teczkę. Lilka czytała przez chwilę w milczeniu, po czym odłożyła dokumenty na ławę i podała przyjaciółce ręce. Jej wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Stał się kamienny i skupiony.

– Wstawaj! Nie będziemy gadać na podłodze. Masz jeszcze wino? Zresztą, co ja się głupio pytam. Ty zawsze masz zapasy, jakby miała wybuchnąć wojna.

– Nieprawda. Po prostu lubię mieć dwie bądź trzy butelki wina na szczególne okazje. Czasem dobrą okazją jest po prostu posiadanie butelki wina. – Pociągnęła nosem i dała się podnieść. Obecność przyjaciółki pozwalała jej się na nowo uspokoić, a także oczyścić umysł.

– Dobra. A teraz od początku. Jak to, zostawił cię? To do niego niepodobne. Ten gość świata poza tobą nie widzi. Jest wpatrzony w ciebie jak w obrazek. Nic z tego nie rozumiem. Nie mówiłaś, że mieliście jakieś problemy. – Wyjęła kolejną butelkę z lodówki, a następnie odkorkowała ją z głośnym hukiem.

– Jak widzisz, znalazł sobie nowy świat. – Marta wzruszyła ramionami i dopiła zawartość kieliszka, po czym podstawiła, by przyjaciółka na nowo go wypełniła.

– Dalej mi się to nie trzyma kupy. Coś ci powiedział? Wyjaśnił? – Lilka nie mogła powstrzymać głupkowatego uśmieszku, który co rusz pojawiał się w prawym kąciku jej ust. Marta powoli zaczynała to dostrzegać.

– Powiedział, że mnie już nie kocha. Spakował się i wyszedł. – odpowiedziała spokojnie, choć zachowanie przyjaciółki jej się nie podobało. Była jakaś dziwna. Powiedziałaby, że wręcz sprawiała wrażenie, jakby cieszyła ją ta sytuacja.

– Podpiszesz te dokumenty?

– Dlaczego tak na mnie z tym naciskasz? Serio teraz to jest takie ważne?

– Po prostu pytam. O co ci chodzi?

– A są w porządku? – Marta spojrzała na nią podejrzanie. Nie podobało jej się, że Lilka zareagowała tak desperacko.

– Tak. Wziął całą winę na siebie, zostawił ci chatę i pieniądze. To chyba uczciwy układ, prawda? Dobrze zarabiasz, więc spokojnie poradzisz sobie bez niego. Zawsze sobie doskonale radziłaś. Ojciec zadbał o to, byś żyła dostatnio. Dlaczego mi się tak przyglądasz? – Lilka się zmieszała. Zorientowała się, że powiedziała nieco za dużo i Marta już się chyba wszystkiego domyśliła.

– Ty szmato! – wstała ze swojego fotela. Patrzyła na przyjaciółkę z furią w oczach. Powoli elementy tej układanki zaczęły do siebie pasować i przedstawiać całość, która nie była kolorowym obrazkiem.

– O co ci chodzi? Jak ty się do mnie odzywasz? – Kobieta wstała i lekko się cofnęła, jakby bała się, że zaraz oberwie.

– Już ty doskonale wiesz, o co mi chodzi. Ukradłaś mi męża. Zawsze ci się podobał, a teraz dopięłaś swego, co? – W jej oczach kipiała taka furia, że gdyby mogła, to uśmierciłaby Lilkę na miejscu. – Zawsze byłaś łasa na pieniądze, więc teraz masz dwa w jednym. Super plan!

– Nie wiem, o czym ty mówisz. Kompletnie zwariowałaś. Ja wiem, że rozwód to nic przyjemnego, ale opanuj się trochę, na Boga. Jestem twoją przyjaciółką, nie mogłabym zrobić ci takiego świństwa.

– Jak długo to trwa? I nie mieszaj w to Boga, bo za chwilę wszyscy święci ci nie pomogą.

– Martuś…

– Przestań mi tu „martusiować”. Pytałam, jak długo to trwa? Lepiej odpowiedz szczerze, bo przysięgam, że zaraz cię stąd wyciągnę za te twoje sztuczne kudły. – Nagle cała rozpacz zmieniła się w potężną chęć zemsty.

– Nic ci nie powiem. Ja nic nie wiem. Gadaj z Krzychem. Nie mieszajcie mnie w swoje sprawy. Na mnie już pora. – Lilka wybiegła pospiesznie z mieszkania.

– Pieprzeni zdrajcy! Mój mąż z moją najlepszą przyjaciółką? Czy ja właśnie trafiłam do jakiejś tandetnej opery mydlanej? To jest tak oklepany schemat, że aż trudno w to uwierzyć. Jestem kretynką do kwadratu, że nic nie zobaczyłam. Jak do tego doszło?

Wyciągnęła swój telefon komórkowy. Miała na nim jedną nieprzeczytaną wiadomość od Krzyśka:

Podpisałaś dokumenty?

A co ci się tak spieszy, co? Nagle przeszkadza ci nielegalne posuwanie Lilki? Zdrada zaczęła ciążyć?

Skąd o tym wiesz?

Czyli jednak to prawda? Jutro będziesz miał podpisane te dokumenty. Osobiście zaniosę je do sądu.

Przykro mi, Martuś.

Gówno prawda! Przestań udawać. Zdradziliście mnie oboje i nigdy wam tego nie wybaczę. Po stokroć wolałabym, żebyś sypiał z obcą kobietą. Może mniej by bolało.

Samo tak wyszło. Będzie ci lepiej beze mnie.

Jesteś królem tandetnych tekstów. Jak masz pisać takie bzdury, to lepiej już zamilcz na wieki, bo tylko jeszcze bardziej pogrążasz się w tym gównie, w którym właśnie tkwisz.

Wybrała numer do swojego przyjaciela i wspólnika w jednym.

– Potrzebuję twojej pomocy.

– Dla ciebie wszystko, co się dzieje?

– Wspominałeś kiedyś, że znasz dobrego detektywa.

– Znam. Jest najlepszy w Warszawie. Zaraz podeślę ci namiary na niego. Mogę wiedzieć, po co ci on?

– Chcę się dowiedzieć, jak wielkie mam rogi.

– Nie chcesz chyba powiedzieć…

– Nie chcę, ale fakty są inne.

– Żartujesz, prawda? Krzysiek to taka fajtłapa, że nie byłby zdolny do takich akcji.

– Rafał, bardzo bym chciała żartować, ale wierz mi, że cholernie mi teraz nie jest do śmiechu. – Jej smutny głos momentalnie uświadomił mu, że sprawa była bardzo poważna.

– Mam przyjechać do ciebie?

– Ale tylko pod warunkiem, że nie przespałeś się z moim mężem.

– Niedługo będę, bo słyszę, że bredzisz. A to, że jestem gejem, nie znaczy, że kiedykolwiek leciałem na twojego męża. Kompletnie nie mój typ. I twój zresztą też nie. – Tu miał stuprocentową rację, ale naprawdę go kochała. Dała mu wszystko, a w zamian wyrwał jej serce i rzucił nim w kąt.

Marta spojrzała na zegarek, kompletnie straciła rachubę czasu. Była dwudziesta. Rafał miał przyjechać za niecałe trzydzieści minut, więc miała czas na szybki, zimny prysznic. W tym momencie o niczym innym nie marzyła. Zrzuciła z siebie eleganckie ubranie, które od dłuższej chwili mocno krępowało jej ruchy, i weszła pod strumień wody. Pospiesznie umyła włosy, a następnie całe ciało. Szorowała się gąbką tak mocno, jakby chciała z siebie zmyć cały dzisiejszy dzień albo całą przeszłość.

Zimna woda dała jej ukojenie, a przy tym spowodowała, że już całkowicie wytrzeźwiała.

Po kąpieli wbiła się w swoje ulubione dżinsowe szorty i jakiś zwykły czarny podkoszulek. Włosy osuszyła ręcznikiem. Zmyła też resztki makijażu. Odświeżona i pachnąca wróciła do salonu, by nalać sobie kolejną lampkę wina. Pomimo że wypiła już sporo, to kompletnie nie czuła się pijana. Adrenalina zrobiła swoje. Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek do drzwi.

– Fajnie, że jesteś. – Wpuściła Rafała do środka, a ten od razu mocno ją przytulił.

– Jak się czujesz? – szepnął do jej załamania pomiędzy szyją a ramieniem, po czym ją tam pocałował.

– Wkurwiona, zła, sfrustrowana, a przede wszystkim – żądna zemsty. – Odsunęła się od niego, a potem weszli do kuchni. Nalała przyjacielowi wina i oboje usiedli na kanapie w salonie.

– Nigdy go nie lubiłem. Teraz wychodzi na to, że nie bezpodstawnie. – Uśmiechnął się i upił łyk alkoholu. – Zawsze uważałem, że coś jest z nim nie tak. Wiesz, kim jest ta lafirynda?

– To Lilka. – Spuściła wzrok, a Rafał w tym momencie zakrztusił się winem.

– No, to już cios poniżej pasa. To czyni go największym fiutem na tej planecie. Co mu odwaliło?

– Byłam dobrą żoną, a przynajmniej tak mi się wydawało. Co ona ma, czego ja nie mam? – Przytuliła się do boku mężczyzny, ale nie płakała. Była dziwnie spokojna, choć żal rozrywał ją od środka. Wiedziała, że płacz nic nie da. Stało się i musiała teraz być silna.

– Przestań rozpatrywać to w ten sposób. Jesteś najlepszą kobietą, jaką znam. Gdyby nie to, że wolę penisy, to byłabyś moja. – Objął ją swoim muskularnym ramieniem, posyłając jej czuły uśmiech. – Nie możesz myśleć, że twój mąż odszedł dlatego, bo ktoś był lepszy od ciebie. Odszedł, bo jest skończonym kretynem. Może i dobrze, po co ci taki frajer?

– Umiesz pocieszyć jak nikt inny – uśmiechnęła się delikatnie. – Poradzisz sobie w firmie przez kilka dni? Chcę pobyć sama i przy okazji załatwić sprawy z rozwodem.

– Jasne, że sobie poradzę. Ale nie załamiesz się, prawda? Nie będziesz siedziała cały dzień w piżamie w misie, wpieprzając lody? – Rafał zawsze rozumiał ją bez słów. Mogła mu powierzyć największe tajemnice. Darzyła go nawet większym zaufaniem niż swojego męża. Jak miała ochotę pogadać o facetach, to robiła to właśnie z Rafałem. Zawsze jej powtarzał, że Krzysiek i Lilka, to nie byli znajomi dla niego. Tolerował ich tylko ze względu na nią.

– Znasz mnie przecież. Nie ma twardszej sztuki ode mnie. Nie tak łatwo mnie złamać. Poza tym, nie po to zapieprzam na siłowni, żeby teraz bezcześcić to cudowne ciało. – Stanęła przed nim i zaczęła kręcić zalotnie tyłkiem.

– Nie znam drugiej takiej jak ty. Delikatna, kochająca, a jednak bezwzględna. Naucz mnie tego, bo po ostatnim rozstaniu wciąż nie mogę się podnieść. – Westchnął i upił łyk wina. Jako homoseksualiście, nigdy nie było mu łatwo. Ludzie często z niego szydzili, do czasu, gdy poszedł na siłownię. Teraz wyglądał jak kulturysta i nikt nie miał odwagi mu podskoczyć. O miłość też było mu zawsze ciężko, bo bardzo dużo mężczyzn wstydziło się swojej orientacji. Nie przeszkadzało mu to jednak w tym, by być zawsze wesołym i pozytywnie nastawionym do życia człowiekiem.

– To nie jest tak, że ja nic nie czuję. Rozpacz rozrywa mnie od środka, a w dodatku wciąż staram się zrozumieć, dlaczego on mi to zrobił. Z drugiej strony powiedz mi, co mi da wycie w poduszkę? Nie będę marnować swojej młodości, jej najlepszych dni, na użalanie się po debilu, który wbił mi nóż w plecy. O ile zwykła zdrada to świństwo, to zdrada z najlepszą przyjaciółką żony jest największym kurestwem świata. Teraz nawet choćby całował mnie po stopach lub pełzł na kolanach do Częstochowy, to mu nie wybaczę. Zniszczył nasz związek tak spektakularnie, że nie mam dla niego litości. To jest wojna, Rafał. Ze mną się tak nie postępuje.

– Co zamierzasz zrobić? – Uśmiechnął się i spojrzał na nią z uznaniem. Nie znał swojej przyjaciółki z tej strony. Wiedział, że twarda z niej babka, ale biła od niej zupełnie inna siła. Do głosu doszła teraz jej mroczna natura, a to mogło oznaczać tylko kłopoty.

– Jeszcze nie wiem, ale nie zostawię tak tego. Upokorzyli mnie oboje i zapłacą za to. – Jej źrenice niebezpiecznie się poszerzyły, jak u drapieżnika czającego się na swoją ofiarę.

– Najpierw muszę się dowiedzieć, od kiedy mają ten romans. Masz numer do tego detektywa?

– Mam. Nie chcesz do niego dzwonić teraz, prawda? Jest już dwudziesta pierwsza. – Wyciągnął telefon z kieszeni i spojrzał na nią niepewnym wzrokiem.

– Dawaj ten numer i nie jęcz. Oczywiście, że zadzwonię teraz. Trzeba kuć żelazo, póki gorące. W dupie mam, czy jest późno, czy nie. Dla mnie późna pora to północ.

– Masz. Przepisz sobie. – Marta wystukała na swoim telefonie numer, a potem nacisnęła zieloną ikonkę słuchawki. Po kilku sygnałach odezwał się przyjemny męski głos.

– Brown, słucham.

– Marta Wilk, witam. Mogę zająć panu chwilkę?

– Oczywiście.

– Od razu uprzedzam, że liczę na pełną dyskrecję. Chciałabym się z panem spotkać w jakimś dyskretnym miejscu i omówić szczegóły. Mam dla pana zlecenie.

– Zapraszam do mojego biura. Wyślę adres. Pasuje pani jutro o jedenastej?

– Tak, będę. Do zobaczenia. – Rozłączyła się i dopiła zawartość kieliszka.

– Czyli wojna? – Rafał klasnął w dłonie, po czym wstał.

– Wojna. Idziesz już? – Marta nie kryła rozczarowania. Liczyła, że posiedzą trochę razem. Może nawet Rafał zostałby u niej na noc, jak za starych, dobrych czasów.

– Tak. Mam randkę. Chciałem się upewnić, że wszystko z tobą w porządku. Jeśli jednak chcesz, żebym został, to zostanę.

– Idź na to spotkanie. Nie zmieniaj specjalnie dla mnie swoich planów. Koniecznie mi później wszystko opowiedz.

– Jak będę ci potrzebny, to dzwoń o każdej porze dnia i nocy. – Pocałował ją w czoło i wyszedł. Marta została sam na sam ze swoimi myślami. Kompletnie nie miała planu na najbliższe dni, a co dopiero na resztę życia. Nagle wszystko odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nic już nie wróci do normalności.

W duchu dziękowała opatrzności i swoim rodzicom, że wychowali ją na tak zaradną osobę, która teraz nie była zależna od Krzyśka. Nigdy nie była. Jak pomyśli, że mógłby zostawić ją teraz bez pieniędzy i dachu nad głową, to przeszedł ją dreszcz. A wiele było przecież takich kobiet, które były kompletnie uzależnione od mężów, bez których nie istniały. Ojciec jej od zawsze powtarzał, że małżonek to rzecz nabyta, pomimo że oboje z mamą kochali się do szaleństwa. Wpajał jej od małego, że musi być silna i niezależna. Taka właśnie była. Wyhodowała pijawkę na własnej krwi, a teraz musiała za to zapłacić. W ich związku to bardziej Krzysiek był zależny od niej.

Chwyciła butelkę wina i udała się na taras. Uwielbiała na nim przesiadywać, by z wysokości jedenastego piętra oglądać Warszawę. Kochała to miasto i nie wyobrażała sobie życia gdzie indziej. Tu było jej miejsce na ziemi. A teraz należało już tylko do niej. Spojrzała na drugi fotel, na którym zawsze siadał Krzysiek.

O nie! Co to, to nie. Nie będziesz tu odgrywała scen jak z taniej komedii romantycznej. Nie patrz wzrokiem zbitego psa na puste miejsce po mężu. Weź się w garść, dziewczyno!

Dumna, że umie nad sobą panować, dolała sobie wina i przymknęła oczy.Wsłuchiwanie się w tętniące życiem miasto zawsze ją uspokajało, napełniając jednocześnie optymizmem.

Rozdział 2

Krzysztof

– Skąd Marta się o nas dowiedziała? Miałaś jej nic nie mówić. – Krzysiek krążył wkurzony po pokoju i piorunował Lilkę wzrokiem.

– Nic jej nie mówiłam. Nie wiem, jak się domyśliła. Może byłam za mało przekonująca, ale teraz po prostu się cieszę, że mam cię w końcu dla siebie. Nawet nie wiesz, jak cierpiałam przez ten cały czas, gdy musiałam się tobą dzielić. – Podeszła do niego i pocałowała namiętnie w usta. Mężczyzna jednak odsunął ją od siebie, po czym pokręcił z dezaprobatą głową.

– Będą z tego kłopoty. Marta teraz tak łatwo nie podpisze tych papierów. Próbowałem ją udobruchać przez telefon, ale nic to nie dało. Jest wściekła.

– Moim zdaniem niepotrzebnie panikujesz. Czemu niby miałaby ich nie podpisać? Papiery są czyste. Nie ma tam żadnych haczyków – uśmiechnęła się. – No chodź tu. Musimy uczcić twoją wolność. – Chwyciła go za klapy marynarki, a zaraz potem przywarła do niego ustami. Tym razem Krzysztof się nie wzbraniał. Złapał ją za pośladki i uniósł do góry.

– Masz rację. Jesteśmy czyści, a już niedługo wyniesiemy się z tego kraju na zawsze. Tak długo na to czekałem.

– Ty się zabawiałeś legalnie na dwa fronty. To ja najbardziej się poświęciłam. Marta nigdy na ciebie nie zasługiwała. Od zawsze powinieneś być tylko mój. – Bardziej niż miłość, przez Lilkę przemawiała chciwość. Krzysiek się jej cholernie podobał, to fakt, ale nigdy nie był za bogaty. Dopiero gdy związał się z Martą, to ona mu pomogła dorobić się całkiem pokaźnej sumy pieniędzy. Lilka, zaślepiona zapewnieniami o dostatnim życiu, nawet nie zauważyła, że pieniądze nigdy nie chciały się go trzymać.

Jego biznes przynosił więcej strat niż zysków, dlatego musieli wymyślić kolejny plan.

– Jesteś pewien, że nas nie namierzą? Jak cała prawda wyjdzie na jaw, to nie chcę mieć z tym nic wspólnego. – Lilka nagle spoważniała, a na myśl, co mogło im grozić, gdy ich intryga wyszłaby na jaw, przeszedł ją dreszcz. Wyswobodziła się z objęć swojego kochanka i spojrzała na niego niepewnie. Każdy był zaskoczony, gdy została prawniczką i zdała na aplikację radcowską, bo była zwyczajnie głupia. Marta podejrzewała ją, że sypiała z nauczycielami za oceny. Sama Lilka była potem zmuszona zmieniać wiele razy kancelarie, bo pewnie nie była najlepsza w swojej pracy.

Marta jednak bardzo ją lubiła. Znały się od zawsze, przez co darzyła ją ogromnym sentymentem. Zawsze jej pomagała i nie raz ratowała jej tyłek małą, zawsze bezzwrotną, pożyczką. Nie wiedziała wówczas, że regularnie jej portfel zasilał również Krzysiek. Pewnie między innymi przez to splajtował, bo Lilka od zawsze była wymagająca. Ubierała się jedynie w markowych butikach.

– Teraz to ty panikujesz. Wszystko jest przygotowane perfekcyjnie. Wszystkie papiery są wystawione na Martę. Nic nam nie grozi. Zaraz po rozprawie rozwodowej znikniemy i nikt nas nie będzie szukał. Nasz plan jest tak genialny, że nie ma mowy o jakimkolwiek, nawet najmniejszym, potknięciu. Moja żona nie jest aż tak mądra. Skonsultuje papiery rozwodowe zapewne z tym swoim znajomym prawnikiem, a on jej powie, że są okej. Zrób mi lepiej drinka. Jak zapewne wiesz, mam za sobą ciężki dzień.

– Ja miałam ciężko przez całe lata, a ty mi mówisz o jednym dniu. – Mówiąc to, podeszła do lodówki, by wyciągnąć butelkę whisky. Wrzuciła do szklanki kostkę lodu i zalała alkoholem.

– Pomyśl, że niedługo będziemy się wylegiwać na greckich plażach albo jeść krewetki pod wieżą Eiffla. Zdecydowałaś już, gdzie chcesz żyć? – Wziął od niej szklankę, a potem ze smakiem upił łyk. Lilka nalała sobie wina do kieliszka. W przeciwieństwie do Marty, lubiła czerwone i słodkie.

– Nie. W pierwszej kolejności się rozwiedź i wypłać pieniądze.

– Nie mogę uwierzyć, że nasz plan się w końcu ziści. Tak długo na to pracowaliśmy. Sądziłem, że zajmie nam to znacznie krócej, ale najważniejsze, że jesteśmy razem i się nie poddaliśmy. Kocham cię. – W przeciwieństwie do Lilki, Krzysiek naprawdę ją kochał. To dla niej ciągle coś wymyślał, kombinował, a także oszukiwał swoją żonę. Dla niej wziął ślub z Martą, by wyciągnąć od niej jak najwięcej pieniędzy. Lilce natomiast zawsze było mało.

– Jak pomyślę, że po seksie ze mną, wracałeś do swojej żony, żeby też z nią sypiać, to mam ochotę ją zabić. To ja powinnam być od początku na jej miejscu. Straciłam tyle lat. To ja powinnam być twoją żoną, mieć z tobą już dwójkę dzieci i piękny, wielki dom z basenem.

– Kochanie, dobrze wiesz, że to poświęcenie się nam opłaci. Potrzebowaliśmy pieniędzy ze spadku po rodzicach Marty. Bez ich kasy nie osiągnąłbym tego, co mam teraz. Musiałem udawać idealnego męża, bo inaczej łatwo by się domyśliła, że jej nie kocham. Nie bądź teraz niesprawiedliwa dla mnie.

– Masz czasem wyrzuty sumienia? Jakby nie było, trochę lubiłam Martę, bo pomijając całą tę popieprzoną sytuację, to fajna z niej dziewczyna.

– No nie wierzę. Czyżby sumienie cię ruszyło? Daj spokój. Od początku chodziło tylko o pieniądze. Zero sentymentów. – Rozsiadł się wygodnie w fotelu i powoli sączył trunek. – Wszystko jest już gotowe. Zabrnęliśmy za daleko, by się wycofać. Pamiętaj, że siedzimy w tym razem.

– Nie zamierzam się wycofywać. Jestem zdeterminowana. – Teraz, gdy potężne pieniądze były w zasięgu ręki, było wiadomo, że Lilka już nie odpuści. Powoli, krok po kroku, dopięła swego. Miała Krzyśka już tylko dla siebie. Teraz wyjdzie za niego za mąż i przejmie jego kasę. Będzie milionerką! Zobaczy, co zrobi potem. Jeśli nie trafi się nikt bogatszy, to zostanie z Krzyśkiem. Pieniądze były jednak najważniejsze. Nie wyobrażała sobie żyć jak większość ludzi. Ona musiała żyć na jak najwyższym poziomie.

Marta

– Dzień dobry. Marta Wilk. Bardzo się cieszę, że mogliśmy spotkać się tak szybko. – Kobieta podała swoją szczupłą dłoń i przywitała się z detektywem. Była ubrana elegancko, jak zawsze. Ołówkowa czarna spódnica z wysokim stanem, satynowa koszulka w kolorze pudrowego różu i czerwone szpilki od Louboutina powodowały, że jej towarzysz nie mógł oderwać od niej wzroku. Kobieta wyspała się za wszystkie czasy, więc teraz wyglądała kwitnąco.

– Szymon Brown, bardzo mi miło. Napije się pani czegoś? – Mężczyzna poprawił krawat i zapiął guzik w marynarce. Marta inaczej go sobie wyobrażała. Nie spodziewała się tak eleganckiego i przystojnego faceta. Na oko miał czterdzieści lat. Był szpakowaty, niezbyt wysoki, ale miał w sobie to „coś”.

– Nie, dziękuję. Nie zajmę panu dużo czasu. – Kobieta jednak nie uległa kompletnie czarowi, który wokół siebie roztoczył detektyw. Żadnych facetów. Przynajmniej przed rozwodem. W najbliższym czasie chciała się skupić jedynie na sobie. Może w końcu wyjedzie gdzieś na urlop? Krzysiek nigdy z nią nie chciał jeździć, tłumacząc to pracą. Sam natomiast czasem wyjeżdżał na tydzień lub dłużej, oczywiście tłumaczył to służbowymi wyjazdami. Teraz kobieta wiedziała, że to była kompletna ściema.

– Proszę zatem usiąść i powiedzieć, co panią do mnie sprowadza. – Głos Browna nagle przerwał jej rozmyślania, sprowadzając na ziemię. Wskazał jej krzesło przy biurku. Sam nalał sobie wody i usiadł w fotelu po drugiej stronie.

– Chcę, żeby sprawdził pan dla mnie przeszłość mojego męża. Wiem, że ma romans z moją najlepszą przyjaciółką. Muszę się dowiedzieć o nich wszystkiego. Od kiedy się spotykają, jak często. Proszę się nie martwić o pieniądze.

– Konkretna kobieta, to lubię. Będę potrzebował ich danych. Im więcej, tym lepiej.

– Wszystko jest tutaj. – Wyciągnęła teczkę z dokumentami z torebki i położyła naprzeciwko niego, na biurku.

– Jestem pod wrażeniem. – Zaczął analizować jej zawartość. – Rozumiem, że jest to pani potrzebne na wczoraj. – Uśmiechnął się do niej wymownie.

– Dokładnie. Za „tryb ekspresowy” też zapłacę.

– Pani mąż to idiota. Mieć taką kobietę w domu…

– Proszę mi nie wyjeżdżać z tymi tandetnymi tekstami. Nienawidzę ich. Wygląda pan na inteligentnego faceta, który nie potrzebuje takich tanich zagrywek. Poza tym jest pan profesjonalistą, więc proszę być nim do końca. Z jednym się jednak zgodzę. Mój mąż to rzeczywiście idiota. – Wstała i sięgnęła do torebki po kopertę, którą również położyła na biurku. – Tutaj jest zaliczka. Czekam na raporty od pana. Proszę mnie nie zawieźć.

– Zrobię, co w mojej mocy. Jak zdobędę wszystkie możliwe informacje, od razu się z panią skontaktuję. – Również wstał i wyciągnął do niej rękę na pożegnanie. Był nieco zakłopotany, bo jej stanowcza reakcja pozbawiła go nieco pewności siebie. Uznał, że lepiej nie wchodzić z nią w dalszą dyskusję.

– Do zobaczenia. – Odwzajemniła uścisk i wyszła na skąpaną w sierpniowym słońcu ulicę. Założyła na nos okulary przeciwsłoneczne, po czym wsiadła do swojego sportowego BMW, które zaparkowała praktycznie pod samymi drzwiami biura Browna. Teraz czekała ją wizyta u prawnika, który miał przejrzeć jej dokumenty rozwodowe wysłane wczoraj wieczorem mailem. Należała do osób, które nie lubiły tracić czasu. Wszystko miało być gotowe na wczoraj.

Zatrzymała się na parkingu przed kancelarią, a że miała jeszcze trochę czasu do umówionej godziny, postanowiła zapalić papierosa. Rzadko to robiła, ale dym pozwalał ukoić jej nerwy. Oparła się o maskę auta i delektowała się mentolowym smakiem, który wypełniał jej płuca. Słońce przyjemnie grzało. Kobieta przymknęła oczy, próbując się zrelaksować.

– Nie pasuje ci ten papieros. Taka ładna kobieta nie powinna palić. – Przewróciła oczami i odwróciła się w stronę, z której dobiegał ów „komplement”. Tak jak się domyślała, obok niej stał nijaki koleś w spodniach z niezliczoną ilością kieszeni i białym pasiastym podkoszulku, który silił się, by zabłysnąć.

– Widzę, że dzisiaj mam dzień tandetnych komplementów. Pozwoli pan, że sama zadecyduję, z czym wyglądam ładnie, a z czym nie.

– Nie oburzaj się tak. Laski z fajką w ustach są wręcz odstraszające. Wyglądają wulgarnie. Nie pozwoliłbym mojej kobiecie palić. – Jego głupi uśmieszek nieoczekiwanie ją zdenerwował i wyprowadził z równowagi. Nienawidziła, jak ktoś mówił jej, co ma robić. A już tym bardziej, jak robił to jakiś obcy człowiek.

Podeszła do niego i dopiero teraz okazało się, że był od niej co najmniej o głowę niższy, a nie było to wcale łatwe, bo ona sama mierzyła zaledwie metr sześćdziesiąt. Fakt, miała na sobie szpilki, ale one nic nie zmieniały. Widać już było u niego dość pokaźną łysinkę i odstający brzuch. Generalnie był strasznie zaniedbany, miał brudne buty oraz dziurawe zęby.

– Masz jakiś gorszy dzień, że postanowiłeś zaczepiać samotne kobiety? Spójrz najpierw na siebie, a potem się przypierdalaj do innych. Miłego dnia, ćwoku. – Wzięła ostatniego bucha, a potem rzuciła niedopałek pod jego stopy. Ugasiła go pod podeszwą buta i odeszła, kręcąc pośladkami. – Jeszcze jeden idiota stanie mi na drodze, a przysięgam, że nie wytrzymam. – Gość był tak zaskoczony jej reakcją, że zamilkł i w pośpiechu się oddalił.

***

– Witaj, Marto. Jak zawsze punktualna. – Gdy otworzyła drzwi kancelarii, od razu powitał ją prawnik, który współpracował z jej rodziną już od kilkunastu lat. Darzyła go ogromnym zaufaniem. Prowadził wcześniej biznes jej ojca, a teraz trzymał pieczę także nad jej sprawami.

– Witaj. Przejrzałeś dokumenty? – Znów nie miała zamiaru owijać w bawełnę i przeszła od razu do rzeczy.

– Oczywiście. Są w porządku. Myślę, że w tej sytuacji więcej byś nie ugrała. Trochę to dziwne, że tak bez niczego bierze całą winę na siebie, ale być może pozostała w nim resztka honoru. Kawy?

– Tak, poproszę. – Usiadła w fotelu i założyła nogę na nogę. – Błagam cię, o jakim honorze mówisz? Myślę, że ten gnojek nie ma takiego słowa w swoim słowniku. Myślisz, że mam podpisać te papiery tak po prostu? Chciałam trochę napsuć mu krwi.

– Sama sobie odpowiedz na to pytanie, czy potrzebny ci skandal? Nie jesteś wprawdzie żadną celebrytką, ale jednak w Warszawie nie możesz chwalić się luksusem anonimowości. Nie macie dzieci. Konta macie osobne, a to wspólne dzielicie po równo. Daj sobie spokój. – Postawił przed nią filiżankę z cudownie pachnącą kawą. Czarna, bez dodatku mleka i cukru, taką uwielbiała najbardziej, a Mariusz o tym wiedział. Znał ją od dziecka.

– Mariusz, Mariusz… Zawsze musisz mieć rację? – Oparła się wygodniej i wpatrywała w rozmówcę.

– Swoje już przeżyłem na tym świecie. Znasz to powiedzenie, że gówna się nie powinno ruszać? – Usiadł na drugim fotelu i upił łyk swojej kawy.

– Psujesz mi cały plan. Chciałam się zemścić na tym kretynie.

– Jak?

– Nie wiem, coś bym wymyśliła – uśmiechnęła się pod nosem.

– Marto, jesteś poważną, mądrą kobietą. Nie baw się w jakieś głupie gierki. Nie jest ci to absolutnie do niczego potrzebne. Większą krzywdę mu zrobisz, gdy nie zareagujesz. Pokaż, że masz nad nim przewagę. Bądź ponad ten cały syf. Rany się niedługo zagoją, a smród, jaki mógłby powstać podczas tej waszej małej wojenki, ciągnąć się może za tobą jeszcze długo.

– Za każdym razem udowadniasz, że to, że jesteś w naszej rodzinie tak długo, to najlepsza decyzja mojego ojca, a później moja. Jesteś naprawdę dobrym prawnikiem, a do tego piekielnie inteligentnym człowiekiem. Masz rację.

– A tak swoją drogą, to jak to się stało? Myślałem, cholera, byłem pewny, że jesteście udanym małżeństwem. – Paprocki był zdziwiony, gdy Marta przesłała mu wieczorem skan papierów rozwodowych i to bez żadnych wyjaśnień.

– Sama chciałabym poznać odpowiedź na to pytanie, wierz mi. – Odstawiła filiżankę na stolik, wstała raptownie z fotela i zaczęła krążyć po pomieszczeniu. Jej szpilki rytmicznie stukały o marmurową podłogę. – Nic nie zwiastowało jego odejścia. Jest chyba świetnym aktorem, bo nigdy nic nie zauważyłam. I to mnie najbardziej wkurwia.

– Wiesz, z kim cię zdradził?

– Wiem, ale nie chcę o tym rozmawiać. Wynajęłam detektywa.

– Po co?

– Jak to, po co? Żeby sprawdził, jak długo Krzysiek robił ze mnie idiotkę. Chcę to wiedzieć. Muszę.

– A co z rozwodem? Czekamy aż detektyw dostarczy ci jakieś dowody?

– Nie. Działamy. Chcę jak najszybciej pozbyć się tego trutnia z mojego życia. Rozumiem, dlaczego namawiałeś mnie na intercyzę. Teraz pewnie musiałabym się z nim bić o mój hotel.

– Intercyza to zawsze dobra rzecz, gdy ma się interes przynoszący duże zyski. Zawsze lepiej to rozgraniczyć.

– Co ja bym bez ciebie zrobiła? Jesteś dla mnie jak ojciec. – Uspokoiła się i usiadła ponownie w fotelu, by dopić kawę.

– Obiecałem kiedyś twojemu ojcu, że będę się o ciebie troszczył. – Spojrzał na nią z czułością. Traktował Martę jak własną córkę. Jego żona nie mogła mieć dzieci, a na adopcję nigdy się nie zdecydowali. Oboje uwielbiali Martę i często zapraszali ją wraz z mężem na święta albo po prostu na kolacje. Od czasu, gdy jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, dbał o nią jak tylko mógł. – Teraz mogę ci się przyznać, że nie trawiłem Krzyśka. Tolerowałem go tylko ze względu na ciebie.

– Rafał powiedział mi wczoraj to samo. To smutne, wiesz? – Spochmurniała, bo źle się słuchało takich rzeczy o osobie, z którą chciało się spędzić resztę życia. – Szkoda, że tylko ja się na nim nie poznałam, a do tego tylko ja byłam zaangażowana w nasz związek.

– Jesteś młoda, piękna i zdolna. Masz dopiero dwadzieścia dziewięć lat. Nie potrzebujesz faceta, by być szczęśliwa. Z czasem rany się zagoją. Zaczniesz żyć na nowo. Głowa do góry.

– Znasz mnie. Wiesz, że nie będę płakać, bo nie ma za kim. Skoro postąpił tak, jak postąpił, to niech się smaży w piekle. Żal mi tylko tych wspólnie spędzonych lat. Mogłam już być dawno matką. Teraz wiem, czemu tak się wzbraniał przed dzieckiem. On nie planował przeżyć ze mną życia.

– I to w tobie najbardziej lubię, jesteś cholernie silną osobą. Doskonale wiem, że dasz sobie ze wszystkim radę. Nazwisko do czegoś zobowiązuje. Wilki to dumne i honorowe zwierzęta. Dbają o swoją rodzinę, a gdy trzeba, to walczą.

– Może ja po prostu nie mam serca? – Zamyśliła się na chwilę nad pustą już filiżanką.

– Ależ masz, w dodatku ogromne. Pilnuj go i nie oddawaj byle komu. Jesteś cudowną osobą. Uwielbiam to, że nigdy nie histeryzujesz. Masz większe jaja niż twój mąż. – Zaśmiał się i dyskretnie spojrzał na zegarek.

– Widzę, że mam spadać? – wstała.

– Za dziesięć minut mam kolejne spotkanie, wybacz. – Również podniósł się z fotela.

– Jak masz ochotę, wpadnij do nas wieczorem. Magdalena przygotuje coś dobrego. Ucieszy się, gdy cię zobaczy. – Magdalena to żona Paprockiego. Cudowna kobieta, która jakby mogła, to nieba by przychyliła każdemu. Zawsze z sercem na dłoni. Marta wiedziała, że jak tam pójdzie, to będzie musiała wysłuchiwać jej lamentów, jaka to jest biedna, że mąż ją porzucił.

O nie! Co to, to nie.

– Dziękuję, ale innym razem. Znam Magdalenę aż za bardzo i nie obraź się, ale nie mam ochoty, żeby się nade mną użalała. – Szczerość przede wszystkim.

– Bezpośrednia jak zawsze. – Podszedł do niej i pocałował ją w czoło. – Dobrze. Obiecaj, że niedługo nas odwiedzisz.

– Obiecuję. Zajmiesz się tymi papierami?

– Tak. Dam ci znać, gdy sąd wyznaczy termin rozprawy. Trzymaj się, Martuś.

– Masz szczęście, że cię uwielbiam. Wiesz dobrze, że nienawidzę, jak się tak do mnie mówi.

Tuż po wyjściu z budynku otulił ją skwar upalnego dnia. Nie miała kompletnie pojęcia, co teraz mogła ze sobą zrobić, więc skierowała się w stronę pobliskiego parku. Normalnie wróciłaby do domu, ugotowała jakiś pyszny obiad dla Krzyśka, a później oglądaliby razem film albo uprawiali seks.

Gówno prawda! Już nie pamiętała, kiedy spędzili razem wieczór. Krzysiek od dawna zasłaniał się pracą i wyjazdami służbowymi. Seksu nie uprawiała już chyba z pół roku. Ciągle miał wymówkę, że jest zmęczony albo nie jest w nastroju. Czasami zwyczajnie odwracał się do niej tyłkiem i po pięciu minutach chrapał w najlepsze.

– Kurwa! – Niekontrolowanie wybuchła gniewem, bo uświadomiła sobie, że cały ten ich romans trwał na pewno od sześciu miesięcy albo dłużej. Nie zdała sobie sprawy, że właśnie głośno przeklęła. Rozejrzała się zmieszana na boki i z ulgą stwierdziła, że chyba nikt nie słyszał jej wybuchu. Wyglądało to co najmniej tak, jakby miała zespół Tourette’a.

– Coś się stało? – Usłyszała za plecami gruby, męski głos. Nie była pewna, czy to pytanie było skierowane do niej. Odwracając się wpadła na wysokiego faceta. Uderzenie było na tyle mocne, że wylądowała z głośnym plaśnięciem na pośladkach.

– Mógłby pan trochę bardziej uważać? – Bolały ją dłonie, którymi podparła się podczas upadku. Z rozpaczą stwierdziła, że obcas w jej cholernie drogich butach, właśnie się połamał. – Wiesz, ile kosztują te szpilki? To były moje ulubione. Już ich nie produkują. Szlag!

– To pani na mnie wpadła. Kto to widział tak nagle się zatrzymywać bez uprzedzenia? – Wyciągnął do niej rękę, by pomóc jej wstać. Kobieta ją jednak zignorowała i podniosła się o własnych siłach. Buty ze złością cisnęła do śmietnika, który stał obok niej. Gorący beton parzył ją niemiłosiernie w stopy.

– Po cholerę pan szedł tak blisko mnie? Gdyby nic pan nie gadał i nie skradał się za mną jak szpieg, to bym się nie obracała. Ja pierdolę, co za dzień! – Otrzepała się, a potem spojrzała gniewnym wzrokiem na swojego rozmówcę. Był bardzo wysoki i mocno umięśniony. Brązowe oczy otaczały czarne jak smoła rzęsy. Włosy miał nienagannie przystrzyżone – krócej u dołu i nieco dłużej na górze. Ubrany był w spodnie od garnituru, idealnie skrojone na miarę, białą koszulę oraz czarne, lśniące buty. Formalność stroju nieco przełamywał brak krawata i rozpięte guziki pod szyją.

– Zauważyłem, że jest pani mocno zdenerwowana. Chciałem tylko sprawdzić, czy nic się nie stało. – Uśmiechnął się, pokazując idealnie równe i białe zęby. – Może da się pani zaprosić na kawę? Oczywiście w ramach przeprosin, bo widzę, że jest pani mężatką… – Marta spojrzała z obrzydzeniem na prawą dłoń, na której wciąż na palcu miała obrączkę. Krzysiek swojej nigdy nie nosił. Twierdził, że mu przeszkadzała.

– Już nie. – Zdjęła złotą obrączkę ze złośliwym uśmieszkiem i wrzuciła ją bez wahania do stawu w Parku Ujazdowskim. – Za kawę dziękuję, piłam przed chwilą. Poza tym nie umawiam się z podejrzanymi nieznajomymi. – W tym gościu było coś mrocznego, co powodowało u Marty niepokój. Był cholernie przystojny, ale wyglądał jak przyczajony drapieżnik. Jego wzrok wciąż skupiony był na niej, a jej pewność siebie z każdą minutą ulatywała coraz bardziej. Chciała już stąd uciec.

– Jestem Akim. – Wyciągnął do niej rękę. Kobieta niepewnie odwzajemniła uścisk.

– Marta. Nie jesteś z Polski? – Ich powitanie trwało zdecydowanie za długo. Speszona cofnęła rękę.

– Nie, a ma to jakieś znaczenie? – Jego akcent wskazywał jej na Ukrainę albo Rosję.

– Rosjanin?

– Da. – Tego już było dla niej za wiele. Koleś wyglądał podejrzanie i do tego był Rosjaninem. Czas się ewakuować. Doskonale zdawała sobie sprawę, czym ten gość mógł się zajmować. Cała ta rozmowa była dziwna i kompletnie niepotrzebna.

– Miło było cię poznać, Akim, ale pozwolisz, że już pójdę? Spieszę się trochę. – Miała ochotę na samotny spacer, ale już jej przeszło. Teraz chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.

– Daj spokój, bo pomyślę, że się mnie boisz. A może jesteś ksenofobką?

– Nie jestem żadną ksenofobką. Nie mam ochoty nigdzie z tobą iść, rozumiesz? Chcę wrócić do swojego auta i jechać do domu. Mam za sobą naprawdę trudne dni. Wybacz, ale nowe znajomości nie są mi teraz do niczego potrzebne.

– Przepraszam. Tu jest moja wizytówka, gdybyś jednak zmieniła zdanie.

– Raczej nie zmienię. Żegnam.

Akim patrzył, jak Marta na boso odchodzi i znika za pierwszym zakrętem. Stał tak jeszcze chwilę z rękami w kieszeni, po czym sięgnął do śmietnika, żeby wyciągnąć z niego wrzucone tam wcześniej buty.

– Piękna, a przy tym gorąca jak ogień. Lubię takie. – Ludzie patrzyli się na czerwone szpilki w jego dłoni, ale on miał to w dupie. Jedno jego spojrzenie i wszyscy uciekali w popłochu. Szkoda tylko, że i ona uciekła. Nic nie szkodzi. Znajdzie ją. Zawsze dostawał to, czego chciał.

Wypatrzył ją już, kiedy wychodziła z Kancelarii Prawnej. Przejeżdżał akurat autem. Kazał kierowcy się zatrzymać i poszedł za nią. Liczył na to, że uda mu się ją poderwać, że jak zawsze użyje swojego uroku osobistego, a potem dostanie to, czego chce. Okazała się jednak nie być laską na jedną noc. Jedno jej spojrzenie sprawiło, że przepadł. Pierwszy raz w życiu drgnęło mu serce. Musiał ją mieć, za wszelką cenę.

***

Marta z impetem wpadła do swojego mieszkania, jednocześnie przyciskając telefon do ucha.

– Rafał, co robisz dziś wieczorem? – zapytała przyjaciela bez zbędnych wstępów, gdy tylko odebrał od niej połączenie. Spotkanie z Akimem tak ją zestresowało, że gdy tylko upewniła się, że jej nie widzi, rzuciła się pędem do auta. Ludzie musieli wziąć ją za wariatkę, gdy biegła na boso. Dopiero gdy zamknęła drzwi i przekręciła zamek, poczuła się bezpieczna. Wizytówkę wyrzuciła do pierwszego napotkanego śmietnika.

– Coś ty taka zdyszana? Gonił cię ktoś? – Głos przyjaciela dodatkowo ją uspokoił i pozwolił się choć trochę wyluzować.

– Coś w tym stylu. To co, wpadniesz na lampkę wina? – Bardzo nie chciała być sama i miała ochotę na ploteczki ze swoim najlepszym przyjacielem.

– Znowu coś się stało?

– Kurwa, czy musi się coś stać, żebym się z tobą mogła napić? – Zdenerwowana opadła na kanapę. – Okej, stało się, połamałam obcas w moich czerwonych Louboutinach i przez to wylądowały w śmietniku. Wystarczy?

– Jesteś niemożliwa. Niedługo będę. Jak chcesz, to zostanę na noc.

– W końcu gadasz do rzeczy. Czekam. Ja i wino.

– Będę o osiemnastej.

– Cudownie!

Była dopiero czternasta. Marta nie miała kompletnie ochoty na gotowanie, więc postanowiła zamówić sobie obiad. Wybrała numer ulubionej włoskiej knajpy i zamówiła lasagne z grillowanymi warzywami. Według niej było to najlepsze danie w całej Warszawie. Dostała informację, że dostawa będzie za godzinę. Idealnie – ma akurat czas, by wziąć prysznic. Od tego biegania na boso miała całe czarne stopy. Czuła się przez to strasznie brudna.

Ciepła woda ją relaksowała i już po chwili była całkowicie odprężona. Owinęła się czarnym kąpielowym ręcznikiem, po czym poszła do sypialni po świeżą bieliznę. Jej uwagę zwróciła otwarta szafa i panujący w niej lekki nieład. Nie przypominała sobie, żeby cokolwiek z niej brała. Strój, który miała dzisiaj na sobie, wisiał na wieszaku. Może Krzysiek był podczas jej nieobecności? Była straszną pedantką i nigdy nie zostawiała otwartej szafy, a ubrania leżały zawsze złożone w idealną kosteczkę.

– Czego chcesz? – Opryskliwy głos jej męża w słuchawce na nowo spowodował, że cała się spięła.

– Może trochę grzeczniej, co? – Nie wierzyła, że to ten sam człowiek, z którym miała do czynienia jeszcze kilka dni temu. – Dzwonię, żeby zapytać, czy byłeś dzisiaj w mieszkaniu?

– W twoim? – Oho, to już nie w naszym? Szybko się przestawił.

– Tak, w moim.

– Nie byłem. Nie mam czasu. Kiedyś się zjawię po resztę rzeczy.

– Jesteś pewien, że nie byłeś? – Skoro nie on, to co tu się do cholery dzieje? – Może Lilka była, a ci nie powiedziała. Możesz ją zapytać? To ważne. – Głos Marty złagodniał, bo nie podobało się jej, że ktoś tu był. Mieszkanie nie wyglądało jak po włamaniu. Kiedy przyszła, zamki w drzwiach były pozamykane. Okna też. Zresztą, kto by chciał wejść przez okno do mieszkania na jedenastym piętrze? Chyba tylko jakiś kaskader.

– Kochanie! – Na dźwięk tego słowa, Marcie zrobiło się słabo. Jakim cudem, po tak krótkim czasie, jej mąż nazywa inną kobietę „kochanie”? Do tej pory uważała, że jest to zarezerwowane tylko dla niej. – Byłaś może dzisiaj w mieszkaniu Marty?

– Zwariowałeś? Po cholerę miałabym do niej iść? – Głosy w słuchawce spowodowały, że kobieta miała ochotę natychmiast się rozłączyć. Czekała jednak cierpliwie, bo musiała się dowiedzieć prawdy.

– Słyszałaś, nie była. Coś jeszcze? – Jego głos był zimny i tak cholernie obcy, że aż trudno jej było w to wszystko uwierzyć.

– Podpisałam papiery rozwodowe. Mariusz zajmuje się całą resztą. Niedługo będziesz wolny. – Odpowiedziała szorstko.

– Dzięki.

– Serio tylko tyle masz mi do powiedzenia? Po tylu latach? Nie potrafisz już normalnie ze mną rozmawiać? Co się z tobą stało, człowieku?

– Marnujesz mój cenny czas. Jeśli nie masz mi nic ważnego do przekazania, to żegnam. – Rozłączył się.

– Co za gnój! Nie wierzę, że go kochałam.

Jak widać miłość i nienawiść dzieli cienka granica.

Ubrała się w obcisłe spodnie dresowe i koszulkę na ramiączkach. W domu nigdy nie zakładała stanika. Zresztą jej piersi były tak małe, że nawet nie widać, że go nie miała. W oczekiwaniu na obiad, nalała sobie lampkę białego wina. Była na urlopie, wolno jej było robić, co tylko zechce. Upiła łyk, po czym rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Otworzyła je z uśmiechem, bo była przekonana, że to jej ulubiony dostawca z obiadem. Za drzwiami jednak nikogo nie zastała. Spojrzała pod nogi i na wycieraczce ujrzała ozdobne pudełko, a na nim kartka z napisem: „otwórz mnie”. Kobieta podniosła je, zabrała do środka, a następnie zamknęła ponownie drzwi dla bezpieczeństwa. Postawiła pakunek na stole w kuchni i przyglądała mu się badawczo przez chwilę. Zaczęła się zastanawiać, od kogo mogła być ta przesyłka. Nie było adresata, więc być może ktoś się pomylił. To najbardziej prawdopodobna wersja, bo od męża na pewno nic by nie dostała, a cichych wielbicieli nie miała.

Po chwili namysłu postanawia rozwiązać kokardę i otworzyć wieczko.

– Co do cholery?! – W pudełku leżały nowiutkie szpilki, dokładnie takie, jakie niedawno połamała. Te, których już za cholerę się nigdzie nie dało dostać. W dodatku były w jej rozmiarze. Dreszcz przeszył jej całe ciało. Tylko jedna osoba wiedziała o tych butach. Akim. Oglądała je jeszcze przez chwilę z niedowierzaniem. Na dnie, pod butami, leżała koperta, a w niej liścik.

Przyjmij je w ramach przeprosin.

A.

– Ja pierdolę, muszę się napić. – Wychyliła całą zawartość kieliszka na raz. Gdy po chwili drugi raz zadzwonił dzwonek do drzwi, o mało nie dostała zawału. Tym razem sprawdziła w wizjerze, kto to. Na szczęście tym razem był to jej obiad. Wzięła go w pośpiechu od dostawcy i zamknęła drzwi na wszystkie możliwe zamki. Straciła apetyt. Postawiła papierową torbę na kuchennym blacie i wzięła karton ze szpilkami do salonu. Usiadła na kanapie i przez dobre dziesięć minut gapiła się to na buty, to na liścik.

Skąd ten typek wiedział, gdzie ona mieszka? Czyżby ją śledził? Nieprzyjemny dreszcz znów przebiegł przez jej ciało. Miała rację, że się go bała. Wystarczyła mu godzina, żeby dowiedzieć się, gdzie mieszka i znaleźć te pieprzone buty. Tak, zdecydowanie powinna była się go bać.

Dzwonek komórki spowodował chwilowe migotanie przedsionków. To SMS od Krzyśka.

To ja byłem dzisiaj w mieszkaniu. Myślałem, że się nie skapniesz. Musiałem zabrać mój ulubiony garnitur i koszulę. Nie chciałem mówić tego przy Lili, bo by się niepotrzebnie zdenerwowała.

Pierdol się. Ty i ta Twoja Lili.

Czas zmienić zamki.

Marta miała dość facetów i to zdecydowanie na dłuższy czas. Mąż – idiota, Akim – psychopatyczny prześladowca. Cudownie. Dolała sobie kolejną porcję wina. Jak tak dalej pójdzie, to zanim pojawi się Rafał, ona będzie zalana w trupa.

Rozdział 3

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 4

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 5

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 6

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 7

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 8

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 9

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 10

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 11

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 12

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 13

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 14

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 15

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 16

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 17

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 18

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 19

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 20

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 21

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Rozdział 22

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Podziękowania

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.